niedziela, 30 listopada 2014

Rozdział 45




Notka od autorki: 
W tym rozdziale rownież pojawiają sie FLASHBACKI :) Sukienka Julii tutaj z boku!


Wciągam na siebie szarą sukienkę, która  kończy sie dosyć nisko - na zakończeniu ud. W pasie posiada ona skórzany pasek. Oprócz niego zdobią ją elementy w kolorze kości słoniowej wykonane z szyfonu. Dekolt został wycięty w literę V.

Przyglądając się sobie w lustrze przygryzam wargę niepewna swojego wyglądu. Dotykam dłonią delikatnej tkaniny sukienki. Zerkam za siebie na śpiącą jeszcze Sarę. Spoglądam na telefon i zauważam, ze mam nieodczytaną wiadomość od Matt'a. Chłopak napisał mi, że jest już niedaleko Starbucks'a.

Czuję, jak potężny węzeł w moim żołądku zacieśnia się jeszcze mocnej. Od wczoraj nie udało mi sie porozmawiać z Zayn'em. Nie mam pojęcia co mu powiedzieć, jak to wszystko wyjaśnić. Szczerze mówiąc nie miałam nawet kiedy porządnie to przemyśleć. Matt dosyć szybko wsadził ponownie swoje cztery litery w moje jak dotąd całkiem spokojne życie. 

Nie odpisuję mu, wrzucam urządzenie do torebki. Zbieram sie do wyjścia, jednak coś mnie natychmiast zatrzymuje. Na biurku w szufladzie zauważam srebrną bransoletkę, świecidełko leży zaraz obok stery papierów i długopisów. Ponownie zerkam na śpiącą przyjaciółkę. Z gniewem zatrzaskuje szufladę. Dlaczego ja nadal trzymam tę biżuterie ..?

Ostatni raz zerkam na własne odbicie w lustrze i z pośpiechem wychodzę z pokoju akademickiego. Moje myśli są zupełnie puste. Powoli toczę się samochodem w stronę umówionego miejsca. Nie wiem czego się spodziewać, ale musiałam za wszelka cenę trzymać sie w kupie i nie dać ponieść emocjom.

Przez chwile siedzę w aucie. Zauważam jego samochód przed budynkiem kawiarni, a po chwili przez szybę rzuca mi sie Matt we własnej osobie. Biorę głęboki oddech, czuję lekkie zawroty głowy, moje serce przyspiesza, a żołądek  wykonuje przeróżne akrobacje.

Oblizuję usta i ostatecznie na miekkich nogach wychodzę z samochodu. Moje ciało uderza zimne poranne powietrze, doskonale słyszę każdy stawiany przeze mnie krok. Z każdym koleknym ruchem czuję rosnące we mnie napięcie. Jego głowa odwraca sie w moja stronę, na dźwięk dzwonka sugerującego moje wejście do środka. 

FLASHBACK:
- Julka - odwracam sie w stronę Matt'a, który wchodzi do restauracji. Chłopak wpuścił ze sobą całe zimne powietrze. Kładzie swą dłoń na moich plecach i wita mnie słodkim pocałunkiem w polik - Przepraszam za spóźnienie, trening trochę się przedłużył, trener był wściekły... Długo już na mnie czekasz?

- Nie - potrząsam przecząco głową spoglądając na menager'a.

- Dobrze, chodźmy więc do naszego stolika - chłopak uśmiecha sie ciepło, po czym podaje swoje imię pracownikowi, który grzecznie wręcza nam dwie karty dań i prowadzi we właściwe miejsce.  Matt zachowuje sie, jak przystoi na mężczyznę i odsuwa dla mnie krzesło. Z uśmiechem zajmuję swoje miejsce.

- Mam dla ciebie upominek - chłopak sięga do swojej kieszeni i wyciąga z niej czarne, jedwabne pudełeczko.

- Naprawde nie musiałeś - mowię do niego odbierając prezent.

- Dziś jest nasza rocznica, pomyślałem, że zasługujesz na coś specjalnego - uśmiecha sie. Z lekkim śmiechem otwieram pudełeczko.

W środku odnajduję przepiękną, srebrna bransoletę. Wygląda niezwykle prosto  - całkiem jak ja i Matt. Uśmiecham się i zakładam ją na nadgarstek. Teraz mam szansę bliżej się jej przyglądnąć. Jest na mnie nieco luźna, ale nie aż tak bardzo, więc na pewno nie spadnie mi z ręki.

- Kocham cię Juleczko - chłopak całuje mnie lekko w usta, po czym wzorkiem wraca do menu. Uśmiecham się spoglądając na prezent. Byłam szczęśliwa, czułam sie spełniona.
KONIEC FLASHBACK'u

- Jukeczko - uśmiecha sie do mnie i podchodzi w moja stronę. Chłopak ma na sobie jasnoniebieską koszulę z kołnierzykiem i spodnie. Nie widzę żadnych tatuaży... To takie obce. Wiem, że to Matt, ale nadal spodziewałam sie dziar i wyglądu bad boy'a... On był czysty... Taki zwykły i grzeczny.

- Hej - udaje mi się w końcu wydusić z siebie jakieś słowo. Chłopak chce mnie przytulić, ale zatrzymuje sie w połowie wykonywanej czynności niepewny czy powinien tak postąpić - Powinniśmy usiąść.

- Taa.. - zgadza sie i siada na swoim miejscu - Chcesz coś do picia? Ja stawiam - proponuje mi wskazując na stojącego za ladą baristę. Skupiam swój wzrok jednak na Macie.

Jego włosy są teraz krótko przystrzyżone, ale nadal podobnie wystylizowane. Wyglądają nieco inaczej, niż pamietam. Zauważam też, że chłopak ćwiczył - przybrał na masie mięśniowej. W sumie wyglada, jak wcześniej. Niewiele sie zmienił, co przywołuje we mnie dawne wspomnienia.

- Nie trzeba, ale dziękuje - potrząsam głową. Już teraz cała się trzęsę - kawa w niczym nie pomoże. Chłopak przyjmuje to do wiadomości skinieniem głowy. Siada na swoim krześle. Panuje miedzy nami gęsta i niezręczna atmosfera, oboje próbujemy unikać własnych spojrzeń.

- Julka, jeszcze raz bardzo ci dziękuje, że zdecydowałaś się ze mną spotkać  - chcę go poprosić, aby przestał mnie nazywać zdrobnieniem, to przynosi mi złe i smutne wspomnienia. Nie mogę jednak wykrztusić z siebie ani pół słówka. Nie potrafię nagle przełknąć śliny. Przytakuję na jego słowa i wlepiam wzrok we własne dłonie.

- Jak sie trzymasz? - jego głos cichnie, pyta, bo faktycznie chce widzieć, czy tylko dla zwykłego podtrzymania rozmowy?

- Ś-swietnie - mój głos łamie się. Zerkam na niego, chłopak obserwuje mnie ze zmartwieniem wymalowanym na twarzy - Bardzo dobrze - poprawiam się - A ty? 

- Na studiach idzie mi całkiem nieźle - wzrusza ramionami - Jak podoba ci sie dzielenie pokoju z Sarą? 

- Tak, jak tego oczekiwałam - wzruszam ramionami. Przypominam sobie, że gadałam z nim na ten temat już dawno temu. Spodziewałam się po niej ploteczek, dramatów, zakupów, nieprzespanych nocy - i rzeczywiście po trochu tak jest.

- Dobrze się bawicie?

- Taaak.. a ty z kim dzielisz pokój?

- Z jakimś sportowcem, gra w piłkę nożną. W zasadzie to jest ogromnym fanem drużyny z Boulder i zastanawia się, czy się tutaj nie przynieść - dlatego też tu z nim przyjechałem - O Boże.... Mam nadzieję, że Matt nie zamierza zrobić tego samego. To nie ma prawa sie wydarzyć.

- Oh - przytakuję powoli - To fajnie.

- Julka, ja nigdy wcześniej nie miałem okazji, aby cię szczerze przeprosić za swoje błędy - chłopak stuka opuszkami palców o blat stolika. Wstrzymuję oddech, wyczekując tego co ma mi do powiedzenia.

Jego zielone tęczówki spotkają sie z moimi - utrzymujemy chwilowy kontakt wzrokowy. On naprawde tutaj jest... Chłopak, z którym sie wychowywałam, którego nauczyłam sie kochać, ten który bardzo mocno się ze mną zżył i stał się ogromną częścią mojego życia - częścią Mnie. Nestety - w mgnieniu oka zniszczył całe moje zaufanie.

FLASHBACK
Razem z Matt'em siedzimy na kanapie w salonie. Oglądamy jakiś przypadkowy film. Na zewnątrz jest już ciemno, a światło bijące z ekranu telewizora jest jedynym jego źrodłem. Zerkam na chłopaka, którego wzrok utkwiony jest w maszynie. Siedzi około metr ode mnie. Nie dotyka mnie.

Wiedziałam, wiedziałam że to prawda... Ostatnio zrobił sie taki odległy, unikał mnie, wydawało mi się, że coś go stresuje i martwi.

Jakieś dwa tygodnie temu Naomi przybiegła do mnie i opowiedziała mi o pewnej plotce. Na początku myślałam, że sobie ze mne żartuje, potem spostrzegłam, że Naomi to królowa dramatów i nie potrafi wytrzymać jeśli nic sie nie dzieje. Po kolejnym tygodniu dziwacznego zachowania Matt'a i szeptów ludzi ze szkoły, wniosłam podejrzenia.

Zauważyłam, że się od siebie oddaliliśmy. Rzadko kiedy rozmawialiśmy, brakowało mi wspólnych śmiechów. Miedzy naszą dwójką pojawiła sie dziwna atmosfera, staliśmy sie dystansowani. Jedyną osobą, która mogła mi wtedy potwierdzić lub zaprzeczyć plotkom była Sara, zapytałam więc ją.

Wyznała mi, że owszem słyszała o tym co gadają inni, ale nie chciała wnosić nikomu niepotrzebnych oskarżeń bez dowiedzenia sie prawdy. Nie chciała być powodem rozpadu naszego związku bazując na jakiejś durnej plotce.

Chłopak nadal na mnie nie patrzy. Nie dotyka mnie, trzyma swoje ręce przy sobie. Przełykam ślinę i biorę głęboki oddech, po czym wstaję z kanapy i zapalam światło. 

- Wszystko w porządku? - pyta mnie, gdy  żarówki w lampie rosną w energię i pokój staje sie coraz jaśniejszy. Zakładam ręce i potrząsam głowa, czuję ciążące na moich powiekach łzy. Już kilka razy ćwiczyłam przed lustrem, zaplanowałam dokładnie co mam mu powiedzieć, ale teraz czuję pustkę. To nie dzieje się naprawdę.

- Matt.. Słyszałam pewne rzeczy ... - zaczynam, jego wzrok jest nadal utkwiony w ekranie telewizora. Po chwili chłopak decyduje się w końcu na mnie spojrzeć. Po tym jak jego ciało momentalnie sie napina mogę stwierdzić, że on doskonale wie do czego zmierzam.

- Słyszałaś pewne rzeczy? - pyta pełen zakłopotania. Powoli podnosi się z kanapy, cały czas mnie obserwuje. Zamykam oczy starając się za wszelką cenę zwalczyć cisnące się do oczu łzy.

- Powiedz mi, że to nie prawda - błagam go, mój głos załamuje się z każdym wypowiadanym słowem. Moje oczy pozostają zaciśnięte - nie chce na niego teraz patrzeć. Nie chce widzieć twarzy, która mnie zniszczy.

- Co nie jest prawdą? - dopytuje. Moje serce łamie się na tę próbę udawania, że jest niewinny. A co jeśli faktycznie tak jest? Wiem, że nie jest ale miałam nadzieję. To był w końcu Matt - mój Matt, chłopak, dzięki któremu nauczyłam sie ufać i kochać. Powinnam dać mu szanse ... Otwieram powoli oczy i spoglądam na niego.

- Zdradziłeś mnie... Prawda? - Łzy sięgnęły już krawędzi. Chłopak zerka w dół, nie tłumaczy sie, nie próbuje zaprzeczyć - gapi sie w ziemie. Z każdą kolejną chwilą podczas której na mnie nie patrzy moje serce rozpada sie miliony kawałków.

Nie moge wydusić z siebie ani słówka wiecej, co powinnam teraz zrobić? Zdradził mnie. Rozglądam sie po pokoju w poszukiwaniu sensownej odpowiedzi, ale żadna do mnie nie przychodzi. Nie mogę, nie potrafię tu tak po prostu stać. Szybkim susem wybiegam z domu na zewnątrz na nocny chłód. Niedługo wybije północ, jest piątek. Zawsze w piątki spotykaliśmy się i oglądaliśmy wspólnie film.

- Julka zaczekaj! - słyszę zza siebie. Zaciskam szczękę, dłonie zwijam w pieści  i odwracam sie w jego stronę. Wyglada na załamanego, jakby rozpadł sie na strzępy, wyglada dokładnie tak jak czuje się obecnie ja.

Czuję fizyczny ból w klatce piersiowej, krew pompowana jest w moim ciele z niezwykłą siłą - złością i rozczarowaniem( anguish) Nigdy nie pomyślałam, że będę mieć okazje coś takiego poczuć. Widziałam to wcześniej w filmach, czytałam o tym w książkach, ale teraz sama to poczułam. Odniosłam wrażenie, ze moje serce posiada paznokcia - a nawet szpon, który wbijał się w nie za każdym razem gdy widziałam, bądź słyszałam Matt'a powodując jego rozpad na coraz to mniejsze cząstki. 

- Za co? - domagam sie wyjaśnień, opanował mnie gniew. Chłopak powolnie zawstydzony spuszcza wzrok w dół - To jednak prawda .. Zrobiłeś mi to? - pytam, po moich policzkach spływają słone łzy. Całe moje ciało zaczyna sie niebezpiecznie trząść z nadmiaru emocji. 

- Julka... Ja... Ja... Ja... Ja nie potrafię - potrząsa głowa zakrywając sobie twarz dłońmi. Nie potrafi sie wytłumaczyć, nie może sie do tego przede mną przyznać. Nie jest w stanie sie tego podjąć.

- Dlaczego? - szlocham - Dlaczego mi to zrobiłeś? - płaczę - Myślałam, że mnie kochasz.

- Julka kocham cię ..- jego wzrok wlepiony jest w ciemny chodnik. Wyglada, jakby chciał przywołać te lepsze czasy, te które minęły i nigdy nie powrócą.

- Nie prawda! Nie kochasz, nie możesz! Gdybyś mnie kochał, nie zrobiłbyś mi tego! Ufałam ci! Ufałam ci bardziej, niż własnym rodzicom! - ogarnia mnie histeria, a łzy strugami płyną po moich zmarzniętych policzkach. Boli mnie całe serce.

Ufałam temu chłopakowi bardziej, niż komukolwiek w świecie - nawet bardziej, niż Sarze. Teraz? Teraz zostawił mnie ze złamanym zaufaniem... Jeżeli nie miałabym zaufać osobie, z którą spędziłam połowę życia to komu powinnam ?! Czuje sie źle, jestem bardziej samotna, niż wcześniej. Nie mam go już nigdy wiecej, nie mam już swojego zaufania.

- Kto to był? Co to za dziewczyna? - chłopak bierze głęboki oddech potrząsając głową - A wiesz co? Nie obchodzi mnie to! - płaczę. Nawet jeśli zrobił to z przypadkową dziewczyną, nie interesuje mnie to. To w żaden sposób nie zmienia jego beznadziejnej sytuacji. On mnie zdradził.

- To było w sylwestra, i to z przypadkową laską ze szkoły... Nie chciałaś wtedy ze mną pójść, więc ..

- W sylwestra? Miesiąc temu? Ukrywałeś to przede mną ponad miesiąc? - nie mogę w to uwierzyć, rana w moim sercu robi sie jeszcze głębsza, jego szpon wbija sie z jeszcze większa siłą powodując coraz rozleglejsze dziury. 

Osoba której ufałam najbardziej z wszystkich, którą kochałam nad życie, która wydawała mi sie być drugą połówką mnie... Rozrywała mnie na strzępy. 

- Czekaj, Julka, możemy to obgadać - stara sie mnie dosięgnąć i zatrzymać, ale biorę krok od niego. Zimne powietrze odbija sie od mojej rozgrzanej, skóry - czuje sie zraniona, upokorzona. Na twarzy chłopaka maluje sie wyraz poczucia winy, jego klatka piersiowa cieżko unosi sie i opada pod wpływem kolejnych oddechów, jego wzrok błaga mnie, abym została. Nie mogę tego zrobić, upadałam. To nie mogła być prawda... A jednak.
 
Ból staje sie nie do zniesienia, łzy płyną niczym potężny wodospad. Jednak to mi w niczym nie pomaga, nie oczyszcza mnie. Stojąc tu z nim, przed jego domem wracają do mnie wszystkie wspólne spędzone chwile, wszystkie wspomnienia. 

- Nie możemy! Nawet nie starałeś sie jakoś wytłumaczyć! - Czy oczekiwałam, że wszystkiemu zaprzeczy? Nieważne co zrobił, to już nigdy nie będzie mój Matt, on nigdy by mnie nie okłamał - co tylko wyjaśnia, dlaczego mnie unikał. Widziałam to poczucie winy, zjadało go to od środka, męczył sie, ale uważam, że w pełni na to zasługuje - ale do cholery pewnie czuje sie owiele lepiej, niż ja.

- Nie chciałam w to wszystko wierzyć, ale... Nie mogę w to uwierzyć. Trzymaj sie ode mnie z daleka - podążam ulicą - sama i załamana.
KONIEC FLASHBACK'u

Gapię się na blat stołu, moje oczy płoną od bolesnego wspomnienia. Zamykam je i mrugam kilka razy, aby sie ich pozbyć. Nie boli mnie to tak bardzo, jak wcześniej  - ale nadal czuję się zraniona.

- Przepraszam... Bardzo cię przepraszam... Wiem, ze nie istnieją słowa, które mogłyby opisać całą tę sytuacje. Wiem też, że nie ma siły, która zmusiła by cię do wybaczenia mi, nie mam wytłumaczenia. Wiedz jednak jedno - jeżeli mógłbym cofnąć czas, napewno nie popełnił bym tego samego błędu...

Nie mam pojęcia co mu odpowiedzieć. Zdaję sobie sprawę, ze mu przykro. Co mam jednak zrobić? Nie moge mu powiedzieć 'wszystko w porządku, już o tym zapomniałam', bo wcale tak nie jest.   
Przez cały ten czas mocno cierpiałam, ale nie chce, aby wiedział jak bardzo.

- Ja też. Chciałabym, aby to było możliwe .. Wiesz, żebyś nigdy tego nie zrobił - zgadzam sie. Nie jestem do końca pewna, czy rzeczywiście mam to na myśli. Gdyby nie błąd Matt'a, nigdy nie poznałabym Zayn'a. W jakiś sposób wynikło z tego rownież dobro.

Moje życie wyglądałoby zupełnie całkiem inaczej, pewnie utknęłabym w swojej przeszłości. Jednak żyjąc wspomnieniami myślałam, że postępuje prawidłowo - nikt nie ma prawa mnie oceniać.

Kelsey.... Kelsey Rivers... To nadal wydawało mi sie być zupełna abstrakcja. Zerkam na Matt'a i staram sie ich sobie wyobrazić obok siebie. Zniknęła w połowie imprezy, pytała o niego... Może chciała sie dowiedzieć co już wiem. Jestem prawie pewna, ze pojawiła sie na imprezie sylwestrowej - przypominam sobie, zlże rozmawiałam z nią o tym kolejnego dnia.

- Julka, tęsknie za tobą. Brakuje mi naszych wspólnych spotkań. Cholernie mi brakuje tego, że zawsze mogłem ci o wszystkim powiedzieć, a ty zawsze wszystko rozumiałaś. Brakuje mi twojego uśmiechu.

Moje serce bije mocniej na jego słowa. To mnie zmiękcza, cała złość ulatnia sie.

Od początku roku szkolnego udało mi sie całkiem niezłe bawić, a Matt wcale nie nawiedzał moich myśli. Nie byłam już na niego zła, ale nadal nie czułam sie do końca pewna. 

Zapada cisza. Jego ostatnie słowa nikną w dźwiękach obijanych filiżanek do kawy. Wiem, że chce, abym odpowiedziała. Ja jednak nie jestem w stanie złożyć prostego zdania.

- Tęsknisz za czymś? - pyta mnie po chwili. Nagle ponownie ogarnia mnie złość. Chyba sobie ze mnie żartuje. 

- Przepraszam? 

- To znaczy.. Julka no nie udawaj, nie brakuje ci niczego naszego? - gapie sie na niego zszokowana. Chyba głuchnę. On wcale mnie o to nie zapytał, prawda?

- Nie masz prawa mnie o to pytać - stram sie nie okazać gotującej sie we mnie złości. On mnie zranił, pozostawił z maluteńką obawą wobec ludzi.

- Przepraszam, ja tylko..

- Ty co Matt? - śmieje sie z jego próby wytłumaczenia sie - Zdradziłeś mnie. Ufałam ci, zrobiłeś mi najgorszą rzecz na świecie. Nie masz prawa wypytywać mnie o to, czy za tobą tęsknie! To nie fair, powaliło cię! - szybko zakrywam sobie usta, aby nie wymsknęło sie więcej nieodpowiednich słów. 

Matt dziwi sie moja reakcja, ja rownież. Nigdy wcześniej tak nie wybuchałam - odkąd poznałam Zayn'a zmieniłam sie. 

- To nie fair - bełkocze. Sara miała racje, nie powinnam była pozwolić mu wejść ponownie do mojego życia. 

- Juleczko ja... Nigdy nie uda mi sie z tobą pogodzić... - jego wzrok wlepiony w martwy punkt.

Widzę to w jaki sposób patrzy - jest mu przykro, żałuje swojej decyzji, jest zakłopotany. Nie wie kim jestem ja, nie wie kim jest osoba, którą się stałam. Nigdy wcześniej nie byłam taka bezpośrednia.

Biorę głęboki oddech i oblizuję usta. Dawniej wszystko było zupełnie inne... Te sześć miesięcy daje mi sporą różnice. Odnoszę wrażenie, ze wiodę całkiem inne życie - stałam sie kimś innym. Będę pewnie żałować pózniej tych słów ...

- Brakuje mi twojego uśmiechu... - jego wzrok spoczywa na chwile na mnie. Chyba dziwi sie, ze tak szybko sie uspokoiłam. Wydycham powietrze - jestem sfrustrowana, powinnam być na niego zła, czemu tak szybko mi przeszło?

- Tęsknie za tym, że z tobą wszystko było proste, stabilne - szepczę gapiąc sie w stół. Chłopak nie patrzy na mnie. Matt nigdy sie mi nie przyglądał, nigdy go na czyś takim nie przyłapałam - w porównaniu do Zayn'a, który ciagle to robi - Brakuje mi tej pewności, ze mogłam ci zaufać, i wzajemnie... Że niczego przed sobą nie ukrywaliśmy ... Zawsze byłeś do mojej dyspozycji - Tak było, choć to zaufanie zniko w przeciągu kilku sekund.

Znów zapada cisza. Tym razem jednak wsłuchuję się w hałas dochodzący zza lady. Słyszę prośby kolejnych klientów i pospieszne ruchy pracownikow realizujących ich zamówienia. Skupiam sie w dźwięki dzwoniących telefonów i głosy, odbierających je ludzi.

- Również mi tego brakuje.

Chłopak ponownie zaczyna niecierpkiwie stukać palcami o blat stolika. Czy to dlatego chciał się ze mną spotkać? Aby powiedzieć mi, że jest mu przykro? Doskonale wiedziałam, że czuł sie źle - to w końcu Matt, mimo tego wszystkiego to nadal był chłopak, którego znałam jak własną kieszeń, a nawet lepiej. 

- Czy to jest powód naszego spotkania? Chciałeś mnie po prostu przeprosić? - chłopak powoli przytakuje.

- Julka, ja... Chcę ci powiedzieć, że mimo wszystko zawsze będę przy tobie. Możesz przyjść do mnie z każdym kłopotem - zerkam na niego zakłopotana jego wyznaniem. To nie ma dla mnie sensu - w głowie czułam jeden wielki bałagan. Nie chcę mieć go blisko siebie, przywoływał we mnie złe i bolesne wspomnienia.

Zayn. Chłopak, który obrócił moje życie o 360 stopni - na dobre i złe. Oboje zamotali mną tak bardzo, że sama nie jestem w stanie samodzielnie podjąć żadnej decyzji.

- Skrzywdziłeś mnie Matt - tym jednak Matt różnił sie od Zayn'a. Z mulatem nie byłam w stanie tak szczerze i spokojnie rozmawiać - Ale byłeś całkiem dużą częścią mojego życia - wzdycham.

- Julka nie proszę, abyś mi wybaczyła.. Nigdy tego nie oczekiwałem.. Wiedz tylko, że jestem dla twojej dyspozycji.

- Wiem - przytakuję - Tęsknie ta tobą, ale nie potrafię ci wybaczyć.. Ale nie omieszkam spróbować - wyznaje powoli. Może nie teraz, zaraz, potrzebuje nieci czasu. Za każdym razem byłam pewna, że jestem gotowa na rozmowę z nim. Rzeczywistość jest jednak inna.

- Spróbujesz? - uśmiecha sie do mnie - Okej, zgadzam się, ja rownież postaram sie być tym Matt'em, z którym sie wychowałaś - zapewnia mnie. Stanie sie osobą, którą pokochałam, nadal go kocham. Nie mam pojęcia dlaczego.

Cichniemy. Pojawia sie niezręczny moment. Chyba zaczynam pomału tęsknić za Zayn'em. Nawet milcząc zawsze czuliśmy się komfortowo. Jednak Zayn nigdy mnie nie oszukał i zdradził.

- Pamiętasz naszą nianię Rachel Anderson - pyta z uśmieszkiem.

Rachel Anderson. Ta dziewczyna była tylko 6 lat starsza od nas, mieszkała całkiem niedaleko. W zasadzie była głównym powodem naszej bliskość z Matt'em. Bardzo ją polubiłam. Nie mam pojęcia co sie z nią stało, kiedy zakończyła szkołę.

- Tak. 

- Wyszła za mąż - szczęka mi opada. 

- Wyszła za mąż? - śmieję się - Jej, mam wrażenie że zaledwie wczoraj karmiła nas chrupkami Cheerios - uśmiecham sie. Dokładnie tak samo czuje sie wobec Zayn'a - jakbym poznała go wczoraj.

- Tak, ma też dziecko!

- Dziecko? - niedowierzam. Nie wyobrażam sobie Rachel z własnym dzieckiem. Ale nie widziałam jej odkąd skończyłam 10 lat.

- Tak, całe szczęście radzi sobie z własnym dzieciakiem. Chyba pamiętasz, że nie była zbyt odpowiednim materiałem na mamę.

- Nie była taka zła - bronię ją z uśmiechem, wiedząc, że Matt ma zupełna prawdę. Może nie była najlepsza nianią, miała wtedy tylko 15 lat, nie można było wymagać od tej dziewczyny jakiś cudów.

- Proszę cię, pozwalała nam bawić sie w zimnym deszczy całymi godzinami.

- Jesli dobrze pamietam, to ty wrzuciłeś mnie do kałuży z błotem - zakładam ręce - Z kolei innym razem zabrałeś mi lalkę Barbie i dałeś psom - przypominam sobie, jak starałam sie być wtedy smutna, ale wybuchałam niepohamowanym śmiechem. Tak jak tym razem - to chyba pierwsze nasze szczery śmiech podczas dzisiejszego spotkania.

- To przez to, że bardzo cię lubiłem - wyjaśnia. 

- Mieliśmy po siedem lat.

- Niby tak, ale ja już wtedy widziałem, że my... - nasze śmiechy nikną. Zaciskam szczękę mając nadzieje, że nie odważy sie skończyć tego zdania. Wiem do czego zmierzał - Już wtedy wiedział, ze będziemy razem, że sie pokochamy.

Nasz wspólny związek można posadzić o zaplanowanie - zaczęło sie od dziecięcej przyjaźni, następnie razem dorastaliśmy, kolejnym etapem byłby pewnie ślub, wychowanie dzieci w Loveland. 

- Pójdę do łazienki - odchodzę od stolika. Wchodząc do niewielkiego pomieszczenia czuje częściową ulgę. Opieram sie dłońmi o umywalkę i biorę głębokie oddechy. Nie powinnam była tu przychodzić, Sara miała racje.

Patrzę na własne odbicie w lustrze. Moje włosy jak zazwyczaj opadają kaskadami ku dołowi - wyglądam tak samo, jak sześć miesięcy temu, jednak czuję się inaczej. Wszystko wydawało sie być inne, moge reakcje sie zmieniły - nawet pomiędzy mną, a Sarą.

Nie chciałam tam wracać do niego, ale nie miałam wyjścia. Nie mogłam ukrywać sie w tej łazience z nadzieją, że się znudzi i wyjdzie. Wszystko sie ułoży... Już słyszę Sarę mówiącą 'A nie mówiłam'. Wzdychając wychodzę z toalety. 

Podchodzę w stronę stolika. Zauważam przy nim Sarę i Matt'a, który patrzy ba nią zawistnym spojrzeniem. Co ona tutaj robi? 

- Poważnie Matt? Dlaczego nie możesz jej zostawić w spokoju? Już wystarczajaco namieszałeś.

- Sara? - pytam ją, kiedy docieram do stolika. Wzrok dziewczyny mówi wszystko - jest w szoku, że mnie tu zastała.

- Jula - uśmiecha sie do mnie.

- Co ty tutaj robisz? - spoglądam na podnoszącego sie z miejsca Matt'a, chłopak robi sie zły.

- Po prostu.. Poprosiłaś, abym tu przyszła - przypomina mi. Ciszę sie, że tutaj ze mną jest. Atmosfera miedzy nami staje sie luźniejsza - choć Matt wyjadę sie być poirytowany. Wydaje mi sie, że Sara coś mu nagadała - wydaje się być z siebie dumna. 

- Oh.

- Powonienem już pójść.. Dzięki za spotkanie - chłopak uśmiecha sie do mnie ciepło.

- Jasne - wzdycham.

- Pa Sara - chłopak żegna nas i wychodzi z Starbucks'a.

- Co się stało? - pytam ją.

- Dałam mu do myślenia i tyle - wzrusza ramionami - Powiedz mi tylko, że mu nie wybaczyłaś.

- Sara... Nieważne, jak bardzo mnie skrzywdził, on zawsze będzie sporą częścią życia. Nie potrafię sie ot tak od niego odciąć - oblizuje usta - Nie wybaczyłam mu... Ale próbujemy coś wykombinować.

- Brzmi jak z Zayn'em.

- Nawet mi o nim nie wspominaj - potrząsam głową, na co dziewczyna śmieje sie ze mnie - Co mu nagadałaś? Wyglądał na wściekłego - przyglądam sie jej z powagą. Jedyne co udało mi sie usłyszeć to 'zostaw ją w spokoju'... Ale wypominanie komuś błędu w niczym nie pomaga, a na pewno nie uszczęśliwia.

- Nic takiego - uśmiecha sie niewinnie. Unoszę brew i zakładam ręce - No dobra - wzdycha - Powiedziałam mu, ze nie powinno go tutaj być. Nie powinien wchodzić ci w życie. W końcu udało ci sie oderwać od przeszłości, zaczęłaś sie z kimś umawiać-

- Powiedziałaś mu, że sie z kimś spotykam? 

- A nie? Myślałam, że ty i Zayn... Nie wiem do końca co miedzy wami sie dzieje, ale to na pewno nie zwykła znajomość - wytyka. To prawda... - Powiedziałam mu tylko, żeby sie odczepił. On schrzanił, a ty jesteś szczęśliwa - wzrusza ramionami.

Wiem, ze stara sie być dobrą przyjaciółka widział mine załamanie, była świadkiem mojej walki i jest ze mnie dumna. 

- Spotkamy sie w pokoju .. Spotykam sie z Niall'em. Jula... Uważaj na siebie, bądź ostrożna z Matt'em... On nie zasługuje na  wybaczenie. Nikt... Każdy, kto by sie dostąpił  takiego czynu nie zasługiwałby na przebaczenie.

- tak.. Dozobaczenia późnej - ściskam ja i wychodzę.



Minęły dwie godziny. Przez cały ten czas gapiłam sie tępo w zeszyt. Rozważam opcje spotkania sie z Liam'em, potrzebuję partnera do nauki. Z drugiej strony wiem, że nie będę w stanie robić nic innego, jak teraz.

Nagle słyszę ciche pukanie do drzwi. Przyglądam sie nim. Kto to? Pewnie ktoś sie pomylił, nikt nigdy nas nie odwiedza, chyba, że się wcześniej zapowie. Po chwili znów słyszę pukanie. Podnoszę sie z miejsca i podchodzę do drzwi.

Otwieram je i opada mi szczęka.

- Cześć - ten melodyjny głos jest czystą przyjemnością. Nie wiem co we mnie wstąpiło, ale podchodzę do niego i przytulam do siebie. Chłopak równie prędko odwzajemnia gest i otacza mnie swoimi ramionami.

Przykładam głowę do jego klatki, wdycham ulubiony zapach perfum. Kocham to bijące ciepło - bezpieczeństwo. 

Zamykam oczy i wzdycham - czuje ulgę, całe napięcie ze mnie schodzi, w końcu sie relaksuję. Dzięki niemu zapominam co sie dziś wydarzyło. Wciąż mieliśmy sporo do przegadania, ale na razie cieszyłam sie jego obecnością.

Dzięki jego uściskowi stałam się mniej zrozpaczona. To dziwne, że dzięki Zayn'owi czułam sie taka silna i rownocześnie słaba.


ZAYN POV

Dziwię się reakcją Julii na mój widok. Oczekiwałem, że będzie na mnie wściekła, zacznie się kłócić, że zatrzaśnie drzwi tuż przed moim nosem. Jej ruch jest inny - całkiem przeciwny. Dziewczyna niemal rzuca sie w moje ramiona i mocno ściska.

Nie odrzucam jej, opatulam ją ramionami i zamykam nas w ciasnym uścisku. Nie przyszedłem tu, by rozmawiać, chciałem ją po prostu zobaczyć. Nawet nie wiem co miałbym jej powiedzieć, jak sie wytłumaczyć. W każdym bądź razie i tak skończyło by sie kłótnią, ale było warto.

Harry'emu nie uda się nas kurwa rozdzielić, nie pozwolę mu zniszczyć mojej... Naszej relacji - cokolwiek to było. Po chwili czuje, jak dziewczyna oddala sie, po czym zerka na nie szklistymi oczami. Stawia krok w tył. Widzę, ze cos jest nie tak, ale nie pytam o to.

Przyglądam sie jej drobnej postaci, zauważam, że ma na sobie sukienkę, w której wygląda przepięknie - zawsze tak wygląda w moich oczach. Zastanawiam sie w jakim celu sie tak wystroiła. Dlaczego siedzi w akademiku ubrana w sukienkę?

- Co ty tutaj robisz? - jej głos brzmi delikatniej, niż zwykle. Dlaczego tak brzmi? Nie pytam ją jednak o to, moje pytania spowodują serię ciekawskich zwrotów wobec mnie. Tego chce uniknąć.

Kurwa, jak je nienawidzę jej pytań. Zawsze bombarduje mnie nimi, jak z procy. Jeśli w końcu uda mi sie odpowiedzieć na jedno z nich, ona ma przygotowane 10 kolejnych.

- Przepraszam.. - Boże, jak ja nie cierpię tego słowa, przez nie czuję się jak mój ojciec. Jak mój popierdolony tatuś, niestety ja nie jestem lepszy.. - Za zkoszczenie sie na ciebie, za to że tak nagle wybuchem ... - bełkoczę. Dziewczyna patrzy na mnie z pogardą - Mogę cię zabrać na randkę? Może uda nam sie to wszystko rozwiązać? - pytam.

Moje przeprosiny nigdy nie brzmiały dla niej wystarczajaco. Wydaje mi sie, ze czyny są bardziej przemawiające, niż słowa. 

- Nie masz prawa zabierać mnie na randki zaraz po tym, jak wszystko spieprzyłeś. Musimy w końcu porozmawiać, szczerze porozmawiać i wszystko sobie wyjaśnić. Nie możesz za każdym razem wpadać, krzyczeć na mnie. Ranić.

Z tymi słowami cały wewnętrzny spokój ulotnił sie. Doskonale sobie zdaje sprawę, ze to tak nie działa. Kurwa wiem. Muszę z nią pogadać, oczywiście m, że ona tego cholernie bardzo chce. Właśnie po to tutaj przyjechałem... Tak jakby.

- Wiem - przytakuje jej, ale nie chce teraz z nią o tym gadać - Czy możemy to przerobić w piątek? Na naszej randce? - proponuje. Tak czy siak tam ze mną pójdzie.

- Dlaczego nie teraz?- pyta mnie ostrym tonem. Widzę, ze w dziewczynie rośnie złość o frustracja. Kurwa, przez nią sam zaczynam sie irytować. Jakim sposobem tak szybko na mnie wpływa? 

- Ponieważ nie chce sie z tobą kłócić przed rozpoczęciem weekend'u - wyjaśniam. Biorę głęboki oddech starając sie trzymać nerwy na wodzy. Nie mam ochoty jej rozwścieczyć.

- Już sie pokłóciliśmy - wytyka. Dziewczyna jest zmęczona, wykończona - widzę to gołym okiem. Zastanawiam sie, czy zauważa, jak bardzo zmęczony jestem ja. Ostatnią noc spędziłem myśląc o kłótni - o innych możliwościach, jakie mogłem zastosować. Wiem, że mogłem zareagować całkiem inaczej, łagodniej. Jednak w towarzystwie Julii tracę zdrowy rozsądek. Ona zawsze wyzwala ze mnie najgorsze emocje.

Nadal nie wierzę, że ostatnia bójka była aż taka bolesna. Moja dłoń nadal pulsuje od ciosu zadanego Harry'emu - ale on w pełni na to zasługiwał. Wiem, że spieprzyłem krzycząc na nią te wszystkie okropne rzeczy. Zawsze muszę schrzanić, a potem jest już za późno. Z mojej perspektywy schrzaniłem już wiele razy. 

- Wiem... Julio, tylko randka, proszę cię. W piątek - mowię, po czym wychodzę z jej pokoju zanim zacznie zdąży mi sie sprzeciwić. Moje serce pompowało krew z silnym ciśnieniem. Bez najmniejszego problemu słyszałem, jak narząd walił, niczym dzwon. Nie słyszałem żadnych myśli. Mam dosyć tego gówna.

W piątek zrobię to co uważam za słuszne. Gdybym tylko wiedział, zrobiłbym to w dniu kiedy ją poznałem. Nie mam pojęcia dlaczego kiedykolwiek pomyślałem, ze może być inaczej. Muszę to zrobić i zamierzam to zmienić - zmienię wszystko. Nie wiem, czy na gorsze, czy lepsze. Stawię czoło wszystkim przeciwnościom. Muszę wykonać w końcu ten krok.

NOTKA OD AUTORKI: 

O moj Boże ... To dosyć długi rozdział.. Dużo można jednak z niego wyciągnąć .. Myśli Matt'a? Zayn'a? Domyślam sie, ze prawdopodobnie jesteście źli, ze Julka dała mi szanse, ale to jej najlepszy przyjaciel. Naprawdę cieżko jest o kimś takim zapomnieć i odciąć sie. To przynajmniej moje zdanie :)


___________

Jak widzicie rozdział jest nie skończony .. Chciałam coś dziś dodać, został mi malutki kawałek.. Ale potrzymam was w niepewności ... Ciekawe co ma do powiedzenia nasz Zayn? ❤️❤️


Jak wszystko pójdzie po mojej myśli to reszta jutro ☺️☺️👋👋


Ps; sprawdzone jest ponad pół, przepraszam za zjedzone ogonki i bez sensowne wyrazy, ale moje oczy nie widzą już błędów ...

6 komentarzy:

  1. Uhhhh ... Uwielbiam cię no ale !!
    Serio w takim momencie ? o.O
    Szybko weź dodaj <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuje za tłumaczenie:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam ze zniecierpliweniem na rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam to tlumaczenie <3 Mam nadziej ze Zayn w koncu ogarnie dupe i powie Julii o tym co naprawde czuje :) pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Huh ale ciężko im sie dogadać....czekam na następny rozdział :) Ola

    OdpowiedzUsuń

Lydia Land of Grafic