Soudtrack:
* Start a Riot - Jetta
* Wildest Moments - Jessie Ware
* Dust to Dust - The Civil Wars
Ostatecznie udaje mi się jakoś usnąć, nie mam pojęcia kiedy odpłynęłam w krainę Morfeusza, ale jestem pewna, że tak się stało, bo rano budzi mnie Sara delikatnie stukając w moje ramię. Buczę niezadowolona przewracając się na drugi bok, spałam tylko kilka godzin. Moje oczy są całkiem wysuszone od wczorajszego płaczu - te kilka łez pomogło trochę ukoić wewnętrzny ból, całkiem jakby każdą pojedynczą kropelkę wypełniała frustracja, którą czułam przez Zayn'a od kilku ostatnich tygodni. Wszystko odeszło z kilkoma słonymi łzami.
Obie ubieramy się, wybieramy pastelowe kolory - ja decyduję się na delikatny dziecinno niebieski, a Sara na jasno żółty. W kościele za bardzo nie uważam, rzadko to robię, najczęściej zachwycam się pięknymi witrażami w oknach budowli.
Skanuję każdy pojedynczy element - to takie dziwne, każdy z nich ma swój własny kształt, ale razem tworzą coś niezwykłego. Myślę o Zayn'ie.. o tym, że gdzieś głęboko z pewnością nie jest taki zły, jak mu się wydaje. Myślę, że każdy zagubiony element jego trudnej osobowości kiedyś znajdzie swoje miejsce i ukaże prawdziwego jego - całkiem jak witraż.
Przenikające do wnętrza kolory nadają mu piękności oraz nuty grozy. Tu jest tak wyciszająco, wypowiada się tylko jedna osoba, nie ma niespodziewanych zwrotów akcji... Nie ma tu tego, co wypełnia moje życie odkąd go poznałam.
Cieszę się, że Sara nie zostaje, by z kimś porozmawiać. Jedziemy do naszego zwykłego miejsca na śniadanie i zasiadamy przy oknach. Zamawiam dla siebie cappuccino, a blondynka decyduje się na sok. Zerkam na komórkę, nadal nie otrzymałam żadnej wiadomości od Louis'a. Zaczynam być niespokojna, mam nadzieję, że Zayn nie skrzywdził go w żaden sposób - nie mogę sobie wyobrazić sytuacji, w której mógłby skrzywdzić Lou.
- Więc... wyjaśnij mi to, proszę - jej głos jest cichy, ale nalegający. Odchrząkuję odkładając telefon na bok, dokładnie się zastanawiam jak zacząć i co powiedzieć.
- Wiesz... Pamiętasz, jak wygląda sytuacja z Zayn'em... rozwiązywanie problemów..? - przytakuje - Ostatniego wieczoru na imprezie kompletnie pijany przesiadywał z dwoma dziewczynami, powiedział mi kilka przykrych słów... Louis poprosił mnie, abym wyszła, poradził sobie z jego zachowaniem.
- Był z innymi laskami? - domaga się, wygląda na bardziej wzburzoną, niż ja wczoraj.
- Tak... Nie wiem, czy do czegokolwiek doszło.. nie powinnam się smucić, nie spotykamy się - potrząsam głową mówiąc bardziej do siebie, niż do niej.
- O nie Jula! On nie powinien przebywać z innymi dziewczynami, kiedy dzień wcześniej całował cię i trzymał za rękę! - Sara podnosi głos zwracając na nas uwagę innych. Rzucam w nią ostrzegawczym spojrzeniem, dziewczyna bierze uspokajający oddech - Uważam, że... - milknie, kiedy brakuje jej powietrza. Wydycha powietrze sfrustrowana, kiedy przeczesuje palcami swoje blond włosy.
Wygląda na zdenerwowaną, wiem że jest - ja również, stoję w trudnej pozycji. Nie był ani moim chłopakiem, ani nikim, technicznie to żadna zdrada. Mimo tego tak się poczułam - zdradzona, gdybyśmy byli w związku zabolało by o wiele mocniej. Zdaję sobie sprawę, że oficjalnie niczego nie tworzymy, najboleśniejszym nie był fakt, że przesiadywał z innymi dziewczynami, tylko to co powiedział o Macie.
- Jula, on musi się w końcu zebrać do kupy, natychmiast - mówi poważnie.
Chociaż Sara bardzo chciała, abym umawiała się z chłopakami, stała się bardziej opiekuńcza wobec mnie w tej kwestii. Trochę żałuję, że jej o tym powiedziałam, bo zabrzmiało trochę jak zdrada, a nie byliśmy parą. Kładę dłoń jedną na drugą i opieram się całym ciałem o stół.
Zastanawiam się czy przyznać się jej, że Zayn zniszczył pojedynczą warstewkę zaufania, którą u mnie zdobył oraz to jak wykrzyczał wszystkim zdradę Matt'a. Chyba lepiej będzie, gdy pozostawię to dla siebie - zbyt ciężko będzie mi jej to wytłumaczyć. Ona przecież nie wie o pierwszej nocy, kiedy podzieliliśmy się między sobą sekretami, nie ma pojęcia, że ktoś inny również wie o podstępku Matt'a.
- Również... poczułam się, jak jakaś zabawka, że byłam zakładem, który wygrał... Tego dnia u jego wujka zapewnił mnie, że tak nie jest i nigdy nie było, ale... wczoraj wyznał, że ma dość pogrywania ze mną - bełkoczę, na co Sara buczy sfrustrowana.
- Przyrzekam ci, jeśli on nie ruszy swojego tyłka, aby cię przeprosić, skrzywdzę go! - dziewczyna jest śmiertelnie poważna, ale nie mogę się powstrzymać i wybucham śmiechem. Wyobrażenie sobie Sary bijącej Zayn'a było zbyt wielkim wyczynem. W porównaniu do Zayn'a uchodziłam za niską, Sara była miniaturowego wzrostu, ich bójka przypominałaby nieco atak niewinnego szczeniaka na lwa. To trochę nie fair - Nie śmiej się Jula! On się tak bawi! - syczy.
Przestaję i przyznaję jej rację. On musi zacząć się normalnie zachowywać, to dla mnie zbyt wiele - Wiem, miarka się już przebrała.
Jego postawa, słowa, wszystko - powoli staję się już tym bardziej zirytowana, niż zraniona.
- Myślę, że pójdę później potańczyć... muszę wyzbyć się tych nerwów.
- Świetnie, tak powinnaś zrobić. Może pójdę z tobą? - uśmiecha się do mnie biorąc łyk soku pomarańczowego. W zaskoczeniu na jej propozycję unoszę wysoko brew.
- Naprawdę? - dziewczyna potakuje - Hey, dlaczego nie zapisałaś się do drużyny cheerliderek w tym roku? - przypominam sobie, że chciałam ją o to już dawno zapytać. Wzrusza ramionami przygryzając wargę.
- Nie byłam przecież taka dobra, z resztą ten sport na studiach zajął by mi o wiele więcej czasu i poświęcenia. Gdybym kontynuowała bycie cheerilderką, nie mogłabym spędzać wieczorów ani z tobą, ani z Niall'em - To ma sens. Resztę śniadania spędzamy na miłej rozmowie.
Wracamy do akademika, Sara parkuje samochód blisko naszego budynku. Znów sprawdzam komórkę, miałam nadzieję zobaczyć jakąkolwiek wiadomość od Louis'a, dochodziło południe, a on nadal się nie odzywał. Zaczynam się bardzo denerwować. Możliwe, że w drodze do Akademii Tańca zaglądnę tam. Wędrując za Sarą do pokoju, gapię się w ekran małego urządzenia, zastanawiam się co począć.
Nagle blondynka gwałtownie się zatrzymuje i ściska mnie za ramię. Odwracam się do niej z zakłopotaniem, jej oczy są wielkości pięciozłotówek. Wskazuje głową w kierunku, który patrzy. Zwracam się tam, moja twarz wybiera dokładnie taki sam wyraz, jak jej. Zayn siedzi przed naszym domem akademickim niecierpliwie stukając jedną nogą w ziemię.
- Co on tu robi? - Sara mnie pyta.
- Chciałabym to wiedzieć - odpowiadam jej prawie szeptem. Kiedy podchodzimy bliżej, Zayn nas dostrzega i od razu wystrzeliwuje do góry wstając z ławki. Gapi się. Chłopak ma na sobie czarny T-shirt, ciemne spodnie, chyba nas oczekiwał. Wygląda na wykończonego, pewnie tak jak ja.
- Chcesz stąd iść? - Sara pyta mnie tak cicho, że mulat nie zdołał nas usłyszeć. Nerwowo przeczesuję włosy palcami, powoli przytakuje jej w odpowiedzi.
- Nie - Pragnę usłyszeć co się stało. Musi się wytłumaczyć, nawet jeśli na to nie zasługuje - Poradzę sobie... - dokańczam zdanie, kiedy dochodzimy do budynku.
- Daję ci 30 minut, po tym czasie wrócę tu po ciebie - mamrocze mi do ucha rzucając ciepłym uśmiechem do Zayn'a, wchodzi do środka. Chłopak spogląda w jej stronę, po czym odwraca się do mnie. Gapię się na niego, nie będę pierwszą, która się teraz odezwie. To on musiał przełamać pierwsze lody, musiał przeprosić, wytłumaczyć się.
Po kilku minutach sterczenia na zewnątrz, zauważam, że słońce znika za horyzontem, pojawia się delikatny wietrzyk, a on nadal nie odzywa się, ani słówkiem. Wymieniamy się tylko spojrzeniami, unikając patrzenia przez dłuższy czas prosto w oczy.
Wzdycham, jeśli nie zamierza wykonać żadnego ruchu, ja nie będę tu na niego czekać. On nie ma prawa mnie najpierw ranić, a potem stać i pozwalać, abym na niego czekała. Przechodzę obok niego, kieruję się do budynku. Czuję, jak chwyta mnie za ramię delikatnie zatrzymując.
- Julio poczekaj - jego głos jest zmęczony. Prawdopodobnie ma kaca - to jego błąd i wina, nie uśmiecha mi się marnować tego pięknego jesiennego dnia dla niego.
- Czego? - odwracam się do niego sycząc ostro. Uwalnia mnie z uścisku i przeczesuje swoje włosy.
- Przepraszam, okej? - mówi. To już drugie przeprosiny za ogrom rzeczy, którymi mnie skrzywdził i wcale nie jest mi go szkoda, wręcz przeciwnie - irytują mnie.
- Idź sobie, nie mam ci nic do powiedzenia - bełkoczę, miałam dosyć jego gier, przyrzeczeń, przeprosin. To dla mnie zbyt wiele, moje życie nie powinno wyglądać w ten sposób.
- Byłem naprawdę pijany - tłumaczy szybko błagalnym tonem. Spinam się zaciskając dłonie w pięści.
- To żadna wymówka Zayn! Nie możesz tłumaczyć wszystkich złych czynów tym, że byłeś pijany! Wykroczyłeś wczoraj poza linię - upominam go ze złością. Te wymówki za każdym razem działają na mnie tak samo - są jak dolanie oliwi do ognia, złość z wczoraj opanowuje mnie z podwójną siłą.
- Wiem, że to żadna wymówka.. ale nie masz pojęcia co się ze mną dzieje, kiedy jestem pijany - wyjaśnia. Wszystko co on mówi jest po prostu niedorzeczne.
- Chyba jednak wiem - syczę - Widziałam wczoraj - zakładam ręce, widzę jak jego twarz opływa wstyd.
- Ja.. nie upijam się. Rzadko to robię. Zwykłem pić cały czas przed rozpoczęciem tego roku, przy każdej możliwej okazji do momentu, w którym wszystkie czynności zlewały się w jedno, tak było zanim...
- Zanim? - pytam - Zanim co Zayn? - Chłopak nie odpowiada - Jeżeli nie zamierzasz mówić, wychodzę, nie widzę w tym żadnego sensu - Stawiam krok w stronę akademika.
- Zanim pojawiłaś się ty - zbija mnie tym z tropu. Zanim pojawiłam się ja?
- Ja? - jestem w wyraźnym szoku. Nie mogłam wyczuć, czy mówi to, żebym mu znów wybaczyła, czy jednak to prawda.
- Pomyślałem, że jeśli poprawię trochę swoje zachowanie ty.. zostaniesz na nieco dłużej - niemalże szepcze ze wzrokiem wbitym w ziemię z zażenowaniem.
- Myślałam, że jestem grą, sądziłam, że cię nie obchodzę - wypowiadając te słowa znów czuję ukłucie w serce. Nastaje cisza wypełniona dźwiękami podmuchu wiatru, który unosi lekko moje loki.
- Powiedziałem to tylko dlatego, że byłem zły.. już ci przecież obiecałem, że nigdy nie byłaś grą i wiesz, co do ciebie czuję - bełkocze.
- W zasadzie to nie - mam łzy w oczach - Nie mam pojęcie co do mnie czujesz! Nigdy nie potrafię odczytać twoich intencji! Najpierw mówisz jedno, a robisz drugie! Następnie robisz jedno i mówisz drugie! Nigdy nic się ze sobą nie pokrywa - Działają na mnie emocje, ciężko oddycham, moje oczy są mokre.
- Ja.. - nadal na mnie nie patrzy, jego wzrok wlepiony jest w ziemię. Próbuje znaleźć odpowiedź, ale nie uda mu się.
- Dlaczego nie powiedziałeś mi, że zaplanowałeś tą randkę? - pytam. Jego wzrok podnosi się w szoku.
- Nie..
- Nawet nie zaczynaj! - przerywam mu ze złością. Jestem też zaskoczona, że on nie jest wściekły na mnie, dziwię się, że jeszcze nie wybuchnął - Dlaczego mi nie powiedziałeś? - mój ton jest dominujący.
- Nie zrobiłem tego... - zatrzymuje się w połowie i potrząsa głową - Kto tak powiedział?
- To nie ważne! Wiem, że ty ją zaplanowałeś! Miałeś przygotowany piknik, czego nadal do końca nie rozumiem! Jakim cudem miałeś wszystko w środku, a nadal musieliśmy się tam włamać? - Nalegam, by odpowiedział gestykulując bez sensu rękami.
- Zostawiłem tam wszystko trochę wcześniej... - bełkocze cicho. Potrząsam głową, złość zmienia się w frustrację.
- Dlaczego nie przyznałeś się mi, że zaplanowałeś tę randkę? Dlaczego pozwoliłeś mi ją zepsuć, kiedy kazałam ci zawieźć mnie do domu? Dlaczego ty ją zrujnowałeś zachowując się, jak dupek? Dlaczego-
- Kurwa Julia! - syczy. Czekam, że w końcu wypełni go złość, chłopak potrząsa głową - Zadajesz zbyt wiele pytań - uspokaja się.
- Dlaczego się do tego nie przyznałeś? - stawiam na to pytanie.
- Ponieważ ja nie robię takich rzeczy - Spogląda na mnie, jego karmelowe tęczówki błyszczą - Nigdy wcześniej dla nikogo nic takiego nie przygotowałem.
- Jak zaplanowanie randki? - unoszę brew; powiedział mi, że był już wcześniej w związku, co takiego robili, jeśli nie chodzili na randki? Chyba nie chcę tego wiedzieć...
- Nie robiłem nic dla nikogo, poza swoją rodziną - jego głos wypełnia frustracja.
- Dlaczego się wczoraj upiłeś? Dlaczego nie chciałeś mnie na tej imprezie? - zadaję kolejne pytania, na co on zaciska oczy - wiem, że go tym gnębię.
- Nigdy nie powiedziałem, że cię tam nie chciałem - odpowiada spokojnie.
- Nie odpowiedziałeś nic kiedy Charles mnie zaprosił - kładę obie dłonie na biodrach, kiedy on łapie kilka oddechów. Zauważam, że tym próbuje się uspokoić i poukładać swoje myśli.
- Próbuję się z tobą nie kłócić.
- Więc nie kłóć się - otwiera oczy i zaciska szczękę rzucając we mnie spojrzeniem, które mówi łatwiej powiedzieć, niż zrobić.
- Nie odezwałem się wtedy ani słowem, bo nie chciałem, żebyś poczuła się że musisz tam iść, tylko po to by się ze mną zobaczyć - nawet nie wiem jak bym się zachował gdybyś się tam pojawiła - Dlatego, że nie mieliśmy pojęcia czym jesteśmy. Byliśmy parą - niestety nie, ale też nie byliśmy tylko przyjaciółmi - Doskonale wiem, że nie lubisz imprez. Wokół wszędzie pełno chłopaków... po prostu nie chciałem, żebyś przychodziła.
- Ponieważ byliby tam inni? - śmieję się z jego odpowiedzi, czuję, że on kłamie, nie chciał mnie tam z powodu obecności innych dziewczyn - A przypadkiem nie dlatego, że miałeś szansę na łatwy seks z jakąś dziwką?
Wiem, że nie był mój, nie byliśmy w relacji, ale nadal miałam głupią nadzieję, że próbuje zostać tylko ze mną. Myślałam, że to próba wierności i starań ruszenia przed siebie.
- Nie, po prostu... za dużo wypiłem i... kurwa - znowu przeklina. Staram się kontrolować swoje emocje i wyrównać oddech, kiedy on szuka sensownej odpowiedzi - Julio ty nie zauważasz, jak inni faceci na ciebie patrzą! Nie mają jednak odwagi powiedzieć przy tobie nic sprośnego, ponieważ zachowujesz swoją przestrzeń osobistą - taką warstwę pewności siebie, która szczerze odstrasza tych, którzy próbują się dobrać do twoich majtek! - wrzeszczy.
Przez chwilę nastaje kolejna cisza, myślę, co mu na to odpowiedzieć. Wydaje mi się, że to dobrze - odpycham od siebie napaleńców jednym spojrzeniem. Biorę lekki oddech - Ciebie nie odstraszyłam.
- Mnie nie łatwo się pozbyć - uśmiecha się, cieszę się, że udało mi się choć trochę ocieplić atmosferę - Mi również nie udało się ciebie odstraszyć - wytyka.
- Mnie również nie jest łatwo się pozbyć - uśmiecham się, chociaż nadal wypełnia mnie frustracja - Dobra, to mamy za sobą - chcę przejść do następnego punktu naszej rozmowy - Dlaczego siedziałeś z tymi laskami?
- Ja... usiadłem tam po wypiciu o kilka drinków za dużo i one się wprosiły... tęskniłem za tobą, więc wypełniłem wewnętrzną pustkę ich obecnością - wyjaśnia. Beze mnie czuje pustkę... tak samo jak ja, kiedy nie ma go nigdzie w pobliżu. Może to kwestia tego, że on mnie wypełnia?
- Dlaczego w ogóle piłeś? - pytam łącząc brwi pełna ciekawości, kiedy przypominam sobie jego zachowanie wczorajszego wieczoru. Mam nadzieję, że już nigdy więcej go takiego nie zobaczę.
- Znów pokłóciliśmy się z Blake'm.
Znów Blake. Co z tym chłopakiem jest nie tak? Nie był moim ulubionym znajomym, ale wydawał mi się być łagodny. Biorę głęboki oddech na jego kolejną wymówkę, jakaś cząstka mnie chce na niego nawrzeszczeć, że mam po dziurki w nosie jego problemów i dramatów. Inna zaś każe się uspokoić, poddać i wysłuchać.
- Kto zaczął? - Zayn nie odpowiada - To twoje decyzje do tego prowadzą Zayn, nikogo innego nie można teraz winić, tylko ciebie! Ty wczoraj się tak zachowywałeś! Nawet nie powinnam dawać szansy na wytłumaczenie - mój ton jest bolesny i zdesperowany.
- Ja... przepraszam Jula, przyszedłem tu, żeby cię przeprosić. Louis powiedział mi, że do ciebie zadzwoni i zapewni, że wszystko ze mną w porządku, ale zmusiłem go, aby tego nie robił i pozwolił przyjechać osobiście.
To dlatego Louis do mnie nie dzwonił... Chciałabym go móc wcześniej ostrzec, aby się tu nie pokazywał, żebym mogła się przygotować do tej rozmowy - jeszcze nigdy nie byłam na kogoś tak wściekła, zazwyczaj udawało mi się zachować spokój i opanowanie.
- Skąd wiesz, w którym budynku jest mój pokój?
- Niall - czuję się głupio zadając mu to pytanie, oczywiście, że zapytał Niall'a. Wzdycham i siadam na ławce. Po chwili ciszy Zayn siada koło mnie. Wiem o czym chcę z nim porozmawiać, ale nie mam na to najmniejszej ochoty, odpowiedział mi już wcześniej na to pytanie, ale zwyczajnie mu nie ufam.
- Czy jestem grą? - pytam pomału. Nie odpowiada - Czy jestem jakimś zakładem, który chcesz wygrać? - nalegam dużo głośniej. Jego karmelowe oczy są we mnie wpatrzone, widzę w nich szczerość i opiekuńczość, co trochę mnie dziwi. Oczekiwałam, że znajdę w nich złość, lub zmęczenie.
- Powiedziałem tak, bo chciałem, abyś wyszła. Kiedy się upijam, zostaję skazany na własne myśli, a one... są złe... - wyznaje kładąc obie dłonie na kolanach - Zaczynam przypominać sobie, to o czym staram się za wszelką cenę zapomnieć.. - O jego ojcu, nawet nie musi mi tego mówić, doskonale o tym wiem - Sytuacje, o których nie chcę myśleć błądzą w moich myślach. Na przykład to, jak bardzo podobają ci się grzeczni chłopcy.
- Nigdy tego nie powiedziałam - przeczę cicho.
- Ale tak się zachowujesz - Tak robię? Czy on kiedykolwiek widział mnie wśród innych chłopaków, po za jego przyjaciółmi? Moja złość powraca.
- Skąd możesz to wiedzieć, nawet z nikim nie rozmawiam - syczę. Nie odpowiada tylko potrząsa głową. Jest cicho, a ja spokojnie zadaję kolejne pytanie - Dlaczego przypomniałeś o Macie? - panuje cisza, nie patrzę na niego, gapię się na własne dłonie.
Nie jest niezręcznie, ani smutno, ani nie panuje między nami złość, jest raczej dziwnie.
- Przepraszam cię za to.. ja ... nie myślę racjonalnie, kiedy jestem pijany.. myśli stają się zbyt dręczące i paplam wszystko co ślina przyniesie mi na język, żeby wyzbyć się złości - wyjaśnia. Dziwne - wszyscy piją, aby zapomnieć, ale właśnie wtedy najczęściej wszystko sobie przypominają.
- Złamałeś moje zaufanie tylko tym jednym zdaniem.
- Wiem, kurwa, wiem, że schrzaniłem bardziej, niż możesz to znieść-
- Bardziej, niż mogę znieść? - śmieję się z wściekłością, miał rację. Podnoszę się z miejsca i gapię się na niego nie dowierzając. Chłopak robi to samo i rozgląda się dokoła, na szczęście nie przechadza się tędy wielu studentów, którzy mogliby poobserwować naszą scenę. Oblizując swoje idealne usta zaczyna mówić.
- Julia, wiem, że przywykłaś do swojego idea- naskakuję na niego ze złością zanim zdąża dokończyć to cholerne słowo..
- Nie waż się tego mówić! - krzyczę na niego. Cała złość, którą w sobie dusiłam właśnie wybucha na samo wspomnienie o tym wyrazie.
Miałam dosyć zakłopotania, zagubienia, czucia się, jak marionetka i tego, że nigdy nie wiem co się wokół mnie dzieje. Nie mogłam słuchać tego, jak określa mnie mianem; perfekcyjna. Nic związanego ze mną nie było idealne, było nudne. Zaciskam szczękę i wykonuje krok w jego stronę.
- Upokorzyłeś mnie zeszłej nocy Zayn! - mój głos przecieka złością - Nie możesz się upijać, i mieć drogę wolną do robienia i mówienia cokolwiek ci się podoba! - krzyczę - Nie tak to działa, nie w ten sposób traktuje się inną osobę!
Zaskakuję sama siebie tym wybuchem. Jeszcze nigdy nie byłam na nikogo taka wściekła. Jest wiele rzeczy, których nigdy nie robiłam i nie czułam, zanim poznałam Zayn'a.
- Wiem, wiem.. - próbuje mnie uspokoić - Wiem, że złamałem jedyny, niewielki kawalątek zaufania, który do mnie miałaś, wiem, że wczoraj wykroczyłam poza wszystkie limity.. chciałem tylko, abyś wyszła, nie mogłem pozwolić na to, żebyś widziała mnie w takim stanie. Powiedziałem to czym mogłem cię wyrzucić - jego słowa są szczere, ale nadal buzuje we mnie wściekłość.
- W jakim świecie przypomnienie o zdradzie Matt'a i wyznanie, że jestem zakładem sprawi, żebym wyszła? Powinnam była oblać cię tym twoim drinkiem! - pyskuję.
Mój głos jest ostry i zraniony, jeszcze długo wypełnia otaczającą nas atmosferę. Chciałabym zmienić bieg wczorajszych wydarzeń, mieć w ręku jakiś napój i oblać go. Wątpię jednak żebym to zrobiła. Ostatnia noc była dla mnie pełna niespodziewanego, przez co cały czas czułam się sparaliżowana.
Zaciskam szczękę gapiąc się na niego, czuję jak moje serce i umysł walczą ze sobą - wybaczyć mu, czy zostawić i odejść, tak jak zawsze robi to Zayn? Czuję wilgoć na powiekach od wybuchających we mnie emocji - walczę, aby łzy nie spłynęły po moich policzkach.
- W niczym mi nie pomagasz - chłopak przerywa w końcu dręczącą mnie ciszę.
- Ja?! - Gdyby tylko wiedział. On był powodem kłopotów na zajęciach, nieprzespanych nocy i tego, że nie mogłam już myśleć racjonalnie, nie mówiąc o podejmowaniu słusznych decyzji.
- Rozkojarzasz mnie, tak ciężko cię odczytać - na te słowa z moich ust wydobywa się śmiech, którego nie mogłam powstrzymać.
- Ja rozkojarzam ciebie? Mnie ciężko odczytać? Zayn, to ty jesteś jak cholerny labirynt! - widzę po jego oczach, że rośnie w nim złość, ale nic się nie odzywa - Non stop mówisz i wykonujesz wykluczające się ze sobą rzeczy, nigdy nie wiem, jaki będzie twój następny krok. Moje życie nie powinno się wokół ciebie obracać - pod koniec wrzeszczenia mój ton jest dużo bardziej cichy i spokojny.
Moje życie nie powinno łączyć się z jego, i nienawidzę, że jest odwrotnie. Nienawidzę tego, że nie potrafię myśleć o niczym innym tylko o nim, że zalazł mi pod skórę, i ma nade mną pełną kontrolę. To coś nienaturalnego, nie tego chciałam.
- Celem tej rozmowy są moje przeprosiny i to, że mi przykro - zmienia temat z grymasem na twarzy - Zdobędę twoje zaufanie z powrotem - Jak? Moje serce nadal krwawi przez jego łamanie, testowanie i naciskanie do granic wytrzymałości.
- Nie możesz przyjść i rzucić 'przepraszam' oraz oczekiwać, że wszystko będzie w porządku po tym co powiedziałeś. Nie jestem typem dziewczyny, która będzie ślepa na raniące mnie sytuacje, nie zignoruję ich.
- Wiem... - wydycha - Cokolwiek robimy... robiliśmy w piątek.. chcę żeby to wróciło - wyznaje cicho. Potrząsam głową i wzdycham głośno siadając na ławce z głową w dłoniach.
- Nie możemy tego sobie robić - stawiać krok w przód i milion w tył.. w piątek weszliśmy w całkiem nowe miejsce, a w sobotę.. - mam zaciśnięte powieki i biorę kilka głębokich oddechów.
- Wiem - syczy przerywając mi w pół zdania. Czuję, jak siada koło mnie, odwracam się w jego stronę i otwieram oczy - Daj mi szansę, żeby ci to udowodnić.. - chłopak potrząsa głową. Udowodnić? Udowodnić, że nie jestem zakładem, że mogę mu znów zaufać, że ujawnienie sekretu o Macie wyszło z jego ust nieumyślnie?
- Przepraszam, ja nigdy tego nie robię... - pragnę zaśmiać się mu w twarz. On nigdy nie przeprasza? Oczywiście, że nie, nie wygląda na takiego - ale to wcale nie było wobec mnie w porządku.
- Uważasz, że zaakceptuję twoje przeprosiny, bo ty nigdy tego nie przepraszasz? - łączę brwi w grymasie.
- Nie, nie.. ja.. nienawidzę tego robić, bo... - bierze głęboki oddech i szybko wypuszcza zaczerpnięte powietrze. Spodziewam się prostej odpowiedzi w jego stylu; nie przeprasza, bo nienawidzi być w błędzie, bo jest zaborczy, uparty i że nie powinno być mu przykro. Zamiast tego mówi coś przez co jest mi go szkoda.
- Ponieważ to jest to co zawsze robił mój ojciec - moje serce niemalże zatrzymuje swoją pracę. Nie odzywam się - nie mam odwagi, oddycham spokojnie, kiedy on gapi się w na swoje zaciśnięte dłonie.
- Zawsze to od niego słyszałem.. jak bardzo było mu przykro, przepraszał za ranienie mojej mamy.. za dotykanie jej.. za kłótnie, za bycie pijanym, za wycieczki do szpitala, za rany, siniaki... Zawsze przepraszał.. - Zayn nie może dokończyć tego zdania, jego głos załamuje się, kiedy jego tęczówki przybierają ciemniejszą barwę.
Przeciw zdrowemu rozsądkowi przybliżam się do niego, kładę dłoń na jego nodze i głowę na ramieniu. Gapię się na jego dłonie, knykcie pobielały z zacisku. Ciało mulata powoli rozluźnia się, jednak ręce pozostają w tej samej pozycji. Chwytam je i od razu spięcie ulatnia się.
Powiedział mi - zaufał mi na tyle, by opowiedzieć o swojej przeszłości, dzięki temu uspokajam się. Wiem, że w jakiś sposób on mi ufa.
Siedzimy tak przez dłuższą chwilę, ciepłe słońce ogrzewa nas swoimi promieniami, a chłodny wiaterek pozwala dostosować odpowiednią temperaturę. Gałęzie drzew uginają się pod jego siłą, złote i bordowe barwy liści upiększają okolicę. Jest idealnie, zważając, że chwilę wcześniej kłóciliśmy się i wrzeszczeliśmy na siebie.
Widzę, jak to wszystko uspokaja nas oboje, odpycha chwile z wczoraj - oczyszcza nasze umysły. W mojej głowie nadal pozostawał mętlik, nie miałam pojęcia co zrobić z Zayn'em. Dać mu kolejną szansę? Zdawałam sobie sprawę że nie potrafię być daleko od niego, ale też nie mogę zapomnieć o tym co mi zrobił.
Siedzimy w idealnej ciszy trzymając się za ręce, moja głowa spoczywa na jego ramieniu, mogę swobodnie wdychać zapach jego perfum - nigdy nie będę miała ich dość. To była... prawdziwa definicja perfekcji - jedynym problemem było to, że nie miałam pojęcia, jak długo ona potrwa.
Notka od autorki: proszę, nie zapomnijcie głosować :) aww... mam nadzieję, że ona znów mu zaufa.. i, że jemu uda się zdobyć jej zaufanie!
_________________________________
KOCHACIE MNIE?
uff.. to najdłuższy jaki do tej pory tłumaczyłam... ale mam go za sobą!!
Pogodzili się, jak słodko. Jak długo to jednak potrwa, co Zayn?? Szkoda wam go? Mi troszeczkę, ale zachował się jak dupek :c
Dziękuję za te cudowne komentarze, jesteście najlepsze!
MOŻE BIJEMY REKORD W DODAWANIU KOMENTARZY? 30 i wzwyż! Wierzę i liczę na was!!
Do następnego ( jakoś postaram się w połowie tygodnia) xx
sobota, 16 sierpnia 2014
środa, 13 sierpnia 2014
Rozdział 28
Soundtrack:
* Won't Go Home Without You - Maroon 5
* Poison & Wine - The Civil Wars
* How To Be a Heartbreaker - Marina and The Diamonds
W chwili kiedy Harry wypowiada te słowa wyrywam się z jego uścisku, miliony sytuacji przebiegają przez moje myśli. Został pobity? Wszystko z nim w porządku? Był pijany? Za dużo pytań rodzi się w mojej głowie, nie mogę sobie z nimi poradzić. Jedyne co jestem w stanie zrobić to wyrwanie się z ramion zielonookiego i wtargnięcie do środka w poszukiwaniu mulata.
Moje nogi w końcu łapią kontakt z mózgiem i szybko prześlizguję się pomiędzy spoconymi ciałami podążają za Louis'em. Nawet nie zwracają na mnie uwagi, są zbyt pijani, żeby choćby stwierdzić gdzie się obecnie znajdują.
Nie spodoba ci się to co zobaczysz. Co do diabła miał na myśl? Co się kurwa tutaj dzieje?! Czuje ścisk w klatce piersiowej i wzrastającą we mnie panikę, kiedy odnajduję Louis'a schodzącego w dół po schodach. Oboje z Harry'm zachowywali się tak tajemniczo, to nie wróżyło nic dobrego.
Jeszcze nigdy nie byłam w tutejszych piwnicach, idę za Louis'em wchodząc do przyciemnionego pomieszczenia. Znajduę się tu mniej ludzi, ale jest dwa razy goręcej. Ludzie kręcą się dokoła, obijają o ściany. Hałas powodują ludzie, a nie muzyka.
Woń alkoholu skupia się na dywanie w blado niebieskim odcieniu - leży on na podłodze. Potrząsam głową starając się nie wdychać tego okropnego smrodu, kiedy przeciskam się za brunetem do drugiego salonu.
W drugim pomieszczeniu jest jeszcze mniej osób, jest ciszej i intymniej. Okazało się też być nieco chłodniej, w tle słychać też całkiem inną muzykę, niż tam na górze. Rozglądam się w poszukiwani Louis'a i wtedy zauważam jego.
Zayn siedzi na kanapie z dwoma dziewczynami po obu stronach, w ręku trzyma czerwony kubek pełny trunku - większość płynu wylała się wokół. Obie rzucają głowami w tył śmiejąc się.
Na widok Zayn'a z innymi laskami zzuję zacisk w klatce piersiowej, napinam szczękę. Nie odzywam się słowem, kiedy niezauważona podchodzę bliżej Louis'a. Odpycham od siebie chęć podejścia tam i nawrzeszczenia na niego za to, że uwierzyłam mu, że chciał ruszyć dalej - pozwalam zrobić to najpierw Louis'owi mając nadzieję, że nie zobaczę tej całej scenki.
Zobaczenie go z dwoma pięknościami u boku boli, chociaż wiem, że nie jesteśmy parą. Jednak głupia po wczorajszym dniu pomyślałam, że oboje ruszymy we właściwym kierunku, myliłam się, zakotwiczyliśmy tutaj. Czuję jak moje serce niemal zatrzymuje się, kiedy jedna z dziewczyn składa buziaka na policzku Zayn'a a zaraz potem kładzie dłoń na jego torsie.
Zayn uśmiecha się przelotnie i szepcze coś do jej ucha, na co ona chichocze z uśmiechem. ZAaciskam szczękę jeszcze mocniej, chciałabym przestać czuć ten przeszywający ból.
- Wstawaj, jesteś pijany! - słyszę głos Louis'a. W pomieszczeniu znajduję się jeszcze ok 20 osób, kiedy pokój spokojnie zmieściłby ze 30.
- Louis, koleżko, usiądź! Poznaj... te dziewczęta - pijany głos Zayna'a obija się o moje uszy. Jest gruby, pogmatwany i na swój sposób nieco zabawny. Jestem trochę zaniepokojona, nigdy wcześniej nie widziałam Zayn'a w takim stanie, a wyglądał, jakby od nadmiaru alkoholu miał zaraz zwymiotować. Widzę, jak jedna z dziewczyn z blond włosami przedstawia ich sobie, ale Lou ignoruje ją gapiąc się ze złością na mulata.
- Zayn, teraz! Już nigdy więcej do tego nie wrócisz! - Louis jest zły. Wrócić do picia, aż chce się zwrócić? Moją głowę wypełnia wiele pytań o to, jaki zwykł być wcześniej Zayn. Tak wiele o nim nie wiem..
- Pierdol się - odzywa się Zayn, w jego głosie nie słychać już tej nuty zabawy - Zabierz Elenour i spędźcie razem uroczy wieczór - nakazuje.
- A co z Julią? - pyta go wprost. Otwieram usta na wspomnienie o mnie. Szybko je zamykam, muszę usłyszeć jego odpowiedź, nie mam też pojęcia, jak wytrzymuję i nie krzyczę na niego.
- Co z nią? - jego ton nie jest zły, raczej... skupiony. W tym momencie nie wydaje się taki pijany. Dziewczyny nadal tam siedzą wyczekując zakończenia całej tej rozmowy z Louis;em, aby mogły zyskać z powrotem uwagę Zayn'a. Czuję, jak od środka żżera mnie zazdrość.
- Jest tutaj. Jest na tej imprezie Zayn! Rozmawia właśnie z Charles'em, i całe szczęście zatrzyma ją na tak długo, że zdążę cię stąd wyciągnąć, zanim polecisz uprawiać seks z którąś z tych dziewczyn! - Louis wrzeszczy na niego wyrzucając dłonie w stronę zzdzirowatych lasek siedzących obok. Zauważam przebłysk poczucia winy na twarzy Zayn'a. Powinien czuć ogromną winę!!
- Nawet nie jesteśmy razem, więc to nie ma najmniejszego znaczenia - jego słowa kłują mnie prosto w serce, dłużej nie wytrzymuję i ruszam w ich stronę - Ona mnie w ogóle nie obchodzi - szydzi. Ból w klatce jest ogromny i nie jestem w stanie opanować wybuchających we mnie emocji.
- Nie obchodzi?! - unoszę głos wyzywająco, uwaga wszystkich zebranych w momencie skupia się na mnie. Zayn wygląda na przerażonego i złego, dziwna kombinacja, ale to właśnie wyrażała jego twarz.
- Nie powinno cię tu być? - syczy przez zaciśnięte zęby. Wiem, że nie mam żadnej racji do smutku, faktycznie, nie byliśmy parą, ale moje uczucia zwyciężają, jeżeli chodzi o niego. Przy nim moje czyny nie mają żadnego logicznego sensu.
- Ja nie powinnam tu być? Obchodzę cię na tyle, abyś wyjaśnił mi co robią te dwie gołe laski na kanapie? - nie są nagie, ale mogłyby być. Niemalże strącam jedną z nich na ziemię, kiedy z cwaniackim uśmieszkiem flirciarsko dotyka uda Zayn'a.
- Jest tutaj z nami kochana, pamiętaj, zawsze jest kolejny dzień - egoistyczny głos blondyny obija się o moje uszy. Dziewczyna po drugiej stronie gapi się na mnie - ta, która cmoknęła go w policzek i, do której chłopak szeptał uwodzicielsko. Ma piękną, ciemną karnację, brązowe włosy i oszałamiające karmelowe tęczówki. Wygląda jak modelka i idealnie pasuje do Zayn'a. Zaciskam szczękę i patrzę się wściekła na mulata.
- Więc, wczorajszy dzień również nie miał sensu? Poruszyliśmy się w przód, by stanąć tutaj? Gdzie jesteś pijany i puszczasz się z tymi dziwkami? - gestykuluję na nie ze złością. Nie próbuję nawet odwrócić uwagi z siebie, wolę zatonąć i kontynuować tą kłótnię - jakaś nudna brunetka wrzeszczy na chłopaka z bractwa, muszę wyglądać jak jakaś nieznośna siostrzyczka.
- Dlaczego cię to obchodzi! - podnosi się z kanapy.
Cieszę się, że już dłużej go nie dotykają. Mulat kołysze się lekko, dlatego Louis kładzie dłoń na jego ramieniu pomagając mu utrzymać równowagę. Dziewczyna - modelka, gapi się na nas z rozbawieniem, co wkurza mnie bardziej, niż powinno.
- Stary, nie rób i nie mów niczego, co będziesz później żałował - Louis stara się go uspokoić.
- Co, kolejny facet zainteresowany idealną Juleczką? - słowo, w jaki wypowiada 'idealną' brzmi jak zniewaga, jest jak uderzenie prosto w twarz. Nie mówił tego w dobry sposób, tylko, jakbym była najgorszą osoba, jaką można sobie wyobrazić. Bez wątpienia, w żadnym stopniu nie jestem idealna, ale on nadal wciąż to powtarza.
- Zayn wypatrywałam ciebie! - niespodziewanie Zayn popycha Louis'a w tył. Nie jakoś mocno, ale wystarczająco, aby brunet cofnął się znacznie. Jego oczy błyszczą czystą złością, kiedy wraca do mulata.
- Jestem pewien, że napawasz się tym, że nie jestem perfekcyjny - Zayn odwraca się do mnie z otwartymi ramionami - Jestem pewien, że wolałabyś być teraz na górze pochłonięta rozmową z-z Liam'em lub Charles'em! Oni nie są tak poprani, jak ja! - wrzeszczy na mnie.
Jego słowa przypominają mi o nocy, w której przyszłam po książkę z Chemii. Powiedział mi wtedy, że zauważył, iż wolę tych 'grzecznych'.. Czy to właśnie go trapiło? Dlatego, że przyjaźniłam się z Liam'em? Czy tak uważa? Żyje w przekonaniu, że wie o mnie tak wiele, kiedy rzeczywistość jest całkiem inna - nawet wczoraj przyznał się, że nie ma pojęcia czego od niego chce.
To koło - w którym wypowiadał sprzeczne ze sobą słowa, a robił całkiem coś przeciwnego, męczy mnie. Wysyła mój umysł i emocje w stan, w którym jestem zupełnie zakłopotana i nieświadoma otaczającego mnie świata. Nie mam pojęcia co mu odpyskować, nie wiedziałam co się między nami dzieje.
- Zayn! Przestań!! - Louis nakazuje mu. Jestem zaskoczona tonem, którego użył, nigdy nie wyobrażałam go sobie takiego śmiertelnie poważnego. Gdyby coś mi rozkazał, z pewnością bym go posłuchała. Myślę, że teraz wybór zawodu w świecie biznesy nabiera dla mnie sensu.
- Prawdopodobnie marzysz, aby wrócić do idealnego świata! Tego, zanim mnie poznałaś! - Zayn zupełnie ignoruje prośby przyjaciela i krzyczy na mnie. Wyczuwam nutę zranienia w jego głosie, ale obwinianie mnie jest znacznie bardziej dominujące. Patrzę pomiędzy Zayn'em i Louis'em zanim odpowiadam pełna wściekłości na jego ciągłe zarzuty.
- Skąd możesz to wiedzieć? - naskakuję na niego - Nie znasz szczegółów z mojego życia i wiedz, że nie było idealnie! - w niektórych momentach było nieco nudno, ale w innych nie, ale nie chcę o tym myśleć.
- Oh, właśnie że było Julio - uśmiecha się do mnie w sposób, którego wręcz nie cierpię. Mimo, że jest zupełnie pijany w jakiś sposób utrzymuje w sobie swoją przyzwoicie spokojną stronę - Miałaś idealne życie w małym miasteczku - wypowiada te słowa bardzo powoli - Miałaś cholernie idealną rodzinę, gównianego chłoptasia, którego znałaś od małego i wiesz co? Zdradził cię! - wrzeszczy.
Jego słowa wbijają się we mnie niczym ostre noże. Moje usta otwierają się, czuję że w oczach pojawiają się łzy. Wiem, jest pijany, nie myśli racjonalnie... Te słowa, przypomniały mi, że mu ufałam, a on z taką łatwością podzielił się moją słodką tajemnicą z innymi... Nie patrzę na niego, sądzę, że właśnie zdał sobie sprawę z tego co powiedział. Zamilkł.
Nie potrafię teraz prosto myśleć, moje ciało drży, a serce boli. Zayn siedzi tu z dwoma dziewczynami, którymi zupełnie nie powinnam się przejmować, odkąd nigdy nie byliśmy razem ale przejmowałam... Czuję się jakby odrzucał nadzieję dla nas, a ten komentarz o Macie wykrusza całe podarowane mu zaufanie.
- Jula.. - słyszę delikatny głos Louis'a, kiedy dotka mojego ramienia.
- Wracaj do swojego pierdolonego, idealnego życia - nic nie rozumiem, prosto w twarz krzyczy na mnie o moim jakże perfekcyjnym życiu, a następnie wypomina zdradę Matt'a. Kontra. Serce nadal mnie boli. Jak mógł wykrzyczeć sekret, który znaliśmy tylko my, no oprócz Sary.
- Czekasz na swojego czarującego księcia na białym koniu, czy mam powtórzyć? - głos Zayn'a jest nadal uniesiony. W końcu podnoszę na niego swój wzrok i ledwie jestem w stanie to robić. Gapi się na mnie i zanim znów jego wzrok zatapia się w chłodzie zauważam poczucie winy.
- Zostaw to w spokoju! - Louis błagał, aby przestał, już nie brzmiał tak dominująco. Oboje patrzymy na siebie, po czym zwracamy się do Zayn'a. Brak mi słów na jego czyny i słowa, jestem wdzięczna Louis'owi, że tu ze mną jest.
Nastała cisza, czuję, że moje oczy napełniły się łzami. Spoglądam na Louis'a, który gapi się na Zayn'a wyczekując od niego jakiejś reakcji. Mulat przerzuca wzrok raz na mnie, raz na przyjaciela, pewnie zastanawia się co zrobić, co powiedzieć.
Wydaje się, że każdy wyczekuje następnego kroku Zayn'a, napięłam każdy mięsień w swoim ciele przygotowując się na to co powie. Dziewczyny z kanapy gapią się na całe zajście z szokiem i rozbawieniem. Ludzie dokoła są zbyt pijani, by cokolwiek zauważyć, a ci którzy nie są mają wzrok wbity w mulata.
- Kurwa... - buczy -Wiesz co Julio? Zostaw mnie! Mam dość użerania się z tobą i pogrywania w tę durną grę! - drze się podtrzymując głowę dłońmi kiedy wręczy wybiega z pokoju. Grę.. dość pogrywania, a jednak. Patrzę w stronę, gdzie zniknął, czuję dotyk Louis'a. Odwracam się spotykając jego spokojnie niebieskie tęczówki.
On widzi, że jego słowa mocno mnie zraniły, że scena, która sekundy temu się rozwinęła, jakby spoliczkowała mnie. Czuje, że od środka rozsadza mnie ból, nawet jeśli z całej siły próbuję to ukryć. Podchodzi bliżej.
- Powinnaś wracać do domu... Zajmę się nim. Nie bierz niczego co powiedział prosto do serca, zazwyczaj nie pije, żeby się upić, ale jeśli już to się wydarzy... jest w totalnym bałaganie. Nie wie co mówi - zapewnia mnie.
- Myślę, że miał to na myśli bardziej niż nam się wydaje.. - mamroczę gapiąc się za Zayn'em. Chcę mi się płakać. To co powiedział przed chwilą - że jestem grą, zobolało mocniej, niż obrzucenie mnie ohydnym czynem Matt'a. Obiecał, że nie byłam...
Jedyna co czuję to ból, rozkruszenie, zakłopotanie, złość.. wszystkie negatywne uczucia, jakie mogły mnie kiedykolwiek omiotać. Czuję się dokładnie tak samo, gdy odkryłam zdradę Matt'a. Przeczesuję dłonią swoje loki i potrząsam głową.
- Nie chcę wychodzić - Tak naprawdę to tak, ale czułam się źle zostawiając go w takim stanie. To nie ja powinnam się nim zajmować... ale choć powiedział tyle bolesnych słów nadal chciałam być przy nim, pomóc.
- Posłuchaj Jula... nie powinnaś się teraz mieszać, pozwól mu samemu poradzić sobie z tym wszystkim. W tym stanie.. to nie jest wobec ciebie w porządku - wyjaśnia. Wiem, że ma racje, gdy do niego pójdę nawrzeszczy na mnie, obrzuci gorszymi obelgami, nie będzie miał pohamowań.
- Myślę, że ty też nie powinieneś - wytykam cicho.
- Wezmę ze sobą Charles'a do pomocy. On posłucha nas obu, ufa nam najbardziej z wszystkich - rozgląda się po pomieszczeniu.
- Louis powinieneś spędzać ten wieczór z Elenour. Poradzę sobie - wątpię, że mi się uda, ale nie chcę rujnować miłych chwil Louis'a przez nasze problemy z Zayn'em.
- Julia, nie dasz rady ze wszystkim - uśmiecha się do mnie - Choć miła atmosfra tego wieczoru już dawno się ulotniła, powtrzymamy go przed całkowitym zrujnowaniem - Louis wzrusza ramionami, przeciera twarz dłonią i uśmiecha się do mnie ciepło - Obiecaj mi, że pójdziesz prosto do domu. Nie chcę, abyś narobiła sobie przez niego kłopotów... nie powinnaś.
Odwzajemniam gest, jestem mu wdzięczna za pomoc i zrozumienie, chociaż nigdy wcześniej tak szczerze nie rozmawialiśmy. Wiem, że jest dobrym chłopakiem. Próbuje zrozumieć mój dylemat z Zayn'em i cieszę się, że mam go za pzjaciela.
- Okej - zgadzam się - Napiszesz mi, jak już wszystko się wyprostuje? Dasz znać jak z nim?
- Oczywiście - podaje mi swój telefon. Powoli wpisuję mu swój numer. Mimo jego pocieszającego zachowania słowa Zayn'a o tym, że jestem grą utkwiły w mojej głowie. Nigdy nie chciałam tego od niego usłyszeć.
- Dzięki - oddaję mu urządzenie do rąk, kiedy prowadzi mnie po schodach na górę.
- Jeśli zauważę, że nie wyszłaś, nie będzie z tobą najlepiej - ostrzega mnie z uśmiechem. Udaje mi się lekko zaśmiać i oboje rozchodzimy się w przeciwne strony. Przeciskam się przez tłum w poszukiwaniu Sary. Rozglądam się również za Zayn'em. Nie patrząc na prośbę Louis'a, jeśli tylko wpadnę na mulata, od razu z nim pogadam zanim wyjdę. W końcu zauważam dwie blon czupryny siedzące obok siebie.
- Sara! - wołam ją. Dziewczyna siedzi na kolanach Niall'a, udaje mi się przykuć jej uwagę.
- Co jest? - rozgląda się, jakby zapomniała, że jest na imprezie.
- Powinnyśmy już iść... - mówię powoli. Nie mam ochoty wyjaśniać jej całego zajścia, teraz, w połowie imprezy.
- Wszystko w porządku? - marszczy czoło. Przytakuję powoli, kiedy Niall odchrząkuje. Dziewczyna wstaje i poprawia swoje ubranie.
- Tak - zapewniam ją - Powinnyśmy po prostu iść, teraz proszę - błagam ją. Rzuca we mnie spojrzeniem typu okej, ale mam nadzieję, że masz jakieś wyjaśnienie.
- Pa - odwraca się do Niall'a, oboje dzielą szybki pocałunek na pożegnanie, na co ona lekko się śmieje. Wstawiam siebie i Zayn'a na ich miejsce. Nie miałabym problemów z określeniem w jakim punkcie stoimy, moglibyśmy najzwyczajniej w świecie przyjść na imprezę, pogadać z innymi i nic innego by się nie liczyło.
Wiedziałabym, że między nami wszystko w jak najlepszym porządku, bez problemu publicznie ukazywalibyśmy swoje uczucia, bez kłótni, bylibyśmy w stanie rozwijać swój związek, a nie cofać się w tył. Sara i Niall jeszcze nigdy się nie pokłócili, chłopak nie doprowadził jej do łez.
Przyglądam się tej całującej się dwójce, jakby co najmniej było to ich ostatnie spotkanie. Obserwując ich spełniony związek czuję zazdrość i szczęście.
- Pa Sar - chłopak uśmiecha się. Sara łapie mnie za rękę i uciekamy z domu wychodząc na świeże, chłodne powietrze. Podmuch wiatru i świadomość tego, że jestem na zewnątrz odciążają mnie trochę i pozwalają na głęboki oddech. Otwarta przestrzeń i zimna, nocna aura uspokajają moje zagmatwane myśli.
Obie nie odzywając się podążamy w stronę samochodu, naszą ciszę przerywa tylko dudniąca muzyka dochodząca z domu z naszymi plecami. Czuję się, jakby zdrętwiała, moje myśli to jeden wielki bałagan, nie mogę się na niczym skupić.
Zwracam uwagę na stawianiu kroków na miękkiej trawie - to takie dziwne, cały świat wydaje się być taki spokojny, kiedy przez moje życie przechodzi nieustępliwy huragan. Razem z Sarą już prawie siedzimy w samochodzie, kiedy ktoś nas woła.
- Hej, gdzie idziecie? - odwracamy się i wypatrujemy podążającego do nas Charles'a. Sara uśmiecha się witając go uściskiem, myślę, że oni znają się lepiej, niż sądziłam.
- Musimy lecieć - wyjaśniam wskazując kciukiem na samochód, jakby to wcale nie było takie oczywiste.
- Miałem nadzieję, że pobawimy się nieco dłużej - uśmiecha się do nas ukazując swe białe zęby.
- Mamy jutro dużo do załatwienia - odpowiadam, zanim Sara zdąża otworzyć usta - Ale dzięki za zaproszenie - uśmiecham się najpiękniej, jak potrafię i odwracam się do maszyny.
- Na razie Charle's - Sara dotyka ramienia chłopaka na pożegnanie i wsiada razem ze mną.
- Do zobaczenia dziewczęta - macha do nas i obserwuje, jak odjeżdżamy. Kiedy zostawiamy imprezę za naszymi plecami, czuję jak większość ciężaru spada z moich ramion. Niestety wkrótce opanowują mnie nerwy. Czuję ulgę, że jestem z dala od gorączkowej sceny, a stres o to co stanie się teraz z Zayn'em i Louis'em.
Spoglądam na komórkę, mam nadzieję, że Louis'owi uda się poradzić z pijanym mulatem. Po chwili , kiedy jesteśmy bliżej akademików Sara włącza radio. Ledwie zauważyłam, że jedziemy już od jakiegoś czasu.
- Może w końcu mi to wyjaśnisz? - moje serce zaczyna boleć - muszę jej powiedzieć o tej całej awanturze. Nie jestem pewna, jak ona na to zareaguje, nie mam ochoty powtarzać jej słów Zayn'a, ale czy powinnam je brać do serca? Pijany, czy nie powiedział to... podciągam się na fotelu kładąc obie dłonie na miękkim materiale, gapię się przez okno na przemijające światła ulicznych lamp.
- Mogę to zrobić jutro? Na śniadaniu zaraz po kościele? - nasze zwykłe zajęcia z Sarą pozwalają mi zapomnieć o tym całym dramacie, przynajmniej na moment...
- Jasne - mówi delikatnie podkręcając z powrotem radio.
Tej nocy nie mogę zasnąć.
Jestem sama - ja i dręczące mnie myśli. Co ja wyprawiam? Czego oczekiwałam od Zayn'a? Przeciwko mojemu sumieniu zaufałam mu tamtej nocy i ufałam cały ten czas.
Jak mogę mu nadal ufać z tym co mi powiedział? Złamał je.. gdybym mogła powrócić do tej nocy, krzyczałabym do siebie, żeby nie mówić mu o Macie, o swoim idealnym, nudnym życiu.. ale czy szczerzę tego chcę? Żeby mnie nie poznał?
Jego słowa są jedynym co wypełnia moje myśli.. te o Macie - to co mnie zraniło, oraz te którymi zakończył - Mam dość pogrywania z tobą w tą popierdoloną grę. W ciszy nocy czuję jak po moim policzku spływa pojedyncza łza.
Zaufanie i nadzieja do tego chłopaka, dla nas... powoli zanikała.
* Won't Go Home Without You - Maroon 5
* Poison & Wine - The Civil Wars
* How To Be a Heartbreaker - Marina and The Diamonds
W chwili kiedy Harry wypowiada te słowa wyrywam się z jego uścisku, miliony sytuacji przebiegają przez moje myśli. Został pobity? Wszystko z nim w porządku? Był pijany? Za dużo pytań rodzi się w mojej głowie, nie mogę sobie z nimi poradzić. Jedyne co jestem w stanie zrobić to wyrwanie się z ramion zielonookiego i wtargnięcie do środka w poszukiwaniu mulata.
Moje nogi w końcu łapią kontakt z mózgiem i szybko prześlizguję się pomiędzy spoconymi ciałami podążają za Louis'em. Nawet nie zwracają na mnie uwagi, są zbyt pijani, żeby choćby stwierdzić gdzie się obecnie znajdują.
Nie spodoba ci się to co zobaczysz. Co do diabła miał na myśl? Co się kurwa tutaj dzieje?! Czuje ścisk w klatce piersiowej i wzrastającą we mnie panikę, kiedy odnajduję Louis'a schodzącego w dół po schodach. Oboje z Harry'm zachowywali się tak tajemniczo, to nie wróżyło nic dobrego.
Jeszcze nigdy nie byłam w tutejszych piwnicach, idę za Louis'em wchodząc do przyciemnionego pomieszczenia. Znajduę się tu mniej ludzi, ale jest dwa razy goręcej. Ludzie kręcą się dokoła, obijają o ściany. Hałas powodują ludzie, a nie muzyka.
Woń alkoholu skupia się na dywanie w blado niebieskim odcieniu - leży on na podłodze. Potrząsam głową starając się nie wdychać tego okropnego smrodu, kiedy przeciskam się za brunetem do drugiego salonu.
W drugim pomieszczeniu jest jeszcze mniej osób, jest ciszej i intymniej. Okazało się też być nieco chłodniej, w tle słychać też całkiem inną muzykę, niż tam na górze. Rozglądam się w poszukiwani Louis'a i wtedy zauważam jego.
Zayn siedzi na kanapie z dwoma dziewczynami po obu stronach, w ręku trzyma czerwony kubek pełny trunku - większość płynu wylała się wokół. Obie rzucają głowami w tył śmiejąc się.
Na widok Zayn'a z innymi laskami zzuję zacisk w klatce piersiowej, napinam szczękę. Nie odzywam się słowem, kiedy niezauważona podchodzę bliżej Louis'a. Odpycham od siebie chęć podejścia tam i nawrzeszczenia na niego za to, że uwierzyłam mu, że chciał ruszyć dalej - pozwalam zrobić to najpierw Louis'owi mając nadzieję, że nie zobaczę tej całej scenki.
Zobaczenie go z dwoma pięknościami u boku boli, chociaż wiem, że nie jesteśmy parą. Jednak głupia po wczorajszym dniu pomyślałam, że oboje ruszymy we właściwym kierunku, myliłam się, zakotwiczyliśmy tutaj. Czuję jak moje serce niemal zatrzymuje się, kiedy jedna z dziewczyn składa buziaka na policzku Zayn'a a zaraz potem kładzie dłoń na jego torsie.
Zayn uśmiecha się przelotnie i szepcze coś do jej ucha, na co ona chichocze z uśmiechem. ZAaciskam szczękę jeszcze mocniej, chciałabym przestać czuć ten przeszywający ból.
- Wstawaj, jesteś pijany! - słyszę głos Louis'a. W pomieszczeniu znajduję się jeszcze ok 20 osób, kiedy pokój spokojnie zmieściłby ze 30.
- Louis, koleżko, usiądź! Poznaj... te dziewczęta - pijany głos Zayna'a obija się o moje uszy. Jest gruby, pogmatwany i na swój sposób nieco zabawny. Jestem trochę zaniepokojona, nigdy wcześniej nie widziałam Zayn'a w takim stanie, a wyglądał, jakby od nadmiaru alkoholu miał zaraz zwymiotować. Widzę, jak jedna z dziewczyn z blond włosami przedstawia ich sobie, ale Lou ignoruje ją gapiąc się ze złością na mulata.
- Zayn, teraz! Już nigdy więcej do tego nie wrócisz! - Louis jest zły. Wrócić do picia, aż chce się zwrócić? Moją głowę wypełnia wiele pytań o to, jaki zwykł być wcześniej Zayn. Tak wiele o nim nie wiem..
- Pierdol się - odzywa się Zayn, w jego głosie nie słychać już tej nuty zabawy - Zabierz Elenour i spędźcie razem uroczy wieczór - nakazuje.
- A co z Julią? - pyta go wprost. Otwieram usta na wspomnienie o mnie. Szybko je zamykam, muszę usłyszeć jego odpowiedź, nie mam też pojęcia, jak wytrzymuję i nie krzyczę na niego.
- Co z nią? - jego ton nie jest zły, raczej... skupiony. W tym momencie nie wydaje się taki pijany. Dziewczyny nadal tam siedzą wyczekując zakończenia całej tej rozmowy z Louis;em, aby mogły zyskać z powrotem uwagę Zayn'a. Czuję, jak od środka żżera mnie zazdrość.
- Jest tutaj. Jest na tej imprezie Zayn! Rozmawia właśnie z Charles'em, i całe szczęście zatrzyma ją na tak długo, że zdążę cię stąd wyciągnąć, zanim polecisz uprawiać seks z którąś z tych dziewczyn! - Louis wrzeszczy na niego wyrzucając dłonie w stronę zzdzirowatych lasek siedzących obok. Zauważam przebłysk poczucia winy na twarzy Zayn'a. Powinien czuć ogromną winę!!
- Nawet nie jesteśmy razem, więc to nie ma najmniejszego znaczenia - jego słowa kłują mnie prosto w serce, dłużej nie wytrzymuję i ruszam w ich stronę - Ona mnie w ogóle nie obchodzi - szydzi. Ból w klatce jest ogromny i nie jestem w stanie opanować wybuchających we mnie emocji.
- Nie obchodzi?! - unoszę głos wyzywająco, uwaga wszystkich zebranych w momencie skupia się na mnie. Zayn wygląda na przerażonego i złego, dziwna kombinacja, ale to właśnie wyrażała jego twarz.
- Nie powinno cię tu być? - syczy przez zaciśnięte zęby. Wiem, że nie mam żadnej racji do smutku, faktycznie, nie byliśmy parą, ale moje uczucia zwyciężają, jeżeli chodzi o niego. Przy nim moje czyny nie mają żadnego logicznego sensu.
- Ja nie powinnam tu być? Obchodzę cię na tyle, abyś wyjaśnił mi co robią te dwie gołe laski na kanapie? - nie są nagie, ale mogłyby być. Niemalże strącam jedną z nich na ziemię, kiedy z cwaniackim uśmieszkiem flirciarsko dotyka uda Zayn'a.
- Jest tutaj z nami kochana, pamiętaj, zawsze jest kolejny dzień - egoistyczny głos blondyny obija się o moje uszy. Dziewczyna po drugiej stronie gapi się na mnie - ta, która cmoknęła go w policzek i, do której chłopak szeptał uwodzicielsko. Ma piękną, ciemną karnację, brązowe włosy i oszałamiające karmelowe tęczówki. Wygląda jak modelka i idealnie pasuje do Zayn'a. Zaciskam szczękę i patrzę się wściekła na mulata.
- Więc, wczorajszy dzień również nie miał sensu? Poruszyliśmy się w przód, by stanąć tutaj? Gdzie jesteś pijany i puszczasz się z tymi dziwkami? - gestykuluję na nie ze złością. Nie próbuję nawet odwrócić uwagi z siebie, wolę zatonąć i kontynuować tą kłótnię - jakaś nudna brunetka wrzeszczy na chłopaka z bractwa, muszę wyglądać jak jakaś nieznośna siostrzyczka.
- Dlaczego cię to obchodzi! - podnosi się z kanapy.
Cieszę się, że już dłużej go nie dotykają. Mulat kołysze się lekko, dlatego Louis kładzie dłoń na jego ramieniu pomagając mu utrzymać równowagę. Dziewczyna - modelka, gapi się na nas z rozbawieniem, co wkurza mnie bardziej, niż powinno.
- Stary, nie rób i nie mów niczego, co będziesz później żałował - Louis stara się go uspokoić.
- Co, kolejny facet zainteresowany idealną Juleczką? - słowo, w jaki wypowiada 'idealną' brzmi jak zniewaga, jest jak uderzenie prosto w twarz. Nie mówił tego w dobry sposób, tylko, jakbym była najgorszą osoba, jaką można sobie wyobrazić. Bez wątpienia, w żadnym stopniu nie jestem idealna, ale on nadal wciąż to powtarza.
- Zayn wypatrywałam ciebie! - niespodziewanie Zayn popycha Louis'a w tył. Nie jakoś mocno, ale wystarczająco, aby brunet cofnął się znacznie. Jego oczy błyszczą czystą złością, kiedy wraca do mulata.
- Jestem pewien, że napawasz się tym, że nie jestem perfekcyjny - Zayn odwraca się do mnie z otwartymi ramionami - Jestem pewien, że wolałabyś być teraz na górze pochłonięta rozmową z-z Liam'em lub Charles'em! Oni nie są tak poprani, jak ja! - wrzeszczy na mnie.
Jego słowa przypominają mi o nocy, w której przyszłam po książkę z Chemii. Powiedział mi wtedy, że zauważył, iż wolę tych 'grzecznych'.. Czy to właśnie go trapiło? Dlatego, że przyjaźniłam się z Liam'em? Czy tak uważa? Żyje w przekonaniu, że wie o mnie tak wiele, kiedy rzeczywistość jest całkiem inna - nawet wczoraj przyznał się, że nie ma pojęcia czego od niego chce.
To koło - w którym wypowiadał sprzeczne ze sobą słowa, a robił całkiem coś przeciwnego, męczy mnie. Wysyła mój umysł i emocje w stan, w którym jestem zupełnie zakłopotana i nieświadoma otaczającego mnie świata. Nie mam pojęcia co mu odpyskować, nie wiedziałam co się między nami dzieje.
- Zayn! Przestań!! - Louis nakazuje mu. Jestem zaskoczona tonem, którego użył, nigdy nie wyobrażałam go sobie takiego śmiertelnie poważnego. Gdyby coś mi rozkazał, z pewnością bym go posłuchała. Myślę, że teraz wybór zawodu w świecie biznesy nabiera dla mnie sensu.
- Prawdopodobnie marzysz, aby wrócić do idealnego świata! Tego, zanim mnie poznałaś! - Zayn zupełnie ignoruje prośby przyjaciela i krzyczy na mnie. Wyczuwam nutę zranienia w jego głosie, ale obwinianie mnie jest znacznie bardziej dominujące. Patrzę pomiędzy Zayn'em i Louis'em zanim odpowiadam pełna wściekłości na jego ciągłe zarzuty.
- Skąd możesz to wiedzieć? - naskakuję na niego - Nie znasz szczegółów z mojego życia i wiedz, że nie było idealnie! - w niektórych momentach było nieco nudno, ale w innych nie, ale nie chcę o tym myśleć.
- Oh, właśnie że było Julio - uśmiecha się do mnie w sposób, którego wręcz nie cierpię. Mimo, że jest zupełnie pijany w jakiś sposób utrzymuje w sobie swoją przyzwoicie spokojną stronę - Miałaś idealne życie w małym miasteczku - wypowiada te słowa bardzo powoli - Miałaś cholernie idealną rodzinę, gównianego chłoptasia, którego znałaś od małego i wiesz co? Zdradził cię! - wrzeszczy.
Jego słowa wbijają się we mnie niczym ostre noże. Moje usta otwierają się, czuję że w oczach pojawiają się łzy. Wiem, jest pijany, nie myśli racjonalnie... Te słowa, przypomniały mi, że mu ufałam, a on z taką łatwością podzielił się moją słodką tajemnicą z innymi... Nie patrzę na niego, sądzę, że właśnie zdał sobie sprawę z tego co powiedział. Zamilkł.
Nie potrafię teraz prosto myśleć, moje ciało drży, a serce boli. Zayn siedzi tu z dwoma dziewczynami, którymi zupełnie nie powinnam się przejmować, odkąd nigdy nie byliśmy razem ale przejmowałam... Czuję się jakby odrzucał nadzieję dla nas, a ten komentarz o Macie wykrusza całe podarowane mu zaufanie.
- Jula.. - słyszę delikatny głos Louis'a, kiedy dotka mojego ramienia.
- Wracaj do swojego pierdolonego, idealnego życia - nic nie rozumiem, prosto w twarz krzyczy na mnie o moim jakże perfekcyjnym życiu, a następnie wypomina zdradę Matt'a. Kontra. Serce nadal mnie boli. Jak mógł wykrzyczeć sekret, który znaliśmy tylko my, no oprócz Sary.
- Czekasz na swojego czarującego księcia na białym koniu, czy mam powtórzyć? - głos Zayn'a jest nadal uniesiony. W końcu podnoszę na niego swój wzrok i ledwie jestem w stanie to robić. Gapi się na mnie i zanim znów jego wzrok zatapia się w chłodzie zauważam poczucie winy.
- Zostaw to w spokoju! - Louis błagał, aby przestał, już nie brzmiał tak dominująco. Oboje patrzymy na siebie, po czym zwracamy się do Zayn'a. Brak mi słów na jego czyny i słowa, jestem wdzięczna Louis'owi, że tu ze mną jest.
Nastała cisza, czuję, że moje oczy napełniły się łzami. Spoglądam na Louis'a, który gapi się na Zayn'a wyczekując od niego jakiejś reakcji. Mulat przerzuca wzrok raz na mnie, raz na przyjaciela, pewnie zastanawia się co zrobić, co powiedzieć.
Wydaje się, że każdy wyczekuje następnego kroku Zayn'a, napięłam każdy mięsień w swoim ciele przygotowując się na to co powie. Dziewczyny z kanapy gapią się na całe zajście z szokiem i rozbawieniem. Ludzie dokoła są zbyt pijani, by cokolwiek zauważyć, a ci którzy nie są mają wzrok wbity w mulata.
- Kurwa... - buczy -Wiesz co Julio? Zostaw mnie! Mam dość użerania się z tobą i pogrywania w tę durną grę! - drze się podtrzymując głowę dłońmi kiedy wręczy wybiega z pokoju. Grę.. dość pogrywania, a jednak. Patrzę w stronę, gdzie zniknął, czuję dotyk Louis'a. Odwracam się spotykając jego spokojnie niebieskie tęczówki.
On widzi, że jego słowa mocno mnie zraniły, że scena, która sekundy temu się rozwinęła, jakby spoliczkowała mnie. Czuje, że od środka rozsadza mnie ból, nawet jeśli z całej siły próbuję to ukryć. Podchodzi bliżej.
- Powinnaś wracać do domu... Zajmę się nim. Nie bierz niczego co powiedział prosto do serca, zazwyczaj nie pije, żeby się upić, ale jeśli już to się wydarzy... jest w totalnym bałaganie. Nie wie co mówi - zapewnia mnie.
- Myślę, że miał to na myśli bardziej niż nam się wydaje.. - mamroczę gapiąc się za Zayn'em. Chcę mi się płakać. To co powiedział przed chwilą - że jestem grą, zobolało mocniej, niż obrzucenie mnie ohydnym czynem Matt'a. Obiecał, że nie byłam...
Jedyna co czuję to ból, rozkruszenie, zakłopotanie, złość.. wszystkie negatywne uczucia, jakie mogły mnie kiedykolwiek omiotać. Czuję się dokładnie tak samo, gdy odkryłam zdradę Matt'a. Przeczesuję dłonią swoje loki i potrząsam głową.
- Nie chcę wychodzić - Tak naprawdę to tak, ale czułam się źle zostawiając go w takim stanie. To nie ja powinnam się nim zajmować... ale choć powiedział tyle bolesnych słów nadal chciałam być przy nim, pomóc.
- Posłuchaj Jula... nie powinnaś się teraz mieszać, pozwól mu samemu poradzić sobie z tym wszystkim. W tym stanie.. to nie jest wobec ciebie w porządku - wyjaśnia. Wiem, że ma racje, gdy do niego pójdę nawrzeszczy na mnie, obrzuci gorszymi obelgami, nie będzie miał pohamowań.
- Myślę, że ty też nie powinieneś - wytykam cicho.
- Wezmę ze sobą Charles'a do pomocy. On posłucha nas obu, ufa nam najbardziej z wszystkich - rozgląda się po pomieszczeniu.
- Louis powinieneś spędzać ten wieczór z Elenour. Poradzę sobie - wątpię, że mi się uda, ale nie chcę rujnować miłych chwil Louis'a przez nasze problemy z Zayn'em.
- Julia, nie dasz rady ze wszystkim - uśmiecha się do mnie - Choć miła atmosfra tego wieczoru już dawno się ulotniła, powtrzymamy go przed całkowitym zrujnowaniem - Louis wzrusza ramionami, przeciera twarz dłonią i uśmiecha się do mnie ciepło - Obiecaj mi, że pójdziesz prosto do domu. Nie chcę, abyś narobiła sobie przez niego kłopotów... nie powinnaś.
Odwzajemniam gest, jestem mu wdzięczna za pomoc i zrozumienie, chociaż nigdy wcześniej tak szczerze nie rozmawialiśmy. Wiem, że jest dobrym chłopakiem. Próbuje zrozumieć mój dylemat z Zayn'em i cieszę się, że mam go za pzjaciela.
- Okej - zgadzam się - Napiszesz mi, jak już wszystko się wyprostuje? Dasz znać jak z nim?
- Oczywiście - podaje mi swój telefon. Powoli wpisuję mu swój numer. Mimo jego pocieszającego zachowania słowa Zayn'a o tym, że jestem grą utkwiły w mojej głowie. Nigdy nie chciałam tego od niego usłyszeć.
- Dzięki - oddaję mu urządzenie do rąk, kiedy prowadzi mnie po schodach na górę.
- Jeśli zauważę, że nie wyszłaś, nie będzie z tobą najlepiej - ostrzega mnie z uśmiechem. Udaje mi się lekko zaśmiać i oboje rozchodzimy się w przeciwne strony. Przeciskam się przez tłum w poszukiwaniu Sary. Rozglądam się również za Zayn'em. Nie patrząc na prośbę Louis'a, jeśli tylko wpadnę na mulata, od razu z nim pogadam zanim wyjdę. W końcu zauważam dwie blon czupryny siedzące obok siebie.
- Sara! - wołam ją. Dziewczyna siedzi na kolanach Niall'a, udaje mi się przykuć jej uwagę.
- Co jest? - rozgląda się, jakby zapomniała, że jest na imprezie.
- Powinnyśmy już iść... - mówię powoli. Nie mam ochoty wyjaśniać jej całego zajścia, teraz, w połowie imprezy.
- Wszystko w porządku? - marszczy czoło. Przytakuję powoli, kiedy Niall odchrząkuje. Dziewczyna wstaje i poprawia swoje ubranie.
- Tak - zapewniam ją - Powinnyśmy po prostu iść, teraz proszę - błagam ją. Rzuca we mnie spojrzeniem typu okej, ale mam nadzieję, że masz jakieś wyjaśnienie.
- Pa - odwraca się do Niall'a, oboje dzielą szybki pocałunek na pożegnanie, na co ona lekko się śmieje. Wstawiam siebie i Zayn'a na ich miejsce. Nie miałabym problemów z określeniem w jakim punkcie stoimy, moglibyśmy najzwyczajniej w świecie przyjść na imprezę, pogadać z innymi i nic innego by się nie liczyło.
Wiedziałabym, że między nami wszystko w jak najlepszym porządku, bez problemu publicznie ukazywalibyśmy swoje uczucia, bez kłótni, bylibyśmy w stanie rozwijać swój związek, a nie cofać się w tył. Sara i Niall jeszcze nigdy się nie pokłócili, chłopak nie doprowadził jej do łez.
Przyglądam się tej całującej się dwójce, jakby co najmniej było to ich ostatnie spotkanie. Obserwując ich spełniony związek czuję zazdrość i szczęście.
- Pa Sar - chłopak uśmiecha się. Sara łapie mnie za rękę i uciekamy z domu wychodząc na świeże, chłodne powietrze. Podmuch wiatru i świadomość tego, że jestem na zewnątrz odciążają mnie trochę i pozwalają na głęboki oddech. Otwarta przestrzeń i zimna, nocna aura uspokajają moje zagmatwane myśli.
Obie nie odzywając się podążamy w stronę samochodu, naszą ciszę przerywa tylko dudniąca muzyka dochodząca z domu z naszymi plecami. Czuję się, jakby zdrętwiała, moje myśli to jeden wielki bałagan, nie mogę się na niczym skupić.
Zwracam uwagę na stawianiu kroków na miękkiej trawie - to takie dziwne, cały świat wydaje się być taki spokojny, kiedy przez moje życie przechodzi nieustępliwy huragan. Razem z Sarą już prawie siedzimy w samochodzie, kiedy ktoś nas woła.
- Hej, gdzie idziecie? - odwracamy się i wypatrujemy podążającego do nas Charles'a. Sara uśmiecha się witając go uściskiem, myślę, że oni znają się lepiej, niż sądziłam.
- Musimy lecieć - wyjaśniam wskazując kciukiem na samochód, jakby to wcale nie było takie oczywiste.
- Miałem nadzieję, że pobawimy się nieco dłużej - uśmiecha się do nas ukazując swe białe zęby.
- Mamy jutro dużo do załatwienia - odpowiadam, zanim Sara zdąża otworzyć usta - Ale dzięki za zaproszenie - uśmiecham się najpiękniej, jak potrafię i odwracam się do maszyny.
- Na razie Charle's - Sara dotyka ramienia chłopaka na pożegnanie i wsiada razem ze mną.
- Do zobaczenia dziewczęta - macha do nas i obserwuje, jak odjeżdżamy. Kiedy zostawiamy imprezę za naszymi plecami, czuję jak większość ciężaru spada z moich ramion. Niestety wkrótce opanowują mnie nerwy. Czuję ulgę, że jestem z dala od gorączkowej sceny, a stres o to co stanie się teraz z Zayn'em i Louis'em.
Spoglądam na komórkę, mam nadzieję, że Louis'owi uda się poradzić z pijanym mulatem. Po chwili , kiedy jesteśmy bliżej akademików Sara włącza radio. Ledwie zauważyłam, że jedziemy już od jakiegoś czasu.
- Może w końcu mi to wyjaśnisz? - moje serce zaczyna boleć - muszę jej powiedzieć o tej całej awanturze. Nie jestem pewna, jak ona na to zareaguje, nie mam ochoty powtarzać jej słów Zayn'a, ale czy powinnam je brać do serca? Pijany, czy nie powiedział to... podciągam się na fotelu kładąc obie dłonie na miękkim materiale, gapię się przez okno na przemijające światła ulicznych lamp.
- Mogę to zrobić jutro? Na śniadaniu zaraz po kościele? - nasze zwykłe zajęcia z Sarą pozwalają mi zapomnieć o tym całym dramacie, przynajmniej na moment...
- Jasne - mówi delikatnie podkręcając z powrotem radio.
Tej nocy nie mogę zasnąć.
Jestem sama - ja i dręczące mnie myśli. Co ja wyprawiam? Czego oczekiwałam od Zayn'a? Przeciwko mojemu sumieniu zaufałam mu tamtej nocy i ufałam cały ten czas.
Jak mogę mu nadal ufać z tym co mi powiedział? Złamał je.. gdybym mogła powrócić do tej nocy, krzyczałabym do siebie, żeby nie mówić mu o Macie, o swoim idealnym, nudnym życiu.. ale czy szczerzę tego chcę? Żeby mnie nie poznał?
Jego słowa są jedynym co wypełnia moje myśli.. te o Macie - to co mnie zraniło, oraz te którymi zakończył - Mam dość pogrywania z tobą w tą popierdoloną grę. W ciszy nocy czuję jak po moim policzku spływa pojedyncza łza.
Zaufanie i nadzieja do tego chłopaka, dla nas... powoli zanikała.
___________________
hej kochani ! Wróciłam, odpoczywam, regeneruje sie !!
Wstawiam dziś, pewien anonimowy komentarz z prośbą o częstsze dodawania powalił mnie na kolana. Trafiłaś prosto w serducho i ten rozdział specjalnie dla ciebie !! ❤️❤️
Już nie będę was trzymać w tej okropnej niepewności !
CO TEN ZAYN ?! Ja go nie rozumiem, nie wiem jak wy... biedna Julka 😱😥
Kopnijcie mnie to szybko wstawie kolejny ( postaram sie do niedzieli ) nwm bo jest długi ..
Kocham was ! xx
PS. Nie sprawdziłam, przepraszam za błędy !
sobota, 9 sierpnia 2014
Rozdział 27
Razem z Sarą przygotowujemy sie do sobotniej imprezy. Głęboko zastanawiam się, czy powinnam się tam zjawiać, gdyż nie mam pojęcia, jak na to zareaguje Zayn.. Kiedy Charles wczoraj zaprosił mnie, mulat nie odezwał się ani słowem. Poczułam sie, tak jakby mnie tam wcale nie chciał, to samo podpowiadało mi sumienie.
- Czym sie tak martwisz? - Sara pyta. Zerkam na nią kątem oka, cholera, dlaczego zawsze z taką łatwością udaje się jej odczytać moje emocje?
- Niczym - potrząsam przecząco głową, zmieniam też wyraz twarzy, aby nie ukazywać więcej żadnych emocji.
- Martwisz sie o Zayn'a, nie? - Cholera, dobra jest. Przygryzam wargę i znów potrząsam głową.
- Dlaczego miałabym się martwić? - Nie zadzwonił, ani nie napisał... Ale nie jestem nawet pewna, czy ma mój numer. Wszystko dzieje się tak szybko w tej... relacji, czy cokolwiek to było.
- Ponieważ on jest nieodpowiedzialny. Nie da się odczytać jego intencji, a wiem, że to nie jest dla ciebie najlepsze Julio. Uwielbiasz wiedzieć wszystko o swoich znajomych, kontrolować ich, być pewną co będzie się działo dalej i takie tam - wyjaśnia. Sara może czasem nie zachowywała się zbyt inteligentnie, ale muszę przyznać, że była niezłym obserwatorem.
- I takie tam... - bełkoczę jej ostatnie słowa przeglądając się w lustrze. Sara nauczyła mnie dziś, jak poprawnie kręcić moje włosy, wykonałam niezłą robotę w porównaniu do moich znikomych umiejętności. Uwielbiam to jak wyglądają, kiedy ułożone są w lekkie fale, dodaje to mojej twarzy znacznie delikatniejszego wyglądu. Założyłam czerwoną koszule z długim rękawem, którą wybrała dla mnie Sara. Materiał doskonale pasował do moich wyblakłych, wąskich spodni oraz botków.
Jest połowa września, a w Colorado robi się już całkiem mroźnie. Kocham jednak ten miesiąc, nie tylko z bajecznego wyglądu liści, ale pod koniec wypadają urodziny Sary. Dziewczyna uwielbia niespodzianki, a jak kocham organizować takie zbiorowiska, idealnie.
- Wyglądasz przepięknie! - słyszę głos Sary zza moich pleców. Gapiłam się na siebie przez dłuższy moment. Potrząsam głową i uśmiecham się do niej.
- Pani również, Pani Martin - śmieję się.
- W porządku, powinnyśmy już wychodzić... chcesz jechać jednym samochodem, czy...
- Planujesz tam zostać? - pytam na co ona przeczy.
- Jutro należy iść do kościoła, i naprawdę musze się zacząć uczyć. To mi cos przypomina... Pomożesz mi z nauką? - uśmiecha się ze wzruszeniem ramion.
- Czy to matma? - pytam. Jedyna lekcja, z którą Sara mogłaby mieć jakiś problem była właśnie matma. Dobrze ją znam.
- A co innego? - śmieje się zabierając totebkę - Ja prowadzę - zapowiada i wychodzimy z pokoju. Wsiadając do samochodu jedziemy do domu bractwa, droga jest już mi znana. Dziwne, razem z Zayn'em zgodziliśmy się wczoraj na ruch do przodu, ale wszystkie te słowa jakby ulotniły się i odeszły w zapomnienie równocześnie z otwarciem ust Charles'a.
Wydaje mi się, że minęły miesiące odkąd ostatnio widziałam się z Zayn'em, brakowało mi jego obecności przez ostatnie 24 godziny. Kręcę się na fotelu z nerwów. Co jeśli nie chciał, abym przyszła, i on też wcale nie zamierza się tam pojawić? Co jeśli mnie nie chce na tej imprezie, gdyż się mnie wstydzi? Zmagam sie z tyloma różnymi nurtującymi mnie opcjami. Zamykam na moment oczy, zanim wysiadamy i kierujemy sie do środka domu.
Impreza już się zaczęła i rozkręca się dokładnie jak zawsze w ten sam zwyczajny sposób. Ludzie są juz totalnie pijani, część nawet nie może ustać już o własnych siłach i leży po kątach domu oraz na zewnątrz; pół nagie laski przechadzają się przy chłodnym powietrzu, faceci gapią się na nie z pożądliwym spojrzeniem, 'chwytają' swoje zdobycze i rywalizują o nie z innymi.
Prześlizgujemy się przez tłum ludzi z czerwonymi kubeczkami w rękach, alkohol leje się po podłodze. Przypominam sobie pierwszą imprezę i poranek zaraz po niej. Wtedy Harry był jedynym, który sprzątał, wzdycham ciężko, czuję się źle przyczyniając się do sprawiania bałaganu.
- Idę znaleźć Niall'a, dasz sobie radę? - Sara dotyka mojego ramienia. Przytakuję na co blondynka uśmiecha się i znika w tłumie spoconych nastolatków. Zastanawiam się, czy powinnam rozglądać się za Zayn'em, ale tym razem zaufam rozumowi, który wręcz krzyczy, że nie powinnam.
Przechodząc przez balkon, gdzie zawsze wydaje się być najspokojniej, zauważam Louis'a spędzającego czas z niesamowicie piękną brunetką. Jej włosy miały podobny kolor do włosów chłopaka, ale oczy przybrały jasną piwną barwę.
- Louis - chwytam go za ramię. Oboje odwracają się do mnie z roztargnieniem wymalowanym na twarzy. Kiedy Louis w końcu mnie rozpoznaje, jego oczy zmieniają się i błyszczą, jak u podekcytowanego szczeniaczka.
- Julia! - brunet ściska mnie ciasno - Jula, bardzo się ciesze, ze tu jesteś! Chciałbym, abyś nareszcie poznała moją dziewczynę Elenour. El to moja przyjaciółka Jula!- przedstawia nas.
- Miło mi cię poznać - uśmiecha sie. Dziewczyna jest szczupła, niższa od Sary, jej oczy mają jasne błyszczące tęczówki.
- Ciebie też! - odwzajemniam gest. Odwraca się szybko w stronę Louis'a i zarzuca włosami całkiem jak modelka.
- Louis, pójdę szybko znaleźć Liam'a, poczekasz tu na mnie? - uśmiecha sie do niego. Chłopak przytakuje i cmoka ją delikatnie w usta - Mam nadzieję, że za niedługo się zobaczymy - uśmiecha się do mnie i znika w tłumie nastolatków.
- Jest kochana - Louis gapi sie za nią z jasnym uśmiechem.
- Prawda? - uwielbiam to, jak na twarzy bruneta pojwia się rozmarzony uśmiech, kiedy o niej myśli. Widząc go zachowującego sie w ten sposób wobec dziewczyny jest dla mnie czymś nowym. Nigdy nie wyobrażałam go sobie w jakimś poważnym związku - nie to że nie był dobrym chłopakiem, tylko wydawało mi sie, że jest zbyt zajety, aby współdzielić z kimś swoje życie. Mam nadzieję, że w przyszłości uda mi sie lepiej poznać Elenour.
- Jesteś tu z Zayn'em? - zagaduje mnie odciągąjąc się z zamylenia. Spoglądam na niego i kręcę głowa wędrując wzrokiem od ziemi po samo niebo.
- Nie, on... - drapię się po głowie poszukując sensownej odpowiedzi. Spotykam niebiseie tęczówki Louis'a i lekko wzdycham - Razem z Zayn'em jesteście dobrymi przyjaciółmi, tak?
- Taa - przytakuje zaciskając usta w pół uśmiechu - Mogę nawet powiedzie, ze najbliższym z wszystkich, których ma - przytakuję powoli, pochłaniając jego wypowiedź - Czemu pytasz? Możesz mi śmiało wszystko powiedzieć - zapewnia mnie i wiem, że nie mam sie czego obawiać.
- Ja... Wydaje mi się, że on wcale mnie tu nie chciał - wyjaśniam opierając się na łokciach o ramę balkonu, wpatruję się w basen. Tylko ten jeden raz, dziś, nikogo nie było w wodzie, pogoda okazała sie byc chłodna. Jednak wszyscy siedzieli w gorących wannach z hydromasażem.
- Dlaczego tak uważasz? Myślałem, że wy dwoje jesteście ostatecznie razem! - wykrzykuje ze złością i radością. Śmieje się na kontrast jego emocji oraz dłoni zwiniętej w pięść, którą wymachuje ku niebu - jakbyśmy mieli wznieść się do niebios. Jak zwykle, jest dramatycznie i wspaniale.
- Um.. My nie jesteśmy razem - potrząsam głową przeczesując swe loki - Nie jesteśmy.. r-razem.. Ja.. nawet nie wiem - mój głos łamie sie na końcu zdania. Nie wiem, nigdy nic nie wiem, jeśli chodzi o Zayn'a. Nic nie ma sensu, nic nie może byc tylko czarno-biale, zawsze pojawiała się szara przestrzen.
- Z Zayn'em nigdy nic nie wiadomo - Louis opiera sie koło mnie twarzą zwrócony w przeciwną stronę od domu. Nie mogłam sie z nim nie zgodzić. Nidgy nie doznałam chwili, w której byłam z Zayn'em w stu procentach pewna. Zawsze w moim umyśle pojawiał się upierdliway wątek o wszystkich możliwych wybrykach z jego strony.
- Nigdy - podkreślam jego zdanie. Nadal nie wiem, czy słowa o tym, że nie byłam kolejną zabawką były tak do końca szczere.Często odnosiłam wrażenie, że swoimi czynami podważał własne słowa i twierdzenia. Wśród innych zachowywał się jak wyluzowany koleś, odpychał mnie i zbywał, jak śmiecia.
Odchrząkuję, staję prosto spoglądając na Lou kątem oka. Patrzy na mnie wyczekująco, chyba chciał, aby podzielić się z nim swoimi przemyśleniami na temat Zayn'a. Przez moment przyglądam się ogrodowi. Biorę głęboki oddech - moje płuca wypełnia zimne powietrze.
Zastanwiam się jak by to było, gdybym się tu nie zjawiła tamtej nocy. Co jeśli nie spotkałabym Zayn'a? Wiem, że wcale bym tak nie chciała - przynajmniej tak saąze. Zapewne moje życie byłoby bez niego dużo łatwiejsze, no właśnie - nudne i proste. Lekki głos Louis'a przywraca mnie do rzeczywistości.
- Posłuchaj, jestem pewien, że on ci ufa... Nigdy wcześniej nie spędzał tak ogromną ilość czasu z dziewczyną... nigdy przy którymkolwiek z nas - wyjaśnia mając na myśli Elenour i Sarę - Pamiętasz tę noc, której się poznaliśmy? Rozmawiałem wtedy z Zayn'em..
- Tak - przypominam sobie... Zayn zabrał mi książkę od chemii, po to, by poznać moje imię. Sprowokował mnie, żebym przyszłą na imprezę i mu ją odebrała. Wtedy nasze kontakty były tak samo, lub nieco mniej skomplikowane, niż teraz. Nie tak powinno być, zazwyczaj z czasem, kiedy udaje nam się lepiej poznać drugą osobę wszystko staje się coraz łatwiejsze - z Zyn'em działamy w przeciwnym kierunku. Im więcej czasu spędzamy razem, tym bardziej wszystko się komplikuje - przynajmniej tak stało się z moim życiem.
Dzięki niemu w mojej pamięci zapisało się wiele wspomnień - podwójna randka, książka od chemii, noc ogniska, kłótnie, zatargi, ujmujące chwile... Wszystko związane z nim, nigdy o tym nie zapomnę.
- Zapytałem go o ciebie. Dlaczego był taki... czemu był wtedy taki podminowany - mówi wprost - Zazwyczaj nie ma nic przeciwko, gdy tak zuchwale zagaduję do lasek, wie, że to zabawa. Zajęło mu to cholernie długo, ale ostatecznie wyznał, że mógłby być tobą zainteresowany na znacznie dłużej, niż jedna przelotna noc - wyjaśnia kręcąc nerwowo dłońmi.
Ta ironia... to miała być tylko ta jedna noc naszej znajomości. Nigdy nie miało to zawędrować nigdzie dalej, w planach była tylko rozmowa nieznajomych osób - miało być tak banalnie, szczera konwersacja a następnie mieliśmy zapomnieć o swoim istnieniu, żyć własnymi sprawami.
Popatrzcie gdzie teraz tkwię - na imprezie pełna naiwnej nadziei, że zobaczę tu gdzieś Zayn'a. Chłopaka z którym nigdy nie uda mi się nic stworzyć, on był z całkiem innej ligi, nie dorastam mu nawet do pięt. Chłopaka, który zgodził się ruszyć dalej, wypróbować nowego, a wcześniej nie podobało mu się, gdy rozmawiałam z kimś innym. To najgorsza i najbardziej skomplikowana sytuacja z jaką kiedykolwiek dano mi się zmierzyć.
- Wiesz.. myślę, że to chyba dobrze - nie jestem pewna, jak się czuję z tą nową informacją. Zdarza mu się mówić coś takiego - sprawia, że daje mi nadzieje na to, że jest mną zainteresowany, że chce mnie mieć. Ale wtedy zachowuje się jak ostatnio - i znów czuję się, jak odepchnięta i znudzona zabawka.
- Nie jesteś taka, jak inne.
- Inne? - pytam zaciekawiona, jego wzrok wbity jest w dom.
- Reszta dziewczyn tutaj, zwłaszcza, jak te laski, z którymi spotykał się Zayn - przenoszę wzrok w ziemię wsłuchując się w głos Louis'a, pochłaniam każde pojedyncze słowo - Masz w sobie to 'coś', co sprawia, że ludzie chcą się dzięki tobie stać lepszymi wersjami siebie - bełkocze. Unoszę brew zaskoczona. Wzbudzam w innych chęć do bycia lepszymi?
To nie miało dla mnie żadnego sensu, ale... mogę pomyśleć jak to działa. Z pewnością jestem dobrą osobą - może inni spotykając mnie czują się źle, gdy nie są tacy, jak ja i próbują się zmienić. To jedyna wersja, jaką potrafię sobie wyobrazić.
- Wiesz, że powinniśmy się spotykać znacznie częściej wnikliwy Louis'ie - żartuję trącając go łokciem w bok.
- Powinniśmy. Gdy Zayn odnajdzie w tobie coś interesującego, jestem pewien, że będę szybszy - chłopak śmieje się odwracając się w stronę domu, tak jak ja.
- Co takiego? - pytam śpiewnym głosem - Jestem przecież tylko nudną dziewczyną z niewielkiego Loveland - śmieję się.
- Coś już o tym słyszałem. Wątpię jednak w tą twoją szarą osobowość, po prostu dotychczas nie spróbowałaś 'odpowiednich' rzeczy - Louis uśmiecha się szyderczo. Przypominam sobie, że zabawa w chowanego to był jego pomysł - on jest dziecinny i uwielbia robić cokolwiek mu się podoba.
To definitywnie typ życia, które chciałabym wieść. Czerpać z wszystkiego maksymalną ilość zabawy i nie zastanawiać się co o tym sądzą inni. Nawet życie Louisa było znacznie mniej skomplikowane od tego, w które wpakował mnie mulat. Potrząsam głową; ' Zayn mnie wpakował', zabrzmiało, jakby mnie wciągał do niego siłą.
- Louis! - brunet odwraca się w stronę dochodzącego australijskiego akcentu. Podnoszę się z miejsca, by ujrzeć idącego w naszą stronę Charles'a oraz Elenour trzymającą w dłoni czerwony kubek.
- Charles! - Louis uśmiecha się - Jak się czujesz? Stary, nie widziałem cię całą noc! - Charles ma na sobie jasną szarą koszulkę i doskonale pasujące do niego spodnie.
- Byłem nieco zajęty... - Charles uśmiecha się głupkowato, jego wzrok wędruje na mnie - Nie zdawałem sobie sprawy, że znasz piękną Julię - rumienię się ja jego komplement, nie znałam go zbyt dobrze, ale jego uwagi były niezwykle czarujące.
- Tak, razem z Julką jesteśmy sobie bliscy - Louis obejmuje mnie ramieniem i mocno ściska.
Śmieję się na jego dobór słów, kiedy puszcza mnie wolno.
- Cieszę się, że wpadłaś - Charles uśmiecha się do mnie, kiedy Lou i El zaczynają rozmawiać między sobą.
- Cieszę się, że mogłam przyjść - odwzajemniam gest.
- Więc poznałaś już chłopaków? - chłopak wskazuje na Louis'a. Zastanawiam się, czy mówiąc 'chłopców' miał na myśli Zayn'a, Harry'ego, Liam'a, Louis'a i Niall'a odkąd wydaje mi się, że są grupą, która zawsze trzyma się razem.
- W większości - odpowiadam, jakbym odnosiła się do całego bractwa. Nie byłam też pewna ile członków ono liczyło, był to całkiem pokaźny dom, zapewne jest ich zbyt wielu, by liczyć.
- To świetnie! Na ilu imprezach już byłaś? - jego drobne pytania przepełnione były szczerymi intencjami. Podoba mi się sposób w jaki odnosi się do mnie Charles, jego szczery i ciepły uśmiech pomaga mi czuć się przy nim swobodnie i choć na moment zapomnieć i kłopotach z Zayn'em.
- Trzech - tak, to już trzy imprezy, uśmiecham się, kiedy chłopak obserwuje mnie nieco zaskoczony.
- Trzy? I nie spotkałem cię wcześniej? Musiałem być nieźle pijany, skoro nie zwróciłem uwagi na taką piękność, jak ty - mówi. Śmieję się z jego komplementu. Charles był czarujący, ale to nie wystarcza, moje myśli nadal zatopione są w Zayn'ie o tym co robił, o czym myślał.
- Przynajmniej dziś udało ci się mnie złapać - odpowiadam lekko. Charles przytakuje i unosi brew z głupkowatym uśmieszkiem na twarzy.
- Rzeczywiście, ale musiałbym być idiotą, żeby nie zagadać. Wyglądasz zabójczo - te komplementy powoli stają się już przytłaczające. Nie zwykłam do nich w takiej ilości - zwłaszcza kiedy wypowiadane są w tak szczery sposób. Może wydawać się, że to puste słowa, ale kiedy wychodzą z ust Charles'a w każdym z nich wyczuwam nutę prawdziwości.
- Charles! - spoglądam w stronę tłumu i widzę Harry'ego. Chłopak ma na sobie ciemną koszulę zapinaną na guziki oraz czarne spodnie. Nie widziałam go odkąd zniknął wczoraj, a nie rozmawialiśmy ze sobą przez znacznie dłuższy czas.
Uśmiecha się do mnie i dzięki temu małemu gestowi wiem, że między nami wszystko w porządku. Teraz wydaje mi się, że nasze okazywanie uczuć razem z Zayn'em nie miało miejsca, tak właśnie, zaczynam się zastanawiać czy wczorajszy dzień nie był przypadkiem snem. Zero kontaktu ze strony mulata, wszystko porzucił i przez niego mam wątpliwości co do wydarzeń z wieczoru w domu jego cioci.
- Harry! Co tam? - Charles zwraca się do niego.
- Ja um... - spogląda najpierw na mnie, a potem na Charles'a - Nic takiego - bełkocze podchodząc w stronę Louisa. Obaj chłopcy wycofują się lekko, na twarzy Elenour maluje się zakłopotanie. Dziewczyna jednak to ignoruje i bierze łyk trunku z czerwonego kubeczka.
- Jej, zachowuje się dziś okropni dziwnie - Charles chichocze - Julia, to twój pierwszy rok?
- Tak, pierwszy - odpowiadam powoli, skupiając całą uwagę na Harry'm i Louis'ie, któzy cicho rozmawiają. Wiem, że Charles to zauważył, ale nie wydaje mu się to przeszkadzać. Louis wygląda na zestresowanego, a Harry ma zmartwiony wyraz twarzy. Ich zachowanie bardzo mnie niepokoi, odnoszę wrażenie, że chodzi o Zayn'a. Kto inny wzbudził by w nich takie emocje?
- Jak spotkałaś chłopaków? Oni rzadko zagadują do ludzi poniżej ich klasy - wyjaśnia. Tym zdaniem zyskuje moją uwagę. Powoli odwracam się do Charles'a. Zastanawiam się, czy Zayn zdawał sobie sprawę, że jestem rok młodsza.
- Moja przyjaciółka Sara została zaproszona, poznała Niall'a i oni oboje..-
- Sara? Oh, znam tą pewną siebie blondyneczkę, która zawsze jest przy boku Niall'a... oni oboje są praktycznie identyczni - chichocze na myśl o nich. Zmuszam się do śmiechu, zwykle pewnie nie musiałabym, ale znów spoglądam na Lou o Harry'ego. Oboje prowadzili sekretną rozmowę, ale co jakiś czas zerkali na mnie, zdążyłam zauważyć, że się nad czymś usilnie zastanawiają.
- Taa.. Są bardzo podobni -odpowiadam, mój wzrok zwęża się na chłopakach. Teraz to nawet mój mózg krzyczał, że chodzi o Zayn'a. Patrzyli na mnie, z jakiego innego powodu mieliby to robić?
- Masz chłopaka Julio? - nie mam pojęcia, jak mam odpowiedzieć na to pytanie. Po pierwsze, jeśli mu powiem, że nie, to z pewnością będzie próbował się ze mną umówić.. brzmię na zarozumiałą, ale jeśli Zayn znalazł we mnie coś interesującego, to myślę, że Charles również. Charles był czarujący, ale odnosił się w ten sposób do wszystkich dziewczyn.
Po drugie nie jestem pewna, czym jesteśmy z Zayn'em. - najwyraźniej nie jesteśmy razem. Nie chcę mieć dwóch adoratorów jednocześnie... Nie mogę mu odpowiedzieć, gdyż Louis szybko na mnie zerka i jeszcze prędzej rusza do środka.
- Przepraszam na moment - podążam za nim. Coś się działo i ja musiałam wiedzieć co.
- Juila! Nie miałem pojęcia, że się tu zjawisz! Powinniśmy porozmawiać - Harry łapie mnie przy drzwiach wejściowych. Patrzę raz na Louis'a, raz na gapiących się na mnie Charles'a i Elenour.
- Co się dzieje? - mówię cicho oblizując usta. Harry patrzy na dom, potem na mnie zmieniając pozycję - czuł się nie komfortowo. Jest zdenerwowany, przestraszony.. - Harry - naciskam na niego.
- Nic takiego.
- Harry - ostrzegam go.
- Chodzi.. o Zayn'a - mówi powoli z lekkim wzruszeniem ramion.
- Co o Zayn'ie? - czuję, jak moje serce przyspiesza z niepokoju. Dlaczego Harry był taki zestresowany, taki przestraszony.. Kiedy chłopak nie odpowiada, odwracam się idę do środka. Lokowaty szybkim ruchem zatrzymuje mnie łapiąc z ramię.
- Julia na twoim miejscu bym tam nie szedł - jego oczy błagają mnie - Nie sądzę, że spodoba ci się to co zobaczysz.
Notka od autorki: Proszę głosujcie!! kocham was :3 Znów trzymam was w niepewności (tak jakby) hahah, przpraszam! Musiałam :) Jak myślicie, co się stało? Mam nadzieję, że rozdział się podoba!!
____________________________
Szczerze miałam nie dodawać, ledwo się wyrobiłam...
Wspominałam miliony razy i będę Was tym gnębić. Komentarze to jedyna motywacja, nie rozumiem tych spadków.. raz 15.. raz 10, a czasem przez pierwsze dwa dni od dodania pojawia się 2 lub 3... Może za dużo wymagam, ale chyba mogę, nie?
Nie mam pojęcia kiedy będzie kolejny, wracam już do domu w poniedziałek, no w Polsce będę we wtorek. Postaram się wrócić do normalnego rytmu, ale trochę to potrwa, rozdziały są coraz dłuższe ( nawet do 8 stron na wattpadzie, a jedna to prawie 2 strony A4)
Dziękuję za wsparcie, ale mam nadzieję, że grono tego ff powiększy się.
A zapomniałabym!
Cieszyłam się jak głupia, po wpisaniu w wyszukiwarkę ' one night zayn malik ' blogger pojawia się na 3 pozycji! :3 nie mogłam w to uwierzyć, myślę, że niecałe 20k w tym czasie to jest jakiś sukces, prawda?
Dziękuję i przepraszam, że zanudzam..
Co do rozdziału? ughh.. ZAYN?! Co znowu... jak to nie spodoba się jej to co zobaczy...?
Ahhh!
Do następnego :)
- Czym sie tak martwisz? - Sara pyta. Zerkam na nią kątem oka, cholera, dlaczego zawsze z taką łatwością udaje się jej odczytać moje emocje?
- Niczym - potrząsam przecząco głową, zmieniam też wyraz twarzy, aby nie ukazywać więcej żadnych emocji.
- Martwisz sie o Zayn'a, nie? - Cholera, dobra jest. Przygryzam wargę i znów potrząsam głową.
- Dlaczego miałabym się martwić? - Nie zadzwonił, ani nie napisał... Ale nie jestem nawet pewna, czy ma mój numer. Wszystko dzieje się tak szybko w tej... relacji, czy cokolwiek to było.
- Ponieważ on jest nieodpowiedzialny. Nie da się odczytać jego intencji, a wiem, że to nie jest dla ciebie najlepsze Julio. Uwielbiasz wiedzieć wszystko o swoich znajomych, kontrolować ich, być pewną co będzie się działo dalej i takie tam - wyjaśnia. Sara może czasem nie zachowywała się zbyt inteligentnie, ale muszę przyznać, że była niezłym obserwatorem.
- I takie tam... - bełkoczę jej ostatnie słowa przeglądając się w lustrze. Sara nauczyła mnie dziś, jak poprawnie kręcić moje włosy, wykonałam niezłą robotę w porównaniu do moich znikomych umiejętności. Uwielbiam to jak wyglądają, kiedy ułożone są w lekkie fale, dodaje to mojej twarzy znacznie delikatniejszego wyglądu. Założyłam czerwoną koszule z długim rękawem, którą wybrała dla mnie Sara. Materiał doskonale pasował do moich wyblakłych, wąskich spodni oraz botków.
Jest połowa września, a w Colorado robi się już całkiem mroźnie. Kocham jednak ten miesiąc, nie tylko z bajecznego wyglądu liści, ale pod koniec wypadają urodziny Sary. Dziewczyna uwielbia niespodzianki, a jak kocham organizować takie zbiorowiska, idealnie.
- Wyglądasz przepięknie! - słyszę głos Sary zza moich pleców. Gapiłam się na siebie przez dłuższy moment. Potrząsam głową i uśmiecham się do niej.
- Pani również, Pani Martin - śmieję się.
- W porządku, powinnyśmy już wychodzić... chcesz jechać jednym samochodem, czy...
- Planujesz tam zostać? - pytam na co ona przeczy.
- Jutro należy iść do kościoła, i naprawdę musze się zacząć uczyć. To mi cos przypomina... Pomożesz mi z nauką? - uśmiecha się ze wzruszeniem ramion.
- Czy to matma? - pytam. Jedyna lekcja, z którą Sara mogłaby mieć jakiś problem była właśnie matma. Dobrze ją znam.
- A co innego? - śmieje się zabierając totebkę - Ja prowadzę - zapowiada i wychodzimy z pokoju. Wsiadając do samochodu jedziemy do domu bractwa, droga jest już mi znana. Dziwne, razem z Zayn'em zgodziliśmy się wczoraj na ruch do przodu, ale wszystkie te słowa jakby ulotniły się i odeszły w zapomnienie równocześnie z otwarciem ust Charles'a.
Wydaje mi się, że minęły miesiące odkąd ostatnio widziałam się z Zayn'em, brakowało mi jego obecności przez ostatnie 24 godziny. Kręcę się na fotelu z nerwów. Co jeśli nie chciał, abym przyszła, i on też wcale nie zamierza się tam pojawić? Co jeśli mnie nie chce na tej imprezie, gdyż się mnie wstydzi? Zmagam sie z tyloma różnymi nurtującymi mnie opcjami. Zamykam na moment oczy, zanim wysiadamy i kierujemy sie do środka domu.
Impreza już się zaczęła i rozkręca się dokładnie jak zawsze w ten sam zwyczajny sposób. Ludzie są juz totalnie pijani, część nawet nie może ustać już o własnych siłach i leży po kątach domu oraz na zewnątrz; pół nagie laski przechadzają się przy chłodnym powietrzu, faceci gapią się na nie z pożądliwym spojrzeniem, 'chwytają' swoje zdobycze i rywalizują o nie z innymi.
Prześlizgujemy się przez tłum ludzi z czerwonymi kubeczkami w rękach, alkohol leje się po podłodze. Przypominam sobie pierwszą imprezę i poranek zaraz po niej. Wtedy Harry był jedynym, który sprzątał, wzdycham ciężko, czuję się źle przyczyniając się do sprawiania bałaganu.
- Idę znaleźć Niall'a, dasz sobie radę? - Sara dotyka mojego ramienia. Przytakuję na co blondynka uśmiecha się i znika w tłumie spoconych nastolatków. Zastanawiam się, czy powinnam rozglądać się za Zayn'em, ale tym razem zaufam rozumowi, który wręcz krzyczy, że nie powinnam.
Przechodząc przez balkon, gdzie zawsze wydaje się być najspokojniej, zauważam Louis'a spędzającego czas z niesamowicie piękną brunetką. Jej włosy miały podobny kolor do włosów chłopaka, ale oczy przybrały jasną piwną barwę.
- Louis - chwytam go za ramię. Oboje odwracają się do mnie z roztargnieniem wymalowanym na twarzy. Kiedy Louis w końcu mnie rozpoznaje, jego oczy zmieniają się i błyszczą, jak u podekcytowanego szczeniaczka.
- Julia! - brunet ściska mnie ciasno - Jula, bardzo się ciesze, ze tu jesteś! Chciałbym, abyś nareszcie poznała moją dziewczynę Elenour. El to moja przyjaciółka Jula!- przedstawia nas.
- Miło mi cię poznać - uśmiecha sie. Dziewczyna jest szczupła, niższa od Sary, jej oczy mają jasne błyszczące tęczówki.
- Ciebie też! - odwzajemniam gest. Odwraca się szybko w stronę Louis'a i zarzuca włosami całkiem jak modelka.
- Louis, pójdę szybko znaleźć Liam'a, poczekasz tu na mnie? - uśmiecha sie do niego. Chłopak przytakuje i cmoka ją delikatnie w usta - Mam nadzieję, że za niedługo się zobaczymy - uśmiecha się do mnie i znika w tłumie nastolatków.
- Jest kochana - Louis gapi sie za nią z jasnym uśmiechem.
- Prawda? - uwielbiam to, jak na twarzy bruneta pojwia się rozmarzony uśmiech, kiedy o niej myśli. Widząc go zachowującego sie w ten sposób wobec dziewczyny jest dla mnie czymś nowym. Nigdy nie wyobrażałam go sobie w jakimś poważnym związku - nie to że nie był dobrym chłopakiem, tylko wydawało mi sie, że jest zbyt zajety, aby współdzielić z kimś swoje życie. Mam nadzieję, że w przyszłości uda mi sie lepiej poznać Elenour.
- Jesteś tu z Zayn'em? - zagaduje mnie odciągąjąc się z zamylenia. Spoglądam na niego i kręcę głowa wędrując wzrokiem od ziemi po samo niebo.
- Nie, on... - drapię się po głowie poszukując sensownej odpowiedzi. Spotykam niebiseie tęczówki Louis'a i lekko wzdycham - Razem z Zayn'em jesteście dobrymi przyjaciółmi, tak?
- Taa - przytakuje zaciskając usta w pół uśmiechu - Mogę nawet powiedzie, ze najbliższym z wszystkich, których ma - przytakuję powoli, pochłaniając jego wypowiedź - Czemu pytasz? Możesz mi śmiało wszystko powiedzieć - zapewnia mnie i wiem, że nie mam sie czego obawiać.
- Ja... Wydaje mi się, że on wcale mnie tu nie chciał - wyjaśniam opierając się na łokciach o ramę balkonu, wpatruję się w basen. Tylko ten jeden raz, dziś, nikogo nie było w wodzie, pogoda okazała sie byc chłodna. Jednak wszyscy siedzieli w gorących wannach z hydromasażem.
- Dlaczego tak uważasz? Myślałem, że wy dwoje jesteście ostatecznie razem! - wykrzykuje ze złością i radością. Śmieje się na kontrast jego emocji oraz dłoni zwiniętej w pięść, którą wymachuje ku niebu - jakbyśmy mieli wznieść się do niebios. Jak zwykle, jest dramatycznie i wspaniale.
- Um.. My nie jesteśmy razem - potrząsam głową przeczesując swe loki - Nie jesteśmy.. r-razem.. Ja.. nawet nie wiem - mój głos łamie sie na końcu zdania. Nie wiem, nigdy nic nie wiem, jeśli chodzi o Zayn'a. Nic nie ma sensu, nic nie może byc tylko czarno-biale, zawsze pojawiała się szara przestrzen.
- Z Zayn'em nigdy nic nie wiadomo - Louis opiera sie koło mnie twarzą zwrócony w przeciwną stronę od domu. Nie mogłam sie z nim nie zgodzić. Nidgy nie doznałam chwili, w której byłam z Zayn'em w stu procentach pewna. Zawsze w moim umyśle pojawiał się upierdliway wątek o wszystkich możliwych wybrykach z jego strony.
- Nigdy - podkreślam jego zdanie. Nadal nie wiem, czy słowa o tym, że nie byłam kolejną zabawką były tak do końca szczere.Często odnosiłam wrażenie, że swoimi czynami podważał własne słowa i twierdzenia. Wśród innych zachowywał się jak wyluzowany koleś, odpychał mnie i zbywał, jak śmiecia.
Odchrząkuję, staję prosto spoglądając na Lou kątem oka. Patrzy na mnie wyczekująco, chyba chciał, aby podzielić się z nim swoimi przemyśleniami na temat Zayn'a. Przez moment przyglądam się ogrodowi. Biorę głęboki oddech - moje płuca wypełnia zimne powietrze.
Zastanwiam się jak by to było, gdybym się tu nie zjawiła tamtej nocy. Co jeśli nie spotkałabym Zayn'a? Wiem, że wcale bym tak nie chciała - przynajmniej tak saąze. Zapewne moje życie byłoby bez niego dużo łatwiejsze, no właśnie - nudne i proste. Lekki głos Louis'a przywraca mnie do rzeczywistości.
- Posłuchaj, jestem pewien, że on ci ufa... Nigdy wcześniej nie spędzał tak ogromną ilość czasu z dziewczyną... nigdy przy którymkolwiek z nas - wyjaśnia mając na myśli Elenour i Sarę - Pamiętasz tę noc, której się poznaliśmy? Rozmawiałem wtedy z Zayn'em..
- Tak - przypominam sobie... Zayn zabrał mi książkę od chemii, po to, by poznać moje imię. Sprowokował mnie, żebym przyszłą na imprezę i mu ją odebrała. Wtedy nasze kontakty były tak samo, lub nieco mniej skomplikowane, niż teraz. Nie tak powinno być, zazwyczaj z czasem, kiedy udaje nam się lepiej poznać drugą osobę wszystko staje się coraz łatwiejsze - z Zyn'em działamy w przeciwnym kierunku. Im więcej czasu spędzamy razem, tym bardziej wszystko się komplikuje - przynajmniej tak stało się z moim życiem.
Dzięki niemu w mojej pamięci zapisało się wiele wspomnień - podwójna randka, książka od chemii, noc ogniska, kłótnie, zatargi, ujmujące chwile... Wszystko związane z nim, nigdy o tym nie zapomnę.
- Zapytałem go o ciebie. Dlaczego był taki... czemu był wtedy taki podminowany - mówi wprost - Zazwyczaj nie ma nic przeciwko, gdy tak zuchwale zagaduję do lasek, wie, że to zabawa. Zajęło mu to cholernie długo, ale ostatecznie wyznał, że mógłby być tobą zainteresowany na znacznie dłużej, niż jedna przelotna noc - wyjaśnia kręcąc nerwowo dłońmi.
Ta ironia... to miała być tylko ta jedna noc naszej znajomości. Nigdy nie miało to zawędrować nigdzie dalej, w planach była tylko rozmowa nieznajomych osób - miało być tak banalnie, szczera konwersacja a następnie mieliśmy zapomnieć o swoim istnieniu, żyć własnymi sprawami.
Popatrzcie gdzie teraz tkwię - na imprezie pełna naiwnej nadziei, że zobaczę tu gdzieś Zayn'a. Chłopaka z którym nigdy nie uda mi się nic stworzyć, on był z całkiem innej ligi, nie dorastam mu nawet do pięt. Chłopaka, który zgodził się ruszyć dalej, wypróbować nowego, a wcześniej nie podobało mu się, gdy rozmawiałam z kimś innym. To najgorsza i najbardziej skomplikowana sytuacja z jaką kiedykolwiek dano mi się zmierzyć.
- Wiesz.. myślę, że to chyba dobrze - nie jestem pewna, jak się czuję z tą nową informacją. Zdarza mu się mówić coś takiego - sprawia, że daje mi nadzieje na to, że jest mną zainteresowany, że chce mnie mieć. Ale wtedy zachowuje się jak ostatnio - i znów czuję się, jak odepchnięta i znudzona zabawka.
- Nie jesteś taka, jak inne.
- Inne? - pytam zaciekawiona, jego wzrok wbity jest w dom.
- Reszta dziewczyn tutaj, zwłaszcza, jak te laski, z którymi spotykał się Zayn - przenoszę wzrok w ziemię wsłuchując się w głos Louis'a, pochłaniam każde pojedyncze słowo - Masz w sobie to 'coś', co sprawia, że ludzie chcą się dzięki tobie stać lepszymi wersjami siebie - bełkocze. Unoszę brew zaskoczona. Wzbudzam w innych chęć do bycia lepszymi?
To nie miało dla mnie żadnego sensu, ale... mogę pomyśleć jak to działa. Z pewnością jestem dobrą osobą - może inni spotykając mnie czują się źle, gdy nie są tacy, jak ja i próbują się zmienić. To jedyna wersja, jaką potrafię sobie wyobrazić.
- Wiesz, że powinniśmy się spotykać znacznie częściej wnikliwy Louis'ie - żartuję trącając go łokciem w bok.
- Powinniśmy. Gdy Zayn odnajdzie w tobie coś interesującego, jestem pewien, że będę szybszy - chłopak śmieje się odwracając się w stronę domu, tak jak ja.
- Co takiego? - pytam śpiewnym głosem - Jestem przecież tylko nudną dziewczyną z niewielkiego Loveland - śmieję się.
- Coś już o tym słyszałem. Wątpię jednak w tą twoją szarą osobowość, po prostu dotychczas nie spróbowałaś 'odpowiednich' rzeczy - Louis uśmiecha się szyderczo. Przypominam sobie, że zabawa w chowanego to był jego pomysł - on jest dziecinny i uwielbia robić cokolwiek mu się podoba.
To definitywnie typ życia, które chciałabym wieść. Czerpać z wszystkiego maksymalną ilość zabawy i nie zastanawiać się co o tym sądzą inni. Nawet życie Louisa było znacznie mniej skomplikowane od tego, w które wpakował mnie mulat. Potrząsam głową; ' Zayn mnie wpakował', zabrzmiało, jakby mnie wciągał do niego siłą.
- Louis! - brunet odwraca się w stronę dochodzącego australijskiego akcentu. Podnoszę się z miejsca, by ujrzeć idącego w naszą stronę Charles'a oraz Elenour trzymającą w dłoni czerwony kubek.
- Charles! - Louis uśmiecha się - Jak się czujesz? Stary, nie widziałem cię całą noc! - Charles ma na sobie jasną szarą koszulkę i doskonale pasujące do niego spodnie.
- Byłem nieco zajęty... - Charles uśmiecha się głupkowato, jego wzrok wędruje na mnie - Nie zdawałem sobie sprawy, że znasz piękną Julię - rumienię się ja jego komplement, nie znałam go zbyt dobrze, ale jego uwagi były niezwykle czarujące.
- Tak, razem z Julką jesteśmy sobie bliscy - Louis obejmuje mnie ramieniem i mocno ściska.
Śmieję się na jego dobór słów, kiedy puszcza mnie wolno.
- Cieszę się, że wpadłaś - Charles uśmiecha się do mnie, kiedy Lou i El zaczynają rozmawiać między sobą.
- Cieszę się, że mogłam przyjść - odwzajemniam gest.
- Więc poznałaś już chłopaków? - chłopak wskazuje na Louis'a. Zastanawiam się, czy mówiąc 'chłopców' miał na myśli Zayn'a, Harry'ego, Liam'a, Louis'a i Niall'a odkąd wydaje mi się, że są grupą, która zawsze trzyma się razem.
- W większości - odpowiadam, jakbym odnosiła się do całego bractwa. Nie byłam też pewna ile członków ono liczyło, był to całkiem pokaźny dom, zapewne jest ich zbyt wielu, by liczyć.
- To świetnie! Na ilu imprezach już byłaś? - jego drobne pytania przepełnione były szczerymi intencjami. Podoba mi się sposób w jaki odnosi się do mnie Charles, jego szczery i ciepły uśmiech pomaga mi czuć się przy nim swobodnie i choć na moment zapomnieć i kłopotach z Zayn'em.
- Trzech - tak, to już trzy imprezy, uśmiecham się, kiedy chłopak obserwuje mnie nieco zaskoczony.
- Trzy? I nie spotkałem cię wcześniej? Musiałem być nieźle pijany, skoro nie zwróciłem uwagi na taką piękność, jak ty - mówi. Śmieję się z jego komplementu. Charles był czarujący, ale to nie wystarcza, moje myśli nadal zatopione są w Zayn'ie o tym co robił, o czym myślał.
- Przynajmniej dziś udało ci się mnie złapać - odpowiadam lekko. Charles przytakuje i unosi brew z głupkowatym uśmieszkiem na twarzy.
- Rzeczywiście, ale musiałbym być idiotą, żeby nie zagadać. Wyglądasz zabójczo - te komplementy powoli stają się już przytłaczające. Nie zwykłam do nich w takiej ilości - zwłaszcza kiedy wypowiadane są w tak szczery sposób. Może wydawać się, że to puste słowa, ale kiedy wychodzą z ust Charles'a w każdym z nich wyczuwam nutę prawdziwości.
- Charles! - spoglądam w stronę tłumu i widzę Harry'ego. Chłopak ma na sobie ciemną koszulę zapinaną na guziki oraz czarne spodnie. Nie widziałam go odkąd zniknął wczoraj, a nie rozmawialiśmy ze sobą przez znacznie dłuższy czas.
Uśmiecha się do mnie i dzięki temu małemu gestowi wiem, że między nami wszystko w porządku. Teraz wydaje mi się, że nasze okazywanie uczuć razem z Zayn'em nie miało miejsca, tak właśnie, zaczynam się zastanawiać czy wczorajszy dzień nie był przypadkiem snem. Zero kontaktu ze strony mulata, wszystko porzucił i przez niego mam wątpliwości co do wydarzeń z wieczoru w domu jego cioci.
- Harry! Co tam? - Charles zwraca się do niego.
- Ja um... - spogląda najpierw na mnie, a potem na Charles'a - Nic takiego - bełkocze podchodząc w stronę Louisa. Obaj chłopcy wycofują się lekko, na twarzy Elenour maluje się zakłopotanie. Dziewczyna jednak to ignoruje i bierze łyk trunku z czerwonego kubeczka.
- Jej, zachowuje się dziś okropni dziwnie - Charles chichocze - Julia, to twój pierwszy rok?
- Tak, pierwszy - odpowiadam powoli, skupiając całą uwagę na Harry'm i Louis'ie, któzy cicho rozmawiają. Wiem, że Charles to zauważył, ale nie wydaje mu się to przeszkadzać. Louis wygląda na zestresowanego, a Harry ma zmartwiony wyraz twarzy. Ich zachowanie bardzo mnie niepokoi, odnoszę wrażenie, że chodzi o Zayn'a. Kto inny wzbudził by w nich takie emocje?
- Jak spotkałaś chłopaków? Oni rzadko zagadują do ludzi poniżej ich klasy - wyjaśnia. Tym zdaniem zyskuje moją uwagę. Powoli odwracam się do Charles'a. Zastanawiam się, czy Zayn zdawał sobie sprawę, że jestem rok młodsza.
- Moja przyjaciółka Sara została zaproszona, poznała Niall'a i oni oboje..-
- Sara? Oh, znam tą pewną siebie blondyneczkę, która zawsze jest przy boku Niall'a... oni oboje są praktycznie identyczni - chichocze na myśl o nich. Zmuszam się do śmiechu, zwykle pewnie nie musiałabym, ale znów spoglądam na Lou o Harry'ego. Oboje prowadzili sekretną rozmowę, ale co jakiś czas zerkali na mnie, zdążyłam zauważyć, że się nad czymś usilnie zastanawiają.
- Taa.. Są bardzo podobni -odpowiadam, mój wzrok zwęża się na chłopakach. Teraz to nawet mój mózg krzyczał, że chodzi o Zayn'a. Patrzyli na mnie, z jakiego innego powodu mieliby to robić?
- Masz chłopaka Julio? - nie mam pojęcia, jak mam odpowiedzieć na to pytanie. Po pierwsze, jeśli mu powiem, że nie, to z pewnością będzie próbował się ze mną umówić.. brzmię na zarozumiałą, ale jeśli Zayn znalazł we mnie coś interesującego, to myślę, że Charles również. Charles był czarujący, ale odnosił się w ten sposób do wszystkich dziewczyn.
Po drugie nie jestem pewna, czym jesteśmy z Zayn'em. - najwyraźniej nie jesteśmy razem. Nie chcę mieć dwóch adoratorów jednocześnie... Nie mogę mu odpowiedzieć, gdyż Louis szybko na mnie zerka i jeszcze prędzej rusza do środka.
- Przepraszam na moment - podążam za nim. Coś się działo i ja musiałam wiedzieć co.
- Juila! Nie miałem pojęcia, że się tu zjawisz! Powinniśmy porozmawiać - Harry łapie mnie przy drzwiach wejściowych. Patrzę raz na Louis'a, raz na gapiących się na mnie Charles'a i Elenour.
- Co się dzieje? - mówię cicho oblizując usta. Harry patrzy na dom, potem na mnie zmieniając pozycję - czuł się nie komfortowo. Jest zdenerwowany, przestraszony.. - Harry - naciskam na niego.
- Nic takiego.
- Harry - ostrzegam go.
- Chodzi.. o Zayn'a - mówi powoli z lekkim wzruszeniem ramion.
- Co o Zayn'ie? - czuję, jak moje serce przyspiesza z niepokoju. Dlaczego Harry był taki zestresowany, taki przestraszony.. Kiedy chłopak nie odpowiada, odwracam się idę do środka. Lokowaty szybkim ruchem zatrzymuje mnie łapiąc z ramię.
- Julia na twoim miejscu bym tam nie szedł - jego oczy błagają mnie - Nie sądzę, że spodoba ci się to co zobaczysz.
Notka od autorki: Proszę głosujcie!! kocham was :3 Znów trzymam was w niepewności (tak jakby) hahah, przpraszam! Musiałam :) Jak myślicie, co się stało? Mam nadzieję, że rozdział się podoba!!
____________________________
Szczerze miałam nie dodawać, ledwo się wyrobiłam...
Wspominałam miliony razy i będę Was tym gnębić. Komentarze to jedyna motywacja, nie rozumiem tych spadków.. raz 15.. raz 10, a czasem przez pierwsze dwa dni od dodania pojawia się 2 lub 3... Może za dużo wymagam, ale chyba mogę, nie?
Nie mam pojęcia kiedy będzie kolejny, wracam już do domu w poniedziałek, no w Polsce będę we wtorek. Postaram się wrócić do normalnego rytmu, ale trochę to potrwa, rozdziały są coraz dłuższe ( nawet do 8 stron na wattpadzie, a jedna to prawie 2 strony A4)
Dziękuję za wsparcie, ale mam nadzieję, że grono tego ff powiększy się.
A zapomniałabym!
Cieszyłam się jak głupia, po wpisaniu w wyszukiwarkę ' one night zayn malik ' blogger pojawia się na 3 pozycji! :3 nie mogłam w to uwierzyć, myślę, że niecałe 20k w tym czasie to jest jakiś sukces, prawda?
Dziękuję i przepraszam, że zanudzam..
Co do rozdziału? ughh.. ZAYN?! Co znowu... jak to nie spodoba się jej to co zobaczy...?
Ahhh!
Do następnego :)
sobota, 2 sierpnia 2014
Rozdział 26
Soundtrack:
* Wrap My Mind Around You - Trent Dabbs
* Almost Lover - A Fine Fenzy
Zayn prowadzi mnie przez dom z ogromną lekkością znając układ pomieszczeń jak własną kieszeń. W końcu dochochodzimy do salonu, słyszę śmiechy i rozmowy innych. Gdy nagle zatrzymujemy sie na korytarzu, zanim ktokolwiek mógł nas zobaczyć chłopak rzuca we mnie zakłopotanym spojrzeniem.
- Nie dbam o to - Nie jestem pewna, czy ten wzrok był zapytaniem, o to co sobie o nas pomyślą nasi znajomi, ale nie obchodziło mnie to. Zayn przygryza wargę, mam nadzieje, że teraz nie poczuł się, jakbym go zmuszała do trzymania mnie za rękę na oczach wszystkich.
- Pieprzyć to, niech sobie gadają - jestem zaskoczona, ale i szczęśliwa jego odpowiedzią. Schodzimy w dół po schodach, które prowadzą do salonu. Jeden za drugim, wzrok każdego zwraca się w naszą stronę i podąża dokładnie wprost na nasze zaplecione palce.
Czuję się nieco zawstydzona, że z Zayne'em publicznie pokazujemy swoją sympatię*, ale jego dotyk mnie koi. Przypomina mi, że jestem tu z nim, dlatego nie obchodzi mnie, co myślą o tym inni. Pozwólmy im gadać, nie dbam o to.
- Zayn, czy to nie my znaleźliśmy Julie? - pierwszy odzywa się Louis, na szczęście udaje mu się przełamać tę niezręczną ciszę.
- Taa - Zayn przytakuje mu. Przez moja twarz przebiega fala ciepła - oni wiedzieli, ze się całowaliśmy i powiedzieli całej reszcie?
- Widzicie! My wygraliśmy! - Louis śmieje się zwracając się do Liam'a, który kreci głową w niezgodzie. Jestem wdzięczna Louis'owi za to, ze natychmiast przejął cala uwagę ze mnie i Zayn'a, przynajmniej starał się to zrobić.
- Nie prawda, nie wygraliście! To my znaleźliśmy Harry'ego, a to najtrudniejszy zawodnik! Przecież wiesz, on jest jak ninja! - Liam broni się. Zapomniałam o Harry'm, czuję się winna. Powoli na niego zerkam. Chłopak stoi oparty o parapet okna, jego wzrok skupiony na naszych złączonych dłoniach. Jego twarz nie ukazuje żadnej emocji, bezwiednie się gapi.
Chcę odciągnąć swoją rękę, czuję się beznadziejnie robiąc TO, czymkolwiek to było na jego oczach, wiedząc co do mnie czuje. Niestety nie mogłam, nie dlatego, że znów popchnęłabym siebie i Zayn'a krok w tył, ale nie chce się teraz od niego odwracać. Doskonale wiem, że jeśli to zrobię to skończy się na tym, że będzie mi brakować jego dotyku - tak jak za każdym poprzednim razem.
- Wygraliśmy Liam i nawet nie zaczynaj! Umieram z głodu, więc prędko idź kupić nam jakiś obiad! - nalega Niall. Danielle mocno śmieje sie z chłopaków. Uwielbiam kiedy oni się tak zachowują - są jak dzieci, nie ma miejsca na niezręczne sytuacje... Spoglądam na Harry'ego, który teraz gapi się w okno, przy nim stoi Sara. Nie sądzę, że ze sobą rozmawiają, ale znów, trudno jest mi się skupić na czymkolwiek, kiedy dotyka mnie Zayn.
Danielle w uspokajającym geście kładzie dłoń na plecach Liam'a, a on zerka na nią smutno, przez co chcę wybuchnąć śmiechem. Dziewczyna śmieje sie i klepie go - ta urocza sytuacja wywołuje mój szeroki uśmiech. Oni wszyscy tworzą grupę najlepszych przyjaciół.
- Zapłacę za obiad. Co powiecie na pizze? - Liam rozgląda sie po wszystkich, na chwile zatrzymuje wztok na Zayn'ie.
- Brzmi znakomicie! - Niall odpowiada za wszystkich głośnym śmiechem. Lindsay samotnie siada na kanapie. Podnoszę swoją wolna rękę, aby delikatnie dotknąć ramienia Zayn'a.
On odwraca się i patrzy na mnie skanując moją twarz z zaciekawieniem. Rzucam w nim spojrzeniem, po czym dyskretnie spoglądam na Lindsay mając nadzieje, że mulat zrozumie co mam na myśli. Odwraca się w stronę dziewczyny, i chyba załapał, bo kiedy puszczam jego dłoń, nie ma nic przeciwko i nie wygląda na złego, czy zranionego.
Od razu pragnę znów złapać jego rękę, ale nie chce być złą przyjaciółką dla Lindsay. Podchodzę do kanapy i siadam obok niej, dziewczyna cieszy się moja obecnością.
- Dobrze się bawisz? - uśmiecham się do niej. Kanapa jest nisko nad ziemia, i bardzo wygodna. Znajdujemy się w tym domu dopiero od niecałej godziny, a dochodziła już godzina 17, jestem wykończona, w większości przez emocjonalną huśtawkę.
Całowanie się z Zayn'em, rozmowa o tym co z nami będzie dalej... to było wyczerpujące, całe to zastanawianie się jak on może zareagować. Byłam nadal przygotowana, ze może wybuchnąć na kogokolwiek w każdej chwili.
- Wiec on i ty? - Lindsay przycisza swój ton z porozumiewawczym uśmiechem, nie odpowiadając na moje poprzednie pytanie. Patrzę na nią, jej wzrok skupiony jest na Zayn'ie. Smieję się i potrząsam głową.
- Taa.. Sama nie wiem - wyznaję.
- Oboje trzymalicie sie za rece, na oczach wszystkich tu zgromadzonych - przypomina mi. Tak to prawda, roblilismy to...
- Ja... poprostu nie jestem pewna, co tworzymy - mamrocze z malym usmiechem. Pamietam te pierwsza noc naszej rozmowy... on nie lubi sie afiszowac. Nawet nie zgodzilismy sie na cos wiecej... tylko poszliśmy za tym, czego on pragnal. Przyrzekl mi, ze nie bylam dla niego gra.. To jakis start - Dobrze sie tu bawisz? - odwracam sie do niej, a dziewczyna przytakuje z jasnym usmiechem.
- Oczywicie, ze tak! Ci chlopcu sa tacy zabawni! - smieje sie spogladajac na Liam'a i Niall'a. Niall mowi mu, na jaka pizze ma ochotę, ale Liam jej nie chce. Kloca sie o jedzenie oraz ilosc jaka powinni zamowic - Kto normalny spiera sie o jedzenie?
Najlatwiejsza odpowiedzia jaka znam to Niall... przez te kilka tygodni zdazylam zauwazyc u niego dwie glowne cechy. Pierwsza bylo to, ze zawsze byl radosny, i podnosil kazdego na duchu, w jakiejkolwiek sytuacji. Druga - mogl jesc. Kiedy mowie jesc, mam na mysli pochlanianie, wiecej niz normalny nastolatek. Chyba czarna dziura doskonale opisuje jego zoladek.
- Dobra - slysze, glos Liama, ktory wzdycha w woli poddania sie. Niall za to wydaje lekki okrzyk zwyciestwa.
- Co wygral? - pytam.
- Zamawiamy pięć pizz - Liam belkocze.
- Pięć? - unosze brew, bylo nas tylko dziewiecioro.
- Taa - wzrusza ramionami - Niall zabiera dwie z nich oraz resztki. - Liam wyjaśnia spogladajac na Zayn;a. Mulat stoi w miejscu gdzie go zostawilam, z zalozonymi rekami. Wyglada na zupelnie niezainteresowanego otaczajacym go swiatem. Niall zje dwie pizze... calkiem sam... czy to możliwe dla czlowieka?
- Zayn, gdzie jest twoj telefon? Muszę zamówić pizze, za które zaplaci Liam i jego przegrana drużyna! - Niall domaga sie podchodząc do Zayn'a. Chlopak wskazuje na telefon powieszony na ścianie w kuchni. Blondyn cieszy sie i szybkim husem dosięga przedmiotu.
- Hey Zayn, Charles powiedział mi, że chce zorganizowac impreze na jutro, z tego powodu potrzebuje pieniędzy od nas wszystkich, żeby zapewnić tam wódkę - odzywa sie Louis trzymając telefon przy torsie, zgaduję, że właśnie rozmawia z Charles'em.
Charles... przywódca bractwa, głowa całego ich domu. Zastanawiam się dlaczego to Zayn nim nie jest, odkąd w zasadzie to jego wujek by założycielem bractwa oraz fundatorem ich siedziby. Czy Zayn w ogóle lubił Charles'a?
- O tak, powiedz mu, że wybiorę niezłą sumkę, kiedy będę wracać z powrotem - Zayn usmiecha sie, po jego odpowiedzi wnioskuję, że lubili się. Louis powtarza słowa mulata przez telefon, po czym kończy połączenie.
- Pizza w drodze! - Niall oglasza dumnie. Obserwuję Zayn'a, ale on na mnie nie patrzy. Zamiast tego idzie w stronę Liam'a i Danielle, rozmawia z nimi. Nie chcąc się wtrącać zwracam swoja uwagę znów na Lindsay, która obecnie gawędzi z Sarą.
Rozgladając sie po pokoju, zauważam, że Harry zniknął. Przygryzam wargę, nie jestem pewna, czy powinnam go szukać. Wiem, że nie jesteśmy razem, ale czuję się winna i zdaję sobie sprawę, że powinnam mu sie wytłumaczyć. Zauważam, że Sara i Lindsay przeniosły się na kanapę - poznają się nawzajem. Robi się już ciemno, i przywożą pizze.
Kiedy idziemy do kuchni, by zjeść, szybkim ruchem chwytam Sarę i odciągam nas od innych. Kieruję ją w bardziej ustronne miejsce, w stronę ściany pełnej okien. Jej brwi łączą się w dezorientowaniu, a oczy rozszerzaja.
- Wszystko w porządku? - śmieje sie nerwowo rozglądając się po pokoju.
- Gdzie poszedł Harry? - nie wiedziałam, co miałabym zrobić, czy powiedzieć, gdyby nadal tu był. Tłumaczenie się przed nim nie miało by najmniejszego sensu, ale jednak czułam, że tak należało postąpić. Wiedziałam, że mnie lubi - przynajmniej tak twierdziła Sara, dlatego też wina wypełniała wszystkie myśli i całe serce.
- Oh, powiedział, ze musi wyjść - bełkocze tak cicho, że tylko ja jestem stanie to usłyszeć - To może mieć zwiazek z tym całym.. czymś - pokazuje w stronę gdzie staliśmy razem z Zayn'em. Przełykam ślinę, przytakuje, próbując za wszelką cenę wytrząsnąć z głowy poczucie winy. Może miał pilną sprawę do załatwienia? Miałam nadzieję, że z Zayn'em nie stanowimy głównego powodu. Razem z Sarą idziemy do kuchni, dołączając do reszty.
Niall pochłania całe pudełko, kiedy reszta jest w trakcie konsumowania drugiego kawałka. Nie wydaje sie, żeby Sara cokolwiek zauważyła, bo gawędzi z innymi. Siedzimy w jadalni. Stół został wykonany z pięknego drewna, a na nim leży kremowy obrus. Zayn siedzi naprzeciwko mnie z Lindsay i Louis'em.
Nie zerknął na mnie odkąd usiadłam razem z Lindsay, czuję jak skręca mnie od środka. Wyobrażam sobie te wzystkie myśli biegnące w jego głowie. Istnieje możliwość, że mnie okłamał i jednak byłam dla niego jakąś grą bądź zakładem, a teraz po cichu triumfuje swoje zwycięstwo. Bałam się, że właśnie powoli zdaje sobie sprawę, że zgodził sie na to... czymkolwiek to było ze mną - nudną i zwykłą dziewczyną. Ewentualnie uswiadomił sobie, że nie jestem w jego typie.
Kiedy nasza noc dobiega końca, wszyscy wychodzimy na zewnątrz do samochodów żegnając się. Zayn nikomu nie odpowiada, więc ja też mu nic nie mówię, zwłaszcza odkąd stał sie taki zdystansowany. Podchodząc do samochodu razem z Lindsay jestem zakoczona, kiedy mnie woła.
- Juilo - zatrzymuję swoje kroki, chciał sie ze mną pożegnać? Słyszę, jak sie do mnie zbliża, odwracam się w jego stronę. Kiedy znajduje się niedaleko mnie, wszyscy starają sie nie gapić i udawać, ze prowadzą niezwykle interesujące rozmowy.
- Hej? - nie wiem co powiedzieć, ale napewno nie powinnam była mówić tego.
-Myślisz, że mogłabyś mnie podwieźć najpierw do banku, a potem do domu bractwa? Przyjechałem tu z Louis'em, ale on musi coś załatwić - wyjaśnia.
- Muszę zabrać Lindsay.. - spoglądam na uśmiechającą sie dziewczyne.
- Sara! - przerywa mi wołając do blondynki, która odwraca sie w naszą stronę - Mogłabyś odwieźć mnie do domu? - pyta ją. Czuję, ze zalewa mnie krew, nie wiem jak mam sie czuć z Zayn'em w jednym samochodzie.
Zgodziliśmy sie spróbować robić to, czego w głęi duszy oboje pragnęliśmy, ruszyć dalej - przynajmniej tak myślałam - ale, minutę po tym, jak usiadłam z Lindsay, on znów zaczął mnie ignorować, jak zwykle.
- Pewnie! Niall? - Sara odwraca sie do niego. Chłopak przytakuje z uśmiechem. Oni wszycy godzili sie, abym wsiadła z nim do tego samochodu z nim, sama.
- Dzieki Jula! Oszczędziłaś mi czasu! - Louis woła ze swojej wielkej, srebrnej ciężarówki. Zayn uśmiecha sie do mnie, a ja staram sie zrobić to samo, przygotowując się na niezręczną jazdę - prawdopodobnie spowoduje ona naszą kolejną kłótnię.
- Do zobaczenia na kampusie Jula - Sara macha do mnie. Przytakuje i podchodzę do samochodu, zanim udaje mi sie jednak podejść od strony kierowcy, dlon Zayn'a chwyta mnie a nadgarstek. Odwracam sie do niego zaskoczona jego gestem.
- Ja prowadzę - mówi gładko.
- Co? - śmieję się. Każdy wsiada do swoich pojazdów zostawiając nas samych na podjeździe domu - Nie - śmieję się potrząsając głową - Nie ma mowy - mówię, jego dłon nadal mnie trzyma. Nie potrafie zignorowac iskierek przechodzacych przez moje cialo na jego dotyk. Mimo wszystko probuje, poniewaz, to on chcial prowadzic mój samochód.
- Julia, nie kloc sie, z pewnością jestem lepszym kierowcą.
- Nigdy nie widziales, jak prowadze! - nie zgadzam sie z nim.
- Jedzmy - mowi zabierajac klucze z mojej reki. Zanim zadazam jakos zareagowac, on siedzi juz na miejscu kierowcy. Wzdycham ze zloscia, i przechodze na strone pasazera. Przynajmniej ze mna rozmawial.
Wsiadam do srodka i ruszamy. Chlopak wlacza radio, tak, ze da sie rozmwaiac, ale wcale nie musimy tego robic. Wygladam za ono, chce z nim pogadac, ale nawet nie wiem od czego zaczac, czy co powiedziec.
- Wszystko w porzadku? - decyduje sie na to. Widze, jak przez moment wbija we mnie swoj wzrok, a potem znow patrzy na droge.
- Dlaczego mialo by nie byc? - po jego tonie wiem, ze pyta powaznie. Czy nie zauwazyl, ze ignorowal mnie cala noc? Czy to tylko obraz z mojej glowy?
- To znaczy... Ignorowales mnie odkad usiadlam z Lindsay - mowie. Chlopak zaciska usta. Kiedy to powiedzialam, zdalam sobie sprawe, jakie to bylo glupiutkie. Ale rozwazajac nasza relacje, ktora jest jak zacieta plyta, mam prawo sie martwic.
Zajmuje mu moment, zanim odpowiada. Oblizuje wargi i siega dlonia w moja strone, kladzie ja na moim udzie. Moje cialo natychmiast wypelnia przyjemne uczucie ciepla.
- Przepraszam, ze znow to zrobilem... - belkocze - Ja... nie przywyklem to tego, czymkolwiek to jest i po prostu... do konca nie wiem, jak powinienem sie zachowywac wsrod innych - rozumniem go, sama nie wiedzialam.
Razem z Matt'em trzymalismy sie za rece, czasem dzielilismy slodkie pocalunki, nigdy nie potrzebowalimy niczego wiecej. Ale kiedy dotyka mnie Zayn, kiedy otrze sie o mnie, pojawia sie tęsknota za czym wiecej.
- Ja chyba tez nie.. Oczekiwalam, ze bedziesz taki, jak Matt - mamrocze. Czuje, jak jego dlon napina sie, zdalam sobie sprawe, jak zabrzmialy moje slowa - To znaczy, nie chce, zebys byl taki jak on - wyjasniam szybko - On bym moim jedynym chlopakiem, jakiego kiedykolwiek mialam.
- Bylem juz w kilku zwiazkach - wyznaje skrecajac samochod, wyjezdzamy z tej ekstrawaganckiej dzielnicy - Mialy one krotka trwalosc, ale dobrze to wykorzystywalem - smieje sie, Czuje sie nieswojo rozmawiajac o tym, wiem, ze nie jesteśmy w zwiazku i nie zamierzam tego podwazac.
Nie chce myslec o tym, jak bardzo on nie lubi sie afiszowac, tworzyc cos stalego. Nie cierpie tego, jak zawsze szuka drogi, aby mnie od siebie odepchnac. Nie lubie, jak przed chwila przyznal mi sie, ze tak naprawde nigdy nie byl w prawdziwym zwiazku - czego innego oczekiwalam? Przygryzam jezyk i na moment zamykam oczy, aby wypchnac te mysli gdzies w tyl glowy.
- Czyj to byl dom? - pytam podnoszac powieki, podciagam sie na fotelu - To znaczy.. z kim jetes bezposrednio spokrewniony? Z ciocia, czy wujkiem?
- Ciocią. Dlatego miala na mnie silny, kobiecy wplyw - mowi monotonnie.
- Oh.. - odecham, kolejny kawalek ukladanki. Zadaje kolejne pytanie, starajac ie brzmiec na niezbyt ciekawska - Ona jest krewna mamy.. czy...
- Taty - dokancza za mnie. Wyczekuje odpowiedzi, ale zdaje sobie sprawe, ze wlasnie to zrobil. Czuje, jak jego dlon napina sie. Nienawidze siebie za to, ze go zdenerwowałam wracając do tego tematu.. Podnosze jego dlon i otaczam obiema rekami. Chlopak uspokaja sie.
Podjezdzamy pod bank, nie wysiadajac z samochodu chlopak wybiera ogromna ilosc pieniedzy wkladajac je do portfela. Odwozi nas spowrotem do domu bractwa. Musze to przyznac, niestety, ale orowadzi lepiej ode mnie. Ostatnim razem bylam zbyt zla na niego, aby zauwazyc te umiejętności. .
Zatrzymujac sie pod domem chlopak wysiada, ja rowniez. Przechodze na druga strone samochodu, oboje stoimy przed samym wejsciem - jest niezrecznie, nie wiemy co robic, ani powiedziec.
- Prosze - podaje mi klucze. Umiecham sie lekko i spogladam na auto.
- Wiec... Widzimy sie? - pytam, kiedy on podchodzi blizej. Czuje, jak chwyta mnie w talii, jego uta w mimencie znajduja sie na nich. Mimo, ze mineo dopiero kilka godzin, brakowalo mi jego pocalunkow.
Jego idealne usta dotykaja moich wysylajac iskierki po calym ciele, krew w moiach zylach plynie szybciej, a kolana, jak zwykle staja sie miekkie. Po chwili odsuwa sie, na jego twarzy pojawia sie maly usmieszek.
- Malik! - wola go ktos z australijskim akcentem. Zwracamy nasza uwage do chlopaka kroczacego w naza strone. Wyglada na starzego od Zayn'a, orzynajmniej ze trzy lata.
Ma blond, wystylizowane wlosy oraz mglisto zielone oczy. Jest tez dobrze zdudowany. Jak tylko znajduje sie blizej, porownuje go z Zayn'em. Nie wygladal jednak tak dobrze, jak mulat, choc byl wyzszy. Mieli taka sama wage, ale Zayn wydawal sie miec wiecej miesni.
- Charles! - Zayn usmiecha sie podchodzac do chlopaka i sciskajac na powitanie. Charles ma pojedynczy tatuaz na lewym przedramieniu, drugie zas jest calkiem czyste.
- Masz pieniadze na alkohol? - chlopak wyciaga dlon z powaga na twarzy. Charles był przyjacielski, a Zayn chyba go bardzo lubil.
- Wiesz, ze tak - smieje sie wreczjac mu plik pieniedzy.
- A kim jest ta mala istotka? - Charle usmiecha sie do mnie ze wzrokiem, na ktory mam ochote sie odwrocic z zazenowania.
- Oh.. ona jest.. - Zayn nie wie co powiedziec, troche mnie to rani. Jednak nie mam powodu, czego moglam oczekiwac? Jestem ta dziewczyna, z ktora probuje cos stworzyc? To brzmi beznadziejnie.
- Julia - przedstawiam sie stawiajac krok i podaje mu dlon. Charles umiecha sie i odwzajemnie gest.
- Milo cie poznac Panno Julio. Czy razem z Zayn'em zagoicie na jutrzejszej imprezie?
- Charles, my nie jestesmy razem - Zayn szybko przemawia. Czuje uklucie prosto w serce, choc wiem, ze oficjalnie nie jestesmy razem. Nie oczekiwalam, ze sie do czegokolwiek przyzna - ale tez, ze tak szybko wszystkiemu zaprzeczy. Nie bylam pewna, jak nas nazwac, ale nie chcialam, aby byl w tej kwesti taki obronny.
- To nawet lepiej - blondyn uśmiecha sie do mnie, zauwazam, jak Zayn zaciska dlonie w piesci, ale nic nie mowi - Powinna wpasc na tę imprezę, czyż nie Malik? - Zayn stoi w ciszy, czuje, jak staje sie zimny i oddala sie. Wzruszajac ramionami odwraca sie i podaza do srodka domu bractwa.
- Hmm... - wzrok Charles'a podaza za Zayn'em, ale zaraz powraca do mnie z jasnym usmiechem - Mam wielka nadzieje, ze jednak cie jutro tu zobacze Julio - mruga do mnie i idzie za Zayn'em.
Zostalam sama na podjezdzie domu bractwa. Czuje sie opuzczona. Nawet nie pięć minut temu Zayn calowal mnie na pozegnanie, a potem potwierdzil fakt, ze nawet nie jestemy razem, nastepnie nie mowiac nic odszedł...
Oddalił się i wyparł tych malych kroków, które udalo nam sie razem dziś wykonac, odszedl od nadziei, ktora dla nas zyskalam...
Stoje przyklejona do chodnika przed domem bractwa. Sama i zaklopotana... tak jak zawsze czuje sie, kiedy Zayn mnie opuszcza.
* taka ciekawostka: z ang. PDA - Public Display od Affection, czyli publiczne trzymanie się za ręce, uściski, niewinne pocałunki, pokazywanie innym, że dana para jest w jakiejś głębszej relacji...
+ Nie macie pojęcia jak długo główkowałam o co z tym chodzi :D
________________________________
Przepraszam za brak polskich znaków w większości miejscach, nie zdążyłam poprawić, na ipodzie jest to piekielnie monotonne i ciężkie do zrobienia... Chciałam za wszelką cenę dziś dodać ten rozdział!!
Zimny Zayn wrócił.. ehh.. ta rutyna.
Już to pisałam - zaskoczyłyście mnie tymi 30 komentarzami dwa rozdziały temu, ale pod ostatnim było tylko 9.. to trochę tak związek Juli i Zayn'a, krok w przód, dwa w tył..
Whatever, mam nadzieję, że to przejściowe i zamiast coraz mniej, będzie coraz więcej. Chyba nie muszę zaznaczać, że komentarze to jedyna motywacja :)
Zaciskam pas i tłumaczę 27, uuu kolejna impreza.. co to będzie?!
Do następnego!!! xx
* Wrap My Mind Around You - Trent Dabbs
* Almost Lover - A Fine Fenzy
Zayn prowadzi mnie przez dom z ogromną lekkością znając układ pomieszczeń jak własną kieszeń. W końcu dochochodzimy do salonu, słyszę śmiechy i rozmowy innych. Gdy nagle zatrzymujemy sie na korytarzu, zanim ktokolwiek mógł nas zobaczyć chłopak rzuca we mnie zakłopotanym spojrzeniem.
- Nie dbam o to - Nie jestem pewna, czy ten wzrok był zapytaniem, o to co sobie o nas pomyślą nasi znajomi, ale nie obchodziło mnie to. Zayn przygryza wargę, mam nadzieje, że teraz nie poczuł się, jakbym go zmuszała do trzymania mnie za rękę na oczach wszystkich.
- Pieprzyć to, niech sobie gadają - jestem zaskoczona, ale i szczęśliwa jego odpowiedzią. Schodzimy w dół po schodach, które prowadzą do salonu. Jeden za drugim, wzrok każdego zwraca się w naszą stronę i podąża dokładnie wprost na nasze zaplecione palce.
Czuję się nieco zawstydzona, że z Zayne'em publicznie pokazujemy swoją sympatię*, ale jego dotyk mnie koi. Przypomina mi, że jestem tu z nim, dlatego nie obchodzi mnie, co myślą o tym inni. Pozwólmy im gadać, nie dbam o to.
- Zayn, czy to nie my znaleźliśmy Julie? - pierwszy odzywa się Louis, na szczęście udaje mu się przełamać tę niezręczną ciszę.
- Taa - Zayn przytakuje mu. Przez moja twarz przebiega fala ciepła - oni wiedzieli, ze się całowaliśmy i powiedzieli całej reszcie?
- Widzicie! My wygraliśmy! - Louis śmieje się zwracając się do Liam'a, który kreci głową w niezgodzie. Jestem wdzięczna Louis'owi za to, ze natychmiast przejął cala uwagę ze mnie i Zayn'a, przynajmniej starał się to zrobić.
- Nie prawda, nie wygraliście! To my znaleźliśmy Harry'ego, a to najtrudniejszy zawodnik! Przecież wiesz, on jest jak ninja! - Liam broni się. Zapomniałam o Harry'm, czuję się winna. Powoli na niego zerkam. Chłopak stoi oparty o parapet okna, jego wzrok skupiony na naszych złączonych dłoniach. Jego twarz nie ukazuje żadnej emocji, bezwiednie się gapi.
Chcę odciągnąć swoją rękę, czuję się beznadziejnie robiąc TO, czymkolwiek to było na jego oczach, wiedząc co do mnie czuje. Niestety nie mogłam, nie dlatego, że znów popchnęłabym siebie i Zayn'a krok w tył, ale nie chce się teraz od niego odwracać. Doskonale wiem, że jeśli to zrobię to skończy się na tym, że będzie mi brakować jego dotyku - tak jak za każdym poprzednim razem.
- Wygraliśmy Liam i nawet nie zaczynaj! Umieram z głodu, więc prędko idź kupić nam jakiś obiad! - nalega Niall. Danielle mocno śmieje sie z chłopaków. Uwielbiam kiedy oni się tak zachowują - są jak dzieci, nie ma miejsca na niezręczne sytuacje... Spoglądam na Harry'ego, który teraz gapi się w okno, przy nim stoi Sara. Nie sądzę, że ze sobą rozmawiają, ale znów, trudno jest mi się skupić na czymkolwiek, kiedy dotyka mnie Zayn.
Danielle w uspokajającym geście kładzie dłoń na plecach Liam'a, a on zerka na nią smutno, przez co chcę wybuchnąć śmiechem. Dziewczyna śmieje sie i klepie go - ta urocza sytuacja wywołuje mój szeroki uśmiech. Oni wszyscy tworzą grupę najlepszych przyjaciół.
- Zapłacę za obiad. Co powiecie na pizze? - Liam rozgląda sie po wszystkich, na chwile zatrzymuje wztok na Zayn'ie.
- Brzmi znakomicie! - Niall odpowiada za wszystkich głośnym śmiechem. Lindsay samotnie siada na kanapie. Podnoszę swoją wolna rękę, aby delikatnie dotknąć ramienia Zayn'a.
On odwraca się i patrzy na mnie skanując moją twarz z zaciekawieniem. Rzucam w nim spojrzeniem, po czym dyskretnie spoglądam na Lindsay mając nadzieje, że mulat zrozumie co mam na myśli. Odwraca się w stronę dziewczyny, i chyba załapał, bo kiedy puszczam jego dłoń, nie ma nic przeciwko i nie wygląda na złego, czy zranionego.
Od razu pragnę znów złapać jego rękę, ale nie chce być złą przyjaciółką dla Lindsay. Podchodzę do kanapy i siadam obok niej, dziewczyna cieszy się moja obecnością.
- Dobrze się bawisz? - uśmiecham się do niej. Kanapa jest nisko nad ziemia, i bardzo wygodna. Znajdujemy się w tym domu dopiero od niecałej godziny, a dochodziła już godzina 17, jestem wykończona, w większości przez emocjonalną huśtawkę.
Całowanie się z Zayn'em, rozmowa o tym co z nami będzie dalej... to było wyczerpujące, całe to zastanawianie się jak on może zareagować. Byłam nadal przygotowana, ze może wybuchnąć na kogokolwiek w każdej chwili.
- Wiec on i ty? - Lindsay przycisza swój ton z porozumiewawczym uśmiechem, nie odpowiadając na moje poprzednie pytanie. Patrzę na nią, jej wzrok skupiony jest na Zayn'ie. Smieję się i potrząsam głową.
- Taa.. Sama nie wiem - wyznaję.
- Oboje trzymalicie sie za rece, na oczach wszystkich tu zgromadzonych - przypomina mi. Tak to prawda, roblilismy to...
- Ja... poprostu nie jestem pewna, co tworzymy - mamrocze z malym usmiechem. Pamietam te pierwsza noc naszej rozmowy... on nie lubi sie afiszowac. Nawet nie zgodzilismy sie na cos wiecej... tylko poszliśmy za tym, czego on pragnal. Przyrzekl mi, ze nie bylam dla niego gra.. To jakis start - Dobrze sie tu bawisz? - odwracam sie do niej, a dziewczyna przytakuje z jasnym usmiechem.
- Oczywicie, ze tak! Ci chlopcu sa tacy zabawni! - smieje sie spogladajac na Liam'a i Niall'a. Niall mowi mu, na jaka pizze ma ochotę, ale Liam jej nie chce. Kloca sie o jedzenie oraz ilosc jaka powinni zamowic - Kto normalny spiera sie o jedzenie?
Najlatwiejsza odpowiedzia jaka znam to Niall... przez te kilka tygodni zdazylam zauwazyc u niego dwie glowne cechy. Pierwsza bylo to, ze zawsze byl radosny, i podnosil kazdego na duchu, w jakiejkolwiek sytuacji. Druga - mogl jesc. Kiedy mowie jesc, mam na mysli pochlanianie, wiecej niz normalny nastolatek. Chyba czarna dziura doskonale opisuje jego zoladek.
- Dobra - slysze, glos Liama, ktory wzdycha w woli poddania sie. Niall za to wydaje lekki okrzyk zwyciestwa.
- Co wygral? - pytam.
- Zamawiamy pięć pizz - Liam belkocze.
- Pięć? - unosze brew, bylo nas tylko dziewiecioro.
- Taa - wzrusza ramionami - Niall zabiera dwie z nich oraz resztki. - Liam wyjaśnia spogladajac na Zayn;a. Mulat stoi w miejscu gdzie go zostawilam, z zalozonymi rekami. Wyglada na zupelnie niezainteresowanego otaczajacym go swiatem. Niall zje dwie pizze... calkiem sam... czy to możliwe dla czlowieka?
- Zayn, gdzie jest twoj telefon? Muszę zamówić pizze, za które zaplaci Liam i jego przegrana drużyna! - Niall domaga sie podchodząc do Zayn'a. Chlopak wskazuje na telefon powieszony na ścianie w kuchni. Blondyn cieszy sie i szybkim husem dosięga przedmiotu.
- Hey Zayn, Charles powiedział mi, że chce zorganizowac impreze na jutro, z tego powodu potrzebuje pieniędzy od nas wszystkich, żeby zapewnić tam wódkę - odzywa sie Louis trzymając telefon przy torsie, zgaduję, że właśnie rozmawia z Charles'em.
Charles... przywódca bractwa, głowa całego ich domu. Zastanawiam się dlaczego to Zayn nim nie jest, odkąd w zasadzie to jego wujek by założycielem bractwa oraz fundatorem ich siedziby. Czy Zayn w ogóle lubił Charles'a?
- O tak, powiedz mu, że wybiorę niezłą sumkę, kiedy będę wracać z powrotem - Zayn usmiecha sie, po jego odpowiedzi wnioskuję, że lubili się. Louis powtarza słowa mulata przez telefon, po czym kończy połączenie.
- Pizza w drodze! - Niall oglasza dumnie. Obserwuję Zayn'a, ale on na mnie nie patrzy. Zamiast tego idzie w stronę Liam'a i Danielle, rozmawia z nimi. Nie chcąc się wtrącać zwracam swoja uwagę znów na Lindsay, która obecnie gawędzi z Sarą.
Rozgladając sie po pokoju, zauważam, że Harry zniknął. Przygryzam wargę, nie jestem pewna, czy powinnam go szukać. Wiem, że nie jesteśmy razem, ale czuję się winna i zdaję sobie sprawę, że powinnam mu sie wytłumaczyć. Zauważam, że Sara i Lindsay przeniosły się na kanapę - poznają się nawzajem. Robi się już ciemno, i przywożą pizze.
Kiedy idziemy do kuchni, by zjeść, szybkim ruchem chwytam Sarę i odciągam nas od innych. Kieruję ją w bardziej ustronne miejsce, w stronę ściany pełnej okien. Jej brwi łączą się w dezorientowaniu, a oczy rozszerzaja.
- Wszystko w porządku? - śmieje sie nerwowo rozglądając się po pokoju.
- Gdzie poszedł Harry? - nie wiedziałam, co miałabym zrobić, czy powiedzieć, gdyby nadal tu był. Tłumaczenie się przed nim nie miało by najmniejszego sensu, ale jednak czułam, że tak należało postąpić. Wiedziałam, że mnie lubi - przynajmniej tak twierdziła Sara, dlatego też wina wypełniała wszystkie myśli i całe serce.
- Oh, powiedział, ze musi wyjść - bełkocze tak cicho, że tylko ja jestem stanie to usłyszeć - To może mieć zwiazek z tym całym.. czymś - pokazuje w stronę gdzie staliśmy razem z Zayn'em. Przełykam ślinę, przytakuje, próbując za wszelką cenę wytrząsnąć z głowy poczucie winy. Może miał pilną sprawę do załatwienia? Miałam nadzieję, że z Zayn'em nie stanowimy głównego powodu. Razem z Sarą idziemy do kuchni, dołączając do reszty.
Niall pochłania całe pudełko, kiedy reszta jest w trakcie konsumowania drugiego kawałka. Nie wydaje sie, żeby Sara cokolwiek zauważyła, bo gawędzi z innymi. Siedzimy w jadalni. Stół został wykonany z pięknego drewna, a na nim leży kremowy obrus. Zayn siedzi naprzeciwko mnie z Lindsay i Louis'em.
Nie zerknął na mnie odkąd usiadłam razem z Lindsay, czuję jak skręca mnie od środka. Wyobrażam sobie te wzystkie myśli biegnące w jego głowie. Istnieje możliwość, że mnie okłamał i jednak byłam dla niego jakąś grą bądź zakładem, a teraz po cichu triumfuje swoje zwycięstwo. Bałam się, że właśnie powoli zdaje sobie sprawę, że zgodził sie na to... czymkolwiek to było ze mną - nudną i zwykłą dziewczyną. Ewentualnie uswiadomił sobie, że nie jestem w jego typie.
Kiedy nasza noc dobiega końca, wszyscy wychodzimy na zewnątrz do samochodów żegnając się. Zayn nikomu nie odpowiada, więc ja też mu nic nie mówię, zwłaszcza odkąd stał sie taki zdystansowany. Podchodząc do samochodu razem z Lindsay jestem zakoczona, kiedy mnie woła.
- Juilo - zatrzymuję swoje kroki, chciał sie ze mną pożegnać? Słyszę, jak sie do mnie zbliża, odwracam się w jego stronę. Kiedy znajduje się niedaleko mnie, wszyscy starają sie nie gapić i udawać, ze prowadzą niezwykle interesujące rozmowy.
- Hej? - nie wiem co powiedzieć, ale napewno nie powinnam była mówić tego.
-Myślisz, że mogłabyś mnie podwieźć najpierw do banku, a potem do domu bractwa? Przyjechałem tu z Louis'em, ale on musi coś załatwić - wyjaśnia.
- Muszę zabrać Lindsay.. - spoglądam na uśmiechającą sie dziewczyne.
- Sara! - przerywa mi wołając do blondynki, która odwraca sie w naszą stronę - Mogłabyś odwieźć mnie do domu? - pyta ją. Czuję, ze zalewa mnie krew, nie wiem jak mam sie czuć z Zayn'em w jednym samochodzie.
Zgodziliśmy sie spróbować robić to, czego w głęi duszy oboje pragnęliśmy, ruszyć dalej - przynajmniej tak myślałam - ale, minutę po tym, jak usiadłam z Lindsay, on znów zaczął mnie ignorować, jak zwykle.
- Pewnie! Niall? - Sara odwraca sie do niego. Chłopak przytakuje z uśmiechem. Oni wszycy godzili sie, abym wsiadła z nim do tego samochodu z nim, sama.
- Dzieki Jula! Oszczędziłaś mi czasu! - Louis woła ze swojej wielkej, srebrnej ciężarówki. Zayn uśmiecha sie do mnie, a ja staram sie zrobić to samo, przygotowując się na niezręczną jazdę - prawdopodobnie spowoduje ona naszą kolejną kłótnię.
- Do zobaczenia na kampusie Jula - Sara macha do mnie. Przytakuje i podchodzę do samochodu, zanim udaje mi sie jednak podejść od strony kierowcy, dlon Zayn'a chwyta mnie a nadgarstek. Odwracam sie do niego zaskoczona jego gestem.
- Ja prowadzę - mówi gładko.
- Co? - śmieję się. Każdy wsiada do swoich pojazdów zostawiając nas samych na podjeździe domu - Nie - śmieję się potrząsając głową - Nie ma mowy - mówię, jego dłon nadal mnie trzyma. Nie potrafie zignorowac iskierek przechodzacych przez moje cialo na jego dotyk. Mimo wszystko probuje, poniewaz, to on chcial prowadzic mój samochód.
- Julia, nie kloc sie, z pewnością jestem lepszym kierowcą.
- Nigdy nie widziales, jak prowadze! - nie zgadzam sie z nim.
- Jedzmy - mowi zabierajac klucze z mojej reki. Zanim zadazam jakos zareagowac, on siedzi juz na miejscu kierowcy. Wzdycham ze zloscia, i przechodze na strone pasazera. Przynajmniej ze mna rozmawial.
Wsiadam do srodka i ruszamy. Chlopak wlacza radio, tak, ze da sie rozmwaiac, ale wcale nie musimy tego robic. Wygladam za ono, chce z nim pogadac, ale nawet nie wiem od czego zaczac, czy co powiedziec.
- Wszystko w porzadku? - decyduje sie na to. Widze, jak przez moment wbija we mnie swoj wzrok, a potem znow patrzy na droge.
- Dlaczego mialo by nie byc? - po jego tonie wiem, ze pyta powaznie. Czy nie zauwazyl, ze ignorowal mnie cala noc? Czy to tylko obraz z mojej glowy?
- To znaczy... Ignorowales mnie odkad usiadlam z Lindsay - mowie. Chlopak zaciska usta. Kiedy to powiedzialam, zdalam sobie sprawe, jakie to bylo glupiutkie. Ale rozwazajac nasza relacje, ktora jest jak zacieta plyta, mam prawo sie martwic.
Zajmuje mu moment, zanim odpowiada. Oblizuje wargi i siega dlonia w moja strone, kladzie ja na moim udzie. Moje cialo natychmiast wypelnia przyjemne uczucie ciepla.
- Przepraszam, ze znow to zrobilem... - belkocze - Ja... nie przywyklem to tego, czymkolwiek to jest i po prostu... do konca nie wiem, jak powinienem sie zachowywac wsrod innych - rozumniem go, sama nie wiedzialam.
Razem z Matt'em trzymalismy sie za rece, czasem dzielilismy slodkie pocalunki, nigdy nie potrzebowalimy niczego wiecej. Ale kiedy dotyka mnie Zayn, kiedy otrze sie o mnie, pojawia sie tęsknota za czym wiecej.
- Ja chyba tez nie.. Oczekiwalam, ze bedziesz taki, jak Matt - mamrocze. Czuje, jak jego dlon napina sie, zdalam sobie sprawe, jak zabrzmialy moje slowa - To znaczy, nie chce, zebys byl taki jak on - wyjasniam szybko - On bym moim jedynym chlopakiem, jakiego kiedykolwiek mialam.
- Bylem juz w kilku zwiazkach - wyznaje skrecajac samochod, wyjezdzamy z tej ekstrawaganckiej dzielnicy - Mialy one krotka trwalosc, ale dobrze to wykorzystywalem - smieje sie, Czuje sie nieswojo rozmawiajac o tym, wiem, ze nie jesteśmy w zwiazku i nie zamierzam tego podwazac.
Nie chce myslec o tym, jak bardzo on nie lubi sie afiszowac, tworzyc cos stalego. Nie cierpie tego, jak zawsze szuka drogi, aby mnie od siebie odepchnac. Nie lubie, jak przed chwila przyznal mi sie, ze tak naprawde nigdy nie byl w prawdziwym zwiazku - czego innego oczekiwalam? Przygryzam jezyk i na moment zamykam oczy, aby wypchnac te mysli gdzies w tyl glowy.
- Czyj to byl dom? - pytam podnoszac powieki, podciagam sie na fotelu - To znaczy.. z kim jetes bezposrednio spokrewniony? Z ciocia, czy wujkiem?
- Ciocią. Dlatego miala na mnie silny, kobiecy wplyw - mowi monotonnie.
- Oh.. - odecham, kolejny kawalek ukladanki. Zadaje kolejne pytanie, starajac ie brzmiec na niezbyt ciekawska - Ona jest krewna mamy.. czy...
- Taty - dokancza za mnie. Wyczekuje odpowiedzi, ale zdaje sobie sprawe, ze wlasnie to zrobil. Czuje, jak jego dlon napina sie. Nienawidze siebie za to, ze go zdenerwowałam wracając do tego tematu.. Podnosze jego dlon i otaczam obiema rekami. Chlopak uspokaja sie.
Podjezdzamy pod bank, nie wysiadajac z samochodu chlopak wybiera ogromna ilosc pieniedzy wkladajac je do portfela. Odwozi nas spowrotem do domu bractwa. Musze to przyznac, niestety, ale orowadzi lepiej ode mnie. Ostatnim razem bylam zbyt zla na niego, aby zauwazyc te umiejętności. .
Zatrzymujac sie pod domem chlopak wysiada, ja rowniez. Przechodze na druga strone samochodu, oboje stoimy przed samym wejsciem - jest niezrecznie, nie wiemy co robic, ani powiedziec.
- Prosze - podaje mi klucze. Umiecham sie lekko i spogladam na auto.
- Wiec... Widzimy sie? - pytam, kiedy on podchodzi blizej. Czuje, jak chwyta mnie w talii, jego uta w mimencie znajduja sie na nich. Mimo, ze mineo dopiero kilka godzin, brakowalo mi jego pocalunkow.
Jego idealne usta dotykaja moich wysylajac iskierki po calym ciele, krew w moiach zylach plynie szybciej, a kolana, jak zwykle staja sie miekkie. Po chwili odsuwa sie, na jego twarzy pojawia sie maly usmieszek.
- Malik! - wola go ktos z australijskim akcentem. Zwracamy nasza uwage do chlopaka kroczacego w naza strone. Wyglada na starzego od Zayn'a, orzynajmniej ze trzy lata.
Ma blond, wystylizowane wlosy oraz mglisto zielone oczy. Jest tez dobrze zdudowany. Jak tylko znajduje sie blizej, porownuje go z Zayn'em. Nie wygladal jednak tak dobrze, jak mulat, choc byl wyzszy. Mieli taka sama wage, ale Zayn wydawal sie miec wiecej miesni.
- Charles! - Zayn usmiecha sie podchodzac do chlopaka i sciskajac na powitanie. Charles ma pojedynczy tatuaz na lewym przedramieniu, drugie zas jest calkiem czyste.
- Masz pieniadze na alkohol? - chlopak wyciaga dlon z powaga na twarzy. Charles był przyjacielski, a Zayn chyba go bardzo lubil.
- Wiesz, ze tak - smieje sie wreczjac mu plik pieniedzy.
- A kim jest ta mala istotka? - Charle usmiecha sie do mnie ze wzrokiem, na ktory mam ochote sie odwrocic z zazenowania.
- Oh.. ona jest.. - Zayn nie wie co powiedziec, troche mnie to rani. Jednak nie mam powodu, czego moglam oczekiwac? Jestem ta dziewczyna, z ktora probuje cos stworzyc? To brzmi beznadziejnie.
- Julia - przedstawiam sie stawiajac krok i podaje mu dlon. Charles umiecha sie i odwzajemnie gest.
- Milo cie poznac Panno Julio. Czy razem z Zayn'em zagoicie na jutrzejszej imprezie?
- Charles, my nie jestesmy razem - Zayn szybko przemawia. Czuje uklucie prosto w serce, choc wiem, ze oficjalnie nie jestesmy razem. Nie oczekiwalam, ze sie do czegokolwiek przyzna - ale tez, ze tak szybko wszystkiemu zaprzeczy. Nie bylam pewna, jak nas nazwac, ale nie chcialam, aby byl w tej kwesti taki obronny.
- To nawet lepiej - blondyn uśmiecha sie do mnie, zauwazam, jak Zayn zaciska dlonie w piesci, ale nic nie mowi - Powinna wpasc na tę imprezę, czyż nie Malik? - Zayn stoi w ciszy, czuje, jak staje sie zimny i oddala sie. Wzruszajac ramionami odwraca sie i podaza do srodka domu bractwa.
- Hmm... - wzrok Charles'a podaza za Zayn'em, ale zaraz powraca do mnie z jasnym usmiechem - Mam wielka nadzieje, ze jednak cie jutro tu zobacze Julio - mruga do mnie i idzie za Zayn'em.
Zostalam sama na podjezdzie domu bractwa. Czuje sie opuzczona. Nawet nie pięć minut temu Zayn calowal mnie na pozegnanie, a potem potwierdzil fakt, ze nawet nie jestemy razem, nastepnie nie mowiac nic odszedł...
Oddalił się i wyparł tych malych kroków, które udalo nam sie razem dziś wykonac, odszedl od nadziei, ktora dla nas zyskalam...
Stoje przyklejona do chodnika przed domem bractwa. Sama i zaklopotana... tak jak zawsze czuje sie, kiedy Zayn mnie opuszcza.
* taka ciekawostka: z ang. PDA - Public Display od Affection, czyli publiczne trzymanie się za ręce, uściski, niewinne pocałunki, pokazywanie innym, że dana para jest w jakiejś głębszej relacji...
+ Nie macie pojęcia jak długo główkowałam o co z tym chodzi :D
________________________________
Przepraszam za brak polskich znaków w większości miejscach, nie zdążyłam poprawić, na ipodzie jest to piekielnie monotonne i ciężkie do zrobienia... Chciałam za wszelką cenę dziś dodać ten rozdział!!
Zimny Zayn wrócił.. ehh.. ta rutyna.
Już to pisałam - zaskoczyłyście mnie tymi 30 komentarzami dwa rozdziały temu, ale pod ostatnim było tylko 9.. to trochę tak związek Juli i Zayn'a, krok w przód, dwa w tył..
Whatever, mam nadzieję, że to przejściowe i zamiast coraz mniej, będzie coraz więcej. Chyba nie muszę zaznaczać, że komentarze to jedyna motywacja :)
Zaciskam pas i tłumaczę 27, uuu kolejna impreza.. co to będzie?!
Do następnego!!! xx
Subskrybuj:
Posty (Atom)