piątek, 23 stycznia 2015

Rozdział 52

Ważna notka pod rozdziałem!

Juliet POV

Nie jestem świadoma, w którym momencie ostatecznie udało mi się zasnąć, ale po przebudzeniu kolejnego dnia rozpiera mnie radość. Przyglądam się śpiącemu Zayn'owi, wygląda tak błogo i uroczo. Nadal odczuwam coś dziwnego i obcego w żołądku na samo wspomnienie o wczorajszej nocy, jednak obecność chłopaka, jego silne ramiona otaczające mnie z wielką czułością pozwala mi czuć sie bezpiecznie.

Przyglądam się mu przez dłuższą chwilę, po czym przysuwam bliżej niego. Chciałabym móc zapomnieć o tej strasznej chwili... Składam delikatne pocałunki na jego szyji, po czym przenoszę pieszczoty na linię szczęki. Stykam nasze nosy razem wydychając lekko powietrze. Chłopak zaskakuje mnie, gdy nagle odwzajemnia pocałunek. Otwieram powieki, Zayn patrzy na mnie z cieniem uśmiechu na ustach.

- Dzień dobry - wydycha.

- Dzień dobry - chłopak znów się uśmiecha i całuje delikatnie w usta. Nastepnie roluje się tak, że góruje nade mną. Jedną dłoń wsuwam w jego włosy, a drugą kładę na plecach. Przejeżdzam po nich opuszkiem palców wyczuwając każdy, napięty mięsień.

Chłopak dopełnia się gładząc mój bok, po czym chwyta mnie za udo i owija je o swoje biodro. W tym samym czasie czuję szczypliwy ból, na który wydaję nieprzyjemny syk. Zayn natychmiast przestaje i zerka na mnie zaskoczony, ból promieniuje przez całe moje ciało.

Chłopak ściąga moją nogę z siebie, po czym skanuje ją wzrokiem. Jest tam, po wewnętrznej stronie uda, ogromny, czarnofioletowy siniak. Wpatruję się w niego z przerażeniem, automatycznie do mojej głowy napływają wszystkie wspomnienia z wczoraj. Zayn przygląda się mu, jego twarz promieniuje złością. Mam siniaki? Zostawił ślady po swoim brutalnym czynie... Zayn szybkim ruchem chwyta moje ramiona. Widzę, jak jego tęczówki oblewa chłód, zerkam tam gdzie on i widzę kolejnego siniaka, tym razem na nadgarstku.

Wydostaję się spod ciała Zayn'a i wchodzę do łazienki. Przyglądam się swemu odbiciu w lustrze, wyglądam strasznie. Moje włosy są w zupełnym nieładzie, oczy mam napuchnięte od płaczu, a biała koszula ma na sobie brudne szramy.

Stoję tam w bezruchu. Po chwili powoli podnoszę rombek koszuli do góry. Na sam widok opada mi szczęka. Nie potrafię się poruszyć, paraliżuje mnie. Moje ciało wypełnione jest zadrapaniami, siniakami po drzewie - śladami po nim. Delikatnie dotykam jednego z nich łapiąc głęboko oddech. Zauważam wchodzącego do łazienki Zayn'a, który przygląda mi się z uwagą.

Moje plecy są całe w ciemnych siniakach, mam potłuczone nadgarstki... Moje uda zmieniły barwę na ciemną od jego uścisku. Spoglądam na swoje ręce, okazuje się, że z nimi jest dużo gorzej. Wokół moich nadgarstków malują się ciemnofioletowe ślady. Wpatruję się w nie, nie dam się, jestem silna.

- Powinienem był go zabić - buczy - Nie, teraz pojadę i go zabije - wychodzi z łazienki emitując wokół siebie wsciekłość. Szybkim ruchem opuszczam materiał koszuli i wybiegam za nim. Chłopak stąpa mocno po ziemi, cała podłoga dudni.

- Zayn! Zatrzymaj się! Nic nie zrobisz - doganiam go.

- Właśnie, że kurwa coś zrobię! - odwraca się do mnie zatrzymując mnie, tym samym zatrzymując mnie od upadku - Masz siniaki Julio! - wskazuje moje nadgarstki.

- Zayn, pragnę tylko zapomnieć o istnieniu wczorajszej nocy - wyjaśniam mu. Widzę, jak chłopak spogląda na nie z ogromnym bólem i cierpieniem.

- On cię kurwa dotykał, zabrał, zranił, Julio... A mnie przy tobie nie było, nie miałem jak ci pomóc... - chłopak cichnie, ostatnia cześć jego wypowiedzi jest ledwie słyszalna. Wtedy zauważam drugie dno. On wcale nie ma na myśli mnie... Wspomina swoją mamę... Powinien był pomóc... 

W jego tęczówkach dostrzegam ból, to go rozrywa od środka. Chłopak widzi na moim miejscu swoją matkę. Był świadkiem jej cierpienia i nie mogł jej pomóc. Na samą myśl o jego bólu, łamie mi sie serce.

- Pomogłeś - potrząsam głową, rozumiem, że po jego głowie miota się obraz jego ojca, a nie Derek'a - Pomogłeś mi, ocalałeś mnie... Zrobiłeś wszystko co w swojej mocy Zayn - zapewniam go przytulając jego tors do siebie. Chłopak obejmuje mnie swoimi ramionami, przyciska bliżej siebie. Brakowało mu tej bliskości.

- Zabiję go - buczy mi w ucho.

- Nie Zayn, to niczego nie rowiąże - śmieję się na jego groźbę. Nic nie bedzie lepszym wyjściem od zwykłego zapomnienia. Muszę po prostu wymazać z pamięci te wspomnienia...

- Sprawi, że już nigdy wiecej nie będę musiał oglądać jego żałosnej twarzy - buczy. Z każdym słowem bucha od niego przemoc, żądza zemsty.

- Naprawdę, nie ma takiej potrzeby..

- Dlczego go bronisz Julio? Zranił cię, próbował cię skrzywdzić! - oddala się i patrzy na mnie ze złością, z jego oczu wylatują iskierki nie zrozumienia, wściekłości.

- Zayn, chciałabym po prostu o tym zapomnieć! - wyjaśniam - Nie będziesz go zabijał - szepczę. Chłopak nadal utrzymuje ze mną kontakt wzrokowy. Nikogo nie zamorduje, jak zwykle wyolbrzymia, dramatyzuje. Jestem pewna, że nigdy celowo nie doprowadził by kogoś do takiego stanu, by odrazu trzebaby go zawozić na OIOM. 

- Powinienem zrobić wiecej, niż tylko pozbawienie go życia - buczy cicho. Ponownie kręcę przecząco głową, co powoduje ból. Myślę, że alkohol jeszcze ze mnie nie uszedł.

- Nie mogę iść dzis do szkoły... Nie z tymi siniakami i w ogóle... - bełkoczę łapiąc się za głowę, po czym z powrotem zerkam na Zayn'a.

- Ile czasu zajmie ich zniknięcie? Kiedy się zagoją? Przez cały ten czas zamierzasz sie chować? - pyta mnie z ostrożnością. Czuję jego wzrok na całym swoim ciele, na każdym, pojedynczym siniaku, zadrapaniu. Całe szczęście ślady na plecach skrywają sie pod materiałem koszulki.

- Nie mam pojęcia - szepczę. Nie mogę opuszczać szkoły przez kolejny tydzień, w tym miał trochę racji - Myśle, że będę nosić długie rękawy - nie pozwolę, by ten przykry incydent wpłynął na moje życie.

- Zabieram cię do akademika - jego ton dźwięczy wściekłością, rozdrażnieniem - nie kieruje tych emocji do mnie, i to martwi mnie nawet jeszcze bardziej.

- Co zamierzasz? - podążam za nim do jego pokoju. Co on wyprawia? Przez mój umysł przebiega mnóstwo rzeczy, do których ten chłopak moze być zdolny, wiem, że bedzie działał bez pohamowań. Derek z pewnością na to zasługuje, Zayn mógłby mu pokazać, gdzie jego miejsce, ale to tylko zaostrzy konflikt.

- To nie twoja sprawa - bełkocze chwytając kluczyki do samochodu i kurtkę.

- Zayn..

- Julio, nie teraz. Zabieram cie do akademika, koniec rozmowy - naskakuje na mnie. Spuszczam wzrok i przytakuję mu.

- Zayn, znów robisz to samo! - chłopak jest wyraźnie zaskoczony. Zmieszał się.

- Kurwa, chodź do mnie - podaje mi swoją dłoń, a ja chwytam ją bez chwili zastanowienia. Chłopak prowadzi mnie do pokoju, podaje mi spodnie, po czym grzebie w swojej szafie. Wyciąga z niej czarną kurtkę i wręcza mi ją - Jeśli nie chcesz niewygodnych pytań Elisabeth o te wszystkie siniaki... - wyczekuje, aż założę kurtkę na siebie.

Zabieram ją od niego. Chłopak bierze pare spodni i ciemna koszulkę dla siebie, po czym opuszcza pomieszczenie. Przebieram się, z każdym ruchem czuje ból - nawiększy na plecach, resztę byłam w stanie znieść. Chce o tym wszystkim juz zapomnieć..

Zakładając jego kurtkę, moje nozdrza atakuje głęboki zapach jego wody kolońskiej, na co od razu czuje się spokojniejsza. Zapinam ją i uśmiecham się, w tym samym czasie otwierają się drzwi do pokoju. Chłopak opiera się o framugę, jego wzrok wlepiony jest w podłogę. 

- Chodźmy - wydycham cicho. Chłopak oblizuje usta, łapie mnie za rękę. Obie nasze dłonie są dla siebie stworzone, chłopak głaszcze wierzch mojej swym kciukiem.

- Zayn ja.. - wzrok Elizabeth spada na mnie, kobieta w gonieniu oka promienieje uśmiechem - Julia! - wyjrzykuje radośnie - Czym zasłużyliśmy sobie na ten zaszczyt?

- Ja.. - nie mam pojęcia co jej odpowiedzieć, nie mogłam wyznać prawdy, o tym, że wypiłam ciut za dużo alkoholu. W sumie mogłam, ale pokazałbym sie jej z gorszej strony. Nie mogłam tez powiedzieć jej o Dereku.. To z pewnością nie pomoże mi ukryć tych śladów...

- Uczyliśmy się wczoraj do późna, straciliśmy poczucie czasu - Przemawia za mnie Zayn.

- Uczyć się, co? - podchodzi do nas Jonah z uśmieszkiem. Mężczyzna mruga porozumiewawczo do Zayn'a, na co zaczynam się cicho śmiać. Zayn spogląda na mnie, obdarowuje cwaniackim uśmieszkiem i przyciąga do siebie.

- Zostaniecie na lunch? - pyta nas. Jonah obejmuje ją w geście troski i oboje spoglądają na nas szczęśliwi. Już pora lunchu? Minęło mnie juz 2/3 zajęć, nie ma sensu tam dziś wracać.

- W zasadzie powinniśmy juz iść.. Zawiozę ją do akademika - chłopak mówi drapiąc sie po karku. Przytakuję mu, nie chce się z nim o to kłócić.

- Odwiedź nas jeszcze kiedyś, twoje towarzystwo jest zawsze miłe widziane - Elizabeth uśmiecha się, po czym przytula mnie na pożegnanie. Jej ciasny uścisk sprawia mi ból. Wytrzymuje tę chwilę i uśmiecham sie mimo tego.

- Oczywiście - uśmiecham się do Jonah, po czym wychodźmy z domu na zewnątrz. Podróż samochodem mija nam w ciszy, przez cały ten czas trzymam rękę Zayn'a na swych kolanach. Dyskretnie przyglądam się lekkim ranom na jej wierzchu.

- Ile razy go uderzyłeś? - pytam cicho. Nie zwracam uwagi na chmury, rośliny, budynki, które mijamy za oknem. Chłopak momentalnie zwija dłoń w pięść, na co szybkim ruchem zaplatam nasze palce, by go uspokoić.

- Czy to ważne? - jego ton jest ostry, chłopak zwalnia. Wyglądając przez szybę zauważam, że znajdujemy się juz na kampusie. Wzdycham ciężko, przeczesuje palcami kosmyk włosów i uśmiecham się blado.

- Zayn, nawet nie próbuj się o to obwiniać... To tylko moja wina. Nie chcę, abyś się gnębił, zrobiłeś wszystko co w swojej mocy - chce tez dodać, aby nie winił się za swoją mamę - był za mały, nie mogł nic zrobić. Gdyby czegokolwiek próbował, zostałby tylko skrzywdzony.

- Julio... To moja cholerna wina - wydycha. Nie odzywam się przez chwile, zerkam na niego. Widzę, że intensywnie myśli, o wszystkim co przeszedł w dzieciństwie. Ściskam jego dłoń, na co chłopak przenosi swój wzrok na mnie. Wzdycha cieżko i znów sie odzywa - Wiedziałem, że Derek się tam zjawi... Nie byłem pewien, ale on nie opuszcza takich wydarzeń. Powinienem był.. 

- Powinnam była cie posłuchać - przerywam mu - Powinnam była cie posłuchać Zayn, gdyby nie moja decyzja, durna decyzja, nic takiego w ogóle nie miało by miejsca... Wiec proszę cię... Zapomnij o tym - obserwuję go uważnie, jego oczy wpatrzone są w nasze splecione dłonie - Proszę? - błagam go cicho.

Jego karmelowe tęczówki powoli spoglądają na mnie. Żadne z nas się nie odzywa. W jego oczach widzę ból, winę, złość, ostrzega mnie przed czymś.

- Okay - zgadza się równie cicho. Zaciska szczękę, wiem, że powstrzymuje się od dodania czegoś więcej, od kłótni.

- Dziękuję - wydycham, przybliżam się do niego i składam czuły pocałunek na jego ustach. Po chwili zaczynam się oddalać, ale chłopak zatrzymuje mnie, jego palce spoczywają na mojej brodzie. Nie przeczę kolejnej pieszczocie.

Chłopak łapie mnie za ramiona, przeciąga do siebie na swoje kolana. Spoczywam przy jego torsie, nasze usta ponownie się spotykają. Język chłopaka odnajduje swobodne wejście i wślizguje się do środka. Pocałunek jest zaskakująco czuły, mimo gotującej się w nim złości.

Nagle dłonie Zayn'a wślizgują sie pod kurtkę i koszulkę, które mam na sobie. Jego palce zataczają delikatne, taneczne kółka na mojej skórze - nie naciska zbyt mocno, by nie sprawić mi bólu. Wkładam ręce w jego włosy, jedna z nich opada w dół, na jego tors.

- Jesteś moja Julio... Juz nigdy nie pozwolę, aby coś ci się stało. Obiecuję - szepcze w moje usta. Moje serce przyspiesza, uścisk chłopaka rośnie w siłę, ale nie martwię sie tym.

Rozłączam nasze usta, ale czoła pozostają blisko siebie. Zamykam oczy, ta bliskość bardzo mi się podoba. Z jego ramionami wokół siebie, nigdy nie czułam się bardziej bezpieczna. Zayn jest moją ostoją.

- Powinnam juz iść.. Sara pewnie mało nie oszaleje ze strachu - szepczę. Chłopak nadal trzyma mnie przy sobie.

Po chwili na moim policzku czuję mokry pocałunek, drzwi otwierają się. Do środka wpada zimne powietrze, na co czuję ciarki na całym ciele.

- Do jutra? - pytam ześlizgując się z jego kolan. Chłopak przytakuje lekko, zamyka drzwi i odjeżdża. Czekam przez moment obserwując znikający samochód. Razem z pojazdem znika całe poczucie bezpieczeństwa.

Szybkim krokiem podążam w stronę właściwego akademika. W momencie otwarcia drzwi Sara rzuca mi się na szyję obejmując mnie. Jej siła odrzuca mnie lekko w tył. Po złapaniu równowagi wtulam się w nią - dziewczyna nie ma pojęcia, że sprawia mi tym lekki ból.

- Dzięki Bogu jesteś cała! Zayn nie odbierał komórki, z resztą, tak samo, jak ty! Nie mogłam spać! - zerkam na nią i zauważam pod jej oczami lekkie worki.

- Mój telefon... - spoglądam na kieszeń, w której znajduje się urządzenie - Ja.. 

- Julia? - spoglądam w miejsce skąd słyszę swe imie i zauważam Lindsay. Nie to, że mam coś przeciwko, ale... Co ona tu robi?

- Nie wiedziałam po kogo mogę zadzwonić... Niall'a gdzieś wcięło i.. - dziewczyna tłumaczy mi się.

- W porządku - mówię zatykając jej usta dłonią. Wchodźmy do pokoju zamykając za sobą drzwi.

- Jak się czujesz? - pyta mnie Lindsay podnosząc się. Jej wzrok skanuje mnie od stop do głów, obie wyglądają na wykończone, chyba żadna nie spała wczorajszej nocy.

- W porządku - dziewczyny patrzą na mnie ze zmartwieniem wymalowanym na twarzy - Prosze was, możemy o tym po prostu zapomnieć? Chce juz to mieć za sobą - pytam je nieco srogo. Pragnę o tym zapomnieć - do tej pory wychodziło mi to całkiem dobrze. Nie myśle o tym, nie chce, jestem wystarczajaco silna.

- Jula, ale on.. 

- Wiem, ale do niczego nie doszło - przerywam jej - Zrozumcie mnie proszę... Chcę iść z życiem, przed siebie... Nie mam ochoty marnować wszystkiego tknąc w tej feralnej sytuacji - mowię im bawiąc sie końcówkami kurtki Zayn'a.

- Julia, chyba nie mówisz poważnie!

- Sara, ona ma rację - tym razem przerywa jej Lindsay - Ten dupek nie moze zniszczyć jej reszty życia. Nic się nie stało... Nie ma nad czym rozpaczać - dziewczyna broni mnie z małym uśmiechem. Odwzajemniam ten sam gest.

- Zamierzasz chociaż powiedzieć o tym rodzicom? - pyta mnie. Spoglądam na nią z uniesioną brwią. Ona ma chyba jakieś urojenia, moi rodzice są ostatnimi, z którymi chciałabym o tym rozmawiać.

Wpadli by w szał, moja mama pozwała by uczelnię, za to, że dopuścili, by jakiś dzieciak urządził taką imprezę - nawet jeśli ma do tego pełne prawo. Mój tata upewniłby się, że Derek zostanie wyrzucony ze studiów.

- Nie - kręcę głową ze śmiechem - To ostatnie co zamierzam kiedykolwiek zrobić... - Zerkam na nie obie, dziewczyny nadal mają ten sam wyraz zamartwienia na twarzach - Idę potańczyć, niedługo wrócę - rzucam do nich podchodząc do szafy i chwytam torbę.

- Pójdę z tobą - Sara proponuje.

- Nie.. Chce byc teraz sama - mowię do niej z przepraszającym wyrazem twarzy zabierając kluczyki do auta - Dziękuję, że wpadłaś Lindsay - macham do nich, po czym wychodzę. Ich obecność, mały pokój powoli zaczynało mnie dusić. Chce potańczyć, bardziej, niz kiedykolwiek wcześniej. Będę tańczyć dopóki zapomnę.

Wybieram swój zwykły pokoik z lustrami wzdłuż jednej ze ścian. Przebieram się w szorty i krótką koszulkę. Zauważam siniaka na jednym z ramion, ale szybo odwracam swój wzrok. Włączam muzykę, nastawiam najgłośniej, ile jest to możliwe.

Zaczynam tańczyć. Z każdym ruchem wyzwalam z siebie strach, emocje, ból.

^^^^^^^^^^

Nie mam pojęcia jak długo tańczyłam. Wydaje mi się, że minęły dobre trzy godziny. Jedno jest pewne, tańczyłam do wykończenia. Moje ciało drży, każdy mięsień jest wykończony. Nie czuję juz wiecej bólu od pozostawionych mi siniaków, zadrapań. Nie czuję juz niczego.

Obracam sie i niemal natychmiast w oczy rzuca mi sie ogromny siniak na plecach. Następne widnieją na nadgarstkach, ramionach... Moje ciało oblewa obawa, strach. Przymykam powieki, staram sie uspokoić, po chwili ponownie zaczynam tańczyć. Robię to duzo dynamiczniej, mam nadzieje, że dzięki temu uda mi sie wyzbyć wewnętrznego strachu.

Czuję ciasny zacisk na nogach i przedramionach, ponownie doznaję bólu i szczypania na plechach. Tak jakbym znowu była obijana o szorstką korę drzewa. Widzę jego ciemne tęczówki, wpatrują się we mnie, znów słyszę, jak szepcze wprost do mojego ucha; nikogo tu nie ma, nikt nie zwraca uwagi, nikt cię nie usłyszy, nikt ci teraz nie pomoże.

Moje płuca zacieśniają sie, odnoszę wrażenie, że zostały przewiązane jakimś sznurem, z trudem łapię kolejne oddechy. Atakują mnie wspomnienia, płacz o pomoc, strach przed ciemnością nocy.... Z moich ust wydostaje się szloch.

Upadam na kolana, jestem bezsilna, wpatruje się w podłogę, by nie musieć patrzeć na swoje odbicie. Po moich policzkach spływają słone łzy, kolejne szlochy powodują drżenie całego ciała, łapię jedynie płytkie oddechy.

Płaczę, pozwalałam całemu strachowi ujść z moich myśli, zmuszam się do zapomnienia ostatniej nocy. Zmuszam się do odepchnięcia tej myśli gdzieś wgłąb.... Nie udało mu się, nie pozwolę by zniszczył całe moje życie tym jednym, chorym czynem.

Nic mi sie zrobił. Zayn go powstrzymał, ocalił mnie, mój bohater. Zayn mnie obronił... Do niczego nie doszło, nie mam innego wyjścia, muszę po prostu zapomnieć. Nic mi nie zrobił... Ale te sinaki... Nienawidzę go, nie cierpię go za to co mi zrobił, za to co odczuwam teraz.... Nienawidzę go najbardzej na świecie.

Spoglądam w lustro, moje szlochy rosnął, zaczynają byc coraz intensywniejsze i głośniejsze. Moje oczy są purpurowe od płaczu, ciało oblewają strumienie drgań, włosy mam w nieładzie. Nie rozpoznaję tej smutnej, załamanej dziewczyny, ktorą widzę. Tej z przerażeniem wymalowanym na twarzy, tej z śladami na ciele. Ale to ja. Siebie widzę w odbiciu lustra.

Jestem zdruzgotana, zraniona obawą, że udało mu się naznaczyć całe moje życie.


Zayn POV

Wracam do domu bractwa. Zabije go kurwa, zabije go i wcale nie będę tego żałował. Wybiegam z samochodu w stronę wejścia. Kieruje się do kuchni po butelkę wody, spotykam tam Louisa i Nialla.

- Jak z nią? - Lou pyta zmartwiony. Spoglądam na Nialla.

- Trzyma sie całkiem nieźle - bełkoczę. Doskonale zdaje sobie sprawę, że pokazuje wszystkim swą odważną twarz. Głęboko w środku czuje strach, mimo to miała racje, roztrząsywanie tej sprawy tylko pogorszy jej stan. Jedynym wyjściem było zapomnienie.

- Gdzie on jest? - pytam ich nieświadom do końca swych słów.

- Opuścił imprezę z kilkoma przyjaciółmi zaraz po tym wydarzeniu... Od tamtej pory nikt go nie widział. Nieźle go załatwiłeś - tłumaczy mi Louis. Niall patrzy na mnie, po czym cieżko wzdycha.

- Stary, czemu mi nie powiedzieliście? Myślałem, że Derek to przyzwoity chłopak... - odzywa sie. On przyzwoity? Ledwie powstrzymuje się od nawrzeszczenia na jego zakuty łeb. 

- Niall, wciąganie ciebie i Sary w całą tą sytuację w niczym by nie pomogło. Nie obwiniaj się - to jest tylko moja wina. Mogłem tam po prostu z nią byc, od początku ja wspierać...

- Zayn... Powinieneś o czymś wiedzieć... Um.. Blake cię szuka. Pieprzył coś, że opowie Julii o Stacy - mówi ostrożnie Louis. Moje ciało momentalnie się napina.

Chyba sobie ze mnie kurwa żartuje. Po zobaczeniu stanu Derek'a, jak go wczoraj załatwiłem i o mały włos nie zabiłem ma jeszcze czelność mowić jej o Stacy? Mijam chłopaków i kieruję się do góry po schodach.

Muszę się stad kurwa przenieść. Muszę wyprowadzić się z tego cholernego miejsca. Nie moge tu zostać, nie gdy jest przy mnie Julia. Nie mogę mieszkać tu i narażać ją na spotkanie z Blakiem, czy innym z chłopaków. Mijam kilku z nich, każdy obserwuje mnie ciekawskim wzrokiem. Wchodzę do swojego pokoju.

Otwierając drzwi niemal odrazu nie rzucam się na niego z pięściami. Stoi tam, plecami w moją stronę. Jego wzrok skupiony jest na obiekcie za oknem. Zatrzaskuję za sobą drzwi, chłopak odwraca sie, na jego twarzy widnieje uśmiech.

- Czego chcesz Blake? - stoję w miejscu, w którym sie zatrzymałem. Z całej siły próbuje nie rzucić jego marnym ciałem o podłogę.

- Chciałem tylko spytać, jak trzyma się Julia... - odpowiada spokojnym tonem rozglądając się wkoło.

- Pierdolenie, mów czego chcesz! - naskakuję na niego. Chłopak wolnym krokiem podchodzi w moją stronę.

- Chcę skończyć naszą rozmowę z wczoraj. Musisz jej powiedzieć, albo zrobię to ja - stawia się zakładając ręce na klatkę, wyglada na zadowolonego z siebie. Mam ochotę mu przywalić, jedyną przeszkodą są moje wciąż poranione kłykcie.

- Opowiesz jej historyjkę o tym jak straciłeś swoją durną dziewczynę i poleciała na mnie? - dopytuję go.

- Dowie się wszystkiego - mówi przechodząc koło mnie wprost do drzwi.

- Dlaczego to miałaby ci uwierzyć? - obracam się mierząc go wzrokiem. Gdyby wzrok miał moc zabijania, byłby juz kurwa martwy. Chłopak chichocze tylko drapiąc sie po brodzie.

- Ponieważ opowie jej o tym sama Stacy - uśmiecha się do mnie - Rozmawiałem już z nią, powiedziałem o Julii i waszym związku... Jest gotowa opowiedzieć jej o tym co jej zrobiłeś - co zrobiłeś nam - wzrusza ramionami.

- Durne gadanie - buczę zaciskając dłonie w pięści. Blake z uśmiechem otwiera drzwi kręcąc głową.

- Wierz w co sobie tam chcesz Zayn, ale... - odwraca się w moją stronę po raz ostatni - Jula długo z tobą nie pokręci, tyle jest dla mnie pewne - mówi, po czym wychodzi zostawiając mnie samego.

Nie mogę tu wiecej być, mieszkać. Nie z Blake'm u boku... Nie pozwolę mu odebrać mi Julii - nikomu. Muszę tylko się upewnić, że juz nigdy wiecej jej nie spotka. Muszę sie zaopiekować, by Stacy nigdy jej nie spotkała.

Muszę się nią zająć, tak, by juz nikt nigdy jej nie skrzywdził. Po tym co zobaczyłem wczoraj - co Derek zrobił mojej pięknej Julii... Nie chcę jej już więcej widzieć takiej przerażonej, czy załamanej.

Każde złe słowo wypowiedziane kiedykolwiek z moich ust w jej stronę dopada mnie w tej chwili. Mam wyrzuty sumienia. Wiem jednak, że zdarzy się tak jeszcze wiele razy - z pewnością w którymś momencie ponownie stracę do niej cierpliwość. Wzbudzę w niej płacz.

Wiem, że nadal bedzie zadawała mi mnóstwo pytań, grzebała w mojej przeszłości, która prędzej, czy pózniej złapie mnie w swoje sidła. Będziemy walczyć, doprowadzę ją do stanu rozpaczy, a ona wybaczy mi po raz enty... Ponieważ taka właśnie jest. Jest moja, a ja jestem jej... Nie ma drogi powrotnej.

Wiem, że na nią nie zasługuję... Julia jest aniołem zesłanym, by nawrócić potwora takiego, jak ja, by uzdrowić moje spaprane życie.

Za nic w świecie nie pozwolę nikomu mi jej odebrać. Udać by to się mogło tylko jednemu... Mojej przeszłości, moim tajemnicom, wszystkim co przed nią ukrywam.

Nadchodzę z nowym! Jak się podobał? Akcja się rozwija i rozwija.. Jak myślicie? Co planuje Zayn....? 

Mam istotną informację co do częstotliwości dodawania rozdziałów: dodawane będą CO TYDZIEŃ w piątek lub sobotę. Mam jeszcze bonus 🙊❤️ ustalam takie malutkie cele. Jeśli odbijecie pod każdym, powtarzam każdym rozdziałem przynejmniej 25 komentarzy... Na weekendzie, bądź na początku tygodnia będę wstawiać dodatkowy, nadprogramowy rozdział ✌️ jak widzicie wszystko zależy od was ❤️💪

(Nie zabijajcie jeśli czasem się z tego nie wywiąże 😂😂 rozdziały coraz dłuższe, a ja robotem nie jestem 😂)

W każdym bądź razie JEDEN na tydzień bedzie się pojawiał ❤️

Do następnego!

17 komentarzy:

  1. Świetnie. Już nie mogę się doczekać.
    Kocham.

    OdpowiedzUsuń
  2. śwoetny rozdział ��
    czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialny! ! :) niech Zayn jej powie wszystkie swoje sekrety i wszystko będzie jasne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny rozdział! Z niecierpliwością czekam na kolejny! :) pozdrawiam Natalia ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne! :) nie mogę się doczekać następnego, to opowiadanie jest najlepsze! czekam na kolejny rozdział kochana ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowny! ;) Czekam na nexta :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo się cieszę że chcesz tak często dodawać rozdziały, bo uwielbiam tą historie.
    Jestem bardzo ciekawa o co chodzi z tą Stacy, ogólnie to w ogóle jestem ciekawa przeszłości Zayna. Dlaczego on uważa się za potwora? Przecież jest taki delikatny i troskliwy dla Julii.
    Bardzo się cieszę że Julia chce ruszyć dalej nie myśląc o tej sytuacji z Derekiem, ale jestem prawie pewna że nadal ją to będzie dręczyło.
    Pozdrawiam i czekam na nowy rozdział.

    P.S bonus możesz dać czasami nawet jeśli liczba komentarzy będzie mniejsza. Sprawisz radość tym którzy komentują :)

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  8. Kocham kovhqm czekam na nowy :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Mozesz wylaczyc te coś jak sie dodaje komentarz? Bo na moim telefonie sie nie da dodac komentarza :

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co dokładnie ? Weryfikacja obrazkowa jest wylaczona... Nie wiem w czym problem 😔😂

      Usuń

Lydia Land of Grafic