czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział 69

Enjoy :)

Juliet POV
Droga powrotna do domu zajmuje mi dłużej, niż zazwyczaj. Wykorzystuję chwilę wolnego czasu, by ochłonąć i oczyścić umysł przed kolejną poważną rozmową z Sarą. Nie jestem zła na Zayn’a.. Przynajmniej, nie tak bardzo, jak jemu się wydaje, po prostu mnie zdenerwował, i szczerze mówiąc, nieco przeraził.
Z jakiegoś nieznanego mi powodu otrzymał ten zakaz sądowy. Dlaczego go przede mną ukrywał, skoro to nic czym mogłabym się zamartwiać? Nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Jestem pewna, że chłopak nie jest niebezpieczny – przynajmniej nie wobec mojej osoby, Jego stosunki z innymi ludźmi to już inna bajka.
Przypominam sobie Zayn’a w akcji, w tę felerną noc ataku Derek’a na mnie.. Nieźle mu wtedy przyłożył na tej imprezie. Nie bardzo mi to jednak przeszkadzało, dupek zasłużył na porządne lanie. Może Zayn faktycznie poważnie uszkodził jakiegoś chłopaka, wtedy w Bradford i z tego właśnie powodu jego rodzina założyła mu sprawę w sądzie.
Mimo wszystko taka wersja wydarzeń jest dla mnie nie do przyjęcia, chłopcy często przemawiają sobie do rozumu poprzez przemoc, jednak najczęściej sobie wybaczają. Innymi razem się biją i rozchodzą w dwie przeciwne strony. Nie biegną z płaczem do swoich rodziców. Pocieram placami dłoni swoje zmęczone oczy zbliżając się do kampusu.
Uroczysty obiad został zaplanowany na ten piątek, nie chcę, aby Zayn zrezygnował z wyjścia, nie chcę, aby to nam przepadło. W takim razie, moim jedynym wyjściem jest akceptacja… Mój żołądek wykonuje fikołka na samą myśl o takiej decyzji. Nie jestem taka – zawsze dociekam prawdy, jestem uparta i nie odpuszczam, ale… Ciężko wzdychając wjeżdżam na parking collegu wyłączając silnik.
Nie wiem, co mam począć. Chłopak posiada sądowy zakaz zbliżania się do kogoś, wygląda na to, że sprawa jest na tyle beznadziejna, że mnie okłamał. Powinnam dalej dociekać prawdy, czy trzymać ręce z dala od jego spraw?
Powietrze jest mroźne, robi się już późno. Szybkim krokiem niemalże wbiegam do budynku, mam już dość tej niskiej temperatury. Ciepłe powietrze przyjemnie opatula moja zmarznięte ciało. Dochodzę do właściwych drzwi, biorę głęboki oddech i otwieram je błagając o obecność i spokój Sary. Wreszcie będziemy mogły sobie wszystko wyjaśnić.
Wchodząc do środka zauważam, że nasz pokój akademicki jest zupełnie pusty. Zgaduję, że Sara nadal przebywa ze swoimi znajomymi. Nawet nie zauważyłam, jak bardzo zmęczona byłam, dopóki nie kładę się na miękkim materacu i od razu zasypiam.

^^^
Następnego ranka budzę się we wciąż pustym pokoju. Czuję niepokój. Mam ogromną nadzieję, że z Sarą wszystko w porządku, jestem pewna, że jest z Niall’em, lub jakąś swoją bliższą znajomą. To mimo wszystko nie uspokaja moich nerwów. Zamiast przejmować się dręczącymi mnie myślami, chwytam torbę i udaję się do studia tańca. Może Sara wróciła do domu wczoraj w nocy, ale zdecydowała się pójść do kościoła. Ostatnio mam mocny sen.
Pocieram dłonią głowę spoglądając na zegarek. Elektroniczne urządzenie wskazuje 8:43. Okazało się, że spałam całe dwanaście godzin, albo nawet i więcej. Moje ciało jest nadal zaspane.
Ciężko to nazwać snem, to było bardziej, jak hibernacja. Dzięki temu udało mi się trzymać myśli z dala od tajemniczego papieru Zayn’a. Czego takiego się dopuścił, że ktoś musiał załatwiać sobie sądowy zakaz zbliżania? Czy, aż tak zabawiał się z jakąś dziewczyną, że miała go w końcu dosyć?
Dojeżdżając pod studio taneczne, chowam swoją naturalną ciekawość w dal i skupiam się nad nadchodzącym treningu. Z recepcji odbieram kluczyk do swojej salki i wpadam w trans taneczny. Podczas obrotów, wyskoków wyzwalam się ze zbędnych emocji, odpycham od siebie ogromną ciekawość, która mną kieruje.
Potrzebuję Sary, brakuje mi mojej najlepszej przyjaciółki, mam potrzebę głębokiej rozmowy z kimś, kto mnie zna. Nie mogę zwrócić się z tym do Matt’a – nie kiedy wszystko się w końcu zaczęło układać.

^^^
Wracając z powrotem do akademika natykam się na siedzącą nad monitorem komputera Sarę. Dziewczyna nie zawraca sobie nawet mną głowy, nie patrzy na mnie. Odkładam swoje rzeczy wzdychając. Rozglądam się po pokoju, który nadal lśni czystością.
- Jak minęła ci noc? – pytam ją zwyczajnie. Spoglądam za swoje ramię sprawdzając, czy może tym razem zwróci na mnie uwagę. Wyciągam z torby ubrania – okazało się, że tańczyłam zaledwie 20 minut. Nie byłam w stanie myśleć o niczym innym, tylko o Sarze, martwiłam się. Może powinnam była do niej po prostu zadzwonić, jednak nie miałam pewności, czy raczy ode mnie odebrać.
- W porządku – odpowiada ze wzruszeniem ramion nadal na mnie nie patrząc. Jej wzrok jest wlepiony w ekran laptopa, cichnę. Czekam, aż dziewczyna rozwinie swoją wypowiedź, Sara nigdy nie odpowiada pół słówkiem, za każdym razem ma więcej i więcej do powiedzenia.
Po kilku minutach spędzonych w ciszy, kiedy ja nie odzywałam się, ani słowem, ona również nic nie dodaje. Brak szczegółów z poprzedniej nocy, nawet ciężkich wdechów. Odnoszę wrażenie, że stoję w tym pokoju całkiem sama.
- Sara… Możemy się w końcu pogodzić? – pytam ją niemalże szeptem z wolna podchodząc w jej stronę – Rozumiem, dlaczego jesteś zawiedziona, smutna.. Nie powinnam była trzymać tej felernej bransoletki, wiem. Nie potrafię ci wyjaśnić, w jakim celu ją skrycie przy sobie miałam.. Po prostu.. Ta mała rzecz dawała mi poczucie ustabilizowania – staram się to jakoś wyjaśnić.
Słyszę, jak dziewczyna wzdycha, a jej ramiona opadają. Obraca krzesło w moją stronę, jej wzrok spuszczony jest w ziemię. Czekam na jej odpowiedź, ale dziewczyna tylko kręci głową.
- Przepraszam za to, że się tak na ciebie zdenerwowałam.. jednak wygląda to bardzo jednoznacznie. Trzymając tę bransoletkę dajesz innym znak, że nadal nie odcięłaś przeszłości, ani Matt’a. Przecież masz Zayn’a i… Wydaje mi się, że bojowe nastroje z was przeszły na mnie i Niall’a – wzdycha ciężko.
- O co się pokłóciliście? – nie potrafię sobie tego wyobrazić. Może spierali się o jakieś wspólne wyjście i nie mogli jednogłośnie zdecydować gdzie się wybrać? O to kto ma bardziej blond włosy? Kto ma więcej znajomych? Kto jest bardziej znany wśród studentów? Wydaje mi się, że pokłócili się o drobnostkę, wątpię, że chodziło o coś poważnego.
- Taką pewną sprawę… - wzrusza ramionami – Słodkie czasy sielanki dobiegły końca – dodaje po chwili. Ta nazwana przez nią ‘sielanka’ trwała dobre dwa miesiące – Teraz już między nami okay, jednak mamy za sobą bardzo ciężką noc – zapewnia mnie.
- Chcesz o tym pogadać, czy.. – strzelam bez wcześniejszego przemyślenia. Spoglądam na nią opierając się całym ciężarem ciała. Dziewczyna przebiera palcami po materiale spodenek, które ma na sobie wzruszając ramionami.
- Nie mam wiele do powiedzenia, wciągnęliśmy się. Byliśmy tacy na siebie źli, adrenalina szalała w naszych żyłach, szczerze mówiąc, po pewnym czasie to nawet już nie pamiętałam, o co nam poszło – chichocze spoglądając na mnie – Czułam się całkiem, jak ty i Zayn – kłóciliśmy się o nic.
- Zayn i ja nie kłócimy się bez powodu – bronię nas upewniając się przedtem, by nie zabrzmieć zbyt ostro. Myślę, że mówienie jej o tym papierze, który dzisiaj znalazłam nie ma żadnego logicznego wyjaśnienia. Sara straci tylko do niego zaufanie, potem powie o wszystkim Niall’owi, następnie dowie się o tym całe bractwo.. Wszystko zamieni się bałagan pełen krzywdzących plotek. Tego wolę uniknąć.
- Sara.. Tak mi przykro, przepraszam, ze mnie przy tobie nie było.. To było nieodpowiednie z mojej strony. Ja taka nie jestem, tak nie postępuję.. Wiem, że się ciągle zmieniam, nie jestem w stanie zatrzymać tego procesu – wzruszam ramionami przesuwając swoje krzesło bliżej niej. Jej niebieskie tęczówki lustrują mnie, dziewczyna kręci głową.
- W porządku Jula.. po prostu.. Odnoszę wrażenie, że zaczynam cię tracić – jej policzki płonął z zawstydzenia. Uśmiecham się otaczając jej drobne ciało ramionami. Byłam  jedną z niewielu stabilnych rzeczy w jej życiu.
- Nigdy, przenigdy mnie nie stracisz Sara. Słyszysz? Jesteś dla mnie, jak siostra – zapewniam ją. Dziewczyna uśmiecha się wybuchając śmiechem. Gdybym kiedykolwiek miała mieć siostrę, wyobrażam ją sobie ją taką, jaka właśnie jest Sara – prawdopodobnie nie tak nudną, jaka jestem ja.
- Boże, byłam taka zła, taka wściekła, nie mam pojęcia co mnie do tego skłoniło – marszczy brwi – Wydaje mi się, że jak zobaczyłam tę bransoletkę, jak odkryłam, że ty nadal ją masz poczułam się odepchnięta? Pomyślałam, że nadal trzymasz się Matt’a.. że pragniesz wrócić do swojego starego życia. Dotarła do mnie złudna myśl, że nie lubisz tego, kim się teraz stajesz.. wiesz życia ze mną i w ogóle – wzrusza ramionami.
- Przecież stanowiłaś sporą części mojego dawnego życia – śmieję się – Nawet gdybym je zatrzymała, ty nadal byś przy mnie była – zaznaczam. Dziewczyna przytakuje podnosząc się na sekundę, po czym wzrusza ramionami.
- Byłam po prostu niemądra – wyznaje – bardziej do siebie. Wzdycham czują ogromną ulgę. Koniec z naszą sprzeczką.
- Co ty na to, że obie przyznamy się do bycia niemądrymi i wrobimy coś zabawnego? – proponuję.
- Co na przykład? – dziewczyna podskakuje z radości przyglądając mi się z szeroko otwartymi, błyszczącymi oczami.
- Um.. Mogłybyśmy pójść potańczyć? – sugeruję, coś, na co akurat zawsze mam ochotę. Tym bardziej, że teraz mogę tańczyć dłużej, czerpać z tego dużo więcej radości wiedząc, że Sara nie jest już na mnie obrażona. Jednakże sądząc po jej minie i lekkim podejrzliwym uśmiechu jestem w stanie stwierdzić, że dziewczyna ma inny pomysł. Mimo wszystko mam złe przeczucie co do tego.
Podnosi się z miejsca, podchodzi do komody biorąc do ręki ramkę z zdjęciem, po czym obraca się do mnie. Przyglądam się temu zdjęciu. Przedstawia ono nas, jako małe dziewczynki podczas lekcji tańca, podarowałam to jej na urodziny. Nie mam pojęcia, co to ma do rzeczy. Czy w ten sposób wyraża swą chęć do tańca?
- Nadal trzymam ten prezent urodzinowy – wykrzykuje śpiewnym głosem. Spoglądam na nią zakłopotana, kiedy dziewczyna wyciąga zza ramki kawałek papieru – Jeden dzień pełen zakupów i bez marudzenia.
- Narzekanie to połowa całej zabawy – odpowiadam z uśmiechem, teraz już się z tego nie wymigam. Zakupy nie brzmią najgorzej, jednego razu, gdy Charles zabrał mnie na lunch, udałam się na jedne. W jakiś sposób pomogły mi odwrócić swoje myśli.
- Ty, Panno Augustine nadal jesteś mi winna zakupową randkę – unosi brodę podając mi swą dłoń. Śmieję się kręcąc głową.
- W porządku – wzdycham. Dziewczyna podciąga mnie, obie kończymy na ciasnym uścisku.
- Tak bardzo cię przepraszam Jula – wzdycha.
- Ja również cię przepraszam – obu nam puściły nerwy, zachowywałyśmy się irracjonalnie, nie chowam wobec niej urazy, a Sara… ona często ją chowała, jednak często wybacza innym.
^^^
Sara w mgnieniu oka zawozi nas do centrum handlowego. Te zakupy okazały się być bardziej zabawne, niż zazwyczaj. Przechadzamy się po każdym sklepie, śmiejemy się z dziwacznych ubrań, których nikt nie chce zakupić.
Po kilku godzinach morderczej wędrówki, Sara ciągnie mnie do kolejnego sklepu obiecując, że to ostatni – chyba już dziesiąty raz odwiedzamy ‘ten ostatni’. Mimowolnie uśmiecham się, gdy obie wchodzimy do sklepiku po brzegi wypełnionego rozmaitymi sukienkami. Sara od razu rzuca się na wiszące wkoło kreacje, już nawet zdążyła kilka wybrać i trzyma ja w ramionach.
- Dlaczego kupujemy akurat sukienki? – śmieję się, gdy przechadzamy się  i oglądamy wszystkie półki wypatrując niezwykłych zdobyczy. Do tej pory kupiłam już legginsy, spodnie, kilka sweterków, kilka par butów – pomału przygotowuję się do zimowej aury. Dziewczyna nie odpowiada wpychając mnie pomiędzy regały. Lustruje wszystkie sukienki wzrokiem, uśmiecha się.
- Ubierz tą – dziewczyna podaje mi miękki materiał. Spoglądam na nią zaskoczona, po czym wybucham śmiechem.
- Sara, wcale nie potrzebuję długiej, eleganckiej sukni – kręcę przecząco głową – W dodatku, jestem pewna, że kosztuje majątek i-
- Uroczysty obiad jest już w ten piątek.. Będzie to bardzo formalny wieczór – zaznacza wciskając mi suknię do rąk. Przewracam oczami rozglądając się po butiku.
- Dobra – wzdycham zabierając od niej sukienkę. Sara uśmiecha się zwycięsko. Zaskakuje mnie jednak fakt, że wręczyła mi tylko tę jedną. Nawet nie spoglądam na nią, tylko szybkim krokiem udaję się do przymierzalni. Jedyne co zdążyłam zauważyć to cenę – wszystkie te sukienki kosztują znacznie więcej, niż zwykłam wydawać.
- Chodźmy je przymierzyć! – uśmiecha się. Jeden z pracowników z przyjemnością wskazuję nam drogę do przymierzalni na tyle sklepu. Sara wchodzi za zasłonkę zaraz koło mnie. Prędko zrzucam z siebie ubrania i zakładam wskazaną mi sukienkę.
- Podoba ci się? – pyta mnie.
- Już się w swoją przebrałaś? – śmieję się. Ja ledwie zaczęłam zapinać zamek z tyłu kreacji.
- Jestem w tym najlepsza – śmieje się – Pospiesz się! Chcę cię zobaczyć! – jej niecierpliwy ton rozchodzi się po całym sklepie. Przewracam oczami wychodząc zza zasłonki.
- Nie mogę się zapiąć – wzdycham, na co dziewczyna pokazuje mi palcem, abym odwróciła się do niej tyłem. Wykonuję polecenie i zamek zostaje szybko zapięty.
- Taka bezradna – śmieje się obracając mnie w swoją stronę – Przyzwyczaisz się – odpowiada stanowczo. Spoglądam na to co sama dla siebie wybrała. Dziewczyna ma na sobie przepiękną szmaragdową sukienkę bez ramiączek uszytą z gładkiego satynowego materiału. Z tyłu sukni pozostawiono nieco więcej jaśniejszego materiału, który tworzy delikatny tren. Z kolei z jednej strony materiał został nieco uniesiony, dzięki czemu noga dziewczyny jest wspaniale wyeksponowana.
- Sara, nie mam na tyle pieniędzy..
- Czy ty w ogóle spojrzałaś na metkę? – dziewczyna pyta mnie chwytając za niewielki kartonik zwisający z boku. Słyszę ciche pstryknięcie, po czym obracam się z szeroko otwartymi oczami widząc, że metka już dłużej nie jest przytwierdzona do sukni. Teraz blondynka trzyma ją w ręku.
- Sara! – wydycham zaskoczona  łapiąc się za miejsce, w którym wcześniej zwisał kartonik – Nie możesz tego zrobić! – dziewczyna ogląda papierek, po czym spogląda na mnie.
- Jula, wyglądasz przepięknie – uśmiecha się – Zaraz wracam – obraca się na pięcie i opuszcza przymierzalnię. Gapię się w miejsce, w którym przed chwilą stała. Dlaczego właśnie oderwała metkę? Czy planuje ją na mnie jakoś wynieść? Bez płacenia? Nie wyobrażałam sobie, że dziewczyna może być zdolna do takich czynów.
Wzdychając obracam się do lustra wiszącego za mną. Pierwszy raz faktycznie przyglądam się sobie. Sukienka całkiem nieźle na mnie leży. Cała ma klasyczny wygląd z domieszką anielskości – ma taki uroczy dekolt. Na wysokości biustu występuje plisowany materiał oraz półprzezroczysta koronka wycięta na boku. Srebrny frez doskonale komponuje się z całością przycinając dekolt i ciągnie się do biustu. Sukienka jest długa, wykonana z delikatnego materiału przypominającego jedwab. Jej kolor jest bardzo jasny – to kremowy koral.
Przykładam dłonie do boków swobodnie opadających ku dołowi. Materiał przyjemnie pieści opuszki moich palców. Wyobrażam sobie co założy Zayn – przynajmniej mam nadzieję, że będzie miał na sobie coś podobnego, jak będziemy razem wyglądać. Przygryzam wargę, zawsze przecież mogę zadzwonić do Kate, bądź Steven’a i poprosić o pożyczkę…
- Okay, wychodzimy. Przebieraj się – Sara uśmiecha się przechodząc koło mnie, po czym znika w swojej przymierzalni. Nie odzywam się, ani słowem tylko wracam i ubieram z powrotem swoje ciuchy. Ostatecznie niezdarnym krokiem wychodzę z przymierzalni z sukienką w ręku. Sara stuka stopą o podłogę czekając na mnie.
- W końcu! – wykrzykuje stawiając krok przed siebie. Podążam za nią wychodząc ponownie na otwarty sklep.
- Chyba zadzwonię do Kate lub Steven’a, by pożyczyli mi trochę pieniędzy i-
- Nie trzeba – uśmiecha się zabierając ode mnie materiał, po czym wrzuca go do reklamówki, której wcześniej wcale nie zauważyłam. Przyglądam się całej tej akcji – nie słyszę żadnego alarmu, nikt nie zawraca sobie tym głowy. Zaciskam usta spoglądając na dziewczynę, która chyba jest świadoma swoich czynów. Ciekawe czy wie co właśnie chodzi mi po głowie…
- Sara.. – wypowiadam zaciekawiona. Czy ona właśnie kradnie sukienkę?
- Nie odnoś się do mnie tym tonem – śmieje się ciągnąc mnie na zewnątrz. Przyglądam się jej zszokowana.
- Sara, właśnie wyszłyśmy ze sklepu z ubraniami, za które nie zapłaciłyśmy! Z sukienką, z której oderwałaś metkę! Tę, która bez wątpienia kosztowała ponad 200 dolarów! – krzyczę.
- Shhh Jula – śmieje się zatrzymując nas – Zapłaciłam za ciebie – pokazuje mi paragon ukazując, jak wiele wydała na ten zakup.
- Sara – kręcę głową.
- Jula, to ja zrobiłam z siebie kompletną idiotkę.. Przynajmniej mogę ci się odwdzięczyć strojąc cię na ten piątek – uśmiecha się do mnie.
- Sara nie podoba mi się to, że płaciłaś za moją sukienkę oraz swoją. Mogę ci za nią zwrócić, zadzwonię tylko do Kate-
- Jula, nie spieraj się ze mną! W taki sposób godzę się z tobą i szczerze mówiąc, w dokładnie taki sam sposób funkcjonuje przyjaźń – śmieje się. Dziewczyna ma zupełną rację, za każdym razem, gdy się pokłócimy, ona potem kupuje mi prezenty. Wzdycham kręcąc głowę, nie znajdę sposobu, by jej oddać te pieniądze – Jestem głodna – narzeka blondynka.
- Ja zapłacę! – proponuję szybko, na co dziewczyna wybucha śmiechem. Nie ma jednak nic przeciwko. Wychodzimy z centrum handlowego i jedziemy do Panera Bread (świetne miejsce, jeśli będziecie kiedyś w USA to koniecznie wpadajcie!) Wybieramy miejsc na tyłach czekając na zamówione już jedzenie.
- Między tobą, a Niall’em już w porządku?
- Tak – uśmiecha się – Zaprosił mnie na piątkowe wyjście, więc… myślę, że już okay. Ty i Zayn? – pyta. Jej niebieskie tęczówki wpatrują się we mnie wyczekując odpowiedzi. Pocieram miejsce między oczami wzdychając ciężko – O nie, co tym razem?
- Nic takiego – wymuszam na sobie uśmiech – Między nami właściwie jest idealnie – tak rzeczywiście było, pomijając nasze ostatnie chwile. Dziewczyna przyjmuje to do wiadomości, jednak na jej twarzy maluje się niezadowolenie. Po chwili rozmowy na zupełnie odległe tematy, postanawiam zadać jej pewne pytanie. Mam nadzieję, że nie skojarzy tego ze mną i Zayn’em…
- Sara.. Co byś zrobiła, gdybyś dowiedziała się o Niall’u czegoś, czego wcale nie powinnaś była poznać, a on skłamał by na ten temat? – staram się jak najbardziej uogólnić całą tą nieprzyjemną sprawę. Gdybym pisnęła coś o tym zakazie przy niej, nie miałabym już spokoju. Plotka rozeszła by się po świecie, niczym błyskawica.
Dziewczyna oblizuje usta zastanawiając się nad odpowiedzią. Zakłada ręce na piersi spoglądając na sekundę na sufit. Rozluźniając się pochyla się do przodu, po czym wzrusza ramionami.
- Myślę, że.. Gdyby to dotyczyło nas, miało na nasz związek bezpośredni wpływ, na nasze szczęście, zapytałabym go o to. Starała się zrozumieć dlaczego. Jednak, gdyby było na odwrót, gdyby to nie miało z nami żadnego powiązania, zostawiłabym tę sprawę w spokoju. Wiem, że on ma własne tajemnice, każdy facet takie ma.. Jednak gdy skłamał w takiej sprawie, jak na przykład utajenie faktu o zdradzie, że przespał się z inną dziewczyną.. wtedy możesz śmiało wziąć sprawę w swoje ręce – uśmiecha się.
Odwzajemniam gest. To co powiedziała było bezapelacyjnie bardzo rozsądne, skoro sprawa nie umniejszała naszemu szczęściu – mojemu i Zayn’a, to nie powinno mieć żadnego znaczenia. Ten cały dokument nie wpływał na nas – może trochę mnie przeraził, jednak większym powodem mojego strachu było jego kolejne kłamstwo. Oszukał mnie, za co otrzymał, aż tak poważny papier.
- Co jeśli to coś złego? Złego, jak.. – nie wiem jak mam to opisać, żeby nie mówić wprost – Co jeśli dowiedziałabyś się, że Niall um.. zrobił coś złego, co więcej, nie miałabyś pojęcia co to było, a on jeszcze o tym skłamał?
- Złego jak..
- Nielegalnego – odpowiadam cicho. Sara wzdycha ponownie przygryzając wargę. Stuka palcami o blat stołu wzruszając ramionami.
- Moja odpowiedź brzmi identycznie.. Dopóki kogoś nie zamordował, albo nie handlował narkotykami, nie sądzę, że to robi jakąkolwiek różnicę. Gdyby to było faktycznie coś złego, prawdopodobnie siedziałby w więzieniu, lub co najmniej otrzymał nadzór policyjny – prawda. Zayn nie siedzi aktualnie w więzieniu, ten cały dokument nie może dotyczyć czegoś bardzo poważnego.
- Masz rację – mówię.
- Rację? W czym? – pyta spoglądając na blat, na którym akurat postawiono nasze zamówienie.
- Niczym – śmieję się zdając sobie sprawę, że ona nie ma pojęcia o co mi chodziło. Podnosi się z miejsca w celu przyniesienia naszych posiłków.
- To za przyjaźń – uśmiecha się unosząc ku górze szklankę wody.
- Za przyjaźń.
- Oraz kupno sukienek, w których wyglądamy nieziemsko – dodaje, podczas gdy nasze szklanki stukają się ze sobą. Spoglądam na swój nadgarstek, czarne serduszko widnieje na nim w nienaruszonym stanie. Zaprzestanę grzebania w sprawach Zayn’a – nadszedł w końcu czas na czerpanie radości z naszego związku. Pora skończyć z ciekawością.
Pora by przestać obawiać się nieznanego.

Co tak spokojnie? :D 
Miłych wakacji!


czwartek, 2 lipca 2015

Rozdział 68

Przepraszam za dwa tygodnie ciszy! Kilka słów więcej naskrobię pod rozdziałem..
Enjoy:
Po ekranie z wolna przesuwają się napisy końcowe, a ja wpatruję się w niego, nie będąc się w stanie poruszyć. Niby przeczytałam już książkę, pamiętam ją bardzo dokładnie, jednak film nadal wzbudza we mnie ogromne emocje. Zayn patrzy na mnie z pół uśmiechem uważnie lustrując moją reakcję. Wątpię, że w ogóle skupiał się na filmie.
Przez większość czasu całował mnie czule w policzek, zaplatał nasze palce, ocierał się opuszkami palców o moje plecy, wzdłuż mojej nogi, aż po samo ramię. Robił wszystko, aby mnie rozpraszać.
Zaraz po tym, jak na ekranie telewizora pojawia się zakładka z ustawieniami, rozluźniam się w jego ramionach wzdychając. Rozmyślam nad dopiero co obejrzanym filmie.
- Przypadkiem nie czytałaś już książki? – głęboki rechot Zayn’a obija się o moje uszy.
- Tak, ale.. Po prostu.. Minęło już trochę czasu – śmieję się lekko. Tragiczny koniec, nieciekawej historii miłosnej. Spoglądam na chłopaka zaciskając usta w wąską linię -  Myślę, że muszę już wracać.. – chłopak smutnieje – Razem z Sarą musimy sobie jeszcze wiele wyjaśnić.
Mam nadzieję, że dziewczyna już ochłonęła, i wróciła do domu. Doskonale rozumiem jej żal i smutek, ale nie mogę postępować według jej zasad. Wiele się zmienia w naszych życiach, ale mimo to nadal staramy się jakoś do tego adaptować, przystosowywać. Jesteśmy w stanie podołać tym zmianom.
- Okay – chłopak marszczy brwi, po czym przyciąga mnie do siebie, składa miękki pocałunek na policzku, po czym chwyta mnie za nadgarstek. Jego kciuk ociera się o narysowane wcześniej malutkie serduszko.
- Pójdę pozbierać swoje rzeczy – odpowiadam cicho. Nie chcę już wychodzić, ale jestem pewna, że jeśli tego teraz nie zrobię to chłopak przekona mnie do pozostania z nim tutaj na kolejną noc.
Zayn zgadza się skinieniem głowy, opiera się całym ciężarem ciała o kanapę, kiedy ja podnoszę się z miejsca i wychodzę z salonu do sypialni. Przechodząc przez próg pokoju ciężko wzdycham. Podchodzę do własnej torby, otwieram ją i wrzucam do środka zwiniętą pidżamę.
Obracam ją w poszukiwaniu telefonu. Wątpię, że po tym wszystkim Sara zawracałabym sobie głowę dzwonieniem do mnie, jednak wolę to sprawdzić – tak na wszelki wypadek. Z łatwością odnajduję urządzenie, wysuwam je z kieszonki. W tym samym czasie ze środka wypada moja pomadka, po czym turla się pod łóżko. Buczę zirytowana, klękam na zimnej, drewnianej podłodze i wchodzę pod mebel w poszukiwaniu zguby.
Szukając pomadki natykam się na pojedynczą, białą kopertę. Podnoszę się zerkając na drzwi do pokoju. Skąd wzięła się tu ta koperta? Ponownie schylam się pod łóżko, nie powinnam tam grzebać.. szperanie w jego rzeczach było nie na miejscu… Szybkim ruchem wyciągam swoją pomadkę i kopertę.
Siadam opierając się o miękki materac, spoglądam na kopertę. Jej przód pokryty jest pieczęcią rządu. Sam papier wygląda na nieco zniszczony, tak jakby ktoś rozerwał ją w niezwykle szybkim tempie, przeczytał zawartość i równie prędko zamknął.
Biorę głęboki oddech rozważając swoje możliwości. Nie powinnam była jej w ogóle otwierać, jednak coś mi podpowiada, że musiałam się dowiedzieć. Dlaczego Zayn trzyma kopertę zapieczętowaną przez rząd pod swoim łóżkiem? Otwieram ją przyglądając się każdemu elementowi. Nie mogę zrozumieć znaczenia połowy ze słów, które przeczytałam, ale rozpoznaję, że to nakaz policyjny, imiennie wypisany na Zayn’a.
Czy ten list pochodzi z czasów, gdy Zayn regularnie łapał prawo i został złapany? Nie jestem w stanie określić na podstawie jakiego przewinienia został wystawiony ten papier. Wszystkie te sformułowania są napisane bardzo zaawansowanym i urzędowym pismem. Skupiam się na tym co jestem w stanie w pełni rozszyfrować, przyglądam się tytułowi.

Postanowienie
W imieniu sprawiedliwości, sąd angielski w Bradford po zapoznaniu się ze sprawą z powództwa wnioskodawcy – rodziny Dower przeciwko oskarżonemu - Panu Malik’ owi orzeka o jego winie oraz decyduje o bezwzględnym zakazie zbliżania się do pokrzywdzonych.
Jako strona przeciwna, niniejszym sąd informuje, że każde umyślne, bądź nieumyślne odstąpienie od tego postanowienia, będzie uznane za naruszenie prawa.

Pismo zostało podpisane datą, wydaje mi się, że wtedy mniej więcej Zayn tutaj przyleciał, przeprowadził się te kilka lat temu.. Moje ciało ogarnia obawa, zmartwienie, czuję uścisk w klatce piersiowej. Staram się uspokoić swoje szalone myśli, jednak nic nie pomaga, nadal oblewają mnie zimne poty, a mięśnie nie przestają być napięte.
- Julio – upuszczam papier na dźwięk jego surowego tonu. Obracam się i napotykam jego mrożący krew w żyłach wzrok – Co tu robisz? – podnoszę się trzymając białą kopertę między placami dłoni. Rozglądam się mając nadzieję, że nie wygląda to, aż tak źle.
- J-ja.. – Szukałam tylko pomadki, nie chciałam… ona wleciała pod łóżko.. Wiem, że Zayn i tak nie uwierzy w moją opowieść. To taka beznadziejna wymówka..
- Odłóż tę kartkę w swoje miejsce – grozi mi. Jeszcze nigdy wcześniej nie słyszałam tego tonu. Hamuję swoje poczynania spoglądając na chłopaka – jego wzrok podpowiada mi, abym nawet nie próbowała teraz swych sztuczek. Potulnie wsuwam papier do koperty, po czym umieszczam ją w jej dawnym miejscu pod łóżkiem. Pocieram dłonie patrząc na niego ze zmartwieniem.
- Czy ten papier pochodzi z czasów, gdy cię złapano na… wandalizmie, czy czegokolwiek się kiedyś dopuściłeś? – pytam desperacko pragnąć odpowiedzi. Za każdym razem chcę poznać prawdę, ale ty razem cała sytuacja intryguje mnie jeszcze bardziej. Papier świadczył o problemach z rządem, sądem, jest to coś powiązanego z prawem, to wyraźny zakaz zbliżania się.
- Nie rozmawiajmy o tym – kręci głową odmawiając tym samym udzielenia odpowiedzi. Przyglądam się mu z szeroko otwartymi oczami – żartuje, tak? Nie rozmawiajmy o tym? Przynajmniej tym razem nie wyszedł z pokoju unikając tym samym rozmowy.
- Dlaczego otrzymałeś zakaz zbliżania się? – pytam go stanowczo. Tym razem mu się nie uda wcisnąć mi byle jakiej wymówki, nie może przyznać, że to nic takiego. Bałam się, byłam przerażona tym, że nie mam pojęcia za co go otrzymał.
- Kurwa – buczy wiedząc, że mu tak łatwo nie odpuszczę – Pobiłem jakiegoś dzieciaka, jego rodzice założyli mi sprawę w sądzie. Odpuść.
Mam odpuścić? Otrzymał zakaz zbliżania się, gdyby chodziło o jakiegoś dzieciaka, nie byłby taki skory do kończenia tematu.  Oblizuję usta kręcąc przecząco głową. Nie wierzę mu.
- Kłamiesz.. Przyrzekłeś z tym skończyć – unoszę brodę dodając sobie odwagi. Obserwuję każdy jego ruch. Oczy chłopaka zaświecają się płonieniem złości, wkracza głębiej do pomieszczenia.
- Sama mi powiedziałaś, że wcale nie muszę ci się z wszystkiego zwierzać! Skoro nie chcesz słuchać moich kłamstw, to przestań domagać się odpowiedzi na wszystko, o czym się tylko o mnie dowiesz! – wrzeszczy.
Racja, powiedziałam, że nie musi mi się z wszystkiego zwierzać teraz. Pismo z sądu o zakazie zbliżania nie jest błahostką, ukrywanie przede mną takiego faktu, jest po prostu nie w porządku.
- Miałeś problemy z policją! Czy to nie jest coś, czym powinnam się przejmować?
- To nie ma z tobą nic wspólnego Julio! – skacze.
- Niby tak, ale to mnie przeraża! – wyznaję głośno. Chłopak sztywnieje wpatrując się we mnie z szeroko otwartymi oczami.
Takie pismo, skierowane imiennie do samego Zayn’a przeraża mnie. Nie mam pojęcia z jakiego powodu je dostał i dlaczego to przede mną ukrywał. Czego takiego się dopuścił?
- Dlaczego ktoś miałby domagać się takiego pisma, skierowanego bezpośrednio do twojej osoby? – pytam.
- Nie będę o tym z tobą rozmawiał – buczy. Całe zaskoczenie znika z jego twarzy, chłopak spuszcza spojrzenie w dół. Tak jakby to była wina podłogi, że akurat znalazłam ten papier. Pozwalam, by ogarnęła nas chwila ciszy, zanim ponownie się odzywam.
- Wyznałeś mi, że nie chcesz mnie stracić, a co robisz? – staram się mówić spokojnie – To czego się dopuszczasz, to powolne odpychanie mnie, skreślanie mnie, odsuwanie od swojego życia. Każdym, nawet najmniejszym kłamstwem pogłębiasz to.
Przeczesuję swe włosy palcami ciągnąc się za końcówki. Dzisiejszy dzień był zbyt idealny, by nic nie mogło się już przydarzyć. Czego jeszcze się można spodziewać?
- Nie będziemy przechodzić przez to po raz kolejny.. Każdy ma jakieś swoje nieciekawe tajemnice z przeszłości… Ale akt policyjny? Starałam i dalej staram się zrozumieć twoje kłopoty z obdarzeniem zaufania innych, ale.. to? – domagam się wyjaśnień.  Nie jest w stanie mi w pełni ufać, z powodu tych tajemnic, mogę to zrozumieć, jednak te same sekrety podważają zaufanie, którym ja obdarzam jego.
- Obiecuję ci, że to nic, czym należało by się przejmować. To byli bardzo nadopiekuńczy rodzice – zapewnia mnie uspokajając przy tym samego siebie. Spuszczam wzrok kręcąc głową. Nadal mnie oszukuje – To szczera prawda – dopowiada po chwili. Zamykam oczy, to są jakieś bzdury, czuję to.
- Muszę wracać do akademika – zabieram torbę razem z kluczykami. Przechodzę obok niego, a chłopak zatrzymuje mnie łapiąc mnie za ramię. Przyglądam się, jak jego dłoń otacza moją rękę, nie wiem, jak to wyjaśnić, ale bije od niego obawa.
- Nie.. Proszę nie wychodź wściekła. Mówię ci prawdę – wszystkie moje zmysły wyczuwają jego nieszczerość. Zerkam wprost w jego oczy mając nadzieję, że to pomoże mi choć trochę uwierzyć jego słowom. Nie udaje się, wpatruję się w nie ze strachem i bólem. Jak on może kłamać mi prosto w twarz?
- Nie jestem wściekła – okłamuję go cicho. Złoszczenie się o te tajemnice z pewnością w niczym nam nie pomogą – Wracam do siebie – zbliżam się do niego składając małego buziaka mając nadzieję, że to rozchmurzy jego wszelkie obawy i zmartwienie o moim odejściu.
To działa, Zayn puszcza moje ramię i wydaje się nieco rozluźnić. Podąża za mną do samochodu w zupełniej ciszy. Otwieram drzwi i wrzucam do środka swoje rzeczy, po czym wsiadam na fotel. Zayn stoi w nich, więc nie mogę ich zamknąć. Zaczyna się tłumaczyć, a ja nie jestem w stanie spojrzeć mu w oczy.
- Julio przyrzekam ci, że to nic ważnego, nie masz się, czym martwić – to nie jest kłamstwo, przynajmniej jemu się tak wydaje. Tylko jego zdaniem nie powinnam się przejmować.. On ma nadzieję, że nie będę. Moim zdaniem kryje się za tym coś poważnego, nikt nie otrzymuje zakazu zbliżania się za nic.
- Okay – odpowiadam mu z wymuszonym uśmiechem. Chłopak pochyla się całując mnie.
- Zadzwonię – mówi z nadzieją w głosie.
- Jasne – uśmiecham się, po czym chłopak odsuwa się zatrzaskując drzwi. Przyglądam się jego plecom, gdy z wolna kieruje się z powrotem do mieszkania. Kolejny sekret do kolekcji.. zakaz zbliżania się od kogoś przeciwko niemu.. Od kogoś o nazwisku Dower

Zayn POV

Po tym, jak samochód Julii znika mi z pola widzenia, obracam się na pięcie w furii. Jest ze mnie pierdolony idiota decydując się chować tę kopertę pod łóżkiem. Co ja sobie myślałem? Co Julia w ogóle tam robiła? Przeszukiwała moje rzeczy? Do jasnej cholery, myślałem, że wyraziłem się jasno – koniec z dochodzeniem na temat mojej przeszłości.
Sądziłem, że powiedzenie jej prawdy o Eleanor ugasi jej ogromną ciekawość na jakiś czas, ale wygląda na to, że to ją tylko podsyciło. Pokazało jej, że jeśli się tylko postara, może śmiało dowiadywać się o mnie prawdy. To nie wróży dobrze.
Chwytam komórkę wybierając numer do Eleanor. Przechadzam się nerwowo po salonie patrząc na jedzenie w kuchni. Nie jestem nawet głodny, potrzebuje czegoś, co odciągnie mnie od tego wszystkiego. Dziewczyna w końcu odbiera, siadam wygodnie na fotelu.
- Co zrobiłeś? – pyta na samym wstępie. Przewracam oczami na jej automatyczne oskarżenia i podejrzenia o najgorsze. Uderzam się powierzchnią nadgarstka prosto w czoło.
- Musisz tu przyjechać, natychmiast – odpowiadam stanowczo.
- Pojechała już?
- Tak, a teraz rusz się do cholery, potrzebuje pomocy – buczę niezadowolony.
- Dobrze już, do mojego przyjazdu nie pokuś się na coś durnego – wzdycha. Chwilę potem połączenie zostaje zakończone, a ja niemalże natychmiast wskakuję do kuchni. Jednym ruchem sięgam po szklankę, i wlewam do niej whiskey i wypijam kilkoma dużymi łykami. Pozwalam palącej cieczy spłynąć po moim gardle, dzięki temu nieco się uspokajam.
Dwie szklanki później w końcu słyszę pukanie do drzwi. Po opustoszeniu trzeciej szklanki palącej cieczy, moje ciało rozluźnia się, a myśli przestają dręczyć. Wypuszczam ją z dłoni, ku mojemu zaskoczeniu szkło nie rozbija się na miliony drobnych kawałeczków. Podchodzę do drzwi, które po chwili otwieram.
- Nareszcie – oboje wypowiadamy to słowo w tym samym czasie. Piorunuję ją spojrzeniem, na co dziewczyna rzuca we mnie pół uśmiech. Przechodzi przez próg oraz rozgląda się po całym mieszkaniu.
- Przynajmniej niczego tutaj nie rozwaliłeś – śmieje się zwracając się do mnie. Zatrzaskują drzwi z siłą – Boże, już wziąłeś się za whiskey? – marudzi z przekąsem. Odkłada swoją torebkę, podchodzi do wpół pustej butelki alkoholu podnosząc ją do góry. Następnie bierze do ręki moją szklankę i nalewa sobie porcję.
Nie waha się i przechyla szklankę wlewając ciecz do ust. Zaraz po tym wypowiada głośne ‘whoo’ potrząsając głową w niesmaku. Dziewczyna chwyta dłońmi blat, przymyka oczy, gdy alkohol przepływa przez jej przełyk do samego żołądka. Ostatecznie wzdycha głęboko spoglądając na mnie.
- Teraz jestem gotowa na rozmowę. Co się dzieje? Gadaj – nakazuje zacząć mówić. Teraz już wiem, jak odbierają mnie inni – zawsze odpowiadam stanowczym i władczym tonem z moich ust wydobywają się komendy, a nie prośby.
- Znalazła kopertę.. ten dokument – specjalnie kładę nacisk na słowo ‘ten’. Dziewczyna łapie się za głowę powstrzymując się od krzyku. To nie działa, w jej oczach zapalają się małe ogniki.
- Jakim sposobem udało jej się znaleźć ten zakaz zbliżania? – dopytuje się.
- Trzymałem go pod łóżkiem – odpowiadam niewyraźnie z zażenowaniem. El mruży oczy, tak jakby chciała wysłać nimi cienkie lasery w moją stronę i zabić.
- Dlaczego tam?! – beszta mnie podchodząc i uderzając w ramię. Jej cios nie sprawia mi bólu, jednak natychmiast odpycham jej dłoń z dala od siebie.
- Przestań.
- Dlaczego do cholery trzymałeś ją pod łóżkiem Zayn? – słysząc przekleństwa z jej strony wiem, że nie jest na mnie tylko zła. Wpadła w furię – bardzo rzadko z jej ust wypływają wulgaryzmy – To jedno z najgorszych miejsc, w jakim mogłeś to ukryć! Zwłaszcza z kręcącą się tutaj Julią – Eleanor jest na krawędzi pobicia mnie, czuję to. Stawiam krok w tył, kiedy jej dłoń zwinnym ruchem przemierza przestrzeń pomiędzy nami. Chybiła. Wydaje z siebie pisk, po czym klaszcze dłonie łącząc je razem.
- Eleanor uspokój się – upominam ją, na co dziewczyna wybucha śmiechem.
- Uspokoić się? Zayn, to twój cholerny sekret!  Wkrótce wszystkiego się dowie, tylko dlatego, że trzymałeś ten dokument pod durnym łóżkiem! – krzyczy wyraźnie wkurzona, jej twarz czerwienieje z gotującej się w niej złości.
- Wiem.. – mówię.
- Jakim cudem jesteś taki spokojny?
- Jestem pijany – wzruszam ramionami – To pomaga – uśmiecham się. Jednakże wcale nie jestem taki spokojny, w moim mózgu właśnie włączył się tryb ‘panika’.
- Bawi się to? W takim razie miłej zabawy, mierz się z tym bałaganem w samotności – naskakuje na mnie podchodząc do drzwi.
- Czekaj, El proszę się.. – błagam ją. Dziewczyna przewraca teatralnie oczami obracając się w moją stronę – Nie wiem co mam robić. Powiedziałem jej, że to wniosek od rodziców jakiegoś chłopaka, którego pobiłem.. Wiem, że tego nie kupiła..
Widziałem to w jej oczach, widziałem jak przyłapuje mnie na obrzydliwym kłamstwie. Kiedy to zauważyłem, zmiękłem, chciałem jej wyrzucić całą prawdę, zwierzyć się i skończyć z oszustwami raz na zawsze. Jednak to tylko by ją ode mnie odepchnęło. Już wolę, aby była na mnie za to zła, niż ją stracić na dobre wyznając prawdę.
- Co chcesz, abym teraz zrobiła? – pyta mnie ostrym tonem. Zdaję sobie sprawę, że ona nie jest odpowiedzialna za moje błędy, moje głupoty, ale chyba jej na mnie zależy – z jakiegoś powodu ją obchodzę, i wiem, że zrobi wszystko, by mi pomóc.
- Pomóż.. Co mam robić?
- Co masz zrobić? Z tego co widzę Zayn, masz tylko jakieś trzy opcje. Albo mówisz jej prawdę o tym skąd pochodzi ten cały zakaz, albo jak dotychczas kłamiesz prosto w twarz – przygląda się mi, kiedy ja staram się przyswoić to co właśnie mi poleciła.
- J-ja.. – przecież to były tylko dwie, jaka do cholery jest trzecia? Spoglądam na nią skonsternowany, jednak dziewczyna przerywa mi.
- Myślę, że jej powiesz… już próbuje się wszystkiego domyśleć Zayn, prędzej, czy później wszystkiego się dowie – Eleanor jest pewna, że Julia wszystkiego się dowie, ale jest w błędzie, tym razem się myli.
- Niczego się nie dowie! – naskakuję na nią, nie może się dowiedzieć. Julia nie ma prawa znać tej prawdy, o tym czego się dopuściłem w przeszłości, a czego nie – Jaka jest trzecia opcja? – Eleanor patrzy na mnie, jak na głupca, jakbym się właśnie przyznał do posiadania jednorożca, lub coś takiego.
- Co? – pyta.
- Powiedziałaś, że mam trzy opcje.. A ona się niczego nie dowie – oznajmiam niskim tonem. Bierze głęboki oddech wzdychając.
- Kontynuuj leżenie, no dalej, bagatelizuj problem.. Zayn, te wszystkie tajemnice pakują się w jedną, ogromną bombę, która z każdym kolejnym dniem, każdą chwilą, którą spędzasz z Julią jest coraz bardziej gotowa na wybuch – piorunuję ją spojrzeniem. Dziewczyna spogląda na mnie, ona nigdy się mnie nie bała – jeszcze w swoim życiu nie zauważyłem, żeby się choć troszkę przestraszyła.
- Czy ty chcesz mi powiedzieć, że moją trzecią opcją jest zerwanie? – dopytuje się ze złością. Dziewczyna gapi się na mnie, obracam się do niej, zatrzymuję zaraz naprzeciw jej drobnego ciała. Spoglądam na nią, cisnę w jej stronę tyle złości, ile jestem w stanie z siebie wykrzesać.
- I tak ją kiedyś przez to stracisz – odpowiada spokojnie – Nadal ją okłamuj, a odejdzie, już ci to powtarzałam i to miliony razy – tylko jej udaje się mnie uspokoić, nieważne ile złości i wściekłości we mnie drzemie.
- Powiedziałem jej o tobie! – krzyczę. Nie pozwolę jej odejść do cholery, jestem pewien, że nie poradzę sobie bez niej… Nie jestem w stanie sobie teraz wyobrazić swojego życia bez niej, co bym teraz robił. Choć prawdopodobnie pieprzyłbym się z Ericą, lub kolejną dziwką czekającą w kolei.
- Okay, wyznałeś jej jedną z setek tajemnic? Nie jestem szczególnie zachwycona. Stracisz ją ukrywając przed nią to wszystko, a odkąd nie zamierzasz jej tego wyznać, równie dobrze możesz z nią zerwać już teraz – mówi, jakby to było takie proste.
- Nie powiem jej tego – powtarzam niskim tonem.
- Po co w takim razie po mnie dzwoniłeś? – dziewczyna pyta poirytowana – Widzę, że już podjąłeś decyzję.. Teraz postaraj się o lepszą skrytkę – mówi obracając się i otwiera drzwi.
- Zaprosiłem ją na imprezę absolwentów, wiesz ten uroczysty obiad.. jako moją parę – mówię głośno, lecz powoli. Eleanor zatrzymuje drzwi i wzdycha. Patrzy na mnie ze złością w oczach – Wybierasz się tam?
- Jeszcze nie wiem – wzdycha, negatywne emocje ulatniają się z niej – Louis też mnie zaprosił, ale…
- Ale co? – pytam. Nie mam pojęcia, czemu teraz z nią o tym rozmawiam, zważając ten cały bałagan z Julią i dokumentami. Potrzebuję chwili odetchnienia, zanim pojadę do baru i upiję się do chwili zapomnienia.
- Nie uważasz tego za dziwne Zayn? Ja idąca na obiad Do Elizabeth i Jonah?
- Dlaczego tak uważasz?
- Uh.. no nie wiem, może dlatego, że mój tato poślubił twoją matkę! – odpowiada szyderczym tonem – Za każdym razem, gdy ich spotykam czuję się, jakbym mówiła; ‘Hej to ja jestem córką tego gościa, który zajął miejsce twojego brata, tylko dlatego, że był okropną osobą – dziewczyna unosi głos.
Eleanor nienawidziła ich odwiedzać, doskonale wiem czemu – z tego samego powodu ja też tego nie lubiłem. Czuła się winna za coś, nad czym nie miała kontroli, ani wpływu.
- El, proszę cię przyjdź.. Julia na pewno poczuje się lepiej, gdy będzie tam Louis i szczerze mówiąc… będzie mi lżej, jeśli ty tam przyjdziesz.
- Dlatego, że będę ci w stanie pomóc utrzymywać te wszystkie sekrety w ukryciu, co? – jej złość wraca, niczym bumerang – Zabierasz ją tam, jako swoją randkę Zayn – nigdy wcześniej się tam nie zjawiałeś, a teraz przychodzisz i to jeszcze z dziewczyną.. To samo krzyczy, że wasz związek jest poważny. A jeśli tak się stanie, potem będzie już tylko trudniej to przed nią ukrywać – dziewczyna kończy tym akcentem, po czym wychodzi zostawiając mnie samego z bałaganem, który zrobiłem.
Biegnę do sypialni i chwytam kopertę. Gapię się na przyniszczony papier, w którym znajduje się dokument, który czytałem więcej, niż milion razy. Przypomina mi on o cierpieniu, bólu, który znosiłem, żalu swoich czynów, upokorzeniu. To wszystko zostało mi przeczytane przez sąd.
Przechodzę do swojej pracowni podnosząc drewniane pudełko, które trzymam na półce. Wrzucam do środka kopertę, w pudełku znajduje się też kilka szkiców, które również trzymam w ukryciu. Opakowanie stawiam z powrotem na swoim miejscu i rozglądam się po pokoju.
Julia się bała.. przestraszyłem ją, z każdym kłamstwem, sekretem przerażałem ją coraz bardziej. Gdy zatrzymałem ją przed wyjściem, zauważyłem w jej oczach przerażenie. To mnie zabolało… Cierpię widząc sposób, w jaki mnie postrzega – jako skończonego potwora.
Nie zdając sobie sprawy, zaczynam wrzeszczeć, krzyczeć, zrzucam porozrzucane kartki i ołówki z biurka na podłogę. Białe przedmioty, niczym piórka opadają na podłogę, są wszędzie. Oddycham ciężko przyglądając się temu bałaganowi.
Dwa szkice lądują tuż obok siebie. Jeden z nich obrazuje wszystko złe, co we mnie drzemie, moją popieprzoną osobowość, reprezentuje to, jak żałosny jestem – przedstawia Caroline. Drugi z nich to piękna nadzieja, którą skrycie w sobie chowam, udowadnia, że drzemie we mnie dobro – moja Julia. Padam przed nimi na kolana, moje serce łomocze z bólu, który teraz odczuwam.

Nie mogę jej stracić… Nigdy, przenigdy nie mogę jej stracić, jest moja, jest wszystkim co mam, wszystkim, czego pragnę, jest moją Julią.


Ajajaj.. Co to za Caroline? Zakaz zbliżania?! Wobec kogo? :o Jakie macie pomysły, co ?

Postanowienie numer 1: są wakacje, więc postaram się wstawiać co najmniej raz w tygodniu (co wcale nie wyklucza faktu, iż rozdziały mogą pojawić się czasem częściej, wszystko zależy od tego, jak bardzo się postaram i przysiądę haha) Mam nadzieję, że Was już więcej nie zawiodę..
W sumie to tyle postanowień hahah Egzamin napisany, czekam na wyniki. Trzymajcie proszę mocno kciuki! Do następnego :)

środa, 17 czerwca 2015

Rozdział 67

Enjoy :)


Uchylając powieki czuję silną, męską dłoń zaciśniętą wokół mojej talii. Powoli przyzwyczajam swój wzrok do panującej w całym pokoju jasności, która wpada do niego przez okna. Zerkam na wciąż śpiącego Zayn’a, uśmiecham się przyciskając swe wargi do jego torsu.
Po kilku minutach wyplątuję się z uścisku chłopaka i przechodzę do sąsiedniego pomieszczenia. Wchodzę do promiennej kuchni, po cichu udaje mi się odnaleźć patelnię, po czym stawiam ją na wolnym ogniu.
Zayn przekonał mnie do spędzenia z nim reszty sobotniego dnia. Właściwie to nie miałam innych planów, więc nie miałam nic przeciwko temu pomysłowi. Chwytam kilka jajek z lodówki, po czym wyciągam dodatkowe produkty do przyrządzenia dania.
Powoli wbijam jajka na patelnię, rozbijając uprzednio ich kruche skorupki. Po chwili dodaję resztę wybranych składników, które zaczynają charakterystycznie skwierczeć i smażyć się. Zaciągam łapczywie powietrze w chwili, gdy czuję dłonie Zayn’a łapiące mnie w talii. Chłopak przyciąga mnie do swojego ciała.
- Zero babeczek? – uśmiecha się przyciskając swą twarz do mojej, po czym składa na policzku soczystego buziaka. Kręcę głową przecząco, a chłopak spoczywa głową na moim ramieniu.
- Nie dziś – uśmiecham się, gdy chłopak przyciska mnie do siebie jeszcze mocniej.
- Hmm.. to nie dobrze – mruczy całując mnie przelotnie w ramię. W tym samym czasie po moim ciele przebiega fala gorąca.
- Przygotowałam dla ciebie śniadanie – zaznaczam wskazując na smażące się jaja.
- A to z jakiej okazji? – pyta prowadząc ścieżkę mokrych pocałunków od ramienia, ku szyi.
- Ty zawsze to dla mnie robisz.. Pomyślałam, że się odwdzięczę – wyjaśniam.
Wyswobadzam się z ramion Zayn’a, zakręcam gaz, wykładam jajecznicę na dwa talerze, wskazuję na stoik, aby chłopak przy nim usiadł. Stawiam na nim naczynia wraz ze sztućcami. Zayn ciągnie mnie za rękę z uśmieszkiem i zmusza do spoczynku na jego kolanach. Otacza mnie swoimi ramionami i składa gorące pocałunki na całej długości mojej szyi.
- Zayn, jedzenie nam wystygnie – śmieję się pomiędzy kolejnymi buziakami. Chłopak wzdycha nadal trzymając mnie blisko siebie, po czym przyciąga oba talerze bliżej naszej dwójki. Przyglądam się mu oczekując, że mnie wypuści, ale tak się nie dzieje. Spokojnie zaczyna jeść swoją porcję, nie zważając na fakt, iż nadal znajduję się blisko niego, na kolanach. Wzdychając chwytam w dłoń swój widelec i wkładam nim pierwszy kęs do ust.
- Kiedy jest ten obiad? – pytam go. Kciuk Zayn’a zaczyna kreślić niewielkie kółeczka na mojej skórze posyłając mojemu ciału gorące iskry.
- W następnym tygodniu – odpowiada spoglądając na mnie przelotnie.
- Czy to będzie bardzo wystawne? – pytam, gdyż chcę dowiedzieć się wszystkiego o nadchodzącym wydarzeniu. Obawiam się tylko, że zbyt duża ilość pytań z mojej strony tylko go zirytuje.
- Tak myślę – wzrusza ramionami - Elizabeth wspominała coś o ‘Imprezie pod krawatem’? – uśmiecham się. Zauważa po mojej reakcji, że nie całkiem spodoba mu się co to może oznaczać – Co to takiego? – odkładam widelec, przekręcam się w jego stronę i przebiegam palcami po jego torsie.
- Oznacza to tylko tyle, że zobaczę Cię w koszuli z kołnierzykiem, eleganckich spodniach, marynarce i prawdopodobnie krawacie, skoro to ‘Impreza pod krawatem’ – uśmiecham się do niego. Chłopak buczy opierając się o oparcie krzesła – Czy to pierwsze takie wydarzenie dla ciebie? Czy kiedykolwiek byłeś na imprezie szkolnej? – pytam.
Zwykłam pojawiać się na każdym wydarzeniu szkolnym, największym powodem była dla mnie Sara i fakt, że Matt chciał zawsze tam iść. Każda z tych imprez była dosyć elegancka, dziewczyny pokazywały się w wystawnych sukniach, a chłopcy garniturach.
- Nie – kręci głową. Czekam, aż chłopak doda, że żartuje, ale tak się nie dzieje. Wybucham niepohamowanym śmiechem, aczkolwiek szybko zakrywam sobie usta dłonią. Chłopak rzuca we mnie skonsternowanym spojrzeniem.
- Nigdy nie uczęszczałeś na szkolne bale? – dopytuję niedowierzająco. Wydaje mi się, że nawet osoby, które nienawidzą tego miejsca zawsze przychodziły choćby na ostatni taniec. Jednak nie jestem w stanie wyobrazić sobie Zayn’a w tej roli – zapraszającego dziewczynę na bal, z bukiecikiem w dłoni, robiącego zdjęcia, uśmiechającego się podczas wolnego tańca.
- Nie. Szkolne bale nie były dla mnie – chichocze lekko. Przewracam teatralnie oczami z uśmiechem.
- W takim razie, będę pierwszą dziewczyną, która ujrzy cie takiego eleganckiego – cieszę się. Na samą myśl bycia dla Zayn’a w czymś tą ‘pierwszą’ robi mi się ciepło na sercu. Pierwszy raz zaprosił dziewczynę na imprezę o takim uroczystym charakterze, dla niego to pierwsze takie wydarzenie w życiu.
- Nie ubiorę się w ten sposób – protestuje. Rzucam w niego morderczym spojrzeniem.
- Właśnie, że tak – odpowiadam stanowczo – To wystawne przyjęcie organizowane w rodzinnym domu twojego wujka oraz ciotki, oczywiście, że się w ten sposób ubierzesz – wymieniam mu matczynym tonem.
- Jeszcze zobaczymy – uśmiecha się, po czym przyciąga mnie do siebie i składa na moich ustach soczystego buziaka.
- Jakie plany na dziś? – spoglądam na niego, kiedy bierze do ust kolejnego kęsa.
- Możemy wypożyczyć jakieś filmy, spędzić dzień tutaj – proponuje. Przytakuję mu z grymasem. Filmy trwają zazwyczaj bardzo długo.. zaczynam się nieco nudzić już po dwóch.
- A może przejdziemy się do parku, czy gdzieś? – dodaję, na co Zayn wzrusza ramionami. Przypominam sobie wtedy, że muszę zapytać go jeszcze o tę grupową randkę. Mimo wszystko mam ogromną nadzieję, że chłopcy nie zaczęli jej jeszcze planować. Nie sądzę, że to dla naszej dwójki odpowiednie rozwiązanie, założę się, że pokłócimy się i obrazimy na siebie nawzajem.
Po skończeniu śniadania, Zayn sprząta brudne talerze. Nie pozwolił mi tego zrobić, mimo, że to ja nabałaganiłam w kuchni. W tym czasie decyduję się przebrać w coś poza moją wygodną pidżamą.
Na moje szczęście pomyślałam, aby zapakować jakieś dodatkowe ubrania, szczerze mówiąc spodziewałam się, że się gdzieś razem wybierzemy. Wsuwam na siebie parę jeans’ów i burgundową bluzkę z długim rękawem. Wpadam do łazienki, wyczesuję swe splątane brąz loki, obmywam twarz i szczotkuję zęby.
Kiedy kończę przygotowywanie się, zauważam, że Zayn siedzi na kanapie w salonie zwarty i gotowy do wyjścia. Ma na sobie białą koszulkę, ciemne spodnie i jak zawsze czarną, skórzaną kurtkę na wierzchu. Siedzi tyłem do mnie, w dłoni trzyma swój telefon i przegląda w nim jakieś strony. Jego twarz pokazuje wyraźny niesmak i czuję, że jego nastój został nieco zaburzony. Powolnym krokiem zmierzam w jego stronę.
- Zayn? – chłopak spogląda na mnie podnosząc się z miejsca, po czym wsuwa komórkę do kieszeni ciasnych spodni. Cały grymas natychmiast znika z jego twarzy, a w zamian pojawia się szeroki uśmiech.
- Nareszcie jesteś gotowa.
- Nie zajęło mi to, aż tak długo – mierzę go spojrzeniem z uśmiechem. Chłopak nie odpowiada, tylko otwiera przede mną drzwi od mieszkania i wychodzimy.
^^^^
Powietrze na zewnątrz jest dużo chłodniejsze, niż się tego spodziewałam. Przechadzając się po spokojnym parku, Zayn przytula mnie ciasno do swojego rozgrzanego ciała. Wędrując wzdłuż jednej ze ścieżek, nie rozmawiamy zbyt wiele. Wokół nas szaleje lekki wietrzyk, poruszając uschniętymi gałęziami drzew.
- Jeśli mógłbyś mieć jakiekolwiek zwierzę, jako swojego domowego pupila, które byś wybrał? – pytam go chichocząc, na co chłopak przyciąga mnie jeszcze bliżej siebie. Opieram swoją głowę o jego tors wdychając niesamowity zapach jego wody kolońskiej.
- Wybrałbym.. byłby to lew – potrząsa głową z uznaniem na swoją odpowiedź.
- Pupilek lew? – śmieję się z niego.
- Powiedziałaś, że mogę wybrać każde zwierzę – przypomina mi spuszczając na mnie swoje głębokie spojrzenie.
- Lew by cie zabił – kłócę się z uśmiechem.
- Oswoiłbym go – odpowiada wprost. Nie wątpię, że byłby w stanie tego dokonać – A Ty? Jakie zwierzę byś przygarnęła do swojego domu?
- Słonia – odpowiadam z łatwością. Chłopak zaczyna się ze mnie śmiać. Mierzę go spojrzeniem, przez co wzbudzam w nim jeszcze większą radość – Co? – pytam.
- Słonia? – unosi brew – Gdzie byś go w ogóle trzymała?
- A Ty gdzie trzymałbyś lwa? – odgryzam się z uśmiechem.
- Dlaczego akurat słoń? – zadaje kolejne pytanie nie będąc w stanie odpowiedzieć na moje. Wzdycham spoglądając przed siebie, oboje nadal poruszamy się na przód wzdłuż wspomnianej już ścieżki. Dzisiejszy dzień jest wyjątkowo pochmurny, co jakiś czas promienie słoneczne przebijają się przez puchate twory na niebie, jednak znikają niedługo po pojawieniu się.
- Uważam, że to fascynujące zwierzę, mogłabym też przemieszczać się na jego grzbiecie – wzruszam ramionami. Myślę, że słonie są przeurocze, a ich małe słoniątka chwytają mnie za serce.
- Mój lew pożarłby twojego słonia – dowcipkuje z uśmiechem. Otwieram usta niedowierzająco, po czym wybucham śmiechem.
- Mój słoń waży dziesięć razy więcej, niż twój lew. Zadeptałby go – wykłócam się. Słonie należą do potężnych zwierząt, jestem pewna, że ten olbrzym zdeptałby lwa z łatwością.
- Nie masz racji, lwy są szybkie, zwrotne i podstępne – odpowiada tak, jakby się na tym doskonale znał.
- Pozwoliłbyś twojemu lwu pożreć mojego słonia? – pytam go nie potrafiąc przestać się szeroko uśmiechać. Uwielbiam się z nim droczyć, jednak nie kłócić.
- Czy to źle? To naturalny proces, rozumiesz, łańcuch pokarmowy – broni swojego zdania z zadowoleniem na twarzy.
- Przestałabym z tobą rozmawiać, jeśli pozwoliłbyś mu zjeść mojego słonia – strzelam starając się utrzymać poważny wyraz twarzy. Przyciąga mnie bliżej siebie, całuje w usta, a ja próbuję nie odwzajemniać tego gestu. Niestety nie udaje mi się. Jego ciepłe wargi są stanowczo zbyt kuszące.
- Nie pozwoliłbym mu na to, gdyby miało by cię to unieszczęśliwić – uśmiecham się na te słowa. Przechadzamy się przez resztę parku w zupełnej ciszy. Po krótkiej chwili przerywam ją pytaniem, które kłębiło się w mojej głowie od samego początku listopada.
- Zbliża się święto Dziękczynienia – mówię jasnym tonem. Spoglądam na niego. Chłopak patrzy przed siebie, przytakuje mi głową w geście zrozumienia, dając mi tym samym sygnał, że nie ma nic na ten temat do powiedzenia – Masz już jakieś plany? – zastanawiam się, czy rozważa odwiedzimy swojej rodziny w Bradford w tym czasie.
Po chwili wsuwa swą dłoń do kieszeni, jego ramię zacieśnia się wokół mojej talii, i kręci przecząco głową. Nadal nie odzywa się, ani słowem. Mijamy uprawiającą sport kobietę.
- Wiesz, moi rodzice organizują obiad z tej okazji w domu i-
- Nie chcę o tym rozmawiać Julio – syczy ostro. Zamykam sobie usta, nie chcąc pogorszyć obecnej sytuacji. Chłopak zauważa moją ciszę, wzdycha, zatrzymuje się przywierając swoim ciałem do mojego i mówi – Po prostu.. Julio.. ja nie bawię się w to całe poznawanie rodziców.
- Nie bawisz się w poznawanie rodziców? – powtarzam gubiąc się w myślach. To tylko rodzice, przecież nie planujemy żadnego ślubu.
- Rodzice nigdy mnie nie lubią.. Nie sprawia mi przyjemności poznawanie rodziców mojej dziewczyny, to tylko dodaje kłopotów w związku – jego ton jest nadal ostry, mimo, że chłopak stara się brzmieć opanowanie.
Musiał już wcześniej być w takiej sytuacji, jednakże po jego nastawieniu, stwierdzam, że nie poszło najlepiej. Spuszczam wzrok wbijając go w chodnik. Kim była dziewczyna, której rodziców poznał? Sądziłam, że mówił prawdę, twierdząc, iż nigdy wcześniej nie był w poważnym związku. Poznawanie rodziców tej drugiej osoby wydaje się być poważną sprawą, zwłaszcza jeśli gra toczyła się o przedstawienie charakternego chłopaka, jakim definitywnie był Zayn.
- Okay – odpowiadam niewyraźnie, nie chcąc się o to z nim dłużej spierać. Święto Dziękczynienia jest za trzy tygodnie – kto powiedział, że będziemy wtedy się jeszcze spotykać? Nie to, że chciałabym to wszystko zakończyć, ale.. nie mam takiej gwarancji.
- Obejrzyjmy jakieś filmy – wzdycha. Widzę, że zakończył rozmowę na ten temat, a ja nie będę w to dłużej wnikać.
^^^^
Razem spieramy się o to, jaki film obejrzymy. Chłopak odmawia wypożyczenia wszelkich babskich typów, w zasadzie to nie zgadza się na każdy film, który ja wybieram. Ostatecznie udaje mi się wywalczyć jeden film wybrany przeze mnie. Cała reszta to filmy akcji. Przez całą drogę ze sklepu do domu kłócimy się o to, który z super bohaterów jest najlepszy. Nie mam pojęcia, skąd wziął się ten temat, po prostu śmieję się przez cały ten czas.
- Kochanie, naprawdę? Superman nazywa się tak, a nie inaczej nie bez powodu – wybucham śmiechem podnosząc się na fotelu.
- I co z tego? Batman nawet nie potrzebuje super mocy! Sam buduje swoją własną broń! Jest idealnym dowodem na to, że każdy może stać się super bohaterem! – niemalże krzyczę do niego.
- Z kolei Spiderman został nim po ugryzieniu pająka. To mogło przydarzyć się każdemu – chichocze, jego wzrok na chwilę zwraca się ku mnie, po czym chłopak skupia go z powrotem na drodze przed sobą.
- Niby tak, ale proszę cię, jakim sposobem ugryzienie zwykłego pająka obdarza cię nadprzyrodzonymi mocami? To nie może się naprawdę przydarzyć.
- James Bond się liczy? – pyta spoglądając na mnie.
- Nie! – śmieję się jeszcze głośniej – Nie możesz tak cały czas zmieniać swojego wybranego super bohatera, i tak nie uda ci się mnie przekonać i wygrać – twierdzę z uśmiechem, wyciszając swój śmiech.
- Lubię Ironman’a. Wydaje się być super cool, to znaczy, wiesz, jest dużo lepszą wersją Batman’a – szczęka mi opada.
- Wcale nie! Ironman to skończony głupiec, choć sam uważa się za geniusza – wykłócam swoją rację – Widziałam te wszystkie filmy Zayn!
- Jest całkiem zabawny – wzrusza ramionami z uśmiechem – Green lantern jest nieco dziwaczny.. Proszę cię, dostaje tajemniczy telefon i tak dalej – mówi wykręcając się w grymasie.
- I tak dalej? - powtarzam ze śmiechem. W końcu dojeżdżamy pod budynek mieszkalny Zayn'a - Jesteś niemożliwy – śmieję się sięgając dłonią do klamki auta, by wysiąść. W tym samym momencie czuję, że chłopak zatrzymuje mnie, łapiąc mnie ramieniem w talii. Jednym swobodnym ruchem przyciąga mnie do siebie. Uśmiecham się mimowolnie wtulając się w jego rozgrzane ciało. Chłopak składa na moim czole opiekuńczy pocałunek.
- To ty jesteś tą niemożliwą – oznajmia ze śmiechem. Poddaję się jego woli spoczywając całym ciężarem na jego kolanach. Obie nogi kładę po obu stronach jego torsu, jedną ręką łapie mnie za udo, a drugą podtrzymuje blisko siebie.
- Julio... Cholera - syczy wprost w moje usta. Nasze wargi łączą się w gorącym pocałunku z niezwykła lekkością, jego język wślizguje sie do wnętrza moich ust równie szybko i sprawnie. Przyciąga mnie do siebie pogłębiając pocałunek z mrukiem. W kieszeni Zayn'a zaczyna dzwonić telefon, urządzenie wysyła irytujące wibracje, jednak on ignoruje ten męczący dźwięk.
Jednym ruchem otacza mnie ramieniem, chichoczę wprost w jego usta. Chłopak z trudnością stara się przytulić mnie do siebie jeszcze bardziej. Jego telefon ponownie zaczyna dzwonić, oddalam się od niego, by zaczerpnąć powietrze, w tym samym czasie on atakuje swoimi miękkimi wargami moją szyję.
- Zayn, telefon - buczę na jego dźwięk. Chłopak zupełnie ignoruje moje wołanie ponownie łącząc nasze usta. Jego dłoń wędruje do mojej szyi, chłopak przytrzymuje mnie, abym się już więcej od niego nie oddalała. Telefon ponownie wydaje z siebie dźwięk, na który automatycznie sie oddalam.
- Zayn, ktokolwiek do ciebie teraz dzwoni, to musi być widocznie ważne - wzdycham, podczas gdy jego usta atakują linie mojej szczęki ssąc wrażliwe tam miejsce. Nie jestem w stanie powstrzymać wydostającego sie z moich ust jęku rozkoszy. Jego ciepłe dłonie wślizgują sie pod bluzkę, którą mam na sobie. Chłopak zatacza opuszkami palców drobne kółeczka na skórze na wysokości żeber i talii. Jego telefon znów zaczyna dzwonić przerywając nasz namiętny moment. Zayn wydaje z siebie dźwięk pełen frustracji i złości, oddala się ode mnie wzdychając ciężko.
Wzruszam ramionami całując go po raz ostatni, po czym chwytam za klamkę i wychodzę na zewnątrz. Zayn wyciąga telefon z kieszeni, spogląda na ekran, a na jego twarzy maluje sie grymas złości i niezadowolenia. Odbiera go wysiadając z samochodu zaraz za mną.
- Czego ty do cholery chcesz? - jego głos promieniuje czystą irytacją. Oblizuje usta, wyciąga wypożyczone wcześniej filmy i wskazuje w stronę mieszkania, abym tam za nim poszła – Na prawdę Liam? Nie mam pojęcia! - naskakuje na biednego chłopaka - Wyślę ci numer do mojej ciotki, czy naprawdę musiałeś tyle razy do mnie dzwonić w takiej sprawie? - dopytuje się, gdy oboje wstępujemy do windy - Nieważne - buczy - Na razie - syczy kończąc połączenie.
- Liam chciał .. - strzelam mając nadzieję, że Zayn powie mi w jakim celu do niego dzwonił.
- Miał miliony pytań dotyczących tego pieprzonego obiadu - złości się. Uśmiecham sie łapiąc go w pasie i składam na jego policzku słodki pocałunek. Żadne z nas nie odzywa się więcej, chłopak otacza mnie swoim ramieniem i podążamy do środka.
Po wydostaniu się z ciasnej windy, kierujemy się do mieszkania, chłopak otwiera drzwi i oboje wstępujemy do jego wnętrza. Od razu wchodzę do kuchni, by poszukać popcornu do przygotowania. Zayn w tym czasie włącza telewizor, podłącza sprzęt i wybiera film, który będziemy wkrótce oglądać.
- Co chcemy obejrzeć? - krzyczy do mnie.
- Możesz cos dla nas wybrać - odkrzykuję mu. Nie spodziewam się, że wybierze akurat film, który wybrałam ja, czyli The Great Gatsby. Nie oglądałam go od dnia jego premiery, razem z Matt’em mieliśmy go zobaczyć, jednak nasze plany niestety podupadły. Dopiero teraz wszelkie skojarzenia z tym filmem zaczynam nieco bardziej utożsamiać ze sobą - robi mi sie przykro, bo wzbudza to we mnie wspomnienia związane z Matt’em. Nie powinnam sie nim przejmować - przecież mam Zayn'a.
- W porządku – śmieje się. Popcorn szybko się uprażył, wsypuję go do pustej miski, po czym niosąc ją wchodzę do salonu. Film został zatrzymany na stronie z ustawieniami. Uśmiecham się, gdy zauważam, że to The Great Gatsby. Siadam u boku Zayn'a, który udaje, że wcale nie sprawił mi przyjemności puszczając akurat ten film.
Stawiam miskę z uprażoną kukurydzą i uśmiecham się do niego jasno. Zayn unika mojego wzroku, wciska tylko swoim zgrabnym palcem przycisk włączający film. Ukradkiem jednak spogląda na mnie powodując we mnie jeszcze większa radość.
W czasie gdy film się rozpoczyna, chłopak przewraca oczami i zaciąga mnie na swoje kolana. Chichoczę, gdy całuje mnie w policzek i wtula w swoje ciało. Uwielbiam chwile spędzane razem, bez wojen, bezsensownych spięć, imprez.
- Gdybym mógł cofnąć czas... Nigdy nie pozwoliłabym, abyś spotykała sie z Matt’em, nie pozwoliłbym mu cię skrzywdzić i złamać twoje serce - mruczy wprost w moje ucho składając tam słodkiego i pełnego uczucia buziaka. Moje serce zaczyna dziwnie pobolewać, odnoszę wrażenie, że Zayn właśnie pocałował mnie prosto w ten organ. Obracam sie w jego stronę z szerokim uśmiechem. Kładę dłoń na jego policzku, chłopak przygląda mi sie uważnie.
- Chciałabym, abyś był w stanie to zrobić... - szepczę spoczywając głową na podstawie jego szyi. Chłopak otacza mnie swymi ramionami, mocno przytula i zaczynamy oglądać film.
- Poczekaj tutaj - ściąga mnie ze swoich kolan i znika za drzwiami swojej pracowni. Przyglądam się ich drewnianej strukturze czekając na jego powrót. Co on wyprawia? Chce mi wyjaśnić szkic przedstawiający moją osobę, który ostatnio znalazłam? Chłopak wraca do salonu z czarnym długopisem w dłoni. Unoszę brew zdziwiona, podczas gdy Zayn siada przy mnie i przyciąga do siebie.
- Chodź do mnie kochanie - nakazuje opiekuńczo. Przyglądam się mu z ciekawskim uśmiechem, chłopak bierze do dłoni mój nadgarstek. Jego utalentowane palce rysują zgrabny wzór na jego powierzchni.
Uwielbiam czuć jego dotyk, spoglądam mu prosto w oczy - chłopak jest skupiony na tym co robi. Jego karmelowe tęczówki chłonął powstający na mojej dłoni wzór. Przygryzam wargę starając się utrzymać w sobie wybuchającą we mnie ciekawość.
- Co robisz ? - śmieję się, na co na ustach chłopaka pojawia sie tajemniczy uśmieszek. Chichocze wstrzymując się od odpowiedzi.
- Scalam twoje serce na nowo - odpowiada cichym tonem sam do siebie. Zarówno moje serce, jak i ciało mięknął na te słowa. Czuję, że rysik długopisu opuszcza mój nadgarstek, unoszę wzrok przyglądając temu co tam pozostało.
- Zdaje sobie sprawę, że ofiarowanie mi swojego serce jest bardzo ryzykowną i niebezpieczną decyzją... Ale cieszę się, że to robisz - szepcze stykając nasze czoła razem. Nie wiem co mu odpowiedzieć, wiec szybko składam na jego miękkich wargach głęboki pocałunek pełen szalonego uczucia.
Oddalam się od niego, na jego ustach maluje się uśmiech, po czym pochyla sie w celu nabrania garści popcornu. Opadam na jego tors, oboje wpatrujemy się w ekran telewizora zaczynając oglądać film.
Jego dłonie spoczywają na moich udach, chłopak odnajduje drogę do mojej dłoni i splata nasze palce ze sobą. Przyglądam się naszym dłoniom, palcom, mojemu nadgarstkowi. Skupiam swe spojrzenie na malutkim sercu narysowanym na nim. Sercu, które przedstawia i oznacza dla mnie dużo więcej, niż komukolwiek może się wydawać.
Scalam twoje serce na nowo.


Taki słodki i uroczy Zayn to mi się podoba, a Wam? :) Dziękuję za komentarze! Długo potrwa jeszcze ta sielanka? Co przyniesie kolejny rozdział?
Może zadaję to pytanie po raz kolejny (?) nie jestem pewna, haha, ale do końca One Night zostało jeszcze sporo rozdziałów, ponad 30. Druga część jest w trakcie pisania, i moje pytanie jest następujące; byłybyście zainteresowane moim dalszym tłumaczeniem ? 

Do następnego kochane!
Lydia Land of Grafic