sobota, 27 września 2014

Rozdział 38

Po moim ciele rozlewa się ciepło. Powoli uchylam powieki oczu - promienie słoneczne wpadają do pokoju przez okno rozgrzewając moją skórę, mimo chłodnej, jesiennej aury na zewnątrz. Mrugam kilka razy odpychając do siebie sen. Wspomnienie ostatniej nocy uderzają mnie niczym pędzący pociąg, szybko przeszukuję pościel.

Udaje mi się odnaleźć telefon - mam dwie nieprzeczytane wiadomości. Jedną od Zayn'a, a drugą od Niall'a. Mulat pewnie wysłał ją do mnie zaraz po tym, jak zakończył połączenie.

" Zasnęłaś, więc się rozłączyłem, słodkich snów. Wróć do domu" - gapię się na esemes'a, wspominając tamte chwile.

Mam wrócić do domu, bez wątpienia Boulder stał się moim nowym domem. Nawet przez wiadomość słyszę, jego rozkaz, abym wykonała jego polecenie. Mimo tego faktu, uśmiecham się. Otwieram kolejnego;

" Hej Jula, tu Niall. Dostałem wiadomość i impreza Sary odbędzie się już dzisiejszego wieczoru. Powiedziałem jej, że chcę aby przyjechała wcześniej na obiad ze mną - dołącz do niej proszę i nie wygadaj się! :)"

Odczytując tekst czuję częściową ulgę i irytację. Zawsze to ja byłam tą, która planowała jej urodziny, ale przynajmniej wybrałam miejsce. Niall poinformował wszystkich zaproszonych. Czuję się źle, że nie miała, w tym większego udziału, ale cieszę się że wziął to w swoje ręce - ostatnio moje myśli za bardzo mnie rozpraszały i ledwie mogłam się skupić na zwykłej rozmowie w przyjaciółką.


W domu jest cicho, jestem pewna, że rodzice zabrali gdzieś Jaremy'ego, by spędzić wspólne popołudnie. Na szafce znajduję karteczkę informującą mnie, że nie chcieli mnie budzić, ale za niedługo wracają.

Grzebiąc w spiżarni i lodówce wybieram potrzebne produkty i zaczynam przygotowywać sobie posiłek. Wsypując garść płatków śniadaniowych do miski słyszę puknięcie do drzwi. Modlę się, aby nie był to Matt.

Kładę rękę za zimnej klamce od drzwi i waham się przed ich otwarciem. Biorę głęboki oddech i przygotowuję się nad możliwościami, które czekają mnie za ich powierzchnią.

Odczuwam ulgę, kiedy widzę wpatrzoną we mnie blondynkę o niebieskich oczach, dziewczyna niecierpliwie stuka stopą o ziemię czekając na mnie. Patrzy na mnie ze wzrokiem typu 'co tak długo?'!'

- Jak zawsze na czas - wzdycha mijając mnie w progu drzwi. Spoglądam za nią, widzę jej rodziców na podjeździe. Odwracam się w z powrotem i zamykam za sobą drzwi. Wyczekuję od niej jakiś wyjaśnień.

- Coś się stało? - pytam ją ostrożnie, w razie jakby miała mnie zaskoczyć wieściami o Macie.

- Lekka zmiana planów - wyjeżdżamy już teraz. Niall prosił mnie, żebym wróciła dziś na wieczór, zaplanował dla nas wspólną, urodzinową kolację tylko we dwoje - uśmiecham się do niej wiedząc o czymś, o czym ona nie ma zielonego pojęcia. To prawdopodobnie pierwszy raz, kiedy uda mi się ją zaskoczyć.

- Racja.. Chcesz jechać już? - wskazuję w ziemię wyprostowanym palcem z uniesioną brwią. Dziewczyna przytakuje przekładając część loków na ramię.

- Nie zamknęłaś wczoraj mojego samochodu - nigdy tego nie robisz, a uważam, że powinnaś zacząć - przemawia do mnie matczynym tonem na co się tylko uśmiecham - W każdym bądź razie, zapakowałam swoje tobołki do środka, wszystko czego teraz potrzebuję to kluczyki - wyciąga do mnie otwartą dłoń wyczekując kluczy.

- Czyli jedziemy - bełkoczę, ruszam do pokoju, zostawiam karteczkę dla rodziców, że mój wyjazd to nagły wypadek i następnego dnia wszystko i wyjaśnię - wiem, że moja mama nie będzie za bardzo zadowolona, ale nie miałam wyboru.

Chwytając swoje torby dołączam do siedzącej już w samochodzie Sary. Dziewczyna bardzo cieszy się ze spotkania z Niall'em - widzę to po jej ochoczej chęci do powrotu. Wskakuję do środka o odjeżdżamy. Całą podróż Sara opowiada mi o domysłach, jakie przygotował dla niej Niall. Tradycyjnie wyłączam się po trzech pierwszych niezwykłych pomysłach.

Podczas jazdy cały czas kontaktowałam się z blondynem. Zaplanowaliśmy, że pojadę tam na godzinę wcześniej zanim on ją odbierze z naszego akademika. Przez ten czas zdążę udekorować trochę dom, on wróci tam z nią tłumacząc się, że czegoś zapomniał - i niespodzianka!

Mam dobre doczucie - myślę, że Sarze bardzo się to spodoba. Jestem naprawdę ciekawa, czy będzie miała łzy szczęścia w oczach, czy zaniemówi. Nie wyobrażam sobie Sary, która nie może wydusić z siebie słowa.

- Niall przyjedzie po mnie o 7:30, muszę się jeszcze uczesać - myślę, że upnę je jakoś - założę swoją ulubioną fioletową sukienkę, która tak idealnie do mnie pasuje - opowiada mi, kiedy w końcu dojeżdżamy na kampus.

- Brzmi świetnie - uśmiecham się do niej, a blondynka parkuje.

Czuję ulgę, że w końcu jesteśmy na miejscu, Sara gadała bez przerwy przez całą drogę. Kocham ją, ale więcej nie zniosę. Cieszę się, że jestem znów w Boulder, rozpoznaję to świeże powietrze, ceglane budynki, drzewa zgubiły już większość swojej szaty, jest tu Zayn... Moja ciało a pulsuje na myśl zobaczenia się z nim dzisiaj - zwłaszcza, że wszystko między nami w porządku.

Wchodząc do pokoju, Sara natychmiast wpada do łazienki wziąć prysznic. Nadal mam kilka godzin, więc decyduję zrobić to samo zaraz po niej. Pozwalam włosom wyschnąć w naturalne fale, grzywkę spinam do tyłu wsuwką. Przez większość czasu Sara okupuje łazienkę robiąc się na bóstwo.

Z kolei ja wyleguję się w łóżku, relaksuję się. Cieszę się, że znów tu jestem. Wszystko jest zupełnie inne od życia w Loveland, czuję się świeżo, lekko, nowo, czuję że tu pasuję. Nie dręczyły mnie żadne złe wspomnienia, ani nie było tu zdjęć które mogły by je cały czas przywoływać.

Siadam przy biurku, czytam notatki z lekcji. a Sara znowu nawija. Mam nadzieję, że nie rozczaruje ją fakt, iż nie spędzi tego wieczoru sam na sam ze swoim chłopakiem - zapewne zabierze ją gdzieś dzień później.

Po jakimś czasie Sara zaczyna panikować i biega po całym pokoju, godzina wyjścia zbliża się niemiłosiernie. Włączam swój telefon i zerkam na czas - dochodziła 18:30, zaczynam swoje przygotowywania.

Zastanawiam się nad zakładaniem spodni, ale widząc wystrojoną blondynkę chyba muszę się bardziej wysilić. Decyduję się na sukienkę bez ramiączek, której kolor przypomina nieco moro, gdzieniegdzie wpada w turkus. Pod biustem ozdobiona jest srebrnymi paskami z kryształkami - tworzą one skrzyżowany wzór, który sięga wyżej, a kończy niemalże w talii. Dół sukienki nie ma ozdób, wykonany jest z delikatnego materiału i kończy w połowie ud. Chwytam swoje klucze do samochodu. Odwracam się i zauważam, że Sara się we mnie wpatruje.

- A ty gdzie się wybierasz? - na jej ustach maluje się chytry uśmieszek, przyłapała mnie... Odkryła nasz podstęp, zniszczyłam jej niespodziankę... Udawaj głupią, może to połknie.

- Um.. Co masz na myśli? - przemawiam najbardziej niewinnym głosikiem na jaki mnie stać, nie zawiązuję z nią też kontaktu wzrokowego - Nigdy nie byłam najlepszym kłamcą, zwłaszcza wobec Sary.

- Nie myśl sobie, domyślam się, że pędzisz do Zayn'a - uśmiecha się do mnie. Odpowiadam jej tym samym, cieszę się, że niczego się nie domyśla.

- Masz mnie - śmieję się do niej, to niezupełnie kłamstwo, przecież Zayn też tam będzie.

- Widzę, że wybrałaś sukienkę, którą kupiłyśmy razem na początku tego roku - uśmiecha się. Pamiętam to, sześć godzin czystej męczarni, które mijały mi jak lata.

- Będę się już zbierać, baw się dobrze. Pogadamy po randce? - staram się brzmieć zwyczajnie, aby niczego się nie domyśliła.

- Oczywiście, uważaj na siebie - mruga do mnie znacząco, po czym wraca do łazienki. Śmieję się i wychodzę na zewnątrz. Na szczęście na drodze nie ma dużego ruchu i dojeżdżam do domu bractwa szybciej niż zwykle - to zaskakujące, przecież jest sobotnie popołudnie. Szokuje mnie też ilość samochodów zaparkowanych na podjeździe.

Mam nadzieję, że Sara nie zwróci na nie zbytniej uwagi, szczerze w to wątpię - będzie zbyt wpatrzona w swojego księcia. Obawiam się, że przyjechałam za późno.

Wysiadając z auta owiewa mnie zimne powietrze rozwiewając nieco kosmyki moich włosów, Będąc bliżej domu słyszę dochodzące ze środka krzyki i sprzeczki. Otwieram drzwi i zauważam Liam'a z Louis'em z balonami w rękach.

- Louis nie powinniśmy umieszczać ich z przodu domu, zauważy je - Liam jest wyraźnie zirytowany - stwierdzam to po poszerzających się zmarszczkach na jego czole. Chłopak przygryza też wargę z frustracją.

- Ale nie ma imprezy bez dekoracji! - Louis odkrzykuje marudząc - Zarówno w środku, jak i na zewnątrz! - obaj mają na sobie eleganckie koszule i spodnie, Cieszę się, że wzięli tą imprezę nieco poważniej, niż zwykle.

- Louis - Liam próbuje się z nim nie zgodzić.

- Chłopcy, przestańcie, nie grzecznie jest skakać sobie do gardeł na oczach takiej piękności - słyszę głos Charles'a, jakby z góry. Potem widzę jak schodzi do nas po schodach ubrany ciemną koszulę na guziki i spodnie. Rzuca we mnie czarującym spojrzeniem, jego wzrok skanuje moją sukienkę. Reaguję na to małym uśmiechem, a moje policzki olbewa czerwony rumieniec.

- Julio, przetłumacz proszę Louis'owi, że balony nie mogę znaleźć się na zewnątrz! - Liam mnie błaga. Śmieję się z jego wyraźniej desperacji, odwracam się do bruneta, który wygląda, jakby miał zaraz wybuchnąć. Nadal nie wyobrażam sobie jego w roli poważnego biznesmena.

- Louis powinniśmy z tym poczekać do przyjazdu Sary, chyba nie chcesz, żeby się czegoś domyśliła. Kiedy się tu już pojawi, będziesz mógł dekorować ile będziesz w stanie - doradzam mu. Louis wzdycha, ale zgadza się ze mną.

- No dobra, ale udekorujmy chociaż tył - ale ma być ODJECHANIE! - wykrzykuje i biegnie we właściwym kierunku. Śmieję się i odwracam do Liam'a, który potrząsa głową. Ściskamy się na powitanie, po czym chłopak ciężko wzdycha.

- Użeram się z nim już cały ten dzień.

- Cały? Dekorowaliście dom przez cały dzień? - czuję wyrzuty, powinnam była przyjechać tu wcześniej. Analizuję twarz przyjaciela - jest zmęczony. Zgaduję, że Louis nie dał mu spokoju w sprawie dekoracji.

- Tak, w większości zajmowaliśmy się właśnie tym. Niall nalegał, abyśmy się trochę wyręczyli, wiedział, że wracasz po podróży i możesz być zmęczona - wyjaśnia.

- To miło z jego strony - Sara i Niall, zgrana z nich para. Sara stawia oczekiwania i ma wymagania, a Niall przychodzi z pomocą w stawianiu im czoła.

- Rzeczywiście - odzywa się Charles, który stoi obok obserwując mnie.

- Może zaczniemy owijać poręcze od schodów kolorowymi serpentynami, potem kuchnię i schody na zewnątrz - proponuję stawiając dwa kroki w tył.

- Brzmi świetnie, mogę pomóc? - zza siebie słyszę głos Harry'ego, który właśnie wchodzi do pokoju. Uśmiecham się do niego, a on odwzajemnia gest z czarującym spojrzeniem. Nie rozmawiałam z nim, od czasu wspólnej gry w chowanego w domu Zayn'a. Potem wpadłam na imprezę, podczas której starał się mnie trzymać z dala od pijanego mulata, ale to się nie liczy.

Czuję ulgę, że jest po prostu sobą. Zachowywał się dziwnie podczas zabawy w chowanego.. po tym jak Sara wyznała mi, że ja mogę się mu podobać, poczułam się inaczej - nie wiedziałam jak się przy nim zachować.

- Pewnie - uśmiecham się - Gdzie macie serpentyny? - pytam Liam'a.

- Są w kuchni - chłopak wskazuje w tamtą stronę, po czym idziemy tam. Na stole leżą dwie z nich - różowe i fioletowe - zaczynam się śmiać.

- Co? - pyta mnie Charles opierając się o blat. Wszyscy chłopcy mają zdziwione wyrazy twarzy.

- Po prostu.. nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć dom bractwa w tych barwach - śmieję się chwytając w dłoń kawałek ozdoby. Charles przymruża oczy, a Harry dołącza do mnie.

- Nie pomyśleliśmy o tym - mówi loczkowaty - Niall powiedział - dziewczęce kolory, więc wybraliśmy te - chłopak zasłanie buzię.

- Proszę - podaję im roki - Zaczynajmy, została nam tylko godzina - przypominam im. Charles i Liam wychodzą w przeciwnym kierunku, a ja z Harry'm w innym.

- Pomogę ci - proponuje mi. Nie przeszkadza mi jego propozycja, chwytam kilka rolek i idę na ogród. Jest tam już kilka chłopaków, którzy rozwieszają lampki, rozstawiają stoliki, przynoszą napoje, przygotowują muzykę. Cieszę się, że tak wielu ludzi wkłada własny wysiłek w przygotowaniu tej imprezy. Wszystko oczywiście dla mnie i Niall'a - no bardziej z powodu Niall'a. Czy ktoś kiedykolwiek mu odmawia?

Wychodzę na balkon i owijam kolumny serpentynami. Słyszę, jak Harry siada koło mnie i wykonuje tę samą czynność.

- Co u ciebie? - pytam go lekko wpatrując się w dekoracje, nie nawiązując kontaktu wzrokowego z brunetem.

- Wszystko okej, Niall był ostatnio trochę nerwowy - sama rozumiesz, ta cała impreza niespodzianka dla Sary - wzdycha, Nie powinnam była zostawiać blondyna samego. Czując wyrzuty szybko zmieniam temat.

- Jak spędziłeś ten tydzień? - owijam kolejny kawałek taśmy wokół kolumny.

- Dobrze, wpadłem raz na Lindsay. Spotkałem ją na kampusie.. Jak minęła ci podróż do domu? - kończę swoją część i pomagam trochę chłopakowi. Zauważam, że obciął włosy - wygląda na lekkie ścięcie końcówek, ale ich wygląd znacznie się poprawił.

- Było miło - przygryzam wargę znów skupiając się na wstążce - Tęskniłam jednak za Boulder, cieszę się, że już wróciłam.

- Pewnie z mojego powodu, tak? - żartuje. Dobrze, że rozluźnił nieco napiętą atmosferę - zaczęło robić się dziwnie.

- A jak - śmiej się - Musiałeś być wrakiem beze mnie, założę się, że nie wychodziłeś nawet z domu - wystawiam mu język, na co chłopak zaczyna się śmiać.

- Tak dobrze mnie znasz Jula - uśmiecha się - Powinniśmy się wkrótce znów spotkać - Pytanie, to przyjacielskie spotkanie, czy raczej randka? Zastanawiam się, czy Harry wie o mnie i Zayn'ie, wątpię, nawet ja nie wiem czym jesteśmy.

- Powinniśmy - Nie ma powodu dla którego miałabym się nie zgodzić. Nawet jeśli wkrótce będziemy z Zayn'em parą, mogę mieć wśród znajomych również chłopaka. Harry mnie nie skrzywdzi.

- Powinniśmy pójść na wojnę na lasery - proponuje - Skopię ci w tym tyłek - jego twarz przybiera poważny wygląd.

- Hey - śmieję się rzucając w nim serpentyną - Nic o mnie nie wiesz, może akurat jestem w tym dobra - szczerze, nigdy wcześniej w to nie grałam. Jednak często widziałam to w telewizji, innym się to podobało. Gra wygląda na prostą, należy celować i strzelać laserowym pistoletem w ludzi.

- Hmm.. pomyślmy - przykłada dłoń do brody, wyglądając jakby głęboko się nad tym zastanawiał - Jula, dziewczyna z małego miasteczka - dobra w strzelaninie do ludzi? Wątpię w to - chłopak wystawia język, po czym owija dekorację wokół kolejnej kolumny.

- Myślę, że musimy się o tym przekonać - odgryzam się wyzywająco. Rzucam w nim poważnym spojrzeniem, który nie trwa długo - na moich ustach pojawia się uśmiech.

- Jula, mogę zawiązać kilka balonów na balkonie? - słyszę krzyk Louis'a. Odwracam się do niego, chłopak trzyma w rękach dziesiątki balonów.

- Ta, przywiąż je do balustrady w równych odległościach, żeby nie wyglądało dziwacznie - czuję się dziwnie rozkazując mu. Chłopak zgadza się i zaczyna pracę.

- Hej Lou, Jula uważa, że pokona mnie w bitwie na lasery - Harry chwali się, na co brunet wybucha niepohamowanym śmiechem.

- Żartujesz! - Louis zerka na mnie z uśmiechem - Jula, kochanie - to w jaki sposób mówi do mnie 'kochanie' nie wywołuje we mnie takiej reakcji, jak Zayn. Po moim ciele nie przebiegają znane mi dreszcze, policzki nie przybierają barwy purpury, a serce wcale mi nie łomocze. Zastanawiam się gdzie podział się Zayn - Harry cię zniszczy, ale nie tak mocno, jak ja - ogłasza z rozpierającą go dumą.

- Oh zamknij się, pokonam cię w kilka sekund - Harry wyzywa go z ogromny uśmiechem, po czym wstaje z ziemi. Zaczynam zawiązywać kolejne serpentyny wokół balustrady.

Chłopcy - zawsze kłócą się o to, który z nich jest lepszy, nawet jeśli chodzi o jakąś nieważną grę.
Śmieję się z nich.

- Okej, więc się przekonamy. Kiedy spotykamy się na bitwie na lasery? - pyta nas Lou. Odrywam się od swojego zajęcia i patrzę na Harry'ego - wyraźnie posmutniał, ale skrywa to.

- Eh.. - Mogę powiedzieć, że chłopak nie koniecznie chciał Louis'a na naszym wyjściu, ale w sumie czemu nie? Mam nadzieję, że Harry nie pomyślał, że to randka. Zauważam, że policzki chłopaka czerwienią się.

Oczywiście, że tak pomyślał. Ten chłopak miał do mnie słabość, a ja zgodziłam się zanim gdzieś wyjść. Z mojej strony miało to być niewinne przyjacielskie spotkanie.

- Lou zaproś też Elenour, niczego jeszcze nie planowaliśmy - drapię się po głowie. Cholera, teraz wykreowałam podwójną randkę - chyba lepiej, niż sam na sam, prawda? Zerkam na loczkowatego, na jego twarzy szerzy się uśmiech. Chyba spodobał mu się ten pomysł.

Wysyłałam mu sprzeczne sygnały - wiem o tym. Też byłam zmieszana, gdy robił to wobec mnie Zayn. Byłam szczęśliwa, ale komlpenie nie wiedziałam co się działo. Nie chciałam, aby zabrzmiało to jak randka, mam nadzieję, że tak nie pomyślał.

- Okej.. - Louis zerka między mną, a Harry'm. Zastanawiam się, co sobie o tym pomyślał, powie o tym Zayn'owi? Jak on by na to zareagował... gdzie on jest?

Rozglądam się po ogrodzie, większość dekoracji wisi już na swoim miejscu. Zakładam ręce na ramiona, po czym swobodnie je odpuszczam klaszcząc przez sobą w dłonie.

- Hej Louis, gdzie jest Zayn? - pytam mając nadzieję, że wyciągnę go z jego podejrzeń. Jeszcze raz spogląda na naszą dwójkę, po czym odpowiada.

- W swoim pokoju? Nie jestem pewien - wyznaje. Zaciskam usta. Miałam nadzieję, że będzie mnie szukał, jak tylko dowie się, że tu jestem. Wzdycham cicho spoglądając na dekoracje.

Słońce zachodzi i jestem pewna, że zbliża się 19:30, co oznacza, że za niedługo pojawią się tu Sara i Niall oraz reszta zaproszonych gości. Ciekawe, kogo tu zaproszono, czy byli to ludzie, których znała Sara? Kogo to obchodzi.. dziewczyna uwielbia poznawać nowych ludzi.

- Wszystko wygląda w porządku.. Pójdę do samochodu.. - palnęłam. Wiedzą, że kłamię - Louis rzuca we mnie podstępnym uśmieszkiem, a usta Harry'ego zaciśnięte są w wąską linię. Ignoruję jego minę, mijam ich i podążam na górę po schodach.

Debatuję, pukać, czy nie pukać? Wchodzę do środka, cicho otwierając drzwi. W pokoju panuje cisza, nigdzie nie widzę mulata. Czuję zawód. Biorę głęboki oddech - wdycham zapach jego niesamowitych perfum. Rozglądam się - kocham to pomieszczenie. Zauważam też na biurku nowe rysunki i zerkam na nie.

Widzę tam takie, które już wcześniej miałam okazję oglądać - pierwszej nocy. Przedstawia piękną dziewczynę, każdy idealny detal pozoruje, że wygląda jak żywa. Czuję ogarniającą mnie zazdrość, kim była dziewczyna, którą cały czas rysował? Być może nie miał sprecyzowanego powodu, tak po prostu łatwo się mu ją malowało - ale czy to nie świadczy o tym, że dużo o niej myśli?

Gapię się na szczegóły jej pięknej twarzy. Ma dużo większy nos, niż normalnie, ale jej oczy są zachwycające. Twarz ma kształt jakby serca, usta ma dosyć wąskie, ale nadal idealne. Dziewczyna ma też wysokie czoło, przyglądam się wyraźnie narysowanym włosom ułożonym w lekkie loki, które sięgają aż to klatki piersiowej.

Rysunek nie ma barw, ty tylko szkic ołówkiem. Nigdy wcześniej nie widziałam tej dziewczyny - może to siostra Zayn'a? Zupełnie go nie przypominała, ale zawsze mogła to być ona.

Wdycham powietrze odkładając portret na biurko, kiedy czuję oplatające moje ciało ramię oraz przylegający do mnie tors. Moja skóra natychmiast rozpala się, serce wali, jak oszalałe.

- Co robisz w moim pokoju? - uśmiecham się na to pytanie; dokładnie takie samo zadał mi pierwszej nocy. Jego głos jest muzyką dla mych uszu, tęskniłam za jego niskim akcentem. Rozmowa przez telefon to nie to samo, co posiadanie go teraz w rzeczywistości.

- Szukam cię - uśmiecham się. Po chwili czuję jak chłopak składa czuły pocałunek na moim karku.

- Wyglądasz seksownie w tej sukience - bełkocze przez ramię - Jest krótka w porównaniu do tego, co zwykle zakładasz - dodaje, a jego dłoń szybko ląduje na moim udzie. Wzdrygam się na jego komentarz - nie założyłabym takiej sukienki, kiedy się razem uczymy. Czuję jak zaciska swój uścisk przytwierdzając mnie do siebie. Odwracam się do niego twarzą.

Gapię się na jego idealne rysy twarzy - na jego piękno. Jego karmelowe oczy wypełnia morze pożądania, obserwuje mnie ostrożnie, na co na moje usta wkrada się mały uśmiech.

- Wróciłam do domu - mówię mu kładąc dłoń na torsie. Chłopak ma na sobie białą koszulkę wyciętą w serek i ciemne spodnie.

- Widzę - na jego ustach również pojawia się uśmiech, a z oczu odpływa całe pożądanie - Jak minęła ci wizyta? - potrząsam przecząco głową, doskonale wiem o co chce mnie zapytać.

- Już więcej go nie spotkałam - uspokajam go. Zayn nie odpowiada, pozostajemy w tej samej, bliskiej pozycji. Spoglądam w jego oczy, pragnę długo oczekiwanego pocałunku, chcę poczuć jego miękkie usta na swoich - pozwolić temu tygodniowi odejść w zapomnienie. Chyba domyśla się o czym myślę, bo po chwili czuję jego dłonie, które zjeżdżają z wysokości szyi do talii - przyciąga mnie do siebie. Nie protestuję, ulegam jego delikatnemu ruchowi i łącze nasze usta w pocałunku.

Moje ciało wypełnia ogień, iskry i pasja. Tydzień bez jego bliskości wywołał niepohamowaną tęsknotę, która wzrastała z każdym kolejnym dniem. Chłopak niemalże pożera mnie swoimi ustami, pewnie wyglądam teraz tak samo. Jego dłonie znów się przemieszczają - tym razem chłopak lekko podnosi mnie do góry.

Oplatam go nogami w pasie - jeszcze nigdy z nikim nie całowałam się w ten sposób, pasja wypełniająca moje zmysły przejęła nade mną pełną kontrolę. Jego duża dłoń przesuwa się po moim udzie, po czym chłopak lekko szczypie mnie w pośladek - uśmiecham się, a z jego ust wydobywa się ciche jęknięcie. Wtedy odwraca się i idzie w stronę łóżka - kładzie mnie na miękkim materacu.

Nie stać nas na zwykły pocałunek - chyba że się żegnamy, ale pożądanie zawsze okazuje się być silniejsze od nas. Zawszę pojawia się to pragnienie, potrzeba czegoś więcej. Wbijam swoje paznokcie w jego plecy, po czym słyszę kolejny jęk. Chłopak popycha mnie na łóżko i góruje nade mną.

Moje podbrzusze wypełnia gorąc, serce wali jak oszalałe, kiedy wślizguję swoje dłonie pod jego koszulkę, by poczuć jego wyrzeźbiony brzuch. Chłopak zaprzestaje pocałunku i atakuje moją szyję. Czuję jak przygryza zębami delikatną skórę. Jego dłonie błądzą po całym moim ciele, emocje są tak wielkie, z moich ust wydobywa się jęk.

- Żałuję, że nie przyjechałaś tu wczorajszej nocy - słyszę jego szept. Nawet nie próbuję sobie wyobrażać co wydarzyłoby się, gdybym się tu pojawiła. Mój mózg zaprzestaje pracy, podczas pocałunków z Zayn'em - szczerze mówiąc to w ogóle nie pracuje odkąd go poznałam. Mimo wszystko jestem świadoma i wiem, że jeśli nie chcę aby doszło do czegoś więcej, musimy teraz skończyć.

Moje palce wyznaczają szlaki na jego torsie, wędrują wyżej, wplatam je w jego miękkie włosy. Czuję jego dłoń pod swoją sukienką i jęczę. Matt nigdy nie dotykał mnie w ten sposób. To uczucie bardzo mnie zadowala, ciało płonie żywym ogniem.

- Zayn? - zastygamy słysząc pukanie - Zayn, jesteś tam? - chłopak podnosi się ze mnie, jego twarz wykrzywia się w czystej złości. Podchodzi do drzwi, otwiera je ukazując w nich Charles'a.

Chłopak opiera się zwyczajnie o futrynę z uśmiechem wpatrując się we mnie i Zayn'a. Po sposobie w jaki na nas patrzy wiem, że domyśla się co tu się przed sekundą wydarzyło. Wpatruję się we własne dłonie, podnoszę z łóżka,  moją twarz oblewa rumieniec.

- Czego chcesz? - Zayn rzuca się na niego. Zaskakuje mnie wściekłym tonem.

- Tom przywiózł już tort, musimy być gotowi, pierwsi goście już przyjechali.. a z nimi również Erica - Charles unosi znacząco brew w stronę Zayn'a.

Widzę, jak Zayn sztywnieje na samo to imię, a mój żołądek wykonuje kilka obrotów. Kolejna tajemnica? Kolejna dziewczyna? Kolejna kłoda rzucona pod nasze nogi.

- Zaraz tam zejdziemy - Zayn buczy na Chalres'a. Australijczyk rzuca we mnie uśmiechem, po czym wychodzi, gdy Zayn zatrzaskuje mu drzwi przed nosem.

Wkurzył się - widzę to po jego napiętych barkach i zaciśniętych w pięści nadgarstkach. Podchodzę do niego i powoli dotykam jego torsu. Chłopak rozluźnia się i odwraca w moją stronę.

- Powinniśmy zejść na dół - mówię. Zayn przytakuje mi i znów otwiera drzwi. Charles'a już nie ma, a z dołu słychać zaproszonych gości. Mnóstwo dziewczyn się śmieje, faceci witają się radośnie.

KIedy tam idziemy Zayn wcale nie łapie mnie za rękę, ani nawet nie zerka w moją stronę - jest głęboko pogrążony w swoich myślach i złości. Zatrzymuję się na szczycie schodów. Chłopak nie zwraca na to uwagi i schodzi w dół - mocno stąpa na każdym kolejnym stopniu.

Przyglądam się nowym twarzom, w poszukiwaniu jakiejś wskazówki - kogoś. To jak zareagował na jej imię, jest coś, czego mi nie powiedział, coś o czym za niedługo się dowiem...

W moich myślach krąży tylko to jedno pytanie..

Kim jest Erica?



Notka od autorki:

Proszę głosujcie :)  ( ja proszę o komentarze z opiniami :) )

Tu z boczku jest sukienka Julii i cholera KIM JEST ERICA? Jak myślicie, kogo tak ciągle rysuje?!


Jeśli szanujesz moją pracę to proszę skomentuj :)



____________________________

Tadadadaaaaaa! 38! Ile emocji! Myślicie, że pójdzie na tą 'randkę'  z Harry'm? Będzie zabawa!! xfecxf ten pocałunek!! CHARLES!! Nie znoszę go!! Zawsze w odpowiednim momencie, tak?!

Tyle się będzie działo, że ojej!!! JUŻ NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ!!!

NO I KTO TO ERICA!!

Dziękuję za komentarze i czekam na kolejne!!

Ps.: Nie sprawdzany :D

Sukienka Julii z urodzin:



13 komentarzy:

  1. Kim jest Erica??????????? Mam wrażenie że to była dziewczyna Zayn'a

    OdpowiedzUsuń
  2. Extra!
    Nie mogę doczekać się następnego <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny !!!! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Co ten Zayn znowu odwala... ; o Myślę, że ta dziewczyna to jakaś jego była

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdzial cudowny jak kazdy <3
    Czekam na nn :***

    OdpowiedzUsuń
  7. Erica?! Brzmi tak wrednie...
    Pewnie to jakas bliska osobka dla Zayna czekam na next
    dzieki
    kocham
    Nats

    OdpowiedzUsuń
  8. ej kochana co sie z tb dzieje wszystko ok? teskniemy

    OdpowiedzUsuń
  9. Zajebiste !
    http://i-cant-love-them-both.blogspot.com/
    Zapraszam do mnie .
    Na początku może być nudno , ale rozkręca się !

    OdpowiedzUsuń

Lydia Land of Grafic