czwartek, 27 listopada 2014

Rozdział 44

Notka od autorki: Tekst pisany kursywą to flashback! ;)

Przez kilka kolejnych sekund beznamiętnie gapię się na wyświetlacz telefonu - jego imię wyświetla się na jego środku, czuję jakby zatrzymał się nagle czas. Nie jestem w stanie myśleć, ani się ruszyć - mój kciuk samowolnie przesuwa się w stronę klawisza z zieloną słuchawką. Wciskam go i powolutku przykładam urządzenie do ucha.

- Halo? - pytam cicho - brzmi to jak przerażony szept. Mój wzrok wlepiony jest w podłogę. Biorę płytkie wdechy, żeby przypadkiem nie zemdleć.

- Julka, dzięki Bogu cię złapałem - jego głos dźwięczy w mojej głowie. Głos, którego już nigdy więcej miałam nie usłyszeć - czuję przez niego ból, powracają do mnie wspomnienia i cierpienie.

Patrzę w sufit pełna desperacji - modlę się, aby od natłoku emocji spowodowanych przez Zayn'a w końcu straciła świadomość. Wolałabym, żeby dzwonił do mnie mulat.

- Julka? - woła mnie... Juleczka... on zawsze mnie tak nazywał. Patrzę prze małe, akademickie okienko. Nie wiem, co mam ze sobą zrobić, jedyne co przychodzi mi teraz na myśl to rozłączenie połączenia i pogoń za Zayn'em. Zrobię wszystko, aby nie musieć kontynuować tej rozmowy.

Moja głowa wypełniona jest przytłaczającymi mnie myślami. Czy Zayn faktycznie mnie zostawił? Może czekał, aż za nim wybiegnę? Powinnam go szukać? Czy lepszym wyjściem jest wysłuchanie mojego telefonicznego rozmówcy? Czuję się obdarta z wszelkiego instynktu, czuję pustkę.

- Hey, naprawdę bardzo cieszę się, że odebrałaś.. nie rozmawialiśmy odkąd - odkąd to wszystko się wydarzyło - niemalże szepcze ostatnie słowa - Miałem nadzieję, że zechcesz się ze mną spotkać, porozmawiać. Nie udało mi się ciebie złapać na imprezie urodzinowej Sary - wyjaśnia. Z każdym kolejnym słowem, które wypowiada moje serce łamie się coraz to na mniejsze kawałeczki.

- Jasne - odpowiadam cicho, nie mam pojęcia czemu się zgodziłam na jego propozycję, na rozmowę, ale tak właśnie zrobiłam. Miałam nagłą ochotę przywalenia samej sobie głową w ścianę, nie byłam w stanie myśleć racjonalnie - ledwie ogarniałam co się w ogóle stało.

- Świetnie - jego ton jest podekscytowany i czuję, że zeszło z niego całe napięcie i stres. Nie jestem do końca świadoma na co się zgodziłam. Potrzebuję Sary, natychmiast, czuję się niestabilna emocjonalnie - atakuje mnie tyle przeróżnych myśli - Może spotkamy się w Starbucks'ie niedaleko Uniwersytetu. Będę w mieście jutro rano.

Ledwie słyszę, co do mnie powiedział, ledwie to zrozumiałam. Gapię się nadal przez to samo, malutkie okienko - jego czysta szybka odbija przyjemne promienie słoneczne. Niebo robi się już ciemne, z każdą kolejną sekundą światło słoneczne znika coraz bardziej.

Jutro rano? Przyjedzie to jutro rano? Mam wrażenie, że podłoga zniknęła spod moich stóp - powolnie i ociężale spadałam w otchłań porażki.

- Julka? - nie odpowiadam natychmiast, nadal zastanawiam się, czy rzeczywiście z nim rozmawiam, czy na prawdę do mnie zadzwonił. To pierwszy jego próba skontaktowania się ze mną odkąd ostatnio się widzieliśmy.

- Tak, do zobaczenia - bełkoczę - Pa - kończę i rozłączam się, nie miałam ochoty nadal wsłuchiwać się w jego głos. Tyle mi wystarczy. Spoglądam na drzwi wejściowe - są nadal zamknięte. Zayn nadal tu nie wrócił i myślę, że już dzisiaj tego nie zrobi.

Powinnam do niego zadzwonić? Moje głowa pęka od myśli na kolejną stoczoną z nim bitwę. Rollercoster, który mi zafundował w ogóle w niczym mi nie ułatwiał.

Siadam przy swoim biurku gapiąc się na własne stopy. Dziś wydarzyło się stanowczo za wiele - za dużo przeróżnych emocji. Przed randką bardzo się denerwowałam, podczas spotkania udało mi się wyluzować i dobrze bawić. Następnie wpadł Zayn i wszystko zepsuł powodując moją diametralną zmianę nastroju - najpierw martwiłam się, jak cholera, bałam się jego reakcji. Ale jak zwykle chłopak doprowadził mnie do czerwonej gorączki. Zranił mnie swoimi słowami.. ale ja też nie byłam lepsza. Wtedy zadzwonił on... Matt.. 

Serce piekło mnie z bólu i cierpienia, czułam, jakby na klatce zaciskano mi pas. Zakładam ręce bawiąc się palcami. Zamykam oczy - próbuje oczyścić swój umysł, choć wiem, że nigdy mi się nie uda.

Kiedy ostatecznie udaje mi się przestać myśleć o Macie, myśl o Zayn'ie od razu wpada do mojego mózgu. Otwieram oczy i sięgam po komórkę wybierając numer Sary, Dziewczyna odbiera połączenie już po trzech sygnałach;

- Halo?

- Sar, potrzebuję cię - mówię desperacko.

- Wszystko w porządku? Coś się stało?

- Tak.. jak tylko.. musisz do mnie przyjechać - potrzebowałam jej, jak ryba wody. Była moją stabilizacją, zwłaszcza w sprawach powiązanych z Matt'em.

- Jasne, zaraz tam będę - odpowiada i kończy połaczenie, Biorę głęboki oddech i przełykam ślinę. Jutro spotkam się z Matt'em, jutro przyjedzie tutaj do miasta. Chciał się z powrotem ze mną zejść? Stało się coś poważnego? Dlaczego..

Czemu chce ze mną rozmawiać? O czym? Daaczego akurat teraz? Powodem była impreza Sary? Jeśli tak, to nie jest dobrze - przypominam sobie jego wściekły wyraz twarzy, kiedy zobaczył, jak uciekam z Jeremy'm na rękach.

- Jula? - odwracam się w stronę blondynki. Siedziałam w tej samej pozycji przez bite pół godziny - Co się stało? - jej niebieskie tęczówki obserwują mnie bacznie. Potrząsam głową:

- Matt do mnie zadzwonił - Mówie bardzo cicho.

- Matt? - Dziewczyna bardzo się dziwi. Po chwili odkłada wszystkie rzeczy na podłogę i ściąga kurtkę. Przysuwa krzesło siadjąc koło mnie i chwyta moje dłonie - Zadzwonił? - Jest w szoku, tak samo jak ja.

Nie mogę znaleźć odpowiednich słów, przytakuje jej. Dziewczyna rozgląda się po pokoju i zapala światło. 

- Czego chciał? - Pyta zniecierpliwiona. - Co ci powiedział? Co się stało? - Rzuca we mnie pytaniami dodając niepotrzebnego stresu. Teraz już wiem jak musi czuć się Zayn kiedy wypytuję go o to wszystko.

- Ja... Nie mówił zbyt wiele. Po prostu chciał się ze mną jutro spotkać i porozmawiać - Mówię ledwie słyszalnie Uszły ze mnie wszystkie emocje - nie byłam pewna jak się z tym czuję, z wszystkim co się właśnie wydarzyło.

- Chcę się z tobą spotkać? Jutro? - Jej głos jest pełen złości i zaskoczenia - dlaczego?

- Chce mi przyłożyć - Śmieję sie - Myślisz, że powinnam iść? - Pytam. Dziewczna przygryza wargę przygladajac się mi uważnie. Pewnie zastanawia się co mi powiedzieć, wiem, że będzie próbować wybić mi to z głowy.

On chce się ze mną spotkać. Jakaś część mnie również chciałaby go zobaczyć. Mimo tego co mi zrobił, tęskniłam za nim. W końcu razem się zachowywaliśmy, stał się ogromną częścią mego życia. Na ostatniej imprezie starałam się go unikać, ale chyba wolę w końcu z nim porozmawiać. Po prostu nie sądzę, że teraz jest na to odpowiednia pora.

- Nie - jej odpowiedź jest krótka - Jula ten chłopak cię zdradził. - Przypomina mi - On nie ma żadnego powodu, aby do ciebie dzwonić, przerywając twój czas z przyjaciółmi! - Wykrzykuje.

- To nie przez niego stamtąd uciekłam - poprawiam ją. To znów była wina Zayn'a.

Czuję jakby minęło kilka dni, ale kłótnia miała miejsce zaledwie godzinę temu. Zayn... Zastanawiam się co on teraz robi, o czym teraz myśli. Wolałabym gdyby był tutaj ze mną.

Gdyby tu był mógłby mnie przytulić, zaśpiewać, sprawić, aby wszystkie moje zmartwienia znikły. Jednak zawsze gdy się pojawia wszystko zaczynać komplikować - pokazał mi część siebie, której nigdy wcześniej nie znałam.

- Dlaczego wyszłaś tak wcześnie? - Pyta mnie puszczając moje dłonie. Oblizuję wargi i spoglądam na przyjaciółkę. Jej oczy niemalże wypalają we mnie dziurę, wyczekując jakiejś racjonalnej odpowiedzi.

- No... Zayn przyszedł I... Pokłóciliśmy się. - Kłótnia to stanowczo za małe słowo. To była najgorsza walka, jaką kiedykolwiek przyszło mi z nim stoczyć.

- Oczywiście. - Mówi ironicznie - dobrze się czujesz?

- Tak - przytakuje - nie mieliśmy nawet okazji, aby wszystko sobie wyjaśnić. Matt dzwonił cały czas - bełkoczę.

- Niepodoba mi się ta Jula. Przecież on nawet nie próbował się z tobą skontaktować od bardzo dawna. Odkąd to wszystko się stało. Nagle sobie o tobie przypomniał? Będzie cię nachodził? - Pyta stukając stopami o podłogę - To niedorzeczne - mówi z lekkim uśmiechem na twarzy.

Widzę, że miała o tym takie samo zdanie jak ja. Bardzo się denerwowałam tym spotkaniem. Matt był ostatnią osobą o której myślałam, że kiedykolwiek do mnie dzwoni. Zastanawiam się jednak, o czym rozmawiali razem na urodzinowej imprezie Sary. 

- Myślę, że powinnam go wysłuchać. - Bronię go. Sara wcale nie musi się na to zgodzić. Muszę spotkać się z nim twarzą w twarz.

- Nie powinnaś.- Dziewczyna potrząsa przecząco głową - On nie może ci tego robić! Dopiero co udało ci się podnieść po zerwaniu. Tak to powinno wyglądać.

- Czyli jak? - Śmieję się - Zayn jest jedynym który robi wokół mnie bałagan. - Rzucam w nią ostrym argumentem.

- Zayn jest.. - Szuka odpowiednich słów - Przynajmniej on cię nie zdradził! - Wykrzykuje ze złością. Patrząsam przecząco głową. Wszystko, co się teraz działo było dla mnie zbyt dużym wyzwaniem.

- Pojedziesz tam ze mną?

- Jednak tam pójdziesz? - Jej głos jest pełen zawodu.

- Proszę? - Błagam ją wzrokiem - Bardzo mi się przydasz.

- To nie moja sprawa Jula... - dziewczyna szepcze - Ty rownież nie powinnaś tam iść. Jak poczuje sie z tym Zayn? - Pyta mnie.

To dobre pytanie. Nigdy nie wiem o czym myśli Zayn. Czy będzie zadowolony? Na jego miejscu nie byłabym - wiem że powinnam mu powiedzieć prawdę ale z drugiej strony to wcale nie dotyczy jego, nie powinno go to w ogóle obchodzić, zwłaszcza po naszej ostatniej kłótni.

- On w ogóle nie powinien się w to mieszać - bełkoczę - Matt i ja dzieliliśmy wspólnie dzieciństwo, prznajmniej on zasługuje na wytłumaczenie się. Co jeśli spróbuje mnie przeprosić?

- Wybaczysz mu? - Sara patrzy na mnie pełna złości. Zaciskam szczękę - Nie możesz mu tego tak po prostu zapomnieć. Wiem, że gdzieś tam głęboko nadal go kochasz... Ale on cię zdadził na litość boską! Wybrał najgorszą rzecz na świecie, on nie powinien mieć szansy na przeprosiny.

- J-ja wiem - przytakuje - tylko... Ja muszę. Muszę go wysłuchać. Muszę dowiedzieć się, co ma mi do powiedzenia.

- Jula proszę cię, przemyśl to zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję. To w końcu Matt - poucza mnie - Pamiętasz jak bardzo złamał ci serce? - Pyta mnie cicho - On nie widział Cię wtedy, kiedy twoimi jedynymi zajęciami było siedzenie w domu, jedzenie lodów, i nauka. Nie widział twojej rozpaczy- mierzy mnie wzrokiem. 

- Ja to wszystko widziałam. Przez pewien czas myślałam nawet, że wpadniesz w jakąś depresję. Ale jakoś sobie poradziłaś i dałaś radę, rownież ze szkołą - Dziewczyna kładzie swe dłonie na biodrach - Inspirujesz mnie. Nawet po zerwaniu nadal byłaś w stanie utrzymywać najlepszy poziom w szkole...

Nie lubię o tym wspominać. Kiedy dowiedziałam się, że mnie zdradził, byłam załamana. Pamiętam, że całymi dniami przesiadywałam w swoim pokoju starając sie za wszelką cenę o nim zapomnieć. Miałam zupełnie złamane serce.

FLASHBACK;
- Wstawaj! - Sara wykrzykuje radośnie wskakując na moje łóżko. Buczę niezadowolona i przewracam się na drugi bok rzucając w nią martwym spojrzeniem. Jej energia była dla mnie zbyt przytłaczająca. - Nie waż się patrzeć na mnie na mnie w ten sposób! Idziesz dzisiaj ze mną na dziewczyńską imprezę! Przekonałam trenera, aby zwolnił mnie z treningu. Mam więc dużo czasu, aby spędzić go z tobą - uśmiecha się do mnie radośnie. 

- Kiedy ja nie mam na to ochoty. Nie możemy zostać w domu i poświętować moj smutny okres? - Mówię z głową w poduszce przekręcając sie na boczek. 

Nie jestem pewna co robi tutaj Sara. Powiedziałam jej że dobrze się już czuję. Dziś mijają dokładnie 3 dni odkąd dowiedziałam się o występku Matt'a. Mimo tego, rana nadal była świeża, miałam wrażenie, że ta informacja dopadła mnie jakąś minutę temu.

Codziennie pojawiałam się w szkole, udawałam że wszystko jest w porządku. Ludzie mi nawet uwierzyli w ten wymuszony uśmiech i sztuczny śmiech. Trzymałam ich wszystkich na dystans i było mi z tym dobrze.

- O no daj spokój. Nie pozwolę, aby ten chłopak zniszczył twój ostatni rok w liceum - Uderza mnie ręką - Wstawaj! Idziemy po kawę i będziemy się świetnie bawić! - Dziewczyna zaczyna wyciągać z szafki jakieś ubrania. Wybiera mi jakieś spodnie oraz koszulkę, po czym rzuca nimi we mnie.

Ona miała rację. Matt nie powinien zniszczyć mojego ostatniego roku przez jakąś głupią decyzję. Serce nadal mnie boli - Za każdym razem, gdy ktoś wypowie jego imię. To głupie, ale nadal ufałam mu bardziej niż komukolwiek...

- No dobra już wstaję - wzdycham podnosząc sie do siadu. Powoli wyciągam nogi spod kołdry i chwytam przygotowane ubrania. Idąc w kierunku łazienki, Sara woła moje imię. 

- Jula... - Odwracam się do niej, a jej niebieskie oczy lśnią przepraszająco - Przykro mi, tak mi przykro, że przydarzyło się to akurat tobie. - Te słowa ledwie wydostają się z jej ust, odnoszę wrażenie, że dziewczyna ma wyrzuty sumienia.

- Naprawdę już czuję się dobrze...

- To nieprawda - zaprzecza mi - Matt nie powinien był tego tobie zrobić. Jula jesteś taką dobrą osobą, nikt nigdy nie powinien skrzywdzić cię w ten sposób - Dziewczyna patrzy na mnie przyjaźnie, na mojej twarzy pojawia się pierwszy, mały uśmiech. Jestem jej wdzięczna, że tu ze mną jest, w tych trudnych chwilach.

- To nie była twoja wina. - Potrząsam przecząco głową - Cieszę się, że mam takiego przyjaciela, jak ty - dodaję, po czym odwracam się w stronę łazienki. To była decyzja Matt'a. Nie mogłam winić nikogo więcej. 
KONIEC FLASHBACK'u


Szybko odrzucam myśl tego dnia na tył mojej glowy. Tego dnia, udało mi się zabawić, wyluzować. Jednak na moje nieszczęście spotkałam go wtedy, doskonale pamiętam co wtedy poczułam - miałam wrażenie, że powietrze uszło z moich płuc, nie mogłam oddychać. Dodatkowo moje stopy zostały przyklejone do podłogi, nie mogłam się poruszać.

- Jest ok - przytakuję powoli - Myślę, że powinnam się z nim zobaczyć - próbuję przekonać samą siebie, że wszystko będzie w porządku. Szczerze mówiąc, czuję się ślepo. Odkąd poznałam Zayna moje życie opiera się na nieoczekiwanych wydarzeniach. Z Matt'em wszystko było takie przewidywalne.

Zaczynam niespokojnie bawić się swoimi włosami.

- Powiedz mi, że tam nie pójdziesz - jej ton jest cichy. Nie patrzę na nią, nie mam odwagi. Jakaś cząstka mnie mówi mi, że nie powinnam tego robić, ale reszta tęskni za nim - nieważne ile bólu przez niego poczułam.

- Pomyśl o Zayn'ie... Wiem, że znowu się pokłóciliście ale... Matt nie może ponownie zniszczyć tego, co udało ci się tak dzielnie odbudować. Nie może zniszczyć waszej dwójki - Gdyby tylko była obecna podczas naszej kłótni, gdyby usłyszała te raniące słowa wychodzące z jego ust - Nie ma miejsca dla Matt'a, ten chłopak nie ma po co tutaj wracać.

- Czego on chciał... To znaczy, wtedy na imprezie? - Przypominam sobie, że oboje wyglądali na wściekłych. Na wyprowadzinych z równowagi. Sara bierze głęboki oddech i wykonuje krok moją stronę.

- On cię wtedy szukał... Julia ja... Ja muszę ci coś powiedzieć - Sarah gapi się w podłogę. 

- Wszystko w porządku? - Martwię się o nią.

- J-ja - Dziewczyna patrzy na mnie, w jej oczach widzę wyrzuty sumienia - Ja chyba wiem, z kim on cię wtedy zdradził.

- Kim? - Patrząsam głową, nie chcę wiedzieć, ale muszę. Nie powinno mnie to obchodzić, nie powinnam interesować sie z kim mnie zdradził. Ale to pytanie gnębiło mnie od dłuszego czasu.

- Wydaje mi się, że to była Kelsey...

- Kelsey? - powtarzam - Kelsey Rivers? Ta, która była moją partnerką w laboratorium? To nie ma żadnego sensu - Ona i Matt nawet się nie znali. Wiem, że nie... Kelsey nie była takim typem, jezeli miałabym kogokolwiek podejrzewać, byłaby to na Naomi. Ona zawsze ostrzyła pazurki na widok Sary, wiedziałam, ze była rownież zainteresowana Matt'em.

- Wtedy na mojej imprezie kłamałam... Naomi przyszła poplotkować i jednym z wypowiedzianych przez nią imion była właśnie Kelsey...

- Jesteś pewna? - W zasadzie po co pytam. Wcale nie obchodzi mnie z kim on to zrobił, ważny jest fakt, że w ogóle to zrobił. Zdradził mnie z jakąś przypadkową dziewczyną, a to zabolało. To wszystko co musiałam się dowiedzieć.

- Nie - w dziewczyna potrząsa przecząco głową - Ale zapytałam go wtedy o Kelsey i on szybko zmienił temat... Następnie poszłam do niej, była bardzo zaskoczona. Do końca nie jestem pewna kto to był, ale istnieje duże podobieństwo, że to ona.

Wydawało się być to dla mnie szalone. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że Kelsey może być taką osobą. Nigdy też nie zauważyłam w niej cechy imprezowiczki, ani dużo nie piła, nie wydawała mi sie być tak podła. Podejrzenia Sary nie miały dla mnie żadnego sensu.

- Jula... Widziałam cię wtedy na imprezie. Widziałam jak bardzo byłaś zraniona... Nie chcę, abyś znowu musiała to przechodzić - Dziewczyna kładzie dłoń na mojej klatce i uśmiecha się pocieszająco - Proszę cię, nie spotykaj się z nim... Martwię się, że on znów cię skrzywdzi.

Matt? Znów miałbym nie skrzywdzić? Nie wyobrażam sobie co niby miałby mi jeszcze zrobić. Nie ma nic gorszego od tego czego już dokonał. 

Wiem do czego zmierza. Jeżeli kiedykolwiek usłyszałabym, że zdradził ją jej chłopak, a potem wyznała mi, że wybiera się z nim na kawę, byłabym wściekła. Pomyślałabym że jest głupia i że próbuję dać mu kolejną szansę, ale... Matt to co innego, ten chłopak był sporą częścią mojego życia.

- J-ja... - Biorę głęboki oddech i podchodzę do niej - Nie wiem - potrząsam głową - Potrzebuje trochę snu - wzdycham wspinając się na swoje łóżko.

- No dobra... - Dziewczyna szepcze chwytając kilka ubrań, w które za chwilę się przebierze.


Jestem zmęczona, moje myśli są zupełnie wykończone. Wydaje mi się, że za dużo biorę na siebie. Nie mam pojęcia, jak długo będę jeszcze w stanie to wszystko znosić - wspomnienia o Macie i myśli i Zayn'ie. 

To jest właśnie mój problem. Jestem między młotem, a kowadłem - swoją przeszłością i przyszłością, pomiędzy Matt'em i Zayn'em.r


__________________

Dodaję kolejny, wiem, że z opóźnieniem, jest mi okropnie przykro. Mam nadzieję, że to się spodoba. Obiecuję, że następne są pełne emocji. Liczę na komentarze i czekam na wasze opinie.

Miłego czytania i do następnego!

PS.: Oczywiście, jak zwykle nie sprawdzany...

poniedziałek, 17 listopada 2014

Rozdział 43

Zayn POV

Przez ponad pół godziny siedziałem w samochodzie przed tym budynkiem - wiem, bo gapiłem się na ten pieprzony, neonowy zegarek na radiu. Moje dłonie ściśnięte były w pięści, położone na kolanach, zastanawiałem się co powinienem zrobić.

Gotuje się we mnie widząc samochód Harry'ego zaraz koło bryki Louis'a. Podwiózł ją tu, kurwa wziął ją tutaj swoim samochodem. Przyjechał tu z nią na tę pieprzoną podwójną randkę. Kiedy mi o tym powiedziała, sądziłem, że się zgrywa, że kłamie. Musiała sobie kurwa ze mnie żartować.

Myślałem, że była pijana, paplała trzy po trzy, gadała głupoty, żeby mnie wkurzyć. Wydaje mi się, że ona zawsze wymyśla coś co na mnie tak działa, nieważne, jak bardzo chcę to zignorować. Ale teraz.. widząc samochody tej dwójki, wiem wszystko.

Poszła z nim na randkę. Zaciskam szczękę gapiąc się ze złością na durnego jeep'a Harry'ego. Chcę, aby zniknął, chcę, aby on zniknął i zostawił Julię w świętym spokoju. Dlaczego on kurwa nie może zostawić jej w spokoju?

Wzdychając ciężko, wysiadam z samochodu. Zimne powietrze styka się z moją rozgrzaną skórą dodając mi trochę lepszego samopoczucia. Zatrzaskuję za sobą drzwi i szybkim krokiem zmierzam do środka. Kiedy już się tam znajduję pierwsze co zauważam to bandę rozwydrzonych dzieciaków ze swoimi jakże uroczymi rodzicami. Doskonale widzę wzrok ich matek - tę pogardę słaną wobec mojej osoby,

Przechodzę do pomieszczenia pełnego potężnych okien. Wtedy ich zauważam. Widzę Louis'a, który siedzi i śmieje się z Elenour oraz dwójkę siedzącą naprzeciw nich. Wiem też kim oni są. Zauważam Julię - siedzi do mnie tyłem, a Harry ma to swoje pieprzone ramię otoczone wokół jej wątłego ciała.

Czuję wzrastającą złość, która sięga już maksymalnych granic. On jej dotykał - on jej kurwa dotyka. Trzyma ją w swoich objęciach, a ona się śmieje. Śmieje się i wygląda na szczęśliwą... Harry nie potrafił jej uszczęśliwić - nie tak jak ja.

To chyba jakiś żart, chory dowcip, nie ma mowy, że to prawda - Julia na randce z Harry'm. On ją dotykał.. Oni sobie muszą kurwa ze mnie żartować.


Juliet POV

- Chyba sobie kurwa ze mnie żartujecie. Co to ma do jasnej cholery znaczyć? - odwracam się w stronę, z której dochodzi do mnie ten dźwięk i zamieram. Mam ogromną nadzieję, że to tylko moja chora wyobraźnia - ale jest inaczej. Właśnie tu stoi, we własnej osobie - wściekły do czerwoności Zayn. Wszyscy milkną, nasze śmiechy gdzieś znikły, powietrze stało się gęste, nikt nie ma odwagi się poruszyć - Zadałem pytanie do kurwy nędzy - buczy.

Wzdrygam się gdy dociera do mnie, że Zayn tu naprawdę tutaj jest - widział mnie i Harry'ego w dosyć jednoznacznej sytuacji. Właśnie tak było, nieważne, jak bardzo tego nienawidziłam, jak bardzo tego nie chciałam, pozwoliłam sobie na to.. na niego.

- Stary tylko się dobrze bawimy  - Louis próbuje go jakoś tym uspokoić. Wiem, że on uważa, że po tym wszystkim Zayn zasługuje na najgorsze, ale ja przyjmuję inną pozycję. W oczach mulata dostrzegam ból i cierpienie - mam ochotę go przytulić i wytłumaczyć się.

Jednak tu przychodzi kolejna myśl, od ostatniej sprzeczki, odkąd poznałam Ericę, unikał mnie jak ognia. Nie wyraził najmniejszej ochoty na rozmowę ze mną, wiec nie jestem pewna, czy w ogóle chce mnie widzieć. Co on tu w ogóle robi? Nie ma prawa tu wtargnąć i robić z igły widły.

- Nie żartowałaś mówiąc, że idziesz z nim na randkę - mówi monotonnie. Stoi na przeciwko naszej całej czwórki, ubrany w białą koszulkę i skórzaną kurtkę - bez najmniejszego wysiłku wygląda, jak model z okładki magazynu. Wtedy zdaję sobie sprawę, że to zdanie było skierowane do mnie, na co oblewa mnie fala poczucia winy.

- Ja.. - staram się to wyjaśnić, ale wtedy ktoś przerywa mi ostrym tonem.

- Dlaczego to cię w ogóle obchodzi Zayn? Czy to nie ty jesteś wolnym ptakiem? Po tym jak to ty zaprosiłeś Ericę na imprezę? - zielone, zazwyczaj przyjacielskie tęczówki Harry'ego ociekają teraz wściekłością, bucha od nich chłód. Nigdy wcześniej nie widziałam go takiego i czuję się przestraszona. Harry miał być tym opanowanym, tym z dobrym wyczuciem sytuacji.

Wyglądało to jak zachęta do dalszej walki - chciał wkurzyć Zayn'a i udowodnić mu, że się myli. Zależało mu na pokazaniu, że z Zayn'em nigdy niczego nie tworzyliśmy.

- Lepiej się kurwa przymknij Styles - Zayn zwraca mu uwagę.

- Zayn! - drę się na niego zwracając w jego stronę. Błagam go o spokój, ale on ma to zupełnie gdzieś.

- Myślałem, że jesteś moim kumplem! - widzę wewnętrzną walkę Zayn'a, aby całkiem nie wybuchnąć. Mógłby wtedy zwrócić uwagę tych wszystkich szczęśliwych rodzin, którzy cieszą się sobą nawzajem przy wspólnym posiłku.

Poczuł się zdradzony tym, że poszłam na randkę z Harry'm, że Louis się mu do niczego nie przyznał, ani nie ostrzegł. Zabolał go fakt, że jego najlepszy kolega osobiście pojawił się na tej randce i brał w tym udział. Powinnam czuć radość z wygranej, że w końcu sam poczuł się tak jak ja, kiedy on robił to wobec mnie - ale mi się to nie podoba. Nie jestem w stanie znieść jego zranionego wyrazu twarzy.

- Zayn, nadal nim jestem - Louis mówi mi spokojnie - Przyszedłem tu tylko z Elenour - dziewczyna patrzy na niego, nie widać po niej strachu, niczego. Tylko na niego patrzy i czeka, aż wybuchnie.

- Zayn, proszę cię - podnoszę się powoli z miejsca. Nie jestem pewna, o co go do końca błagam - żeby nie robił scen, żeby nie był zły na Lou, żeby nie wyżywał się na Harry'm, żeby nie był wściekły na mnie...

- Dlaczego mi nie powiedziałeś? - czeka na jakieś wyjaśnienia od Louis'a.

- Zayn - zaczyna. Rozglądam się po pokoju - już zdobywamy zainteresowane spojrzenia innych.

Jego wściekły wzrok zwraca się w moją stronę, mierzy mnie z dołu do góry, po czym wraca na resztę. Odwracam się do tyłu i spotykam zmartwiony wyraz twarzy Harry'ego. Wzdycham ciężko, kiedy chłopak wykonuje krok w naszą stronę. Proszę cię, nie teraz, nie tutaj, nie rób nie potrzebnych scen. Proszę - błagam go wzrokiem, ale on to całkowicie ignoruje.

- Wychodzimy - jego ton jest niski i władczy. Zayn czeka na mój ruch, ale ja nie jestem w stanie się ruszyć. Stoję tylko nad naszym stolikiem. Nie chcę nigdzie z nim wychodzić - to tak nie działa. On nie ma prawa mi rozkazywać, po tygodniu ignorowania, nie może mnie traktować, jak swoją własność po tym, jak potraktował mnie przy Erice.

Nie może nam tak po prostu przerywać w naszej cudownej zabawie - przychodzi sobie ot tak i wszystko rozwala. To nie fair.

- Julio - ostrzega mnie, jego ton rośnie we wściekłość.

- Ona nie ma ochoty nigdzie z tobą wychodzić - Harry podnosi się ze swojego miejsca i staje zaraz za mną, na co żołądek wiąże mi się w supeł. Przymykam powieki - jeżeli on się w to wtrąci, to wcale mi w niczym nie pomoże. Tylko doprowadzi Zayn'a do krawędzi wytrzymałości. Jestem tego pewna.

- Pytałem cię o zdanie Styles? - jego ton ocieka jadem.

- Nie, ale jej również nie pytałeś - Harry oddala się od swojego krzesła biorąc krok w stronę Zayn'a - stoją naprzeciw mnie. Mulat zaciska szczękę, jego dłonie zaciskają się w pięści.

- Zajmij się swoim pieprzonymi sprawami - Zayn ostrzega go niskim głosem. Harry potrząsa głową i uśmiecha się głupio - nie spodziewałam się po nim takiej reakcji.

- Jesteś jedynym, który się w cokolwiek miesza. Pozwól jej zostać - mówi powoli.

- Ostrzegam cię Styles - poucza go. Chłopak jest już na krawędzi - widzę to w jego tęczówkach. Harry ignoruje jego słowa i kontynuuje.

- Zayn, to, że spieprzyłeś nie oznacza, że możesz tu przyjść i.. - zanim zdąża skończyć to co miał do powiedzenia słyszę dźwięk uderzenia i głowa chłopaka odstrzeliwuje w tył. Biorę głęboki oddech i przykładam palce do twarzy w szoku.Harry jest zdezorientowany, po chwili mimowolnie przykłada dłoń do ust - pozostaje na niej mu plama krwi.

- Zayn! - głos mój i Louis'a rozbrzmiewa w tym samym czasie. Odwracam się w jego stronę - chłopak podniósł się z miejsca i odsunął od siebie El. Louis próbuje go powstrzymać.

Spoglądam na krzyczące dzieci i ich zdenerwowane matki - nikt jednak nie ma odwagi zareagować, prócz Zayn'a, który wykonuje kolejny krok w przód. Harry spogląda na swoje dłonie, po czym mija mnie i podchodzi ponownie do Zayn'a.

- Harry - ostrzegam go cicho powstrzymując go przed kolejnym krokiem w stronę mulata - Proszę - błagam go. Jego wzrok spotyka najpierw mnie, a potem Zayn'a. Wiem, że nie pozwoli mi odejść i nie chce też oddać Zayn'owi - Pójdę - mówię, aby zapobiec dalszej walce.

Zerkam na Harry'ego, który patrzy na mnie z desperacją, błaga, abym została z nim, ale nie mogę. Moje serce i umysł należą do Zayn'a. Chwytam w rękę torebkę przygryzając wargę.

- Dziękuję za randkę - bełkoczę zanim odwracam się do mulata - robię wszystko, aby zignorować zraniony wzrok Harry'ego i podchodzę do Zayn'a. Czuję jego wzrok na sobie - wiem, że wolałby gdybym została. Dłoń Zayn'a szybko owija mój nadgarstek i zostaję mocno pociągnięta w stronę wyjścia. Mimo ogromnej złości, jaką czuję nie potrafię nie zwrócić uwagi na iskierki, które czuję za każdym razem, gdy mnie dotyka.Chłopak milczy, ale złość bucha od jego osoby, niczym płomienie ognia.

Budynek opuszczamy w zupełnej ciszy. Podchodzimy do jego samochodu, tym razem nie otwiera drzwi przede mną, tylko chwyta za klamkę swoich i wskakuje do środka. Powtarzam tę samą czynność i po chwili i wślizguję się na fotel pasażera. Chłopak odpala maszynę, jak tylko zatrzaskuję za sobą drzwi.

- Jak nas znalazłeś? - pytam go cicho kładąc dłonie na kolanach. Ruszamy z parkingu. Wydaje mi się, że mnie nie usłyszał, ponieważ nie odpowiada. Spoglądam na niego, jego wzrok wlepiony jest w jezdnię. Kłykcie na jego nadgarstkach pobielały od zaciskania dłoni na kierownicy.

- Myślałem, że wtedy ściemniałaś - że chciałaś się odegrać za tą sprawę z Ericą - buczy. Przygryzam wnętrze policzka na samo wspomnienie o tej okropnej dziewczynie. Przypomniał mi o niej, jakby była zupełnie nikim. Dlaczego to wszystko jest takie trudne?

- Nie sądziłem, że rzeczywiście pójdziesz na tą pieprzoną randkę z Harry'm - jego głos załamuje się.

Biorę głęboki wdech i nie odpowiadam. Co niby mam mu powiedzieć? Śledził ich, bo nabrał podejrzeń. Bez powodu uderzył niczemu winnego Harry'ego. Dlaczego wywołał tę scenę? To on mnie ignorował, to on na mnie naciskał, to on wspominał i Erice, a widział, że to działa na mnie, jak płachta na byka.

Zamiast odpowiadać układam się wygodniej na fotelu i czekam. Chłopak włącza cichą melodię, milczymy.

Ostatecznie dojeżdżamy pod akademik. Spoglądam na niego, ale on odmawia zerknięcia na mnie. Gapię się przez moment, ale on nadal milczy - jego wzrok wlepiony jest w kierownicę. Buczę na tę głupią sytuację, więc odpinam pas i wysiadam z samochodu, tak szybko, jak tylko potrafię.

- Julio - buczy na mnie. Idę do akademika, nie mam odwagi na niego spojrzeć. Słyszę, jak zatrzaskuje drzwi, po czym dochodzi do mnie dźwięk kroków. Chłopak chwyta mnie za ramię - Czekaj - nakazuje.

Ignoruję go. Podchodzę do drzwi, wkładam klucze do zamka. Otwieram je. Cieszę się, że Sara jeszcze nie wróciła - jestem pewna, że jej randka z Niall'em obeszła się bez dramatów.

- Julio.

- Co? - krzyczę na niego. Gapię się na niego z pogardą, na co chłopak obserwuje mnie z ostrożnością. Jego szczęka jest nadal zaciśnięta.

- Czego chcesz? - śmieję się nerwowo - Nie odzywałeś się do mnie od tygodnia, nie możesz tak wpaść i sobie mnie zabrać. Nie masz prawa mnie ignorować i oczekiwać, że będę na ciebie czekać! Nie możesz mieć wyrzutów do Louis'a, Elenour i Harry'ego! Nie powinieneś nikogo bić, zwłaszcza na oczach tych wszystkich dzieci! - mój głos rośnie z każdym kolejnym zdaniem.

Po zakończeniu swojego monologu, moja klatka opada w dół i w górę z ogromną prędkością. Próbuję się uspokoić. Nie wierzę, że uderzył Harry'ego, zrobił to i to na oczach wszystkich małych dzieci.

- Wiem - bełkocze zawstydzony.

- Wiesz? - śmieję się z niego niedowierzająco - Właśnie to zrobiłeś! 

- Wiem - powtarza zatrzaskując drzwi i wchodzi do pokoju.

- Nawet nie wiem w jakim punkcie się obecnie znajdujemy - przyznaję ze złością. W noc urodzin Sary nasza walka była całkiem ostra, uderzył w ścianę - teraz doszło do rękoczynów na ludziach. Jeszcze kiedyś wybiegł z podwójnej randki i nie rozmawialiśmy wieki, nie wytłumaczył się.

- Ja też nie - mówi cicho. Nastaje chwilowa cisza. Rozglądam się po pokoju. Jestem zaskoczona, że już mu przeszło, że na mnie nie wrzeszczy.

Atmosfera pomiędzy nami jest dziwna - nadal wyczuwam złość, ale nikt nie podnieca jej słowami, ani czynami. Zastanawiam się jak mi się udało tak dzielnie zachować spokój, nie załamać się. Ale nagle on znów się tu pojawia i cała moja pewność siebie niknie.

- Nie ufasz mi na tyle, abym mogła spędzać czas z Harry'm sam na sam? - czuję się zraniona, że nie ma do mnie zaufania, a nie zrobiłam nic, aby tak myślał.

- To ty mi powiedziałaś, że idziesz z nim na randkę! - odgryza się. Zaciskam usta, zapomniałam, że go tym zmanipulowałam, choć to wcale nie było celowe działanie.

- Kłamałam - bełkoczę.

- Kłamałaś? - unosi brew z zdziwieniu - Więc co to do cholery ma znaczyć? Jak na to patrzę to wydaje mi się, że to jest kurwa randka! - krzyczy. Zaciskam szczękę, co miałam mu na to niby odpowiedzieć? Doskonale zdawałam sobie sprawę, jak to wyglądało, ale nie nazwałabym tego w ten sposób, gdyby nie durna Erica! To smutne, ale prawdziwe.

- Widzisz, właśnie dlatego nie mogę ci ufać - mówi. Moje oczy spotykają się z jego wzrokiem, nie, on nie powiedział tego.

- Nie możesz mi ufać? - śmieję się histerycznie - To ja nie powinnam ufać tobie Zayn! Nie dałeś mi do tego żadnego powodu! - Przywołuję wspomnienia z nocy, której ośmieszył mnie i wytknął zdradę Matt'a na oczach wszystkich. Potrząsam głową - nienawidzę o tym wspominać.

- Nie rozmawialiśmy cały tydzień! - przypominam potrząsając głową pełna złości. Nie miałam z nim kontaktu tyle czasu, nie ma prawa być na mnie zły i co gorsza pouczać oraz wytykać. Jak zwykle mnie ignorował, w sumie pomału zaczęłam świetnie bawić się całkiem sama. Nie zapomniałam o nim, ale starałam się.

- Wiesz jak ciężko było mi tobie zaufać tej pierwszej nocy, powiedzieć ci o wszystkich tajemnicach? Było mi trudno, zwłaszcza po tym co przeszłam! - przede wszystkim przez Matt'a, po tym jak podeptał moje zaufanie, złamał mi serce - Nie było mi łatwo ci wierzyć po tej nocy, kiedy pijany rozgadywałeś o mnie i moim byłym! Mam problem z zaufaniem komukolwiek! Wszystko przez ciebie!

Zayn zaciska swoją szczękę i pali mnie wzrokiem. Wiem, że nie jest szczęśliwy z faktem, że przypomniałam mi o tym, jak kilka tygodni temu mnie zdradził. Ale musiałam to zrobić, musiałam mu przypomnieć, że nie jestem jedyną winną. Nie może mnie oskarżać o takie rzeczy! Nie dałam mu powodu, aby mi nie ufał. Chłopak milknie, nie odzywa się - co tylko wzbudza we mnie większą złość.

Dlaczego się nie tłumaczy? Nie powiedział mi o Erice, nie przyznał się, że ją zaprosił na imprezę Sary, a potem mnie zignorował. Powinien mieć na swoje wyjaśnienie - nawet czegoś głupiego. Zamiast tego tylko się na mnie gapi.

- Czy to dlatego, że boisz się zobowiązań? - gapię się na niego - Bo boisz się, że cię zranię? - mój głos staje się coraz głośniejszy, mam nadzieję, że żaden sąsiad mnie nie słyszy.

- Nigdy nie uda ci się mnie zranić - szydzi. Czuję ukłucie na sercu, a moje oczy stają się mokre od łez. Nie będę płakać, nie przy nim. Nie pozwolę sobie na taką słabość.

- To rodzaj ochrony, tak? Stajesz niemiły dla mnie, kiedy udaje nam się wkroczyć na prawidłową ścieżkę? To obrona przed zostaniem zranionym! - wrzeszczę na niego. Mój telefon zaczyna dzwonić, przez co chłopak patrzy na moje biurko - Zayn, odpowiedz mi! - nalegam.

- Właśnie to odpowiedziałem - podchodzi do mnie - Nigdy nie uda ci się mnie zranić - jego słowa wychodzą powoli, jak noże wbijające się w moje serce - Aby zostać zranionym, trzeba o kogoś bardzo dbać.

Zadał mi tym ostateczny cios. Trzęsę się z bólu i złości, łzy wiszą już na krawędzi powiek, Dlaczego on mi to zawsze robi? Wiem, że wcale nie miał tego na myśli - mam nadzieję, że nie miał, ale jego lekkomyślność jest wystarczająco krzywdząca. On mnie rani, ale jednocześnie koi moje rany.. Jest moim uzdrowicielem i niszczycielem. Moim niebem i piekłem.

- To wszystko? Nalegasz, abym się z tobą umówiła, była z tobą, pozwoliłeś mi uwierzyć, że istnieje niewielka szansa na wspólny związek.. ty.. - przerwa mi.

- Sądziłaś, że zostaniemy parą? - jego śmiech wypełnia całe pomieszczenie, a ja czuję, że zaraz zwymiotuję - Nie bawię się w związki Julio, wiesz o tym, nie liczą się dla mnie żadne zobowiązania - odpowiada z uśmiechem. Nie wierzę, traktuje to jak jakiś dowcip. A ja głupia zaczęłam mu ufać, zaczęłam wierzyć, że potrafię zaufać kolejnemu facetowi.

- Myślałam tak, bo.. -

- Sądziłaś tak, bo zabrałem cię na kilka głupich randeczek? Uważałaś, że zostaniesz moją dziewczyną, a ja twoim chłopakiem? - jego słowa są głębokie i krzywdzące - Wiesz, źle myślałaś, to chyba pierwszy raz w tym swoim idealnym, patetycznym świecie - Patetycznym? Właśnie nazwał mnie patetyczną? Przygryzam wargę, mój telefon znów dzwoni. Nie zawracam sobie jednak tym głowy.

- Nazywasz MNIE patetyczną? - pytam go. Sposób w jaki to wypowiedział... przez takie zachowanie tydzień temu wróciłam do rodziców. To był czas, w którym pierwszy raz od bardzo dawna śmiałam się i cieszyłam, a nawet flirtowałam... Wydawało mi się to być jakimś odległym snem, a nie rzeczywistością.

- Tak nazwałem cię cholerną patetyczną dziewczynką, dlatego, że tak właśnie się zachowujesz! - jego słowa uderzają mnie.

- Myślisz, że mam wszystko, prawda? Zawsze wykorzystujesz moje dawne życie przeciwko mnie! Ono nie było idealne! - krzyczę - Nic w moim życiu nie było perfekcyjne. Niczyje życie takie nie jest! Było po prostu nudne! Nic poważnego się nie wydarzyło, co wcale nie znaczy, że było świetne! To żadna wymówka, aby nazywać mnie patetyczną! - drę się, zanim jednak udaje mu się kontynuować krzyczę dalej.

- Co z twoją potrzebą do opiekowania się kobietami, gdy w rzeczywistości sam doprowadzasz ja do załamania! Może fizycznie tego nie robisz, ale powodujesz okropną burzę emocjonalną! Rozwalasz je psychicznie, co uważam za dużo gorsze! - serce wali mi jak szalone, sucho mi w buzi, kręci mi się w głowie.

Wiem, że powinnam się powstrzymać, ale pragnę go zranić, tak jak on zrobił to mnie, Powinien zdawać sobie sprawę, które słowa mnie ranią.

Moje słowa powodują natychmiastową zmianę nastroju - jego oczy stają się potwornie zimne. Patrzy na mnie, jak na martwą. Oboje nie możemy znaleźć odpowiednich słów.

Obserwuję jego twarz, i nie widzę na niej żadnej nienawiści wobec mnie. On nienawidzi słów, które na niego wykrzyczałam, nienawidzi prawdy. Chłopak doskonale zdaje sobie sprawę, że rani dziewczyny, tak emocjonalnie. On wie, że mam rację... Mój telefon ponownie dzwoni.

- Odbierz ten cholerny telefon! - wrzeszczy. Nie robię tego.

- Jesteśmy w środku ważnej rozmowy, nie ominie nas to przez jakiś durny telefon! - wrzeszczę wskazując na niego palcem, na co chłopak buczy pełen frustracji - Nie uciekniesz, słyszysz? Nie możesz ot tak wyjść w środku sprzeczki, kiedy zaczyna ci brakować argumentów Zayn! W taki sposób nigdy nie uda nam się niczego rozwiązać! Nie możesz ignorować swoich kłopotów!

Matt chodził za mną wszędzie - mówiąc oczywiście w przenośni. Wszystko mi się z nim kojarzy - moja zdolność do ufania, zdolność do wiary w lepsze jutro oraz do tego, że któregoś dnia uda mi się poznać właściwego faceta. Tak jak Lindsay.. Zaufała mi, dzięki temu otworzyła mi do siebie bramę i również jej ufam.

- Kurwa, wiesz co? - spogląda raz na mnie, raz na dzwoniący telefon - Po prostu odbierz ten cholerny telefon, ja mam już dosyć! - wrzeszczy na mnie.

- Zayn!

Zanim udaje się się go złapać, chłopak wybiega z pokoju zatrzaskując za sobą drzwi. Jego siła jest tak potężna, że trzęsą mi się w oknach szyby. Stoję nieruchomo gapiąc się w miejsce, w którym sekundę temu stał. Dlaczego podczas naszych rozmów rodzi się między nami taka nienawiść? Mam wrażenie, że naszą relację można nazwać wojną, zawsze się o coś spieramy. Nieważne, czy chodzi o szkołę, czy o coś zupełnie innego.

Mój telefon ponownie się odzywa. Zamykam oczy w totalnej irytacji, ten dzwonek przerwał upojną ciszę, która w końcu nastała. Stoję, moje oczy są zaciśnięte, znajduję się na polu nie do końca rozegranej bitwy. Miał już dosyć.. Miał na myśli rozmowę, czy nas?

Ten głupi telefon znów zaczyna się drzeć, na co wydaję z siebie odgłos pełen frustracji. Otwieram oczy i podchodzę do biurka. Ktokolwiek dzwoni - mam nadzieję, że ma do tego poważny powód. Podnosząc go w ręce jestem gotowa wrzeszczeć na rozmówcę.

Ale jest jak zwykle - wszystko co się wydarzyło, jakby zniknęło. Nie miało to racji bytu, przestało mieć jakiekolwiek znaczenia. Kiedy odczytuję imię dzwoniącego, czuję, że zapada mi się grunt pod nogami.

Moje serce zatrzymuje swoją pracę.


Notka od autorki:

Wiem... znów przerywam w takim momencie! :) Już długo nie pozostawiałam was w takim momencie, więc zasługujecie na dreszczyk emocji ;) Kocham was wszystkich hahhahaaha! Dziękuję za to ogromne wsparcie i głosy!!


_________________________-

Hej! :)

To chyba najgorzej przetłumaczony rozdział ever... Nie mogłam się skupić, słowa mi się nie kleiły.. :c

Dotrzymałabym obietnicy i rozdział byłby już wczoraj, ale jakże urocza VECTRA pozbawiła mnie wieczorem kontaktu ze światem .. :c

Co to za emołszyns ? ZAYN! WRACAJ :C Kiepsko się dzieje...
Jak myślicie pogodzą się? Czy już wymyślamy zlepkę dla Harry'ego i Julki? Może to im pisana jest wspólna przyszłość....

DZIĘKUJĘ ZA WSPANIAŁE KOMENTARZE :) !! JESTEŚCIE MEGA WSPANIAŁE I NIE MACIE POJĘCIA CO CZUŁAM CZYTAJĄC JE WSZYSTKIE!!

POLECAJCIE TO FF ZNAJOMYM DIRECTIONERS! PROSZĘ!! Chcę, aby One Night stał się naprawdę popularnym blogiem/tłumaczeniem, bo wydaje mi się, że na to zasługuje.. (jeśli ktoś myśli inaczej to proszę o szczerą opinię w komentarzu.. :) )

Do następnego! (za niedługo, obiecuję)

czwartek, 13 listopada 2014

Rozdział 42

ZAYN POV


Niczego nie cierpię bardziej, niż kiedy idę na zajęcia i nie jestem w stanie z nią rozmawiać. Ona zawsze tak cholernie mnie wkurza i za każdym razem kończy się na kłótni, po czym nie mogę się z nią dogadać przez dłuższy czas.

Pójście za zajęcia w środę było wystarczającą trudną walką. Po kolejnej kłótni wymyśliłem, że ignorowanie o odpychanie jej od siebie będzie najprostszym sposobem – miało być łatwo, ale po tym jak ją ujrzałem całe moje przekonanie zniknęło za pstryknięciem palcami.

Zwłaszcza po tym, jak Pan Collins rzucał w nią tym swoim wkurwiającym, czarującym uśmieszkiem. Musiałem mieć na nią oko, wyglądała idealnie – jak zawsze. Co więcej z jej postawy nie widać było, żeby bardzo przejęła się naszą sprzeczką – nie była dotknięta moim nietaktem i Ericą (słówko ode mnie :D Oj Zayn.. jaki ty jesteś ślepy…)

Ona wcale nie musiała wiedzieć o Erice, nie było najmniejszej potrzeby, zwłaszcza odkąd wiem, że leci na Harry’ego.. Dlaczego podawał się za mojego kumpla i w tym samym czasie próbował odebrać mi kurwa Julię? Harry – cholerny Harry musiał się w to mieszać. Tak jest grzeczniejszym typem – bardziej  nadaje się jako chłopak dla niej.

Byłem cholernym idiotą zapraszając Ericę na tę całą imprezę. To był impuls. Zaprosiłem ją po tym, jak Julia pojechała w odwiedziny do rodziców. Wyobraziłem sobie, jak wraca i idzie na imprezę ze swoim idealnym chłopakiem z dzieciństwa. Zrozumiałaby, że jestem dla niej zwykłą udręką, jak bardzo się między sobą różnimy. Nie chciałem tego, naprawdę nie chciałem stać wtedy jak kołek i patrzeć na ich szczęście, na szczęście Julii. Zaprosiłem, więc Ericę, tylko po to, by nie być samotnym.

Ta myśl rozwalała mnie, wypełniała każdą myśl – ona i Matt razem – było tak, dopóki nie zadzwoniła do mnie tego wieczoru. Gdy rozmawialiśmy, póki nie zasnęła coś się we mnie obudziło. Zrozumiałem, że nic takiego jak jej powrót do Matt’a się nie wydarzy.


Tydzień mija w zastraszającym tempie i nadal ją ignoruję, tak silnie jak tylko potrafię.. Chociaż wiem, że tam głęboko wcale tego nie chcę… Wydaje mi się, że średnio ją to obchodzi, jej wzrok zawsze wlepiony jest w Pana Collins’a – jest wciągnięta każdym cholernym słowem, które wydobywa się z tych jego wstrętnych usteczek.

Gdy nadchodzi sobota nie mam co ze sobą począć. Nie mam ochoty na imprezowanie, jeśli znów się upiję to prędzej, czy później skrzywdzę Julię. Plus nie mam pojęcia, czy zdoła mi to kiedykolwiek wybaczyć. Na towarzystwo Ericy też nie mam ochoty, nawet nie wiem co mam jej powiedzieć w związku z Julią.

Erica bardzo dobrze mnie zna - nie jak Julia, ale doskonale zdawała sobie sprawę, że potrzebowałem seksu bez zobowiązań i uczuć. To obopólna korzyść, ja i Erica byliśmy tylko przyjaciółmi i niczym więcej.

Nie wiem jak poradzić sobie z Julią, cały czas błądzi w moich myślach, ale ja na nią nie zasługuję. Nie powinienem myśleć o kimkolwiek tak często, jak myślę o niej, starałem się ją ignorować - wydaje mi się, że minęły lata od naszej ostatniej rozmowy, wieki odkąd miałem ją w swoich ramionach, odkąd ją całowałem.. ale nie dam rady sobie z tym poradzić.

- Do później chłopaki - zwracam uwagę na to co się wokół mnie dzieje - Louis'a i Harry'ego. Charles odwraca się w ich stronę i rzuca podejrzenia.

- A wy oboje to gdzie się wybieracie? - śmieje się.

- Wychodzimy.. - Louis zerka raz na mnie, raz na Charles;a. Gapię się na ich trójkę - nie jestem pewien co jest grane, ale z pewnością nie poinformowali mnie o czymś istotnym. Na twarzach malowało im się dziwne uczucie.. nie mówili nam wszystkich szczegółów.

- Tak, więc do potem - Charles macha im na pożegnanie, na co Louis rzuca w niego zmartwionym spojrzeniem i wychodzi podążając za Harry'm.

- Co to do kurwy miało znaczyć? - pytam gdy słyszę trzask drzwi frontowych.

- O co ci chodzi? - Charles pyta nonszalancko, przygotowując sobie trochę jedzenia. Nie patrzy na mnie - jest skupiony na gotowaniu. Nie odpowiadam na jego pytanie, czuję, że coś jest na rzeczy. Louis i Harry nie wychodzą nigdy nigdzie we dwoje, zwłaszcza beze mnie i Charles'a

Szybko wrzucam talerz do zlewu pozostawiając go do umycia Chrles'owi. Drażnię go tym, ale zupełnie to po mnie spływa i szybkim krokiem wychodzę z kuchni. On podrywa moją Julię, może więc pozmywać trochę naczyń. Spieszę do swojego pokoju, przebieram się w coś normalnego i wybiegam z domu.

Wiedziałem, że chodzi o Julię, i muszę się dowiedzieć co dokładniej wykombinowali.



JULIA POV


Stojąc w łazience, ostrożnie nakładam cienką warstwę makijażu na oczy. Ten tydzień był nudny i ciężki, nie rozmawiałam z Zayn'em od bitych kilku dni, a on nawet się nie starał. Nie wiem co mam zrobić, skąd mam wiedzieć, czy poczuł się zraniony, skoro się do mnie nie odzywa? Zawsze sytuacje między nami były jedną wielką niewiadomą.

- Nadal nie wierzę, że idziesz na tę podwójną randkę z Harry'm - słyszę głos Sary. Wzdycham robiąc ostatnie poprawki i wychodzę z łazienki.

- To nie jest randka - Wciąż nie udało mi się wyjaśnić tej całej zagmatwanej sprawy z Zayn'em Sarze. Mimo, że byłam mocno na niego wkurzona miałam poczucie, że muszę trzymać ją z dala od tego bałaganu, a najlepiej wszystkich, oprócz Louis'a.

- Jednak wygląda to inaczej. Louis z Elenour, Harry i ty? - wylicza - To jest podwójna randka - dziewczyna obserwuje mnie podejrzliwie - Myślałam, że nie jesteś zainteresowana Harry'm.

- Nie jestem, ja.. nie wiem - wzdycham. W czasie zmagań z Zayn'em Harry był dla mnie jak skała podtrzymująca mnie przed upadkiem i bardzo mu jestem za to wdzięczna. Nadal jednak nie chcę mieszać się w żadne związki z nim, odkąd moje myśli wypełnia tylko mulat - To nie jest podwójna randka, tylko wspólne, przyjacielskie wyjście.

Nie ważne, jak mocno się starałam, aby było inaczej, za każdym razem brzmiało to tak samo - podwójna randka. Nie ma mowy temu zaprzeczyć. Odwracam się w stronę długiego lustra poprawiając swój szary top. Podciągam spodnie i przeciągam przez szlufki pasek zaciskając go wokół pasa. Włosy rozpuściłam pozostawiając je w lekkich falach, grzywkę postanowiłam podpiąć do góry.

- Dyskutowałaś o tym z Zayn'em, czy tak po prostu... - Sara obsypuje mnie kolejnym pytaniem wyczekując odpowiedzi. Gapię się na jej odbicie w lustrze.

- Nie rozmawialiśmy - niemal szepczę potrząsając lekko głową. Odwracam się do niej. Jej oczy smutnieją.

- Tak myślałam... byłaś taka zamknięta, jakby w swoim świecie.. może to czas dać szansę Harry'emu? - proponuje, smutek znikł z jej twarzy. Harry... Harry i ja - to sprawiało więcej sensu, niż z Zayn'em. Ale nawet jeśli pozwoliłabym sobie na zmianę obiektu zainteresowań na drodze pojawiała się Lindsay.

- Nie sądzę, że to dobry pomysł.

- Dlaczego? - natychmiastowo pyta, jej wzrok skanuje mnie przeraźliwie - Harry to bezpieczna droga do szczęścia, jest miły, czarujący, a już na pewno mam milion razy czystszą kartotekę od Zayn'a - rzuca faktami, jakby urodziła się z tą wiedzą.

- Lindsay - wyjaśniam zaczesując kosmyk włosów za ucho - Podoba jej się Harry i nie mam serca jej tego zrobić. Plus nie myślę o Harry'm w ten sposób - Lindsay była moją wymówką, jedynym powodem dla którego zamykałam sobie drogę na związek z Harry'm.

- Oczywiście, że nie zrobisz, Zayn bawi się twoimi uczuciami, nie mam pojęcia co się między wami wydarzyło, ale... Od tamtej pory stałaś się zupełnie inną osobą, ledwie ze sobą rozmawiamy.

- Wiem - wzdycham podchodząc i siadając na swoim biurku, Sara obserwuje mnie z ostrożnością - Przepraszam cię.. w mojej głowie kłębi się od różnych myśli.. Możemy dać spokój Harry'emu? - błagam ją. Dziewczyna przytakuje powoli i kieruje się do kuchni.

Słyszę lekkie stukanie do drzwi i w ciele czuję ekscytację. Spędzenie dnia z Louis'em, Elenour i Harry'm będzie świetną zabawą - choć na moment będę mogła zapomnieć o Zayn'ie. Nadal mam poczucie, że to podwójna randka, ale wolę to, niż samotne siedzenie w pokoju i zadręczanie się.

- Dziś wieczorem spotykam się z Niall'em.. ale opowiesz mi wszystko zer szczegółami jutro? - Sara uśmiecha się biorąc pokaźny kęs batonika zbożowego.

- Jasne - odwzajemniam gest otwierając drzwi frontowe Harry'emu. Loki chłopaka zaczesane są do tyłu, ma na sobie ciemną, niebieską koszulę i spodnie. Uśmiecha się i spogląda raz na mnie, raz na Sarę.

- Hej Sara - mruga do niej przyjaźnie.

- Cześć Harry - odpowiada zasiadając przy biurku, odwraca się i całą uwagę skupia na laptopie.

- Gotowa? - pyta mnie z czarującym uśmiechem.

- Tak - przytakuję sprawdzając czy aby na pewno zabrałam ze sobą telefon i pieniądze. Sekundę potem wychodzimy z budynku.

- Wyglądasz świetnie - chwali mnie, na co uśmiecham się tylko. Mimo, że w mojej głowie maluje się obraz Zayn'a i Lindsay, która darzy go sympatią czuję, że to będzie przyjemne popołudnie.

- Ty też nie wyglądasz najgorzej - śmieję się dźgając chłopaka łokciem w bok.

- Louis i Elenour czekają już na miejscu, na arenie laserów - chłopak wyjaśnia, gdy wskakujemy do jego jeep'a.

- Arenie? - śmieję się zapinając pas - To musi być ogromne - wyobrażam sobie miejsce kształtem przypominające koloseum i przypadkowo postawione ściany. Nie wiem, czego mam się spodziewać.

- Nie jest znów takie ogromne, bardziej przypomina 'zabawną planetę' (nie miałam zielonego pojęcia jak to przetłumaczyć... :c) Są tam gokarty, gry, jedzenie - wzrusza ramionami, po czym odpala wóz i ruszamy.

- 'Zabawna planeta'? - pytam powtarzając jego słowa - Brzmi zabawnie - śmieję się na co chłopak dołącza spoglądając na mnie.

- Tak, zapowiada się świetny dzień.

^^^^

- Po prostu zapnij ją w ten sposób - Harry poprawia czarną kamizelkę, którą mam na sobie. Ma ona przyczepionych kilka białych pól, jak sądzę są to chyba jakieś diody. Chłopak wytłumaczył mi, że zaświecą się one za każdym razem, gdy zostanę 'postrzelona'. Tym samym inni oraz ja będziemy wiedzieć, że oberwałam.

Obawiałam się tej areny/ Harry obiecał, że będzie przy mnie i mi pomoże - będziemy drużyną. Mimo, że w pierwszej rundzie będzie uczestniczyć jeszcze kilkoro obcych ludzi, ja z Harrym będziemy walczyć przeciwko Louis'owi i El.

- Wystarczająco ciasno? - pyta mnie zaciągając pasek, tak, że materiał kamizelki przylega do mojego ciała. Uśmiecham się i przytakuję.

- Idealnie - jego zielone tęczówki lśnią, kiedy spogląda na mnie ostatni raz poprawiając kamizelkę. Rumienię się spoglądając na Elenour i Louis'a, którzy się na nas patrzą. Harry wręcza mi plastkiowy pistolet.

- Pociągnij za spust i dasz sobie radę - wskazuje na miejsce pod bronią. Przytakuję w zrozumieniu i rozglądam się po pomieszczeniu.

- Okej, wszyscy gotowi? - pyta nas instruktor. Facet ma ciemne, blond włosy związane w kucyka i czarne polo na sobie.

- Oczywiście, że tak! - Louis jest bardzo podekscytowany.

Śmieję się z jego entuzjazmu, na co Elenour kręci głową uśmiechając się. Instruktor odsuwa się na bok wpuszczajac nas do ciemnego korytarza. Obracam się do Harry'ego, który rzuca we mnie zachęcającym uśmiechem i wchodzimy do środka. Idę blisko chłopaka, kiedy znajdujemy się już w ogromnym pomieszczeniu.

Wydaje się być nieskończenie wielki, wszystkie ściany i przeszkody pomalowane są na czarno, widać na nich rozmazaną, świecącą paćkę oraz trochę na podłodze. Cała struktura składa się jakby z dwóch światów, są mosty, zamki, schody, czuję narastające napięcie i zdenerwowanie - mam nadzieję, że się nie zgubię w tych ciemnościach.

- Dawaj! - Harry krzyczy do mnie. Muzyka gra, więc chyba grę można uznać za rozpoczętą - wszędzie słychać odgłosy laserów. Ludzie biegają śmiejąc się i ciesząc, ich kamizelki coraz to się zaświecają i gasną. Biegnę za Harry'm, wspinamy się na górę po schodach i w mgnieniu oka znajdujemy się na pierwszym piętrze.

Chłopak szybko zestrzelił kilkoro osób, ale wspinamy się jeszcze wyżej. Nie wiem co robić, w końcu docieramy na najwyższe piętro budowli - doskonale stąd widać przeciwników.

- Lekcja numer jeden: Zawsze stawaj na szczycie; miej przewagę - uśmiecha się. Przytakuję i podążam za nim pod jedną z wież.

- Czy to bezpieczne? - rozglądam się.

- Wiesz, masz ponad 16 lat i podpisałaś dokument potwierdzający odpowiedzialność za własne zdrowie i życie - przypomina mi z mrugnięciem oka, kiedy przebiegamy przez jeden z mostów.

- Ktoś kiedyś tu poważnie ucierpiał?

- Może - wzrusza ramionami - Przy mnie jesteś zupełnie bezpieczna - uśmiecha się podchodząc i dotykając mojego ramienia - Obiecuję - Zwalniam i gapię się w jego oczy. Zauważam w nim nutę zmartwienia.

Obserwuje mnie nieco zakłopotany - Nie miałem tego na myśli.. ja nie.. - jąka się.

- W porządku - zapewniam go cicho. Wymuszam też ciepły uśmiech, nie zamierzam teraz rozmyślać o Zayn'ie i Lindsay - nawet jeśli to wobec niej nie do końca fair. Sama też potrzebuję się rozerwać.

^^^

Nie mam pojęcia, jak to się stało, ale po pierwszej rundzie w w tabeli wyników jestem druga, zaraz po Lou. Jestem pewna, że Harry specjalnie kilka razy chybił, choć doskonale mógł sobie z poradzić. Mimo to jestem bardzo szczęśliwa. Razem z Louis'em znaleźliśmy się w najlepszej piątce graczy.

- Szczęście początkującego - brunet krzyczy do mnie z uśmiechem - Zagrajmy jeszcze raz, a skopię ci tyłek - śmieje się. Elenou patrzy na niego pogardliwie. Spoglądam na Harry'ego.

- Okej - zgadza się. Bardzo spodobała mi się ta gra, w żyłach płynie mi niezła dawka adrenaliny.

W kolejnym starciu nie jestem już więcej w drużynie z Harry'm i muszę sobie radzić sama. Chłopak mruga do mnie ostrzegawczo, zanim znika w labiryncie ścian i świateł. Szybko odnajduję miejsce dla siebie i pozostaję wysoko w ukryciu, tak jak mnie nauczył.

Udaje mi się zdobyć kilka niezłych strzałów, śmieję się i trafiam każdą napotkaną osobę. Bardzo podoba mi się fałszywe strzelanie, dźwięki broni, to jak kamizelka zaświeca się za każdym razem, gdy ktoś trafi w swój cel.

Kiedy gasną wszystkie światła sygnalizując koniec gry, odnajduję śmiejących się chłopaków, którzy podchodzą do tabeli wynikowej. Wypatruję też El, która się do mnie uśmiecha.

- Czyżby ktoś skopał mu tyłek? - pyta mnie. Rzucam w nią zdezorientowanym spojrzeniem - Louis uważa siebie za króla wszystkich gier, czas, aby jakaś laska pokazała mu, kto tu rządzi. Ja nie mam serca mu tego zrobić - wyjaśnia.

- W takim razie, mam nadzieję, że mi się udało - śmieję się, kiedy podchodzimy do ekranów. Po chwili zauważam swoje imię wyżej, niż Louis'a i szczęka opada mi w zaskoczeniu.

- Nie! - chłopak krzyczy niezadowolony - Nie możliwe, oszukiwałaś! - zwraca się do mnie z udawaną złością.

- Jak niby miałabym to zrobić?

- Nie wiem, pewnie razem z Harry'm włamaliście się do systemu, czy coś - twierdzi - Jestem pewien, że nie przegrałem - wytyka.

- Nie jęcz Lou, zjemy coś? - Elenour śmieje się klepiąc go po plecach.

- Nie miej bólu dupy (nieważne jak kolokwialnie to brzmi..) Chodź! - Harry też się śmieje otaczając mnie swoim ramieniem przytulając do siebie - Dobra robota - uśmiecha się do mnie. Wszyscy wracamy do pomieszczenia, gdzie możemy odpocząć o porozmawiać.

Główne pomieszczenie ma ściany w barwach śliwki, wszędzie porozkładane miękkie dywany. Wydaje mi się, że kolorystyka została specjalnie dobrana dla rodzin z dziećmi. Ogromne okna wpuszczają światło - sprawiają, że pokoje wydają się jeszcze większe, niż w rzeczywistości.

Wkrótce zauważam podejrzliwe spojrzenia El i Lou skierowane w naszą stronę. Nie potrafię do końca odczytać emocji, jaka zawładnęła Louis'em, nie wiem o czym myśli. Zapewne zastanawia się co zrobić z naszą dwójką. Niestety siedział w tym samym wózku co i ja.

- Dzięki - uśmiecham się go bruneta, który uwalnia mnie z uścisku. Na myśl przychodzi mi Zayn, co by było gdyby zamiast Harry'ego był on.

- Jula? - chłopak patrzy na mnie intensywnie śmiejąc się nerwowo - Wszystko w porządku? - na jego czole pojawiają się zmarszczki zmartwienia.

- Tak - wydycham uśmiechając się, Harry marszczy brwi potrząsając głową, Odwracam od niego spojrzenie, zwracając uwagę na miękki kolorowy dywan pod moimi stopami.

Bawiłam się naprawdę świetnie, ale w moich myślach nadal pojawiają się obrazy, które wprawiają mnie w złość. Dlaczego choć na jeden dzień nie mogę przestać o nim myśleć? Czy pytam o tak wiele? Oczywiście, że tak, Już zawsze będę o nim myśleć.

Czuję to coś za każdym razem, gdy na niego zerkam, gdy mnie dotyka. Coś przyciąga mnie do Zayn'a i nie wiem jak się tego pozbyć.

- Jula, powinnaś wiedzieć,.. on nie jest jedynym - spoglądam na chłopaka zdezorientowana. Jedyny? W czym?

- Co? - pytam poszukując odpowiedzi w wyrazie jego twarzy. Harry rozgląda się po pomieszczeniu przeczesując palcami włosy po czym znów nawiązuje ze mną kontakt wzrokowy.

- Nie jest jedynym, który się o ciebie martwi i dba - czuję natłok emocji. Czuję szczęście, że Harry się mną przejmuje, ale w tym samym momencie kuje mnie w żołądku. Nie wiem, czego oczekiwałam od niego, ale nie chciałam, żadnego związku.

Nie mogłam tego chcieć. Jest tyle powodów. Stałam się zupełnym bałaganem we własnych kłopotach, zwłaszcza tych związanych z miłością. Nie mogłam się związać z Harry'm, ponieważ jakaś niewidzialna siła trzymała mnie przy Zayn'ie, przy jego napadach szaleństwa.

- Jula, nie mam zielonego pojęcia, dlaczego jesteś z nim tak blisko... nie wiem, czemu nie zostawi się w spokoju, dlaczego nie odsunie się, ale..

Zostawi mnie w spokoju Odsunie się? Kim on jest, że śmie tak mówić? To nie on decyduje o tym, czy będę, czy też nie widywać się z Zayn'em, nie chciałam, aby zostawiał mnie samą... Chciałam?

- Harry, nie rozmawiajmy o tym - przerywam mu, Chłopak łączy brwi w konsternacji - Nie rozmawiajmy, ani nie kłóćmy się o Zayn'a, ponownie - przytaczam nasze pierwsze wspólne spotkanie, kiedy powiedział mi, że martwi się o mnie, gdy przebywam z mulatem.

- Ja tylko.. Szczerze, to nie ma dla mnie żadnego sensu - bełkocze - Zdaję sobie sprawę, że między wami coś jest.. ale oboje skaczecie sobie do gardeł, on cię rani, ty go wkurzasz... Nie ma sensu.

Czuję ogarniającą mnie złość, gotuje się we mnie, Zupełni bezpodstawnie oceniał mnie Zayn'a. Nie wiedział o mnie nic, tyle samo o Zayn'ie - o nas, ale niestety miał trochę racji.

- Myślisz, że tego nie widzę? Myślisz, że codziennie nie myślę, że to nie ma najmniejszego sensu? - pytam próbując zachować stoicki spokój w tanie - Harry, nawet jeśli coś nie ma sensu, nie oznacza, że jest złe - mówię mu.

Pozostajemy w ciszy. Chłopak spuszcza wzrok i wlepia go w podłogę. Kiedy ponownie otwieram usta, aby coś powiedzieć on bierze moją dłoń w swoją i pociera moje palce - teraz gapi się w nie. Obserwuje, jakby to była ostatnia rzecz, którą będzie w stanie zobaczyć, Trzyma mnie bardzo delikatnie, jakby obawiał się, że za moment zniknę.

W uszach czuję, jak wali mi serce, nie czuję tych samych emocji, gdy dotyka mnie Zayn, ale coś w tym jest, Czuję coś, co wprawia mnie w zmartwienie i obawę o Lindsay. Obiecałam jej coś - że z Harry'm łączy nas tylko przyjaźń...

Jego dotyk mnie uspokaja, jednak nie tak jak robi to Zayn. Kiedy robi to mulat czuję rozpalający się we mnie ognień, pragnienie i pożądanie o więcej, uczucie, dzięki któremu wiem, że nie liczy się nic po za nami. Z Harry'm jestem, jakby bardziej przy ziemi, chłopak przyciąga mnie do rzeczywistości.

- Wiedz jedno... on nie jest jedynym - mówi cicho gładząc mnie kciukiem, po czym puszcze moją dłoń. Odchrząkuje i gęsta atmosfera gdzieś znika - Jesteś głodna? - wskazuje na Louis'a i El, którzy siedzą przy stoliku przeglądając menu.

Ich dwója różni się od Zayn'a, dzięki nim mogę zapomnieć i ruszyć przed siebie, mimo blokady w sercu, która mi na to nie pozwala.

- Trochę - przytakuję.

- Ja stawiam, nie martw się - uśmiecha się czarująco, udając, że sytuacja z przed chwili nie miała miejsca. Uśmiecham się i podchodzimy doi reszty.

Zamawiamy posiłki, które zostają nam podane niezwykle szybko. Siedzimy przy stoliku wybranym przez El - w rogu pokoju, z dala od rodzin z dzieciakami. Po kilku minutach cichego spożywania słyszmy głośne dąsy Louis'a.

- Kochanie, wszystko okej? - El pyta go.

- Nie wierzę, że przegrałem - narzeka.

- Oh, pogódź się z tym, że ja wygrałam - śmieję się rzucając w niego frytką.

- Uważam, że oszukiwałaś, odmawiam uwierzenia w moją porażkę! - protestuje wyrzucając ręce w powietrze. Elenour śmieje się pocierając plecy chłopaka.

- Przestań już, Jula zna pewne chwyty, ktoś musiał nie uważać - uśmiecha się do niego.

- Miałam świetnego nauczyciela - śmieję się pukając Harry'ego, który ponownie otacza mnie swoim ramieniem.

- Miałem świetnego ucznia - odwzajemnia gest, jego zielone tęczówki tryskają radością, Rumienię się, uśmiech schodzi z moich ust.

W tym samym czuje czułam się wspaniale i źle, coś takiego mogło przytrafić się tylko mi. Nie tylko Zayn mnie teraz martwi. Nie potrafię kręcić z Harry'm mając w głowie obietnicę składają Lindsay i wszystko co przeszłam z mulatem.

- Żądam rewanżu - sprawiedliwego! - Louis proponuje ze złością i śmiechem. Robię wszystko, aby otrząsnąć się z denerwujących mnie myśli, z wszystkich otaczających mnie kłopotów.

- Sprawiedliwego? - śmieję się niedowierzając - Dziś walczyłam fair! Po prostu szybko się uczę - bronę się - Ale akceptuję wyzwanie.

- Zawalcz jak mężczyzna Tomlinson - Harry rzuca w niego liściem sałaty, który jęczy.

- Jestem mężczyzną - broni się dziecinnym głosem, na co wszyscy wybuchamy śmiechem. Zerkam na Harry'ego który jeszcze nie zdjął ze mnie swojego ramienia - znów nawiedzają mnie wszystkie wątpliwości.

Jestem naprawdę szczęśliwa, nie tak mocno, gdybym miała Zayn'a. Nie myślałam o nim prawie całą randkę, przynajmniej nie tak często, jak zwykle. Okazyjnie na myśl wpadała mi Lindsay.

Obiecałam jej coś, a teraz nie jestem pewna własnych słów. Harry był czarujący, zawsze udawało mu się odciągnąć mnie od dręczących mnie myśli, wiem, że się o mnie martwił i obchodziłam go.

Sprawy wydawały się być z nim zniewalająco łatwe, nie było żadnych dziwnych znaków, nagłych wybuchów złości, ale brakowało również tej iskry, która gościła zawsze między mną i Zayn'em... Tu pojawiał się jedynie niewielki ognik, który nie za bardzo chciał rozpalić się pełnym płonieniem.

Nagle słyszmy głos, który przerywa mój śmiech i powoduje zatrzymanie serca.

- Chyba sobie kurwa ze mnie żartujecie.



____________________________

PATRZCIE JAK SZYBKO! :D Rozpiera mnie duma normalnie :D
Kocham pisać ZAYN POV :)

Ale się kończy!! :o Kto to? Jak sądzicie ? Occhhh! (wiem że to oczywiste ale jest dreszczyk, co nie?) JA MAM DRESZCZYK!!! ZAPOWIADA SIĘ NIEZŁA KŁÓTNIA :O

Następny koło niedzieli :3

WIĘCEJ KOMENTARZY, LITOŚCI NO :C

Do następnego kochane.

ps. tradycyjnie nie sprawdzane....






niedziela, 9 listopada 2014

Rozdział 41

(Ostatnio słuchałam piosenki Just Give Me A Reason wykonania P!ink i wydaje mi się, że jej tekst doskonale pasuje do relacji/sytuacji Zuliet, myślę, że powinniście je zobaczyć!)


Następnego dnia budzę się, zakładam na siebie luźny sweter i legginsy. To nie do końca mój styl, ale nie mam czasu, ani nastroju na strojenie. Po wczorajszej rozmowie z Louis'em ogarnęły mnie jeszcze większe nerwy - całą noc myślałam i martwiłam się o Zayn'a, bardziej, niż zwykle. Nie mam ochoty też kombinować z włosami, więc wiążę je w luźnego koka i ruszam na zajęcia.


Na uczelnię idę znacznie dłużej, niż zwykle - próbuję mentalnie przygotować się na spotkanie z Zayn'em. Może mieć tak wiele różnych humorów - będzie zły, flirciarski, czy może mnie zignoruje? Z pewnością będzie mnie rozpraszał i przykuwał moją uwagę - jak zawsze.

Nadszedł październik, wszystkie liście powoli opadają już z drzew. Kilka z nich leży na chodniku i porusza nimi lekki podmuch wiatru. Korony roślin tracą też już swoje jesienne barwy - jednak ich niektóre gałęzie posiadały jeszcze złoto-czerwone listki.

Te liście wisiały na krawędzi życia. Trzymały się na cieniutkich trzonkach wystarczająco mocno, aby nie opaść na chodnik i odfrunąć w niekończącą się przestrzeń. Mam wrażenie, że sama staję się takim liściem - stoję na krawędzi własnego życia. Na druzgoczący upadek nie pozwala mi jedynie żyjąca we mnie nadzieja, z całej siły staram się nie poddać.

Przez moment gapię się w to drzewo, po czym potrząsam głową pozbywając się tych dziwnych przemyśleń i ruszam na zajęcia.

W klasie zjawiam się zaledwie kilka minut przed rozpoczęciem, przez co Pan Collins mierzy mnie z niepokojem. Uśmiecham się do niego grzecznie, po czym zwracam się do ławki. Obok siedzi Zayn. Zatrzymuję się na środku salki.

Chłopak ma na sobie ciemno szary T-shirt, który całkowicie zakrywa jego klatę, skórzaną kurtkę i ciemne spodnie. Wygląda jak zawsze, jak zwykle otrzymuje też zalotne spojrzenia innych dziewczyn. Zerkam na niego dyskretnie, tak żeby mnie nie zauważył. Podnoszę głowę wyżej, niż zwykle, mijam go i siadam na swoim miejscu. Czuję się, jak na pierwszych zajęciach - znów wyczuwam między nami niekomfortowy dystans.

- Dobrze klaso, w końcu udało mi się  do końca ocenić wasze testy, więc za moment wam je rozdam. Zaraz po ich obejrzeniu zajmiemy się kolejnym tematem i zobaczycie krótki film - ogłasza, po czym bierze w dłonie plik kartek.

Zerkam na mulata, chłopak nadal tylko tępo gapi się w przestrzeń przed sobą. Przeczesuję włosy dłonią, zastanawiam się czy powinnam do niego zagadać, ale wtedy na myśl przychodzą mi słowa Loui'a - Nie mogę być pierwszą, która się przełamie i przybiegnie z przeprosinami. Biorę swoją kartkę i widzę na niej 6 - na mojej twarzy pojawia się szeroki uśmiech.

- Dobra robota Panno Augustine, widzę, że współpraca działa. Oboje dostaliście świetne oceny - Pan Collins chwali mnie i Zayn'a. Chłopak zerka na nauczyciela, który wręcza mu jego test. Na jego twarzy nie widać żadnego uczucia, tylko ignorancja.

Przez resztę zajęć chłopak nadal się nie odzywa, ale od czasu do czasu wyczuwam na sobie jego palący wzrok. Powoduje on pojawiające się na moich policzkach rumieńce j jestem wręcz pewna, że bardzo mu się to podoba. Pojawił się we mnie ognik nadziei, że patrząc na mnie próbuje skleić w głowie jakieś wyjaśnienia, ale z zakończeniem lekcji po prostu podnosi się z miejsca i wychodzi.

Biorę głęboki oddech i powoli robię tę samą czynność. 'Wszystko tylko za nim nie idź' - myślę. Czy nasza sprzeczka była, aż tak druzgocząca?

W mgnieniu oka jakimś cudem znajduję się w sali od Literatury siedząc obok Lindsay, która bez przerwy nawija o imprezie Sary. Zupełnie zapomniałam, że w ogóle tam była - musiała przyjaechac zaraz po sprzeczce z Zayn'em.

- Jula? - odwracam się w jej stronę równo z dzwonkiem. Mrugam oczyma, na co dziewczyna tylko się śmieje - Czy słyszałaś co powiedziałam?

- Eh.. no wiesz... nie - potrząsam głową.

- Powiedziałam, że powinnyśmy zjeść wspólnie lunch! - uśmiecha się i wychodzimy z klasy. Przytakuję opornie, kiedy podążamy w stronę drzwi wyjściowych.

- Brzmi świetnie - zgadzam się - Możesz ty prowadzić? Nie wiem, czy ja powinnam - Przecież na niczym nie potrafię się skupić, nie wyobrażam sobie wskoczyć teraz za kółko. Mimo wszystko miło byłoby się móc na czymś skoncentrować.

- Tak, będę się czuła dużo bezpieczniej, ty nawet średnio radzisz sobie z jednoczesnym spacerem i rozmową - chichocze - Wszystko okej? - teraz brzmi serio. Uśmiecham się do niej,

- Tak, po prostu jak zwykle mam dużo na głowie. Dobrze bawiłaś się na imprezie?

- Oczywiście! Wydawało mi się jednak, że ty nie bardzo - spogląda na mnie badawczo, gdy wsiadamy do jej srebrnego samochodu. Wzruszam tylko ramionami, nawet nie wiem co mam jej na to odpowiedzieć - nie byłyśmy zbyt bliskimi znajomymi. Powinnam się jej zwierzyć?

- Może byłam troszkę nietrzeźwa - śmieję się. Mam nadzieję, że mi uwierzy. To nie kłamstwo, wypiłam niecałego drinka.

- Troszkę nietrzeźwa? No tak, Sara wspominała, że masz słabą głowę - dziewczyna śmieje się, gdy wjeżdżamy do miasta. Lindsay wybiera jakąś przyjemnie wyglądającą kawiarnię, zamawiamy posiłki i czekamy przy jednym ze stolików.

Lokal jest średniej wielkości, w środku jest jednak czysto i nieco zimno. Nie ma dużych stołów, tylko takie, które maksymalnie zmieszczą cztery osoby. Ściany pomalowane są na zielono, farba niestety odchodzi w kilku miejscach. Wydaje mi się, że to rodzinna firma, ponieważ to nie jakiś ogromny budynek i nie pracuje zbyt wielu pracowników

Ku mojemu zdziwieniu przesiaduje to całkiem spora grupa osób. Zapewne robią przepyszne kanapki - podczas przerwy na lunch do pomieszczenia przychodzi jeszcze więcej klientów. Staram się skupić całą swoją uwagę na Lindsay.

- Masz oko na któregoś chłopaka z bractwa? - może życie miłosne Lindsay trochę podniesie mnie na duchu. Dziewczyna peszy się nieco i zerka na swoje dłonie z uśmieszkiem na twarzy - Powiedz mi! - nalegam.

- Wiesz, to znaczy rozmawialiśmy tylko, ale myślę, że.. że go lubię - wyznaje z uśmiechem. Jej tęczówki pełne są takiej dziecinnej radości.

- Okej, zdradź mi więcej! - powtarzam z ekscytacją w głosie. Dziewczyna podciąga się na foteli u oblizuje usta.

- To Harry - kąciki moich ust natychmiast opadają. Harry? Zauroczyła się w Harry'm?

- Harry? - pytam pełna zaskoczenia. Harry jest czarujący i bardzo lekko się z nim rozmawia, ale w życiu się tego nie spodziewałam - Ten z kręconymi włosami? - Nie wiem czemu, aż tak mnie to szokuje. Może dlatego, że był skrytym chłopakiem - nigdy nie słyszałam, aby mówiła o nim jakakolwiek dziewczyna. Wyobrażam go sobie obok Lindsay... nie do końca przychodzi mi do głowy taki obraz.

- Tak! Gawędziliśmy na imprezie, i był dla mnie taki miły! Zaproponował mi wspólne towarzystwo, piliśmy napoje - wspomina. Oblizuję usta i przytakuję w zrozumieniu - powinnam uświadomić ją o naszym wspólnym wyjściu na lasery? Czy on odwzajemniał uczucie? - O! Jest tu! - dziewczyna wykrzykuje.

- Zaprosiłaś go tu? - pytam zakłopotana, kiedy Harry wchodzi do budynku. Ma na sobie brązową kurtkę, która świetnie do niego pasuje, obcisłe spodnie a jego włosy jak zwykle ułożone są w nieładzie.

- Tak, mówiłam ci o tym wcześniej - śmieje się. Odwracam się do niej z jeszcze większym zakłopotaniem. Pewnie wspomniała o tym gdy myślami pofrunęłam do innego świata - Nie odpowiada ci jego towarzystwo? - na jej twarzy maluje się zmartwienie.

- Nie, jest w porządku, zaskoczyłaś mnie. Nie dotarło do mnie, że go tu zaprosiłaś - Może Harry też ją lubił. Być może ją również zaprosił na lasery. Wtedy nie czułabym się jak na podwójnej randce.

Czy tego właśnie chciałam? Nie mieć go tylko dla siebie? Nie wiem, czego chce, jedno jest pewne - jego obecność tutaj martwi i cieszy mnie jednocześnie.

- Cześć Harry! - dziewczyna wita się z nim, kiedy podchodzi do naszego stolika. Spotykam jego wzrok, na co chłopak uśmiecha się.

- Witajcie kochane - uśmiecha się głupkowato zasiadając obok nas. Zerkam pomiędzy nimi, robi się niezręcznie.

- Cieszę się, że tu jesteś - Lidsay przykuwa jego uwagę na siebie, na co czuję ulgę. Wparuję się raz w blat stołu, a raz w śmiejąca się dwójkę. Teraz już wiem, że Harry się jej podoba, muszę poszukać jakiś znaków. Dziewczyna chichocze nerwowo, stale dotyka swoich włosów i mruga oczami.

- Miło, że mnie zaprosiłaś.

- Chcesz coś zamówić? - pyta go. Zapach jedzenia roznosi się po pomieszczeniu, na co niemalże natychmiast zaczyna mi burczeć w żołądku. Nie zdawałam sobie sprawy z własnego głodu, dopóki nie przypomniała mi o tym Lindsay.

- Nie, nie mam ochoty - potrząsa głową - wpadłem się tylko przywitać.

- I tak cieszę się, że wpadłeś - dziewczyna powtarza się. Czuję wyrzuty sumienia przez to, że zgodziłam się na tę nieszczęsną podwójną randkę z Harry'm i Louis'em. Nie byłam nawet nim zainteresowana.. nie mogłam.

- Co takiego dziś robiłyście? - spogląda na nas obie.

- Właśnie wracamy z Literatury. Zajęcia były mało interesujące, gdyby nie Jula, umarłabym z nudów! - Lidsay zachowuje się dziwacznie, jest zbyt pobudzona.

Siedząc pomiędzy tą dwójką czuję się strasznie niekomfortowo, Harry non stop na mnie patrzy -  i za każdym kolejnym razem wprawia we mnie poczucie winy o tą durną grę w lasery.

Jedyne co robię to gapię się na twarz Lindsay. Jej oczy błyszczą nadzieją na zainteresowanie chłopaka. Zauważyłam też, że wystroiła się bardziej, niż zwykle - przez co ciąży na mnie jeszcze większa wina. Zastanawiam się, czy zaprosiłaby mnie dzisiaj na wspólny posiłek, gdyby nie Harry. to nie miało dla mnie żadnego sensu.

- Przepraszam na chwilę - Lindsay podnosi się i wychodzi na zewnątrz odbierając telefon. Nawet nie zauważyłam, ze cokolwiek dzwoniło, nie słyszałam tego. Harry odwraca się w moja stronę na co rzucam w niego uśmiechem.

- Lou dzwonił do mnie i powiedział, że lasery zaplanowane są na przyszłą sobotę, pasuje ci? - jego zielone tęczówki pełne są optymizmu.

- Ta.. Zaprosisz też Lindsay? - pytam go z wyraźną nadzieją, przez co chłopaka ogarnia zakłopotanie.

- Nie planowałem tego robić... Powinienem? - jego głos jest  przytłumiony i wiem, że jest zaskoczony moim pytaniem. Zwracam się do kelnera, który właśnie przyniósł nasze dania.


Pracownik odkłada posiłki na nasz stolik u rzuca w nas uprzejmym uśmiechem, po czym znika na zapleczu. Tłumy ludzi znikły - widocznie skończyła im się już przerwa na lunch. Wolałabym, gdyby tu jednak nadal byli - w pomieszczeniu robi się za cicho.

- Tak, tylko się zastanawiałam - mówię - Wydaje mi się, że bardzo cię lubi - dodaję szybko, na co chary chichocze.

- Jest naprawdę bardzo miłą dziewczyną, ale wolałbym gdybyśmy byli tam tylko ja, ty, Louis i Elenour - wymienia wszystkich uczestników zerkając cały czas na stolik, żeby na mnie nie patrzeć. Chyba Harry naprawdę żyje świadomością, że to podwójna randka. Nerwowo rozglądam się po pomieszczeniu wyczekując powrotu Lindsay. Na moje nie szczęście dziewczyna nadal stoi na zewnątrz i rozmawia przez telefon.

- Brzmi naprawdę dobrze, więc sobota? - staram się wyrzucić z tonu cały ten niepokój po czym uśmiecham się do chłopaka. Chłopak jak zwykle ma ten flirciarski błysk w oku i cieszę się, że niczego nie podejrzewa.

- Tak - kącik jego ust unosi się - Mogę wpaść po ciebie i pojedziemy tam razem - Jest i wisienka na torcie, podwieźć mnie? Brzmi jak randka, tym razem nie zaprzeczył.

Kogo ja próbuję oszukać? Zgodziłam się na wspólne wyjście z nim, Louis'em i jego dziewczyną. To oczywiste, że wybieramy się na podwójną randkę, tylko my z Harry'm technicznie nie byliśmy w żadnych związkach. Mimo wszystko próbowałam się łudzić, że sprawa wcale tak nie wygląda. Martwiłam się i obawiałam, i nie mogłam znaleźć powodu dla którego w ogóle zgodziłam się na te lasery.

- Ja.. um-

- Przepraszam, że zeszło mi tak długo - mówi do nas Lindsay siadając na swoim krześle. Odchrząkuję i odwracam głowę od chłopaka.

Co mam odpowiedzieć Harry'emu? Nie chcę, aby mnie podwoził - no w sumie nie miałam nic przeciwko. Ale to zmierza tylko w jednym kierunku, i wcale mi się to nie podoba.

Ale z drugiej strony dlaczego, aż tak się tym przejmuję? Harry był nieziemsko czarujący i miły - zupełne przeciwieństwo Zayn'a, a my nie byliśmy nawet razem. Nie mam powodu dla którego mam się, aż tak tym martwić. Boję się, że to tylko trochę nie w porządku wobec Lindsay.

- Kto dzwonił? - pyta ją Harry odwracając się w jej stronę. Dziewczyna uśmiecha się i potrząsa głową.

- Ach, tylko mój tata. Chciał mi tylko przypomnieć, że wpadnie za niedługo w odwiedziny z Oregonu - Harry unosi brew w zainteresowaniu przybliżając się do niej.

- Pochodzisz z Oregonu? - pyta ją. Nie miałam o tym pojęcia - być może kiedyś o tym wspominała, ale nie zwróciłam pewnie na to uwagi.

- Tak, w Gresham. To całkiem duże miasto, naprawdę przyjemne, takie pełne zieleni. Dostaniesz się tak w pół godziny od Portland - informuje nas biorąc kęs swojego posiłku. Zauważam też, że nie tknęłam swojego odkąd przyniósł nam je kelner.

- Od zawsze chciałem zwiedzić Oregon, wydaje mi się, że to przepiękny stan - Harry opiera się na swoim krześle z czarującym uśmiechem.

- Może kiedyś mnie odwiedzisz? - proponuje mu tryskając nadzieją na wspólne spotkanie. Harry chyba jednak nie robi sobie z tego nic, bo wzrusza obojętnie raminami.

- Taa, może - przytakuje głową.

- Przyjeżdża tylko twój tata, czy mama też? - pytam ją. Widzę, jak dziewczyna momentalnie smutnieje - Przepraszam cię, ja nie-

- Nie, wszystko okej - unosi brew z uśmiechem - To żaden sekret, moi rodzice się rozwiedli - wzrusza ramionami - Nie przepraszaj - mówi mi - Wyznam tylko, że mam słaby kontakt z moją mamą..

- Prz..- Wstrzymuję się - To smutne - szepczę.

- Jest okej.. to znaczy.. powiem wam przykrą, aczkolwiek krótką historię. Moja mama zerwała z tatą, kiedy byłam bardzo mała, .. on.. on zakochał  się w innej kobiecie - potrząsa głową - Wolał ją bardziej, niż mamę, ale nadal mnie chciał i kochał - utrzymywał kontakt. Na jego nieszczęście kobieta którą wybrał okazała się być bardzo szalona i dzika.. Można ją było nazwać 'niebieskim ptakiem', więc ich związek nie przetrwał długo...

Zagryzam wargę przyjmując do wiadomości jej opowieść, nigdy bym się nie domyśliła, że jej rodzice są w separacji. To w jaki sposób o tym wszystkim opowiadała, jaka silna była - stała się moją inspiracją.

- Pewnie myślicie, że nienawidzę ojca za to co zrobił, ale wcale tak nie jest - mówi powoli - Kocham go, i wiem, że ją również kochał, nie potrafię zwalczyć miłości - bełkocze, po czym uśmiecha się.

Lindsay bierze kolejny kęs posiłku. Nie wyobrażam sobie, żeby coś takiego przydarzyło się mnie, widząc, że mój tata wybrał inną kobietę. Przynajmniej ojciec Lindsay nadal ją kochał.

Przez resztę lunch'u odzywają się tylko Harry i Lindsay. Pozostawili mnie swoim myślom, zastanawiałam się co odpowiedzieć chłopakowi na jego propozycję.

Kiedy skończyłyśmy już nasze posiłki, obie żegnamy się z Harry'm. Chłopak ściska ją na pożegnanie i jestem pewna, że w ciele dziewczyny fruwa stado motyli na ten mały gest. Kiedy zwraca się do mnie czuję ścisk w żołądku. Lindsay zmierza w kierunku samochodu zerkając na naszą dwójkę.

- Więc.. um.. sobota? - pyta spoglądając na Lindsay.

- Taa.. - nie mogłam mu powiedzieć, aby po mnie nie przyjeżdżał . Nie mogłam mu wyznać, że Lindsay bardzo go lubi, kiedy widzę, że on wcale tego nie odwzajemnia - Brzmi, jak plan - mówię głośniej, aby dziewczyna domyśliła się, że to wcale nie jest randka. Harry uśmiecha się tylko pełen ekscytacji.

- Przyjadę koło 12, okej? - pyta wsuwając dłonie do kieszeni brązowej kurtki. Odwracam się do dziewczyny, która stoi przy samochodzie w niezręcznej ciszy.

- Brzmi świetnie, do zobaczenia - macham mu, unikając pożegnalnego uścisku i wracam do Lindsay. Chłopak odwzajemnia gest i odchodzi.

- Co to było? - dziewczyna chichocze, kiedy wsiadamy do auta.

- Zwykła rozmowa - wzruszam ramionami, mając nadzieję, że niczego nie podejrzewa. Boję się, że kiedy się dowie będzie na mnie zła - muszę ją uświadomić, że nie lubię Harry;ego w ten sposób. Przynajmniej nie potrafię myśleć o nim w ten sposób, tak jak myślę o Zayn'ie - Naprawdę powinnaś poznać mojego tatę, bardzo mi go przypominasz.

Wskakuję do samochodu zaskoczona jej komentarzem. Dziewczyna uśmiecha się zapewniając mnie, że nie miała na myśli niczego złego.

- Serio? - Mam nadzieję, że dobrze jej się z nim kojarzę.

- On jest mądry, towarzyski, przyjacielski... myślę, że dogadalibyście się. To zabawne, oboje reagujecie tak samo na stres - pocieracie kciukiem miejsce między oczami - uśmiecha się.

- Tak, mam to po tacie - wzruszam ramionami. Mój tato robił dokładnie to samo, za każdym razem kiedy siedział w papierach lub gdy sprzeczali się z mamą - Z przyjemnością go poznam.

- Powinnaś też poznać mojego brata Joshua - znów uśmiecha się do mnie w sposób, dzięki któremu wiem, że jest szczęśliwa, że mi ufa.

- Masz brata?

- Tak - przytakuje przygryzając dolną wargę - Mieszka w Las Vegas, i tak jakby nie nie cierpi mojego taty....  Kiedy moi rodzice się rozwodzili miał zaledwie cztery, bądź pięć lat więcej ode mnie. Obwinił mojego ojca o to wszystko.

- Jak udaje ci się być taką otwartą w tej sprawie? - nie potrafiłabym mówić tak otwarcie o czymkolwiek. Udało mi się raz - wobec Zayn'a tej pierwszej nocy.

- Ufam ci - mówi. Gapię się na nią w niedowierzaniu - ufa mi. Lindsay odpala samochód. Oblewa mnie fala poczucia winy - nie powinnam się spotykać z Harry'm.

- Idę na podwójną randkę z Harry'm, będziemy grać w grę na lasery - słowa wystrzeliwują ze mnie niczym z procy. Lindsay gapi się na mnie - jej twarz pełna jest zakłopotania i rozbawienia.

- W zasadzie to nie randka, po prostu raz palnęłam, że wybrałabym się pograć w tą grę z Louis'em i wyszło, jak wyszło. Zabiera się z nami również Elenour - dodaję.

- Lubisz go? - jej pytanie ma dziwny charakter - nie słyszę, ani złości, ani zazdrości. Potrząsam przecząco głową.

- Nie - przynajmniej tak sądzę. W moim życiu miłosnym i tak pojawiło się stanowczo za dużo komplikacji, nie warto wplątywać w to również Harry'ego - Zapewniam cię, że to tylko przyjacielskie wyjście.

- Dziękuję, że mi o tym mówisz - dziewczyna odpala wóz, zapina pasy i ruszamy - Jesteś dobrą przyjaciółką - chwyta moją dłoń i ściska w przyjacielskim geście, po czym wyjeżdżamy z parkingu.

Dobrą przyjaciółką... Może wcale nie byłam taka samotna, jak sądziłam. Może Sara nie jest moją jedyną przyjaciółką? Może jestem już w stanie zaufać innym? Być może.


Notka od autorki:

( Podwójna randka! O matko! :) Jestem podekscytowana i zestresowana! Biedny Zayn! Cieszycie się na randkę? Co sądzicie o całym opowiadaniu?!)



_______________________________________

PRZEPRASZAM :C


PS. KTO OGLĄDA MTV EMA? :D



Lydia Land of Grafic