czwartek, 2 lipca 2015

Rozdział 68

Przepraszam za dwa tygodnie ciszy! Kilka słów więcej naskrobię pod rozdziałem..
Enjoy:
Po ekranie z wolna przesuwają się napisy końcowe, a ja wpatruję się w niego, nie będąc się w stanie poruszyć. Niby przeczytałam już książkę, pamiętam ją bardzo dokładnie, jednak film nadal wzbudza we mnie ogromne emocje. Zayn patrzy na mnie z pół uśmiechem uważnie lustrując moją reakcję. Wątpię, że w ogóle skupiał się na filmie.
Przez większość czasu całował mnie czule w policzek, zaplatał nasze palce, ocierał się opuszkami palców o moje plecy, wzdłuż mojej nogi, aż po samo ramię. Robił wszystko, aby mnie rozpraszać.
Zaraz po tym, jak na ekranie telewizora pojawia się zakładka z ustawieniami, rozluźniam się w jego ramionach wzdychając. Rozmyślam nad dopiero co obejrzanym filmie.
- Przypadkiem nie czytałaś już książki? – głęboki rechot Zayn’a obija się o moje uszy.
- Tak, ale.. Po prostu.. Minęło już trochę czasu – śmieję się lekko. Tragiczny koniec, nieciekawej historii miłosnej. Spoglądam na chłopaka zaciskając usta w wąską linię -  Myślę, że muszę już wracać.. – chłopak smutnieje – Razem z Sarą musimy sobie jeszcze wiele wyjaśnić.
Mam nadzieję, że dziewczyna już ochłonęła, i wróciła do domu. Doskonale rozumiem jej żal i smutek, ale nie mogę postępować według jej zasad. Wiele się zmienia w naszych życiach, ale mimo to nadal staramy się jakoś do tego adaptować, przystosowywać. Jesteśmy w stanie podołać tym zmianom.
- Okay – chłopak marszczy brwi, po czym przyciąga mnie do siebie, składa miękki pocałunek na policzku, po czym chwyta mnie za nadgarstek. Jego kciuk ociera się o narysowane wcześniej malutkie serduszko.
- Pójdę pozbierać swoje rzeczy – odpowiadam cicho. Nie chcę już wychodzić, ale jestem pewna, że jeśli tego teraz nie zrobię to chłopak przekona mnie do pozostania z nim tutaj na kolejną noc.
Zayn zgadza się skinieniem głowy, opiera się całym ciężarem ciała o kanapę, kiedy ja podnoszę się z miejsca i wychodzę z salonu do sypialni. Przechodząc przez próg pokoju ciężko wzdycham. Podchodzę do własnej torby, otwieram ją i wrzucam do środka zwiniętą pidżamę.
Obracam ją w poszukiwaniu telefonu. Wątpię, że po tym wszystkim Sara zawracałabym sobie głowę dzwonieniem do mnie, jednak wolę to sprawdzić – tak na wszelki wypadek. Z łatwością odnajduję urządzenie, wysuwam je z kieszonki. W tym samym czasie ze środka wypada moja pomadka, po czym turla się pod łóżko. Buczę zirytowana, klękam na zimnej, drewnianej podłodze i wchodzę pod mebel w poszukiwaniu zguby.
Szukając pomadki natykam się na pojedynczą, białą kopertę. Podnoszę się zerkając na drzwi do pokoju. Skąd wzięła się tu ta koperta? Ponownie schylam się pod łóżko, nie powinnam tam grzebać.. szperanie w jego rzeczach było nie na miejscu… Szybkim ruchem wyciągam swoją pomadkę i kopertę.
Siadam opierając się o miękki materac, spoglądam na kopertę. Jej przód pokryty jest pieczęcią rządu. Sam papier wygląda na nieco zniszczony, tak jakby ktoś rozerwał ją w niezwykle szybkim tempie, przeczytał zawartość i równie prędko zamknął.
Biorę głęboki oddech rozważając swoje możliwości. Nie powinnam była jej w ogóle otwierać, jednak coś mi podpowiada, że musiałam się dowiedzieć. Dlaczego Zayn trzyma kopertę zapieczętowaną przez rząd pod swoim łóżkiem? Otwieram ją przyglądając się każdemu elementowi. Nie mogę zrozumieć znaczenia połowy ze słów, które przeczytałam, ale rozpoznaję, że to nakaz policyjny, imiennie wypisany na Zayn’a.
Czy ten list pochodzi z czasów, gdy Zayn regularnie łapał prawo i został złapany? Nie jestem w stanie określić na podstawie jakiego przewinienia został wystawiony ten papier. Wszystkie te sformułowania są napisane bardzo zaawansowanym i urzędowym pismem. Skupiam się na tym co jestem w stanie w pełni rozszyfrować, przyglądam się tytułowi.

Postanowienie
W imieniu sprawiedliwości, sąd angielski w Bradford po zapoznaniu się ze sprawą z powództwa wnioskodawcy – rodziny Dower przeciwko oskarżonemu - Panu Malik’ owi orzeka o jego winie oraz decyduje o bezwzględnym zakazie zbliżania się do pokrzywdzonych.
Jako strona przeciwna, niniejszym sąd informuje, że każde umyślne, bądź nieumyślne odstąpienie od tego postanowienia, będzie uznane za naruszenie prawa.

Pismo zostało podpisane datą, wydaje mi się, że wtedy mniej więcej Zayn tutaj przyleciał, przeprowadził się te kilka lat temu.. Moje ciało ogarnia obawa, zmartwienie, czuję uścisk w klatce piersiowej. Staram się uspokoić swoje szalone myśli, jednak nic nie pomaga, nadal oblewają mnie zimne poty, a mięśnie nie przestają być napięte.
- Julio – upuszczam papier na dźwięk jego surowego tonu. Obracam się i napotykam jego mrożący krew w żyłach wzrok – Co tu robisz? – podnoszę się trzymając białą kopertę między placami dłoni. Rozglądam się mając nadzieję, że nie wygląda to, aż tak źle.
- J-ja.. – Szukałam tylko pomadki, nie chciałam… ona wleciała pod łóżko.. Wiem, że Zayn i tak nie uwierzy w moją opowieść. To taka beznadziejna wymówka..
- Odłóż tę kartkę w swoje miejsce – grozi mi. Jeszcze nigdy wcześniej nie słyszałam tego tonu. Hamuję swoje poczynania spoglądając na chłopaka – jego wzrok podpowiada mi, abym nawet nie próbowała teraz swych sztuczek. Potulnie wsuwam papier do koperty, po czym umieszczam ją w jej dawnym miejscu pod łóżkiem. Pocieram dłonie patrząc na niego ze zmartwieniem.
- Czy ten papier pochodzi z czasów, gdy cię złapano na… wandalizmie, czy czegokolwiek się kiedyś dopuściłeś? – pytam desperacko pragnąć odpowiedzi. Za każdym razem chcę poznać prawdę, ale ty razem cała sytuacja intryguje mnie jeszcze bardziej. Papier świadczył o problemach z rządem, sądem, jest to coś powiązanego z prawem, to wyraźny zakaz zbliżania się.
- Nie rozmawiajmy o tym – kręci głową odmawiając tym samym udzielenia odpowiedzi. Przyglądam się mu z szeroko otwartymi oczami – żartuje, tak? Nie rozmawiajmy o tym? Przynajmniej tym razem nie wyszedł z pokoju unikając tym samym rozmowy.
- Dlaczego otrzymałeś zakaz zbliżania się? – pytam go stanowczo. Tym razem mu się nie uda wcisnąć mi byle jakiej wymówki, nie może przyznać, że to nic takiego. Bałam się, byłam przerażona tym, że nie mam pojęcia za co go otrzymał.
- Kurwa – buczy wiedząc, że mu tak łatwo nie odpuszczę – Pobiłem jakiegoś dzieciaka, jego rodzice założyli mi sprawę w sądzie. Odpuść.
Mam odpuścić? Otrzymał zakaz zbliżania się, gdyby chodziło o jakiegoś dzieciaka, nie byłby taki skory do kończenia tematu.  Oblizuję usta kręcąc przecząco głową. Nie wierzę mu.
- Kłamiesz.. Przyrzekłeś z tym skończyć – unoszę brodę dodając sobie odwagi. Obserwuję każdy jego ruch. Oczy chłopaka zaświecają się płonieniem złości, wkracza głębiej do pomieszczenia.
- Sama mi powiedziałaś, że wcale nie muszę ci się z wszystkiego zwierzać! Skoro nie chcesz słuchać moich kłamstw, to przestań domagać się odpowiedzi na wszystko, o czym się tylko o mnie dowiesz! – wrzeszczy.
Racja, powiedziałam, że nie musi mi się z wszystkiego zwierzać teraz. Pismo z sądu o zakazie zbliżania nie jest błahostką, ukrywanie przede mną takiego faktu, jest po prostu nie w porządku.
- Miałeś problemy z policją! Czy to nie jest coś, czym powinnam się przejmować?
- To nie ma z tobą nic wspólnego Julio! – skacze.
- Niby tak, ale to mnie przeraża! – wyznaję głośno. Chłopak sztywnieje wpatrując się we mnie z szeroko otwartymi oczami.
Takie pismo, skierowane imiennie do samego Zayn’a przeraża mnie. Nie mam pojęcia z jakiego powodu je dostał i dlaczego to przede mną ukrywał. Czego takiego się dopuścił?
- Dlaczego ktoś miałby domagać się takiego pisma, skierowanego bezpośrednio do twojej osoby? – pytam.
- Nie będę o tym z tobą rozmawiał – buczy. Całe zaskoczenie znika z jego twarzy, chłopak spuszcza spojrzenie w dół. Tak jakby to była wina podłogi, że akurat znalazłam ten papier. Pozwalam, by ogarnęła nas chwila ciszy, zanim ponownie się odzywam.
- Wyznałeś mi, że nie chcesz mnie stracić, a co robisz? – staram się mówić spokojnie – To czego się dopuszczasz, to powolne odpychanie mnie, skreślanie mnie, odsuwanie od swojego życia. Każdym, nawet najmniejszym kłamstwem pogłębiasz to.
Przeczesuję swe włosy palcami ciągnąc się za końcówki. Dzisiejszy dzień był zbyt idealny, by nic nie mogło się już przydarzyć. Czego jeszcze się można spodziewać?
- Nie będziemy przechodzić przez to po raz kolejny.. Każdy ma jakieś swoje nieciekawe tajemnice z przeszłości… Ale akt policyjny? Starałam i dalej staram się zrozumieć twoje kłopoty z obdarzeniem zaufania innych, ale.. to? – domagam się wyjaśnień.  Nie jest w stanie mi w pełni ufać, z powodu tych tajemnic, mogę to zrozumieć, jednak te same sekrety podważają zaufanie, którym ja obdarzam jego.
- Obiecuję ci, że to nic, czym należało by się przejmować. To byli bardzo nadopiekuńczy rodzice – zapewnia mnie uspokajając przy tym samego siebie. Spuszczam wzrok kręcąc głową. Nadal mnie oszukuje – To szczera prawda – dopowiada po chwili. Zamykam oczy, to są jakieś bzdury, czuję to.
- Muszę wracać do akademika – zabieram torbę razem z kluczykami. Przechodzę obok niego, a chłopak zatrzymuje mnie łapiąc mnie za ramię. Przyglądam się, jak jego dłoń otacza moją rękę, nie wiem, jak to wyjaśnić, ale bije od niego obawa.
- Nie.. Proszę nie wychodź wściekła. Mówię ci prawdę – wszystkie moje zmysły wyczuwają jego nieszczerość. Zerkam wprost w jego oczy mając nadzieję, że to pomoże mi choć trochę uwierzyć jego słowom. Nie udaje się, wpatruję się w nie ze strachem i bólem. Jak on może kłamać mi prosto w twarz?
- Nie jestem wściekła – okłamuję go cicho. Złoszczenie się o te tajemnice z pewnością w niczym nam nie pomogą – Wracam do siebie – zbliżam się do niego składając małego buziaka mając nadzieję, że to rozchmurzy jego wszelkie obawy i zmartwienie o moim odejściu.
To działa, Zayn puszcza moje ramię i wydaje się nieco rozluźnić. Podąża za mną do samochodu w zupełniej ciszy. Otwieram drzwi i wrzucam do środka swoje rzeczy, po czym wsiadam na fotel. Zayn stoi w nich, więc nie mogę ich zamknąć. Zaczyna się tłumaczyć, a ja nie jestem w stanie spojrzeć mu w oczy.
- Julio przyrzekam ci, że to nic ważnego, nie masz się, czym martwić – to nie jest kłamstwo, przynajmniej jemu się tak wydaje. Tylko jego zdaniem nie powinnam się przejmować.. On ma nadzieję, że nie będę. Moim zdaniem kryje się za tym coś poważnego, nikt nie otrzymuje zakazu zbliżania się za nic.
- Okay – odpowiadam mu z wymuszonym uśmiechem. Chłopak pochyla się całując mnie.
- Zadzwonię – mówi z nadzieją w głosie.
- Jasne – uśmiecham się, po czym chłopak odsuwa się zatrzaskując drzwi. Przyglądam się jego plecom, gdy z wolna kieruje się z powrotem do mieszkania. Kolejny sekret do kolekcji.. zakaz zbliżania się od kogoś przeciwko niemu.. Od kogoś o nazwisku Dower

Zayn POV

Po tym, jak samochód Julii znika mi z pola widzenia, obracam się na pięcie w furii. Jest ze mnie pierdolony idiota decydując się chować tę kopertę pod łóżkiem. Co ja sobie myślałem? Co Julia w ogóle tam robiła? Przeszukiwała moje rzeczy? Do jasnej cholery, myślałem, że wyraziłem się jasno – koniec z dochodzeniem na temat mojej przeszłości.
Sądziłem, że powiedzenie jej prawdy o Eleanor ugasi jej ogromną ciekawość na jakiś czas, ale wygląda na to, że to ją tylko podsyciło. Pokazało jej, że jeśli się tylko postara, może śmiało dowiadywać się o mnie prawdy. To nie wróży dobrze.
Chwytam komórkę wybierając numer do Eleanor. Przechadzam się nerwowo po salonie patrząc na jedzenie w kuchni. Nie jestem nawet głodny, potrzebuje czegoś, co odciągnie mnie od tego wszystkiego. Dziewczyna w końcu odbiera, siadam wygodnie na fotelu.
- Co zrobiłeś? – pyta na samym wstępie. Przewracam oczami na jej automatyczne oskarżenia i podejrzenia o najgorsze. Uderzam się powierzchnią nadgarstka prosto w czoło.
- Musisz tu przyjechać, natychmiast – odpowiadam stanowczo.
- Pojechała już?
- Tak, a teraz rusz się do cholery, potrzebuje pomocy – buczę niezadowolony.
- Dobrze już, do mojego przyjazdu nie pokuś się na coś durnego – wzdycha. Chwilę potem połączenie zostaje zakończone, a ja niemalże natychmiast wskakuję do kuchni. Jednym ruchem sięgam po szklankę, i wlewam do niej whiskey i wypijam kilkoma dużymi łykami. Pozwalam palącej cieczy spłynąć po moim gardle, dzięki temu nieco się uspokajam.
Dwie szklanki później w końcu słyszę pukanie do drzwi. Po opustoszeniu trzeciej szklanki palącej cieczy, moje ciało rozluźnia się, a myśli przestają dręczyć. Wypuszczam ją z dłoni, ku mojemu zaskoczeniu szkło nie rozbija się na miliony drobnych kawałeczków. Podchodzę do drzwi, które po chwili otwieram.
- Nareszcie – oboje wypowiadamy to słowo w tym samym czasie. Piorunuję ją spojrzeniem, na co dziewczyna rzuca we mnie pół uśmiech. Przechodzi przez próg oraz rozgląda się po całym mieszkaniu.
- Przynajmniej niczego tutaj nie rozwaliłeś – śmieje się zwracając się do mnie. Zatrzaskują drzwi z siłą – Boże, już wziąłeś się za whiskey? – marudzi z przekąsem. Odkłada swoją torebkę, podchodzi do wpół pustej butelki alkoholu podnosząc ją do góry. Następnie bierze do ręki moją szklankę i nalewa sobie porcję.
Nie waha się i przechyla szklankę wlewając ciecz do ust. Zaraz po tym wypowiada głośne ‘whoo’ potrząsając głową w niesmaku. Dziewczyna chwyta dłońmi blat, przymyka oczy, gdy alkohol przepływa przez jej przełyk do samego żołądka. Ostatecznie wzdycha głęboko spoglądając na mnie.
- Teraz jestem gotowa na rozmowę. Co się dzieje? Gadaj – nakazuje zacząć mówić. Teraz już wiem, jak odbierają mnie inni – zawsze odpowiadam stanowczym i władczym tonem z moich ust wydobywają się komendy, a nie prośby.
- Znalazła kopertę.. ten dokument – specjalnie kładę nacisk na słowo ‘ten’. Dziewczyna łapie się za głowę powstrzymując się od krzyku. To nie działa, w jej oczach zapalają się małe ogniki.
- Jakim sposobem udało jej się znaleźć ten zakaz zbliżania? – dopytuje się.
- Trzymałem go pod łóżkiem – odpowiadam niewyraźnie z zażenowaniem. El mruży oczy, tak jakby chciała wysłać nimi cienkie lasery w moją stronę i zabić.
- Dlaczego tam?! – beszta mnie podchodząc i uderzając w ramię. Jej cios nie sprawia mi bólu, jednak natychmiast odpycham jej dłoń z dala od siebie.
- Przestań.
- Dlaczego do cholery trzymałeś ją pod łóżkiem Zayn? – słysząc przekleństwa z jej strony wiem, że nie jest na mnie tylko zła. Wpadła w furię – bardzo rzadko z jej ust wypływają wulgaryzmy – To jedno z najgorszych miejsc, w jakim mogłeś to ukryć! Zwłaszcza z kręcącą się tutaj Julią – Eleanor jest na krawędzi pobicia mnie, czuję to. Stawiam krok w tył, kiedy jej dłoń zwinnym ruchem przemierza przestrzeń pomiędzy nami. Chybiła. Wydaje z siebie pisk, po czym klaszcze dłonie łącząc je razem.
- Eleanor uspokój się – upominam ją, na co dziewczyna wybucha śmiechem.
- Uspokoić się? Zayn, to twój cholerny sekret!  Wkrótce wszystkiego się dowie, tylko dlatego, że trzymałeś ten dokument pod durnym łóżkiem! – krzyczy wyraźnie wkurzona, jej twarz czerwienieje z gotującej się w niej złości.
- Wiem.. – mówię.
- Jakim cudem jesteś taki spokojny?
- Jestem pijany – wzruszam ramionami – To pomaga – uśmiecham się. Jednakże wcale nie jestem taki spokojny, w moim mózgu właśnie włączył się tryb ‘panika’.
- Bawi się to? W takim razie miłej zabawy, mierz się z tym bałaganem w samotności – naskakuje na mnie podchodząc do drzwi.
- Czekaj, El proszę się.. – błagam ją. Dziewczyna przewraca teatralnie oczami obracając się w moją stronę – Nie wiem co mam robić. Powiedziałem jej, że to wniosek od rodziców jakiegoś chłopaka, którego pobiłem.. Wiem, że tego nie kupiła..
Widziałem to w jej oczach, widziałem jak przyłapuje mnie na obrzydliwym kłamstwie. Kiedy to zauważyłem, zmiękłem, chciałem jej wyrzucić całą prawdę, zwierzyć się i skończyć z oszustwami raz na zawsze. Jednak to tylko by ją ode mnie odepchnęło. Już wolę, aby była na mnie za to zła, niż ją stracić na dobre wyznając prawdę.
- Co chcesz, abym teraz zrobiła? – pyta mnie ostrym tonem. Zdaję sobie sprawę, że ona nie jest odpowiedzialna za moje błędy, moje głupoty, ale chyba jej na mnie zależy – z jakiegoś powodu ją obchodzę, i wiem, że zrobi wszystko, by mi pomóc.
- Pomóż.. Co mam robić?
- Co masz zrobić? Z tego co widzę Zayn, masz tylko jakieś trzy opcje. Albo mówisz jej prawdę o tym skąd pochodzi ten cały zakaz, albo jak dotychczas kłamiesz prosto w twarz – przygląda się mi, kiedy ja staram się przyswoić to co właśnie mi poleciła.
- J-ja.. – przecież to były tylko dwie, jaka do cholery jest trzecia? Spoglądam na nią skonsternowany, jednak dziewczyna przerywa mi.
- Myślę, że jej powiesz… już próbuje się wszystkiego domyśleć Zayn, prędzej, czy później wszystkiego się dowie – Eleanor jest pewna, że Julia wszystkiego się dowie, ale jest w błędzie, tym razem się myli.
- Niczego się nie dowie! – naskakuję na nią, nie może się dowiedzieć. Julia nie ma prawa znać tej prawdy, o tym czego się dopuściłem w przeszłości, a czego nie – Jaka jest trzecia opcja? – Eleanor patrzy na mnie, jak na głupca, jakbym się właśnie przyznał do posiadania jednorożca, lub coś takiego.
- Co? – pyta.
- Powiedziałaś, że mam trzy opcje.. A ona się niczego nie dowie – oznajmiam niskim tonem. Bierze głęboki oddech wzdychając.
- Kontynuuj leżenie, no dalej, bagatelizuj problem.. Zayn, te wszystkie tajemnice pakują się w jedną, ogromną bombę, która z każdym kolejnym dniem, każdą chwilą, którą spędzasz z Julią jest coraz bardziej gotowa na wybuch – piorunuję ją spojrzeniem. Dziewczyna spogląda na mnie, ona nigdy się mnie nie bała – jeszcze w swoim życiu nie zauważyłem, żeby się choć troszkę przestraszyła.
- Czy ty chcesz mi powiedzieć, że moją trzecią opcją jest zerwanie? – dopytuje się ze złością. Dziewczyna gapi się na mnie, obracam się do niej, zatrzymuję zaraz naprzeciw jej drobnego ciała. Spoglądam na nią, cisnę w jej stronę tyle złości, ile jestem w stanie z siebie wykrzesać.
- I tak ją kiedyś przez to stracisz – odpowiada spokojnie – Nadal ją okłamuj, a odejdzie, już ci to powtarzałam i to miliony razy – tylko jej udaje się mnie uspokoić, nieważne ile złości i wściekłości we mnie drzemie.
- Powiedziałem jej o tobie! – krzyczę. Nie pozwolę jej odejść do cholery, jestem pewien, że nie poradzę sobie bez niej… Nie jestem w stanie sobie teraz wyobrazić swojego życia bez niej, co bym teraz robił. Choć prawdopodobnie pieprzyłbym się z Ericą, lub kolejną dziwką czekającą w kolei.
- Okay, wyznałeś jej jedną z setek tajemnic? Nie jestem szczególnie zachwycona. Stracisz ją ukrywając przed nią to wszystko, a odkąd nie zamierzasz jej tego wyznać, równie dobrze możesz z nią zerwać już teraz – mówi, jakby to było takie proste.
- Nie powiem jej tego – powtarzam niskim tonem.
- Po co w takim razie po mnie dzwoniłeś? – dziewczyna pyta poirytowana – Widzę, że już podjąłeś decyzję.. Teraz postaraj się o lepszą skrytkę – mówi obracając się i otwiera drzwi.
- Zaprosiłem ją na imprezę absolwentów, wiesz ten uroczysty obiad.. jako moją parę – mówię głośno, lecz powoli. Eleanor zatrzymuje drzwi i wzdycha. Patrzy na mnie ze złością w oczach – Wybierasz się tam?
- Jeszcze nie wiem – wzdycha, negatywne emocje ulatniają się z niej – Louis też mnie zaprosił, ale…
- Ale co? – pytam. Nie mam pojęcia, czemu teraz z nią o tym rozmawiam, zważając ten cały bałagan z Julią i dokumentami. Potrzebuję chwili odetchnienia, zanim pojadę do baru i upiję się do chwili zapomnienia.
- Nie uważasz tego za dziwne Zayn? Ja idąca na obiad Do Elizabeth i Jonah?
- Dlaczego tak uważasz?
- Uh.. no nie wiem, może dlatego, że mój tato poślubił twoją matkę! – odpowiada szyderczym tonem – Za każdym razem, gdy ich spotykam czuję się, jakbym mówiła; ‘Hej to ja jestem córką tego gościa, który zajął miejsce twojego brata, tylko dlatego, że był okropną osobą – dziewczyna unosi głos.
Eleanor nienawidziła ich odwiedzać, doskonale wiem czemu – z tego samego powodu ja też tego nie lubiłem. Czuła się winna za coś, nad czym nie miała kontroli, ani wpływu.
- El, proszę cię przyjdź.. Julia na pewno poczuje się lepiej, gdy będzie tam Louis i szczerze mówiąc… będzie mi lżej, jeśli ty tam przyjdziesz.
- Dlatego, że będę ci w stanie pomóc utrzymywać te wszystkie sekrety w ukryciu, co? – jej złość wraca, niczym bumerang – Zabierasz ją tam, jako swoją randkę Zayn – nigdy wcześniej się tam nie zjawiałeś, a teraz przychodzisz i to jeszcze z dziewczyną.. To samo krzyczy, że wasz związek jest poważny. A jeśli tak się stanie, potem będzie już tylko trudniej to przed nią ukrywać – dziewczyna kończy tym akcentem, po czym wychodzi zostawiając mnie samego z bałaganem, który zrobiłem.
Biegnę do sypialni i chwytam kopertę. Gapię się na przyniszczony papier, w którym znajduje się dokument, który czytałem więcej, niż milion razy. Przypomina mi on o cierpieniu, bólu, który znosiłem, żalu swoich czynów, upokorzeniu. To wszystko zostało mi przeczytane przez sąd.
Przechodzę do swojej pracowni podnosząc drewniane pudełko, które trzymam na półce. Wrzucam do środka kopertę, w pudełku znajduje się też kilka szkiców, które również trzymam w ukryciu. Opakowanie stawiam z powrotem na swoim miejscu i rozglądam się po pokoju.
Julia się bała.. przestraszyłem ją, z każdym kłamstwem, sekretem przerażałem ją coraz bardziej. Gdy zatrzymałem ją przed wyjściem, zauważyłem w jej oczach przerażenie. To mnie zabolało… Cierpię widząc sposób, w jaki mnie postrzega – jako skończonego potwora.
Nie zdając sobie sprawy, zaczynam wrzeszczeć, krzyczeć, zrzucam porozrzucane kartki i ołówki z biurka na podłogę. Białe przedmioty, niczym piórka opadają na podłogę, są wszędzie. Oddycham ciężko przyglądając się temu bałaganowi.
Dwa szkice lądują tuż obok siebie. Jeden z nich obrazuje wszystko złe, co we mnie drzemie, moją popieprzoną osobowość, reprezentuje to, jak żałosny jestem – przedstawia Caroline. Drugi z nich to piękna nadzieja, którą skrycie w sobie chowam, udowadnia, że drzemie we mnie dobro – moja Julia. Padam przed nimi na kolana, moje serce łomocze z bólu, który teraz odczuwam.

Nie mogę jej stracić… Nigdy, przenigdy nie mogę jej stracić, jest moja, jest wszystkim co mam, wszystkim, czego pragnę, jest moją Julią.


Ajajaj.. Co to za Caroline? Zakaz zbliżania?! Wobec kogo? :o Jakie macie pomysły, co ?

Postanowienie numer 1: są wakacje, więc postaram się wstawiać co najmniej raz w tygodniu (co wcale nie wyklucza faktu, iż rozdziały mogą pojawić się czasem częściej, wszystko zależy od tego, jak bardzo się postaram i przysiądę haha) Mam nadzieję, że Was już więcej nie zawiodę..
W sumie to tyle postanowień hahah Egzamin napisany, czekam na wyniki. Trzymajcie proszę mocno kciuki! Do następnego :)

środa, 17 czerwca 2015

Rozdział 67

Enjoy :)


Uchylając powieki czuję silną, męską dłoń zaciśniętą wokół mojej talii. Powoli przyzwyczajam swój wzrok do panującej w całym pokoju jasności, która wpada do niego przez okna. Zerkam na wciąż śpiącego Zayn’a, uśmiecham się przyciskając swe wargi do jego torsu.
Po kilku minutach wyplątuję się z uścisku chłopaka i przechodzę do sąsiedniego pomieszczenia. Wchodzę do promiennej kuchni, po cichu udaje mi się odnaleźć patelnię, po czym stawiam ją na wolnym ogniu.
Zayn przekonał mnie do spędzenia z nim reszty sobotniego dnia. Właściwie to nie miałam innych planów, więc nie miałam nic przeciwko temu pomysłowi. Chwytam kilka jajek z lodówki, po czym wyciągam dodatkowe produkty do przyrządzenia dania.
Powoli wbijam jajka na patelnię, rozbijając uprzednio ich kruche skorupki. Po chwili dodaję resztę wybranych składników, które zaczynają charakterystycznie skwierczeć i smażyć się. Zaciągam łapczywie powietrze w chwili, gdy czuję dłonie Zayn’a łapiące mnie w talii. Chłopak przyciąga mnie do swojego ciała.
- Zero babeczek? – uśmiecha się przyciskając swą twarz do mojej, po czym składa na policzku soczystego buziaka. Kręcę głową przecząco, a chłopak spoczywa głową na moim ramieniu.
- Nie dziś – uśmiecham się, gdy chłopak przyciska mnie do siebie jeszcze mocniej.
- Hmm.. to nie dobrze – mruczy całując mnie przelotnie w ramię. W tym samym czasie po moim ciele przebiega fala gorąca.
- Przygotowałam dla ciebie śniadanie – zaznaczam wskazując na smażące się jaja.
- A to z jakiej okazji? – pyta prowadząc ścieżkę mokrych pocałunków od ramienia, ku szyi.
- Ty zawsze to dla mnie robisz.. Pomyślałam, że się odwdzięczę – wyjaśniam.
Wyswobadzam się z ramion Zayn’a, zakręcam gaz, wykładam jajecznicę na dwa talerze, wskazuję na stoik, aby chłopak przy nim usiadł. Stawiam na nim naczynia wraz ze sztućcami. Zayn ciągnie mnie za rękę z uśmieszkiem i zmusza do spoczynku na jego kolanach. Otacza mnie swoimi ramionami i składa gorące pocałunki na całej długości mojej szyi.
- Zayn, jedzenie nam wystygnie – śmieję się pomiędzy kolejnymi buziakami. Chłopak wzdycha nadal trzymając mnie blisko siebie, po czym przyciąga oba talerze bliżej naszej dwójki. Przyglądam się mu oczekując, że mnie wypuści, ale tak się nie dzieje. Spokojnie zaczyna jeść swoją porcję, nie zważając na fakt, iż nadal znajduję się blisko niego, na kolanach. Wzdychając chwytam w dłoń swój widelec i wkładam nim pierwszy kęs do ust.
- Kiedy jest ten obiad? – pytam go. Kciuk Zayn’a zaczyna kreślić niewielkie kółeczka na mojej skórze posyłając mojemu ciału gorące iskry.
- W następnym tygodniu – odpowiada spoglądając na mnie przelotnie.
- Czy to będzie bardzo wystawne? – pytam, gdyż chcę dowiedzieć się wszystkiego o nadchodzącym wydarzeniu. Obawiam się tylko, że zbyt duża ilość pytań z mojej strony tylko go zirytuje.
- Tak myślę – wzrusza ramionami - Elizabeth wspominała coś o ‘Imprezie pod krawatem’? – uśmiecham się. Zauważa po mojej reakcji, że nie całkiem spodoba mu się co to może oznaczać – Co to takiego? – odkładam widelec, przekręcam się w jego stronę i przebiegam palcami po jego torsie.
- Oznacza to tylko tyle, że zobaczę Cię w koszuli z kołnierzykiem, eleganckich spodniach, marynarce i prawdopodobnie krawacie, skoro to ‘Impreza pod krawatem’ – uśmiecham się do niego. Chłopak buczy opierając się o oparcie krzesła – Czy to pierwsze takie wydarzenie dla ciebie? Czy kiedykolwiek byłeś na imprezie szkolnej? – pytam.
Zwykłam pojawiać się na każdym wydarzeniu szkolnym, największym powodem była dla mnie Sara i fakt, że Matt chciał zawsze tam iść. Każda z tych imprez była dosyć elegancka, dziewczyny pokazywały się w wystawnych sukniach, a chłopcy garniturach.
- Nie – kręci głową. Czekam, aż chłopak doda, że żartuje, ale tak się nie dzieje. Wybucham niepohamowanym śmiechem, aczkolwiek szybko zakrywam sobie usta dłonią. Chłopak rzuca we mnie skonsternowanym spojrzeniem.
- Nigdy nie uczęszczałeś na szkolne bale? – dopytuję niedowierzająco. Wydaje mi się, że nawet osoby, które nienawidzą tego miejsca zawsze przychodziły choćby na ostatni taniec. Jednak nie jestem w stanie wyobrazić sobie Zayn’a w tej roli – zapraszającego dziewczynę na bal, z bukiecikiem w dłoni, robiącego zdjęcia, uśmiechającego się podczas wolnego tańca.
- Nie. Szkolne bale nie były dla mnie – chichocze lekko. Przewracam teatralnie oczami z uśmiechem.
- W takim razie, będę pierwszą dziewczyną, która ujrzy cie takiego eleganckiego – cieszę się. Na samą myśl bycia dla Zayn’a w czymś tą ‘pierwszą’ robi mi się ciepło na sercu. Pierwszy raz zaprosił dziewczynę na imprezę o takim uroczystym charakterze, dla niego to pierwsze takie wydarzenie w życiu.
- Nie ubiorę się w ten sposób – protestuje. Rzucam w niego morderczym spojrzeniem.
- Właśnie, że tak – odpowiadam stanowczo – To wystawne przyjęcie organizowane w rodzinnym domu twojego wujka oraz ciotki, oczywiście, że się w ten sposób ubierzesz – wymieniam mu matczynym tonem.
- Jeszcze zobaczymy – uśmiecha się, po czym przyciąga mnie do siebie i składa na moich ustach soczystego buziaka.
- Jakie plany na dziś? – spoglądam na niego, kiedy bierze do ust kolejnego kęsa.
- Możemy wypożyczyć jakieś filmy, spędzić dzień tutaj – proponuje. Przytakuję mu z grymasem. Filmy trwają zazwyczaj bardzo długo.. zaczynam się nieco nudzić już po dwóch.
- A może przejdziemy się do parku, czy gdzieś? – dodaję, na co Zayn wzrusza ramionami. Przypominam sobie wtedy, że muszę zapytać go jeszcze o tę grupową randkę. Mimo wszystko mam ogromną nadzieję, że chłopcy nie zaczęli jej jeszcze planować. Nie sądzę, że to dla naszej dwójki odpowiednie rozwiązanie, założę się, że pokłócimy się i obrazimy na siebie nawzajem.
Po skończeniu śniadania, Zayn sprząta brudne talerze. Nie pozwolił mi tego zrobić, mimo, że to ja nabałaganiłam w kuchni. W tym czasie decyduję się przebrać w coś poza moją wygodną pidżamą.
Na moje szczęście pomyślałam, aby zapakować jakieś dodatkowe ubrania, szczerze mówiąc spodziewałam się, że się gdzieś razem wybierzemy. Wsuwam na siebie parę jeans’ów i burgundową bluzkę z długim rękawem. Wpadam do łazienki, wyczesuję swe splątane brąz loki, obmywam twarz i szczotkuję zęby.
Kiedy kończę przygotowywanie się, zauważam, że Zayn siedzi na kanapie w salonie zwarty i gotowy do wyjścia. Ma na sobie białą koszulkę, ciemne spodnie i jak zawsze czarną, skórzaną kurtkę na wierzchu. Siedzi tyłem do mnie, w dłoni trzyma swój telefon i przegląda w nim jakieś strony. Jego twarz pokazuje wyraźny niesmak i czuję, że jego nastój został nieco zaburzony. Powolnym krokiem zmierzam w jego stronę.
- Zayn? – chłopak spogląda na mnie podnosząc się z miejsca, po czym wsuwa komórkę do kieszeni ciasnych spodni. Cały grymas natychmiast znika z jego twarzy, a w zamian pojawia się szeroki uśmiech.
- Nareszcie jesteś gotowa.
- Nie zajęło mi to, aż tak długo – mierzę go spojrzeniem z uśmiechem. Chłopak nie odpowiada, tylko otwiera przede mną drzwi od mieszkania i wychodzimy.
^^^^
Powietrze na zewnątrz jest dużo chłodniejsze, niż się tego spodziewałam. Przechadzając się po spokojnym parku, Zayn przytula mnie ciasno do swojego rozgrzanego ciała. Wędrując wzdłuż jednej ze ścieżek, nie rozmawiamy zbyt wiele. Wokół nas szaleje lekki wietrzyk, poruszając uschniętymi gałęziami drzew.
- Jeśli mógłbyś mieć jakiekolwiek zwierzę, jako swojego domowego pupila, które byś wybrał? – pytam go chichocząc, na co chłopak przyciąga mnie jeszcze bliżej siebie. Opieram swoją głowę o jego tors wdychając niesamowity zapach jego wody kolońskiej.
- Wybrałbym.. byłby to lew – potrząsa głową z uznaniem na swoją odpowiedź.
- Pupilek lew? – śmieję się z niego.
- Powiedziałaś, że mogę wybrać każde zwierzę – przypomina mi spuszczając na mnie swoje głębokie spojrzenie.
- Lew by cie zabił – kłócę się z uśmiechem.
- Oswoiłbym go – odpowiada wprost. Nie wątpię, że byłby w stanie tego dokonać – A Ty? Jakie zwierzę byś przygarnęła do swojego domu?
- Słonia – odpowiadam z łatwością. Chłopak zaczyna się ze mnie śmiać. Mierzę go spojrzeniem, przez co wzbudzam w nim jeszcze większą radość – Co? – pytam.
- Słonia? – unosi brew – Gdzie byś go w ogóle trzymała?
- A Ty gdzie trzymałbyś lwa? – odgryzam się z uśmiechem.
- Dlaczego akurat słoń? – zadaje kolejne pytanie nie będąc w stanie odpowiedzieć na moje. Wzdycham spoglądając przed siebie, oboje nadal poruszamy się na przód wzdłuż wspomnianej już ścieżki. Dzisiejszy dzień jest wyjątkowo pochmurny, co jakiś czas promienie słoneczne przebijają się przez puchate twory na niebie, jednak znikają niedługo po pojawieniu się.
- Uważam, że to fascynujące zwierzę, mogłabym też przemieszczać się na jego grzbiecie – wzruszam ramionami. Myślę, że słonie są przeurocze, a ich małe słoniątka chwytają mnie za serce.
- Mój lew pożarłby twojego słonia – dowcipkuje z uśmiechem. Otwieram usta niedowierzająco, po czym wybucham śmiechem.
- Mój słoń waży dziesięć razy więcej, niż twój lew. Zadeptałby go – wykłócam się. Słonie należą do potężnych zwierząt, jestem pewna, że ten olbrzym zdeptałby lwa z łatwością.
- Nie masz racji, lwy są szybkie, zwrotne i podstępne – odpowiada tak, jakby się na tym doskonale znał.
- Pozwoliłbyś twojemu lwu pożreć mojego słonia? – pytam go nie potrafiąc przestać się szeroko uśmiechać. Uwielbiam się z nim droczyć, jednak nie kłócić.
- Czy to źle? To naturalny proces, rozumiesz, łańcuch pokarmowy – broni swojego zdania z zadowoleniem na twarzy.
- Przestałabym z tobą rozmawiać, jeśli pozwoliłbyś mu zjeść mojego słonia – strzelam starając się utrzymać poważny wyraz twarzy. Przyciąga mnie bliżej siebie, całuje w usta, a ja próbuję nie odwzajemniać tego gestu. Niestety nie udaje mi się. Jego ciepłe wargi są stanowczo zbyt kuszące.
- Nie pozwoliłbym mu na to, gdyby miało by cię to unieszczęśliwić – uśmiecham się na te słowa. Przechadzamy się przez resztę parku w zupełnej ciszy. Po krótkiej chwili przerywam ją pytaniem, które kłębiło się w mojej głowie od samego początku listopada.
- Zbliża się święto Dziękczynienia – mówię jasnym tonem. Spoglądam na niego. Chłopak patrzy przed siebie, przytakuje mi głową w geście zrozumienia, dając mi tym samym sygnał, że nie ma nic na ten temat do powiedzenia – Masz już jakieś plany? – zastanawiam się, czy rozważa odwiedzimy swojej rodziny w Bradford w tym czasie.
Po chwili wsuwa swą dłoń do kieszeni, jego ramię zacieśnia się wokół mojej talii, i kręci przecząco głową. Nadal nie odzywa się, ani słowem. Mijamy uprawiającą sport kobietę.
- Wiesz, moi rodzice organizują obiad z tej okazji w domu i-
- Nie chcę o tym rozmawiać Julio – syczy ostro. Zamykam sobie usta, nie chcąc pogorszyć obecnej sytuacji. Chłopak zauważa moją ciszę, wzdycha, zatrzymuje się przywierając swoim ciałem do mojego i mówi – Po prostu.. Julio.. ja nie bawię się w to całe poznawanie rodziców.
- Nie bawisz się w poznawanie rodziców? – powtarzam gubiąc się w myślach. To tylko rodzice, przecież nie planujemy żadnego ślubu.
- Rodzice nigdy mnie nie lubią.. Nie sprawia mi przyjemności poznawanie rodziców mojej dziewczyny, to tylko dodaje kłopotów w związku – jego ton jest nadal ostry, mimo, że chłopak stara się brzmieć opanowanie.
Musiał już wcześniej być w takiej sytuacji, jednakże po jego nastawieniu, stwierdzam, że nie poszło najlepiej. Spuszczam wzrok wbijając go w chodnik. Kim była dziewczyna, której rodziców poznał? Sądziłam, że mówił prawdę, twierdząc, iż nigdy wcześniej nie był w poważnym związku. Poznawanie rodziców tej drugiej osoby wydaje się być poważną sprawą, zwłaszcza jeśli gra toczyła się o przedstawienie charakternego chłopaka, jakim definitywnie był Zayn.
- Okay – odpowiadam niewyraźnie, nie chcąc się o to z nim dłużej spierać. Święto Dziękczynienia jest za trzy tygodnie – kto powiedział, że będziemy wtedy się jeszcze spotykać? Nie to, że chciałabym to wszystko zakończyć, ale.. nie mam takiej gwarancji.
- Obejrzyjmy jakieś filmy – wzdycha. Widzę, że zakończył rozmowę na ten temat, a ja nie będę w to dłużej wnikać.
^^^^
Razem spieramy się o to, jaki film obejrzymy. Chłopak odmawia wypożyczenia wszelkich babskich typów, w zasadzie to nie zgadza się na każdy film, który ja wybieram. Ostatecznie udaje mi się wywalczyć jeden film wybrany przeze mnie. Cała reszta to filmy akcji. Przez całą drogę ze sklepu do domu kłócimy się o to, który z super bohaterów jest najlepszy. Nie mam pojęcia, skąd wziął się ten temat, po prostu śmieję się przez cały ten czas.
- Kochanie, naprawdę? Superman nazywa się tak, a nie inaczej nie bez powodu – wybucham śmiechem podnosząc się na fotelu.
- I co z tego? Batman nawet nie potrzebuje super mocy! Sam buduje swoją własną broń! Jest idealnym dowodem na to, że każdy może stać się super bohaterem! – niemalże krzyczę do niego.
- Z kolei Spiderman został nim po ugryzieniu pająka. To mogło przydarzyć się każdemu – chichocze, jego wzrok na chwilę zwraca się ku mnie, po czym chłopak skupia go z powrotem na drodze przed sobą.
- Niby tak, ale proszę cię, jakim sposobem ugryzienie zwykłego pająka obdarza cię nadprzyrodzonymi mocami? To nie może się naprawdę przydarzyć.
- James Bond się liczy? – pyta spoglądając na mnie.
- Nie! – śmieję się jeszcze głośniej – Nie możesz tak cały czas zmieniać swojego wybranego super bohatera, i tak nie uda ci się mnie przekonać i wygrać – twierdzę z uśmiechem, wyciszając swój śmiech.
- Lubię Ironman’a. Wydaje się być super cool, to znaczy, wiesz, jest dużo lepszą wersją Batman’a – szczęka mi opada.
- Wcale nie! Ironman to skończony głupiec, choć sam uważa się za geniusza – wykłócam swoją rację – Widziałam te wszystkie filmy Zayn!
- Jest całkiem zabawny – wzrusza ramionami z uśmiechem – Green lantern jest nieco dziwaczny.. Proszę cię, dostaje tajemniczy telefon i tak dalej – mówi wykręcając się w grymasie.
- I tak dalej? - powtarzam ze śmiechem. W końcu dojeżdżamy pod budynek mieszkalny Zayn'a - Jesteś niemożliwy – śmieję się sięgając dłonią do klamki auta, by wysiąść. W tym samym momencie czuję, że chłopak zatrzymuje mnie, łapiąc mnie ramieniem w talii. Jednym swobodnym ruchem przyciąga mnie do siebie. Uśmiecham się mimowolnie wtulając się w jego rozgrzane ciało. Chłopak składa na moim czole opiekuńczy pocałunek.
- To ty jesteś tą niemożliwą – oznajmia ze śmiechem. Poddaję się jego woli spoczywając całym ciężarem na jego kolanach. Obie nogi kładę po obu stronach jego torsu, jedną ręką łapie mnie za udo, a drugą podtrzymuje blisko siebie.
- Julio... Cholera - syczy wprost w moje usta. Nasze wargi łączą się w gorącym pocałunku z niezwykła lekkością, jego język wślizguje sie do wnętrza moich ust równie szybko i sprawnie. Przyciąga mnie do siebie pogłębiając pocałunek z mrukiem. W kieszeni Zayn'a zaczyna dzwonić telefon, urządzenie wysyła irytujące wibracje, jednak on ignoruje ten męczący dźwięk.
Jednym ruchem otacza mnie ramieniem, chichoczę wprost w jego usta. Chłopak z trudnością stara się przytulić mnie do siebie jeszcze bardziej. Jego telefon ponownie zaczyna dzwonić, oddalam się od niego, by zaczerpnąć powietrze, w tym samym czasie on atakuje swoimi miękkimi wargami moją szyję.
- Zayn, telefon - buczę na jego dźwięk. Chłopak zupełnie ignoruje moje wołanie ponownie łącząc nasze usta. Jego dłoń wędruje do mojej szyi, chłopak przytrzymuje mnie, abym się już więcej od niego nie oddalała. Telefon ponownie wydaje z siebie dźwięk, na który automatycznie sie oddalam.
- Zayn, ktokolwiek do ciebie teraz dzwoni, to musi być widocznie ważne - wzdycham, podczas gdy jego usta atakują linie mojej szczęki ssąc wrażliwe tam miejsce. Nie jestem w stanie powstrzymać wydostającego sie z moich ust jęku rozkoszy. Jego ciepłe dłonie wślizgują sie pod bluzkę, którą mam na sobie. Chłopak zatacza opuszkami palców drobne kółeczka na skórze na wysokości żeber i talii. Jego telefon znów zaczyna dzwonić przerywając nasz namiętny moment. Zayn wydaje z siebie dźwięk pełen frustracji i złości, oddala się ode mnie wzdychając ciężko.
Wzruszam ramionami całując go po raz ostatni, po czym chwytam za klamkę i wychodzę na zewnątrz. Zayn wyciąga telefon z kieszeni, spogląda na ekran, a na jego twarzy maluje sie grymas złości i niezadowolenia. Odbiera go wysiadając z samochodu zaraz za mną.
- Czego ty do cholery chcesz? - jego głos promieniuje czystą irytacją. Oblizuje usta, wyciąga wypożyczone wcześniej filmy i wskazuje w stronę mieszkania, abym tam za nim poszła – Na prawdę Liam? Nie mam pojęcia! - naskakuje na biednego chłopaka - Wyślę ci numer do mojej ciotki, czy naprawdę musiałeś tyle razy do mnie dzwonić w takiej sprawie? - dopytuje się, gdy oboje wstępujemy do windy - Nieważne - buczy - Na razie - syczy kończąc połączenie.
- Liam chciał .. - strzelam mając nadzieję, że Zayn powie mi w jakim celu do niego dzwonił.
- Miał miliony pytań dotyczących tego pieprzonego obiadu - złości się. Uśmiecham sie łapiąc go w pasie i składam na jego policzku słodki pocałunek. Żadne z nas nie odzywa się więcej, chłopak otacza mnie swoim ramieniem i podążamy do środka.
Po wydostaniu się z ciasnej windy, kierujemy się do mieszkania, chłopak otwiera drzwi i oboje wstępujemy do jego wnętrza. Od razu wchodzę do kuchni, by poszukać popcornu do przygotowania. Zayn w tym czasie włącza telewizor, podłącza sprzęt i wybiera film, który będziemy wkrótce oglądać.
- Co chcemy obejrzeć? - krzyczy do mnie.
- Możesz cos dla nas wybrać - odkrzykuję mu. Nie spodziewam się, że wybierze akurat film, który wybrałam ja, czyli The Great Gatsby. Nie oglądałam go od dnia jego premiery, razem z Matt’em mieliśmy go zobaczyć, jednak nasze plany niestety podupadły. Dopiero teraz wszelkie skojarzenia z tym filmem zaczynam nieco bardziej utożsamiać ze sobą - robi mi sie przykro, bo wzbudza to we mnie wspomnienia związane z Matt’em. Nie powinnam sie nim przejmować - przecież mam Zayn'a.
- W porządku – śmieje się. Popcorn szybko się uprażył, wsypuję go do pustej miski, po czym niosąc ją wchodzę do salonu. Film został zatrzymany na stronie z ustawieniami. Uśmiecham się, gdy zauważam, że to The Great Gatsby. Siadam u boku Zayn'a, który udaje, że wcale nie sprawił mi przyjemności puszczając akurat ten film.
Stawiam miskę z uprażoną kukurydzą i uśmiecham się do niego jasno. Zayn unika mojego wzroku, wciska tylko swoim zgrabnym palcem przycisk włączający film. Ukradkiem jednak spogląda na mnie powodując we mnie jeszcze większa radość.
W czasie gdy film się rozpoczyna, chłopak przewraca oczami i zaciąga mnie na swoje kolana. Chichoczę, gdy całuje mnie w policzek i wtula w swoje ciało. Uwielbiam chwile spędzane razem, bez wojen, bezsensownych spięć, imprez.
- Gdybym mógł cofnąć czas... Nigdy nie pozwoliłabym, abyś spotykała sie z Matt’em, nie pozwoliłbym mu cię skrzywdzić i złamać twoje serce - mruczy wprost w moje ucho składając tam słodkiego i pełnego uczucia buziaka. Moje serce zaczyna dziwnie pobolewać, odnoszę wrażenie, że Zayn właśnie pocałował mnie prosto w ten organ. Obracam sie w jego stronę z szerokim uśmiechem. Kładę dłoń na jego policzku, chłopak przygląda mi sie uważnie.
- Chciałabym, abyś był w stanie to zrobić... - szepczę spoczywając głową na podstawie jego szyi. Chłopak otacza mnie swymi ramionami, mocno przytula i zaczynamy oglądać film.
- Poczekaj tutaj - ściąga mnie ze swoich kolan i znika za drzwiami swojej pracowni. Przyglądam się ich drewnianej strukturze czekając na jego powrót. Co on wyprawia? Chce mi wyjaśnić szkic przedstawiający moją osobę, który ostatnio znalazłam? Chłopak wraca do salonu z czarnym długopisem w dłoni. Unoszę brew zdziwiona, podczas gdy Zayn siada przy mnie i przyciąga do siebie.
- Chodź do mnie kochanie - nakazuje opiekuńczo. Przyglądam się mu z ciekawskim uśmiechem, chłopak bierze do dłoni mój nadgarstek. Jego utalentowane palce rysują zgrabny wzór na jego powierzchni.
Uwielbiam czuć jego dotyk, spoglądam mu prosto w oczy - chłopak jest skupiony na tym co robi. Jego karmelowe tęczówki chłonął powstający na mojej dłoni wzór. Przygryzam wargę starając się utrzymać w sobie wybuchającą we mnie ciekawość.
- Co robisz ? - śmieję się, na co na ustach chłopaka pojawia sie tajemniczy uśmieszek. Chichocze wstrzymując się od odpowiedzi.
- Scalam twoje serce na nowo - odpowiada cichym tonem sam do siebie. Zarówno moje serce, jak i ciało mięknął na te słowa. Czuję, że rysik długopisu opuszcza mój nadgarstek, unoszę wzrok przyglądając temu co tam pozostało.
- Zdaje sobie sprawę, że ofiarowanie mi swojego serce jest bardzo ryzykowną i niebezpieczną decyzją... Ale cieszę się, że to robisz - szepcze stykając nasze czoła razem. Nie wiem co mu odpowiedzieć, wiec szybko składam na jego miękkich wargach głęboki pocałunek pełen szalonego uczucia.
Oddalam się od niego, na jego ustach maluje się uśmiech, po czym pochyla sie w celu nabrania garści popcornu. Opadam na jego tors, oboje wpatrujemy się w ekran telewizora zaczynając oglądać film.
Jego dłonie spoczywają na moich udach, chłopak odnajduje drogę do mojej dłoni i splata nasze palce ze sobą. Przyglądam się naszym dłoniom, palcom, mojemu nadgarstkowi. Skupiam swe spojrzenie na malutkim sercu narysowanym na nim. Sercu, które przedstawia i oznacza dla mnie dużo więcej, niż komukolwiek może się wydawać.
Scalam twoje serce na nowo.


Taki słodki i uroczy Zayn to mi się podoba, a Wam? :) Dziękuję za komentarze! Długo potrwa jeszcze ta sielanka? Co przyniesie kolejny rozdział?
Może zadaję to pytanie po raz kolejny (?) nie jestem pewna, haha, ale do końca One Night zostało jeszcze sporo rozdziałów, ponad 30. Druga część jest w trakcie pisania, i moje pytanie jest następujące; byłybyście zainteresowane moim dalszym tłumaczeniem ? 

Do następnego kochane!

wtorek, 9 czerwca 2015

Rozdział 66

Jak już wspominałam, bransoletka to prezent od Matt'a, znajdziecie o tym wzmiankę tutaj.

Enjoy :)

Przez resztę tego tygodnia udaje mi się całkowicie unikać Sary, ona również nie wygląda na osobę, która pragnie mojego towarzystwa. Nie rozmawiamy odkąd ostatniego wieczoru rzuciła we mnie tą nieszczęsną bransoletką i wybiegła trzaskając za sobą drzwiami.
Czas wlecze się niemiłosiernie wolno, każdego dnia wracam do pokoju, a blondynka nie raczy nawet na mnie spojrzeć. Nie mam pojęcia co mam jej powiedzieć. Przez cały ten ciężki dla mnie okres. Zayn okazał się być ogromnym wsparciem – przynajmniej na tyle ile mógł. Przez większość czasu uczyliśmy się lub po prostu spędzaliśmy miło czas u niego w mieszkaniu.
W czwartek złapałam Liam’a i oboje pouczyliśmy się trochę, zupełnie jak dawniej. Ostatecznie przyłączył się do nas Louis, więc nie mieliśmy okazji otworzyć porządnie podręczników. Jak zwykle wybraliśmy swój stały stolik z tyłu kawiarni, Liam zaoferował mi kupno kawy, z kolei ja gadałam wesoło z Lou.
- Zayn ma dużo lepszy humor – nawet prawie usłyszałem od niego ostatnio przeprosiny! – chłopak uśmiecha się.
- Tak, sama mu przypomniałam, że jest ci je winien, przecież uratowałeś mu tyłek – wytykam z uśmiechem. Lou chichocze mrugając do mnie.
- Stać go było na przyjacielskie klepnięcie w plecy i postawienie kufla piwa. Jak na niego, to wiele – Lou wzrusza ramionami. To są według niego przeprosiny? Za każdym razem, gdy mulat wyrażał mi swoją skruchę przygotowywał coś niesamowitego, wydaje mi się, że przeprosiny dla mnie były dużo lepsze od tych dla Lou. 
- Eleanor ci już powiedziała? – pytam niepewnie. Mam nadzieję, że już to zrobiła, inaczej za chwilkę zrobi się między nami niezręcznie.
- To, że jest przyrodnią siostrą Zayn’a? Tak.. Trochę się o to posprzeczaliśmy – oznajmia spoglądając za mnie. Obracam się w tył zauważając, że Liam nadal stoi w kolejce do baru.
- Trochę? – pytam zwracając się do Lou.
- Po prostu.. Zdenerwowałem się, że to przede mną ukrywała i to jeszcze przez tyle czasu. Wyjaśniła mi, że to wszystko dla Zayn’a – zrozumiałem, nie mogę być na nią wiecznie zły – uśmiecha się spuszczając wzrok.
- Oczywiście – odwzajemniam gest – Eleanor i on.. nie wyobrażam sobie tego, jak się kłócą, przynajmniej nie w ten sam sposób, jak ja i Zayn. Nie wydaje mi się, że jakakolwiek para sprzecza się o takie głupoty, jak my.
- Między wami okay? Wydaje się, że ma ostatnio lepszy humor, niż kiedykolwiek – zaznacza siadając wygodniej na krześle i łączy obie dłonie razem.
- Myślę, że tak – zgadzam się z nim. W zasadzie to nigdy nie było między nami tak dobrze, jak jest teraz. Nie podnieśliśmy na siebie głosu przez cały tydzień, ochoczo wspierał mnie w związku  ze sprawą między mną, a Sarą. Wreszcie przypominaliśmy model normalnej, szczęśliwej dwójki zakochanych.
- Dlaczego się smucisz? – brwi Lou łączą się grymasie niepokoju. Spoglądając na niego orientuję się, że faktycznie jest mi przykro.
- Między mną, a Sarą nie dzieje się najlepiej – odpowiadam wzdychając.
- Jak to?
- Tak to… Zatrzymałam prezent od kogoś kiedyś mi bardzo bliskiego, a nie powinnam była tego robić. Znalazła go – spuszczam wzrok. Nie mam ochoty wyjaśniać mu całej kryjącej się za tym historii, przynajmniej nie teraz i nie tutaj. Jestem więcej, niż pewna, że jemu również nie spodoba się to czego dopuścił się Matt – przede wszystkim jego zdrada, i fakt, że zatrzymałam tę bransoletkę.
- Taak.. Musiałaś go zatrzymać – chichocze – Zayn ma na ciebie niezły wpływ, robisz się tajemnicza moja droga – droczy się.
- Chciałbyś – szczerzę się do niego wesoło. Milkniemy.
- Wiesz, od zawsze czułem, że między nim, Eleanor istnieją jakieś więź.. Dało się to zauważyć, gdy przebywali w jednym pomieszczeniu – nigdy jednak nie mogłem znaleźć w tym wyjaśnienia – mówi, jakby sam do siebie. Stukam opuszkami palców o blat stolika przyglądając się Liam’owi, który wreszcie wyciąga portfel w stronę baristy.
- Jak ma się Harry? – te słowa wychodzą jakby same z siebie. Twarz Louis’a oblewa zdezorientowanie.
- Harry? Racja.. oboje się trochę posprzeczaliście – przypomina sobie. Nie jestem pewna, jakim sposobem się tego domyślił, jestem pewna, że ktoś z imprezy musiał mu o tym opowiedzieć. Pewnie wszyscy imprezowicze słyszeli nasze krzyki na zewnątrz – a raczej dzikie wrzaski Harry’ego. Jeszcze wcześniej nie znałam jego barwnej strony.
- Nie widziałam go już jakiś czas.. Wszystko z nim okay? – pytam. Przyszło mi na myśl zadzwonienie do niego, aczkolwiek uznałam to za niestosowne. Już wystarczająco ostro igram z losem spotykając się ponownie z Matt’em. Gdybym to samo robiła z Harry’m.. stała by się katastrofa okropna w skutkach. Wydaje mi się jednak, że Zayn nie ma pojęcia o tym, co mi wtedy powiedział brunet.. Chociaż, skoro Lou coś wie.. mulat pewnie również. Zastanawiam się jednak, dlaczego nie powiedział nic mnie, skoro wie co dokładnie się wydarzyło.
- Próbuje się po kimś pozbierać – wzrusza ramionami – Ma się dobrze, jednak unika spędzania czasu w bractwie, jak tylko może, martwi się, że wpadnie przypadkiem na Zayn’a – Więc Zayn wie, albo tylko Harry tak sądzi.
- Harry mieszka po za bractwem? – Czy każdy z tych chłopaków pseudo mieszka w budynku bractwa mając jednocześnie mieszkanie na własność? To chyba nieco za wiele.
- Tak, ma mieszkanie – odpowiada szybko.
- Gdzie? – zadaję bezwiednie kolejne pytanie. Louis wzdycha kręcąc głową.
- Jula.. Uważam, że nie powinienem ci tego mówić – odpowiada cicho.
- Ja.. Chyba masz rację – Spotkanie się z brunetem tylko pogorszy sytuację, a dał mi wyraźnie do zrozumienia, że coś do mnie czuje i nie potrafi być moim przyjacielem. Spotykając się z nim wyślę do niego fałszywe sygnały, których pragnę uniknąć.
- Kawa już zamówiona – Liam uśmiecha się dosiadając się do nas.
- Liam, jak między tobą, a Danielle? Dobrze? – zmieniam pytanie jak szybko się da, mając nadzieję, że chłopak nie wyczuje nieco napiętej atmosfery między mną, a Louis’em.
- Więcej, niż tylko dobrze, jest świetnie! Właściwie to zastanawialiśmy, czy ty i Zayn nie chcielibyście się do nas dołączyć na podwójnej randce-
- Podwójne randki zdecydowanie się dla nas nie nadają.. Za każdym razem przeżywamy złe zakończenie – wyjaśniam mu prędko, na co chłopak przytakuje z zrozumieniu. Miałam zupełną rację. Wygląda na to, że takie wypady nie są dla naszej dwójki najlepszym wyjściem.
- Szkoda, Danielle uważa was za zabawnych, rozumiesz, to jak się sprzeczacie i zachowujecie – mówi ze śmiechem. Myślę, że z boku to może faktycznie wyglądać zabawnie – co innego czuje się będąc w roli jednego z atakujących.
- Może tym razem nie będzie tak źle.. Chodźmy na tę randkę – zgadzam się.
- Elanor i ja tez moglibyśmy się dołączyć – Louis proponuje nam. Jego towarzystwo z pewnością pomoże mi się wyluzować – Zorganizujmy grupowy wypad! – śmieje się.
- Moglibyśmy zaprosić również Niall’a i Sarę – Liam dodaje z szerokim uśmiechem –spoglądam na Lou zaniepokojona.
 - Brzmi świetnie. Wielka, grupowa randka – mówię bez emocji. To całe spotkanie skończy  się jeszcze gorzej, niż wszystkie poprzednie podwójne wypady.. Mam tylko nadzieję, że do niego wcale nie dojdzie.


^^^

- Sara! – wołam dziewczynę, która właśnie przymierza się do wyjścia. Zatrzymuje się nie odpowiadając, jednak stoi w miejscu – Dlaczego jesteś na mnie, aż tak bardzo zła? – to pytanie gnębi mnie od tygodnia. Zdaję sobie sprawę, że nie powinnam była zatrzymywać tej głupiej bransoletki, ale nie rozumiem co wyprowadziło ją z równowagi.
Dziewczyna prycha obracając się w moją stronę, po czym zaciska usta w wąską linię.
- Naprawdę Jula? Jeszcze mnie pytasz? – pyta – jej ton nie jest, aż tak wściekły, jak się tego spodziewałam… Wyczuwam w nim ból..
- Sara, przepraszam za trzymanie tej-
- Powinnaś! – naskakuje na mnie – jej tęczówki oblewa chłód i cierpienie.
- Nie powinnaś była grzebać w moich rzeczach, bransoletka leżała w szufladzie, w biurku! Dlaczego tam w ogóle sprzątałaś? - nie mam jej za złe, że tam zaglądnęła, nie miałam przed nią niczego do ukrycia.. oprócz ten nieszczęsnej biżuterii.
- Skąd wiedziałaś, że dostałam ją akurat od Matt’a? – nigdy mi nie wyznała, że o tym wie, ale widząc reakcję na jej widok wszystko stało się dla mnie zupełnie jasne. Dziewczyna znowu wybucha histerycznym śmiechem.
- Wiesz, po pierwsze, już po waszej trzeciej wspólnej rocznicy z kolei nie widziałam cię bez niej na dłoni, aż do dnia zerwania. Po drugie.. Sama ją dla ciebie wybierałam – zakłada ręce na piersi wpatrując się we mnie morderczo. Eh.. Nieważne jak bardzo dobrze znał mnie Matt, Sara i tak zawsze pomagała mu w upominkach dla mnie. Chłopak zupełnie nie radził sobie z wybieraniem biżuterii.
- Sara, przepraszam, że ją zatrzymałam-
- Jula, nie złoszczę się na ciebie za to – spoglądam na nią zaskoczona. Nie? W atkim razie, o co jej chodzi? – To znaczy, jestem.. Skoro spotykasz się teraz z Zayn’em, dlaczego zachowałaś bransoletkę od Matt’a? – dopytuje się.
- Po prostu.. – spuszczam wzrok na własne stopy nie mając w zanadrzu żadnej mądrej odpowiedzi. Zwyczajnie nie potrafiłam się jej pozbyć, jakaś cząstka mnie wciąż mi tego zabraniała.
- Jeszcze jedno. Ostatnimi czasy często widujesz się z Matt’em – oskarża mnie ostrym tonem.
- Sara – kręcę głową spoglądając na nią. To nie prawda, nie widuję się z nim, aż tak często. Od jego wizyty widzieliśmy się tylko ten jeden, jedyny raz. To nie wiele, choć, jak na chłopka, który mnie zdradził, było to o jedno spotkanie za dużo.
- To nie w porządku, wiesz? Masz chłopaka – dziewczyna nie podnosi głosu, jak się tego spodziewałam. Swoją postawą chce, abym zauważyła jej ból i smutek, zrozumiała swoje pochopne postępowanie.
- On nie ma nic przeciwko – wzruszam ramionami. Zayn przyjął to do wiadomości, może nie cieszył się z tego powodu, ale mnie zrozumiał.. Tak mi się przynajmniej wydaje.
-Doprawdy? – dopytuje mnie wątpliwie.
- Tak.. – przytakuję – To znaczy, nie skacze z tego powodu z radości, ale.. – Zayn jest bardzo.. wyrozumiały, jednak od zeszłej soboty wcale się nie kontaktowałam z Matt’em. Myślę, że to bardzo dobrze – Sara, dlaczego robisz z tego taką aferę?
- Jula, nie pozwalasz przeminąć przyszłości, złapałaś się niej, jakby to miało ci w czymś co najmniej pomóc. Bransoletka jest dowodem na miłość do Matt’a – twierdzi przewracając oczami – Jakim sposobem nie widzisz w tym problemu? Dlaczego nadal łudzisz się, że to normalne, że tak powinno już być? Jesteś z Zayn’em, a co wyprawiasz, jak jego nie ma? Zatrzymujesz biżuterię symbolizującą miłość, którą dostałaś na trzecią rocznicę od chłopaka, który pieprzył się z inną będąc w tym samym momencie z tobą? – dziewczyna nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo mnie tym zraniła. Oblizuję usta biorąc głęboki oddech.
- Wiesz.. – nigdy nie uważałam jej za jakiś dowód naszej miłości. Nie mam pojęcia dlaczego nadal ją mam, nie potrafię jej wyrzucić i tyle – To tylko zwykła bransoletka – wzdycham.
- W takim razie ją wyrzuć – rzuca mi wyzwanie zakładając ręce na piersi – Skoro jest taka zwykła, jesteś w stanie pozbyć się jej bez najmniejszego problemu – dopowiada po chwili. Nie odzywam się na co, dziewczyna wybucha złośliwym śmiechem – Zayn o niej wie? – Gdyby tylko się dowiedział.. Nie mam pojęcia, co by sobie o mnie pomyślał. To tylko biżuteria, nic wielkiego i wartego tyle uwagi.
- Czy naprawdę chodzi ci o tę bransoletkę? – pytam ją zmęczona. Dziewczyna łagodnieje kręcąc głową. Podejrzewam, że jej złość nie dotyczy tylko tego jednego wątku.
- Jula.. To boli wiedząc, że bardziej ufasz Matt’owi, niż mnie – jej głos cichnie. Marszczę brwi nasłuchując jej, to nie prawda. On zwyczajnie w niektórych kwestiach rozumie mnie nieco lepiej.
- Sara-
- Jula, jestem twoją najlepszą przyjaciółką, jesteśmy nimi od dnia, w którym się poznałyśmy. Zawsze byłam i jestem przy tobie i dla ciebie, choć czasem mnie brakowało. Ty zawsze byłaś przy mnie. Jakbyś się poczuła jeśli zwierzałabym się ze swoich problemów z Niall’em któremuś ze swoich byłych, zamiast tobie?
Byłabym wściekła, tak jak ona, ale i również poczułabym się zrażona, odsunięta.. Myślę, że również zwątpiłabym w ty, czy mi faktycznie ufa.
- Pokłóciłam się z Niall’em – wzdycha głęboko kręcąc głową. Dziewczyna zaskakuje mnie, nie spodziewałam się czegoś takiego. Kłótnia? Jaki sposobem żadne z nas się o tym nie zorientowało? Na dzisiejszej kawie chłopacy nic mi nie powiedzieli.. Pewnie sądzą, że wszystko wiem. Tak powinno być, powinnam o tym wiedzieć i jej pomóc, stało się jednak inaczej. Zamiast być przy Sarze, spędzałam czas z Matt’em rozwiązując zagadkę Zayn’a.
- Ty i Niall? Pokłóciliście się?
- Tak, ale wyobraź sobie, że osoba, z którą chciałam o tym porozmawiać gdzieś zniknęła. Nie było jej , gdy jej potrzebowałam. Co więcej, zajmowała się w tym czasie problemami ze swoim obecnym chłopakiem – drwi nieuprzejmie.
- Jula.. Ja tego nie potrafię zrozumieć.. Nigdy taka nie byłaś. Nie zwykłaś pić, nie wieszałaś się po chłopakach na oczach innych, dawniej nawet nie zainteresowałabyś się facetem na tak długi czas. Zmieniasz się.
- My wszyscy się zmieniamy Sara – wytykam.
- Nie tak, jak ty.. Ja nie.. – buczy sfrustrowana drapiąc się po czole – Wychodzę.. Przenocuję w mieszkaniu znajomej.  Do potem – wzdycha w geście poddania się, po czym opuszcza pokój zostawiając mnie zupełnie samą. Przez moment przyglądam się zamkniętej powierzchni drzwi. Po chwili obracam się skanując wzrokiem pustą przestrzeń.
Sara miała kłopoty, pokłóciła się z Niall’em, potrzebowała mnie, a ja zajmowałam się swoimi sprawami radząc się Matt’a. Powinnam była przy niej być, mogłam się do niej zwrócić o pomoc.
Siadam przy swoim biurku zwisając całym swoim ciałem na krześle. Przyglądam się tempo bransoletce, która leżała niezauważona w szufladzie od tej pamiętnej pierwszej nocy. Nie zawracam sobie głowy  pozbywaniem się jej, czy zmianą jej obecnego położenia, to i tak nie mam sensu, Sara już o niej wie. Po chwili mój wzrok wędruje do naszego wspólnego zdjęcia – mojego i Zayn’a. Fotografia leży na szczycie sterty papierów. Przenoszę go raz na nie, a raz na świecidełko. Zajmuję się tą nużącą czynnością dłużej, niż tak naprawdę powinnam.
Ostatecznie dotykam opuszkami palców zimnej bransoletki ostrożnie podnosząc ją do góry. Jest bardzo prosta, ale przepiękna. Następnie ponownie przenoszę spojrzenie na zdjęcie, na którym razem z Zayn’em całujemy się i jesteśmy szczęśliwi. To zdjęcie przypomina mi najszczęśliwszą chwilę spędzoną z mulatem.. Patrzę po raz kolejny na biżuterię – ta z kolei jest wyraźnym symbolem mojego idealnego, przeszłego życia.. Nie znosiłam wtedy bólu, żadne nieszczęścia nie miały prawa bytu, wszystko było takie proste..

^^^

Przechodzę wzdłuż korytarza z torbą na ramieniu i torebką w drugiej dłoni. Podchodzę do wybranych drzwi stukając cicho po ich powierzchni. Czekając, aż mi otworzy stukam niecierpliwie nogą o posadzkę.
Po niecałej minucie drzwi otwierają się szeroko, chłopak pojawia się w ich progu. Ma na sobie zwykłe spodnie od pidżamy, zauważam brak koszulki na jego umięśnionym torsie ozdobionym czarnym tuszem. Chłopak przygląda się mi, na co posyłam mu lekki uśmiech.
- Julia? – jest wyraźnie zaskoczony moją nagłą wizytą. Wtedy zdaję sobie sprawę, że przecież mogłam do niego zadzwonić i uprzedzić.. jednak chyba wcale tego nie chciałam robić.
- Czy.. Czy mogłabym u ciebie przenocować? – pytam cicho, na co zmieszany chłopak wyraźnie się rozluźnia.
- Oczywiście kochanie – wstępuję do środka otaczając go swoimi drobnymi ramionami – Co się stało? – szepcze składając buziaka na czubku mojej głowy. W tym samym momencie słyszę za sobą zamykające się drzwi. Chłopak od razu łapie mnie w swoje objęcia rysując palcami małe kółeczka na powierzchni moich pleców.
- Sara jest mocno na mnie wściekła – wyznaję oddalając się od niego.
- Powinienem pytać dlaczego? – Zayn nie zadawał mi wielu pytań, i jestem mu za to okropnie wdzięczna. Nie mam pojęcia, w jaki sposób miałabym mu wytłumaczyć dlaczego jest na mnie zła, na jaw wyszłaby również sprawa z bransoletką. To trochę skomplikowane. Podejrzewam, że moje głupie tłumaczenie i wymienianie mu powodów, dla których biżuteria nadal jest u mnie nie wpłynęły by na jego zdanie na ten temat. To nawet nie ma sensu dla mnie samej.
- Nie – kręcę przecząco głową z małym uśmiechem.
- W porządku… jesteś może głodna? Przygotuję coś na szybko – proponuje pełen optymizmu.
- Jasne – uśmiecham się, chłopak całuje mnie przelotnie w usta, po czym zmierza do kuchni. Przysiadam na blacie, podczas gdy on wyciąga jakieś produkty z szafek i lodówki.
- Wiesz..um.. zapowiada się taka jedna impreza-
- Naprawdę uważasz, że powinniśmy oboje iść na jakąś imprezę? – śmieję się niedowierzająco. Ostatnimi czasy dogadywaliśmy się naprawdę świetnie – lepiej, niż kiedykolwiek, a zmieszanie naszych temperamentów z szaleństwem i gorączką imprezy nie wróżyło dobrze.
- Nie taka, jak ci się wydaje – uśmiecha się do mnie krojąc składniki na desce. Po chwili stawia jeden z garnków na gazie uprzednio napełniając go wodą.
- A jaka?
- To.. uroczysty obiad – wyjaśnia. Uroczysty obiad? Od kiedy jesteśmy zapraszani na takie uroczystości? – To obiad organizowany dla całego bractwa, urządzamy go w domu Elizabeth – W domu jego krewnych.. nie można takiego wydarzenia ochrzcić mianem ‘imprezy’.
- Z jakiej to okazji? – Nie potrafię sobie wyobrazić sytuacji, w której zarówno jego wujek, jak i ciocia przygotowują jakieś pyszności zapraszając tłumnie nastolatków tak bez żadnego powodu.
- W zasadzie to jest przyjęcie dla absolwentów, tyle że zapraszani są na nie, zarówno oni, jak i aktualni członkowie bractwa. To bardzo wystawne i pomyślałem.. że mogłabyś tam pójść ze mną, jako osoba towarzysząca – wyjaśnia nie patrząc na mnie. Uśmiecham się z lekkim śmiechem.
- Pewnie, że z tobą pójdę – chłopak spogląda na mnie, na jego ustach widnieje pół uśmiech. Uroczysty obiad, w końcu nie będziemy otoczeni tłumem pijanych nastolatków.
Jestem pewna, że nie podadzą nam tam alkoholu, więc zarówno ja i Zayn nie nadużyjemy go powodując kolejną sprzeczkę między nami. Mam nadzieję, że towarzystwo starszych, doświadczonych osób oraz odpowiednie zachowanie obecnych członków bractwa nie spowoduje tragedii.

Mam po prostu nadzieję, że to przyjęcie zakończy się dużo szczęśliwiej, niż wszystkie poprzednie. Jestem pewna, że tak będzie – co gorszego może się niby wydarzyć?


No właśnie, co gorszego może się jeszcze wydarzyć?
Dziękuję za komentarze! :)
Lydia Land of Grafic