Soundtrack:
* Impossible - Shontelle
* Home - Gabrielle Aplin
Następnego ranka budzę się we własnym łóżku czując to dziwne, znajome uczucie, z którym tęskniłam, ale również i gardzę. W domu jest cicho, moi rodzice zapewne wyszli już do pracy.
Przebieram się w ubrania do ćwiczeń i decyduję się pobiegać, zdecydowanie dlatego, że już dłużej nie wytrzymam w tym idealnym domku. Jest wcześnie rano, słońce dopiero co wstało, a powietrze jest lodowate. Chowam dłonie w swojej kurtce z Nike i żałuję, że założyłam szorty.
Kiedy zaczynam truchtać, ciepło oblewa moje ciało i utrzymuje przyjemną temperaturę - na szczęście. Biegnę tą samą, zwykłą trasą wokół sąsiedztwa.
Słucham muzyki, która odbija się od moich myśli, więc nie zostałam z nimi całkiem sama. Nic to jednam mi nie pomaga, nadal martwię się o Zayn'a, i tym, że zawsze mogę tu gdzieś spotkać Matt'a.
Ciężko oddychając zwalniam dobiegąc do domu, ale z przeciwnej strony, niż wcześniej. Wykonałam prawie całe koło wkoło. Moje stopy zatrzymują się przy małym, jasno-niebieskim domku kilka budynków przed moim. Gapię się w niego zastanawiając czy jest w środku.
Z tym domem wiąże tyle rozmaitych wspomnień, odkąd byliśmy małymi dzieciakami, aż do teraz.
Bawiliśmy się w ogrodzie, łapaliśmy się nawzajem, śmialiśmy, obrzucaliśmy się błotem, oglądaliśmy wspólnie filmy, a nawet pokłóciliśmy się w tym miejscu - zerwaliśmy. Przygryzam usta i odwracam się spacerując przez resztę drogi, aż do docieram do domu.
Przechodząc przez ciepły korytarz zatrzymuję się przyglądając się zdjęciom powieszonym na ścianie. Wisi tam kilka z nich w ramkach - z różnych okresów mojego życia.
Pierwsze z nich przedstawia dzień moich narodzin - jest na nim moja mama ze mną na rękach w szpitalu. Wygląda pięknie, oczekiwałabym, że będzie miała rozczochrane włosy, ale tak nie jest - wystaje z nich jednak kilka niesfornym kosmyków i wyraźnie widać pot zaraz na linii czoła. Mimo wszystko nadal wygląda, tak jak na co dzień - pomijając salkę szpitalną w tle.
Następne ukazuje mnie w jej ramionach, wyglądam jak nowo narodzona, różowa, kurduplowata kupa. Zaraz obok widać mojego tatę - stoi koło nas z uśmiechem na twarzy; samo zdjęcie uwiecznia idealną rodzinką.
Na kolejnym widać znów mojego tatę, tym razem jest w szpitalu i spogląda na mnie z uwielbieniem. Tata był od zawsze moim ulubionym rodzicem, wydawał się mi być bardziej wyrozumiały i wspierający. Bez wątpienia byłam córeczką tatusia.
Powoli zerkam na kolejne zdjęcia. Zatrzymuję się na jednym zrobionym podczas moich pierwszych urodzin. Siedzę na kolanach mamy, na głowie mam malutką czapeczkę urodzinową.
Z kolei kolejne przedstawia dwie przytulające się postacie - mojego tatę i ciocię Kate. Kobieta była strasznie podobna do niego - w końcu są rodzeństwem, więc to zrozumiałe. Odziedziczyła po nim ciemne włosy i czekoladowe oczy.
Kate była moją ulubioną krewną - przynajmniej tyle co o niej pamiętam. Nie widziałam się z nią, odkąd skończyłam 15 lat, czyli jakieś dwa i pół lata temu. Moja mama nigdy za bardzo za nią nie przepadała, i stąd te jej rzadkie odwiedziny.
To wszystko dlatego, że Kate była tą jedyną szaloną osobą w całej rodzinie, mając te dwadzieścia parę lat uwielbiała imprezować. Chociaż jest zaledwie rok młodsza od taty, jeszcze nie wyszła za mą - czerpała radość z życia.
Zawsze chciała się świetnie bawić, razem z Sarą byłyby, jak dwie krople wody. To trochę dziwne, ale Sara mi nią nieco przypomina - obie zachowywały się beztrosko i na ich twarzach często widniał szczery uśmiech - mają zapał do chwytania tego czego chcą i pragną.
Następne zdjęcie pochodzi z czasów, kiedy uczęszczałam do podstawówki, z łatwością zauważam na nim Matt'a. Był tam ze mną - nie ważne, jak bardzo chciałabym o tym zapomnieć, ten chłopak odegrał ogromną rolę w moim życiu. Przebywał w moim domu... na tych fotografiach, w moich wspomnieniach, był częścią tego, kim teraz jestem.
Spuszczam wzrok przejeżdżając palcem po teksturowej ścianie. Spoglądam na kolejne obrazki z pierwszego roku szkoły. Uśmiecham się na nie - z Sarą robimy sobie nawzajem makijaże. Ja wyglądam całkiem przyzwoicie, w przeciwieństwie do blondynki, która przypomina potwora - to nie był dobry pomysł, abym ją kiedykolwiek próbowała pomalować.
Przenoszę wzrok na następne i moje serce łomocze z bólu - uśmiech znika z mojej twarzy. To zdjęcie wykonane zostało w dniu mojej pierwszej randki z Matt'em.
Nawet wtedy, na pierwszej randce moi rodzice byli święcie przekonani, że skończymy, jako para. Chłopak obdarował mnie bukietem kwiatów, spytał mojego tatę o pozwolenie na zabranie mnie na randkę, poznał moich rodziców już na samym początku. To było niezwykle urocze, ale takie tradycyjne, można się było tego spodziewać.
Biorę głęboki oddech i zamykam oczy. Oddalam się od fotografii, koniec z wycieczką po przeszłości.
Reszta dnia jest nudna - idealnie nudna. Biorę prysznic, przygotowuję lunch dla Jeremy'ego i zajmuję się nim gdy rodzice są w pracy. Sprzątam pomieszczenia i gotuję obiad, aby odciążyć trochę mamę - będziemy jeść spaghetti.
Kiedy wraca do domu, mama jest mi wdzięczna za przygotowanie posiłku. Tato pojawia się z powrotem później, niż ona - tłumaczy się robotą papierkową. Nakrywam do stołu, a moja rodzicielka przebiera się w coś wygodniejszego.
- Dziękuję - ściska moje ramię i zasiada do stołu - Cieszę się, że mam cię znowu w domu, wszystko jest idealne - Znów pojawia się to słowo - idealnie. W moim życiu nie ma nic idealnego... jest nudne...
Wszyscy spotykamy się przy jednym stole i opowiadamy sobie nawzajem o spędzonym dniu. Zaczynam się wtedy zastanawiać o czym zwykłam z nimi rozmawiać. Pamiętam, że w liceum miałam zawsze mnóstwo rzeczy do powiedzenia, ale teraz w ogóle nie pamiętam co.
O ocenach? Nie... tym się zazwyczaj chwaliłam na lunch'u z Sarą bądź Matt'em. Podczas obiadu mogłam gadać i gadać, a teraz? Nie mogę sklecić prostego, interesującego zdania... Jestem absolutnie zagubiona we własnej przeszłości.
***
Następnego dnia nie mogę doczekać się urodzinowego obiadu u Sary - w końcu oderwę się od tej rutyny. Nadal nie mogę uwierzyć, że właśnie takie było moje życie, zanim poznałam jego. Czasem nawet brakowało mi tej szarej codzienności.
Łapię się również na tym, że tęsknię z a Zayn'em i Boulder. Chłopak nadal do mnie nie zadzwonił, i z tego powodu boli mnie serce - znów płynął do mnie myśli i wątpliwości.
Zastanawiam się, czy dużo imprezował, odkąd wyjechałam, ciekawe czy zabawiał się z jakimiś dziewczynami. Dobrze się beze mnie bawił? A co jak sobie uświadomi, że lepiej mu bez mojej osoby w jego życiu?
Ubieram się w malinową sukienkę w stylu empire*. Jej góra jest bez ramiączek i mocno przylega do mojego ciała, kiedy reszta sukienki opada zwiewnie ku dołowi kończąc się zaraz nad kolanem. Uszyta jest z delikatnego szyfonu i sprawia, że moja skóra jest w lepszej kondycji, niż zwykle.
W stopy zakładam białe baletki i chwytam pasującą do nich spinkę. Schodzę na dół, gdzie zastaję gotowych do wyjścia rodziców wraz z małym Jeremy'm.
Moja mama ma na sobie odświętną, niedzielną sukienkę, niebieski sweterek i ciemne buty. Tata zaś włożył pasującą do niej koszulę i garniturowe spodnie. Chłopca ubrano w ciemne, eleganckie spodenki i jasno-niebieską koszulę zapinaną na guziki. Uśmiecham się i biorę od nich Jer.
- Piękna sukienka - mówi do mnie mama. Spoglądam na siebie raz jeszcze - sukienka była kolejnym prezentem od Sary, nalegała abym ją ze sobą tu przywiozła i wystroiła się na jej urodziny. Muszę przyznać, że wie lepiej ode mnie co powinnam nosić.
- Dzięki - bełkoczę podążając za nimi do samochodu. Zapinam braciszka pasem, a moi rodzice podkręcają ogrzewanie w samochodzie. Siadam obok niego i szybko poruszamy się w stronę domu Sary.
Kiedy docieramy na miejsce słońce powoli zaczyna już zachodzić, a samochody cierpliwie czekają w kolejce przed domem. Zastanawiam się ile osób zaprosili - ile z nich chciało przyjechać, by świętować urodziny blondynki.
Biorę Jeremy'ego na ręce i wysiadam z pojazdu zaraz za rodzicami, którzy rozmawiają o zaproszonych tu rodzinach. Nie zwracam na nich jednak najmniejszej uwagi, chłopiec bawi się swoim zabawkowym pociągiem od czasu do czasu spoglądając na mijające nas auta.
Drzwi wejściowe są szeroko otwarte, wchodzimy do środka. Dom został pięknie udekorowany, w oknach wiszą złote zasłony, w całym domu błyszczą ozdoby w tym kolorze. Myślę, że złoty jest kolorem przewodnim tej imprezy - Sara to złota dziewczyna.
Poprawiam ręką swoje loki i podążam do kuchni, gdzie napotykam roześmianą Sarę rozmawiającą ze znajomą z liceum - wydaje mi się, że to Naomi. Solenizantka uśmiecha się do mnie i macha zachęcająco, by do nich dołączyć. Prześlizguję się przez tłum z łatwością.
- Hej! - Sara piszczy radośnie, po czym zwraca się do Jer - Hej mały! Dobrze się bawisz? - pyta swoim dziecinnym głosikiem. Chyba zachowała się zbyt wybuchowo, bo chłopiec chowa twarz w moim ramieniu - Chyba mnie nie pamięta - Sara wzdycha kładąc dłonie na biodrach.
- Pogadamy potem Sar, cześć Jula! - Naomi macha do mnie przyjacielsko i znika w tłumie. Sara uśmiecha się do niej, zanim dziewczyna nie ginie z pola jej widzenia.
- To było nie miłe - odwraca się do mnie ze śmiechem.
- Dlaczego? - pytam, podrzucając nieco chłopca, aby było mu wygodniej. Dziewczyna nie odpowiada, tylko chwyta dwa kieliszki z szampanem i nalega, abym za nią poszła. Znajduję mojego tatę i wręczam mu Jeremy'ego. Chyba wychodzimy na zewnątrz.
Jej rodzice, w większości jej mama wykonali kawał dobrej roboty z tymi dekoracjami. Cały ogród wypełniony jest dziesięcioma złotymi stołami z krzesłami w tym samym kolorze. Dekoracje po środku są białe, bądź czerwone z różami o złotych łodygach w wazonach.
- Wygląda niesamowicie - zauważam złote pokrywy krzeseł. Nie mają one jednak tego samego odcienia, Nie ma tu nic taniego, jej rodzice nigdy nie musieli oszczędzać.
- Wiem strasznie mi się podoba - uśmiecha się. Idziemy nad staw, gdzie znajduje się kilkoro innych osób.
- Wydaje mi się, że to najtłoczniejsze twoje urodziny ze wszystkich, jakie dotąd obchodziłaś - zaznaczam biorąc łyka szampana.
- Myślę, że wszyscy chcieli się przekonać, jak sobie radzę w nowej szkole - wzrusza ramionami.
- O to pytałam cię Naomi? - pytam wspominając wyraz jej twarzy, kiedy dziewczyna już odeszła. Przechadzamy wokół stawu, który wbrew pozorom wcale nie jest taki duży. Obejście go dokoła zajmuje od pięciu do dziesięciu minut.
- Taaa, mniej więcej. Pytała mnie też o ciebie i Matt'a - wypija szampana przymrużając oczy w dezaprobacie, na co zaczynam się śmiać.
Zdawałam sobie sprawę, że Sara nie czerpała radości tłumacząc innym, że Matt mnie zdradził - ja również, ale jej wsparcie było dla mnie wszystkim. Wręczam jej mój kieliszek, kiedy ona już swój opróżniła.
- O co konkretnie? - staram się brzmieć obojętnie - ale Naomi była królową plotkar w całej naszej szkole, więc naprawdę chciała wiedzieć co mówiła.
- Tylko o ty, jak się trzymasz, dlaczego zerwaliście. Słyszała plotki o zdradzie - rzuca we mnie zmartwionym spojrzeniem.
- Mam nadzieję, że wszyscy pozostaną w przekonaniu, że to plotka - bełkoczę. Nie mam pojęcia czemu chronię go nie zdradzając nikomu prawdy. Jedno jest pewne, jeśli dowie się o tym jego rodzina, wszyscy och wytykać, a wcale na to nie zasługiwali. A on? Nie jestem pewna, nadal nie wiem co do niego czuję.
Był osobą, z którą dorastałam, moim najlepszym przyjacielem, był zawsze obok mnie. Nie mam pojęcia, co spowodowało jego czyn - zdradę. Jednakże dopiero teraz to widzę, moje życie było piekielnie nudne.
- Moja mama powiedziała, że on może być teraz tu w mieście - mamroczę gapiąc się w trawnik. Słyszę, jak Sara krztusi się napojem i szybko wypluwa go na zewnątrz zakrywając swoje usta. Gapi się na mnie z niemałym szokiem.
- ON jest w mieście? - domaga się powtórzenia, widzę niepokój w jej oczach. Sięga dłonią do mojego ramienia i kładzie ją tam - upewnia się, że jest ze mną w porządku.
- Jest okej - macham dłonią przed jej oczami - Prędzej, czy później i tak bym go gdzieś spotkała - wzruszam ramionami, na co dziewczyna zaciska usta w wąską linię. Przytakuje ze wzrokiem wlepionym w moją twarz.
Na tą chwilę mogę powiedzieć, że nie mam nic przeciwko, żeby go zobaczyć. Jednak nie wiem, czy sobie z tym poradzę i tego się obawiam.
- Myślisz, że się tu dziś pojawi?
- Wątpię - mówię - Uważam, że będzie mnie za wszelką ceną unikał, nie przyjdzie na twoje urodziny wiedząc, że będę tu na pewno ja... przykro mi, że go tu nie będzie z twojego powodu. Nie ważne co mówiłaś, w jakiś sposób się przyjaźniliście - kącik moich ust opada w dół.
- Nie mów tak, przyjaźniliśmy się ze względu na ciebie - dotyka mojego ramienia i idziemy w stronę tłumu - To jak, gdybyś ty przyjaźniła się z moim facetem, ze względu na mnie.
Miała rację. Zawsze starałam się nawiązać dobry kontakt z jej partnerami, przecież za każdym razem kiedy się widywałyśmy, oni też tam byli. Matt i Sara nigdy się nie spotykali, al jeśli byłam tam z nimi, zawsze dużo rozmawiali i śmiali się.
Razi nas światło ogniska, które własnie rozpalił ojciec Sary. Muzyka już gra, a na ogrodzie pojawiają się coraz to większe tłumy. Jest tu taki wiele osób, że zastanawiam się, czy zaprosili tu całe miasto.
- Impreza się zaczyna, miejmy nadzieję na dobrą zabawę - uśmiecham się do niej.
Dziewczyna mruga do mnie i wracamy do reszty. Z łatwością odnajduję swoich rodziców, którzy gawędzą z jakąś rodziną. Nie pamiętam do końca kim są, ale jestem przekonana, że chodziłam z ich córką do tej samej szkoły - wygląda okropnie znajomo.
Zostaję obok nich, rozmawiam , kiedy Sara jest witana ogromem upominków. Zauważam blond czuprynę w odcieniu piasku i zaraz przypominam sobie, że jej właścicielką jest moja dawna partnerka z laboratorium Kelsey. Podchodzę do niej stukając lekko w ramię.
Dziewczyna odwraca się do mnie swoją piegowatą twarzą. Kiedy mnie rozpoznaje gości na niej szeroki uśmiech. Zauważam, że nieco przytyła, ale nadal jest drobnej postury.
- Jula? - uśmiecha się przytulając mnie.
- Hej - odwzajemniam gest - Jesteś tu! Myślałam, że wyjeżdżasz na studia do Vermont!
- Chodzę tam, przyjechałam tylko na kilka dni i okazało się, że akurat trafiłam na imprezkę urodzinową Złotowłosej - śmieję się na tą ksywkę.
Razem z Kelsey uczęszczałyśmu z Sarą do Podstawówki, dopóki nie poznałam jej bliżej podczas zajęć z labolatorium, byłyśmy zwykłymi znajomymi. Jadnak, gdy nasz związek z Matt'em zaczął się rozwijać, zaniedbałam naszą przyjaźń z Kelsey.
- Cieszę się, że tu jesteś - widzę, jak jej uśmiech znika.
- Słyszałam o tobie i Macie - jej ton jest pełen współczucia.
Czuję ścisk w klatce - o czym słyszała?
- Dowiedziałam się, że zerwaliście.. wszystko w porządku? Nigdy jednak nie dosłyszałam dlaczego - oblewa mnie fala ulgi i znów mogę swobodnie oddychać, na szczęście nie miała pojęcia co się między nami wydarzyło.
- Tak - przytakuję szybko - Po prostu coś się między nami rozpadło - czuję się źle, że tak łatwo przychodzi mi kłamstwo. Nigdy nie byłam w tym najlepsza, ale jeśli powtórzysz coś wiele razy to sam zaczynasz w to wierzysz.
- Tak mi przykro, wyglądaliście razem wprost idealnie - dotyka mojego ramienia z pocieszającym uśmiechem. Mój umysł znów ogarnia tornado.
Nie mogę się skoncentrować na niczym, kiedy myślę o Macie. Zastanawiam się co na mój widok pomyśleli inni, smutna, pokrzywdzona dziewczynka ze złamanym sercem? Czy jednak jako silną kobietę, która walczy o powrót normalnego życia? Zastanawiam się co plotkowali o Macie i jakie wymyślili scenariusze naszego zerwania?
Moje myśli powoli przechodzą w mniej stresujące. Jakby to było, gdybyśmy nigdy nie zerwali? Gdyby mnie nie zdradził..
Tworzylibyśmy teraz idealną parę - trzymającą się za ręce, śmiejącą się, tańczącą do powolnych kawałków. Prawie, jak Sara i Niall, ale mniej okazywania uczuć, jak najlepsi przyjaciele.
Zayn.. gdyby tu był Zayn.. również byłabym w rozsypce - płacząc, z bałaganem w głowie, byłabym zraniona, zła lub z poczuciem bycia na szczycie świata. Trzymałby mnie za rękę, sprawiał że liczy się tylko nasza dwójka, że poczuję się bezpieczna.
Kiedy w końcu opadam na ziemię i uderza mnie rzeczywistość siedzę z rodzicami i wysłuchuję przemowy rodziców Sary na temat ich córki.
Wychwytuję tylko jakieś pojedyncze zdania, mówią o tym, jak bardzo tęsknili, że wykonała kawał dobrej roboty w nowej szkole. Są podekscytowani jej odwiedzinami, i nie mogą uwierzyć, że dziś kończy 19 lat.
W mgnieniu oka ktoś przynosi cztero warstwowy, złoty tort z czerwoną różą. To piękne ciasto, na wierzchu palą się już świeczki jest och więcej, niż powinno. Podano go do naszego stolika, gdzie siedzimy my i rodzina Sary razem z nią oczywiście.
Staram się śpiewać 'sto lat' razem z innymi, zanim dziewczyna zdmuchuje płomienie wypowiadając w myślach życzenie. Źle mi, że jestem rozkojarzona właśnie w takiej chwili, ale jedyne czego pragnę to wrócić do Boulder - nawet jeśli tam również nie potrafię się poskładać do kupy. Przynajmniej mam tam Zayn'a.
Zayn, chłopak, który zrobił ze mnie bałagan jest zarazem tym, który trzyma mnie w całości. Paradoks, nie?
Wszyscy zaczynają częstować się torem i wesoło rozmawiać. Spoglądam w dół na swój talerz iz daję sobie sprawę, że w ogóle nie tknęłam jedzenia. Słyszę, jak burczy mi w żołądki i kuszę się na odrobinę pięknie wyglądających kotlecików wieprzowych. Moje zmysły skupiają się na wyśmienitym smaku, więc nie mam czasu na rozmyślanie.
- Idziemy potańczyć - moja mama wytrąca mnie z transu - Pilnuj Jer, okej? - wskazuję na chłopca siedzącego na krześle obok mnie.
- Pewnie - odpowiadam przełykając kęsa.
Moja mam chwyta dłoń taty i oboje odchodzę w stronę parkietu tanecznego. Zawsze zastanawiało mnie, jak oni się poznali, czy była to miłość od pierwszego wejrzenia i takie tam. Jednak za każdym razem, gdy pytałam ich o to, odpowiadali, że na studiach, ale nigdy nie wgłębiali się w szczegóły. Wtedy odpuszczałam.
- Dobrze się bawisz Jer? - pytam małego, który się mi bacznie przygląda. Chłopiec przytakuje, ale po chwili ziewa, a jego główka opada na oparcie krzesła.
- Dostałeś kawałek tortu ? - pytam go.
Wokół przemieszcza się dużo ludzi z talerzykami, na których leżą kawałki pysznego ciasta. Jeremy potrząsa przecząco głową - nie był zbyt wygadany, ale uwielbiał się uśmiechać - Poczekaj tu - nakazuję mu lekko zanim znikam w poszukiwaniu wolnego kawałka.
- Masz - Sara wręcza mi jeden z różyczką na szczycie. Uśmiecham się do niej.
- Dzięki, dobrze się bawisz? - rozglądam się po pomieszczeniu, każdy ma na twarzy pełen uśmiech. Imprezę można zaliczyć do udanych.
- Pewnie - chichocze - Już nie mogę się doczekać, kiedy otworzę te wszystkie prezenty - wskazuje górę paczuszek różnej wielkości. Nie mam pojęcia ile gości tu się zjawiło, ale po rozmiarach tej sterty mogę śmiało powiedzieć, że każdy obdarował ją podwójnie.
- Zgaduję, że to same ubrania - śmieję się, wiem jaki prezent dostała od moich rodziców, swój postanowiłam jej dać dopiero na imprezie w domu bractwa - tej, której jeszcze nie zaczęłam nawet organizować. Czuję rosnącą we mnie panikę.
- Jeśli tak jest, to bardzo mnie to cieszy - mówi z jasnym uśmiechem. Dzielimy się śmiechem, ale nagle cały humor gdzieś niknie. Zauważam jak mina blondynki rzednie.
Jej uśmiech niemal natychmiast znika, gapi się na obraz za mną. Przez moment pojawia się we mnie nadzieja, że zauważyła Zayn'a - że jakimś magicznym sposobem znalazł jej dom i przyjechał tu. Jednak po jej szoku i zmartwieniu wiem, że to nie jest to.
Odwracam się powoli i zauważam jego zaraz za swoimi rodzicami. Cały obraz jakby zwalnia, kiedy wchodzi do środka wszystko jakby zatrzymuje się, powietrze ucieka z moich płuc.
Jego krótkie, brązowe włosy, lśniące, zielone oczy, muskularne ciało, wyraźne kości policzkowe i opalona skóra - zasłaniają mi wszystko i wszystkich. Nie oddycham gapiąc się na niego, Chłopak mierzy wzrokiem wszystkich tu zebranych.
- Jula.. - Sara łapie mnie za ramię.
Jego wzrok ostatecznie napotkał mój, nie mogę się poruszyć, Widzę, że jest zagubiony. W sekundzie, gdy ponownie spojrzałam mu w oczy, cały ból i okropne wspomnienia powróciły do mnie niczym bumerang. Czuję, jakby rozdzierał we mnie nową ranę. Odwracam się do przyjaciółki.
- Nie dam rady - odrzucam włosy ze swojej twarzy - Wrócę do domy z Jeremy'm. Powiesz moim rodzicom? - pytam, na co ona przytakuje w zrozumieniu.
Szybko wracam do brata, podnoszę go. Wtedy zdaję sobię sprawę, że nie mam jak wrócić, Odwracam się z powrotem do Sary. Dziewczyna gapie się na Matt'a, który powoli przepycha się przez tłum podążając w naszą stronę.
- Sara! Nie mam samochodu - jestem wyraźnie spanikowana. Blondynka rozgląda się między mną, a zbliżającym się brunetem. Wygląda na bardziej przerażoną, niż ja.
- Om.. uh.. - rozgląda się poszukując rozwiązania - Weź mój, kluczyki są w sypialni. Tylko przywieź mi go jutro, czy coś - popycha mnie w przeciwnym kierunku, niż Matt.
Jestem jej wdzięczna, że mi pomaga. Znała moją sytuację i widziała, jak mi z tym ciężko. Przechodzę przez grupy ludzi i znajduję się na ganku. Jeremy zasypia w moich ramionach. Patrzę raz jeszcze na Sarę.
Chociaż jest słabe oświetlenie z łatwością widzę obok niej Matt'a. Podchodzi do niej, a ona wygląda na wściekłą, mam nadzieję, że nie wygada się mu, że poszłam do domu. Myślałam, ze poradzę sobie, gdy go znów spotkam - ale uderzyło mnie zbyt wiele złych wspomnień.
Matt zaczyna z nią rozmawiać, Ramiona i szczęka dziewczyny są napięte, wzrok zwężony i potępiający - chyba nadal ma mu ze złe za to co mi zrobił. Chcę jej pomóc, gdy dojdzie pomiędzy nimi do kłótni, ale muszę wyjść.
Idę do sypialni Sary, jest to wielki i ekstrawagancki pokój. Chwytam kluczyki i niemalże od razu wskakuję do jej samochodu. Wtedy zdaję sobie sprawę, że przecież nie mam fotelika dla Jeremy'ego. Gapię się na chłopca, który leży na siedzeniu obok mnie.
Nie mogłam prowadzić bez fotelika, musiałam go zdobyć. Przypominam sobie, że to w Loveland moi rodzice nigdy nie zamykają samochodu. Biegnę w dół uliczki do ich auta, zabieram potrzebną rzecz i wracam do pojazdu Sary. Wszystko jest takie przyspieszone, moje ciało wypełnia panika. Z trudnościami, w końcu udaje mi się zapiąć małego w pas.
Z jakiegoś powodu mam przeczucie, że Matt w każdej chwili może wyjść z budynku, będzie nalegał na rozmowę, ale ja nie jestem w stanie sobie z tym poradzić. Albo gorzej, przyjdzie i będzie udawał, że nic się nie wydarzyło. Czuję tylko panikę.
Nie pamiętam drogi do domu, zapomniałam wszystko. Boli mnie serce, w oczach mam łzy. Dojeżdżam pod swój dom. Parkuję na podjeździe, odwracam się do śpiącego Jeremy'ego, dochodzi 23 w nocy.
Nie potrafię kontrolować swojego nierównego oddechu, ani myśli oraz walącego serce, które zaczęło mnie ogłuszać. Nie oczekiwałam, ze go tam spotkam, potrzebowałam więcej czasu na przygotowanie się. Wydarzyło się zbyt wiele.
Wysiadam z samochodu, biorę ze sobą braciszka. Potem przebieram go, skupiam się na tym prostym zadaniu, więc przestaję czuć tę rozrywającą się ranę na sercu. Kładę go w sypialni na przeciwko mojej, wyłączam światło i wychodzę. Wślizguję się do własnego pokoju, szybko rzucam się na łóżko pozostając jeszcze w sukience - nie mam zbyt wielkiej motywacji, aby się przebrać.
Powrót do domu nie był zbyt mądrym pomysłem - nawiedzają mnie dawne wspomnienia, serce znów kruszy się na milion kawałeczków, wszystko przypomina mi o moim nudnym życiu o tym kim byłam - i nadal niestety jestem.
Już wolę być zagubiona w towarzystwie Zayn'a, niż czuć się tak źle obok Matt'a. Wolałabym leżeć teraz w ramionach Mulata, niż żeby Matt kiedykolwiek mnie zdradził. Zayn był jedynym, który powstrzymywał mnie teraz od histerycznego płaczu - jedynym, który trzymał te wszystkie kawałki razem.
Zayn.
Bez chwili namysłu sięgam po komórkę i wybieram jego numer.
Notka od autorki:
To pierwszy raz, kiedy spotykamy Matt'a! Boże! Dzwoni do Zayn'a!! Miejmy nadzieję, że odbierze! Mam też nadzieję, ze jak na razie wszystko wam się podoba?!
* prosta zwiewna sukienka odcinana pod biustem, najczęściej z wyciętym, odważnym dekoltem, zdjęcie jest pod 35 rozdziałem :)
_____________________
PRZEPRASZAM! PRZEPRASZAM I PRZEPRASZAM! Za zwłokę, błędy i wgl wszystko!
ODBIERZE, CZY NIE?!!!!!?? MUSI!! <3 nbsp="">3>
Nie sprawdzany!
Następny będzie szybciej (mam nadzieję...)
PRZYPOMINAM O TWITTERZE - PODAWAJCIE NAZWY POD POSTEM 'WAŻNE' !!
poniedziałek, 15 września 2014
niedziela, 14 września 2014
Ważne!!
Witajcie kochane !!
Na wstępie chciałam strasznie was przeprosić z zwłokę z nowym rozdziałem. Przepraszam, nie miałam do tego zupełnie głowy, ani czasu, głupio mi bo obiecałam co innego ale no tak .. szkoła ..
Mam jednak świetna wiadomość !!
Moja kumpela zaproponowała poprowadzenie konta tego ff na Twitterze i oto bum https://twitter.com/onenightff jest !!
Będziemy w lepszym kontakcie i mam nadzieje, ze jeszcze więcej osób dowie sie o tym ff!!
Wiec follow'ujcie, piszcie o tym znajomym!!
Ważne : jeśli chcecie być informowane to proszę pod TYM postem piszcie swoje nazwy, w najbliższym czasie postaramy sie to ustawić ☺️
Dziękuje za wszystkie fantastyczne komentarze☺️
Do następnego !! Już niedługo !!
sobota, 6 września 2014
Rozdział 35
Soundtrack:
* Hallelujah - Matthew Schuler (cover)
* Brokenhearted - Karmin (Acoustic Version)
- Wszystko już w samochodzie? - pyta mnie Sara zatrzaskując wieko bagażnika. Przytakuje jej skinieniem głowy i wślizguję się do samochodu. Zayn nie dzwonił, ani nawet nie próbował się ze mną skontaktować, odkąd zostawił mnie samą przed akademikiem.
Obawiam się, czy wszystko z nim okay, czy z nami jest okay, cały czas się o niego martwię. Sara wsiada do samochodu wpuszczając do środka chłodny podmuch . Odpala wóz i włącza radio z uśmiechem.
- Gotowa na godzinną jazdę? - śmieje się kiedy wyjeżdżamy z kampusu. Czuję ulgę wracając do domu - do miejsca, które znam, jak kieszeń własnych spodni. Tam nigdy nie działo się nic nieoczekiwanego, nic spontanicznego.
- Chyba ty - dołączam do jej śmiechu, a dziewczyna podkręca ogrzewanie, kiedy kierujemy się w stronę Loveland. Jazda okazuje się być krótka, jestem zbyt zatopiona w swoich myślach, aby móc rozmawiać z blondynką, ale nie ma mi tego za złe.
Z jakiegoś powodu, wydawała się być zestresowana przez całą drogę, przygryzała wargę, nerwowo się kręciła, a na jej twarzy brakowało jej pięknego uśmiechu.
- Dobrze się czujesz? - pytam ją, kiedy zbliżamy się do jej domu. Dziewczyna przytakuje i rzuca sztucznym uśmiechem.
- Dlaczego miało by być inaczej? - łączy brwi w jedno z zakłopotaniem. Kąciki moich ust opadają, czuję, że mnie okłamuje, ale nie wiem co ukrywa.
- Bez powodu - uśmiecham się do niej ciepło, aktualnie przejeżdżamy obok jej sąsiadów. Krążymy wokół stawu i ostatecznie podjeżdżamy pod jej trzy piętrowy dom.
Z zewnątrz wygląda na dużo mniejszy, niż w rzeczywistości. Budynek ma piękny szary kolor z ceglanym garażem obok.
Dziewczyna parkuje samochód i wysiada na zewnątrz. Podążam za nią zabierając swój telefon. Sara wyciąga swoje tobołki z bagażnika i idzie do domu.
Podskakuje lekko, dopóki nie dosięga drzwi wejściowych i jednym szybkim ruchem je otwiera. Stoję tuż za nią, przekraczając próg domu dziewczyna uroczyście ogłasza;
- Mamo, tato! Jestem w domu! - upuszcza walizki w salonie, a ja rozglądam się po znanum mi pomieszczeniu. W środku widzę tę samą drewnianą klatkę schodową z pasującymi do niej panelami.
Po naszej prawej znajduje się salon, który po brzegi wypełniony jest meblami. Przypominam sobie te wszystkie wspólnie spędzone tu noce, biegałyśmy po tych schodach bawiąc się w księżniczki. Schody zawsze imitowały 'Grand Staircase', teraz nie wydają mi się już być takie ogromne i wyniosłe, mają najzwyklejszy rozmiar w kształcie litery 'L'.
- Sare-bear ( przepraszam, nie mam pojęcia jak to przetłumaczyć, ale to takie pieszczotliwe, wiecie jak ojciec do córeczki) - słyszę, jak jej tato woła ją. Patrzę na wysokiego, jasnowłosego ojca Sary, który wchodzi z kuchni do salonu. Mężczyzna ma na sobie polo w odcieniu głębokiego błękitu oraz spodnie.
Sara piszczy i rzuca się mu w ramiona, oboje zatapiają się w ciasnym uścisku. Kolor włosów Sary oraz oczu odziedziczyła właśnie po nim, ale kształt twarzy zdecydowanie ma zdecydowanie podobny do mamy.
- Tatusiu! - cieszy się, rodziciel odkłada ją z powrotem na ziemię z uśmiechem na twarzy.
- Sara! Tak się cieszę, że jesteś już w domu! - oni są tak pogodną rodziną - Isobel chodź tutaj! Sara tu jest! - jego niski głos dźwięczy po całym domu.
Ściany salonu mają ciepły brązowy kolor, a meble doskonale do nich pasują. Wszędzie porozwieszane są piękne malowidła, jej mama od zawsze odznaczała się niezwykłym talentem do dekorowania, z pewnością mogła by znaleźć pracę w tej profesji.
- Co się dzieje Cal? - słyszę głos mamy Sary dochodzący z góry.
Wkrótce pojawia się na szczycie schodów, ma na sobie śliczną żółtą sukienkę kończącą się zaraz poniżej kolan. Jej mama ma jasno brązowe włosy z pomarańczowymi pasemkami, a oczy są jasno niebieskiego koloru.
- Mamo! - Sara macha do niej, na co twarz rodzicielki rozjaśnia się na widok córki. Szybko zbiega po schodkach i ściska ją ciepło.
Zdaję sobie sprawę, że zostawiłyśmy otwarte drzwi, wracam tam i je zamykam. Ten dźwięk przykuwa na mnie całą ich uwagę.
- O mój boże, Julio, to ty? - Isobel patrzy na mnie z uśmiechem - Wyglądasz przepięknie! - podchodzi do mnie i ściska, mogę poczuć woń jej drogich perfum. Kobieta oddala się przerzucając swoje włosy na ramię - Pokręciłaś włosy! - wykrzykuje dotykając loków.
Myślę, że wyglądam nieco inaczej. Kręcę włosy już dużo częściej, loki dodawały mojej twarzy lepszego wyglądu. Zaczęłam również codziennie malować oczy eyelliner'em, a nie tylko podczas ważniejszych uroczystości.
- Dzięki, to robota Sary - wskazuję na blondynkę, która gawędzi z tatą. Przez moment znów zerkam na jej wielki dom. Tak naprawdę to nic się nie zmieniło; wszystko jest czyste i pachnie cytryną - zawsze pachniał w ten sposób po każdym sprzątaniu. Sufity były wysokie, a wielki żyrandol rozświetlał całe pomieszczenie.
- Jula cieszymy się, że wpadłaś, wracasz do domu? - Cal zwraca uwagę na mnie i przytula mnie ciepło.
- Tak, pomyślałam jednak, że najpierw wpadnę się przywitać ze swoją drugą rodziną - śmieję się, a on do mnie dołącza. Czuję się zadowolona, wszystko jest tak, jak powinno, zachowują się i mówią dokładnie tak, jak oczekiwałam.
- Dobrze, że nas odwiedziłaś. Przyjdziesz w piątek na obiad? - pyta mnie klepiąc delikatnie po plecach.
- Oczywiście - zgadzam się. Rodzice Sary byli zawsze przygotowani na urodziny ich córeczki. Zawsze zapraszali wszystkich jej znajomych oraz przyjaciół rodziny na wspólne urodzinowe obiady.
Na tyle podwórka, obok stawu rozstawiali stoły, a gdyby zrobiło się nieco chłodno, zaraz obok rozpalali ognisko. Stoły zawsze były udekorowane i przygotowywali dwudaniowy posiłek wraz ze słodkim tortem.
- Odwiozę ją tylko do domu i zaraz wracam - Sara uśmiecha się do swoich rodziców.
- Oczywiście kochanie, dzięki, że wpadłaś - Isobel macha mi na pożegnanie. Odwracam się i opuszczam ich dom. Sara opowiada mi, jak jej rodzice zmienili się od ostatniego razu, ale je naprawdę nie zauważyłam jakiejś większej różnicy.
Sara odstawia mnie pod domem. Żegnamy się, chociaż spotkamy się na obiedzie w jej domu w najbliższy piątek. Podchodzę do drzwi wejściowych po małym podjeździe.
Mój dom jest średniej wielkości, ma jedno piętro wliczając piwnicę, gdzie moja mama szyje, a tata ma swój gabinet.
Moja mama jest pielęgniarkę, a tato nauczycielem, oboje zarabiali całkiem nieźle i stać nas było na ładny domek. Budynek wyłożony był czerwoną cegłą, a parapety zostały wymalowane na ciepłą zieleń.
Wspinam się po dwóch niewielkich schodkach i wchodzę na ganek. Podnoszę dłoń ku górze, by zapukać, ale szybko ją opuszczam.
Wchodząc do środka jestem oszołomiona buchającym we mnie ciepłem i zapachem - czuję cynamon z nutą sosny. Pachnie bardzo ładnie - tak relaksująco.
- Mamo? - wołam przez dom.
Odkładam tobołki na podłogę i przyglądam się ścianom pomalowanym na ciepłe barwy. Cały dom wydawał się być taki typowy, wchodziło się do ogromnej przestrzeni.
Główny salon miał szare i brązowe barwy. Po prawej stronie, zaraz pod oknem znajduje się stół kuchenny.
- Jula! - patrzę w lewo do kuchni, gdzie pojawia się mój tata. Ma krótkie, brązowe włosy, ciemne oczy, kwadratowy kształt twarzy i prosty nos.
Nie jest zbyt wysoki, z pewnością nie ma wzrostu Cal'a - taty Sary, ale jest wyższy ode mnie.
- Tato! - wykrzykuję ściskając go. Oddalam się i obserwuję go - wygląda na dużo szczuplejszego, niż go zapamiętałam, teraz wiem, co miała na myśli Sara mówiąc, że jej rodzice wyglądają inaczej. Zauważyła tę drobnostkę, której mi nie udało się w ogóle dostrzec.
- Eliot, czy to nasza Jula? - słyszę wysoki i ciepły głos mamy dochodzący z góry. Patrzymy w tamtą stronę, a ona pojawia się w ramie drzwi. Jej krótkie, potargane włosy związane są w kucyka.
- Cześć mamo - macham do niej, a ona zerka na mnie zaskoczona. Kobieta szybko mnie do siebie przyciąga i przytula do siebie.
- Nie miałam pojęcia, że nas odwiedzisz! - wykrzykuje radośnie - To znaczy rodzice Sary wspomnieli, że ona tu wpadnie i słyszałam, że się z nią zabierzesz, lecz ty nigdy do nas nie dzwoniłaś! - w tonie wyczuwam, że jest troszkę na mnie zła. Marszczę brwi i przytakuję jej.
- Przepraszam, ale zupełnie o tym nie pomyślałam - Zayn zajmował mi większość mojego wolnego czasu.
- W porządku, ale wolałabym wiedzieć, posprzątała bym tu - rozglądam się, wszystko lśniło czystością.
Kafelkowa podłoga jest bez skazy, dywan leżący w salonie został odkurzony, na kanapie porozrzucane było tylko kilka zabawek należących do Jeremy'ego.
- Gdzie Jer? - odwracam się do mamy i jak na zawołanie słyszę, jak chłopiec raczkuje wspinając się na schody. Przechodzę obok niej i docieram do młodszego braciszka. Za plecami słyszę, jak tata zgania mamę, że zwróciła mi uwagę za nie kontaktowanie się z nimi.
Chłopiec ma jasne, brązowe włoski po mamie, ale ciemne oczy odziedziczył już po tatusiu. Uśmiecham się do niego i podnoszę go góry.
- Hey! - wykrzykuję wysokim, dziecięcym głosikiem. Jer chichocze uroczo - Hej maluchu - uśmiecham się dotykając jego twarzyczki i tulę go ciasno.
Moje serce bije z radości, stęskniłam się za nim najbardziej z całej mojej rodziny - nie to, że nie kocham swoich rodziców, ale to przecież był mój młodszy braciszek.
- Jula, jesteś głodna? - pyta mnie tata. Odwracam się z Jeremy'm na rękach i przytakuję. Oboje stoją ramię w ramię obserwując mnie z szerokim uśmiechem na twarzach.
Nie za bardzo z wyglądu przypominałam swoją mamę - nie tak bardzo, jak Jeremy. Odziedziczyłam niektóre jej cechy, ale to nic bardzo zauważalnego. Byłam po prostu bardziej podobna do taty.
Mały to mieszanka obojga rodziców, nawet w tak młodym wieku można było dostrzec podobieństwa pomiędzy nim, a rodzicami.
- Tak, a ty? - pytam chłopca, na co on słodko chichocze. Ma na sobie ciemną, niebieską koszulkę z długim rękawem z czerwono-żółtymi paskami na brzuszku oraz spodnie. Na stopach nie ma bucików i swobodnie one zwisają obijając się o moje ciało.
- Tak - odpowiada z jasnym uśmiechem, na co mój banan poszerza się jeszcze bardziej.
- Przygotuję obiad, chcesz rozpakować się w swoim pokoju? - pyta mnie mama wchodząc do kuchni. Podążam za nią , kiedy tata podnosi moją walizkę i zanosi w odpowiednie miejsce.
Rzucam w niego wdzięcznym uśmiechem, na co mruga do mnie i znika w holu.
- Pewnie - wchodzę do szeroko otwartej kuchni. Zasiadam na stołku przy blacie z Jeremy'm na kolanach.
- Jeszcze nie gotowe - kobieta mówi mi wyciągając potrzebne produkty z lodówki.
- Pomyślałam, że trochę porozmawiamy, zanim zacznę się rozpakowywać - wyjaśniam jej, kiedy chłopiec wstaje z moich kolan.
- Jasne - uśmiecha się podając mi warzywa z deską do krojenia - Zrobię chicken pot pie*, Jeremy je uwielbia! - uśmiecha się do małego chłopca.
Szybko sadzam go na podłodze, na co on wstaje o biegnie do salonu. Kroję warzywa, kiedy moja mama włącza piekarnik.
- Jak wam się żyje? - pytam rozglądając się po pomieszczeniu, które w ogóle się nie zmieniło.
- Świetnie! Twój ojciec dostał podwyżkę w pracy. Wszyscy w szkole bardzo za tobą tęsknią - mówi. W Loveland znajdowała się tylko jedno liceum, właśnie tam pracował mój tato.
- Na prawdę? - unoszę brew krojąc marchewki. Brakuje mi tej lekkości w życiu, rutynowego, wspólnego obiadu i rozmowy o spędzonym dniu - przynajmniej o momentach, którymi chciałam się z nimi podzielić.
- Tak, a jak tam studia? Rzadko się do nas odzywasz, przez cały miesiąc słyszałam cię może z raz - znów mnie zgania. Próbuję się nie irytować i kontynuuje krojenie pomarańczowych warzyw.
- Taa przepraszam... byłam naprawdę najęta nauką - to nie do końca kłamstwo, spędziłam sporo czasu na nauce z Liam'em i kilka razy z Zayn'em - ale tego nie zaliczam do nauki.
- Jak zajęcia? Nadal otrzymujesz dobre stopnie? - jej ton jest natarczywy. Kobieta zagniata ciasto do zapiekanki.
- Tak, oczywiście - zaciskam usta, pewnie, że moją mamę obchodzą głównie moje oceny.
- O czym rozmawiają moje dwie piękne kobiety? - mój tata wchodzi do pomieszczenia niosąc Jeremy'ego. W jego malutkiej rączce jest niebieski pociąg, który mi wręcza - Daj, wyręczę cię - tato podaje mi braciszka, a ja wręczam mu nóż.
- Słyszałam o twojej podwyżce - mówię, kiedy przyciąga deskę i zaczyna kroić warzywa koło mamy.
- Tak, pani dyrektor McCoy tęskni za tobą - uśmiecha się do mnie.
Dyrektorka McCoy jest bliskim przyjacielem rodziny, razem z moją mamą znają się do czasów studiów, dlatego zawsze tak na mnie naciskała, jeżeli chodziło o szkołę - musiałam być wzorową uczennicą godną naśladowania i taka byłam.
Odgrywałam rolę wzorca - idealnego przykładu idealnej uczennicy... Kąciki moich ust opadają, szybko odpowiadam.
- Oczywiście, że tak - zmuszam się do śmiechu, kiedy sadzam Jeremy'ego na blacie stołu. Chłopiec jeździ po nim zabawką i zajmuje się sobą.
- Dobrze się bawisz w nowej szkole?
- Tak - odpowiadam, nie jestem pewna, czy chcę się z nimi dzielić swoimi dotychczasowymi doświadczeniami.
- Czy Sara zaciągnęła cię już na jakieś imprezy - pyta mnie mama, mam wrażenie, że z nadzieją w głosie - oczekuje, że mam jakieś życie towarzyskie. Nigdy nie mogę jej pojąć.
Zawsze była wobec mnie ostra w sprawie szkoły i ocen i pragnęła, abym była jej 'perfekcyjną' córeczką, a z drugiej strony chciała, żebym była taka jak Sara - dusza towarzystwa.
- Na kilka - odpowiadam podnosząc nitkę ze spodni Jeremy'ego.
- Na prawdę? - jej ton pełen zaskoczenia i szczęścia. Nie rozumiem jej toku myślenia, dobre stopnie i imprezowanie nie idą w parze, powinna być tego świadoma.
Nigdy nie chciała, abym imprezowała w liceum - w sumie nie powiedziała mi tego, ale z pewnością by mi nie pozwoliła. Nie rozumiem więc w czym studia się różnią od tamtej szkoły.
- Tak, dobrze się na nich bawiłam. Wiecie, mnóstwo pijanych nastolatków - wzruszam ramionami dźgając chłopca w bok, na co zaczyna się śmiać.
- Mam nowy samochód - mówi pokazując mi swoją zabawkę. Śmieję się na to, że nazywa tę niewielką lokomotywę swoim samochodem.
- Jest super Jer, mogę go od ciebie pożyczyć? - pytam go śmiejąc się, chłopiec wręcza mi ją - Dzięki - zaciągam powietrze i biorę od niego zabawkę. Na jego twarzy pojawia się szczery, dziecięcy uśmiech.
- Poznałaś jakichś chłopaków? - mój tata pyta żartobliwie. Zamarzam gapiąc się prosto w koszulkę brata. Wstrzymuję oddech, mój wzrok zatrzymuje się na liniach ubranka - Jula? - mój tata pyta prawdopodobnie zmartwiony, że go nie usłyszałam. Udaje mi się wziąć oddech i potrząsnąć przecząco głową.
- Nie za bardzo - zaciskam usta, powiedziałabym mu o Zayn'ie, ale nawet nie wiem co się między nami teraz dzieje. Wczoraj zachował się wobec mnie tak zimno i oschle, plus, nawet nie próbował się ze mną skontaktować - dla dziewczyny to jest katastrofa, a mój mózg tylko o tym myśli.
- To nawet lepiej - dochodzi do mnie głos mojej mamy, która odkręca właśnie kurek przy zlewie - Może spotkacie cię z Matt'em, wydaje mi się, że będzie w domu przez weekend.
- Oh - odpowiadam skrajnie przerażona. Mój tato szybko zmienia temat o tym co razem robili w zeszłym tygodniu.
Nie za bardzo wsłuchuję się w ich opowieść, ponieważ znów atakują mnie moje myśli o Zayn'ie, Macie, szkole, domu - o wszystkich przeciwnościach, które w jakiś sposób są do siebie podobne.
Nie przyznałam się im, że podjęłam się znów zacząć tańczyć, z jakiegoś powodu czuję, że to nie ich sprawa. Wiem, że gdybym o tym wspomniała, moja matka zasypała by mnie milionem pytań naciskając na mnie.
Obiad przebiega nam szybko, Jaremy rozwala dokoła większość swojego jedzenia, ale udaje mu się trochę skubnąć.
Jego śliniaczek jest cały ubrudzony jedzeniem, a talerz wysmarowany ciastem. Po tym jak pomogłam posprzątać po posiłku, przepraszam ich i idę do swojego pokoju.
Nawet zachowują się tak, jak zwykle. Zwykłam przychodzić do domu, pomóc rodzicom z obiadem, gawędziliśmy przy stole, następnie sprzątałam naczynia z mamą i wędrowałam do swojej komnaty, by się uczyć. Wydawało się, że nic się nie zmieniło, ale jednak chyba ja jestem nieco inna.
Idę przez znajomy korytarz, skręcam w lewo do swojej sypialni. Słońce już zachodzi i ledwie oświetla krainę na zewnątrz. Podchodzę do walizki, która leży na moim łóżku i zrzucam ją na podłogę. Rozglądam się po małym pomieszczeniu.
Jego ściany są koloru uspokajającego turkusu, na nich wisi kilka kwiatowych dekoracji. Mam dwie póki na książki naprzeciw łóżka wielkości godnej królowej.
Ma ona okrycie koloru kremowego, przez środek przebiega czarny wzór. Patrzę przez okno gapiąc się na ogródek.
Brązowy, drewniany płotek odgradza nas od działki sąsiadów. Nasz ogród nie jest zbyt wielki, ale wystarczający. Jest miejsce na posadzenie jakiś roślin, małą trampolinę, patio i trawę. Niczym nie przypomina ogromnego placu Sary ze stawem.
Przebieram się w pidżamką i wczołguję do łóżka, myślę o Zayn'ie. Chwytam swój telefon, przeglądam nowości, sunę przez nowej esemesy, w razie, jakby był tam jeden od mulata - nie ma nic.
Chcę do niego zadzwonić, napisać, powiedzieć, że o nim myślę. Mózg krzyczy, żeby, tego nie robiła - źle to wczoraj rozegrał.
Wciskam komórkę pod poduszkę i gapię się przez okno. Wiatr kołysze koronami drzew. Było mi dziwnie, bycie w domu wydawało się być jakimś wspomnieniem - zmieniłam się, stałam się inną osobą.
- Dobranoc kochanie - głos mojej matki dochodzi zza drzwi. Nie odpowiadam, wiem, że nie jest w stanie ujrzeć mojej twarzy - nie potrafię wyjaśnić czemu się nie odzywam, po prostu nie.
Cicho zamyka drewniane drzwi i wychodzi z pokoju. Słyszę ciche szepty rodziców, po czym wszystkie światła w domu gasnął.
Jest cicho. Tak znajomo i spokojnie, nawet nie wiem, co ze sobą zrobić. Wszystko jest takie podobne, czuję się tu zagubiona - w tym samym momencie strasznie za nim tęsknie, brakuje mi mojego życia, tego które on zmienił.
Minął tylko jeden dzień odkąd zostawił mnie samą pod akademikiem, ale odnoszę wrażenie, że odkąd wróciłam do Loveland, chłopak się ode mnie oddala, znika. Jakby był snem, z którego się aktualnie budzę i zostaję brutalnie wyciągnięta.
Czuję to.
Z każda kolejną sekundą, kiedy jego przy mnie nie ma, życie, które pragnę powoli oddala się i za niedługo zniknie z zasięgu mej dłoni.
Notka od autorki:
Zapowiedź sukienki Julii na imprezę urodzinową Sary na moim Instagramie! ( ja dodaje go o tu, gdzieś na dole :D)
* chyba wiecie, taka amerykańska zapiekanka, zapieczone warzywa, kurczak pod ciastem :)
_______________________
PRZEPRASZAM ZA ZWŁOKĘ!!! Nie złośćcie się na mnie... :c
Link do sukienki Julii :3
OOO i zobaczcie to! Jakie piękne *.*
ZAYN RUSZ DUPE I DZWOŃ DO NIEJ!!! :c
uuuu... Matt jest w mieście? A co jak się spotkają? :o
Tak, na wattpadzie zaktualizuję rozdziały editami, czyli będą filmiki i zdjęcia Zuliet + nowa okładka!
Do następnego!!
Nie sprawdzany :v
* Hallelujah - Matthew Schuler (cover)
* Brokenhearted - Karmin (Acoustic Version)
- Wszystko już w samochodzie? - pyta mnie Sara zatrzaskując wieko bagażnika. Przytakuje jej skinieniem głowy i wślizguję się do samochodu. Zayn nie dzwonił, ani nawet nie próbował się ze mną skontaktować, odkąd zostawił mnie samą przed akademikiem.
Obawiam się, czy wszystko z nim okay, czy z nami jest okay, cały czas się o niego martwię. Sara wsiada do samochodu wpuszczając do środka chłodny podmuch . Odpala wóz i włącza radio z uśmiechem.
- Gotowa na godzinną jazdę? - śmieje się kiedy wyjeżdżamy z kampusu. Czuję ulgę wracając do domu - do miejsca, które znam, jak kieszeń własnych spodni. Tam nigdy nie działo się nic nieoczekiwanego, nic spontanicznego.
- Chyba ty - dołączam do jej śmiechu, a dziewczyna podkręca ogrzewanie, kiedy kierujemy się w stronę Loveland. Jazda okazuje się być krótka, jestem zbyt zatopiona w swoich myślach, aby móc rozmawiać z blondynką, ale nie ma mi tego za złe.
Z jakiegoś powodu, wydawała się być zestresowana przez całą drogę, przygryzała wargę, nerwowo się kręciła, a na jej twarzy brakowało jej pięknego uśmiechu.
- Dobrze się czujesz? - pytam ją, kiedy zbliżamy się do jej domu. Dziewczyna przytakuje i rzuca sztucznym uśmiechem.
- Dlaczego miało by być inaczej? - łączy brwi w jedno z zakłopotaniem. Kąciki moich ust opadają, czuję, że mnie okłamuje, ale nie wiem co ukrywa.
- Bez powodu - uśmiecham się do niej ciepło, aktualnie przejeżdżamy obok jej sąsiadów. Krążymy wokół stawu i ostatecznie podjeżdżamy pod jej trzy piętrowy dom.
Z zewnątrz wygląda na dużo mniejszy, niż w rzeczywistości. Budynek ma piękny szary kolor z ceglanym garażem obok.
Dziewczyna parkuje samochód i wysiada na zewnątrz. Podążam za nią zabierając swój telefon. Sara wyciąga swoje tobołki z bagażnika i idzie do domu.
Podskakuje lekko, dopóki nie dosięga drzwi wejściowych i jednym szybkim ruchem je otwiera. Stoję tuż za nią, przekraczając próg domu dziewczyna uroczyście ogłasza;
- Mamo, tato! Jestem w domu! - upuszcza walizki w salonie, a ja rozglądam się po znanum mi pomieszczeniu. W środku widzę tę samą drewnianą klatkę schodową z pasującymi do niej panelami.
Po naszej prawej znajduje się salon, który po brzegi wypełniony jest meblami. Przypominam sobie te wszystkie wspólnie spędzone tu noce, biegałyśmy po tych schodach bawiąc się w księżniczki. Schody zawsze imitowały 'Grand Staircase', teraz nie wydają mi się już być takie ogromne i wyniosłe, mają najzwyklejszy rozmiar w kształcie litery 'L'.
- Sare-bear ( przepraszam, nie mam pojęcia jak to przetłumaczyć, ale to takie pieszczotliwe, wiecie jak ojciec do córeczki) - słyszę, jak jej tato woła ją. Patrzę na wysokiego, jasnowłosego ojca Sary, który wchodzi z kuchni do salonu. Mężczyzna ma na sobie polo w odcieniu głębokiego błękitu oraz spodnie.
Sara piszczy i rzuca się mu w ramiona, oboje zatapiają się w ciasnym uścisku. Kolor włosów Sary oraz oczu odziedziczyła właśnie po nim, ale kształt twarzy zdecydowanie ma zdecydowanie podobny do mamy.
- Tatusiu! - cieszy się, rodziciel odkłada ją z powrotem na ziemię z uśmiechem na twarzy.
- Sara! Tak się cieszę, że jesteś już w domu! - oni są tak pogodną rodziną - Isobel chodź tutaj! Sara tu jest! - jego niski głos dźwięczy po całym domu.
Ściany salonu mają ciepły brązowy kolor, a meble doskonale do nich pasują. Wszędzie porozwieszane są piękne malowidła, jej mama od zawsze odznaczała się niezwykłym talentem do dekorowania, z pewnością mogła by znaleźć pracę w tej profesji.
- Co się dzieje Cal? - słyszę głos mamy Sary dochodzący z góry.
Wkrótce pojawia się na szczycie schodów, ma na sobie śliczną żółtą sukienkę kończącą się zaraz poniżej kolan. Jej mama ma jasno brązowe włosy z pomarańczowymi pasemkami, a oczy są jasno niebieskiego koloru.
- Mamo! - Sara macha do niej, na co twarz rodzicielki rozjaśnia się na widok córki. Szybko zbiega po schodkach i ściska ją ciepło.
Zdaję sobie sprawę, że zostawiłyśmy otwarte drzwi, wracam tam i je zamykam. Ten dźwięk przykuwa na mnie całą ich uwagę.
- O mój boże, Julio, to ty? - Isobel patrzy na mnie z uśmiechem - Wyglądasz przepięknie! - podchodzi do mnie i ściska, mogę poczuć woń jej drogich perfum. Kobieta oddala się przerzucając swoje włosy na ramię - Pokręciłaś włosy! - wykrzykuje dotykając loków.
Myślę, że wyglądam nieco inaczej. Kręcę włosy już dużo częściej, loki dodawały mojej twarzy lepszego wyglądu. Zaczęłam również codziennie malować oczy eyelliner'em, a nie tylko podczas ważniejszych uroczystości.
- Dzięki, to robota Sary - wskazuję na blondynkę, która gawędzi z tatą. Przez moment znów zerkam na jej wielki dom. Tak naprawdę to nic się nie zmieniło; wszystko jest czyste i pachnie cytryną - zawsze pachniał w ten sposób po każdym sprzątaniu. Sufity były wysokie, a wielki żyrandol rozświetlał całe pomieszczenie.
- Jula cieszymy się, że wpadłaś, wracasz do domu? - Cal zwraca uwagę na mnie i przytula mnie ciepło.
- Tak, pomyślałam jednak, że najpierw wpadnę się przywitać ze swoją drugą rodziną - śmieję się, a on do mnie dołącza. Czuję się zadowolona, wszystko jest tak, jak powinno, zachowują się i mówią dokładnie tak, jak oczekiwałam.
- Dobrze, że nas odwiedziłaś. Przyjdziesz w piątek na obiad? - pyta mnie klepiąc delikatnie po plecach.
- Oczywiście - zgadzam się. Rodzice Sary byli zawsze przygotowani na urodziny ich córeczki. Zawsze zapraszali wszystkich jej znajomych oraz przyjaciół rodziny na wspólne urodzinowe obiady.
Na tyle podwórka, obok stawu rozstawiali stoły, a gdyby zrobiło się nieco chłodno, zaraz obok rozpalali ognisko. Stoły zawsze były udekorowane i przygotowywali dwudaniowy posiłek wraz ze słodkim tortem.
- Odwiozę ją tylko do domu i zaraz wracam - Sara uśmiecha się do swoich rodziców.
- Oczywiście kochanie, dzięki, że wpadłaś - Isobel macha mi na pożegnanie. Odwracam się i opuszczam ich dom. Sara opowiada mi, jak jej rodzice zmienili się od ostatniego razu, ale je naprawdę nie zauważyłam jakiejś większej różnicy.
Sara odstawia mnie pod domem. Żegnamy się, chociaż spotkamy się na obiedzie w jej domu w najbliższy piątek. Podchodzę do drzwi wejściowych po małym podjeździe.
Mój dom jest średniej wielkości, ma jedno piętro wliczając piwnicę, gdzie moja mama szyje, a tata ma swój gabinet.
Moja mama jest pielęgniarkę, a tato nauczycielem, oboje zarabiali całkiem nieźle i stać nas było na ładny domek. Budynek wyłożony był czerwoną cegłą, a parapety zostały wymalowane na ciepłą zieleń.
Wspinam się po dwóch niewielkich schodkach i wchodzę na ganek. Podnoszę dłoń ku górze, by zapukać, ale szybko ją opuszczam.
Wchodząc do środka jestem oszołomiona buchającym we mnie ciepłem i zapachem - czuję cynamon z nutą sosny. Pachnie bardzo ładnie - tak relaksująco.
- Mamo? - wołam przez dom.
Odkładam tobołki na podłogę i przyglądam się ścianom pomalowanym na ciepłe barwy. Cały dom wydawał się być taki typowy, wchodziło się do ogromnej przestrzeni.
Główny salon miał szare i brązowe barwy. Po prawej stronie, zaraz pod oknem znajduje się stół kuchenny.
- Jula! - patrzę w lewo do kuchni, gdzie pojawia się mój tata. Ma krótkie, brązowe włosy, ciemne oczy, kwadratowy kształt twarzy i prosty nos.
Nie jest zbyt wysoki, z pewnością nie ma wzrostu Cal'a - taty Sary, ale jest wyższy ode mnie.
- Tato! - wykrzykuję ściskając go. Oddalam się i obserwuję go - wygląda na dużo szczuplejszego, niż go zapamiętałam, teraz wiem, co miała na myśli Sara mówiąc, że jej rodzice wyglądają inaczej. Zauważyła tę drobnostkę, której mi nie udało się w ogóle dostrzec.
- Eliot, czy to nasza Jula? - słyszę wysoki i ciepły głos mamy dochodzący z góry. Patrzymy w tamtą stronę, a ona pojawia się w ramie drzwi. Jej krótkie, potargane włosy związane są w kucyka.
- Cześć mamo - macham do niej, a ona zerka na mnie zaskoczona. Kobieta szybko mnie do siebie przyciąga i przytula do siebie.
- Nie miałam pojęcia, że nas odwiedzisz! - wykrzykuje radośnie - To znaczy rodzice Sary wspomnieli, że ona tu wpadnie i słyszałam, że się z nią zabierzesz, lecz ty nigdy do nas nie dzwoniłaś! - w tonie wyczuwam, że jest troszkę na mnie zła. Marszczę brwi i przytakuję jej.
- Przepraszam, ale zupełnie o tym nie pomyślałam - Zayn zajmował mi większość mojego wolnego czasu.
- W porządku, ale wolałabym wiedzieć, posprzątała bym tu - rozglądam się, wszystko lśniło czystością.
Kafelkowa podłoga jest bez skazy, dywan leżący w salonie został odkurzony, na kanapie porozrzucane było tylko kilka zabawek należących do Jeremy'ego.
- Gdzie Jer? - odwracam się do mamy i jak na zawołanie słyszę, jak chłopiec raczkuje wspinając się na schody. Przechodzę obok niej i docieram do młodszego braciszka. Za plecami słyszę, jak tata zgania mamę, że zwróciła mi uwagę za nie kontaktowanie się z nimi.
Chłopiec ma jasne, brązowe włoski po mamie, ale ciemne oczy odziedziczył już po tatusiu. Uśmiecham się do niego i podnoszę go góry.
- Hey! - wykrzykuję wysokim, dziecięcym głosikiem. Jer chichocze uroczo - Hej maluchu - uśmiecham się dotykając jego twarzyczki i tulę go ciasno.
Moje serce bije z radości, stęskniłam się za nim najbardziej z całej mojej rodziny - nie to, że nie kocham swoich rodziców, ale to przecież był mój młodszy braciszek.
- Jula, jesteś głodna? - pyta mnie tata. Odwracam się z Jeremy'm na rękach i przytakuję. Oboje stoją ramię w ramię obserwując mnie z szerokim uśmiechem na twarzach.
Nie za bardzo z wyglądu przypominałam swoją mamę - nie tak bardzo, jak Jeremy. Odziedziczyłam niektóre jej cechy, ale to nic bardzo zauważalnego. Byłam po prostu bardziej podobna do taty.
Mały to mieszanka obojga rodziców, nawet w tak młodym wieku można było dostrzec podobieństwa pomiędzy nim, a rodzicami.
- Tak, a ty? - pytam chłopca, na co on słodko chichocze. Ma na sobie ciemną, niebieską koszulkę z długim rękawem z czerwono-żółtymi paskami na brzuszku oraz spodnie. Na stopach nie ma bucików i swobodnie one zwisają obijając się o moje ciało.
- Tak - odpowiada z jasnym uśmiechem, na co mój banan poszerza się jeszcze bardziej.
- Przygotuję obiad, chcesz rozpakować się w swoim pokoju? - pyta mnie mama wchodząc do kuchni. Podążam za nią , kiedy tata podnosi moją walizkę i zanosi w odpowiednie miejsce.
Rzucam w niego wdzięcznym uśmiechem, na co mruga do mnie i znika w holu.
- Pewnie - wchodzę do szeroko otwartej kuchni. Zasiadam na stołku przy blacie z Jeremy'm na kolanach.
- Jeszcze nie gotowe - kobieta mówi mi wyciągając potrzebne produkty z lodówki.
- Pomyślałam, że trochę porozmawiamy, zanim zacznę się rozpakowywać - wyjaśniam jej, kiedy chłopiec wstaje z moich kolan.
- Jasne - uśmiecha się podając mi warzywa z deską do krojenia - Zrobię chicken pot pie*, Jeremy je uwielbia! - uśmiecha się do małego chłopca.
Szybko sadzam go na podłodze, na co on wstaje o biegnie do salonu. Kroję warzywa, kiedy moja mama włącza piekarnik.
- Jak wam się żyje? - pytam rozglądając się po pomieszczeniu, które w ogóle się nie zmieniło.
- Świetnie! Twój ojciec dostał podwyżkę w pracy. Wszyscy w szkole bardzo za tobą tęsknią - mówi. W Loveland znajdowała się tylko jedno liceum, właśnie tam pracował mój tato.
- Na prawdę? - unoszę brew krojąc marchewki. Brakuje mi tej lekkości w życiu, rutynowego, wspólnego obiadu i rozmowy o spędzonym dniu - przynajmniej o momentach, którymi chciałam się z nimi podzielić.
- Tak, a jak tam studia? Rzadko się do nas odzywasz, przez cały miesiąc słyszałam cię może z raz - znów mnie zgania. Próbuję się nie irytować i kontynuuje krojenie pomarańczowych warzyw.
- Taa przepraszam... byłam naprawdę najęta nauką - to nie do końca kłamstwo, spędziłam sporo czasu na nauce z Liam'em i kilka razy z Zayn'em - ale tego nie zaliczam do nauki.
- Jak zajęcia? Nadal otrzymujesz dobre stopnie? - jej ton jest natarczywy. Kobieta zagniata ciasto do zapiekanki.
- Tak, oczywiście - zaciskam usta, pewnie, że moją mamę obchodzą głównie moje oceny.
- O czym rozmawiają moje dwie piękne kobiety? - mój tata wchodzi do pomieszczenia niosąc Jeremy'ego. W jego malutkiej rączce jest niebieski pociąg, który mi wręcza - Daj, wyręczę cię - tato podaje mi braciszka, a ja wręczam mu nóż.
- Słyszałam o twojej podwyżce - mówię, kiedy przyciąga deskę i zaczyna kroić warzywa koło mamy.
- Tak, pani dyrektor McCoy tęskni za tobą - uśmiecha się do mnie.
Dyrektorka McCoy jest bliskim przyjacielem rodziny, razem z moją mamą znają się do czasów studiów, dlatego zawsze tak na mnie naciskała, jeżeli chodziło o szkołę - musiałam być wzorową uczennicą godną naśladowania i taka byłam.
Odgrywałam rolę wzorca - idealnego przykładu idealnej uczennicy... Kąciki moich ust opadają, szybko odpowiadam.
- Oczywiście, że tak - zmuszam się do śmiechu, kiedy sadzam Jeremy'ego na blacie stołu. Chłopiec jeździ po nim zabawką i zajmuje się sobą.
- Dobrze się bawisz w nowej szkole?
- Tak - odpowiadam, nie jestem pewna, czy chcę się z nimi dzielić swoimi dotychczasowymi doświadczeniami.
- Czy Sara zaciągnęła cię już na jakieś imprezy - pyta mnie mama, mam wrażenie, że z nadzieją w głosie - oczekuje, że mam jakieś życie towarzyskie. Nigdy nie mogę jej pojąć.
Zawsze była wobec mnie ostra w sprawie szkoły i ocen i pragnęła, abym była jej 'perfekcyjną' córeczką, a z drugiej strony chciała, żebym była taka jak Sara - dusza towarzystwa.
- Na kilka - odpowiadam podnosząc nitkę ze spodni Jeremy'ego.
- Na prawdę? - jej ton pełen zaskoczenia i szczęścia. Nie rozumiem jej toku myślenia, dobre stopnie i imprezowanie nie idą w parze, powinna być tego świadoma.
Nigdy nie chciała, abym imprezowała w liceum - w sumie nie powiedziała mi tego, ale z pewnością by mi nie pozwoliła. Nie rozumiem więc w czym studia się różnią od tamtej szkoły.
- Tak, dobrze się na nich bawiłam. Wiecie, mnóstwo pijanych nastolatków - wzruszam ramionami dźgając chłopca w bok, na co zaczyna się śmiać.
- Mam nowy samochód - mówi pokazując mi swoją zabawkę. Śmieję się na to, że nazywa tę niewielką lokomotywę swoim samochodem.
- Jest super Jer, mogę go od ciebie pożyczyć? - pytam go śmiejąc się, chłopiec wręcza mi ją - Dzięki - zaciągam powietrze i biorę od niego zabawkę. Na jego twarzy pojawia się szczery, dziecięcy uśmiech.
- Poznałaś jakichś chłopaków? - mój tata pyta żartobliwie. Zamarzam gapiąc się prosto w koszulkę brata. Wstrzymuję oddech, mój wzrok zatrzymuje się na liniach ubranka - Jula? - mój tata pyta prawdopodobnie zmartwiony, że go nie usłyszałam. Udaje mi się wziąć oddech i potrząsnąć przecząco głową.
- Nie za bardzo - zaciskam usta, powiedziałabym mu o Zayn'ie, ale nawet nie wiem co się między nami teraz dzieje. Wczoraj zachował się wobec mnie tak zimno i oschle, plus, nawet nie próbował się ze mną skontaktować - dla dziewczyny to jest katastrofa, a mój mózg tylko o tym myśli.
- To nawet lepiej - dochodzi do mnie głos mojej mamy, która odkręca właśnie kurek przy zlewie - Może spotkacie cię z Matt'em, wydaje mi się, że będzie w domu przez weekend.
- Oh - odpowiadam skrajnie przerażona. Mój tato szybko zmienia temat o tym co razem robili w zeszłym tygodniu.
Nie za bardzo wsłuchuję się w ich opowieść, ponieważ znów atakują mnie moje myśli o Zayn'ie, Macie, szkole, domu - o wszystkich przeciwnościach, które w jakiś sposób są do siebie podobne.
Nie przyznałam się im, że podjęłam się znów zacząć tańczyć, z jakiegoś powodu czuję, że to nie ich sprawa. Wiem, że gdybym o tym wspomniała, moja matka zasypała by mnie milionem pytań naciskając na mnie.
Obiad przebiega nam szybko, Jaremy rozwala dokoła większość swojego jedzenia, ale udaje mu się trochę skubnąć.
Jego śliniaczek jest cały ubrudzony jedzeniem, a talerz wysmarowany ciastem. Po tym jak pomogłam posprzątać po posiłku, przepraszam ich i idę do swojego pokoju.
Nawet zachowują się tak, jak zwykle. Zwykłam przychodzić do domu, pomóc rodzicom z obiadem, gawędziliśmy przy stole, następnie sprzątałam naczynia z mamą i wędrowałam do swojej komnaty, by się uczyć. Wydawało się, że nic się nie zmieniło, ale jednak chyba ja jestem nieco inna.
Idę przez znajomy korytarz, skręcam w lewo do swojej sypialni. Słońce już zachodzi i ledwie oświetla krainę na zewnątrz. Podchodzę do walizki, która leży na moim łóżku i zrzucam ją na podłogę. Rozglądam się po małym pomieszczeniu.
Jego ściany są koloru uspokajającego turkusu, na nich wisi kilka kwiatowych dekoracji. Mam dwie póki na książki naprzeciw łóżka wielkości godnej królowej.
Ma ona okrycie koloru kremowego, przez środek przebiega czarny wzór. Patrzę przez okno gapiąc się na ogródek.
Brązowy, drewniany płotek odgradza nas od działki sąsiadów. Nasz ogród nie jest zbyt wielki, ale wystarczający. Jest miejsce na posadzenie jakiś roślin, małą trampolinę, patio i trawę. Niczym nie przypomina ogromnego placu Sary ze stawem.
Przebieram się w pidżamką i wczołguję do łóżka, myślę o Zayn'ie. Chwytam swój telefon, przeglądam nowości, sunę przez nowej esemesy, w razie, jakby był tam jeden od mulata - nie ma nic.
Chcę do niego zadzwonić, napisać, powiedzieć, że o nim myślę. Mózg krzyczy, żeby, tego nie robiła - źle to wczoraj rozegrał.
Wciskam komórkę pod poduszkę i gapię się przez okno. Wiatr kołysze koronami drzew. Było mi dziwnie, bycie w domu wydawało się być jakimś wspomnieniem - zmieniłam się, stałam się inną osobą.
- Dobranoc kochanie - głos mojej matki dochodzi zza drzwi. Nie odpowiadam, wiem, że nie jest w stanie ujrzeć mojej twarzy - nie potrafię wyjaśnić czemu się nie odzywam, po prostu nie.
Cicho zamyka drewniane drzwi i wychodzi z pokoju. Słyszę ciche szepty rodziców, po czym wszystkie światła w domu gasnął.
Jest cicho. Tak znajomo i spokojnie, nawet nie wiem, co ze sobą zrobić. Wszystko jest takie podobne, czuję się tu zagubiona - w tym samym momencie strasznie za nim tęsknie, brakuje mi mojego życia, tego które on zmienił.
Minął tylko jeden dzień odkąd zostawił mnie samą pod akademikiem, ale odnoszę wrażenie, że odkąd wróciłam do Loveland, chłopak się ode mnie oddala, znika. Jakby był snem, z którego się aktualnie budzę i zostaję brutalnie wyciągnięta.
Czuję to.
Z każda kolejną sekundą, kiedy jego przy mnie nie ma, życie, które pragnę powoli oddala się i za niedługo zniknie z zasięgu mej dłoni.
Notka od autorki:
Zapowiedź sukienki Julii na imprezę urodzinową Sary na moim Instagramie! ( ja dodaje go o tu, gdzieś na dole :D)
* chyba wiecie, taka amerykańska zapiekanka, zapieczone warzywa, kurczak pod ciastem :)
_______________________
PRZEPRASZAM ZA ZWŁOKĘ!!! Nie złośćcie się na mnie... :c
Link do sukienki Julii :3
OOO i zobaczcie to! Jakie piękne *.*
ZAYN RUSZ DUPE I DZWOŃ DO NIEJ!!! :c
uuuu... Matt jest w mieście? A co jak się spotkają? :o
Tak, na wattpadzie zaktualizuję rozdziały editami, czyli będą filmiki i zdjęcia Zuliet + nowa okładka!
Do następnego!!
Nie sprawdzany :v
poniedziałek, 1 września 2014
Rozdział 34
Soundtrack:
* Wings - Birdy
Rano budzą mnie wpadające przez okno do pokoju jasne promienie słoneczne. Mrugam kilka razy ciężkimi powiekami starając się rozbudzić. Przewracam się na drugi bok i wpadam na jakieś ciało.
Moje oczy rozszerzają się w niemałym szoku, staram się jakoś uwolnić, ale jego zacisk zacieśnia się i chłopak przyciąga mnie jeszcze bliżej siebie. Śpi, ale jakimś sposobem nad wszystkim czuwa i jest w stanie tak mocno mnie trzymać. Rozglądam się w poszukiwaniu zegarka - jest już po 10. Spóźniłam się na Mszę razem z Sarą.
Podciągam się na łokciach opierając na nich cały swój ciężar, ale on nadal usilnie trzyma mnie w talii.
Przyglądam się mu, wygląda tak błogo i spokojnie, obserwuję wyrzeźbioną linię szczęki, jego ciemne włosy są w uroczym nieładzie, ale nadal wyglądają perfekcyjnie. Delikatnie wiodę palcem po jego bliźnie na klatce piersiowej.
Nadal zamierzam dowiedzieć się skąd ją ma i doskonale zdaję sobie sprawę, że w tej chwili nie będzie z tym zbytnio ze mną otwarty, ale możliwe, że w przyszłości... jeśli w ogóle tak daleko zajdziemy. Moją głowę wypełniają znane mi już wątpliwości.
Ten chłopak był dla mnie jedynym znalezionym kawałkiem układanki, który starałam się gdzieś dopasować, choć nie miałam poukładanego własnego życia. Zawsze walczyliśmy ze sobą i zawsze wydaje mi się, że on nie jest ze mną do końca szczery.
Czuję, że z każdą kolejną spędzoną z nim sekundą dowiaduję się coraz to nowszych informacji o nim. Potrzebuję czegoś, co pomoże mi go lepiej zrozumieć, ale nagle coś się wydarza i pozostaję zakłopotana.
Czuję na sobie jego wzrok, podnoszę głowę, aby na niego spojrzeć. Widzę w nich emocję, której nie potrafię odczytać; egzaminuje mnie.
Sięga dłonią do mojej i chwyta ją splątując razem nasze palce - skupia się na nich.
Powoli kładę głowę na jego torsie wsłuchując się w spokojne bicie jego serca, nigdy nie będę miała dosyć ciepła jego skóry. Uśmiecham się na widok naszych zaplecionych rąk.
Nasze palce są jakby połączone - promienie słoneczne padały na nas - na tą chwilę. Moje serce drży na samą myśl, że leżymy tutaj razem, w jednym łóżku trzymając się za ręce i nic innego nas nie obchodzi.
Jednak jedno ściągało mnie do rzeczywistości - muszę wracać do akademika. Mam szkołę, mam życie, które pasuje mi prowadzić. Ta chwila i kilka poprzednich wydają się mi być takie nierzeczywiste. Nie czuję tego.
- Muszę wracać do akademika - bełkoczę cicho również wpatrzona w nasze zaplecione dłonie. Nie chcę tam wracać, podoba mi się ten nasz poranny spokój, uwielbiam z nim przebywać, ale muszę już iść.
- No dobrze - wzdycha, czuję, jak oddala się i jestem nieco zawiedziona, że nie walczył ze mną, żeby zostać dłużej.
Chwytam swoje ubrania i przebieram się szybko. Wracam do pokoju, a Zayn stoi już ubrany w spodnie i koszulę. Rzuca we mnie małym uśmiechem, kiedy przechodzimy razem przez dom.
Jak na godzinę 10 jest tu dziwnie cicho, ale o nic nie pytam, kiedy Zayn prowadzi mnie do drzwi wyjściowych. Kiedy w końcu pojawiają się w zasięgu naszego wzroku widzę, jak jego wzrok szerzy się w zaskoczeniu. Patrzę tam gdzie on, i zauważam wchodzącego na hol Blake'a. Jego brąz włosy są w całkowitym nieładzie, dopiero dziś zauważam, że ma on niebieskie oczy.
Wydaje mi się, że od ostatniego razu, kiedy go widziałam przybrał trochę na masie mięśniowej, ale mógł by się obciąć.
Chłopak ma na sobie bro-tank i szorty. Zatrzymuje się, kiedy nas dostrzega. Zerkam na Zayn'a - jego szczęka jest napięta.
- Znowu ty - Blake zupełnie ignoruje mulata, który stoi zaledwie kilka centymetrów ode mnie. Jego uśmiech jest dla mnie conajmniej niekomfortowy, chłopak stoi zwrócony twarzą w moją stronę. Zanim zdążam mu cokolwiek odpowiedzieć, Zayn ciągnie mnie za sobą przez drzwi i zatrzaskuje je z ogromnym hukiem.
Nie wiem czy się odzywać, więc milczę, kiedy jesienny wietrzyk owiewa nas swoim chłodem. Zayn podchodzi do samochodu - jego dłonie nadal pozostają zaciśnięte w pięści. Podążam za nim przyglądając się widokowi Rocky Mountains.
Chłopak stoi przy aucie z otwartymi drzwiami. Spokój z poprzedniego tygodnia już dawno gdzieś przepadł. Szybko bez słowa wsiadam do środka. Chłopak wskakuje na fotel koło mnie i odpala silnik ruszając z powrotem na kampus. Lekka muzyka gra w tle, a ja gapię się na mijane przez nas drzewa.
- Urodziny Sary są już w następnym tygodniu... Prawdopodobnie w ten weekend pojadę z nią zobaczyć się z rodzicami, więc imprezę niespodziankę zorganizujemy za dwa - bełkoczę.
- Okej - cicho odpowiada, przygryzam usta i odchrząkuję.
- Myślę, że będzie ona w domu bractwa - kładę dłonie na kolana i powoli zerkam w jego stronę. Jego wzrok skupiony jest na drodze, więc przytakuje tylko w zrozumieniu. Dojeżdżamy pod akademik, czekam, aż coś powie - ale na darmo.
Wiem, że ta nagła zmiana nastroju to nie moja wina, tylko Blake'a. Jestem na niego zła, że zrujnował tą przyjemną atmosferę między nami, którą zyskaliśmy w naszej... relacji - myślę, że śmiało mogę to tak nazwać. Wzdycham i otwieram drzwi zaczynając podnosić się z fotela. Czuję zatrzymującą mnie dłoń Zayn'a, który cofa mnie z powrotem na miejsce.
Obraca mnie do siebie pieszcząc mój policzek i złącza nasze usta w słodkim pocałunku. W jego objęciach czuję ogarniający mnie spokój, mimo, że ten gest nie był wypełniony tą znaną mi pasją i gorącem.
- Widzimy się jutro - mruczy cicho i oddala się. Uśmiecham się do niego i macham na pożegnanie wysiadając z samochodu. Kiedy wchodzę do pokoju zastaję pakującą się Sarę.
- Pakujesz się? - pytam zamykając za sobą drzwi. Jej wzrok pada na mnie.
- Gdzie byłaś ostatniej nocy? - rzuca we mnie podejrzliwym wzrokiem, a ja wzdycham na jej sugestię.
- Do niczego nie doszło, tylko tam spałam - zapewniam ją.
- Jasne - śmieje się wrzucając część swoich ubrań do walizki - Wracam do domu w środę po zajęciach i zostaję tam, aż do niedzieli - wyjaśnia - Jedziesz ze mną? - jej ton jest zmartwiony i ciekawski. Nie wiem czym się przejmuje, ale jej przytakuję.
- Jeśli nie masz nic przeciwko. Nie rozmawiałam z moją mamą, ani tatą już sporo czasu i myślę, że powinnam ich odwiedzić, plus są twoje urodziny, więc twoi rodzice z pewnością zaplanowali już z tej okazji obiad - śmieję się.
- Rozmawiałaś w ogóle z Matt'em?- pyta mnie wracając wzrokiem na stertę ciuchów, które składa. Odnajduję swoją walizkę i również upycham do niej ubrania.
- Nie - odpowiadam cicho. Szczerze nie wiem, co czuję teraz wobec tego chłopaka, z pewnością pozostał we mnie ból i odraza i wydaje mi się, że nigdy nie uda mi się o tym zapomnieć. Myślenie o nim nie sprawia mi już tyle bólu, co wcześniej, ale chyba nie mam ochoty się z nim widzieć.
Ciężko mi było sobie z tym poradzić. Dorastałam z nim, ufałam nad życie, a on mnie zdradził... Było mi nawet trudniej, bo nie miałam pojęcia, że może taki być. Patrzyłam na niego przez pryzmat poukładanego i grzecznego chłopaka - kochającego swoją rodzinę. Taki właśnie był. Jeżeli ktoś, jak on mógł mnie tak skrzywdzić, to komu powinnam ufać?
- Oh - jej ton ucichł.
- A ty? - pytam podtrzymując rozmowę. Dziewczyna nie odpowiada przez dobrą chwilę, dlatego zerkam na nią - wygląda na zmartwioną - Sar? - niepokoję się.
- Nie do końca - bełkocze przeczesując włosy swoimi palcami. Matt był dla mnie i Sary zawsze dosyć kłopotliwym tematem. Już wspominałam; Sara zawsze była tu dla mnie, ale rzadko o nim rozmawiałyśmy.
- Byliście jakby przyjaciółmi.. Zrujnowałam to, prawda?
- Nie - śmieje się - Nie mam nic przeciwko, że urwał mi się z nim kontakt, tak naprawdę to ledwo się dogadywaliśmy - zapewnia mnie - Każdy, kto był tak głupi, żeby zrobić ci coś takiego nie zasługuje na moją przyjaźń - kończymy pogawędkę. Dziewczyna włącza piosenki One Republic i przy jej rytmie kończymy się pakować. Na początku milczymy, ale pod koniec pokój wypełniają nasze śmiechy.
- Eww, brzmi obrzydliwie - Sara śmieje się zapinając walizkę i opiera ją o ścianę.
- Mów za siebie - udaję urażoną i również zasuwam zamek własnej walizki, która jest o połowę mniejsza od tej Sary. W domu zostawiłam nieco ubrań, tak samo jak ona, ale przecież odkąd tu przyjechałyśmy zdążyła być na tysiącach zakupów.
Dzień mija mi bardzo szybko, spotkałam się z Liam'em, by pouczyć się AP Chemii - teraz jest to dla mnie najtrudniejszy materiał, odkąd tak świetnie radzę sobie na Psychologii. Po godzinie zakuwania rozmawiamy o Sarze.
- Niall wspomniał o imprezie niespodziance.
- Taa - uśmiecham się do Liam'a, cieszę się, że się dogadujemy - Odbędzie się w domu bractwa.
- Coś ogromnego? - pyta biorąc łyka napoju - Czy skromne wydarzenie? - opiera się plecami o krzesło.
- Wielka impreza - potrząsam głową - To w końcu Sara, czego innego się spodziewałeś? - śmieję się. Liam nie znał jej tak dobrze, ale po pierwszym spotkaniu można dostrzec, że to człowiek stworzony do ekstrawagancji - Zaproś Danielle - chłopak nadal się uśmiecha.
- Okay - przytakuje z radością.
- Jak się oboje macie? - upijam większą część napoju.
- Świetnie - jego uśmiech znacznie się poszerza na samo wspomnienie o tej dziewczynie. Zaczyna mi opowiadać o ich wspólnie spędzonym czasie i cieszę się, że chłopcy zauważają te małe dziewczęce zachowania.
Wchodząc do pokoju niemalże od razu zasypiam, jestem wyczerpana. Myślę, że stres związany z Zayn'em uchodzi ze mnie w niespodziewanie szybkim tempie. Moje oczy zamykają się, kiedy Sara zaczyna mi opowiadać o swoich planach, jak wrócimy do rodzinnych domów.
***
Tan tydzień mija mi niezwykle szybko i miło, Zayn często odprowadza mnie do akademika i na zajęcia, a przy tym dużo rozmawiamy. Nie dochodzi jednak do żadnych intymnych sytuacji, co mnie trochę niepokoi. Staram się jednak zbyt bardzo nad tym nie zastanawiać, publiczne okazywanie uczuć było mi niezwykle zbędne i nie jestem pewna, czy Zayn chciałby, aby ktokolwiek się o nas dowiedział.
W środę kiedy spacerujemy w stronę akademika uśmiecham się do niego, kiedy chłopak znów narzeka na nauczyciela Collins'a.
- Nie będzie mnie jutro na zajęciach - informuję go, aby się nie martwił. Chłopak nie odpowiada, tylko patrzy się na mnie. Nie wiem co na to uczynić, aby przerwać tę ciszę. Na szczęście w końcu odnajduje słowa.
- Dlaczego mi to mówisz? - wydaje się być zirytowany, że go w ogóle uprzedziłam. Przygryzam wargę i potrząsam głową, dlaczego oczekiwałam, że zainteresuje się moją tygodniową nieobecnością? O tak - dlatego, że wszystko szło tak pięknie - ale to wcale nie oznacza, że jesteśmy w związku.
- Pomyślałam... - przerywam - Tak na wszelki wypadek, jakbyś się zastanawiał - kończę wypowiedź zażenowana.
- Oh, okay - bełkocze. Pojawił się niezręczny moment i zaczynam się o nas martwić, nie dotykaliśmy się, ani nie całowaliśmy od pożegnania w niedzielę. Boję się, że Blake znów mu czegoś naopowiadał. Zanim się orientuję, chłopak znika mi z oczu.
Zayn POV
Byłem wkurwiony, nawet bardziej, niż tylko wkurwiony, że wraca do domu. Między nami układa się przecież tak dobrze, jeszcze nigdy się tak nie dogadywaliśmy. Zaprzestaliśmy kłótniom, przestała zachowywać się tak dziwacznie, starałem się od niej nie oddalać. Wszystko działało, jak dobrze naoliwiona maszyna, ale wtedy pojawił się Blake, a Julia wspomniała mi o odwiedzinach w domu rodzinnym.
Wraca do swojego idealnego domowego życia, tam mieszka jej równie idealny chłopak. Były chłopak - ale kogo to obchodzi? Był jej miłością z dzieciństwa, nawet pierwszej nocy kiedy się spotkaliśmy wspomniała mi, że nadal go kocha. Nie mam prawa się do niego porównywać, jestem bałaganem - popieprzonym chłopakiem.
Ruszam do samochodu - kontroluje mnie już tylko buchająca złość. Wiem, że powinienem był być dla niej dużo milszym, być wdzięcznym, że wspomniała o swojej nieobecności, ale myśli wypełniające moją głowę są zbyt trudne do pokonania.
Wróci do domu i zda sobie sprawę, że mnie wcale nie potrzebuje oraz to, jaką pomyłką jestem. Zauważy, że odstaję od jej zwyczajów, i zwyczajnie nie ma dla mnie wokół niej miejsca.
Wsiadam do auta i wracam do domu bractwa - ogarnia mnie furia i gniew. Decyduję się opuścić resztę zajęć - i tak nie mógłbym się na niczym skupić. Wchodzę do środka i w kuchni napotykam śmiejących się Niall'a i Charles'a.
- Zayn, właśnie planujemy urodziny Sary - Niall oznajmia - Jest z tobą Julia? - chłopak rozgląda się po pomieszczeniu w poszukiwaniu dziewczyny. Czuję się zirytowany, że jej szuka.
- Dlaczego miała by być? - warczę na niego. Obaj wymieniają między sobą spojrzenia, ale nic się nie odzywają. Znam ten wzrok, aż za dobrze, a mówi on - to znów Zayn. Zaciskam szczękę, aby nie palnąć czegoś jeszcze.
- Niall.. czy mógłbyś..? - Charles wskazuje na drzwi, a blondyn łapie myśl i szybko wychodzi z pomieszczenia. Nastaje cisza, Charles spogląda na mnie, gapi się, jak na chorego psychicznie. Rzucam mu zawistne spojrzenie, a on odzywa się w końcu - Co się dzieje? - pyta opierając się z założonymi rękami o blat kuchenny.
Zastanawiam się, czy wrócić szybko do pokoju totalnie go ignorując, aby opanować złość - jak zwykle rzucając kilkoma lampami, potłuc okna, kogoś uderzyć albo wyrwać jakąś naiwną laskę i pozwolić jej oczyścić moje myśli...
Wiem, że ostatnia opcja w ogóle nie wchodzi w grę, nie mogę jej tego ponownie zafundować. Nie mogłem spać, nie mogłem myśleć o niczym innym poza nią. Widok jej twarzy, kiedy obrzuciłem ją zdradą Matt'a i wykrzyczałem, że mam dość tej zabawy na oczach wszystkich nadal przewijał się w mojej głowie. Mogłem ją tylko zaliczyć i zostawić, jak wszystkie, ale nie tym razem.
- Wraca do domu - nie wiem dlaczego decyduję się na otwartą szczerość, prawdopodobnie dlatego, że myśli o tym wszystkim stanowią dla mnie zbyt trudny orzech do zgryzienia. Zazwyczaj Charles'owi potrzeba, aż trzech prób, żeby cokolwiek ze mnie wyciągnąć. Myślę, że Julia mnie zmienia - staję się bardziej otwarty.
- Do domu? Tak na zawsze? - jego ton jest bardzo zaskoczony, a twarz oblewa rozczarowanie. Nie podoba mi się to - wiem, że Charles uważa ją za atrakcyjną dziewczynę, nie mogę tego zmienić. Ale jeśli wykona choćby jeden nieodpowiedni krok w jej stronę, nie zawaham się nie zareagować siłą
To samo tyczy się Harry'ego. On myśli, że nie zauważyłem tych tęsknych spojrzeń kierowanych w jej stronę. Widziałem, że był smutny i zagubiony tego dnia, gdy do salonu weszliśmy razem trzymając się za ręce. Cieszę się, że to widział - niech sobie wybije z głowy zarywanie do niej.
- Jedzie do domu na weekend razem z Sarą, by odwiedzić rodzinę - bełkoczę. Wiem, że zachowuję się okropnie dziecinnie, ale nic nie mogę na to poradzić. Głosik przypominający mi, że nie mam porównania z jej zwykłym życiem wciąż mnie dręczy.
- Dlaczego robisz z tego taką wielką sprawę? - pyta mnie pchając lekko do tyłu. Złoszczę się na niego, na co chłopak natychmiast przestaje - Zayn, kolego, o co chodzi?
- Nie zrozumiesz - potrząsam przecząco głową przejeżdżając dłonią po głowie z irytacją. Nikt tego nie zrozumie, ona wydaje się być jedną, która cokolwiek rozumie - przynajmniej więcej, niż inni. Wiem jedno, teraz z pewnością nie zrozumiała by moich powodów bycia złym.
- Powiedz mi - naciska na mnie dominującym tonem.
- Wraca do swojego malutkiego idealnego świata i zrozumie, że jej tego brakuje - nadal ten sam, stary powód - o jej perfekcyjne życie, ale nadal nie dowierzam, iż wciąż kręci się wokół mnie. Kto wymienił by idealne życie na mnie? To bez sensu.
- Myślałem, że nie jesteście parą - Charles zaznacza z uśmieszkiem. Rzucam w niego śmiertelnym spojrzeniem, ale ten banan nie znika z twarzy. Wiem, że wielu innych ludzi nie ma pojęcia czym jesteśmy - kurwa, nawet jak tego nie wiem. Jedno jest pewne - trzyma się mnie i nie ma prawa na przebywanie z innym facetem.
- Idź do diabła - to jedyne co udaje mi się wykrztusić zanim znikam z kuchni od chichoczącego Charles'a. On zawsze starał się przekręcić wszystko w dowcip, dlatego nie jestem na niego wściekły z tego powodu - jestem zły, bo jest on typem chłopaka, z którym Julia zgodziła by się umawiać. Przynajmniej miał większe szanse ode mnie. Charles był nią zainteresowany, kto nie był, co? Wszyscy faceci gapią się na nią, kiedy ona siedzi w klasie i tylko czyta książkę. Nie wiem jakie zamiary miał Charles, ale mam oczy szeroko otwarte.
Jej powrót do domu wszystko zmieni, jak i również kiedy będzie przebywać z Harry'm lub Charles'em. Ani Blake, ani żaden członek bractwa nie mógł się do niej zbliżyć, ale tu pojawia się kolejny problem. Pierdolona impreza urodzinowa Sary odbywa się właśnie TUTAJ, W BRACTWIE.
Wśród nich wszystkich nie miałem wymówki, aby się nie napić. Tym razem nie mogę, nie skoro wiem, że tutaj przyjdzie.
Jednak nikt nie wspomniał, że jest możliwość, iż wróci tu ze swoim kochaniem.
Nikt nie powiedział, że jeśli wróci to nie zmieni o mnie swojego zdania i że nie będzie chciała odzyskać starego życia. Przede mną wiele rowów do pokonania. Nie mam pojęcia, jak sobie z nimi poradzę.
Czy ja w ogóle chcę, aby wpakowała się w moje gówniane sprawy? Czy pozwolę jej o nich się dowiedzieć? Z pewnością się o nich dowie, im więcej czasu spędzamy razem, tym coraz szerzej się przed nią otwieram... Może to, że wróci do domu i zda sobie sprawę, że wcale mnie nie chce przyniesie coś dobrego? To powstrzyma ją od odkrycia mojej prawdy, przeszłości.
Prawdy, której jeszcze nikt nie poznał, która spierdoli wszystko co zdążyliśmy razem zbudować. Nie wiem na jak długo uda mi się ją przed nią ukrywać.
Notka od autorki:
Julia wraca do domu! Po raz pierwszy przeczytacie o jej rodzicach!!
_______________________________
Taki bad boy, a taki niepewny siebie.. POPIEPRZYŁO CIĘ ZAYN? Ona cię pragnie!!
Załamałam się..
Dziękuję za tyle komentarzy! Nie udało się 40.. może przesadziłam! ( uwielbiam je wszystkie czytać, i robię to po kilka razy, nie macie pojęcia ile to radości móc przeczytać, że komuś podoba się moja praca i ją szanuje. Jesteście kochane! ) wyłączyłam weryfikację obrazkową, mnie roboty z komentowaniem :D
Jak 1 września? Ja już mam dość, hahaha :D :c
Do następnego :)
Przepraszam, nie sprawdzony :c
* Wings - Birdy
Rano budzą mnie wpadające przez okno do pokoju jasne promienie słoneczne. Mrugam kilka razy ciężkimi powiekami starając się rozbudzić. Przewracam się na drugi bok i wpadam na jakieś ciało.
Moje oczy rozszerzają się w niemałym szoku, staram się jakoś uwolnić, ale jego zacisk zacieśnia się i chłopak przyciąga mnie jeszcze bliżej siebie. Śpi, ale jakimś sposobem nad wszystkim czuwa i jest w stanie tak mocno mnie trzymać. Rozglądam się w poszukiwaniu zegarka - jest już po 10. Spóźniłam się na Mszę razem z Sarą.
Podciągam się na łokciach opierając na nich cały swój ciężar, ale on nadal usilnie trzyma mnie w talii.
Przyglądam się mu, wygląda tak błogo i spokojnie, obserwuję wyrzeźbioną linię szczęki, jego ciemne włosy są w uroczym nieładzie, ale nadal wyglądają perfekcyjnie. Delikatnie wiodę palcem po jego bliźnie na klatce piersiowej.
Nadal zamierzam dowiedzieć się skąd ją ma i doskonale zdaję sobie sprawę, że w tej chwili nie będzie z tym zbytnio ze mną otwarty, ale możliwe, że w przyszłości... jeśli w ogóle tak daleko zajdziemy. Moją głowę wypełniają znane mi już wątpliwości.
Ten chłopak był dla mnie jedynym znalezionym kawałkiem układanki, który starałam się gdzieś dopasować, choć nie miałam poukładanego własnego życia. Zawsze walczyliśmy ze sobą i zawsze wydaje mi się, że on nie jest ze mną do końca szczery.
Czuję, że z każdą kolejną spędzoną z nim sekundą dowiaduję się coraz to nowszych informacji o nim. Potrzebuję czegoś, co pomoże mi go lepiej zrozumieć, ale nagle coś się wydarza i pozostaję zakłopotana.
Czuję na sobie jego wzrok, podnoszę głowę, aby na niego spojrzeć. Widzę w nich emocję, której nie potrafię odczytać; egzaminuje mnie.
Sięga dłonią do mojej i chwyta ją splątując razem nasze palce - skupia się na nich.
Powoli kładę głowę na jego torsie wsłuchując się w spokojne bicie jego serca, nigdy nie będę miała dosyć ciepła jego skóry. Uśmiecham się na widok naszych zaplecionych rąk.
Nasze palce są jakby połączone - promienie słoneczne padały na nas - na tą chwilę. Moje serce drży na samą myśl, że leżymy tutaj razem, w jednym łóżku trzymając się za ręce i nic innego nas nie obchodzi.
Jednak jedno ściągało mnie do rzeczywistości - muszę wracać do akademika. Mam szkołę, mam życie, które pasuje mi prowadzić. Ta chwila i kilka poprzednich wydają się mi być takie nierzeczywiste. Nie czuję tego.
- Muszę wracać do akademika - bełkoczę cicho również wpatrzona w nasze zaplecione dłonie. Nie chcę tam wracać, podoba mi się ten nasz poranny spokój, uwielbiam z nim przebywać, ale muszę już iść.
- No dobrze - wzdycha, czuję, jak oddala się i jestem nieco zawiedziona, że nie walczył ze mną, żeby zostać dłużej.
Chwytam swoje ubrania i przebieram się szybko. Wracam do pokoju, a Zayn stoi już ubrany w spodnie i koszulę. Rzuca we mnie małym uśmiechem, kiedy przechodzimy razem przez dom.
Jak na godzinę 10 jest tu dziwnie cicho, ale o nic nie pytam, kiedy Zayn prowadzi mnie do drzwi wyjściowych. Kiedy w końcu pojawiają się w zasięgu naszego wzroku widzę, jak jego wzrok szerzy się w zaskoczeniu. Patrzę tam gdzie on, i zauważam wchodzącego na hol Blake'a. Jego brąz włosy są w całkowitym nieładzie, dopiero dziś zauważam, że ma on niebieskie oczy.
Wydaje mi się, że od ostatniego razu, kiedy go widziałam przybrał trochę na masie mięśniowej, ale mógł by się obciąć.
Chłopak ma na sobie bro-tank i szorty. Zatrzymuje się, kiedy nas dostrzega. Zerkam na Zayn'a - jego szczęka jest napięta.
- Znowu ty - Blake zupełnie ignoruje mulata, który stoi zaledwie kilka centymetrów ode mnie. Jego uśmiech jest dla mnie conajmniej niekomfortowy, chłopak stoi zwrócony twarzą w moją stronę. Zanim zdążam mu cokolwiek odpowiedzieć, Zayn ciągnie mnie za sobą przez drzwi i zatrzaskuje je z ogromnym hukiem.
Nie wiem czy się odzywać, więc milczę, kiedy jesienny wietrzyk owiewa nas swoim chłodem. Zayn podchodzi do samochodu - jego dłonie nadal pozostają zaciśnięte w pięści. Podążam za nim przyglądając się widokowi Rocky Mountains.
Chłopak stoi przy aucie z otwartymi drzwiami. Spokój z poprzedniego tygodnia już dawno gdzieś przepadł. Szybko bez słowa wsiadam do środka. Chłopak wskakuje na fotel koło mnie i odpala silnik ruszając z powrotem na kampus. Lekka muzyka gra w tle, a ja gapię się na mijane przez nas drzewa.
- Urodziny Sary są już w następnym tygodniu... Prawdopodobnie w ten weekend pojadę z nią zobaczyć się z rodzicami, więc imprezę niespodziankę zorganizujemy za dwa - bełkoczę.
- Okej - cicho odpowiada, przygryzam usta i odchrząkuję.
- Myślę, że będzie ona w domu bractwa - kładę dłonie na kolana i powoli zerkam w jego stronę. Jego wzrok skupiony jest na drodze, więc przytakuje tylko w zrozumieniu. Dojeżdżamy pod akademik, czekam, aż coś powie - ale na darmo.
Wiem, że ta nagła zmiana nastroju to nie moja wina, tylko Blake'a. Jestem na niego zła, że zrujnował tą przyjemną atmosferę między nami, którą zyskaliśmy w naszej... relacji - myślę, że śmiało mogę to tak nazwać. Wzdycham i otwieram drzwi zaczynając podnosić się z fotela. Czuję zatrzymującą mnie dłoń Zayn'a, który cofa mnie z powrotem na miejsce.
Obraca mnie do siebie pieszcząc mój policzek i złącza nasze usta w słodkim pocałunku. W jego objęciach czuję ogarniający mnie spokój, mimo, że ten gest nie był wypełniony tą znaną mi pasją i gorącem.
- Widzimy się jutro - mruczy cicho i oddala się. Uśmiecham się do niego i macham na pożegnanie wysiadając z samochodu. Kiedy wchodzę do pokoju zastaję pakującą się Sarę.
- Pakujesz się? - pytam zamykając za sobą drzwi. Jej wzrok pada na mnie.
- Gdzie byłaś ostatniej nocy? - rzuca we mnie podejrzliwym wzrokiem, a ja wzdycham na jej sugestię.
- Do niczego nie doszło, tylko tam spałam - zapewniam ją.
- Jasne - śmieje się wrzucając część swoich ubrań do walizki - Wracam do domu w środę po zajęciach i zostaję tam, aż do niedzieli - wyjaśnia - Jedziesz ze mną? - jej ton jest zmartwiony i ciekawski. Nie wiem czym się przejmuje, ale jej przytakuję.
- Jeśli nie masz nic przeciwko. Nie rozmawiałam z moją mamą, ani tatą już sporo czasu i myślę, że powinnam ich odwiedzić, plus są twoje urodziny, więc twoi rodzice z pewnością zaplanowali już z tej okazji obiad - śmieję się.
- Rozmawiałaś w ogóle z Matt'em?- pyta mnie wracając wzrokiem na stertę ciuchów, które składa. Odnajduję swoją walizkę i również upycham do niej ubrania.
- Nie - odpowiadam cicho. Szczerze nie wiem, co czuję teraz wobec tego chłopaka, z pewnością pozostał we mnie ból i odraza i wydaje mi się, że nigdy nie uda mi się o tym zapomnieć. Myślenie o nim nie sprawia mi już tyle bólu, co wcześniej, ale chyba nie mam ochoty się z nim widzieć.
Ciężko mi było sobie z tym poradzić. Dorastałam z nim, ufałam nad życie, a on mnie zdradził... Było mi nawet trudniej, bo nie miałam pojęcia, że może taki być. Patrzyłam na niego przez pryzmat poukładanego i grzecznego chłopaka - kochającego swoją rodzinę. Taki właśnie był. Jeżeli ktoś, jak on mógł mnie tak skrzywdzić, to komu powinnam ufać?
- Oh - jej ton ucichł.
- A ty? - pytam podtrzymując rozmowę. Dziewczyna nie odpowiada przez dobrą chwilę, dlatego zerkam na nią - wygląda na zmartwioną - Sar? - niepokoję się.
- Nie do końca - bełkocze przeczesując włosy swoimi palcami. Matt był dla mnie i Sary zawsze dosyć kłopotliwym tematem. Już wspominałam; Sara zawsze była tu dla mnie, ale rzadko o nim rozmawiałyśmy.
- Byliście jakby przyjaciółmi.. Zrujnowałam to, prawda?
- Nie - śmieje się - Nie mam nic przeciwko, że urwał mi się z nim kontakt, tak naprawdę to ledwo się dogadywaliśmy - zapewnia mnie - Każdy, kto był tak głupi, żeby zrobić ci coś takiego nie zasługuje na moją przyjaźń - kończymy pogawędkę. Dziewczyna włącza piosenki One Republic i przy jej rytmie kończymy się pakować. Na początku milczymy, ale pod koniec pokój wypełniają nasze śmiechy.
- Eww, brzmi obrzydliwie - Sara śmieje się zapinając walizkę i opiera ją o ścianę.
- Mów za siebie - udaję urażoną i również zasuwam zamek własnej walizki, która jest o połowę mniejsza od tej Sary. W domu zostawiłam nieco ubrań, tak samo jak ona, ale przecież odkąd tu przyjechałyśmy zdążyła być na tysiącach zakupów.
Dzień mija mi bardzo szybko, spotkałam się z Liam'em, by pouczyć się AP Chemii - teraz jest to dla mnie najtrudniejszy materiał, odkąd tak świetnie radzę sobie na Psychologii. Po godzinie zakuwania rozmawiamy o Sarze.
- Niall wspomniał o imprezie niespodziance.
- Taa - uśmiecham się do Liam'a, cieszę się, że się dogadujemy - Odbędzie się w domu bractwa.
- Coś ogromnego? - pyta biorąc łyka napoju - Czy skromne wydarzenie? - opiera się plecami o krzesło.
- Wielka impreza - potrząsam głową - To w końcu Sara, czego innego się spodziewałeś? - śmieję się. Liam nie znał jej tak dobrze, ale po pierwszym spotkaniu można dostrzec, że to człowiek stworzony do ekstrawagancji - Zaproś Danielle - chłopak nadal się uśmiecha.
- Okay - przytakuje z radością.
- Jak się oboje macie? - upijam większą część napoju.
- Świetnie - jego uśmiech znacznie się poszerza na samo wspomnienie o tej dziewczynie. Zaczyna mi opowiadać o ich wspólnie spędzonym czasie i cieszę się, że chłopcy zauważają te małe dziewczęce zachowania.
Wchodząc do pokoju niemalże od razu zasypiam, jestem wyczerpana. Myślę, że stres związany z Zayn'em uchodzi ze mnie w niespodziewanie szybkim tempie. Moje oczy zamykają się, kiedy Sara zaczyna mi opowiadać o swoich planach, jak wrócimy do rodzinnych domów.
***
Tan tydzień mija mi niezwykle szybko i miło, Zayn często odprowadza mnie do akademika i na zajęcia, a przy tym dużo rozmawiamy. Nie dochodzi jednak do żadnych intymnych sytuacji, co mnie trochę niepokoi. Staram się jednak zbyt bardzo nad tym nie zastanawiać, publiczne okazywanie uczuć było mi niezwykle zbędne i nie jestem pewna, czy Zayn chciałby, aby ktokolwiek się o nas dowiedział.
W środę kiedy spacerujemy w stronę akademika uśmiecham się do niego, kiedy chłopak znów narzeka na nauczyciela Collins'a.
- Nie będzie mnie jutro na zajęciach - informuję go, aby się nie martwił. Chłopak nie odpowiada, tylko patrzy się na mnie. Nie wiem co na to uczynić, aby przerwać tę ciszę. Na szczęście w końcu odnajduje słowa.
- Dlaczego mi to mówisz? - wydaje się być zirytowany, że go w ogóle uprzedziłam. Przygryzam wargę i potrząsam głową, dlaczego oczekiwałam, że zainteresuje się moją tygodniową nieobecnością? O tak - dlatego, że wszystko szło tak pięknie - ale to wcale nie oznacza, że jesteśmy w związku.
- Pomyślałam... - przerywam - Tak na wszelki wypadek, jakbyś się zastanawiał - kończę wypowiedź zażenowana.
- Oh, okay - bełkocze. Pojawił się niezręczny moment i zaczynam się o nas martwić, nie dotykaliśmy się, ani nie całowaliśmy od pożegnania w niedzielę. Boję się, że Blake znów mu czegoś naopowiadał. Zanim się orientuję, chłopak znika mi z oczu.
Zayn POV
Byłem wkurwiony, nawet bardziej, niż tylko wkurwiony, że wraca do domu. Między nami układa się przecież tak dobrze, jeszcze nigdy się tak nie dogadywaliśmy. Zaprzestaliśmy kłótniom, przestała zachowywać się tak dziwacznie, starałem się od niej nie oddalać. Wszystko działało, jak dobrze naoliwiona maszyna, ale wtedy pojawił się Blake, a Julia wspomniała mi o odwiedzinach w domu rodzinnym.
Wraca do swojego idealnego domowego życia, tam mieszka jej równie idealny chłopak. Były chłopak - ale kogo to obchodzi? Był jej miłością z dzieciństwa, nawet pierwszej nocy kiedy się spotkaliśmy wspomniała mi, że nadal go kocha. Nie mam prawa się do niego porównywać, jestem bałaganem - popieprzonym chłopakiem.
Ruszam do samochodu - kontroluje mnie już tylko buchająca złość. Wiem, że powinienem był być dla niej dużo milszym, być wdzięcznym, że wspomniała o swojej nieobecności, ale myśli wypełniające moją głowę są zbyt trudne do pokonania.
Wróci do domu i zda sobie sprawę, że mnie wcale nie potrzebuje oraz to, jaką pomyłką jestem. Zauważy, że odstaję od jej zwyczajów, i zwyczajnie nie ma dla mnie wokół niej miejsca.
Wsiadam do auta i wracam do domu bractwa - ogarnia mnie furia i gniew. Decyduję się opuścić resztę zajęć - i tak nie mógłbym się na niczym skupić. Wchodzę do środka i w kuchni napotykam śmiejących się Niall'a i Charles'a.
- Zayn, właśnie planujemy urodziny Sary - Niall oznajmia - Jest z tobą Julia? - chłopak rozgląda się po pomieszczeniu w poszukiwaniu dziewczyny. Czuję się zirytowany, że jej szuka.
- Dlaczego miała by być? - warczę na niego. Obaj wymieniają między sobą spojrzenia, ale nic się nie odzywają. Znam ten wzrok, aż za dobrze, a mówi on - to znów Zayn. Zaciskam szczękę, aby nie palnąć czegoś jeszcze.
- Niall.. czy mógłbyś..? - Charles wskazuje na drzwi, a blondyn łapie myśl i szybko wychodzi z pomieszczenia. Nastaje cisza, Charles spogląda na mnie, gapi się, jak na chorego psychicznie. Rzucam mu zawistne spojrzenie, a on odzywa się w końcu - Co się dzieje? - pyta opierając się z założonymi rękami o blat kuchenny.
Zastanawiam się, czy wrócić szybko do pokoju totalnie go ignorując, aby opanować złość - jak zwykle rzucając kilkoma lampami, potłuc okna, kogoś uderzyć albo wyrwać jakąś naiwną laskę i pozwolić jej oczyścić moje myśli...
Wiem, że ostatnia opcja w ogóle nie wchodzi w grę, nie mogę jej tego ponownie zafundować. Nie mogłem spać, nie mogłem myśleć o niczym innym poza nią. Widok jej twarzy, kiedy obrzuciłem ją zdradą Matt'a i wykrzyczałem, że mam dość tej zabawy na oczach wszystkich nadal przewijał się w mojej głowie. Mogłem ją tylko zaliczyć i zostawić, jak wszystkie, ale nie tym razem.
- Wraca do domu - nie wiem dlaczego decyduję się na otwartą szczerość, prawdopodobnie dlatego, że myśli o tym wszystkim stanowią dla mnie zbyt trudny orzech do zgryzienia. Zazwyczaj Charles'owi potrzeba, aż trzech prób, żeby cokolwiek ze mnie wyciągnąć. Myślę, że Julia mnie zmienia - staję się bardziej otwarty.
- Do domu? Tak na zawsze? - jego ton jest bardzo zaskoczony, a twarz oblewa rozczarowanie. Nie podoba mi się to - wiem, że Charles uważa ją za atrakcyjną dziewczynę, nie mogę tego zmienić. Ale jeśli wykona choćby jeden nieodpowiedni krok w jej stronę, nie zawaham się nie zareagować siłą
To samo tyczy się Harry'ego. On myśli, że nie zauważyłem tych tęsknych spojrzeń kierowanych w jej stronę. Widziałem, że był smutny i zagubiony tego dnia, gdy do salonu weszliśmy razem trzymając się za ręce. Cieszę się, że to widział - niech sobie wybije z głowy zarywanie do niej.
- Jedzie do domu na weekend razem z Sarą, by odwiedzić rodzinę - bełkoczę. Wiem, że zachowuję się okropnie dziecinnie, ale nic nie mogę na to poradzić. Głosik przypominający mi, że nie mam porównania z jej zwykłym życiem wciąż mnie dręczy.
- Dlaczego robisz z tego taką wielką sprawę? - pyta mnie pchając lekko do tyłu. Złoszczę się na niego, na co chłopak natychmiast przestaje - Zayn, kolego, o co chodzi?
- Nie zrozumiesz - potrząsam przecząco głową przejeżdżając dłonią po głowie z irytacją. Nikt tego nie zrozumie, ona wydaje się być jedną, która cokolwiek rozumie - przynajmniej więcej, niż inni. Wiem jedno, teraz z pewnością nie zrozumiała by moich powodów bycia złym.
- Powiedz mi - naciska na mnie dominującym tonem.
- Wraca do swojego malutkiego idealnego świata i zrozumie, że jej tego brakuje - nadal ten sam, stary powód - o jej perfekcyjne życie, ale nadal nie dowierzam, iż wciąż kręci się wokół mnie. Kto wymienił by idealne życie na mnie? To bez sensu.
- Myślałem, że nie jesteście parą - Charles zaznacza z uśmieszkiem. Rzucam w niego śmiertelnym spojrzeniem, ale ten banan nie znika z twarzy. Wiem, że wielu innych ludzi nie ma pojęcia czym jesteśmy - kurwa, nawet jak tego nie wiem. Jedno jest pewne - trzyma się mnie i nie ma prawa na przebywanie z innym facetem.
- Idź do diabła - to jedyne co udaje mi się wykrztusić zanim znikam z kuchni od chichoczącego Charles'a. On zawsze starał się przekręcić wszystko w dowcip, dlatego nie jestem na niego wściekły z tego powodu - jestem zły, bo jest on typem chłopaka, z którym Julia zgodziła by się umawiać. Przynajmniej miał większe szanse ode mnie. Charles był nią zainteresowany, kto nie był, co? Wszyscy faceci gapią się na nią, kiedy ona siedzi w klasie i tylko czyta książkę. Nie wiem jakie zamiary miał Charles, ale mam oczy szeroko otwarte.
Jej powrót do domu wszystko zmieni, jak i również kiedy będzie przebywać z Harry'm lub Charles'em. Ani Blake, ani żaden członek bractwa nie mógł się do niej zbliżyć, ale tu pojawia się kolejny problem. Pierdolona impreza urodzinowa Sary odbywa się właśnie TUTAJ, W BRACTWIE.
Wśród nich wszystkich nie miałem wymówki, aby się nie napić. Tym razem nie mogę, nie skoro wiem, że tutaj przyjdzie.
Jednak nikt nie wspomniał, że jest możliwość, iż wróci tu ze swoim kochaniem.
Nikt nie powiedział, że jeśli wróci to nie zmieni o mnie swojego zdania i że nie będzie chciała odzyskać starego życia. Przede mną wiele rowów do pokonania. Nie mam pojęcia, jak sobie z nimi poradzę.
Czy ja w ogóle chcę, aby wpakowała się w moje gówniane sprawy? Czy pozwolę jej o nich się dowiedzieć? Z pewnością się o nich dowie, im więcej czasu spędzamy razem, tym coraz szerzej się przed nią otwieram... Może to, że wróci do domu i zda sobie sprawę, że wcale mnie nie chce przyniesie coś dobrego? To powstrzyma ją od odkrycia mojej prawdy, przeszłości.
Prawdy, której jeszcze nikt nie poznał, która spierdoli wszystko co zdążyliśmy razem zbudować. Nie wiem na jak długo uda mi się ją przed nią ukrywać.
Notka od autorki:
Julia wraca do domu! Po raz pierwszy przeczytacie o jej rodzicach!!
Jeśli choć troszkę szanujesz moją pracę, to proszę skomentuj :)
_______________________________
Taki bad boy, a taki niepewny siebie.. POPIEPRZYŁO CIĘ ZAYN? Ona cię pragnie!!
Załamałam się..
Dziękuję za tyle komentarzy! Nie udało się 40.. może przesadziłam! ( uwielbiam je wszystkie czytać, i robię to po kilka razy, nie macie pojęcia ile to radości móc przeczytać, że komuś podoba się moja praca i ją szanuje. Jesteście kochane! ) wyłączyłam weryfikację obrazkową, mnie roboty z komentowaniem :D
Jak 1 września? Ja już mam dość, hahaha :D :c
Do następnego :)
Przepraszam, nie sprawdzony :c
sobota, 30 sierpnia 2014
Rozdział 33
Następnego poranka podkradam telefon Sary, zanim się budzi i zapisuję sobie numer do Niall'a, po czym szybko go wykręcam. Chłopak odbiera po trzech sygnałach.
- Halo?
- Cześć Niall tu Julia - szepczę wychodząc z pokoju na korytarz, aby nie obudzić Sary.
- Oh hej Jula, wszystko w porządku? - pyta zaspanym głosem. Założę się, że go tym obudziłam, ale chyba mu to nie przeszkadza.
- Tak, miałam tylko nadzieję, że uda mi się z tobą przegadać urodziny Sary. Jak Pennie już wiesz wypadają one w następnym tygodniu. Ostatnio wspomniała mi, że miałeś wobec tego jakieś plany - bełkoczę oparta o ścianę w pustym przedsionku. Oprócz mojego głosu nie słychać niczego innego.
- Owszem, mam coś w zanadrzu - słyszę, jak ziewa, zgaduje, ze obecnie kładzie się z powrotem na pościel.
- Chciałabym ci w tym jakoś trochę pomóc, zazwyczaj organizowałam jej imprezy niespodzianki, ale ostatnimi czasy w ogóle nie miałam do tego głowy - przeczesuje włosy palcami uśmiechając się do siebie - moim głównym zawrotem głowy był Zayn.
- Pewnie, myślę, że będę potrzebował nieco pomocy - śmieje się wyczerpany.
- Ona kocha ekstrawagancje, więc powinniśmy zaplanować duże wydarzenie, zaprosić ogrom ludzi. Nie wiem czy uda nam sie pozostawić to całe wydarzenie w ukryciu przed nią, ale zrobię co w mojej mocy - mrużę oczy. Mimo, że każda impreza na jej cześć miała być 'niespodzianką', Sara zawsze wcześniej, czy później się o niej dowiadywała - wtedy do akcji wkraczały jej umiejętności aktorskie. Kiedy próbowała ukazać łzy szczęścia wykorzystywała pomoc w postaci kropelek wody.
- Brzmi świetnie, gdzie? - Niall niemalże zasypia na słuchawce i czuję się źle z tym, że go obudziłam tak wcześnie.
- Myślisz, że uda się to zorganizować w domu bractwa? To duże miejsce, wszyscy wiedzą, jak trafić i.. nie ukrywając każdy zna i uwielbia ciebie oraz Sarę - zaznaczam zakładając ręce na piersi przenosząc więcej ciężaru na ścianę.
- Brzmi dobrze.. Pogadam z Charles'em jakoś rano.. - bełkocze. Tłumię swój śmiech. Była już ósma rano, a on nadal brzmiał, jak nie żywy.
- Świetnie, później obgadamy wszystkie szczegóły. Pośpij jeszcze - w odpowiedzi słyszę tylko jakiś bełkot, na co potrząsam głową chichocząc i się rozłączam.
Nie mam pojęcia dlaczego, ale zawsze po każdej rozmowie z Niall'em czułam się o wiele lepiej; ma w sobie coś co podnosi człowieka na duchu, nie ważne w jak wielkim dołu aktualnie się znajduje. Wracając do pokoju słyszę dźwięk przychodzącej wiadomości.
Sara przewraca się na drugi bok rozdrażniona tym hałasem - wraca do snu. Podchodzę do swojego łóżka i kładę się tam sprawdzając komórkę. Trzymam mały ekranik przed swoimi oczami odczytując kolejne słowa esemesa.
Kierujemy się na schody prowadzące na piętro, do jego pokoju. To pomieszczenie stało się okropnie dla mnie podobne - na biurku ją już książki, notatki. Cieszę się, że się przygotował.
Chłopak zamyka za nami drzwi i podchodzi do laptopa włączając cichą muzykę. Rozpoznaję artystę - The Script. Uśmiecham się, ale nie wspominam mu o tym, po prostu siadam na łóżku.
Więc? - przyglądam się mu. Zayn zabiera ode mnie książki, kładzie je na podłodze. Gapię się na niego zdezorientowana - Potrzebuję ich - śmieję się wstając, aby je stamtąd zabrać, ale on delikatnie popycha mnie, abym znów usiadła.
- Nie dostałem buziaka na powitanie - mówi niskim chrypiącym głosem wysyłając ciarki po moim ciele. Podchodzi do mnie. Nie ruszam się, gdy przybliża się jeszcze bardziej. Czuję tą znaną siłę przyciągania oraz rozchodzące się po moim ciele ciepło.
Zamykam oczy, czuję jak jego usta ocierają się o moje - raczej się dziś nie pouczymy i nie wiem, jak mam się z tym czuć. Muszę połknąć tą wiedzę, ale bardziej od tego pragnę poczuć jego miękkie wargi na swoich.
Zamykam odległość między nami, nie jestem w stanie czekać na jego kuszące ruchy. Chłopak odpowiada atakiem na moje wargi. W sekundę znajduje się nade mną, jego dłoń chwyta mnie pod udem przyciągając do siebie. Nasze ruchy są gorące, pełne pragnienia.
Jego język wślizguje się, na co z moich ust wydobywa się cichy jęk rozkoszy, co go jedynie zachęca do dalszych ruchów. Jego dłoń wślizguje się pod moją koszulkę, przejeżdża nią po moich plecach i przyciąga bliżej swojego torsu. Odkąd jego usta znalazły się na moich, jestem uległa na wszelkie jego ruchy.
Przyciągam biodra bliżej niego, na co on mruczy nisko wtapiając się w moje usta. Uśmiecham się, kiedy chłopak oddala się - jego tęczówki wypełnia pożądanie; widzę, jak się hamuje.
- Niezły powitalny pocałunek - Jestem mu wdzięczna, że zatrzymał swoje zamiary. Nie byłam gotowa na seks, ale przy nim nie potrafiłam się powstrzymać. Chłopak wzdycha ciężko i potrząsa głową z uśmiechem.
- Żebyś wiedziała - mruczy wstając ze mnie. Brakuje mi jego ciepła, jego rąk, ale przypominam sobie, że przyjechałam tu, aby się uczyć. Mulat podnosi książki i rzuca je na łóżko koło mnie, po czym chwyta swoje z biurka i powtarza poprzednią czynność.
Zauważam, że zmieniła się już piosenka - w tle słyszę Coldplay. Zastanawiam się, czy to przypadek, że akurat lecą utwory, które bardzo lubię. To niemożliwe, aby zapamiętał wszystko, co mu powiedziałam.
Chłopak siada na łóżku w bezpiecznej odleglóści ode mnie - już do niczego nie dojdzie. Ściągam buty i siadam po turecku kładąc podręcznik na sobie.
- Zaczynamy - uśmiecham się otwierając książkę na stronach, które muszę zakuć do następnego piątku.
***
Jest późno, ale nie wiem jak bardzo. Jedno jest pewnie - oczy pieką mnie od wpartywania się w małą czcionkę tekstów w podręczniku. Już dawno skończyliśmy naukę i rozmawiamy. Chłopak opowiada mi o swojej ciotce - nie wspomina nic o ojcu - o tym, jak ona bardzo pragnęła wyjechać do Ameryki, by się uczyć.
Zayn poznał Louis'a jeszcze w Anglii, spotkali się kilka razy, ale kiedy dowiedzieli się, że oboje lecą tutaj na studia przybliżyli się i Zayn zaufał mu - ofiarował mu maksymalną ilość zaufania, na jaką go stać. Ciężko mu ufać płci męskiej, nie mówiąc już o dziewczynach.
Powiedział mi, że nie chciał wyjeżdżać do Stanów, ale przemyślał to i przyjechał z myślą przeżycia przygody. Opowiedział mi o Niall'u, że kocha go, jak brata i zawsze będzie o niego dbał. Gadamy i gadamy, aż w końcu słowa przestają się kleić i wszystko wydaje się niezwykle zabawne.
- Przestań się ze mnie nabijać - śmieję się zakrywając twarz dłońmi. Zayn wyśmiewa moje nieścisłe wypowiedzi o dzieciństwie. Czuję, jak chwyta moje nadgarstki i odciąga je od twarzy cały czas chichocząc.
- Nigdy nie zakrywaj przede mną swojej buzi - bełkocze z małym uśmiechem, jego palce gładzą moją skórę - Nie masz się czym wstydzić - czerwienię się na te słowa - I wcale się z ciebie nie nabijam - na jego ustach maluje się uśmiech.
- Właśnie, że tak - nie zgadzam się - Wyśmiewasz to, że będąc małą dziewczynką grałam w jakimś przedstawieniu!
- To właśnie starałaś się mi powiedzieć - śmieje się z moich poprzednich niezrozumiałych zdań. Potrząsam głową wybuchając śmiechem.
- Dlaczego tak wypytujesz o moje dzieciństwo? - pytam go. Już wcześniej mnie o nie pytał.
Nie interesowały go wydarzenia sprzed kilku lat, zawsze pytał o wczesne lata mojego dzieciństwa - czasy podstawówki; jakie miałam zwierzaki, ich imiona, kto był moją najlepszą przyjaciółką, jeszcze przed pojawieniem się Sary, co najbardziej zapamiętałam ze szkoły. Patrzę na niego, kiedy skanuje wzrokiem moją twarz.
- Chcę wiedzieć o tobie wszystko - moje serce łomocze. Nie ma zbyt wielu ciekawostek z mojego życia, ale podobnie czułam się wobec niego; również chciałabym go poznać tak od początku, nawet informacje skryte w ciasnych zakamarkach jego przeszłości.
- Nawet przygody teatralne z podstawówki? - pytam ciekawa.
- Wszystko co mi o sobie opowiadasz jest dla mnie warte zapamiętania - odpowiada z lekkością, bez wahania w głosie. Jego wzrok opada na nasze dłonie. Siedzimy w ciszy, jego słowa nadal dźwięczą w mojej głowie,
Naprawdę chciał wiedzieć o mnie wszystko? Jeśli tak jest, chciałabym, aby pozwolił mnie do siebie dopuścić. Wiem, że jestem specjalnie strzeżona, zwłaszcza od incydentu na imprezie bractwa, ale on sam jest zamknięty w więzieniu własnych sekretów i przeszłości. Chciałabym, aby nasza relacja od początku była dużo łatwiejsza, ale nic w życiu nie przychodzi do nas łatwo... i to mnie ostatnio przeraża.
- Już późno - mówię, nie mając pojęcia akurat czemu teraz postanowiłam o tym wspomnieć. Chłopak zerka na zegarek, który wskazuje 23:53 - Odwieziesz mnie? - mam nadzieję, że tak, nie mam ochoty powtarzać wcześniejszych wydarzeń.
- Powinnaś zostać, zostań na noc - mówi ciepłym, niskim głosem. Gapię się na niego z szeroko otwartymi oczami. Chcę się uśmiechnąć, bo poprosił, abym została, ale podświadomie jakaś część mnie podpowiada, że to nie najlepszy pomysł.
- Z-zostać na noc? - staram się pytać pewnie, ale się jąkam.
- Nie tak, jak myślisz - patrzy w dół - Tylko... pierwszej nocy, kiedy ze mną byłaś, spałem tak spokojnie, nie miałem żadnych koszmarów, nie budziłem się, aby mieć okazję na durne przemyślenia... To była porządna dawka snu - wyjaśnia, jak zawstydzony mały chłopczyk. Zayn nadal trzyma mój nadgarstek, a ja walczę z chęcią wspięcia się na jego kolana i przytulenia go.
- Okej - odpowiadam nie będąc do końca świadomą, że się zgodziłam. Jego wzrok błyska zaskoczeniem i szczęściem - Nie mam jednak w czym spać - dodaję cicho. Chłopak szybko podnosi się i chwyta swój czarny T-shirt ze swojej szafki. Podaje mi ją razem z parą dresów. Podnoszę się zabierając je od niego i przebieram się w łazience.
Koszulka jest na mnie za duża i bardzo luźna, ale pachnie jak Zayn, więc nie obchodzi mnie jej wielkość. Spodnie są nieco za długie, więc zawijam je na wysokości bioder podciągając nieco wyżej, aby nie spadły. Wracając do pokoju, Zayn stoi tam bez koszulki w nisko opuszczonych spodenkach.
Gapię się na jego umięśniony tors, zaskakująco znajduje się tam tylko kilka tatuaży - nie tak wiele, jak na ramieniu. Mój wzrok wędruje w dół, obserwuję mięśnie zaraz nad gumką wspomnianych spodenek.
Wiem, że jestem czerwona na twarzy, ale chłopak nic mi na to nie mówi. Odkładam ubrania na biurku. Uśmiecham się na zapach jego perfum, kiedy wspinam się na miękkie łóżko. Zayn milczy, kiedy wyłącza światło i wślizguje się obok mnie.
Nie wiedząc co ze sobą zrobić, chłopak wręcza mi pilot od telewizora. Cisza między nami jest komfortowa, ale żadne z nas nie decyduje się na konkretny ruch. Nigdy nie spędziłam nocy z Matt'em. Był taki jeden raz na campingu z jego rodzicami, ale spaliśmy w oddzielnych namiotach. Nie licząc też kilka sytuacji, kiedy zasypialiśmy razem na kanapie przed ekranem telewizora - ale to nie było zamierzone.
Wybieram jakiś film i dokładam pilota. Leże na samej krawędzi łóżka oparta o własną rękę, aby móc widzieć ekran. Czuję wzrok Zayn'a na sobie, ale nie zwracam na to uwagi. Słyszę jak chłopak chichocze i po chwili otacza mnie ramieniem w talii przyciągając do siebie.
Cieszę się, kiedy przybliża mnie do swojej klatki. Podciągam się kładąc na niej głową. Zauważam tam małą linię, nie jest długa, ale widoczna, ma wielkość mojego małego paluszka. Ma kolor jasnego różu - to blizna. Jest wyraźnie postrzępiona, jakby nacięcie było bardzo głębokie i nie zarosło poprawnie.
Zastanawiam się skąd ją ma, on nigdy nie wspomniał mi, że jego ojciec go krzywdził, chyba że stawał w czyjejś obronie. Gapię się na nią, po mojej głowie biegną miliony możliwości. Staram się poskładać jakoś poznane już puzzle.
Myślę, czy zapytać go o tę bliznę, ale chyba poczekam na lepszy moment. Zwracam uwagę z powrotem na telewizor relaksując się. Czułam się tak dobrze, tak idealnie w jego ramionach. Jego palce głaszczą mnie po głowie.
- Będziesz tutaj ze mną, kiedy się obudzę? - słyszę niski pytający głos Zayn'a. Uśmiecham się, nawet jeśli on tego nie widzi przytakuję mu - Obiecujesz, że jeśli zasnę, nadal ze mną zostaniesz? - pyta ponownie pociągając mnie za brodę, abym na niego spojrzała.
Jego karmelowe tęczówki patrzą na mnie intensywnie - widzę w nich śmiertelną powagę. Myślałam, że żartuje wspominając o pierwszej nocy, gdy się poznaliśmy. Przytakuję powoli - Powiedz to - nakazuje mrocznym tonem.
- Obiecuję, że będę tu, kiedy się obudzisz - szepczę. Jego poważny wzrok niknie w uldze, kiedy rozluźnia zacisk na mojej szczęce. Powoli opuszczam głowę w zagłębienie pomiędzy głową, a szyją.
Moje serce płonie, oczywiście w dobrym znaczeniu, podpowiada mi, że to jest właśnie to, czego pragnę. I nic więcej.
On jest moim pragnieniem, chce abym została tu kiedy się obudzi - do tego dążyłam.. moje serce kłuje, płonie, przestrzega, że ta chwila nie potrwa zbyt długo, że nie zaznam tego szczęścia przez długi czas. Wręcz krzyczy, że nie powinnam z nim być, nie z chłopakiem, który był moim przeciwieństwem.
Notka od autorki:
- Halo?
- Cześć Niall tu Julia - szepczę wychodząc z pokoju na korytarz, aby nie obudzić Sary.
- Oh hej Jula, wszystko w porządku? - pyta zaspanym głosem. Założę się, że go tym obudziłam, ale chyba mu to nie przeszkadza.
- Tak, miałam tylko nadzieję, że uda mi się z tobą przegadać urodziny Sary. Jak Pennie już wiesz wypadają one w następnym tygodniu. Ostatnio wspomniała mi, że miałeś wobec tego jakieś plany - bełkoczę oparta o ścianę w pustym przedsionku. Oprócz mojego głosu nie słychać niczego innego.
- Owszem, mam coś w zanadrzu - słyszę, jak ziewa, zgaduje, ze obecnie kładzie się z powrotem na pościel.
- Chciałabym ci w tym jakoś trochę pomóc, zazwyczaj organizowałam jej imprezy niespodzianki, ale ostatnimi czasy w ogóle nie miałam do tego głowy - przeczesuje włosy palcami uśmiechając się do siebie - moim głównym zawrotem głowy był Zayn.
- Pewnie, myślę, że będę potrzebował nieco pomocy - śmieje się wyczerpany.
- Ona kocha ekstrawagancje, więc powinniśmy zaplanować duże wydarzenie, zaprosić ogrom ludzi. Nie wiem czy uda nam sie pozostawić to całe wydarzenie w ukryciu przed nią, ale zrobię co w mojej mocy - mrużę oczy. Mimo, że każda impreza na jej cześć miała być 'niespodzianką', Sara zawsze wcześniej, czy później się o niej dowiadywała - wtedy do akcji wkraczały jej umiejętności aktorskie. Kiedy próbowała ukazać łzy szczęścia wykorzystywała pomoc w postaci kropelek wody.
- Brzmi świetnie, gdzie? - Niall niemalże zasypia na słuchawce i czuję się źle z tym, że go obudziłam tak wcześnie.
- Myślisz, że uda się to zorganizować w domu bractwa? To duże miejsce, wszyscy wiedzą, jak trafić i.. nie ukrywając każdy zna i uwielbia ciebie oraz Sarę - zaznaczam zakładając ręce na piersi przenosząc więcej ciężaru na ścianę.
- Brzmi dobrze.. Pogadam z Charles'em jakoś rano.. - bełkocze. Tłumię swój śmiech. Była już ósma rano, a on nadal brzmiał, jak nie żywy.
- Świetnie, później obgadamy wszystkie szczegóły. Pośpij jeszcze - w odpowiedzi słyszę tylko jakiś bełkot, na co potrząsam głową chichocząc i się rozłączam.
Nie mam pojęcia dlaczego, ale zawsze po każdej rozmowie z Niall'em czułam się o wiele lepiej; ma w sobie coś co podnosi człowieka na duchu, nie ważne w jak wielkim dołu aktualnie się znajduje. Wracając do pokoju słyszę dźwięk przychodzącej wiadomości.
Sara przewraca się na drugi bok rozdrażniona tym hałasem - wraca do snu. Podchodzę do swojego łóżka i kładę się tam sprawdzając komórkę. Trzymam mały ekranik przed swoimi oczami odczytując kolejne słowa esemesa.
' Dzień dobry Julio'
Dokładnie wiem, kim jest jej adresat, choć nie jestem w stanie wyjaśnić skąd. Otrzymywałam wiele porannych wiadomości od różnych osób, najczęściej od mojej mamy. Mimo, że przyszła z nieznanego numeru po prostu wiem kto ją do mnie wysłał. Na moją twarz wkrada się uśmiech pełen prawdziwego szczęścia. Odpisuję;
'Dzień dobry Zayn'
Po 30 sekundach mój telefon znowu brzęczy.
'Odbiorę cię dziś o 17, by się pouczyć w domu bractwa'
Czytam widomość z uśmiechem na samą myśl spotkania się z nim. Mam nadzieję, że wszystko będzie tak samo - bez kłótni, tak jak w tamtym tygodniu. Nie odpowiadam, nie było takiej potrzeby.
Nadal irytowało mnie kilka rzeczy, on nigdy mnie o nic nie pytał, tylko rozkazywał. Obracam się na bok i gapię w okno. Każde zdanie Zayn'a przypominało komendę - taki był, trudny do pokonania i przeciwstawienia się.
***
Wybija 17 po południu. Założyłam na siebie spodnie, białą koszulę - czyli zwykły szkolny zestaw. Zdecydowałam nie wciągać leggins'ów, odkąd tak bardzo pociągały Zayn'a, a mieliśmy przed sobą sporo pracy.
Sara wyszła gdzieś z Niall'em i jestem zmuszona sama zakręcić sobie włosy - wyszło całkiem nieźlem jednak nie tak zjawiskowo, kiedy wykona to ona. Trochę praktyki i nabiorę wprawy. Słyszę pukanie, szybko zbieram książki i otwieram drzwi. Zauważam Zayn'a ubranego w swój codzienny czarny zestaw.
- Gotowa? - spogląda na mnie z uśmieszkiem.
- Taa - potakuję. Chcę dodać, że musimy pozostać przy nauce, ale nie mam ochoty rozpoczynać jakiejś sprzeczki. Jakimś sposobem udaje mi się przytrzymać język za zębami przez całą drogę do samochodu. Jak zwykle chłopak otwiera przede mną drzwi.
Jestem nieco zawiedziona, że nie przywitał mnie buziakiem, ale przecież tak postępują tylko pary. Ledwo udawało nam się nie wchodzić we wspólne sprzeczki, więc nie mogłam oczekiwać ogromnego kroku w stronę tworzenia związku. Napawam się zapachem rozchodzącyn po całym samochodzie - nie mogę się nie uśmiechnąć na woń jego perfum. Szybko dojeżdżamy pod wielki dom bractwa.
- Mam nadzieję, że sprawdzian będzie łatwy - bełkoczę, ta myśl nurtuje mnie od dobrej chwili, nie mogę sobie pozwolić na kolejną słabą ocenę.
- Zdasz - pewna odpowiedź Zayna dodaje mi wiary i relaksuje. Czuję, że się rumienię nadal gapiąc się na widok za oknem.
- Skąd możesz to wiedzieć? - pytam.
- Ponieważ Pan Collins cię bardzo lubi - odpowiada tępo; wyczuwam w tym nutę kpiny.
- O tak, rzeczywiście, dlatego ostatnio ocenił mnie na -4 - wspominam mu o tym.
- Dzięki temu mógł z tobą porozmawiać - miał doskonałą okazję; i nie przecz, bo wiesz o tym tak samo dobrze, jak ja - odpowiada, kiedy dojeżdżamy na miejsce.
- Doprawdy? - unoszę brew odpinając pas bezpieczeństwa.
- Taa - przytakuje wysiadając z pojazdu - jego postawa jest przejmująca, nie jest mu to obojętne - wręcz przeciwnie, bardzo go do obchodzi i nie pokazuje swojej niegrzeczności. Wysiadam na zewnątrz i kontynuuje rozmowę.
- Dlaczego więc się uczymy, skoro jestem tak samo mądra, jak ty? - otwiera przede mną drzwi.
- A jaki mam inny powód, żeby się z tobą zobaczyć? - uśmiecha się. Moje serce raptownie przyspiesza, chłopak czeka zanim wysiądę. Zayn w momencie stał się taki czarujący, i czuję się dużo swobodniej.
- Mogłeś po prostu zapytać - sugeruję mu ze wzruszeniem ramion. Nie odpowiada, ale widzę, jak rzuca we mnie spojrzeniem typu; taa jasne. Przecież on nigdy o nic nie pytał, on nakazywał - No tak - śmieję się odwracając się od okna. Mulat nie odzywa się, kiedy podążamy do domu.
W środki jest zaskakująco cicho, z niektórych pomieszczeń dobiegają rozmowy chłopaków - przeważnie z kuchni, w salonie słychać mecz, prawdopodobnie piłki nożnej.
- Zdasz - pewna odpowiedź Zayna dodaje mi wiary i relaksuje. Czuję, że się rumienię nadal gapiąc się na widok za oknem.
- Skąd możesz to wiedzieć? - pytam.
- Ponieważ Pan Collins cię bardzo lubi - odpowiada tępo; wyczuwam w tym nutę kpiny.
- O tak, rzeczywiście, dlatego ostatnio ocenił mnie na -4 - wspominam mu o tym.
- Dzięki temu mógł z tobą porozmawiać - miał doskonałą okazję; i nie przecz, bo wiesz o tym tak samo dobrze, jak ja - odpowiada, kiedy dojeżdżamy na miejsce.
- Doprawdy? - unoszę brew odpinając pas bezpieczeństwa.
- Taa - przytakuje wysiadając z pojazdu - jego postawa jest przejmująca, nie jest mu to obojętne - wręcz przeciwnie, bardzo go do obchodzi i nie pokazuje swojej niegrzeczności. Wysiadam na zewnątrz i kontynuuje rozmowę.
- Dlaczego więc się uczymy, skoro jestem tak samo mądra, jak ty? - otwiera przede mną drzwi.
- A jaki mam inny powód, żeby się z tobą zobaczyć? - uśmiecha się. Moje serce raptownie przyspiesza, chłopak czeka zanim wysiądę. Zayn w momencie stał się taki czarujący, i czuję się dużo swobodniej.
- Mogłeś po prostu zapytać - sugeruję mu ze wzruszeniem ramion. Nie odpowiada, ale widzę, jak rzuca we mnie spojrzeniem typu; taa jasne. Przecież on nigdy o nic nie pytał, on nakazywał - No tak - śmieję się odwracając się od okna. Mulat nie odzywa się, kiedy podążamy do domu.
W środki jest zaskakująco cicho, z niektórych pomieszczeń dobiegają rozmowy chłopaków - przeważnie z kuchni, w salonie słychać mecz, prawdopodobnie piłki nożnej.
Kierujemy się na schody prowadzące na piętro, do jego pokoju. To pomieszczenie stało się okropnie dla mnie podobne - na biurku ją już książki, notatki. Cieszę się, że się przygotował.
Chłopak zamyka za nami drzwi i podchodzi do laptopa włączając cichą muzykę. Rozpoznaję artystę - The Script. Uśmiecham się, ale nie wspominam mu o tym, po prostu siadam na łóżku.
Więc? - przyglądam się mu. Zayn zabiera ode mnie książki, kładzie je na podłodze. Gapię się na niego zdezorientowana - Potrzebuję ich - śmieję się wstając, aby je stamtąd zabrać, ale on delikatnie popycha mnie, abym znów usiadła.
- Nie dostałem buziaka na powitanie - mówi niskim chrypiącym głosem wysyłając ciarki po moim ciele. Podchodzi do mnie. Nie ruszam się, gdy przybliża się jeszcze bardziej. Czuję tą znaną siłę przyciągania oraz rozchodzące się po moim ciele ciepło.
Zamykam oczy, czuję jak jego usta ocierają się o moje - raczej się dziś nie pouczymy i nie wiem, jak mam się z tym czuć. Muszę połknąć tą wiedzę, ale bardziej od tego pragnę poczuć jego miękkie wargi na swoich.
Zamykam odległość między nami, nie jestem w stanie czekać na jego kuszące ruchy. Chłopak odpowiada atakiem na moje wargi. W sekundę znajduje się nade mną, jego dłoń chwyta mnie pod udem przyciągając do siebie. Nasze ruchy są gorące, pełne pragnienia.
Jego język wślizguje się, na co z moich ust wydobywa się cichy jęk rozkoszy, co go jedynie zachęca do dalszych ruchów. Jego dłoń wślizguje się pod moją koszulkę, przejeżdża nią po moich plecach i przyciąga bliżej swojego torsu. Odkąd jego usta znalazły się na moich, jestem uległa na wszelkie jego ruchy.
Przyciągam biodra bliżej niego, na co on mruczy nisko wtapiając się w moje usta. Uśmiecham się, kiedy chłopak oddala się - jego tęczówki wypełnia pożądanie; widzę, jak się hamuje.
- Niezły powitalny pocałunek - Jestem mu wdzięczna, że zatrzymał swoje zamiary. Nie byłam gotowa na seks, ale przy nim nie potrafiłam się powstrzymać. Chłopak wzdycha ciężko i potrząsa głową z uśmiechem.
- Żebyś wiedziała - mruczy wstając ze mnie. Brakuje mi jego ciepła, jego rąk, ale przypominam sobie, że przyjechałam tu, aby się uczyć. Mulat podnosi książki i rzuca je na łóżko koło mnie, po czym chwyta swoje z biurka i powtarza poprzednią czynność.
Zauważam, że zmieniła się już piosenka - w tle słyszę Coldplay. Zastanawiam się, czy to przypadek, że akurat lecą utwory, które bardzo lubię. To niemożliwe, aby zapamiętał wszystko, co mu powiedziałam.
Chłopak siada na łóżku w bezpiecznej odleglóści ode mnie - już do niczego nie dojdzie. Ściągam buty i siadam po turecku kładąc podręcznik na sobie.
- Zaczynamy - uśmiecham się otwierając książkę na stronach, które muszę zakuć do następnego piątku.
***
Jest późno, ale nie wiem jak bardzo. Jedno jest pewnie - oczy pieką mnie od wpartywania się w małą czcionkę tekstów w podręczniku. Już dawno skończyliśmy naukę i rozmawiamy. Chłopak opowiada mi o swojej ciotce - nie wspomina nic o ojcu - o tym, jak ona bardzo pragnęła wyjechać do Ameryki, by się uczyć.
Zayn poznał Louis'a jeszcze w Anglii, spotkali się kilka razy, ale kiedy dowiedzieli się, że oboje lecą tutaj na studia przybliżyli się i Zayn zaufał mu - ofiarował mu maksymalną ilość zaufania, na jaką go stać. Ciężko mu ufać płci męskiej, nie mówiąc już o dziewczynach.
Powiedział mi, że nie chciał wyjeżdżać do Stanów, ale przemyślał to i przyjechał z myślą przeżycia przygody. Opowiedział mi o Niall'u, że kocha go, jak brata i zawsze będzie o niego dbał. Gadamy i gadamy, aż w końcu słowa przestają się kleić i wszystko wydaje się niezwykle zabawne.
- Przestań się ze mnie nabijać - śmieję się zakrywając twarz dłońmi. Zayn wyśmiewa moje nieścisłe wypowiedzi o dzieciństwie. Czuję, jak chwyta moje nadgarstki i odciąga je od twarzy cały czas chichocząc.
- Nigdy nie zakrywaj przede mną swojej buzi - bełkocze z małym uśmiechem, jego palce gładzą moją skórę - Nie masz się czym wstydzić - czerwienię się na te słowa - I wcale się z ciebie nie nabijam - na jego ustach maluje się uśmiech.
- Właśnie, że tak - nie zgadzam się - Wyśmiewasz to, że będąc małą dziewczynką grałam w jakimś przedstawieniu!
- To właśnie starałaś się mi powiedzieć - śmieje się z moich poprzednich niezrozumiałych zdań. Potrząsam głową wybuchając śmiechem.
- Dlaczego tak wypytujesz o moje dzieciństwo? - pytam go. Już wcześniej mnie o nie pytał.
Nie interesowały go wydarzenia sprzed kilku lat, zawsze pytał o wczesne lata mojego dzieciństwa - czasy podstawówki; jakie miałam zwierzaki, ich imiona, kto był moją najlepszą przyjaciółką, jeszcze przed pojawieniem się Sary, co najbardziej zapamiętałam ze szkoły. Patrzę na niego, kiedy skanuje wzrokiem moją twarz.
- Chcę wiedzieć o tobie wszystko - moje serce łomocze. Nie ma zbyt wielu ciekawostek z mojego życia, ale podobnie czułam się wobec niego; również chciałabym go poznać tak od początku, nawet informacje skryte w ciasnych zakamarkach jego przeszłości.
- Nawet przygody teatralne z podstawówki? - pytam ciekawa.
- Wszystko co mi o sobie opowiadasz jest dla mnie warte zapamiętania - odpowiada z lekkością, bez wahania w głosie. Jego wzrok opada na nasze dłonie. Siedzimy w ciszy, jego słowa nadal dźwięczą w mojej głowie,
Naprawdę chciał wiedzieć o mnie wszystko? Jeśli tak jest, chciałabym, aby pozwolił mnie do siebie dopuścić. Wiem, że jestem specjalnie strzeżona, zwłaszcza od incydentu na imprezie bractwa, ale on sam jest zamknięty w więzieniu własnych sekretów i przeszłości. Chciałabym, aby nasza relacja od początku była dużo łatwiejsza, ale nic w życiu nie przychodzi do nas łatwo... i to mnie ostatnio przeraża.
- Już późno - mówię, nie mając pojęcia akurat czemu teraz postanowiłam o tym wspomnieć. Chłopak zerka na zegarek, który wskazuje 23:53 - Odwieziesz mnie? - mam nadzieję, że tak, nie mam ochoty powtarzać wcześniejszych wydarzeń.
- Powinnaś zostać, zostań na noc - mówi ciepłym, niskim głosem. Gapię się na niego z szeroko otwartymi oczami. Chcę się uśmiechnąć, bo poprosił, abym została, ale podświadomie jakaś część mnie podpowiada, że to nie najlepszy pomysł.
- Z-zostać na noc? - staram się pytać pewnie, ale się jąkam.
- Nie tak, jak myślisz - patrzy w dół - Tylko... pierwszej nocy, kiedy ze mną byłaś, spałem tak spokojnie, nie miałem żadnych koszmarów, nie budziłem się, aby mieć okazję na durne przemyślenia... To była porządna dawka snu - wyjaśnia, jak zawstydzony mały chłopczyk. Zayn nadal trzyma mój nadgarstek, a ja walczę z chęcią wspięcia się na jego kolana i przytulenia go.
- Okej - odpowiadam nie będąc do końca świadomą, że się zgodziłam. Jego wzrok błyska zaskoczeniem i szczęściem - Nie mam jednak w czym spać - dodaję cicho. Chłopak szybko podnosi się i chwyta swój czarny T-shirt ze swojej szafki. Podaje mi ją razem z parą dresów. Podnoszę się zabierając je od niego i przebieram się w łazience.
Koszulka jest na mnie za duża i bardzo luźna, ale pachnie jak Zayn, więc nie obchodzi mnie jej wielkość. Spodnie są nieco za długie, więc zawijam je na wysokości bioder podciągając nieco wyżej, aby nie spadły. Wracając do pokoju, Zayn stoi tam bez koszulki w nisko opuszczonych spodenkach.
Gapię się na jego umięśniony tors, zaskakująco znajduje się tam tylko kilka tatuaży - nie tak wiele, jak na ramieniu. Mój wzrok wędruje w dół, obserwuję mięśnie zaraz nad gumką wspomnianych spodenek.
Wiem, że jestem czerwona na twarzy, ale chłopak nic mi na to nie mówi. Odkładam ubrania na biurku. Uśmiecham się na zapach jego perfum, kiedy wspinam się na miękkie łóżko. Zayn milczy, kiedy wyłącza światło i wślizguje się obok mnie.
Nie wiedząc co ze sobą zrobić, chłopak wręcza mi pilot od telewizora. Cisza między nami jest komfortowa, ale żadne z nas nie decyduje się na konkretny ruch. Nigdy nie spędziłam nocy z Matt'em. Był taki jeden raz na campingu z jego rodzicami, ale spaliśmy w oddzielnych namiotach. Nie licząc też kilka sytuacji, kiedy zasypialiśmy razem na kanapie przed ekranem telewizora - ale to nie było zamierzone.
Wybieram jakiś film i dokładam pilota. Leże na samej krawędzi łóżka oparta o własną rękę, aby móc widzieć ekran. Czuję wzrok Zayn'a na sobie, ale nie zwracam na to uwagi. Słyszę jak chłopak chichocze i po chwili otacza mnie ramieniem w talii przyciągając do siebie.
Cieszę się, kiedy przybliża mnie do swojej klatki. Podciągam się kładąc na niej głową. Zauważam tam małą linię, nie jest długa, ale widoczna, ma wielkość mojego małego paluszka. Ma kolor jasnego różu - to blizna. Jest wyraźnie postrzępiona, jakby nacięcie było bardzo głębokie i nie zarosło poprawnie.
Zastanawiam się skąd ją ma, on nigdy nie wspomniał mi, że jego ojciec go krzywdził, chyba że stawał w czyjejś obronie. Gapię się na nią, po mojej głowie biegną miliony możliwości. Staram się poskładać jakoś poznane już puzzle.
Myślę, czy zapytać go o tę bliznę, ale chyba poczekam na lepszy moment. Zwracam uwagę z powrotem na telewizor relaksując się. Czułam się tak dobrze, tak idealnie w jego ramionach. Jego palce głaszczą mnie po głowie.
- Będziesz tutaj ze mną, kiedy się obudzę? - słyszę niski pytający głos Zayn'a. Uśmiecham się, nawet jeśli on tego nie widzi przytakuję mu - Obiecujesz, że jeśli zasnę, nadal ze mną zostaniesz? - pyta ponownie pociągając mnie za brodę, abym na niego spojrzała.
Jego karmelowe tęczówki patrzą na mnie intensywnie - widzę w nich śmiertelną powagę. Myślałam, że żartuje wspominając o pierwszej nocy, gdy się poznaliśmy. Przytakuję powoli - Powiedz to - nakazuje mrocznym tonem.
- Obiecuję, że będę tu, kiedy się obudzisz - szepczę. Jego poważny wzrok niknie w uldze, kiedy rozluźnia zacisk na mojej szczęce. Powoli opuszczam głowę w zagłębienie pomiędzy głową, a szyją.
Moje serce płonie, oczywiście w dobrym znaczeniu, podpowiada mi, że to jest właśnie to, czego pragnę. I nic więcej.
On jest moim pragnieniem, chce abym została tu kiedy się obudzi - do tego dążyłam.. moje serce kłuje, płonie, przestrzega, że ta chwila nie potrwa zbyt długo, że nie zaznam tego szczęścia przez długi czas. Wręcz krzyczy, że nie powinnam z nim być, nie z chłopakiem, który był moim przeciwieństwem.
Notka od autorki:
Proszę głosujcie !
( Awww... Uielbiam końcówkę tego rozdziału.. Hmmm.. Skąd Zayn ma tę bliznę ?)
_________________
Nadchodze z 33!!
Jak wrażenia ? Był taki bezbronny .. ❤️❤️
Robimy umowę ?
40 komentarzy i jutro wstawiam 34. Wierze w was !! 😂❤️
Subskrybuj:
Posty (Atom)
