wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział 32

Zayn POV:

Zatraciłem się w chwili przez tą jedną małą istotkę spoczywającą na moich kolanach. Nienawidzę, że posiada nade mną taką kontrolę, że jednym, małym pocałunkiem zdobywa władzę nad moim ciałem. Siedząc na moich kolanach utraciłem kontrolę nad wszystkim, nic nie mogło nas już zatrzymać. Pragnąłem tylko jej.

Legginsy, które założyła sprawiają, że nie mogę oderwać od niej wzroku - przyznałem się do tego. Jej tyłek wyglądał w nich tak dobrze, a jej umięśnione nogi zostały odpowiednio uwydatnione. Tak bardzo chciałem je teraz z niej ściągnąć. Posiąść wszystko co do niej należy i zachować dla siebie.

Dziewczyna odskakuje nagle, gdy słyszymy dźwięk tłuczonego szkła, gdzieś poza balkonem. Spoglądam w tamto miejsce, spoczywamy w ciszy nie wiedząc jaki krok wykonać. Nie dochodzi do nas żaden dźwięk.

Powoli podnoszę się z miejsca, dziewczyna schodzi z moich kolan - oboje uważnie nasłuchujemy. Niespodziewanie słyszymy, jak ktoś klnie; echo jego głosu rozchodzi się po cały domu.

Zerkam na twarz Julii - jest przerażona. Nie mam pojęcia, kto do cholery mógłby tu teraz przyjść. To na pewno nie Elizabeth, ani Jonah - oni zawsze dawali znać, kiedy wrócą z powrotem.

Jej oczy są szeroko otwarte, tak jak usta, patrzy ze strachem na drzwi - pewnie boi się, że ktoś nimi wejdzie i ją skrzywdzi. Zależy mi, aby czuła się przy mnie bezpieczna, żeby wiedziała, że jestem tu dla niej i nie pozwolę, aby ktoś ją dotknął choćby jednym palcem.

Przyciskam palec do swoich ust, szepczę cicho - Poczekaj tutaj - I zostawiam ją na balkonie. Nie chcę aby była tam sama, ale jeśli ktoś się tu jednak włamuje, to balkon jest najdalszym pomieszczeniem od głównego wejścia.

Zatrzymuję się przy gabinecie Jonah, gdzie jest bardzo ciemno. Jego biurko jest w całości pokryte różnymi papierami, na środku stoi wyłączony laptop. Chwytam jego stary kij basebolowy, który dostał jeszcze w liceum i przemierzam przez korytarz. Słyszę szepty i przekleństwa dochodzące z salonu.

W domu jest całkiem ciemno, ale jetem w stanie opanować tą całą sytuację. Zdaję sobie sprawę, że to żaden włamywacz, ani zabójca, gdy osobnik próbuje posprzątać potłuczone kawałki wazonu, który przed chwilą przypadkiem zbił. Włączam światło, na co nieznajomy podnosi się do pionu. Mrużę oczy w grymasie na jego widok.

- Hej koleżko - uśmiecha się do mnie, jego blond włosy są w bałaganie. Rzucam w niego spojrzeniem pełnym złości i wzdycham ciężko.

- Charles - odrzucam swoją broń przeczesując ręką po włosach. Kurwa, po prostu świetnie, przez niego musieliśmy przerwać tą niesamowitą chwilę. Gdyby nie to, że została tam na balkonie całkiem sama, z pewnością uderzyłbym go tu i teraz - Co ty tu robisz? - rozglądam się z zakłopotaniem.

- Louis powiedział mi, że cię tu zastanę - wyjaśnia, jakby to było takie proste. Charles był tu zaledwie dwa razy i dziwi mnie, że udało mu się tu trafić.

- Dlaczego chciałeś mnie znaleźć? - pytam, gotuje się we mnie. Jeśli zniszczył nasz wieczór bez poważnego powodu, będzie musiał za to zapłacić.

- Musimy obgadać imprezę, która odbędzie się w przyszłym tygodniu - wzrusza ramionami.

- Dlatego przejechałeś całą pieprzoną drogę do mojego domu? Żeby obgadać szczegóły imprezy? - gapię się na niego zaciskając szczękę. To niedorzeczne, on nigdy tak nie robi.

- Czy w czymś ci przerwałem? - jego oczy zerkają za mną. Uśmiecha się zbyt przyjaźnie.. odwracam się i widzę Julię, która powoli schodzi po schodach. Na jej twarzy nadal maluje się strach, ale po chwili łagodnieje, kiedy zauważa Charles'a. Dziewczyna uśmiecha się szczerze, a mnie dosłownie zalewa krew.

- Charles? - pyta wchodząc do salonu - Co ty tu robisz? - uroczo zerka na potłuczone kawałki wazonu.

- Przyjechałem pogadać z Zayn'em o następnej imprezie, ale muszę powiedzieć, że wglądasz zachwycająco - uśmiecha się do niej skanując wzrokiem jej ciało. Mam ogromną ochotę go uderzyć, ale wtedy zrujnuję cały nasz wieczór. Szybko przyciągam ją do siebie.

Wiem, że mój ruch ją dziwi, ale nie protestuje. Jej ciało automatycznie relaksuje się na mój dotyk, tak idealnie do mnie pasuje. Jeśli Charles wpadł tu, aby zniszczyć naszą randkę... lub, aby podziwiać jej niesamowite ciało..., nie nie mógł tego zrobić, nie była jego - ale również nie była moja.

- Przyjechałeś tu całą drogę tylko po to? - jest zaskoczona.

- To całkiem pokaźne wydarzenie - wzrusza ramionami rozglądając się po pomieszczeniu. Czuję do niego nienawiść, wyraźnie testuje moje zaufanie - Wpadnę kiedy indziej, zapomniałem, że jest już tak późno - przeprasza z niewinnym uśmieszkiem.

- Ja też powinnam już wracać - dziewczyna odzywa się po chwili.

- Mogę cię podwieźć i tak jadę do miasta - oferuje jej z uśmiechem. Piorunuję go wzrokiem, ale on nawet tego nie zauważa, bo skupiony jest na Julii. Otwieram usta, aby powiedzieć mu, aby się uprzejmie odpierdolił, ale przerywa mi delikatny głos Julii.

- Dzięki, ale nadal muszę o czymś pogadać z Zayn'em - zerka na mnie. Wiem, że zżera ją i za wszelką cenę chce się dowiedzieć, czemu odnoszę się w ten sposób do Pana Collins'a. Buczę w geście porażki, dlaczego o tym nie zapomniała i nie dała mi spokoju? Pewnie tak by było, gdyby nie przeuroczy Charles i jego najście przepełnione flirciarskimi komentarzami. Chłopak potakuje zerkając na kawałki porcelany.

- Prawda - bełkoczę rozluźniając uścisk, wypuszczając ją z niego. Chcę ją znów do siebie przycisnąć, ale jestem zbyt wściekły, by jasno myśleć - Musisz to posprzątać jeszcze przez powrotem Elizabeth i Jonah - zerkam na głupawo uśmiechającego się chłopaka.

- Pomogę ci - dziewczyna zwraca się do niego; zawsze jest wobec innych taka miła, przez co czuję wyrzuty za moją złość.

- Dzięki piękna - mruga do niej. Zaciskam dłonie w pięści, żaby nie zrobić czegoś, czego będę później żałował. Dotarła do mnie, do mojego wnętrza nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Gdyby to nie był Charles, z pewnością stałby teraz ze złamanym nosem i cieknącą po twarzy krwią.


Juliet POV:

Zaskoczyła mnie obecność Charles'a i jestem zmieszana; przyjechał tu, by obgadać imprezę z Zayn'em? O tej porze? To brzmi trochę niedorzecznie. Gdzieś w moich myślach pojawiło się zmartwienie - czuję, że Zayn mi o czymś nie powiedział.

Pomagam Charles'owi posprzątać potłuczona kawałki naczynia. Powoli podnoszę jeden po drugim uważając aby się nie skaleczyć. Zayn podaje nam miotłę i narzeka, że Charles powinien być jedynym, który powinien posprzątać ten bałagan.

- To twoja wina - mówi mu przez zaciśnięte zęby podając chłopakowi miotłę. Mierzę go wzrokiem i zabieram mu ją, aby zamieść pozostałości. Cieszyłam się z towarzystwa Zayn'a, ale miło mi i jestem nieco wdzięczna Charles'owi, że nam przeszkodził - obawiałam się, jak daleko możemy zajść i całe szczęście nie musiałam być osobą, która byłaby zmuszona to przerwać.

Kiedy kończymy sprzątać, na zewnątrz jest już całkiem ciemno, zegar wskazuje godzinę 22. Wszyscy wychodzimy na zewnątrz - wsiadamy do samochodów. Gwiazdy na niebie lśnią, a nocne powietrze jest dla mnie ciut za zimne.

- Dobranoc Jula, mam nadzieję, że będę mógł cię ujrzeć na następnej imprezie - uśmiecha się do mnie. Cieszą mnie jego miłe słowa, ten chłopak był dziś nad miły. Zayn z kolei wydawał się być zirytowany jego obecnością, mnie też nieco wkurzył swoim najściem, ale nie pokazuje mu tego.

- Ja również - macham mu na pożegnanie wsiadając do ciepłego samochodu Zayn'a. Mulat żegna się z nim oschle i odjeżdżamy w stronę miasta. Słuchamy cichej muzyki, aż w końcu muszę zadać mu to pytanie - Więc.. Pan Collins?

- Julia...

- Powiedziałeś, że jeśli zgodzę się z tobą umówić, powiesz mi - przypominam mi, na co on buczy i potrząsa przecząco głową.

- Czy to jedyny powód, dla którego przyszłaś? - uśmiecha się lekko.

- Tak - kłamię, a on wie, że przecież żartuję.

- Nie spodobało ci się nic z dzisiejszego wieczoru? - odpowiada zabawnie, jego dłoń dotyka mojego uda. Podnoszę ją i lekko odpycham, dzięki czemu nie uda się mu mnie rozkojarzyć.

- Zayn - zaczynam poważnie. Chłopak wzdycha ciężko.

- Nie podoba mi się to, jak z tobą flirtuje - nie mogę się powstrzymać i wybucham śmiechem. Żartuje, tak? Pan Collins? Pewnie, był atrakcyjny, jak na nauczyciela, ale był z 10 lat starszy ode mnie. W najlepszym przypadku miał coś ponad 30 lat.

- Jesteś szalony, wiesz to, prawda? - słowa wychodzą pomiędzy kolejnymi napadami śmiechu. Jego dłoń ciasno trzyma kierownicę, wiem, że wcale nie żartował.

- Mówię poważnie Julio, zawsze patrzy na ciebie w ten sposób, a to dla nauczyciela bardzo niepoprawne - jego paranoiczne myśli są co najmniej niedorzeczne, i ciężko mi się z tego nie śmiać.

- Masz na myśli, że się uśmiecha? - pytam nadal chichocząc - Pan Collins jeszcze nigdy ze mną nie flirtował. Pamiętasz, że ocenił mnie na -4 z ostatniego testu? Powinieneś mu podziękować! W końcu on polecił ciebie, abyś mnie douczał - zaznaczam.

- Musisz być chyba ślepa, on zawsze się do ciebie uśmiecha, i wiesz co? Uważam, że to niepoprawne z jego strony - mówi, jak mój ojciec. Wzdycham, nie chcę się z nim o to spierać. Mógł sobie o nim myśleć co tylko chciał, to w żaden sposób nie zmieniało mojego odczucia.

- Jeszcze nigdy nie zwróciłeś się do mnie Jula - mówię mi.

- Nie widzę takiej potrzeby, cała reszta cię tak nazywa - wzrusza ramionami.

- I co? Ty nie jesteś 'cała reszta'? - uśmiecham się głupkowato z uniesionymi brwiami. Światła uliczne migają przez okna samochodu, znajdujemy się kilka minut od kampusu.

- Po prostu lubię mówić do ciebie Julio - uwielbiam to jak moje imię brzmi w jego ustach.

- Nie jest tak, że mi się nie podoba, kiedy to robisz - mówię. Nie chcę, aby przestał z powodu mojego pytania - Byłam ciekawa dlaczego - wyjaśniam lekko, aby się znów nie zezłościł. Na szczęście atmosfera staje się znów luźna - Udało się nam - śmieję się do siebie.

- Udało się co? - pyta drapiąc się po głowie, kiedy parkuje samochód przed akademikami.

- Przeżyliśmy całe cztery ostatnie dni bez żadnych sprzeczek - W poniedziałek doszło do niewielkiego nieporozumienia, zanim zaprosił mnie na randkę. Gdybym nie spotkała się z nim dzisiejszego wieczoru, z pewnością bym w to nie uwierzyła. Myślałam, że tylko pojawi się pod moimi drzwiami i krzyknie mi w twarz ze śmiechem, że tylko żartował.

- Taa, to trochę dziwne.. Brakuje mi tych sprzeczek - uśmiecha się do mnie znacząco, na co odwzajemniam gest. Rozglądam się między wyjściem, a nim - nie jestem pewna, czy pocałować go na pożegnanie, czy nie. Odnoszę jednak wrażenie, że jeśli to zrobię, to nie skończy się tylko jednym pocałunkiem...

- Dzięki za randkę, świetnie się bawiłam.

- Tak? - jego twarz rozjaśnia, ale za wszelką cenę chce ukryć swoje szczęście. Przytakuję z szerokim uśmiechem.

- Najlepsza randka, na jakiej kiedykolwiek byłam - nie kłamię, obie randki spędzone w jego towarzystwie były pełne nieoczekiwanego, niezwykłego.

- To dobrze - odpowiada, jakby go to wcale nie interesowało, ale jak widzę ten przebłysk szczęścia w jego oku. Pochylam się i składam słodki pocałunek na jego policzku. Nie robię tego w jego usta, gdyż nie byłabym w stanie szybko opuścić jego samochodu. Chłopak spogląda na mnie. Otwieram drzwi;

- Dobranoc - moje serce mało nie wypadnie ze swojego miejsca na jego szczery uśmiech.

- Dobranoc Julio - macha do mnie, kiedy zamykam drzwi auta.

Zastanawiam się, czy ktoś kiedykolwiek całował go w policzek na dobranoc, czy spędził taką randkę, jak nasza... Pełno pytań wypełnia moje myśli, kiedy wchodzę do pokoju. Wchodząc do środka widzę blondynkę stojącą i mierzącą mnie swoim wzrokiem.

Chyba muszę się szeroko uśmiechać, lub ona rzeczywiście potrafi mnie dobrze odczytać, bo wybucha śmiechem. Podbiega do mnie i ściska mocno, zanim udaje mi się zamknąć drzwi wejściowe.

- Jak było? Było dobrze? Widzę, że było doskonale! Powiedz mi! Całowaliście się? Dobrze całuje? Jak pocałunek? Co przygotował? Jak zareagowałaś? C-

- Sara! - śmieję się zatykając jej usta dłonią - Wszystko ci opowiem, ale przestań zadawać miliony pytań!

Dziewczyna zgadza się skinieniem głowy, na co uwalniam jej usta. Zdejmuję buty i siadam na łóżku. Dziewczyna wskakuje na nie i kładzie się obok mnie z szeroko otwartymi  błyszczącymi oczami, wyglądała, jak dziecko w poranek Bożego Narodzenia.

- Powiedz mi! - nalega z szeroko otwartymi ramionami.

- Okej - śmieję się - Zabrał mnie do domu jego wujka i ciotki-

- Poznałaś ich? - przerywa mi z oczami otwartymi jeszcze szerzej, niż wcześniej. Patrzę na nią ostrzegawczo, na co ona zatyka sobie usta z uśmiechem.

- Taa, przez moment... ugotowali dla nas wyśmienite włoskie danie, na balkonie nakryli stół, postawili świece... było przepięknie - gapię się na nią przypominając sobie każdy detal - Zjedliśmy, rozmawialiśmy, poznałam go trochę lepiej.. zaśpiewał dla mnie - zerkam na swoje kolana z uśmiechem.

- Zaśpiewał? - pyta z uśmiechem.

- Tak... piosenkę, o której mu kiedyś wspomniałam - Zapamiętał to... na podwójnej randce przyznał mi, że zapamiętał o mnie każdy szczegół, nieważne czy tego chciał, czy nie.

- To brzmi niesamowicie - wzrusza ramionami - Całowaliście się? - rzuca we mnie diabelskim uśmiechem, na co moją twarz oblewa rumieniec.

- Ta... - przytakuje powoli. Dziewczyna unosi brew i zaczyna się głośno śmiać.

- I? Nigdy mi nie powiedziałaś jak całuje - popycha mnie lekko nalegając, abym odpowiedziała. Uśmiecham się i rumienię. Czuję się co najmniej dziennie rozmawiając z nią na taki temat, naprawdę nie miałam ochoty dzielić się z nią intymnymi szczegółami.

- Jest dobry - zapewniam ją pozostawiając bardzo prostą odpowiedź.

- Lepszy od Matt'a? - pytanie o niego zbija mnie z tropu, nie przyszedł mi na myśl przez cały ten wieczór, nawet przez cały ten tydzień. Znajdował się na tyle moich myśli, aż do teraz.

- O wiele lepiej - śmieję się wstając - Charles nam jednak trochę przeszkodził - marszczę brwi, nadal nie rozumiem powodu jego przyjścia.

- Wiedział o waszym spotkaniu? - odpiera się na łokciach. Przytakuję, kiedy jej blond włosy opadają na plecy - Huh - marszczy brwi, co oznacza, że coś wie.

- Co? - pytam podnosząc szorty i koszulkę na przebranie.

- Myślę, że on na ciebie leci - wyznaje, na co się śmieję.

- Wątpliwe. Jest ode mnie trzy, czy cztery lata starszy? Myślę, że on ma dużo ciekawsze obiekty zainteresowań, niż ja - nie zgadzam się z nią wciągając na siebie pidżamę. Sara potrząsa przecząco głową.

- Wierz w co chcesz, ale z jakiego innego powodu miałby się pokazywać na waszej randce z Zayn'em? Przecież jego dom jest dobre dwadzieścia minut od miasta - czuję się niekomfortowo gadając o tym.

To ma jakiś sens - gdy tylko pojawił się Charles Zayn przyciągnął mnie do siebie, dlatego był taki wkurzony.

- Jak ci idzie z Niall'em? - chętnie zdejmę uwagę z Charles'a.

- Całkiem dobrze, myślę, że jutro w końcu wyjdziemy na jakąś rankę, więc nie będzie mnie wieczorem w domu - wiąże włosy w luźnego koczka.

- O, dobrze wiedzieć - uśmiecham się wskakując na łóżko. Ziewam i otaczam się ciasno kocem.

Dzisiejszego wieczoru czuliśmy się z Zayn'em bardzo komfortowo - wszytko między nami w porządku, jakby sytuacja z zeszłego tygodnia się w ogóle nie wydarzyła. Wiem, że właśnie do tego dążył - chciał znów zdobyć moje zaufanie i nie powiem udaje mu się.

Wszystko między nami współgrało. Postarał się i zaplanował niesamowite wyjście - nie kłóciliśmy się cały poprzedni tydzień, nie doszło do żadnego spięcia podczas dzisiejszego wieczoru, pomijając rozmowę o Panie Collins'ie. Włożył w to jakiś wysiłek i chociaż raz zaufał mi, zanim twardo postawił na swoim.

Wtrącający się Charles trochę mnie zirytował, był niezwykle czarujący - odnoszę wrażenie, że on odnosił się w ten sposób wobec każdego. Zayn'owi nie do końca spodobał się jego stosunek wobec mnie, ale nic mu do tego.

Dzisiejszy wieczór był niesamowity, nigdy wcześniej nie miałam okazji spędzić tak miłej randki - zaplanował ją, pozwolił mi poznać ich krewnych, co wiele dla mnie znaczyło. Zdaję sobie sprawę, że rodzina dla niego była najważniejsza, tylko im tak naprawdę kiedykolwiek w pełni zaufał. Zastanawiam się, czy byłam pierwszą, którą im przedstawił, pomijając grupę najlepszych przyjaciół.

Kolacja przy świecach... piosenka - wszystko znaczyło dla mnie tak wiele. Dowiedział się o mnie jeszcze więcej, i nawet mi udało się wyciągnąć od niego kilka informacji. Wydarzenia dzisiejszego wieczoru wydały się być jak sen.

Pocałunek... sam dotyk jego ust sprawił, że wszystkie rozerwane we mnie kawałki połączyły się w całość - im więcej o tym myślę, tym bardziej chcę mu zaufać. Im więcej spędzam z nim czasu, wpływa na mnie jeszcze bardziej, i w tą dobrą, jak i złą stronę.

- Branoc Jula - mamrocze wyłączając światło

- Dobranoc - odpowiadam cicho, chciałabym móc zatrzymać czas i pozostać w świetle dzisiejszego dnia - boję się, że długo ono nie potrwa.


Jeśli choć troszkę szanujesz moja prace to proszę skomentuj :)
___________________________________

Przyjaciółeczki, ohohoh :3

CHARLES?! serio? serio...? obgadać imprezę... :c

A może Sara ma rację... ? Co o tym myślicie ?

Sprawdzałam, ale tak słabo, więc przepraszam za błędy.


WAZNA INFORMACJA ! 

Gorąco polecam http://youaremyherocomeandchangeme.blogspot.com/?m=1!! Myśle ze to ff jest godne uwagi, dziewczyna pisze je sama (nie żadne tłumaczenie) i idzie jej świetnie ! Mam nadzieje, że sie wam spodoba ☺️

Tymczasem,

Do następnego!!

Rozdział 31

Soudtrack;

* Kiss Me - Sixpence None The Richer
* We Found A Love - Boyce Avenue
* Coldplay The Scientist (Acoustic Version) Gorąco polecam włączyć!!



- Więc.... - Sara wypowiadała powoli słowa patrząc na mnie – Pójdziesz tam? - pyta mnie, kiedy stoję, przeglądając się w lustrze. Jestem pewna, ze przemyślała to co chce powiedzieć. Dziewczyna wierzy w drugą szansę, podobnie jak i ja, jednak Zayn ją od siebie odepchnął.

Zayn zaprosił mnie na randkę w poniedziałek i nie potrafiłam mu odmówić. Jak mogłam powiedzieć „nie” skoro Zayn poprosił mnie o coś takiego?

Tydzień po tym wydarzeniu szybko przeminął. Byłam na wysokim stopniu zadowolenia. Zayn mówił do mnie przez prawie cały czas w klasie i odprowadzał mnie do akademika. Nie walczyliśmy ze sobą przez cały tydzień, myślę, że ma to coś wspólnego z dzisiejszą datą – piątek, jak i tym, że chciał naprawić zeszły tydzień.

Nadal byłam zaskoczona faktem, że zaprosił mnie na randkę – nawet bardziej niż to, dlaczego piorunuje wzorkiem pana Collinsa. Choć w głębi duszy czuję, że chce po prostu przeprosić za swoje zachowanie w tamtym tygodniu.

Dzisiejszy dzień minął mi szybko. Napisałam test z psychologii i myślę, że będę asem. I choć nie lubię tego przyznawać, Zayn mi wiele pomógł w tym kierunku.
Nie miałam pojęcia czego się spodziewać. Czy to będzie wymyślne? Czy będzie typowa jak każda – film i kolacja? Muszę być ubrana w suknię czy w codzienne ubranie? Nie powiedział mi żadnego szczegółu o tej randce. Powiedział tylko, że wpadnie po mnie o siódmej i żeby być gotową.

Gotowa? Ale gotowa na co? Przeleciałam w myślach możliwe randki na które mógłby mnie zabrać. Kolejne włamanie do budynku? Może znowu mnie zabierze gdzieś, żeby coś zdewastować. On zawsze szuka sposobów, żebym zrobiła coś czego wcześniej nie próbowałam – nawet jeśli to coś złego.

- Taaaa... - przełknęłam ślinę, czując, że moje gardło jest suche pod naciskiem ciężkiego oddechu i mysli.

- Proszę Cię, powiedz tylko, że nie włamiecie się znowu do muzeum... - pyta z humorem, jednak powaga jest wyczuwalna w jej głosie.

Spojrzałam na nią. Powiedziałam jej historię tej randki kiedy opowiadałam jej o moich obawach. Na początku byłą w szoku, dysząc, a potem wybuchła śmiechem, że coś takiego zrobił.

Kontynuowała zadawanie mi pytań, na które nie wiedziałam jak odpowiedzieć, takich jak np. dlaczego to zrobił, czy naprawdę zrobił piknik, jak długo w tej nocy to był prawdziwy on? Często zadaję sobie te pytania. Przyzna się do planowania tej randki i co on robi w tej chwili

- Mam nadzieję, że nie – śmieję się. Naciągnęłam na siebie parę legginsów i uroczy top w kolorze królewskiego błękitu. Narzuciłam na siebie jeszcze biały kardigan i przeglądnęłam się w lustrze.

- Jeśli założysz te legginsy, to w końcu nie wrócisz do domu jako dziewica – mówi za mną Sara. Westchnęłam na jej komentarz i roześmiałam się.

- Sara. - zwracam się do niej w szoku, ze w ogóle powiedziała coś takiego.

- No co? - śmieje się, wzruszając ramionami. - Julka, jesteś tancerką! Masz tyłek tancerki, więc Zayn.... Musi się naprawdę mocno kontrolować co by.... w porównaniu do większości facetów. Natomiast ty możesz-

- Jest w porządku. - przerywam jej. Zakładam jeszcze parę Uggsów i uśmiecham się na efekt końcowy mojego ubrania. Wygodnie, ciepło i uroczo – to pasuje do każdego rodzaju randki na jaki mógłby mnie zabrać.

- Wyglądasz uroczo! - Mówi Sara, wstając i podchodząc do mnie. Poprawia kilka moich loków zanim nakładam na siebie eyeliner i maskarę. - Cieszę się, że idziesz na randkę. - uśmiecha się, trzymając moje dłonie w jej i ściskając je raz po raz, zanim ponownie usiadła.

Jestem szczęśliwa słysząc jej podekscytowanie w takim dniu – znaczy, że Zayn według niej ma jeszcze jakieś dobre strony.

- Taaa... najwyższy czas. - oddycham. Nie liczę na randkę jak wcześniejsze, lecz na podwójną. To dlatego nie zapytał mnie kiedy byliśmy sami, a kiedy byliśmy z Sarą i Niallem.

Modlę się, żeby ten dzień nie skończył się jakąś kłótnią. Modlę się o to, żebyśmy mieli choć trochę zabawy i żeby żadne z nas niczego nie zepsuło tego wieczoru. To będzie zależne od samokontroli nas obojga.

- Jesteś zdenerwowana? - wszystko co jest związane z Zaynem, sprawia, że jestem nerwowa. Ale w pozytywnym znaczeniu. To jak to podniecające zdenerwowanie, które się odczuwa podczas występowania przed publicznością.

- Trochę... - przyznałam nieśmiało. Kiedy rozlega się pukanie do drzwi moje serce zaczyna walić, a ja nie wiem co robić. Mój żołądek się zaciska, a ja czuję dodatkowo falę motylów.

- Otworzę! - Sara śmieje się z mojego obecnego stanu i człapie do drzwi. Dziewczyna zamachnęła się drzwiami i ukazała całą postać Zayna, stojącego za nimi.

Prawie nie dostała zawału kiedy go zobaczyłam. Po pierwsze, nie ma na sobie białego czy czarnego T-shirtu tylko jasno szary – co swoją droga jeszcze bardziej podkreśla jego osobowość. Ma na dobie ciemne jeansy i oczywiście jego idealnie czarną, skórzaną kurtkę.

- Cześć! - wita go Sara. Chłopak kieruje wzrok w moją stronę i widzę jak jego oczy i usta rozszerzają się. Lustruje mnie wzrokiem i wgapia się w coraz niższe partie mojego ciała. Czuję jak oblewam się rumieńcem, a w środku przyjemne ciepło, pod jego pożądliwym wzrokiem.

- Hej – odpowiada do Sary, kierując na nią swój wzrok, posyłając mały uśmiech.- Gotowa? - pyta już w moją stronę. Muszę sobie w myślach powtarzać, żeby robić kolejne kroki przed siebie, jednak moje ciało nie chciało mnie słuchać.

- Boże.... Czy jest ktoś, kto chodzi wolniej? - mówi Sara już lekko zirytowanym głosem, opierając się o framugę. Posyłam jej lekki uśmiech i już jestem w stanie funkcjonować normalnie.

Przełykam wolno ślinę, kiedy spotykam go przy drzwiach, a on nieco się pochyla, posyłając mi delikatny całus w policzek. Czuję jak skóra zaczyna mnie palić w miejscu, w którym jeszcze przed chwilą, były jego usta.

- Cześć Saro! - chłopak macha w jej stronę, kiedy przekraczam próg pokoju.

Idziemy w cisy do jego samochodu. Czuję zapach jego wody kolońskiej unoszącej się wokół niego i przenoszonej w moja stronę przez wiatr. Jest już ciemno, a jedyne światło to, to dawane przez księżyc.

- Więc... Co robimy? - pytam, kiedy jesteśmy już w pobliżu jego BMW. Zanym uśmiecha się tylko nie znacznie, otwierając mi drzwi. Nie wsiadłam od razu, czkając na jego odpowiedź.

- Wsiądź Julio. - rozkazuje miękkim głosem. Nie chcę psuć tej randki, przez moją wieczną chęć poznawania rzeczy. Przezwyciężyłam swoją dumę i zrobiłam co powiedział. Kiedy tylko wsiada do samochodu, obraca się w moją stronę.

- Co? - pytam, kiedy Zayn wgapiał się we mnie w milczeniu. Patrzy na mnie szybko, a jego wzrok jest pełen pożądania.

- Wyglądasz dziś... niesamowicie. - mruczy ,a ja czuję przyśpieszenie mojego serca na jego słowa. Jest ciemno i pełno od pożądania. Zagryzam wargę, kiedy chłopak kładzie swoja dłoń na moim udzie. Ciekawa jestem czy planował naszą randkę, czy idzie po prostu na żywioł. Będąc szczerą, nie miałabym nic przeciwko, gdyby planował.

Szybko odwraca się i zaczyna prowadzić. Zostawił soją rękę na moim udzie, a ja wręcz czułam ciepło promieniujące od niego, kiedy zaczął nią jeździć po mojej nodze. Pochyliłam się, by włączyć radio, gdzie akurat leciała jakaś piosenka pop, na co Zayn przewraca oczami.

- Daj mi wskazówkę... - mam nadzieje, że to zrobi, nie lubię być nie poinformowana.

- Lubisz jedzenie? - zaśmiał się złośliwie z jego uwagi, a mnie olśniło.

Nie odpowiedziałam, dopóki nie przejechaliśmy przez miasto. Zauważyłam tam kilka restauracji, jednak przy żadnej z nich się nie zatrzymaliśmy; wciąż prowadził. Zaczynam się martwić gdzie on mnie zabiera, kierując się w stronę gór.

Powoli zaczynam rozpoznawać okolicę, w sekundzie, kiedy zaczęły wyrastać domy. Kierowaliśmy się do jego domu, a właściwie... domu jego ciotki i wujka. Miałam się z nimi spotkać? Nie sądzę, żeby było to odpowiednie na pierwszej randce – na pierwszej prawdziwej.

Zaczęłam nerwowo zagryzać moją wargę. Chciałam zrobić to dla Zayna, jednak nie wiem czy to był odpowiedni moment.

Podjechaliśmy pod dużą, czarną bramę z pozłacanymi literami, a chłopak wstukał hasło, by wrota się otworzyły, po czym wjechaliśmy do dzielnicy.

Chciałam zapytać czy jego wujostwo jest w domu, ale nie chciałam zabrzmieć jak gdybym nie chciała tu wcale przyjeżdżać i się z nimi spotykać. Chciałam, ale nie wy tym momencie....

Dotarliśmy, wjeżdżając na piękny, kamienny podjazd, co skończyło moje rozmyślania. Biorę głęboki wdech i wysiadam z samochodu. Stąd mogę zauważyć ciepłe światło dochodzące z domu i już wiem, że nie jesteśmy na pewno sami.

Zayn posyła mi ciepły uśmiech, co mnie nieco rozluźnia. Wchodzimy do środka i uderza w nas piękne zapachy. Otula nas orzeźwiający zapach czosnku i natki pietruszki. Chłopak zamyka drzwi i wita się.

- Elizabeth! Jesteśmy! - zapowiada, a jego głos rozbrzmiewa gładko po domu.

Stoję przy wejściu, bojąc się wejść w głąb domu do głównego pokoju, połączonego z jadalnią i kuchnią. Chłopak jest w stanie wyczuć mój niepokój, próbując posłać mi pokrzepiający uśmiech. Gdy to nie podziałało, zmarszczył brwi i złapał mnie za rękę, co natychmiastowo mnie relaksuje.

Dom jest taki jaki pamiętałam – piękny, elegancki, z wysokimi sufitami i otwartymi pomieszczeniami. Czuję jak gładzi moją dłoń, prowadząc mnie do kuchni.

- Zayn?! - zostaje zawołany przez kobietę znajdującą się w kuchni. - Czy to ty tak wrzeszczysz?! - krzyczy.

Krocząc z kuchni, wyłania nam się sylwetka pięknej kobiety. Ma krótkie, brązowe włosy, jednak nie tak ciemne jak te Zayna. Ma ciemne oczy, które rozbłyskują się, kiedy mnie zauważa i uśmiecha się. Jest dość szczupła i wygląda na o wiele młodsza niż się spodziewałam. Wygląda jakby była niewiele po trzydziestce. Wyciera ręce w fartuch i idzie w naszą stronę z wielkim uśmiechem.

- Cześć! Jestem Elizabeth, ciotka Zayn'a. Ty musisz być Julia! - wyciągnęła ku mnie swoje ramiona jak gdyby chciała mnie po prostu przytulić. Spoglądam na Zayna, który patrzy na nią wilkiem i posyła jej piorunujące spojrzenie, które ta ignoruje. Robię krok do przodu i obejmuje ją jedną ręką; nie jestem gotowa, żeby puścić rękę chłopaka.

Ciekawa jestem co Zayn powiedział jej o mnie. Co powiedział im o.. tym? Powiedział im, że to randka czy po prostu spotkanie? Mój umysł biega po różnych możliwościach. Kobieta uwalania mnie z uścisku, robi krok do tyłu i przygląda mi się ponownie.

- Jonah! - jej głos obił się dźwięcznie po ścianach. - Zayn i Julia tu są! - krzyknęła do niego. - Mam nadzieję, że lubisz włoskie jedzenie. - zwróciła się już do mnie.

- Lubi spagetti. - Zayn mamrocze ze złośliwym uśmieszkiem. Posłałam mu kuksańca w bok i kiwam głową.

- Brzmi świetnie! - odpowiadam. Zastanawiam się, czy jedzenie jest dla wszystkich. Pachnie pysznie i wiem, że pokocham to tak czy inaczej.

- Cudownie, wszystko tu jest skończone, więc-.... - przyzwoicie zbudowany mężczyzna, o wzroście Zayna lub niższy wszedł do pokoju. Ma jasne włosy i oczy, które pasują do tych Elizabeth. Patrzy na kobietę, gy się do nas zbliża. - Oh, Jonah! Skończyłam gotować, mógłbyś to wynieść... znaczy wyjąć? - pyta z uśmiechem.

Jestem zdenerwowana, wynieść jedzenie? Nie będziemy jeść tego co ona przygotowała? Czy to było tylko dla nich? Nie jestem pewna co mam zrobić z ich tajemniczymi słowami i zachowaniami.

- Oczywiście, kochanie – całuje Elizabeth i spogląda na mnie – Miło cię poznać Julio. - wyciąga do mnie rękę, a ja potrząsam nią z uśmiechem.

- Nawzajem.

- Pójdę już, przygotować resztę. - całuje ponownie Elizabeth, wracają do kuchni, łapią żywność i wychodzą. Nie mam pojęcia co się właśnie dzieje. Jesli byśmy tutaj nie jedli, to dlaczego zostały ugotowane?

- Cóż, było cudnie cie poznać, jesteś bardzo piękna i życzę Zaynowi by częściej przyprowadzał tu swoich przyjaciół. Szczególnie dziewczęta, ale-...

- Elizabeth – ton Zayna jest ostrzegający, lecz wciąż spokojny.

- Przepraszam. - rzuca mu mały uśmiech i śmieje się. Jonah idzie z powrotem w nasz stronę i chrząka. - Oh, prawda! Idziemy na tańce, jednak było cudownie cię poznać. Mam nadzieję, że spotkamy się nie długo ponownie. - uśmiecha się, kiedy Jonah kładzie jej rękę na plecach i wychodzą.

Kiedy drzwi zostają zamknięte, zwracam się do Zayna, spoglądając na niego z uniesionymi brwiami.

- Więc... ona po prostu tak sobie gotowała, zanim poszli się zabawić? - pytam

Wzrusza ramionami i zaczyna mnie ciągnąc po cichym domu. Wchodzimy na piętro i po przejściu kilku korytarzy, jesteśmy pod szklanymi drzwiami. Patrzę na widok przede mną w szoku, kiedy tylko chłopak otwiera drzwi..

Jesteśmy na górnym balkonie z widokiem na miasto. Możemy dostrzec światła budynków. Wokół drewnianej podłogi, wznosi się szklana barierka. Na zewnątrz stoi kilka krzeseł ogrodowych i kanap. Są wykonane z ciemnego drewna i wyłożone jasnymi poduszkami. Zayn wyprowadza mnie z przejścia, a ja kieruje wzrok ku źródłu światła po mojej prawej stronie.

Otwieram szerzej usta, a w sercu czuję ukłucie, kiedy przed oczyma pojawia mi się ten widok. Jest tam stół z dwoma krzesłami, ustawionymi naprzeciw siebie. Na wyłożonym białym obrusem stole, tlą się w chłodnym powietrzu dwie świece. Na dwóch dodatkowych matach, spoczywają włoskie dania. Obok stoi schładzający się w lodzie szampan i dwa wysokie kieliszki.

Zayn wypuszcza moją rękę, odsuwając mi w zamian jedno z krzeseł. Zachowywał się jak dżentelmen. Pamiętam, kiedy oskarżyłam go o brak manier, kiedy jednej nocy, nie chciał mnie odwieźć do akademiku z domu bractwa.

To się wydarzyło zaledwie kilka tygodni temu, a teraz jesteśmy tu. Oboje. Postępując do przodu. To największy postęp jakiego dokonaliśmy od kiedy się poznaliśmy.

- Ty to zrobiłeś? - pytam lekko, podchodząc i siadając.

- Uh... no... tak – oddycha. Cieszę się, że nie poszedł na łatwiznę lub tego po prostu nie zaprzeczył. Usiadł naprzeciw mnie, więc żadne z nas nie siedziało tyłem do miasta.

- To jest niesamowite! - uśmiecham się. Jestem zdumiona, że Zayn był w stanie przygotować rzeczy tego typu.

- Tak jakby jestem ci to winien.... - mamrocze. Nie reaguję na to głównie dla tego, że nie chcę dać sobie do zrozumienia, ze mógłby zepsuć mi tak piękny dzień jak dzisiejszy.

Patrząc w dół, widzę makaron. Jest to gruby makaron w białym sosie śmietanowym, a moje ślinianki zaczynają pracować pod wpływem mieszanki przypraw. Pasta jest bardzo barwna pod wpływem pomidorów, pietruszki, czosnku, krewetek i reszty innych składników, które Elizabeth dodała do tego dania. Zayn podnosi widelec, wskazując, że możemy już jeść. Bez wahania spróbowałam makaronu. O ile to możliwe, smakował lepiej niż pachniał!

- O mój Boże! Twoja ciocia świetnie gotuje! - biorę kolejny kęs.

- Spędziła kilka lat mieszkając we Włoszech. Tak myślałem, że będzie w tym dobra. - mówi bez uznania. Zamykam sobie usta, nabierając kolejny kęs.

- Czy ona jest ta osobą, która upiekła to czekoladowe ciasto? - biorę kawałek, śmiejąc się, kiedy Zayn wzrusza ramionami.

- Tak – przyznaje z zakłopotaniem.

Nic nie mogę na to poradzić, jednak uśmiecham się na kolejne jego nieśmiałe zachowania. Ciekawa jestem co powiedział swojej cioci, kiedy chciał ją poprosić o to ciasto czekoladowe. Zastanawiam się, czy powiedział jej, że to dla mnie czy też z innego powodu.

- Nie zauważyłam u niej akcentu. - wyraziłam swoje obserwacje.

- Taaaa, dorastała w stanach. - odpowiada. Nie chce zadawać wielu pytań na temat Elizabeth, ponieważ ona jako jedyna jest związana z jego ojcem.- Co z twoją rodziną? Czy twoi rodzice tutaj dorastali? - przełknęłam zanim odpowiedziałam na jego pytanie.

- Tak właściwie, to... moja mama jest z Port Collins, a mój tata z Portland. Poznali się na CSU. - CSU było kolejnym uniwersytetem w Colorado – Colorado State University.

- A gdzie teraz mieszkają?

- W Loveland. Tam też dorastałam. - słyszę jak szydzi, sięgając po butelkę z szampanem. Małe, proste pytania są łatwe do odpowiedzenia i podzielenia się nimi.

- Nie żartowałaś, mówiąc o życiu w małych miasteczkach. - wypełnia złotym napojem kieliszki, a bąbelki unoszą się ku górze.

- Byłeś wcześniej w Loveland? - byłam ciekawa, czy Zayn wie coś o moim rodzinnym mieście. Biorę łyk szampana i wiem, że zdążyłam go polubić on naszej ostatniej randki czy jak to tam inaczej nazwać.

- Przejeżdżałem. - wzrusza ramionami, pijąc szampana. - Nic nie ma, co by się zatrzymać, żeby zobaczyć. Gdybym wiedział, że tam mieszkasz to bym się chociaż zatrzymał. - komentując z półuśmiechem.

Rumienię się pod jego uśmiechem i speszona patrzę na moje jedzenie, biorąc kolejny kęs. Jeszcze nie rozmawialiśmy o panie Collinsie, ale ta randka była zbyt piękna, żeby ją tak perfidnie psuć.

- Więc jakich rzeczy jeszcze nigdy nie próbowałaś? - chciałam uciec od pytania Zayna lecz zaczęłam się lekko dusić własnym jedzeniem.

Kaszel zniwelowałam, popijając szampanem. Chłopak podnosi brwi w rozbawieniu na moją reakcję. W końcu udało mi się oczyścić gardło i położyłam dłoń na własnej klatce piersiowej.

- Cz-czego jeszcze nigdy nie zrobiłam? - powtarzam jego pytanie.

Na myśl przychodzą mi jako pierwsze wszelkie doznania seksualne, których nie miałam za sobą. Wydaje mi się, ze Zayn byłby zainteresowany po tym wszystkim.

- No cóż... po pierwsze, nigdy nie włamałaś się do muzeum, zanim nie poznałaś mnie. - wyjaśnia.

Uśmiecham się na fakt, że nie pyta o moją seksualną przeszłość, jednak gorzej - to pokazuje jak mało, w porównaniu do innych, zrobiłam w życiu.

- Ja... ugh... to długa lista... - śmieję się – Ommm... pojechałam kiedyś na kemping z Mattem i jego rodzicami. - Zayn zaciska szczękę na wzmiankę o Matt'cie, a ja czuję jak mi się zaciska żołądek na wzmiankę o tym. Nie powinnam wspominać o swoim ex na naszej pierwszej prawdziwej randce. - Ja... hm... byłam na kilku imprezach i raz byłam pijana! No...prawie. - śmieję się na wspomnienie Sylwestra z Sarą, kiedy byłam jedynie trochę podchmielona. - Nigdy nie byłam na karnawale, nigdy nie byłam w wesołym miasteczku, nigdy nie byłam w parku rozrywki, nigdy nie byłam na koncercie, nigdy nie byłam na plaży, nigdy nie byłam za granicą, nigdy nikogo nie uderzyłam, nigdy z nikim nie walczyłam, nigdy nikogo nie nienawidziłam... - biorę głęboki oddech po wyliczeniu tych wszystkich rzeczy, aby przygotować się do wymieniania kolejnych zdarzeń. Zayn wydaje się być na prawdę zaintrygowany rzeczami, których nie robiłam. - Nigdy się z nikim nie wiązałam. - aż do ciebie... nie wiem, czy mogę liczyć Zayna i mnie jako kogoś kto się spotyka i wiąże ze sobą, ale z jakiegoś powodu chce tak myśleć, dzięki jego błysku w oku i uśmiechowi. - Nigdy się nie wymknęłam, nigdy nie okłamałam rodziców w sprawie wyjścia na imprezę, nigdy się nie obnażałam, nigdy nie urządziłam imprezy, nigdy nie zrobiłam nic nielegalnego, oprócz picia okazjonalnego, nigdy nie pokazywałam nikomu jak tańczę... - skończyłam moja listę, która okazała się być krótszą niż się spodziewałam.

- To.... dość długa lista. - śmieje się, pochylając się do tyłu na krześle. - i nigdy nie chcesz zrobić żadnej z tych rzeczy? - pyta się, unosząc brwi.

- Chcę iść na plażę. - mówię, kiwając głową. - Jest wiele rzeczy które chciałabym zrobić w życiu. - posyłam mu kolejne potwierdzające skinienie głową.

Nie zdawałam sobie sprawy jak wielu rzeczy jeszcze nie zrobiłam w życiu, do puki nie ustaliłam tej listy. Jest jeszcze wiele innych sytuacji, które mogłabym wymienić, ale nie chcę go przynudzać przez godzinę. Zayn posyła mi figlarny uśmieszek, zanim nie wrócił do jedzenia.

Reszta kolacji minęła nam na wspólnym śmiechu i wspominaniu wydarzeń z dzieciństwa, a przynajmniej tych dobrych. Kiedy skończyliśmy jedzenie, a nasze żołądki były już pełne, Zayn wstał i chrząknął. Poprosił, żebym usiadła na kanapie. Śledząc jego ruchy, zrobiłam o co prosił. Wydobył zza krzesła swoją gitarę, a ja nie mogę powstrzymać się od uśmiechu.

- Ja... um...  chciałbym zagrać coś dla ciebie. – wyjaśnia, siadając ze mną na dwuosobowej kanapie. – jako rodzaj przeprosin i podziękowania.

- Dziękuję... – wiedziałam dlaczego chce przeprosić, choć przypominając sobie powody, czułam się nieco winna.  Ale dla czego chciał mi podziękować? Tego nie byłam pewna.

- Dla... kolejnej szansy, po tym jak znowu cos spieprzyłem. – wyjaśnia cicho.

- Oh... – moje oczekiwania rosną z każdą sekundą. O co mu chodzi?

Zaczyna kilka pierwszy akordów, a ja od razu rozpoznaję melodię. Chłopak patrzy z uwagą na swoje ręce kiedy śpiewa, a jego cudowny głos, porusza mnie razem z nim.

"Come up to meet you, tell you I'm sorry You don't know how lovely you are
I had to find you, tell you I need you
Tell you I set you apart..." *

(Przychodzę, by Cię spotkać, powiedzieć, że jest mi przykro. Nie wiesz, jak urocza jesteś. Musiałem Cię znaleźć, powiedzieć Ci, że Cię potrzebuję. I powiedzieć, że dla mnie jesteś wyjątkowa) - choć to tylko piosenka, czuje te słowa w swoim sercu. To jak odnoszą się do Zayna i do mnie... on przyszedł i znalazł mnie... w klasie od psychologii... on musiał mnie znaleźć.... żeby powiedzieć, ze mi przykro...

"Tell me your secrets and ask me your questions" 

(Powierz mi swoje tajemnice, zadaj mi Twoje pytania) – pamiętam kiedy opowiadałam mu o swoich tajemnicach, nawet jeśli nie były takie złe. Pamiętam jak opowiadałam mu o swoich najgłębszych sekretach, o Matt’cie i o tym jak mnie zdradził.  Zadawałam mu pytania. Czułam się jakby to właśnie się działo w mojej głowie.

 "Oh, let's go back to the start

Running in circles, coming up tails

Heads on a silence apart
Nobody said it was easy
It's such a shame for us to part
Nobody said it was easy
No one ever said it would be this hard

Oh, take me back to the start" 

(Och, powróćmy do początku. Biegając w kółko, goniąc się wzajemnie. Zmierzamy osobno w ciszy. Nikt nie powiedział, że to będzie łatwe. To taka szkoda dla nas, że się rozdzielamy. Nikt nie powiedział, że to będzie łatwe. Nikt nigdy nie powiedział, że to może być tak trudne. Och, zabierz mnie do początku) – jego oczy powędrowały na moje, a ja nie byłam w stanie się nawet ruszyć czy uśmiechnąć.  To tak bardzo dotyka moje serce...  Wrócił wzrokiem do gitary i kontynuował piosenkę.

Zabierz mnie z powrotem do początku... dla nas początkiem była ta jedna noc. Ta jedna noc, w której to wszystko się zaczęło, kiedy moje życie się zmieniło, kiedy go spotkałam i rozmawialiśmy całą noc, zanim nie zasnęliśmy na jego łóżku. Przed tą imprezą bractwa, kiedy wszystko chyliło się ku gorszemu.

-"I was just guessing at numbers and figures

Pulling the puzzles apart

Questions of science, science and progress
Do not speak as loud as my heart
But tell me you love me, come back and haunt me
Oh and I rush to the start
Running in circles, chasing our tails

Coming back as we are" 

(Zastanawiałem się tylko nad liczbami i figurami. Rozwiązując układankę. Pytania o naukę, naukę i postęp. Nie brzmią tak głośno jak moje serce. Powiedz mi, że mnie kochasz, wróć i nawiedź mnie. Och, i popędzę do początku. Biegając w kółko, pędząc za sobą.... Powróćmy takimi, jakimi jesteśmy.... ) – kończy grać.

Wszystko co było słychać, to jedynie ciche odgłosy miasta, dochodzące z daleka.  Spokój i czułość tego momentu to było dla mnie wiele.  Zayn patrzył na mnie, wyczekując odpowiedzi, a ja jedynie uśmiechnęłam się do niego.

- To... To było piękne... -  jest to jedyne co mogę mu w tej chwili powiedzieć.

Widzę, jak jego twarz się rozjaśnia, jego oczy i uśmiech. Czuję lekkość w moim sercu, jednak nie wiem czy mogę mu całkowicie zaufać. Mimo, że zdaję sobie sprawę, że Zayn pracuje na moje przebaczenie i zaufanie.

- Nauczysz mnie? Umm... w sensie... nauczysz mnie grać na gitarze? Choć troszkę? – uśmiecham się do niego w nadziei, że powie „tak”. – Nigdy nie grałam na instrumencie... – dodałam z nieco większym uśmiechem.

- Oczywiście! – kiwa głową, podając mi gitarę. – Więc to jest twój akord E, a to twój D, G, B, a to inny akord E. – wskazuje na strunach, które kierują się od tych najgrubszych do tych najcieńszych. Kiwam głową, a on pokazuje mi jak ustawić ręce. Jego dotyk przytłaczał mnie, za każdym razem, kiedy poprawiał moje palce na odpowiednie miejsca.

Po dziesięciu minutach byłam w stanie zagrać kilka dźwięków do Twinkle Twinke Little Star”.  Moje powolne tempo nauki chyba frustrowało Zayna, ale w taki sposób, że jedynie można się śmiać.

- To nie jest trudne, wystarczy tylko przesunąć tutaj ręką – porusza moją dłonią do nowej pozycji.

- Powiedziałeś to ostatnim razem! – wyliczyłam, śmiejąc się i zabierając ręce do tyłu. Szczerze mówiąc, nie sądzę, żeby to był sposób w jaki chciał mi coś przekazać, ale  podoba mi się jego zdenerwowanie i zaangażowanie co do mojej osoby. Sposób w jaki się teraz czuję, można porównać do dziecka. Kiedy zabrania mu się coś robić, a ono i tak to robi. 

- Nie prawda - przeczy z uśmiechem ponownie przenosząc moje dłonie w wyznaczone przez niego miejsce. Siedzimy teraz naprawdę blisko siebie, jego tors znajduje się zaledwie centymetry od mojego ramienia. Mulat odwraca się do mnie twarzą, jego dłonie nadal spoczywają na mnie, porusza nimi po moim ciele.

- Właśnie, że tak - uśmiecham się do niego. Chłopak przenosi swój wzrok na mnie, prosto na usta - czuję nagły pociąg. Gitara z moich rąk zostaje nagle wyciągnięta, Zayn przesuwa swoją dłonią po moim boku.

Odkłada instrument i zerka na mnie, tak, że serce mi przyspiesza oraz oblewa mnie nagła fala ciepła. Pochyla się w moją stronę i uśmiecha się, gdy słyszy jak mój oddech drży. Owija rękę wokół moich pleców i przyciąga mnie do siebie. Drugą kładzie na mojej szyi, aby mieć lepszy dostęp do mojej twarzy.

Nasze usta spotykają się w delikatnym pocałunku, ale pasja między nami nieustannie rośnie. Pożera mnie swoimi wargami, uwielbiam smak jego zimnych ust. Lekko uchyla je i wsuwa swój miękki język.

Po chwili przyciąga mnie na swoje kolana, nie protestuję, ulegam jego gestowi i w momencie moje nogi znajdują się po obu jego bokach. Przeciągam dłonie po jego twardym torsie, na co on przyciąga twarz jeszcze bliżej mnie. Zaczynam czuć pragnienie i pożądanie dalszych pocałunków. Jeden mały pocałunek z Matt'em zawsze wystarczał, ale Zayn... Pragnę więcej, żądam więcej, jeden jego dotyk nigdy nie wystarcza.

Czuję, jak jego dłonie łapią mnie w talii i przyciągają bliżej siebie. Jego nienaturalnie duża dłoń podtrzymuje mnie z ogromną łatwością. Zaczynam delikatnie pocierać się o jego ciało, na co jęczy, jego usta wibrują. Czuję ciepło rozchodzące się w dole mojego brzucha, krążenie krwi znacznie przyspiesza, jego dotyk koi mnie.

- Kurwa.. - buczy w moje usta. Oddalam się nieco zmartwiona, że zrobiłam coś źle. Wtedy atakuje moją szyję i składa tam miliony pocałunków. Biorę głębokie oddechy, gdy dotyka mojej wrażliwej skóry - rozpala ją swoimi gorącymi muśnięciami - Tyle we mnie wzbudzasz Julio - szarpie mną pociągając jeszcze bliżej; otacza mnie swoim ramieniem. Drugą ręką przyciska mnie w biodrze ciągnąc nieco w dół.

Zatracam się w tej chwili, rozkoszuję się niesamowitym uczuciem. Wkładam dłonie w jego włosy i delikatnie pociągam, kiedy chłopak zjeżdża z pocałunkami do moich obojczyków. Jęczę, kiedy całuje mój czuły punkt w podstawie szyi. Znów poruszam się w wyznaczonym rytmie; czuję go przez napięte spodnie.

Nie wiem, kiedy skończymy, nie chcę tego przerywać, ale również nie jestem gotowa na współżycie.. jeszcze nie teraz. Pożądanie i pragnienie rośnie - obawiam się, że nie będę w stanie go zatrzymać, nawet gdybym bardzo chciała. Żadne z nas nie zaprzestaje, jego usta powracają do moich. Czuję dłoń wkradającą się pod moją bluzkę - jego dłoń jest zimna, przez co przebiegają po mnie nieznaczne dreszcze.

- Te legginsy.. wyglądasz w nich tak dobrze - mruczy przesuwając dłonią po moim udzie. Uśmiecham się w jego usta, nic nie mogło już nas powstrzymać... tak myślałam, dopóki nie usłyszałam dźwięku tłuczonego szkła - rozbijając w drobny mak ten perfekcyjny moment.



Notka od autorki:

Nie zapomnijcie o głosach! :)


Co? Tłuczone szkło? O nie... Co sądzicie o całej randce?



Jeśli choć trochę szanujesz moją pracę, to proszę skomentuj :)
___________________________
* to oczywiście Coldplay the Scientist 😊

Ta randka.. ohohoho.. piosenka i w końcu ZULIET MOMENT :)

Zwaliłam tą scenę z pocałunkiem.. przepraszam, nie jestem najlepsza w tych scenach :c


ZA CHWILĘ (tak jakoś pod wieczór) DODAM NASTĘPNY!! TADADADA DOUBLE UPDATE!! Autorka przypomina o głosach, ja upominam się o komentarze :)


Przepraszam za 5-dniową zwłokę :c

Oczywiście nie sprawdzany 😘

czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział 30


Soundtrack:

* Begin Again - Taylor Swift ( ulubiona nuta rozdziału )
* Now Is The Start - A Fine Frenzy
* Anything Can Happen - Ellie Goulding



Kilka godzin później razem z Sarą tańczymy w studiu. Z Zayn'em nie rozwiązaliśmy do końca swoich problemów, ale oboje zdecydowaliśmy zapomnieć o wydarzeniach z ostatniej nocy - chociaż nadal chowam o to urazę, a moje zaufanie wisi na włosku. Nie wchodziliśmy i nie dyskutowaliśmy o szczegółach, ale wszystko wydawało się być stabilne i mam nadzieję, że pozostanie tak na nieco dłużej.

Mimo, że nie byłam w stanie wyrzucić z siebie negatywnych emocji, tańczenie z Sarą przyniosło mi wiele zabawy. Blondynka sprawiła, że o wszystkim na moment zapomniałam. Podczas wymyślania kolejnych choreografii obie dużo się śmiałyśmy. Dziewczyna siada na podłodze, jej blond loki podskakują kiedy chichocze.

- Mam dość, wykończyłaś mnie - ogłasza otwierając szeroko ramiona, jej głowa opada w tył i kładzie się na plecach. Sara oddycha dużo ciężej niż ja, jej ciało pokrywa pot.

- Trochę minęło odkąd ostatnio ćwiczyłaś, co? - drażnię ją siadając i rozpoczynając rozciąganie. W liceum obie zwykłyśmy dużo tańczyć, tylko w ramach zabawy, ponieważ ona była często zajęta treningami cheeriliderek. Dobrze, że już z tym skończyła; mamy dla siebie znacznie więcej czasu.

- Oh zamknij się, doskonale pamiętam jaka obolała wróciłaś po pierwszym razie - odgryza się. Obie wybuchamy śmiechem, do końca nie wiem czemu, to nawet nie było śmieszne. Odnoszę wrażenie, że to wina buzujących w nas endorfin.

Wraz z zachodem słońca nasze śmiechy cichną, postanawiamy wracać do domu. Przerzucam torbę przez ramię, Sra podąża za mną i obie żegnamy się z Tracy. Zimne powietrze przynosi ulgę naszym rozgrzanym ciałom.

- Jak tam z Niall'em? - pytam siadając po stronie pasażera. Dziewczyna wskakuje do środka i odpala samochód. Otwiera też okno, by jesienne powietrze wpadło do środka.

- Świetnie, myślę, że planuje coś na moje urodziny - uśmiecha się i ruszamy. O kurcze, z tego wszystkiego zapomniałam o jej urodzinach. Ta myśl znajdowała się gdzieś na tyle mojej głowy, ale nie miałam czasu się tym zająć.

- Oh? - próbuję zabrzmieć na nie zainteresowaną.

- Taa - uśmiecha się - Pytał o ciebie ostatnio, zastanawiał się czy wszystko w porządku - wyjaśnia. Jestem jej ogromnie wdzięczna, że nie wypytywała, jak poszła mi rozmowa z Zayn'em, chociaż wiem, że głęboko w środku umiera nie znając szczegółów.

- Zastanawiał się jak ja się czuję? - pytam wyraźnie zaskoczona.

- Tak, ponieważ tak szybko chciałaś wyjść z ostatniej imprezy.. wyglądałaś na przestraszoną - przypomina mi - Po prostu się martwił.

- Oh.. powiedziałaś mu, że nie ma czym, prawda?

- Oczywiście - śmieje się z mojego głupiutkiego pytania. W drodze powrotnej zatrzymujemy się na obiad w Qdoba i bierzemy buritos. Ostatecznie udaje nam się dotrzeć z powrotem, pomagam Sarze z matmą i biorę się za własne lekcje. Kiedy kładziemy się do łóżek modlę się, aby między mną i Zayn'em jutro było wszystko okej.



****

Następnego dnia pojawiam się w klasie 15 minut wcześniej, przeglądam notatki. Razem z Zayn'em nie uczyliśmy się od nocy ogniska, to dobrze, jeśli mielibyśmy się teraz uczyć, wątpię, żeby się udało.

Odnoszę wrażenie, że im więcej spędzam z nim czasu, odkrywam w nim więcej dobroci, jednak nadal większa część jego osoby pozostaje w ukryciu. Nawet podczas szczerych rozmów wiele przede mną ukrywa, tak jest chyba lepiej, wolę na niego nie naciskać.

- Hey - słyszę go koło siebie. Jestem zaskoczona, zerkam w jego stronę. Rzuca we mnie czarującym spojrzeniem, kiedy siada w ławce obok. Zauważam, że dziś po raz pierwszy przywitał mnie w klasie, oraz w ogóle ze mną rozmawiał.

- Cz-cześć - jąkam się. Miałam nadzieję, że między nami będzie w porządku, ale to zbyt piękne, aby było prawdziwe. Rozmowa w miejscu publicznym? Wokół nieznanych nam osób? Wiele uczniów wchodzi do środka, ale nie zawraca sobie głowy tym, że rozmawiamy.

- Jak minęła ci reszta wczorajszego dnia? - odwraca się do mnie twarzą, rozglądam się raz na notatki, raz na niego. Nie mam pojęcia dlaczego jestem, aż tak zestresowana, czuję motyle w brzuchu.

- Dobrze - odpowiadam powoli. Julia, cholera, zbierz się do kupy, to tylko Zayn... mrugam oczami i biorę głęboki oddech - Z Sarą wybrałyśmy się potańczyć, a także obgadałyśmy sprawę jej urodzin - mówię jasno. Dlaczego tak miła rozmowa wprawiała mnie w frustrację?

- O tak, to już niedługo, prawda? Słyszałem, jak Niall coś o tym wspominał - Notka dla siebie; Zadzwoń do Niall'a i zaplanuj niespodziankę urodzinową dla Sary.

- Tak, to .. pod koniec września - Co daje mi około dwóch i pół tygodnia na zaplanowanie czegoś niesamowitego. Zaczynam rozmyślać nad różnymi pomysłami, wiem, że pewnie pojedzie na weekend do domu, aby zobaczyć się z rodzicami. Zapewne zabiorę się z nią, nie rozmawiałam z mamą odkąd wyjechałam.

- Planujesz coś dla niej? - pyta zwracając się do mnie jeszcze bardziej.

- Dlaczego tak uważasz? - śmieję się. Czy to, aż takie oczywiste, że coś przygotuję?

- Powiedziałaś mi, że chcesz zostać organizatorką takich spotkań, pomyślałem więc, że masz coś z zanadrzu - czuję, jak moje serce przyspiesza na fakt, że coś o mnie zapamiętał - Pamiętam wszystkie informacje na twój temat - dodaje cicho, jakby czytał mi w myślach.

Zerkam na niego kątem oka, kąciki moich ust unoszą się lekko w górę. Bajerował mnie, nie mogę mu na to pozwolić - nie byłam tym typem dziewczyny, która wybacza tak łatwo... Kogo ja oszukuję - chowałam tą cholerną urazę, ale .. nie powinnam się uśmiechać.

- Dzień dobry klaso! - zanim zdążam mu cokolwiek odpowiedzieć Pan Collins wchodzi do sali i wita nas. Zayn oddala się opierając plecy na krześle - Zaczynajmy - nauczyciel zwraca się do nas. Udaje mi się nawet uważać na tych zajęciach.

Nadal od czasu do czasu wyczuwam na sobie jego wzrok, ale wiedząc, że nasza relacja się poprawiła jestem w stanie się skupić. Jego komentarz o tym, że wszystko o mnie pamięta wprawił w ruch motyle w moim brzuchu, i wywołał we mnie nieustępliwy uśmiech. Zayn chyba to zauważył, bo kiedy się do niego odwracałam, na jego twarzy widniał pół uśmiech.

Razem z zakończeniem zajęć zbieram z biurka wszystkie swoje rzeczy i kroczę w stronę wyjścia, gdzie w progu czeka na mnie Zayn. Czuję, jak wali mi serce i kolana miękną - stoi tam w całej swojej okazałości w białym T-shircie wyciętym w V, ciemnych spodniach; patrzy na mnie ciepłym wzrokiem, na jego ustach połyskuje uśmiech. Podchodząc do niego, zaczesuję włosy na tył, tak aby opadały kaskadami na moje plecy, moje policzki przybierają wyraźniejszych barw.

Tylko ten jeden, jedyny raz wszystko wydawało się być normalne, rozmawialiśmy na zwykłe tematy, nie był na mnie zły, nie zachowywał się dziwacznie i podejrzanie - czekał z uśmiechem. Ku mojemu zaskoczeniu w końcu udało nam się wybrnąć z tego martwego punktu. Dokładnie pamiętam wydarzenia z zeszłego tygodnia, ale dostrzegam ten niewielki postęp.

- Panno Augustine, Panie Malik - Pan Collins zatrzymuje nas. Oboje odwracamy się, a on na nas spogląda  - Mam nadzieję, że dużo się uczycie, w piątek czeka na was kolejny test. Przypuszczam, że oboje zdacie go śpiewająco - jego wzrok jest podejrzliwy, jakby wiedział co się między nami wydarzyło.

Uśmiecham się do niego i przytakuję pewnie - Oczywiście Panie Collins, zdamy go z ogromną łatwością - mówię, ale nie do końca wierzę we własne słowa. Wydaje mi się, że spodobało mu się to co usłyszał, bo daje nam spokój i wolnym krokiem wraca do swojego biurka. Odwracam się do Zayn'a, który mierzy nauczyciela zawistnym spojrzeniem. Nie wiem o co tu chodzi. Wychodzimy na zewnątrz.

- Powinniśmy się dziś pouczyć? - pyta z nutą złości w tonie.

- Możemy nawet teraz, mam około godzinę wolnego czasu zanim muszę spieszyć na Literaturę - chłopak przygryza wargę myśląc, a ja gapię się na te idealnie wyrzeźbione wargi...

- Pewnie, w bibliotece? - skanuję ruch jego warg, głos rozbrzmiewa w mojej głowie. Przytakuję i zmuszam się do odwrócenia wzroku w inną stronę. Odchodzimy w stronę biblioteki.

W środku jest cicho, ciepło i przytulnie. Imponują mi wysokie sufity z mahoniowymi łukami, z których zwisają niezwykłe, lśniące żyrandole. Ściany pomalowane są na jasno-karmelowy kolor, rozświetla je wdzierające się do środka światło słoneczne.

W każdej alejce widnieją ogromne okna ukazując zapierający dech w piersiach widok na cały kampus. Uczniowie spędzają tu czas przy mahoniowych biurkach z pasującymi do nich krzesłami.

Powietrze jest świeże i czyste, nadal czuć w nim przyjemną nutę papieru z książek, ale to niczym nie przypomina mi kurzu z innych, starych bibliotek, do których zwykłam przychodzić. W niektórych miejscach światło jest przygaszone, reszta pomieszczenia błyska jasnością. Prz jednym ze stolików zauważam młodego chłopaka z nosem w książce, obok niego leży kilka innych egzemplarzy. Gdybym nie spotkała Zayn'a, najprawdopodobniej byłabym to teraz ja...

Czuję uścisk na swoim ramieniu, to Zayn, który wskazuje na biurko przy oknie, wokół którego nie ma nikogo. Podążam za nim i zasiadamy obok siebie przy niewielkim stoliku. Chłopak odkłada czarną teczkę z wystającymi z niej papierami.

- Nie powinieneś tego jakoś poukładać i mieć zorganizowanego? - pytam lekko, na co chłopak uśmiecha się głupkowato i potrząsa przecząco głową.

- Nie zawsze potrzeba być zorganizowanym oraz mieć zaplanowany plan. Może powinienem ci przypomnieć, że to ja otrzymałem lepszą ocenę-

- Okej, wystarczy - uśmiecham się podnosząc rękę do góry - Przejdź do rzeczy - wskazuję na pojemnik z materiałami. Sama chwytam swoje notatki i zaczynam je przeglądać. Miło jest przebywać tu z nim bez żadnych zbędnych kłótni, liczymy się tylko my i ta chwila. Wstrzymuję oddech, kiedy ręka Zayn'a spoczywa blisko mojego biodra, bardzo blisko mojego biodra.

Nie patrzę na jego twarz i staram się udawać, że niczego absolutnie nie zauważyłam spoglądając w dół na trzymane kartki. Powinnam była usiąść z drugiej strony...  Odkąd wjechaliśmy na właściwe tory - no lepsze od tych zwykłych, nie powinnam była godzić się na tą naukę. Odnoszę wrażenie, że będziemy uczyć się jeszcze mniej niż wcześniej, kiedy wręcz skakaliśmy sobie do gardeł. Słyszę jego cichy chichot.

Przełykając ślinę jeszcze bardziej wpatruję się papier, podążam wzrokiem od pojęć do samych definicji, w kółko powtarzam je sobie w głowie. To nie działa, jedyne na czym jestem w stanie się skupić to pocierający moje udo kciuk Zayn'a. Sięga on bardzo daleko, niemalże po jego wewnętrznej stronie.

Czuję rozpływające się ciepło w dole brzucha, oddech przyspiesza wraz z sercem. Zaciskam szczękę i nadal upieram się przy gapieniu się na kartkę, słowa które czytam nie stanowią już żadnego sensu. Nie poruszam się, staram się nie rozpraszać. Do myśli nadciąga widok wpatrzonego we mnie Zayn'a, w tej chwili nic nie liczy się bardziej, niż on.

Poprawiam się na krześle, ale jego dłoń nadal pozostaje na moim udzie. Zakładam włosy za ucho i patrzę wprost na kartkę znajdującą się przede mną. Czuję, jak jego palce głaszczą mój policzek, następnie delikatnie pociąga włosy, które wypadły zza małżowiny. Zaciągam łapczywie powietrze, ale nie odzywam się ani słówkiem kontynuując tę samą czynność.

Moja szczęka opada w dół, gdy chłopak zaczyna całować mnie na jej linii. Podnoszę się szybko, na co on znów chichocze. Pozostałe osoby w bibliotece patrzą na nas, są zirytowani, że im przeszkadzamy. Moje policzki płoną czerwienią ze wstydu i złości. Nie pozwolę mu mnie omotać, nie teraz, zwłaszcza, że muszę się uczyć.

- Przestań! - syczę zirytowana - Musimy się pouczyć! - wzdycham, i przesiadam się na przeciwną stronę stołu. Zayn unosi brew zdziwiony moją reakcją i śmieje się cicho.

- Później? - patrzy na mnie z chytrym uśmiechem. Przymrużam oczy i chwytam swoje notatki. Czym jesteśmy? Znów ruszamy gdzieś dalej, ale będziemy też udawać, że wczorajszy dzień nie miał miejsca?
Tak po prostu wrócimy do dotykania i całowania?

Jeżeli chodziło o Zayn'a to mój rozum i serce toczą odwieczną walkę- wybaczyć mu, czy trzymać się na baczności? Prowadziłam wewnętrzną bitwę pomiędzy tymi dwoma organami - mózg nakazywał się wycofać, a serce mimo okropnego bólu pragnęło pozostać na trochę dłużej. Po minucie słyszę, jak buczy;

- Co? - pytam wyraźnie zirytowana jego przeszkadzaniem.

- To nudne, możesz zrobić to całkiem sama w wolnym czasie.

- Wiesz, miałeś mi pomóc w nauce, więc powinieneś się trochę zaangażować! - odpowiadam mu.

- Znam ciekawsze rzecz, które moglibyśmy robić - nie wiedząc czemu jego uwodzicielski ton również mnie irytuje - Skoro jestem twoim nauczycielem, to czy nie ja powinienem układać plan zajęć? - pyta stukając palcami o blat stolika.

- Nie - potrząsam przecząco głową - Muszę to zaliczyć Zayn - mówię poważnie, na co on wzdycha i przytakuje prostując i zaczyna przeglądać papiery. Zaczyna przepytywać mnie z przypadkowych pojęć i niedługo po tym wchodzimy w kolejną sprzeczkę.

- Nie, jestem pewna, że to definicja! - wykłócam się.

- Nie jest - potrząsa głową.

- Pozwól mi zobaczyć kartkę - sięgam do niej, ale chłopak cofa dłoń do siebie.

- Nie, to ja mam rację Julio, ty się mylisz - wiem, że kłamie, musi, gdyby było inaczej z pewnością pozwoliłby mi zobaczyć notatki.

- Jeśli mówisz prawdę to pokaż mi kartkę - wiem, że to ja mam rację, to było pojęcie, widziałam je zanim zaczął mnie dotykać i rozpraszać. Było to jedyne, czego zdołałam się nauczyć przez ten czas.

- Nie - protestuje i nadal trzyma papier z dala od mojego zasięgu.

- Zayn! - śmieję się - Po prostu mi to pokaż!

- Będziesz zawiedziona, gdy potwierdzisz swój błąd, a ja nie chcę cię widzieć smutnej - odgryza się z wesołością w tonie. Ciężko jest być dla niego złą - staram się pozostać wobec niego neutralna. Gdy on jest radosny, wszystko wydaje się dużo łatwiejsze.

- Zayn, przyrzekam-

- Shh! - mężczyzna w średnim wieku ucisza nas, gdyby szept był krzykiem, właśnie by na nas wrzeszczał. Zamykam sobie usta i czuję rozsadzający mnie od środka rechot. Zayn wskazuje na mnie chcąc mojego wybuchu.

Zatykam sobie usta dłonią, aby nie zaśmiać się, nie chciałam kolejnego ostrzeżenia od tamtego faceta. Kiedy się odwraca, Zayn uśmiecha się i odkłada kartkę na stół. Szybko chwytam go, znajduję pojęcie i szczęka opada mi kiedy zdaję sobie sprawę, że byłam w błędzie... To nie może być prawdą, byłam taka pewna, że miałam rację.

- Mówiłem - Zayn wygląda na bardzo z siebie zadowolonego, kiedy widzi, jak odczytuję kartkę. Opiera się o oparcie krzesła, jakby wygrał w coś wielkiego.

- To.. Podmieniłeś kartki? - oskarżam go, nie mogę dopuścić myśli, że byłam w błędzie.

- O tak, bo nie mam co robić w wolnym czasie, przygotowuję je i zawsze trzymam przy sobie dodatkową kartkę z poprawnymi odpowiedziami - odcina się. Mierzę go wzrokiem nie odpowiadając po czym słyszę jego śmiech. Zdaje sobie sprawę co powiedział i układa usta w cienką linię. Atmosferę wypełnia napięcie.

- Muszę lecieć, mam Liteaturę i wiele rzeczy do załatwienia - mówię zerkając na komórkę oraz ignorując przy tym ciężką atmosferę.

Zayn wyprowadza mnie z biblioteki, przechodzimy obok mężczyzny, który nas uciszał. Facet żegna nas z drażniącym spojrzeniem. Wychodząc na zewnątrz kierujemy się do akademików, nie pytam czy mnie odprowadzi, bo nie chcę, żeby już szedł.

- Dlaczego patrzyłeś tak dziś na Pana Collins'a? - pytam patrząc na budynki z czerwonej cegły, są bardzo eleganckie i mają klasyczny wygląd.

Wiele budynków na kampusie wygląda na bardzo stare, niektóre z nich odnowiono, zauważyłam to, ponieważ przechodzę koło nich w drodze na zajęcia. Szczerze uważam, że ta szkoła ma najpiękniejszą zabudowę z wszystkich jakie widziałam.

Szeroko dostępny widok na 'Rocky Mountains' był ogromną zaletą, do tego wszędzie rozciągały się chodniki, które spokojnie wystarczały zarówno pieszym, jak i rowerzystom. Posadzone wokół drzewa były zadbane i jesienią przybierały najpiękniejsze barwy; złote, rude oraz pomarańczowe.

- Co masz na myśli? - pyta, kiedy skręcamy w kolejną dróżkę. Spoglądam rozluźniona na błękitne niebo, po którym wolną płyną puchate, białe chmury.

- Kiedy naglił nas o naukę obserwowałeś go z zawiścią - przypominam mu nieco niepotrzebnie, bo on doskonale wie o czym mówię.

- Nie prawda - chłopak spuścił wzrok na swoje stopy i potrząsa przecząco głową wsuwając dłonie w kieszenie spodni.

- Właśnie, że tak - patrzę na niego surowo. Nie zerka na mnie, kiedy idziemy dalej - Zayn - nalegam.

- Dobra, patrzyłem w ten sposób - odpowiada w końcu, niczym przegrany zawodnik, całkiem jakbym go torturowała, żeby mi powiedział.

- Dlaczego? - śmieję się - Nie masz powodów do zawiści wobec nauczyciela! - przygotowywałam się na jego niedorzeczną odpowiedź, bądź atak wściekłości, nie wiem co wolałabym usłyszeć bardziej. Wyjaśnienia pewnie zdenerwowały by mnie dużo bardziej, ponieważ nie były prawdą. Z kolei złość w jego wykonaniu niesamowicie raniła. Nieważne, i tak nie miałam żadnej przewagi.

- Bez powodu - znów potrząsa głową.

- Zayn i tak prędzej czy później w jakiś unikalny sposób dowiem się prawdy, lepiej dla ciebie, gdy stanie się to teraz - mówię, gdy stoimy już pod moim akademikiem. Chłopak podąża za mną do pokoju. Kiedy otwieram drzwi, zauważam, że Sary nie ma w środku i cieszę się. Nie chciałam wysłuchiwać jej pytań na temat mojego związku z Zayn'em. Chwytam potrzebne podręczniki i rzucam w niego spojrzeniem typu powiedz mi. Gdy znów wychodzimy na zewnątrz zatrzymuję się i gapię na niego.

- Powiedz mi. Muszę zbierać się na Literaturę, więc po prostu to zrób - nakazuję mu.

- Powiem... jeśli- - oczywiście musiało się pojawić jakieś 'jeśli', kolejny warunek za prawdę. Dlaczego on nie może bezinteresownie chociaż raz coś dla mnie zrobić? Powiedzieć i nie oczekiwać zapłaty, bądź przysługi? Nie miał prawa stawiać mi warunków - nie po tym co ostatnio odstawił.

- Wiesz co? Zachowaj swój mały sekrecik dla siebie - spluwam na niego, ogarnęła mnie złość. Odwracając się od niego zaczynam spokojnie kroczyć w stronę sali do Literatury zirytowana jego zachowaniem.

- Julia zaczekaj! - jego głos przepełniony jest paniką. Zatrzymuję się i odwracam.

- Co? - pytam go. Wcale nie jestem zła, ale nie mam czasu na jego zachcianki.

- Powiem ci, jeśli... jeśli ty um... gdy.. - nie może nawet skończyć tego zdania gubiąc się we własnych słowach. Buczę zirytowana.

- Zayn, do jasnej cholery powiedz to wreszcie! Zaraz się spóźnię! - nigdy wcześniej nie widziałam go takiego zagubionego i zestresowanego - przypomina mi mnie, kiedy jestem z w jego pobliżu.

- Powiem ci, jeśli pójdziesz ze mną na randkę - wypala szorstko. Szczęka mi opada. Nigdy nie spodziewałam się usłyszeć to z jego ust.



Notka od autorki:

Proszę głosujcie!

Randka? :) Mam nadzieję, że pójdzie im o wiele lepiej, niż na podwójnej! Jak myślicie, co zaplanował? Czy Julia się zgodzi? Tyle pytań i wątpliwości!!


Jeśli przeczytałaś to proszę skomentuj :)


__________________________________

Tadadadaaaa!! Nie zabijajcie, miałam wstawić wczoraj, ale ogarnął mnie potworny leń i za nic w świecie nie chciało mi się kończyć tłumaczyć...

RANDKA??!! Oszalał, czy co? Tak romantyk.. no zobaczymy co z tego wyjdzie :D


Do następnego!!


niedziela, 17 sierpnia 2014

Propozycja !!

Hej kochane ❤️

One Night jeat chyba całkiem lubianym fanfiction, prawda ? ☺️ Chciałabym aby powstał profil tego opowiadania na Instagramie, wtedy napewno szybciej dowiadywałybyście sie o oddawanych rozdziałach. Chętnie zajęłabym sie tym osobiście, ale 1. Nie umiem robić editów, ogólnie przerabianie zdjeć nie jest moją bajką 😃 2. Nie miałabym czasu na tłumaczenie i prawadzenie życia, hahah
 ✌️😊 Czy nie znalazła by sie osoba, która miałaby ochotę na prowadzenie tego ? Co w ogóle myślicie na ten temat ? 


Ps. Nie wiem czy wszystkie z was już widziały, ale wczoraj dodałam 29!! (30 w trakcie tłumaczenia, więc dodam go jak najszybciej sie da) 

Do następnego !! 😁😘😘


Chętne proszę o kontakt na maila: borntobereall@gmail.com
Lydia Land of Grafic