wtorek, 6 maja 2014

Rozdział 4

Haha wiem, bez szału tylko dzień wcześniej, ale nie miałam czasu.. Ale jest 4! czekam na jakieś KOMENTARZE! Proszę, jestem wdzięczna Klaudii za te wszystkie do tej pory, ale no zmotywujcie mnie! Kto jest stałym czytelnikiem?

Ok, nie zanudzam.
Miłego czytania xx
_____________________________________________________


- Zdradził? – powtarza moje słowa w kompletnym szoku. Jego usta są otwarte, a karmelowe oczy szerokie w zdziwieniu. Unikam jego spojrzenia, kiedy wypuszczam ciężki oddech.
Nikt tak naprawdę nie wiedział, że mnie zdradził, no oprócz Sary. Zaplatam palce u dłoni odzywając się w końcu.
- Tak… Kochaliśmy się.. przynajmniej tak myślałam – oddycham patrząc się na swoje dłonie – Był moim najlepszym przyjacielem, kiedy dorastaliśmy… znał mnie bardzo dobrze, czasem dużo lepiej, niż ja sama. Myślałam, że go kochałam, jestem prawie pewna, że tak… Ale bliżej końca szkoły dowiedziałam się, że mnie zdradzał… mój cały świat się zawalił.. – śmieję się z tego, jak głupiutkie były moje słowa.
- Przykro mi, że tobie to się przytrafiło – jego głos jest delikatny i ciepły. Patrzę na niego, jego wzrok przenika mnie – Nigdy nie zdradziłbym dziewczyny, takiej jak ty – uśmiecham się, ale kolejne słowa sprawiają, że się tylko wpatruję – Nigdy bym też się nie umówił – śmieje się lekko – Więc ten drań cię zdradził? – wraca do rozmowy.
- Tak.. – układam swoje myśli – Wiem, że brzmię jak typowa, naiwna dziewczyna, która zakochuje się w liceum tylko po to by jakiś chłopak ją załamał. – wzruszam ramionami – Ale byłam zakochana.. a on złamał moje serce tego dnia… Spędziłam całe wakacje nieszczęśliwa, moja przyjaciółka pomagała mi tak jak potrafiła. Spała ze mną w nocy opiekując się – bełkoczę nie wiedząc do końca dokąd zmierzałam.
- Byłam zraniona tym co zrobił.. ale nie do tego stopnia, żeby nie być w stanie funkcjonować czy myśleć. Dzięki przyjaciółce udało mi się zachować kilka dobrych chwil z liceum. – To była ta wspaniała strona Sary, mimo, że to ja zwykle dbałam o nią, ona zwracała się z tym samym. Zrobiłaby dla mnie wszystko, byłyśmy jak siostry.
- Nadal go kochasz?
- Ja.. – zatrzymuję się, kochałam? Oczywiście, że wciąż go kochałam. Bolało, kiedy myślałam o czasie, w którym byłam bezradna.
Zdrada, o której dowiedziałam się, w sposób, który nie pozwalał mi kontynuować życia z nim. Jednak byłam tu, rozmawiając z przystojnym chłopakiem, który ze mną flirtował , na imprezie - miałam swoje życie.
Spuszczam brwi łącząc je i skupiam się na palcach u dłoni – W jakiś sposób, z jakiegoś powodu.. tak.. – podnoszę głowę spotykając jego karmelowe oczy, które przyglądały mi się ze szczerością – Ale po tym jak złamał mi serce.. nie wiem nic o tym. Byłam pewna naszego uczucia, ale po tym jak Matt mi to zrobił… mam trudny okres w zaufaniu innym.
- Ufasz nieznajomemu – podkreśla.
- Nieznajomemu, którego nigdy więcej nie spotkam – mówię z uśmieszkiem – A ty? Jesteś zwykłym graczem z bractwa? Nic więcej? – przygryza swoją wargę i widzę, że rozważa co mi powiedzieć – Możesz mi powiedzieć – oddycham lekko, przesuwam dłoń zmniejszając dystans między nami i kładę na jego kolanie. Jego oczy wpatrują  się we mnie jeszcze bardziej,
- Przepraszam – zabieram rękę, ale on szybko ją chwyta. Czuję ciepło rosnące w moim brzuchu oraz przyspieszenie serca, kiedy jego dotyk rozpala moją skórę.
- Nie.. było dobrze – kładzie moją dłoń z powrotem na jego kolanie. Uśmiecham się na ten mały gest. – Ja.. ja mam te wspomnienia i koszmary.. – wyznaje.
- Jakie? – pytam delikatnie, zauważam, że to dla niego trudny temat.
- Mój tata zwykł bić moją mamę.. naprawdę mocno… Nie mogłem jej za bardzo pomóc, ale jednego dnia w końcu nas opuścił… zostawił mnie z mamą i siostrami – nie patrzy na mnie kiedy to mówi.
- Mam koszmary z nocy w domu, kiedy słyszałem, jak moja mama błagała go, aby przestał. Pamiętam, jak mówiłem moim siostrom, żeby zostały w swoim pokoju, pod łóżkami. Raz próbowałem pomóc, ale on rzucił mną z łatwością..
W jego oczach są łzy. Jego dłonie zaciśnięte w pięści, a kostki pobielały. Przenoszę swoją dłoń z kolana i chwytam jego.
Nie zwraca uwagi, jego palce zaplatają się z moimi, co wywołuje mój uśmiech. Jego skóra rozgrzewa moją, czuję się idealnie… tak dobrze.
- Zgaduję, że to dlatego jestem teraz taki jaki jestem – mruga, a łzy i smutny chłopak znikają.
- Co masz na myśli?
- Nigdy nie miałem później ojca, więc nie miałem wzorca, a nigdy nie chcę być taki, jaki był ON… więc po prostu… wiedzę to jak ranił emocjonalnie i fizycznie moją mamę.. i ja nie chcę nigdy skrzywdzić żadnej dziewczyny w ten sposób.. więc nie nawiązuję bliższych znajomości z nimi.
- Ponieważ boisz się, że je zranisz? – czekam chwilę zanim odpowiada. Czuję jak kciukiem delikatnie pociera moją dłoń, wypełniając moje ciało przyjemnym ciepełkiem, to uczucie, któro sprawia, że moje serce chce zwyczajnie wyskoczyć z klatki piersiowej.
- Bo naprawdę boję się, że one skrzywdzą mnie… obawiam się, że mnie zaatakują – jego kciuk kreśli teraz wzorki na mojej skórze, wysyłając dreszcze po całym moim ciele.
- Po prostu… zawsze bałem się zaufać, komukolwiek, zwłaszcza dziewczynom z poza mojej rodziny. Nie wiem dlaczego – wyznaje nieśmiało – Wydaje mi się, że łatwiej jest porzucić dziewczynę, niż zostać odrzuconym. Zaryzykować i skrzywdzić ją, niż zostać skrzywdzonym – wzrusza ramionami.
- Więc, ojciec odszedł?
- Taak.
- Może obawiasz się, że ludzie cię zostawią..? Wiem, że nie jesteś taki jak twój ojciec.. Może boisz się, że zostawią cię, tak jak on cię zostawił? – proponuję. Patrzy teraz na mnie, kiedy moje oczy były cały czas na nim skupione.
Wstaje i puszcza moją rękę. Czuję nieprzyjemną pustkę. Czuję, że nie chce pozostać przy tym temacie.
- Nie mam więcej strasznych historii z życia – mówię cicho.
- Co chcesz roić w swoim życiu? – pyta, kontynuując naszą rozmowę. Siada kilka metrów ode mnie, a ja to akceptuję. Nadal byliśmy tylko nieznajomymi.
- Chcę aranżować różne wydarzenia. Uwielbiam planować, mogę sobie wyobrazić, jak organizuję czyjeś wesele. Chcę sprawić, aby był to najpiękniejszy dzień w życiu tej dziewczyny – uśmiecham się do siebie – Jestem osobą dobrze zorganizowaną, myślę że będę w tym całkiem dobra – marzę – Rozważam również zawód psychiatry – śmieję się z ironii. Chłopak opowiada mi sobie, a ja pragnę zostać psychiatrą.
- Zabawne, nie? – cicho chichocze – Chcesz zostać terapeutą, a ja opowiadam ci o moim popieprzonym życiu – mówi, jakby czytał mi w myślach, nie uważałam, że jego życie było popieprzone… odpowiedniejszym określeniem byłoby zagmatwane.
- Też mam popieprzone życie – dodaje – Może nie tak urozmaicone….
Moje życie nie było takie, bardziej nudne. Nie wiem za bardzo, jak skończyć swoje zdanie, więc idę dalej – A co z tobą? Co chcesz robić?
- Nie wiem… jedyne co jest pewne, to że prawdopodobnie wrócę do domu po skoczeniu studiów – wzdycha.
- Do domu?
- Bradford w Anglii – szybko wyjaśnia. Nie byłam do końca pewna, gdzie znajdowało się to miasto.
- Oh.. – oddycham. Patrzę na jego kostki, które już nie krwawią, jednak są lekko zaczerwienione – W co uderzyłeś? – patrzy na mnie a potem na swoje dłonie.
- Pewien koleś mnie wkurzył… znęcał się nad dziewczyną – wyjaśnia. Unoszę brew w zdziwieniu, sądziłam, że bójka była o coś głupiego, jak wylany drink, czy coś.
- Co masz na myśli twierdząc, że się znęcał? Ponieważ czuję, że ty mogłeś to robić… - bełkoczę. Przyznał mi się, że sypiał z przypadkowymi dziewczynami, a wszyscy wiemy, jak wrażliwe są kobiety.
- Nie w taki sposób, jak on… Większość z tych dziewczyn mnie zna i wiedzą, że to jednorazowe… On ją szarpał i zmuszał do wyjścia – wyjaśnia. Fizyczne znęcanie. Kiwam głową w zrozumieniu.
- Więc go uderzyłeś? – pytam zaskoczona.
- Nie radzę sobie dobrze ze swoją złością. Mam temperament – cicho odpowiada, oglądając swoje kostki – Nigdy do końca nie wiedziałem jak, nigdy też nie zastanawiałem się, aby się nauczyć.
- Kolejny powód dla, którego nie lubię imprez. Te wszystkie bójki – bąkam. Ta pomiędzy nim i chłopakiem na dole, jestem pewna, że nie była jedyną tutaj.
- To nie jest tak, że chcę walczyć.. to sposób na wyładowanie złości – tłumaczy się – Wiesz… nigdy nie czułem potrzeby, by nauczyć się to kontrolować.
- To tak jak, że nigdy nie byłeś w związku? – podsumowuję. Nie wyglądał na takiego, który kiedykolwiek był.
- Tego nie powiedziałem – prycha. Wycofuję się, bo podniósł głos. Nie był niemiły całą noc i czułam, że w końcu to nadejdzie. Szybko odpowiadam, próbując uspokoić jego zranione ego.
- Po prostu pomyślałam... nigdy nie ufałeś dziewczynom, nie spędzasz z nimi czasu..
- Nie lubię się umawiać, to nie moja rzecz. Nie lubię się też afiszować – wyjaśnia ponownie. Cieszę się że nie sprowadziłam go do momentu, w którym nie mógłby się zatrzymać ze złością. Oblizuję usta – Dodasz coś do swojej historii? – pyta. Patrzę na niego i potrząsam głową.
- Ja i moja mama nie zawsze się dogadujemy… ale bardzo ją doceniam.
- Czemu się nie dogadujecie? – patrzę na niego przez chwilę i zauważam zainteresowanie wymalowane na jego twarzy.
- Wydaje mi się… zgaduję, że ona zmuszała mnie do bycia osobą którą jestem… nigdy nie będą tą, którą chciałam zostać. Zawsze byłam kreowana według jej oczekiwań, nawet jeśli były czasem głupie.
Nie odpowiada, nie oczekuję, że coś powie. Co mógłby powiedzieć nudnej dziewczynie siedzącej przed nim, która narzeka na swojego byłego chłopaka i mamę, kiedy on miał tak smutne dzieciństwo?
- Nudzę cię? – pytam w obawie.
- Dlaczego tak uważasz?
- Wydaje mi się, że nie jestem tak zabawna, jak dziewczyny, z którymi spędzasz każdy swoją piątkową noc.

- Racja, nie jesteś.


*Przeczytałeś/aś to zostaw komentarz*

6 komentarzy:

  1. Ja jestem! ~ *macha * ^^

    Co do rozdziału to super jest <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział, zakochałam się w tym fanficu, a to dopiero początek <3
    Czekam na nexta :*

    OdpowiedzUsuń

Lydia Land of Grafic