poniedziałek, 2 lutego 2015

Rozdział 53

W geście wyjaśnienia, gdyby ktoś miał wszelkie watpliwości; STACY i CAROLINE to dwie zupełnie ROŻNE dziewczyny. Stacy to ex Blake, o której była mowa w 24 rozdziale, a Caroline to ta, o której nic jeszcze nie wiecie, była ostatnio w śnie Zayn'a. 

A teraz zapraszam;

Piątek... Minęło dokładnie pięć dni od tego wydarzenia, przez ostatnie cztery, na szczęście udało mi się ukryć siniaki przed innymi, a kolejne trzy zachowywałam się normalnie, szczęśliwie, jakby nigdy nic się nie stało. Od czterech dni nie widziałam Zayn'a, trzy noce przeleżałam na łóżku, nie mogąc zmrużyć oka. Byłam zbyt przerażona, bałam się, że znów nawiedzi moje myśli, skrzywdzi mnie. Chciałabym być teraz w ramionach Zayn'a, bezpieczna.

Siedzę na zajęciach psychologii, wzrok mam wlepiony w stolik, ignoruję innych uczniów w tej klasie. Pomieszczenie wypełnia pogłos wykładu pana Collins'a - poucza nas o jakiś psychicznych dolegliwościach i ubytkach umysłowych.

Zayn nie odpowiada na moje wiadomości, nie odbiera moich telefonów, nie pokazuje się na zajęciach , a za każdym razem gdy pytam o niego Louis'a, chłopak nigdy nie ma dla mnie sensownej odpowiedzi. Martwię się jak cholera, co teraz robi, gdzie jest i do czego już zdążył się posunąć. Od niedzieli nie był sobą, jego zachowanie było zupełnie do niego nie podobne - tak jak i moje , ale mam pewność, że ja nie zrobię nic irracjonalnego. 

Od niedzieli, każdy obchodzi się ze mną, jak z jajkiem, obawiają się, że lada moment mogę rozsypać się w drobny mak. Często przyłapuję Sarę na wpatrywaniu się we mnie, dziewczyna non stop obsypuje mnie kolejnymi propozycjami zakupowymi. Liam, aż za bardzo stara się mnie rozśmieszać na zajęciach z chemii - opowiada kawały, nawet gdy jest to zwyczajnie nie jest odpowiednie do sytuacji. Lindsay zawsze wita mnie wymuszonym uśmiechem i codziennie zaprasza na wspólny lunch. Naprawdę doceniam ich starania - jednak tym samym cały czas przypominają mi co się stało. Ich nazbyt ostrożne zachowanie wobec mnie przypomina mi jak On mnie zranił.

Naciągam rękawy koszulki na nadgarstki. Nikt nie zauważył moich sińców, a nawet jeśli komuś rzuciły się w oczy nikt nie powiedział, ani słowa. Wiem, że Sara ich nie widziała- zrobiłam wszystko co w mojej mocy, żeby tak się nie stało. Gdyby tylko je zobaczyła, jestem pewna, że wpadłaby w histerię, zadzwoniłaby po policję, zrobiłaby wszystko co w jej mocy, żeby zrobić z tego sensację.

Po zakończeniu zajęć powoli podnoszę się z miejsca i zbieram swoje rzeczy. Zerkam na pusty stolik, przy którym zwykł siedzieć Zayn. Nikt tam nie usiadał, podczas jego nieobecności. Sięgam po telefon i wysyłam do niego już szóstą wiadomość dzisiejszego dnia z prośbą, by do mnie zadzwonił. Zdaję sobie sprawę, że tego nie zrobi, ale jak to mówią nadzieja matką głupich.

- Panno Augustine? Moglibyśmy zamienić słowo? - pyta mnie pan Collins. Zatrzymuję się w pół kroku i zerkam na siebie. Upewniam się, że sobie tego nie wyobraziłam. Pan Collins spogląda na mnie.

- Oczywiście - przytakuję wracając z powrotem do sali. Mężczyzna przytakuje, opiera się o stolik z założonymi rękami.

- Ostatnio wydajesz mi się nieco rozdrażniona... Czy wszystko w porządku? - pyta, a jego czoło marszczy się w skupieniu.

- Uh, tak, dobrze. Wszystko jest dobrze - kłamię mu prosto w twarz. Ostatnie czego mi trzeba to nauczyciel pakujący się w moje życie prywatne.

- Zechciałabyś napić się ze mną kawy? (Lol, Collins, to twoja uczennica, zwolnij..) - pyta mnie zbierając papiery z biurka.

- Słucham? - pytam go, na co mężczyzna zerka na mnie zaskoczony. Potrząsa głową z uśmiechem.

- Nie w takim sensie... Musimy porozmawiać, twoje stopnie znacznie spadły przez te ostatnie dwa tygodnie - wyjaśnia. Dlaczego musimy iść na kawę, skoro chodzi tylko o moje oceny? Pan Collins obraca się w moją stronę wyczekując mojej odpowiedzi z uniesioną brwią. Wzdycham ciężko,

- No dobrze.

Oboje decydujemy się pójść do kawiarni na kampusie, siadamy przy stoliku w rogu pomieszczenia. Miejsce jest bardzo spokojne i ciche - kawiarnia mieści się w jednym z budynków o starej, zabytkowej zabudowie. Zbudowany z cegły, w środku znajdują się ciemne drewniane stoliki, nastrojowe światło, zapach kawy i przepysznych, własnoręcznie wypieczonych słodkości.

Przez dłuższa chwilę siedzimy w zupełnej ciszy. Nie wiem co mam niby powiedzieć. Przyszłam tu tylko dlatego, że nie chciałam być niegrzeczna, miałam nadzieję, że od razu przejdzie do rzeczy.

- Wszystko w porządku? - ponownie mnie pyta obserwując niebieskimi oczami. Przytakuję mu zakładając kosmyk włosów za ucho.

- W jak najlepszym - odpowiadam powoli.

- Dlaczego tak opuszcza się pani w nauce na moich zajęciach panno Augustine? Zazwyczaj nieźle pani szło... - pyta mnie, a ja gorączkowo poszukuję odpowiedzi na to pytanie.

- Przez ostatnie tygodnie miałam bardzo dużo na głowie - wyjaśniam spokojnie - mam nadzieje, że nie dostrzeże w tym ani krzty kłamstwa. Ja przecież tylko mijam się z prawdą, byłam całkiem zajęta. Zaczynając od Zayn'a, który spytał mnie o chodzenie, kończąc na Derek'u - to mnie psychicznie wykańcza.

Pan Collins lustruje mnie podejrzliwie popijając kawę z filiżanki. Nie wypijam swojego latte, po prostu trzymam swój kubek w dłoniach.

- Wygląda pani na zmęczoną, masz może jakieś problemy ze snem? - spogląda na mnie, jak doktor, próbujący poznać moje objawy. Czego on chce?

- Um... Jestem nieco roztargniona - Od ostatniej soboty mało co zmrużyłam oko. Trudno było mi zasnąć bez ramion Zayn'a wokół mnie. Moje myśli i obawy atakują mnie za każdym razem, gdy próbuję usnąć.

- Rozumiem, masz dużo zajęć - żartuje z lekkim parsknięciem. Patrzę na niego z zaskoczeniem u budującą się we mnie złością. Dlaczego wypytuje mnie o moje życie prywatne? Do czego zmierza? To nie jego sprawa.

- Tak - przyznaję mu rację.

- Um... Skąd więc te siniaki? - moja głowa natychmiast unosi się w górę, Pan Collins mierzy mnie podejrzliwym wzrokiem. Nie miał prawa ich zobaczyć, nikt nie miał.

- Ja.. - spuszczam wzrok na swoje dłonie i zauważam, że rękawy bluzki ledwo zakrywają sińce. Szybkim ruchem zaciągam je potrząsając głową - Tylko... Upadłam - kłamię. Upadek? Ale ze mnie idiotka, mam nadzieję, że to kupi.

- Nie ma z tym związku pan Malik, prawda? - pyta mnie mając na myśli jakąś chorą aluzję, na co mierzę go wzrokiem - Ostatnio się do siebie zbliżyliście... Przez ostatni tydzień nie widziałem go na zajęciach..

- Nie - przerywam mu w pół zdania ostrym tonem. Zayn miałby mnie skrzywdzić? Nie byłby zdolny posunąć się do czegoś takiego - może niszczy mnie psychicznie obrzucając mnie przeróżnymi fałszerstwami, ale nigdy by mnie nie uderzył - Nie chodzi o niego, wiec proszę go w to nie mieszać.

- Panno Augustine martwię się o panią - wyjaśnia. Rozglądam się po kawiarence z niedowierzaniem. Muszę go zmusić by przestał zadawać te pytania, nie mogę mu na nie szczerze odpowiedzieć.

- Szczerze powiedziawszy proszę pana, uważam, że to szalenie niepoprawne wypytywać uczennicę o jej prywatne życie zapraszając ja wcześniej na filiżankę kawy. A teraz jeśli nie ma pan nic przeciwko, to wrócę do mojego akademika. Dziękuje za zaproszenie - mówię szybko, po czym zbieram swoje rzeczy i wychodzę, zanim będzie próbował mnie zatrzymać.

Tak naprawdę to nie wracam do pokoju, wsiadam do samochodu i kieruje sie do domu bractwa. Jeśli nie zastanę tam Zayn'a, pojadę do posiadłości jego krewnych. Unikał mnie, lub zwyczajnie zaginął - żadna z tych możliwości nie wróżyła niczego dobrego.

Gasząc silnik na miejscu wysiadam na zewnątrz. Październik dawał po sobie siwe znaki i straszył zimną aurą z każdym kolejnym dniem - słońce coraz częściej znikało z nieba pod ciemnymi chmurami.

Na parkingu zauważam samochód Zayn'a i czuje wyraźna ulgę, przynajmniej tu jest - no chyba, że pojechał gdzieś tą śmiertelną maszyną znaną ludzkości jako motocykl... Nie wiem co mam mu powiedzieć, gdy tyko go spotkam. Mam być zła za nie dawanie znaków życia od poniedziałku? Jestem więcej niż pewna, że gdy tylko wpadnie w moje ręce o wszystkim zapomnę i mu wybaczę.

Stojąc pod drzwiami zastanawiam się, czy pukać. Ostatecznie tego nie robię, tylko wchodzę do środka. Ryzyko spotkania Blake'a znacznie by wzrosło, gdybym postąpiła inaczej. Wchodzę na korytarz, w środku jest prawie cicho. Z góry i salonu dochodzą do mnie jakieś odgłosy. W kuchni rozpoznaje głos Charles'a i idę w tamtą stronę.

- Kolego, nie możesz tak po prostu się stąd wynieść - słyszę głos Charles'a - To tylko kolejna dziewczyna, za niedługo ci przejedzie i zostaniesz bez domu, chyba wiesz, że nie będziesz mógł już tu wrócić. Zostań - rzuca konkretnymi argumentami. Moje serce ubolewa na te słowa.

- Charles, właśnie o to chodzi, nieważne, jak bardzo chciałbyś żeby to była tylko jakaś, kolejna laska, tak nie jest i nie będzie. Nie jest dla mnie tylko jakąś kolejną dziewczyną - idealny głos Zayn'a dźwięczy, stawiam więc krok przed siebie i wchodzę do kuchni.

- Zayn, pomyśl o tym, chcesz opuścić dom pełen przyjaciół na samotne mieszkanie? - dopytuje go Charles.

- Chcesz wynająć mieszkanie? - wchodzę do pomieszczenia, na co Zayn od razu zerka w moja stronę. Chłopak z początku dziwi się na mój widok, ale po chwili rozluźnia napiętą sytuacje obdarowując mnie lekkim uśmiechem. Całe napięcie uchodzi ze mnie, cieszę się móc go zobaczyć, po tym jak zniknął na cztery dni. Nagle rozbrzmiewa dźwięk dzwonka od telefonu, na co Charles sięga do swojej kieszeni spoglądając na jasny wyświetlacz.

- To Erica, muszę odebrać - chłopak przeprasza z małym uśmiechem i wychodzi z kuchni. Odwzajemniam gest, po czym zerkam na Zayn'a z zakłopotaniem. Nie tylko zastanawia mnie to, w jakim celu Erica dzwoniła do Charles'a, ale przede wszystkim to zamieszanie z jakimś mieszkaniem - a co z tym idzie, zniknięcie Zayn'a na tak długo.

Mulat uśmiecha się do mnie, podchodzi obejmując mnie swoimi ramionami i składa słodki pocałunek na moich ustach. Po chwili powtarza gest, tym razem dużo wolniej i czulej. Nie ważne ile razy się już całowaliśmy.. za każdym razem działa na mnie tak samo, kolana mi miękną i czuję się niesamowicie lekko.

- Więc mieszkanie? - pytam oddalając moje usta od jego. Chłopak nadal trzyma mnie w swoich ramionach, oblizując swoje usta wzdychając.

- Pomyślałem, że nie bardzo odpowiada ci przychodnie do domu bractwa za każdym razem, gdy chcesz się spotkać. W mieszkaniu będzie dużo swobodniej/ albo możesz napisać (będzie dużo swobodniej) - chłopak uśmiecha się mając na myśli oczywiście podtekst.

- Nie musisz od razu załatwiać mieszkania, zwłaszcza z mojego powodu - uśmiecham się do niego. Nie spotykamy się znowu, aż tak często, przypominam, nie widziałam sie z nim od zeszłego poniedziałku. To nasza pierwsza normalna rozmowa, od tamtej pory. Jego tęczówki oblewa chłód, rozluźnia uścisk, Mhm... Zabawę czas zacząć...

- Nie robię tego tylko dla ciebie Julio, chce się wydostać z tej klitki. Potrzebuje więcej prywatności - naskakuje na mnie. Dlaczego on zawsze to robi? Najpierw obdarowuje mnie czarującymi gestami, a potem jego humor zmienia się o 360 stopni.

- Oh - odpowiadam cicho.

- Po prostu... Odczuwam cholerną potrzebę poukładania tego bałaganu, muszę oderwać się od tego gówna. Zwłaszcza po tym, co się ostatnio wydarzyło - mówi chwytając dłońmi krawędź blatu. Zerkam na nie, całe szczęście rany zdążyły się już prawie zabliźnić.

- Prawda... - mówię do niego, mój wzrok nadal jest skupiony na jego knykciach.

- Co tutaj robisz? - pyta mnie, jakbym miała co najmniej zakaz pojawiania się w bractwie.

- Nie było cię na zajęciach... Opuściłeś cały tydzień - wytykam - Martwiłam się, próbowałam się do ciebie dodzwonić, ale-

- Taa.. Przepraszam, ze nie odbierałem, byłem zajęty - przerywa mi oschle. Nienawidzę tego, najpierw dba o mnie jak o kruchą, mała istotkę, po czym odnoszę wrażenie, że chce sie mnie pozbyć.

- Zajęty? Czym? - pytam podchodząc do blatu i opieram się o niego. Chłopak zwraca się do mnie z uśmieszkiem.

- Mam własne mieszkanie.

- Mieszkanie? - Juz? Tak szybko? Z tego co udało mi się wcześniej usłyszeć podczas jego rozmowy z Charles'em wydawało mi się, że dopiero się nad tym zastanawia.

- Chcesz je zobaczyć? - jego karmelowe tęczówki wpatrują się wyczekując odpowiedzi.

- Nie jestem pewna... Chce? - pytam go śmiejąc się lekko. Ciekawi mnie jak może wyglądać. Spodziewam się podobnego stylu, który dominował w jego dotychczasowym pokoju. Czy na pewno chce tam z nim iść? Zniknął na cztery dni, a teraz uganiam sie zanim jakby nigdy nic?

- Oczywiście, że chcesz.

^^^^^^

Jedziemy w stronę osiedla pełnego luksusowych apartamentów, budynek jest potwornie wysoki, wymalowany śnieżno-białą farbą. Spoglądam na Zayn'a, który aktualnie wysiada z samochodu wskazując, abym trzymała się go. Tak też robię.

W holu spotykamy recepcjonistę, który wydaje sie być wielce znudzony. Zayn wręcza mu jakaś kartę, na co mężczyzna posyła mu wymuszony uśmiech i z powrotem wraca do papierkowej roboty, która widać bardzo go wciąga. Podążam za Zayn'em, oboje wędrujemy przez piękne lobby.

Wysokie sufity, kosztowne żyrandole, kremowe meble oraz ciemna, drewniana podłoga - wszystko wgląda przepięknie. Wchodzimy do jednej z wind, chłopak wciska na panelu guzik z numerem pięć.

Podróż w górę mija nam w ciszy. Ostatecznie dojeżdżamy na wskazane piętro, metalowe drzwi rozsuwają się. Nadal kieruje mnie Zayn, idziemy wzdłuż korytarza, mijając kilka drzwi. Po chwili zatrzymujemy się przy jednych, chłopak wsuwa klucz do zamka i otwiera ukazując wnętrze. Okazuje sie, ze drzwi wejściowe prowadzą do salonu. Na widok całkowicie umeblowanego mieszkania opada mi szczeka. Meble są czarne - idealnie dopełniają ciemno mahoniowe panele podłogowe.

Wchodzę nieco głębiej, dostrzegam szklano-ceglany kominek, który znajduje się naprzeciwko jednej ze ścian salonu, z kolei na drugiej znajdują się okna z wielkimi szklanymi drzwiami prowadzącymi na niewielki balkon.

W salonie stoi duża, czarna kanapa oraz dwa krzesła zwrócone w stronę powieszonego na ścianie telewizora. To dziwne, mimo, że mieszkanie jest przecież nowe, czuć w nim zapach Zayn'a, wszędzie rozpoznam jego perfumy, a tutaj dodatkowo wymieszane są z cytrynowym detergentem do czyszczenia.

Z uśmiechem na twarzy obracam sie w lewo i zauważam kuchnię oddzieloną niewysokim barkiem. Ten apartament jest dużo mniejszą wersją domu jego ciotki i wujka - te same otwarte i przestronne pomieszczenia, pomijając ciemne meble ich układ oraz aranżację wnętrza, mieszkanie było bardzo dobrą kopia.

Zayn kieruje się w przeciwnym kierunku, zachęca mnie do pójścia za nim wąskim korytarzem, który prowadzi do trzech pozostałych pokoi. Jedno z nich okazuje się być łazienka - jest tam prysznic, toaleta i umywalka. Łapie za klamkę od drzwi obok - oto i on, pokój mistrza.

Wypełnia go tylko ogromne łóżko, garderoba i szafa. Za ostatnimi drzwiami skrywa się sanktuarium chłopaka.

Zaraz przy oknie stoi szklane biurko, porozrzucane są juz na nim pierwsze papiery z rysunkami i szkicami. Widzę również słoik z ołówkami i długopisami. W kącie swoje miejsce odnalazła także gitara, a obok zauważam czarny fotel. To pomieszczenie daje wrażenie spokojniejszego - znajduje się na zachodzie, wiec promienie słoneczne przedostają się przez okno akurat w tym momencie. Zastanawiam się czy już wyniósł wszystkie swoje rzeczy z domu bractwa...

Wychodząc z pokoju, wkraczam do kuchni. Cały apartament jest już prawie w całości umeblowany - jednak nie potrafię wyobrazić sobie Zayn'a kupującego roślinki, czy obrazki wieńczące całość wystroju. Taki wygląd zupełnie wystarczał - prosty, a za razem elegancki, czyli cały Zayn.

- Tu jest przepięknie, rzeczywiście przenosisz się z bractwa tutaj? - pytam go rozglądając się po kuchni.

- Dłużej tam nie wytrzymam... Plus, jest to doskonale rozwiązanie dla naszej dwójki, będziesz mogła wpadać kiedy tylko zechcesz bez obawy o wpadniecie na innego faceta - wyjaśnia mi, a ja w tym czasie otwieram szafę pełna jedzenia.

- Masz na myśli, że ty nie będziesz już obawiał się, że wpadnę na któregoś z chłopaków - żartuję przejeżdżając opuszkami po powierzchni blatu kuchennego. Bardzo podobają mi się te wysokie sufity, co ciekawe w na górze mieszkają przecież inni.

- Powinnaś się wprowadzić - mówi. Zatrzymuję się jakby w czasie, po czym odwracam się w jego stronę i wybucham śmiechem.

- Co?

- No tak.. Wprowadź się do mnie - chłopak drapie się po głowie nieco speszony.

- Zayn... - potrząsam głowa - jesteśmy oficjalnie parą zaledwie od jakiegoś tygodnia, sam wiesz, że i tak wszystko cały czas stoi pod znakiem zapytania. Nie mogę przyjąć twojej propozycji, nawet mnie na to nie stać - apartament jest idealny, wymarzony. Będąc w Boulder już jakiś czas, zdążyłam poznać ceny i niestety wcale nie jest tak kolorowo. Nigdy nie będzie mnie na to stać.

- Ja zapłacę - mówi po prostu opierając się o blat z założonymi na piersi rękoma. Jego karmelowe oczy skanują mnie - chłopak wyczesuje odpowiedzi. Nie chce mu odmawiać, ale jego prośba jest nieco absurdalna.

- Zayn. Nie. Przepraszam, to znaczy, dopiero co zaczęliśmy się spotykać, nie powiem, ostatnio wszystko się miedzy nami świetnie układa. Jednak znając nas oboje, coś się wydarzy.

- Zakochani kłócą się cały czas - kłóci się. Co za ironia, właśnie to robimy, spieramy się o byle co. Przenoszę wzrok z dala od niego.

- Doprawdy? Tak ochoczo jak my? Pomyśl o tym logicznie.. Ja nie widzę w tym logiki... Będziemy się widywać, będę tu często wpadać, spędzać noce co jakiś czas, ale nie mogę się wprowadzić - potrząsam głową. Wiem, że nie postępuję zbyt delikatnie.

- Dlaczego do cholery nie? - zerkam na niego, na jego twarzy zaczyna malować się złość. Nie chcę, aby zrozumiał mnie źle, że go odrzucam. Nie mogę się po prostu do niego wprowadzić.

- Zayn, to idiotyczne. Jaka dziewczyna zamieszkuje ze swoim chłopakiem po tygodniu odkąd zaczęli się na poważnie spotykać? - dopytuję go. Ten cały pomysł nie ma sensu, zero logiki. Nie uważam, że jest głupi, ale nie mogę być całkowicie zależna od Zayn'a, to nie wypali.

- Tylko spróbuj - proponuje. Przygryzam wargę rozglądając się po mieszkaniu. Mam podjąć to wyzwanie? Zrobić coś nieoczekiwanego? Tego chce Zayn, zmusić mnie żebym zrobiła coś nierozsądnego.

- Nie tym razem - potrząsam głowę w odmowie. Ponownie oblizuję usta i zaczynam się śmiać - Zayn, nie jestem i nie chcę być dziewczyną, która staje się tak zależna od drugiej osoby, tak że sama nie jest w stanie później funkcjonować.

Przez cały ten tydzień czułam się taka zależna... Zdałam sobie sprawę, jak bardzo na nim polegam. Jego nieobecność na zajęciach wprawiła mnie w nerwy. Przeprowadzka do niego tylko by to zwiększyła bycie zależną od niego.

- Wcale taka nie będziesz. To tylko wprowadzka. Julia, kurwa robisz z tego wielkie halo, jakbym ci co najmniej proponował spędzenie ze mną reszty życia - chłopak wścieka się jeszcze bardziej, wiem, że doprowadzam go do krawędzi.

- Zayn, ja - wzdycham. Nagle słyszę dźwięk swojego telefonu. Z irytacją sprawdzam, kto do mnie dzwoni - Zayn, muszę to odebrać - bełkoczę mijając go wychodząc z kuchni do salonu. Słyszę jego kroki za sobą, ale słabo mnie to interesuje. Wciskam zieloną słuchawkę i przykładam urządzenie do ucha.

- Kate? 

- Cześć dziewczyno! - jej energetyczny głos automatycznie mnie pobudza.

- Hej, co tam? - Kate jeszcze nigdy wcześniej do mnie nie dzwoniła. Coś się stało?

- Już od jakiegoś czasu planowałam do ciebie zadzwonić - zerkam na Zayn'a, który patrzy na mnie, jak na więźnia planującego ucieczkę.

- Oh... Okay - spuszczam wzrok na podłogę.

- Jak się trzymasz? Słyszałam o pewnym chłopaku kręcącym się przy twoim boku. Musisz mi wszystko opowiedzieć! - nalega radosnym głosem. Sara, to ona musiała się z nią kontaktować i wszystko jej wygadać. Zastanawia mnie jedno, skąd miała jej numer? Nigdy wcześniej się nie spotkały, Sara zna ją tylko z moich opowieści. Przecież z nią mieszkam, pewnie grzebała w moim telefonie.

- Wszystko w porządku. Co ci wygadała Sara? - mam nadzieje, że nie widziała siniaków, a nawet jeśli tak, to że nic nie powiedziała o nich Kate.

- Sara? - Kate wyraźnie nie ma pojęcia o czym mówię.

- Dzwoniła do ciebie, prawda? - pytam wyglądając przez okno. Rozpościera się za nim piękny krajobraz drzewek i roślin w ogrodach sąsiadów.

- Kim jest Sara? - okej, teraz to już wcale nie wiem co się dzieje. Skoro Kate nie ma pojęcia kim jest Sara, skąd wie o Zayn'ie?

- Moja przyjaciółka.. Znamy się od małego... Skoro to nie ona do ciebie dzwoniła, skąd wiesz, że mam chłopaka? - pytam ją podejrzliwie. Jeśli to nie Sara dzwoniła, to kto?

- Oh Julia, to się po prostu wie- kobieta śmieje się - To znaczy, jak długo taka dziewczyna jak ty mogłaby jeszcze być singielką? - przewracam oczami na ten komentarz - Wszystko w porządku? Nie dzieje się nic dziwnego? 

- Wszystko w jak najlepszym porządku - mówię jej, na co Zayn mierzy mnie wzrokiem.

- Mówisz prawdę, tak? - dopytuje mnie matczynym tonem, na sama myśl o mamie-Kate chce mi się śmiać.

- Kate, odkąd dzwonisz do mnie by zapytać o moje życie? Cieszę się, że się odezwałaś, ale... Nie miałyśmy kontaktu już dosyć długo.. Od moich 15 urodzin... - wytykam jej.

- Chciałam tylko sprawdzić co u mojej ulubionej bratanicy mówi śpiewnym tonem.

- Twojej jedynej bratanicy - poprawiam ja ze śmiechem.

- Ta, racja.. Okej, zostawiam twoje życie w spokoju - śmieje się - Mam nadzieję, że kiedyś będę miała okazję poznać tego szczęściarza... No i oczywiście spotkać się z Tobą.

- Ja również - odpowiadam. Ogromnie chciałabym się z nią spotkać, jednak moja mama do tego tak łatwo nie dopuści. Nie może mnie powstrzymać fizycznie, ale da mi jasno do zrozumienia, ze nie lubi jej, ani Steven'a i nie chce abym się z nimi kiedykolwiek widywała.

- Julia, wyświadcz mi przysługę, nie...-

- Nie mów mamie, że dzwoniłaś - dokańczam za nią - Ani mi się śni Kate - nigdy bym nie wpadła na tak genialny pomysł, by mówić o tym mojej kochanej mamusi. Ty tylko wywoła zamęt.

- Kocham Cię Julio.

- Ja ciebie też Kate - rozłączam się spoglądając na Zayn'a, który patrzy na mnie z zagadkowym wyrazem twarzy.


Zayn POV

- Kate? - jej głos rozbrzmiewa w całym mieszkaniu. Kim do cholery jest Kate? Uważnie wsłuchuję się w rozmowę Julii, ale to niczego mi nie wyjaśnia. Tak bardzo bym sobie życzył, aby się do mnie wprowadziła - nigdy nie potrafię wyczuć jej decyzji.

To prawda. Niemalże cały czas się kłócimy - więcej, niż normalni ludzie. Ostatnio wszystko się poprawiło, przynamniej nie mieliśmy miedzy sobą tych spięć. Czemu nie mogła się po prostu kurwa zgodzić? Do jasnej cholery, nie proponowałem jej ślubu - zachowuje się, jakbym ją nakłaniał do zamieszkania w innym kraju. Dlaczego była taka trudna? Nagle jej głos cichnie, zakładam więc, że skończyła rozmawiać.

- Wprowadzisz się? - pytam. Muszę ją jakoś przekonać. Przeprowadzka do apartamentu, z dala od domu bractwa była najlepszym wyjściem i sposobem na trzymanie Julii z dala od Blake'a. Z każdym, kolejnym, nawet najdrobniejszym elementem mojej przeszłości w końcu sama dojdzie do prawdy, wszystko się jej ułoży w jedną całość. Historia o Stacy jest wystarczająco popieprzona, jeśli się o tym dowie, ostatnie co jej zostanie to odkrycie tajemnicy o Caroline.

- Moja odpowiedz brzmi nie Zayn. Przepraszam - potrząsa głowa, jej brązowe loki poruszają się razem z nią. Spoglądam na rękawy jej bluzki, mimo nich, siniaki nadal wystają i są widoczne.

- Jak sińce? - wpatruje sie w jej nadgarstki. Nie wyglądały aż tak źle jak w poniedziałek, ale nadal tam były. Ich widok pobudza we mnie fale złości i poczucia winy, które starałem się w sobie ukryć.

- To tym byłeś zajęty cały ten tydzień? - pyta ignorując niewygodne dla niej pytanie. Chwytam jej rękę i podciągam rękaw do góry.

Nie jest tak źle, jak było. Wszystko powoli sie goi, do przyszłego tygodnia powinny zniknąć. Spoglądam jej w oczy i widzę, że ukrywa w sobie cały ten ból i strach. Pokazuje odwagę i siłę.

- Tak, najpierw szukałem czegoś odpowiedniego, potem zająłem się meblowaniem, następnie uzupełniłem lodówkę - odpowiadam wypuszczając jej dłoń. Dziewczyna natychmiast opuszcza rękawy w dół.

- Nie mogłeś odpowiedzieć na tysiące wiadomości, które ci wysyłałam? - pyta mnie ostro. Przeczesuję włosy ręką, wzdychając.

- Byłem naprawdę rozkojarzony - staram się bronić przed jej zarzutami nie urażając przy tym jej uczuć - wybuchając złością utwierdzę ją w przekonaniu, że nie powinna się do mnie wprowadzać. Wiem, ze to słaba wymówka, ale co mam jej niby powiedzieć?

- Zayn, ja również. Myślisz, że jak się czułam, gdy nie mogłam skontaktować się z osobą, na której mi strasznie zależy? - po jej twarzy rozlewa się ból, nie mam nic na swoją obronę - Chcesz żebym się do Ciebie wprowadziła, a tymczasem ignorujesz mnie przez cztery dni... Nie spałam przez cztery noce, nie byłam w stanie zmrużyć oka... - wydycha cichutko oblizując usta.

Zaciskam szczękę. Mogłem odebrać chociaż jeden telefon, ale byłem zbyt zajęty tym cholernym mieszkaniem. Mój czas wypełniły również gorączkowe próby znalezienia Derek'a. Derek.. Ten sukinsyn po prostu zniknął - wyjechał z miasta. Znalazłem kilku jego wspaniałych kumpli, kilka uderzeń pięścią, parę kopniaków, gróźb i otrzymałem upragnioną informacje o jego miejscu zamieszkania.

Jednak go tam kurwa nie było. Nie namierzyłem go, na jego zajęciach, ani nigdzie na kampusie - przeszukałem każdą dziurę, przez cztery dni nie pojawił się nawet we własnym mieszkaniu. Szukałem go cały tydzień, byłem gotów mu przylać, gotowało się we mnie na samą myśl o mojej pięści odbijającej się o twarz tego dupka.

- Nie jestem jedną z tych dziewczyn, które wręcz przyklejają sie do swoich chłopaków... Ale potrzebowałam cie i... - jej głos łamie sie w pół zdania, dziewczyna nadal trzyma w sobie cały strach, to ją zabija od środka. Przytulam ją natychmiast do swojego torsu, składam delikatny pocałunek na jej czole. Julia zaczyna trząść się i płakać wprost w moje ramię.

Juliet POV

- Nie jestem jedną z tych dziewczyn, które wręcz przyklejają sie do swoich chłopaków... Ale potrzebowałam cie i... - chłopak przerywa mi wtulając moje drobne ciało w swój tors. Gorące łzy zaczynają spływać po moich policzkach, chłopak uspokaja mnie pocałunkiem w czoło.

Otacza mnie swoimi ramionami pozwalając mi wyzbyć sie negatywnych emocji, strachu i obawy przed złem. Był tu by mnie chronić. Przyciąga mnie jeszcze bliżej siebie składa buziaka na policzku.

- Co powiesz, na to żebyś została tu ze mną na noc... Mi przy tobie też śpi się lepiej- mruczy. Zgadzam się skinieniem głowy owijając go swoimi rękami wtulając się w jego ciało, niczym kilkuletnie dziecko do swej rodzicielki.

- Muszę zabrać jakieś ubrania na przebranie.

- Nie byłoby tego problemu, gdybyś zgodziła się tutaj zamieszkać - odpowiada cicho. Uśmiecham się na tą uwagę kręcąc głowa.

- Dobra próba... Nie wprowadzę się - szepczę zaciskając powieki nie pozwalając łzom spłynąć w dół. Cały strach pomału znika.

- Dlatego że się kłócimy? - pyta mnie luźnym tonem. Z przymkniętymi powiekami wtulam się w niego jeszcze mocniej. Ostatnio uniknęliśmy kłótni, ale jak moglibyśmy? Tyle się wydarzyło... Czuję, że czeka nas jakieś spięcie - najprawdopodobniej o pana Collins'a.

Chcę mu powiedzieć o tej całej kawie z nim i ciekawskich pytaniach z jego strony o moje życie i siniaki. Chociaż rozpocznę tym tylko kolejną wojnę z Zayn'em. Jeśli mu powiem, jestem pewna, że następną rzeczą będzie ujrzenie pana Collins'a ze spuchniętym okiem, a sam Zayn zostanie aresztowany, lub nawet wyrzucony z uczelni.

Stoimy w ciszy, po środku jego mieszkania. Chłopak wtula mnie w siebie, więc pierwszy raz od tych czterech nieszczęsnych dni czuję się bezpieczna. 

- Wszystko będzie w porządku Julio, nic ci się więcej nie stanie... Jestem przy tobie - szepcze wprost w moje ucho.



Kochani! Co ten Zayn szaleje? MIESZKANIE? Robi sie poważnie 😱
Jeszcze jedna wiadomość! Znalazła sie przemiła osóbka - kim19yolo, która zaproponowała mi bycie moją korektą i sprawdzanie rozdziałów. Jestem pewna, że One Night zyska dzieki temu na jakości i zakochacie sie w nim jeszcze bardziej. Tutaj podsyłam wam linka do jej wattpad'a : KIM

Ps.; Kto ze mną i ma ferie? 😂😂❤️

piątek, 23 stycznia 2015

Rozdział 52

Ważna notka pod rozdziałem!

Juliet POV

Nie jestem świadoma, w którym momencie ostatecznie udało mi się zasnąć, ale po przebudzeniu kolejnego dnia rozpiera mnie radość. Przyglądam się śpiącemu Zayn'owi, wygląda tak błogo i uroczo. Nadal odczuwam coś dziwnego i obcego w żołądku na samo wspomnienie o wczorajszej nocy, jednak obecność chłopaka, jego silne ramiona otaczające mnie z wielką czułością pozwala mi czuć sie bezpiecznie.

Przyglądam się mu przez dłuższą chwilę, po czym przysuwam bliżej niego. Chciałabym móc zapomnieć o tej strasznej chwili... Składam delikatne pocałunki na jego szyji, po czym przenoszę pieszczoty na linię szczęki. Stykam nasze nosy razem wydychając lekko powietrze. Chłopak zaskakuje mnie, gdy nagle odwzajemnia pocałunek. Otwieram powieki, Zayn patrzy na mnie z cieniem uśmiechu na ustach.

- Dzień dobry - wydycha.

- Dzień dobry - chłopak znów się uśmiecha i całuje delikatnie w usta. Nastepnie roluje się tak, że góruje nade mną. Jedną dłoń wsuwam w jego włosy, a drugą kładę na plecach. Przejeżdzam po nich opuszkiem palców wyczuwając każdy, napięty mięsień.

Chłopak dopełnia się gładząc mój bok, po czym chwyta mnie za udo i owija je o swoje biodro. W tym samym czasie czuję szczypliwy ból, na który wydaję nieprzyjemny syk. Zayn natychmiast przestaje i zerka na mnie zaskoczony, ból promieniuje przez całe moje ciało.

Chłopak ściąga moją nogę z siebie, po czym skanuje ją wzrokiem. Jest tam, po wewnętrznej stronie uda, ogromny, czarnofioletowy siniak. Wpatruję się w niego z przerażeniem, automatycznie do mojej głowy napływają wszystkie wspomnienia z wczoraj. Zayn przygląda się mu, jego twarz promieniuje złością. Mam siniaki? Zostawił ślady po swoim brutalnym czynie... Zayn szybkim ruchem chwyta moje ramiona. Widzę, jak jego tęczówki oblewa chłód, zerkam tam gdzie on i widzę kolejnego siniaka, tym razem na nadgarstku.

Wydostaję się spod ciała Zayn'a i wchodzę do łazienki. Przyglądam się swemu odbiciu w lustrze, wyglądam strasznie. Moje włosy są w zupełnym nieładzie, oczy mam napuchnięte od płaczu, a biała koszula ma na sobie brudne szramy.

Stoję tam w bezruchu. Po chwili powoli podnoszę rombek koszuli do góry. Na sam widok opada mi szczęka. Nie potrafię się poruszyć, paraliżuje mnie. Moje ciało wypełnione jest zadrapaniami, siniakami po drzewie - śladami po nim. Delikatnie dotykam jednego z nich łapiąc głęboko oddech. Zauważam wchodzącego do łazienki Zayn'a, który przygląda mi się z uwagą.

Moje plecy są całe w ciemnych siniakach, mam potłuczone nadgarstki... Moje uda zmieniły barwę na ciemną od jego uścisku. Spoglądam na swoje ręce, okazuje się, że z nimi jest dużo gorzej. Wokół moich nadgarstków malują się ciemnofioletowe ślady. Wpatruję się w nie, nie dam się, jestem silna.

- Powinienem był go zabić - buczy - Nie, teraz pojadę i go zabije - wychodzi z łazienki emitując wokół siebie wsciekłość. Szybkim ruchem opuszczam materiał koszuli i wybiegam za nim. Chłopak stąpa mocno po ziemi, cała podłoga dudni.

- Zayn! Zatrzymaj się! Nic nie zrobisz - doganiam go.

- Właśnie, że kurwa coś zrobię! - odwraca się do mnie zatrzymując mnie, tym samym zatrzymując mnie od upadku - Masz siniaki Julio! - wskazuje moje nadgarstki.

- Zayn, pragnę tylko zapomnieć o istnieniu wczorajszej nocy - wyjaśniam mu. Widzę, jak chłopak spogląda na nie z ogromnym bólem i cierpieniem.

- On cię kurwa dotykał, zabrał, zranił, Julio... A mnie przy tobie nie było, nie miałem jak ci pomóc... - chłopak cichnie, ostatnia cześć jego wypowiedzi jest ledwie słyszalna. Wtedy zauważam drugie dno. On wcale nie ma na myśli mnie... Wspomina swoją mamę... Powinien był pomóc... 

W jego tęczówkach dostrzegam ból, to go rozrywa od środka. Chłopak widzi na moim miejscu swoją matkę. Był świadkiem jej cierpienia i nie mogł jej pomóc. Na samą myśl o jego bólu, łamie mi sie serce.

- Pomogłeś - potrząsam głową, rozumiem, że po jego głowie miota się obraz jego ojca, a nie Derek'a - Pomogłeś mi, ocalałeś mnie... Zrobiłeś wszystko co w swojej mocy Zayn - zapewniam go przytulając jego tors do siebie. Chłopak obejmuje mnie swoimi ramionami, przyciska bliżej siebie. Brakowało mu tej bliskości.

- Zabiję go - buczy mi w ucho.

- Nie Zayn, to niczego nie rowiąże - śmieję się na jego groźbę. Nic nie bedzie lepszym wyjściem od zwykłego zapomnienia. Muszę po prostu wymazać z pamięci te wspomnienia...

- Sprawi, że już nigdy wiecej nie będę musiał oglądać jego żałosnej twarzy - buczy. Z każdym słowem bucha od niego przemoc, żądza zemsty.

- Naprawdę, nie ma takiej potrzeby..

- Dlczego go bronisz Julio? Zranił cię, próbował cię skrzywdzić! - oddala się i patrzy na mnie ze złością, z jego oczu wylatują iskierki nie zrozumienia, wściekłości.

- Zayn, chciałabym po prostu o tym zapomnieć! - wyjaśniam - Nie będziesz go zabijał - szepczę. Chłopak nadal utrzymuje ze mną kontakt wzrokowy. Nikogo nie zamorduje, jak zwykle wyolbrzymia, dramatyzuje. Jestem pewna, że nigdy celowo nie doprowadził by kogoś do takiego stanu, by odrazu trzebaby go zawozić na OIOM. 

- Powinienem zrobić wiecej, niż tylko pozbawienie go życia - buczy cicho. Ponownie kręcę przecząco głową, co powoduje ból. Myślę, że alkohol jeszcze ze mnie nie uszedł.

- Nie mogę iść dzis do szkoły... Nie z tymi siniakami i w ogóle... - bełkoczę łapiąc się za głowę, po czym z powrotem zerkam na Zayn'a.

- Ile czasu zajmie ich zniknięcie? Kiedy się zagoją? Przez cały ten czas zamierzasz sie chować? - pyta mnie z ostrożnością. Czuję jego wzrok na całym swoim ciele, na każdym, pojedynczym siniaku, zadrapaniu. Całe szczęście ślady na plecach skrywają sie pod materiałem koszulki.

- Nie mam pojęcia - szepczę. Nie mogę opuszczać szkoły przez kolejny tydzień, w tym miał trochę racji - Myśle, że będę nosić długie rękawy - nie pozwolę, by ten przykry incydent wpłynął na moje życie.

- Zabieram cię do akademika - jego ton dźwięczy wściekłością, rozdrażnieniem - nie kieruje tych emocji do mnie, i to martwi mnie nawet jeszcze bardziej.

- Co zamierzasz? - podążam za nim do jego pokoju. Co on wyprawia? Przez mój umysł przebiega mnóstwo rzeczy, do których ten chłopak moze być zdolny, wiem, że bedzie działał bez pohamowań. Derek z pewnością na to zasługuje, Zayn mógłby mu pokazać, gdzie jego miejsce, ale to tylko zaostrzy konflikt.

- To nie twoja sprawa - bełkocze chwytając kluczyki do samochodu i kurtkę.

- Zayn..

- Julio, nie teraz. Zabieram cie do akademika, koniec rozmowy - naskakuje na mnie. Spuszczam wzrok i przytakuję mu.

- Zayn, znów robisz to samo! - chłopak jest wyraźnie zaskoczony. Zmieszał się.

- Kurwa, chodź do mnie - podaje mi swoją dłoń, a ja chwytam ją bez chwili zastanowienia. Chłopak prowadzi mnie do pokoju, podaje mi spodnie, po czym grzebie w swojej szafie. Wyciąga z niej czarną kurtkę i wręcza mi ją - Jeśli nie chcesz niewygodnych pytań Elisabeth o te wszystkie siniaki... - wyczekuje, aż założę kurtkę na siebie.

Zabieram ją od niego. Chłopak bierze pare spodni i ciemna koszulkę dla siebie, po czym opuszcza pomieszczenie. Przebieram się, z każdym ruchem czuje ból - nawiększy na plecach, resztę byłam w stanie znieść. Chce o tym wszystkim juz zapomnieć..

Zakładając jego kurtkę, moje nozdrza atakuje głęboki zapach jego wody kolońskiej, na co od razu czuje się spokojniejsza. Zapinam ją i uśmiecham się, w tym samym czasie otwierają się drzwi do pokoju. Chłopak opiera się o framugę, jego wzrok wlepiony jest w podłogę. 

- Chodźmy - wydycham cicho. Chłopak oblizuje usta, łapie mnie za rękę. Obie nasze dłonie są dla siebie stworzone, chłopak głaszcze wierzch mojej swym kciukiem.

- Zayn ja.. - wzrok Elizabeth spada na mnie, kobieta w gonieniu oka promienieje uśmiechem - Julia! - wyjrzykuje radośnie - Czym zasłużyliśmy sobie na ten zaszczyt?

- Ja.. - nie mam pojęcia co jej odpowiedzieć, nie mogłam wyznać prawdy, o tym, że wypiłam ciut za dużo alkoholu. W sumie mogłam, ale pokazałbym sie jej z gorszej strony. Nie mogłam tez powiedzieć jej o Dereku.. To z pewnością nie pomoże mi ukryć tych śladów...

- Uczyliśmy się wczoraj do późna, straciliśmy poczucie czasu - Przemawia za mnie Zayn.

- Uczyć się, co? - podchodzi do nas Jonah z uśmieszkiem. Mężczyzna mruga porozumiewawczo do Zayn'a, na co zaczynam się cicho śmiać. Zayn spogląda na mnie, obdarowuje cwaniackim uśmieszkiem i przyciąga do siebie.

- Zostaniecie na lunch? - pyta nas. Jonah obejmuje ją w geście troski i oboje spoglądają na nas szczęśliwi. Już pora lunchu? Minęło mnie juz 2/3 zajęć, nie ma sensu tam dziś wracać.

- W zasadzie powinniśmy juz iść.. Zawiozę ją do akademika - chłopak mówi drapiąc sie po karku. Przytakuję mu, nie chce się z nim o to kłócić.

- Odwiedź nas jeszcze kiedyś, twoje towarzystwo jest zawsze miłe widziane - Elizabeth uśmiecha się, po czym przytula mnie na pożegnanie. Jej ciasny uścisk sprawia mi ból. Wytrzymuje tę chwilę i uśmiecham sie mimo tego.

- Oczywiście - uśmiecham się do Jonah, po czym wychodźmy z domu na zewnątrz. Podróż samochodem mija nam w ciszy, przez cały ten czas trzymam rękę Zayn'a na swych kolanach. Dyskretnie przyglądam się lekkim ranom na jej wierzchu.

- Ile razy go uderzyłeś? - pytam cicho. Nie zwracam uwagi na chmury, rośliny, budynki, które mijamy za oknem. Chłopak momentalnie zwija dłoń w pięść, na co szybkim ruchem zaplatam nasze palce, by go uspokoić.

- Czy to ważne? - jego ton jest ostry, chłopak zwalnia. Wyglądając przez szybę zauważam, że znajdujemy się juz na kampusie. Wzdycham ciężko, przeczesuje palcami kosmyk włosów i uśmiecham się blado.

- Zayn, nawet nie próbuj się o to obwiniać... To tylko moja wina. Nie chcę, abyś się gnębił, zrobiłeś wszystko co w swojej mocy - chce tez dodać, aby nie winił się za swoją mamę - był za mały, nie mogł nic zrobić. Gdyby czegokolwiek próbował, zostałby tylko skrzywdzony.

- Julio... To moja cholerna wina - wydycha. Nie odzywam się przez chwile, zerkam na niego. Widzę, że intensywnie myśli, o wszystkim co przeszedł w dzieciństwie. Ściskam jego dłoń, na co chłopak przenosi swój wzrok na mnie. Wzdycha cieżko i znów sie odzywa - Wiedziałem, że Derek się tam zjawi... Nie byłem pewien, ale on nie opuszcza takich wydarzeń. Powinienem był.. 

- Powinnam była cie posłuchać - przerywam mu - Powinnam była cie posłuchać Zayn, gdyby nie moja decyzja, durna decyzja, nic takiego w ogóle nie miało by miejsca... Wiec proszę cię... Zapomnij o tym - obserwuję go uważnie, jego oczy wpatrzone są w nasze splecione dłonie - Proszę? - błagam go cicho.

Jego karmelowe tęczówki powoli spoglądają na mnie. Żadne z nas się nie odzywa. W jego oczach widzę ból, winę, złość, ostrzega mnie przed czymś.

- Okay - zgadza się równie cicho. Zaciska szczękę, wiem, że powstrzymuje się od dodania czegoś więcej, od kłótni.

- Dziękuję - wydycham, przybliżam się do niego i składam czuły pocałunek na jego ustach. Po chwili zaczynam się oddalać, ale chłopak zatrzymuje mnie, jego palce spoczywają na mojej brodzie. Nie przeczę kolejnej pieszczocie.

Chłopak łapie mnie za ramiona, przeciąga do siebie na swoje kolana. Spoczywam przy jego torsie, nasze usta ponownie się spotykają. Język chłopaka odnajduje swobodne wejście i wślizguje się do środka. Pocałunek jest zaskakująco czuły, mimo gotującej się w nim złości.

Nagle dłonie Zayn'a wślizgują sie pod kurtkę i koszulkę, które mam na sobie. Jego palce zataczają delikatne, taneczne kółka na mojej skórze - nie naciska zbyt mocno, by nie sprawić mi bólu. Wkładam ręce w jego włosy, jedna z nich opada w dół, na jego tors.

- Jesteś moja Julio... Juz nigdy nie pozwolę, aby coś ci się stało. Obiecuję - szepcze w moje usta. Moje serce przyspiesza, uścisk chłopaka rośnie w siłę, ale nie martwię sie tym.

Rozłączam nasze usta, ale czoła pozostają blisko siebie. Zamykam oczy, ta bliskość bardzo mi się podoba. Z jego ramionami wokół siebie, nigdy nie czułam się bardziej bezpieczna. Zayn jest moją ostoją.

- Powinnam juz iść.. Sara pewnie mało nie oszaleje ze strachu - szepczę. Chłopak nadal trzyma mnie przy sobie.

Po chwili na moim policzku czuję mokry pocałunek, drzwi otwierają się. Do środka wpada zimne powietrze, na co czuję ciarki na całym ciele.

- Do jutra? - pytam ześlizgując się z jego kolan. Chłopak przytakuje lekko, zamyka drzwi i odjeżdża. Czekam przez moment obserwując znikający samochód. Razem z pojazdem znika całe poczucie bezpieczeństwa.

Szybkim krokiem podążam w stronę właściwego akademika. W momencie otwarcia drzwi Sara rzuca mi się na szyję obejmując mnie. Jej siła odrzuca mnie lekko w tył. Po złapaniu równowagi wtulam się w nią - dziewczyna nie ma pojęcia, że sprawia mi tym lekki ból.

- Dzięki Bogu jesteś cała! Zayn nie odbierał komórki, z resztą, tak samo, jak ty! Nie mogłam spać! - zerkam na nią i zauważam pod jej oczami lekkie worki.

- Mój telefon... - spoglądam na kieszeń, w której znajduje się urządzenie - Ja.. 

- Julia? - spoglądam w miejsce skąd słyszę swe imie i zauważam Lindsay. Nie to, że mam coś przeciwko, ale... Co ona tu robi?

- Nie wiedziałam po kogo mogę zadzwonić... Niall'a gdzieś wcięło i.. - dziewczyna tłumaczy mi się.

- W porządku - mówię zatykając jej usta dłonią. Wchodźmy do pokoju zamykając za sobą drzwi.

- Jak się czujesz? - pyta mnie Lindsay podnosząc się. Jej wzrok skanuje mnie od stop do głów, obie wyglądają na wykończone, chyba żadna nie spała wczorajszej nocy.

- W porządku - dziewczyny patrzą na mnie ze zmartwieniem wymalowanym na twarzy - Prosze was, możemy o tym po prostu zapomnieć? Chce juz to mieć za sobą - pytam je nieco srogo. Pragnę o tym zapomnieć - do tej pory wychodziło mi to całkiem dobrze. Nie myśle o tym, nie chce, jestem wystarczajaco silna.

- Jula, ale on.. 

- Wiem, ale do niczego nie doszło - przerywam jej - Zrozumcie mnie proszę... Chcę iść z życiem, przed siebie... Nie mam ochoty marnować wszystkiego tknąc w tej feralnej sytuacji - mowię im bawiąc sie końcówkami kurtki Zayn'a.

- Julia, chyba nie mówisz poważnie!

- Sara, ona ma rację - tym razem przerywa jej Lindsay - Ten dupek nie moze zniszczyć jej reszty życia. Nic się nie stało... Nie ma nad czym rozpaczać - dziewczyna broni mnie z małym uśmiechem. Odwzajemniam ten sam gest.

- Zamierzasz chociaż powiedzieć o tym rodzicom? - pyta mnie. Spoglądam na nią z uniesioną brwią. Ona ma chyba jakieś urojenia, moi rodzice są ostatnimi, z którymi chciałabym o tym rozmawiać.

Wpadli by w szał, moja mama pozwała by uczelnię, za to, że dopuścili, by jakiś dzieciak urządził taką imprezę - nawet jeśli ma do tego pełne prawo. Mój tata upewniłby się, że Derek zostanie wyrzucony ze studiów.

- Nie - kręcę głową ze śmiechem - To ostatnie co zamierzam kiedykolwiek zrobić... - Zerkam na nie obie, dziewczyny nadal mają ten sam wyraz zamartwienia na twarzach - Idę potańczyć, niedługo wrócę - rzucam do nich podchodząc do szafy i chwytam torbę.

- Pójdę z tobą - Sara proponuje.

- Nie.. Chce byc teraz sama - mowię do niej z przepraszającym wyrazem twarzy zabierając kluczyki do auta - Dziękuję, że wpadłaś Lindsay - macham do nich, po czym wychodzę. Ich obecność, mały pokój powoli zaczynało mnie dusić. Chce potańczyć, bardziej, niz kiedykolwiek wcześniej. Będę tańczyć dopóki zapomnę.

Wybieram swój zwykły pokoik z lustrami wzdłuż jednej ze ścian. Przebieram się w szorty i krótką koszulkę. Zauważam siniaka na jednym z ramion, ale szybo odwracam swój wzrok. Włączam muzykę, nastawiam najgłośniej, ile jest to możliwe.

Zaczynam tańczyć. Z każdym ruchem wyzwalam z siebie strach, emocje, ból.

^^^^^^^^^^

Nie mam pojęcia jak długo tańczyłam. Wydaje mi się, że minęły dobre trzy godziny. Jedno jest pewne, tańczyłam do wykończenia. Moje ciało drży, każdy mięsień jest wykończony. Nie czuję juz wiecej bólu od pozostawionych mi siniaków, zadrapań. Nie czuję juz niczego.

Obracam sie i niemal natychmiast w oczy rzuca mi sie ogromny siniak na plecach. Następne widnieją na nadgarstkach, ramionach... Moje ciało oblewa obawa, strach. Przymykam powieki, staram sie uspokoić, po chwili ponownie zaczynam tańczyć. Robię to duzo dynamiczniej, mam nadzieje, że dzięki temu uda mi sie wyzbyć wewnętrznego strachu.

Czuję ciasny zacisk na nogach i przedramionach, ponownie doznaję bólu i szczypania na plechach. Tak jakbym znowu była obijana o szorstką korę drzewa. Widzę jego ciemne tęczówki, wpatrują się we mnie, znów słyszę, jak szepcze wprost do mojego ucha; nikogo tu nie ma, nikt nie zwraca uwagi, nikt cię nie usłyszy, nikt ci teraz nie pomoże.

Moje płuca zacieśniają sie, odnoszę wrażenie, że zostały przewiązane jakimś sznurem, z trudem łapię kolejne oddechy. Atakują mnie wspomnienia, płacz o pomoc, strach przed ciemnością nocy.... Z moich ust wydostaje się szloch.

Upadam na kolana, jestem bezsilna, wpatruje się w podłogę, by nie musieć patrzeć na swoje odbicie. Po moich policzkach spływają słone łzy, kolejne szlochy powodują drżenie całego ciała, łapię jedynie płytkie oddechy.

Płaczę, pozwalałam całemu strachowi ujść z moich myśli, zmuszam się do zapomnienia ostatniej nocy. Zmuszam się do odepchnięcia tej myśli gdzieś wgłąb.... Nie udało mu się, nie pozwolę by zniszczył całe moje życie tym jednym, chorym czynem.

Nic mi sie zrobił. Zayn go powstrzymał, ocalił mnie, mój bohater. Zayn mnie obronił... Do niczego nie doszło, nie mam innego wyjścia, muszę po prostu zapomnieć. Nic mi nie zrobił... Ale te sinaki... Nienawidzę go, nie cierpię go za to co mi zrobił, za to co odczuwam teraz.... Nienawidzę go najbardzej na świecie.

Spoglądam w lustro, moje szlochy rosnął, zaczynają byc coraz intensywniejsze i głośniejsze. Moje oczy są purpurowe od płaczu, ciało oblewają strumienie drgań, włosy mam w nieładzie. Nie rozpoznaję tej smutnej, załamanej dziewczyny, ktorą widzę. Tej z przerażeniem wymalowanym na twarzy, tej z śladami na ciele. Ale to ja. Siebie widzę w odbiciu lustra.

Jestem zdruzgotana, zraniona obawą, że udało mu się naznaczyć całe moje życie.


Zayn POV

Wracam do domu bractwa. Zabije go kurwa, zabije go i wcale nie będę tego żałował. Wybiegam z samochodu w stronę wejścia. Kieruje się do kuchni po butelkę wody, spotykam tam Louisa i Nialla.

- Jak z nią? - Lou pyta zmartwiony. Spoglądam na Nialla.

- Trzyma sie całkiem nieźle - bełkoczę. Doskonale zdaje sobie sprawę, że pokazuje wszystkim swą odważną twarz. Głęboko w środku czuje strach, mimo to miała racje, roztrząsywanie tej sprawy tylko pogorszy jej stan. Jedynym wyjściem było zapomnienie.

- Gdzie on jest? - pytam ich nieświadom do końca swych słów.

- Opuścił imprezę z kilkoma przyjaciółmi zaraz po tym wydarzeniu... Od tamtej pory nikt go nie widział. Nieźle go załatwiłeś - tłumaczy mi Louis. Niall patrzy na mnie, po czym cieżko wzdycha.

- Stary, czemu mi nie powiedzieliście? Myślałem, że Derek to przyzwoity chłopak... - odzywa sie. On przyzwoity? Ledwie powstrzymuje się od nawrzeszczenia na jego zakuty łeb. 

- Niall, wciąganie ciebie i Sary w całą tą sytuację w niczym by nie pomogło. Nie obwiniaj się - to jest tylko moja wina. Mogłem tam po prostu z nią byc, od początku ja wspierać...

- Zayn... Powinieneś o czymś wiedzieć... Um.. Blake cię szuka. Pieprzył coś, że opowie Julii o Stacy - mówi ostrożnie Louis. Moje ciało momentalnie się napina.

Chyba sobie ze mnie kurwa żartuje. Po zobaczeniu stanu Derek'a, jak go wczoraj załatwiłem i o mały włos nie zabiłem ma jeszcze czelność mowić jej o Stacy? Mijam chłopaków i kieruję się do góry po schodach.

Muszę się stad kurwa przenieść. Muszę wyprowadzić się z tego cholernego miejsca. Nie moge tu zostać, nie gdy jest przy mnie Julia. Nie mogę mieszkać tu i narażać ją na spotkanie z Blakiem, czy innym z chłopaków. Mijam kilku z nich, każdy obserwuje mnie ciekawskim wzrokiem. Wchodzę do swojego pokoju.

Otwierając drzwi niemal odrazu nie rzucam się na niego z pięściami. Stoi tam, plecami w moją stronę. Jego wzrok skupiony jest na obiekcie za oknem. Zatrzaskuję za sobą drzwi, chłopak odwraca sie, na jego twarzy widnieje uśmiech.

- Czego chcesz Blake? - stoję w miejscu, w którym sie zatrzymałem. Z całej siły próbuje nie rzucić jego marnym ciałem o podłogę.

- Chciałem tylko spytać, jak trzyma się Julia... - odpowiada spokojnym tonem rozglądając się wkoło.

- Pierdolenie, mów czego chcesz! - naskakuję na niego. Chłopak wolnym krokiem podchodzi w moją stronę.

- Chcę skończyć naszą rozmowę z wczoraj. Musisz jej powiedzieć, albo zrobię to ja - stawia się zakładając ręce na klatkę, wyglada na zadowolonego z siebie. Mam ochotę mu przywalić, jedyną przeszkodą są moje wciąż poranione kłykcie.

- Opowiesz jej historyjkę o tym jak straciłeś swoją durną dziewczynę i poleciała na mnie? - dopytuję go.

- Dowie się wszystkiego - mówi przechodząc koło mnie wprost do drzwi.

- Dlaczego to miałaby ci uwierzyć? - obracam się mierząc go wzrokiem. Gdyby wzrok miał moc zabijania, byłby juz kurwa martwy. Chłopak chichocze tylko drapiąc sie po brodzie.

- Ponieważ opowie jej o tym sama Stacy - uśmiecha się do mnie - Rozmawiałem już z nią, powiedziałem o Julii i waszym związku... Jest gotowa opowiedzieć jej o tym co jej zrobiłeś - co zrobiłeś nam - wzrusza ramionami.

- Durne gadanie - buczę zaciskając dłonie w pięści. Blake z uśmiechem otwiera drzwi kręcąc głową.

- Wierz w co sobie tam chcesz Zayn, ale... - odwraca się w moją stronę po raz ostatni - Jula długo z tobą nie pokręci, tyle jest dla mnie pewne - mówi, po czym wychodzi zostawiając mnie samego.

Nie mogę tu wiecej być, mieszkać. Nie z Blake'm u boku... Nie pozwolę mu odebrać mi Julii - nikomu. Muszę tylko się upewnić, że juz nigdy wiecej jej nie spotka. Muszę sie zaopiekować, by Stacy nigdy jej nie spotkała.

Muszę się nią zająć, tak, by juz nikt nigdy jej nie skrzywdził. Po tym co zobaczyłem wczoraj - co Derek zrobił mojej pięknej Julii... Nie chcę jej już więcej widzieć takiej przerażonej, czy załamanej.

Każde złe słowo wypowiedziane kiedykolwiek z moich ust w jej stronę dopada mnie w tej chwili. Mam wyrzuty sumienia. Wiem jednak, że zdarzy się tak jeszcze wiele razy - z pewnością w którymś momencie ponownie stracę do niej cierpliwość. Wzbudzę w niej płacz.

Wiem, że nadal bedzie zadawała mi mnóstwo pytań, grzebała w mojej przeszłości, która prędzej, czy pózniej złapie mnie w swoje sidła. Będziemy walczyć, doprowadzę ją do stanu rozpaczy, a ona wybaczy mi po raz enty... Ponieważ taka właśnie jest. Jest moja, a ja jestem jej... Nie ma drogi powrotnej.

Wiem, że na nią nie zasługuję... Julia jest aniołem zesłanym, by nawrócić potwora takiego, jak ja, by uzdrowić moje spaprane życie.

Za nic w świecie nie pozwolę nikomu mi jej odebrać. Udać by to się mogło tylko jednemu... Mojej przeszłości, moim tajemnicom, wszystkim co przed nią ukrywam.

Nadchodzę z nowym! Jak się podobał? Akcja się rozwija i rozwija.. Jak myślicie? Co planuje Zayn....? 

Mam istotną informację co do częstotliwości dodawania rozdziałów: dodawane będą CO TYDZIEŃ w piątek lub sobotę. Mam jeszcze bonus 🙊❤️ ustalam takie malutkie cele. Jeśli odbijecie pod każdym, powtarzam każdym rozdziałem przynejmniej 25 komentarzy... Na weekendzie, bądź na początku tygodnia będę wstawiać dodatkowy, nadprogramowy rozdział ✌️ jak widzicie wszystko zależy od was ❤️💪

(Nie zabijajcie jeśli czasem się z tego nie wywiąże 😂😂 rozdziały coraz dłuższe, a ja robotem nie jestem 😂)

W każdym bądź razie JEDEN na tydzień bedzie się pojawiał ❤️

Do następnego!

niedziela, 18 stycznia 2015

Rozdział 51

ZAYN POV
- Dlaczego to zrobiłeś Zayn? - stoję zupełnie samotnie w ciemności, pochłonięty w otchłani własnych myśli. Przemawia do mnie głos, o którym prawie udało mi się zapomnieć - Dlaczego mi to zrobiłeś? Czemu uciekłeś? Czemu mnie zostawiłeś? - rozchodzą się kolejne męczące szepty. Obracam się wokoło w poszukiwaniu ich źródła, w poszukiwaniu jej. Niestety, mój wzrok nie rejestruje niczego szczególnego poza ciemnością.
- Zadzwoniłeś do nich... Myślałam, że coś mi obiecałeś, miałeś już więcej do nich nie dzwonić - przemawia. Jej głos brzmi tak kojąco, gładko, dziewczyna akcentuje każdą wypowiadaną sylabę. Rozglądam się wkoło siebie w poszukiwaniu Julii.
- Powiedz, że to nie prawda - słyszę inny głos. Ten dźwięk, stał się moim uzależnieniem, był ukojeniem dla moich uszu, przepełniony niewinnością i nadzieją.
- Julia? - udaje mi się krzyknąć.
- Zayn powiedz, przyrzeknij, że to nie prawda... Obiecaj mi to - jej głos ocieka bólem, ogromnym zawodem - poczuciem zdrady.
- Julia! - krzyczę raz jeszcze. Odwracam się i zauważam Julię, jej oczy są przekrwione, napuchnięte od płaczu, cała się trzęsie. Wygląda na rozczarowaną.
- Okłamałeś mnie... Ukrywałeś te wszystkie sekrety... Nawet już nie wiem kim ty jesteś - dziewczyna znika zanim udaje mi się cokolwiek powiedzieć, wytłumaczyć, przeprosić. Próbuje ją zawołać, w moim ciele rośnie panika, nie mogę wykrztusić z siebie ani słówka. Mój głos gdzieś zniknął.
- Jej tu już nie ma Zayn - odwracam się i  widzę. Nic nie odpowiadam, moje usta są jakby sklejone, nie jestem w stanie się odezwać. Zaciskam szczękę atakując ją zawistnym spojrzeniem. Dziewczyna na na sobie długą, białą sukienkę, która sięga ziemi. Jej złote włosy są idealnie proste, przeszywa mnie swymi orzechowymi tęczówkami.
- Gdzie ona jest? - to pytanie nie wydostaje się ze mnie, tylko gdzieś z ciemności. Przemawiam, ale nie przez własne ciało.
- Co jej zrobiłaś? - rozbrzmiewa echo mojego głosu - Caroline... Co ty zrobiłaś? - jej imię brzmi bardzo znajomo, jest mi bliskie, jednak gdy nie wychodzi wprost ze mnie brzmi obco. Skrywałem jej imię w sobie przez wiele lat, teraz w końcu zostało ono przeze mnie wypowiedziane.
- Wszystko jej powiedziałam Zayn. Wszystkie sekrety wyszły na jaw, wie o każdym zakamarku twojego życia, o wszystkim czego nie wyznałeś do tej pory nikomu ze swoich przyjaciół - jej słowa powoli do mnie docierają.
- Gdzie jest Julia? - pytam stanowczo. Biorę krok w przód, ale nie przynosi to zamierzonego skutku, dziewczyna nadal znajduje się tak samo odlegle ode mnie, jak wcześniej.
- Co jeszcze chcesz wiedzieć? Powiedziałam jej wszystko. Znikła, nie ma jej już... Kto chciałby zostać z takim potworem, jak ty? - kładzie nacisk na każde wypowiadane słowo sprawiając ból w mojej klatce, każda sylaba przechodzi przeze mnie niczym sztylety - Kto byłby zdolny pokochać takiego potwora, jak ty?

Podnoszę się do pozycji siedzącej, oddycham głęboko wpatrując się w pozwijane prześcieradło. Po twarzy ścieka mi pot. Rozglądam się po pokoju próbując uspokoić oddech. Moje nadgarstki pieką od ściskania krawędzi pościeli, nie jestem jednak w stanie ich jeszcze rozluźnić.
To był tylko sen, nic rzeczywistego... Co za koszmar. Wszystko wydawało się być takie prawdziwe, prawdopodobne. Poza Julią... Ona przy mnie jest, będzie. Pojawiła się tylko ten jeden jedyny raz. Wyglądam za okno, przez które przedostają się promienie słoneczne.
Patrzę przez przejrzystą szybę, nie skupiając uwagi na niczym szczególnym. W mojej głowie nadal pojawiają się fragmenty koszmaru. Przypominam sobie każdy szczegół. Odkąd w moim życiu pojawiła się Julia, dziś widziałem  najwyraźniej. Słyszę dźwięk swojego telefonu, który leży obok łóżka. Spoglądam w dół, na wyświetlaczu widnieje imię Julii.
Biorę głęboki oddech, rozluźniam zacisk na pościeli i odbieram telefon. Biorę następny oddech, przymykam powieki odrzucając koszmar ze swoich myśli. Staram się skupić na teraźniejszości.
- Hej kochanie - mówię, wyczekując jej odpowiedzi.
- Cześć - odpowiada. Wiem, że dziewczyna uśmiecha się na słowo 'kochanie', pierdolony Matt pewnie nigdy jej tak nie nazywał - Posłuchaj.. Sara powiedziała mi o tej imprezie, którą urządza jakiś Brian-
- Nie idziemy tam - naskakuję na nią. Ten bogaty dzieciak Brian nie przynosił niczego poza kłopotami. Urządzenie imprez w środku października to jego zwyczaj. Zapraszał dosłownie wszystkich, pozwalał na wszystko, bez ograniczeń. Nawet starsi kolesie mogli przyjść i zabawiać się z dziewczynami.
Co więcej, ten dupek kumpluje się z tym wyrzutkiem całej ludzkości Derek'iem. Pierdolony Derek. W przeszłości startował do Erici - zmuszał ją nawet siłą.
W noc, kiedy poznałem Julię wszystko się zmieniło... Jeszcze wcześniej jedyną rzeczą o jakiej marzyłem było poszukiwanie przygód, dreszczu emocji, moim priorytetem znalezienie kolejnej łatwej laski do łóżka, czy naiwniaka do bójki.
Tej nocy uderzyłem Derek'a, ten debil dobierał się do Erici. Tej nocy po całym zajściu wróciłem do pokoju i znalazłem w nim Julię... Jeszcze wtedy nigdy bym nie pomyślał, że taki anioł jak ona będzie kiedykolwiek mój.
- Dlaczego nie? - pyta mnie. Oczywiście, że potrzebuje usłyszeć pieprzonego wyjaśnienia. Czy nie może choć raz po prostu mnie posłuchać? Czy nie może odpuścić i przestać być takim uparciuchem?
- Ponieważ jego imprezy zawsze wykradają się spod kontroli - odpowiadam wprost.
- Sara bardzo chce, abym się z nimi wybrała, więc... - oczywiście, że kurwa, Sara tego chce. Wbijam wzrok w drzwi - zastanawiając się czy iść do Niall'a i zakazać mu jechać na tą pieprzoną imprezę. I tak mnie nie posłucha, dla tego chłopaka liczy się tylko popularność, a odkąd zaczął umawiać się z tą blondyneczką, oboje stali się centrum towarzyskim.
- Przyjdziesz?
Zaciskam szczękę. Nie chce jej odmawiać, kurwa, bardzo chce spędzić z nią czas, ale nie na imprezie Brian'a. Nie pójdę. Musiałbym być cholernym idiotą by się tam zjawić.
- Nie, ja tam nie idę i ty również - nakazuje jej.
- Więc to teraz ty podejmujesz za mnie decyzje? - jej głos bucha złością. Wzdycham ciężko przymykając oczy.
- Nie, po prostu radzę ci, abyś tam nie szła. Ja tam nie idę - staram się kontrolować, ale nerwy powoli wymykają się spod kontroli.
- Pójdę bez ciebie - mówi. Czuję, jak moje ciało gotuje się ze złości. Zaciskam dłoń w pięść. Julia, powiedziałem ci nie. Powiedziałem nie. Nie mam prawa jej kontrolować, to wpędzi nas w pieprzone kłopoty.
- Dobra, idź sobie tam sama. Nie zamierzam się z tobą kłócić o taką pierdołę - buczę wprost do słuchawki, po czym rozłączam połączenie, tym samym powstrzymując się od krzyku. Rzucam telefonem na łóżko w furii. Podnoszę się i podchodzę do drzwi wychodząc na korytarz. Wędruję przez cały dom, słyszę jakże wesołe rozmowy reszty chłopaków, lecz ignoruję je. Chce jak najszybciej dotrzeć do pokoju Niall'a.
- Niall! Otwórz do cholery! - pukam do drzwi. Chłopak nie odpowiada, więc bez skrupułów wpadam do środka. Okazuje się, że chłopaka tam nie ma, pewnie już wyszedł - jest prawie druga po południu. Ciężko było mi zasnąć po tym telefonie do nich - w prawdzie nie odebrali, ale ten sen... Ten cholerny koszmar, który wydawał się być tak rzeczywisty zupełnie mnie dobił.
Odwracam się na pięcie, po czym spieszę przez dom wprost do kuchni. Spotykam tam rozmawiających Charles'a, Louis'a i Liam'a. Wszyscy trzej natychmiast zaprzestają rozmów, kiedy tylko mnie widzą.
- Wszystko okej kolego? - Lou przygląda się mi. Rozglądam się po kuchni, zauważam stojącego tam też Harry'ego. Chłopak szybko spuszcza wzrok, po czym równie prędkim tempem wychodzi z kuchni. Tak właśnie kurwa myślałem.
- Widzieliście Niall'a? - pytam.
- Wydaje mi się, że wyszedł... Poszedł coś załatwić, zanim pojedzie do Brian'a - wyjaśnia mi Charles.
- Wybieracie się tam? - pytam wyczekując odpowiedzi.
- Za żadne skarby nie zabiorę Danielle w to chore miejsce - odzywa się Liam. Pieprzyć tę jego dziewczynę, nie obchodzi mnie to. Nie mniej jednak ona go posłuchała, była mądra i nie spierała się o to.
- Myślę, że ja i El pójdziemy. Zatrzymamy się na chwilę, Niall poprosił - Louis wyjaśnia. Wzdycham ciężko kręcąc głową. Lou i Julia stali się sobie bliscy, jeśli dorzucę do tego swoje zmartwienia, nie pozbędę się uczucia zazdrości. Przyjmuję to do wiadomości i wracam na górę do siebie.
Nienawidzę imprez, które urządzane są poza bractwem, nie cierpię jeździć po domach jakiś skończonych idiotów. To zawsze oznaczało pijanych kierowców, a ja nie zamierzam pakować się w taką odpowiedzialność. Nie ma mowy, abym tam dziś jechał.
Brian był bogatym dzieciakiem ubiegającym o zwrócenie na niego uwagi, nie obchodziło go nic, poza czubkiem własnego nosa. Na jego imprezach dominowała samowola, można było zbijać, niszczyć każdą rzecz, wpakować się do lasu i błąkać się tam przez kilka dobrych dni - nic go nie ruszało.
Chwytam telefon i wykręcam numer osoby, do której moge sie teraz zwrócić. Kurwa, Julia mogła posłuchać mnie choć raz. Te imprezy to jakieś kompletne gówno.
- Witam Panie Malik - słyszę jej głos po drugiej stronie.
- Skończ z cwaniactwem Erica, potrzebuje przysługi - sycze. Wiem, że na samo słowo 'przysługa' uśmieszek znika z jej twarzy, pewnie teraz przewraca oczami.
- Czego chcesz? - wzdycha ciężko. Podchodzę do drzwi i zamykam je.
- Pójdziesz do Brian'a i doglądniesz Julii? - pytam cicho podchodząc do łóżka i siadając na nim.
- Nie, nie jestem jakąś pieprzoną opiekunką Zayn - dziewczyna się złości. Wiem, że obie się nie trawią, ale jest moim jedynym wyjściem. Tylko Erica nie wyglada, że ja kazałem jej to zrobić.
- Erica wiem, że tam idziesz-
- Poważnie jesteście razem? Bądźmy szczerzy - dopytuje się, jej głos ocieka desperacją.
- Tak - odpowiadam krótko kładąc sie na łóżku. Wpatruję się w sufit, dziewczyna buczy w niezadowoleniu.
- Ty pieprzony idioto - buczy - Nie moge się doczekać, aż zacznę sprzątać to gówno, w które się wpakowałeś. Przecież wiesz, że takie coś za każdym razem kończy się tak samo, czemu-
- Erica po prostu to kurwa dla mnie zrób - naskakuje na nią, mam juz dość jej paplaniny. Powtarza mi to gówno za każdym razem.
- Nie. Zayn. Nie jestem twoją opiekunką - irytuje się.
- Erica przecież tam idziesz, zrób to. Jedyne czego chce, to żebyś sprawidziła, czy Julia nie robi czegoś naiwnego i-
- To twoja dziewczyna Zayn. Ty idź - krzyczy - Poproś o to Charliego, na pewno się ucieszy - nie ważne ile razy słyszę jak nazywa go w ten sposób, nadal brzmi to tak obco. Traktuje go tym, jak małego chłopca.
- Nie poproszę o to Charles'a - staram sie na nią nie krzyczeć.
- Wyjdzie na to samo, błagam cię, ja w porównaniu z Charles'em? Czy nie zaufasz jemu bardziej w takiej kwestii-
- Erica prosze cie... Kurwa, proszę, zrób to - błagam ją. Dziewczyna nigdy nie słyszała tego tonu, tej desperacji. Przez chwilę nie odpowiada, chyba coś w niej przeskoczyło.
- Dobra... Tylko ten  jeden raz, ale nie oczekuj, że będę trzymać jej włosy, kiedy zwróci - uśmiecham sie na samą myśl o tym, że Julia miałaby sie doprowadzić do stanu wymiotów. To całkiem zabawne, lecz nie chciałbym by jej sie to przytrafiło - Pamiętaj, jestem jej zmorą - ostrzega - Nadal nie cierpię tej snobistycznej dziewczynki - śmieję sie z niej, gdyby tylko wiedziała, że Julia jest kompletnym przeciwieństwiem.
- Później zadzwonię - odpowiadam rozłączając się. Wzdycham, teraz mam pewność, że Erica bedzie miała na nią oko. Mimo to jej obecność nadal mnie nie uspokaja.
^^^^^^^

Już prawie północ, a ja nadal nie otrzymałem żadnych wieści od Erici. Miałem nadzieję, że dziewczyna zadzwoni do mnie, jak tylko Julia opuści imprezę, ale nie zrobiła tego. Rozglądam sie po pokoju, po czyn mój wzrok ląduje na telefonie.
Przez cały ten czas starałem się czymś zająć, grałem na gitarze, rysowałem. Chciałem oderwać myśli od tego co może dziać sie na tej imprezie. Ostatecznie chwytam telefon i wybieram jej numer.
- Co? - szczeka na mnie pełna tupetu i irytacji.
- Wszystko w porządku? - spoglądam na swoje biurko i porozrzucane na nim szkice.
- Nie mam pojęcia - odpowiada spokojnie. Wsłuchuje sie przez moment, nic nie słychać, cisza. Czekam kolejną sekundę, po czym zaciskam szczękę i pieści.
- Erica, gdzie ty do cholery jesteś? - buczę. Natychmiast podnoszę się z miejsca, biorę swoją skórzaną kurtkę i kluczyki do samochodu.
- Wyszłam - mówi.
- Wyszłaś? - spieszę w dół po schodach - Tak po prostu sobie kurwa wyszłaś? - krzyczę nabuzowany. Przebiegam przez cichy dom w stronę wyjścia i do samochodu.
- Tak Zayn, Derek się pojawił - Przyszedł. Dlaczego wątpiłem w jego umyślność? - A ja nie zamierzam ponownie się z nim szarpać. Próbował juz swoich zalotów dobre dziesięć razy, nie było cię tam, wiec domyśliłam sie, że znów bedzie coś-
- Zostawiłaś tam Julię?
- Nie zamierzałam jej ze sobą zabrać! Nie jestem pieprzoną opiekunką! - krzyczy na mnie.
- Jaka z ciebie idiotka! Przecież wiesz do czego zdlony jest Derek! - buczę wskakując do wozu, odpalam silnik i ruszam z dużą prędkością.
- Hej, wyświadczyłam ci przysługę, miałam na nią oko - utwierdza się przy swoim,na co mam ochotę ją wyśmiać. Wyświadczyła przysięgę? Ona nie robi tego gówna.
- Pierdolenie Erica, zostawiłaś ją tam! - krzyczę przez słuchawkę.
- Pieprz się! - krzyczy po czym zrywa połączenie.
Wrzeszczę we wściekłości rzucając telefonem na fotel pasażera. Z całej siły dociskam pedał gazu. Auto przyspiesza i w mgnieniu oka pnę się pod górę. Jeszcze conajmniej dziesięć minut... Buczę, chwytam telefon i wybieram numer osoby, na której mogę polegać w takich sytuacjach.
- Zayn, co jest? - słyszę huk imprezy w tle.
- Louis, nadal tam jesteś, tak?
- Tak.
- Gdzie jest Julia? - dopytuje. Błagam, aby była gdzieś w jego pobliżu, albo z Sarą, już niech  bedzie nawet z Harrym, z kimkolwiek tylko nie Derek'iem...
- Ona jest... - słyszę głos drugiej osoby, mój umysł rejestruje jedno istotne słowo:
- Derek.
- Kurwa... Julii tu nie ma.. El widziała ją z Derek'iem - chłopak tłumaczy szybko.
- Pozwoliłeś jej iść z Derekiem? - czy każdy obchodzi jakiś dzień idioty? Nawet nie wiem kogo mam zabić najpierw.
- Myślałem, że będzie bezpieczna, ale ona gdzieś z nim poszła! - wyjaśnia.
- Juz prawie tam jestem, zacznij jej szukać! - buczę do telefonu.
- Jasne, już wszyscy idziemy.
- Nie mów im, jedyne czego nam brakuje to zainteresowania innych i dramy.
- Zayn musimy ją znaleźć - Louis spiera się ze mną. Czy on uważa, że o tym nie wiem?
- Tak też zrobimy, ale chcesz w to mieszać Sarę i Nialla? - pytam zmieniając bieg, po czym przyspieszam jeszcze bardziej i pędzę prosto w góry - Przecież oni oszaleją, jak się o tym dowiedzą - nawet bardziej ode mnie i Lou. Tylko rozsieją panikę, pogorszą sprawę, bedzie trudniej nam ją odszukać.
- Ta... Racja, ja i El szukamy - odrzucam telefon na tył i wciskam pedał gazu.
Derek... Jeśli ten pierdolony chłopak był teraz z nią... Kurwa... Jeśli ją dotyka... Zaciskam dłonie na kierownicy tak mocno, że moje kłykcie mogą w każdej chwili przebić się przez cienka skórę na nadgarstkach.
^^^^^^^^^^
Podjeżdżam pod dom i natychmiast wyskakuje z samochodu, po czym zaczynam biec wzdłuż obłoconej drogi. Pod samym wejściem zauważam kilka pijanych, omdlałych osób. Zerkam w górę, a tam inni wymiotują z powodu zatrucia alkoholem. Co za chaos.

Wpadam do środka i rozglądam się. Gdzie kurwa mogł ją zabrać Derek? Nagle słyszę, że ktoś wola moje imię, dźwięk dochodzi chyba z kuchni. Idę tam.

- Zayn! - zauważam Sarę i Nial'la. Dziewczyna macha do mnie, zaciskam usta, uważnie skanuję każdy kat w poszukiwaniu Julii. Cholera, nigdzie jej nie ma - Co ty tu robisz? - śmieje sie - Jula powiedziała, że nie przyjdziesz.

Oblizuję usta nie wiedząc jak się jej z tego wytłumaczyć. Chyba nie muszę jej wyjaśniać, że myślałem, że jak ja sie tu nie zjawię, to Julia mnie posłucha i zostanie w domu. Sara tego nie zrozumie. Nie chcę ujść za zazdrośnika.

Nie powiem im też o Derek'u i jego popieprzonej głowie. Sara chyba oszaleje i z pewnością nie bedzie chciała mnie wysłuchać. Niall obserwuje mnie podejrzliwie, po czym odpwiadam.

- Mała zmiana planów. Widzieliście ją? - ponownie bezowocnie rozglądam sie po pomieszczeniu.

- Nie... Stała z boku z jakimś chłopakiem, wtedy widziałam ją po raz ostatni, ale... - dziewczyna wzrusza ramionami. Jaka idiotka - jaka osoba pozwala ot tak zniknąć swojej najlepszej przyjaciółce? Zwłaszcza takiej jak ona.

- Przepraszam - buczę przepychając sie obok nich i wychodzę na zewnątrz. Ledwie znam tego gościa, ale jedno słyszałem o nim wiele razy - praktycznie codziennie dobiera sie do majtek dziewczyn. To typ, który zawsze otrzymuje to co chce. Nie cierpiał gdy ktoś mi odmawia, a Julia cholernie uwielbia powtarzać 'Nie'.

- Zayn! - odwracam sie do Louis'a, panika w jego oczach w niczym mi nie pomaga - Nie ma jej w domu, ja i El przeszukaliśmy każdy zakamarek - wybiegam na zewnątrz.

- Zayn, koleżko udało ci się. Jesteś tu! - wychodzę na werandę gdzie zauważam stojącego Blake'a w towarzystwie kilku dziewczyn. Mierzę go wzrokiem, tylko kurwa nie ten idiota. Nie mam ochoty się z nim droczyć. Przebiegam koło niego i kieruję się w stronę lasu.

- Odpieprz się! - krzyczę po czym zanużam się w ciemny las. Po dordze spotykam kilkoro osób. Im dalej sie przesuwam, tym nastolatków jest coraz mniej. Kurwa, co jeśli tu jest? Jak daleko mogł ją zaciągnąć?

- Nie tak prędko - słyszę śmiech Blake zza swoich pleców. Chłopak łapie mnie za ramię i z całej siły odwraca. Szybkim ruchem zdejmuję jego brudną łapę.

- Nie dotykaj mnie - ostrzegam go surowym tonem, na co chłopak uśmiecha się.
- Więc.. pewnie nia miałeś w planach mówić Julii o Stacy? - pyta zakładając ręce z cwaniackim uśmieszkiem. Przez moje ciało przepływa kolejena fala gorąca, na samo wspomnienie o jego idiotycznej ex robi mi się nie dobrze. Julia nie musi kurwa wiedzieć o każdej dziewczynie, z którą się kiedykowlwiek całowałem, bądź tylko rozmawiałem.
- Zajmij się własnymi pierdolonymi sprawami - odwrcam się kontynuując wedrówkę w kierunku drzew. Ten debil znowu się do mnie odzywa.
- Wszystko jej opowiem! - wrzeszczy. Zatrzymuję się, zaciskam dłonie w dwie, potężne pięści, cały się spinam. Dlaczego on mi to robi? Julia na prawdę nie musi wiedzieć o mojej gównianej przeszłości, nieważne jak bardzo ją to ciekawiło.
- Zwróciłem teraz twoją uwagę? - śmieje się podle. Odbracam się w jego stronę z zaciśniętą szczęką mrużąc na niego wzrok. Na twarzy chłopaka widnieje wyraźne zadowolenie, a ja mam ochotę mu przłożyć. Nie mogę, dużo bardziej zależy mi teraz na znalezieniu Julii.
- Ani się waż odezwać do niej choćby słówkiem.. Jeśli to zrobisz, zniszczę cię - grożę mu. Jego uśmieszek pomału niknie.
- Co? Boisz się, że w końcu pozna prawdę, dowie się jak bardzo pojebany jesteś? Co ty fundujesz tej dziewczynie? Jest mnóstwo szczegółów, o których ona z pewnością nie ma pojęcia, a gdyby było inaczej, uciekała by od ciebie jak najdalej - kpi ze mnie. Nie mam czasu na jego durną paplaninę.
- Idź w cholerę - rzucam i odchodzę.
- Wytłumacz mi tylko czym ją do siebie zwabiłeś, jakimi kłamstwami ją karmisz.. Wygląda na to, że jak na razie kupiła je wszystkie! - podchodzi w moją stronę. Jeśli nadal będzie za mną tak szedł, przywalę mu - chłopak igra na niebezpiecznym terenie.
- Myślałem, że już ci powiedziałem, żebyś się odpieprzył!
- Ta, ale.. - unoszę dłoń, aby się w końcu zamknął ze swoimi wywodami - Co? - pyta, gdy zauważa moje napięcie. Widzę ich... przez drzewa, Julia została przyciśnięta przez niego do pnia, ten idiota Derek nie chce jej puścić. Zauważam strach, panikę w jej pięknych oczach, dziewczyna z całych sił stara się jakoś wydostać. Następnie słyszę jej krzyk.
- Derek to boli! Przestań! - jej głos pełen jest bólu i przerażenia. Ten dźwięk przechodzi przeze mnie niczym fala dźwiękowa, powoduje przyspieszenie pracy serca i ból głowy.
- Albo co? - śmieje się. Albo cię kurwa zabije. Zaczyna się. Cały obraz przed moimi oczami czernieje, staje się niewyraźny. Przypominam sobie tylko moment, w którym złapałem go z całej siły za ramię i odciągnąłem od niej po czym rzuciłem jego marnym ciałem o ziemię. Wrzeszczę.
- Zabierz od niej swoje brudne łapy! - moje zmysły wypełnie żądza zemsty i wściekłości. Nie mam pojęcia co się ze mną dzieje, gdzieś z oddali słyszę krzyk Blake'a.
- O kurwa - zostaję zdjęty z Derek'a, jego twarz ocieka krwią, chłopak resztkami sił stara się bronić przed moimi ciosami. Słyszę dżwięk chrupnięcia, gdy moja ręka spotyka jego nos. Mam kurwa nadzieję, że jest złamany. Kontynuuje uderzanie, wokół mnie roznosi się echo przeróżnych krzyków. Jedyne co odtwarza się w mojej głowie to obraz jego i Julii, to jak ją dotykał, zmuszał, słyszę jej płacz, ból.
- Zayn! - w końcu dociera do mnie coś innego. Nie mogę się na tym jednak skupić. Jego ręce.. jego pieprzone łapska były na mojej Julii. Jego obrzydliwe wargi na jej szyji.. Nagle silne ramie odciąga mnie od ciała Derek'a.
- Zayn, zabijesz go! - odwracam się i zauważam niebieskie tęczówki Louis'a wpatrzone we mnie z przerażeniem. Rozglądam się wokół - znajduje się tu grupka obserwatorów głodnych kolejnych emocji. Zerkam na El, która patrzy na mnie identycznym wzrokiem, jak wtedy na ich podwójnej randce. Robi to za każdym razem, gdy tracę nerwy i działam bez żadnych pohamowań.
- Ty draniu! Jeśli jeszcze raz się do niej zbliżysz, obiecuje ci, że to będzie twój ostatni ruch w życiu - ostrzegam go mrocznym tonem. Chłopak ociera krew ze swojej twarzy - przynajmniej na tyle, ile to w ogóle możliwe.
- Stary, ona sama się prosiła! - Derek wskazuje na Julię. Nie potrafię nad sobą zapanować, moje pięści ponownie spotykają się z jego twarzą. Nie obchodzi mnie teraz ból, ani chłodne uczucie na moich nadgarstkach. Moim priorytetem jest sprawienie, aby ten chłopak przez resztę życie przechodził przez istne piekło.
- Trzymaj się od niej kurwa z dala! - syczę, odwracam się i podążam w stronę Julii, która cała się trzęsie. Sara głaszcze jej plecy, wspiera przyglądając się całemu zajściu z obawą.
- Czy.. on, czy jemu..
- Nie wiem - mówię jej. Nie chcę wyobrażać sobie więcej, niż udało mi się zobaczyć. Wściekłość w moim ciele jest nie do zniesienia, trudna w zapanowaniu, a stan Julii wszystko pogarszał. Szybko przytulam płaczącą dziewczynę do siebie. Jej łzy moczą moje ubranie, jej ciało drży, dziewczyna oddycha bardzo niespokojnie.
- Zabiorę cię do domu, okej kochanie? - pytam ją szeptem. Dzieczyna przytakuje, otaczam ją swoimi ramionami chroniąc  przez wścibskim wzrokiem wszystkich tu zebranych. Odchodzimy.
- Zayn! - Louis mnie woła. Nie zatrzymuję się, chłopakowi udaje nas się dogonić - Musimy to gdzieś zgłosić - wykrzykuje.
- Zgłosić? Ale co? - naskakuję na niego - Nic się nie wydarzyło, nie możemy zgłaszać czegoś, co nie miało miejsca - wyjaśniam mu nieco spokojniej. Trudno było mi tak po prostu odejść, wsiąć do samochodu i odjechać, zamiast dokończyć sprawę z Derek'iem.
- Upewnij się, że jak już odzyska przytomność będzie poinformowany, że to całe zajście nie było tylko jakimś jego koszmarem - nakazuję mu. Dochodzimy do samochodu, sadzam Julię na fotelu pasażera.
- Czy on.. no wiesz..? - chłopak pyta spoglądając na roztrzęsioną dziewczynę.
- Nie - buczę potrząsając głową - Zabieram ją do odmu ciotki, będę miał na nią oko przez resztę nocy.. Jeśli coś się wydarzy, natychmiast zadzwonię do ciebie - bełkoczę.
- Zayn... - Louis woła mnie, zanim wsiadłem do auta - Zayn.. bądź ostrożny - mówi mi. Przytakuję mu, po czym wskakuję do wozu. Podczas podrózy Julia z całej siły starała się nie szlochać przytrzymując usta dłonią, ale jej ciało całe drży.
Nie pytam ją zbyt wiele, pochłaniam się we własnych myślach. On ją dotykał, ranił, jeśli bym się tam nie zjawił.. Gdybym.. Nawet nie próbuję sobie wyobrażać skutków. Moje kłycie są napięte, bieleją od nacisku jaki kładę na kierownicę.
On ją ranił... krzywdził moją Julię. Ona mnie potrzebowała, a mnie przy niej nie było... Nie pomogłem jej tak jak kiedyś mojej mamie. Powinienem był być tam z nią, dla niej. Zawsze cierpiała; on ją skrzywdził, pozostawił ślady, siniaki.. powinienem był pomóc mojej mamie...
Pod dom ciotki zajeżdżam szybciej, niż myślałem. Odpycham okropne myśli z dzieciństwa gdzieś na bok. Chcę tylko zabrać Julię w bezpiczne miejsce i upewnić się, że wszystko z nią w porządku.Parkuję samochód w garażu gasząc rozgrzany silnik.
Siedzimy w ciszy, jedyne co czasem ją przerywa to szlochy Julii. Wysiadam z auta, po czym otwieram przed nią drzwi i pomagam jej wysiąść. Otaczam ją swoim ramieniem, oboje idzemy w stronę wejścia.
- Gdzie... gdzie my jesteśmy? - pyta łamiącym się głosem. Dziewczyna nadal drży, mimo mojego uścisku.
- Dom mojej cioci - odpowidam krótko, wspinamy się po schodach i wchodzimy do mojego pokoju. Kieruję ją w stronę mojego łóżka.
Dziewczyna wzdycha opadając na miekką pościel. Nie mam pojęcia, jak wiele dziś wypiła, ale wyraźnie widać, że działa na nią alkohol. Wchodzę do łazienki i opłukuję poranione kostki zimną wodą. Boli jak cholera, ale ignoruję to słysząc skomlenie Julii z pokoju.
Szybko zakręcam kurki, wycieram ręce ręcznikiem i wracam tam. Julia siedzi rozglądajac się, wygląda na spanikowaną, jakby nie wiedziała, gdzie się znajduje. Kiedy zaczyna się podnosić na nogi podchodzę do niej. Alkohol nie pozwala jej stanąć na równe nogi, cała się chwieje.
- Hej, hej, hej, połóż się - mówię do niej szeptem. Dziewczyna zerka na mnie z obawą oczach, ale po chwili spostrzega, że to nikt inny, tylko ja i relaksuje się. Zaczyna potrząsać głową, raz w przód, raz w tył.
- Przepraszam... Ja nie chciałam, nie miałam tego na celu.. - jej głos jest przepełniony strachem. Na prawdę nia musiała mnie za to przepraszać, to wszystko wina Derek'a... Zamykam oczy i biorę głęboki oddech starając się powstrzymać chęć powrotu i przywalenia temu dupkowi jeszcze raz.
- Już w porządku - uspokajam ją przeczesując jej włosy placami. Przytulam ją mocniej do siebie.
- Powinnam cię była posłuchać... Nie zrobiłam tego - trzęsie się - Ja nie chciałam...
- Shhh... nie musisz mi się tłumaczyć - uciszam ją. Jej kolejne słowa dosłownie łamią mi serce.
- Tak strasznie się bałam - skomle, przez co trafia mnie prosto w serce. Przymykam oczy uspokajając samego siebie.
- Chcesz się przebrać w coś wygodniejszego? - pytam ją spokojnie spoglądając na jeans'y. Dziewczyna przytakuje, przekładam więc ją ze swoich kolan na łóżko. Szybko wyciągam parę bokserek i podaje jej - Bedę na zawnątrz.. daj znać, gdy będziesz gotowa - bełkoczę. Dziewczyna przytakuje, a ja opuszczam pokój.
Stoję w holu prze kilka kolejnych minut. Nie wiem, czy tak długo jej to zajmuje, czy po prostu już usnęła. Po kolejnej minutce nie jestem w stanie stać bezczynnie, delikatnie otwieram drzwi. Julia leży zwinięta na moim łóżku, jej spodnie zostały równo złożone i leżą na biurku.
Uśmiecham się na ten widok, po czym szybko zmieniam koszulkę i wkładam parę dresów. Wspinam się na łóżko koło niej. Dziewczyna od razu przesuwa się w moją stronę i opatula mnie swymi drobnymi ramionami. Trzymam ją blisko siebie, nie pozwolę jej już odejść.
- Już dobrze - szepczę głaszcząc ją po głowie - Jestem przy tobie...
Przy niej czuję się tak lekko, tak dobrze. Obawiam się jutrzejszego dnia, będę musiał jej to jakoś wszystko wyjaśnić. Oczywiście, że będzie pamiętała o tym dupku, bedzie obwiniała samą siebie.
Julia nadal płaczę wtulajac się w mój tors. Zaciskam swój uścisk na jej małym ciele, pasuje do mnie idealnie. Wkładam jedną z dłoni pod jej koszulkę rysując kciukiem malutkie kółka na jej skórze. Składam ostrożnego buziaka na jej czole, przez co zmarszczki zmartwienia. znikają. Jej ciało powoli przestaje drżeć, dziewczyna zaczyna równomiernie oddychać.
- Dziękuję... - szepcze, jej głos jest cichy, wykończony. Czuję ból w klatce, takie szczypanie, coś czego nigdy wcześniej nie słyszałem. Wiem jaki strach teraz czuje, zdaję sobie sprawę, że powinienem był być przy niej, to wszystko się wydarzyło, bo tam z nią nie poszedłem... To wszystko wbija się teraz w moje serce, została zraniona, bo ja popełniłem kolejny, pierdolony błąd.
Teraz jest ze mną bezpieczna. Mam ją przy sobie; nic złęgo już się jej nie stanie. Jestem tu, ona będzie spokojna. Jest bezpiczna w moich ramionach, ze mną, już zawsze będzie ze mną bezpieczna...


Nie mogłam was trzymać w napięciu przez kolejny tydzień.. też jestem człowiekiem :)
Uff.. happy end :D Cieszycie się, że Jula jest bezpiczna? Kto miał obawę, że Zayn się nie zjawi? Przyznać się!
Co za Stacey...? A ten koszmar z Caroline...? Ile dziewczyn miał jeszcze Zayn, co? hmmm.. :D
BTW, macie pomysł na promocję tego opowiadania? PRAGNĘ CZYTELNIKÓW I KOMENTARZY! Jeśli macie jakieś pomysły to piszcie w komentarzu pod tym rozdziałem :)
Do następnego xx
Lydia Land of Grafic