sobota, 19 lipca 2014

Rozdział 23


Soundtrack:

* She's so High - Tal Bachman

* This Is Beautiful - Tyrone Wells 


Notka od autorki: Dodaje zdjecia domu Zayn'a! Taki dom naprawde znajduje sie na Uniwersytecie Boulder






Następnego dnia w klasie, Zayn wydawał się być w lepszym nastroju. Nie wyglądał na wyczerpanego. Był gładko ogolony i doprowadzony do porządku.

Nie rozmawialiśmy w czasie lekcji, mimo że chciałam poruszyć temat małej wycieczki do cioci Harrego, na którą zostałam przez niego zaproszona. Nie mogłam znaleźć w sobie na tyle odwagi żeby to zrobić, w końcu nie chciałam znowu z nim walczyć czy się kłócić.

W zamian, wolałam się skupić na własnej pracy, a on... na czymś, cokolwiek w tym momencie robił w tej klasie.

W klasie od literatury znalazłam Lindsay i od razu powiedziałam jej o naszym zaproszeniu. Była bardzo zaskoczona i wgapiała się we mnie, z otworzonymi ustami, przez prawie 30 sekund.

- Lindsay... - dotknęłam jej ramienia, zmartwiona.

Z jej ust wydobył się piskliwy wrzask podniecenia i przytuliła mnie. Nie mogłam się powstrzymać od zaśmiania z jej reakcji. Sprawiło to, że poczułam się jakbym sprawiła jakiś łaskawy uczynek dla kogoś w potrzebie.

- Jesteś niesamowita! Sprawiłaś, że mój dzień stał się lepszy! - zaśmiała się, kiedy koło niej usiadłam.

- Cieszę się, zawsze do usług. – zażartowałam, mówiąc to jakbym była jej służbą i skłoniłam głowę w jej stronę.

- Więc naprawdę wszyscy wychodzimy? Do ciotki jednego z nich? - zapytała żeby się upewnić.

- Podobno to duży dom – roześmiałam się.

Zastanawiałam się jak duży on jest i dlaczego część rodziny Zayna mieszka tutaj –
w Boulder.. Czy to dlatego tu mieszka? Pamiętam naszą rozmowę jednej nocy, kiedy poruszyliśmy temat jego przybycia do tego miasta, a on mnie spławił jak gdyby nigdy nic.

***

Nadszedł piątek. Ten tydzień równał się z ignorancją Zayna wobec mnie – mimo że mnie to wkurzało. Raz, skończyłam lekcje i skierowałam się z Lindsay do domu, gdzie Niall i Sara już na nas czekali. Kiedy już tam dotarłyśmy - oboje smiejac sie siedzieli na kuchennym stole.

- Cześć wam – uśmiechnęłam się, podczas gdy Lindasay wlekąc się za mną weszła do pokoju. 

- To jest Lindsay. Lindsay, to jest moja najlepsza przyjaciółka Sara i jej chłopak Niall. - przedstawiłam ich sobie.

Oczy Lindsay pojaśniały i uśmiechnęła się do nich.

- Cześć... - jej głos był cichy, ale miły.

Podeszła, by uścisnąć dłoń Sary, ale dziewczyna zamiast tego uwięziła ją w ciepłym uścisku. Widziałam jak ciało Lindsay się rozluźnia i czuje, że nie musi być już nigdy nieśmiała
w towarzystwie dziewczyny.

- Witaj w naszych skromnych progach – Sara zaśmiała się nieoczekiwanie,. Niall uścisnął nowo poznanej dziewczynie rękę, a ta poczuła się jak gdyby spotkała gwiazdę rocka.

Postanowiliśmy wziąć dwa samochody, w razie gdybyśmy potrzebowali wyjść wcześniej niż reszta. Lindsay jechała ze mną, podczas gdy Sarah jechała z Niallem.

Dom jest jakiś czas drogi od kampusu – powiedziałabym, że około 20 minut. Znajduje się
 w ustronnym miejscu, gdzie jest duża odległość między kolejnymi domami, dlatego też jest większy niż myśleliśmy, jadąc do niego.

Dojechaliśmy pod bramę prowadzącą do okolicy bogatej w ogrom budynków wyglądających jak zamki. Była ogromna
i zdobiona czarną kratą. Zakładam, że ogrodzenie ciągnie się wokół całego obszaru znajdujących się tu will. Na bramie znajdowały się złote litery „BC”, które jak wnioskowałam były nazwą, bądź skrótem nazwy tej okolicy.

Niall otworzył swoje okno i wstukał kilka liczb. Chwilę później, brama rozsunęła się.

Jeździliśmy chwilę po okolicy, robiąc jeszcze wokół niej kilka kółek, zanim dojechaliśmy pod dom, który podejrzewałam, że był „tym złym”.

Ma dwa piętra i nie jestem pewna czy posiada piwnicę. Jest wykonany z czarnej cegły, a na niektórych z nich są białe naleciałości. Jest to po prostu piękny nowoczesny dom, z wieloma oknami z czystego szkła. Podjazd, na który wjechaliśmy, jest z szarego kamienia. To wszystko wygląda, jakby to była letnia rezydencja jakiegoś milionera.

Uświadomiłam sobie, że jesteśmy dalej od miasta, niż mi się wydawało, co sprawia, że możemy podziwiać Boulder z podjazdu.

Zauważyłam na parkingu jeep'a Harrego i względnie nowego Subaru. Zastanawiałam się do kogo ono należało... Myślę, że może do Liama – widziałabym go jeżdżącego takim samochodem.

Parking. Wysiadłyśmy z Lindsay z samochodu i podążyłyśmy w stronę tego eleganckiego domu. Tutejszy krajobraz jest przepiękny, jak i odległości między następnymi domami – dość znaczące.

- Tu jest pięknie! - szepnęła dziewczyna obok mnie. I nagle poczułam skrępowanie, bo nie należę do tego typu domów.

Zaczęłam się martwić o mój wygląd. Miałam na sobie tylko zwykłą, białą bluzkę, ciemne jeansy i jakieś buty. Popatrzyłam na Lindsay, która wciąż była w szkolnych ubraniach. Wyglądała cudnie. Jej strój składa się zawsze z ciemnej spódnicy i kolorowych, pasujących topów.

- Szalone prawda? - usłyszałam jak ktoś zadzwonił do drzwi. Uśmiecham się do Harrego, który stanął nagle w drzwiach. - Przysiegam, jestem tu chyba z piąty raz, a i tak nadal się gubię.

Chłopak śmieje się kiedy przechodzimy przez drzwi, witając mnie bocznym uściskiem i uśmiechem.

- Harry, to jest Lindsay. Lindsay, to jest Harry. - dziewczyna wyciąga w jego stronę rękę, a on ją chwyta, uśmiechając się uroczo i pokazując swoje dołeczki.

Na widok twarzy Lindsay, chce mi się śmiać, jednak w porę się powstrzymuję, a ona patrzy mu głęboko w oczy.
- Cz-cześć... - udaje się jej wydostać z siebie głos.

Harry potrząsa jej rękę i chichocze. Dziewczyna obdarowuje mi spojrzenie, jak gdyby chciała mi powiedzieć, że spotkała właśnie faceta swoich marzeń. Jej oczy się powiększają, zresztą jak i jej uśmiech.

- Cześć wam! - Harry skinął głowę w stronę Sarah i Nialla, którzy szli w nasza stronę, trzymając się za ręce, jak jakas złota para, którą są.
- Harry! - krzyczy Niall, uwalniając swoją rękę z tej Sarah i podbiegł do chłopaka.

Mocno się śmieje z tego ich słodkiego uścisku. Sarah jedynie kiwa na nich z uśmiechem, a nawet Lindsay zaczęła się śmiać na ten „romantyczny gest”.

- Czy ja słyszałem Nialla? - dochodzi do nas głos oświeconego Brytyjczyka.

Odwróciłam się w stronę Louisa idącego ku nam do drzwi wejściowych.

- Julia! - chłopak przywitał się z szerokim uśmiechem. Zauważam, że Louis ma kilka tatuaży na przedramieniu, które było widać przez jego, białą, podwiniętą koszulę.
- Cześć Louis! - uśmiecham się, wchodzę do domu i daje mu szybki uścisk. - Gdzie reszta chłopaków? Chcę, żeby poznali Lindsay. - skinęłam na dziewczynę, która w tamtym momencie przyglądała się wysokim sufitom i wzięłam ją do środka.

Dom miał naprawdę wysokie sufity, balustrady, a także kamienne i tynkowane ściany. Główne wejście otwiera się na duże, przestrzenne pomieszczenie z wielkimi, drewnianymi schodami rozchodzącymi się na dwie strony: w prawo i w lewo, a także prowadzącymi do szklanych drzwi, które wychodziły na podwórko.

Nie ma tu za wiele wewnętrznych drzwi. Mimo to, dom jest pięknie wykonany i otwarty. Kiedy wchodzę w głąb budynku do salonu, czuję, że zapiera mi dech w piersiach. Jest tam wiele okien, przez które można podziwiać piękne drzewa Colorado. Nie mogę się powstrzymać od gapienia na wszystko co mnie tutaj otacza. Widok jest zachwycający! Dodatkowo, pomieszczenie jest oświetlone naturalnymi promieniami z zewnątrz.

Czuję, jakbym była w jakimś domu wypoczynkowym. Gdzieś, gdzie można po prostu odpocząć i dobrze się bawić.

Salon jest otwarty i połączony z kuchnią, która jak reszta domu jest piękna. Ma kuchenki wzdłuż lady, podtrzymującej przed nią krzesła. Jest otwarta i ma śliczne, drewniane szafeczki.

Wchodzę głębiej, podążając za resztą. Kuchnia posiada kilka umywalek, dużo szafek i sama nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co oni niby trzymają w każdej z nich. Przełykam ślinę, kiedy widzę cztery piecyki. Kto potrzebuje cztery piecyki?! Zaczynałam czuć się niekomfortowo. Ten dom to było już pomału za dużo.

Po prawej stroni linii okien, jest piękny odcinek ściany, wykonany z szarych cegieł. Na dole jest kominek, wyglądający najprawdopodobniej na ten benzynowy. Natomiast nad nim, wisiał telewizor. Nie za duży, taki w sam raz. Obok ceglanego muru, znajdują się schody prowadzące na piętro niżej.

Swoją uwagę, zwróciłam ponownie na okna i przeszklone drzwi. Zapatrzyłam się przez nie na piękne miasto Boulder. To był cudny widok pełen zielonych wzgórz i jeszcze nie zapalonych nad miastem świateł.
- Szalone co? - powiedział Louis, stojący koło mnie z gwizdkiem.
- On tu mieszka? - zapytałam zdezorientowana, patrząc nadal przez okno. Mam ochotę wyjść na ganek, jednak nie mam zamiaru być jedyna w grupie, która nie uczestniczy w tej zabawie.

Nie mogę na to poradzić, ale wyobraziłam sobie siebie, tutaj w grudniu. Już widzę jak dryfujący śnieg, pokrywający wszystko cienką warstwą puchu. Już widziałam ciepłe światła znad miasta zasnute śniegiem na odosobnieniu. Mogłam tylko marzyć o mieszkaniu w takim domu jak to.

- Cóż, to znaczy... Kiedy się tu przeniósł, jestem prawie pewny, że to właśnie tutaj mieszkał. No i na pierwszym roku studiów. Dopiero w tym roku wstąpił do bractwa. - odpowiedział Louis na moje pytanie. - Więc teraz mieszka z nami. - poczułam się dziwnie, kiedy mówi informację, którą już znałam.
- To jest większe od domu bractwa. - śmieję się, patrząc wokół domu, zatrzymując wzrok na żyrandolu w salonie. Wspomniane pomieszczenie jest urządzone w uspokajających kolorach: delikatnych brązach i kremowych bielach. Na środku jest jasno-brązowa kanapa i stolik w kształcie litery „U”.
 
- Oczywiście, że tak. To wujek Zayna kupił dom bractwa. - zachichotał Louis jak gdyby była to informacja całkiem oczywista i prosta do zrozumienia.
- Co?! - zwróciłam się do chłopaka, który sprawił, że poczułam zdezorientowanie. - Znaczy... Krewni Zayna posiadają dom bractwa? - nie spodziewałam się, że...
- Tak i nie – Louis kiwa głową – Widzisz... wujek Zayna był jednym z pierwszych członków bractwa, co nie było aż tak dawno. Więc jako... absolwent, kiedy już był bogaty, kupił dla bractwa przytulny dom. Wcześniej, żyliśmy w jakimś małym kawałku gówna... - przyznaje.

Chłopak wydaje się trochę wiedzieć o Zaynie. Pamiętam jak Louis powiedział kiedyś na imprezie Zaynowi, że muszą pogadać, a wtedy chciałam odzyskać moja książkę od chemii i sposób w jaki chłopak go posłuchał...

Wydaję mi się, ze to wszystko było tak dawno temu, a w rzeczywistości minęło dopiero dwa tygodnie. Czuję dziwny komfort, wiedząc, że Louis jest w stanie poradzić sobie z Zaynem, natomiast ten wydaje się ufać drugiemu co do informacji o sobie.

Znalazłam przyjemność w towarzystwie Louisa. Miał w sobie takie dziecko, prawie jak Niall. On po prostu chciał żyć. Uważam, że pocieszające jest, że powiedział mi o krewnych Zayna. Pewnie, to żaden sekret, ale i tak doceniam.

- Och... - gryzę wnętrze mojego policzka. Dowiedzenie się czegoś więcej o Zaynie było dziwne, bo myślałam, ze wiem o nim już wszystko.

To jest właśnie to, o czym się najmniej mówi, ale kto wie czy mogę wierzyć w każde wypowiedziane przez niego słowo?.... Wszystko co do tej pory wydawało się być kłamstwem, czy też jego działania, są przeciwieństwem jego słów. Nawet jego słowa ostatecznie zaprzeczają jego słowom!

Na naszej randce powiedział, że mnie lubi, sam ją zaproponował. Jak on mógł potem na mnie wybuchnąć, twierdząc, że nic takiego nie zrobił i nigdy by czegoś takiego nie chciał. Szczególnie, ze odkryłam, że to wszystko było zaplanowane! To jak mnie ignoruje, to jak ze sobą walczymy, ale to co mówi.... sprawia, że go rozumiem... Co w rzeczywistości nie jest prawdą. Sprawił, że stałam się bardziej zdezorientowana niż w całym moim życiu.

- Witaj w moim domu. - jego głos łamie moje myśli.

Wraz z Louisem odwracamy się od okna i spoglądamy ku górze, gdzie stoi przy balustradzie. Ma na sobie czarną koszulę i ciemne jeansy. Spogląda na nas z góry.

- Ładnie tu – uśmiecha się do niego Sara, wpatrując się wcześniej w kominek – Choć można się tu zgubić. - śmieje się, a jej śmiech roznosi się echem po domu. Zayn schodzi po schodach, kierując się w naszą stronę.

- Zgubiliśmy się – słyszę za sobą Liama, wchodzącego przez szklane drzwi z jakąś piękną dziewczyną. Ma ona piękne, kręcone włosy sięgające jej do ramion, ciepłe lecz jasne oczy i delikatne usta. - Julia – chłopak uśmiecha się do mnie, obejmując.

Spojrzałam na nią, jednak ta nie wyglądała specjalnie na zazdrosną. Wyglądała anielsko, a jej uśmiech był nieco zbyt miły.

- Jestem Danielle – dziewczyna wyciąga do mnie rękę. Dobra, Danielle, cheerleaderka, w której zabujał się Liam.
- Miło cię poznać! - uśmiecham, ściskając jej rękę. - Jestem Julia, a to moje przyjaciółki Lindsay i Sara. - Oglądam się, jednak blondynka jest zajęta rozmową z Harrym, a Lindsay jest dokładnie tam gdzie nas przywitała Danielle.
- Cześć... - Lindasy macha w jej stronę.
- Hej... - Danielle mówi powoli - czy ja z tobą czasem nie mam lekcji? - patrzy na Lindsay, która rumieni się i kiwa głową.
- Tak, myślałam, że mnie nie zauważasz... - odparła nieśmiało. To prawda, Danielle jest cheerleaderką. Jest otwarta i śmiała jak Sara. Podczas gdy Lindasy jedt bardzo nieśmiała.
- Właśnie, że tak! Jesteś bardzo mądra. - śmieje się – Chciałabym być tak mądra jak ty! Albo ty Jules! Liam mi wiele o tobie opowiadał. - uśmiecha się. Nic nie moge poradzić, że zaczynam uważać, ze Danielle nie jest wredną istotą. Już wiem dlaczego Liam ją tak bardzo polubił.
- Więc gdzie są krewni? - pyta Louis z rękami w kieszeniach i kołysząc się na piętach.
- Są w Aspen czy gdzieś...- Zayn wzrusza ramionami, nie bardzo się tym przejmując.

Choć wątpię, czy tego naprawdę nie robi. Wiem, że chłopak bardzo dba o swoją rodzinę, oczywiście najcenniejsze są jego matka i siostry.

- Wiesz Zayn... Ten dom jest taki duży... i myślę, że moglibyśmy zagrać w epicką wersję zabawy „w chowanego” - rozłożył ręce i skierował twarz w stronę sufitu.

Uśmiecham się z powodu jego dziecinnego zachowania i pomysłu. Zayn stoi na samym dole schodów, co sprawia, ze jego mięśnie są bardzo widoczne.

Moje oczy zaczęły wędrówkę po jego ciele od wzorów na prawym ramieniu, po te już prawie niezauważalne. Zastanawiam się czy to bolało. Czy płakał? Wątpię. Zastanawiam się, czy jego rodzice wiedzieli o tym, że miał tatuaże.

- Zróbmy to! - klasnęła Danielle, natomiast Sarah zaczęła interesować się naszą rozmową.
- Tak! Powinniśmy to rozwinąć! - wybił się Niall.
- Jak to? - Louis podciąga w górę brwi i przygryza jedna część ust. To stanowi zabawny wyraz twarzy.

Spojrzałam na Zayna, a jego karmelowe oczy obserwowały Louisa. Zastanawiam się czy wiedział, że tu przyjdę i przyprowadzę na dodatek Lindsay. Zachowywał się jakby go to nie obchodziło, co było dla niego typowym zachowaniem.

- Ktokolwiek wygra... wygrywa... wygrywa... - Niall mocno nad czymś myślał – Obiad! - chłopak sam sobie wiwatuje za jego genialny pomysł, a my zanosimy się śmiechem, oprócz Zayna. On posyła jedynie półuśmiech.
- Ja będę szukał! - krzyknął z dumą Louis, podnosząc do góry rękę.
- W porządku, brzmi nieźli. Zayn? Masz coś przeciwko żebyśmy biegali i chowali się po twoim domu? - zapytał widocznie rozbawiony Harry. Ciekawa jestem o czym rozmawiał z Sarą...
- Po prostu nie zepsujcie niczego, albo za to płacicie – zagroził, jednak umknęło wo przez jego lekki uśmiech.
- Znasz mnie Malik, ja nie zostawiam rzeczy nie naruszonych – śmieje się Harry, klepiąc go po plecach. Widać, że Zayn stara się nie uśmiechnąć, jednać cień uśmiechu i tak wpełza na jego twarz tak czy inaczej.
- Jesteś pewien Zayn, że nie znajdziemy w szafie jakichś trupów czy czegoś? - śmieje się Sarah.

Coś w Zaynie „zaskoczyło” i spojrzał na dziewczynę. Ta przestała się śmiać i spuściła w dół swoje duże oczy.

Co to niby było? Serio były jakieś nieboszczyki w szafie?! Serio Sarah uważa, że są w ogóle w tym domu jacyś zmarli? Oczywiście nie mówię o tej małej scenie, która miała przed chwila miejsce. Sarah przez cały czas żartowała, jednak Zayn wygląda na dość złego.

- Zaczynajmy! W oparciu o to kto kogo znajdzie, tworzymy zespoły, a ten kto znajdzie najwięcej ludzi, ten wygrywa kolację! - oczywiście, ze nagrodą jest jedzenie, w końcu to Niall.

Wszyscy potakują, oprócz Zayna. On wygląda na zirytowanego, jednak nie przejmuję się tym.

- Gotowi? - Liam uśmiecha się do wszystkich. Każdy posyła mi szybkie skinienie głową i rozgląda się już po pokoju.
- Do startu... gotowi... start! - krzyczy Niall. Louis odwraca się do ściany z uśmiechem, jak nasza pozostała ósemka, któa rozbiega się po domu.

Śmiech Nialla roznosił się echem po domu, a Louis liczy głośno. Uśmiecham się jak głupia, biegnąc przez korytarze, w poszukiwaniu ukrycia.

Wspinam się po schodach do części domu, o której istnieniu wcześniej nie wiedziałam. Ten dom wydawał się być nieograniczony. Pędzę przez przestronne korytarze i biorę oddech by zlustrować miejsca i pomieszczenia w których się znajduję. Ten dom był ogromny i była masa miejsc gdzie można było się ukryć.

Nadal nie mogę wyjść z podziwu, że to dom wujka i ciotki Zayna. Chłopak mieszka w pięknej posiadłości, jeździ świetnym samochodem, a ubiera się jakby miał trzy koszulki na krzyż.

Zastanawiam się jak wyglądał jego dom w Anglii. Czy był duży czy mały? Czy jego wujostwo było powiązane z jago tatą? A może mamą? Czy jest taki jak jego ciotka czy wuj. Kto podpiął si ępod tę rodzinę poprzez małżeństwo? Ciotka, a może wuj? Po za tym, dlaczego zastanawiam się nad tego typu rzeczami? Co niby jest w tym chłopaku, co sprawia, że się nim przejmuję?

- Gotowy czy nie! Nadchodzę! - głos Louisa roznosi się po domu. Zaczynam panikować, bo byłam tak pogrążona w myślach, że zapomniałam się ukryć.

Na korytarzu, w którym się znajduję, słabo słychać głos Louisa, na próżno wołającego nasze imiona w nadziei, że jednak wyjdziemy. Gdzie ja w ogóle byłam? Ten dom jest zdecydowanie dla mnie za duży.

Kiedy zrobiłam krok w stronę innego pomieszczenia, z moich ust wydobywa się westchnienie, kiedy ktoś mnie nagle łapie za nadgarstek.


Skowyt pełen strachu i zaskoczenia opuścił moje ciało w momencie, kiedy ktoś pociągnął mnie do tyłu, zakrywając w uciszającym geście, moje usta....


___________

Hej kochani!! Jest i nowyy!! :)
Co myślicie o domu krewnych Zayna ? To jakiś pałac...
Jakie zakończenie... Kto ją tak uciszył.? :3

Rozdział pewnie nie pojawił by się bez pomocy Kasi. Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję:))

PONAD 20 KOMENTARZY POD OSTATNIM ROZDZIAŁEM!!! DZIĘKUJĘ za te miłe i fantastyczne opinie, jesteście ogromnym wsparciem. Normalnie czytam je po kilkanaście razy :D

Do następnego!

14 komentarzy:

  1. To był na stówe Zayn. Ale ten jest genialny! Też chcę taki pałac!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspanialy umieralm z ciekawosci co bedzie dalej!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Awww, super rozdział. Ciekawe co się dalej wydarzy

    OdpowiedzUsuń
  4. WoW *-* świetne ff <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuje za tłumaczenie:-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam Twojego bloga!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Czekam na kolejny rozdział. Codziennie sprawdzam czy już cos dodałaś:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Stawiam na Zayna:* Swietny blog - nie moge sie doczekac kiedy przeczytam nowy rozdzial

    OdpowiedzUsuń
  9. Założę się że to Zayn :* kiedy nastepny rozdzial? Juz sie nie moge doczekav

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nietety dopiero w sobote :C Sa wakacje i nie siedze tak czesto przy laptopie, za 3 tyg wracam i bede starala sie dodawac tak jak na poczatku :)

      Usuń
    2. Juz nie mogę sie doczekać soboty;)

      Usuń
  10. Buziaki dla autorki najlepszego bloga o Zaynie:*****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja tylko tlumacze ;) ale dziekuje bardzo :3

      Usuń
  11. Cudne uwielbiam.

    OdpowiedzUsuń

Lydia Land of Grafic