czwartek, 25 grudnia 2014

Rozdział 47


- Julio wsiadaj - mówi poważnie.

- Nie, Zayn.. - 

- Jesli chcesz poważnie porozmawiać, to wsiadaj na ten motor - chłopak przerywa mi z irytacją w głosie. Po chwili wzdycha głośno, kiedy nie odzywam się - Julio.. Dawaj.. Spróbuj czegoś nowego, jeszcze nigdy tego nie robiłaś, odważ się - zachęca mnie niskim głosem.

Zerkam za swoje ramię sprawdzając, czy nie ma tam kogoś, kto mógłby mnie powstrzymać. Nikogo tam jednak nie ma.. Sporóbować czegoś nowego.. Chcę tego, bardzo, nieprawdaż? Chciałam, ale i nie. Pragnęłam tej przygody, pasji, ale boję się zranienia, obawiam się, że znów mnie zostawi. Całkiem samą.

Powoli, krok po kroku przesuwam się w jego stronę. Rzucam w niego złym spojrzeniem.

- Jeśli się rozbijesz i nas zabijesz, sprawię, że twoje życie pośmiertne będzie mizerne - grożę mu z małym uśmiechem na twarzy. Powoli wdrapuję się na motocykl siadając za chłopakiem.

- Trzymaj się mocno - chichocze. Przymrużam oczy i łapię chłopaka ciasno w pasie. Kiedy słyszę pierwszy ryk oddalonego silnika, a chłopak puszcza hamulec zaciskam powieki.

Zaledwie sekundę pózniej pędzimy wzdłuż drogi, wiatr rozwiewa mi włosy. W moją skórę uderzają podmuchy zimnego powietrza - żałuję, że zdecydowałam sie ubrać sukienkę. Teraz moje ciało jest praktycznie całe na wierzchu. Jednakże, gdy otwieram oczy uśmiecham się na niesamowity widok. Cały krajobraz zlewa sie w oczach od prędkości z jaką jedziemy.

Czuję tę energię, prędkość motoru biegnącą w moich zmysłach. Właśnie to trzyma mnie przy Zayn'ie. Tylko jemu udaje się zmusić mnie do nieoczekiwanych wyskoków, na które nigdy w życiu sama bym sie nie zdecydowała.

Zayn'owi udaje się minąć wszystkie czerwone światła. Po kilku minutach chłopak zwalnia i parkuje. Znajdujemy się w parku, w centrum miasta. Lampy uliczne ślicznie oświetlają chodniki złotymi promieniami światła.

Nikogo nie widać - ani żywej duszy. Na przeciwko nas znajduje się jednak plac zabaw, stoły piknikowe, drzewa. Wszystko wydaje się być takie ciche, intymne. 

- Możesz już mnie puścić - słyszę śmiech Zayn'a przed sobą. Wtedy zdaję sobie sprawę, że nadal trzymam go w śmiertelnym uścisku. Szybko wypuszcza go z objęć z małym uśmiechem - Nie było tak źle, prawda? - uśmiecha sie do mnie schodząc z motocyklu.

- Więc... - poszukuje jakiejś wskazówki, kiedy chłopak wyciąga swą dłoń w moją stronę - Nie było, aż tak źle - kręcę głową chwytając jego rękę, po czym chłopak pomaga mi zejść z motoru - Spędzimy cały ten czas w parku? - pytam rozglądając sie.

- Wcale mnie nie znasz - uśmiecha się odchodząc ide mnie w stronę ulicy. Miał rację, nawet jeśli mówił to tylko w formie żartu. Tak naprawdę to nie znałam Zayn'a, chociaż on twierdzi, że znam go lepiej niż ktokolwiek. Nie wiem o nim zbyt wiele, zawsze w jego towarzystwie odnoszę wrażenie, że czegoś mi brakuje. Jestem przekonana, że coś ukrywa.

Zerkam za nim i zauważam jego samochód. Czy ktoś je tu przywiózł? Rozglądam sie spodziewając się zobaczyć gdzieś Louisa, bądź innego chłopaka z bractwa. Nie ma jednak nikogo. Zatrzymuje się w miejscu - nie jest pewna, czy powinnam za nim iść, czy lepiej nie.

Po chwili chłopak odwraca się w moją stronę z koszykiem piknikowym w rękach. Czuję pojawiający się na mojej twarzy szeroki uśmiech. Zayn w końcu wraca do mnie.

- Piknik? - śmieję się. Chłopak nie odzywa się jednak, tylko instruuje mnie skinieniem głowy, abym za nim poszła. Piknik, tak jak na podwójnej randce. Powoli kroczę za mulatem. Chłopak w koncu zatrzymuje się pod jednym z drzew i rozkłada tam potrzebne rzeczy. Zerkam na niego, z kolei chłopak unika mojego wzroku.

- Więc.. Tak.. - bełkocze siadając na kocu. Uśmiecham się na jego nieśmiałość, po czym rownież siadam koło niego. Obserwuję, jak chłopak wyciąga dwa kawałki ciasta czekoladowego.

- Czy to znów dzieło Elizabeth? - pytam go. Chłopak wydaje się być bardzo zestresowany. Ciasto było dokładnie tym samym, które dostałam na pierwszej randce lub podwójnej randce - jakkolwiek ktoś by to nazwał. 

- Um.. tak - coś mi tu nie gra. Zayn zachowuje sie conajmniej dziwnie. Nie potrafię określić jeszcze co, ale za niedługo się dowiem.


- Oh.. W takim razie podziękuj jej ode mnie - chłopak przytakuje i zaczynamy jeść - Wiesz, że Liam poprosił Danielle o chodzenie - mówię, próbując zacząć spontaniczną rozmowę. Chcę, aby ten wieczór rozpoczął sie w miłej atmosferze.

- Ah tak, on i ta laska - chłopak przypomina sobie biorąc kęs ciasta. 

- Jej imię to Danielle - poprawiam go matczynym głosem - Lepiej dla ciebie, jeśli zapamiętasz to imię. Odnoszę wrażenie, że ta dziewczyna pobędzie przy nas nieco dłużej - oboje z Liam'em bardzo do siebie pasowali, napewno zwiążą się na długi czas.

- Tak, z pewnością - Zayn chichocze kręcąc głową. Kontynuujemy jedzenie w zupełnej ciszy. Staram się wymyślić  temat kolejnej rozmowy, ale nic nie przychodzi mi na myśl.

- Rozmawiajmy - nalegam, na co chłopak znowu się śmieje.

- Zastanawiałem się, jak długo wytrzymasz zanim przejdziesz do rzeczy.. No dobra.. Zaczynajmy - zachęca mnie odkładając talerzyk z ciastem na kocu.

- Nie potrafię sobie już dłużej z tym radzić Zayn. Z tym, że jednocześnie jesteśmy czymś i niczym! To takie wyczerpujące - narzekam. Chłopak cały ten czas ma wzrok wbity w miękki materiał kocyka - Dlaczego zaprosiłeś Ericę?

- Ona jest przyjaciółką... - przyjaciółką? Wyglądają na wiecej, niz tylko dwójkę zwykłych przyjaciół, przynajmniej ona wymaga od Zayn'a czegoś wiecej - Popełniłem cholerny błąd zapraszając ją na imprezę, nie było cię wtedy w mieście.. Zupełnie o tym.. o niej zapomniałem, dopóki się nie pojawiła... - tłumaczy się patrząc mi prosto w oczy. Widzę w nich czystą szczerość.

- Przyjaciółką z którą sypiałeś - wytykam - Jak byś się czuł, gdybym przyjaźniła się aktualnie z chłopakiem, z którym zwykłam w przeszłości regularnie się pieprzyć? - pytam.

- Ja z nią nie.. -

- Hipotetycznie! - przerywam mu rzucając ostrzegawczym spojrzeniem. Na jego ustach pojawia sie ten durny uśmieszek, po czym chłopak wzdycha ciężko.

- Hipotetycznie, gdybym go choć raz zobaczył w twoim towarzystwie, oberwałby tak mocno, że jego własna matka nie poznałaby swojego synusia - mówi ze śmiechem.

- Dokładnie.

- Dokładnie? - chłopak unosi brew zaskoczony moją odpowiedzią. Odwraca się twarzą bardziej w moją i przybliża do mnie - Pobiesz Ericę?

- Nie - kręcę przecząco głową - Ale myślę.. Myślę, że to nie fair. Jeśli ty bez skrupułów możesz się z nią widywać, a ja gdy przyjacielsko spotkam się z Harrym kipisz złością.

- To nie było zwykłe, przyjacielskie spotkanie - buczy, cała jego radość znika.

- Właśnie, że tak - Nie było, i doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Cały wieczór imitował podwójną randkę, ale starałam się to w jakiś sposób ignorować i zatuszować wszelkie oznaki.

- Brednie - buczy - Mam pełne prawo do bycia wściekłym.

- Ja rownież - odpowiadam spokojnie - Czy pamiętasz co mi wykrzyczałeś tamtego wieczoru? - jego oczy oblewa fala poczucia winy - Powiedziałeś, że cię nie obchodzę... Nazwałeś mnie żałosną.

- Byłem po prostu wściekły - mruczy - Wiesz, że nie miałem tego na myśli - tak, wiem. Ale silnie będę bronić siebie, Zayn nie ma prawa obrzucać mnie wyzwiskami i odchodzić. Przez to powinnam zacząć budować mur - ochronę przed nim.

- To nadal boli tak samo - mówię ze złością. Gapię się na niego, a on ani nie mrugnie. Po chwili wybucham śmiechem, nie mogę już znieść jego głupich wymówek - Nie oczekuj, że po takim występku szybko ci wybaczę. Nie możesz... Nie masz prawa mnie ignorować za każdym razem, gdy jesteś zły .. -

- Wiem - szepcze przerywając mi w pół zdania. Wiedział, jak zawsze. Ale co z tego? Zawsze mi to powtarza, za każdym razem słyszę od niego to pieprzone 'Wiem', kiedy później i tak robi to co zwykle. Obserwuję go, jego twarz wykręca sie w grymasie frustracji i bezradności. Ja też już miałam tego dosyć. Nie chcę następnej kłótni.

Spuszczam wzrok na kawałek ciastka czekoladowego, który trzymam w dłoni. Wzdycham cieżko i opuszczam ramiona w dół. Wszystko dobre kiedyś się kończy... To prawdopodobnie koniec. Jak długo damy jeszcze radę udawać, że wszystko miedzy nami okej?

Mój umysł i serce prowadzą nieustępliwą walkę, pragnęłam zakończenia tego sporu. Nigdy nie uda nam się dojść do porozumienia, stworzyć jedności. Wiem, że nie mamy dla siebie zbyt dobrego wpływu. Mimo to, moje serce walczyło, stawiało się po przeciwnej stronie. Zayn sprawiał, że stawałam się zupełnie kimś nowym, lepszym. Wyzwalał we mnie chęć do próbowania nowych rzeczy. Dzięki niemu rodzą się we mnie inne uczucia, nawet jeśli czasem są nimi okropny ból i zawód.

- My.. To nie ma sensu.. Myślałam, że poradzimy sobie bez zobowiązań, bez planowania przyszłości... Ale tak nie jest - kręcę głową. Spoglądam na Zayn'a; jego szczęka jest mocno napięta, chłopak unika kontaktu wzrokowego. O czym on teraz myśli? Nie mam pojęcia, nigdy nie wiem co chodzi mu po głowie.

- Właśnie z tego powodu nie chciałam rozmawiać o tym na randce... To tylko wszystko zniszczy - wzdycham wyczerpana.

- Julia.. Ty nic nie rozumiesz... Nie jestem taki - chłopak odzywa się w końcu uważnie obserwując każdy mój ruch.

- Wiem, że ty się nie umawiasz..-

- Mam na myśli to wszystko. Jestem zmęczony całą tą sytuacją. Dla mnie to też zbyt skomplikowane. Jesteś dla mnie okropnie niezrozumiała, rownież nie potrafię o tym właściwie myśleć. Opuszczam zajęcia, żeby cię unikać. Tak bardzo mnie dekoncentrujesz.

Milczymy. Żadno z nas nie wie co powinno powiedzieć. Jednak jedna sprawa nawet bez słów była zrozumiała dla nas dwoje - nie pasujemy do siebie. Byliśmy o siebie chorobliwie zazdrośni, ranilismy się nawzajem.

- Nie pasujemy do siebie... Prawda? -  pytam cicho. Właśnie ta myśl biegnie bez przerwy gdzieś na tyle mojego umysłu - Wszystko przede mną ukrywasz, jesteś tajemniczy, chcesz żebym ci zaufała, gdzie ty nawet nie potrafisz zaufać samemu sobie.. - szepczę - Non stop wyciągamy z sobie to, co w nas najgorsze.

Znów milczymy, moje słowa nadal rozbrzmiewają w powietrzu. Nie chce teraz tego zakończyć, ale wyraźnie czuję, jak Zayn się ode mnie oddala. Jeśli on odejdzie - pozostanę z niczym.

Mam jeszcze Sarę, ale ona nie da rady mi w tym pomóc. Jest Lindsay, ale co z innymi chłopakami? Czy nadal pozostaniemy przyjaciółmi, skoro Zayn będzie zawsze w pobliżu?

Dlaczego pozwalam sobie na takie myśli? Czemu straciłam zdrowy rozsądek i uległam czarowi Zayn'a? To proste... On ma na mnie ogromny wpływ. Miedzy nami istnieje coś, czego nie potrafię opisać słowami.

- Julio.. Nie mam pojęcia co między nami jest... Ale ja na to nie zasługuję. Zdaję sobie sprawę z popełnionych przez siebie błędów, które w większości wszystkie mi wybaczyłaś. Wydobywasz ze mnie to co najlepsze i najgorsze.. Tak jak ja z ciebie - bełkocze.

Moje serce wali bardzo mocno, nie jestem w stanie słyszeć nic innego po za jego biciem. Nie mam pojęcia do czego on zmierza, ale po jego mowie ciała czuję, że szykuje się coś nowego. Denerwuję się. Nie patrzy na mnie. Wpatruje się tylko w ziemię poszukując odpowiednich słów.

- Jestem prawdopodobnie najgorszą osobą, jaką kiedykolwiek poznałaś... Nie pasujemy do siebie. W żadnym świecie - czuję rosnącą we mnie panikę, czy on zamierza to dziś zakończyć? Czy to nie tego właśnie chciałam? Ponownie poczuć swobodę i uwolnić się od cierpienia. Chciałam, ale... Boję się go stracić.

Zimne, nocne powietrze owiewa moją skórę powodując pojawienie się ciarek. Nie trzęsę się jednak, niecierpliwie wyczekuję jego kolejnych słów. Mentalnie przygotowuję się na to co zamierza mi teraz powiedzieć.

Czekam, aż w końcu się wysłowi, wyzna mi, że nie jestem tą, o której marzył, nie jestem w jego typie, że nie jestem dla niego wystarczająca. Oczekuję, że poprosi abym przestała z nim rozmawiać, że nie powinniśmy się widywać. Powie, że żałuje naszej znajomości. 

Nagle Zayn wstaje, obraca się na pięcie i odchodzi. Moje serce zatrzymuje swą pracę. Czy on zamierza tak po prostu uciec? Bez żadnych wyjaśnień? Nie mogę się poruszyć, nie wiem co robić. Zostawi mnie tu samą? Czy tak właśnie chce to zakończyć? Zwykłym odejściem?

Zanim do mojej głowy przyjdą kolejne, głupie pytania, zauważam, że wraca do mnie. Rozglądam się dokoła w poszukiwaniu odpowiedzi. Może biorę udział w jakimś reality show i ktoś to filmuje? Może to jakiś durny żart z jego strony? Może inicjował, że jesteśmy razem a teraz wróci i mnie wyśmieje?

- Przygotowałem piosenkę... - bełkocze zasiadając z gitarą w ręku. Przyglądam się każdemu ruchowi chłopaka. To co robił było zupełnym przeciwieństwem tego czego oczekiwałam... A może jednak nie?

Zaśpiewa mi piosenkę na pożegnanie? Choć technicznie rzecz biorąc nigdy nie byliśmy razem... Może zaśpiewa: 'Przepraszam, ale już cię nie lubię'. Wyczekuję, aż zacznie śpiewać.

"What would you say if I told you that all I've thought about is you since you been gone?"
Co byś powiedziała gdybym wyznał, że jesteś wszystkim, o czym myślałem odkąd odeszłaś?

Okej, to zdecydowanie nie jest piosenka na zerwanie. Upłynęło ze mnie trochę stresu i poczułam ulgę. Chłopak obserwuje swoje dłonie i śpiewa dalej.


"I wish some way, some how I could turn this world right back around and mend mistakes I've made."
Chciałbym w jakiś sposób móc z powrotem obrócić ten świat i naprawić błędy, które popełniłem.
A więc to przeprosiny? Przeprosiny przed pożegnaniem? Nie potrafię podtrzymać negatywnych myśli, które cały czas mnie atakują.

"So I could say to you that I know, thing aren't quite like what they used to be."
Zatem mogę ci to powiedzieć. Wiem, że sprawy nie są takie, jakie powinny być. 
To zrozumiałe. 
"Different faces, different places yeah. We could try, oh yeah we could try. What would you say if I told you that I'm not givin' up however long it takes"
Różne twarze, różne miejsca. Moglibyśmy spróbować, och tak, moglibyśmy spróbować. Co byś powiedziała, gdybym przyznał, że się nie poddam, chociaż długo to trwa?
Gdybym wiedziała, że ta piosenka, te słowa opisują to co on aktualnie czuje, cały stres i niepewność dawno by już ze mnie odpłyneły.


"It's clear that things have changed since when we started but we can't just walk away, babe. So I am telling you
that I know, thins aren't quite like what they used to be. Different places, different faces yeah. We could try, oh yeah we could try..."
To jasne, że rzeczy się zmieniły odkąd zaczęliśmy, ale nie możemy po prostu odejść, kochanie. Zatem mówię ci, iż wiem, że sprawy nie są takie, jakie powinny być. Różne miejsca, różne twarze. Moglibyśmy spróbować, och tak, moglibyśmy spróbować...
Chłopak powoli kończy i spogląda na mnie.

- To było piękne.. Um.. Ale nadal nie bardzo wiem o co chodzi... Czy to.. A może...? - nie mam pojęcia co mu powiedzieć, więc ponownie siedzimy w ciszy. Może w ten sposób próbował mi powiedzieć, że jest zmęczony i ma dość? Nie wiem co mam o tym myśleć.

- Julio... Bycie z tobą, robienie tego.. Czymkolwiek to jest, wprawia mnie w okropne zmęczenie, wkurza mnie... Nienawidzę tego - buczy. Nienawidzi? Nie cierpi tego robić.. Zaciskam szczękę czekając, aż powie, że ma tego dość i chce skończyć.

- Co chcesz przez to powiedzieć? - pytam cicho, ledwie słyszalnie. Byłam zakłopotana, chcę aby to wszystko już się skończyło. Sprawy stały się zbyt skomplikowane, trudne i z pewnością któreś z nas ucierpi, ale nie potrafię go wypuścić. Nie chcę, aby odchodził. On zawsze ze mną był, czy tego chciałam, czy też nie. Ten chłopak utknął w moich myślach.

Był moim uzależnieniem. Z całego serca pragnę, aby został i odszedł za razem. Mogłabym wieść spokojne, monotonne życie bez niego, nic nieoczekiwanego, lub bolesnego. Nie doświadczyłabym niczego nowego. Nigdy nie posmakowałabym prawdziwego życia.

- To co ci ostatnio powiedziałem.. Miałem to na myśli, o to chodziło... Chcę z tobą spróbować, tego z czym jeszcze nigdy wcześniej się nie spotkałem.... Pragnę być przy tobie więcej niż tylko jedną noc... Wydaje mi się, że... Chcę.. - przerywa, na co moje serce przyspiesza do niewiarygodnie szybkiego tempa. 

- Chcę spróbować - powtarza patrząc mi prosto w oczy. Jego karmelowe oczy lśnią szczerością, pasją. Właśnie wypowiedział słowa, które marzyłam od niego kiedyś usłyszeć. To zmieni dosłownie wszystko.

- Chcę, abyś została moją dziewczyną.

______________________

przepraszam za rożne czcionki (jeżeli to widoczne :D) tłumaczyłam w podróży, na rożnych urządzeniach i ogólnie praca ruszyła jak nigdy ❤️ Dlatego oczekujcie kolejnego w dosyć krótkim czasie 😂😳💪

ZAYN?! Kabsjskbsksosv ❤️❤️❤️❤️👏 ten rozdział był ogromną przyjemnością do tkumaczenia ❤️❤️❤️❤️

Ps.: Spóźnione Wesołych Świąt wszystkim! 

środa, 24 grudnia 2014

Rozdział 48

Miałam sie nie złamać i potrzymać was trochę w niepewności... Nie mogłam jednak wytrzymać i musiałam sie w koci podzielić tym rozdziałem ☺️☺️
Nie sprawdzany 😭
Enjoy!



Jestem w szoku. Wpatrywałam się w chłopaka przez około minutę nie dając żadnej odpowiedzi. Widzę panikę w jego oczach, stres. Nie jestem w stanie złożyć zdania. Boję się, że gdy otworzę usta, wyjdzie z nich tylko niezrozumiały bełkot. Wydaje mi się, że źle go zrozumiałam. Nie ma możliwości, że on właśnie wypowiedział te słowa. Czy rozbiliśmy się na tym motorze i obecnie znajduję się w śpiączce i śnię?

- Czy to oznacza tak? - Czy on w ogóle zadał mi pytanie? Nie wydaje mi się, ledwie sobie przypominam co w ogóle do mnie powiedział - Zapomnij o tym - mówi szybko.

- Nie - sięgam po jego rękę - To znaczy tak - śmieję się - Czy ty... Zapytałeś mnie o to,  o czym teraz myślę? - dopytuję się. Zayn rozgląda sie i przytakuje skinieniem głowy.

- Tak mi się wydaje - wpatruję się w niego poszukując odpowiednich słów.

- Mówisz poważnie Zayn? - pytam obserwując jego reakcję. Poszukuję oznak, które utwierdziły by mnie w przekonaniu, że to kiepski dowcip. Jego tęczówki wlepione są we mnie, ociekają czystą szczerością.

- Jestem śmiertelnie poważny - jego aksamitny głos obija się o moje uszy. Mówił poważnie. O mój Boże, on mówił bardzo poważnie! To nie może być prawda, brzmi jak jakaś abstrakcja. Uśmiecham się bezwiednie, ta rzeczywistość nadal wydawała mi się być bardzo odległa.

- Tak! Oczywiście, że się zgadzam! - śmieję się z radości. Następnie rzucam się na Zayna i łączę nasze usta w pocałunku. Cały czas jednak dręczy mnie myśl, że to tylko sen i zaraz się z niego obudzę. Oddalam się od niego i kręcę głową niedowierzająco - Ale poważnie? - pytam po raz kolejny.

Prawdziwość tej sytuacji wydawała mi się być niedorzeczna. Muszę się upewnić, potrzebuję jego zapewnienia, dowodu. Nie jestem pewna ile razy będzie mi musiał to powtarzać. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że coś takiego będzie miało miejsce. Jeszcze to do mnie nie dotarło. Nie wierzę, że się przełamał i porzucił dawne przekonania o tym, że się nie bawi w związki.

- Naprawdę - mówi ponownie, po czym wstaje z miejsca i zaczyna składać piknik.

- Aby mi to udowodnić zamierzasz odejść?

- Tak właściwie to nie była randka... - Nie była? W takim razie co to było?

- Okej.. więc co to było? - pytam, na co chłopak potrząsa głową.

- To tylko przykrywka, gdybyś powiedziała nie - Pomyślał, że się nie zgodzę? Szczerze mówiąc, gdybym była na jego miejscu, również oblały by mnie obawy. Nasze charaktery są zupełnie przeciwne, żadko kiedy się zgadzamy, dochodzi do częstych kłótni. Wszystko to nie daje możliwości randkowania, a co tu dopiero mówić o szczęśliwym związku.
Dlaczego założył, że się nie zgodzę? W jakim świecie bym tak postąpiła? Ale też w jakim świecie ja z Zayn'em moglibyśmy coś razem stworzyć? Chyba nikt się tego nie spodziewał.

Cała drżę z nadmiaru emocji, jeszcze nie otrząsnęłam się z tego co przed chwilą miało miejsce. Zgodziłam się być jego dziewczyną, byliśmy w związku, to nas zobowiązywało do pewnych rzeczy. Koniec z niedomowieniami.

Zayn podaje mi swoją dłoń, przez moment zastanawiam się jeszcze przypominając sobie o wydarzeniu sprzed 10 minut. Biorąc gleboki oddech, przełykam powstałą w moim gardle gulę i łapię za nią. To symbol akceptacji nowej przyszłości, która mnie czekała - nowego życia.

- Gdzie teraz idziemy? - pytam gdy wędrujemy w stronę jego samochodu. 

Jestem bardziej, niż tylko szczęśliwa, że jedziemy autem, a nie znów motorem. Po tym wszystkim chyba nie byłabym w stanie znieść kolejnej dawki adrenaliny. Moje serce juz teraz wali jak oszalałe, myślę, że już dzisiaj nie ma mowy, aby zwolniło.

Chlopak zwyczajnie zerka na mnie zza ramienia obdarowując mnie swoim czarującym uśmiechem. Tym samym daje mi do wiadomości, że to kolejna niespodzianka. Śmieję się mrużąc oczy i podążam za nim.

Po otwarciu drzwi wskakuję do środka biorąc kolejny głęboki oddech. Zayn otwiera bagażnik i wkłada do niego kosz piknikowy. Kolejny gleboki oddech. Zayn spytał mnie o chodzenie, jesteśmy parą... Oficjalnie..

Czuję się niewiarygodnie lekko, odnoszę wrażenie, że Sara może mnie obudzić w każdej chwili by zebrać się do kościoła. Lub gorzej,  ocknę się i  powrócę do starego życia w Loveland.

Przez całą podróż przez miasto milczę - na mojej twarzy widnieje szczęśliwy uśmiech. Nie mam pojęcia gdzie mnie zabiera, szczerze mówiąc wcale sie to teraz dla mnie nie liczy. Jestem w siódmym niebie i żadna siła nie jest w stanie mnie z niego zdjąć. Jesteśmy razem, to rzeczywiście właśnie się stało. Ta sytuacja cały czas powtarza się w moim umyśle, jak zlepek niewyraźnych wspomnień.

Po jakiś dziesięciu minutach chłopak ostatecznie parkuje samochód na granicy miasta. Znajdujemy się wśród wielu innych samochodów, jest ich ogromna liczba. Powoli wysiadam na zewnątrz i rozglądam się. 

Jasne światła natychmiast przykuwają moją uwagę, więc skupiam się na nich. Widzę metalowe konstrukcje, namioty, odgłosy gier, śmiechy rodzin, którzy trzymają w rękach słodkie waty cukrowe i popcorn. Uśmiecham się i wydycham powietrze z ulgą.

- Nigdy wcześniej nie byłaś na karnawale, prawda? - spoglądam na Zayn'a i kręcę przecząco głową z uśmiechem. Pamiętał. On naprawdę zapamiętał wszystko co mu o sobie powiedziałam. Przez chwilę przyglądam się mu, a potem zerkam wzrokiem na rozpościerające się przede mną wesołe miasteczko

On był idealny - nie taki, jak mówił o mnie, za każdym razem gdy się kłóciliśmy. Był idealny w tym, że nieważne co o sobie myślał, ile wad w sobie zauważał, z całej siły próbował i starał się coś w sobie zmienić. Dla mnie był świetny - i tylko to się teraz liczy.
 
- Żartujesz? - śmieję się radośnie. Od tego szerokiego uśmiechu zaczynają mnie już boleć policzki.

- Nie - uśmiecha się - Idziemy - podaje mi swą dłoń. Chwytam ją bez chwili zastanowienia, nasze palce zaplatają się razem w bardzo naturalny sposób. Oboje zmierzamy w kierunku świateł - Czym chcesz się przejechać najpierw? - pyta mnie. Spoglądam na jedną z atrakcji, która śmiga z góry na dół oświetlając nas swoimi barwnymi światełkami.

- Nie wiedziałam, że w mieście stacjonuje wesołe miasteczko - przyglądam się mijającym mnie ludziom, którzy zajadają się słodkościami i śmieją głośno. Wszystko wygląda tak jak to sobie od zawsze wyobrażałam. Widzę ludzi, którzy celują rzutkami do balonów, aby zdobyć pluszowego zwierzaka, rodziny czekające w kolejkach, po to by móc przejechać się ruchomymi wózeczkami w kształcie filiżanek, czy mini rollercoaster'ami. Moje nozdrza wypełnia zapach gotowanej kukurydzy, która jest sprzedawana przy każdej atrakcji.

- Oczywiście, że nie wiedziałaś - chłopak chichocze przyciągając mnie do siebie. Uśmiecham się na samą myśl o tym, że jesteśmy w końcu razem. 

- Czy rideseven na pewno jest bezpiecznym wyborem? - czuję, jak ciało chłopaka wibruje ze śmiechu, po czym Zayn przesuwa mnie pod swój bok - To znaczy, popatrz, jeśli w ciagu jednego dnia udaje się wznieść ją na górę, ściągnięcie tego na dół nie powinno sprawiać żadnego problemu - mamroczę skoncentrowana na kolejkach.

To były kolejki należące do parku rozrywki, niemniej jednak wydawały się być bardzo niebezpieczne, a już napewno powodowały niemały zawał serca każdemu śmiałkowi. Metalowe konstrukcje obracały  ludzi w kółko, unosiły ich w niebiosa, kilkadziesiąt metrów ponad ziemią.

- Zaufaj mi... Okej? Zabaw się trochę - szepcze mi w ucho. Zaufać mu... W tej kwesti nie daje mi zbyt wielkiego wyboru.

- No dobrze - odpowiadam cichutko.


Jestem zaskoczona tym, jak bardzo wyluzowałam się i świetnie bawiłam, zwłaszcza, że na początku tak bardzo obawiałam się o własne bezpieczeństwo. Zayn'owi udało się zabrać mnie na kilka kolejek i było super. Nigdy nie byłam zbyt chętna na przejażdżki rollercoaster'em, od zawsze byłam sceptyczna wobec takich zabaw. Ale znów, w parku rozrywki byłam tylko raz w życiu, jako dziecko - zabrała mnie wtedy tam ciocia Kate.

Wszystko wyglądało tak jak to widziałam na filmach - pełno róznokolorowych lampek, jasne światełka, balony, latające wokół bańki mydlane. Znajdowały sie też rożne gry, dzieciaki błagały swoich rodziców, aby móc w nie choć chwilę pograć. Wszystko było takie nierealistyczne, bałam się, że zaraz się obudzę i pojawię w swoim pokoju w akademiku.

- Ferris wheel? - czuję, jak Zayn chwyta mnie za rękę i obraca w swoją stronę spoglądając na kręcące się koło z przyczepionymi do niego krzesłami.

- Dlaczego nie? Byliśmy już na prawie wszystkich kolejkach - wzruszam ramionami z uśmiechem. Przez moje ciało nadal przepływa duża dawka adrenaliny. Chłopak ciągnie mnie za sobą w stronę kolejnej atrakcji. Bileter  bierze od nas czerwone karteczki, po czym oboje wchodzimy do małego, bordowego, metalowego siedzenia.

Metal jest zimny od nocnego powietrza, dlatego też czuje natychmiastową gęsią skórkę i zaczynam sie trząść.

- Um.. Proszę.. - Zayn powoli ściąga z siebie skórzaną kurtkę i podaje mi ją. Kładzie mi ją na ręce, przy czym ja z początku nie wiem jak postąpić dalej. Zayn zawsze był szarmancki, co dla mnie było zupełną nowością.

- Dziękuję - mamroczę zaskoczona, po czym owijam się ciepłym materiałem napawając się pięknym zapachem jego perfum. Chłopak spogląda w dół nieśmiało. Kiedy krzesełko zaczyna unosić się ku górze sięgam po jego dłoń chłopaka i ściskam ją z uśmiechem.

- To dla nas nieco nowe, prawda? - pytam go z lekkim chichotem. Chłopak spogląda na nasze dłonie, a potem obdarowuje mnie swoim uroczym uśmiechem. Podoba mi sie ta kolejka, jest możliwość spokoju i rozmowy zamiast krzyku ze śmiertelnego strachu.

- Trzymanie się za ręce? - kąciki jego ust uniesione są w górze.

- Bycie parą - okazywanie tego publicznie - wyliczam rozglądając sie dokoła - To takie dziwne.. Być takim otwartym.

- Jesteśmy zobowiązani wobec siebie - dodaje z czarującym uśmiechem, na co miękną mi kolana.

- Czy tego chcesz? - pytam go. Mam obawę, ze zrobił to tylko z przymusu, pod wyznacznikiem 'bo tak trzeba było' zamiast ze szczerego uczucia.

- To właśnie jest czego pragnę - przytakuje - A ty?

- Zdecydowanie - wzdycham. Zayn przyciąga mnie do siebie. Swoją dużą dłoń kładzie na mojej szyji, nasze nosy spotykają sie w jednym miejscu, a usta znajdują centymetry od siebie. Od naszych ciał bucha przyjemne ciepło, wiec zimne powietrze przestaje mi przeszkadzać. Czuję jego drugą dłoń na swoim udzie - chłopak kładzie ja wysoko i głaszcze kciukiem jego wewnętrzaną stronę. W moim brzuchu wybucha fala gorąca.

- Jesteś teraz moja... - szepcze podniecająco. Te kilka słów powoduje powstanie drobnych ciarek na całej długości mojego ciała, przyspieszenie  serca i oddechu. Zamykam oczy, gdy czuję smak jego ust na swoich. Wybucha pomiędzy nami ogień, szybko przesuwam swe obie dłonie na jego szyję i wplątuję palce w miękkie włosy chłopaka przysuwajac go bliżej siebie.

W mgnieniu oka udaje się mu otworzyć moje usta, jego język wślizguje się do środka. Oboje poruszamy nimi w tym samym rytmie, czuję rozchodzące się iskierki na całym swoim ciele. Jego dłoń zacieśnia sie na mojej szyji, po chwili chłopak ciągnie mnie do siebie. Nagle oddalam się od niego i patrzę prosto w karmelowe tęczówki tonące w czystym pożądaniu.

- Ufam ci Zayn... Nie daj mi powodu, dla którego będę musiała tego żałować.. - szepczę do niego cicho. Chłopak uśmiecha sie tylko przytakując, po czym ponownie atakuje moje usta. Uśmiecham się przejeżdżając dłońmi po klatce i wplątuję je z powrotem we włosy. Jego usta niemalże pożerają moje, czuję w tym pocałunku ogromną pasję. Nie obchodziło mnie, że znajdowaliśmy się w miejscu publicznym, na kolejce w wesołym miasteczku. Liczyło sie tylko to, że byłam szczęśliwa - my byliśmy szczęśliwi. Znalazłam sie na szczycie świata - w przenośni i w rzeczywistości, a Zayn był tutaj razem ze mną.

Uwielbiam smakować jego rozegrzane wargi na swoich, są jakby stworzone dla mnie. Poruszają się z taką lekkością, idealnie się do siebie wpasowują. Chłopak doskonale wie co dalej robić - delikatnie wsuwa swój język do środka. Każdy, nawet najdrobniejszy ruch powoduje ciarki na moim ciele, przyjemne prądy. Chłopak ponownie mnie do siebie przyciąga, jego dłoń nadal spoczywa na moim udzie.

Gdy kolejka nagle się zatrzymuje, oddalamy sie od siebie. Spoglądam na lewo i dostrzegam kierownika przejażdżki z cwaniackim uśmieszkiem przyklejonym do twarzy. Patrzę na Zayn'a, który atakuje go wściekłym spojrzeniem. Chłopak podchodzi do nas i wypuszcza spod metalowego ramienia. Zayn łapie mnie za rękę i odchodzimy od chłopaka, ktory nadal głupio się do nas cieszy.

Zostaliśmy przyłapani w takim momencie, to coś co mogło przytrafić sie tylko parze. Parze... To nadal brzmi tak obco, ale bycie z Zayn'em wydawało się być takie przyjemnie. Przy wyjściu zauważam małą budkę fotograficzną. Odwracam się do chłopaka z uśmiechem pełnym nadziei.

- Możemy..? - pytam go wskazując na budkę.

- Nie - chłopak potrząsa przecząco głową.

- Proszę? - ciągnę go za ramię, aby sie zatrzymał - To była by wspaniała pamiątka... - nalegam obserwując go. Chłopak rozgląda się.

- Dobra - wzdycha w geście poddania się. Dziwię się, że chłopak nie wzbudza kłótni, ale o nic nie pytam. Ciągnę go w stronę budki czując spory opór jaki mi stawia. On wyraźnie nie ma najmniejszej ochoty na zdjęcia.

Ja nadal upieram się przy mojej wersji - zdjęcie będzie dobrą pamiątką tego miłego wieczoru. Zachowam je na zawsze... Wślizgujemy się do środka, wrzucam drobne w odpowiednie miejsce. Następnie wybieram klasyczny, czarno-biały program. Maszyna wykona cztery zdjęcia.

Odwracam się do Zayn'a, który gapi się tylko tempo w kamerę, odliczającą czas. Jego twarz nie wyraża żadnej emocji. Przymrużam oczy z dezaprobatą i przysiadam się bliżej niego z uśmiechem. Po chwili widzę mrugnięcie i pierwsze zdjęcie zostało już zrobione. Zayn nadal nie zmienia swej pozy.

Wzdycham cieżko i mierzę go wzrokiem. Chłopak uśmiecha się, a senundkę pózniej maszyna pstryka kolejną fotkę. Uśmiecham sie do niego dumna - przynamniej na tym nie będzie wyglądał tak tępo. Nagle kolejne zdjęcie - Zayn znów szeroko się uśmiechnął. Zanim zdążyłam się spostrzec, chłopak łączy nasze usta w kolejnym pocałunku. 

Nie protestuję, mimo, że zaraz maszyna wykona kolejne, ostatnie już zdjęcie. Uwielbiam go całować, a myśl o tym, ze jest on już tylko mój buduje we mnie większa pewność. Wiem, że jest tu ze mną, jesteśmy razem. Nie muszę sie już martwić o to, ze mnie porzuci. Zayn pogłębia nasz pocałunek, kładzie dłoń na mojej szyji i przyciąga do siebie.

Jego język wślizguje sie do moich ust, walczy z moim o wyraźną dominację. Swoimi dłońmi wędruję wzdłuż jego umięśnionych ramion, następnie przenoszę je do jego twarzy. Chłopak łapie mnie w talii.

- Przepraszam? - oddalam się od Zayn'a, i zerkam na kobietę trzymająca małe dziecko na rękach, która stoi w progu budki gapiąc się na nas z szeroko otwartymi oczami. Czuję, jak moja twarz czerwienieje. Kobieta rzuca w nas małym uśmiechem. Oboje wyraźnie nie mamy dziś zbyt wielkiego szczęścia, każdy nam musi w tym przeszkodzić. Z jednej strony jestem temu wdzięczna, sama nie miałabym serca mu odmówić i przestać.

- Przepraszam.. Ja nie chciałam.. Myślałam, że już skończyliście - wskazuje wydrukowane już zdjęcia i wzdycha.

- Tak, przepraszam, już wychodźmy - uśmiecham sie wstając z miejsca. Kobieta odwdzięcza się tym samym, po czym odsuwa się ustępując nam miejsca, abyśmy mogli wydostać się z małego pomieszczenia. Szybko chwytam gotowe zdjęcia i podążam za Zayn'em w stronę jego samochodu na parking.

Przyglądam sie małym kwadracikom z wielkim uśmiechem. Pierwszy z nich przedstawia nas tak jak się tego spodziewałam - ja uśmiechnięta, a Zayn mierzy obiektyw wzrokiem. Na drugim z kolei to ja rzucam w niego złośliwym spojrzeniem, a on obdarowuje mnie przepraszającym uśmiechem. Na trzecim oboje pięknie się uśmiechamy. Czwarte zdjęcie jest moim ulubionym - całujemy się na nim, kąciki naszych ust są skrycie uniesione ku gorze, dłoń chłopaka spoczywa na mojej szyji.

Wyrywam jedno z nich zostawiając sobie, a resztę oddaję chłopakowi, który rzuca we mnie pytającym spojrzeniem. Wygląda całkiem jakbym właśnie obdarowała go jakimś  dzieckiem i kazała się nim zaopiekować.

- Te są dla ciebie, ja wybrałam swoje ulubione - wyjaśniam mu trzymając w ręku czarno-białe zdjęcie, na którym sie całujemy.

- Więc ty możesz wybrać sobie, to któro chcesz zachować? - pyta mnie ze śmiechem przyciągając mnie do siebie. 

- Ty nawet ich przecież nie chciałeś - wytykam.

- Dlaczego więc dostaję trzy spośród czterech? - pyta z uniesioną brwią.

- Bo tak - wzruszam ramionami mocniej opatulając sie jego kurtką. Cieszę się, że moge swobodnie z nim podroczyć bez zbędnych kłótni o sprzeczek, czy martwić sie, o to, ze noc spędzi z jakaś inną dziewczyną.

- Chcesz zostać na noc? - pyta mnie prowadząc nas na parking. Zatrzymuję się i zerkam na niego pytająco. Czy on oczekiwał ode mnie seksu? Byłam w stanie na publiczną 'wymianę śliny', ale nie jestem gotowa na to...

- Nie tak jak myślisz - chichocze. Jakim sposobem domyślił sie o czym pomyslałam? Zaczynam rumienić sie z zażenowania.

- Oh - śmieję się cicho starając się ukryć swój wstyd - Do ciebie? - pytam chcąc sie dowiedzieć, czy miał na myśli dom bractwa, czy jego wujka i cioci.

- W bractwie, lub domu krewnych.. Nie obchodzi mnie gdzie... Chcę mieć cię przy sobie dzisiejszej nocy - bełkocze spoglądając na nasze splecione palce. Uśmiecham się i stawiam krok bliżej niego zaplątując ręce wokół jego ciała. Jego karmelowe oczy ostrożnie mnie obserwują, po czym chłopak z uśmiechem obejmuje mnie ramieniem w talii i przyciąga bliżej swojego ciepłego ciała.

Kocham to. Pragnęłam tego od dnia, w którym go poznałam. Chciałam go tak po prostu móc objąć i mocno przytulić, pocałować - zwłaszcza w miejscu publicznym. Wszystko wydawało sie być zbyt idealne, takie nierzeczywiste. 

- Jasne - przytakuję powoli. Chłopak uśmiecha się, przyciąga do siebie jeszcze bliżej i składa słodki pocałunek na moich ustach. Tym razem jest to ostrożny pocałunek, brak w nim tego ognia i pasji.

^^^^^^^^^^^^^^^

Oboje zdecydowaliśmy się pojechać do domu jego cioci i wujka. Nie miałam ochoty ponownie przypadkiem wpaść na Blake'a w domu bractwa i zrujnować tego przyjemnego wieczoru. Leżymy sobie w jego łożku oglądając jakiś film, która sama wcześniej wybrałam.

To dziwne, że tylko jeden wieczór pozwolił na taką zmianę. Teraz czeka mnie zupełnie nowe życie, pełnie nieoczekiwanych zdarzeń i niespodzianek. Skrycie o tym zawsze marzyłam. Obawiam sie nieco tych zmian.. Ale mam teraz Zayn'a.

Jego ramiona otaczają mnie w talii, jedna z jego dłoni głaszcze mnie po głowie, a drugą kurczowo zaciska w biodrze. Gapię się na film nie zwracając na niego najmniejszej uwagi. Nie chcę jednak patrzeć też na chłopaka, który opuszkami palców  maluje na mojej skórze nieznane wzory.

Spoglądam na jego klatkę, widzę na niej tatuaże i jedną, jasną bliznę. Pomału zaczynam gładzić ją placem na co chłopak mimowolnie się uśmiechnął. Chyba on też czuje to tak jak ja. 

- Jesteś teraz moja Julio... Nie daj mi powodu dla, którego będę tego żałować - szepcze cicho. Spoglądam mu prosto w oczy. Jego źrenice są wpatrzone we mne ze śmiertelną powagą. Podnoszę się do siadu, na co oczy Zayn'a wypełnia pożądanie. Kładę obie ręce na jego klatce nie spuszczając chłopaka z oczu.

- Nigdzie sie nie wybieram - mówię mu pewna swych słów. Chłopak wpatruje sie we mnie przez moment, po czym zatapia nasze usta w gorącym pocałunku. Wybucha pomiędzy nami fala ognia, iskier. Jego dłonie błądzą po moim ciele, po czym chłopak chwyta mnie za uda i podciąga do siebie. Następnie zacieśnia ramię obejmując mnie w talii i przesuwa, tak, że siedzę mu na kolanach górując nad jego postacią. Oddala sie moich ust i przenosi z pocałunkami na szyję.

Jego duża dłoń wkrada sie pod koszulkę, którą sam podarował mi do spania. Ręka jest zimna, czuję wyraźny kontrast w porównaniu do mojej rozgrzanej skory. Jego kciuki pieszczą mne nisko na biodrach, przez co w dole mojego brzucha rozlewa sie fala gorąca, żądzy i podniecenia.

Jego usta ponownie atakują moje, składając na nich powolne pocałunki. Palcami biegnę w dół po jego plecach - pod opuszkami wyczuwam każdy jego napięty mięsień. Uśmiecham sie na jego pocałunki, przez niego mam ochotę na wiecej i wiecej.

Byłam jego... Nie ważne jak mocno chciałam temu zaprzeczyć.. Byłam jego.


NOTKA OD AUTORKI:
Głosujecie! Tylko 500 gwiazdek i dodam kolejny! Już jutro!

Wiem wiem.. 'Jesteś moja' - brzmi trochę zbyt władczo, jakby traktował ją przedmiotowo.. Nie o to chodziło. Popatrzcie na to tak, że Zayn w końcu ją zdobył. Nie pisałam tego w sensie 'Jesteś moją własnością'. Nadal brzmi władczo, ale już znacznie mniej! To tylko moje wyobrażenia :)




Okej... CO ZA CUDOWNY ROZDZIAŁ! Omygyyyy ❤️❤️

Jak myślicie? Długo potrwa ta przeurocza sielanka? 😳

Rozdział nie sprawdzany!

czwartek, 18 grudnia 2014

Rozdział 46

Enjoy ! ❤️🔥
 Soundtrack: 
I wont give up - Jason Mraz

Juliet POV

Zasypiając cały czas myślę o krótkiej wizycie, którą złożył mi Zayn i zaprosił na randkę. Jego plany były zawsze unikatowe, nigdy nie wiem co może sie wydarzyć. Jednak musi sobie zdać sprawę z jednej podstawowej rzeczy - nie pozwolę mu tak sobą manipulować. Skoro już raz ciś schrzanił, musi się teraz nieźle postarać, abym mu wybaczyła.


Następnego dnia rano Sara leży w łożku, dziewczyna jest zupełnie wykończona, ale na jej twarzy widnieje szeroki uśmiech. Ubieram się i przygotowuje do zajęć. W klasie ledwie rozmawiam z Zayn'em, szczerze mówiąc wcale sie nie odzywamy - mimo to chłopak odprowadza mnie po wykładzie pod sam akademik.

Idąc z nim ramię w ramię czuję coś przyjemnego, a za razem jest to niezwykle trudne. Nie byłam w stanie zacząć z nim spontanicznej rozmowy, wiedziałam, że jeśli tylko otworzę usta zacznę wypytywać go o wszystko, co wydaje mi sie miedzy nami nadal nie jasne. Tonęłam we własnej chorobliwej ciekawości, jednak z całej siły próbowałam się powstrzymać i nie zniszczyć tego co jeszcze miedzy nami sie trzyma.

Ten tydzień jest niesamowicie spokojny. Miedzy mną, a Zayn'em panuje dziwna armosfera. Oboje nie mamy sobie nic do powiedzenia, w końcu zgodziliśmy sie wszystko wyjaśnić dopiero na randce. Nadal uważam, ze to kiepski pomysł.

Jestem pewna, że jeśli tylko zaczniemy rozmawiać na ten delikatny temat, skończy sie na ponownym skakaniu do gardeł. Nie mam najmniejszej ochoty na sprzeczki podczas randki - a może to właśnie jest sposób, jedyne rozwiązanie dla nas. Zayn nie chciał, abym sie na niego wściekała wiec zaprosił mnie na wspólne wyjście.

W każdym bądź razie i tak nie unikniemy tego tematu i rozmowy; o Erice, Harrym, o nas. Matt.. Przygryzam sobie język, powinnam mu o tym powiedzieć? Oboje z Mattem staramy sie powrócić do tego co kiedyś, spróbować odbudować to co straciliśmy. Wydaje mi sie, że mieszanie w to Zayn'a będzie dolaniem oliwy do ognia.

Sara podczas całego tego tygodnia była dużym wsparciem. Nie zaczynała rozmów, ani o Zayn'ie, ani o Macie. Zabrała mnie na zakupy, a kilka razy poszła ze mną do studia i tańczyłyśmy.

Cały wykład jest zlepkiem niezrozumiałych słów, cały czas skupiam sie na tym co zamierzam mu powiedzieć na najbliższym spotkaniu. Nie mogę pozwolić mu na jakiekolwiek ulgi, ani sprośne gesty, czy słowa. Nie pozwolę się oczarować tym pięknym uśmiechem. Bóg wie czy jeśli będzie próbował mnie pocałować, nie poddam sie. Chciałabym, aby ten tydzień już sie skończył. 

W środę spotykamy sie z Liam'em na naukę, a towarzyszy nam przy tym Louis. Potrzebuje rozmowy z kimkolwiek, z kimś kto nie jest Sarą.

- Jula! - Liam podnosi sie z krzesła i ściska mocno. To samo po chwili robi Lou. 

- Cześć chłopaki - witam ich i zajmuję własne miejsce. Przyglądam sie Liamowi i zdaje sobie sprawę, ze minęło potwornie dużo czasu, odkąd go ostatnio widziałam. Było to w domu ciotki i wujka Zayn'a, gdy graliśmy w chowanego. 

- Miło widzieć cię w jednym kawałku - Lou śmieje sie. Jego rownież nie widziałam go trochę czasu, ostatnio spotkaliśmy sie na podwójnej randce.. Nie rozmawiałam też z Harrym. Nie mam pojęcia, jak mam sie przed nimi wytłumaczyć.

- Ciebie rownież - odpowiadam z uśmiechem - Jak trzyma sie Harry? - pytam cicho. Liam stara sie zbytnio nie wsłuchiwać w nasza prywatną rozmowę. 

- Wszystko z nim w porządku .. Chciał tu dziś przyjść i się z tobą zobaczyć, ale mu zabroniłem - wyznaje niewzruszony. Cieszę się, że to zrobił. Myślę, że obecność Harry'ego w niczym by mi nie pomogła. 

- Ale ma sie dobrze? 

- Tak, wydaje mi sie, że zrozumiał, że ty z Zayn'em .. Macie sobie dużo do wyjaśnienia - wzrusza ramionami.

- Przeprosisz go ode mnie? - pytam. Chcę, aby wiedział, jak bardzo mi przykro, że sprawa obrała akurat taki, a nie inny obrót. Czuję się z tym okropnie - Pogodziliście się z Zayn'em? - pytam go, na co chłopak kiwa głową z uśmiechem.

- On po prostu musiał sie uspokoić, ale jest mi bardzo bliski, my, sama rozumiesz  nie odpuszczamy tak łatwo.

- Nie odpuszczacie? Co masz na myśli? - martwię sie o co mu chodzi. Chłopak chichocze.

- Mam na myśli lekkie uderzenie w ramię, żadne rękoczyny - zapewnia mnie, na co schodzi ze mne całe napięcie. Cieszę się, że Zayn nie posunął sie, aż tak daleko i nie uderzył Louisa.

- Okej - śmieje sie lekko.

- Przyniosę nam coś do picia - chłopak wstaje i kieruje sie w odpowiednią stronę. Przy stoliku zostaje z Liam'em, odkładam książki na blat i patrzę na niego.

- Zgadnij co - chłopak uśmiecha sie do mnie, przez co dołeczki w jego policzkach stają sie widoczne.

- Co takiego? - cieszę sie, że chłopak emituje tak wielką energię. Jego uśmiech jest zawsze tak samo ciepły.

- Ja i Danielle jesteśmy już oficjalnie razem - poszczę z radości wyskakując ze swojego miejsca, aby uścisnąć go. Jestem bardzo szczęśliwa, że udało mu sie znaleźć tak wspaniała dziewczynę, która go uszczęśliwia.

- To wspaniałe! Kiedy to się stało? - pytam popychając go w ramię. 

- Spytałem ją o to w tamtą sobotę - W sobotę... Tego wieczoru pokłóciliśmy się z Zayn'em, zadzwonił też Matt, potrząsam głową - wcale nie chodzi teraz o mnie.

- To niesamowite! Gratuluje! - ciszę sie z jego szczęścia. Wydaje mi sie, ze razem stworzą piekną parę.

- Gratulacje? - słyszymy nagle pytanie Louisa - Czy coś wygrałem? - żartuje sobie.

 - Nie - śmieje sie z niego - Gratuluje Liamowi i Danielle - wyjaśniam mu wskazując na uśmiechniętego bruneta przede mną. 

- Tak. No tak, przecież wydarzył sie cud, w końcu ja zapytałeś ją o chodzenie - patrzy na niego z dumą.

- Jak to sie stało? - pytam żądna szczegółów.

- Um.. Wiesz, chyba to co wszyscy. Spytałem 'Czy zostaniesz moja dziewczyną?' - mierzę go wzrokiem na te głupią odpowiedź.

- Mam na myśli, co przygotowałeś, rozumiesz; okoliczności, miejsce - potrząsam głowà. Liam chichocze tylko, po czym zabrał sie za opowieść.

- Wybrałem sie na mecz piłki nożnej, podczas przerwy miedzy pierwszą, a drugą połową, kiedy ona i reszta dziewczyn z drużyny wykonywały swój układ, udałem sie na murawę. Całe szczęście, że znam tam jednego gościa - chłopak uśmiecha sie dumnie na swoje znajomosci - W każdym bądź razie, miałem ze sobą bukiet róż, zapytałem ją o chodzenie właśnie wtedy, na oczach wielu uczniów - na oczach wszystkich zebranych. Pokazali te sytuacje nawet na wielkim ekranie - uśmiecha sie.

Ta historia była wzruszająca. Cieszę sie, ze Liam nie krył swych uczuć i był otwarty, nawet na oczach innych. Ja nigdy nie byłabym w stanie zrobić czegoś takiego, nie lubię być w centrum uwagi. 

- To piękne, wiesz? - wyjrzykuje radośnie, na co Lou szydzi - Coś nie tak Lou?

- Właśnie Tomlinson? - Liam uśmiecha sie do niego wyzywająco. Z jego grymasu na twarzy mogę wyczytać, ze chłopak doskonale wie o co chodzi Lou. Rzucam w bruneta pytającym spojrzeniem, na co on śmieje sie i potrząsa głową - Louis żyje w świętym przekonaniu, że sposób w jaki on oczarował El jest najlepszy i nikt nie jest w stanie go pobić - wyjaśnia.

- Jak to sie stało? - zwracam sie do Louisa, który unosi sie z szerokim uśmiechem.

- Cieszę się, że pytasz - obejmuje mnie swym ramieniem, podczas gdy drugą dłonią wymachuje w pustej przetrzeni - Wyobraź sobie! - zaczyna dramatycznie, na co zaczynam sie śmiać - Ciepła, jesienna noc - na niebie migoczą, jasne  gwiazdy.

Zerkam na Liama, który wydaje sie być nieco podirytowany, ale chyba już przywykł do sposobu bycia naszego wspólnego kolegi. Louis zabiera ze mne swoje ramię, teraz może śmiało gestykulować obiema dłońmi.

- Trzy lata temu - kiedy zacząłem studia, spotkałem Elenour podczas dni otwartych kampusu. To była miłość od pierwszego wejrzenia, wpadłem jak śliwa w kompot; ale kto by nie wpadł? - chłopak mruga do nas porozumiewawczo. Minęły już trzy lata.. To znaczy, ze Lou kończy w przyszłym roku szkole, stracę go już za rok..

- Wiele razy starałem sie, aby piekna Elenour zechciała ze mną porozmawiać, jednak zawsze odmawiała. Uparta i trudna do zdobycia - mruga po raz kolejny. 

- Wcale nie była, aż tak uparta, to Louis był nachalnym dupkiem - informuje mnie Liam, na co Lou obrzuca go zawistnym spojrzeniem.

- W każdym bądź razie .. Po kilku próbach, minęło trochę czasu - pare miesięcy! - chłopak kładzie specjalny nacisk na ostatnie słowo i patrzy na nas szeroko otwartymi oczyma. Śmieję się z jego umiejętności opowiadania wszystkiego z tak wyraźnym zachwytem. Wyobrażam go sobie jako tatusia, widzę, jak opowiada swym dzieciom bajki na dobranoc.

- A dokładnej jakieś dwa miesiące - Liam znów go poprawia.

- Liam, koleżko, nie zapędzaj sie tak - Louis poucza go, po czym zostaje obdarzony przeprosinowym spojrzeniem - Jak już powiedziałem, minęły miesiące pustych prób zwrócenia na siebie uwagi, aż w końcu zgodziła sie! Zabrałem ją wiec na kolacje przy świecach, na dachu jednego z budynków biznesowych, w którym wtedy pracowałem. Tam podziwialiśmy piękne niebo i fajerwerki! Następnie przywieziono jej ulubiony deser - ciasto red velvet, a na nim napisane lukrem 'Czy zostaniesz moja dziewczyną?' Co prawda nie miałem bukietu czerwonych róż, ale obdarowałem ją jej ulubiona białą lilią.

Wyobrażam sobie ile trudu włożył w to Lou. Oczami wyobraźni widzę, jak pożycza od kogoś klucz, aby dostać się na ten dach i przygotować romantyczną kolacje. Pewnie umówił sie ze znajomymi, aby odpalili fajerwerki - dzięki temu oboje mogli je podziwiać z wysoka. Widzę, jak przygotowuje jej ulubione ciasto i kwiat.

- Awwwwww - uśmiecham sie do niego. Kocham ich oboje. Liama za to, ze jest taki śmiały i radosny, a Louisa za to, że zawsze pomaga mi w bardziej prywatnych sprawach. Wydaje mi sie, że do tego drugiego mam jakiś większy kredyt zaufania. Bardziej cenię sobie bliskość i prywatność.

- Czy wygrałem? - pyta mnie Lou.

- Nikt nie wygrał - potrząsam głowa zerkając na stolik z uśmiechem - Nie miałam pojęcia, ze pracowałeś w jakiejś firmie.

- Zwolniłem sie po krótkim czasie, szef był strasznym dupkiem.

- Wiesz, moj wujek Steven jest szefem CEO w jednej z nowojorskich firm.. Mają nawet oddział tu w Boulder .. Mogę mu o tobie wspomnieć i szepnąć pare dobrych słów - sugeruje mu. Wujek Steven to mój kolejny ulubiony krewny, którego nienawidziła moja mama. Miał coś nieco z kobieciarza, jednak prawdziwym powodem tej nienawści była ciocia Kate.

Moi dziadkowie dorobili sie niezłego majątku, po tym jak zamarli w spadku wszystko otrzymała Kate, Steve i mój tato. Tata jednak odmówił tych pieniędzy, powiedział, ze wolałby już sam dokopać sie do wnętrza ziemi, niż je wziąć. Dodał, ze woli sam tyle zarobić, polegać tylko i wyłącznie na sobie i własnych umiejętnościach. Kate i Steven zabrali spadek na spółkę bez żadnego zająknięcia, wiem, ze moją mamę zabolała ich chciwość.

Ja jednak nie uważam ich za chciwych. Sa najbardziej przyziemnymi ludźmi, jakich kiedykolwiek poznałam - co prawda, to co robią wymaga ogromnych kosztów, ale nadal bardzo ich kocham.

- Mogłabyś? - Louis uśmiecha sie - W zasadzie to sam czegoś szukałem, wl skoro on mógłby mi pomoc, to bardzo chętnie ! 

- Nie ma problemu, zadzwonię do niego -dodałam sobie tę sprawę do myślowej listy obowiązków. Nie rozmawiałam, ani nie widziałam mojego wujka od dwóch lat - odkąd Jeremy obchodził pierwsze urodziny, Steven odwiedził nas wtedy. Przypominam sobie też, jak pokłócili sie razem z moja mamą na tyle ogrodu. Matka była zła na niego za prezent jaki podarował małemu. Wydaje mi sie, ze był bardzo kosztowny, a moja mama nie pochwala rozrzutności. Następnie Steven zniknął pochłonięty swoją praca.

- Jak sie trzymasz Jula? Dawno nie rozmawialiśmy - pyta mnie Liam. 

- Dobrze. Wiesz, lepiej niż tego oczekiwałam - wzruszam ramionami. Jak oczekiwałam; od Zayn'a nie wiele można było sie spodziewać. Ledwie radzimy sobie z własnymi problemami, jeśli miała bym jeszcze czegokolwiek od niego wymagać, dawno byśmy sie pozabijali.

- Wyglada na to, że ty i Zayn swietnie do siebie pasujecie - dodaje po chwili. Zerkam na niego pytającym spojrzeniem. Zayn i ja? Ciekawe co wszyscy chłopcy o nas myśleli, za kogo nas uważali. Zastanawia mnie, czy widzą w nas parę, czy zupełne nieporozumienie. 

- Dlaczego tak uważasz? - w zasadzie naszej dwójce wiodło sie nie najgorzej. Pomijając fakt, ze po ostatniej wielkiej kłótni, jeszcze niczego sobie nie wyjaśniliśmy. 

- Ostatnio coraz cześciej widuje go w dobrym humorze - Liam wzrusza ramionami. Akurat w tym samym momencie barista podchodzi i stawia zamówione wcześniej kawy na naszym stoliku uśmiechając sie do mnie i Liama. 

- Tak, Zayn zawsze zawracał każdemu dupę i robił problemy z byle gówna. Teraz stał sie inny, zaczyna z nami nawet czasem rozmawiać, ot tak - zerkam na Lou, ktory przytakuje zgadzając sie z tym - Powiedziałem ci, daj mu sie sparzyć.

- Powiedziałeś jej, aby Zayn sie sparzył? - Liam pyta wyraźnie zaciekawiony.

- To taki mały sekrecie pomiędzy mną i Julą - Lou puka mnie w ramie z śmiechem.

- Rozumiem - Liam odpowiada z lekceważącym machnięciem dłoni. Razem z brunetem wymieniamy spojrzenia, po czym ponownie zerkamy na Liam'a - Taka dziewczyńska rozmowa - chłopak wzrusza ramionami z uśmieszkiem.

- Oh zamknij się - Louis uderza go w ramię, a ja wybucham śmiechem. Czuje ogromna ulgę spędzając z nimi czas. Ostatni tydzień był męka.

Chociaż oni wcale nie przypominali mi Sary, byli świetnymi przyjaciółmi. Odkąd w moim życiu znowu pojawił sie Matt, spędzanie czasu z Sara przypomina mo stare czasy. Myśle, ze czasem warto jest sie móc od tego oderwać.

Resztę wieczoru spędzamy na spontanicznej rozmowie - totalnie zapominając o nauce. To wszystko naprawdę pomogło mi w końcu zrozumieć, że nie jestem sama ze swoimi problemami. Może powinnam zaufać komuś wiecej, nie tylko Sarze.. Może...



- Jak minęła ci randka z Harrym? - odrywam wzrok od czytanego eseju, by spojrzeć na Lindsay. Dziewczyna z całych sił stara sie wyglądać jakby jej wcale nie zależało na mojej odpowiedzi. Widzę, ze skręca ja niecierpliwość i niewiedza. Zupełnie zapomniałam, ze dziewczyna jest zainteresowana Harrym. 

- Um... Było w porządku .. - wzruszam ramionami - Nic specjalnego - Bawiłam sie rewelacyjnie, ale to spotkanie niczym nie równa sie randkom z Zayn'em.

- Hum.. Wspominał cos o mnie? - spoglądam na Panią Parks, ktora czyta jąkas książkę przy swoim biurku. Wszystkie pozostałe osoby w klasie szepczą pod nosami czytając książki.

- Szczerze mówiąc .. Nie bardzo pamietam.. Tak jakby Zayn złożył nam niezapowiedziana wizytę - wyjaśniam patrząc na nią. Nie mam serca mowić jej, ze Harry w ogóle o niej nie mówił. Ale z drugiej strony czy oczekiwała, ze będziemy o niej rozmawiać?

Oczywiście, ze tak pomyślała. Gdybym była dobra przyjaciółka, sama zaczęłabym z Harrym ten temat. Mogłam stać sie ich swatką i przekonać chłopaka, aby dał Lindsay szansę. Jeśli zamieniły byśmy się rolami, jestem przekonana, ze ona by to dla mnie zrobiła. 

- Naprawde? - jej ton wzrósł i jedna oktawę wyżej. Śmieje sie zażenowana tą sytuacją, odgarniając kosmyk włosów z twarzy za ucho.

- Tak - potrząsam głowa gapiąc sie na zapisane kartki przede mną. Nie jestem pewna, co czytam, o czym jest ten tekst - to chyba jakaś klasyczna powieść, ktorą miałam przerobić jakiś tydzień temu - To nic wielkiego.. Tylko rozmawialiśmy - wzruszam ramionami.
 
- Jesli nie masz nic przeciwko, to zapytam; O czym? - jej wzrok pozostaje wbity we mnie. Zerkam raz na kartkę, raz na Lindsay - chyba moge jej zaufać. Pora na budowę mostów, nie tylko murów.

- Tak w zasadzie to jeszcze nie rozmawialiśmy.. - spoglądam na blondynkę, ktora uśmiecha sie przyjacielsko. Drapie sie po szyi czując nieco mniejszy ciężar całego tego wydarzenia. Strasznie sie denerwuje, o to jak przebiegnie nasze wspólne spotkanie z Zaynem. Dlaczego sie stresuje? To w końcu Zayn. Wszystko co dotyczyło Zayn'a było niespodziewane, szalone, niesamowite i jednocześnie okropne.

- On nie wyglada na typa, który mówi wprost o tym co leży mu na sercu - dziewczyna kręci głową z chichotem. 

- Myślałam, ze oboje jesteście razem - dziewczyna mówi mi opierając się nadgarstkiem o podbródek.

- Nie jesteśmy.. Nie oficjalnie - wzruszam ramionami pocierając miejsce miedzy oczami - To znaczy, nadal próbujemy wszystko miedzy sobą poukładać. Obgadać - jeszcze to sie nie stało, ale już jutro wszystko stanie sie jasne. Jednak nadal uważam, żeto beznadziejny pomysł. Co jak pożremy się ze sobą bez odwrotu? To bardzo możliwe.

- Podoba ci sie to? Chcesz tego? - pyta mnie. Marszczę brwi na jej pytanie. Było mi z tym dobrze, ale im wiecej czasu spędzam z nim wiedząc, ze on prawdopodobnie nic do mnie nie czuje, tym coraz gorzej mi to znieść.

- Nie - wyznaje cicho - Po prostu... Potrzebuje to przemyśleć.. Pukładać - potrząsam głowa - A jak ty sie trzymasz? - bardzo chce już zmienić ten niewygodny dla mnie temat. Przez to stresuje sie jeszcze bardziej.

- Swietnie, mój tato przyjeżdża mnie odwiedzić w przyszłym tygodniu. Bardzo sie za nim stęskniłam. Myśle, ze powinnaś go poznać, może pójdziesz z nami na lunch? - proponuje. Spędzenie czasu z Lindsay jest wspaniałym rozwiązaniem, zwłaszcza jesli randka będzie zupełną katastrofa. 

- Oczywiście, z wielka przyjemnością - zgadzam sie. Lindsay uśmiecha sie i wraca do czytania lektury. Przez resztę wykładu nie rozmawiamy, pozostaję sama ze swoimi myślami.

Nie podobała mi sie ta niejasna sytuacja z Zayn'em. Już teraz walczyliśmy z wieloma przeciwnościami, obawiam  się, że jesli oficjalnie ogłosimy sie para będzie jeszcze gorzej. Doda mi to stresu, presji, oczekiwań...

---------------------------
Wracając do akademika słyszę dźwięk przychodzącej wiadomości. To od Zayn'a. Biorę głęboki oddech, zatrzymuje sie w drzwiach i odczytuje sms-a.

"Załóż coś ładnego"

Wzdycham i jeszcze raz odczytuje wiadomość. Załóż coś ładnego? Zayn nigdy wcześniej nie instruował mnie co powinnam założyć, nie podawał wskazówek, nic.

Powoli wchodzę wgłąb pomieszczenia i odkładam podręczniki na biurku. Zauważam, ze Sara jest już w pokoju. Spoglądam na nią. Dziewczyna patrzy na mnie pytająco. 

- Chcesz pomóc mi ładnie sie ubrać? - pytam na co wyraz jej twarzy natychmiast jaśnieje. Dziewczyna wstaje z podskokiem, chwyta lokówkę i zestaw kosmetyków do makijażu. Śmieje sie po czym zasiadam i przyglądam sie poczynaniom przyjaciółki.

Po niecałej godzinie jestem gotowa. Słońce zaczyna pomału chować sie za horyzontem. Dziewczyna chrząka i odwraca mnie w stronę lustra dumnie. Przyglądam sie sobie. Zrobiła mi make-up w stylu 'smokey eye', co powiększa mi oczy. Dodatkowo maskara i eyeliner dodają drapieżności. Moje włosy kaskadami opadają wzdłuż pleców. Dziewczyna wykonała idealne loki.

Miałam ją zapytać co powinnam włożyć, ale dziewczyna jest szybsza. Po chwili biegnie do garderoby i w mgnieniu oka przynosi sukienkę, której nigdy wcześniej nie widziałam.

- Wiedziałaś, ze zaprosił mnie na randkę? - pytam ja ostro podnosząc sie z krzesła. Dziewczyna uśmiecha sie nieśmiało. Oczywiście, ze wiedziała - pewnie usłyszała od Niall'a, który był jednym z bliższych kolegów Zayn'a. 

- Wiec, jaki ma plan?

- Nie! Nie powiem ci! - dziewczyna śmieje sie podając mi sukienkę. Wykonana jest i a z szyfonu - Sara kupuje sukienki tylko z tego materiału. Biorę ja od niej, przykładam do siebie i spoglądam w lustro. Ma głęboki niebieski kolor. Z fasonu przypomina tę malinowa, którą miałam na sobie podczas urodzinowej imprezy Sary. Wyglada jednak na nieco dłuższa, jest zwężona w talii, ma falbane na środku. W tym samym miejscu widać kilka pasków materiału, które połączone  są w kokardzie.

- Czy nie jest przesadzona? - pytam zmartwiona.

- Co? Nie! Spodoba mi sie - dziewczyna zapewnia mnie uśmiechając sie dumnie - Ekstawagancka randka.. Czyli wszystko miedzy wami jak dawniej? - uśmiecha sie do mnie. 

- Nie jestem pewna - potrząsam głowa - Dowiem sie dzis wieczorem - wzdycham cieżko. Staram sie ignorować okropne myśli.

- Dzis wieczorem, czyli tak jakoś teraz? - przypomina mi wskazując na zegar. Szczeka opada mi na te wiadomość. Ale ten czas szybko leci. Spędziliśmy kilka dobrych godzin przygotowując mnie do randki, ktora może okazać sie totalna katastrofa.

Jesli cos pójdzie nie tak, będzie mi głupio. Sara tyle sie napracowała. Zakladam kosmyk za ucho, szybko chwytam torebkę, wkładam trochę pieniędzy i telefon.

- Wychodzicie dzisiaj gdzieś z Niallem? - pytam ja, na co dziewczyna kręci głowa.

- Nie, mam zadanie do odrobienia. A tak po za tym to wiszę mu męska noc - śmieje sie. Ona będzie robic zadanie? Co za szok! Odkąd przyjechaliśmy na CU, jeszcze nigdy nie widziałam jej robiącej czegokolwiek w kierunku nauki.

- Męska noc? - pytam - Nie martwisz sie, ze Niall wpadnie w jakieś kłopoty? - żartuje. 

- Totalnie - śmieje sie - Znasz go, przecież jest takim głuptasem - obie wybuchamy śmiechem. Nasza radość jednak milknie, gdy słyszymy stukanie do drzwi.

- Życz mi szczęścia.

- Szczęścia! - wykrzykuje, po czym zasiada przy komputerze. Biorę głęboki oddech i otwieram drzwi Zayn'owi. 

Napawam sie jego niesamowitym wyglądem. Chłopak ma na sobie skórzana kurtkę, szary t-shirt wycięty w V, który eksponuje kilka z jego tatuaży. Chłopak lustruje mnie wzrokiem, przez co o mało co nie padam na kolana z pożądania. 

- Wyglądasz zdumiewająco - mruczy cicho.

- Dziękuję - szepczę w odpowiedzi.

- Narazie Sara - chłopak macha do niej na pożegnanie, a ona udaje, ze wale sie na nas nie gapiła.

- Oh Zayn, jesteś tu? - dziewczyna uśmiecha sie do niego głupio. Śmieję sie z niej. Wychodzę zamykając za nami drzwi. Oboje kierujemy sie na parking w zupełnej ciszy. Chłopak kroczy kilka krokow przede mną. Nigdzie na placu nie widzę jego samochodu.

Nadal nie zauważam jego auta, czuje sie zdezorientowana. Zamierzamy przespacerować sie? Mój krok zwalnia, kiedy Zayn podchodzi do ciemno czerwonego motocyklu. Zatrzymuję sie, gdy Zayn wcale nie zamierza przestać.

- Nie - mowię krótko. Chłopak jednak nie przestaje - Nie ma opcji - Kręcę przecząco głowa. Zayn wskakuje na maszynę i odwraca sie w moja stronę z durnym uśmieszkiem - Nie wsiądę na ten motor - chłopak nie odpowiada.

Jego karmelowe tęczówki patrzą na mnie wyzywająco, a na jego twarzy widnieje zabawny uśmiech. Gapię sie na niego, nie poruszam. Nie wsiądę na ten motor, to idiotyczne.

- Możemy zginać - zakładam ręce na piersi i rzucam w niego złośliwie. On jest nienormalny; motory sa najbardziej niebezpiecznym środkiem transportu. Nie istnieje żadna ochrona poza kaskiem! Zero osłony.

- Możesz umrzeć w każdym momencie - Zayn wytyka mi, czekając, aż sie zdecyduję. Siedzi, tam na motorze, chłopak żądny przygód, niebezpieczeństwa i czeka. Oczekuje na mnie. Pragnie, abym sie zgodziła, uległa mu.

- Myślisz nieracjonalnie, co jesli sie rozbijemy? - unoszę brew pytająco. Założę sie, ze wypadek na motorze przyniesie dużo większe konsekwencje, niz kraksa samochodem. Nie ma tam żadnych poduszek bezpieczeństwa. 

- Wydaje mi sie, ze musisz zaryzykować - uśmiecha sie do mnie, nadal czeka. Nie ma mowy, nie pozwolę, aby do tego doszło. Mój żołądek wywijał fikołki na samą myśl wsiadania na tego potwora.

- Nie - powtarzam - Nie ma mowy. Nie.

Notka od autorki: 
Głosujcie proszę! :) 
Czyje 'pytanie o chodzenie' było waszym zdaniem lepsze? Lou czy Liama? Prawdopodobnie jeszcze długo nie poznacie wujka u cioci Julii, ale wyobrażam ich sie jako Ben'a Affleck'a i Shiri Appleby!


----------------------
Przepraszam.

Teraz będę tłumaczyć, ze tak powiem hurtowo to pojawia sie kolejne rozdziały ❤️ 
Lydia Land of Grafic