wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział 32

Zayn POV:

Zatraciłem się w chwili przez tą jedną małą istotkę spoczywającą na moich kolanach. Nienawidzę, że posiada nade mną taką kontrolę, że jednym, małym pocałunkiem zdobywa władzę nad moim ciałem. Siedząc na moich kolanach utraciłem kontrolę nad wszystkim, nic nie mogło nas już zatrzymać. Pragnąłem tylko jej.

Legginsy, które założyła sprawiają, że nie mogę oderwać od niej wzroku - przyznałem się do tego. Jej tyłek wyglądał w nich tak dobrze, a jej umięśnione nogi zostały odpowiednio uwydatnione. Tak bardzo chciałem je teraz z niej ściągnąć. Posiąść wszystko co do niej należy i zachować dla siebie.

Dziewczyna odskakuje nagle, gdy słyszymy dźwięk tłuczonego szkła, gdzieś poza balkonem. Spoglądam w tamto miejsce, spoczywamy w ciszy nie wiedząc jaki krok wykonać. Nie dochodzi do nas żaden dźwięk.

Powoli podnoszę się z miejsca, dziewczyna schodzi z moich kolan - oboje uważnie nasłuchujemy. Niespodziewanie słyszymy, jak ktoś klnie; echo jego głosu rozchodzi się po cały domu.

Zerkam na twarz Julii - jest przerażona. Nie mam pojęcia, kto do cholery mógłby tu teraz przyjść. To na pewno nie Elizabeth, ani Jonah - oni zawsze dawali znać, kiedy wrócą z powrotem.

Jej oczy są szeroko otwarte, tak jak usta, patrzy ze strachem na drzwi - pewnie boi się, że ktoś nimi wejdzie i ją skrzywdzi. Zależy mi, aby czuła się przy mnie bezpieczna, żeby wiedziała, że jestem tu dla niej i nie pozwolę, aby ktoś ją dotknął choćby jednym palcem.

Przyciskam palec do swoich ust, szepczę cicho - Poczekaj tutaj - I zostawiam ją na balkonie. Nie chcę aby była tam sama, ale jeśli ktoś się tu jednak włamuje, to balkon jest najdalszym pomieszczeniem od głównego wejścia.

Zatrzymuję się przy gabinecie Jonah, gdzie jest bardzo ciemno. Jego biurko jest w całości pokryte różnymi papierami, na środku stoi wyłączony laptop. Chwytam jego stary kij basebolowy, który dostał jeszcze w liceum i przemierzam przez korytarz. Słyszę szepty i przekleństwa dochodzące z salonu.

W domu jest całkiem ciemno, ale jetem w stanie opanować tą całą sytuację. Zdaję sobie sprawę, że to żaden włamywacz, ani zabójca, gdy osobnik próbuje posprzątać potłuczone kawałki wazonu, który przed chwilą przypadkiem zbił. Włączam światło, na co nieznajomy podnosi się do pionu. Mrużę oczy w grymasie na jego widok.

- Hej koleżko - uśmiecha się do mnie, jego blond włosy są w bałaganie. Rzucam w niego spojrzeniem pełnym złości i wzdycham ciężko.

- Charles - odrzucam swoją broń przeczesując ręką po włosach. Kurwa, po prostu świetnie, przez niego musieliśmy przerwać tą niesamowitą chwilę. Gdyby nie to, że została tam na balkonie całkiem sama, z pewnością uderzyłbym go tu i teraz - Co ty tu robisz? - rozglądam się z zakłopotaniem.

- Louis powiedział mi, że cię tu zastanę - wyjaśnia, jakby to było takie proste. Charles był tu zaledwie dwa razy i dziwi mnie, że udało mu się tu trafić.

- Dlaczego chciałeś mnie znaleźć? - pytam, gotuje się we mnie. Jeśli zniszczył nasz wieczór bez poważnego powodu, będzie musiał za to zapłacić.

- Musimy obgadać imprezę, która odbędzie się w przyszłym tygodniu - wzrusza ramionami.

- Dlatego przejechałeś całą pieprzoną drogę do mojego domu? Żeby obgadać szczegóły imprezy? - gapię się na niego zaciskając szczękę. To niedorzeczne, on nigdy tak nie robi.

- Czy w czymś ci przerwałem? - jego oczy zerkają za mną. Uśmiecha się zbyt przyjaźnie.. odwracam się i widzę Julię, która powoli schodzi po schodach. Na jej twarzy nadal maluje się strach, ale po chwili łagodnieje, kiedy zauważa Charles'a. Dziewczyna uśmiecha się szczerze, a mnie dosłownie zalewa krew.

- Charles? - pyta wchodząc do salonu - Co ty tu robisz? - uroczo zerka na potłuczone kawałki wazonu.

- Przyjechałem pogadać z Zayn'em o następnej imprezie, ale muszę powiedzieć, że wglądasz zachwycająco - uśmiecha się do niej skanując wzrokiem jej ciało. Mam ogromną ochotę go uderzyć, ale wtedy zrujnuję cały nasz wieczór. Szybko przyciągam ją do siebie.

Wiem, że mój ruch ją dziwi, ale nie protestuje. Jej ciało automatycznie relaksuje się na mój dotyk, tak idealnie do mnie pasuje. Jeśli Charles wpadł tu, aby zniszczyć naszą randkę... lub, aby podziwiać jej niesamowite ciało..., nie nie mógł tego zrobić, nie była jego - ale również nie była moja.

- Przyjechałeś tu całą drogę tylko po to? - jest zaskoczona.

- To całkiem pokaźne wydarzenie - wzrusza ramionami rozglądając się po pomieszczeniu. Czuję do niego nienawiść, wyraźnie testuje moje zaufanie - Wpadnę kiedy indziej, zapomniałem, że jest już tak późno - przeprasza z niewinnym uśmieszkiem.

- Ja też powinnam już wracać - dziewczyna odzywa się po chwili.

- Mogę cię podwieźć i tak jadę do miasta - oferuje jej z uśmiechem. Piorunuję go wzrokiem, ale on nawet tego nie zauważa, bo skupiony jest na Julii. Otwieram usta, aby powiedzieć mu, aby się uprzejmie odpierdolił, ale przerywa mi delikatny głos Julii.

- Dzięki, ale nadal muszę o czymś pogadać z Zayn'em - zerka na mnie. Wiem, że zżera ją i za wszelką cenę chce się dowiedzieć, czemu odnoszę się w ten sposób do Pana Collins'a. Buczę w geście porażki, dlaczego o tym nie zapomniała i nie dała mi spokoju? Pewnie tak by było, gdyby nie przeuroczy Charles i jego najście przepełnione flirciarskimi komentarzami. Chłopak potakuje zerkając na kawałki porcelany.

- Prawda - bełkoczę rozluźniając uścisk, wypuszczając ją z niego. Chcę ją znów do siebie przycisnąć, ale jestem zbyt wściekły, by jasno myśleć - Musisz to posprzątać jeszcze przez powrotem Elizabeth i Jonah - zerkam na głupawo uśmiechającego się chłopaka.

- Pomogę ci - dziewczyna zwraca się do niego; zawsze jest wobec innych taka miła, przez co czuję wyrzuty za moją złość.

- Dzięki piękna - mruga do niej. Zaciskam dłonie w pięści, żaby nie zrobić czegoś, czego będę później żałował. Dotarła do mnie, do mojego wnętrza nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Gdyby to nie był Charles, z pewnością stałby teraz ze złamanym nosem i cieknącą po twarzy krwią.


Juliet POV:

Zaskoczyła mnie obecność Charles'a i jestem zmieszana; przyjechał tu, by obgadać imprezę z Zayn'em? O tej porze? To brzmi trochę niedorzecznie. Gdzieś w moich myślach pojawiło się zmartwienie - czuję, że Zayn mi o czymś nie powiedział.

Pomagam Charles'owi posprzątać potłuczona kawałki naczynia. Powoli podnoszę jeden po drugim uważając aby się nie skaleczyć. Zayn podaje nam miotłę i narzeka, że Charles powinien być jedynym, który powinien posprzątać ten bałagan.

- To twoja wina - mówi mu przez zaciśnięte zęby podając chłopakowi miotłę. Mierzę go wzrokiem i zabieram mu ją, aby zamieść pozostałości. Cieszyłam się z towarzystwa Zayn'a, ale miło mi i jestem nieco wdzięczna Charles'owi, że nam przeszkodził - obawiałam się, jak daleko możemy zajść i całe szczęście nie musiałam być osobą, która byłaby zmuszona to przerwać.

Kiedy kończymy sprzątać, na zewnątrz jest już całkiem ciemno, zegar wskazuje godzinę 22. Wszyscy wychodzimy na zewnątrz - wsiadamy do samochodów. Gwiazdy na niebie lśnią, a nocne powietrze jest dla mnie ciut za zimne.

- Dobranoc Jula, mam nadzieję, że będę mógł cię ujrzeć na następnej imprezie - uśmiecha się do mnie. Cieszą mnie jego miłe słowa, ten chłopak był dziś nad miły. Zayn z kolei wydawał się być zirytowany jego obecnością, mnie też nieco wkurzył swoim najściem, ale nie pokazuje mu tego.

- Ja również - macham mu na pożegnanie wsiadając do ciepłego samochodu Zayn'a. Mulat żegna się z nim oschle i odjeżdżamy w stronę miasta. Słuchamy cichej muzyki, aż w końcu muszę zadać mu to pytanie - Więc.. Pan Collins?

- Julia...

- Powiedziałeś, że jeśli zgodzę się z tobą umówić, powiesz mi - przypominam mi, na co on buczy i potrząsa przecząco głową.

- Czy to jedyny powód, dla którego przyszłaś? - uśmiecha się lekko.

- Tak - kłamię, a on wie, że przecież żartuję.

- Nie spodobało ci się nic z dzisiejszego wieczoru? - odpowiada zabawnie, jego dłoń dotyka mojego uda. Podnoszę ją i lekko odpycham, dzięki czemu nie uda się mu mnie rozkojarzyć.

- Zayn - zaczynam poważnie. Chłopak wzdycha ciężko.

- Nie podoba mi się to, jak z tobą flirtuje - nie mogę się powstrzymać i wybucham śmiechem. Żartuje, tak? Pan Collins? Pewnie, był atrakcyjny, jak na nauczyciela, ale był z 10 lat starszy ode mnie. W najlepszym przypadku miał coś ponad 30 lat.

- Jesteś szalony, wiesz to, prawda? - słowa wychodzą pomiędzy kolejnymi napadami śmiechu. Jego dłoń ciasno trzyma kierownicę, wiem, że wcale nie żartował.

- Mówię poważnie Julio, zawsze patrzy na ciebie w ten sposób, a to dla nauczyciela bardzo niepoprawne - jego paranoiczne myśli są co najmniej niedorzeczne, i ciężko mi się z tego nie śmiać.

- Masz na myśli, że się uśmiecha? - pytam nadal chichocząc - Pan Collins jeszcze nigdy ze mną nie flirtował. Pamiętasz, że ocenił mnie na -4 z ostatniego testu? Powinieneś mu podziękować! W końcu on polecił ciebie, abyś mnie douczał - zaznaczam.

- Musisz być chyba ślepa, on zawsze się do ciebie uśmiecha, i wiesz co? Uważam, że to niepoprawne z jego strony - mówi, jak mój ojciec. Wzdycham, nie chcę się z nim o to spierać. Mógł sobie o nim myśleć co tylko chciał, to w żaden sposób nie zmieniało mojego odczucia.

- Jeszcze nigdy nie zwróciłeś się do mnie Jula - mówię mi.

- Nie widzę takiej potrzeby, cała reszta cię tak nazywa - wzrusza ramionami.

- I co? Ty nie jesteś 'cała reszta'? - uśmiecham się głupkowato z uniesionymi brwiami. Światła uliczne migają przez okna samochodu, znajdujemy się kilka minut od kampusu.

- Po prostu lubię mówić do ciebie Julio - uwielbiam to jak moje imię brzmi w jego ustach.

- Nie jest tak, że mi się nie podoba, kiedy to robisz - mówię. Nie chcę, aby przestał z powodu mojego pytania - Byłam ciekawa dlaczego - wyjaśniam lekko, aby się znów nie zezłościł. Na szczęście atmosfera staje się znów luźna - Udało się nam - śmieję się do siebie.

- Udało się co? - pyta drapiąc się po głowie, kiedy parkuje samochód przed akademikami.

- Przeżyliśmy całe cztery ostatnie dni bez żadnych sprzeczek - W poniedziałek doszło do niewielkiego nieporozumienia, zanim zaprosił mnie na randkę. Gdybym nie spotkała się z nim dzisiejszego wieczoru, z pewnością bym w to nie uwierzyła. Myślałam, że tylko pojawi się pod moimi drzwiami i krzyknie mi w twarz ze śmiechem, że tylko żartował.

- Taa, to trochę dziwne.. Brakuje mi tych sprzeczek - uśmiecha się do mnie znacząco, na co odwzajemniam gest. Rozglądam się między wyjściem, a nim - nie jestem pewna, czy pocałować go na pożegnanie, czy nie. Odnoszę jednak wrażenie, że jeśli to zrobię, to nie skończy się tylko jednym pocałunkiem...

- Dzięki za randkę, świetnie się bawiłam.

- Tak? - jego twarz rozjaśnia, ale za wszelką cenę chce ukryć swoje szczęście. Przytakuję z szerokim uśmiechem.

- Najlepsza randka, na jakiej kiedykolwiek byłam - nie kłamię, obie randki spędzone w jego towarzystwie były pełne nieoczekiwanego, niezwykłego.

- To dobrze - odpowiada, jakby go to wcale nie interesowało, ale jak widzę ten przebłysk szczęścia w jego oku. Pochylam się i składam słodki pocałunek na jego policzku. Nie robię tego w jego usta, gdyż nie byłabym w stanie szybko opuścić jego samochodu. Chłopak spogląda na mnie. Otwieram drzwi;

- Dobranoc - moje serce mało nie wypadnie ze swojego miejsca na jego szczery uśmiech.

- Dobranoc Julio - macha do mnie, kiedy zamykam drzwi auta.

Zastanawiam się, czy ktoś kiedykolwiek całował go w policzek na dobranoc, czy spędził taką randkę, jak nasza... Pełno pytań wypełnia moje myśli, kiedy wchodzę do pokoju. Wchodząc do środka widzę blondynkę stojącą i mierzącą mnie swoim wzrokiem.

Chyba muszę się szeroko uśmiechać, lub ona rzeczywiście potrafi mnie dobrze odczytać, bo wybucha śmiechem. Podbiega do mnie i ściska mocno, zanim udaje mi się zamknąć drzwi wejściowe.

- Jak było? Było dobrze? Widzę, że było doskonale! Powiedz mi! Całowaliście się? Dobrze całuje? Jak pocałunek? Co przygotował? Jak zareagowałaś? C-

- Sara! - śmieję się zatykając jej usta dłonią - Wszystko ci opowiem, ale przestań zadawać miliony pytań!

Dziewczyna zgadza się skinieniem głowy, na co uwalniam jej usta. Zdejmuję buty i siadam na łóżku. Dziewczyna wskakuje na nie i kładzie się obok mnie z szeroko otwartymi  błyszczącymi oczami, wyglądała, jak dziecko w poranek Bożego Narodzenia.

- Powiedz mi! - nalega z szeroko otwartymi ramionami.

- Okej - śmieję się - Zabrał mnie do domu jego wujka i ciotki-

- Poznałaś ich? - przerywa mi z oczami otwartymi jeszcze szerzej, niż wcześniej. Patrzę na nią ostrzegawczo, na co ona zatyka sobie usta z uśmiechem.

- Taa, przez moment... ugotowali dla nas wyśmienite włoskie danie, na balkonie nakryli stół, postawili świece... było przepięknie - gapię się na nią przypominając sobie każdy detal - Zjedliśmy, rozmawialiśmy, poznałam go trochę lepiej.. zaśpiewał dla mnie - zerkam na swoje kolana z uśmiechem.

- Zaśpiewał? - pyta z uśmiechem.

- Tak... piosenkę, o której mu kiedyś wspomniałam - Zapamiętał to... na podwójnej randce przyznał mi, że zapamiętał o mnie każdy szczegół, nieważne czy tego chciał, czy nie.

- To brzmi niesamowicie - wzrusza ramionami - Całowaliście się? - rzuca we mnie diabelskim uśmiechem, na co moją twarz oblewa rumieniec.

- Ta... - przytakuje powoli. Dziewczyna unosi brew i zaczyna się głośno śmiać.

- I? Nigdy mi nie powiedziałaś jak całuje - popycha mnie lekko nalegając, abym odpowiedziała. Uśmiecham się i rumienię. Czuję się co najmniej dziennie rozmawiając z nią na taki temat, naprawdę nie miałam ochoty dzielić się z nią intymnymi szczegółami.

- Jest dobry - zapewniam ją pozostawiając bardzo prostą odpowiedź.

- Lepszy od Matt'a? - pytanie o niego zbija mnie z tropu, nie przyszedł mi na myśl przez cały ten wieczór, nawet przez cały ten tydzień. Znajdował się na tyle moich myśli, aż do teraz.

- O wiele lepiej - śmieję się wstając - Charles nam jednak trochę przeszkodził - marszczę brwi, nadal nie rozumiem powodu jego przyjścia.

- Wiedział o waszym spotkaniu? - odpiera się na łokciach. Przytakuję, kiedy jej blond włosy opadają na plecy - Huh - marszczy brwi, co oznacza, że coś wie.

- Co? - pytam podnosząc szorty i koszulkę na przebranie.

- Myślę, że on na ciebie leci - wyznaje, na co się śmieję.

- Wątpliwe. Jest ode mnie trzy, czy cztery lata starszy? Myślę, że on ma dużo ciekawsze obiekty zainteresowań, niż ja - nie zgadzam się z nią wciągając na siebie pidżamę. Sara potrząsa przecząco głową.

- Wierz w co chcesz, ale z jakiego innego powodu miałby się pokazywać na waszej randce z Zayn'em? Przecież jego dom jest dobre dwadzieścia minut od miasta - czuję się niekomfortowo gadając o tym.

To ma jakiś sens - gdy tylko pojawił się Charles Zayn przyciągnął mnie do siebie, dlatego był taki wkurzony.

- Jak ci idzie z Niall'em? - chętnie zdejmę uwagę z Charles'a.

- Całkiem dobrze, myślę, że jutro w końcu wyjdziemy na jakąś rankę, więc nie będzie mnie wieczorem w domu - wiąże włosy w luźnego koczka.

- O, dobrze wiedzieć - uśmiecham się wskakując na łóżko. Ziewam i otaczam się ciasno kocem.

Dzisiejszego wieczoru czuliśmy się z Zayn'em bardzo komfortowo - wszytko między nami w porządku, jakby sytuacja z zeszłego tygodnia się w ogóle nie wydarzyła. Wiem, że właśnie do tego dążył - chciał znów zdobyć moje zaufanie i nie powiem udaje mu się.

Wszystko między nami współgrało. Postarał się i zaplanował niesamowite wyjście - nie kłóciliśmy się cały poprzedni tydzień, nie doszło do żadnego spięcia podczas dzisiejszego wieczoru, pomijając rozmowę o Panie Collins'ie. Włożył w to jakiś wysiłek i chociaż raz zaufał mi, zanim twardo postawił na swoim.

Wtrącający się Charles trochę mnie zirytował, był niezwykle czarujący - odnoszę wrażenie, że on odnosił się w ten sposób wobec każdego. Zayn'owi nie do końca spodobał się jego stosunek wobec mnie, ale nic mu do tego.

Dzisiejszy wieczór był niesamowity, nigdy wcześniej nie miałam okazji spędzić tak miłej randki - zaplanował ją, pozwolił mi poznać ich krewnych, co wiele dla mnie znaczyło. Zdaję sobie sprawę, że rodzina dla niego była najważniejsza, tylko im tak naprawdę kiedykolwiek w pełni zaufał. Zastanawiam się, czy byłam pierwszą, którą im przedstawił, pomijając grupę najlepszych przyjaciół.

Kolacja przy świecach... piosenka - wszystko znaczyło dla mnie tak wiele. Dowiedział się o mnie jeszcze więcej, i nawet mi udało się wyciągnąć od niego kilka informacji. Wydarzenia dzisiejszego wieczoru wydały się być jak sen.

Pocałunek... sam dotyk jego ust sprawił, że wszystkie rozerwane we mnie kawałki połączyły się w całość - im więcej o tym myślę, tym bardziej chcę mu zaufać. Im więcej spędzam z nim czasu, wpływa na mnie jeszcze bardziej, i w tą dobrą, jak i złą stronę.

- Branoc Jula - mamrocze wyłączając światło

- Dobranoc - odpowiadam cicho, chciałabym móc zatrzymać czas i pozostać w świetle dzisiejszego dnia - boję się, że długo ono nie potrwa.


Jeśli choć troszkę szanujesz moja prace to proszę skomentuj :)
___________________________________

Przyjaciółeczki, ohohoh :3

CHARLES?! serio? serio...? obgadać imprezę... :c

A może Sara ma rację... ? Co o tym myślicie ?

Sprawdzałam, ale tak słabo, więc przepraszam za błędy.


WAZNA INFORMACJA ! 

Gorąco polecam http://youaremyherocomeandchangeme.blogspot.com/?m=1!! Myśle ze to ff jest godne uwagi, dziewczyna pisze je sama (nie żadne tłumaczenie) i idzie jej świetnie ! Mam nadzieje, że sie wam spodoba ☺️

Tymczasem,

Do następnego!!

11 komentarzy:

  1. Dziękuję za tłumaczenie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. CUDOWNE !!!!! :DDD

    OdpowiedzUsuń
  3. kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham!!!!!!!!!!!!!!!!
    uwielbiam i czekam na nn;)

    OdpowiedzUsuń
  4. kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham!!!!!!!!!!!!!!!!
    uwielbiam i czekam na nn;)

    OdpowiedzUsuń
  5. awwssss *.* Świetny! <3
    w wolnej chwili zapraszam do siebie http://wind-onedirection-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Uszczęśliwiasz każdym tłumaczeniem. Kocham i uwielbiam. <3 Twoja wierna czytelniczka

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam to opowiadanie.. wielkie podziekowanie za to, że to tłumaczy sz<3

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny! <3
    w wolnej chwili zapraszam do siebie http://wind-onedirection-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Lydia Land of Grafic