poniedziałek, 15 września 2014

Rozdział 36

Soundtrack:

* Impossible - Shontelle
* Home - Gabrielle Aplin


Następnego ranka budzę się we własnym łóżku czując to dziwne, znajome uczucie, z którym tęskniłam, ale również i gardzę. W domu  jest cicho, moi rodzice zapewne wyszli już do pracy.

Przebieram się w ubrania do ćwiczeń i decyduję się pobiegać, zdecydowanie dlatego, że już dłużej nie wytrzymam w tym idealnym domku. Jest wcześnie rano, słońce dopiero co wstało, a powietrze jest lodowate. Chowam dłonie w swojej kurtce z Nike i żałuję, że założyłam szorty.

Kiedy zaczynam truchtać, ciepło oblewa moje ciało i utrzymuje przyjemną temperaturę - na szczęście. Biegnę tą samą, zwykłą trasą wokół sąsiedztwa.

Słucham muzyki, która odbija się od moich myśli, więc nie zostałam z nimi całkiem sama. Nic to jednam mi nie pomaga, nadal martwię się o Zayn'a, i tym, że zawsze mogę tu gdzieś spotkać Matt'a.

Ciężko oddychając zwalniam dobiegąc do domu, ale z przeciwnej strony, niż wcześniej. Wykonałam prawie całe koło wkoło. Moje stopy zatrzymują się przy małym, jasno-niebieskim domku kilka budynków przed moim. Gapię się w niego zastanawiając czy jest w środku.

Z tym domem wiąże tyle rozmaitych wspomnień, odkąd byliśmy małymi dzieciakami, aż do teraz.

Bawiliśmy się w ogrodzie, łapaliśmy się nawzajem, śmialiśmy, obrzucaliśmy się błotem, oglądaliśmy wspólnie filmy, a nawet pokłóciliśmy się w tym miejscu - zerwaliśmy. Przygryzam usta i odwracam się spacerując przez resztę drogi, aż do docieram do domu.

Przechodząc przez ciepły korytarz zatrzymuję się przyglądając się zdjęciom powieszonym na ścianie. Wisi tam kilka z nich w ramkach -  z różnych okresów mojego życia.

Pierwsze z nich przedstawia dzień moich narodzin - jest na nim moja mama ze mną na rękach w szpitalu. Wygląda pięknie, oczekiwałabym, że będzie miała rozczochrane włosy, ale tak nie jest - wystaje z nich jednak kilka niesfornym kosmyków i wyraźnie widać pot zaraz na linii czoła. Mimo wszystko nadal wygląda, tak jak na co dzień - pomijając salkę szpitalną w tle.

Następne ukazuje mnie w jej ramionach, wyglądam jak nowo narodzona, różowa, kurduplowata kupa. Zaraz obok widać mojego tatę - stoi koło nas z uśmiechem na twarzy; samo zdjęcie uwiecznia idealną rodzinką.

Na kolejnym widać znów mojego tatę, tym razem jest w szpitalu i spogląda na mnie z uwielbieniem. Tata był od zawsze moim ulubionym rodzicem, wydawał się mi być bardziej wyrozumiały i wspierający. Bez wątpienia byłam córeczką tatusia.

Powoli zerkam na kolejne zdjęcia. Zatrzymuję się na jednym zrobionym podczas moich pierwszych urodzin. Siedzę na kolanach mamy, na głowie mam malutką czapeczkę urodzinową.

Z kolei kolejne przedstawia dwie przytulające się postacie - mojego tatę i ciocię Kate. Kobieta była strasznie podobna do niego - w końcu są rodzeństwem, więc to zrozumiałe. Odziedziczyła po nim ciemne włosy i czekoladowe oczy.

Kate była moją ulubioną krewną - przynajmniej tyle co o niej pamiętam. Nie widziałam się z nią, odkąd skończyłam 15 lat, czyli jakieś dwa i pół lata temu. Moja mama nigdy za bardzo za nią nie przepadała, i stąd te jej rzadkie odwiedziny.

To wszystko dlatego, że Kate była tą jedyną szaloną osobą w całej rodzinie, mając te dwadzieścia parę lat uwielbiała imprezować. Chociaż jest zaledwie rok młodsza od taty, jeszcze nie wyszła za mą - czerpała radość z życia.

Zawsze chciała się świetnie bawić, razem z Sarą byłyby, jak dwie krople wody. To trochę dziwne, ale Sara mi nią nieco przypomina - obie zachowywały się beztrosko i na ich twarzach często widniał szczery uśmiech - mają zapał do chwytania tego czego chcą i pragną.

Następne zdjęcie pochodzi z czasów, kiedy uczęszczałam do podstawówki, z łatwością zauważam na nim Matt'a. Był tam ze mną - nie ważne, jak bardzo chciałabym o tym zapomnieć, ten chłopak odegrał ogromną rolę w moim życiu. Przebywał w moim domu... na tych fotografiach, w moich wspomnieniach, był częścią tego, kim teraz jestem.

Spuszczam wzrok przejeżdżając palcem po teksturowej ścianie. Spoglądam na kolejne obrazki z pierwszego roku szkoły. Uśmiecham się na nie - z Sarą robimy sobie nawzajem makijaże. Ja wyglądam całkiem przyzwoicie, w przeciwieństwie do blondynki, która przypomina potwora - to nie był dobry pomysł, abym ją kiedykolwiek próbowała pomalować.

Przenoszę wzrok na następne i moje serce łomocze z bólu - uśmiech znika z mojej twarzy. To zdjęcie wykonane zostało w dniu mojej pierwszej randki z Matt'em.

Nawet wtedy, na pierwszej randce moi rodzice byli święcie przekonani, że skończymy, jako para. Chłopak obdarował mnie bukietem kwiatów, spytał mojego tatę o pozwolenie na zabranie mnie na randkę, poznał moich rodziców już na samym początku. To było niezwykle urocze, ale takie tradycyjne, można się było tego spodziewać.

Biorę głęboki oddech i zamykam oczy. Oddalam się od fotografii, koniec z wycieczką po przeszłości.

Reszta dnia jest nudna - idealnie nudna. Biorę prysznic, przygotowuję lunch dla Jeremy'ego i zajmuję się nim gdy rodzice są w pracy. Sprzątam pomieszczenia i gotuję obiad, aby odciążyć trochę mamę - będziemy jeść spaghetti.

Kiedy wraca do domu, mama jest mi wdzięczna za przygotowanie posiłku. Tato pojawia się z powrotem później, niż ona - tłumaczy się robotą papierkową. Nakrywam do stołu, a moja rodzicielka przebiera się w coś wygodniejszego.

- Dziękuję - ściska moje ramię i zasiada do stołu - Cieszę się, że mam cię znowu w domu, wszystko jest idealne - Znów pojawia się to słowo - idealnie. W moim życiu nie ma nic idealnego... jest nudne...

Wszyscy spotykamy się przy jednym stole i opowiadamy sobie nawzajem o spędzonym dniu. Zaczynam się wtedy zastanawiać o czym zwykłam z nimi rozmawiać. Pamiętam, że w liceum miałam zawsze mnóstwo rzeczy do powiedzenia, ale teraz w ogóle nie pamiętam co.

O ocenach? Nie... tym się zazwyczaj chwaliłam na lunch'u z Sarą bądź Matt'em. Podczas obiadu mogłam gadać i gadać, a teraz? Nie mogę sklecić prostego, interesującego zdania... Jestem absolutnie zagubiona we własnej przeszłości.

***

Następnego dnia nie mogę doczekać się urodzinowego obiadu u Sary - w końcu oderwę się od tej rutyny. Nadal nie mogę uwierzyć, że właśnie takie było moje życie, zanim poznałam jego. Czasem nawet brakowało mi tej szarej codzienności.

Łapię się również na tym, że tęsknię z a Zayn'em i Boulder. Chłopak nadal do mnie nie zadzwonił, i z tego powodu boli mnie serce - znów płynął do mnie myśli i wątpliwości.

Zastanawiam się, czy dużo imprezował, odkąd wyjechałam, ciekawe czy zabawiał się z jakimiś dziewczynami. Dobrze się beze mnie bawił? A co jak sobie uświadomi, że lepiej mu bez mojej osoby w jego życiu?

Ubieram się w malinową sukienkę w stylu empire*. Jej góra jest bez ramiączek i  mocno przylega do mojego ciała, kiedy reszta sukienki opada zwiewnie ku dołowi kończąc się zaraz nad kolanem. Uszyta jest z delikatnego szyfonu i sprawia, że moja skóra jest w lepszej kondycji, niż zwykle.

W stopy zakładam białe baletki i chwytam pasującą do nich spinkę. Schodzę na dół, gdzie zastaję gotowych do wyjścia rodziców wraz z małym Jeremy'm.

Moja mama ma na sobie odświętną, niedzielną sukienkę, niebieski sweterek i ciemne buty. Tata zaś włożył pasującą do niej koszulę i garniturowe spodnie. Chłopca ubrano w ciemne, eleganckie spodenki i jasno-niebieską koszulę zapinaną na guziki. Uśmiecham się i biorę od nich Jer.

- Piękna sukienka - mówi do mnie mama. Spoglądam na siebie raz jeszcze - sukienka była kolejnym prezentem od Sary, nalegała abym ją ze sobą tu przywiozła i wystroiła się na jej urodziny. Muszę przyznać, że wie lepiej ode mnie co powinnam nosić.

- Dzięki - bełkoczę podążając za nimi do samochodu. Zapinam braciszka pasem, a moi rodzice podkręcają ogrzewanie w samochodzie. Siadam obok niego i szybko poruszamy się w stronę domu Sary.

Kiedy docieramy na miejsce słońce powoli zaczyna już zachodzić, a samochody cierpliwie czekają w kolejce przed domem. Zastanawiam się ile osób zaprosili - ile z nich chciało przyjechać, by świętować urodziny blondynki.

Biorę Jeremy'ego na ręce i wysiadam z pojazdu zaraz za rodzicami, którzy rozmawiają o zaproszonych tu rodzinach. Nie zwracam na nich jednak najmniejszej uwagi, chłopiec bawi się swoim zabawkowym pociągiem od czasu do czasu spoglądając na mijające nas auta.

Drzwi wejściowe są szeroko otwarte, wchodzimy do środka. Dom został pięknie udekorowany, w oknach wiszą złote zasłony, w całym domu błyszczą ozdoby w tym kolorze. Myślę, że złoty jest kolorem przewodnim tej imprezy - Sara to złota dziewczyna.

Poprawiam ręką swoje loki i podążam do kuchni, gdzie napotykam roześmianą Sarę rozmawiającą ze  znajomą z liceum - wydaje mi się, że to Naomi. Solenizantka uśmiecha się do mnie i macha zachęcająco, by do nich dołączyć. Prześlizguję się przez tłum z łatwością.

- Hej! - Sara piszczy radośnie, po czym zwraca się do Jer - Hej mały! Dobrze się bawisz? - pyta swoim dziecinnym głosikiem. Chyba zachowała się zbyt wybuchowo, bo chłopiec chowa twarz w moim ramieniu - Chyba mnie nie pamięta - Sara wzdycha kładąc dłonie na biodrach.

- Pogadamy potem Sar, cześć Jula! - Naomi macha do mnie przyjacielsko i znika w tłumie. Sara uśmiecha się do niej, zanim dziewczyna nie ginie z pola jej widzenia.

- To było nie miłe - odwraca się do mnie ze śmiechem.

- Dlaczego? - pytam, podrzucając nieco chłopca, aby było mu wygodniej. Dziewczyna nie odpowiada, tylko chwyta dwa kieliszki z szampanem i nalega, abym za nią poszła. Znajduję mojego tatę i wręczam mu Jeremy'ego. Chyba wychodzimy na zewnątrz.

Jej rodzice, w większości jej mama wykonali kawał dobrej roboty z tymi dekoracjami. Cały ogród wypełniony jest dziesięcioma złotymi stołami z krzesłami w tym samym kolorze. Dekoracje po środku są białe, bądź czerwone z różami o złotych łodygach w wazonach.

- Wygląda niesamowicie - zauważam złote pokrywy krzeseł. Nie mają one jednak tego samego odcienia, Nie ma tu nic taniego, jej rodzice nigdy nie musieli oszczędzać.

- Wiem strasznie mi się podoba - uśmiecha się. Idziemy nad staw, gdzie znajduje się kilkoro innych osób.

- Wydaje mi się, że to najtłoczniejsze twoje urodziny ze wszystkich, jakie dotąd obchodziłaś - zaznaczam biorąc łyka szampana.

- Myślę, że wszyscy chcieli się przekonać, jak sobie radzę w nowej szkole - wzrusza ramionami.

- O to pytałam cię Naomi? - pytam wspominając wyraz jej twarzy, kiedy dziewczyna już odeszła. Przechadzamy wokół stawu, który wbrew pozorom wcale nie jest taki duży. Obejście go dokoła zajmuje od pięciu do dziesięciu minut.

- Taaa, mniej więcej. Pytała mnie też o ciebie i Matt'a - wypija szampana przymrużając oczy w dezaprobacie, na co zaczynam się śmiać.

Zdawałam sobie sprawę, że Sara nie czerpała radości tłumacząc innym, że Matt mnie zdradził - ja również, ale jej wsparcie było dla mnie wszystkim. Wręczam jej mój kieliszek, kiedy ona już swój opróżniła.

- O co konkretnie? - staram się brzmieć obojętnie - ale Naomi była królową plotkar w całej naszej szkole, więc naprawdę chciała wiedzieć co mówiła.

- Tylko o ty, jak się trzymasz, dlaczego zerwaliście. Słyszała plotki o zdradzie - rzuca we mnie zmartwionym spojrzeniem.

- Mam nadzieję, że wszyscy pozostaną w przekonaniu, że to plotka - bełkoczę. Nie mam pojęcia czemu chronię go nie zdradzając nikomu prawdy. Jedno jest pewne, jeśli dowie się o tym jego rodzina, wszyscy och wytykać, a wcale na to nie zasługiwali. A on? Nie jestem pewna, nadal nie wiem co do niego czuję.

Był osobą, z którą dorastałam, moim najlepszym przyjacielem, był zawsze obok mnie. Nie mam pojęcia, co spowodowało jego czyn - zdradę. Jednakże dopiero teraz to widzę, moje życie było piekielnie nudne.

- Moja mama powiedziała, że on może być teraz tu w mieście - mamroczę gapiąc się w trawnik. Słyszę, jak Sara krztusi się napojem i szybko wypluwa go na zewnątrz zakrywając swoje usta. Gapi się na mnie z niemałym szokiem.

- ON jest w mieście? - domaga się powtórzenia, widzę niepokój w jej oczach. Sięga dłonią do mojego ramienia i kładzie ją tam - upewnia się, że jest ze mną w porządku.

- Jest okej - macham dłonią przed jej oczami - Prędzej, czy później i tak bym go gdzieś spotkała - wzruszam ramionami, na co dziewczyna zaciska usta w wąską linię. Przytakuje ze wzrokiem wlepionym w moją twarz.

Na tą chwilę mogę powiedzieć, że nie mam nic przeciwko, żeby go zobaczyć. Jednak nie wiem, czy sobie z tym poradzę i tego się obawiam.

- Myślisz, że się tu dziś pojawi?

- Wątpię - mówię - Uważam, że będzie mnie za wszelką ceną unikał, nie przyjdzie na twoje urodziny wiedząc, że będę tu na pewno ja... przykro mi, że go tu nie będzie z twojego powodu. Nie ważne co mówiłaś, w jakiś sposób się przyjaźniliście - kącik moich ust opada w dół.

- Nie mów tak, przyjaźniliśmy się ze względu na ciebie - dotyka mojego ramienia i idziemy w stronę tłumu - To jak, gdybyś ty przyjaźniła się z moim facetem, ze względu na mnie.

Miała rację. Zawsze starałam się nawiązać dobry kontakt z jej partnerami, przecież za każdym razem kiedy się widywałyśmy, oni też tam byli. Matt i Sara nigdy się nie spotykali, al jeśli byłam tam z nimi, zawsze dużo rozmawiali i śmiali się.


Razi nas światło ogniska, które własnie rozpalił ojciec Sary. Muzyka już gra, a na ogrodzie pojawiają się coraz to większe tłumy. Jest tu taki wiele osób, że zastanawiam się, czy zaprosili tu całe miasto.

- Impreza się zaczyna, miejmy nadzieję na dobrą zabawę - uśmiecham się do niej.

Dziewczyna mruga do mnie i wracamy do reszty. Z łatwością odnajduję swoich rodziców, którzy gawędzą z jakąś rodziną. Nie pamiętam do końca kim są, ale jestem przekonana, że chodziłam z ich córką do tej samej szkoły - wygląda okropnie znajomo.

Zostaję obok nich, rozmawiam , kiedy Sara jest witana ogromem upominków. Zauważam blond czuprynę w odcieniu piasku i zaraz przypominam sobie, że jej właścicielką jest moja dawna partnerka z laboratorium Kelsey. Podchodzę do niej stukając lekko w ramię.

Dziewczyna odwraca się do mnie swoją piegowatą twarzą. Kiedy mnie rozpoznaje gości na niej szeroki uśmiech. Zauważam, że nieco przytyła, ale nadal jest drobnej postury.

- Jula? - uśmiecha się przytulając mnie.

- Hej - odwzajemniam gest - Jesteś tu! Myślałam, że wyjeżdżasz na studia do Vermont!

- Chodzę tam, przyjechałam tylko na kilka dni i okazało się, że akurat trafiłam na imprezkę urodzinową Złotowłosej - śmieję się na tą ksywkę.

Razem z Kelsey uczęszczałyśmu z Sarą do Podstawówki, dopóki nie poznałam jej bliżej podczas zajęć z labolatorium, byłyśmy zwykłymi znajomymi. Jadnak, gdy nasz związek z Matt'em zaczął się rozwijać, zaniedbałam naszą przyjaźń z Kelsey.

- Cieszę się, że tu jesteś - widzę, jak jej uśmiech znika.

- Słyszałam o tobie i Macie - jej ton jest pełen współczucia.

Czuję ścisk w klatce - o czym słyszała?

- Dowiedziałam się, że zerwaliście.. wszystko w porządku? Nigdy jednak nie dosłyszałam dlaczego - oblewa mnie fala ulgi i znów mogę swobodnie oddychać, na szczęście nie miała pojęcia co się między nami wydarzyło.

- Tak - przytakuję szybko - Po prostu coś się między nami rozpadło - czuję się źle, że tak łatwo przychodzi mi kłamstwo. Nigdy nie byłam w tym najlepsza, ale jeśli powtórzysz coś wiele razy to sam zaczynasz w to wierzysz.

- Tak mi przykro, wyglądaliście razem wprost idealnie - dotyka mojego ramienia z pocieszającym uśmiechem. Mój umysł znów ogarnia tornado.

Nie mogę się skoncentrować na niczym, kiedy myślę o Macie. Zastanawiam się co na mój widok pomyśleli inni, smutna, pokrzywdzona dziewczynka ze złamanym sercem? Czy jednak jako silną kobietę, która walczy o powrót normalnego życia? Zastanawiam się co plotkowali o Macie i jakie wymyślili scenariusze naszego zerwania?

Moje myśli powoli przechodzą w mniej stresujące. Jakby to było, gdybyśmy nigdy nie zerwali? Gdyby mnie nie zdradził..

Tworzylibyśmy teraz idealną parę - trzymającą się za ręce, śmiejącą się, tańczącą do powolnych kawałków. Prawie, jak Sara i Niall, ale mniej okazywania uczuć, jak najlepsi przyjaciele.

Zayn.. gdyby tu był Zayn.. również byłabym w rozsypce - płacząc, z bałaganem w głowie, byłabym zraniona, zła lub z poczuciem bycia na szczycie świata. Trzymałby mnie za rękę, sprawiał że liczy się tylko nasza dwójka, że poczuję się bezpieczna.

Kiedy w końcu opadam na ziemię i uderza mnie rzeczywistość siedzę z rodzicami i wysłuchuję przemowy rodziców Sary na temat ich córki.

Wychwytuję tylko jakieś pojedyncze zdania, mówią o tym, jak bardzo tęsknili, że wykonała kawał dobrej roboty w nowej szkole. Są podekscytowani jej odwiedzinami, i nie mogą uwierzyć, że dziś kończy 19 lat.

W mgnieniu oka ktoś przynosi cztero warstwowy, złoty tort z czerwoną różą. To piękne ciasto, na wierzchu palą się już świeczki  jest och więcej, niż powinno. Podano go do naszego stolika, gdzie siedzimy my i rodzina Sary razem z nią oczywiście.

Staram się śpiewać 'sto lat' razem z innymi, zanim dziewczyna zdmuchuje płomienie wypowiadając w myślach życzenie. Źle mi, że jestem rozkojarzona właśnie w takiej chwili, ale jedyne czego pragnę to wrócić do Boulder - nawet jeśli tam również nie potrafię się poskładać do kupy. Przynajmniej mam tam Zayn'a.

Zayn, chłopak, który zrobił ze mnie bałagan jest zarazem tym, który trzyma mnie w całości. Paradoks, nie?

Wszyscy zaczynają częstować się torem i wesoło rozmawiać. Spoglądam w dół na swój talerz iz daję sobie sprawę, że w ogóle nie tknęłam jedzenia. Słyszę, jak burczy mi w żołądki i kuszę się na odrobinę pięknie wyglądających kotlecików wieprzowych. Moje zmysły skupiają się na wyśmienitym smaku, więc nie mam czasu na rozmyślanie.

- Idziemy potańczyć - moja mama wytrąca mnie z transu - Pilnuj Jer, okej? - wskazuję na chłopca siedzącego na krześle obok mnie.

- Pewnie - odpowiadam przełykając kęsa.

Moja mam chwyta dłoń taty i oboje odchodzę w stronę parkietu tanecznego. Zawsze zastanawiało mnie, jak oni się poznali, czy była to miłość od pierwszego wejrzenia i takie tam. Jednak za każdym razem, gdy pytałam ich o to, odpowiadali, że na studiach, ale nigdy nie wgłębiali się w szczegóły. Wtedy odpuszczałam.

- Dobrze się bawisz Jer? - pytam małego, który się mi bacznie przygląda. Chłopiec przytakuje, ale po chwili ziewa, a jego główka opada na oparcie krzesła.

- Dostałeś kawałek tortu ? - pytam go.

Wokół przemieszcza się dużo ludzi z talerzykami, na których leżą kawałki pysznego ciasta. Jeremy potrząsa przecząco głową - nie był zbyt wygadany, ale uwielbiał się uśmiechać - Poczekaj tu - nakazuję mu lekko zanim znikam w poszukiwaniu wolnego kawałka.

- Masz - Sara wręcza mi jeden z różyczką na szczycie. Uśmiecham się do niej.

- Dzięki, dobrze się bawisz? - rozglądam się po pomieszczeniu, każdy ma na twarzy pełen uśmiech. Imprezę można zaliczyć do udanych.

- Pewnie - chichocze - Już nie mogę się doczekać, kiedy otworzę te wszystkie prezenty - wskazuje górę paczuszek różnej wielkości. Nie mam pojęcia ile gości tu się zjawiło, ale po rozmiarach tej sterty mogę śmiało powiedzieć, że każdy obdarował ją podwójnie.

- Zgaduję, że to same ubrania - śmieję się, wiem jaki prezent dostała od moich rodziców, swój postanowiłam jej dać dopiero na imprezie w domu bractwa - tej, której jeszcze nie zaczęłam nawet organizować. Czuję rosnącą we mnie panikę.

- Jeśli tak jest, to bardzo mnie to cieszy - mówi z jasnym uśmiechem. Dzielimy się śmiechem, ale nagle cały humor gdzieś niknie. Zauważam jak mina blondynki rzednie.

Jej uśmiech niemal natychmiast znika, gapi się na obraz za mną. Przez moment pojawia się we mnie nadzieja, że zauważyła Zayn'a - że jakimś magicznym sposobem znalazł jej dom i przyjechał tu. Jednak po jej szoku i zmartwieniu wiem, że to nie jest to.

Odwracam się powoli i zauważam jego zaraz za swoimi rodzicami. Cały obraz jakby zwalnia, kiedy wchodzi do środka wszystko jakby zatrzymuje się, powietrze ucieka z moich płuc.

Jego krótkie, brązowe włosy, lśniące, zielone oczy, muskularne ciało, wyraźne kości policzkowe i opalona skóra - zasłaniają mi wszystko i wszystkich. Nie oddycham gapiąc się na niego, Chłopak mierzy wzrokiem wszystkich tu zebranych.

- Jula.. - Sara łapie mnie za ramię.

Jego wzrok ostatecznie napotkał mój, nie mogę się poruszyć, Widzę, że jest zagubiony. W sekundzie, gdy ponownie spojrzałam mu w oczy, cały ból i okropne wspomnienia powróciły do mnie niczym bumerang. Czuję, jakby rozdzierał we mnie nową ranę. Odwracam się do przyjaciółki.

- Nie dam rady - odrzucam włosy ze swojej twarzy - Wrócę do domy z Jeremy'm. Powiesz moim rodzicom? - pytam, na co ona przytakuje w zrozumieniu.

Szybko wracam do brata, podnoszę go. Wtedy zdaję sobię sprawę, że nie mam jak wrócić, Odwracam się z powrotem do Sary. Dziewczyna gapie się na Matt'a, który powoli przepycha się przez tłum podążając w naszą stronę.

- Sara! Nie mam samochodu - jestem wyraźnie spanikowana. Blondynka rozgląda się między mną, a zbliżającym się brunetem. Wygląda na bardziej przerażoną, niż ja.

- Om.. uh.. - rozgląda się poszukując rozwiązania - Weź mój, kluczyki są w sypialni. Tylko przywieź mi go jutro, czy coś - popycha mnie w przeciwnym kierunku, niż Matt.

Jestem jej wdzięczna, że mi pomaga. Znała moją sytuację i widziała, jak mi z tym ciężko. Przechodzę przez grupy ludzi i znajduję się na ganku. Jeremy zasypia w moich ramionach. Patrzę raz jeszcze na Sarę.

Chociaż jest słabe oświetlenie z łatwością widzę obok niej Matt'a. Podchodzi do niej, a ona wygląda na wściekłą, mam nadzieję, że nie wygada się mu, że poszłam do domu. Myślałam, ze poradzę sobie, gdy go znów spotkam - ale uderzyło mnie zbyt wiele złych wspomnień.

Matt zaczyna z nią rozmawiać, Ramiona i szczęka dziewczyny są napięte, wzrok zwężony i potępiający - chyba nadal ma mu ze złe za to co mi zrobił. Chcę jej pomóc, gdy dojdzie pomiędzy nimi do kłótni, ale muszę wyjść.

Idę do sypialni Sary, jest to wielki i ekstrawagancki pokój. Chwytam kluczyki i niemalże od razu wskakuję do jej samochodu. Wtedy zdaję sobie sprawę, że przecież nie mam fotelika dla Jeremy'ego. Gapię się na chłopca, który leży na siedzeniu obok mnie.

Nie mogłam prowadzić bez fotelika, musiałam go zdobyć. Przypominam sobie, że to w Loveland moi rodzice nigdy nie zamykają samochodu. Biegnę w dół uliczki do ich auta, zabieram potrzebną rzecz i wracam do pojazdu Sary. Wszystko jest takie przyspieszone, moje ciało wypełnia panika. Z trudnościami, w końcu udaje mi się zapiąć małego w pas.

Z jakiegoś powodu mam przeczucie, że Matt w każdej chwili może wyjść z budynku, będzie nalegał na rozmowę, ale ja nie jestem w stanie sobie z tym poradzić. Albo gorzej, przyjdzie i będzie udawał, że nic się nie wydarzyło. Czuję tylko panikę.

Nie pamiętam drogi do domu, zapomniałam wszystko. Boli mnie serce, w oczach mam łzy. Dojeżdżam pod swój dom. Parkuję na podjeździe, odwracam się do śpiącego Jeremy'ego, dochodzi 23 w nocy.

Nie potrafię kontrolować swojego nierównego oddechu, ani myśli oraz walącego serce, które zaczęło mnie ogłuszać. Nie oczekiwałam, ze go tam spotkam, potrzebowałam więcej czasu na przygotowanie się. Wydarzyło się zbyt wiele.

Wysiadam z samochodu, biorę ze sobą braciszka. Potem przebieram go, skupiam się na tym prostym zadaniu, więc przestaję czuć tę rozrywającą się ranę na sercu. Kładę go w sypialni na przeciwko mojej, wyłączam światło i wychodzę. Wślizguję się do własnego pokoju, szybko rzucam się na łóżko pozostając jeszcze w sukience - nie mam zbyt wielkiej motywacji, aby się przebrać.

Powrót do domu nie był zbyt mądrym pomysłem - nawiedzają mnie dawne wspomnienia, serce znów kruszy się na milion kawałeczków, wszystko przypomina mi o moim nudnym życiu o tym kim byłam - i nadal niestety jestem.

Już wolę być zagubiona w towarzystwie Zayn'a, niż czuć się tak źle obok Matt'a. Wolałabym leżeć teraz w ramionach Mulata, niż żeby Matt kiedykolwiek mnie zdradził. Zayn był jedynym, który powstrzymywał mnie teraz od histerycznego płaczu - jedynym, który trzymał te wszystkie kawałki razem.

Zayn.

Bez chwili namysłu sięgam po komórkę i wybieram jego numer.



Notka od autorki:


To pierwszy raz, kiedy spotykamy Matt'a! Boże! Dzwoni do Zayn'a!! Miejmy nadzieję, że odbierze! Mam też nadzieję, ze jak na razie wszystko wam się podoba?!



prosta zwiewna sukienka odcinana pod biustem, najczęściej z wyciętym, odważnym dekoltem, zdjęcie jest pod 35 rozdziałem :) 
_____________________


PRZEPRASZAM! PRZEPRASZAM I PRZEPRASZAM! Za zwłokę, błędy i wgl wszystko!
 ODBIERZE, CZY NIE?!!!!!?? MUSI!! <3 nbsp="">


Nie sprawdzany!

Następny będzie szybciej (mam nadzieję...)

PRZYPOMINAM O TWITTERZE - PODAWAJCIE NAZWY POD POSTEM 'WAŻNE' !!



9 komentarzy:

  1. Boskie! :) On musi odebrać, musi! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Cholera. Znając jego charakter to albo odbierze i od razu dojdzie do sprzeczki albo oleje jej telefon, myśląc, że nie wiem... że dzwoni z litości czy przez inne bzdety i on musi się od niej odseparować, skoro ona wróciła do perfekcyjnego życia.
    To, że odbierze i pogadają po ludzku będzie zbyt piękne, aby było prawdziwe :D Ale mam nadzieję, że się miło zaskoczę.
    Czekam na kolejny, a jakże.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytam, czytam i nie moge się oderwać:))) Uwielbiam:*

    OdpowiedzUsuń
  4. Odbierze???? Ciekawe czy dowie się o Mattcie? Juz nie mogę się doczekać co będzie dalej!

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudny, cudny, cudny!

    OdpowiedzUsuń

Lydia Land of Grafic