sobota, 21 marca 2015

Rozdział 58

Enjoy :)

Juliet POV
Otwierając oczy czuję, że pulsuje mi głowa. Mimowolnie z moich ust wydostaje się jęk przepełniony bólem. Mocno zaciskam powieki mając nadzieję, że tym sposobem wyzbędę się tego ścisku w  głowie. Głęboko wzdychając otwieram oczy i staram się rozpoznać nieznane mi otoczenie. Sądziłam, że leżę w łóżku w akademiku, ale orientuję się, że to apartament Zayn'a.
Co wydarzyło się zeszłej nocy? Podnoszę się ociężale, kurczowo trzymając pulsującą część ciała. Łóżko koło mnie jest puste, w mieszkaniu panuje głucha cisza. Pamiętam Zayn'a i siebie... Pamiętam rozmowę z Louis'em, potem Zayn i Erica zniknęli w pokoju... Przypominam sobie, że piłam, dużo wypiłam... Harry.
Harry.. O mój Boże, to nie miało miejsca, prawda? Podnoszę się przytrzymując się płaskiej powierzchni ściany, moim nogom zajmuje chwila zanim zaczynają ponownie pełnić swoją funkcję. Przechadzam się po zupełnie opuszczonym mieszkaniu.
Dochodząc go głównego pomieszczenia, zatrzymuję się. Przyglądam się mu z przerażeniem wymalowanym na twarzy. Rozpościera się przede mną zupełna ruina, wszędzie porozrzucane są odłamki szkła, krzesła mają odłamane nogi. Spoglądam na drzwi wejściowe, są zatrzaśnięte. To nie było włamanie, to był Zayn.
Co do cholery tu się stało? Rozglądam się po mieszkaniu poszukując odpowiedzi. Nie mogę jej jednak odnaleźć. Gdzie podział się Zayn? Kuśtykam z powrotem do sypialni w celu rozglądnięcia się za śladami po chłopaku. Nie ma ich.
Siadam na materacu chowając głowę w dłonie. Zaciskam powieki, mam nadzieję, że pozbędę się bólu i przypomnę sobie wydarzenia ostatniej nocy. Był krzyk, tyle jestem pewna. Całowaliśmy się - w zasadzie to on całował mnie, ja się poddałam.. zasnęłam.
Szybko podnoszę swój telefon i wybieram numer do mulata. Urządzenie od razu kieruje mnie na pocztę głosową. Okej.. czyli mamy za sobą potężną awanturę.... Wybieram numer do Sary rozglądając się niespokojnie po chłodnym pokoju.
- Jula? Gdzie ty do cholery jesteś? - dziewczyna jest bardzo zdenerwowana.
- Jestem w mieszkaniu Zayn'a.. Mogłabyś po mnie przyjechać? - pytam ją cicho.
- Co się stało? Wszystko w porządku? - martwi się o mnie.
- Nie mam pojęcia... - wydycham -  Nie bardzo cokolwiek pamiętam - bąkam. Głowa mi pęka na samo wspomnienie wczorajszego wieczoru.
- Przyjadę tak szybko, jak mi się uda. Wyślij mi adres.
^^^
- Mieszkanie było całe zniszczone? - dziewczyna pyta mnie łapiąc ubrania, w które zaraz ma zamiar się przebrać.
- Tak - odpowiadam cicho.
- A jego nie było, gdy się obudziłaś? - pyta mnie śledząc uważnie każdy mój ruch. Przytakuję jej - Co tu się do cholery wydarzyło? Wiesz, on wyglądał na nieźle wkurzonego, ale... Czy on cię skrzywdził? - dopytuje się opiekuńczo. Dziewczyna próbuje jakoś poskładać do kupy wszystkie elementy tej układanki.
- Nie - śmieję się do siebie, przynamniej nie fizycznie.
- Jesteś pewna, że to miejsce nie zostało obrabowane, czy coś? - jej tęczówki wypełniają się jeszcze większym zmartwieniem. Śmieję się z niej łapiąc się za głowę.
- Po prostu... wszystko było zniszczone, żaden z cenniejszych przedmiotów nie został skradziony... Już nigdy więcej nie piję Sara - deklaruję jej szczerze.
- Czemu nie? Przecież dobrze się bawiłaś! - śmieje się radośnie.
- Niby tak, ale skończyło się na kłótni z Zayn'em, po czym obudziłam się w zdemolowanym apartamencie - obwieszczam jej pełna powagi.
- Racja... - bąka przygryzając wargę - Gdybyś imprezowała ze mną w liceum, byłabyś bardziej doświadczona i wiedziałabyś, jak kontrolować swój umysł po alkoholu - mówi mi ze śmiechem. Przewracam oczami na jej idiotyczny pomysł - Powiesz mi o się stało? O  co się znowu pokłóciliście? - pocieram miejsce między oczyma. Skąd mam to niby wiedzieć, wydarzenia z wczoraj widzę tylko jak przez mgłę. Wzdycham kręcąc głową.
- Nie pamiętam... Wiem tylko, że się pokłóciliśmy, dosyć mocno. W mojej głowie pływa mnóstwo, zupełnie pomieszanych ze sobą wspomnień - wyjaśniam jej - Sara pozwól, że wezmę prysznic, okay? Potem muszę się przewietrzyć, przemyśleć parę spraw.
- Mam do ciebie dołączyć? - pyta mnie pełna nadziei.
- Wybacz, ale potrzebuję czasu, by dokładnie przetworzyć sobie wczorajszą noc - przynajmniej części, które pamiętam - informuję ją przepraszająco. Dziewczyna marszczy brwi, ale przytakuje mi pełna zrozumienia.
- No dobrze - bąka wzdychając. Jednym ruchem wślizguję się do łazienki i przyglądam się swemu odbiciu w lustrze. Wyglądam, jak wrak, moje włosy są rozczochrane, pod oczami widnieją sine worki, makijaż spływa smugami po mojej twarzy. Obracam się i wskakuję pod prysznic pozwalając sobie na chwilę odetchnienia. Jak wyzbyć się tego okropnego bólu głowy?
Biorę bardzo długi prysznic, gorąca woda skutecznie rozluźnia napięte mięśnie i poprawia nastrój i koi walkę z potwornym kacem. Myję włosy, po czym wychodzę spod strumienia cieplutkiej wody owijając się w miękki ręcznik. Przebieram się w spodnie, zwykły t-shirt , a na wierzch zarzucam czarny płaszcz. Wychodząc z pokoju, Sara zajmuje się własnymi sprawami i słucha muzyki.
Macham jej na pożegnanie i wychodzę na zewnątrz. Powietrze jest dziś niezwykle mroźne, na niebie widać zasnute chmury, nie ma szans, by przedarły się przez nie promienie słoneczne. Nadszedł listopad, można, więc oficjalnie uznać to za początek zimy.
Jadę do centrum, gdzie wzdłuż uliczek ciągną się liczne, przytulne kawiarenki, restauracje i sklepiki. Parkuję samochód i wysiadam zaciągając się lodowatym powietrzem - wypełnia ono całe moje płuca i przynosi natychmiastową ulgę. Zaczynam iść wzdłuż chodnika zaglądając w okna mijanych wystaw.
Myślę o wczorajszej nocy, biegnę myślami po tamtych wydarzeniach, dopóki pozwala mi na to mój umysł. Przypominam sobie poszczególne fragmenty, urwane kawałki rozmów. Pokłóciłam się z Zayn'em, obrzuciłam go okropnymi słowami, ale on nie był lepszy - ranił mnie pełnymi jadu obelgami. Pamiętam, że się całowaliśmy, a potem... pustka. Nie mam pojęcia co go zmotywowało do zrujnowania własnego mieszkania i ucieczki.
Aby oczyścić nieco umysł i oderwać się od dręczących mnie myśli, wstępuję do kilku sklepików. Wybieram szaliki, łańcuszki i drobiazgi, które przykuwają moją uwagę. Robienie tych niewielkich zakupów uświadamia mi, dlaczego Sara się tak często na nie kusi. Kupowanie przynosi szczęście, lepszy nastrój - przynajmniej na moment.
- Julia - odwracam się w stronę, z której znany mi głos wypowiada moje imię. To Charles. Chłopak uśmiecha się do mnie ciepło i podchodzi w moją stronę. Rozglądam się wzdychając i odwzajemniam mu tym samym.
- Cześć Charles - uśmiecham się przekładając kosmyk włosów za ucho.
- Co tutaj robisz? - chłopak rozgląda się po ulicy ze wzruszeniem ramion.
- Tylko... wybrałam się na zakupy - spuszczam wzrok na reklamówki, które trzymam w dłoniach - Sara miała rację, zakupy potrafią uszczęśliwić człowieka - śmieję się.
- Jak z Zayn'em? Dogadujecie się? - chłopak pyta mnie - Wyszliście z imprezy bez pożegnania.
- Racja... tak, wszystko z nim w porządku.. - potakuję mu, mam nadzieję, że ma się dobrze... Nawet nie wiem, gdzie się obecnie znajduje - Tak jakby się pokłóciliśmy.. - obwieszczam cicho.
- O co? - chłopak śmieje się.
- Nie bardzo pamiętam, chyba... chyba o wszystko - wzruszam ramionami, na co chłopak odpowiada pełnym zrozumienia skinieniem głowy. Mijam go wzrokiem, moją uwagę przykuwa jedna znajoma twarz. Miałam nadzieję już więcej jej nie zobaczyć. Przyglądam się jej jeszcze raz, tak dla upewnienia. To on....  Derek. Idzie chodnikiem w dwoma przyjaciółmi po obu stronach. Śmieje się, nie obchodzi go reszta świata.
- Dobrze się czujesz? - pyta mnie Charles łapiąc mnie lekko za ramię, na co odskakuję do tyłu. Zwracam się do niego kręcąc przecząco głową.
- Muszę iść. Muszę się stąd wydostać - oddycham cofając się w tył. Moje ciało oblewa uczucie zagrożenia i paniki.
- Jula, co się dzieje? - chłopak podchodzi łapiąc mnie za ramię, zatrzymując mnie tym samym przez odejściem. Zauważa mój niepokój i stara się mnie uspokoić.
- Charles proszę, pozwól mi stąd iść - gapię się na niego starając się uwolnić z jego uścisku. Desperacko potrzebuję się stąd wydostać, uciec. Chłopak spogląda w to samo miejsce, jego ciało natychmiast się napina.
- O cholera.. to on, prawda?
- Ja nie- - przeczę jego domysłom, ale przerywa mi.
- Poczekaj tu - zatrzymuje mnie i idzie w stronę Derek'a.
- Charles, nie.. - wołam go. Nie mam ochoty za nim iść.
- Hej kolego - słyszę, jak wita się w tym potworem. Derek i dwóch jego kumpli odwracają się w jego stronę z uśmiechami na twarzach.
- Charles - Derek wita go z uśmieszkiem.
- Słyszałem o tobie co nie co - Charles spogląda na mnie przelotnie, po czym zwraca się ponownie do Derek'a. Chłopak wyłapuje moją obecność, patrzy na mnie. Czuję, że robi mi się nie dobrze, moje ciało trzęsie się z przerażenia.
- Posłuchaj, cokolwiek ci powiedziała, było to kompletnym kłamstwem. Przyrzekam ci, że niczego - Charles przerywa mu, gdy jego pięść spotyka się ze szczęką chłopaka. Zakrywam usta zaskoczona jego ruchem.
- Słuchaj ty mały sukinsynu. Jestem pewien, że Zayn załatwił już sprawę i skopał twój marny tyłek - ale tak w razie czego, pozwól na przypominajkę.. Jeśli choćby jeszcze raz ja, bądź ktokolwiek z bractwa ujrzy cię w jej pobliżu, dostaniesz taki wpierdol, że będziesz żałował, że się w ogóle urodziłeś. Zrozumiałeś? - Charles oświadcza mu twardo.
Chłopak dotyka swojej pulsującej twarzy przyglądając się raz mnie, raz Charles'owi. Widać, że zastanawia się, czy mu oddać, czy przybiec do mnie i znów mnie zaatakować. Zimno w jego tęczówkach rośnie, gdy nasze spojrzenia spotykają się. Odpowiadam mu morderczym spojrzeniem ignorując budującą się we mnie obawę i strach. Nie pozwolę mu się zastraszyć.
- Zrozumiałem - mamrocze. Jego koledzy nawet nie próbują się stawiać, pomóc Derek'owi. Wystarczyło jedno spojrzenie Charles'a.
- A teraz wypierdalaj stąd - nakazuje im odchodząc w moją stronę.
- Charles - chłopak naciska na moje plecy zmuszając mnie do wędrówki w przeciwną stronę. Zerkam za ramię i spoglądam na Derek'a, który jest wspomagany przez swoich kumpli. Wszyscy trzej mierzą nas spojrzeniami, żaden z nich się nie porusza.
- Chodźmy na lunch - Charles uśmiecha się zachowując się, jakby nic nie miało przed chwilą miejsca.
^^^
Oboje siedzimy w przytulnej restauracji po przeciwnych stronach stolika. Kelner odbiera nasze zamówienia i znika za ladą baru. W środku jest cicho, w tle słychać jedynie cichą muzykę orkiestry symfonicznej. 
- Na pewno dobrze się czujesz? - pyta mnie dyskretnie.
- Tak, na pewno - odpowiadam mu nieśmiało. Otaczam dłońmi szklankę wypełnioną lodowatą wodą stojącą przede mną na stoliku. Stukam palcami po jej kruchej powierzchni uważnie przyglądając się sześciennym kosteczkom lodu.
- To był on, prawda? Ten chłopak, który zaatakował cię na imprezie Brian'a? - nie patrzę na niego. Wiem, że inni się już o tym dowiedzieli... sądziłam, jednak, że odpuszczą i szybka zapomną.
- Tak - przytakuję powoli.
- Słyszałem, że Zayn ma go na celowniku - chłopak śmieje się pocierając miejsce między oczami. Przygryzam wargę, to było dziwne. Czuję się nie komfortowo przebywając tu z Charles'em. Wydaje mi się, że miał około tyle samo lat, co Louis, być może rok starszy. Przyjaźnili się z Zayn'em, ale mulat obraził się na niego, gdy ten nie szczędził sobie komplementów kierowanych w moją stronę.
- Tak - śmieję się cicho - Ja.. przepraszam, że tak wcześniej spanikowałam, po prostu.. Zayn zarzekał się, że Derek wyjechał z miasta, a dziś go zobaczyłam i-  wyjaśniam mu gubiąc się we własnych myślach. Zayn powiedział mi, że go nie ma, okłamał mnie, czy naprawdę myślał, że go tutaj już nie ma?
- Nie musisz mi się tłumaczyć Julio - zapewnia mnie po chwili - Gdzie w takim razie podziewa się Zayn? Co wydarzyło sie pomiędzy wami ostatniej nocy? - Uwierz Charles, też chciałabym to wiedzieć. Przypominam sobie jedynie niewielkie kawałeczki, prowadzę nieustającą walkę z samą sobą, by pamiętać znacznie więcej.
- Nie mam pojęcia - kręcę głową biorąc łyk wody. Mam nadzieję pozbyć się męczącego mnie bólu głowy.
- Byłaś, aż tak pijana? - chłopak śmieje się pokazując mi swój jasny uśmiech. Przypomina mi wtedy o Harry'm. Harry... dobry Boże tutaj też coś zdążyłam popsuć.
- Głowa mi pęka - żalę się - Na prawdę nie wiem… wydarzenia z wczoraj są jakimś zlanym filmem, nie jestem w stanie tego jakoś poskładać, ale...
- Ale co? - pyta mnie biorąc łyk swojego napoju. Wpatruję się we mnie swymi zielonymi oczami z wielką uwagą. Marszczę nos śmiejąc się lekko.
- Miałam taki dziwny sen.. - Rzadko kiedy cokolwiek mi się śni, jednak gdy dzieje się coś takiego, nigdy te sny nie są, aż tak realistyczne, jak ten wczorajszy.
- Powiedz, no chyba, że był to erotyczny sen. Jeśli nie, musisz mi powiedzieć - chłopak śmieje się powodując mój uśmiech na twarzy. Wiem, że tylko żartuje, ale tym samym sprawia, że czuję się nieco niezręcznie.
- Nie.. brał w nim udział mój eks chłopak - Charles unosi brew zaskoczony zachęcając mnie do kontynuowania - Byliśmy w mojej sypialni.. ten sen był jednym z tych, które wydają się być wspomnieniem z przeszłości, gdyż są naprawdę realistyczne... - mówię mu.
- Tak, też takie miewam - zgadza się ze mną - Co miało miejsce dalej?
- Wiesz... za każdym razem, gdy byłam zła, smutna, lub zagubiona.. on zawsze czytał mi moją ulubioną książkę. Robił to tak długo, aż smutki i negatywne emocje odchodziły - uśmiecham się na samo wspomnienie tych chwil. Matt zrobiłby wszystko, by tylko mnie rozweselić - nawet jeśli miał czytać mi jakąś nudną książkę, strona po stronie, dopóki nie zasnęłam.
Nasz związek należał do udanych, nie przechodziłam żadnych emocjonalnych huśtawek, jak to dzieje się przy Zayn'ie. Był stabilny, przewidywalny, stały.
- W moim śnie, byłam czymś strasznie zasmucona.. płakałam. Wtedy on wszedł do mojej sypialni. Leżałam na miękkim materacu łóżka, a on podszedł do mnie i przysiadł na krawędzi - opowiadam mu pamiętając każdy szczegół. Kiedy w końcu usiadł, sama podniosłam się przenosząc swój ciężar w górę - Wtedy zaczął uspokajająco głaskać mnie po plecach, wołał moje imię.. - jego dotyk był taki realistyczny, odnoszę wrażenie, że to działo się w rzeczywistości - Co dziwne, nazwał mnie Julią.
- Czy to nie twoje imię? - chłopak chichocze zakładając ręce na torsie.
- Nie.. to znaczy tak, ale on zwykł mnie nazywać Juleczką - marszczę brwi - Dlatego też uważam ten sen za wyjątkowo dziwaczny. Dokładnie pamiętam, że słyszałam 'Julia' - wyjaśniam mu.
- Co wydarzyło się potem?
- Zapytałam go, czy nie przeczytałby mi tej książki. Wtedy zaśmiał się i wyznał, iż nie ma pojęcia, jaka jest moja ulubiona historia - Pamiętam, że to również słyszałam. Każde słowo było takie rzeczywiste, śmiał się. To nie było prawdziwe.... prawda?
- Prosiłam go dalej.. i wyznałam mu miłość - zerkam na sufit ponad nami - Wtedy on poprosił, abym powtórzyła swoje słowa, więc tak też zrobiłam. Powiedziałam 'Kocham Cię', a potem... potem nie było już nic... - kończę swą krótką historię wzdycham ze wzruszeniem ramion.
- Sen stał się dziwny, wymieszał się z nieposkładanymi wspomnieniami.. Ktoś do mnie jakby strzelał? Słyszałam odgłos tłuczonego szkła... - chlapię. Tłuczonego szkła. Zayn niszczył je, kiedy ja już spałam i jakimś sposobem te odgłosy trafiły do mojego snu. To miało miejsce - przemienił apartament w ruinę podczas mojego snu, a to miało wpływ na mnie.
- Wow... więc... To dziwne, sen o swoim eks? A potem nagle strzelanina? - chłopak droczy się lekko.
- Dorastałam z nim. Traktuję go prawię, jak najbliższą rodzinę - wzruszam ramionami. Nigdy nie wydawało mi się być to dziwaczne, ale sen o Macie był czymś niespotykanym. Nigdy o nim nie śnię.
- Racja... - Charles uśmiecha się z potrząśnięciem głowy. Przygryzam wargę, siedzimy w zupełnej ciszy. Znowu czuję się niezręcznie. Ten sen był jakimś znakiem. Nigdy nie śnię o Macie.. nigdy.
- Czuję, że muszę coś pilnie zrobić - bąkam nagle. Charles szerzy oczy ze zdziwienia na moje nagłe wyznanie, a moje policzki oblewa krwisty rumieniec.
- Ja również - chłopak odpowiada stanowczo potakując głową. Rozglądam się po restauracji, która właśnie zaczęła wypełniać się kolejnymi przybyłymi klientami. Całość jest udekorowana dosyć fikuśnymi, ale niezwykle zdobnymi elementami. Pomiędzy oknami wiszą piękne malowane obrazy, ściany mają idealnie dopasowany kolor do całego wystroju. Na całej podłodze porozkładane są czerwone dywany, zauważyłam również zasłony w oknach - dodają temu miejscu przyjemnej atmosfery.
- Kiedy ja nie mogę - kręcę głową przecząco wpatrując się w stojące przede mną szkło. Nie mogę zrobić tego co czuję, nie powinnam.
- Dlaczego? - Charles pyta mnie śpiewnym głosem wystukując na swojej szklance tajemniczy rytm.
- Ponieważ... - strzelam nieumyślnie. Zayn nie pochwaliłby tego czynu.
- Bo Zayn'owi by się to nie spodobało? - Charles czyta mi to z myśli. Zerkam w jego stronę, nasze spojrzenia spotykają się, potrząsam głową. Nie chcę, aby myślał, że moje decyzje i postępowanie jest uzależnione od Zayn'a.
- J-ja..
- Jula.. - przerywa mi unosząc dłoń w górę wskazując mi tym samym, abym przestała się tłumaczyć - Pomimo tego co uważa Zayn, i ty... Jestem jak najbardziej za waszym związkiem, chcę, abyście byli razem. Po prostu... nie możesz, aż tak uzależniać swojego życia od niego, podejmuj śmiałe kroki, nawet jeśli unieszczęśliwisz tym Zayn'a - wyjaśnia na spokojnie, jego usta składają się w cienką linię.
- Kibicujesz mnie i Zayn'owi? - śmieję się z tego. Zawsze mi się wydawało, że jego komplementy mają jakiś głębszy cel, z pewnością nie zwykle przyjacielski. Zayn z resztą również to zauważył - on jest aż nadwrażliwy na takie rzeczy.
- Okay, uważam, że jesteś bardzo atrakcyjną dziewczyną, ale Zayn to mój przyjaciel.. Sama rozumiesz, faceci trzymają się razem i żadna dziewczyna tego nie zmieni - śmieje się posyłając mi przepraszające spojrzenie.
- Jasne, nic nie wskóram - kręcę głową z uśmieszkiem. Rozumiem go - w jakimś stopniu, Rozumiem, że się nawzajem szanują.. przez większość czasu - Myślisz, że powinnam zrobić to co czuję? - pytam wzruszając ramionami.
- Tak myślę - przytakuje. Biorę głęboki oddech, w tym samym czasie do stolika podchodzi kelner przynosząc nasze zamówione posiłki. Spoglądam na swój, podczas gdy Charles rzucił się na swój talerz i zajada się ze smakiem. Ja z kolei nie mam apetytu, spowodowane to jest moimi zamazanymi myślami i spotkaniem Derek'a.
- Ey, czemu Erica nazywa cię Charlie? - pytam podnosząc widelec i zaczynam kręcić nim w jedzeniu.
- Oh, nazywa mnie tak od małego - wzrusza ramionami, jakby to było nic wielkiego. Od małego? To trochę obrzydliwe zważając fakt, że ze sobą sypiali.. przynajmniej wydaje mi się, że tak było.
- Znacie się z dzieciństwa? - śmieję się - W takim razie, nie uważasz, że sypanie ze sobą nie jest nieco dziwaczne?
- Oh to ohydne Jula, nigdy jej nie pocałowałem - chłopak śmieje się histerycznie wypuszczając z dłoni swój widelec.
- O co chodzi...? - pytam go zbita z tropu. Charles nie przestaje się śmiać.
- Erica to moja kuzynka - szczęka mi opada na tę wiadomość, a oczy mało nie wyskoczą ze swojego miejsca. Jego kuzynką? Są ze sobą spokrewnieni? Nie.. nie ma opcji. To nie może być prawda, przecież bym o tym wiedziała. Gdyby to była prawda, ktoś by mi przecież o tym wspomniał, prawda?
- Co? - śmieję się - Żartujesz, prawda?
- Nie.. jest córką mojego wuja - wyjaśnia biorąc kolejny kęs.
- Co? Jak?
- Wiesz, wydaje mi się, że mój wujek i jego żona musieli uprawiać seks i wyszła z tego Erica? - Charles uśmiecha się dwuznacznie, na co przewracam oczami.
- Nie to miała na myśli - śmieje się - Nigdy nie zauważyłam pomiędzy wami więzi rodzinnych... - obwieszczam mu - W taki sposób poznali się z Zayn'em? - W zasadzie to  Zayn nigdy nie powiedział mi w jakich okolicznościach poznał się z Ericą, ani o ich relacjach. Zastanawiam się czy najpierw się przyjaźnili, czy od razu weszli w układ; przyjaciele z korzyściami.
- Za moim pośrednictwem? Nie.. w taki sposób poznała Harry'ego.. - chłopak gestykuluje dłonią.
- Ale Zayn jej zaufał ze względu na ciebie... czyż nie? - pytam go to co myślę. Nie rozumiem czemu Zayn ufa jej, a mi nie potrafi... Wygląda na to, że Erica wie o nim o wiele więcej, niż ja. W końcu zna go dłużej, niż ja.
- Nigdy więcej, Zayn przestał mi ufać - śmieje się.
- Myślałam, że ty i Louis to jedni z jego bliższych przyjaciół - mamroczę biorąc kęsa jedzenia.
- Tak było... odkąd pojawiłaś się ty, troszkę się między nami pozmieniało - spuszczam wzrok pełna poczucia winy - Zayn zmienił się na lepsze, nie martw się tak - spoglądam na niego zaskoczona. Na lepsze? - Z natury jest po prostu nadopiekuńczy.. a moje flirciarskie komentarze do twojej osoby naprawdę go wkurzają.
- Jasne... - wzdycham prostując głowę - Charles, wielkie dzięki za lunch i nastraszenie Derek’a - śmieję się - Teraz na prawdę muszę iść i załatwić... załatwić to coś..
- To coś, co wkurzy Zayn'a? - unosi brew z rozbawieniem na twarzy.
- Tak.. - bąkam.
- Cieszy mnie to Julio. Jeśli oboje zamierzacie być kiedyś razem... Musicie koniecznie nauczyć się podejmować swoje własne decyzje, nie zważając na opinie drugiej osoby, musicie się nawzajem akceptować - orzeka mi jak terapeuta.
- Masz rację, dziękuję Charles - odpowiadam mu z małym uśmiechem podnosząc się z miejsca, Wychodzę z restauracji żegnając się z chłopakiem. Wsiadam do samochodu, odpalam silnik i wpatruję się przez moment w kierownicę .
Nie powinnam tego robić... ale muszę. Muszę, po ostatniej nocy jestem zmuszona to wyjaśnić. Moja pamięć wcale nie zamierza do mnie wrócić, więc nie dowiem się co miało miejsce wczoraj - wiem tylko, że było ostro. Jeśli Zayn gdzieś zniknął, pozostawiając po sobie zniszczony apartament, kłótnia musiała być prawdziwą burzą.
Dlaczego więc mam nie wykonać tego kroku? Jestem pewna, że to pomoże naszemu związkowi. Naprawdę. Matt... mój sen... awantura.. Czuję, jak kawałeczki wspomnień wracają do mnie, układają się.
Przypominam sobie... wtrąciłam w to jego ojca... Jego ojca! Dlaczego to zrobiłam? On z kolei bronił się Matt'em.. Wyrzuciłam mu fakt, że mi nie ufa, że okłamał mnie pierwszej nocy... Co jeszcze z jego opowiadań było kłamstwem? Kręcę głową, nie chcę już więcej sobie niczego przypominać, ale jak na złość teraz wszystko do mnie wraca.
Wszystkie bolesne słowa, obelgi, widok samej siebie próbującej powstrzymać cisnące się do oczu łzy. Starałam się trzymać, utrzymać w sobie wszelkie emocje, ukryłam nawet przerażenie, gdy na moich oczach roztrzaskał o podłogę tę szklankę. Nie wiem tylko czym wzbudziłam go do zrujnowania mieszkania i ucieczki. Pamiętam, że się obściskiwaliśmy i potem zasnęłam... Nic się nie wydarzyło, niczym nie wyprowadziłam go z równowagi - to on całował mnie.
Walczyliśmy ze sobą. Doprowadziliśmy do napięcia seksualnego, pragnęliśmy siebie nawzajem, krzywdziliśmy, cierpieliśmy... Nie da się niczego rozwiązać walcząc, niczego pomiędzy sobą nie naprawiliśmy. Noc jednak zakończyła się namiętnym pocałunkiem - dlaczego rozwalił te wszystkie przedmioty? Dlaczego wyłączył telefon?
To oznacza, że miedzy nami nie jest w porządku, nie jest za dobrze, nic już nie będzie z nami dobrze.. dopóki sobie wszystkiego nie wyjaśnimy - co myślę, nigdy nie nastąpi. Rozwiązywanie wątpliwości wiąże się ze szczerością - Zayn nie jest w stanie tego dla mnie zrobić. Jak zamierzamy posprzątać ten cały bałagan?
Prowadzę samochód przy podgłoszonej muzyce. Co prawda taka głośność rani moje uczy, nie wyłączam jej, nie ściszam. Dzięki temu nie myślę o tym wszystkim, jestem wolna. Słucham muzyki i podążam wzdłuż autostrady nie myśląc o niczym. Jadę dopóki nie znajdę swojego przeznaczenia, swej drogi. Przyglądam się nieznanym budynkom, dziwnemu miasteczku, do którego wjechałam.
Wyglądało całkiem przytulnie, Wszędzie pełno drzewek, małe restauracje, kawiarenki, spacerujący studenci - nie przejmowali się zimną, listopadową aurą. Spoglądam w niebo - tutaj chmury nie były nawet taki ciemno szare jak w Boulder. Było mi przyjemnie w nowym miejscu, Wdycham i wydycham głęboko powietrze chwytając w dłoń swój telefon i wybieram numer.
- Julka? - po drugiej stronie słyszę, jego zmieszany  ton, moje serce zaczyna huczeć z bólu, a w oczach stają mi łzy. Wszystkie przetrzymywane przeze mnie emocje z wczorajszego wieczora dają się we znaki. Obecna sytuacja buduje we mnie ich przyszły wybuch. Muszę to jednak zrobić.
- Musimy porozmawiać - bąkam do słuchawki.
- Julka? Wszystko okay? - jego ton przypomina mi spanikowaną Sarę z dzisiejszego poranka. Przygryzam wargę walcząc z narastającymi we mnie emocjami, bólem. Są już na krawędzi. W momencie, gdy otwieram usta, by odpowiedzieć, daję im upust. Wszystko ze mnie uchodzi, pękam.
- Nie... Nic nie jest w porządku Matt - wydaję z siebie cichy szloch, spływające po moich policzkach łzy skutecznie niszczą barierę emocjonalną, którą udało mi się wczoraj dzielnie wybudować.

Zayn?! Gdzie jesteś?! Chyba naprawdę poczuł się zraniony.. :c
Tutaj jeszcze o tym nie pisałam, ale nadal poszukuję osoby do prowadzenia konta tłumaczenia na TT, chętnych proszę o kontakt; borntobereall@gmail.com Szczegóły na priv :)

5 komentarzy:

  1. Ja pitole po co ta Julka jedzie do Matta, chyba nie chce do niego wrócić?
    Zamiats poszukać Zeyna i z nim porozmawiać ona wybrała rozmowe ze swoim bylym przez jakiś głupi sen i przez ten sen ma teraz same problemy nie mógl jej się śnić Zayn albo króliczki cokolwiek tylko NIE Matt. Zayn napewno jest u swojej cioci lub w bractwie nie zdziwiłabym się nawet jak by był z Ericą.
    Rozdział zarąbiaszczy jak zawsze
    Czekam na NEXT :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O kurczaki. Julka ty glupia idiotko! Wraxaj do Zayna. Prosze dodj szybko nowy :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawi Cię, co się stanie, gdy jeden czyn zaważy na życiu młodego człowieka? Jedno wydarzenie może zmienić wszystko na gorsze. Jeśli tak, koniecznie musisz odwiedzić Zastępcę (wystarczy kliknięcie na tytuł, żeby przenieść się na odpowiednią stronę). Jest to opowiadanie, w którym przeważają sceny przepełnione krwią, ale zdarzają się również inne wzloty. Nic tu nie jest tak, jak powinno być. Ludzie znikają, umierają lub odchodzą, ale zastępca zostaje do samego końca.
    Serdecznie zapraszam,
    dajmond

    OdpowiedzUsuń
  4. rozdział ekstra. A co do tego, że wczoraj dowiedzieliśmy się, że Zayn Malik chce odejść ze zespołu to podobno, że Perrie Edwards go zdradzała dlatego chce odejść

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawi Cię, co się stanie, gdy jeden czyn zaważy na życiu młodego człowieka? Jedno wydarzenie może zmienić wszystko na gorsze. Jeśli tak, koniecznie musisz odwiedzić Zastępcę (wystarczy kliknięcie na tytuł, żeby przenieść się na odpowiednią stronę). Jest to opowiadanie, w którym przeważają sceny przepełnione krwią, ale zdarzają się również inne wzloty. Nic tu nie jest tak, jak powinno być. Ludzie znikają, umierają lub odchodzą, ale zastępca zostaje do samego końca.
    Serdecznie zapraszam,
    dajmond

    OdpowiedzUsuń

Lydia Land of Grafic