czwartek, 13 listopada 2014

Rozdział 42

ZAYN POV


Niczego nie cierpię bardziej, niż kiedy idę na zajęcia i nie jestem w stanie z nią rozmawiać. Ona zawsze tak cholernie mnie wkurza i za każdym razem kończy się na kłótni, po czym nie mogę się z nią dogadać przez dłuższy czas.

Pójście za zajęcia w środę było wystarczającą trudną walką. Po kolejnej kłótni wymyśliłem, że ignorowanie o odpychanie jej od siebie będzie najprostszym sposobem – miało być łatwo, ale po tym jak ją ujrzałem całe moje przekonanie zniknęło za pstryknięciem palcami.

Zwłaszcza po tym, jak Pan Collins rzucał w nią tym swoim wkurwiającym, czarującym uśmieszkiem. Musiałem mieć na nią oko, wyglądała idealnie – jak zawsze. Co więcej z jej postawy nie widać było, żeby bardzo przejęła się naszą sprzeczką – nie była dotknięta moim nietaktem i Ericą (słówko ode mnie :D Oj Zayn.. jaki ty jesteś ślepy…)

Ona wcale nie musiała wiedzieć o Erice, nie było najmniejszej potrzeby, zwłaszcza odkąd wiem, że leci na Harry’ego.. Dlaczego podawał się za mojego kumpla i w tym samym czasie próbował odebrać mi kurwa Julię? Harry – cholerny Harry musiał się w to mieszać. Tak jest grzeczniejszym typem – bardziej  nadaje się jako chłopak dla niej.

Byłem cholernym idiotą zapraszając Ericę na tę całą imprezę. To był impuls. Zaprosiłem ją po tym, jak Julia pojechała w odwiedziny do rodziców. Wyobraziłem sobie, jak wraca i idzie na imprezę ze swoim idealnym chłopakiem z dzieciństwa. Zrozumiałaby, że jestem dla niej zwykłą udręką, jak bardzo się między sobą różnimy. Nie chciałem tego, naprawdę nie chciałem stać wtedy jak kołek i patrzeć na ich szczęście, na szczęście Julii. Zaprosiłem, więc Ericę, tylko po to, by nie być samotnym.

Ta myśl rozwalała mnie, wypełniała każdą myśl – ona i Matt razem – było tak, dopóki nie zadzwoniła do mnie tego wieczoru. Gdy rozmawialiśmy, póki nie zasnęła coś się we mnie obudziło. Zrozumiałem, że nic takiego jak jej powrót do Matt’a się nie wydarzy.


Tydzień mija w zastraszającym tempie i nadal ją ignoruję, tak silnie jak tylko potrafię.. Chociaż wiem, że tam głęboko wcale tego nie chcę… Wydaje mi się, że średnio ją to obchodzi, jej wzrok zawsze wlepiony jest w Pana Collins’a – jest wciągnięta każdym cholernym słowem, które wydobywa się z tych jego wstrętnych usteczek.

Gdy nadchodzi sobota nie mam co ze sobą począć. Nie mam ochoty na imprezowanie, jeśli znów się upiję to prędzej, czy później skrzywdzę Julię. Plus nie mam pojęcia, czy zdoła mi to kiedykolwiek wybaczyć. Na towarzystwo Ericy też nie mam ochoty, nawet nie wiem co mam jej powiedzieć w związku z Julią.

Erica bardzo dobrze mnie zna - nie jak Julia, ale doskonale zdawała sobie sprawę, że potrzebowałem seksu bez zobowiązań i uczuć. To obopólna korzyść, ja i Erica byliśmy tylko przyjaciółmi i niczym więcej.

Nie wiem jak poradzić sobie z Julią, cały czas błądzi w moich myślach, ale ja na nią nie zasługuję. Nie powinienem myśleć o kimkolwiek tak często, jak myślę o niej, starałem się ją ignorować - wydaje mi się, że minęły lata od naszej ostatniej rozmowy, wieki odkąd miałem ją w swoich ramionach, odkąd ją całowałem.. ale nie dam rady sobie z tym poradzić.

- Do później chłopaki - zwracam uwagę na to co się wokół mnie dzieje - Louis'a i Harry'ego. Charles odwraca się w ich stronę i rzuca podejrzenia.

- A wy oboje to gdzie się wybieracie? - śmieje się.

- Wychodzimy.. - Louis zerka raz na mnie, raz na Charles;a. Gapię się na ich trójkę - nie jestem pewien co jest grane, ale z pewnością nie poinformowali mnie o czymś istotnym. Na twarzach malowało im się dziwne uczucie.. nie mówili nam wszystkich szczegółów.

- Tak, więc do potem - Charles macha im na pożegnanie, na co Louis rzuca w niego zmartwionym spojrzeniem i wychodzi podążając za Harry'm.

- Co to do kurwy miało znaczyć? - pytam gdy słyszę trzask drzwi frontowych.

- O co ci chodzi? - Charles pyta nonszalancko, przygotowując sobie trochę jedzenia. Nie patrzy na mnie - jest skupiony na gotowaniu. Nie odpowiadam na jego pytanie, czuję, że coś jest na rzeczy. Louis i Harry nie wychodzą nigdy nigdzie we dwoje, zwłaszcza beze mnie i Charles'a

Szybko wrzucam talerz do zlewu pozostawiając go do umycia Chrles'owi. Drażnię go tym, ale zupełnie to po mnie spływa i szybkim krokiem wychodzę z kuchni. On podrywa moją Julię, może więc pozmywać trochę naczyń. Spieszę do swojego pokoju, przebieram się w coś normalnego i wybiegam z domu.

Wiedziałem, że chodzi o Julię, i muszę się dowiedzieć co dokładniej wykombinowali.



JULIA POV


Stojąc w łazience, ostrożnie nakładam cienką warstwę makijażu na oczy. Ten tydzień był nudny i ciężki, nie rozmawiałam z Zayn'em od bitych kilku dni, a on nawet się nie starał. Nie wiem co mam zrobić, skąd mam wiedzieć, czy poczuł się zraniony, skoro się do mnie nie odzywa? Zawsze sytuacje między nami były jedną wielką niewiadomą.

- Nadal nie wierzę, że idziesz na tę podwójną randkę z Harry'm - słyszę głos Sary. Wzdycham robiąc ostatnie poprawki i wychodzę z łazienki.

- To nie jest randka - Wciąż nie udało mi się wyjaśnić tej całej zagmatwanej sprawy z Zayn'em Sarze. Mimo, że byłam mocno na niego wkurzona miałam poczucie, że muszę trzymać ją z dala od tego bałaganu, a najlepiej wszystkich, oprócz Louis'a.

- Jednak wygląda to inaczej. Louis z Elenour, Harry i ty? - wylicza - To jest podwójna randka - dziewczyna obserwuje mnie podejrzliwie - Myślałam, że nie jesteś zainteresowana Harry'm.

- Nie jestem, ja.. nie wiem - wzdycham. W czasie zmagań z Zayn'em Harry był dla mnie jak skała podtrzymująca mnie przed upadkiem i bardzo mu jestem za to wdzięczna. Nadal jednak nie chcę mieszać się w żadne związki z nim, odkąd moje myśli wypełnia tylko mulat - To nie jest podwójna randka, tylko wspólne, przyjacielskie wyjście.

Nie ważne, jak mocno się starałam, aby było inaczej, za każdym razem brzmiało to tak samo - podwójna randka. Nie ma mowy temu zaprzeczyć. Odwracam się w stronę długiego lustra poprawiając swój szary top. Podciągam spodnie i przeciągam przez szlufki pasek zaciskając go wokół pasa. Włosy rozpuściłam pozostawiając je w lekkich falach, grzywkę postanowiłam podpiąć do góry.

- Dyskutowałaś o tym z Zayn'em, czy tak po prostu... - Sara obsypuje mnie kolejnym pytaniem wyczekując odpowiedzi. Gapię się na jej odbicie w lustrze.

- Nie rozmawialiśmy - niemal szepczę potrząsając lekko głową. Odwracam się do niej. Jej oczy smutnieją.

- Tak myślałam... byłaś taka zamknięta, jakby w swoim świecie.. może to czas dać szansę Harry'emu? - proponuje, smutek znikł z jej twarzy. Harry... Harry i ja - to sprawiało więcej sensu, niż z Zayn'em. Ale nawet jeśli pozwoliłabym sobie na zmianę obiektu zainteresowań na drodze pojawiała się Lindsay.

- Nie sądzę, że to dobry pomysł.

- Dlaczego? - natychmiastowo pyta, jej wzrok skanuje mnie przeraźliwie - Harry to bezpieczna droga do szczęścia, jest miły, czarujący, a już na pewno mam milion razy czystszą kartotekę od Zayn'a - rzuca faktami, jakby urodziła się z tą wiedzą.

- Lindsay - wyjaśniam zaczesując kosmyk włosów za ucho - Podoba jej się Harry i nie mam serca jej tego zrobić. Plus nie myślę o Harry'm w ten sposób - Lindsay była moją wymówką, jedynym powodem dla którego zamykałam sobie drogę na związek z Harry'm.

- Oczywiście, że nie zrobisz, Zayn bawi się twoimi uczuciami, nie mam pojęcia co się między wami wydarzyło, ale... Od tamtej pory stałaś się zupełnie inną osobą, ledwie ze sobą rozmawiamy.

- Wiem - wzdycham podchodząc i siadając na swoim biurku, Sara obserwuje mnie z ostrożnością - Przepraszam cię.. w mojej głowie kłębi się od różnych myśli.. Możemy dać spokój Harry'emu? - błagam ją. Dziewczyna przytakuje powoli i kieruje się do kuchni.

Słyszę lekkie stukanie do drzwi i w ciele czuję ekscytację. Spędzenie dnia z Louis'em, Elenour i Harry'm będzie świetną zabawą - choć na moment będę mogła zapomnieć o Zayn'ie. Nadal mam poczucie, że to podwójna randka, ale wolę to, niż samotne siedzenie w pokoju i zadręczanie się.

- Dziś wieczorem spotykam się z Niall'em.. ale opowiesz mi wszystko zer szczegółami jutro? - Sara uśmiecha się biorąc pokaźny kęs batonika zbożowego.

- Jasne - odwzajemniam gest otwierając drzwi frontowe Harry'emu. Loki chłopaka zaczesane są do tyłu, ma na sobie ciemną, niebieską koszulę i spodnie. Uśmiecha się i spogląda raz na mnie, raz na Sarę.

- Hej Sara - mruga do niej przyjaźnie.

- Cześć Harry - odpowiada zasiadając przy biurku, odwraca się i całą uwagę skupia na laptopie.

- Gotowa? - pyta mnie z czarującym uśmiechem.

- Tak - przytakuję sprawdzając czy aby na pewno zabrałam ze sobą telefon i pieniądze. Sekundę potem wychodzimy z budynku.

- Wyglądasz świetnie - chwali mnie, na co uśmiecham się tylko. Mimo, że w mojej głowie maluje się obraz Zayn'a i Lindsay, która darzy go sympatią czuję, że to będzie przyjemne popołudnie.

- Ty też nie wyglądasz najgorzej - śmieję się dźgając chłopaka łokciem w bok.

- Louis i Elenour czekają już na miejscu, na arenie laserów - chłopak wyjaśnia, gdy wskakujemy do jego jeep'a.

- Arenie? - śmieję się zapinając pas - To musi być ogromne - wyobrażam sobie miejsce kształtem przypominające koloseum i przypadkowo postawione ściany. Nie wiem, czego mam się spodziewać.

- Nie jest znów takie ogromne, bardziej przypomina 'zabawną planetę' (nie miałam zielonego pojęcia jak to przetłumaczyć... :c) Są tam gokarty, gry, jedzenie - wzrusza ramionami, po czym odpala wóz i ruszamy.

- 'Zabawna planeta'? - pytam powtarzając jego słowa - Brzmi zabawnie - śmieję się na co chłopak dołącza spoglądając na mnie.

- Tak, zapowiada się świetny dzień.

^^^^

- Po prostu zapnij ją w ten sposób - Harry poprawia czarną kamizelkę, którą mam na sobie. Ma ona przyczepionych kilka białych pól, jak sądzę są to chyba jakieś diody. Chłopak wytłumaczył mi, że zaświecą się one za każdym razem, gdy zostanę 'postrzelona'. Tym samym inni oraz ja będziemy wiedzieć, że oberwałam.

Obawiałam się tej areny/ Harry obiecał, że będzie przy mnie i mi pomoże - będziemy drużyną. Mimo, że w pierwszej rundzie będzie uczestniczyć jeszcze kilkoro obcych ludzi, ja z Harrym będziemy walczyć przeciwko Louis'owi i El.

- Wystarczająco ciasno? - pyta mnie zaciągając pasek, tak, że materiał kamizelki przylega do mojego ciała. Uśmiecham się i przytakuję.

- Idealnie - jego zielone tęczówki lśnią, kiedy spogląda na mnie ostatni raz poprawiając kamizelkę. Rumienię się spoglądając na Elenour i Louis'a, którzy się na nas patrzą. Harry wręcza mi plastkiowy pistolet.

- Pociągnij za spust i dasz sobie radę - wskazuje na miejsce pod bronią. Przytakuję w zrozumieniu i rozglądam się po pomieszczeniu.

- Okej, wszyscy gotowi? - pyta nas instruktor. Facet ma ciemne, blond włosy związane w kucyka i czarne polo na sobie.

- Oczywiście, że tak! - Louis jest bardzo podekscytowany.

Śmieję się z jego entuzjazmu, na co Elenour kręci głową uśmiechając się. Instruktor odsuwa się na bok wpuszczajac nas do ciemnego korytarza. Obracam się do Harry'ego, który rzuca we mnie zachęcającym uśmiechem i wchodzimy do środka. Idę blisko chłopaka, kiedy znajdujemy się już w ogromnym pomieszczeniu.

Wydaje się być nieskończenie wielki, wszystkie ściany i przeszkody pomalowane są na czarno, widać na nich rozmazaną, świecącą paćkę oraz trochę na podłodze. Cała struktura składa się jakby z dwóch światów, są mosty, zamki, schody, czuję narastające napięcie i zdenerwowanie - mam nadzieję, że się nie zgubię w tych ciemnościach.

- Dawaj! - Harry krzyczy do mnie. Muzyka gra, więc chyba grę można uznać za rozpoczętą - wszędzie słychać odgłosy laserów. Ludzie biegają śmiejąc się i ciesząc, ich kamizelki coraz to się zaświecają i gasną. Biegnę za Harry'm, wspinamy się na górę po schodach i w mgnieniu oka znajdujemy się na pierwszym piętrze.

Chłopak szybko zestrzelił kilkoro osób, ale wspinamy się jeszcze wyżej. Nie wiem co robić, w końcu docieramy na najwyższe piętro budowli - doskonale stąd widać przeciwników.

- Lekcja numer jeden: Zawsze stawaj na szczycie; miej przewagę - uśmiecha się. Przytakuję i podążam za nim pod jedną z wież.

- Czy to bezpieczne? - rozglądam się.

- Wiesz, masz ponad 16 lat i podpisałaś dokument potwierdzający odpowiedzialność za własne zdrowie i życie - przypomina mi z mrugnięciem oka, kiedy przebiegamy przez jeden z mostów.

- Ktoś kiedyś tu poważnie ucierpiał?

- Może - wzrusza ramionami - Przy mnie jesteś zupełnie bezpieczna - uśmiecha się podchodząc i dotykając mojego ramienia - Obiecuję - Zwalniam i gapię się w jego oczy. Zauważam w nim nutę zmartwienia.

Obserwuje mnie nieco zakłopotany - Nie miałem tego na myśli.. ja nie.. - jąka się.

- W porządku - zapewniam go cicho. Wymuszam też ciepły uśmiech, nie zamierzam teraz rozmyślać o Zayn'ie i Lindsay - nawet jeśli to wobec niej nie do końca fair. Sama też potrzebuję się rozerwać.

^^^

Nie mam pojęcia, jak to się stało, ale po pierwszej rundzie w w tabeli wyników jestem druga, zaraz po Lou. Jestem pewna, że Harry specjalnie kilka razy chybił, choć doskonale mógł sobie z poradzić. Mimo to jestem bardzo szczęśliwa. Razem z Louis'em znaleźliśmy się w najlepszej piątce graczy.

- Szczęście początkującego - brunet krzyczy do mnie z uśmiechem - Zagrajmy jeszcze raz, a skopię ci tyłek - śmieje się. Elenou patrzy na niego pogardliwie. Spoglądam na Harry'ego.

- Okej - zgadza się. Bardzo spodobała mi się ta gra, w żyłach płynie mi niezła dawka adrenaliny.

W kolejnym starciu nie jestem już więcej w drużynie z Harry'm i muszę sobie radzić sama. Chłopak mruga do mnie ostrzegawczo, zanim znika w labiryncie ścian i świateł. Szybko odnajduję miejsce dla siebie i pozostaję wysoko w ukryciu, tak jak mnie nauczył.

Udaje mi się zdobyć kilka niezłych strzałów, śmieję się i trafiam każdą napotkaną osobę. Bardzo podoba mi się fałszywe strzelanie, dźwięki broni, to jak kamizelka zaświeca się za każdym razem, gdy ktoś trafi w swój cel.

Kiedy gasną wszystkie światła sygnalizując koniec gry, odnajduję śmiejących się chłopaków, którzy podchodzą do tabeli wynikowej. Wypatruję też El, która się do mnie uśmiecha.

- Czyżby ktoś skopał mu tyłek? - pyta mnie. Rzucam w nią zdezorientowanym spojrzeniem - Louis uważa siebie za króla wszystkich gier, czas, aby jakaś laska pokazała mu, kto tu rządzi. Ja nie mam serca mu tego zrobić - wyjaśnia.

- W takim razie, mam nadzieję, że mi się udało - śmieję się, kiedy podchodzimy do ekranów. Po chwili zauważam swoje imię wyżej, niż Louis'a i szczęka opada mi w zaskoczeniu.

- Nie! - chłopak krzyczy niezadowolony - Nie możliwe, oszukiwałaś! - zwraca się do mnie z udawaną złością.

- Jak niby miałabym to zrobić?

- Nie wiem, pewnie razem z Harry'm włamaliście się do systemu, czy coś - twierdzi - Jestem pewien, że nie przegrałem - wytyka.

- Nie jęcz Lou, zjemy coś? - Elenour śmieje się klepiąc go po plecach.

- Nie miej bólu dupy (nieważne jak kolokwialnie to brzmi..) Chodź! - Harry też się śmieje otaczając mnie swoim ramieniem przytulając do siebie - Dobra robota - uśmiecha się do mnie. Wszyscy wracamy do pomieszczenia, gdzie możemy odpocząć o porozmawiać.

Główne pomieszczenie ma ściany w barwach śliwki, wszędzie porozkładane miękkie dywany. Wydaje mi się, że kolorystyka została specjalnie dobrana dla rodzin z dziećmi. Ogromne okna wpuszczają światło - sprawiają, że pokoje wydają się jeszcze większe, niż w rzeczywistości.

Wkrótce zauważam podejrzliwe spojrzenia El i Lou skierowane w naszą stronę. Nie potrafię do końca odczytać emocji, jaka zawładnęła Louis'em, nie wiem o czym myśli. Zapewne zastanawia się co zrobić z naszą dwójką. Niestety siedział w tym samym wózku co i ja.

- Dzięki - uśmiecham się go bruneta, który uwalnia mnie z uścisku. Na myśl przychodzi mi Zayn, co by było gdyby zamiast Harry'ego był on.

- Jula? - chłopak patrzy na mnie intensywnie śmiejąc się nerwowo - Wszystko w porządku? - na jego czole pojawiają się zmarszczki zmartwienia.

- Tak - wydycham uśmiechając się, Harry marszczy brwi potrząsając głową, Odwracam od niego spojrzenie, zwracając uwagę na miękki kolorowy dywan pod moimi stopami.

Bawiłam się naprawdę świetnie, ale w moich myślach nadal pojawiają się obrazy, które wprawiają mnie w złość. Dlaczego choć na jeden dzień nie mogę przestać o nim myśleć? Czy pytam o tak wiele? Oczywiście, że tak, Już zawsze będę o nim myśleć.

Czuję to coś za każdym razem, gdy na niego zerkam, gdy mnie dotyka. Coś przyciąga mnie do Zayn'a i nie wiem jak się tego pozbyć.

- Jula, powinnaś wiedzieć,.. on nie jest jedynym - spoglądam na chłopaka zdezorientowana. Jedyny? W czym?

- Co? - pytam poszukując odpowiedzi w wyrazie jego twarzy. Harry rozgląda się po pomieszczeniu przeczesując palcami włosy po czym znów nawiązuje ze mną kontakt wzrokowy.

- Nie jest jedynym, który się o ciebie martwi i dba - czuję natłok emocji. Czuję szczęście, że Harry się mną przejmuje, ale w tym samym momencie kuje mnie w żołądku. Nie wiem, czego oczekiwałam od niego, ale nie chciałam, żadnego związku.

Nie mogłam tego chcieć. Jest tyle powodów. Stałam się zupełnym bałaganem we własnych kłopotach, zwłaszcza tych związanych z miłością. Nie mogłam się związać z Harry'm, ponieważ jakaś niewidzialna siła trzymała mnie przy Zayn'ie, przy jego napadach szaleństwa.

- Jula, nie mam zielonego pojęcia, dlaczego jesteś z nim tak blisko... nie wiem, czemu nie zostawi się w spokoju, dlaczego nie odsunie się, ale..

Zostawi mnie w spokoju Odsunie się? Kim on jest, że śmie tak mówić? To nie on decyduje o tym, czy będę, czy też nie widywać się z Zayn'em, nie chciałam, aby zostawiał mnie samą... Chciałam?

- Harry, nie rozmawiajmy o tym - przerywam mu, Chłopak łączy brwi w konsternacji - Nie rozmawiajmy, ani nie kłóćmy się o Zayn'a, ponownie - przytaczam nasze pierwsze wspólne spotkanie, kiedy powiedział mi, że martwi się o mnie, gdy przebywam z mulatem.

- Ja tylko.. Szczerze, to nie ma dla mnie żadnego sensu - bełkocze - Zdaję sobie sprawę, że między wami coś jest.. ale oboje skaczecie sobie do gardeł, on cię rani, ty go wkurzasz... Nie ma sensu.

Czuję ogarniającą mnie złość, gotuje się we mnie, Zupełni bezpodstawnie oceniał mnie Zayn'a. Nie wiedział o mnie nic, tyle samo o Zayn'ie - o nas, ale niestety miał trochę racji.

- Myślisz, że tego nie widzę? Myślisz, że codziennie nie myślę, że to nie ma najmniejszego sensu? - pytam próbując zachować stoicki spokój w tanie - Harry, nawet jeśli coś nie ma sensu, nie oznacza, że jest złe - mówię mu.

Pozostajemy w ciszy. Chłopak spuszcza wzrok i wlepia go w podłogę. Kiedy ponownie otwieram usta, aby coś powiedzieć on bierze moją dłoń w swoją i pociera moje palce - teraz gapi się w nie. Obserwuje, jakby to była ostatnia rzecz, którą będzie w stanie zobaczyć, Trzyma mnie bardzo delikatnie, jakby obawiał się, że za moment zniknę.

W uszach czuję, jak wali mi serce, nie czuję tych samych emocji, gdy dotyka mnie Zayn, ale coś w tym jest, Czuję coś, co wprawia mnie w zmartwienie i obawę o Lindsay. Obiecałam jej coś - że z Harry'm łączy nas tylko przyjaźń...

Jego dotyk mnie uspokaja, jednak nie tak jak robi to Zayn. Kiedy robi to mulat czuję rozpalający się we mnie ognień, pragnienie i pożądanie o więcej, uczucie, dzięki któremu wiem, że nie liczy się nic po za nami. Z Harry'm jestem, jakby bardziej przy ziemi, chłopak przyciąga mnie do rzeczywistości.

- Wiedz jedno... on nie jest jedynym - mówi cicho gładząc mnie kciukiem, po czym puszcze moją dłoń. Odchrząkuje i gęsta atmosfera gdzieś znika - Jesteś głodna? - wskazuje na Louis'a i El, którzy siedzą przy stoliku przeglądając menu.

Ich dwója różni się od Zayn'a, dzięki nim mogę zapomnieć i ruszyć przed siebie, mimo blokady w sercu, która mi na to nie pozwala.

- Trochę - przytakuję.

- Ja stawiam, nie martw się - uśmiecha się czarująco, udając, że sytuacja z przed chwili nie miała miejsca. Uśmiecham się i podchodzimy doi reszty.

Zamawiamy posiłki, które zostają nam podane niezwykle szybko. Siedzimy przy stoliku wybranym przez El - w rogu pokoju, z dala od rodzin z dzieciakami. Po kilku minutach cichego spożywania słyszmy głośne dąsy Louis'a.

- Kochanie, wszystko okej? - El pyta go.

- Nie wierzę, że przegrałem - narzeka.

- Oh, pogódź się z tym, że ja wygrałam - śmieję się rzucając w niego frytką.

- Uważam, że oszukiwałaś, odmawiam uwierzenia w moją porażkę! - protestuje wyrzucając ręce w powietrze. Elenour śmieje się pocierając plecy chłopaka.

- Przestań już, Jula zna pewne chwyty, ktoś musiał nie uważać - uśmiecha się do niego.

- Miałam świetnego nauczyciela - śmieję się pukając Harry'ego, który ponownie otacza mnie swoim ramieniem.

- Miałem świetnego ucznia - odwzajemnia gest, jego zielone tęczówki tryskają radością, Rumienię się, uśmiech schodzi z moich ust.

W tym samym czuje czułam się wspaniale i źle, coś takiego mogło przytrafić się tylko mi. Nie tylko Zayn mnie teraz martwi. Nie potrafię kręcić z Harry'm mając w głowie obietnicę składają Lindsay i wszystko co przeszłam z mulatem.

- Żądam rewanżu - sprawiedliwego! - Louis proponuje ze złością i śmiechem. Robię wszystko, aby otrząsnąć się z denerwujących mnie myśli, z wszystkich otaczających mnie kłopotów.

- Sprawiedliwego? - śmieję się niedowierzając - Dziś walczyłam fair! Po prostu szybko się uczę - bronę się - Ale akceptuję wyzwanie.

- Zawalcz jak mężczyzna Tomlinson - Harry rzuca w niego liściem sałaty, który jęczy.

- Jestem mężczyzną - broni się dziecinnym głosem, na co wszyscy wybuchamy śmiechem. Zerkam na Harry'ego który jeszcze nie zdjął ze mnie swojego ramienia - znów nawiedzają mnie wszystkie wątpliwości.

Jestem naprawdę szczęśliwa, nie tak mocno, gdybym miała Zayn'a. Nie myślałam o nim prawie całą randkę, przynajmniej nie tak często, jak zwykle. Okazyjnie na myśl wpadała mi Lindsay.

Obiecałam jej coś, a teraz nie jestem pewna własnych słów. Harry był czarujący, zawsze udawało mu się odciągnąć mnie od dręczących mnie myśli, wiem, że się o mnie martwił i obchodziłam go.

Sprawy wydawały się być z nim zniewalająco łatwe, nie było żadnych dziwnych znaków, nagłych wybuchów złości, ale brakowało również tej iskry, która gościła zawsze między mną i Zayn'em... Tu pojawiał się jedynie niewielki ognik, który nie za bardzo chciał rozpalić się pełnym płonieniem.

Nagle słyszmy głos, który przerywa mój śmiech i powoduje zatrzymanie serca.

- Chyba sobie kurwa ze mnie żartujecie.



____________________________

PATRZCIE JAK SZYBKO! :D Rozpiera mnie duma normalnie :D
Kocham pisać ZAYN POV :)

Ale się kończy!! :o Kto to? Jak sądzicie ? Occhhh! (wiem że to oczywiste ale jest dreszczyk, co nie?) JA MAM DRESZCZYK!!! ZAPOWIADA SIĘ NIEZŁA KŁÓTNIA :O

Następny koło niedzieli :3

WIĘCEJ KOMENTARZY, LITOŚCI NO :C

Do następnego kochane.

ps. tradycyjnie nie sprawdzane....






niedziela, 9 listopada 2014

Rozdział 41

(Ostatnio słuchałam piosenki Just Give Me A Reason wykonania P!ink i wydaje mi się, że jej tekst doskonale pasuje do relacji/sytuacji Zuliet, myślę, że powinniście je zobaczyć!)


Następnego dnia budzę się, zakładam na siebie luźny sweter i legginsy. To nie do końca mój styl, ale nie mam czasu, ani nastroju na strojenie. Po wczorajszej rozmowie z Louis'em ogarnęły mnie jeszcze większe nerwy - całą noc myślałam i martwiłam się o Zayn'a, bardziej, niż zwykle. Nie mam ochoty też kombinować z włosami, więc wiążę je w luźnego koka i ruszam na zajęcia.


Na uczelnię idę znacznie dłużej, niż zwykle - próbuję mentalnie przygotować się na spotkanie z Zayn'em. Może mieć tak wiele różnych humorów - będzie zły, flirciarski, czy może mnie zignoruje? Z pewnością będzie mnie rozpraszał i przykuwał moją uwagę - jak zawsze.

Nadszedł październik, wszystkie liście powoli opadają już z drzew. Kilka z nich leży na chodniku i porusza nimi lekki podmuch wiatru. Korony roślin tracą też już swoje jesienne barwy - jednak ich niektóre gałęzie posiadały jeszcze złoto-czerwone listki.

Te liście wisiały na krawędzi życia. Trzymały się na cieniutkich trzonkach wystarczająco mocno, aby nie opaść na chodnik i odfrunąć w niekończącą się przestrzeń. Mam wrażenie, że sama staję się takim liściem - stoję na krawędzi własnego życia. Na druzgoczący upadek nie pozwala mi jedynie żyjąca we mnie nadzieja, z całej siły staram się nie poddać.

Przez moment gapię się w to drzewo, po czym potrząsam głową pozbywając się tych dziwnych przemyśleń i ruszam na zajęcia.

W klasie zjawiam się zaledwie kilka minut przed rozpoczęciem, przez co Pan Collins mierzy mnie z niepokojem. Uśmiecham się do niego grzecznie, po czym zwracam się do ławki. Obok siedzi Zayn. Zatrzymuję się na środku salki.

Chłopak ma na sobie ciemno szary T-shirt, który całkowicie zakrywa jego klatę, skórzaną kurtkę i ciemne spodnie. Wygląda jak zawsze, jak zwykle otrzymuje też zalotne spojrzenia innych dziewczyn. Zerkam na niego dyskretnie, tak żeby mnie nie zauważył. Podnoszę głowę wyżej, niż zwykle, mijam go i siadam na swoim miejscu. Czuję się, jak na pierwszych zajęciach - znów wyczuwam między nami niekomfortowy dystans.

- Dobrze klaso, w końcu udało mi się  do końca ocenić wasze testy, więc za moment wam je rozdam. Zaraz po ich obejrzeniu zajmiemy się kolejnym tematem i zobaczycie krótki film - ogłasza, po czym bierze w dłonie plik kartek.

Zerkam na mulata, chłopak nadal tylko tępo gapi się w przestrzeń przed sobą. Przeczesuję włosy dłonią, zastanawiam się czy powinnam do niego zagadać, ale wtedy na myśl przychodzą mi słowa Loui'a - Nie mogę być pierwszą, która się przełamie i przybiegnie z przeprosinami. Biorę swoją kartkę i widzę na niej 6 - na mojej twarzy pojawia się szeroki uśmiech.

- Dobra robota Panno Augustine, widzę, że współpraca działa. Oboje dostaliście świetne oceny - Pan Collins chwali mnie i Zayn'a. Chłopak zerka na nauczyciela, który wręcza mu jego test. Na jego twarzy nie widać żadnego uczucia, tylko ignorancja.

Przez resztę zajęć chłopak nadal się nie odzywa, ale od czasu do czasu wyczuwam na sobie jego palący wzrok. Powoduje on pojawiające się na moich policzkach rumieńce j jestem wręcz pewna, że bardzo mu się to podoba. Pojawił się we mnie ognik nadziei, że patrząc na mnie próbuje skleić w głowie jakieś wyjaśnienia, ale z zakończeniem lekcji po prostu podnosi się z miejsca i wychodzi.

Biorę głęboki oddech i powoli robię tę samą czynność. 'Wszystko tylko za nim nie idź' - myślę. Czy nasza sprzeczka była, aż tak druzgocząca?

W mgnieniu oka jakimś cudem znajduję się w sali od Literatury siedząc obok Lindsay, która bez przerwy nawija o imprezie Sary. Zupełnie zapomniałam, że w ogóle tam była - musiała przyjaechac zaraz po sprzeczce z Zayn'em.

- Jula? - odwracam się w jej stronę równo z dzwonkiem. Mrugam oczyma, na co dziewczyna tylko się śmieje - Czy słyszałaś co powiedziałam?

- Eh.. no wiesz... nie - potrząsam głową.

- Powiedziałam, że powinnyśmy zjeść wspólnie lunch! - uśmiecha się i wychodzimy z klasy. Przytakuję opornie, kiedy podążamy w stronę drzwi wyjściowych.

- Brzmi świetnie - zgadzam się - Możesz ty prowadzić? Nie wiem, czy ja powinnam - Przecież na niczym nie potrafię się skupić, nie wyobrażam sobie wskoczyć teraz za kółko. Mimo wszystko miło byłoby się móc na czymś skoncentrować.

- Tak, będę się czuła dużo bezpieczniej, ty nawet średnio radzisz sobie z jednoczesnym spacerem i rozmową - chichocze - Wszystko okej? - teraz brzmi serio. Uśmiecham się do niej,

- Tak, po prostu jak zwykle mam dużo na głowie. Dobrze bawiłaś się na imprezie?

- Oczywiście! Wydawało mi się jednak, że ty nie bardzo - spogląda na mnie badawczo, gdy wsiadamy do jej srebrnego samochodu. Wzruszam tylko ramionami, nawet nie wiem co mam jej na to odpowiedzieć - nie byłyśmy zbyt bliskimi znajomymi. Powinnam się jej zwierzyć?

- Może byłam troszkę nietrzeźwa - śmieję się. Mam nadzieję, że mi uwierzy. To nie kłamstwo, wypiłam niecałego drinka.

- Troszkę nietrzeźwa? No tak, Sara wspominała, że masz słabą głowę - dziewczyna śmieje się, gdy wjeżdżamy do miasta. Lindsay wybiera jakąś przyjemnie wyglądającą kawiarnię, zamawiamy posiłki i czekamy przy jednym ze stolików.

Lokal jest średniej wielkości, w środku jest jednak czysto i nieco zimno. Nie ma dużych stołów, tylko takie, które maksymalnie zmieszczą cztery osoby. Ściany pomalowane są na zielono, farba niestety odchodzi w kilku miejscach. Wydaje mi się, że to rodzinna firma, ponieważ to nie jakiś ogromny budynek i nie pracuje zbyt wielu pracowników

Ku mojemu zdziwieniu przesiaduje to całkiem spora grupa osób. Zapewne robią przepyszne kanapki - podczas przerwy na lunch do pomieszczenia przychodzi jeszcze więcej klientów. Staram się skupić całą swoją uwagę na Lindsay.

- Masz oko na któregoś chłopaka z bractwa? - może życie miłosne Lindsay trochę podniesie mnie na duchu. Dziewczyna peszy się nieco i zerka na swoje dłonie z uśmieszkiem na twarzy - Powiedz mi! - nalegam.

- Wiesz, to znaczy rozmawialiśmy tylko, ale myślę, że.. że go lubię - wyznaje z uśmiechem. Jej tęczówki pełne są takiej dziecinnej radości.

- Okej, zdradź mi więcej! - powtarzam z ekscytacją w głosie. Dziewczyna podciąga się na foteli u oblizuje usta.

- To Harry - kąciki moich ust natychmiast opadają. Harry? Zauroczyła się w Harry'm?

- Harry? - pytam pełna zaskoczenia. Harry jest czarujący i bardzo lekko się z nim rozmawia, ale w życiu się tego nie spodziewałam - Ten z kręconymi włosami? - Nie wiem czemu, aż tak mnie to szokuje. Może dlatego, że był skrytym chłopakiem - nigdy nie słyszałam, aby mówiła o nim jakakolwiek dziewczyna. Wyobrażam go sobie obok Lindsay... nie do końca przychodzi mi do głowy taki obraz.

- Tak! Gawędziliśmy na imprezie, i był dla mnie taki miły! Zaproponował mi wspólne towarzystwo, piliśmy napoje - wspomina. Oblizuję usta i przytakuję w zrozumieniu - powinnam uświadomić ją o naszym wspólnym wyjściu na lasery? Czy on odwzajemniał uczucie? - O! Jest tu! - dziewczyna wykrzykuje.

- Zaprosiłaś go tu? - pytam zakłopotana, kiedy Harry wchodzi do budynku. Ma na sobie brązową kurtkę, która świetnie do niego pasuje, obcisłe spodnie a jego włosy jak zwykle ułożone są w nieładzie.

- Tak, mówiłam ci o tym wcześniej - śmieje się. Odwracam się do niej z jeszcze większym zakłopotaniem. Pewnie wspomniała o tym gdy myślami pofrunęłam do innego świata - Nie odpowiada ci jego towarzystwo? - na jej twarzy maluje się zmartwienie.

- Nie, jest w porządku, zaskoczyłaś mnie. Nie dotarło do mnie, że go tu zaprosiłaś - Może Harry też ją lubił. Być może ją również zaprosił na lasery. Wtedy nie czułabym się jak na podwójnej randce.

Czy tego właśnie chciałam? Nie mieć go tylko dla siebie? Nie wiem, czego chce, jedno jest pewne - jego obecność tutaj martwi i cieszy mnie jednocześnie.

- Cześć Harry! - dziewczyna wita się z nim, kiedy podchodzi do naszego stolika. Spotykam jego wzrok, na co chłopak uśmiecha się.

- Witajcie kochane - uśmiecha się głupkowato zasiadając obok nas. Zerkam pomiędzy nimi, robi się niezręcznie.

- Cieszę się, że tu jesteś - Lidsay przykuwa jego uwagę na siebie, na co czuję ulgę. Wparuję się raz w blat stołu, a raz w śmiejąca się dwójkę. Teraz już wiem, że Harry się jej podoba, muszę poszukać jakiś znaków. Dziewczyna chichocze nerwowo, stale dotyka swoich włosów i mruga oczami.

- Miło, że mnie zaprosiłaś.

- Chcesz coś zamówić? - pyta go. Zapach jedzenia roznosi się po pomieszczeniu, na co niemalże natychmiast zaczyna mi burczeć w żołądku. Nie zdawałam sobie sprawy z własnego głodu, dopóki nie przypomniała mi o tym Lindsay.

- Nie, nie mam ochoty - potrząsa głową - wpadłem się tylko przywitać.

- I tak cieszę się, że wpadłeś - dziewczyna powtarza się. Czuję wyrzuty sumienia przez to, że zgodziłam się na tę nieszczęsną podwójną randkę z Harry'm i Louis'em. Nie byłam nawet nim zainteresowana.. nie mogłam.

- Co takiego dziś robiłyście? - spogląda na nas obie.

- Właśnie wracamy z Literatury. Zajęcia były mało interesujące, gdyby nie Jula, umarłabym z nudów! - Lidsay zachowuje się dziwacznie, jest zbyt pobudzona.

Siedząc pomiędzy tą dwójką czuję się strasznie niekomfortowo, Harry non stop na mnie patrzy -  i za każdym kolejnym razem wprawia we mnie poczucie winy o tą durną grę w lasery.

Jedyne co robię to gapię się na twarz Lindsay. Jej oczy błyszczą nadzieją na zainteresowanie chłopaka. Zauważyłam też, że wystroiła się bardziej, niż zwykle - przez co ciąży na mnie jeszcze większa wina. Zastanawiam się, czy zaprosiłaby mnie dzisiaj na wspólny posiłek, gdyby nie Harry. to nie miało dla mnie żadnego sensu.

- Przepraszam na chwilę - Lindsay podnosi się i wychodzi na zewnątrz odbierając telefon. Nawet nie zauważyłam, ze cokolwiek dzwoniło, nie słyszałam tego. Harry odwraca się w moja stronę na co rzucam w niego uśmiechem.

- Lou dzwonił do mnie i powiedział, że lasery zaplanowane są na przyszłą sobotę, pasuje ci? - jego zielone tęczówki pełne są optymizmu.

- Ta.. Zaprosisz też Lindsay? - pytam go z wyraźną nadzieją, przez co chłopaka ogarnia zakłopotanie.

- Nie planowałem tego robić... Powinienem? - jego głos jest  przytłumiony i wiem, że jest zaskoczony moim pytaniem. Zwracam się do kelnera, który właśnie przyniósł nasze dania.


Pracownik odkłada posiłki na nasz stolik u rzuca w nas uprzejmym uśmiechem, po czym znika na zapleczu. Tłumy ludzi znikły - widocznie skończyła im się już przerwa na lunch. Wolałabym, gdyby tu jednak nadal byli - w pomieszczeniu robi się za cicho.

- Tak, tylko się zastanawiałam - mówię - Wydaje mi się, że bardzo cię lubi - dodaję szybko, na co chary chichocze.

- Jest naprawdę bardzo miłą dziewczyną, ale wolałbym gdybyśmy byli tam tylko ja, ty, Louis i Elenour - wymienia wszystkich uczestników zerkając cały czas na stolik, żeby na mnie nie patrzeć. Chyba Harry naprawdę żyje świadomością, że to podwójna randka. Nerwowo rozglądam się po pomieszczeniu wyczekując powrotu Lindsay. Na moje nie szczęście dziewczyna nadal stoi na zewnątrz i rozmawia przez telefon.

- Brzmi naprawdę dobrze, więc sobota? - staram się wyrzucić z tonu cały ten niepokój po czym uśmiecham się do chłopaka. Chłopak jak zwykle ma ten flirciarski błysk w oku i cieszę się, że niczego nie podejrzewa.

- Tak - kącik jego ust unosi się - Mogę wpaść po ciebie i pojedziemy tam razem - Jest i wisienka na torcie, podwieźć mnie? Brzmi jak randka, tym razem nie zaprzeczył.

Kogo ja próbuję oszukać? Zgodziłam się na wspólne wyjście z nim, Louis'em i jego dziewczyną. To oczywiste, że wybieramy się na podwójną randkę, tylko my z Harry'm technicznie nie byliśmy w żadnych związkach. Mimo wszystko próbowałam się łudzić, że sprawa wcale tak nie wygląda. Martwiłam się i obawiałam, i nie mogłam znaleźć powodu dla którego w ogóle zgodziłam się na te lasery.

- Ja.. um-

- Przepraszam, że zeszło mi tak długo - mówi do nas Lindsay siadając na swoim krześle. Odchrząkuję i odwracam głowę od chłopaka.

Co mam odpowiedzieć Harry'emu? Nie chcę, aby mnie podwoził - no w sumie nie miałam nic przeciwko. Ale to zmierza tylko w jednym kierunku, i wcale mi się to nie podoba.

Ale z drugiej strony dlaczego, aż tak się tym przejmuję? Harry był nieziemsko czarujący i miły - zupełne przeciwieństwo Zayn'a, a my nie byliśmy nawet razem. Nie mam powodu dla którego mam się, aż tak tym martwić. Boję się, że to tylko trochę nie w porządku wobec Lindsay.

- Kto dzwonił? - pyta ją Harry odwracając się w jej stronę. Dziewczyna uśmiecha się i potrząsa głową.

- Ach, tylko mój tata. Chciał mi tylko przypomnieć, że wpadnie za niedługo w odwiedziny z Oregonu - Harry unosi brew w zainteresowaniu przybliżając się do niej.

- Pochodzisz z Oregonu? - pyta ją. Nie miałam o tym pojęcia - być może kiedyś o tym wspominała, ale nie zwróciłam pewnie na to uwagi.

- Tak, w Gresham. To całkiem duże miasto, naprawdę przyjemne, takie pełne zieleni. Dostaniesz się tak w pół godziny od Portland - informuje nas biorąc kęs swojego posiłku. Zauważam też, że nie tknęłam swojego odkąd przyniósł nam je kelner.

- Od zawsze chciałem zwiedzić Oregon, wydaje mi się, że to przepiękny stan - Harry opiera się na swoim krześle z czarującym uśmiechem.

- Może kiedyś mnie odwiedzisz? - proponuje mu tryskając nadzieją na wspólne spotkanie. Harry chyba jednak nie robi sobie z tego nic, bo wzrusza obojętnie raminami.

- Taa, może - przytakuje głową.

- Przyjeżdża tylko twój tata, czy mama też? - pytam ją. Widzę, jak dziewczyna momentalnie smutnieje - Przepraszam cię, ja nie-

- Nie, wszystko okej - unosi brew z uśmiechem - To żaden sekret, moi rodzice się rozwiedli - wzrusza ramionami - Nie przepraszaj - mówi mi - Wyznam tylko, że mam słaby kontakt z moją mamą..

- Prz..- Wstrzymuję się - To smutne - szepczę.

- Jest okej.. to znaczy.. powiem wam przykrą, aczkolwiek krótką historię. Moja mama zerwała z tatą, kiedy byłam bardzo mała, .. on.. on zakochał  się w innej kobiecie - potrząsa głową - Wolał ją bardziej, niż mamę, ale nadal mnie chciał i kochał - utrzymywał kontakt. Na jego nieszczęście kobieta którą wybrał okazała się być bardzo szalona i dzika.. Można ją było nazwać 'niebieskim ptakiem', więc ich związek nie przetrwał długo...

Zagryzam wargę przyjmując do wiadomości jej opowieść, nigdy bym się nie domyśliła, że jej rodzice są w separacji. To w jaki sposób o tym wszystkim opowiadała, jaka silna była - stała się moją inspiracją.

- Pewnie myślicie, że nienawidzę ojca za to co zrobił, ale wcale tak nie jest - mówi powoli - Kocham go, i wiem, że ją również kochał, nie potrafię zwalczyć miłości - bełkocze, po czym uśmiecha się.

Lindsay bierze kolejny kęs posiłku. Nie wyobrażam sobie, żeby coś takiego przydarzyło się mnie, widząc, że mój tata wybrał inną kobietę. Przynajmniej ojciec Lindsay nadal ją kochał.

Przez resztę lunch'u odzywają się tylko Harry i Lindsay. Pozostawili mnie swoim myślom, zastanawiałam się co odpowiedzieć chłopakowi na jego propozycję.

Kiedy skończyłyśmy już nasze posiłki, obie żegnamy się z Harry'm. Chłopak ściska ją na pożegnanie i jestem pewna, że w ciele dziewczyny fruwa stado motyli na ten mały gest. Kiedy zwraca się do mnie czuję ścisk w żołądku. Lindsay zmierza w kierunku samochodu zerkając na naszą dwójkę.

- Więc.. um.. sobota? - pyta spoglądając na Lindsay.

- Taa.. - nie mogłam mu powiedzieć, aby po mnie nie przyjeżdżał . Nie mogłam mu wyznać, że Lindsay bardzo go lubi, kiedy widzę, że on wcale tego nie odwzajemnia - Brzmi, jak plan - mówię głośniej, aby dziewczyna domyśliła się, że to wcale nie jest randka. Harry uśmiecha się tylko pełen ekscytacji.

- Przyjadę koło 12, okej? - pyta wsuwając dłonie do kieszeni brązowej kurtki. Odwracam się do dziewczyny, która stoi przy samochodzie w niezręcznej ciszy.

- Brzmi świetnie, do zobaczenia - macham mu, unikając pożegnalnego uścisku i wracam do Lindsay. Chłopak odwzajemnia gest i odchodzi.

- Co to było? - dziewczyna chichocze, kiedy wsiadamy do auta.

- Zwykła rozmowa - wzruszam ramionami, mając nadzieję, że niczego nie podejrzewa. Boję się, że kiedy się dowie będzie na mnie zła - muszę ją uświadomić, że nie lubię Harry;ego w ten sposób. Przynajmniej nie potrafię myśleć o nim w ten sposób, tak jak myślę o Zayn'ie - Naprawdę powinnaś poznać mojego tatę, bardzo mi go przypominasz.

Wskakuję do samochodu zaskoczona jej komentarzem. Dziewczyna uśmiecha się zapewniając mnie, że nie miała na myśli niczego złego.

- Serio? - Mam nadzieję, że dobrze jej się z nim kojarzę.

- On jest mądry, towarzyski, przyjacielski... myślę, że dogadalibyście się. To zabawne, oboje reagujecie tak samo na stres - pocieracie kciukiem miejsce między oczami - uśmiecha się.

- Tak, mam to po tacie - wzruszam ramionami. Mój tato robił dokładnie to samo, za każdym razem kiedy siedział w papierach lub gdy sprzeczali się z mamą - Z przyjemnością go poznam.

- Powinnaś też poznać mojego brata Joshua - znów uśmiecha się do mnie w sposób, dzięki któremu wiem, że jest szczęśliwa, że mi ufa.

- Masz brata?

- Tak - przytakuje przygryzając dolną wargę - Mieszka w Las Vegas, i tak jakby nie nie cierpi mojego taty....  Kiedy moi rodzice się rozwodzili miał zaledwie cztery, bądź pięć lat więcej ode mnie. Obwinił mojego ojca o to wszystko.

- Jak udaje ci się być taką otwartą w tej sprawie? - nie potrafiłabym mówić tak otwarcie o czymkolwiek. Udało mi się raz - wobec Zayn'a tej pierwszej nocy.

- Ufam ci - mówi. Gapię się na nią w niedowierzaniu - ufa mi. Lindsay odpala samochód. Oblewa mnie fala poczucia winy - nie powinnam się spotykać z Harry'm.

- Idę na podwójną randkę z Harry'm, będziemy grać w grę na lasery - słowa wystrzeliwują ze mnie niczym z procy. Lindsay gapi się na mnie - jej twarz pełna jest zakłopotania i rozbawienia.

- W zasadzie to nie randka, po prostu raz palnęłam, że wybrałabym się pograć w tą grę z Louis'em i wyszło, jak wyszło. Zabiera się z nami również Elenour - dodaję.

- Lubisz go? - jej pytanie ma dziwny charakter - nie słyszę, ani złości, ani zazdrości. Potrząsam przecząco głową.

- Nie - przynajmniej tak sądzę. W moim życiu miłosnym i tak pojawiło się stanowczo za dużo komplikacji, nie warto wplątywać w to również Harry'ego - Zapewniam cię, że to tylko przyjacielskie wyjście.

- Dziękuję, że mi o tym mówisz - dziewczyna odpala wóz, zapina pasy i ruszamy - Jesteś dobrą przyjaciółką - chwyta moją dłoń i ściska w przyjacielskim geście, po czym wyjeżdżamy z parkingu.

Dobrą przyjaciółką... Może wcale nie byłam taka samotna, jak sądziłam. Może Sara nie jest moją jedyną przyjaciółką? Może jestem już w stanie zaufać innym? Być może.


Notka od autorki:

( Podwójna randka! O matko! :) Jestem podekscytowana i zestresowana! Biedny Zayn! Cieszycie się na randkę? Co sądzicie o całym opowiadaniu?!)



_______________________________________

PRZEPRASZAM :C


PS. KTO OGLĄDA MTV EMA? :D



sobota, 18 października 2014

Rozdział 40

Jest poniedziałek, czyli minęły dwa dni od tej okropnej nocy. Od tamtej pory Zayn nie dzwonił, w żadnej sposób nie próbował mnie przeprosić. Miałam nawet cichą nadzieję, że tak jak ostatnio chłopak będzie czekał przed budynkiem akademickim, aż z Sarą wrócimy z kościoła, ale nic takiego się nie wydarzyło. Nie zamierzam być pierwszą, która zadzwoni z przeprosinami.

Nie zrobię tego, Ostatnio doprowadził mnie do wściekłości - on i Erica. Jedyne co mnie teraz korci, to myśl, czy zaraz po naszej kłótni pobiegł ją znaleźć. Co by się między nami wydarzyło, gdybym za nim poszła - prawdopodobnie niewiele by brakowało do wspólnego zabójstwa.

Resztę wieczoru spędziłam z Sarą, nie zadawała mi pytań - nikt nie miał na to odwagi. Na szczęście Harry dotrzymał mi towarzystwa, nieco się posprzeczaliśmy o walkę na lasery - pewnie przez to, że byłam pijana.

Sara nie pytała mnie o jej imprezę urodzinową, i źle mi, że wywołałam właśnie wtedy całą tą kłótnię, przecież to wcale nie była moja wina - przynajmniej tak uważam. Racja, sprowokowałam go randką z Harry'm, ale do niczego by nie doszło, gdyby nie zaprosił Erici.

Nie przyszedł na kolejną lekcję psychologii i zastanawiam się czy wdał się w jakąś bójkę. Znów moje myśli zawisły wokół jego osoby - jak zawsze. Mijają kolejne lekcje, dni i zanim zdaję sobie sprawę, że już środa, chłopak nadal nie pokazuje się na uczelni.

Przez większość czasu tańczę, aby całkowicie pozbyć się złości i zmartwienia. Tańczyłam dosłownie do upadłego, ale pomagało mi to jedynie na chwilę.

Gdybym zobaczyła Sarę i Niall'a teraz razem, chyba bym oszalała. Dlaczego z Zayn'em nie może być tak łatwo? Czemu nie potrafię o nim zapomnieć i ruszyć dalej z kimś innym?

- Hej Jula - odwracam się do przyjaciółki - Wychodzę na miasto zjeść obiad, wszystko w porządku? - zerkam na biurko wypełnione po brzegi książkami.

- Taa.. - mówię - Oh, Sara poczekaj! - wołam ją wyskakując jak z procy w stronę blondynki. Dziewczyna spogląda na mnie zdziwiona.

- Co takiego?

- Nie zdążyłam ci wcześniej dać prezentu urodzinowego... no wiesz od najlepszej przyjaciółki - grzebię w szufladzie w poszukiwaniu upominku - dobrze go schowałam, więc nie było możliwości, aby go znalazła.

- Oh, Jula na prawdę nie trzeba było - uśmiecha się. Podaję jej jasno-różową błyszczącą paczuszkę z pomarańczową kokardą. Dziewczyna chwyta ją w dłonie i potrząsa głową - Nie powinnam tego od ciebie przyjąć.

- Sara to ty kupujesz mi sukienki, po prostu to otwórz - mówię całkiem poważnie, na moich ustach maluje się ciepły uśmiech.

- No dobra, skoro nalegasz - śmieje się odkładając torebkę na blacie. Szybko rozdziera kawałki papieru i patrzy na to co znajduje się w środku - ramkę ze zdjęciem. Fotografia przedstawia mnie i nią na naszych wspólnych zajęciach baletu, jeszcze z dzieciństwa.

Zauważam uśmiech na twarzy mojej przyjaciółki, a w oczach pojawiają się łzy wzruszenia. Dziewczyn zakrywa sobie usta palcami u dłoni - Oh Jula - bierze oddech potrząsając głową.

- Tam z tyłu jest też mała karteczka - wskazuję na przyklejony kawałek papieru - Napisałam tam, że chociaż raz pójdę z tobą na zakupy i obiecuję nie narzekać - dziewczyna mocno mnie ściska.

- Jula, to jest idealny prezent! - wykrzykuje odklejając się ode mnie - I zamierzam zabrać cię na te zakupy randkowe - uśmiecha się odstawiając ramkę na swoje biurko - Posłuchaj... nie będę cię wypytywać o to co stało się na mojej imprezie.. chcę, żebyś tylko wiedziała, że zawsze jestem do twojej dyspozycji.

Odpowiadam jej szczerym uśmiechem. Dziewczyna żegna się ze mną i wychodzi z pokoju zamykając za sobą drzwi. Dzięki niej udało mi się choć na moment zapomnieć o Zayn'ie.

W środę na zajęciach łapię się na tym, że wgapiam się w wyświetlacz telefonu. Prze kilka godzin nie robię nic innego, wyświetlacz dużego telefonu oświetla moją twarz i nic nie może mnie od niego oderwać. Ostatecznie wykonuję jeden ruch odblokowując go - włączam listę kontaktów. Mój wzrok pada na numer do Matt'a. Wiem, że nie mam prawa do niego dzwonić, gapię się w niego - mój palec znajduje się niebezpiecznie blisko zielonej słuchawki.

On mnie tak dobrze rozumiał, zawsze był skory do pomocy, dopóki nie zorientowałam się, że mnie zdradził. Gdyby to się nie wydarzyło, gdyby tego nie zrobił.. wszystkie sprawy potoczyły by się całkiem inaczej.

Kiedy mój palec powoli zbliża się do słuchawki telefon zaczyna wibrować od przychodzącej rozmowy, przez co podskakuję na krześle. Gapię się na nieznany mi numer. Przez ciało przechodzą mnie dreszcze, uspokajam się i odbieram.

- Halo? - pytam nieznaną mi osobę.

- Jula - słyszę ciężki brytyjski akcent.

- Tak? - podciągam się wyżej na krześle.

- Cześć, tu Louis - Po co do mnie dzwonił? Mam nadzieję, że nie chodzi o Zayn'a, chyba wszystko z nim okej.

- Cześć - mój głos jest lekki i nieco przerażony.

- Masz czas na wspólny obiad wieczorem? - Obiad? Dlaczego chciałby zjeść ze mną obiad?

- Um, pewnie - przytakuję skinieniem głowy.

- Świetnie, może spotkamy się w 'Applebees' za pół godziny?

- Brzmi wspaniale, do zobaczenia.

- Do zobaczenia Jula - połączenie zostaje zakończone, a ja siedzę niczym sparaliżowana.

Zastanawiam się nad celem tego spotkania. Czy Zayn go pobił? Czy z Zayn'em w porządki? Może ma kłopoty? Jeśli nie chodzi o Zayn'a, to o co? A Liam? Czy z Harry'm okej? A co jeśli zerwali z Elenour? Tyle pytań, muszę się z nim zobaczyć.

Wsiadając do samochodu odczuwam nagłą zmianę temperatury. W końcu nadszedł październik i z każdym dniem robi się coraz to zimniej. Słońce dostarcza coraz mniej ciepła.

Siadam przy stoliku przy oknie i przeglądam kartę z daniami, zapamiętując je. Przyglądam się małym zdjęciom - wygląda wyśmienicie. Czytam opis każdego posiłku - nie czuję głodu przez te nerwy.

Ze zdenerwowania zaczynam niespokojnie machać nogami. Zaciskam dłonie, przyglądam się paznokciom - wszystko, aby się trochę wyluzować. Z całych sił staram się wyrównać oddech.

- Popatrzmy, kto zjawił się wcześniej - spoglądam na Louis'a, który właśnie przyszedł. Jego włosy, jak zwykle wystylizowane są na 'faux', ma na sobie dżinsową kurtkę, i niebieską koszulkę.

- Cześć - uśmiecham się najszerzej jak potrafię i znów powracam wzrokiem do menu. Zanim przejdę z nim do rzeczy, decyduję się poczekać, aż oboje coś zamówimy - Jak się trzymasz?

- Bywało lepiej, a ty? - nie patrzy na mnie, jego niebieskie tęczówki wlepione w kartę.

- Tak samo - zgadzam się z nim. Lou uśmiecha się do mnie - Więc, wybieramy się na tę laserową randkę/przyjacielskie wyjście jakoś za niedługo? - zupełnie zapomniałam o tym wyjściu z Harry'm. Czuję wyrzuty sumienia, przypominając sobie, że tym argumentem podsyciłam kłótnię z Zayn'em.

- Nie wiem, idziemy?

- Oczywiście, co prawda nie zastanawiałem jeszcze o szczegółach, ale wkrótce się wybierzemy - przygryzam wargę. Do naszego stolika podchodzi kelner w celu odebrania zamówień. Decyduję się na kanapkę, a Lou bierze hamburgera z shake'm,

- Pewnie jesteś nieco zdenerwowana? - aż tak widać mój stres? Racja, niecierpliwie przebieram nogami, przygryzam wargę i za wszelką cenę staram się udawać, że wcale tak nie jest.

- Troszeczkę - wyznaję, chcę żeby mi tylko powiedział co się stało - Co się dzieje? Wszystko w porządku? - tak naprawdę to chcę zapytać o Zayn'a, czy to z nim wszystko w porządku.

- Ostatnio było jakoś tak... oschle - wzrusza ramionami - Martwię się o ciebie i Zayn'a - mówi zupełnie skoncentrowany na mnie. Jego brwi są opuszczone, wzrok ostrożnie skanuje moją twarz.

Nie mam pojęcia dlaczego, aż tak bardzo przejmuję się losem Zayn'a. On nawet nie był w moim typie, ani tym bardziej ja w jego. Wygląda na to, że wszystko idzie okej, kiedy siebie pożądamy. Nie powinien mnie w ogóle obchodzić, ale zarysował się w moim sercu, w każdej mojej myśli i emocji.

- Martwisz się o nas? - staram się udawać, że nie mam bladego pojęcia, co może mieć na myśli. Udaje mi się nawet uśmiechnąć. Jednak go tym nie przekonuję bo rzuca we mnie spojrzeniem typu - Nie udawaj.

- Nie rozmawia z nikim z bractwa, obecnie pomieszkuje w domu ciotki i zwyczajnie.. martwię się - Louis przesuwa palcami po swoich włosach, a ja czuję jeszcze większe wyrzuty, bo wiem, że to przeze mnie Zayn jest teraz w takim stanie. Oblizuję usta, biorę lekki oddech i spoglądam w dół.

- Nie miałam z nim kontaktu od ostatniej imprezy - mówię cicho ze wzrokiem wlepionym w drewniany stół śledząc linie znajdujących się na nim słoi. Podoba mi się jego gładka powierzchnia, to jak te owale niesamowicie go zdobią.

- Co się tam wydarzyło? Wydawało się, że w końcu się dogadujecie a potem... nic - milknę. Na prawdę nie mam ochoty odpowiadać, nie wiem czy mogę zaufać Louis'owi. Sara również nie wydawała mi się być odpowiednią osobą na rozmowę na ten temat, zawsze mogła wciągnąć w to Niall'a.

- On um.. - W końcu patrzę mu w oczy - Spotkałam Ericę..

- Ah Erica.. ona zazwyczaj przywołuje kłopoty, chyba żyje dla takiego gówna - informuje mnie z grymasem na twarzy. Jego słowa nieco mnie uderzają - ogarnia mnie jeszcze większe zmartwienie, niż wcześniej. Zayn zadaje się z laską zwiastującą tarapaty i do tego wygląda, jak modelka - idealnie.

- Taa.. wiesz, pokłóciliśmy się o nią - wzruszam ramionami udając, że wcale mnie to tak mocno nie dotknęło. Chłopak skina głową, jakby znając resztę historii.

- Kiedy wy się nie sprzeczacie? To znaczy, Zayn zawsze jest o coś wkurwiony, ale ostatnio cały czas chodziło o ciebie - Jego wypowiedź wywołuje mój śmiech pełen irytacji - Co? - nie rozumie mojej reakcji.

- On nie ma powodu, by się na mnie wkurzać. To on jest powodem dla którego to wszystko się sypie - mamroczę ostatnią część, ale on i tak mnie słyszał.

- Posłuchaj, jeśli ci to pomoże, to on i Erica ostatnio się nie spotykali... Ona po prostu lubi się wpychać, tam gdzie się jej podoba - jest samolubna. Myślę, że to nie Zayn ją zaprosił, sama to zrobiła będą pewna, że Zayn bardzo jej tam chce - chłopak tłumaczy, teraz już wiem co miał na myśli mulat mówiąc 'taki ma już charakter'.

Ale Louis nie widział jego wyrazu twarzy na widok Eric'y - wyrzutów sumienia. On nie słyszał tego co do mnie powiedziała, nie widział w jaki sposób to zrobiła. Nie mam pojęcia komu mam wierzyć, chcę myśleć, że przyszła tam z własnej woli, ale coś mi podpowiada, że to wcale nie jest prawdą.

- Bardzo przesadziłam? - pytam go. Lou unosi brew wyraźnie zaskoczony moim pytaniem i przygryza wargę.

- Wiesz, to zależy co się tam wydarzyło - biorę głęboki oddech przygotowując się na opowiedzenie mu prawdy.

- Więc, Zayn i ja.. no wiesz od dłuższego czasu staramy się wszystko jakoś poukładać, myślę, że wiesz o co chodzi - zero związków - bełkoczę tę ostatnią część z dystansem - Wszystko szło na prawdę dobrze... - mówię dalej, przecież tak było. Najpierw randka, rozmowa przez telefon, pocałunki.

- Tak zauważyłem, ostatnio stał się jakiś taki żywszy - przynajmniej na tyle ile go strać - brunet śmieje się do siebie.

- W każdym bądź razie.. Myślę, że wszystko zaczęło się psuć, kiedy miałam w planach powrót do domu na imprezę Sary. Zamknął się wtedy w sobie, nie rozmawialiśmy... potem wyznał mi, że to z obawy. Bał się, że znów zobaczę jak świetnie żyło mi się dawniej i nie będę go już więcej chciała - mrużę oczy na wspomnienie o tym beznadziejnym pomyśle.

- Brzmi, jak Zayn - godzi się ze mną. Jestem wdzięczna, że chłopak tak dobrze go rozumie i całkiem pojmuje sposób jego myślenia - przynajmniej bardziej, niż inni.

- Potem rozmawialiśmy przez telefon, wszystko wyjaśniliśmy. Wróciłam tutaj, pojechałam na tę nieszczęsną imprezę Sary i na początku czułam się świetnie. Zaskoczył mnie tym-

- Publicznym okazywaniem uczuć? - kończy z uśmieszkiem na twarzy. Rumienię się na co chłopak rzuca spojrzeniem typu wszystko widziałem.

- Dokładnie - przytakuję - Wtedy pojawiła się Erica, dowiedziałam się, że się pieprzyli... Zdenerwowało mnie to, bo wszystko wyznał mi Charles i sugerował nawet, abym wyszła.. Z Zayn'em poszło nam o to, że skoro nie jesteśmy parą to możemy robić co nam się żywnie podoba. Kazał mi wyjść, więc zaczęłam krzyczeć jeszcze głośniej i jakoś tak.. - patrzę w stół zażenowana własnym doborem słów w tamtym momencie - Okłamałam go, że umówiłam się z Harry'm na randkę.


- To dobrze - odpowiedź Louis'a zaskakuje mnie. Zerkam na niego totalnie zakłopotana z pięciozłotówkami zamiast tęczówek - Zayn musi w końcu zrozumieć, że zarówno on jak i ty macie wolną wolę. Nie może mieć ciebie i w tym samym czasie zabawiać się z innymi - wyjaśnia - Zasługuje posiedzieć we wrzątku.

Uśmiecham się na bez stronnicze sądy Louis'a.

- Nie uważasz, że źle postąpiłam? - w moim głosie słychać nutę nadziei, może to nie ja tu zawiniłam.

- To było złe - potrząsa głową - Ale Zayn w zupełności na to zasługiwał. Jeśli traktuje cię poważnie to musi skończyć z tym tajemniczym gównem. Mam na myśli, że tak, owszem rozumiem, że ludzie mają swoją przeszłość i przyzwyczajenia, ale należy zachować trochę pokory.

Gdyby tylko rozumiał przeszłość Zayn'a. Sama niewiele z niej łapałam - odkąd ciężko mu o niej rozmawiać. Myślę, że brunet nie ma pojęcia o ojcu Zayn'a.

- On musi powiedzieć Erice, że z nią skończył - przynajmniej z pieprzeniem - Nie podobał mi się pomyśl dalszej przyjaźni Zayn'a z tą dziwką, ale nie mam żadnej kontroli nad obecną sytuacją.

- Co uważasz powinnam zrobić? - pytam. Mój umysł dosłownie pływa w rozmaitych myślach, ale żadna w niczym mi nie pomaga.

- Daj mu trochę przestrzeni - pokaż, że nie będziesz się do niego czołgać na kolanach. On musi zrozumieć, że nie posiada wszystkiego na własność - wzrusza ramionami, jakby to było takie proste. Gdy mam mu odpowiedzieć, kelner przynosi nasze zamówienia na co brunet bardzo się cieszy.


Decyduję poczekać z dalszą dyskusją, aż skończymy jeść. Biorę gryza kanapki zdając sobie sprawę z tego, jak bardzo zgłodniałam - resztę pochłaniam, jakbym nie jadła od wielu dni.

- Głodna? - chłopak śmieje się ze mnie. Biorę łyka wody i uśmiecham się do niego.

- Troszkę - Ostatnimi czasy nie byłam w stanie niczego przełknąć, byłam zbyt pochłonięta myślami - Powinnam do niego zadzwonić? Nie było go na zajęciach.

- Jeśli chce zwalić szkołę to jego sprawa, Nie kontaktuj się z nim - wskazuje we mnie palcem ostrzegając - Musi zauważyć, że należy włożyć w to też trochę jego wysiłku.

Czy Louis już zapomniał, że to właśnie Zayn przeprosił mnie pierwszy, kiedy zawalił? Przepraszanie - coś czego mulat nienawidził przez ojca.

- Prawda - niemal szepczę.

- Wróci. Jak to mówią.. Rozłąka sprawia, że serce rośnie w czułość? - chłopak patrzy w sufit z dziwacznym wyrazem twarzy.

- Tak mi się wydaje - zapewniam go ze śmiechem.

- Pozwól mu trochę zatęsknić - Problem w tym, że to ja tęskniłam, nawet bardzo. Nagle czuję wibracje mojego telefonu. Przechodzą mnie ciarki na myśl, że może dzwonić do mnie Zayn. Odczytuję imię z wyświetlacza z lekkim rozczarowaniem.

- Przepraszam na moment - odchodzę od stolika na zewnątrz.

- Cześć mamo - witam ją z nadzieją, że nie usłyszała irytacji w moim tonie.

- Nawet się nie odezwałaś - niemalże krzyczy ostro. O kurcze, faktycznie, miałam do nich zadzwonić z wyjaśnieniami. Zupełnie o tym zapomniałam.

- Przepraszam, jestem ostatnio taka rozkojarzona. Musiałam zaplanować imprezę niespodziankę dla Sary od A do Z - bełkoczę do słuchawki.

- Wszystko w porządku? Może powinnaś odwiedzić nas w ten weekend - sugeruje. Powrót do domu był ostatnią rzeczą na jaką miałam teraz ochotę.

- Nie, jest okej - kłamię obgryzając paznokcie u dłoni - Mam dużo na głowie.

- Tak myślę... Wyszłaś z urodzin Sary bez uprzedzenia, a potem wyjechałaś do Boulder nie żegnając się nawet - znów robi się zła. Przymrużam oczy, jak dobrze, że nie może widzieć mojego wyrazu twarzy.

- Wiem, ale impreza stała się okropnie przytłaczająca, źle się poczułam, więc pojechałam do domu zabierając ze sobą Jer - Kłamię najlepiej, jak potrafię.

- Kiedy zamierzasz znów nas odwiedzić? - buczę na jej pytanie i wiem, że jeśli stałabym tuż koło niej otrzymałabym od niej ostrzegawcze spojrzenie.

- Mamo, posłuchaj jestem teraz na mieście z przyjacielem. Możemy pogadać nieco później? - patrzę w niebo modląc się, że w końcu się rozłączy.

- Przyjacielem? - piszczy - Kimś kto nie jest Sarą?

- Mam też innych znajomych mamo, nie jestem totalną luzerką - bełkoczę.

Moja mama zawsze uważała, że odkąd zerwałam z Matt'em straciłam wszystkich znajomych. Zwyczajnie przestałam się starać, wybierałam się na studia, i jeśli zamierzali mnie traktować jak dziecko z powodu Matt'a nie widziałam powodów do dalszej znajomości.

- Nigdy tego nie powiedziałam - mówi ostro - Baw się dobrze Jula - uśmiecha się i ostatecznie rozłącza.

Wsuwam komórkę do kieszeni spodni i wracam do środka. Przez ten czas słońce zdążyło już zajść, a na niebie pojawił się srebrny księżyc. Louis opiera się o krzesło, jego talerz jest już zupełnie pusty.

- Kto to był? - pyta.

- Moja mama - wzdycham siadając na miejscu.

- Tak, więc.. Chcę, abyś wiedziała, że jestem zawsze do twojej dyspozycji - rzuca we mnie ciepłym uśmiechem.

- Dzięki - bełkoczę.

- Jeśli masz jeszcze jakieś pytania po prostu zadzwoń.. Dopilnuję, aby Zayn pojawił się jutro na zajęciach, wiec bądź gotowa na jego obecność - uśmiecha się i zaczyna podnosić się z miejsca. Podążam za nim zabierając swoje rzeczy - W ten weekend powinniśmy się wybrać na te lasery - proponuje.

- Jasne - Nie jestem pewna, czy w obecnej sytuacji jest to dobry pomysł, nadal mam wyrzuty, że wysłużyłam się Harry'm, aby wkurzyć Zayn'a - Wyślij mi szczegóły - uśmiecham się do niego, chłopak patrzy na mnie pełen obaw.

- No dobra - przytakuje - Jestem zawsze dla ciebie, zawsze gdy będziesz chciała coś obgadać - uśmiecha się dziecinnym uśmiechem i ściska na pożegnanie. Odwzajemniam uścisk, cieszę się, że nie zostałam zupełnie sama z problemami związanymi z mulatem - Elenour już nie może się doczekać, właściwie to prawdopodobnie uda się jej wygrać - śmieje sie machając mi na pożegnanie.

- Pa Louis - uśmiecham się, jego umiejętność podnoszenia ludzi na duchu jest zaskakująco skuteczna. Chociaż moje kłopoty nadal nie są rozwiązane, brunet za wszelką cenę chce mi w tym pomóc i wprowadza nieco światła w ciemności.

Wskakuję do samochodu biorąc głęboki oddech. Przesuwam dłonie po kierownicy, przymykam powieki i biorę kolejny oddech. Po cichu powtarzam sobie słowa Louis'a; Rozłąka sprawia, że serce rośnie w czułość.

Jedynym problemem było pytanie na jak długo uda mi się zachować tę przestrzeń.



Notka od autorki:

Jak zawsze proszę o głosy! :)


(Podoba mi się pisanie o przyjaźni Lou i Julii, a wy co o tym myślicie?




____________________________


Dadadadaaaaaaaaaa!

Nudnwy, wiem. Ale będzie się działo, OJ BĘDZIE :D

Dziękuje za komentarze, najwspanialsza grupa wsparcie ever :) + Proszę o więcej opinii :P
W ten czwartek mam ważny dla mnie konkurs z angielskiego, więc trzymajcie kciuki !!

Hahaha i co ważniejsze, dziś nawet sprawdziłam, więc nie powinno być błędów, ani literówek co mi się często zdarza.


Do następnego kochane!!!

piątek, 10 października 2014

Rozdział 39

JESZCZE RAZ WIELKIE PRZEPRASZAM ZA TAK DŁUGĄ NIEOBECNOŚĆ. :( Miłego czytania miśki!




W domu jest ciemno, cisza jest wprost oszołamiająca, mimo wielkiej grupy ludzi jest zaskakująco cicho. Wszyscy milczą - z dala słychać tylko głos zbliżającego się Niall'a. Nie widziałam Zayn'a odkąd wyszliśmy z jego pokoju.

Kim jest Erica? Tyle przeróżnych możliwości rodzi się w mojej głowie. Czy to dziewczyna z jego rysunków? Może była jedną ze starych krewnych Zayn'a? Samo jej imię postawiło go do pionu. Dlaczego Charles zawsze przerywa nam w połowie?

Z jednej strony jestem mu za to wdzięczna - gdyby nie on, nie wiem, czy zdołałabym przerwać. Ale z drugiej, jego wyczucie sytuacji nie mogło być już gorsze.

Słyszę dźwięk otwierania drzwi, a potem głoś Niall'a.

- To dziwne, dlaczego tu jest tak ciemno? - pyta wkraczając do cichego domu.

- Możesz się proszę pospieszyć? - słyszę zirytowany ton Sary. Nagle wszystkie światła włączają się i wszyscy wyskakują ze swych ukryć krzycząc 'niespodzianka!". Mina blondynki jest bezcenna - w ogóle się tego nie spodziewała.

Nie mogę powstrzymać swojego panicznego śmiechu - Sara spoczęła w bezruchu. Stoi po środku imprezowiczów, którzy powoli rozchodzą się w różnych kierunkach, muzyka została już włączona. Przeczesuję włosy palcami i podchodzę do blondynki. Niall również się śmieje - prawdopodobnie nigdy nie wiedział jej w takim stanie - zupełnie nieruchomej.

- Niespodzianka! - wykrzykują rzucając konfetti w jej twarz. Dziewczyna w końcu odwraca się do mnie ze szczerym uśmiechem na twarzy.

- Wiedziałaś o tym? To dlatego tak szybko wychodziłaś? - dziewczyna stara się brzmieć na złą, ale za bardzo jej to nie wychodzi.

- Nie wiń mnie, w zasadzie wszystko zaplanował Niall - uśmiecham się do chłopaka.

- Nie! - uśmiecha się do niego - widać jak jego duma rośnie mi w oczach.

- Właśnie, że tak -  Sara cmoka go w policzek, po czym odwraca się w moją stronę.

- Ty mała podstępna! Oszukałaś mnie! - śmieje się opierając się o tors chłopaka. Reaguję chichotem. Wtedy czuję czyjąś ciepłą dłoń na swojej talii.

- Kto jest małą podstępną? - słyszę jego głos tuż obok swojej twarzy. Sara uśmiecha się na widok naszej dwójki.

- Nikt - odpowiada za mnie - Gdzie znajdę jakieś drinki? Umieram! - śmieje się.

- Drogie Panie, razem z Zayn'em załatwimy coś do picia. Spotkamy się na balkonie? - wydaje mi się, że balkon pozostanie już naszym kącikiem, co wcale mi nie przeszkadzało. Bardzo podobał mi się wodom na ogród. Obie przytakujemy, po czym oddalamy się we własnych kierunkach.

- No chodź! - Sara chwyta mnie za rękę i ciągnie w stronę wyjścia na taras. Znajduje się tam już kilka osób. MinęSary omiata wyraźne zaskoczenie, kiedy zauważa piękne dekoracje - zupełnie o nich zapomniałam.

Są wszędzie - obok basenu rozstawiono parkiet do tańca, na którym znajduje się mnóstwo wyginających się ciał. Na trawniku rozstawiony kilka stolików z ozdobami - nie wygląda to tak uroczyście, jak na domowym spotkaniu, ale i tak chłopacy odwalili kawał świetnej roboty.

- Jesteście niesamowici - dziewczynę rozpiera ogromne szczęście. Zasiadamy przy stoliku. Kilka osób, których nigdy wcześniej nie widziałam składają jej najlepsze życzenia urodzinowe, na co ona dziękuje im.

Na zewnątrz jest chłodno, obawiałam się, że będzie zimniej. Nie widać księżyca, zakrywa go kilka pierzastych chmurek, na szczęście liczne światła oświetlają cały ogród. Jak na początek imprezy, smród alkoholu staje się nie do wytrzymania.

- To dla solenizantki! - Niall wiwatuje podchodząc do nas z czerwonymi kubeczkami. Po nim na taras wchodzi Zayn - również trzyma w ręku alkohol. Patrzę na niego nieco zaniepokojona. Mam nadzieję, że nie będzie dziś dużo pił - jestem pewna, że nie poradzę sobie z jego pijaną wersją, a już na pewno nie chcę zniszczyć urodzin Sary.

- Dzięki! - dziewczyna uśmiecha się odbierając kubeczek od chłopaka. Wtedy szybko wyciąga koronę z napisem 'Urodzinowa dziewczyna'. On naprawdę o wszystkim pomyślał. Oni tworzą idealną parę - dwójka dopełniających się charakterów, wydaje się, że pasują do siebie jak elementy układanki.

- Proszę kochanie - mój żołądek wykonuje fikołka na to, że nazwał mnie swoim 'kochaniem'. Chłopak siada koło mnie owijając ramię wokół mojego krzesła. Niall zakłada koronę na głowę dziewczyny. Spoglądam w dół sprawdzając zawartość kubka - znajduje się w nim czerwona ciecz. Rzucam wzrokiem na Zayn'a, który się do mnie uśmiecha.

- To tylko poncz, pomyślałem, że nie będziesz chciała dziś pić - chcę spytać, czy on zamierza to zrobić, ale nie chcę zacząć kolejnej kłótni. Gapię się w kubek mocno zagryzając wargę.

- Jesteście najlepsi! - Sara cieszy się całując Niall'a w policzek. Zayn przybliża się do mnie i szepcze mi na ucho.

- Co się stało? - kładzie swe dłonie na moich kolanach, mierzy mnie wzrokiem wyczekując odpowiedzi. Przez moment zastanawiam się, jak zareaguje, gdy zapytam go o picie. Jest więcej niż połowa szans, że zaczniemy się kłócić, a nie mogę do tego dopuścić.

- Nic takiego - potrząsam przecząco głową zerkając mu prosto w oczy. Chłopak patrzy na mnie spojrzeniem mówiącym 'nie okłamuj mnie'. Znów potrząsam głową - Naprawdę nic - Chłopak zdejmuje dłoń z mojej głowy, a ja znów wlepiam wzrok w ciecz w moim kubku.

- Cz ty.. czy ty pijesz? - pytam cicho, na co chłopak przeczy przynosząc mi ulgę.

- Nie - znów kładzie rękę w to samo miejsce ściskając mnie lekko.

Chcę zapytać dlaczego tak zdecydował, ale boję się, że przesadzę i zrujnuję jego zaskakująco dobry humor. Cieszę się, że pozostawił dłoń na mojej nodze - taki mały gest sprawia, że czuję się pewniej.

Biorę łyka napoju, który jest trochę za bardzo rozcieńczony - nie przeszkadza mi to, smakuje dużo bardziej, niż palący mi gardło alkohol. Sara i Niall uśmiechają się do nas.

- Jak długo to wszystko planowaliście? - pyta nas blondynka. Zayn ponownie opiera się o oparcie.

- Coś około tygodnia - wzruszam ramionami zerkając na Niall'a, którego rozpiera duma. Dużo o tym rozmawialiśmy, długo nie ustalaliśmy żadnej daty, aż do dzisiejszego poranka.

- Udało się wam mnie oszukać, to najlepsze niespodzianka w życiu! - wykrzykuje ponownie całując Niall'a w policzek, po czym znów bierze łyk napoju.

- Wszystkiego najlepszego! - odwracamy się w stronę, z której pochodzi radosny okrzyk i zauważamy podążającego w naszą stronę Louis'a z Elenour przy boku. Wygląda niesamowicie w swojej błękitnej, letniej sukience. Oboje przysiadają się do nas zajmując dwa puste krzesła. El obdarza Sarę ciepłym uśmiechem.

- Dzięki! Całe bractwo było zaangażowane w przygotowanie tej niespodzianki? - dziewczyna jeszcze raz rozgląda się podziwiając dekoracje.

- Wiesz, znasz kogoś kto kiedykolwiek odmówił Niall'owi? - Louis śmieje się uderzając lekko blondyna w ramię. Niall zalotnie mruga oczami naśladując dziewczynę, którą właśnie została skomplementowana - wszyscy śmieją się na jego zachowanie.

- Cieszę się, że taki ktoś nie istnieje - Sara znów uśmiecha się do swojego chłopaka. Sposób w jaki na siebie patrzą jest niesamowicie uroczy - widać, że wypełnia go prawdziwa i szczera miłość.

- Wszystkiego najlepszego blondyneczko - ponownie słychać jakieś życzenia rzucane do Sary - Harry i Charles dołączają do naszego grona. Nagle czuję jak uścisk Zayn''a na moim kolanie zacieśnia się, chłopak stara się zwrócić na siebie moją uwagę. Nie ukrywa zawistnego spojrzenia kierowanego wobec Charles'a i Harry'ego, którzy dostawiają parę krzeseł dla siebie.

- Wszystkiego najlepszego Sara - loczkowaty uśmiecha się do niej czarująco.

- Dziękuję Ci! A tobie Charles jestem wdzięczna, że umożliwiłeś nam zorganizowanie tego tutaj, w bractwie.

- Nie masz za co mi dziękować, to Zayn zdobył zgodę swojego wujka - Charles wskazuje na mulata - Chłopak peszy się, cała uwaga kieruje się na niego, ale zachowuje się nonszalancko, jakby to wcale nie było tak wielką sprawą.

- Naprawdę? - obie z Sarą zadajemy to pytanie w tym samym czasie. Szczerzr, nigdy nie pomyślałabym, że Zayn mógłby mieć cokolwiek wspólnego w przygotowaniach do imprezy urodzinowej Sary. Nie wiedząc czemu, na samą myśl o jego wkładzie robi mi się ciepło na sercu, jestem mu wdzięczna, że postarał się pomóc osobie, która jest dla mnie ważna.

- Wielkie dzięki, naprawdę to doceniam - dziewczyna uśmiecha się, po czym zwraca się do nowych przybyszy - A wy pomagaliście w dekoracjach? - pyta ich.

- Razem z Julą zawiesiliśmy serpentyny na balkonie, myślę, że Charles zajął się tymi w salonie - chłopak zwraca się do przyjaciela. Zacisk Zayn'a na mojej nodze zacieśnia się z każdym kolejnym słowem wychodzącym z ust Harry'ego - zaczyna mnie to pomału boleć. Sięgam w tamto miejsce chwytając jego palce i zaplątuję z moimi. Zayn wyraźnie uspokaja się. Rzuca we mnie przepraszającym wzrokiem.

- Wiecie, to wygląda przepięknie - chwali ich - Powinniśmy zatańczyć! - uderza dłońmi o własne kolana, po czym wstaje i ciągnie za sobą Niall'a - Włączcie muzykę! - krzyczy do chłopaka, który zajmuję się sprzętem i nagłośnieniem. Po chwili z głośników rozbrzmiewa głośny bit - nie jesteśmy wstanie dalej rozmawiać - Jula, chodź tu! - dziewczyna wyciąga do mnie rękę.

- Nie dzięki, tu jest mi dobrze - potrząsam przecząco głową. Żeby się przełamać i gdziekolwiek zatańczyć publicznie potrzebowałabym alkoholu.

- Proszę - podaje mi swojego drinka zdając sobie sprawę, że bez tego się nie odważę. Ponownie zaczynam się nie zgadzać na jej sugestię, ale ona znów próbuje mnie przekonać - Jula, dziś są moje urodziny, wypij trochę i chodź potańczyć - nakazuje z uśmiechem.

Przymrużam oczy, ale po chwili przechylam kubek i jego zawartość spływa po moim gardle, pozostawiając za sobą nieprzyjemny, palący posmak. Biorę głęboki oddech.

- No dobra - marudzę podnosząc się z miejsca.

- Zayn, a ty? - patrzy na niego. Chłopak potrząsa głową rozluźniając nasz uścisk.

- Nie bawię się w to gówno - bełkocze, jego idealne wargi zaciskają się w wąską linię. Nastaje chwilowa cisza i wszyscy wymieniają się spojrzeniami. Ostatecznie przerywa ją Charles.

- No dobra, jeśli ty nie chcesz, to ja z pewnością z nią zatańczę - chłopak patrzy na mnie w sposób, który rozwścieczy mulata.

- Taa, Jula zarezerwuj kolejny dla mnie - mówi Harry odstawiając kubek na stół i zaczyna się podnosić z miejsca.

- Siadajcie do cholery - Zayn niemalże krzyczy i wstaje w krzesła. Harry krzywi się na jego reakcję, a Chalres wybucha śmiechem. Obserwuję go, gdy chwyta mnie za rękę i zaciąga na parkiet tanczny. Sara podąża za nami, schodzimy po schodach w dół.

Rozglądam się po ludziach, dużo osób gapi się na mnie i Zayn'a - w dużej mierze są to dziewczyny, które zawistnie zerkają na nasze połączone dłonie. Chłopcy patrzą z zaskoczeniem, jak mulat kieruje się na parkiet. Sara uśmiecha się i po chwili z Niall'em zaczynają się poruszać w rytm muzyki. Natomiast mnie oblewa gorąco pochodzące od wypitego alkoholu.

Słyszymy pierwsze dźwięki kolejnej piosenki - stoję przed nim zupełnie onieśmielona, nie wiem jaki krok wykonać. Sara i Niall trzymają się nawzajem i tańczą, dziewczyna dodatkowo śpiewa. Zayn sięga po moje nadgarstki, odwraca w swoją stronę i przyciąga do swojego torsu. Nasze zmysły przejmują już tylko dźwięki muzyki.

Kładę swoje dłonie na jego barkach, po jakimś czasie zauważam, że podoba mu się. Chłopak przyciąga swoje usta do mojej szyi kładę głowę na jego ramieniu, dzięki czemu chłopak uzyskuje więcej dostępu. Mocno ssie moją skórę, z moich ust wydobywa się cichy jęk, który zlewa się w rytmie melodii.

Nie myślę o innych, którzy prawdopodobnie teraz gapią się na nas, nie obchodzi mnie, że nas widzą. Wszystko co się teraz liczy to tylko ja i on. Czuję jego wybrzuszenie i wiem, że chłopak pożąda mnie tak samo mocno, jak ja jego.

Zerkam na przyjaciółkę, która mruga do mnie porozumiewawczo. Pocałunki Zayn'a przenoszą się na moją szuję oraz ramiona, jego dłoń wślizguje się po mojej nodze przyciągając mnie jeszcze bliżej siebie, Swoim drugim ramieniem oplata.

- Kurwa, Julio - słyszę, jak mruczy. Uśmiecham się na jego zachętę i wypycham swoje biodra jeszcze bliżej niego. Jego palce wbijają się w moją skórę i pociągają do siebie. Miata nami ogień, wszystkie moje zmysły straciły panowanie nad sytuacją.


Zayn POV

Julia ociera się o mnie, i nie obchodzi mnie nic poza ta małą istotką w moich ramionach. Kocham sposób w jaki jej ciało porusza się, jak to dobrze, że jest tancerką. To jak jej biodra poruszają się i ocierają o mnie, to jak oplata moją szyję swoimi drobnymi dłońmi - wszystko jest idealne. Całuję jej szyję, pragnę ją dotknąć, chcę, aby ludzi wiedzieli, że jest tylko moja.

Tak jednak nie jest... nawet nie jestem pewien, czy chcę aby inne dziewczyny widziały nas razem (wtrącenie tłumaczki: CO KURWA? o.o), ale z pewnością pragnę, aby inni faceci zdali sobie z tego sprawę.

Dziewczyna przyspiesza nieco, i nie wiem, czy dalej uda mi się kontrolować. Już sama sukienka, a zwłaszcza jej długość powaliła mnie na łopatki - idealnie eksponuje jej umięśnione, szczupłe uda i wygląda nieziemsko. Podoba mi się sposób, w jaki opina jej ciało, jak eksponuje ramiona, że dekold jest trochę głębszy, niż zazwyczaj.

Pragnę ją poczuć - jej ciało beż żadnego odzienia. Pragnę jej tu i teraz, ale zdaję sobie sprawę, że ona nie czuje tego samego i wcale nie jest na to gotowa. Ona jest jedyną dziewczyną, której nigdy nie byłbym w stanie zmusić do współżycia, nie potrafiłbym.

Uwielbiam mieć ją tak blisko siebie, ale tym samym jest to dla mnie tortura mając ją przy sobie, ale nie móc mieć jej w łóżku (wiem to zdanie brzmi jak masło maślane, ale czujecie o co chodzi, nie?). Po chwili dziewczyna oddala się, odwracam się i widzę, jak Sara oraz Niall wracają z powrotem na balkon. Dziewczyna chwyta mnie za rękę i idziemy za przyjaciółmi.

Pokrywa nas cienka warstwa potu, ale ona nadal wygląda przepięknie. Zaczynam sobie wyobrażać, jak wyglądała by zaraz po seksie ze mną. Takie myśli zawsze prędzej, czy później nawiedzają moje myśli i nie jestem w stanie ich powstrzymać. To jak na mnie zerka, działa, całuje, nawet jej najmniejszy dotyk okazuję się być dla mnie ogromnie ważny.

- Jak tanieć? - Liam i Danielle również do nas dołączyli. Spoglądam na Harry'ego, który się na nas gapi. Tak jak sądziłem - Charles'a już nie ma. Nadal wolałbym jednak, aby Harry wziął z niego przykład. Sara i Niall śmieją się z sytuacji, która miała miejsce na parkiecie. Chcę usiąść, okazuje się, że jedynym wolnym miejscem jest krzesło obok Harry'ego.

Szybko przyciągam do siebie Julię - chyba trochę ją to dziwi, bo dziewczyna wpada na mnie swoimi placami. Otulam ją swoimi ramionami usadzając na swoich kolanach. Zerka na mnie zakłopotanym wzrokiem, na co odpowiadam jej uśmiechem. Nie chcę aby pomyślała, że zmuszam ją do tego, lub, że robię to by wzbudzić zazdrość Harry'ego - nie to, że jej nic chcę, po prostu wiem, że i tak skończy się na kłótni.

Zawsze się o coś spieramy, połowa z tego zazwyczaj opiera się na jakiś głupotach, choć w zasadzie to wszystko jest bez sensu. Wszystkie kłótnie zaczynają się, gdy Julia za wszelką cenę chce dowiedzieć się o mnie więcej, niż powinna.

Wieje chłodny wietrzyk, przez co dziewczyna przytula się do mnie, kładę dłonie na jej kolanach. Widzę, jak jej klatka piersiowa unosi się ciężko pod wpływem mojego dotyku.

Kątem oka dostrzegam, że Harry gapi się na nas, chłopak oczywiście udaje, że wcale tego nie robi. Przez moment nawiązujemy kontakt wzrokowy, ale w momencie odwraca on swój wzrok. Lepiej niech trzyma swój wzrok z dala od Julii, ona nie należała do niego - ona go nawet nie chciała (uu, ostre pociski Zayn :D) On nie mógł dać jej tego, co ja, nikt nie był w stanie tego zrobić.

Uspokaja się w moich ramionach dużo szybciej, niż gdziekolwiek indziej, jej oddech powoli zwalnia. Cieszę się z uczuci, jakie przynosi mi jej obecność, nikt nie mógł mi jej odebrać. Mimo tego, nadal to uczucie było dla mnie zupełnie obce - nigdy wcześniej nie chciałem kogoś przy sobie zatrzymać, chcieć, aby przebywała z dala od innych.

Zerkam na inne dziewczyny, które patrzą na mnie, jak na kosmitę. Rzucam zawistne spojrzenia do każdego faceta obczajającego (nwm jakie tu pasuje słowo..) moją Julkę. Nie wiem, czy powinienem, aż tak bardzo okazywać swoje uczucia, nie jestem takim typem faceta - Nie jestem jakimś pieprzonym chłoptasiem, który chodzi zawsze i wszędzie ze swoją dziewczyną za rączką.

Ale znów, wydaje mi się, że przy jej obecności robię wiele rzeczy, których nigdy bym się po sobie nie spodziewał.


Julia POV


Podoba mi się ta dzisiejsza bliskość Zayn'a, aż za bardzo. Fakt, że chciał, abym usiadła na jego kolanach spowodował przyspieszenie bicia mojego serca bardziej, niż zwykle. Nie mam pojęcia, czy moje serce wytrzyma te wahania powodowane przez tego chłopaka. Jestem zbyt wrażliwa na jego dotyk.

- Lindsay też przyjdzie? - pyta mnie Sara. Wtedy przypominam sobie, że nawet jej tu nie zaprosiłam.

- Dostała ode mnie zaproszenie, ale przeprosiła, gdyż nieco się spóźni, bo ma jakiś ważny mecz siatkówki - tłumaczy nam Niall.

- Wiesz co, powinieneś zostać jakimś specjalistą od planowania. Tę sztukę masz już opanowaną - Nawet bardziej, niż ja.

- Chyba pasuje, za dużo stresu - śmieje się potrząsając głową. Sara gapi się za to na Zayn'a i wiem, że w jej głowie narodziło się setki pytań, na które będę musiała później odpowiedzieć. Głowa chłopaka spoczywa na moich nogach. siedzę na nim odwrócona bokiem, więc nasze ciała są częściowo do siebie zwrócone. Jego kciuk mizia moje udo, a ja za wszelką cenę staram się zignorować budujące się we mnie napięcie.

- Szkoda, jesteś w tym bardzo dobry, myślę, że powinieneś to jeszcze przemyśleć - śmieję się. Niall dołącza do mnie, a kontrolę nad moim umysłem powoli zaczyna przejmować alkohol; śmieję się jak szalona. Chyba na prawdę mam, aż tak słabą głowę, to nie fair, przecież nie mam w tym doświadczenia.

- Jesteś pijana? - słyszę zapytanie Danielle, na co przeczę jej gestem.

- To młodociana - Sara szepcze do niej powstrzymując swój śmiech - W liceum nigdy ostro nie imprezowała, więc jej główka nie radzi sobie z alkoholem - wyjaśnia jej, a ja to ignoruję.

- Wcale, że nie! - wiem, że się mylę, ale kłótnia wydaje mi się świetną alternatywą. Nie za bardzo kojarzę co działo się przez resztę rozmowy. Oparłam się wtedy o Zayn'a i przyglądałam się poruszającym ustom moim przyjaciół, kiedy coś mówili. Jego ręka spoczywa na moim biodrze, a w drugiej trzyma moją śląc iskry do mojego ciała.

Jedynie to zwykłe imię przywraca mnie do rzeczywistości.

- Cześć Erica.

Podnoszę się, by zobaczyć dziewczynę, z którą właśnie przywitał się Harry. Przyglądam się niej; ma piękną, opaloną skórę, ciemne włosy w odcieniu kawy, mały nosek, umięśnione kształty i karmelowe oczy - doskonały materiał na modelkę. Patrząc na jej twarz bardzo mi kogoś przypomina... Próbuję sobie przypomnieć - to dziewczyna, która kręciła się koło Zayn'a, ta bez nosowego głosu, ta, która pocałowała go wtedy w policzek. Pamiętam, widziałam go nocy, której wyszedł poza linię - był pijany. Na samo wspomnienie o tej okropnej chwili przechodzą mnie ciarki.

W jakimś sensie czuję ulgę, że to nie ją ciągle rysował Zayn, ale po sekundzie to uczucie znika, gdy przypominam sobie tę noc, której praktycznie na nim siedziała.

Zayn podciąga się na krześle, a uścisk zaciska się. Erica zwraca się w moją stronę i zakłada ręce na piersi. Jej uśmiech jest przepełniony jadem, a oczy tryskają wyraźnym rozbawieniem, kiedy przygląda się naszej dwójce. Spoglądam na Zayn'a, którego szczęka jest mocno zaciśnięta, a oczy ma skupione na dziewczynie.

- Hej Harry - odpowiada nawet nie patrząc na niego - Zayn - unosi brew - Trudno było Cię dziś znaleźć - trudniej, niż zwykle, ale teraz gdy już tu jestem, pozbądź się tej dziwki - mówi z wydętymi wargami.

Czuję jak przewraca mi się w żołądku, a rumieniec z policzków natychmiast znika - od tej sytuacji nagle stałam się ponownie trzeźwa. Jej słowa wcale mnie nie zaskoczyły, ani specjalnie nie zraniły, zwłaszcza z pierwszej części jej wypowiedzi.

On ją tu zaprosił? Sposób w jaki wypowiedziała to niegrzeczne zdanie przyniósł mi właśnie taką myśl. Patrząc na minę Zayn'a wyczuwam, że wcale nie jest zaskoczony jej obecnością tutaj - widać tylko wyrzuty sumienia. Nie reaguję, szybko zrywam się z jego kolan i wchodzę do środka.

Nie wiem gdzie pójdę, na pewno nie zamierzam się stąd zabierać, zwyczajnie nie mam ochoty przysłuchiwać się reszcie tej niesamowitej rozmowy (wyczujcie ten sarkazm). Odnajduję drogę do kuchni, która zaskakująco nie jest tak tłoczna, jak zwykle. Smród alkoholu jest powalający -  w końcu tutaj tworzy się drinki. Podłoga dosłownie lepi się od wylanych na nią napojów, moje buty stają się klejące kiedy podchodzę do blatu.

Kiedy sięgam po jeden ze specyfików zauważam Charles'a stojącego przy lodówce. Rozmawia z piękną rudowłosą dziewczyną w szortach i topie, który ledwie zakrywa jej piersi.

- Julia? - uśmiecha się do mnie rozglądając się po pomieszczeniu. Chłopak przeprasza dziewczynę i podchodzi do mnie. Rudowłosa niemal pożera mnie wzrokiem, ale średnio mnie to interesuje, dziś każda patrzy na mnie w ten sposób - Gdzie podział się Zayn? - pyta, kiedy chwytam przypadkwy kubek wypełniony alkoholem.

- Nie wiem - wzruszam ramionami wypijając zawartość kubka. Nie dam mu się dziś tak łatwo podejść, nie pozwolę mu, nie wyjdę, nie ucieknę, postanowiłam zostać i świętować urodziny mojej przyjaciółki.

- Whoa - Charles śmieje się zabierając mi alkohol. Piorunuję go wzrokiem - Co się stało? - pyta, jego ton jest zmartwiony. Potrząsam głową przymykając oczy.

- Erica się stała - to wszystko co mówię.

- Oh to już o nich wiesz? - pyta z ciekawością. Moje serce pęka na samo 'ich'. Co z nimi? Byli parą? Zerwali już? - po tym co zobaczyłam, z pewnością wykluczę tę opcję.

- Co z nimi? - domagam się jakiejś odpowiedzi. Twarz Charels'a oblewa dziwna emocja - pewnie żałuje swoich słów. On wie, że musi mi powiedzieć - po prostu musi.

- Ja nie powinienem-

- Proszę - błagam go przerywając mu. Gapię się na niego z szeroko otwartymi oczami modląc się, że mi jednak powie. Chłopak oblizuje wargi przytakując. Odkłada ukradziony przeze mnie kubek na blacie.

- Erica to jego dobra przyjaciółka... pieprzyli się właściwie na każdej imprezie i za każdym razem, gdy byli znudzeniu - Czyli przyjaciele z korzyściami - Ona jest jedyną stałą dziewczyną w jego życiu poza siostrami... Zastanawiałem się, czy ci o niej opowiedział. Zgaduję, że właśnie zdobyłem swoją odpowiedź - zaciska usta z wzruszeniem ramion.

Jedyna stała dziewczyna w jego życiu poza siostrami, rodziną? Laska, którą przy sobie zatrzymał, ta, z którą był tak blisko, nigdy o niej nie słyszałam, nie wspomniał mi o niej. Czy to ten problem - jeden z wielu - o których opowiadał mi któregoś dnia w jego domu?

- A oni nadal.. no wiesz... nadal uprawiają seks? - pytam cichutko, nie będą pewna, czy chcę znać odpowiedź.

- Nie jestem pewien, ale skoro tu jest, to sądzę, że tak - Tak właśnie, on ją tu zaprosił, więc pewnie się widują. Potrząsam głową, to wyjaśnia jego poczucie winy, wyjaśnia powód, dla którego go szukała.

- Julio? - słyszę jego głos, który echem odbija się od ścian kuchni. Nie mogę go unikać, więc chwytam kolejny kubek i szybkim krokiem mijam go w przejściu - Hej - jego ton jest ostry. Chłopak mocno łapie mnie za ramię zatrzymując mnie przed sobą. Rzucam do niego wściekłe spojrzenie przygryzając język, aby nie palnąć niczego, jednak to nie działa.

- Twoja dziwka tu jest, nie pozwól jej czekać - mój głoś ocieka zazdrością. Ten jeden jedyny raz pomyślałam, że wszystko się ułożyło. Oczywiście coś musiało się wydarzyć. Po prostu musiał mieć dziewczynę w swoim życiu, której istnienie przede mną ukrywał, przyjaciółkę w przywilejami. Z pewnością się z nią spotykał, jakże inaczej miałby ją ty zaprosić?

- Rozmawiamy - zaciska dłonie w pięści i ciągnie mnie za sobą. Nie walczę, nie stawiam oporu, tylko powolnym krokiem przeciskam się za nim przez tłumy nastolatków. Chłopak zaciąga mnie na górę do swojego pokoju o zatrzaskuje drzwi. Wyciąga ode mnie kubek i potrząsa głową z miną, niczym zawiedziony ze swojej córki ojciec.

- Nie powinno cię obchodzić, czy piję, czy nie, twoja kolejna zabaweczka gdzieś tu się kręci - zaczynam ostro, ale wydaje mi się to brzmieć tak prawdziwie. To był początek końca, wszystko zawsze sprowadzało nas do zastanowień.

- Nigdy nie powiedziałem, że obchodzi - krzyczy na mnie. Zaciskam szczękę i czekam na resztę jego słów. Chłopak przeczesuje włosy palcami potrząsając przecząco głową w irytacji - Słuchaj, ja i Erica jesteśmy starymi przyjaciółmi, ona jest dla mnie nikim - nalega. Jak śmie kłamać?! Myślałam, że choć spróbuje się wziąć w garść i ruszymy przed siebie - co zawierało w sobie bycie szczerym wobec mnie.

- Nie okłamuj mnie Zayn! Wszystko wiem, Charles mi powiedział! - mówię głośno w wysoko podniesioną głową. Oczy Zayn'a lśnią czystą złością.

- Oczywiście ci kurwa powiedział! - buczy. Odskakuję przestraszona, gdy chłopak z całej siły uderza ścianę obok. Gapię się na niego z szeroko otwartymi oczami i ustami. Boję się. Chłopak ciężko oddycha, jego ramiona unoszą się i opadają. Teraz tępo gapi się w zniszczoną ścianę z wybitą w niej dziurą.

Jeszcze nigdy wcześniej nie widziałam go takiego wściekłego. Spoglądam na jego knykcie - są zadrapane i cieknie z nich błyszcząca krew. Jestem na niego zła, nie boję się, że mnie skrzywdzi - on nigdy nie posunie się, aż tak daleko. Martwiłam się jednak, że zrani siebie.

- Boże, czy ty nie widzisz, że on nie chce, abym z tobą był?! - wrzeszczy. Dlaczego Chalres miałby coś przeciwko naszej dwójce razem? Zayn popada w paranoję, a to tylko dodaje mi złości.

- Nawet nie jesteśmy razem - bronię, alkohol przejmuje moje myśli, bariera została przełamana. Chłopak piorunuje mnie wzrokiem - Co? - domagam się - Nie jesteśmy! Nie mam pojęcia co to do cholery jest! Za każdym razem, gdy wszystko jest pięknie, coś musi się zepsuć! - krzyczę.

- Nie pieprzyłem się z Ericą odkąd pojawiłaś się pierwszy w moim pokoju tej nocy - widzę szczerość w jego tęczówkach, ale nie potrafię mu uwierzyć. Nie kiedy okoliczności pokazują mi całkiem coś innego. Wcześniejszy wyraz twarzy - poczucie winy - dodaje tyle argumentów do mojej wersji.

- Dlaczego więc tutaj jest? Dlaczego powiedziała 'jestem tu' i 'znalazłam cię', całkiem jakbyś ją tu zaprosił? - zaciskam dłonie. Zayn buczy złością, jego dłonie krwawią. Chcę mu w  tym pomów, ale płynąca we mnie złość kontroluje mnie. Nie zamierzał już na mnie krzyczeć, postaram się, aby dotarło do niego to co zamierzam mu powiedzieć.

- Ponieważ - kurwa Julia, nie mam pojęcia! Erica już taka jest! Taka jest jej osobowość! - broni jej dolewając oliwy do ognia.

- Oboje tworzycie naprawdę przeuroczą parę - buczę na niego. To prawda, wyglądali obok siebie cudownie, oboje z wyglądu przypominali modeli, byli atrakcyjni. Zaczynam kierować się w stronę drzwi, ale on łapie mnie za ramię.

- Nie jesteśmy parą - zaprzecza, jego ton uspokaja się z każdym kolejnym słowem. Nie byli parą, ale my również. Nigdy nie będziemy - on nienawidzi tej 'oficjalnej otoczki', sam mi to kiedyś powiedział.

- My też nie, myślałam, że oboje zgodziliśmy się osiągnąć tego czego pragniemy - chłopak gapi się na mnie wściekły. Nie zapomniałam o naszej rozmowie, nie jestem pewna, czego chcę. Pragnęłam być jego, tylko jego, ale męczyły mnie już te wątpliwości.

Wątpię, że zdecydowałby się ze mną zostać, że wolałby się związać. Ciągle myślę o nim i innych dziewczynach razem, technicznie nie byliśmy razem, więc wolno mógł spotykać się z różnymi laskami - nawet z Ericą.

- A tego chcesz? - wskazuję na drzwi mając na myśli Ericę, gdziekolwiek się aktualnie znajdowała - Chcesz mieć dwie dziewczyny, więc kiedy się znudzisz zawsze masz możliwość wyboru? - wypowiadam to co myślę. Ignoruje moje ostatnie zdanie, bo wrzeszczy;

- Jeśli to nie jest to czego kurwa chcesz to wyjdź! - drze się. Mam wyjść? Nigdy wcześniej mi tego nie powiedział.

- Tego chcesz? Zostawić cię? - śmieję się - Zrobię to, jeśli zamierzasz się zachowywać w ten sposób! Nie masz żadnej racji być na mnie wściekłym, jeśli za moimi plecami pieprzysz się z Ericą! Zaprosiłeś ją tu! - odgryzam się. Moje słowa wcale go go nie ruszają.

- Nie umawiamy się! - krzyczy - Więc mogę robić co mi się podoba! - jego ton jest zimny. Wiem, że chciałam go wcześniej urazić dokładnie tym samym, ale z jego ust zabrzmiało to o wiele boleśniej.

- Wiesz co? - śmieję się histerycznie - Oboje powinniśmy robić co nam się żywnie podoba, więc idę na randkę z Harry'm.

Nie mam pojęcia dlaczego użyłam akurat tego - jestem taka wściekła. W jakimś sensie wybieram się z nim na randkę, ale nie zamierzałam ani tego tak nazywać, ani mówić o tym Zayn'owi, aż do teraz. Nie mogłam znieść faktu, że on miał Ericę, a ja nikogo. Wiem, brzmi durnie.

Mocno go tym zraniłam.

Chłopak stoi w kompletnej ciszy. Nie jestem w stanie dostrzec w nim żadnej emocji - gapimy się na siebie z kamiennymi twarzami. Jego wzrok jest mroźny, już dłużej nie można w nim dostrzec wcześniejszego spokoju. Zamiast uspokajać, sprawiają, że boję się poruszyć, oddychać, boję się co powie.

 -Wiesz co Julio? Rób co ci się podoba, nawet z Harry'm. Baw się kurwa dobrze - mówi wychodząc z pokoju.

Podążam za nim wzrokiem. Zamykam powieki, gdy drzwi zatrzaskują się a ogromną siłą, tym samy Zayn znika z pola mojego widzenia. Wydycham nieświadomie wstrzymywane powietrze. Moje oczy palą mnie ze złości, jestem zraniona - wszystko się we mnie gotuje. Spuszczam wzrok na podłogę. Stoję w pokoju, w którym byliśmy tacy szczęśliwi.

Dlaczego to on zawsze jest pierwszym, który mnie zostawia? Dlaczego mu na to pozwalam? Czemu udaje mu się wyciągnąć ze mną moją gorszą stroną? Dlaczego jestem mu wstanie wyrzucić coś, czego nie miałabym odwagi wykrzyczeć komuś innemu? Czemu nie potrafimy wykonać kroku w przód?

Dlaczego nie jestem w stanie o nim zapomnieć, jak przyrzekłam sobie tej pierwszej nocy...



Notka od autorki:

Komentujcie proszę!


Erica to przyjaciółka z korzyściami, a nie laska z rysunków.. Kim więc jest tamta? Proszę o tym pomyśleć, czekam na pytania :) 


ERICA:)




_______________________


Tadada! Jak się podobało? Kolejna huge fight! Tym razem Juleczka przesadziła :( Nie miałam pojęcia, że siedzi w niej taki potwór!


Głupio mi przyznać, ale zapomniałam już jak to jest tłumaczyć dla was kolejny rozdział, brakowało mi tego :(

Kocham was !!

PS. Tradycyjnie nie sprawdzany, ale chciałam go dla was jeszcze dziś wstawić :)
Lydia Land of Grafic