niedziela, 14 września 2014

Ważne!!

Witajcie kochane !!

Na wstępie chciałam strasznie was przeprosić z zwłokę z nowym rozdziałem. Przepraszam, nie miałam do tego zupełnie głowy, ani czasu, głupio mi bo obiecałam co innego ale no tak .. szkoła ..

Mam jednak świetna wiadomość !!
Moja kumpela zaproponowała poprowadzenie konta tego ff na Twitterze i oto bum https://twitter.com/onenightff jest !! 

Będziemy w lepszym kontakcie i mam nadzieje, ze jeszcze więcej osób dowie sie o tym ff!!

Wiec follow'ujcie, piszcie o tym znajomym!!

Ważne : jeśli chcecie być informowane to proszę pod TYM postem piszcie swoje nazwy, w najbliższym czasie postaramy sie to ustawić ☺️

Dziękuje za wszystkie fantastyczne komentarze☺️

Do następnego !! Już niedługo !!

sobota, 6 września 2014

Rozdział 35

Soundtrack:

* Hallelujah - Matthew Schuler (cover)

* Brokenhearted - Karmin (Acoustic Version)


- Wszystko już w samochodzie? - pyta mnie Sara zatrzaskując wieko bagażnika. Przytakuje jej skinieniem głowy i wślizguję się do samochodu. Zayn nie dzwonił, ani nawet nie próbował się ze mną skontaktować, odkąd zostawił mnie samą przed akademikiem.

Obawiam się, czy wszystko z nim okay, czy z nami jest okay, cały czas się o niego martwię. Sara wsiada do samochodu wpuszczając do środka chłodny podmuch . Odpala wóz i włącza radio z uśmiechem.

- Gotowa na godzinną jazdę? - śmieje się kiedy wyjeżdżamy z kampusu. Czuję ulgę wracając do domu - do miejsca, które znam, jak kieszeń własnych spodni. Tam nigdy nie działo się nic nieoczekiwanego, nic spontanicznego.

- Chyba ty - dołączam do jej śmiechu, a dziewczyna podkręca ogrzewanie, kiedy kierujemy się w stronę Loveland. Jazda okazuje się być krótka, jestem zbyt zatopiona w swoich myślach, aby móc rozmawiać z blondynką, ale nie ma mi tego za złe.

Z jakiegoś powodu, wydawała się być zestresowana przez całą drogę, przygryzała wargę, nerwowo się kręciła, a na jej twarzy brakowało jej pięknego uśmiechu.

- Dobrze się czujesz? - pytam ją, kiedy zbliżamy się do jej domu. Dziewczyna przytakuje i rzuca sztucznym uśmiechem.

- Dlaczego miało by być inaczej? - łączy brwi w jedno z zakłopotaniem. Kąciki moich ust opadają, czuję, że mnie okłamuje, ale nie wiem co ukrywa.

- Bez powodu - uśmiecham się do niej ciepło, aktualnie przejeżdżamy obok jej sąsiadów. Krążymy wokół stawu i ostatecznie podjeżdżamy pod jej trzy piętrowy dom.

Z zewnątrz wygląda na dużo mniejszy, niż w rzeczywistości. Budynek ma piękny szary kolor z ceglanym garażem obok.

Dziewczyna parkuje samochód i wysiada na zewnątrz. Podążam za nią zabierając swój telefon. Sara wyciąga swoje tobołki z bagażnika i idzie do domu.

Podskakuje lekko, dopóki nie dosięga drzwi wejściowych i jednym szybkim ruchem je otwiera. Stoję tuż za nią, przekraczając próg domu dziewczyna uroczyście ogłasza;

- Mamo, tato! Jestem w domu! - upuszcza walizki w salonie, a ja rozglądam się po znanum mi pomieszczeniu. W środku widzę tę samą drewnianą klatkę schodową z pasującymi do niej panelami.

Po naszej prawej znajduje się salon, który po brzegi wypełniony jest meblami. Przypominam sobie te wszystkie wspólnie spędzone tu noce, biegałyśmy po tych schodach bawiąc się w księżniczki. Schody zawsze imitowały 'Grand Staircase', teraz nie wydają mi się już być takie ogromne i wyniosłe, mają najzwyklejszy rozmiar w kształcie litery 'L'.

- Sare-bear  ( przepraszam, nie mam pojęcia jak to przetłumaczyć, ale to takie pieszczotliwe, wiecie jak ojciec do córeczki) - słyszę, jak jej tato woła ją. Patrzę na wysokiego, jasnowłosego ojca Sary, który wchodzi z kuchni do salonu. Mężczyzna ma na sobie polo w odcieniu głębokiego błękitu oraz spodnie.

Sara piszczy i rzuca się mu w ramiona, oboje zatapiają się w ciasnym uścisku. Kolor włosów Sary oraz oczu odziedziczyła właśnie po nim, ale kształt twarzy zdecydowanie ma zdecydowanie podobny do mamy.

- Tatusiu! - cieszy się, rodziciel odkłada ją z powrotem na ziemię z uśmiechem na twarzy.

- Sara! Tak się cieszę, że jesteś już w domu! - oni są tak pogodną rodziną - Isobel chodź tutaj! Sara tu jest! - jego niski głos dźwięczy po całym domu.

Ściany salonu mają ciepły brązowy kolor, a meble doskonale do nich pasują. Wszędzie porozwieszane są piękne malowidła, jej mama od zawsze odznaczała się niezwykłym talentem do dekorowania, z pewnością mogła by znaleźć pracę w tej profesji.

- Co się dzieje Cal? - słyszę głos mamy Sary dochodzący z góry.

Wkrótce pojawia się na szczycie schodów, ma na sobie śliczną żółtą sukienkę kończącą się zaraz poniżej kolan. Jej mama ma jasno brązowe włosy z pomarańczowymi pasemkami, a oczy są jasno niebieskiego koloru.

- Mamo! - Sara macha do niej, na co twarz rodzicielki rozjaśnia się na widok córki. Szybko zbiega po schodkach i ściska ją ciepło.

Zdaję sobie sprawę, że zostawiłyśmy otwarte drzwi, wracam tam i je zamykam. Ten dźwięk przykuwa na mnie całą ich uwagę.

- O mój boże, Julio, to ty? - Isobel patrzy na mnie z uśmiechem - Wyglądasz przepięknie! - podchodzi do mnie i ściska, mogę poczuć woń jej drogich perfum. Kobieta oddala się przerzucając swoje włosy na ramię - Pokręciłaś włosy! - wykrzykuje dotykając loków.

Myślę, że wyglądam nieco inaczej. Kręcę włosy już dużo częściej, loki dodawały mojej twarzy lepszego wyglądu. Zaczęłam również codziennie malować oczy eyelliner'em, a nie tylko podczas ważniejszych uroczystości.

- Dzięki, to robota Sary - wskazuję na blondynkę, która gawędzi z tatą. Przez moment znów zerkam na jej wielki dom. Tak naprawdę to nic się nie zmieniło; wszystko jest czyste i pachnie cytryną - zawsze pachniał w ten sposób po każdym sprzątaniu. Sufity były wysokie, a wielki żyrandol rozświetlał całe pomieszczenie.

- Jula cieszymy się, że wpadłaś, wracasz do domu? - Cal zwraca uwagę na mnie i przytula mnie ciepło.

- Tak, pomyślałam jednak, że najpierw wpadnę się przywitać ze swoją drugą rodziną - śmieję się, a on do mnie dołącza. Czuję się zadowolona, wszystko jest tak, jak powinno, zachowują się i mówią dokładnie tak, jak oczekiwałam.

- Dobrze, że nas odwiedziłaś. Przyjdziesz w piątek na obiad? - pyta mnie klepiąc delikatnie po plecach.

- Oczywiście - zgadzam się. Rodzice Sary byli zawsze przygotowani na urodziny ich córeczki. Zawsze zapraszali wszystkich jej znajomych oraz przyjaciół rodziny na wspólne urodzinowe obiady.

Na tyle podwórka, obok stawu rozstawiali stoły, a gdyby zrobiło się nieco chłodno, zaraz obok rozpalali ognisko. Stoły zawsze były udekorowane i przygotowywali dwudaniowy posiłek wraz ze słodkim tortem.

- Odwiozę ją tylko do domu i zaraz wracam - Sara uśmiecha się do swoich rodziców.

- Oczywiście kochanie, dzięki, że wpadłaś - Isobel macha mi na pożegnanie. Odwracam się i opuszczam ich dom. Sara opowiada mi, jak jej rodzice zmienili się od ostatniego razu, ale je naprawdę nie zauważyłam jakiejś większej różnicy.

Sara odstawia mnie pod domem. Żegnamy się, chociaż spotkamy się na obiedzie w jej domu w najbliższy piątek. Podchodzę do drzwi wejściowych po małym podjeździe.

Mój dom jest średniej wielkości, ma jedno piętro wliczając piwnicę, gdzie moja mama szyje, a tata ma swój gabinet.

Moja mama jest pielęgniarkę, a tato nauczycielem, oboje zarabiali całkiem nieźle i stać nas było na ładny domek. Budynek wyłożony był czerwoną cegłą, a parapety zostały wymalowane na ciepłą zieleń.

Wspinam się po dwóch niewielkich schodkach i wchodzę na ganek. Podnoszę dłoń ku górze, by zapukać, ale szybko ją opuszczam.

Wchodząc do środka jestem oszołomiona buchającym we mnie ciepłem i zapachem - czuję cynamon z nutą sosny. Pachnie bardzo ładnie - tak relaksująco.

- Mamo? - wołam przez dom.

Odkładam tobołki na podłogę i przyglądam się ścianom pomalowanym na ciepłe barwy. Cały dom wydawał się być taki typowy, wchodziło się do ogromnej przestrzeni.

Główny salon miał szare i brązowe barwy. Po prawej stronie, zaraz pod oknem znajduje się stół kuchenny.

- Jula! - patrzę w lewo do kuchni, gdzie pojawia się mój tata. Ma krótkie, brązowe włosy, ciemne oczy, kwadratowy kształt twarzy i prosty nos.

Nie jest zbyt wysoki, z pewnością nie ma wzrostu Cal'a - taty Sary, ale jest wyższy ode mnie.

- Tato! - wykrzykuję ściskając go. Oddalam się i obserwuję go - wygląda na dużo szczuplejszego, niż go zapamiętałam, teraz wiem, co miała na myśli Sara mówiąc, że jej rodzice wyglądają inaczej. Zauważyła tę drobnostkę, której mi nie udało się w ogóle dostrzec.

- Eliot, czy to nasza Jula? - słyszę wysoki i ciepły głos mamy dochodzący z góry. Patrzymy w tamtą stronę, a ona pojawia się w ramie drzwi. Jej krótkie, potargane włosy związane są w kucyka.

- Cześć mamo - macham do niej, a ona zerka na mnie zaskoczona. Kobieta szybko mnie do siebie przyciąga i przytula do siebie.

- Nie miałam pojęcia, że nas odwiedzisz! - wykrzykuje radośnie - To znaczy rodzice Sary wspomnieli, że ona tu wpadnie i słyszałam, że się z nią zabierzesz, lecz ty nigdy do nas nie dzwoniłaś! - w tonie wyczuwam, że jest troszkę na mnie zła. Marszczę brwi i przytakuję jej.

- Przepraszam, ale zupełnie o tym nie pomyślałam - Zayn zajmował mi większość mojego wolnego czasu.

- W porządku, ale wolałabym wiedzieć, posprzątała bym tu - rozglądam się, wszystko lśniło czystością.

Kafelkowa podłoga jest bez skazy, dywan leżący w salonie został odkurzony, na kanapie porozrzucane było tylko kilka zabawek należących do Jeremy'ego.

- Gdzie Jer? - odwracam się do mamy i jak na zawołanie słyszę, jak chłopiec raczkuje wspinając się na schody. Przechodzę obok niej i docieram do młodszego braciszka. Za plecami słyszę, jak tata zgania mamę, że zwróciła mi uwagę za nie kontaktowanie się z nimi.

Chłopiec ma jasne, brązowe włoski po mamie, ale ciemne oczy odziedziczył już po tatusiu. Uśmiecham się do niego i podnoszę go góry.

- Hey! - wykrzykuję wysokim, dziecięcym głosikiem. Jer chichocze uroczo - Hej maluchu - uśmiecham się dotykając jego twarzyczki i tulę go ciasno.

Moje serce bije z radości, stęskniłam się za nim najbardziej z całej mojej rodziny - nie to, że nie kocham swoich rodziców, ale to przecież był mój młodszy braciszek.

- Jula, jesteś głodna? - pyta mnie tata. Odwracam się z Jeremy'm na rękach i przytakuję. Oboje stoją ramię w ramię obserwując mnie z szerokim uśmiechem na twarzach.

Nie za bardzo z wyglądu przypominałam swoją mamę - nie tak bardzo, jak Jeremy. Odziedziczyłam niektóre jej cechy, ale to nic bardzo zauważalnego. Byłam po prostu bardziej podobna do taty.

Mały to mieszanka obojga rodziców, nawet w tak młodym wieku można było dostrzec podobieństwa pomiędzy nim, a rodzicami.

- Tak, a ty? - pytam chłopca, na co on słodko chichocze. Ma na sobie ciemną, niebieską koszulkę z długim rękawem z czerwono-żółtymi paskami na brzuszku oraz spodnie. Na stopach nie ma bucików i swobodnie one zwisają obijając się o moje ciało.

- Tak - odpowiada z jasnym uśmiechem, na co mój banan poszerza się jeszcze bardziej.

- Przygotuję obiad, chcesz rozpakować się w swoim pokoju? - pyta mnie mama wchodząc do kuchni. Podążam za nią , kiedy tata podnosi moją walizkę i zanosi w odpowiednie miejsce.

Rzucam w niego wdzięcznym uśmiechem, na co mruga do mnie i znika w holu.

- Pewnie - wchodzę do szeroko otwartej kuchni. Zasiadam na stołku przy blacie z Jeremy'm na kolanach.

- Jeszcze nie gotowe - kobieta mówi mi wyciągając potrzebne produkty z lodówki.

- Pomyślałam, że trochę porozmawiamy, zanim zacznę się rozpakowywać - wyjaśniam jej, kiedy chłopiec wstaje z moich kolan.

- Jasne - uśmiecha się podając mi warzywa z deską do krojenia - Zrobię chicken pot pie*, Jeremy je uwielbia! - uśmiecha się do małego chłopca.

Szybko sadzam go na podłodze, na co on wstaje o biegnie do salonu. Kroję warzywa, kiedy moja mama włącza piekarnik.

- Jak wam się żyje? - pytam rozglądając się po pomieszczeniu, które w ogóle się nie zmieniło.

- Świetnie! Twój ojciec dostał podwyżkę w pracy. Wszyscy w szkole bardzo za tobą tęsknią - mówi. W Loveland znajdowała się tylko jedno liceum, właśnie tam pracował mój tato.

- Na prawdę? - unoszę brew krojąc marchewki. Brakuje mi tej lekkości w życiu, rutynowego, wspólnego obiadu i rozmowy o spędzonym dniu - przynajmniej o momentach, którymi chciałam się z nimi podzielić.

- Tak, a jak tam studia? Rzadko się do nas odzywasz, przez cały miesiąc słyszałam cię może z raz - znów mnie zgania. Próbuję się nie irytować i kontynuuje krojenie pomarańczowych warzyw.

- Taa przepraszam... byłam naprawdę najęta nauką - to nie do końca kłamstwo, spędziłam sporo czasu na nauce z Liam'em i kilka razy z Zayn'em - ale tego nie zaliczam do nauki.

- Jak zajęcia? Nadal otrzymujesz dobre stopnie? - jej ton jest natarczywy. Kobieta zagniata ciasto do zapiekanki.

- Tak, oczywiście - zaciskam usta, pewnie, że moją mamę obchodzą głównie moje oceny.

- O czym rozmawiają moje dwie piękne kobiety? - mój tata wchodzi do pomieszczenia niosąc Jeremy'ego. W jego malutkiej rączce jest niebieski pociąg, który mi wręcza - Daj, wyręczę cię - tato podaje mi braciszka, a ja wręczam mu nóż.

- Słyszałam o twojej podwyżce - mówię, kiedy przyciąga deskę i zaczyna kroić warzywa koło mamy.

- Tak, pani dyrektor McCoy tęskni za tobą - uśmiecha się do mnie.

Dyrektorka McCoy jest bliskim przyjacielem rodziny, razem z moją mamą znają się do czasów studiów, dlatego zawsze tak na mnie naciskała, jeżeli chodziło o szkołę - musiałam być wzorową uczennicą godną naśladowania i taka byłam.

Odgrywałam rolę wzorca - idealnego przykładu idealnej uczennicy... Kąciki moich ust opadają, szybko odpowiadam.

- Oczywiście, że tak - zmuszam się do śmiechu, kiedy sadzam Jeremy'ego na blacie stołu. Chłopiec jeździ po nim zabawką i zajmuje się sobą.

- Dobrze się bawisz w nowej szkole?

- Tak - odpowiadam, nie jestem pewna, czy chcę się z nimi dzielić swoimi dotychczasowymi doświadczeniami.

- Czy Sara zaciągnęła cię już na jakieś imprezy - pyta mnie mama, mam wrażenie, że z nadzieją w głosie - oczekuje, że mam jakieś życie towarzyskie. Nigdy nie mogę jej pojąć.

Zawsze była wobec mnie ostra w sprawie szkoły i ocen i pragnęła, abym była jej 'perfekcyjną' córeczką, a z drugiej strony chciała, żebym była taka jak Sara - dusza towarzystwa.

- Na kilka - odpowiadam podnosząc nitkę ze spodni Jeremy'ego.

- Na prawdę? - jej ton pełen zaskoczenia i szczęścia. Nie rozumiem jej toku myślenia, dobre stopnie i imprezowanie nie idą w parze, powinna być tego świadoma.

Nigdy nie chciała, abym imprezowała w liceum - w sumie nie powiedziała mi tego, ale z pewnością by mi nie pozwoliła. Nie rozumiem więc w czym studia się różnią od tamtej szkoły.

- Tak, dobrze się na nich bawiłam. Wiecie, mnóstwo pijanych nastolatków - wzruszam ramionami dźgając chłopca w bok, na co zaczyna się śmiać.

- Mam nowy samochód - mówi pokazując mi swoją zabawkę. Śmieję się na to, że nazywa tę niewielką lokomotywę swoim samochodem.

- Jest super Jer, mogę go od ciebie pożyczyć? - pytam go śmiejąc się, chłopiec wręcza mi ją - Dzięki - zaciągam powietrze i biorę od niego zabawkę. Na jego twarzy pojawia się szczery, dziecięcy uśmiech.

- Poznałaś jakichś chłopaków? - mój tata pyta żartobliwie. Zamarzam gapiąc się prosto w koszulkę brata. Wstrzymuję oddech, mój wzrok zatrzymuje się na liniach ubranka - Jula? - mój tata pyta prawdopodobnie zmartwiony, że go nie usłyszałam. Udaje mi się wziąć oddech i potrząsnąć przecząco głową.

- Nie za bardzo - zaciskam usta, powiedziałabym mu o Zayn'ie, ale nawet nie wiem co się między nami teraz dzieje. Wczoraj zachował się wobec mnie tak zimno i oschle, plus, nawet nie próbował się ze mną skontaktować - dla dziewczyny to jest katastrofa, a mój mózg tylko o tym myśli.


- To nawet lepiej - dochodzi do mnie głos mojej mamy, która odkręca właśnie kurek przy zlewie - Może spotkacie cię z Matt'em, wydaje mi się, że będzie w domu przez weekend.

- Oh - odpowiadam skrajnie przerażona. Mój tato szybko zmienia temat o tym co razem robili w zeszłym tygodniu.

Nie za bardzo wsłuchuję się w ich opowieść, ponieważ znów atakują mnie moje myśli o Zayn'ie, Macie, szkole, domu - o wszystkich przeciwnościach, które w jakiś sposób są do siebie podobne.

Nie przyznałam się im, że podjęłam się znów zacząć tańczyć, z jakiegoś powodu czuję, że to nie ich sprawa. Wiem, że gdybym o tym wspomniała, moja matka zasypała by mnie milionem pytań naciskając na mnie.

Obiad przebiega nam szybko, Jaremy rozwala dokoła większość swojego jedzenia, ale udaje mu się trochę skubnąć.

Jego śliniaczek jest cały ubrudzony jedzeniem, a talerz wysmarowany ciastem. Po tym jak pomogłam posprzątać po posiłku, przepraszam ich i idę do swojego pokoju.

Nawet zachowują się tak, jak zwykle. Zwykłam przychodzić do domu, pomóc rodzicom z obiadem, gawędziliśmy przy stole, następnie sprzątałam naczynia z mamą i wędrowałam do swojej komnaty, by się uczyć. Wydawało się, że nic się nie zmieniło, ale jednak chyba ja jestem nieco inna.

Idę przez znajomy korytarz, skręcam w lewo do swojej sypialni. Słońce już zachodzi i ledwie oświetla krainę na zewnątrz. Podchodzę do walizki, która leży na moim łóżku i zrzucam ją na podłogę. Rozglądam się po małym pomieszczeniu.

Jego ściany są koloru uspokajającego turkusu, na nich wisi kilka kwiatowych dekoracji. Mam dwie póki na książki naprzeciw łóżka wielkości godnej królowej.

Ma ona okrycie koloru kremowego, przez środek przebiega czarny wzór. Patrzę przez okno gapiąc się na ogródek.

Brązowy, drewniany płotek odgradza nas od działki sąsiadów. Nasz ogród nie jest zbyt wielki, ale wystarczający. Jest miejsce na posadzenie jakiś roślin, małą trampolinę, patio i trawę. Niczym nie przypomina ogromnego placu Sary ze stawem.

Przebieram się w pidżamką i wczołguję do łóżka, myślę o Zayn'ie. Chwytam swój telefon, przeglądam nowości, sunę przez nowej esemesy, w razie, jakby był tam jeden od mulata - nie ma nic.

Chcę do niego zadzwonić, napisać, powiedzieć, że o nim myślę. Mózg krzyczy, żeby, tego nie robiła - źle to wczoraj rozegrał.

Wciskam komórkę pod poduszkę i gapię się przez okno. Wiatr kołysze koronami drzew. Było mi dziwnie, bycie w domu wydawało się być jakimś wspomnieniem - zmieniłam się, stałam się inną osobą.

- Dobranoc kochanie - głos mojej matki dochodzi zza drzwi. Nie odpowiadam, wiem, że nie jest w stanie ujrzeć mojej twarzy - nie potrafię wyjaśnić czemu się nie odzywam, po prostu nie.

Cicho zamyka drewniane drzwi i wychodzi z pokoju. Słyszę ciche szepty rodziców, po czym wszystkie światła w domu gasnął.

Jest cicho. Tak znajomo i spokojnie, nawet nie wiem, co ze sobą zrobić. Wszystko jest takie podobne, czuję się tu zagubiona - w tym samym momencie strasznie za nim tęsknie, brakuje mi mojego życia, tego które on zmienił.

Minął tylko jeden dzień odkąd zostawił mnie samą pod akademikiem, ale odnoszę wrażenie, że odkąd wróciłam do Loveland, chłopak się ode mnie oddala, znika. Jakby był snem, z którego się aktualnie budzę i zostaję brutalnie wyciągnięta.

Czuję to.

Z każda kolejną sekundą, kiedy jego przy mnie nie ma, życie, które pragnę powoli oddala się i za niedługo zniknie z zasięgu mej dłoni.


Notka od autorki:

Zapowiedź sukienki Julii na imprezę urodzinową Sary na moim Instagramie! ( ja dodaje go o tu, gdzieś na dole :D)




* chyba wiecie, taka amerykańska zapiekanka, zapieczone warzywa, kurczak pod ciastem :)
_______________________

PRZEPRASZAM ZA ZWŁOKĘ!!! Nie złośćcie się na mnie... :c

Link do sukienki Julii :3

OOO i zobaczcie to! Jakie piękne *.*


ZAYN RUSZ DUPE I DZWOŃ DO NIEJ!!! :c

uuuu... Matt jest w mieście? A co jak się spotkają? :o


Tak, na wattpadzie zaktualizuję rozdziały editami, czyli będą filmiki i zdjęcia Zuliet + nowa okładka!

Do następnego!!


Nie sprawdzany :v


poniedziałek, 1 września 2014

Rozdział 34

Soundtrack:

* Wings - Birdy


Rano budzą mnie wpadające przez okno do pokoju jasne promienie słoneczne. Mrugam kilka razy ciężkimi powiekami starając się rozbudzić. Przewracam się na drugi bok i wpadam na jakieś ciało.

Moje oczy rozszerzają się w niemałym szoku, staram się jakoś uwolnić, ale jego zacisk zacieśnia się i chłopak przyciąga mnie jeszcze bliżej siebie. Śpi, ale jakimś sposobem nad wszystkim czuwa i jest w stanie tak mocno mnie trzymać. Rozglądam się w poszukiwaniu zegarka - jest już po 10. Spóźniłam się na Mszę razem z Sarą.

Podciągam się na łokciach opierając na nich cały swój ciężar, ale on nadal usilnie trzyma mnie w talii.

Przyglądam się mu, wygląda tak błogo i spokojnie, obserwuję wyrzeźbioną linię szczęki, jego ciemne włosy są w uroczym nieładzie, ale nadal wyglądają perfekcyjnie. Delikatnie wiodę palcem po jego bliźnie na klatce piersiowej.

Nadal zamierzam dowiedzieć się skąd ją ma i doskonale zdaję sobie sprawę, że w tej chwili nie będzie z tym zbytnio ze mną otwarty, ale możliwe, że w przyszłości... jeśli w ogóle tak daleko zajdziemy. Moją głowę wypełniają znane mi  już wątpliwości.

Ten chłopak był dla mnie jedynym znalezionym kawałkiem układanki, który starałam się gdzieś dopasować, choć nie miałam poukładanego własnego życia. Zawsze walczyliśmy ze sobą i zawsze wydaje mi się, że on nie jest ze mną do końca szczery.

Czuję, że z każdą kolejną spędzoną z nim sekundą dowiaduję się coraz to nowszych informacji o nim. Potrzebuję czegoś, co pomoże mi go lepiej zrozumieć, ale nagle coś się wydarza i pozostaję zakłopotana.

Czuję na sobie jego wzrok, podnoszę głowę, aby na niego spojrzeć. Widzę w nich emocję, której nie potrafię odczytać; egzaminuje mnie.

Sięga dłonią do mojej i chwyta ją splątując razem nasze palce - skupia się na nich.

Powoli kładę głowę na jego torsie wsłuchując się w spokojne bicie jego serca, nigdy nie będę miała dosyć ciepła jego skóry. Uśmiecham się na widok naszych zaplecionych rąk.

Nasze palce są jakby połączone - promienie słoneczne padały na nas - na tą chwilę. Moje serce drży na samą myśl, że leżymy tutaj razem, w jednym łóżku trzymając się za ręce i nic innego nas nie obchodzi.

Jednak jedno ściągało mnie do rzeczywistości - muszę wracać do akademika. Mam szkołę, mam życie, które pasuje mi prowadzić. Ta chwila i kilka poprzednich wydają się mi być takie nierzeczywiste. Nie czuję tego.

- Muszę wracać do akademika - bełkoczę cicho również wpatrzona w nasze zaplecione dłonie. Nie chcę tam wracać, podoba mi się ten nasz poranny spokój, uwielbiam z nim przebywać, ale muszę już iść.

- No dobrze - wzdycha, czuję, jak oddala się i jestem nieco zawiedziona, że nie walczył ze mną, żeby zostać dłużej.

Chwytam swoje ubrania i przebieram się szybko. Wracam do pokoju, a Zayn stoi już ubrany w spodnie i koszulę. Rzuca we mnie małym uśmiechem, kiedy przechodzimy razem przez dom.

Jak na godzinę 10 jest tu dziwnie cicho, ale o nic nie pytam, kiedy Zayn prowadzi mnie do drzwi wyjściowych. Kiedy w końcu pojawiają się w zasięgu naszego wzroku widzę, jak jego wzrok szerzy się w zaskoczeniu. Patrzę tam gdzie on, i zauważam wchodzącego na hol Blake'a. Jego brąz włosy są w całkowitym nieładzie, dopiero dziś zauważam, że ma on niebieskie oczy.

Wydaje mi się, że od ostatniego razu, kiedy go widziałam przybrał trochę na masie mięśniowej, ale mógł by się obciąć.

Chłopak ma na sobie bro-tank i szorty. Zatrzymuje się, kiedy nas dostrzega. Zerkam na Zayn'a - jego szczęka jest napięta.

- Znowu ty - Blake zupełnie ignoruje mulata, który stoi zaledwie kilka centymetrów ode mnie. Jego uśmiech jest dla mnie conajmniej niekomfortowy, chłopak stoi zwrócony twarzą w moją stronę. Zanim zdążam mu cokolwiek odpowiedzieć, Zayn ciągnie mnie za sobą przez drzwi i zatrzaskuje je z ogromnym hukiem.

Nie wiem czy się odzywać, więc milczę, kiedy jesienny wietrzyk owiewa nas swoim chłodem. Zayn podchodzi do samochodu - jego dłonie nadal pozostają zaciśnięte w pięści. Podążam za nim przyglądając się widokowi Rocky Mountains.

Chłopak stoi przy aucie z otwartymi drzwiami. Spokój z poprzedniego tygodnia już dawno gdzieś przepadł. Szybko bez słowa wsiadam do środka. Chłopak wskakuje na fotel koło mnie i odpala silnik ruszając z powrotem na kampus. Lekka muzyka gra w tle, a ja gapię się na mijane przez nas drzewa.

- Urodziny Sary są już w następnym tygodniu... Prawdopodobnie w ten weekend pojadę z nią zobaczyć się z rodzicami, więc imprezę niespodziankę zorganizujemy za dwa - bełkoczę.

- Okej - cicho odpowiada, przygryzam usta i odchrząkuję.

- Myślę, że będzie ona w domu bractwa - kładę dłonie na kolana i powoli zerkam w jego stronę. Jego wzrok skupiony jest na drodze, więc przytakuje tylko w zrozumieniu. Dojeżdżamy pod akademik, czekam, aż coś powie - ale na darmo.

Wiem, że ta nagła zmiana nastroju to nie moja wina, tylko Blake'a. Jestem na niego zła, że zrujnował tą przyjemną atmosferę między nami, którą zyskaliśmy w naszej... relacji - myślę, że śmiało mogę to tak nazwać. Wzdycham i otwieram drzwi zaczynając podnosić się z fotela. Czuję zatrzymującą mnie dłoń Zayn'a, który cofa mnie z powrotem na miejsce.

Obraca mnie do siebie pieszcząc mój policzek i złącza nasze usta w słodkim pocałunku. W jego objęciach czuję ogarniający mnie spokój, mimo, że ten gest nie był wypełniony tą znaną mi pasją i gorącem.

- Widzimy się jutro - mruczy cicho i oddala się. Uśmiecham się do niego i macham na pożegnanie wysiadając z samochodu. Kiedy wchodzę do pokoju zastaję pakującą się Sarę.

- Pakujesz się? - pytam zamykając za sobą drzwi. Jej wzrok pada na mnie.

- Gdzie byłaś ostatniej nocy? - rzuca we mnie podejrzliwym wzrokiem, a ja wzdycham na jej sugestię.

- Do niczego nie doszło, tylko tam spałam - zapewniam ją.

- Jasne - śmieje się wrzucając część swoich ubrań do walizki - Wracam do domu w środę po zajęciach i zostaję tam, aż do niedzieli - wyjaśnia - Jedziesz ze mną? - jej ton jest zmartwiony i ciekawski. Nie wiem czym się przejmuje, ale jej przytakuję.

- Jeśli nie masz nic przeciwko. Nie rozmawiałam z moją mamą, ani tatą już sporo czasu i myślę, że powinnam ich odwiedzić, plus są twoje urodziny, więc twoi rodzice z pewnością zaplanowali już z tej okazji obiad - śmieję się.


- Rozmawiałaś w ogóle z Matt'em?- pyta mnie wracając wzrokiem na stertę ciuchów, które składa. Odnajduję swoją walizkę i również upycham do niej ubrania.

- Nie - odpowiadam cicho. Szczerze nie wiem, co czuję teraz wobec tego chłopaka, z pewnością pozostał we mnie ból i odraza i wydaje mi się, że nigdy nie uda mi się o tym zapomnieć. Myślenie o nim nie sprawia mi już tyle bólu, co wcześniej, ale chyba nie mam ochoty się z nim widzieć.

Ciężko mi było sobie z tym poradzić. Dorastałam z nim, ufałam nad życie, a on mnie zdradził... Było mi nawet trudniej, bo nie miałam pojęcia, że może taki być. Patrzyłam na niego przez pryzmat poukładanego i grzecznego chłopaka - kochającego swoją rodzinę. Taki właśnie był. Jeżeli ktoś, jak on mógł mnie tak skrzywdzić, to komu powinnam ufać?

- Oh - jej ton ucichł.

- A ty? - pytam podtrzymując rozmowę. Dziewczyna nie odpowiada przez dobrą chwilę, dlatego zerkam na nią - wygląda na zmartwioną - Sar? - niepokoję się.

- Nie do końca - bełkocze przeczesując włosy swoimi palcami. Matt był dla mnie i Sary zawsze dosyć kłopotliwym tematem. Już wspominałam; Sara zawsze była tu dla mnie, ale rzadko o nim rozmawiałyśmy.

- Byliście jakby przyjaciółmi.. Zrujnowałam to, prawda?

- Nie - śmieje się - Nie mam nic przeciwko, że urwał mi się z nim kontakt, tak naprawdę to ledwo się dogadywaliśmy - zapewnia mnie - Każdy, kto był tak głupi, żeby zrobić ci coś takiego nie zasługuje na moją przyjaźń - kończymy pogawędkę. Dziewczyna włącza piosenki One Republic i przy jej rytmie kończymy się pakować. Na początku milczymy, ale pod koniec pokój wypełniają nasze śmiechy.

- Eww, brzmi obrzydliwie - Sara śmieje się zapinając walizkę i opiera ją o ścianę.

- Mów za siebie - udaję urażoną i również zasuwam zamek własnej walizki, która jest o połowę mniejsza od tej Sary. W domu zostawiłam nieco ubrań, tak samo jak ona, ale przecież odkąd tu przyjechałyśmy zdążyła być na tysiącach zakupów.


Dzień mija mi bardzo szybko, spotkałam się z Liam'em, by pouczyć się AP Chemii - teraz jest to dla mnie najtrudniejszy materiał, odkąd tak świetnie radzę sobie na Psychologii. Po godzinie zakuwania rozmawiamy o Sarze.

- Niall wspomniał o imprezie niespodziance.

- Taa - uśmiecham się do Liam'a, cieszę się, że się dogadujemy - Odbędzie się w domu bractwa.

- Coś ogromnego? - pyta biorąc łyka napoju - Czy skromne wydarzenie? - opiera się plecami o krzesło.

- Wielka impreza - potrząsam głową - To w końcu Sara, czego innego się spodziewałeś? - śmieję się. Liam nie znał jej tak dobrze, ale po pierwszym spotkaniu można dostrzec, że to człowiek stworzony do ekstrawagancji - Zaproś Danielle - chłopak nadal się uśmiecha.

- Okay - przytakuje z radością.

- Jak się oboje macie? - upijam większą część napoju.

- Świetnie - jego uśmiech znacznie się poszerza na samo wspomnienie o tej dziewczynie. Zaczyna mi opowiadać o ich wspólnie spędzonym czasie i cieszę się, że chłopcy zauważają te małe dziewczęce zachowania.


Wchodząc do pokoju niemalże od razu zasypiam, jestem wyczerpana. Myślę, że stres związany z Zayn'em uchodzi ze mnie w niespodziewanie szybkim tempie. Moje oczy zamykają się, kiedy Sara zaczyna mi opowiadać o swoich planach, jak wrócimy do rodzinnych domów.


***


Tan tydzień mija mi niezwykle szybko i miło, Zayn często odprowadza mnie do akademika i na zajęcia, a przy tym dużo rozmawiamy. Nie dochodzi jednak do żadnych intymnych sytuacji, co mnie trochę niepokoi. Staram się jednak zbyt bardzo nad tym nie zastanawiać, publiczne okazywanie uczuć było mi niezwykle zbędne i nie jestem pewna, czy Zayn chciałby, aby ktokolwiek się o nas dowiedział.

W środę kiedy spacerujemy w stronę akademika uśmiecham się do niego, kiedy chłopak znów narzeka na nauczyciela Collins'a.

- Nie będzie mnie jutro na zajęciach - informuję go, aby się nie martwił. Chłopak nie odpowiada, tylko patrzy się na mnie. Nie wiem co na to uczynić, aby przerwać tę ciszę. Na szczęście w końcu odnajduje słowa.

- Dlaczego mi to mówisz? - wydaje się być zirytowany, że go w ogóle uprzedziłam. Przygryzam wargę i potrząsam głową, dlaczego oczekiwałam, że zainteresuje się moją tygodniową nieobecnością? O tak - dlatego, że wszystko szło tak pięknie - ale to wcale nie oznacza, że jesteśmy w związku.

- Pomyślałam... - przerywam - Tak na wszelki wypadek, jakbyś się zastanawiał - kończę wypowiedź zażenowana.

- Oh, okay - bełkocze. Pojawił się niezręczny moment i zaczynam się o nas martwić, nie dotykaliśmy się, ani nie całowaliśmy od pożegnania w niedzielę. Boję się, że Blake znów mu czegoś naopowiadał. Zanim się orientuję, chłopak znika mi z oczu.


Zayn POV

Byłem wkurwiony, nawet bardziej, niż tylko wkurwiony, że wraca do domu. Między nami układa się przecież tak dobrze, jeszcze nigdy się tak nie dogadywaliśmy. Zaprzestaliśmy kłótniom, przestała zachowywać się tak dziwacznie, starałem się od niej nie oddalać. Wszystko działało, jak dobrze naoliwiona maszyna, ale wtedy pojawił się Blake, a Julia wspomniała mi o odwiedzinach w domu rodzinnym.

Wraca do swojego idealnego domowego życia, tam mieszka jej równie idealny chłopak. Były chłopak - ale kogo to obchodzi? Był jej miłością z dzieciństwa, nawet pierwszej nocy kiedy się spotkaliśmy wspomniała mi, że nadal go kocha. Nie mam prawa się do niego porównywać, jestem bałaganem - popieprzonym chłopakiem.

Ruszam do samochodu - kontroluje mnie już tylko buchająca złość. Wiem, że powinienem był być dla niej dużo milszym, być wdzięcznym, że wspomniała o swojej nieobecności, ale myśli wypełniające moją głowę są zbyt trudne do pokonania.

Wróci do domu i zda sobie sprawę, że mnie wcale nie potrzebuje oraz to, jaką pomyłką jestem. Zauważy, że odstaję od jej zwyczajów, i zwyczajnie nie ma dla mnie wokół niej miejsca.

Wsiadam do auta i wracam do domu bractwa - ogarnia mnie furia i gniew. Decyduję się opuścić resztę zajęć -  i tak nie mógłbym się na niczym skupić. Wchodzę do środka i w kuchni napotykam śmiejących się Niall'a i Charles'a.

- Zayn, właśnie planujemy urodziny Sary - Niall oznajmia - Jest z tobą Julia? - chłopak rozgląda się po pomieszczeniu w poszukiwaniu dziewczyny. Czuję się zirytowany, że jej szuka.

- Dlaczego miała by być? - warczę na niego. Obaj wymieniają między sobą spojrzenia, ale nic się nie odzywają. Znam ten wzrok, aż za dobrze, a mówi on - to znów Zayn. Zaciskam szczękę, aby nie palnąć czegoś jeszcze.

- Niall.. czy mógłbyś..? - Charles wskazuje na drzwi, a blondyn łapie myśl i szybko wychodzi z pomieszczenia. Nastaje cisza, Charles spogląda na mnie, gapi się, jak na chorego psychicznie. Rzucam mu zawistne spojrzenie, a on odzywa się w końcu - Co się dzieje? - pyta opierając się z założonymi rękami o blat kuchenny.

Zastanawiam się, czy wrócić szybko do pokoju totalnie go ignorując, aby opanować złość - jak zwykle rzucając kilkoma lampami, potłuc okna, kogoś uderzyć albo wyrwać jakąś naiwną laskę i pozwolić jej oczyścić moje myśli...

Wiem, że ostatnia opcja w ogóle nie wchodzi w grę, nie mogę jej tego ponownie zafundować. Nie mogłem spać, nie mogłem myśleć o niczym innym poza nią. Widok jej twarzy, kiedy obrzuciłem ją zdradą Matt'a i wykrzyczałem, że mam dość tej zabawy na oczach wszystkich nadal przewijał się w mojej głowie. Mogłem ją tylko zaliczyć i zostawić, jak wszystkie, ale nie tym razem.

- Wraca do domu - nie wiem dlaczego decyduję się na otwartą szczerość, prawdopodobnie dlatego, że myśli o tym wszystkim stanowią dla mnie zbyt trudny orzech do zgryzienia. Zazwyczaj Charles'owi potrzeba, aż trzech prób, żeby cokolwiek ze mnie wyciągnąć. Myślę, że Julia mnie zmienia - staję się bardziej otwarty.

- Do domu? Tak na zawsze? - jego ton jest bardzo zaskoczony, a twarz oblewa rozczarowanie. Nie podoba mi się to - wiem, że Charles uważa ją za atrakcyjną dziewczynę, nie mogę tego zmienić. Ale jeśli wykona choćby jeden nieodpowiedni krok w jej stronę, nie zawaham się nie zareagować siłą
To samo tyczy się Harry'ego. On myśli, że nie zauważyłem tych tęsknych spojrzeń kierowanych w jej stronę. Widziałem, że był smutny i zagubiony tego dnia, gdy do salonu weszliśmy razem trzymając się za ręce. Cieszę się, że to widział - niech sobie wybije z głowy zarywanie do niej.

- Jedzie do domu na weekend razem z Sarą, by odwiedzić rodzinę - bełkoczę. Wiem, że zachowuję się okropnie dziecinnie, ale nic nie mogę na to poradzić. Głosik przypominający mi, że nie mam porównania z jej zwykłym życiem wciąż mnie dręczy.

- Dlaczego robisz z tego taką wielką sprawę? - pyta mnie pchając lekko do tyłu. Złoszczę się na niego, na co chłopak natychmiast przestaje - Zayn, kolego, o co chodzi?

- Nie zrozumiesz - potrząsam przecząco głową przejeżdżając dłonią po głowie z irytacją. Nikt tego nie zrozumie, ona wydaje się być jedną, która cokolwiek rozumie - przynajmniej więcej, niż inni. Wiem jedno, teraz z pewnością nie zrozumiała by moich powodów bycia złym.

- Powiedz mi - naciska na mnie dominującym tonem.

- Wraca do swojego malutkiego idealnego świata i zrozumie, że jej tego brakuje - nadal ten sam, stary powód - o jej perfekcyjne życie, ale nadal nie dowierzam, iż wciąż kręci się wokół mnie. Kto wymienił by idealne życie na mnie? To bez sensu.

- Myślałem, że nie jesteście parą - Charles zaznacza z uśmieszkiem. Rzucam w niego śmiertelnym spojrzeniem, ale ten banan nie znika z twarzy. Wiem, że wielu innych ludzi nie ma pojęcia czym jesteśmy - kurwa, nawet jak tego nie wiem. Jedno jest pewne - trzyma się mnie i nie ma prawa na przebywanie z innym facetem.

- Idź do diabła - to jedyne co udaje mi się wykrztusić zanim znikam z kuchni od chichoczącego Charles'a. On zawsze starał się przekręcić wszystko w dowcip, dlatego nie jestem na niego wściekły z tego powodu - jestem zły, bo jest on typem chłopaka, z którym Julia zgodziła by się umawiać. Przynajmniej miał większe szanse ode mnie. Charles był nią zainteresowany, kto nie był, co? Wszyscy faceci gapią się na nią, kiedy ona siedzi w klasie i tylko czyta książkę. Nie wiem jakie zamiary miał Charles, ale mam oczy szeroko otwarte.

Jej powrót do domu wszystko zmieni, jak i również kiedy będzie przebywać z Harry'm lub Charles'em. Ani Blake, ani żaden członek bractwa nie mógł się do niej zbliżyć, ale tu pojawia się kolejny problem. Pierdolona impreza urodzinowa Sary odbywa się właśnie TUTAJ, W BRACTWIE.

Wśród nich wszystkich nie miałem wymówki, aby się nie napić. Tym razem nie mogę, nie skoro wiem, że tutaj przyjdzie.

Jednak nikt nie wspomniał, że jest możliwość, iż wróci tu ze swoim kochaniem.

Nikt nie powiedział, że jeśli wróci to nie zmieni o mnie swojego zdania i że nie będzie chciała odzyskać starego życia. Przede mną wiele rowów do pokonania. Nie mam pojęcia, jak sobie z nimi poradzę. 

Czy ja w ogóle chcę, aby wpakowała się w moje gówniane sprawy? Czy pozwolę jej o nich się dowiedzieć? Z pewnością się o nich dowie, im więcej czasu spędzamy razem, tym coraz szerzej się przed nią otwieram... Może to, że wróci do domu i zda sobie sprawę, że wcale mnie nie chce przyniesie coś dobrego? To powstrzyma ją od odkrycia mojej prawdy, przeszłości.

Prawdy, której jeszcze nikt nie poznał, która spierdoli wszystko co zdążyliśmy razem zbudować. Nie wiem na jak długo uda mi się ją przed nią ukrywać.



Notka od autorki:

Julia wraca do domu! Po raz pierwszy przeczytacie o jej rodzicach!!




Jeśli choć troszkę szanujesz moją pracę, to proszę skomentuj  :)


_______________________________

Taki bad boy, a taki niepewny siebie.. POPIEPRZYŁO CIĘ ZAYN? Ona cię pragnie!!

Załamałam się..



Dziękuję za tyle komentarzy! Nie udało się 40.. może przesadziłam! ( uwielbiam je wszystkie czytać, i robię to po kilka razy, nie macie pojęcia ile to radości móc przeczytać, że komuś podoba się moja praca i ją szanuje. Jesteście kochane! ) wyłączyłam weryfikację obrazkową, mnie roboty z komentowaniem :D 

Jak 1 września? Ja już mam dość, hahaha :D :c

Do następnego :)

Przepraszam, nie sprawdzony :c








sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział 33

Następnego poranka podkradam telefon Sary, zanim się budzi i zapisuję sobie numer do Niall'a, po czym szybko go wykręcam. Chłopak odbiera po trzech sygnałach.

- Halo?

- Cześć Niall tu Julia - szepczę wychodząc z pokoju na korytarz, aby nie obudzić Sary.

- Oh hej Jula, wszystko w porządku? - pyta zaspanym głosem. Założę się, że go tym obudziłam, ale chyba mu to nie przeszkadza.

- Tak, miałam tylko nadzieję, że uda mi się z tobą przegadać urodziny Sary. Jak Pennie już wiesz wypadają one w następnym tygodniu. Ostatnio wspomniała mi, że miałeś wobec tego jakieś plany - bełkoczę oparta o ścianę w pustym przedsionku. Oprócz mojego głosu nie słychać niczego innego.

- Owszem, mam coś w zanadrzu - słyszę, jak ziewa, zgaduje, ze obecnie kładzie się z powrotem na pościel.

- Chciałabym ci w tym jakoś trochę pomóc, zazwyczaj organizowałam jej imprezy niespodzianki, ale ostatnimi czasy w ogóle nie miałam do tego głowy - przeczesuje włosy palcami uśmiechając się do siebie - moim głównym zawrotem głowy był Zayn.

- Pewnie, myślę, że będę potrzebował nieco pomocy - śmieje się wyczerpany.

- Ona kocha ekstrawagancje, więc powinniśmy zaplanować duże wydarzenie, zaprosić ogrom ludzi. Nie wiem czy uda nam sie pozostawić to całe wydarzenie w ukryciu przed nią, ale zrobię co w mojej mocy - mrużę oczy. Mimo, że każda impreza na jej cześć miała być 'niespodzianką', Sara zawsze wcześniej, czy później się o niej dowiadywała  - wtedy do akcji wkraczały jej umiejętności aktorskie. Kiedy próbowała ukazać łzy szczęścia wykorzystywała pomoc w postaci kropelek wody.

- Brzmi świetnie, gdzie? - Niall niemalże zasypia na słuchawce i czuję się źle z tym, że go obudziłam tak wcześnie.

- Myślisz, że uda się to zorganizować w domu bractwa? To duże miejsce, wszyscy wiedzą, jak trafić i.. nie ukrywając każdy zna i uwielbia ciebie oraz Sarę - zaznaczam zakładając ręce na piersi przenosząc więcej ciężaru na ścianę.

- Brzmi dobrze.. Pogadam z Charles'em jakoś rano.. - bełkocze. Tłumię swój śmiech. Była już ósma rano, a on nadal brzmiał, jak nie żywy.

- Świetnie, później obgadamy wszystkie szczegóły. Pośpij jeszcze - w odpowiedzi słyszę tylko jakiś bełkot, na co potrząsam głową chichocząc i się rozłączam.

Nie mam pojęcia dlaczego, ale zawsze po każdej rozmowie z Niall'em czułam się o wiele lepiej; ma w sobie coś co podnosi człowieka na duchu, nie ważne w jak wielkim dołu aktualnie się znajduje. Wracając do pokoju słyszę dźwięk przychodzącej wiadomości.

Sara przewraca się na drugi bok rozdrażniona tym hałasem - wraca do snu. Podchodzę do swojego łóżka i kładę się tam sprawdzając komórkę. Trzymam mały ekranik przed swoimi oczami odczytując kolejne słowa esemesa.

' Dzień dobry Julio'

Dokładnie wiem, kim jest jej adresat, choć nie jestem w stanie wyjaśnić skąd. Otrzymywałam wiele porannych wiadomości od różnych osób, najczęściej od mojej mamy. Mimo, że przyszła z nieznanego numeru po prostu wiem kto ją do mnie wysłał. Na moją twarz wkrada się uśmiech pełen prawdziwego szczęścia. Odpisuję;

'Dzień dobry Zayn'

Po 30 sekundach mój telefon znowu brzęczy.

'Odbiorę cię dziś o 17, by się pouczyć w domu bractwa'

Czytam widomość z uśmiechem na samą myśl spotkania się z nim. Mam nadzieję, że wszystko będzie tak samo - bez kłótni, tak jak w tamtym tygodniu. Nie odpowiadam, nie było takiej potrzeby.

Nadal irytowało mnie kilka rzeczy, on nigdy mnie o nic nie pytał, tylko rozkazywał. Obracam się na bok i gapię w okno. Każde zdanie Zayn'a przypominało komendę - taki był, trudny do pokonania i przeciwstawienia się.


***


Wybija 17 po południu. Założyłam na siebie spodnie, białą koszulę - czyli zwykły szkolny zestaw. Zdecydowałam nie wciągać leggins'ów, odkąd tak bardzo pociągały Zayn'a, a mieliśmy przed sobą sporo pracy.

Sara wyszła gdzieś z Niall'em i jestem zmuszona sama zakręcić sobie włosy - wyszło całkiem nieźlem jednak nie tak zjawiskowo, kiedy wykona to ona. Trochę praktyki i nabiorę wprawy. Słyszę pukanie, szybko zbieram książki i otwieram drzwi. Zauważam Zayn'a ubranego w swój codzienny czarny zestaw.

- Gotowa? - spogląda na mnie z uśmieszkiem.

- Taa - potakuję. Chcę dodać, że musimy pozostać przy nauce, ale nie mam ochoty rozpoczynać jakiejś sprzeczki. Jakimś sposobem udaje mi się przytrzymać język za zębami przez całą drogę do samochodu. Jak zwykle chłopak otwiera przede mną drzwi.
Jestem nieco zawiedziona, że nie przywitał mnie buziakiem, ale przecież tak postępują tylko pary. Ledwo udawało nam się nie wchodzić we wspólne sprzeczki, więc nie mogłam oczekiwać ogromnego kroku w stronę tworzenia związku. Napawam się zapachem rozchodzącyn po całym samochodzie - nie mogę się nie uśmiechnąć na woń jego perfum. Szybko dojeżdżamy pod wielki dom bractwa.
- Mam nadzieję, że sprawdzian będzie łatwy - bełkoczę, ta myśl nurtuje mnie od dobrej chwili, nie mogę sobie pozwolić na kolejną słabą ocenę.

- Zdasz - pewna odpowiedź Zayna dodaje mi wiary i relaksuje. Czuję, że się rumienię nadal gapiąc się na widok za oknem.

- Skąd możesz to wiedzieć? - pytam.

- Ponieważ Pan Collins cię bardzo lubi - odpowiada tępo; wyczuwam w tym nutę kpiny.

- O tak, rzeczywiście, dlatego ostatnio ocenił mnie na -4 - wspominam mu o tym.

- Dzięki temu mógł z tobą porozmawiać - miał doskonałą okazję; i nie przecz, bo wiesz o tym tak samo dobrze, jak ja - odpowiada, kiedy dojeżdżamy na miejsce.

- Doprawdy? - unoszę brew odpinając pas bezpieczeństwa.

- Taa - przytakuje wysiadając z pojazdu - jego postawa jest przejmująca, nie jest mu to obojętne - wręcz przeciwnie, bardzo go do obchodzi i nie pokazuje swojej niegrzeczności. Wysiadam na zewnątrz i kontynuuje rozmowę.

- Dlaczego więc się uczymy, skoro jestem tak samo mądra, jak ty? - otwiera przede mną drzwi.

- A jaki mam inny powód, żeby się z tobą zobaczyć? - uśmiecha się. Moje serce raptownie przyspiesza, chłopak czeka zanim wysiądę. Zayn w momencie stał się taki czarujący, i czuję się dużo swobodniej.

- Mogłeś po prostu zapytać - sugeruję mu ze wzruszeniem ramion. Nie odpowiada, ale widzę, jak rzuca we mnie spojrzeniem typu; taa jasne. Przecież on nigdy o nic nie pytał, on nakazywał - No tak - śmieję się odwracając się od okna. Mulat nie odzywa się, kiedy podążamy do domu.

W środki jest zaskakująco cicho, z niektórych pomieszczeń dobiegają rozmowy chłopaków - przeważnie z  kuchni, w salonie słychać mecz, prawdopodobnie piłki nożnej.

Kierujemy się na schody prowadzące na piętro, do jego pokoju. To pomieszczenie stało się okropnie dla mnie podobne - na biurku ją już książki, notatki. Cieszę się, że się przygotował.

Chłopak zamyka za nami drzwi i podchodzi do laptopa włączając cichą muzykę. Rozpoznaję artystę - The Script. Uśmiecham się, ale nie wspominam mu o tym, po prostu siadam na łóżku.

Więc? - przyglądam się mu. Zayn zabiera ode mnie książki, kładzie je na podłodze. Gapię się na niego zdezorientowana - Potrzebuję ich - śmieję się wstając, aby je stamtąd zabrać, ale on delikatnie popycha mnie, abym znów usiadła.

- Nie dostałem buziaka na powitanie - mówi niskim chrypiącym głosem wysyłając ciarki po moim ciele. Podchodzi do mnie. Nie ruszam się, gdy przybliża się jeszcze bardziej. Czuję tą znaną siłę przyciągania oraz rozchodzące się po moim ciele ciepło.

Zamykam oczy, czuję jak jego usta ocierają się o moje - raczej się dziś nie pouczymy i nie wiem, jak mam się z tym czuć. Muszę połknąć tą wiedzę, ale bardziej od tego pragnę poczuć jego miękkie wargi na swoich.

Zamykam odległość między nami, nie jestem w stanie czekać na jego kuszące ruchy. Chłopak odpowiada atakiem na moje wargi. W sekundę znajduje się nade mną, jego dłoń chwyta mnie pod udem przyciągając do siebie. Nasze ruchy są gorące, pełne pragnienia.

Jego język wślizguje się, na co z moich ust wydobywa się cichy jęk rozkoszy, co go jedynie zachęca do dalszych ruchów. Jego dłoń wślizguje się pod moją koszulkę, przejeżdża nią po moich plecach i przyciąga bliżej swojego torsu. Odkąd jego usta znalazły się na moich, jestem uległa na wszelkie jego ruchy.

Przyciągam biodra bliżej niego, na co on mruczy nisko wtapiając się w moje usta. Uśmiecham się, kiedy chłopak oddala się - jego tęczówki wypełnia pożądanie; widzę, jak się hamuje.

- Niezły powitalny pocałunek - Jestem mu wdzięczna, że zatrzymał swoje zamiary. Nie byłam gotowa na seks, ale przy nim nie potrafiłam się powstrzymać. Chłopak wzdycha ciężko i potrząsa głową z uśmiechem.

- Żebyś wiedziała - mruczy wstając ze mnie. Brakuje mi jego ciepła, jego rąk, ale przypominam sobie, że przyjechałam tu, aby się uczyć. Mulat podnosi książki i rzuca je na łóżko koło mnie, po czym chwyta swoje z biurka i powtarza poprzednią czynność.

Zauważam, że zmieniła się już piosenka - w tle słyszę Coldplay. Zastanawiam się, czy to przypadek, że akurat lecą utwory, które bardzo lubię. To niemożliwe, aby zapamiętał wszystko, co mu powiedziałam.

Chłopak siada na łóżku w bezpiecznej odleglóści ode mnie - już do niczego nie dojdzie. Ściągam buty i siadam po turecku kładąc podręcznik na sobie.

- Zaczynamy - uśmiecham się otwierając książkę na stronach, które muszę zakuć do następnego piątku.


***


Jest późno, ale nie wiem jak bardzo. Jedno jest pewnie - oczy pieką mnie od wpartywania się w małą czcionkę tekstów w podręczniku. Już dawno skończyliśmy naukę i rozmawiamy. Chłopak opowiada mi o swojej ciotce - nie wspomina nic o ojcu - o tym, jak ona bardzo pragnęła wyjechać do Ameryki, by się uczyć.

Zayn poznał Louis'a jeszcze w Anglii, spotkali się kilka razy, ale kiedy dowiedzieli się, że oboje lecą tutaj na studia przybliżyli się i Zayn zaufał mu - ofiarował mu maksymalną ilość zaufania, na jaką go stać. Ciężko mu ufać płci męskiej, nie mówiąc już o dziewczynach.

Powiedział mi, że nie chciał wyjeżdżać do Stanów, ale przemyślał to i przyjechał z myślą przeżycia przygody. Opowiedział mi o Niall'u, że kocha go, jak brata i zawsze będzie o niego dbał. Gadamy i gadamy, aż w końcu słowa przestają się kleić i wszystko wydaje się niezwykle zabawne.

- Przestań się ze mnie nabijać - śmieję się zakrywając twarz dłońmi. Zayn wyśmiewa moje nieścisłe wypowiedzi o dzieciństwie. Czuję, jak chwyta moje nadgarstki i odciąga je od twarzy cały czas chichocząc.

- Nigdy nie zakrywaj przede mną swojej buzi - bełkocze z małym uśmiechem, jego palce gładzą moją skórę - Nie masz się czym wstydzić - czerwienię się na te słowa - I wcale się z ciebie nie nabijam - na jego ustach maluje się uśmiech.

- Właśnie, że tak - nie zgadzam się - Wyśmiewasz to, że będąc małą dziewczynką grałam w jakimś przedstawieniu!

- To właśnie starałaś się mi powiedzieć - śmieje się z moich poprzednich niezrozumiałych zdań. Potrząsam głową wybuchając śmiechem.

- Dlaczego tak wypytujesz o moje dzieciństwo? - pytam go. Już wcześniej mnie o nie pytał.

Nie interesowały go wydarzenia sprzed kilku lat, zawsze pytał o wczesne lata mojego dzieciństwa - czasy podstawówki; jakie miałam zwierzaki, ich imiona, kto był moją najlepszą przyjaciółką, jeszcze przed pojawieniem się Sary, co najbardziej zapamiętałam ze szkoły. Patrzę na niego, kiedy skanuje wzrokiem moją twarz.

- Chcę wiedzieć o tobie wszystko - moje serce łomocze. Nie ma zbyt wielu ciekawostek z mojego życia, ale podobnie czułam się wobec niego; również chciałabym go poznać tak od początku, nawet informacje skryte w ciasnych zakamarkach jego przeszłości.

- Nawet przygody teatralne z podstawówki? - pytam ciekawa.

- Wszystko co mi o sobie opowiadasz jest dla mnie warte zapamiętania - odpowiada z lekkością, bez wahania w głosie. Jego wzrok opada na nasze dłonie. Siedzimy w ciszy, jego słowa nadal dźwięczą w mojej głowie,

Naprawdę chciał wiedzieć o mnie wszystko? Jeśli tak jest, chciałabym, aby pozwolił mnie do siebie dopuścić. Wiem, że jestem specjalnie strzeżona, zwłaszcza od incydentu na imprezie bractwa, ale on sam jest zamknięty w więzieniu własnych sekretów i przeszłości. Chciałabym, aby nasza relacja od początku była dużo łatwiejsza, ale nic w życiu nie przychodzi do nas łatwo... i to mnie ostatnio przeraża.

- Już późno - mówię, nie mając pojęcia akurat czemu teraz postanowiłam o tym wspomnieć. Chłopak zerka na zegarek, który wskazuje 23:53 - Odwieziesz mnie? - mam nadzieję, że tak, nie mam ochoty powtarzać wcześniejszych wydarzeń.

- Powinnaś zostać, zostań na noc - mówi ciepłym, niskim głosem. Gapię się na niego z szeroko otwartymi oczami. Chcę się uśmiechnąć, bo poprosił, abym została, ale podświadomie jakaś część mnie podpowiada, że to nie najlepszy pomysł.

- Z-zostać na noc? - staram się pytać pewnie, ale się jąkam.

- Nie tak, jak myślisz - patrzy w dół - Tylko... pierwszej nocy, kiedy ze mną byłaś, spałem tak spokojnie, nie miałem żadnych koszmarów, nie budziłem się, aby mieć okazję na durne przemyślenia... To była porządna dawka snu - wyjaśnia, jak zawstydzony mały chłopczyk. Zayn nadal trzyma mój nadgarstek, a ja walczę z chęcią wspięcia się na jego kolana i przytulenia go.

- Okej - odpowiadam nie będąc do końca świadomą, że się zgodziłam. Jego wzrok błyska zaskoczeniem i szczęściem - Nie mam jednak w czym spać - dodaję cicho. Chłopak szybko podnosi się i chwyta swój czarny T-shirt ze swojej szafki. Podaje mi ją razem z parą dresów. Podnoszę się zabierając je od niego i przebieram się w łazience.

Koszulka jest na mnie za duża i bardzo luźna, ale pachnie jak Zayn, więc nie obchodzi mnie jej wielkość. Spodnie są nieco za długie, więc zawijam je na wysokości bioder podciągając nieco wyżej, aby nie spadły. Wracając do pokoju, Zayn stoi tam bez koszulki w nisko opuszczonych spodenkach.

Gapię się na jego umięśniony tors, zaskakująco znajduje się tam tylko kilka tatuaży - nie tak wiele, jak na ramieniu. Mój wzrok wędruje w dół, obserwuję mięśnie zaraz nad gumką wspomnianych spodenek.

Wiem, że jestem czerwona na twarzy, ale chłopak nic mi na to nie mówi. Odkładam ubrania na biurku. Uśmiecham się na zapach jego perfum, kiedy wspinam się na miękkie łóżko. Zayn milczy, kiedy wyłącza światło i wślizguje się obok mnie.

Nie wiedząc co ze sobą zrobić, chłopak wręcza mi pilot od telewizora. Cisza między nami jest komfortowa, ale żadne z nas nie decyduje się na konkretny ruch. Nigdy nie spędziłam nocy z Matt'em. Był taki jeden raz na campingu z jego rodzicami, ale spaliśmy w oddzielnych namiotach. Nie licząc też kilka sytuacji, kiedy zasypialiśmy razem na kanapie przed ekranem telewizora - ale to nie było zamierzone.

Wybieram jakiś film i dokładam pilota. Leże na samej krawędzi łóżka oparta o własną rękę, aby móc widzieć ekran. Czuję wzrok Zayn'a na sobie, ale nie zwracam na to uwagi. Słyszę jak chłopak chichocze i po chwili otacza mnie ramieniem w talii przyciągając do siebie.

Cieszę się, kiedy przybliża mnie do swojej klatki. Podciągam się kładąc na niej głową. Zauważam tam małą linię, nie jest długa, ale widoczna, ma wielkość mojego małego paluszka. Ma kolor jasnego różu  - to blizna. Jest wyraźnie postrzępiona, jakby nacięcie było bardzo głębokie i nie zarosło poprawnie.

Zastanawiam się skąd ją ma, on nigdy nie wspomniał mi, że jego ojciec go krzywdził, chyba że stawał w czyjejś obronie. Gapię się na nią, po mojej głowie biegną miliony możliwości. Staram się poskładać jakoś poznane już puzzle.

Myślę, czy zapytać go o tę bliznę, ale chyba poczekam na lepszy moment. Zwracam uwagę z powrotem na telewizor relaksując się. Czułam się tak dobrze, tak idealnie w jego ramionach. Jego palce głaszczą mnie po głowie.

- Będziesz tutaj ze mną, kiedy się obudzę? - słyszę niski pytający głos Zayn'a. Uśmiecham się, nawet jeśli on tego nie widzi przytakuję mu - Obiecujesz, że jeśli zasnę, nadal ze mną zostaniesz? - pyta ponownie pociągając  mnie za brodę, abym na niego spojrzała.

Jego karmelowe tęczówki patrzą na mnie intensywnie - widzę w nich śmiertelną powagę. Myślałam, że żartuje wspominając o pierwszej  nocy, gdy się poznaliśmy. Przytakuję powoli - Powiedz to - nakazuje mrocznym tonem.

- Obiecuję, że będę tu, kiedy się obudzisz - szepczę. Jego poważny wzrok niknie w uldze, kiedy rozluźnia zacisk na mojej szczęce. Powoli opuszczam głowę w zagłębienie pomiędzy głową, a szyją.

Moje serce płonie, oczywiście w dobrym znaczeniu, podpowiada mi, że to jest właśnie to, czego pragnę. I nic więcej.

On jest moim pragnieniem, chce abym została tu kiedy się obudzi - do tego dążyłam.. moje serce kłuje, płonie, przestrzega, że ta chwila nie potrwa zbyt długo, że nie zaznam tego szczęścia przez długi czas. Wręcz krzyczy, że nie powinnam z nim być, nie z chłopakiem, który był moim przeciwieństwem.



Notka od autorki:

Proszę głosujcie !

( Awww... Uielbiam końcówkę tego rozdziału.. Hmmm.. Skąd Zayn ma tę bliznę ?)

_________________

Nadchodze z 33!!

Jak wrażenia ? Był taki bezbronny .. ❤️❤️ 

Robimy umowę ?

40 komentarzy i jutro wstawiam 34. Wierze w was !! 😂❤️

wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział 32

Zayn POV:

Zatraciłem się w chwili przez tą jedną małą istotkę spoczywającą na moich kolanach. Nienawidzę, że posiada nade mną taką kontrolę, że jednym, małym pocałunkiem zdobywa władzę nad moim ciałem. Siedząc na moich kolanach utraciłem kontrolę nad wszystkim, nic nie mogło nas już zatrzymać. Pragnąłem tylko jej.

Legginsy, które założyła sprawiają, że nie mogę oderwać od niej wzroku - przyznałem się do tego. Jej tyłek wyglądał w nich tak dobrze, a jej umięśnione nogi zostały odpowiednio uwydatnione. Tak bardzo chciałem je teraz z niej ściągnąć. Posiąść wszystko co do niej należy i zachować dla siebie.

Dziewczyna odskakuje nagle, gdy słyszymy dźwięk tłuczonego szkła, gdzieś poza balkonem. Spoglądam w tamto miejsce, spoczywamy w ciszy nie wiedząc jaki krok wykonać. Nie dochodzi do nas żaden dźwięk.

Powoli podnoszę się z miejsca, dziewczyna schodzi z moich kolan - oboje uważnie nasłuchujemy. Niespodziewanie słyszymy, jak ktoś klnie; echo jego głosu rozchodzi się po cały domu.

Zerkam na twarz Julii - jest przerażona. Nie mam pojęcia, kto do cholery mógłby tu teraz przyjść. To na pewno nie Elizabeth, ani Jonah - oni zawsze dawali znać, kiedy wrócą z powrotem.

Jej oczy są szeroko otwarte, tak jak usta, patrzy ze strachem na drzwi - pewnie boi się, że ktoś nimi wejdzie i ją skrzywdzi. Zależy mi, aby czuła się przy mnie bezpieczna, żeby wiedziała, że jestem tu dla niej i nie pozwolę, aby ktoś ją dotknął choćby jednym palcem.

Przyciskam palec do swoich ust, szepczę cicho - Poczekaj tutaj - I zostawiam ją na balkonie. Nie chcę aby była tam sama, ale jeśli ktoś się tu jednak włamuje, to balkon jest najdalszym pomieszczeniem od głównego wejścia.

Zatrzymuję się przy gabinecie Jonah, gdzie jest bardzo ciemno. Jego biurko jest w całości pokryte różnymi papierami, na środku stoi wyłączony laptop. Chwytam jego stary kij basebolowy, który dostał jeszcze w liceum i przemierzam przez korytarz. Słyszę szepty i przekleństwa dochodzące z salonu.

W domu jest całkiem ciemno, ale jetem w stanie opanować tą całą sytuację. Zdaję sobie sprawę, że to żaden włamywacz, ani zabójca, gdy osobnik próbuje posprzątać potłuczone kawałki wazonu, który przed chwilą przypadkiem zbił. Włączam światło, na co nieznajomy podnosi się do pionu. Mrużę oczy w grymasie na jego widok.

- Hej koleżko - uśmiecha się do mnie, jego blond włosy są w bałaganie. Rzucam w niego spojrzeniem pełnym złości i wzdycham ciężko.

- Charles - odrzucam swoją broń przeczesując ręką po włosach. Kurwa, po prostu świetnie, przez niego musieliśmy przerwać tą niesamowitą chwilę. Gdyby nie to, że została tam na balkonie całkiem sama, z pewnością uderzyłbym go tu i teraz - Co ty tu robisz? - rozglądam się z zakłopotaniem.

- Louis powiedział mi, że cię tu zastanę - wyjaśnia, jakby to było takie proste. Charles był tu zaledwie dwa razy i dziwi mnie, że udało mu się tu trafić.

- Dlaczego chciałeś mnie znaleźć? - pytam, gotuje się we mnie. Jeśli zniszczył nasz wieczór bez poważnego powodu, będzie musiał za to zapłacić.

- Musimy obgadać imprezę, która odbędzie się w przyszłym tygodniu - wzrusza ramionami.

- Dlatego przejechałeś całą pieprzoną drogę do mojego domu? Żeby obgadać szczegóły imprezy? - gapię się na niego zaciskając szczękę. To niedorzeczne, on nigdy tak nie robi.

- Czy w czymś ci przerwałem? - jego oczy zerkają za mną. Uśmiecha się zbyt przyjaźnie.. odwracam się i widzę Julię, która powoli schodzi po schodach. Na jej twarzy nadal maluje się strach, ale po chwili łagodnieje, kiedy zauważa Charles'a. Dziewczyna uśmiecha się szczerze, a mnie dosłownie zalewa krew.

- Charles? - pyta wchodząc do salonu - Co ty tu robisz? - uroczo zerka na potłuczone kawałki wazonu.

- Przyjechałem pogadać z Zayn'em o następnej imprezie, ale muszę powiedzieć, że wglądasz zachwycająco - uśmiecha się do niej skanując wzrokiem jej ciało. Mam ogromną ochotę go uderzyć, ale wtedy zrujnuję cały nasz wieczór. Szybko przyciągam ją do siebie.

Wiem, że mój ruch ją dziwi, ale nie protestuje. Jej ciało automatycznie relaksuje się na mój dotyk, tak idealnie do mnie pasuje. Jeśli Charles wpadł tu, aby zniszczyć naszą randkę... lub, aby podziwiać jej niesamowite ciało..., nie nie mógł tego zrobić, nie była jego - ale również nie była moja.

- Przyjechałeś tu całą drogę tylko po to? - jest zaskoczona.

- To całkiem pokaźne wydarzenie - wzrusza ramionami rozglądając się po pomieszczeniu. Czuję do niego nienawiść, wyraźnie testuje moje zaufanie - Wpadnę kiedy indziej, zapomniałem, że jest już tak późno - przeprasza z niewinnym uśmieszkiem.

- Ja też powinnam już wracać - dziewczyna odzywa się po chwili.

- Mogę cię podwieźć i tak jadę do miasta - oferuje jej z uśmiechem. Piorunuję go wzrokiem, ale on nawet tego nie zauważa, bo skupiony jest na Julii. Otwieram usta, aby powiedzieć mu, aby się uprzejmie odpierdolił, ale przerywa mi delikatny głos Julii.

- Dzięki, ale nadal muszę o czymś pogadać z Zayn'em - zerka na mnie. Wiem, że zżera ją i za wszelką cenę chce się dowiedzieć, czemu odnoszę się w ten sposób do Pana Collins'a. Buczę w geście porażki, dlaczego o tym nie zapomniała i nie dała mi spokoju? Pewnie tak by było, gdyby nie przeuroczy Charles i jego najście przepełnione flirciarskimi komentarzami. Chłopak potakuje zerkając na kawałki porcelany.

- Prawda - bełkoczę rozluźniając uścisk, wypuszczając ją z niego. Chcę ją znów do siebie przycisnąć, ale jestem zbyt wściekły, by jasno myśleć - Musisz to posprzątać jeszcze przez powrotem Elizabeth i Jonah - zerkam na głupawo uśmiechającego się chłopaka.

- Pomogę ci - dziewczyna zwraca się do niego; zawsze jest wobec innych taka miła, przez co czuję wyrzuty za moją złość.

- Dzięki piękna - mruga do niej. Zaciskam dłonie w pięści, żaby nie zrobić czegoś, czego będę później żałował. Dotarła do mnie, do mojego wnętrza nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Gdyby to nie był Charles, z pewnością stałby teraz ze złamanym nosem i cieknącą po twarzy krwią.


Juliet POV:

Zaskoczyła mnie obecność Charles'a i jestem zmieszana; przyjechał tu, by obgadać imprezę z Zayn'em? O tej porze? To brzmi trochę niedorzecznie. Gdzieś w moich myślach pojawiło się zmartwienie - czuję, że Zayn mi o czymś nie powiedział.

Pomagam Charles'owi posprzątać potłuczona kawałki naczynia. Powoli podnoszę jeden po drugim uważając aby się nie skaleczyć. Zayn podaje nam miotłę i narzeka, że Charles powinien być jedynym, który powinien posprzątać ten bałagan.

- To twoja wina - mówi mu przez zaciśnięte zęby podając chłopakowi miotłę. Mierzę go wzrokiem i zabieram mu ją, aby zamieść pozostałości. Cieszyłam się z towarzystwa Zayn'a, ale miło mi i jestem nieco wdzięczna Charles'owi, że nam przeszkodził - obawiałam się, jak daleko możemy zajść i całe szczęście nie musiałam być osobą, która byłaby zmuszona to przerwać.

Kiedy kończymy sprzątać, na zewnątrz jest już całkiem ciemno, zegar wskazuje godzinę 22. Wszyscy wychodzimy na zewnątrz - wsiadamy do samochodów. Gwiazdy na niebie lśnią, a nocne powietrze jest dla mnie ciut za zimne.

- Dobranoc Jula, mam nadzieję, że będę mógł cię ujrzeć na następnej imprezie - uśmiecha się do mnie. Cieszą mnie jego miłe słowa, ten chłopak był dziś nad miły. Zayn z kolei wydawał się być zirytowany jego obecnością, mnie też nieco wkurzył swoim najściem, ale nie pokazuje mu tego.

- Ja również - macham mu na pożegnanie wsiadając do ciepłego samochodu Zayn'a. Mulat żegna się z nim oschle i odjeżdżamy w stronę miasta. Słuchamy cichej muzyki, aż w końcu muszę zadać mu to pytanie - Więc.. Pan Collins?

- Julia...

- Powiedziałeś, że jeśli zgodzę się z tobą umówić, powiesz mi - przypominam mi, na co on buczy i potrząsa przecząco głową.

- Czy to jedyny powód, dla którego przyszłaś? - uśmiecha się lekko.

- Tak - kłamię, a on wie, że przecież żartuję.

- Nie spodobało ci się nic z dzisiejszego wieczoru? - odpowiada zabawnie, jego dłoń dotyka mojego uda. Podnoszę ją i lekko odpycham, dzięki czemu nie uda się mu mnie rozkojarzyć.

- Zayn - zaczynam poważnie. Chłopak wzdycha ciężko.

- Nie podoba mi się to, jak z tobą flirtuje - nie mogę się powstrzymać i wybucham śmiechem. Żartuje, tak? Pan Collins? Pewnie, był atrakcyjny, jak na nauczyciela, ale był z 10 lat starszy ode mnie. W najlepszym przypadku miał coś ponad 30 lat.

- Jesteś szalony, wiesz to, prawda? - słowa wychodzą pomiędzy kolejnymi napadami śmiechu. Jego dłoń ciasno trzyma kierownicę, wiem, że wcale nie żartował.

- Mówię poważnie Julio, zawsze patrzy na ciebie w ten sposób, a to dla nauczyciela bardzo niepoprawne - jego paranoiczne myśli są co najmniej niedorzeczne, i ciężko mi się z tego nie śmiać.

- Masz na myśli, że się uśmiecha? - pytam nadal chichocząc - Pan Collins jeszcze nigdy ze mną nie flirtował. Pamiętasz, że ocenił mnie na -4 z ostatniego testu? Powinieneś mu podziękować! W końcu on polecił ciebie, abyś mnie douczał - zaznaczam.

- Musisz być chyba ślepa, on zawsze się do ciebie uśmiecha, i wiesz co? Uważam, że to niepoprawne z jego strony - mówi, jak mój ojciec. Wzdycham, nie chcę się z nim o to spierać. Mógł sobie o nim myśleć co tylko chciał, to w żaden sposób nie zmieniało mojego odczucia.

- Jeszcze nigdy nie zwróciłeś się do mnie Jula - mówię mi.

- Nie widzę takiej potrzeby, cała reszta cię tak nazywa - wzrusza ramionami.

- I co? Ty nie jesteś 'cała reszta'? - uśmiecham się głupkowato z uniesionymi brwiami. Światła uliczne migają przez okna samochodu, znajdujemy się kilka minut od kampusu.

- Po prostu lubię mówić do ciebie Julio - uwielbiam to jak moje imię brzmi w jego ustach.

- Nie jest tak, że mi się nie podoba, kiedy to robisz - mówię. Nie chcę, aby przestał z powodu mojego pytania - Byłam ciekawa dlaczego - wyjaśniam lekko, aby się znów nie zezłościł. Na szczęście atmosfera staje się znów luźna - Udało się nam - śmieję się do siebie.

- Udało się co? - pyta drapiąc się po głowie, kiedy parkuje samochód przed akademikami.

- Przeżyliśmy całe cztery ostatnie dni bez żadnych sprzeczek - W poniedziałek doszło do niewielkiego nieporozumienia, zanim zaprosił mnie na randkę. Gdybym nie spotkała się z nim dzisiejszego wieczoru, z pewnością bym w to nie uwierzyła. Myślałam, że tylko pojawi się pod moimi drzwiami i krzyknie mi w twarz ze śmiechem, że tylko żartował.

- Taa, to trochę dziwne.. Brakuje mi tych sprzeczek - uśmiecha się do mnie znacząco, na co odwzajemniam gest. Rozglądam się między wyjściem, a nim - nie jestem pewna, czy pocałować go na pożegnanie, czy nie. Odnoszę jednak wrażenie, że jeśli to zrobię, to nie skończy się tylko jednym pocałunkiem...

- Dzięki za randkę, świetnie się bawiłam.

- Tak? - jego twarz rozjaśnia, ale za wszelką cenę chce ukryć swoje szczęście. Przytakuję z szerokim uśmiechem.

- Najlepsza randka, na jakiej kiedykolwiek byłam - nie kłamię, obie randki spędzone w jego towarzystwie były pełne nieoczekiwanego, niezwykłego.

- To dobrze - odpowiada, jakby go to wcale nie interesowało, ale jak widzę ten przebłysk szczęścia w jego oku. Pochylam się i składam słodki pocałunek na jego policzku. Nie robię tego w jego usta, gdyż nie byłabym w stanie szybko opuścić jego samochodu. Chłopak spogląda na mnie. Otwieram drzwi;

- Dobranoc - moje serce mało nie wypadnie ze swojego miejsca na jego szczery uśmiech.

- Dobranoc Julio - macha do mnie, kiedy zamykam drzwi auta.

Zastanawiam się, czy ktoś kiedykolwiek całował go w policzek na dobranoc, czy spędził taką randkę, jak nasza... Pełno pytań wypełnia moje myśli, kiedy wchodzę do pokoju. Wchodząc do środka widzę blondynkę stojącą i mierzącą mnie swoim wzrokiem.

Chyba muszę się szeroko uśmiechać, lub ona rzeczywiście potrafi mnie dobrze odczytać, bo wybucha śmiechem. Podbiega do mnie i ściska mocno, zanim udaje mi się zamknąć drzwi wejściowe.

- Jak było? Było dobrze? Widzę, że było doskonale! Powiedz mi! Całowaliście się? Dobrze całuje? Jak pocałunek? Co przygotował? Jak zareagowałaś? C-

- Sara! - śmieję się zatykając jej usta dłonią - Wszystko ci opowiem, ale przestań zadawać miliony pytań!

Dziewczyna zgadza się skinieniem głowy, na co uwalniam jej usta. Zdejmuję buty i siadam na łóżku. Dziewczyna wskakuje na nie i kładzie się obok mnie z szeroko otwartymi  błyszczącymi oczami, wyglądała, jak dziecko w poranek Bożego Narodzenia.

- Powiedz mi! - nalega z szeroko otwartymi ramionami.

- Okej - śmieję się - Zabrał mnie do domu jego wujka i ciotki-

- Poznałaś ich? - przerywa mi z oczami otwartymi jeszcze szerzej, niż wcześniej. Patrzę na nią ostrzegawczo, na co ona zatyka sobie usta z uśmiechem.

- Taa, przez moment... ugotowali dla nas wyśmienite włoskie danie, na balkonie nakryli stół, postawili świece... było przepięknie - gapię się na nią przypominając sobie każdy detal - Zjedliśmy, rozmawialiśmy, poznałam go trochę lepiej.. zaśpiewał dla mnie - zerkam na swoje kolana z uśmiechem.

- Zaśpiewał? - pyta z uśmiechem.

- Tak... piosenkę, o której mu kiedyś wspomniałam - Zapamiętał to... na podwójnej randce przyznał mi, że zapamiętał o mnie każdy szczegół, nieważne czy tego chciał, czy nie.

- To brzmi niesamowicie - wzrusza ramionami - Całowaliście się? - rzuca we mnie diabelskim uśmiechem, na co moją twarz oblewa rumieniec.

- Ta... - przytakuje powoli. Dziewczyna unosi brew i zaczyna się głośno śmiać.

- I? Nigdy mi nie powiedziałaś jak całuje - popycha mnie lekko nalegając, abym odpowiedziała. Uśmiecham się i rumienię. Czuję się co najmniej dziennie rozmawiając z nią na taki temat, naprawdę nie miałam ochoty dzielić się z nią intymnymi szczegółami.

- Jest dobry - zapewniam ją pozostawiając bardzo prostą odpowiedź.

- Lepszy od Matt'a? - pytanie o niego zbija mnie z tropu, nie przyszedł mi na myśl przez cały ten wieczór, nawet przez cały ten tydzień. Znajdował się na tyle moich myśli, aż do teraz.

- O wiele lepiej - śmieję się wstając - Charles nam jednak trochę przeszkodził - marszczę brwi, nadal nie rozumiem powodu jego przyjścia.

- Wiedział o waszym spotkaniu? - odpiera się na łokciach. Przytakuję, kiedy jej blond włosy opadają na plecy - Huh - marszczy brwi, co oznacza, że coś wie.

- Co? - pytam podnosząc szorty i koszulkę na przebranie.

- Myślę, że on na ciebie leci - wyznaje, na co się śmieję.

- Wątpliwe. Jest ode mnie trzy, czy cztery lata starszy? Myślę, że on ma dużo ciekawsze obiekty zainteresowań, niż ja - nie zgadzam się z nią wciągając na siebie pidżamę. Sara potrząsa przecząco głową.

- Wierz w co chcesz, ale z jakiego innego powodu miałby się pokazywać na waszej randce z Zayn'em? Przecież jego dom jest dobre dwadzieścia minut od miasta - czuję się niekomfortowo gadając o tym.

To ma jakiś sens - gdy tylko pojawił się Charles Zayn przyciągnął mnie do siebie, dlatego był taki wkurzony.

- Jak ci idzie z Niall'em? - chętnie zdejmę uwagę z Charles'a.

- Całkiem dobrze, myślę, że jutro w końcu wyjdziemy na jakąś rankę, więc nie będzie mnie wieczorem w domu - wiąże włosy w luźnego koczka.

- O, dobrze wiedzieć - uśmiecham się wskakując na łóżko. Ziewam i otaczam się ciasno kocem.

Dzisiejszego wieczoru czuliśmy się z Zayn'em bardzo komfortowo - wszytko między nami w porządku, jakby sytuacja z zeszłego tygodnia się w ogóle nie wydarzyła. Wiem, że właśnie do tego dążył - chciał znów zdobyć moje zaufanie i nie powiem udaje mu się.

Wszystko między nami współgrało. Postarał się i zaplanował niesamowite wyjście - nie kłóciliśmy się cały poprzedni tydzień, nie doszło do żadnego spięcia podczas dzisiejszego wieczoru, pomijając rozmowę o Panie Collins'ie. Włożył w to jakiś wysiłek i chociaż raz zaufał mi, zanim twardo postawił na swoim.

Wtrącający się Charles trochę mnie zirytował, był niezwykle czarujący - odnoszę wrażenie, że on odnosił się w ten sposób wobec każdego. Zayn'owi nie do końca spodobał się jego stosunek wobec mnie, ale nic mu do tego.

Dzisiejszy wieczór był niesamowity, nigdy wcześniej nie miałam okazji spędzić tak miłej randki - zaplanował ją, pozwolił mi poznać ich krewnych, co wiele dla mnie znaczyło. Zdaję sobie sprawę, że rodzina dla niego była najważniejsza, tylko im tak naprawdę kiedykolwiek w pełni zaufał. Zastanawiam się, czy byłam pierwszą, którą im przedstawił, pomijając grupę najlepszych przyjaciół.

Kolacja przy świecach... piosenka - wszystko znaczyło dla mnie tak wiele. Dowiedział się o mnie jeszcze więcej, i nawet mi udało się wyciągnąć od niego kilka informacji. Wydarzenia dzisiejszego wieczoru wydały się być jak sen.

Pocałunek... sam dotyk jego ust sprawił, że wszystkie rozerwane we mnie kawałki połączyły się w całość - im więcej o tym myślę, tym bardziej chcę mu zaufać. Im więcej spędzam z nim czasu, wpływa na mnie jeszcze bardziej, i w tą dobrą, jak i złą stronę.

- Branoc Jula - mamrocze wyłączając światło

- Dobranoc - odpowiadam cicho, chciałabym móc zatrzymać czas i pozostać w świetle dzisiejszego dnia - boję się, że długo ono nie potrwa.


Jeśli choć troszkę szanujesz moja prace to proszę skomentuj :)
___________________________________

Przyjaciółeczki, ohohoh :3

CHARLES?! serio? serio...? obgadać imprezę... :c

A może Sara ma rację... ? Co o tym myślicie ?

Sprawdzałam, ale tak słabo, więc przepraszam za błędy.


WAZNA INFORMACJA ! 

Gorąco polecam http://youaremyherocomeandchangeme.blogspot.com/?m=1!! Myśle ze to ff jest godne uwagi, dziewczyna pisze je sama (nie żadne tłumaczenie) i idzie jej świetnie ! Mam nadzieje, że sie wam spodoba ☺️

Tymczasem,

Do następnego!!

Lydia Land of Grafic