poniedziałek, 16 czerwca 2014

Rozdział 17

Hej, zacznę dziś obszerniejszą notką, przepraszam, ale proszę przeczytajcie. 

Może trochę narzekam, ale 4 komentarze pod 16 rozdziałem.. TYLKO ( ale jestem za nie bardzo wdzięczna, te osoby często komentują i jesteście ogromnym wsparciem i kocham :)) No proszę was kochani, możecie się choć troszkę wysilić... Inaczej nie widzę sensu moich starań i będziemy musieli się pożegnać.... (choć bardzo bym tego jednak nie chciała, bo tłumaczenie sprawia mi ogromną przyjemność). Często dodaję kolejne rozdziały... Dlatego BŁAGAM WAS, jeśli już czytacie to skomentujcie, choćby jedno słowo, nie mówię już o tym, żeby mi słodzić, bo to nie o to chodzi. Chcę wiedzieć ile osób w ogóle to czyta i czy podoba mu się to. TYLE, proszę o tak niewiele, a sprawi mi to radość :)

AA i jeszcze jedno, za niedługo będzie 10.000 wyświetleń ( wiem, jeszcze 4.000, ale jestem optymistką), myślę nad jakąś niespodzianką, chcę nagrodzić was za to wsparcie :) Szczegóły podam w następnych rozdziałach (jak na coś wpadnę :D)

Teraz już kolejny rozdział.


____________________________________________________


Soundtrack
* You and Me - Lifehouse



Następnego dnia razem z Zayn'em wracamy do rutynowego koła; chłopak nie patrzy na mnie, nie odzywa się, tylko gapi się przed siebie ignorując wszystko i wszystkich dokoła. Zaczynam robić to samo, jeśli nie zamierza mnie przepraszać, za to, że wczoraj nie miał ochoty mnie odwieźć do domu, nie mam mu nic do powiedzenia.

Zawsze wmawiałam sobie: traktuj innych tak, jak chcesz być traktowana i mocno w to wierzyłam. Jeśli on chciał udawać, że jestem niewidzialna, będę robić dokładnie tak samo. Nie musiał ze mną pogrywać, naprawdę. Nie zamierzałam siedzieć bezczynnie, podczas gdy wszystkie moje emocje buzowały we mnie, a życie stawało się jednym wielkim bałaganem.
Nie jestem uparta, tylko zachowuje się fair. Musiał w końcu zrozumieć, że nie może być dla mnie chamski. Nie pozwolę, aby przełączał pstryczki w pilocie swojej gry udając, że jestem  dla niego nieżywa.

Czuję bałagan w swojej głowie, a moje studia powoli się nim stają. Rozbrzmiewa dźwięk dzwonka, a on jest pierwszym, który opuszcza salę. Przez chwilę się zastanawiam, ale szybko podejmuję decyzję.

Iść za nim? Upomnieć go o jego durne zachowanie z wczoraj? Czy jednak powinnam zostawić to w spokoju.. to.. cokolwiek to jest, niech odejdzie. Wątpię, że kiedyś mnie opuści, ten chłopak miesza mi w głowie i w moim życiu. Idź za nim.

Nie mógł uciec po tym, jak wczoraj praktycznie pozwolił mi samej, po ciemku wracać do akademika. Zabieram swoje rzeczy i wychodzę za nim na zewnątrz. Widzę go, kroczy po parkingu i wygląda, jakby go zupełnie nic nie obchodziło. Krzyczę do niego.

- Zayn! - jestem zła, chłopak zatrzymuje się i odwraca w moją stronę. Jego oczy błyszczą czystym zaskoczeniem, nie spodziewał się mnie  – Nie możesz mnie tak po prostu unikać – zaciskam usta.

- Julio, dlaczego miałbym cię unikać? - spogląda na drzewa kiedy do niego podchodzę. Idę własnym tempem, więc spotykamy się pod wielkim klonem. Wieje lekki wietrzyk i sprawia, że liście przyjemnie szeleszczą do rytmu moich kolejnych kroków.

- Może dlatego, że zdałeś sobie sprawę, jakim kretynem byłeś zmuszając mnie do nauki, a potem nie odwiozłeś nawet do domu – zatrzymuję się przed nim oddychając ciężko. Kontroluję buzującą we mnie irytację. Zgrywał niewiniątko, widziałam to w jego tęczówkach i słyszałam w głosie.

- Jestem kretynem? - szydzi – Pomogłem ci się nauczyć czegoś, o czym wcześniej nie miałaś pojęcia! - prostuje rękę opierając się o ścianę budynku. Przez moment zerkam na nią potrząsając głową.

- Mam pojęcie o czym rozmawiamy na lekcjach! Dostałam -4, to ciężko zaliczyć do ocen, przez które się nie zdaje! - brzmię snobistycznie, ale nie obchodziło mnie to.

Nie pozwolę mu się ze mnie nabijać, z tego powodu, że dostałam najniższą ocenę w klasie. Nie będzie to dla niego wymówką, żeby zachowywać się jak kretyn.

- Wiesz, wydaje mi się, że Pan Collins myśli, iż jednak potrzebujesz mojej pomocy. Musisz zaakceptować, że ty też możesz jej czasem potrzebować – poucza mnie zawieszając swój wściekły wzrok na mnie. Czuję rosnący chłód na kręgosłupie, chciałabym, żeby powodował go ten wiatr, ale tak nie było. To przez niego.

- O to właśnie chodzi! Nie potrzebuję twojej pomocy. Wiesz, że wyszedłeś na dupka zaciągając mnie do domu bractwa po czym nawet nie zaoferowałeś mi później podwózki! - domagam się jakiejś reakcji. Jestem zraniona tym, że nie okazał krzty dobroci tej nocy.
Nie to, że oczekiwałam od niego rycerskości, jaką mogłam otrzymać od Matt'a, czy innego chłopaka – Zayn nie był taki jak inni – ale myślałam, że zachował jakieś podstawy wychowania.

- A więc o to ci chodzi? Że nie podwiozłem cię z powrotem do akademika? - przeczesuje palcami swe włosy śmiejąc się. Jego kpiący śmiech w niczym nie pomaga, zwłaszcza w okiełznaniu budującej się we mnie złości.

- Miałeś zamiar pozwolić mi iść pieszo na kampus o północy! - To nie był dla mnie żaden problem, no nie był by gdyby chodziło o kogoś innego.

Gdyby tylko mnie przeprosił i przyznał się do błędu. Po tej jednej nocy miałam nadzieję, że chciał się zmienić, że chociaż spróbuje być dobrym facetem. Myślę, że żyłam w błędzie.

- Sama tego chciałaś – jego śmiech ustępuje. Biorę głęboki wdech, do moich płuc wlewa się zimne jesienne powietrze. Staram się, aby nie powiedzieć tego zbyt głośno. Nie chciałam brać udziału w  kłótni na środku kampusu, to nie było by idealne
.
- Nigdy nie powiedziałam, że tego chciałam! To była moja jedyna opcja! - wytykam mu, czuję jak moje ciało gotuje się.

Rozwścieczył mnie, bo nie był w stanie zrozumieć swojego błędu – Zabrałeś mnie z ogniska, od moich przyjaciół, zaciągnąłeś do domu bractwa, uczyłeś się ze mną, a potem w zasadzie wyrzuciłeś wprost na ulicę późno w nocy! - nie mogę nić poradzić, że mój głos nagle podnosi się. Powtarzając dokładnie to co zrobił doprowadza mnie do furii.

- Udało ci się znaleźć podwózkę – mówi zarozumiałym tonem. Przyglądam się ludziom dookoła nas, gapią się na całe zajście z dziwnymi wyrazami twarzy. Zastanawiam się, jak dla nich wyglądamy? Elegancko wyglądająca dziewczyna rozmawia z chłopakiem z tatuażami ubranego w ciemne ubrania.

Prawdopodobnie dziwnie, ponieważ  on wygląda jak pieprzony model, a ja byłam zwykłą brunetką z brązowymi oczami. Zastanawiam się czy tak właśnie inni o nas myśleli, gdy nas widzieli -  Niegrzeczny chłopak z wyglądem super modela i Jane Doe*. Zwracam się znów do niego i nie jestem w stanie kontrolować co powiem.

- Czy nie wychowali się poprawnie? Czy twój ojciec nigdy nie nauczył cię, jak powinieneś traktować kobiety? - naskakuję na niego. 

Natychmiast żałuję tych słów, one po prostu bezwiednie wypłynęły, nie zdawałam sobie sprawy, że to mówię... Kiedy ocknęłam się i zorientowałam co przed chwilą palnęłam, zatrzymuję oddech i odruchowo zatykam sobie usta obiema dłońmi. Nie powinnam była tego przywoływać.
On sprawia, że się tak cholernie szybko denerwuję, to był szczyt naszej kłótni i nie miałam tego na myśli. Nie miałam pojęcia o czym mówię... musi to wiedzieć. Jest już jednak za późno, jego ciało sztywnieje. Cała złość wypływa ze mnie i zostaje zastąpiona żalem i winą. Jego nadgarstki zaciskają się w pięści, unosi ramiona w złości i bierze krok w moją stronę.

Cofam się niewiele w tył, nie dlatego, że się go boję, tylko czułam się tak bardzo winna. Opuszczam wzrok w ziemię. Pojawiają się w nich łzy, ale powstrzymuję je przed wypłynięciem, wstydzę się siebie. Chciałabym cofnąć czas, wrócić z powrotem do klasy i nie gonić za nim.

- Myślę, że znasz odpowiedź na to pytanie, nieważne jak bardzo byś to ukrywała – ryczy niskim głosem, co sprawia, że czuję się jeszcze gorzej, niż wcześniej. Jego ton jest obronny, zraniony, zły i zdradzony.

- Tak strasznie cię przepraszam – szepczę, palce nadal przykrywają usta, tak na wypadek, gdybym miała czelność palnąć jeszcze coś. Podnoszę wzrok i spotykam jego. Jest zły, zimny i pełen nienawiści.

- Wiesz co Julio! - unosi głos, jego klatka szybko unosi się i opada we wściekłości – Ty tego nie zauważasz! Będziesz chcieć więcej i więcej i oboje wiemy, że jest tylko jedna osoba, która jest w stanie ci to dać – Nie, nie wiemy. On nie miał pojęcia, kto może dać mi nieoczekiwane.

- Chcesz więcej od życia, ale nie potrafisz zaakceptować niczego, co nie jest idealne! - ryczy obracając się na pięcie i szybko odchodzi. Nie śmiem iść za nim, nie mam mu nic do powiedzenia.

Gdybym nawet poszłam, to co mogłabym dodać? Przywróciłam do pamięci jego ojca w najgorszy możliwy sposób. Wiem, że gdybym była na jego miejscu, a on na moim, właśnie teraz płakałabym i dostałby w twarz. Jak mogłam być tak okrutna? Jak mogłam pozwolić tym słowom wyjść na wierzch? Myśli dosłownie zżerają mnie. Ta złość w jego oczach, która nagle w drugim momencie zmieniła na zranienie.

Stoję pod drzewem, jedyne co słyszę, to świeże rozmowy innych uczniów i ruszające się na wietrze liście. Nadal mam zakryte usta, mój wzrok wlepiony w korzeń drzewa, gdzie wyrosła trawa.

Wstydzę się, zawiodłam się na sobie. To jest to, jak mnie odmienił, wyciągnął ze mnie najgorsze. Był w stanie zajść mi tak głęboko za skórę, tylko jednym spojrzeniem. Tylko on mógł wypowiedzieć słowa, które gdzieś głęboko mocno mnie poruszały, ale nigdy bym mu tego nie przyznała...
Przez resztę dnia jestem obecna, ale tylko fizycznie. Moje myśli są puste, pulsują, jestem przerażona, że mu to powiedziałam. Chcę pojechać do domu bractwa, by przeprosić. Nie mogę, nie mogę po prostu tam wejść i przeprosić...Mogłam?



Piątek jest bardzo nerwowy. Nie chcę go spotkać, nie chcę pamiętać tych okropnych słów. Dla mojej ulgi i rozpaczy, nie ma go na zajęciach. Chcę go znów przeprosić. Zdaję sobie sprawę, że brakuje mi tego, jak się gapił, jego złośliwych uśmieszków i ukrytych oraz niegrzecznych komentarzy.

Kiedy kończę ostatnie zajęcia wracam do pokoju. Sara czeka na mnie z uśmiechem. Patrzę na klamkę, na której nadal trzymam dłoń, szczerze rozważam czy powinnam spróbować wejść, czy jednak wyjść, zanim wpakuję się w coś czego nie zniosę.  Zaczynam obracać się z powrotem do drzwi, ale jej ostry głos zatrzymuje mnie.

- Wysłuchaj mnie! - błaga. Buczę zamykając drzwi i odwracam się do niej. Przechodzę koło niej, odkładam książki i torbę na biurku. Dziewczyna gapi się na mnie, siadam na łóżku. Czekam, aż spyta mnie o to, o co chciała. Nie robi tego.

- Co? Co chcesz? - staram się brzmieć przyjaźnie, chociaż mam ochotę wyjść w pokoju.

- Jestem twoją najlepszą przyjaciółką, tak?

- Oczywiście – przytakuję. Podchodzi do mnie i siada tuż obok z jasnym uśmiechem.

- I zrobisz dla mnie wszystko?

- Tak sądzę... - przytakuję powoli, zrobiłabym, ale w niektórych przypadkach powiem nie i ucieknę daleko za wzgórza. Jej uśmiech szerzy się, przygotowuje się by coś powiedzieć.
Boję się jej, nie mogę patrzeć na nią z czystą niezręcznością, jej uśmiech przestrzega mnie przed tym co zaraz powie. Przez chwilę rozglądam się po pokoju. Jej łóżko jest w bałaganie, kołdry porozkładane dookoła, telefon leży gdzieś tam wśród materiału.

Moja strona jest w większej mierze czysta. Na moim biurku leży kilka pogniecionych kartek, ale to nic w porównaniu do porozrzucanych po całej podłodze ciuchów, które należały do blodwłosej.

- Proszę choć ze mną i Niall'em na podwójną randkę w sobotni wieczór – wyrzuca błagalnym tonem ściskając mnie za dłoń. Nie spodziewałam się tego, nie wiem czego oczekiwałam, ale na pewno nie tego.

- Co? - śmieję się wstając na równe nogi. Musiała żartować, wiem, że tak, ona nigdy nie zapraszała mnie na podwójne randki.

Sara jest takim typem, że jeśli już idzie na podwójną randkę to z inną parą, która jest w tym samym stadium relacji, jak jej, żeby nie czuła się niekomfortowo. Nadzieja ulatnia się, w wyrazie jej twarzy nie widać niczego zabawnego. Mówiła śmiertelnie poważnie, chciała zabrać mnie na podwójną randkę.

- Julia proszę Cię, to znaczy... bardzo chcę, żebyś poszła! To trwa już wieczność! - wyolbrzymia dodając 'wieczność', by zabrzmiało bardziej dramatycznie. Nie wiem, czy mówiąc to ma na myśli siebie, czy tego, że ja od tak dawna nie byłam na żadnej randce.

- Nie jestem na to gotowa – kwestionuję, odwracam się, ale ona nadal mnie trzyma w ciasnym uścisku. Ciasnym, jak na Sarę.

- Jula, no co ty! - przyciąga mnie do siebie – Proszę! Bardzo denerwuję się tą randką, mając tam ciebie na pewno poczuję się lepiej! - błaga. Sara zdenerwowana? Teraz wiem, że albo kłamie, albo coś przede mną ukrywa.

- Dlaczego? Razem z Nill'em byliście już na kilku – uwalniam się a jej uścisku i opieram dłonie na biodrach. Rzucam w nią podejrzliwym wzrokiem i zaciskam usta. Dziewczyna oblizuje się i potrząsa głową.

- Byliśmy tylko na trzech, nie wliczając ogniska. Proszę... naprawdę go lubię, kiedy jesteś ze mną jestem po prostu zabawną sobą! - wykrzykuje. Wcale nie jest zabawniejsza w moim towarzystwie, zawsze ją kontroluję, lub chociaż próbuję. Nie poddam się jej tak łatwo, ona coś chce, nigdy się tak zachowuje.

- Czego mi nie mówisz? Czy Matt ma już dziewczynę? - pytam. Nie mam pojęcia, dlaczego zapytałam akurat o niego. Wydało mi się to najlepszym powodem zmuszania mnie do pójścia na randkę.

Z jakiegoś powodu obraz Matt'a z inną laską wcale mnie nie zasmuca, ani rani. Czułam wręcz ulgę. Jednak, mam nadzieję, że nigdy by jej nie zdradził, nikt nie powinien przez to przechodzić.
To załamanie, ciężko jest się spotykać z takim chłopakiem, jak Matt i pozwolić na coś takiego. On jest typem faceta, któremu można ufać, ma morale i nigdy nikogo do niczego nie namawia. To dlatego, kiedy mnie zdradził odczułam to tak mocno, jeśli nie mogłam ufać komuś takiemu, jak on, to jakiemu facetowi mogłam?

- Co? Nie! Nie rozmawiam już z Matt'em! - śmieje się – Niegdy bym ci tego nie zrobiła – jej głos staje się niższy i poważny.

- Nie musisz przestać się z nim zadawać, dlatego, że to się stało – zapewniam ją mając nadzieję, że nie zniszczyłam ich przyjaźni. Oni co prawda nigdy nie byli blisko, ale lubili przebywać za sobą.

- Wiem – mówi – Julia, proszę cię! Byłaś taka nieobecna od wczorajszego poranka! - czyli od naszej sprzeczki – Po prostu chodź na tą randkę! - randka byłaby dobrym zatraceniem, przymrużam oczy – dziewczyna dąsa się i daje mi najpiękniejszy wyraz słodkiego pieska, jaki potrafi. Śmieję się i popycham ją delikatnie.

- Czy w piątkowy wieczór nie ma przypadkiem imprezy w bractwie? - pytam ją szorstko. Razem z Niall'em uwielbiali chodzić tam, byli bardzo towarzyscy, spotykali mnóstwo przyjaciół, ale nadal bardzo się lubili. Sara patrzy na mnie dramatycznie.

- Jest, ale nie mamy ochoty tam iść! - jest pewna i nie mogę się z nią już o to kłócić. Sara była tą, z którą zawsze trzeba było się zgadzać. Jeśli nie, to i tak znajdzie sposób, by dopiąć swego.
Nie była złośliwa, tylko przekonująca, potrafiła szybko zmienić twoją decyzję, niezła z niej manipulantka. Nie mam powodów do dalszej kłótni, jak długo będę tam razem z nią i Niall'em na pewno będę się świetnie bawić.

- Dobra – wzdycham i szybko zakrywam uszy, kiedy zaczyna krzyczeć – nie poprawka – przeszywa całe pomieszczenie wrzaskiem ekscytacji. Zaczyna skakać w górę i w dół. Jej radość sprawia, że chcę do niej dołączyć, ale się powstrzymuję.

Iść na podwójną randkę nie było niczym, z czego mogę być dumna. To oznacza, że Niall musi znaleźć jakąś biedną duszkę, która pójdzie z nudną mną. Nie byłam złą parą, ale na pewno nie tą jedyną na zawsze. Nie flitowałam z żadnym facetem od czasów Matt'a, który był studentem pierwszego roku, ale nadal potrafiłam poprowadzić rozmowę pod presją.

Nie będzie tak źle, na szczęście będzie to Harry. Nadal nie byłam pewna, czy jestem nim zainteresowana, i czy ja rzeczywiście się jemu podobam. Uwielbiałam z nim gawędzić, sprawiał, że wszystko stawało się takie lekkie i komfortowe, odniosłam wrażenie, że znam go od bardzo długiego czasu.

- Musze zadzwonić do Niall'a!! - w końcu przestaje krzyczeć i wypuszcza moje ramie, które jest całe czerwone od ścisku. Zostawia mnie w pokoju, ledwie słyszę jej piski ekscytacji, kiedy rozmawia przez telefon. Zasiadam przy biurku i zaczynam się modlić. Mam nadzieję, że nie popełniłam najgorszego błędu w całym moim życiu.

Ta decyzja nie jest wyborem, którego będę żałować... ona zmieni moje życie.  Zakotwiczyłam siebie i swoją przyszłość zgadzając się na coś, na co nigdy nie byłabym w pełni gotowa. Na nowe życie.

Notka od autorki: O mój boże!! Co sądzicie o kłótni? Kto jest podekscytowany na podwójną randkę? Kto przyjdzie do Juli?! Tyle pytań!!





* Jane Doe - tak jak u nas Kowalski, czy Nowak, mam na myśli, że jak nie zna się czyjejś tożsamości to najczęściej używamy akurat tych nazwisk  :) (chyba to o to chodzi :D, przepraszam trochę to zagmatwane)


*Przeczytałeś/aś to zostaw komentarz*


____________________________________

PRZEPRASZAM ZA BŁĘDY, MATKO OSTATNIO IDZIE MI CHYBA CORAZ GORZEJ...

Ojojooj, Julcia nam dziś wybuchła, czy przesadziła? Czy może jednak należało mu się?

Z KIM ONA IDZIE NA RANDKĘ? PISZCIE W KOMENTARZACH SWOJE PODEJRZENIA!!

Do następnego xx

15 komentarzy:

  1. no ja od samego poczatku uwielbiam to opowiadanie tylko teraz czytam je na wattpadie bo tam mi po prostu wygodniej no ale co tam moge komentowac tu i tam ;d ale jesli moge cos zasugerowac to musisz posledzic na wattpadzie wiecej osob a przynejmniej wszystkich tych ktorych czyasz bo wtedy automatycznie tez chyba beda przynajmniej z ciekawosci zagladac na Twoj profil i zobacza to opwiadanie ja ze swojej strony moge tylko komentowac i dodalam je do swojego opisu bo naprawde bardzo mi sie spodobalo i chcialabym czytac je dalej bo nie stety nie znam na angielskiego zeby zrozumiec dokladnie o co chodzi i nie potrafie sobie przetlumaczyc dlatego chyle czola i mam nadzieje ze bedzie coraz wiecej czytelnikow a na wattpadzie trzeba ich troche pospamowac zeby sie zorientowali ze takie tlumaczenie istnieje....dobra rozpisalam sie juz nie marudze ;d Kinga ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie marudzisz :p, staram się, ale nie mam na to za bardzo czasu, w niedzielę już wylatuję, więc wcześniej musiałam pozałatwiać sprawy z ocenami i ostatnie zakupy! Jeszcze się nie spakowałam... Ale zajmę się promocją bloga, haha
      :)

      Usuń
  2. Napisałaś, że to będzie Harry, ale coś mocno mi sie wydaje, iż nie =) Szczerze to dziwny ten Zayn. Nie wiem czy go lubić, czy nie...
    no nic do nn
    PS. Zapraszam do mnie toxiclove-tale.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tam bym wolała jakby to była randka z Zaynem! Uwielbiam <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekałam na ten rozdział a teraz znów czekam na następny;)
    Miejmy nadzieję że jej kłótnia z Zayn'em szybko się zakończy i mam dziwne przeczucie że właśnie z nim będzie ta podwójna randka
    Aneta

    OdpowiedzUsuń
  5. Trochę poczytałam oryginał, bo nie mogłam się doczekać :) więc wiem z kim będzie miała randkę. Ale cierpliwie czekam na kolejny rozdział w polskiej wersji. Świetnie Ci idzie to tłumaczenie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zarąbistyy!!!<3

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapraszam do spisu opowiadań, gdzie znajdziecie każdą kategorię oraz konkurs o nazwie 'Kick award'.
    http://spiskickinit.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. ŚWIETNY !!! Kiedy nowy ?

    OdpowiedzUsuń
  9. skomentuję, bo nie mogę się doczekać następnych rozdziałów /wer

    OdpowiedzUsuń

Lydia Land of Grafic