poniedziałek, 11 maja 2015

Rozdział 63


Enjoy :)


Gorąca woda oblewa całe moje zmarznięte ciało otulając mnie przyjemnym ciepłym dreszczem. Przymykam powieki rozkoszując się tą spokojną chwilą, która z łatwością odpędza ode mnie całe napięcie, negatywne emocje, bałagan dzisiejszego wieczoru .

Prysznic nie zajmuje mi jednak wiele czasu. Wychodzę spod strumienia wody, wycieram zaparowane lustro i przyglądam się w nim swemu odbiciu. Kąciki moich ust opuszczone są ku dołowi tworząc delikatne rowki, nieco większe zmarszczki żłobią się na moim czole dodając mi bardziej zmęczonego wyglądu. Wzdycham kręcąc głową, wycieram się ręcznikiem i wciągam na siebie czarną koszulkę Zayn'a wraz z jasnymi bokserkami, które podarował mi Louis. Zostawiam swoje przemoczone ubrania na kuchennym krześle mając nadzieję, że wkrótce same wyschnął.

Spostrzegam, że brunet nadal jest w pokoju Zayn'a, więc decyduję się nie posłuchać ich rozmowy - nie chcę słyszeć niczego co sprowadziłoby mnie do jeszcze gorszego humoru, niż teraz. Nalewam wody do czajnika, stawiam go na gazie, po czym wyciągam z szafki pierwsze lepsze znalezione torebki z herbatą. Kiedy woda w końcu zaczyna się gotować, zalewam wrzątkiem dwie filiżanki wkładając torebeczki z owocowym proszkiem do środka.

W tej samej szafeczce znajduję miód, więc dodaję łyżeczkę naturalnego słodzika i dokładnie mieszam swój napój łyżeczkę. Wpatrując się w blat trzymam kubek blisko swojego ciała. Ciekawi mnie co dzieje się w tamtym pokoju.. Zastanawiam się jakimi argumentami broni się Zayn, co mówi?

Jego dzisiejszy stan był najgorszym, w jakim go kiedykolwiek widziałam - jeden z najgorszych. Jeszcze nigdy wcześniej nie byłam świadkiem pijanego Zayn'a, który obkłada innych pięściami. Zazwyczaj działo się to osobno - albo agresja, albo upojenie. To wybuchowe połączenie otoczyło go chłodną otoczką człowieka bez serce i krzty człowieczeństwa - niebezpieczeństwem, które bardzo mi się nie spodobało. Zerkam okiem na korytarz gdy dociera do mnie dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi. Po chwili do kuchni wchodzi Lou z ręcznikiem, którym wyciera sobie zmoczoną głowę.

- Hej - uśmiecham się do niego. Chłopak odwzajemnia mi się skinieniem głowy, po czym chwyta drugi kubek stojący na kuchennym blacie.

- Dzięki kochana - uśmiecha się upijając z niego łyk ciepłego napoju. Dopiero teraz widzę, że chłopaka ogarnia spokój.

- Wszystko w porządku? - dopytuję się obserwując go uważnie. Obawiam się tego, co ma mi do powiedzenia, co wydarzyło się chwilę temu w tamtym pokoju.

- W jak najlepszym - przytakuje - Myślę, że na tę noc mamy z nim spokój.. Udało mi się nieco oczyścić te rany i rozcięcia, ale mimo to na wardze pozostanie mu ślad na nieco dłużej. Tak po za tym to powinien się z tego wygrzebać - zapewnia mnie. Przytakuję mu, po czym oboje pijemy swoje herbaty w kompletnej ciszy.

Nie ma tu nic więcej do dopowiedzenia, deszcze nadal obija się o powierzchnię ziemi roznosząc ze sobą echo po całym mieszkaniu, jak wcześniej. Spuszczam wzrok. Co bym zrobiła, gdyby nie Louis? Błądziłabym bez celu po ulicach w poszukiwaniu Zayn'a.

- Wiesz skoro już tu jesteś.. - śmieję się - Dlaczego by nie wysłać maila do mojego wujka w twoim imieniu? - proponuję mu wyciągając telefon oraz skrzynkę mailową.

- Tak.. Możemy tak zrobić - chłopak przystaje na moją sugestię wiedząc, że potrzebuję oderwać myśli od tego bałaganu.

^^^^^^^

Oboje z Louis'em siedzimy na kanapie w salonie, udało nam się już rozpalić ogień w kominku, który do tego czasu zdążył już zacząć przygasać. Przyglądam się migoczącym płomieniom, które pomaleńku nikną i gasnął.

Wysłanie wiadomości do Steven'a zajęło nam kilka chwil. Na moje szczęście Louis zgodził się zostać ze mną nieco dłużej - jestem mu za to ogromnie wdzięczna, nie chciałabym teraz siedzieć tutaj sama.

- Dobrze sobie radzisz? - pyta mnie cicho.

- Tak - odpowiadam mu z małym uśmiechem - Po prostu.. nigdy nie planowałam takiej sytuacji w swoim życiu - wzruszam ramionami. Gdybym miała przedstawić swoje życiowe przypuszczenia widziałabym siebie i Sarę - w jednym pokoju, szczęśliwe. Zapewne spędzałybyśmy miło czas podczas babskiego wieczoru lub odwiedzałybyśmy nasze rodziny w Loveland.

- Całkiem jak podróż w nieznane, co nie? - chłopak szturcha mnie - podróż, bałagan, szalona wyprawa, emocjonalna huśtawka; każde w wymienionych tu słów doskonale obrazują moje obecne życie.

- To odpowiednie spostrzeżenie - śmieję się. Louis bierze ode mnie kubek i odstawia go w zlewie kuchennym, z kolei ja nadal przyglądam się małemu płomieniowi.

Odkąd przystałam na propozycję Zayn'a, która zapoczątkowała tę szaloną wyprawę zwaną przez nas związkiem czuję się jakbym szła w nieznane mi miejsce. Tak naprawdę odkąd się poznaliśmy to nie było tygodnia pełnego spokoju między nami; raz pojawił się Derek, następnie mieszkanie, imprezy, kłótnie, sekrety, a teraz to. Wszystko  było dokładnie tak ułożone.

Nigdy nie wyobrażałam sobie sytuacji w moim życiu, w której tydzień wydawał mi się być całą wiecznością porównując go do tych wszystkich wydarzeń. Wolałabym o nich w większości zapomnieć.

- Jaki świetny sposób na miłe spędzenie sobotniej nocy i niedzielnego poranka - chłopak chichocze siadając koło mnie. Miał całkowitą rację, dziś już niedziela, a ja spędzam ją w niezwykle spektakularny sposób - znajdując pijanego Zayn'a w środku nocy.

- O czym myślisz? - Louis pyta mnie kładąc przyjacielsko dłoń na moich plecach. Przenoszę swoje spojrzenie z martwo palącego się ognia w niebieskie tęczówki chłopaka wyczekującego mojej odpowiedzi.

- Minął już dokładnie miesiąc... - mój głos jest ledwie słyszalny - Na dzisiejszą, czy wczorajszą noc - jakkolwiek to nazwiesz, w sobotę minął dokładnie miesiąc odkąd staliśmy się oficjalnie parą - dodaję po cichu - W taki oto sposób świętujemy swoją miesięcznicę - potrząsam głową zawiedziona.

- Kto by pomyślał, że uda mu się tak długo wytrwać, cholera - uśmiecham się na drobny żarcik Louis'a, ale po chwili z moich oczy zaczynają wypływać słone łzy - Oh.. - Louis poważnieje - Hej, hej, hej nie płaczemy... no już - chichocze przyciągając mnie do sobie i próbując tym samym mnie jakoś pocieszyć.

Dobry Boże mam już serdecznie dość lania łez. Nie potrafię funkcjonować nie płacząc choć raz na tydzień, co to za życie? Wkładam resztki swojej energii próbując za wszelką cenę powstrzymać cisnące się do oczu łzy, oraz trzęsący moim ciałem szloch.

- To nie miało tak wyglądać, żaden z tych elementów nie miał tutaj prawa się pojawić, moje życie powinno wyglądać zupełnie inaczej - mimo wszystko staram się głęboko oddychać wpatrując się wprost w oczy Louis'a.

- O czym ty mówisz? - pyta ocierając kilka samotnych łez swoim kciukiem. Kręcę głową odwracając spojrzenie w inny punkt.

- Ja nie płaczę Louis. Nigdy tak często jak teraz, nigdy wcześniej nie wylewałam z siebie łez o byle głupotę, byle małą rzecz... Moje emocje są na krawędzi jakiejś cholernie głębokiej przepaści, za każdym razem pozwalam mu się skrzywdzić do resztek wytrzymałości.. Nie podoba mi się to kim się staję... - szlocham. Chłopak przyciska mnie do swojego torsu. Jego ruch powoduje u mnie przypływ kolejnej fali łez, dzięki niemu w końcu czuję, że mam wsparcie - że nie jestem z tym całkiem sama.

- Kochana... Przecież wiesz, że on jest tobą oczarowany - szepcze wprost w moje włosy składając tam uspokajające mnie pocałunki.

- Dlaczego to, aż tak boli? - pytam zachrypniętym głosem. Moje serce przeżywa kolejny zawód, ból nie do zniesienia.

- Dlatego, że oboje nie potraficie zaakceptować miłości, na którą w pełni akceptujecie - odpowiada mi cicho. Oddalam się od niego i spoglądam pełna łez. Akceptować miłości, na którą zasługujemy? Zasługuję na jego miłość, w której Zayn pod każdym względem trzyma mnie z dala od wszystkiego i wszystkich? Gdzie non stop się upija i prowadzimy bezcelowe kłótnie? W której cały czas obrzuca mnie obelgami raniąc mnie przy tym?

- Co?

- Może on faktycznie traktuje cię w nieodpowiedni sposób, podejmuje idiotyczne decyzje.. ale cię kocha.. kocha bardziej, niż ktokolwiek jest w stanie pokochać drugiego człowieka. Mimo to, nadal nie jest w stanie zaakceptować tego pięknego uczucia od ciebie.. Nie przeczę, że nie dzielicie ze sobą pięknych i romantycznych chwil, które wydają się wam być wprost idealne... Boicie się swych uczuć, odrzucacie się nawzajem z myślą, że nie chcecie się skrzywdzić - wyjaśnia mi swoją teorię. Przyglądam się mu jeszcze przez chwilę, po czym zawstydzona spuszczam wzrok na swoje dłonie.

- Nie zniosę już więcej bólu Louis... Chcę, żeby to wszystko się już skończyło - szepczę.

- Doprawdy? Chcesz, aby to wszystko ot tak zniknęło? - jego głos jest pełen niedowierzania. Mój wzrok wędruje jeszcze niżej niż wcześniej. Co by było gdybym nigdy nie spotkała Zayn'a? Co gdybym się nie zgodziła pójść na tę pierwsza imprezę z Sarą? Co gdybym została tego dnia z Harry'm na arenie laserowej?

 Czy dzisiaj też byłabym emocjonalną pustką? Czy zachowywałabym się, jak żałosny dzieciak ciągle płacząc? Żałosna... Zayn miał rację przezywając mnie w ten sposób. Bolało, ale miał rację. Choć to przez niego cały czas czuję się żałosna..

- Nie mam pojęcia... - odpowiadam cicho.

- Chodź tutaj do mnie - szepcze jeszcze raz przyciągając mnie do swojego torsu. Chłopak opatula mnie swoimi ramionami pozwalając mi w spokoju się wypłakać w jego koszulkę.

^^^^^

Kiedy w końcu przestaję się mazać, Louis przygotowuje coś do przekąszenia. Siedzę na blacie, podczas gdy on szpera po lodówce w poszukiwaniu potrzebnych mu składników. Ostatecznie mówi mi, że usmaży nam jajka i wypiecze tosty - łatwizna. Nie narzekam na jego wybór - mój żołądek dźwięczy zupełną pustką, przecież nie jadłam nic od czasu lunchu z Charles'em.. To było dziś? Czy może wczoraj? Czy ja w ogóle żyję?

- Jula.. Jaką byłaś osobą w liceum? - pyta mnie smażąc jaj na kuchence.

- Nudna... pilna uczennica.. - staram się uniknąć słowa 'idealna', nie jestem w stanie znieść bycia tak nazywaną.

- Co takiego?Jestem pewien, że miałaś swoje, niesamowite przygody - chłopak śmieje się obracając się na chwilę w moją stronę - Wiesz, ta szalona popularna laska - uśmiecha się.

- Nie masz racji.. Szalona i popularna - to określenie idealne dla Sary. Ja byłam jej zwykłym, szarym pomocnikiem - śmieję się - A ty?

- Rozmawiasz właśnie z mistrzem dowcipów.

- Dowcipów? Opowiadaj - śmieję się kładąc brodę na dłoniach.

- Uwielbiałem wkręcać innych, zawsze przygotowywałem śmieszne żarty. Byłem w stanie dokonać wszystkiego, by wywołać uśmiech na twarzy dziewczyn - mruga do mnie.

- Doskonały, czarujący facet - śmieję się - Czy w taki sposób poznałeś Elenaor? - pytam go, z przyjemnością posłucham szczęśliwej historii miłosnej. Moja miłość gdzieś wyparowała, usłyszenie opowieści ze szczęśliwym zakończeniem będzie.. czymś nowym.

- Wiesz, kiedy przeprowadziłem się tutaj trzy lata temu - przypominam sobie, że Louis zostaje tutaj jeszcze tylko jakiś rok - Um.. Spotkaliśmy się w dniu otwartym kampusu - wzrusza ramionami - Była zupełnie nie z mojej półki, jakbym po za zasięgiem mych rąk.

- Nie wierzę ci - śmieję się z niego - Eleanor jest w twoim wieku?

- Nie, w wieku Zayn'a, ale wydaje mi się, że udało jej się ominąć jeden rok, więc okazało się, że jest na tym samy roku co ja - wyjaśnia.

- Zayn wspomniał, że oboje znaliście się jeszcze mieszkając z Anglii...

- Tak, spotykaliśmy się, ale krótko. Moja rodzina często się przeprowadzała, więc przez kilka miesięcy chodziliśmy do tej samej szkoły - wzrusza ramionami - My... staliśmy się sobie całkiem bliscy, nawet po tym, jak wyjechałem pozostaliśmy w kontakcie.

- Czy on był wtedy, taki jaki jest teraz? - pytam ogromnie ciekawa tego, jaki był kiedyś Zayn. Czy zawsze był taki skryty w sobie.

- Nie do końca... Jego przemiana nastąpiła rok po tym, jak tu przyjechałem. Skupiał się na swoim zwykłym życiu w Bradford - pomoc mamie o te sprawy.. potem coś się wydarzyło, sam nie wiem. W ostatnim roku liceum zadzwonił do mnie o powiedział, że rozważa przyjazd tu - do Boulder... tak to było - wzrusza ramionami.

- Kiedy podjął decyzję przeprowadzki tutaj - bardzo się zmienił?

- Zayn od zawsze był cichy i skryty.. ale odkąd tu jest stał się jeszcze bardziej tajemniczy, rzadko się zwierza, nie mówi co go boli - odpowiada mi układając jajka i chleb na talerzu, po czym podaje mi do rąk posiłek. Zaczynam jeść rozmyślając nad tym co mi przed chwilą powiedział Lou.

Ostatni rok - coś na jego końcu musiało się wydarzyć. Było to na tyle mocne, że zmieniło Zayn'a, przekonało go do opuszczenia Anglii. Coś sprawiło, że zechciał tu przylecieć, przez to stał się skryty w sobie, jak nigdy dotąd.

- Jula pytałem El o Zayn'a.. Ona twierdzi, że go nie zna - a nawet nie przepada za jego towarzystwem - przyglądam się chłopakowi przytakując. Próby rozwiązania tej pogmatwanej zagadki dodały nam tylko bólu, zniszczyły nas.

Oboje kończymy posiłek nie odzywając się, ani słowem, po skończeniu dziękuję mu za pyszności, a chłopak sam oferuje, że pozmywa brudne naczynia. Szerze mówiąc jestem zbyt zmęczona, aby się z nim o to spierać, więc pozwalam mu na to bez protestu. Po dokładnym posprzątaniu całej kuchni oboje stoimy w salonie.

- Pójdę już, jest późno -  a może raczej bardzo wcześnie - chichocze - Chcesz, żebym cię odwiózł? - proponuje mi wkładając dłonie do kieszeni spodni. Omiatam spojrzenie całe mieszkanie wzdychając - wiem, że powinnam go posłuchać i pojechać.

- Wydaje mi się, że będzie lepiej, gdy tu zostanę.. tak na wszelki wypadek.

- Chcesz, abym został tu z tobą? - pyta odszukując kluczyki do samochodu. Kręcę przecząco głową, nie ma powodu, dla którego chłopak miałby się znów użerać z Zayn'em - Jesteś pewna? - uśmiecha się.

- Będziesz pierwszą osobą, do której w razie potrzeby zgłoszę się po pomoc - zapewniam go, na co przytakuje mi z uśmiechem.

- Okay... Chodź tutaj do mnie - Louis otwiera dla mnie swoje ramiona. Podchodzę do niego odwzajemniając ciepły uścisk. Chłopak otacza mnie pocierając delikatnie plecy po czym puszcza i żegna się wychodząc - Wszystko się ułoży.. Zobaczysz - mruga do mnie, po czym znika za drzwiami zamykając je za sobą. W mieszkaniu ponownie zapada grobowa cisza.

Podchodzę do kanapy zasiadając na niej. Przyglądam się pięknu płomienia. Wzdycham ciężko opadając na miękkim fotelu spuszczając wzrok w ziemię. Zayn nie zechce podzielić się ze mną swymi sekretami... Co ja tu nadal robię?

Chciałbym być z nim w pełni otwarta, pragnę mu bezgranicznie zaufać, ale nie może to działać tylko jednostronnie. Erica.. Nie mam prawa mu zakazać spotykania się z nią, skoro ja widuję się z Matt'em. Wydaje mi się jednak, że mam solidne podstawy co do tego.

Napotkałam ją na wpół nagą w mieszkaniu Zan'a, gdy byli w nim sam na sam. Co lepsze do tej pory nie otrzymałam żadnych wyjaśnień z jego strony, które stawiały by go w nieco lepszym świetle. Pomagała mu sprzątać.. okay, nawet gdybym w to uwierzyła, to dlaczego robiła to bez koszulki? Zawsze uważałam, że ludzie do sprzątania nie muszą ściągać z siebie ubrań.

Czuję, że moje powieki robią się ciężkie, ale nie jestem w stanie odnaleźć w sobie spokoju. Nie mogę usnąć - gapię się tylko w martwy punkt na suficie. Mój umysł jest bardzo pobudzony.

Podnoszę się z miejsca kierując się korytarzem wprost do sypialni Zayn'a. Przyglądam się przez chwilę śpiącemu chłopakowi. Wbrew zdrowemu rozsądkowi wślizguję się pod kołdrę, przybliżam do jego ciepłego ciała pragnąc poczuć męskie ramiona wokół siebie. Chłopak mruczy.

- Julio nie odchodź... - szepcze do mnie cicho. Przyglądam się mu sparaliżowana, nie mam pewności, czy nie mówi właśnie przez sen. Po chwili relaksuję się jednak w jego ramionach, kładę dłoń na jego torsie. W moich oczach pojawiają się łzy słysząc jego cichą prośbę.

- Nigdzie się nie wybieram.. - zapewniam go gładząc wrażliwe miejsce dłonią. Moje serce przyspiesza ze szczęścia - uwielbiam to uczucie, gdy tak po prostu leżę w jego ramionach. Wszystkie złe przeczucia odpływają ode mnie, ogarnia mnie spokój.

- Chciałbym... Chciałbym być twoim idealnym życiem - chłopak wypowiada słowa, które powodują najpiękniejsze uczucie w moim sercu, na jakie je stać.




Awwww :D Jaka piękna końcówka! Jak myślicie? Pogodzą się? Zayn się otworzy, czy dalej będzię brnął w swoje tajemnice? Czekam na Wasze opinie :)


Do następnego!

niedziela, 3 maja 2015

Rozdział 62

Enjoy: :)

Przemierzamy puste ulice Boulder w śmiertelnej ciszy. Opady deszczu stały się bardziej intensywne, ciężkie krople deszczu z hałasem obijają się o szyby samochodu.

- Wszystko z nim będzie w porządku Jula - Louis uspokaja mnie dźwięcznym głosem. Obracam się w stronę Brytyjczyka, który uważnie prowadzi auto. Nie odpowiadam mu, nie wiem co mam o tym myśleć. Jestem wściekła na Zayn'a, ale z drugiej strony cholernie się o niego martwię. Serce mi się kraja na myśl, że ktoś mógł go skrzywdzić.

Samochód zwalnia, aż w końcu zatrzymuje się w miejscu. Wyglądam przez szybę na pewien nieznany mi budynek. Na jego froncie widnieje podświetlony banner z napisem 'Bar Jo'. Parking pęka od zaparkowanych w nim samochodów, dokoła dostrzegam tłum pijanych ludzi - śmieją się i dobrze bawią nie zważając na spadające z nieba lodowate krople cieczy.

- To tutaj? - pytam go przyglądając się barowi. Chodnik wykonany został z ciemnej brukowej kostki, a sam budynek nie jest zbyt wielki. Louis parkuje auto na uboczu drogi wjazdowej i wyłącza silnik. W tej samej chwili wnętrze wypełnia głośny stukot kropel deszczu obijających się o blachy maszyny - Czy on tu w ogóle pije legalnie? - pytam go cicho wyobrażając sobie co może dziać się tam w środku.

Bez wątpienia Zayn spił się do nieprzytomności, co więcej jestem pewna, że wdał się w więcej, niż tylko jedną niewinną bójkę. Gdyby nie to, nie zadzwoniłby do mnie. Co tam się dzieje?
- Czy to istotne? - Louis śmieje się rozbawiony - Odmówiłabyś takiemu Zayn'owi na miejscu jakiejkolwiek barmanki? - odwracam się do uśmiechającego się bruneta. Jak zwykle stara się utrzymać w miarę luźną atmosferę nie zważając na zaistniałą sytuację.

Po moim telefonie, brunet zjawił się w mieszkaniu Zayn'a w 10 minut. Streściłam mu krótko całą rozmowę z mulatem, powiedziałam co dokładnie się stało. Lou od razu wiedział, gdzie go znaleźć. Dzięki Bogu, że znał go na tyle dobrze i mi pomógł.

- Jesteś pewien, że on tutaj jest? - pytam ze zmartwieniem. Co jeśli całkiem przypadkiem Zayn akurat dziś zdecydował się pójść do innego baru? A jeśli po zerwanym połączeniu wdał się w bójkę i zdążył się już stąd ulotnić?

- Bardziej, niż myślisz. Zostań w samochodzie - nakazuje mi otwierając drzwi od auta.

- Nie - kręcę głową wykonujące tę samą czynność co on.

- Jula- chłopak zaczyna protestować przeciw moim zamiarom, ale uparcie staję przy swoim i wysiadam z samochodu pozwalając lodowatym kroplom deszczu zwilżyć moje włosy i ubrania - Wsiadaj do środka, wcale nie chcesz iść do tego baru - Louis przekrzykuje dźwięk deszczu podchodząc do mnie.

- Idę tam z tobą - odpowiadam poważnie - Na pewno nie jest tam dużo gorzej, niż na imprezach - wzruszam ramionami zrezygnowana - W środku są sami dorośli ludzie. Chcę po prostu jak najszybciej znaleźć Zayn'a - wyjaśniam mu. Louis spogląda w stronę huczącego budynku, po czym kieruje swe spojrzenie na mnie przytakując w geście poddania.

- No dobra, trzymaj się mnie blisko - odpowiada krótko. Zgadzam się skinieniem głowy i podążam za nim w stronę wejścia. Kiedy zatrzaskują się za nami drzwi oblewa mnie zaskoczenie. Gdybym nie widziała tego na własne oczy, nigdy bym nie powiedziała, że na zewnątrz okropnie leje deszcz.

Muzyka dudni po całym pomieszczeniu, klubowe dźwięki mieszają się ze śmiechem i rozmowami przebywających w nim osób. Wszędzie czuć mocny alkohol, papierosy, dym. Wzrokiem dostrzegam mętne światełko, okrągłe stoliki rozstawione po całej salce, stoły bilardowe, bar okrążony mnóstwem ludzi. Dwóch baristów prężnie realizuje kolejne zamówienia rozgoryczonych klientów, pracują niczym dobrze naoliwione maszyny.

- Widzisz go? - Louis krzyczy wprost w moje ucho, choć mimo to ledwie rozumiem o co mnie pyta.

- Nie - potrząsam głową. Chłopak zaciska usta wskazując przed siebie, abym za nim podążała. Słucham jego sugestii rozglądając się dokoła, po czym oboje prześlizgujemy się przez tłum spoconych i pijanych ludzi. Brunet zbliża się w stronę jednego z barów przykuwając uwagę jednego z pracowników. Dziewczyna jest brunetką o krótkich brąz włosach i jasnych, zielonych oczach.

- Co podać przystojniaku? - pyta z okropnym teksańskim akcentem.

- Szukam przyjaciela! - krzyczy do niej w odpowiedzi. Dziewczyna przygląda się najpierw jemu, po czym mnie.

- Doprawdy? Jak wygląda? - mlaska głośno żując gumę balonową. Koszulka, którą ma na sobie ledwie zakrywa jej ciało. Odwracam głowę, by nie musieć oglądać jej prawie nagiego ciała.

- Uh.. ciemne włosy, tatuaże, wygląd niegrzecznego chłopca, brytyjski akcent prawdopodobnie pił szkocką, lub inny mocny trunek - opowiada jej donośnym głosem. Dziewczyna znów spogląda na mnie ze śmiechem.

- O racja, pijany Brytyjczyk - zwraca się do Louis'a - Ostatnio, jak go widziałam to dzwonił do kogoś - Dzwonił do mnie, chyba, że postanowił się skontaktować nie tylko ze mną. Być może dzwonił do Erici.

- Louis musimy już iść - pcham do w ramię przykuwając jego uwagę - Nie wydaje mi się, że nadal tu jest - kręcę głową rozglądając się ponownie po sali. Chłopak przytakuje mi zwracając się ostatni raz do barmanki.

- Dzięki za pomoc - podaje jej banknot pięciodolarowy, na co dziewczyna promienieje jasnym uśmiechem wkładając papier do stanika i odchodzi - Jesteś pewna, że chcesz stąd wyjść? - pyta mnie skanując moją twarz w poszukiwaniu cienia wątpliwości.

- Tak.

- Okay, w taki razie ja rozglądnę się tu jeszcze raz, a ty wracaj do samochodu - chłopak popycha mnie lekko w stronę drzwi wyjściowych. Zgadzam się z nim oddalając się od baru cuchnącego alkoholem i dymem. Pragnę znów poczuć woń świeżego powietrza.

Wzdycham zatrzymując się na sekundę na zewnątrz. Gdzie do choroby znajduje się Zayn, skoro już go tutaj nie ma? Przymykam powieki zmuszając swoje myśli do uspokojenia się.

- To wszystko co masz koleżko? - otwieram oczy zaskoczona zwracając głowę na bok. Słyszę mroczne chrząknięcie po czym prędkim krokiem zmierzam wzdłuż bocznej ściany budynku. Skręcam za rogiem i dostrzegam przyciśniętego do ściany Zayn'a przez gburowatego faceta.

- Zayn? - wołam go. Podchodzę do niego ścieżką, chłopak automatycznie na mnie spogląda. Jego oczy oblewa wyraźne zaskoczenie mojej obecności. Mężczyzna wykorzystuje chwilę nieuwagi i jego pięść spotyka się z twarzą mulata powalając go na ziemię - Zayn! - wrzeszczę spanikowana. Stawiam krok w jego stronę przyglądając się jego walce o powrót na równe nogi.

- Co jest z tobą do cholery?! - wrzeszczę do tego faceta. Ma on długie blond włosy przyklejone do twarzy od padającego deszczu, jego ciemne oczy wbijają się we mnie niczym ostrza. Jego ciało góruje nade mną, facet wcale nie jest jakoś mocno umięśniony, po prostu wyższy. Ma na sobie czarny top bez rękawów.

- Witaj laseczko - uśmiecha się głupkowato do mnie. Zayn'owi udaje się podnieść do pionu, łapie mięśniaka za ramię, obraca i oddaje mocy cios. Zanim jednak do czegokolwiek dochodzi, Zayn chwiejnym krokiem opada w tył. W tym samym czasie facet wykorzystuje tę chwilę na uskok w bok.

Nie jestem w stanie rozróżnić kto uderza kogo, jedyne co słyszę to dźwięki kolejnych ciosów. Rozglądam się w panicznym poszukiwaniu pomocy, kogoś kto rozdzieli tę dwójkę.

- Jula? - słyszę krzyk Louis'a. Rozglądam się po ścieżce dostrzegając bruneta ostrożnie podążającego w naszą stronę.

- Louis! - krzyczę w jego stronę - Pomóż mi! - chłopak automatycznie przyspiesza swój krok do biegu. Dobiegając do końca alei dokładnie przygląda się całej naszej trójce, po czym skacze w stronę chłopaków i rozdziela jednym ciosem tajemniczego mięśniaka od sponiewieranego Zayn'a.

- Cholera! - facet wyje z bólu łapiąc dłonią zakrwawione miejsce. Reakcja Louis'a i fakt, że sam zdecydował się komuś przyłożyć nieco mnie przeraża. Z jego nosa leje się pokaźna stróżka krwi, jego wzrok przeszywa mnie niemal na wylot - Idź! - facet nie przestaje piorunować nas spojrzeniem, zapada cisza, a jedynym dźwiękiem wypełniającym głuchą atmosferę jest deszcz.

- Stary naprawdę chcesz zadrzeć z naszą dwójką? Przecież cię zabijemy! - Louis ostrzega nieznajomego. Przyglądam się przyjacielowi z szeroko otwartymi oczami, nie miałam pojęcia, że w tak wydawałoby się wątłym ciele drzemie taka moc i postawność. Mięśniak spogląda na nas po raz ostatni, przytakuje i odchodzi. Przyglądam się zarysowi jego pleców, aż ostatecznie znika z zasięgu mego wzroku.

Do tej pory całe moje ubranie zdążyło całkowicie zamoknąć, moje włosy przykleiły się do twarzy i skóry. Louis wygląda całkiem podobnie, jednak oboje niczym nie przypominamy Zayn'a. Mulat ostatkiem sił przytrzymuje się ściany, ma rozciętą wargę, uszkodzony nos, z których sączy się metaliczna krew. Jego oddech jest ciężki, wydaje się, że za wszelką cenę stara się koncentrować na zaistniałej sytuacji.

- Dobrze się czujesz? - Louis dopytuje się mnie z troską w głosie. Spoglądam w jego stronę przytakując mu powoli. Do tej pory cały wieczór jest dla mnie zlepkiem zamazanych wydarzeń.

- Tak, po prostu... po prostu mu pomóżmy - wzdycham ciężko łapiąc Zayn'a pod ramię i pociągam go w górę. Chłopak ściąga brwi w zaskoczeniu i zakłopotaniu przyglądając się raz mi, a raz Louis'owi.

- Zawieźmy cię do domu - brunet buczy przystając na moją propozycję. Z trudem odmykam tylne drzwi samochodu, kiedy Lou pomaga mu wsiąść do środka.

- Usiądę z nim z tyłu.

- Okay, upewnij się, aby nigdzie nie zwymiotował - buczy niezadowolony, jego dobry humor dawno się już rozpłynął. Jednym ruchem wślizguję się do środka siadając obok Zayn'a, który wpatruje się we mnie wzrokiem pełnym upojenia.

- Julio? - bełkocze nieskładnie. Po jego nieobecnym wyrazie twarzy jestem pewna, że zastanawia się czy to co widzi jest prawdą, czy pięknym wyobrażeniem.

- Louis, masz może jakieś ręczniki lub serwetki? - ignoruję pytanie Zayn'a.

- Brak ręczników, ale masz to - podaje mi paczkę chusteczek, po czym odpala silnik i wyjeżdża spod baru. Obracam się twarzą w stronę Zayn'a i ostrożnymi ruchami wycieram zeschniętą krew z jego wargi i nosa.

Nie spoglądam wprost w jego oczy, jednak mimo tego wiem, że mnie nimi obserwuje. Wydycham powietrze, na moje nieszczęście krew z wargi ciągle się sączy. Kontynuuję wycieranie bordowej cieczy skupiając się w pełni na wykonywanym zadaniu plamiąc przy tym chusteczkę. Zaciągam łapczywie powietrze, kiedy dłoń chłopaka łapie mnie za nadgarstek powstrzymując mnie od oczyszczania jego twarzy.

Za wszelką cenę staram się nie patrzeć mu w oczy, skupiam się na jego ustach. Chłopak bierze krótkie, ale pełne napięcia oddechy. Wydychane przez niego powietrze przesiąknięte jest mocnym alkoholem, jednak mimo to nadal jestem w stanie wyczuć niesamowitą woń jego perfum.

- Spójrz na mnie Julio - szepcze do mnie przyciszonym głosem. Nie chcę tego robić, nie jestem jego potulnym zwierzakiem, nie ma prawa mi zawsze rozkazywać. Uścisk na moim nadgarstku rozluźnia się, jego dłoń wędruje na mój podbródek. Po chwili chłopak unosi go w górę zmuszając mnie do spojrzenia wprost w jego oczy.

Ciemno karmelowe tęczówki przeszywają mnie, nie jestem w stanie oderwać od nich swojego wzroku. Chłopak kręci delikatnie głową;

- Co ty tu do cholery robisz? - pyta mnie cicho. Ściągam jego ciepłą dłoń ze swojej twarzy, która opada na moje uda.

- Zadzwoniłeś do mnie Zayn - przypominam mu ostrożnym tonem przyglądając się jego dużej dłoni spoczywającej na moich kolanach.

- Nadal ci na mnie zależy? - bąka głosem przepełnionym bólem. Wątpię, że rano będzie pamiętał cokolwiek z tego co się wydarzyło. Nie chcę odpowiadać na to pytanie, nie będę mu niczego obiecywać, nadal jestem na niego zła za Ericę.

- Oczywiście, że tak - wzdycham w geście poddania utrzymując swój głos cicho. Fakt, że jestem na niego wściekła nie oznacza, że przestało mi na nim zależeć.

- Gdzie jedziemy? - pyta chrapliwie wyglądając za okno, za którym i tak niewiele było widać. Zegary już dawno wskazują czas grubo po północy.

- Z powrotem do twojego mieszkania - odpowiadam szeptem. Jego mieszkania, nie naszego... 

Zaciskam powieki wyobrażając sobie co by było gdybym zgodziła się do niego wprowadzić. Prawdopodobnie kłócilibyśmy się jeszcze bardziej, żylibyśmy w jeszcze większym bałaganie, niż dotychczas - Dlaczego biłeś się z tym gościem?

- Potrzebowałem odskoku... Musiałem oderwać swoje myśli od tego wszystkiego - odpowiada zamykając oczy, po czym opiera głowę o zagłówek fotela. Jego dłoń zaczyna kreślić niewielkie kółeczka po udzie przykuwając tym samym moją uwagę.

- Wszystko tam u was w porządku? - Louis pyta spoglądając na nas w lusterku.

- Tak - odpowiadam - Zasnął - opieram się wygodniej o fotel. Spoglądam na Zayn'a, którego klatka unosi się w umiarkowanym tempie. Pozwalam jego dłoni złapać moją, nasze palce zaplatają się ze sobą, gdy chłopak powolnie zasypia.

- To dobrze... Jula.. cholera, przepraszam, że byłaś świadkiem tego wszystkiego - mówi spokojnym tonem.

- Świadkiem chwili, w której kogoś pobiłeś? - śmieję się - Tak to faktycznie był najbardziej emocjonujący i bolesny dla mnie moment - droczę się z nim.

- Hey, bicie innych jest bolesnym doświadczeniem, nawet bardzo - chłopak śmieje się prowadząc samochód wzdłuż mokrej ulicy. Wyglądam za przednią szybę obserwując, jak wycieraczka pozbywa się z niej zbędnych kropel deszczu - Nie.. przepraszam, że widziałaś Zayn'a w takim stanie - wyjaśnia.

- Pijanego? Już go nie raz takiego widziałam - przypominam mu.

- Jula, Zayn to ogromny idiota, przepraszam, że cię w to wszystko tym razem wciągnął - przeprasza mnie. Pragnę go zapytać co ma na myśli mówiąc 'tym razem', jednak chłopak kontynuuje - Zazwyczaj nie dzwoni... To znaczy zawsze do mnie telefonuje, gdy upija się do takiego stanu - mówi. Spoglądam na śpiącego koło mnie Zayn'a.

- Za każdym razem wdaje się w bójki - zawsze to robi, gdy męczą go myśli - wzdycha przeczesując dłonią swe mokre włosy - Przykro mi, że cię w to wciągnął.

- Jest okay - zapewniam go. W tej samej chwili dostrzegam, że dojechaliśmy na miejsce. Louis wysiada z samochodu, obchodzi go dokoła, otwiera drzwi pasażera i pomaga mulatowi wysiąść na zewnątrz.

Otwieram drzwi do mieszkania umożliwiając Louis'owi wprowadzenie go do środka. Zayn rozgląda się dokoła i wygląda na to, że zaczyna pomału trzeźwieć.

- Wynoście się stąd do cholery - buczy do naszej dwójki.

- Kolego-

- Nie do ciebie kurwa dzwoniłem - naskakuje na niego.

- Taa, ale zadzwoniłeś do Julii, uważasz, że sama poradziłaby sobie lepiej, niż gdybym jej z tobą pomógł? - pyta go zdenerwowany. Chłopak pociera rękoma swoją zmęczoną twarz, po czym wychodzi z salonu w stronę sypialni zatrzaskując za sobą drzwi.

Spoglądam na Lou, który wzdycha kręcąc głową. Nastaje między nami chwila ciszy, po czym również opuszcza salon znikając w tym samym korytarzu. Stoję zdezorientowana, ale nie na długo. Brunet wraca z ręcznikiem, czarną koszulką i białymi bokserkami w ręku.

- Proszę, weź teraz prysznic, posprzątaj, a ja okiełznam pijanego Zayn'a a humorkami - uśmiecha się.

- Czy on nie zawsze ma humorki? - uśmiecham się do niego, na co wybucha śmiechem.

- Tak.. Poradzę sobie z nim, zrelaksuj się, wypij herbatę, nie martw się - ściska mnie pocieszająco za ramię po czym znów znika w ciemnym korytarzu. Idę za nim, zatrzymuję się cicho przed drzwiami łazienki wyraźnie słysząc rozmowę chłopaków.

- Zayn, co ty sobie myślałeś dzwoniąc do Juli? Jesteś kupą bałaganu! Czy ona naprawdę musi ciebie oglądać w takim stanie? Co? Przecież wiedziałeś, że pojedzie cię szukać! - ostry ton Louis'a oskarża go.

- Wiesz, już sam zdążyłem wszystko spieprzyć, więc po co zawracasz sobie mną głowę? - Zayn odszczekuje mu. Spuszczam wzrok wchodząc do łazienki. Zatrzaskuję za sobą drzwi zsuwając się po ścianie.

Wszystko wywróciło się do góry nogami... Jedynym rozwiązaniem, aby zapobiec całkowitemu zniszczeniu naszego związku jest fakt, że muszę mu zaufać. Oboje musimy znaleźć w sobie odwagę na otworzenie się przed sobą nawzajem.

Zostanę z nim, będę jego, pozostanę przy nim, dopóki nie odnajdzie drogi prowadzącej do mnie, sposobu na zaufanie mi. Jeśli uda mu się przełamać i wyznać mi swoje sekrety - nieodwracalnie wpuści mnie pod osłonę ciemności.


Rozdział słabo sprawdzany, bo przeze mnie haha. Kinga (moja beta) właśnie zaczyna maraton maturalny, więc wszyscy trzymamy za nią kciuki! :) Myślę, że kolejny pojawi się pod koniec tygodnia, aczkolwiek niczego nie obiecuję, gdyż czeka mnie tydzień pełen nauki + bierzmowanie :(
Mam nadzieję, że rozdział się podobał :)

piątek, 1 maja 2015

Rozdział 61

Rozdział zawiera sceny z chwili obecnej i powroty w przeszłość; flashbacki są wyróżnione pochyłą czcionką.
Enjoy :)

- Nie.. Nic nie jest w porządku Matt - szlocham w słuchawkę telefonu, od ciągle toczonej w sobie walki brakuje mi już sił.
- Julka? Co się do cholery dzieje? Wszystko z tobą w porządku? - uciszam się próbując uspokoić swój płacz.
- Możemy się spotkać? - pytam go nieśmiało gapiąc się skórzany wzór kierownicy samochodu.
- Muszę z kimś koniecznie porozmawiać - szepczę spłoszona. Z kimś kto na pewno mnie zrozumie - nawet lepiej, niż ja sama.
- Jasne, myślę, że dojadę do Boulder w jakąś godzinę - w tle słyszę, jak chłopak się przemieszcza - wydaje mi się, że próbuje założyć buty na stopy.
- Ja już tu jestem.. To znaczy w Fort Collins... J-ja.. Musiałam.. Ja - wybucham mocnym szlochem.
- Gdzie dokładniej? - jego głos staje się spanikowany, przejęty. Założę się, że moja obecność w mieście go zaskakuje, bo niby z jakiego powodu miałabym tutaj przyjeżdżać? Kręcę głową powstrzymując cisnące się do oczu łzy.
- Stoję na parkingu przy kampusie.. Chcę porozmawiać - wyjaśniam mu cicho. Muszę się z nim skonsultować, w końcu mi się przyśnił. Nawiedziło mnie wspomnienie - moment, w którym byłam szczęśliwa.
- Okay, a jeszcze dokładniej?
- Wydaje mi się, że przed głównym budynkiem - odpowiadam wyglądając przez okno za którym widać ogromny, biały budynek. Okrywa go ciemny dach, a wzdłuż ścian widnieją pokaźne okna.
- Dobrze, widzisz balkon po środku nad kwiatami i dziedziniec? - pyta, a ja słyszę trzask drzwi w tle. Spoglądam za siebie, rzeczywiście jest tam ciemnozielony balkon po środku oraz piękny dziedziniec.
- Tak.
- Spotkajmy się tam. Będę za kilka minut.

Ciche stukanie kropel deszczu o parapet wypełnia całe mieszkanie. Siedzę po ciemnej stronie apartamentu, z dala od światła kuchennego i wyglądam przez zacienione okno wychodzące na przepiękny widok na Boulder. Widzę rzędy drzew, milczące ulice, puszyste chmury oraz drobne krople cieczy spływającej leniwie po krystalicznych szybach okien.
Zamarłam w tej pozycji siedząc na kanapie przez kilka godzin. Wielka ognista gwiazda schowała się za horyzontem już jakiś czas temu pozostawiając po sobie ciemność. Głucha cisza, która wypełnia mieszkanie jest oszałamiająca.
Nie mam pojęcia co począć. Utknęłam w bałaganie, który sama narobiłam. Nic o sobie nie wiemy, nie znamy się, a próbujemy coś razem stworzyć. To brzmi niedorzecznie, ale niestety taka jest prawda. Znamy własne przeszłości, ale nawet nie wiemy nic o swoich ulubionych daniach, kolorach. Nie mam pojęcia, czym zajmuje się w wolnym czasie - wątpię jednak, że zechce mi to powiedzieć.
Szczerze mówiąc to jesteśmy jak nieznajomi i to jest naszym głównym problemem. Powinno się to stać priorytetem do zmian. Przez to, że się nie znamy ciągle wplątujemy się w sprzeczki, które z czasem tylko się ostrzą. Za każdym razem odpychamy się coraz bardziej.
Obracam się w drugą stronę nie mogąc już znieść otaczającej mnie ciemności. Spoglądam tempo na porozrzucane po podłodze szkło pochodzące z lampy stłuczonej przez Zayn'a.

Moje ciało oblewa chłodny podmuch wiatru, przekonuję się, że promienie słoneczne są tu cieplejsze, niż w Boulder. Kwiaty powoli zaczynają już więdnąć - zginą, jak tylko spadną pierwsze płatki śniegu. Przyglądam się jednemu z nich - różowemu, jego płatki samotnie opadają ku ziemi.
- Julka? - obracam się do biegnącego do mnie Matt'a. Chłopak ma na sobie jasnoniebieską bluzę i spodnie. Nie przywykłam do kolorowych zestawów. Jego jasne, blond włosy o kolorze piasku są w zupełnym nieładzie. Zamyka między nami dystans zatrzymując się mniej, niż metr ode mnie. Jego tęczówki bacznie obserwują mnie ze zmartwieniem.
- Nie jestem tu, by ci wybaczyć.. - mówię mu spokojnie kręcąc głową. Nie chcę, aby źle mnie zrozumiał, zwyczajnie nie byłam gotowa na taki krok. Nie jestem w stanie zapomnieć mu bólu, przez który przeszłam - Nie zamierzam też próbować niczego między nami naprawić - przynajmniej nie tu i nie teraz.
- Więc w jakim celu przyjechałaś? - dopytuje się zakłopotany, jego tęczówki padają wokoło w poszukiwaniu odpowiedzi. Spuszczam swój wzrok w dół wydychając wstrzymywane powietrze.
- Ostatnio, gdy się spotkaliśmy, by porozmawiać powiedziałeś, że zawsze będziesz do mojej dyspozycji, prawda? - spoglądam na niego.
- Tak - odpowiada bez zastanowienia. Powolnie wznoszę tęczówki spotykając jego wzrok. Przyglądam się chłopakowi, który złamał mi serce, przez niego trudno mi komukolwiek zaufać, ale mimo wszystko próbował to wszystko naprawić. Jednak właśnie o to tu chodzi... Czy ktokolwiek może w pełni naprawić, coś co już raz zostało zniszczone?
- Potrzebuję pomocy.. Rozmowy z kimś, kto mnie wysłucha i znajdzie rozwiązanie - mówię cicho. Chłopak przytakuje i zasiada na kamiennej ławce przytwierdzonej do ziemi zaraz pod balkonem. Wskazuje obok siebie, abym usiadła, co po chwili wykonuję.
- Dlaczego nie jesteś ze swoim chłopakiem?
- Co? - spoglądam w jego stronę, na co chłopak potrząsa przecząco głową.
- To znaczy... Sara mi powiedziała, że się z kimś widujesz, pomyślałem więc, że... - chłopak wykrzywia się w zakłopotaniu i wstydzie - jego policzki oblewa lekki rumieniec. Jeszcze nigdy nie widziałam Zayn'a w takim stanie - to chłopak o niemalże kamiennej twarzy.
- No tak... Mam chłopaka - przytakuję - Ale teraz nie przebywam z nim, ponieważ nawet nie wiem gdzie mogę go aktualnie znaleźć.. Jego telefon jest wyłączony. Nie mam pojęcia gdzie najczęściej spędza czas; nie wiem co robi, ledwie znam jego znajomych.. W sumie to wcale go nie znam - szepczę tę ostatnią część pod nosem.
Naprawdę nie znałam. Ja i Zayn wskoczyliśmy w ten związek bez żadnego przygotowania, nie poznaliśmy własnych historii. Przegapiliśmy chwilę na poznanie, nie przeznaczyliśmy zbyt wiele czasu na tę część.
- Co się stało? - pyta mnie kładąc dłoń na moich plecach, na co automatycznie oddalam się nie pozwalając mu się dotknąć. Chłopak rezygnuje, po czym wzdycha ciężko rzucając mi przepraszające spojrzenie - Przepraszam - szepcze zawstydzony.
- Wszystko się sypie Matt - odpowiadam mu cicho nie spoglądając mu w oczy. Mój wzrok od dłuższego czasu skupiony jest na obumierających kwiatach - Stoję po środku bałaganu i nie wiem co zrobić..

Wzdycham ciężko podnosząc się z miejsca. Podchodzę do kuchni, by napić się nieco czystej wody. Z szafki wyciągam przezroczystą szklankę i wlewam do niej zimnej cieczy. Wpatruję się w jeden punkt, nie targają mną żadne emocje. W mieszkaniu jest za cicho, większość dekoracji zdobiących wcześniej te pomieszczenia zniknęły, zostały zniszczone, tak jak i ja.
W kuchni panuje chłodna atmosfera, nie mam pojęcia gdzie znajduje się tu termostat, i szczerze mówiąc mało mnie to teraz interesuje. Przestałam się przejmować lodowatym powietrzem - idealnie pasuje do mojego nastroju i szaroburej aury za oknem. To mieszkanie od początku takie było - zimne i puste.
Pokój wypełnia mętne światło pochodzące z kuchni. Nie mam pojęcia która jest godzina, jednak coś mi podpowiada, że jest już późno. Oczekiwałam, że Zayn wróci tu - o znacznie wcześniejszej porze, tak jak mi to z resztą obiecał. Czekałam na jego powrót, liczyłam, że będzie spokojny i gotowy na normalną rozmowę - jednak nigdy się nie zjawił.
Wiem, że sama przyznałam się, do tego, że potrzebuję nieco czasu na ochłonięcie i przemyślenie tego wszystkiego, ale nie spodziewałam się, że zmusi mnie do pozostania w jego mieszkaniu. Powinnam po prostu wrócić do akademika, nic tu po mnie. Ponownie spoglądam na malutkie kawałeczki potłuczonej lampy.

- Dlaczego tu jesteś? W jakim celu przyjechałaś? - dopytuje mnie równie cicho.
- Tylko z tobą otrzymuję odpowiedzi.. Z Zayn'em są tylko pytania.. brak rozwiązań.. - wyjaśniam szepcząc.
- Co jest nie tak z tym gościem - Zayn'em i tobą? - dziwnie jest mi słyszeć imię Zayn'a z ust Matt'a. Nigdy na myśl nie przyszedł mi taki scenariusz.
- Ukrywa przede mną wszystko, jest tajemniczy.. Okłamuje mnie. Robi i mówi rzeczy, które mnie cholernie ranią - moje oczy zaczynają piec na samą myśl o Zayn'ie i Erice razem.
- Dlaczego jest taki skryty w stosunku do Ciebie ? - chłopak pyta mnie zakładając ręce na piersi.
- Chyba dlatego, że oboje nigdy nie będziemy stanowić całości, nasz związek - to nie ma najmniejszego sensu. W prawie każdej sprawie jesteśmy zupełnymi przeciwnościami - wzdycham obracając się w stronę Matt'a. Jego wzrok jest również wbity w pobliskie rośliny.
- Dlaczego wasz związek nie ma sensu?
- W jego przeszłości istnieje wiele ciemnych tajemnic, których nie chce mi zdradzić. Z charakteru jest cwaniakiem, graczem, jest nieprzewidywalny, uwielbia robić niedozwolone rzeczy, czuć wiatr we włosach i płynącą w żyłach adrenalinę. Jest wszystkim tym, czym ja nigdy nie byłam, ani nie będę - przygryzam wargę rozważając w głowie właśnie wypowiedziane przez siebie słowa.
- Dlaczego więc nadal z nim jesteś? - pyta. Otwieram usta, by mu odpowiedzieć, jednak nie potrafię znaleźć odpowiednich słów, nie wiem co powiedzieć. Chłopak wzdycha prostując się na ławce i spogląda wprost na mnie - Julka, myślę, że musisz mieć jakiś poważny powód, dla którego dajesz wam szansę, nie poddajesz się. Z dokładnie tego samego powodu na początku bez wahania zgodziłaś się z nim być. Między waszą dwójką istnieje coś, jakaś więź, która nigdy nie pozwoli wam na rozłąkę - mówi spokojnie.
- Uważasz, że powinnam odejść? - pytam go. Rozłąka nie była żadnym rozwiązaniem.
- Ja tylko.. Julka znam cię, i wiem, że jesteś taką dziewczyną, której jeśli nie udaje się na samym początku nie zawraca sobie głowy kolejnymi próbami. Nie postępujesz według metody prób i błędów, nie walczysz - śmieje się. Sama nie dołączam do niego, co od razu zauważa. Chłopak uspokaja się, po czym kontynuuje.
- Mogę poradzić ci jako dobry przyjaciel, a nie jako zazdrosny eks chłopak? - pyta mnie spuszczając wzrok. Zazdrosny eks chłopak? On nigdy taki nie był.
- Jasne.
- Nie próbujesz, nie starasz się. Dajesz sobie spokój już po pierwszej porażce, łatwo cię sparzyć... Skoro ten chłopak cały czas popełnia błędy, a ty nadal się go trzymasz.. Wydaje mi się, że to coś oznacza. Moim zdaniem myślisz, że w końcu znalazłaś osobę wartą twoich prób - tłumaczy mi. Przyglądam się mu myśląc nad jego radą. Wiem, że z pewnością mówi prawdę.
- Myślę, że zdajesz sobie sprawę z tego co pragniesz, wcale nie musisz mnie słuchać. Musisz posłuchać samej siebie.

Opuszczam kuchnię i kieruję się wzdłuż korytarza. Mój wzrok spoczywa na przestrzeni pomiędzy sypialnią Zayn'a, a pracownią. Wolnym krokiem zbliżam się do tego drugiego pomieszczenia. Drzwi są otwarte, więc wślizguję się do środka - do sanktuarium ciszy i spokoju Zayn'a.
Uważnie skanuję wzrokiem szkice porozrzucane po całym biurku. Równie powoli podchodzę do niego i siadam na krześle. Ogarniam wzrokiem każdy rysunek z osobna. Większość z nich przestawia naturę, Rocky Mountains, drzewa, kwiaty. Na niektórych widnieją zwierzęta - przepiękne ptaki i zapierającymi dech w piersiach szczegółami. Nigdy wcześniej, nie zauważyłam, że Zayn potrafi tak pięknie rysować.
Przeglądam kolejne kartki, aż w końcu mój wzrok zatrzymuje się na jednej z nich - jest to portret pewnej, ślicznej dziewczyny. Już nie raz widziałam podobny szkic jego autorstwa. Za każdym razem, gdy przeglądałam jego rysunki napotykałam twarz tej dziewczyny.
Jednak tym razem szkic posiada dużo więcej szczegółów, mimo to nadal nie jest to rysunek w kolorze. Zarys delikatnej twarzy jest dużo lepiej ukazany, łuk brwiowy, linia włosów, wydatne kości policzkowe i urocze okrągłe oczy. Palcem przejeżdżam po gładkiej powierzchni kartki, aż do rogu, gdzie wzrokiem odnajduję napis;
Caroline
Pierwszy raz spotykam to imię. Caroline, czyli kolejny element tajemniczej układanki Zayn'a. Choć z drugiej strony może to być jego siostra lub była dziewczyna. Nawet jeśli to ta druga osoba, nie byłabym za to na niego zła. Uznałabym to tylko za nieco dziwaczne, ale widać, że ma jakiś powód, dla którego ciągle ją rysuje - wolałabym jednak, aby był ze mną we wszystkim szczery.

Matt milknie. Powiedziałam mu już wszystko na temat Zayn'a. Dla siebie pozostawiłam tylko nasze intymne chwile, poruszające rozmowy, niektóre kłótnie.
- To przeze mnie, tak? - mój głos łamie się. W końcu dotarła do mnie prawda, której okropnie się bałam.
- Co?
- To z mojej winy mnie zdradziłeś... Przeze mnie Zayn nie potrafi mi ufać.. Ja jestem powodem, dla którego wszystko na czym mi zależy rozpada się, znika - twierdzę pełna obawy i strachu.
Odpycham od siebie Zayn'a zmuszając go do wyjawienia mi swoich tajemnic. Za każdym razem go czymś wkurzam, nie chcę czuć się w ten sposób, ale prawda bywa okrutna.
- Julka, chyba oszalałaś mówiąc takie rzeczy, wszystko co cię spotyka.. te wszystkie przyjaźnie, związki trwają tylko dzięki tobie. To ty je trzymasz w ryzach, jesteś spoiwem. Ten Zayn.. jest skończonym idiotą nie ufając ci, okłamując cię.. Jesteś najgodniejszą osobą do zaufaną, jaką przyszło mi znać.. - zapewnia mnie. Po chwili ciszy pyta mnie łamiącym się tonem - Tak właśnie o sobie myślisz? Że to wszystko twoja wina?
- To ty pozwoliłeś mi tak o sobie myśleć - odpowiadam mu ostro. Chłopak spuszcza wzrok kręcąc głową - Nigdy taki nie byłeś, nigdy nie dałeś mi powodu, dla którego pomyślałaby, że jesteś zdolny do zdrady, ale myliłam się.. To ja cię takim sprawiłam - szepczę zdruzgotana.
- Moje błędne wybory nie wynikają z ciebie.. byłaś wymarzoną, idealną..
- Nie mów tak - zatrzymuję go - Nie używaj tego słowa - błagam go cicho. Już wystarczająco wiele razy słyszałam je z ust Zayn'a, naprawdę mam już dość.
- Byłaś świetna.. Zawsze wszystko robiłaś okay, nie podejmowałaś złych decyzji. To ja jestem tym, który spieprzył i to po całej linii. To nie ty mnie do tego zmusiłaś, nie mogłaś być lepszą dziewczyną. Nigdy bym sobie nie wyobrażałem lepszej, i mówię prawdę - zapewnia mnie niskim głosem.
- Dlaczego więc czuję się w ten sposób? Nie powinnam była na niego naciskać, wywierałam na nim za dużą presję. Nie powinnam była grzebać w jego przeszłości, domagać się prawdy, skoro wcale mnie w niej nie chce - tłumaczę sama sobie.
- Julka, skoro zależy ci na nim, tak mocno, jak mi o nim opowiadasz.. Masz pełne prawo do poznania jego zawiłości z przeszłości. Jeśli o kogoś dbasz... kiedy, kogoś kochasz...
- Nie kocham go Matt - przerywam mu w połowie zdania. To samo powiedział mi Harry. Chłopak milknie.
- Okay.. Jeśli ci na kimś okropnie zależy.. Pragniesz poświęcić siebie całą dla tej drugiej osoby. Odkrywasz przed nią każdy szczegół siebie i oczekujesz tego samego od niej. To jest właśnie to co robisz, wpuszczasz go do swojego życia, a to cię przeraża. To wszystko przez.. przeze mnie. Jego bliskość cię przeraża, boisz się, ogarniają cię wątpliwości.
- Powinnam więc go trzymać na dystans?
- Nie... Julka, jeśli zależy ci na tym związku.. jeśli pragniesz od niego znacznie więcej, musicie się na spokojnie porozumieć. Pasuje, abyście się lepiej poznali, jak dobrzy przyjaciele, on musi cię w końcu obdarzyć zaufaniem.. Postarajcie się być wobec siebie otwarci - wzdycha ciężko - Przestańcie się odpychać..
Siedzimy w kompletnej ciszy, napięta i niekomfortowa atmosfera przemija.
- Chcesz, abym przyłożył temu gościowi? - proponuje z lekkim uśmiechem, na co zaczynam się śmiać kręcąc głową.
- On by cię zamordował - Jestem prawie pewna, że gdyby oboje spotkali się w jednym pomieszczeniu, Zayn rzuciłby się na niego z pięściami, a widząc jego wcześniejsze wyczyny, nie odpuściłby.
- Oh proszę cię, dałbym sobie z nim radę - Matt wstaje podskakując w górę udając, że z kimś walczy.
- Porwałby cię na strzępy Matt - śmieję się - Zwłaszcza, że ty nigdy wcześniej się nie biłeś - Zayn ma w tym nieco większe doświadczenie, ale myślę, że to żaden powód do dumy.
- To nie prawda.
- Doprawdy? - śmieję się unosząc brew.
- Tak, uderzyłem Caleb'a w tamtym roku - wypina dumnie pierś ze swojego osiągnięcia. Kręcę głową widząc po jego twarzy, że kłamie.
- Oczywiście, że tak - śmieję się.
- Nigdy nie byłem za dobrym kłamcą - chłopak chichocze siadając koło mnie na ławce.
- Dziękuję, że mnie wysłuchałeś - szepczę z wdzięcznością.
- Powiedziałem ci tylko to co sama chciałaś usłyszeć, tego oczekiwałaś - Miał całkowitą rację, powiedział wszystko co chodziło mi po głowie i nie dawało spokoju.
- Dlaczego pomagasz mi rozwiązać problemy z Zayn'em? - pytam zaciekawiona. Nie oczekiwałam od niego pomocy w tej sprawie, nie spodziewałam się, że zechce mi doradzić. Bałam się, że mnie wyśmieje, powie, że pomoc mi nie leży w jego interesie.
- Poprosiłaś o pomoc, a ja jestem ci to winien.. Ponieważ, jest mi tak okropnie przykro.. Przepraszam, że to przeze mnie zaczęłaś o sobie myśleć w taki podły sposób. Przepraszam, że zmieniłem cię w dziewczynę z wątpliwościami, która obwinia się na każdym kroku swego życia, która boi się ufać, bo ja nawaliłem.. Żadne słowa nie mogą opisać tego, jak bardzo jest mi przykro.. Nic nie jest w stanie naprawić tego co sam zepsułem.. Pomyślałem, że w taki sposób coś między nami zdziałam, gdy pomogę ci w poszukiwaniu utraconego szczęścia.
Gapię się na niego, chłopak wpatruje się we własne dłonie, nie ma odwagi na mnie spojrzeć. W chwili, kiedy jeszcze się wypowiadał nie zauważam w nim chłopaka, który złamał mi serce. Pierwszy raz od dłuższego czasu siedzi koło mnie chłopiec, którego poznałam, jeszcze jako małe dziecko. Jest przy mnie, zależy mu na mnie, chłopak pełen uroczej niewinności, miłości, widzę chłopaka, który mimo wszystko jest dla mnie, jak rodzina.

Moje palce dotykają napisu w rogu szkicu. Gapiłam się na jej portret przez ostatnie pół godziny. Nie jestem do końca pewna, na co dokładnie patrzyłam, co mnie przyciągnęło. Być może uznałam to jako jakiś znak? Wzdycham i przewracam kartkę na drugą stronę biurka. Spoglądam na kolejny znakomity portret i moje serce zatrzymuje się w miejscu. To jedyny kolorowy rysunek... Co więcej przedstawia doskonale znaną mi dziewczynę.
Jest to dziewczyna z brązowymi włosami, oczami o kształcie migdałów, każdy detal jej twarzy jest mi znajomy - jej smukły nos, lekko spiczasty podbródek, kształtne i pulchne usta.
To byłam ja... Zaczynam w końcu oddychać, a serce wypełnia przyjemne ciepło. Dziewczyna przestawiona na rysunku jest dużo ładniejsza, niż ja, ale.. taką właśnie widzi mnie Zayn. Spuszczam wzrok w róg kartki odczytując napis;
Dziewczyna, która dostrzega piękno i nadzieję we wszystkim, nawet jeśli ich tam nie ma. Moja Julia.
Czuję, jak moje oczy wypełniają się w łzy, a serce delikatnie pobolewa. Uważniej przyglądam się słowom, które Zayn sam naskrobał - Dziewczyna, która dostrzega piękno i nadzieję we wszystkim, nawet jeśli ich tam nie ma. Dostrzegam w nim nadzieję, ale on w sobie nie...Moja Julia. Należę do niego, ma nade mną siłę, jest moją przystanią, zawładnął nad moimi emocjami, ciałem i myślami.
Podskakuję na dźwięk dzwonka od telefonu. Wzdychając ostatni raz rzucam okiem na szkic Caroline i mnie. Mój telefon rozbrzmiewa echem przez całe mieszkanie, wzdycham ciężko odkładając oba rysunki na biurku, po czym wolnym krokiem zmierzam w stronę salonu. Grzebię w torebce w poszukiwaniu urządzenia.
- Słucham?
- Julio potrzebuję... ja.. Cholera.. - chłopak bełkocze wprost do słuchawki. Moje serce automatycznie przyspiesza. Na sam dźwięk jego głosu wiem, że jest zupełnie nietrzeźwy.
- Zayn? Gdzie jesteś? - pytam go mając nadzieję, że jest na tyle świadomy, by w miarę zrozumiale określić swoje położenie.
- Nadal ci na mnie zależy? - wzdycha zadręczony.
- Gdzie jesteś? - pytam po raz kolejny.
- Musisz wiedzieć, że... Zasługujesz poznać każdy popieprzony element mnie.. - bełkocze - Jednak wiem, że cię tym zniszczę.. - dodaje po chwili. Zniszczy mnie swoją przeszłością? Czy to naprawdę jest, aż tak złe i podłe? Wydawało mi się, że już poznałam jej najczarniejszą cześć - historię o ojcu. Nie wyobrażam sobie niczego gorszego i bardziej bolesnego.
- Dobry Boże, ale ty jesteś pijany.. Gdzie jesteś? - dopytuję nieco ostrzej grzebiąc w kieszeniach torebki w poszukiwaniu kluczy do samochodu. Czy w taki sposób chciał mi dać trochę przestrzeni? Upić się do nieprzytomności, aby zdobyć odwagę na zadzwonienie do mnie? Powinien był tu ze mną zostać.
- J-ja... nie zasługuję... nie zasługuję na ciebie - bełkocze.
- Zayn gdzie jesteś? Już po ciebie jadę - unoszę się zdenerwowana mając nadzieje, że w końcu mi odpowie.
- Hej - w słuchawce rozbrzmiewa gburowaty głos, Zayn chrząka, po czym połączenie zostaje zakończone. Wstaję oczekując, że jeszcze go usłyszę, ale nic takiego się nie dzieje.
- Zayn? - pytam, szybkim ruchem wybieram jego numer, jednak po drugiej stronie odzywa się tylko automatyczna sekretarka. Wzdycham ciężko, mocno zdenerwowana. Przeglądam listę kontaktów w poszukiwaniu jednego numeru, wybieram go i z niecierpliwością czekam, aż odbierze.
- Julia? - jego brytyjski akcent rozbrzmiewa w słuchawce. Wydycham powietrze pełne ulgi.
- Louis potrzebuję twojej pomocy.

Przepraszam za taką nieobecność, mam tylko nadzieję, że nie odpuściłyście i dalej będziecie czytać :c
Następny będzie niedługo, biorę się w garść i nie będzie już takich przerw!!


Z tego wszystkiego zapomniałam o urodzinach bloga, które były 24 kwietnia :c
Lydia Land of Grafic