piątek, 13 czerwca 2014

Rozdział 16

Heej! :) Dziękuję za wszystkie miłe komentarze :3 Może dobijecie do 10 ? Proooszę ! Może jakiś bonusik będzie... :d Przepraszam za błędy, zdarza mi się zjadać literki...

Miłego czytania!
_________________________________________




Soudtrack: 

* Something I Need – One Republic
* Somewhere Onle We Know – Keane
* The Scientist – Coldplay


- Nie, to ja mam rację! - kłócę się z nim. Spieramy się o to od dobrych kilku minut. Szczerze mówiąc to zapomniałam już nawet pytanie, ale jestem pewna, że mam rację. Choć właściwie to nie, po prostu nie pozwolę, by to on ją miał. To nie on jest tutaj tym mądrym.

- Nie kłóć się już kochanie – czuję, jak moja twarz czerwieni się na jego słowa – Przyznaj w końcu, że nie masz racji – uśmiecha się czarująco. Ciasno zaciskam szczękę i przecząco potrząsam głową.

- Nie – wycedzam przez zęby. Jest już późno w nocy, chyba za niedługo wstanie nowy dzień.

- Oj, daj spokój, sama powiedziałaś, że nie podejmujesz idealnych decyzji – mówi wyraźnie rozbawiony, a ja staram się nie uśmiechnąć.

- Nie podejmuję takich, nikt tego nie robi – ripostuję. Zabiera mu chwilę zanim odpowiada. Jego ton już nie jest taki luźny.

- Nie jesteś już tym zmęczona? - pyta – Zmęczona byciem idealną dziewczyną prowadzącą swoje idealne, nudne życie. Musisz być, musisz chcieć coś więcej – przypominam sobie, jak powiedział mi to ostatnio.

Wyszeptał mi dokładnie to samo, zdałam sobie sprawę jakaś wewnętrzna cząstka mnie zawsze pragnęła czegoś więcej. Marzę o przygodach, niebezpieczeństwie, o miłości unoszącej mnie na swoich skrzydłach każdego dnia. Chcę nieoczekiwanego... on ma racje i strasznie mnie to irytuje.

Oczekuję, że znów mnie dotknie, wyszepcze mi wprost do ucha podobne słowa do tych, które powiedział ostatnio. Chcę, żeby to się stało.. Nie, to nie jest to czego pragnę, on nie jest tym kogo oczekuję.

- To bezpieczne i proste – wzruszam ramionami. Dlaczego znów rozmawiałam z nim o moim życiu? To nie jest noc, w której się poznaliśmy – Jednak to ja mam racje – Szybko powracam do naszej kłótni – Zawsze ją mam.

- Najwyraźniej nie, twoja ocena mówi sama za siebie – parska śmiechem, na szczęście zrezygnował z rozmowy o mnie – Wiesz, zgaduje, że będziesz już zawsze zdobywać gorsze oceny ode mnie – ogłasza ze wzruszeniem ramion. Siedzimy na podłodze, no, on leży poparty na łokciu. Z kolei jak siedzę oparta o jego łózko.

Mnóstwo kartek jest porozkładanych między nami, więc z łatwością odczytujemy z nich kolejne informacje. Cieszę się, że tam są, to zmusiło go do zachowania pewnej odległości. Właściwie to udało mi się czegoś nauczyć na tej nieoczekiwanej lekcji.

Nie spodziewałam się tego, ale Zayn okazał się być całkiem pomocny, do tego pozwolił mi się trochę zabawić i nie zrujnował tego wieczoru tak całkiem. Nie był złośliwy, kiedy się myliłam, ale wypominał mi błędy.

Doskonale wiedział o czym mówił, czasem po prostu gapiłam się na jego usta, kiedy odczytywał coś z kartki. Wyobrażałam sobie nasz pocałunek, wsłuchiwałam się w jego cudowny akcent, podobało mi się, jak wypowiadał niektóre słowa...

- Lubisz The Script, tak? - zaskakuje mnie, wykonaliśmy kawał dobrej roboty, bo skupialiśmy się na nauce. Jeśli zbaczaliśmy z psychologicznych tematów, to tylko na kłótnie o to kto miał racje.

- Co? - pytam, słyszałam go, ale z jakiegoś powodu nie byłam pewna, czy usłyszałam poprawnie.

- Ostatnim razem, kiedy tu byliśmy, powiedziałaś mi, że twoim ulubionym zespołem jest właśnie The Script – przypomina mi. Pamiętam o tym świetnie, ale próbuję grać przed nim, że nie wiem o co chodzi.

- Oh.. - staram się brzmieć na niezainteresowaną, ale czuję przyjemne ciepło rosnące w klatce, wiedząc, że o tym pamięta i otwarcie się do tego przyznaje – Ja.. nie mam tylko JEDNEJ ulubionej.

- Kto jeszcze? - zauważam po jego tonie, że jest wyraźnie zainteresowany. Gapię się przez moment próbując domyślić się co chce wywnioskować z tej rozmowy.

Podciągam kolana do klatki i opieram na nich brodę. W głowie przewijam tytuły piosenek, do których tańczę, tych, które do mnie przemawiają. Rozmyślam o piosenkach, kótre śpiewamy razem z Sarą podczas jazdy samochodem oraz tych które nucę pod prysznicem.

- Jeśłi miałabym zrobić listę wokalistów, których lubię, byli by to na pewno The Civil Wars, Coldplay... Christina Perri ma przepiękny głos i..

- Nie mów mi, że kochasz ten cały Zmierzch, na którym płaczą wszystkie laski – przerywa mi z żartobliwą, ale irytującą postawą. Śmieję się i potrząsam głową, nie miałam na myśli Zmierzchu. Nie byłam fanką tej sagi, ale lubiłam to oglądać.

- Nie po prostu uważam, że ma niesamowity głos – wzruszam ramionami. Kiedy nie odpowiada kontynuuję – Lubię One Republic, razem z Sarą często śpiewamy ich utwory – wyznaję.

- Śpiewacie? - pyta z pół uśmieszkiem. Uwielbiam to, jak wtedy wygląda – zwykle jego prawa strona warg podnosi się i eksponuje w małym ale zabójczo przystojnym uśmiechu.

- Tylko dla zabawy, nic co byśmy mogły robić wśród ludzi – zauważam, że patrzy na swoją gitarę i mam desperacką nadzieję, że nie poprosi, abym zaśpiewała.

- Jaką piosenkę lubisz najbardziej? - pyta podkładając ręce pod siebie, by było mu wygodniej. Zatrzymuję się, gdy patrzę na jego napięte mięśnie, kiedy unosi siebie.

- Jedną? - pytam. Przytakuje wyczekując mojej odpowiedzi. Przygryzam usta – Bardzo lubię The Scientist i Somewhere Only We Know – nie potrafiłam wybrać jednego tytułu. Nie wiem, jak inni to robią, kocham tak wiele różnych piosenek.

- Też lubię The Scientist – mów szczerze. Unoszę brew w zaskoczeniu – Ma taki znaczący tekst – wzrusza ramionami – Tej nocy powiedziałaś, że The Script jest twoim ulubionym zespołem, tak? - pyta z przebiegłym uśmiechem. Nie chcę odpowiadać, bo wiem, że do czegoś to zmierza, ale robię to.

- Taak – mówię cicho.

- To nie była twoja pełna odpowiedź – mówi, jakby coś mi udowadniał. Patrzę na niego podejrzliwie, zauważam, że pasuje do tego pokoju po prostu idealnie. Jednak na ścianach nie ma plakatów z rockowymi kapelami, a sądziłam, że tu będą.

Spokojny i prosty pokój pasował do bredzącego Zayn'a. Mogę wyobrazić sobie go siedzącego wczesnym rankiem lub późnym wieczorem przy swoim biurku z ołówkiem w ręce i skrawkiem papiery pod dłonią. Jak szkicuje to co ma w głowie, nie przejmując się, że jest nieidealne.

- Nie – potrząsam głową, byłam zakłopotana tym do czego zmierzał. Wypuszcza spomiędzy zębów swoją dolną wargę, zanim szeroko się uśmiecha.

- Bezpiecznie jest przyznać, że twoja odpowiedź na to pytanie była niekompletna – patrzy w dół na kartkę. Zwężam wzrok i wzdycham zirytowana. Oczywiście, że po to zadawał te pytania, jest i cel. Dlaczego oczekiwałam, czegoś zupełnie innego?

Słyszę, jak się śmieje na moją reakcję – W końcu zauważyłaś, że to ja mam racje - 
kpi. Spoglądam na swój telefon, jest godzina 23.49.

- Nadal nie – przeczę – Może ty zrozumiesz, że to ja mam racje i zaczniesz zdobywać słabsze stopnie – bronię się wstając na nogi.

- Gdzie idziesz? - siada na podłodze. Wstaje i przejeżdża dłonią po włosach.

- Już prawie północ, a jutro mamy zajęcia, więc muszę wracać do domu – wyjaśniam podchodząc do wyjścia. Z tak niewielką ilością snu, jutro będę nieprzytomna. Podczas liceum najpóźniej kiedy chodziłam spać to była 23.30, w tym wieku robię to o północy, więc jeszcze nic nie straciłam.

- Kto cię tam zabierze? - zatrzymuje się plecami do niego i wiem, że jest z siebie zadowolony. Nie otwieram drzwi, pozostawiam dłoń na ramie i odwracam do niego głowę.
Wygląda jakby spytał dogłębnie i poważnie, wyczekując cudownej odpowiedzi. Jego wzrok jest skupiony na mnie, ma założone ręce, a usta ułożone w cienką linię. Jego usta.. - Nie – tylko nie jego usta. 

- Ty mnie tu przywiozłeś – przypominam mu.
- Obawiam się, że nie. Potrzebuje snu – mówi podnosząc kartki z podłogi i odkladając je na biurku. Szczęka mi opada, on żartuje, tak?

Nie mam podwózki. Jestem wściekła, wychodzę z jego pokoju i schodzę na dół po schodach. Dobra, myślę, że dam radę przyprowadzić pieszo swój tyłek z powtotem na kampus.
Przechodzę głównym korytarzem, po drugiej stronie idzie dwóch chłopaków, którzy na mój widok zatrzymują się w mojescu. Stoją bez koszulek w samych spodnach z miskami płatków w rękach. Jeden z nich ma pełne usta smakołyków, a drugi trzyma w nich łyżkę. Szczęki im opadają i gapią się na mnie.

- Hej – macham niekomfortowo
.
- Co tak piękna dziewczyna robi tutaj? - bardziej umięśniony chłopak pyta z uśmiechem. Ku mojemu zaskoczeniu nie ma akcentu, jego głos jest sugestywny, podchodzę bliżej nich.

- Ja.. - Powinnam powiedzieć, że się uczę. Niall, Harry, Liam wiedzieli, dlaczego miałabym ukrywać to przed innymi? - Uczyłam się z.. kimś – powoli odpowiadam, to była bezpieczna forma.

Czuję,że inni kpili by z Zayn'a za naukę, ale czy ja naprawdę znałam tego Zayn'a? Dlaczego go broniłam? W końcu zostawił mnie bez żadnej podwózki w domu bractwa z dala od kampusu.

- Powinnaś tu zostać, co nie Blake? - chudszy z nich z nutką akcentu nie może się przestać szroko do mnie uśmiechać. Jest północ, nie zdają sobie sprawy, że jutro szkoła? Prawdopodobnie nie, wyglądali na typowych chłopaków z bractwa.

- Ja..

- Gdzie idziesz? - Zayn przerywa schodząc w dół po schodach. W jego głosie słyszę troskę i jestem trochę tym przerażona. Podchodzi do chłopaków, którzy się na niego gapią z szeroko otwartymi oczami. Nie jestem pewna, czy to z szoku, czy może obawy.

- Malik – chudszy z nich wita go szybkim skinięciem głowy.

- Tom, Blake, przepraszam was za nią, już zabieram ją do domu – oznajmia. Ją? Byłam jakąś bezimienną osóbką? Oczywiście, że byłam, po ich wzroku zdałam sobie sprawę, że jestem tylko przypadkową laską, którą Zayn przyprowadził sobie dla własnych korzyści. Rozważam, czy powiedzieć im, że uczyłam się właśnie z nim, ale pewnie pomyślą, że nauka oznacza seks.
Zanim zdążam pomyśleć trochę głębiej, Zayn mocno łapie mnie za ramię i wyprowadza na zewnątrz. Nie walczę z nim, rozmowa z nimi była bardzo niezręczna.  Jak tylko zatrzaskuje za sobą drzwi rzuca we mnie spojrzeniem, jakby był zawiedzionym ojcem.

- Co? - domagam się wyjaśnień. Nic nie odpowiada, tylko siada na pierwszym schodku. Przymrużając oczy przechodzę obok niego i kieruję się na dziedziniec. Jest dużo chłodniej, niż wcześniej, księżyc jest w pełni i to od niego bije jedyne światło.

- Gdzie dokładnie zamierzasz pójść? - Zayn pyta zza mnie. Nie odwracam się tylko odpowiadam wystarczająco głośno,

- Do akademika.

- Jak się tam dostaniesz?

- Myślę, że się przejdę.

- To jakieś trzydzieści minut drogi kochanie – krzyczy, zmuszam się zignorować to 'kochanie', prawdopodobnie nazywa tak każdą bezimienną dziewczynę, która kręci się po ich domu.

- Ostrożnie, zaczynasz brzmieć, jakby cię to obchodziło! - odkrzykuję, na moment zapada cisza i podążam przed siebie ciemną ulicą.

- Julio! - woła mnie, a ja kontynuuje i idę dalej. Ignoruję go i skupiam się na światłach lamp samochodów, które mnie oświetlają. Jeden z nich zwalnia koło mnie. To Niall, opuszcza szybę i uśmiecha się do mnie. Porusza brwiami w dziwny sposób i nie mogę powstrzymać wkradającego się na moją twarz uśmiechu.

- Wracasz do domu? - pyta rozglądając się dookoła uciszając muzykę.
- Taak.. Zayn.

- Jest po prostu sobą – Niall odpowiada z grymasem. Wszyscy chłopcy chyba wiedzą, jaki on jest, ale nigdy o tym otwarcie nie mówią.

- Tak, właśnie tak – przytakuję mu. Był kimkolwiek sobie udawał, nie ważne, czy inni go takiego lubili lub nie. Czy on  siebie takiego lubił...

- Wskakuj, odwiozę cię do akademika – oferuje wsazując na miejsce pasażera. Spoglądam przez sekundę za siebie, ale Zayn'a już tam nie ma. Prawdopodobnie zobaczył samochód i nie chciał być widziany, jak oferuje mi podwózkę – nie zrobiłby tego, pewnie nie chciał, żeby ktokolwiek zauważył go rozmawiającego z dziewczyną przed budynkiem.

- Dzięki wielkie! - wchodzę do ciepłego samochodu Niall'a. Podkręca ogrzewanie, chłopak nie zadaje mi na szczęście żadnych pytań.

Podczas jazdy jednak cały czas tańczy i śpiewa, skaluje głosem raz wysoko, raz nisko, brzmi jak nie on. Za to ja dostaję histerycznego napadu śmiechu, tak, że pod koniec boli mnie już brzuch. Jeszcze raz jestem mu bardzo wdzięczna, że tu jest, że pozwolił mi na moment zapomnieć o chamskim zachowaniu Zayn'a.

- Dasz sobie radę Jula? - pyta, kiedy dojeżdżamy do kampusu. Rzucam w niego zakłopotanym spojrzeniem.

- Pewnie – śmieję się z niego. Nie odpowiada, tylko skanuje mnie swoimi błękitnymi tęczówkami.

- Słuchaj, wiem, że Zayn jest trudny.. ale myślę, że nie miał tego na myśli.. - tłumaczy się Niall. Blondyn jest pełen nadziei, Zayn miałby być dobry? Kiedy go spotkałam po raz pierwszy, a raczej jego nieznajomą mi osobę, również miałam nadzieję, że jest inny i spodziewałam się czegoś innego. Teraz staram się tylko przestać o nim myśleć, ale to chyba niemożliwe.

- Taak.. - nie chcę się z nim kłócić i zgasić iskrę nadziei, która nadal płonie w jego myślach – Dzięki za podwózkę – uśmiecham się do niego i zaczynam wysiadać z samochodu. Wracam do pokoju. Sara szybko zasnęła, więc poruszam się bardzo cichutko, kiedy zmieniam ubrania i kładę się do łóżka.

- Jak nauka? -  słyszę jej wycieńczony głos. Spoglądam na nią, ma zamknięte oczy, ale wygląda na to, że nie śpi.

- Sama nauka nie była taka zła – przygryzam wargę. Nie była, przecież nauczyłam się nowego materiału, a raczej tego, czego do tej pory nie zrozumiałam. Nauka z  Zayn'em była całkiem przyzwoita; nawet jeśli przez chwilę wyciągną ode mnie kilka informacji, tylko po to, by udowodnić mi swoją rację. Wszystko się kręci wokół tego, nie?

Zawsze zdobywa to czego on chce i to za każdym razem. A kto zmusza drugą osobę do pojechania z nim do domu bractwa, żeby się uczyć? Następnie zawozi ją tam i odmawia powózki z powrotem?

- A Zayn? - mimo niewielkiej ilości światła w pokoju, widzę pojawiający się na jej twarzy głupkowaty uśmieszek. Myśli Sary o tym, że spędzam czas z jakimkolwiek chłopakiem są dla niej niezwykle ekscytujące. Zwykła nazywać mnie i Matt'a 'najbardziej nudną parą' na całym świecie. Nie mogłam się z nią nie zgodzić, takie było moje życie, idealne i nudne. Więc nuda była idealna, bezpieczna i monotonna.

- Był.. on .. - jaki był? Bipolarny, okropnie irytujący, był dupkiem, czy po prostu miał jakieś problemy?  - Był okej – odpowiadam. Chyba nawet Sara nie zadaje mi więcej pytań, tylko kładzie się z powrotem na plecach, bo w pokoju nastaje grobowa cisza.

Myśli wypełniają moją głowę.

O tym co ze mną robi. To była tylko głupia gierka, tak? Znudzony chłopak z bractwa chce rozbić na kawałki życie pewnej dziewczyny, prawda? Właściwie to pomógł mi się uczyć, były momenty pełnej szczerości i dziwnej, luźnej atmosfery pełnej zabawy. To była tylko część gry. Jego chorej gry... musiała być.


*Przeczytałeś/aś to zostaw komentarz*

______________________________________

Oficjalnie ogłaszam, że Zayn to dupek! No proszę.. nie odwiózł? Ciekawe co będzie dalej... :D 

Do następnego! xx

środa, 11 czerwca 2014

Rozdział 15


Odwracam się, widzę piekielnie niesamowity widok i prawie upuszczam kubek z czekoladą na siebie. 

Zayn idzie w naszą stronę, jego włosy są idealnie wystylizowane, znów ma na sobie biały T-shirt wycięty w serek, ciemne spodnie i czarną skórzaną kurtkę, sprawia, że drżę. Jeśli nie myśleliście wcześniej, że Zayn wygląda jak bad boy, to teraz z pewnością zmienicie zdanie.

Kiedy jest już blisko wszyscy chłopcy wstają i się z nim witają. Zayn odpowiada tym samym, ale ze znacznie mniejszym entuzjazmem, niż oni. Wtedy zatapia swój wzrok w mojej osobie. Widzę, że Sara przybliża się do mnie, pewnie ma już przygotowane pytania. Pytania, na które nie miałam zielonego pojęcia jak odpowiedzieć..

Sara stoi już koło mnie i gapi się na rozmawiających kumpli. Spoglądam na nią i widzę, że jest bardziej, niż szczęśliwa, że on tu jest.

- Nie miałaś pojęcia, że Zayn się tu pojawi? Czy to dlatego nie chciałaś Harry'ego tutaj? - pyta mnie, kiedy podchodzimy do reszty. Rzucam jej bezradne spojrzenie nie wiedząc co powiedzieć. Oczywiście, że nie miałam pojęcia, że się to zjawi, a teraz kiedy spotykamy się oko w oko, nie chce wywołać kłótni.

Zayn oddala się od chłopaków w środku rozmowy, po to, żeby się z nami przywitać. Rreszta patrzy na nas z zakłopotaniem. Stoimy tylko jakiś metr od nich, a definitywnie Zayn zakończył pogawędkę z nimi. Sara patrzy raz na mnie, raz na niego, a ja nie potrafię się na niej skupić, gdy on stoi tylko kilka centymetrów dalej i patrzy na mnie tak, że zaraz chyba się rozpuszczę.

- Co ty tu robisz? - walczę, aby zachować spokojny głos. Blondynka poszła do chłopaków, i jestem pewna, że teraz o nas rozmawiają.

- Partnerko, przecież musimy się uczyć – uśmiecha się do mnie. Patrzę na resztę, których oczy są wlepione w naszą dwójkę. Liam wygląda, jakby pierwszy raz zobaczył słońce, jego usta otwarte są w szerokim uśmiechu.

Niall chyba chce wybuchnąć niepohamowanym napadem śmiechu, a wzrok Sary pokazuje jej ogromne zakłopotanie. Oczy Harry'ego są srogie i pełne zimna, ma ciasno zaciśnięte usta.

- Teraz? Podczas ogniska? - pytam – Z resztą dlaczego chciałabym się z tobą uczyć? Dziś rano byłeś dla mnie wyjątkowo niemiły! - jego oczy łagodnieją.

- Wiem i przepraszam cię za to.. tylko.. myślę, że powinniśmy się pouczyć.

- Nie – mówię stanowczo patrząc w ziemię – Jesteś niepoważny! Jeśli nawet zgodzę się z tobą uczyć to teraz nie jest najlepszym czasem!

- Wyczucie czasu nie jest ważne, jeśli chce się otrzymać dobrą ocenę – mówi ostro. To moja wina, podniosłam na niego głos. Ma jednak racje, jeśli chciałam uzyskać lepszą ocenę powinnam się była uczyć, ale nie wtedy, gdy spędzam czas ze znajomymi!

- Próbujesz mi powiedzieć, że przeszedłeś całą drogę na ognisko, żeby zaciągnąć mnie do nauki? - kładę dłonie na biodrach, nie kupowałam jego intencji. To musiała być część chorej gry, w którą ze mną pogrywał.

- Julio posłuchaj, wiem, że stopnie są dla ciebie bardzo ważne i pomyślałem, że tu będziesz i... tak w ogóle to te ogniska nie są niczym zabawnym – wzrusza ramionami, jakby to było takie proste.

- Nie.

- Tak.

- Nie! - krzyczę głośniej, to był błąd. Podchodzi bliżej mnie, nie ruszam się, jego postać niemalże mnie parzy. Jego oczy są wpatrzone i czuję się taka malutka. Zadaję sobie sprawę, że moje dłonie się trzęsą i cała pewność siebie się ulotniła.

- Tak – powtarza, jego ton jest grożący i niski. Zaciskam usta i spoglądam na grupę przyjaciół za nim. Na ich twarzach maluję się tylko zakłopotanie przez zaistniałą sytuację między mną i Zayn'em. Zamykam na chwilę oczy, nie chciałam, żeby ten wieczór wyglądał w ten sposób.
Pragnęłam normalnego wieczoru ze znajomymi, żebym mogła się zabawić.. przez chwilę nawet mi się udało, podobały mi się nawet te dowcipy. Nie chiałam rujnować im reszty tego wieczoru przez to, że nie chciałam iść z Zayn'em się pouczyć. Zawsze chcę to robić, tylko nie z nim.

- Dobra – wzdycham głośno; na jego twarzy pojawia się tiumfalny i pewny siebie uśmieszek, kiedy się oddala – Żeby było jasne, nie robię tego, dlatego że ty mnie zmusiłeś, tylko nie chcę zepsuć ich wieczoru – wyjaśniam mu posyłając wściekły wzrok, kiedy przechodzę obok. Słyszę, że za mną idzie i zbliżamy się do reszty, która udaje, że nie gapiła się na nas przez cały ten czas.

- Taak, to było .. super.. - Niall mówi powoli, próbując na mnie nie patrzeć. Przymróżam oczy na jego kiepską próbę kontynuowania rozmowy której nawet nie prowadzili. Patrzę na Sarę, jej oczy błyszczą i są pewne rozbawienia.

- Posłuchaj.. idę się pouczyć..

- Co takiego? - prawie wrzeszczy – Mówiłaś mi, że się dziś zabawisz! - kłóci się, wiem, że zniszczyłam jej zabawę, ale napewno będzie o wiele lepiej, gdy razem z Zayn'em ich opuścimy i nie będą musieli słuchać naszej kłótni.

- Oh, na pewno będziemy mieć jeszcze wiele okazji na zabawę Saro, nie martw się – Zayn uśmiecha się do niej. Jej oczy szerzą się, dziewczyna wzdycha.

Mam ochotę mocno trącnąć go łokciem, to w jaki sposób wypowiedział to zdanie.. całkiem jakby zadał pytanie, na które, ani ja, ani ona nie będziemy odpowiadać. Skąd on zna jej imię? Nie jestem pewna, czy kiedykolwiek wcześniej się spotkali.. Niall, oczywiście. Jej popularny chłopak pomaga mojej popularnej kumpeli stać się bardziej popularną.

- Oh.. - przykrywa usta dłonią chowając rosnący uśmiech – Więc.. idźcie się pouczyć, Jula na pewno ci się przyda – rzuca mi spojrzenie, które znam, aż za dobrze. Zawsze go używała, gdy razem z Matt'em mówiliśmy jej, że mamy 'coś do zrobienia' razem. W rzeczywistoći się wtedy całowaliśmy.

- Nigdy się nie przedstawiłem, jestem Zayn – podajej jej dłoń.
- Sara – uśmiecha się odwzajemniając gest. Oh, dajcie spokój, teraz jest tym czarującym mężczyzną, tak?

- Jesteś pewna, że chcesz już iść? - pyta mnie loczkowaty. Oczywiście, że nie, ale nie mam wyjścia, chyba, że chcesz, żebym cały czas była wściekła na Zayn'a.

- Pewnie, że chce – Zayn opdpowiada za mnie. Zaciskam szczękę i przymrużam oczy w niezadowoleniu.

- Do zobaczenia w akademiku – macham do Sary, a ona mruga znacząco. Zayn chwyta mnie mocno za ramię i odciąga od przyjaciół. Wykręcam się z jego uścisku i patrzę na niego ze złością.

- Nie musisz mnie tam zaciągać – mówię, kiedy idziemy ramię, w ramię – Gdzie będziemy się uczyć?

- W domu bractwa – mówi bez zawahania. Zatrzymuję się, i on robi to samo.
- Chcesz się uczyć w DOMU BRACTWA ? - chyba ogłuchłam.

- W środy nie ma żadnych imprez, chłopaki są całkiem spokojni, jedyne hałasy dochodzą z piwnic – mówi odwracając się i idzie dalej prze siebie. Zostaję w tym samym miejscu, rozważając czy powinnam wrócić do Sary, czy pojść za nim.

W przeciwieństwie do tego co podpowiada mi rozum, idę za chłopakiem. Kontroluje mnie ten cholerny pociąg jaki do niego czuję, nienawidzę go. Idziemy przez rzędy samochodów zaparkowanych w błocie.

- Nie przyjechałam tu samochodem – mówię bardziej do siebie, niż do niego.

- Jest okej, zawiozę nas Julio – przechodzą mnie po plecach ciarki na to w jaki sposób wypowiada moje imię. Nie wiem, czy to dlatego, że jest mi zimno, czy dlatego, że wychodzi mu to tak niesamowicie, nawet nie próbując. Przełykam ślinę i powoli podążam za nim, jestem wdzięczna, że nie zauważył mojej reakcji.

Podchodzimy do schludnego, czarnego BMW, oczywiście, że ma akurat BMW, jakim innym samochodem mógłby  się wozić chłopak, taki, jak on? Sięgam dłonią do klamki, ale szybko zostaje odciągnięta od niej. Obracam się i patrzę na Zayn'a z zakłopotaniem.

- Nie jestem całkowitym dupkiem – uśmiecha się. Podchodzi bliżej, moje serce przyspiesza. Jego ramię wędruje w moim kierunku i oczekuję, że mnie do siebie przyciągnie. Przynajmniej mam taką nadzieję.. ale wtedy drzwi samochodu otwierają się za mną, a on głupkowato się uśmiecha otwierając je jeszcze szerzej.

- Dzięki.. - mówię powoli wsiadając do samochodu. Zamyka za mną drzwi i przechodzi na stronę kierowcy. Zapach jego perfum wypełnia całe wnętrze, sprawia, że na chwilę się nawet mimowolnie uśmiecham. Nie ważne, jak bardzo irytowała mnie jego osoba, zawsze zatracałam się w jego zapachu, odznaczał się nim od innych.

Auto ma stosunkowo piękne, czarne i skórzane wnętrze. Chłopak wślizguje się za kierownicę i przekręca kluczyki w stacyjce. Jedziemy w kompletnej ciszy, kiedy wyjeżdża na drogę główną. Wykonuje szybki ruch i włącza radio. Z urządzenia zaczyna płynąć spokojna muzyka. Gapię się na niego, ale on na mnie nie, jest skupiony na drodze do domu bractwa.
Dojeżdżamy na miejsce sekundy później, udaje mi się otworzyć drzwi, zanim Zayn zdąży wysiąść i zrobić to za mnie. W domu jest cicho, za cicho, wygląda, jakby mieszakała tam teraz jakaś bogata rodzinka. Jednak nagle słyszę okrzyki chłopaków, co tylko udowadnia moją rację, i pamięć.

- Nawet nie wzięłam ze sobą książek do psychologii – podążam za nim do głównego wejścia.

- W porządku – to wszystko co mówi. W porządku? Zamierzamy się uczyć, a on praktycznie nie dał mi wyboru i twierdzi, że nie szkodzi, że nie mam ze sobą żadnych potrzebnych materiałów?

- Co masz na myśli? Będziemy się uczyć, tak? Jeśli nie, to wychodzę – moje słowa szybko wypływają mi z ust. Nawet nie brałam oddechu między kolejnymi zdaniami, w końcu robię przerwę.

- Kurwa, uspokoisz się w końcu? - Zayn mówi głośno, ale na twarzy szybko pojawia mu się uśmiech. Wchodzimy na górę. Zatrzymuję się w połowie schodów, nie, nie mam mowy, NIE będziemy się uczyć w jego pokoju. On zauważa, że za nim nie idę i odwraca się – Co tym razem? - zaciska usta. Tym razem? Przecież tylko ja sprawiam problemy, a on jest tak bardzo cierpliwy.

- Nie będę się uczyć w twoim pokoju – mówię pewnie utrzymując wzrok na schodach i zakładam ręce na krzyż.

- Drzwi będą otwarte. Nie martw się, nie będę niczego próbował, nie jesteś w moim typie – mówi tonem pełnym zimna i pokonuje resztę schodów. Nie w jego typie?

Wydawał się być mną całkiem zainteresowany tamtej nocy. Widocznie był bardziej pijany, niż myślałam. Powoli wspinam się po schodach i wchodzę do pokoju, jest taki sam.
Jest niewielki bałagan, kilka pogniecionych rysunków leży na podłodze, trochę książek i papierków znajduje się na biurku, a na łóżku leży szkicownik. Szybko go zabiera i chowa w szufladzie biurka.

Mój wzrok jest w niego wlepiony, kiedy ściąga swoją kurtkę – jego mięśnie napinają się z każdym ruchem. Śledzę tatuaże na jego prawym ramieniu, różne wzory ciągną się po całej długości. Przełykam ślinę i biorę głęboki oddech.

- Czego będziemy się uczyć? - pytam zachęcając go. Podchodzę do krawędzi łóżka i siadam tam. Nic nie odpowiada, tylko bierze plik kartek i wręcza mi je. Biorę je i przeglądam.
To notatki z zajęć. Jego charakter pisma, nie jest tak brzydki, jak zwykle u chłopaków, nie jest też piękny. Na szczęście spokojnie mogę wszystko odczytać.

- Która część testu sprawiła ci trudności? - pyta przyciągając za oparcie krzesło bliżej łózka i siada na nim. Jestem zbyt świadoma niewielkiej odległości, jak dzieli moje nogi od jego, to jak pochyla się nade mną, by odczytać coś z kartek, które trzymam. Jest bardzo blisko.

- Wiesz.. Nie jestem pewna, bo nie mam go ze sobą. Dziwne, tak jakbym się w ogóle nie przygotowała – pyskuję,  kiedy odkłada kartki na moich kolanach.

- Serio, czego nie zrozumiałaś? - ignoruje mój komentarz. To zrozumiałe odkąd wycelowałam w jego ego.

- Nie wiem – mówię wzdychając – Cały sprawdzian był dla mnie górą nie zrozumiałych pytań, nawet ich już nie pamiętam.. - To prawda, byłam za bardzo skupiona na gapiącym się na mnie przez cały tamten czas Zayn'ie. Przynajmniej wydawało mi się, że to robił – Jakim sposobem ty zdałeś?

- Szybko się uczę – wzrusza ramionami zabierając kartki z moich kolan. Jego palce ocierają się o moje nogi, co wznieca falę ciepła rozlewającą się po moim ciele. Musiałam sobie wyobrazić, że się na mnie gapił... przyrzekam, że widziałam, jak to robił.
Próbuję zapomnieć, że się z nim uczę. Jego pokój mnie uspokajał, nie jestem pewna co dokładnie, ale był taki zwykły.

- Dobrze, zacznijmy w z tym – znów kładzie kartkę na moich kolanach. Spoglądam na nią i nie mam bladego pojęcia co tam jest napisane. Marszczę nos i próbuję przypomnieć sobie, na których zajęciach mówiliśmy o tym. Słyszę jak chichocze i opiera się ma krześle z uśmiechem.
Wiem, że minęło już pół nocy. Zaczynam czuć coś dziwnego. Cokolwiek on chce, cokolwiek robi, czymkolwiek jest jego chora gra... to dopiero początek.


*Przeczytałeś/aś to zostaw komentarz!*



_________________________________________________

Hej kochani! :) Podoba wam się zachowanie Zayn'a? Do czego to dojdzie.. ahh szkoda mi Hazzy, chyba coś jednak czuje do naszej Julki.. :c 

PROSZĘ O SZCZERE OPINIE! :)

Do następnego!

niedziela, 8 czerwca 2014

Rozdział 14


Rozdział inspirowany piosenką : I Will Come For You - Jack Dolgen 


Z zachodem słońca razem z Sarą jesteśmy już gotowe do wyjścia. Dziewczyna jest podekscytowana braniem udziału w szkolnym wydarzeniu.

Nigdy nie uczęszczałam na takie wypady w liceum, ponieważ dla uczniów były one wymówką na upicie się i wyprawianie idiotycznych rzeczy. Sara zakłada ładną niebieską bluzkę, a na to szary sweterek. Ja natomiast wciągam na siebie granatowy sweter i spodnie.

- Niall opowiedział mi pełną historię o książce z chemii.. - przerywa ciszę Sara. Patrzę na blondynkę, która jest wpatrzona w swoje odbicie w lustrze, kiedy nakłada makijaż na twarz. Wracam wzrokiem na swoje ubranie. Sprawdzam też, czy się nie czerwienię. Jestem zażenowana, dlatego, że Niall jej o tym opowiedział, a nie ja.

- Naprawdę? - pytam nonszalancko.

- Taak – czuję jej wzrok na sobie – Więc...  to ten chłopak Zayn? - używa śpiewnego tonu i wiem co chce teraz powiedzieć – Jest naprawdę przystojny – uśmiecha się do mnie. Śmiejąc się plączę swoje włosy w luźnego koka.

- Wygląd to nie wszystko – nie przeczyłam z jej zdaniem, on był naprawdę atrakcyjny, nie mogłam tylko pojąć dlaczego marnował swój czas zabierając mi podręcznik, by poznać moje imię.

- On jest gorący, z pewnością fantastycznie całuje! - śmieje się. Prawie krztuszę się na jej słowa. Gdyby tylko wiedziała... był przyzwoity.. oh co ja wygaduję?

Nasz wspólny pocałunek siedzi gdzieś w mojej głowie od dnia, w którym się poznaliśmy, on był więcej niż tylko przyzwoity. Był to pierwszy raz, kiedy pocałunek wywołał we mnie takie emocje – niesamowite, budujące się ciepło w moim ciele, w moim brzuchu poruszało się stado motyli, moja skóra płonęła od jego dotyku, a serce o mało nie wyskoczyło z klatki piersiowej
.
- Nie jesteś przypadkiem zainteresowana Niall'em? - droczę się z nią. Unosi brwi, a uśmiech na jej twarzy szybko się poszerza.

- Oczywiście, że tak. Zayn jest cały twój – mruga do mnie okiem. Wytrzeszczam oczy tak szeroko, że o mało co nie wypadają ze swojego miejsca – Wiedziałam, że musisz mieć jakiś powód, dla którego nie chciałaś spotkać Harry'ego na ognisku! Durzysz się w Zayn'ie! - wykrzykuje radośnie. Od czasu zerwania z Matt'em Sara marzyła, abym w końcu zaczęła rozmawiać z facetami, ale nigdy nie byłam na to w pełni gotowa. Nadal nie jestem.

- Sara, ja nie.. - on nie jest żadnym powodem.. ja .. ja go nawet nie lubię! - w końcu udaje mi się skończyć zdanie z frustracją. Odwracam się do niej wyładowując budującą się we mnie złość. Jej uśmiech nagle znika.

- Dlaczego ta złość? - dręczy mnie – No co ty Jula, nikomu nie powiem! - zapewnia mnie.

- Sara, ja go naprawdę nie lubię! Nie przepadam za nikim w tej chwili... - mówię pewnie i odwracam się do lustra – Zabrał mi książkę, co było częścią jego głupiej gry – Sara przytakuje powoli i zajmuje się swoim makijażem, z wyrazu jej twarzy wyczytuję, że mi nie wierzy.

- Wiesz, uważam, że on jest naprawdę gorący, i myślę, że powinnaś się koło niego zakręcić. Przecież on wygląda jak cholerny model! - śmieje się do siebie.

- On nawet nie jest w moim typie, a ja na pewno nie jestem w jego – zaznaczam. Wzruszając ramionami uśmiecha się i kontynuuje.

- Matt był w twoim typie i sama widzisz jak to się skończyło – wypowiadając te słowa nie chce mnie zranić, ale niestety tak się stało. Jest zwyczajnie szczera. Nie odpowiadam, tylko gapię się w lustro w ciszy.

Moje ciemne, brązowe włosy są ładnie zakręcone: na oczach namalowałam delikatne kreski czarnym eyelinerem. Sweterek pasuje do mnie idealnie. Pragnęłam przyjemnie spędzić wieczór w gronie przyjaciół i taki on będzie! Zgaduję, że Sara znudziła się już ciszą i znów się odzywa.

- Tak bardzo się cieszę, że wychodzimy! Spędzę wieczór z Niall'em przy gorącym ognisku... - wzdycha. Śmieję się z niej i rzucam poduszką w jej rozmarzoną głowę.

- Hey! Nie będziecie zbyt bardzo romansować! Ja tam będę! - przypominam jej. Śmiejąc się odrzuca mi przedmiot.

- Tak, tak, Liam też wpadnie, więc oboje będziecie mogli porozmawiać o szkole i nauce.. - drażni mnie przerzucając włosy do tylu.

- To przecież wszystko co potrafię! - ktoś puka do drzwi.

- To musi być Niall, myślę, że podrzuci nas obie! - dziewczyna podchodzi, by je otworzyć. Chłopak uśmiecha się do niej, ma na sobie szarą koszulę i spodnie oraz ciepłą niebieską kurtkę na wierzchu.

- Jula, gotowa? - pyta mnie blondyn i wita Sarę całusem w policzek.

- Jak nigdy wcześniej – śmieję się i wychodzimy na zewnątrz. Byłam podekscytowana tym ogniskiem, oraz gronem z którym je spędzę. Wsiadamy do Land Rover'a Niall'a, zauważam, że chłopak trzyma moją przyjaciółkę za rękę.

- Liam będzie tam na nas czekał – ogłasza przekrzykując rozbrzmiewającą z głośników muzykę. Nie grała ona głośno, ale na pewno nie ułatwiła by w rozmowie.

Przytakuję mu i rozglądam się na zewnątrz przez szybę. Po pięciu minutach jesteśmy na miejscu. Ognisko już jest rozpalone, płomienie są widoczne z daleka.

Wzdłuż chodnika stoi mnóstwo zaparkowanych samochodów – wszędzie jest pełno błota, a ludzie poruszają się się niczym mrówki. Ten park niby znajduje się zasadniczo niedaleko kampusu, ale to wystarczająca odległość, aby wsiąść w samochód i przyjechać. Spoglądam na Niall'a, który bierze Sarę za dłoń, oboje są tacy szczęśliwi. Dałabym wszystko, żeby znaleźć się teraz na jej miejscu.

Idę obok nich, kierujemy się w stronę płomieni, gdzie z łatwością odnajdujemy Liam'a. Chłopak stoi niedaleko na trybunach. Większość ludzi porozkładała swoje koce wokół paleniska. Zauważam chłopaków w bluzach *letterman podrzucających piłkę na tyłach.

- To ognisko graczy? - wskazuję na nich. Dziewczyna wzrusza ramionami, chyba tego nie wie.

- To by miało sens, w końcu rozpoczął się sezon – stwierdza. Sara nigdy nie powiedziała mi dlaczego w tym roku nie zdecydowała się zostać cheerliderką. Pomyślałam, że chciała się skupić na zajęciach, ale zastanawiam się kto mógł wpłynąć na jej decyzję...

- Hej kochani! - Liam podchodzi do nas bliżej, ma na sobie brązowy sweter, który do niego pasuje.

- Cześć! Długo nas czekasz? - pyta go Niall dzieląc przyjacielski uścisk. Liam wzrusza ramionami i w ten sam sposób wita się z blondynką.

- Jakieś 10 minut, nic nie szkodzi – odwraca się do mnie – Zero książek? Cholera, miałem nadzieję się trochę pouczyć! - śmieje się.

- Zachwycaj się tym widokiem partnerze, to jedna z nielicznych chwili, gdy widzisz mnie bez podręczników w ręku – żartuję przytulając go.

- Ona nie żartuje – Sara śmieje się. Liam dołącza, a ja zawsze zapominam, że on jednak również jest członkiem bractwa; mimo wszystko nie wygląda na takiego. Tak naprawdę to Niall również, żaden z nich nie wyróżniał się w ten sposób.

Myślę, że to moja wina. Zachowałam swoje stereotypy o gościach z bractwa z filmów. Było w tym trochę prawdy – zwłaszcza na ich imprezach; wiecie, wszędzie pijane osoby, chłopcy noszą Bro-Tanks*, wszyscy grają w pijanego pingponga, wszędzie pełno prawie nagich i  pijanych dziewczyn, hektolitry alkoholu.

- Chcecie tu usiąść? - pyta nas Liam. Wszyscy zgadzamy się i siadamy na zimnym metalu trybun. Ognień jest wystarczająco szeroki, że czujemy jego ciepło nawet stamtąd.

 Zastanawiam się, jak jest bliżej. Prawdopodobnie bardzo gorąco, a obok ogniska siedzi wiele całujących się. Odwracam się do Liam'a z uśmiechem.

- Gotowy na nadchodzący test z AP chemii?

- Wiesz.. - Liam zaczyna mi odpowiadać..

- Nie rozmawiajcie o szkole! - Sara mruga do nas błagalnym wzrokiem – To jedyna okazja, kiedy udało nam się odciągnąć was od nauki! Nie rujnujcie jej! - zwęża wzrok, aby wyglądać groźniej, ale kończy na szerokim uśmiechu. Niall śmieje się na jej matczyne zachowanie.

- Widzę, że jesteś naprawdę pilną uczennicą – mówi chłopak.

- Tak – odpowiadam, nie byłam żadnym molem książkowym. No dobra, może i byłam, ale nie unikałam innych, byłam przecież całkiem popularna w liceum. Jedyna różnica – moje miejsce w szkole nie zależało wtedy od stypendium – Mam na myśli, opieram się na stypendium.

- Stypendium?

- Pełny wymiar – mówię z dumą w głosie.

- Jej, ty jesteś geniuszem! - śmieje się. Jego uśmiech poszerza się, gdy zauważa coś za mną – Harry? - odwracam się i zauważam podchodzącego do nas bruneta. Ma na sobie ciemno niebieski T'shirt, który eksponuje kilka jego tatuaży. Patrzę na Sarę rzucając jej wściekły wzrok. Jak mogła mi nie powiedzieć, że po tym wszystkim go jednak zaprosiła?

Jednak gdy moje brwi łączą się w złym spojrzeniu zauważam, że ona jest tak samo zaskoczona, jak ja. Niall uśmiecha się i zdaję sobie sprawę, że to on musiał zaprosić Harry'ego. No dobrze, lubiłam jego towarzystwo, razem z Liam'em stworzymy niezłą grupę. Przynajmniej nie będę się czuć jak piąte koło u wozu.

- Witajcie kochani – Harry siada koło nas, na jego twarzy widoczne są dołeczki – Jak się macie?

- Świetnie, właśnie tu przyjechaliśmy – Liam odpowiada za wszystkich.

- Niall? - przerywa nam głos, którego nigdy wcześniej nie słyszałam. To chłopak, ma na sobie basebolówkę, pod pachą trzyma piłkę, ma jasne, brązowe włosy i błyszczące oczy. Rozgląda się po naszej grupie i jestem pewna, że nie spodziewał się zobaczyć takiej dziewczyny, jak ja, w takim gronie.

- James? - Niall wstaje – Stary, jak się trzymasz? - ściskają się szybko, a James wzrusza ramionami.

- Czuję się dobrze, cieszę się, że wpadliście na nasze ognisko!

- Super, że mogliśmy się o nim dowiedzieć – uśmiecha się. Wzrok James'a znów przelatuje po naszej grupie.

- Już nie mogę się doczekać kolejnej imprezy – ukazuje swoje zainteresowanie nimi. Wiedziałam, że Niall był popularny, ale zastanawiałam się, czy ludzie zadają się z nim tylko dla imprez. Wątpliwe.

- Racja, kolejną zaplanowaliśmy na ten piątek. Powinieneś wpaść – Niall zaprasza go siadając obok Sary. Ona przybliża się do niego z uśmiechem.

- Pewnie. Miło was poznać – macha do nas rzucając piłką do kupla stojącego kilka metrów dalej.

- Zamarzam, powinniśmy wypić trochę gorącej czekolady! - mówi Sara z wlepiony wzrokiem we mnie. Zgaduję, że chce ze mną porozmawiać, więc przytakuje jej i podnoszę się.

- Pójdę z tobą – sugeruję. Dziewczyna chwyta mnie za ramię i oddalamy się od towarzystwa – Wszystko w porządku? - pytam ją, kiedy idąc patrzę na swoje stopy. Podchodzimy do stoiska z jedzeniem.

- Myślisz, że Niall w ogóle mnie lubi? - w jej tonie doszukuję prawdziwych intencji. Sara nigdy wcześniej w swoim życiu nie martwiła się o faceta, jasne, pytała mnie o to, ale nigdy w jej oczach nie widziałam takiego zwątpienia.

- Oczywiście! - chcę wyśmiać ją, za te naiwne wahanie – Oboje wyglądacie razem naprawdę dobrze – zapewniając, dotykam jej ramienia. Zamawiamy gorącej napoje. Relaksuje się na moje słowa i cieszę się, że udało mi się ją uspokoić.

- Jesteś zła, że Harry tu jest?

- To zależy.. - zaczynam opierając się o słup, kiedy kobieta przygotowuje naszą czekoladę.

- Od czego? - dziwi się.

- Od tego, czy to ty go zaprosiłaś, czy ktoś inny – unoszę brew gapiąc się na nią kątem oka, dziewczyna potrząsa głową.

- Chciałabym ci móc to powiedzieć.. - trąca mnie żartobliwie łokciem – Ale Niall go zaprosił, nie na randkę – zapewnia.

- Więc wiedziałaś o tym?

- Wiesz... Niall wspomniał o tym, ale nie rozmyślałam nad tym.. - jest szczera, widzę to po jej oczach. Tak, jak ja, nie jest najlepszym kłamcą. Nasze napoje są gotowe, więc chwytam gorący, styropianowy kubeczek w dłoń.

Wciągam ciepły i przyjemny zapach czekolady, wypełnia on moje płuca, zmysły i powoduje ciepło w środku. Wracamy do śmiejących się chłopaków.

- Dziewczyny, jak wasza czekolada? Mam nadzieję, że nie paląco gorąca! - Harry śmieje się i reszta do niego dołącza. Sara patrzy na mnie i potrząsa głową z zakłopotaniem.

- Harry, nie wątpię, że ich usta płoną, niczym ogień – Niall dołącza. Dziewczyna powoli siada koło niego rzucając zakłopotanym spojrzeniem. Nadal stoję gapiąc się na nich.

- Jeśli tak jest, to mam nadzieję, że nie wypalił smaku! - Laim mówi to z taką energią, że prawie się go boję. Czy oni w przeciągu tych kilku minut, kiedy byłyśmy nieobecne zdążyli się upić? Harry przybija piątkę Liam'owi, który otrzepuje się w geście, jak dobrze dopowiedział.

Powili składam usta w 'o' i potakuję głową, złapałam o co im chodziło. Mądre i zabawne, Sara jednak nadal była zdumiona, jak nigdy. Na jej czole pojawiają się zmarszczki i chcę ją wyśmiać.

- Wszystko okej? - pyta nas. Chłopcy śmieją się jeszcze głośniej na jej nieświadomość sytuacji.

- Oh przestańcie! - mówię im zachowując całą powagę, kiedy patrzą na mnie zmartwionym wzrokiem. Nigdy nie widzieli mnie złej. Zapadła cisza i nie do końca wiedzą co teraz zrobić, a ja nie mogę się powstrzymać – Sara nie piekl się tak o to – chłopcy wybuchają niepohamowanym śmiechem.
Harry wstaje i podaje mi obie dłonie, by przybić mu piątki. Uderzam jego ręce uśmiechając się na ich uznanie. Harry otacza mnie swoim ramieniem, a jego śmiech przenosi lekkie drgania po moim ciele.

- Załapała! - Liam klaszcze.

- Załapała co? - Sara znów pyta.

- Sara oni robią sobie ogniste żarciki – pojaśniam ją, po chwili zamyślenia na jej twarzy pojawia się ciepły uśmiech.

- Oh! - śmieje się – Były zabawne! - Harry rozluźnia uścisk i siadamy z powrotem na trybunach. Siedzimy w dwóch rzędach, Niall i Sara znajdują się o jedną wyżej od reszty.

- Więc to jest to co robią chłopcy, gdy nie ma wśród nich dziewczyn – pytam zabawnie. Upijam łyk czekolady, pozwalając aby przyjemne ciepło rozlało się po moim ciele.

Pogoda była całkiem dobra, jednak nie dało się wieczorem nosić szortów i bokserki, było już za chłodno.

- To nasz mały sekret.. a wy NIGDY nie odgadniecie! - mówi Liam. Uwielbiałam go, ale jeszcze nie widziałam go takiego radosnego. Znów, spotykałam go jedynie przy nauce.

- To nie wypali z Julą, ona zawsze musi wiedzieć wszystko. Nawet jeśli nie chciałbyś, żeby się domyśliła.. i tak to się stanie! - Sara śmieje się.

To prawda, nie lubiłam nie wiedzieć o co chodzi i czuć to zakłopotanie, ale nie uważam, że jestem natrętna i głośna. Nie musiałam wiedzieć wszystko.

- Mówiąc szczerze to nikt nie lubi odstawać – bronię się. Wszyscy się z tego śmieją, dlatego, że mówiłam bardzo poważnie. Zauważam, że uśmiech Liam'a nagle znika, brwi łączą się w zdziwieniu, a na czole pojawiają się zmarszczki. Był zakłopotany, zdziwiony czymś co zobaczył tuż za mną...

- Może mogłabyś rozjaśnić mi co Zayn robi na ognisku...?


* takie bluzy basebolówki
** amm t-shirty na ramiączkach, coś takiego


*Przeczytałeś/aś to zostaw komentarz*

__________________________________________________

Hej :) Zrozumieliście ogniste żarciki? Mam nadzieję, że ich przy tłumaczeniu nie spaliłam, haha :D 

Tak by the way, kto oglądał/czytał NASZYCH GWIAZD WINA? Moim zdaniem to genialne, kocham, kocham, kocham, bardzo <3 font="" nbsp="">

Na wakacjach tłumaczyć też będzie moja przyjaciółka, mam nadzieję, że ciepło ją przyjmiecie :)\

Do następnego!



środa, 4 czerwca 2014

WATTPAD

Kochani, dzieki niejakiej Kindze (super, ze podpowiedzialas :D)  To tlumaczenie dodaje tez na Wattpad'a ;KLIK

Kto ma konto to niech sobie doda do biblioteki :) jutro dodam reszte rozdzialow do 12 :3

oczywiscie bardzo prosze o votes, komentarze i polecajcie tego ff innym Directioners <3 p="">

Rozdział 13

INFORMACJE

 Jak sami wiecie zbliżają się wakacje, więc niedługo wyjeżdżam i nie będzie mnie do połowy sierpnia. Nie wiem, jak będzie z moim dostępem do komputera, dlatego rozdziały mogą być rzadziej..

Z góry bardzo przepraszam!!

KOMENTUJCIE!! BRAK MOTYWACJI :C

_____________________________________



 Następnego dnia ignoruje Mulata, chociaż jego wzrok  nie opuszcza mnie ani na sekundę. Zdzirowata blondyna siedząca za nim gapi się na naszą dwójkę, ale ja skupiam się lekcji. Literatura jest banalna, zawsze byłam dobra w czytaniu książek, opowiadaniu o wydarzeniach z lektur.

Zawsze kłóciłam się o swoje racje. Kochałam te zajęcia, lubiłam wyszukiwać podobieństwa między codziennym życiem, a książkami które zwykłam czytać. Nienawidziłam jednak pisać prac, typu rozprawki.
Pani Parks uwielbiała mnie, była już starszą kobietą, jej włosy miały kolor wyblakłego brązu. Nie nawiązałam zbyt wielu nowych znajomości, ale bardzo polubiłam jedną dziewczynę – Lindsay. Zazwyczaj obie dyskutowałyśmy na  zadane tematy. Była bardzo miła i cicha, miała jasne, brązowe włosy oraz zielone oczy.

Nie była osobą otwartą, niewiele mi o sobie opowiadała. Przypominała mi jedną z moich byłych koleżanek z Loveland, Hannę. Obie byłe niezwykle do siebie podobne, nie z wyglądu, tylko ze sposobu wypowiadania się, to w jaki sposób większość informacji zachowywały dla siebie, ale mimo wszystko dało się je lubić.
Chemia przemija spokojnie. Siedzę koło Liam'a, lubiłam jego towarzystwo. Zawsze brał szkołę na poważnie i był niezwykle pomocny, kiedy miewałam jakiekolwiek pytania. Dziś miałam ich niezwykle dużo.

Moje myśli były zapełnione ostatnimi wydarzeniami i było mi ciężko skupić się nawet na zwykłej rozmowie z przyjacielem, czy napisaniem swojego imienia na kartce papieru. Czułam się, jak wtedy gdy budzisz się rano z poczuciem, że nie zmrużyłaś oka całą noc. Wtedy każdy najmniejszy dźwięk dekoncentruje cię.

Ledwie udaje mi się przetrwać cały dzień, aż nadchodzi środa. Ten dzień powinien być ekscytujący, bo idę na ognisko, ale okazuje się totalną porażką. Pan Collins zupełnie mi go rujnuje, kiedy oddaje nam sprawdziany. Szybko je ocenił. Otrzymując kartkę wlepiam wzrok w czerwony napis na samej górze.
Wzdycham wściekła, kiedy zauważam, że to -4. Odkładam go na biurko i pocieram miejsce między oczami. Robię to zawsze, gdy jestem zestresowana, pozwalało mojemu ciało się zrelaksować.
Spoglądam na Zayn'a, obserwuje mnie. Chłopak patrzy na moją kartkę i widzę pojawiuający się na jego twarzy uśmieszek. Nie zawracam sobie nim głowy przez resztę lekcji. Odniosłam wrażenie, że mój test został podmieniony.

Moja słaba ocena była głównie winą Zayn'a, ale mimo wszystko miał ten głupi uśmieszek przyklejony do twarzy. Biorę książki i zbliżam się do wyjścia, kiedy pan Collins prosi mnie na słowo.

- Panno Augustine matrwię się o pani ocenę – mówi. Odwracam się do niego i unoszę  brew w zupełnym zdziwieniu. Martwi się? Gdyby tylko znał moją sytuację...

- Oh.. Wiem, przepraszam, to -4, to się więcej nie powtórzy – zapewniam go.

- Jesteś pilną szóstkową uczennicą, twoje stypendium zależy od twoich stopni.. - przygryza wargę zanim kontynuuje – Czy te zajęcia są dla ciebie za trudne? - pyta.

Mam ochotę zaśmiać mu się w twarz, psychologia nie była dla mnie trudna, byłam zwyczajnie rozkojarzona. Widzę, że jego pytanie jest zupełnie poważne, wyczekuje mojej odpowiedzi.
Rzucam okiem na Zayn'a, który powoli podnosi się z krzesła. Jest odwrócony do nas placami i zbiera jakieś kartki. Wiem, że czeka, aby usłyszeć resztę naszej rozmowy, aby udowodnić mi, że nie jestem jakąś 'idealną' dziewczyną.
Dlaczego w ogóle kiedykolwiek wspomniałam mu o tym? Sądziłam, że załapał, że nie miałam tego do słownie na myśli. Wzdycham ciężko i uśmiecham się.

- Myślę, że podołam – mówię pewnie, czego on chyba nie kupuje.

- Jesteś pewna? Wpadłem na pomysł, aby poprosić któregoś  ucznia, by ci pomógł.

- Na prawdę? - pytam zaskoczona. Nikt nigdy mnie nie uczył, to była moja działka. Całkiem jak Sara i matma, była mądrą osobą, ale zawsze miała problem z tym przedmiotem.

- Tak – przytakuje – Umm.. Panie Malik – moje ciało zamarza, a czy rozszerzają się. Zayn? Chciał, aby on mnie uczył? To musi być jakiś kiepski dowcip: Zayn musiał zapłacić panu Collins'owi – Miał by pan ochotę pomóc pannie Augustine podciągnąć jej oceny?

Patrzę na nauczyciela zszokowana. Nie, nie mówił poważnie. Zayn miał by mnie uczyć PSYCHOLOGII? To najłatwiejsze zajęcia na jakie uczęszczam, najbardziej rozkojarzające mnie. Zaciskam szczękę tak ciasno, abym nie wypaliła nic, czego będę później żałować, nigdy nie pyskowałam do nauczycieli. Ale to jak głęboko Zayn zaszedł mi za skórę...

- Nie ma problemu – Zayn uśmiecha się do pana Collins'a.

- Idealnie, mam nadzieję, że zauważę szybkie postępy panno Augustine – facet wraca do swojego biurka.

Jestem bardzo sfrustrowana i przechodzę obok Zayn'a, który ma przyklejony zarozumiały śmieszek do jego irytującej twarzy. Wychodzę z klasy.

- Partnerko, gdzie się wybierasz? - słyszę, jak za mną krzyczy i szybko mnie dogania. Nie patrząc za siebie jestem pewna, że tam jest.

- Do swojego pokoju – buczę. Nie wierzę, że on będzie mnie uczył. Nie wierzę, że nie próbowałam się przed tym jakoś obronić! Co mogłam powiedzieć? Że Zayn zajmował moje myśli? Opuszczałam się w nauce, bo jednego dnia Zayn mnie ignorował, a drugiego chciał pocałować? Dlatego, że z jakiegoś powodu, chciał, abym zmieniła swoje życie?

Czy on rzeczywiście otrzymał świetną ocenę? Pamiętam, że przez cały czas pisania się na mnie gapił. Musiał oszukiwać! Musiał zamienić nasze kartki!

To nie możliwe.. na swoim teście widziałam -4 – to było moje pismo. Jaki sposobem tak świetnie mu poszło? Musiał być głupim kobieciarzem z głową na karku i imprezującym chłopakiem z bractwa!

- Czy nie powinniśmy się UCZYĆ, pamiętasz? - mówi i łapie mnie swoją wielką dłonią za ramię tym samym zatrzymując. Szybko wyrywam się z jego uścisku i odwracam twarzą do niego.

- Nie potrzebuję, żebyś mnie uczył! - krzyczę. Jego twarz jest oblana rozbawieniem. Zanim zdążę zrobić coś głupiego odwracam się i idę przed siebie. Otwieram drzwi i wychodzę na świeże powietrze.

- Nie potrzebujesz? - śmieje się i idzie już koło mnie. Patrzę na niego ze złością, kiedy przestaje i niewinnie się uśmiecha.

- Nie. Doskonale dam sobie radę ze swoimi sprawami. Jestem całkiem mądra – mówię pewnie. Zayn rozgląda się dookoła i wraca wzrokiem do mnie.

- Nie jesteś tak mądra, jak myślisz Julio. Jesteś jedyną, która dostała słabą ocenę na sprawdzianie – wytyka.

- Ja tylko.. było mi ciężko się skupić – wyjaśniam. Dlaczego mu się w ogóle tłumaczyłam? Gdybym zdała lub oblała ten test, to nie była jego sprawa, chociaż to jego wina, że poszło mi źle.

- Dlaczego? Bo ja tam jestem? - uśmiecha się. Potrząsam głową.

- Nie – odpowiadam szybko.

- Jasne.. jeśli to nie ja, to co?

- Ponieważ.. p-ponieważ, bo.. - Nie, zbyt dużo ponieważ. Na jego twarzy znów pojawia się zarozumiały uśmieszek – To nie twoja sprawa! - w końcu krzyczę na niego, a on śmieje się z mojego jąkania. Jego zachowanie okropnie zachodzi mi pod skórę. Jak on może tak grać?

- Nie przywykłaś zdobywać złe oceny? - kpi – Twój mały, idealny świat rozpada się – chichocze. Patrzę na niego z furią, obiecaliśmy nie wspominać o tej nocy!

- Przyrzekliśmy sobie..

- Coś sobie obiecaliśmy? - unosi brew przerywając to co chciałam powiedzieć – Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek wcześniej z tobą rozmawiał – sprzeciwia się. Wkurzył mnie, poziom furii stale rośnie. Zaciskam dłonie w pięści, czy zamierzam go uderzyć? Możliwe.

Nie, nigdy bym tego nie zrobiła. Przynajmniej nie tak, żeby kogoś zranić. Nie wiem co mu powiedzieć. Przełykając ślinę mówię to co mi pierwsze przychodzi na myśl.

- Jesteś takim dupkiem! - warczę, co go zatrzymuje. Nie spodziewał się tego po mnie. Przygryza wargę,

- Mówiłem ci, że nie polubiłabyś mnie za bardzo – mówi. Nawet jeśli nadal próbuje być taki pewny siebie to zauważam przebłysk zranienia w jego wzroku. Przestaje się poruszać i zauważa, że się zatrzymałam. Wydycham spokojnie powietrze i lekko potrząsam głową, złość opuszcza moje ciało.

- Co ja ci zrobiłam? - jego oczy jaśnieją – Nic! Nikomu jeszcze nie powiedziałam o naszej rozmowie, a ty się pojawiasz przypominając mi o tym, o czym mieliśmy zapomnieć! Kpisz z mojego życia, sprawiasz, że się rozpada! - boli mnie, że mu to mówię. Znów kalkuluje w głowie moje słowa.

- Nie wszystko związane z tobą musi być idealne Julio – odpowiada krótko i odchodzi zgarbiony z rękami w kieszeniach spodni.

Stoję tam obserwując odchodzącą postać chłopaka, rozmyślam o tym co się wydarzyło. On zabawiał się mną, naśmiewał, a nagle niepodziewanie naskoczył ze złością. Zaciskam szczękę i zamykam oczy łapiąc uspokajające wdechy. Ten chłopak mnie kiedyś zabije.]

Fakt, że jest środa zmusza mnie do ruszenia tyłka z miejsca. Cieszę się, że to już połowa tygodnia, a dodatkowo dziś będę się świetnie bawić z przyjaciółmi na ognisku.
Nigdy więcej dziwacznych spotkań, niezrozumiałych rozmów, koniec z ukrytymi intencjami i gestami, czas na zwykłe życie, do jakiego przywykłam. Uśmiechając się od ucha do ucha wracam do pokoju. Jestem gotowa na dzisiejszy wieczór, przynajmniej na tą część, której jestem świadoma.



*Przeczytałeś/aś to zostaw komentarz*




niedziela, 1 czerwca 2014

Rozdział 12


Ten tydzień mija bardzo szybko. W tą niedzielę nie idę do kościoła, ponieważ przez sobotę nie byłam w stanie porządnie się nauczyć. Korzystam z propozycji Liam'a i spotykamy się w kawiarence w niedzielny wieczór.

Jestem wdzięczna, że mam go za przyjaciela. Sara jest świetna, ale nie lubi się uczyć. Nie brała szkoły nigdy zbyt poważnie; nie otrzymała stypendium, dzięki któremu miała szansę zdobywać wiedzę na tym uniwersytecie.
Wchodzę do znanej mi kawiarni, uśmiecham się, kiedy zauważam Liam'a na tyłach budynku. Spieszę w jego kierunku – w ręku trzyma książkę do chemii. Zajmuję miejsce naprzeciwko bruneta.

- Co tam moja partnerko naukowa... też jesteś pochłonięta chemią? - chłopak śmieje się patrząc na książkę w ręku.

- I psychologią. Mam jutro ważny sprawdzian i muszę go dobrze napisać - Niby zajęcia była łatwe, ale wyniki z testów miały największy wpływ na ocenę końcoworoczną. Z jakiegoś powodu jego sprawdziany były o wiele trudniejsze, niż mogły by się wydawać.

- Dobrze. Zamówię nam coś do picia – mówi wstając z miejsca i podchodzi do lady. Otwieram książkę i za wszelką cenę staram się skupić na pojęciach i definicjach napisanych małą czcionką.

- Sądzisz, że zdasz ten egzamin z psychologii? - Liam wraca do stolika.
Szczerze to nie byłam tego pewna, było mi tak cholernie ciężko skupić się na wykładzie z siedzącym obok Zayn'em, który flirtował z dziewczynami udając, że jestem niewidzialna.

- Mam nadzieję – bełkoczę. Biorę cappuccino od kelnerki i biorę kilka łyków – Skąd wiedziałeś, że lubię akurat taką kawę? - pytam uśmiechającego się Liam'a.

- Zapamiętałem, że zamówiłaś je ostatnim razem – mój uśmiech poszerza się. Zapamiętał o mnie coś, co większość ludzi ledwie by zauważyła. Był obserwatorem, całkiem jak ja... kiedyś. Teraz jest mi się ciężko skupić na jednej rzeczy naraz.

- Strasznie się cieszę, że się poznaliśmy i zostaliśmy przyjaciółmi – mówię biorąc kolejny łyk.

- Tak? Ja też – uśmiecha się otwierając książkę. Rozmawiamy trochę podczas nauki, ale przez większość czasu skupiamy się na swoim.

Całkiem dużo się dowiedziałam i powtórzyłam, z czego jestem ogromnie zadowolona. Czuję się tak świeżo mogąc skupić na czymś poza Zayn'em. Zanim wracam na akademika zatrzymuję się w studiu tanecznym.

Muszę rozluźnić swój umysł i oderwać się od stresu związanego z psychologią. Zabierając kluczyk od Tracy wślizguję się od salki. 
Rozciągam się i tańczę do grającej muzyki. Zauważam, że minęła godzina, kiedy mój żołądek zaczyna burczeć z głodu. Wycieram się z potu i wychodzę ze studia. Wracam do pokoju, biorę prysznic i chwytam co nieco do zjedzenia.

Akademik okazuje się pusty. Jestem wdzięczna. Czuję się dziwnie, gdy biegam dookoła robiąc coś, kiedy Sara leży przyssana do komórki, bądź laptopa. Ściągając ubrania biorę szybki prysznic, i odgrzewam sobie mrożony makaron.
Siadam na szafce i biorę do ręki notatki z psychologii. Jem i gapię się na kartkę, próbując skupić się na czytanych słowach.

- Hej! Jesteś w domu! - głos Sary rozbrzmiewa w powietrzu. Patrzę na nią i zauważam podążającego za nią Niall'a z jasnym uśmiechem.

- Taak, jesteście tu razem? - odkładam notatki.

- Właśnie wracamy z lunchu – odpowiada zdejmując sweterek. Niall siada na jej łóżku i rozgląda się po pokoju – Jesteśmy umówieni na wieczór, idziemy do kina. Będę późno – wyjaśnia.

- Tylko upewnij się, że zdążysz na zajęcia – ostrzegam ją z uśmiechem. Boże, ja naprawdę zachowywałam się jak jej matka. Sara przymruża oczy i wystawia mi język.

- Oczywiście mamo – mówi złośliwie i podchodzi do Niall'a.

- Jula, idziesz na ognisko w środę wieczorem? - pyta mnie blondyn, ma przyjacielski głos. Sara przegląda coś na swoim laptopie, ale jestem pewna, że wyczekuje mojej odpowiedzi.

- Oh nie wiem... ogniska nie są dla mnie – zmieniam lekko temat. Miałam przeczucie, że Niall chodził zawsze tam, gdzie mógł znajdować się Zayn.

- Musisz iść! Będzie zabawnie. Myślę, że Harry też tam będzie – uśmiecha  się do mnie. Unoszę brew na niego, a na twarzy Sary pojawia się pół uśmiech. Prawdopodobnie powiedziała mu, że lubię Harry'ego.

- Niall, ja nie lubię Harry'egp w ten sposób. To znaczy do końca tego jeszcze nie wiem. Jesteśmy tylko przyjaciółmi – Oczy Niall'a wędrują na Sarę i zrozumiał co właśnie zasugerował, wzrusza ramionami.

- Nadal powinnaś pójść ze mną i Sarą. Będziemy się świetnie bawić – jego głos zachęca mnie – To będzie twoje pierwsze ognisko z nowymi najlepszymi przyjaciółmi – uśmiecha się do Sar, która zwróciła na na swoją uwagę.

- Okej – wzdycham, kiedy dziewczyna błaga mnie swoimi słodkimi, psimi oczkami.

- Yay! - wykrzykuje odwracając się do chłopaka – Hey, muszę załatwić kilka ważnych spraw zanim pójdziemy na film. Chcesz dołączyć?

- Jasne – Niall wstaje i podąża za dziewczyną w stronę drzwi – Do zobaczenia we środę – macha do mnie. Cieszę się że są już parą.




Nie słyszę powrotu Sary tej nocy. Następnego rana wstaję dużo wcześniej niż zwykle, aby powtórzyć wiadomości przed sprawdzianem. Przeglądam szybko notatki i wychodzę z akademika nie budząc jej.

W pokoju jest ciemno, moje pierwsze zajęcia zaczynają się o 8 rano, kiedy Sara zaczyna o 10. Szczerze mówiąc to zaplanowała swój podział lepiej ode mnie.
Szybko wciągam na siebie spodnie i sweter. Przechodzę do klasy. Docieram tam  bardzo wcześnie, ale na szczęście drzwi są otwarte. Wchodzę do środka, siadam w ławce i wyciągam kartki czytając je po raz kolejny. Zaplątuję palce we włosy kładąc głowę na dłoniach.

- Patrzcie kto się zjawił – Nie, musi mi się to wydawać – Nie zamierzasz się nawet przywitać? - jego jedwabisty głos pyta mnie z szyderczą nutką. Powoli unoszę głowę do góry, bojąc się tego, kogo za chwilę zobaczę. Jestem prawie pewna, stoi tam, ubrany w szarą koszulę i ciemne spodnie.

- Co ty tu robisz? - naskakuję na niego. Żałuję swojego tonu, ponieważ zauważam jego zimne spojrzenie.

- Jestem na zajęciach – odpowiada z zaciśniętymi zębami. Zayn powoli podchodzi i zajmuję swoje zwykłe miejsce koło mnie. Patrzy na mnie. Spoglądam w dół na jego dłonie – rzeczywiście trzyma teczkę pełną kartek. 

- Przyszedłeś wcześniej, aby się pouczyć? - pytam zupełnie zaskoczona.

- Dlaczego jesteś zaskoczona? Nic o mnie nie wiesz – jego ton jest chamski, ale spokojny. Unoszę brew, jeśli przyszedł się tu pouczyć, to może zostawi mnie w końcu w spokoju. Patrzę na swoje notki, ale jestem w pełni świadoma jego karmelowych tęczówek wpatrzonych we mnie. Przygryzam wargę i patrzę na niego.

- Zamierzasz się uczyć? - pytam go, na co się głupkowato uśmiecha.

- Dlaczego? Uważasz, że powinienem? - pyta, jakby był zraniony moją sugestią – Uczę się całkiem nieźle – odwraca się do mnie dotykając mnie swoim kolanem. Myślę, żeby przenieść nogę trochę dalej, ale rozkoszuję się przyjemnym uczuciem biegnącym przez moje ciało. Sprawił je tylko ten jeden dotyk – Byłem zaskoczony, że naprawdę przyszłaś na imprezę po tę książkę – mówi spokojnie.

- To była część twojej gierki, prawda? - pytam utrzymując poziom złości.

- Nie sądziłem, że zaweźmiesz się i to zrobisz – wyjaśnia – Cieszę się, że jednak przyszłaś... udowodniłaś mi coś.

- To, że muszę uczyć się chemii? - pytam ostro z malutkim uśmieszkiem, patrząc się w jego karmelowe oczy. Przejeżdża dłonią po włosach głupkowato się uśmiechając.

- To, że chcesz czegoś więcej od życia – moje oczy rozszerzają się na jego odpowiedź, nie spodziewałam się, że powie coś takiego. Zanim zdążam mu coś odpowiedzieć, znów się odzywa – Pragniesz życia pełnego przygód, niebezpieczeństwa, naiwnych decyzji – szepcze.
Powoli podnosi się z krzesła i przybliża do mnie, jego twarz znajduję się centymetry od mojej. Jego bliższa obecność paraliżuje mnie.

- Masz już dosyć swojego nudnego, przewidywalnego i idealnego świata. Potrzebujesz czegoś – kogoś, kto podaruje ci o wiele więcej... - wydycha w moje ucho. Kiedy kończy swoje zdanie, gapię się na niego – Chcesz, żeby twoje życie wyglądało jak tamta noc.. ciągle poznawać coś nowego, spotykać innych, dowiadywać się szokujących informacji, dzielić nieoczekiwane pocałunki.

Jego wargi ocierają  się o moje ucho, czuję jak moje serce wywraca się do góry nogami. Zamykam oczy, a na jego delikatny dotyk, moje ciało drży – Powiedz to, oczekujesz czegoś więcej.. kogoś takiego, jak ja – szepcze. Jego słowa budzą we mnie pożądanie, choć nie miałam pojęcia, że jestem w stanie poczuć coś takiego.

Obracam powoli głowę, tak że nasze nosy spotykają się. Nie rusza się, jego dłoń stanowczo spoczywa na tyle mojego krzesła. Dotyka mnie nią, powodując rozchodzące się po moim ciele iskierki i ciepło.

Każdy centymetr mojego ciała, jak magnes pociąga mnie w jego stronę. Obserwuje jego idealne wargi, chcę je znów poczuć na moich. Mój oddech drży, wiem, że to widzi.
Chcę tylko znów móc go pocałować, spróbować jego ust na moich tylko ten jeden ostatni raz. To wszystko o czym od tamtej pory myślałam... nie potrafię się już kontrolować, moje całe ciało drży, a serce wali jak oszalałe.

Dzielenie kolejnego pocałunku nie było by niczym złym, prawda? Zamykam oczy i wydaje mi się, że słyszę jego delikatny śmiech. Śmiech zwycięstwa. Otwieram je szybko i oddalam się. Jest wyraźnie zaskoczony moim ruchem.

- Przepraszam, ale nie mam pojęcia o czym mówisz – bełkoczę. Patrzę na Zayna, na jego twarzy rozlewa się czysta złość, jednak nie oddala się ode mnie. Jego dłoń nadal delikatnie mnie łaskocze. Pan Collins wchodzi do klasy, zanim chłopak zdąża cokolwiek powiedzieć.

- Panie Mailk, panno Augustine, oboje z pewnością jesteście za wcześnie – mówi nauczyciel. Pije kawę ze swojego kubka i zdaje się nie zauważać naszej bliskości.

- Przyszłam wcześniej, by się pouczyć – wyjaśniam. Widzę, jak Zayn rozważa opcje w głowie, ale powoli siada na swoim miejscu. Brakuje mi jego ciała blisko mnie, jednak czuję ulgę, że jego temperament się ulotnił. Teraz zdaję sobie sprawę, o ile łatwiej by mi było, gdyby Zayn nadal uważał mnie za niewidzialną.

- Miło wiedzieć, że się przykładacie do zajęć – uśmiecha się do nas, po czym zajmuję się papierami leżącymi na jego biurku. Wlepiam swój wzrok w swoją karteczkę. Nie uda mi się skupić na niczym przez następne pół godziny. Reszta uczniów powili schodzi się do środka. Tlenione blondyna siada za Zayn'em, ale on tylko gapi się na mnie. Spoglądam na niego czasem, a jego wzrok nigdy nie opuszcza mojej osoby.

- Dobrze klaso, rozdaję testy, życzę wszystkim miłego dnia! - Pan Collins wykrzykuje pełen energii. Próbuję się uśmiechnąć, ale nadal nie mogę otrząsną się po zaszłej sytuacji. Z całej siły próbuję rozwiązać zadania, ale nie mogłam zignorować palącego wzroku Zayn'a. Czy on w ogóle miał zamiar pisać ten sprawdzian?

Jak tylko zadzwonił dzwonek opuszczam salę najszybciej, jak mogę. Przemierzam szybko szkolne korytarze biorąc głębokie oddechy. Próbuję skupić się na reszcie dnia, udawać, że nic się nie wydarzyło, ale nie mam tyle szczęścia. Idzie za mną.
Czuję, jak moje serce zatrzymuje się, kiedy jego wargi ponownie stykają się z moim uchem. Jego duża dłoń ostrożnie spoczywa na moim biodrze. Kolana uginają mi się ja jego dotyk, czuję jak ociera się o moje plecy.

- Julio, zaczekaj... za niedługo uświadomisz sobie,  że ten malutki świat ci nie wystarcza i zaczniesz szukać czegoś nowego, pragnąć więcej... - szepcze zanim odchodzi.
Czy to jest to czego on chce? Wyrwać mnie z mojego dotychczasowego życia? Sprawić, abym przestała przejmować się studiami? Byłam zupełnie zagubiona. Chciał, abym żyła takim życie, jak on?
Wiele osób wmawiało mi, żeby zaczęła w końcu żyć, jak nastolatka, ale nikt wcześniej mnie do tego fizycznie nie przymuszał. To był pierwszy raz, kiedy jakiś chłopak oderwał mnie od moich zajęć. Nie mogłam się skupić na teście, bo ktoś się na mnie gapił. Wracam do akademika i biorę kolejny głęboki oddech zanim wchodzę do środka.

Wita mnie Naill siedzący na szafce i pałaszujący coś do jedzenia. Spogląda na mnie i uśmiecha się. Ma na sobie jasną, niebieską koszulę pasującą do niej dresy. Dziwię się, że wybrał akurat takie spodnie. Zamykam za sobą drzwi i wchodzę do kuchni.

- Hej Niall – uśmiecham się do niego. Odkładam książki na szafkę, kiedy on wcina swoje płatki – Zostałeś na noc? - pytam rozglądając się po pomieszczeniu. Nie zauważyłam, że Sara kogoś zaprosiła, nie pamiętam też, abym kogokolwiek słyszała, jak wróciła do domu.

- Wpadłem tylko, żeby się z nią zobaczyć. Powiedziała, że mogę się rozgościć, kiedy spieszyła się na zajęcia – wyjaśnia szybko – Mogę wrócić do siebie – mówi wstając z miejsca.

- Nie, możesz zostać – śmieję się – Cieszę się, że choć raz sama zdecydowała się pójść na lekcje. Po prostu byłam zaskoczona – mówię. Chłopak uśmiecha się jasno, siada z powrotem i zabiera się za płatki – Więc, ty i Sara..? - cieszę się z obecności Niall'a. Pomoże mi zapomnieć o.. o tym.. no wiecie o czym.

- Lubię ją – przytakuje – Jest niezwykle ładna i czarująca. Zawsze rozjaśnia mój dzień – uśmiecha się, jestem pewna, że właśnie o niej myśli. Zazdroszczę jej, chciałabym mieć kogoś takiego, kto mógłby o mnie mówić w taki sposób – Idziesz na imprezę w następnym tygodniu?

- Kolejna impreza? - patrzę na niego.

- Jesteśmy bractwem, często je organizujemy – śmieje się z mojej reakcji – Fajnie jest spotykać pęczki nowych znajomych – Niall jest taki radosny i przyjacielski. Czuję się z nim odpowiednio, wydaje się być duszą towarzystwa i bardzo popularnym chłopakiem, tak jak Sara. Może miał wyższe morale, niż Sara.

Nie zrozumcie mnie źle, Sara miała swoje zasady, ale nie zawsze potrafiła je pokazać, tak jak Niall. Jest bardzo otwarty i mówi to co myśli i w co wierzy, w przeciwieństwie do Sary. Ona ukrywała większość spraw.

- Jesteś całkiem popularnym chłopakiem, co? - idę w stronę swojego łóżka i odkładam swoje rzeczy na biurku. Chłopak wzrusza ramionami.

- Tak sądzę, lubię się bawić – mówi z dziecięcym uśmiechem.

- To świetnie, razem z Sarą stanowicie doskonałą parę. Mam na myśli, jeśli kiedyś będziecie razem – dodaję szybko mając nadzieję, że go nie zniechęciłam do siebie.

- A jak wciąż mam nadzieję, że wpadniesz w środę na ognisko! Wiem, że Liam też tam będzie – cieszę się z tej informacji, towarzystwo Liam'a było mnie stresujące, niż Harry'ego. Wiedząc, że Harry mnie lubi czuję stres, a Liam był tylko przyjacielem, z którym uwielbiałam się uczyć.

- Naprawdę? - uśmiecham się – To wlicz mnie w towarzystwo – mówię.

- Fantastycznie! - wykrzykuje radośnie. Uśmiecham się i zbieram kilka książek z biurka – Więc.. ty i Zayn..? - pyta. Zastygam w miejscu, ale szybko odwracam się do niego z zakłopotaniem. Co wiedział o mnie i o Zayn'ie? - Mam na myśli.. słyszałem, że to on zabrał ci wtedy tę książkę – uśmiecha się, jak dziecko. Śmieję się odczuwając ogromną ulgę.

- Kto ci o tym powiedział?

- Louis? Tej nocy na imprezie oboje z Zayn'em rozmawiali o tym, dlaczego tak dziwnie się zachowuje. Zayn przyznał, że chciał cię wkurzyć i zabrał podręcznik – wyjaśnia zruszając ramionami.

- Oh.. - jąkam się, chciał mnie wkurzyć... to tylko gra, nie powinnam była myśleć, że jest inaczej. Nie wiem dlaczego poczułam się trochę zraniona słysząc słowa blondyna. To ja sama twierdziłam dokładnie to samo, a on nigdy mi nie zaprzeczył. Nigdy wcześniej nie był w związku, żaden nie był niczym stałym. I znów wspominam temat relacji, ja i Zayn nie jesteśmy nawet przyjaciółmi.

- Taak, wygląda na to, że poszłaś w odstawkę – śmieje się – Nie martw się, z Zayn'a żaden łowca. Po dniu najczęściej daje sobie spokój – zapewnia. To były już trzy dni... może wkrótce odpuści.

- Dobrze wiedzieć – uśmiecham się. Nie zamierzam wspominać o dzisiejszym wydarzeniu. Nadal nie opowiedziałam Sarze pełnej historii o książce z chemii, jednak jestem pewna, że Niall jej wszystko wyjaśni. Wspominam o niej i po chwili wchodzi do akademika z promienistym uśmiechem przyklejonym do twarzy.

Notka od autorki: Dziękuję za wszystkie komentarze i ogromne wsparcie!

Przeczytałeś/aś to zostaw komentarz!


_________________________________________

Jak się podobał? Jak myślicie, jak to się potoczy na kochanym Zayn'em? Odpuści, czy się nie podda? :))

Do następnego ! xx
Lydia Land of Grafic