sobota, 12 lipca 2014

Rozdział 22

Budząc się na Psychologię ubieram się i zastanawiam, czy on przyjdzie. Wciągam na siebie blekitny top i parę jasno-niebieskich spodni.

Rozczesuję wlosy, ktore ukladaja sie w gładkie fale i wychodzę z pokoju. Spokojnym krokiem przechodzę przez kampus. Powietrze jest ciepłe – zaskakujące, przecież tuż za rogiem czeka jasień.

Siedzę w ławce obserwując, jak inni wchodzą do środka, staram się, żeby nie zauważli, że wpatrywałam się w drzwi. Zajęcia rozpoczynają się, a jego nadal nie ma.

Trzy dni nie pokazywania się na lekcjach? Oficjalnie zaczynam się martwić, wiem, że nie powinnam, z Zayn'em nie byliśy nawet przyjaciólmi, ale czuję jak mój żołądek wykręca się, kiedy do glowy przychodza mi rózne myśli, o tym co mogło mu się przydarzyć.

- Spóźniłeś się, nigdy wicej nie opóźniaj zajęć – Pan Collins poucza, czuję, jak moje serce przyspiesza, mój wzrok wędruje na niego.

Szczęka mi opada na jego widok. Wygląda na wykończonego. Pod oczami ma worki, a na twarzy widoczny jest zarost – nic strasznego, ale rzuca się w oczy. Nadal jest przystojny, ale chyba zmęczony.

Wchodzi do klasy i siada przy pustej ławce obok mnie. Pan Collins powraca do lektury, a ja gapię się na mulata.

Jego oczy są w pół zamknięte, kiedy gapi się wprost przed siebie. Nie wygląda nawet, jakby w ogóle był tu obecny, przynajmniej nie psychicznie.

Zakładam kosmyk włosów za ucho, powoli zmuszam się do słuchania nauczyciela, ale nie mogę się skupić na tym, co mówi.

Oczekiwałam, że wróci na zajęcia, ale z tym głupim uśmieszkiem, wypoczęty po swoich wakacjach lub sądziłam, ze poimprezował po naszej randce. Ale on wygladał na wykończonego.

Spogladam na Zayn'a, spuszczam wzrok na jego knykcie. Zwężam wzrok, kiedy widzę, że są obdarte. Musiał w coś uderzyć, jednak rany wyglądają, jak by miały kontakt z jakąś osobą.
Bójka. Pamiętam jak pierwszej nocy oczyszczałam jego rany. Wzdycham cicho myśląc co  uszkodzilo jego knykcie.

Przez moment czuję jego wzrok na sobie, oczywiście, podnoszę swój by go spotkać. Nie tego się spodziewałam – szczerze mówiąc, nie wiem czego oczekiwałam, ale był on zły i oskarżycielski.

Szybkim ruchem patrzę przed siebie próbując jeszcze raz zająć się własnymi sprawami. Nie mogę się skupić podejrzewając, ze wdał się w bójkę.

Moje serce pokonuje rozum, nie powinno mnie obchodzić co on robi, nie powinnam.. ale jego dłoń... Miał rany, bił się.

Z kim? Czy to dlatego nie był na lekcjach? Dlaczego wpakował się w kłopoty? Czy zranił kogoś i teraz musi sobie z tym radzić? Przez mój umysł przebiega setki pytań, które nie pozwalają mi się skupić przez resztę wykładu. Kiedy się kończy, podążam za nim.

- Zayn – wołam go.  Zwalnia swój krok spoglądając na mnie, dobiegam do niego – Co się stało? - pytam, stopień zmartwienia w moim głosie szokuje oboje nas.

- Nic – mamrocze wytrząsając z głowy mój zmartwiony ton nie patrząc na mnie.

- Z kim walczyłeś? - mój głos jest mały, ale  domagający. Nie odpowiada, tylko zaczyna odchodzić. Dotrzymuję mu kroku – Z kim walczyłeś? - powtarzam bardziej apodyktycznie.

- Była to tylko głupia bójka – wzrusza ramionami.

Dla niego bojka byla doskonalym powodem opuszczenia zajec – czy był inny powód? Jestem zbyt zmieszana, żeby się nad tym teraz zastanawiać.

- Z kim? - domagam się – Zayn, cholera, powiedz mi! - krzyczę tracąc spokój, i te cholerne słowa wychodzą z moich ust – co wydaje się być obce dla moich warg, by powiedzieć coś takiego.

Nie obchodzi mnie to, przykułam jego uwagę. Patrzy na mnie i wiem, że zastanawia się, czy mi powiedzieć. Przygryza wargę, jego piękne wyrzeźbione wargi.. zmuszam się patrzeć mu prosto w oczy, więc mnie nie zboczy z toru. Widzę, że jego oczy patrzą na moje usta. Słyszę mocne bicie serca.

- Blake.

- Blake? - Blake.. to imię...  chłopak z bractwa, którego spotkałam tej nocy, kiedy się uczyliśmy, ten który powiedział mi, że jestem ładna. Pierwszy chłopak bez akcentu.

- Twój brat z bractwa? - nie odpowiada, kiedy zaczyna znów odchodzić – Dlaczego się z nim biłeś? Zayn! - chwytam go za ramię, kiedy się zatrzymuje. Jego mięśnie są spięte, ale rozluźniają się na mój dotyk. Nie mogę całkiem złapać go za ramię, ale próbuję.

Odwraca się do mnie, jego wzrok ukazuje wrażliwość. Wszystko wokół mnie, jakby zwalnia i zatrzymuje się.

Sposób w jaki się we mnie wpatruje, czuję, że nic innego się nie dzieje. Wyrywa się z mojego uścisku, sprawiając, ze powracam do rzeczywistości.

- Bo jest cholernym idiotą – odpowiada krótko i znów odchodzi. Zostaję, tam gdzie jestem, to się zawsze dzieje.

Walczymy ze sobą, rozmawiamy, kłócimy się, i prawie za każdym razem kończy się na tym, że stoję w tym samym miejscu – przed budynkiem naszej sali psychologicznej, brak mi słów, jestem zagubiona, zmartwiona...

Nie chcę się stamtąd ruszać, tylko myśleć, ale nie mogę tam stać, jak totalna idiotka, dlatego robię to co zwykle – wracam do akademika i biję się z własnymi myślami.

Kto walczy z kimś z tych powodów? Nigdy bym się z nikim nie biła, nie pozwoliłabym sobie na to. Zmuszam się jakoś skończyć ten dzień, okazuje się, że jestem bardziej zakłopotana, niż wcześniej. Różne możliwości przelatują moje myśli.

Dlaczego nie było go na zajęciach? Po prostu z powodu bójki? Na pewno był inny powód. Wiem, że był, ale nie mam racji, żeby go o to pytać. Mogłabym, ale... Nie, nie powinno mnie to obchodzić, dlaczego się bili, dlaczego go nie było. Nie powinno... ale obchodzi.

- Jula! - odwracam się do będącego na kampusie Harry'ego. Uśmiecham się do niego, to pierwszy raz kiedy go tu spotykam, odkąd ostatnio oddał mi mój portfel.

- Cześć Harry – podchodzę, i spotykamy się w połowie drogi.

- Jak się czujesz? Nie widziałem cię od ogniska – mówi. Ognisko, które wydawało się być miesiące temu, miało miejsce zaledwie w zeszłym tygodniu. Skrobię się po głowie zdając sobie sprawę, że minęło tyle czasu odkąd ostatni raz widziałam Harry'ego.

- Czuję się świetnie, a ty? - pytam.

- Ja..um.. całkiem dobrze, ale nigdy nigdzie razem nie wyszliśmy – wytyka drapiąc się w głowę – Powiedzieliśmy sobie, że to wkrótce zrobimy, a było to ponad tydzień temu.

- Masz rację – uśmiecham się, mogłabym go teraz rozproszyć – Właśnie skończyłam zajęcia, może teraz się gdzieś wybierzemy? - błagam, aby się zgodził, bardzo lubię towarzystwo Harry'ego i może udałoby mu się odciągnąć mnie od tych nieustannych myśli.

- Jasne – przytakuje. Oboje stoimy w ciszy, nie wiem co robić, ale cieszę się, że gdzieś idziemy.

- Co chcesz robić?

- Co sądzisz o kinie i jakiejś przekąsce zaraz potem? - to brzmiało, jak randka, zaciskam usta w wąską linię – To nie jest randka – dodaje szybko, całkiem jakby czytał mi w myślach.

Czuję ulgę, ale też zakłopotanie, na to, że dodał to tak szybko. Jednakże wieczór z Harry'm brzmiał doskonale.

- Okej, zróbmy tak – odpowiadam z ekscytacją, kiedy wracamy do akademika. Odkładam swoje rzeczy i chwytam torebkę pakując do niej bezużyteczny portfel, który nigdy nie był mi potrzebny, kiedy kierujemy się do samochodu chłopaka.

Jestem wdzięczna, że w kinie wybieramy komedię, nie było szans na niezręczne, romantyczne momenty, czy też straszne, kiedy mogłabym skryć się w ramionach chłopaka. Komedia była tym, czego aktualnie potrzebowałam.

Podczas obiadu rozmawiamy o filmie, śmiejemy się z momentów, które odtwarzamy w naszych pamięciach, aż zaczynają mnie już boleć boki. Harry potrafił mnie z taką łatwością odciągnąć od wszystkich problemów.

- Jak było podczas nauki... martwiłem się o ciebie – wargi Harry'ego opadają ku dołowi. Uśmiecham się, bo wyglądał przeuroczo.

- Było dobrze – wzruszam ramionami nie chcąc dzielić się z nim szczegółami z tej ordynarnej nocy – Dlaczego się martwiłeś?

- Dlatego, że to Zayn – czuję, że chce zakończyć już te rozmowę, ale nie potrafi mi tego powiedzieć, chyba nie chce wdać się w szczegóły.

- Co masz na myśli? - czuję, jak mój ton zmienia się na nieco ostrzejszy.

- Mam na myśli to, że.. - zaczyna, ale nie kończy swojego zdania – Nic takiego – wzdycha potrząsając głową, kiedy przeczesuje włosy do tyłu. Obserwuję go, nie nawiązuje ze mną kontaktu wzrokowego kiedy bierze się za jedzenie.

- Powiedz mi – mój głos nabiera matczynego tonu, nie lubię być nieświadoma, tego co się wokół dzieje – Z jakiego powodu się o mnie martwiłeś?

Chłopak oblizuje swoje wargi, odkłada widelec i wzdycha. Opiera się na krześle i podciąga, aby było mu wygodniej, tak jakby miał opowiedzieć mi swoją historię życia.

- Mam na myśli to, że przyszedł po ciebie na ognisko, aby się uczyć, pomyślałem, że będziecie uprawiać seks... zwykle gdy to robi z innymi dziewczynami, po prostu je zostawia, i kiedy nie miałem od ciebie żadnych wieści... pomyślałem, że może coś ci zrobił, lub nie poddałaś mu się, więc.. cie skrzywdził – wzrusza ramionami.

Czy on właśnie dwuznacznie przyznał, że Zayn mógłby mnie do czegoś zmusić? Na samą myśl o czymś takim mnie mdli, Zayn nigdy by tego nie zrobił.. ale znów – jak bardzo go znałam? Za każdym razem, gdy odnajduję pasujący puzzel, w to samo miejsce pojawia się dwa razy więcej pasujących.

- O czym dokładnie mówisz? - nalegam, wiem, że mój ton jest obronny wobec mulata. Nie mogę nic na to poradzić, ale niech nie wygaduje takich rzeczy, kiedy nawet go nie zna.

- Mówię, że...  on ma swoją naturę Jula... i martwię się, gdy spędzacie razem czas, bo... widzę, jak oboje zaszliście sobie pod skórę. Wiesz, złe usposobienie zmieszane z toba? Nie wróży nic dobrego – Gapi się na mnie.

Wiem, że chce dobrze, ale krew się we mnie gotuje. On nie ma pojęcia o niczym, co jest między mną, a Zayn'em, przynajmniej nie wystarczająco, aby nas oceniać.

- Nie zaszedł mi pod skórę – bronię się – Myślałam, że jest twoim przyjacielem – naskakuję na niego.

- On jest.. - bełkocze zawstydzony. Próbuję się uspokoić, zanim powiem mu coś, czego będę później żałować – Zapomnij co powiedziałem... spędźmy resztę tego wieczoru w miłej atmosferze – błaga mnie.

Wzdycham i zgadzam się na jego prośbę, chciał pomóc i być przyjacielem, rozumiem. Nie powinnam sama się tym dręczyć. Potakując pierwszy raz zaczynamy jeść w tak niezręcznej ciszy.

Zdaję sobie sprawę, że moja postawa i stanowisko wobec Zayn'a musi być dla niego nieco kłopotliwe, ale nic nie mogę na to poradzić. Mój naturalny instynkt każe mi go bronić przed Harry'm, przed kimkolwiek. Kończąc posiłek, wracamy na kampus.

- Co robisz w ten weekend? - pytam zwyczajnie, może to będzie szansa dla Lindsay, żeby mogła z nami gdzieś pójść.

- Wiesz.. Ciocia i wujek Zayn'a mieszkają w tu, w tym mieście, w OGROMNYM w domu, więc zamierzaliśmy się tam wybrać w piątek po zajęciach. Będziemy zwiedzać, ich dom jest tak ogromny, że można się zgubić – śmieje się do siebie.

- My, czyli kto? - pytam patrząc na niego. Chłopak uśmiecha się.

- Nasza mała paczka – Zayn, ja, myślę, że zaprosił Niall'a, który zapewne przyprowadzi też Sarę. Liam też się tam pokarze i może zabierze ze sobą tą dziewczynę, którą poznał na ognisku.. Daphne?

- Danielle – poprawiam go z uśmiechem, cieszę się, że znów czujemy się swobodnie i kontynuujemy zwykłą rozmowę, jakby nic się nie stało.

- I Louis, myślę, że Elenour też przyjdzie, będzie mogła odwiedzić swoich rodziców, bardzo tęskni za domem – wyjaśnia – I... ty? Jeśli tylko chcesz? - spogląda na mnie.

- To wszystko w domu krewnych Zyn'a? - pytam, aby się upewnić. Chłopak przytakuje skupiając wzrok na drodze. Dojeżdżamy na kampus – Jasne, chciałabym wpaść.. jeśli mogę przyprowadzić kogoś - proponuję. Harry parkuje samochód i zwraca się do mnie z podejrzliwym uśmieszkiem.

- Czy to chłopak? - śmieję się jak tylko wypowiada te słowa, ale szybko zakrywam usta dłonią zażenowana. Potrząsam przecząco głową;

- Nie... to dziewczyna, nazywa się Lindsay. Jest nieco nieśmiała, ale... jeśli się ją bliżej pozna to jest naprawdę miła – zapewniam Harry'ego.

- Pewnie, czemu nie – zgadza się wzruszając ramionami.

- Jesteś pewien, że to w porządku, że przyprowadzę koleżankę do domu Zayn'a? - nie sądzę, czy Zayn'owi spodoba się taka niespodzianka, nie wydaje mi się typem, który je lubi. 

Zastanawiam się, jak zareaguje, gdy tam pojadę, jeśli tylko Harry mi nic nie powie.

- Nie będzie mu to przeszkadzało, Zayn uwielbia dziewczyny – Harry śmieje się do siebie, nie ma pojęcia, jak bardzo mnie to dotknęło.

Przypomniał mi, że z Zayn'em nigdy nam się nie uda, nawet jeśli skończymy z kłótniami. On kochał laski, nawet kilka naraz, podczas gdy ja... nawet nie wiedziałam, czego tak naprawdę chcę.

- No tak – pozoruję uśmiech, więc Harry niczego nie zauważa – Do zobaczenia – macham i wysiadam z samochodu.

Odpowiada mi krótkim 'na razie' i odjeżdża. Wchodzę do pokoju i widzę Sarę, mam wrażenie, że pierwszy raz w tym tygodniu. Dziewczyna siedzi w pidżamie z laptopem na kolanach.

- Hej, gdzie byłaś? - pyta mnie.

- Spotkałam się z Harry'm, tak po przyjacielsku – zapewniam ją, cieszę się że udało mu się mnie złapać tak wcześnie. Dzięki tej 'przyjacielskiej rance' – chyba mogę to tak nazwać – udało mi się zapomnieć o Zayn'ie – Zaprosił mnie do Zayn'a w ten piątek... to znaczy do jego cioci i wujka.

- Serio? Idziesz? - jej ton jest pełen zaskoczenia. Na jej miejscu też bym była, gdybym miała lokatorkę w podobnej sytuacji, która ot tak wyskoczyła, że jednak pójdzie do jego domu.

- Tak, moja kumpela Lindsay prawdopodobnie też wpadnie – mówię.

- Lindsay? - Sara unosi brew – Jest miła?

- Powiedziała, że jest o ciebie zazdrosna.

- Jest miła – odpowiada blondynka – najwyraźniej, jeśli ktoś był o nią zazdrosny, musiał być zazwyczaj miły.

- Więc.. - Sara odkłada laptopa na bok, kiedy przebieram się w pidżamkę – Zgodziłaś się pójść do Zayn'a? - pyta ciekawskim tonem, wiedziałam, że nie odpuści. Spoglądam na nią, wyczekuje odpowiedzi.

- Taak, czemu? - staram się brzmieć tak zwyczajnie, jak tylko potrafię. By zając czymś dłonie zaczynam nerwowo przerzucać kartki na biurku.

- Myślałam, że oboje się nie dogadujecie.. po całej tej randce i w ogóle... rozmawiałaś z nim? - pyta z zaciśniętymi wargami. Czy ona się wszystkiego domyśliła?

- Zagadałam z nim krótko wczoraj – wzruszam ramionami odkładając papiery na drewnianą powierzchnię.

- Jula, chyba wiesz, że możesz mi powiedzieć, że go lubisz – mówi spokojnie, ale bardzo otwarcie. Zdaję sobie sprawę, że ona chciałaby, abym się jej zwierzyła, ale sama nie jestem w stanie poukładać własnych myśli...

- Nie lubię – mówię powoli – Przynajmniej nie myślę,  że jest inaczej. Nie powinnam, nie lubię go – wypowiadam to tak szybko, że wywołuję chichot Sary, która wspina się na własne łózko – Po prostu uważam, że gdybyśmy nawet zaczęli się 'umawiać' to by nam nie wyszło – wyjaśniam.

- Dlaczego? - pyta mnie. Wdrapuję się na łóżko i myślę, jak jej to wytłumaczyć. Nie mogłam wgłębiać się w szczegóły, zwłaszcza odkąd Sara poznała te mniej skomplikowaną wersję naszej znajomości z Zayn'em.

- Ponieważ on jest kobieciarzem, tak właśnie. On ze mną pogrywa bo – z powodu tej jednej nocy? Dlatego, że byłam, nudna? - Bo, jest znudzony laskami, z którymi się zabawia, więc ja tylko... próbuję odróżnić kłamstwo od prawdy – mamroczę.

Pamiętam jak przyrzekł mi, że nigdy nie byłam dla niego grą, ale jego czyny przeczą wszystkim słowom.

- Mam nadzieję, że jakoś to między sobą rozwiążecie – mówi i kładzie się do snu. Poukładamy to? Co tu było do rozwiązywania?

Mamy rozwiązać to jak zaryzykował moje stypendium na rance, którą ON zaplanował, lecz twierdził, że się tylko zgłosił? Wtedy, później powiedział, że nawet nie chciał na nią przychodzić.
Albo to, jak pobił się z jakimś chłopakiem i nie miał żadnego wyjaśnienia, oprócz tego, że tamten był 'idiotą'? Unikał mnie – udawał, że jestem niewidzialna, a następnego dnia wkurza mnie i kłóci się, aż na twarzy staję się cała purpurowa.

Nic nie miało najmniejszego sensu, nic się nie uzupełniało, mimo wszystko uważam, że ze mną pogrywa.





Notka od autorki: Kto ma pomysł na powód bójki Zayn'a z Blake'em? :) Zobaczymy, kto zgadnie! Kocham was!




______________________________________________

Nadchodze z nowym rozdzialem!! W koncu pojawia sie Zayn!! Co z nim nie tak? Wykonczony Zayn... Dlaczego bil sie z Blake'iem? Kto ma pomysl?

Komu spodobala sie 'randka' Julii z Harry'm? Awww :)

Pod ostatnim rozdzialem ( ktory dodawala moja Kasia i jeszcze raz wielkie dzieki!) duzo z was pisalo, ze bez Zayn'a nie ma ff i wgl bez sensu,  TEZ SIE ZGADZAM :D Nie ma go to jet nudno, ale powoli sie rozkreca! Zobaczycie jakie tajemnice ukrywa nasz bohater...

WAZNA INFORMACJA:

Wiem dopiero 22 rozdzial, ale w oryginale jest juz 99, czyli koniec One Night! Nie martwcie sie autorka kontynuuje i juz zaczela pisac seguel zatytuuowany 'Tonight' !

Jesli chcecie to popracuje nad zgoda na tlumaczenie 2 czesci i bede dla was tlumaczyc! Wszystko zlaezy od was kochani!


JEDNA PROSBKA, WSZYCY STALI CZYTELNICY, POD DZISIEJSZYM ROZDZIALEM NIECH ZOSTAWIA PO SOBIE JAKIS SLAD W KIMENTARZU, NAWET ZWYKLE ':)'
Bede wdzieczna!

Przepraszam za bledy i brak polskich znakow.. korzystam z nieswojego laptopa, a jastem w USA, wiec nie mam mozliwosci. Jednak inny sprzet i nawet trudniej mi sie pisze :D

Chyba o niczym nie zapomnialam ;P


Do nastepnego xx

sobota, 5 lipca 2014

Rozdział 21

Soudtrack:

* Been a Long Day - Rosi Golan
* Wildest Moments - Jessie Ware


W niedzielę rano Sara zmusza mnie, żebym poszła z nią do kościoła. Nie jest tak źle, jak myślalam. Znajduję tam dużo zrozumienia wobec mojej sytuacji, zwłaszcza, dlatego że jest cicho. Kiedy wracamy do domu wybieram się potańczyć, a Sara rozmawia z Niall'em przez telefon.

Oni nigdy się sobą nie nudzą. Nawet ja i Matt potrzebowaliśmy czasem od siebie odpocząć, ale ja to nie ona. Tańcząc myślę o sobotniej randce oraz o tym, kiedy  pierwszy raz spotkałam Zayn'a. Odtwarzam wszystkie momenty odkąd go poznałam.

On non stop na mnie wpada, miesza mi w głowie do tego stopnia, że nie wiem co już jest właściwe. To za dużo jak na trzy tygodnie znajomości.

Od tej nieszczęsnej środy udało mi się już nieco podnieść stopnie z psychologii , zrobię wszystko, by Zayn nie musiał mnie już uczyć. Nie to, że mi się nie podobało, po prostu to ja byłam tą, która mogła uczyć innych, jestem za mądra i za dumna.


*   *   *


Nadchodzi poniedziałek i obawiam się go spotkać w klasie. Nie wiem co wolę bardziej. Najwyraźniej podświadomie chce go zobaczyć, bo nigdzie go nie widzę. Krzywię się na świadomość rozpoczynającej się lekcji. Dlaczego go nie było? Czy coś się stało?

Męczą mnie myśli i jeszcze więcej pulsujących myśli. Nawet gdy go tu nie ma to i tak mnie rozprasza i odpędza od zajęć. Jak on to robi? Jak na boga mu się to udaje? Przez resztę dnia czuję pustkę, brakuje mi naszych kłótni, jego trapiących mnie komentarzy.

Rozwiązuję swój test z AP chemii i czuję się niesamowicie pewna siebie, dzięki wsakzówkom Liam'a. Umawiamy sie na kawę, czas na odpoczynek i przyjacielska rozmowe. Zasiadamy przy naszym zwykłym stoliku w ulubionej kawiarni, relaksując się przy panującej tam atmosferze.

- Dobrze bawiłeś się na ognisku? - pytam.

- Tak, spotkałem kogoś – jego twarz jaśnieje jak buzia dziecka w święta Bożego Narodzenia.

- Naprawdę, kogo? - podnoszę się zwracając więcej uwagi.

- Nazywa się Danielle.

- Powiedz mi więcej! - Wiem, że cieszy się, że proszę o więcej detali, bo nie przeczy i kontynuuje.

- Jest cheerlideką – uśmiecha się – Jest niezwykle zabawna, dowcipna i mądra, jak ty. Ma zdrowy rozsądek i jest oczytana – poprawia – Ma najzabawniejszy śmiech, marszczy przy tym nos i często parska – uśmiecha się.

- Spotkałeś ją w środę? - jestem zaskoczona, że wie o niej już tak wiele. Jestem o nią zazdrosna, o to, że Liam już zdążył zapamiętać już dźwięk jej śmichu.

- Nie do końca. Zauważyłem ją już wcześniej, ale nigdy nie miałem śmiałości, żeby zagadać. 

Liam nie miał odwagi? Pewnie, nie był umięśnionym chłopakiem z bractwa, ale był bardzo atrakcyjny, miły i mądry. Dostał się do najlepszych w mojej 'księdze znajomych'.

- Ale na ognisku... - zaczynam mając nadzieję, że skończy swoją historię.

- Wpadłem na nią. Moje szczęście – drapie się z tyłu po szyi z uśmiechem na samo wspomnienie – Zaczęliśmy rozmawiać i przełamaliśmy pierwsze lody. Poszliśmy na jedną randkę w piątek wieczór, zabrałem ją na lodowisko – mówi o tym, jak się tam bawili. Gadamy długo, wydaje się że minęło kilka godzin, aż w końcu rozchodzimy się w różne strony. Ściskam go na pożegnanie życząc szczęścia z Danielle.




We wtorek Zayn'a znów nie ma na zajęciach i martwię się jeszcze bardziej. Coś musiało się wydarzyć... może powinnam pójść do domu bractwa i to sprawdzić.. Nie, to było by dziwne, nie ponosiłam za niego odpowiedzialności. Nie miałam się o co martwić, nie przejmować się nim.. przynajmniej nie powinnam.

Na Literaturze gawędzę z Lindsay i jest całkiem zabawnie. Opowiada mi o tym, jak dorastała i jak po roku odwiedziła swój dom rodzinny w zeszły weekend. Nie byłam w swoim odkąd wyjechałam na studia, powinnam zadzwonić do mamy i ustalić dzień odwiedzin.

- Chciałabyś pójść na lunch? - pytam ją. Razem z Lindsay nie spotykałyśmy się nigdzie, poza klasą. Uśmiecha się na moją propozycję i wesoło się zgadza.

- Z przyjemnością.

- Świetnie, chodźmy po coś do jedzenia – podążamy do mojego samochodu. Lindsay jest wyższa ode mnie, bardziej umięśniona. Pamiętam jak wspominała, że gra w siatkówkę – Jak tam … sezon siatkówki? - pytam kiedy wsiadamy do środka.

- Fantastycznie! Wygrywamy 4-2 – wykrzykuje z radością.

- To super! - przynajmniej tak myślę, nie wiem zbyt wiele o tym sporcie, ale doceniam go. Doceniam każdego, kto uprawia jakąś dyscyplinę, poświęca swoją ciężką pracę i czas na to. Dziewczyna tłumaczy mi wszystko oraz wymienia kolejne zawodniczki, kiedy dojeżdżamy do kawiarenki.

Wybieramy miejsce na zewnątrz ze względu na piękną pogodę, a on nadal mówi. Wydaje mi się to zabawne, bo w klasie jest taka nieśmiała Może po prostu musiała się upewnić, że interesuje mnie o czym mówi i chce z się z nią zadawać Też zachowałabym dystans, gdyby ktoś mnie nie lubił.

- Przyjaźnisz się z tą dziewczyną.. Sarą, tak? - otwieram szerzej oczy, znała Sarę? O boże, mam nadzieję, że poznały się w dobrych okolicznościach, ale kiedy Sara stwarza złe?

- Tak – przytakuję z uśmiechem.

- Ona jest taką szczęściarą, że rozmawia z Niall'em – Linsay wzdycha – Zrobiłabym wszystko, żeby spotkać jakiegoś faceta z bractwa – wyznaje. Myślę przez chwilę o domu pełnym chłopaków z bractwa z akcentami. Zastanawiam się ilu z nich go ma i ilu jest spoza kraju?

- Czemu tego nie zrobisz? Dlaczego nie spotkasz się z którymś z nich – spoglądam na menu  zatrzymując wzrok na kanapce z indykiem. Z tyłu swoich myśli słyszę jak on drwi ze mnie, że wybrałam najbardziej typowe i nudne danie całej karty.

- Nigdy bym tego nie zrobiła, nie jestem wystarczająco towarzyska i popularna – rumieni się zerkając w menu.

- Dla mnie wydajesz się być towarzyska – uśmiecham się ciepło.

- To dlatego, że ty jesteś miła, nie przypominasz mi żadnego słodkiego chłopaka z akcentem – wytyka. Kelner odbiera od nas zamówienia i kontynuujemy rozmowę, jak tylko się oddala.

- Nie są, aż tak onieśmielający, jak myślisz – No, wszyscy oprócz Zayn'a. Gdybym nie spędziła z nim tej jednej nocy to pewnie zawstydziła bym się jego zabójczym wyglądem, postawą niegrzecznego chłopca i asortymentu tatuaży na ramionach – Następnym razem jak się z nimi umówię to z przyjemnością cię zaproszę – informuję ją, to nie brzmi za bardzo jak zaproszenie.

- O, nie, nie, nie zrobisz tego – speszyła się i bawi się teraz włosami.

- Nie kłóć się! Oni są naprawdę mili, uwielbiają poznawać nowe osoby – zapewniam ją. Zaciska usta i pojawia się na nich coraz większy uśmieszek.

- Skoro tak mówisz – Wiem, że bardzo tego chciała, więc łatwo było mi ją nakłonić.

- Powiedz mi więcej o sobie Lindsay. Grasz w siatkówkę, jesteś mądra, towarzyska ale nieśmiała? - śmieję się.

- Coś takiego – wyznaje – Mam na myśli to, że miałam swój buntowniczy okres w liceum, ale zmieniłam zachowanie, kiedy zostałam przyłapana na piciu alkoholu na jednej imprezie – zaskakuje mnie, nie spodziewałam się, że jest z niej dusza imprez – Wiem – czyta moje myśli – Byłam nieśmiała w liceum ale uwielbiałam wyczyniać niegrzeczne rzeczy – śmieje się.

- Wow, nigdy bym nie zgadła.

- To dobrze, łatwiej mi to ukryć – tu miała racje. Nigdy nie oczekiwałabym od niej niczego złego, co dla nastolatki jest dobre – Masz jakieś dzikie zdarzenia? - pyta ciekawa.

- Nie – śmieję się potrząsając głową – Byłam całkiem nudnym dzieciakiem – potakuję.

- Nic? - unosi brew, nie wierząc mi – Żaden wygłup w liceum? - Nie, cała moja głupota wyszła na wierzch właśnie teraz... a zaczęło się po tej jednej nocy, kiedy go spotkałam.

- Nie. Jestem klasyczną, grzeczną dziewczynką – śmieje się, kiedy kelner przynosi nasze zamówienia.

- Wątpię, że byłaś nią tak w stu procentach przez cały czas! - uśmiecha się pragnąc usłyszeć coś niegrzecznego, niestety nie miałam niczego w zanadrzu.

- Nie – potrząsam głową biorąc gryza przepysznej kanapki – Spotykałam się z kochaniem z dzieciństwa, z nim przeżyłam swój pierwszy pocałunek. Nigdy nie uprawiałam seksu, nie wpadłam w kłopoty, nie upiłam się bez wiedzy rodziców, nie imprezowałam, nie wydurniałam się, nie oszukiwałam - Bardzo dużo tego 'nigdy' ; krzywię się jak wiele nudnej prawdy wypłynęło z moich ust.

- Wiesz, myślę, że to dobrze, że masz tak wiele rzeczy, których jeszcze nie robiłaś – jej odpowiedź zaskakuje mnie, oczekiwałam, że zacznie się ze mnie śmiać – Pomyśl nad tym... Wszystkie moje doświadczenia, gdzieś zniknęły. Nigdy więcej nie będę dziewicą, wyprawiałam tak wiele, że ciężko mi stwierdzić, co było zabawne i warte mnie. Ale ty masz wszystko przed sobą i wciąż jesteś młoda – mówi – Zapewne też dokonasz rozważniejszych decyzji – dodaje z uśmiechem.

- Masz rację – uwielbiam to, w jaki sposób podniosła mnie na duchu, poczułam się lepiej ze swoim zacisznym życiem. Jemy, więcej mówimy o szkole, zainteresowaniach. Mówię jej o tańcu, ale nie wchodzimy w szczegóły – Powinnyśmy robić to częściej – oferuję jej, kiedy płacimy za posiłki i wracamy do samochodu.

- Z wielką chęcią, zawsze chciałam się z tobą widywać, ale.. wydałaś się być bardzo... zajęta – dobiera słowa bardzo ostrożnie. Wiem, co ma na myśli, zawsze byłam głęboko pogrążona w myślach o nim.

- Wiem, mam dużo na głowie, ale.. jestem zawsze otwarta na różne wyjścia – uśmiecham się i odwożę nas na kampus.

- Świetnie – odwzajemnia gest – Powinnyśmy robić to znacznie częściej – wykrzykuje. 

Wsadzam Lindsay niedaleko jej pokoju i sama idę do swojego, by przygotować się na AP chemię, chwytam też torbę, bo od razu po zajęciach pojadę do studia tańca.

Reszta dnia ciągnie się wolno, cieszę się, że spotkałam się z Lindsay i zdaję sobie sprawę, że minęło już trochę czasu odkąd spędziłam takie dziewczyńskie chwile razem z Sarą. Decyduje się na krótki taniec, rozciągam się i wykonuję kilka układów przez jakieś pół godziny, po czym wracam do domu. Wchodząc do pokoju zauważam Sarę i Niall'a śmiejących się.

- Hej – uśmiecham się upuszczając torbę na podłogę. Niall unosi brew zaskoczony, pewnie dlatego, że cała ociekam potem, jestem czerwona, i mam rozczochrane włosy.

- Jula! - Niall wstaje i ściska mnie. Jestem zaskoczona jego reakcją, głównie dlatego, że trochę śmierdzę, ale on chyba nie ma nic przeciwko, odsuwa się, a Sara podnosi się z miejsca z uśmiechem. Oboje byli tacy szczęśliwi. Całkiem jak wtedy, gdy Sara zaprosiła mnie na tę podwójną randkę... o nie.

- Co się dzieje? - rozważam, czy przełamać się przez te drzwi, boję się o co może im chodzić. Odsuwam się od nich i Niall obejmuję blondynkę swoim ramieniem. Unoszę brew, odkąd żadne z nich nie wyraża chęci, by odpowiedzieć na moje pytanie. Jeśli tylko usłyszę 'podwójna randka', będę uciekać.

- Jesteśmy parą! - Sara piszczy radośnie. Czuję ulgę widząc, że nie zamierzali zapraszać mnie na kolejną podwójną randkę – On oficjalnie zapytał mnie dziś w czasie lunchu! - uśmiecha się, odwraca do niego i uroczo cmoka chłopaka w usta. Czuję ostrą zazdrość, ale chodzi przecież o ich szczęście.

- Gratulacje! Wezmę teraz prysznic, ale powiecie mi więcej potem?
- W zasadzie to wychodzimy – Sara uśmiecha się do blondyna – Ale dziś wieczorem, jak wrócę?

- Pewnie, bawcie się dobrze – żegnam się z nimi wślizgując się do łazienki, kiedy wychodzą.

Pod prysznicem znów rozmyślam nad swoim życiem i porównuję je do Sary. Byłam dziewczyną, której życie zazwyczaj było idealne, w jednym kawałku, bez żadnych tragedii. Z kolei życie Sary jest spokojne i ustatkowane. Wychodząc spod prysznica, gapię się przez moment na swoje odbicie w lustrze.

Staję się bardziej umięśniona, stwierdzam to mimo że jestem otoczona ręcznikiem. Moje włosy falami opuszczone były wzdłuż pleców. Przyglądam się swojemu ciału, nie wyglądało, jak to Sary, nie mam tak wąskiej tali. Nadal jestem drobna, ale nie tak, jak Sara, czy inne dziewczyny, z którymi Zayn zwykł... I znów moje myśli powracają do niego.

Wychodzę z łazienki i przebieram się w coś wygodnego, zanim otaczam włosy ręcznikiem. Siadam przy biurku i odrabiam zadanie z AP chemii, staram się zrobić go jak najwięcej.

Zasypiam, zanim Sara wraca z powrotem, ale jestem pewna, że ich randka była niesamowita. Oboje byli dla siebie stworzeni, byli jak jedna osoba, słodka i popularna. Nigdy nie myślałam, że będą tak do siebie pasować. Ostatnia myśl wypełniająca moją głowę jest o nim; czy jest z nim w porządku, i czy pojawi się na jutrzejszych zajęciach.





Notka od autorki: Kto wie gdzie podział się Zayn? Myślicie, że gdzieś wyjechał, czy po prostu ją unika? Co się dzieje! Kto uważa, że przyjdzie jutro na lekcje?!

sobota, 28 czerwca 2014

Rozdział 20

Soundtrack:
* Gloriana - (Kissed You) Good Night


Prawie wyskakuję z siebie i jestem bliska ataku serca. Predko podnoszę się z miejsca i rozglądam. Mój żołądek wywraca się na druga strone, kiedy w muzeum pojawiaja sie promienie latarek, a z nimi dwóch mężczyzn w niebieskich uniformach. Czuję jak ktoś łapie mnie za ramię i ciągnie mocno za soba pociaga.

- Hey wy tam! Stop! - słyszę ich krzyk, i nie mogę się ruszyć. Poruszam stopami, ale reszta ciala utknęła w poprzedniej chwili. Trafię do więzienia, nakrzyczą na mnie, ukarają, moje stypendium...

Mój Boże, moje stypendium.. w końcu wracam do rzeczywistości i zimne powietrze uderza mnie w twarz. Zayn ciągnie mnie po ulicy. Wybiegamy z budynku ciężko oddychajac. Staram sie poukładac swoje myśli.

Moje serce huczy. Chyba to właśnie jest adrenalina, ktora czuje przez igranie z prawem. To było pierwsze nieodpowiednie zachowanie z mojej strony. Wczesniej zdarzalo mi sie   pic alkohol, ale to tylko na wakacjach lub weselach.

Adrenalina przemierza nasze ciała, kiedy szybko podążamy ulicą prosto do restauracji. Włącza mi się zdrowy rozsądek, o tym, jaką głupotę zrobiliśmy włamując się i wchodząc tam.

- Zayn.. właśnie dlatego tak się nie robi – karcę go kiedy w końcu udaje mi się złapać oddech.

- Przepraszam, że próbowałem cie odciagnac od nudnej rzeczywitosci – mówi ostro, czuję bijącą od niego złość. Nie wiem, czy to przeze mnie, czy przez tą ucieczkę, ale na pewno jest zły na mnie.

- Gdyby nas złapano, nie wiem co zrobili by mi rodzice! Mogłam stracić swoje stypendium! - jestem wściekła.

- Chciałem cię dziś rozerwać – wścieka się. Zwężam wzrok i potrząsam głową. Zabawa, czy nie, moim ryzykiem była utrata stypendium, oraz całego życia.

- Jesteś niepoważny, spędzaliśmy miło czas i nie musiałeś robić nic takiego, jak włamywanie się do muzeum, doceniam to, ale.. nie musiałeś mi imponiwać w ten sposób – zapewniam go. Użyłam jednak złych słów.

- Nie zrobiłem tego dla ciebie – buczy złością – To tylko głupi wyczyn. Nie planowałem tego i nie będę ci niczym imponował – rzuca ostro odchodząc – Nie to, że w ogóle chciałem przyjść na tą randkę – mówi niewyraźnie. Prosze, są i sprzeczności.

Mówił, że sam się zgłosił, a teraz twierdzi, że nie chciał tu być. Zamykam usta, podczas wieczoru byl Zayn'em, ktorego lubiłam.. takim, jakim go chciałam.

- Zabierz mnie proszę do akademika – bardziej rozkazuję, niż proszę. Nie odpowiada, kiedy podchodzi do samochodu i wsiada do środka. Podróż do akademika jest bardziej, niż niezręczna. Kiedy zatrzymuje się przy budynku, zastanawiam się czy coś zrobić. Decyduję się na najbezpieczniejszą drogę - bede mila.

- Dzięki za wieczór.. - szepczę - Było miło. - czekam w samochodzie, nie odzywa się. Jego dłoń ciasno trzyma kierownicę, i wiem, że nie zamierza nic mówić. Wzdycham i wysiadam z samochodu.

Jak tylko wchodzę do środka zdejmuję buty i relaksuję się. Sara odwraca się od monitora, ma ana sobie pidżamkę. Dziwne... Myślałam, że razem z Niall'em będą na swojej przejażdżce karetą.

- Jesteś wcześnie  - jestem wyraźnie zdziwiona.
- Taa.. - mruczy – Jak twoje randka? - uśmiecha się, kiedy wchodzę do pokoju. Odwzajemniam gest i potrząsam przecząco głową.

- Było nieźle – wydycham, przebierając się szybko w pidżamę.

- Nieźle? - jej oczy szerzą się – Kurcze, ciężko ci zaimponować – śmieje się do siebie. Wślizguję się w swoją za dużą koszulkę i mierzę podejrzliwie wzrokiem.

- Co masz na myśli? - złączam brwi, kiedu wczołguję się na łóżko.

- To, że ta cała randka była zaplanowana dla ciebie – wyznaje – Ale nie mów, ani Niall'owi, ani Zayn'owi, że się wygadałam! - wypluwa szybko.

- Jak to dla mnie? - ignoruję jej prośbę, gdybym się z nimi spotkała, powiedziała bym.

- No, bo... - zakrywa sobie usta i wiem, że żałuje, że mi to wyznała – Zayn zaplanował tą podwójną randkę. Poprosił Niall'a, żeby sprawił, abyś się zgodziła, więc oczywiście włączyli mnie do tego. Zapytał co lubisz i zaproponowałam muzeum, zawsze byłaś zafascynowana tymi głupimi wystawami.

Świetnie, Sara była powodem dla którego Zayn włamał się do muzeum, oraz naszej kłótni. Stąd wiedział, że lubię ciasto czekoladowe. Dlaczego powiedział, że się zgłosił? Oczywiście, chciał ukryć swoje starania... Ale po co przyznał się, że chętnie przyszedł?

- Co się stało? - pyta zmartwiona – Obiad był niezręczny, ale.. mam nadzieję, że reszta była miła. Myślałam, że wszystko poszło dobrze – wydycha, wiem, że jest sobą zawiedziona, ale musi wiedzieć, że to nie jej wina.

- Tak było... dopóki się nie pokłóciliśmy – wzdycham – My po prostu... chyba się nie dogadujemy – wyznaję, było lepiej, gdy byliśmy nieznajomymi, teraz już jest za późno. Zwijam się na łóżku i gapię się na ścianę. Zaplanował całą rankę dla mnie.

Zainicjował Sarę, żaby mnie przyciągnęła ze sobą, miał w planach karetę, muzeum, wszystko. Mam ochotę uderzyć się w twarz, to ja wybuchłam złością, kiedy zauważnono nas w tym muzeum.

Zauważyłam jaki był z siebie dumny, nigdy nie przyznał by się, że włożył w tę randkę jakiś wysiłek i że w ogóle jej chciał. Ale jednak zrobił to na początku, wyrzucił z siebie co czuje i to jak bardzo chciał się ze mną spotkać.

Ale ja to ja, byłam zbyt skupiona na różnicach między nami, aby dostrzec jego starania. Myślę, ze przez Matt'a, który złamał mi serce, trudno mi uwierzyć w słowa i motywy facetów, zrzuciłam to na drugi plan.

Jedak Zayn wcale mi w tym nie pomaga, z każdym kolejnym słowem, które mówił, czułam się jeszcze badziej zakłopotana.

- Myślę, że oboje pasujecie do siebie. On wyciąga z ciebie całkiem inną stronę, taką, której jeszcze nie widziałam, i podoba mi się to – Sara wyznaje.

- Jaka to strona? - pytam.

- On sprawia, że jesteś silniejsza, dzięki niemu stajesz we własnej obronie, walczysz o siebie. Sprawia, że próbujesz nowych rzeczy, on cię testuje i wyzywa. Całe twoje życie było proste Jula, ty, twoja rodzina, nigdy nie wyłamywałaś się z rutyny, chyba, że spędzałaś czas ze mną – jej słowa ociekają prawdę, Zayn wyciągał ze mnie to, co pokochałam i znienawidziłam za razem.

- Ja.. chyba się do tego nie nadaję – mówię cicho.

- Co się stało? - naciska na mnie, podnosząc się z własnego łóżka i siadam na jej – Było beznadziejnie? - pyta skupiona.

- Nie – przeczę potrząsając głową – Szczerze mówiąc, to była najlepsza randka, na jakiej kiedykolwiek byłam... ja tylko... nie zostałam stworzona do takiego życia.

- Jakiego życia?

- Do takiego, w którym mam ciebie za przyjaciółkę, kiedy wszyscy chłopcy mnie lubą i naprawdę atrakcyjny facet walczy o moje względy.. to nie jest zwyczajne – Matt był przystojny, ale nie tak jak Zayn.

W liceum byłam popularna, tylko nie tak znana wśród chłopaków. Byłam zwykłą dziewczyną, o ciemnych włosach i brązowych oczach. Nie byłam konkurencją dla innych dziewczyn i nawiązywałam dobre kontakty z każdym.

- Julia, żyjesz w świecie do którego całkowicie pasujesz – i znowu, dlaczego każdy uważał, że powinnam być kimś innym? - Chłopcy nigdy o ciebie nie zabiegali, przez Matt'a! Miałaś chłopaka i szanowali go, dlatego nie wnikali w twoje życie – wyjaśnia – Zawsze byłam o ciebie zazdrosna – bełkocze.

Odwracam się do niej, nie wierzę w to co mówi. Chyba śnię, gdzieś odpłynęłam. Jednak to prawda, jestem tu w realnym świecie.

- Zazdrosna o mnie? - powtarzam cicho. Siada na łóżku, czuję to, będziemy teraz bardzo ze sobą szczere. Sara i ja rzadko tak robiłyśmy, mówiąc szczerze nasza przyjaźń była całkiem płytka. Widziałyśmy o sobie różne sekrety, ale nigdy nie dzieliłyśmy się głębokimi uczuciami, nie tymi przykrymi. Moje zerwanie przybliżyło nas, ale nie czułam tego tak bardzo jak teraz.

- Ty tego nie zauważasz – jej głos jest niski, podnosi kocyk i siada na nim. Jej oczy są w niego wpatrzone kiedy pociera materiał między swoimi palcami – Nie widzisz – śmieje się cicho potrząsając głową.

- Nie widzę czego? - podnoszę się, żeby było mi wygodniej.

- Chłopcy zauważają cię bardziej, niż mnie. Uważasz, że dlaczego byłam taka gadatliwa w szkole? Że wszędzie było mnie pełno? Musiałam znaleźć sposób na zauważenie  – patrzy na mnie. Chyba sobie żartuje. Faceci gapili się na nią gdziekolwiek weszła, blond włosy, niebieskie oczy, piękny uśmiech, świetny wygląd.

- O czym ty mówisz? - śmieję się.

- Dzieczyny UWLELBIAŁY cię Jula, bo doskonale wiedziały, że jeśli będą blisko ciebie, chłopcy zechcą być blisko nich, żeby się do ciebie dostać. Uważasz, że to ja byłam tą 'gwiazdą' w szkole, ale byłaś nią ty... ja tylko mocno walczyłam, aby zabłysnąć jaśniej, niż ty. Przez chwilę było to nawet łatwe – wzrusza ramionami
.
- Sara chyba nie widzisz jak wszyscy na ciebie patrzą. Jesteś piękna, przyjacielska, jesteś idealną dzieczyną z liceum.

- TY jesteś idealną dzieczyną w sąsiedztwa, co jest bardziej atrakcyjna ode mnie – unoszę pytajaco brew – Jesteś szczera, niewinna, jesteś... jesteś wszystkim czego pragną faceci, i oni mają dosyć uganiania się za laskami, takimi, jak ja – wyznaje nieśmiało – Nie pamiętasz jak się poznałyśmy? - Sara uśmiecha się do mnie.

Uśmiecham się przypominając to sobie – To była pierwsza lekcja baletu... byłyśmy tam razem, stałaś koło mnie. Miałaś blond warkoczyki i zachowywałaś się, jakbyś była posiadaczką tamtego studia... pociągnęłaś mnie za kucyka i zaczęłam płakać. Twoja mama kazała ci mnie przeprosić, więc przyprowadziła cię do nas, to wydarzenie rozpoczęło naszą szaloną przyjaźń – śmieję się na samo wspomnienie
.
- Widzisz, nawet wtedy byłam już o ciebie zazdrosna! - dołącza się.

- O moje oczy.. - przypominam sobie – Moje nudne, brązowe oczy – zaciskam usta.

- Nie są nudne, tylko fantastyczne! Czasem dostają zielono-złoty odcień, a przecież nie są piwne! A twoje włosy! Twoje piękne mahoniowe włosy! - śmieje się.

- Mówisz tyle o moich, jakby były piękne, a przecież to ty masz złote loki, Złotowłosa dziewczyno – parskam śmiechem. Nie nazywałam jej Złotowłosą od czasów śrdniej szkoły, fajnie jest się znów z nią podręczyć. Nasz śmiech powoli cichnie, kiedy Sara znów się odzywa.

- Jesteś idealna, moi rodzice nawet raz powiedzieli mi, że chcieliby, abym była taka, jak ty.

- Zabawne, moja mama powiedziała mi to samo o tobie. Życzyła sobie, abym była bardziej aktywna w szkolnych przedsięwzięciach. Tata, zaś chciał, żebym częściej wychodziła z domu – Mój tata był tym bardziej luźnym rodzicem.

- Wszyscy chcieli być tobą w liceum, piękna, mądra, przyjacielska, niewinna, miła, spotykała się ze swoim chłopakiem z dzieciństwa.. - wymienia patrząc mi w oczy – Lubię Niall'a, bardzo... ale zrobiłabym wszystko, żeby być tobą, żeby jakiś facet tak się o mnie starał, planował randkę.. takiego, którego wzrok jest we mnie wlepiony, kiedy ja tego nie widzę, facet, który za wszelką cenę chce ukryć swoje oczywiste uczucia do mnie, chłopka, który wyzywa mnie i sprawia, że staję się lepsza.

Jej słowa mnie przytłaczają. Sara była o mnie zazdrosna. To jakiś nonsens, chciałabym zamienić się z nią miejscem; mieć jej proste życie pełne pieniędzy, chłopaka, który nie bałby się być przy mnie, tym kim chce.

- Sara brzmisz niedorzecznie! Niall robi dla ciebie tak dużo. Jeśli ktoś ma być zazdrosny, to tylko ja. Razem z nim tworzycie taką idealną parę, pasujecie do siebie. Dopełniacie się, cały czas jesteście szczęśliwi.. Moje życie stało się totalną koleką górską od tamtej nocy.

- Jakiej nocy? - szybko zerkam na Sarę, dlaczego pozwoliłam tym słowom tak wypłynąć.. Nie mogłam jej powiedzieć. Nie ważne, jak bardzo chciałam podzielić się z nią wszystkimi sekretami, wygadać o uczuciach o WSZYSTKIM, nie mogłam.. Nie to, że jej nie ufam, tylko... zatrzymam tę chwilę pełnej szczerości pomiędzy mną, a Zayn'em dla siebie, mówiąc o tym komuś było by dziwnie.

- Moja randka była szalona – zaciskam usta zmieniając temat. Sara przytakuje widząc, że nie chce o tym rozmawiać, albo, że nie wiem co powiedzieć.

- Co tam się wydarzyło? - przytula się do podciągniętych kolan i zaczynam opowiadać jej detale z randki. Mówię o przejażdżce powozem, wyciecze do muzeum, deserze i pikniku i o wielkim finale, policji... pomijam jednak nasze szczere i romantyczne momenty, nie ma prawa mnie o nie wypytywać.

- To brzmi jak.. najbardziej niezwykła randka, którą warto zapamiętać – tryska radością. Uśmiecham się, wiem, że to prawda. Miała złe zakończenie, ale mimo wszystko.. nigdy o niej nie zapomnę. Nie mogę zapomnieć słów, które mi dziś powiedział, ani tego co robił.

- Idę do łóżka.. - bełkoczę, zdaję sobie sprawę, jak bardzo jestem zmęczona od emocjonalnej huśtawki. Sara ściska mnie ciasno, zanim kładzie się w pościeli.
- Jula, ty naprawdę tego nie widzisz – mamrocze zanim zasypia. Wspinam się na swoje łóżko i leżę, myślę o tym wieczorze... o wszystkim co spotkało mnie w życiu, i o tym, jak wszystko spłynęło do miejsca, w którym obecnie stoję. Obok niego.




Notka od autorki: Komu spodobała się szczerość dziewczyn? Mi tak! Podoba mi się, jak ich postacie dorastają, stają się sobie bliższe. Zanim ich relacja, jak to nazwałam była 'zobowiązująca', spotkały się jako dzieci, dorastały razem. Teraz w końcu poznają się i zagłębiają się w przyjaźń!!




CZYTASZ = KOMENTUJESZ





____________________________________________


Hej kochani!! Jak rozdzial ? O przyjazni.. moze torche nuda, ale nie panikujcie, Zayn jeszcze nas mocno zaskoczy.. 

Mam wazna informacje.. bardzo za to przepraszamm, ale rozdzialy bd teraz tylko RAZ w tygodniu, pewnie w soboty, jak dzis. 

Nie martwcie sie, po wakacjach wszystko wroci do normy :)


Chyba jednak nie bd swietowania 10.000...chyba ze chcecie to piszcie.


Do soboty!! xx







piątek, 20 czerwca 2014

Rozdział 19


Naszą kochaną parkę autorka nazwała ZULIET :)


Soundtrack:

* Poison&Wine - The Civil Wars
* Stay -  Rihanna
* In My Veins -  Andrew Belle

- Nie zostałem zaproszony na tę randkę, ja się zgłosiłem – bełkocze gapiąc się na przesuwającą się drogę. Unoszę brew i czuję, jak serce próbuje wyskoczyć mu z piersi. Nie mogę wydusić z siebie słowa na myśl, że ZGŁOSIŁ się.

- Zgłosiłeś? - słyszę nadzieję w swoim tonie i wiem, że on też.

- Byłaś pierwszą dziewczyną, która tak wkradła się do mojego wnętrza po spędzeniu zaledwie jeden nocy razem – twierdzi. Dlatego się zgłosił?

- Przecież nic takiego nie robiliśmy – sprzeciwiam się zakładając ręce. Jeśli o to chodziło, to byłam zupełnie zagubiona.

- Nie uważasz tego za dziwne, że po dwóch tygodniach od rozpoczęcia roku szkolnego nagle trafiam na twoje zajęcia psychologii? - spogląda na mnie, opuszczam ręce i podciągam się wyżej. Byłam wtedy zbyt zszokowana, żeby domyślać się, jakim sposobem się tam znalazł.

- Zapisałeś się, żeby być dla mnie złośliwym? - pytam zakłopotana.

- Nie Julio – odkaszluje – Możemy szczerze porozmawiać... - pyta spokojnie.

- Nie jesteśmy nieznajomymi i nie jestem pewna, czy zadziała, tak jak wcześniej – przypominam mu starając się zachować dobrą atmosferę. Rzuca we mnie ostrzegawczym spojrzeniem, chyba nie to chciał usłyszeć. Wzdycham i opieram się o wóz – Pewnie, szczera rozmowa, nikomu nie powiem – zapewniam.

- Nie, chcę pogadać. Bez zasad, nic poza szczerością – moje oczy rozszerzają się szerzej niż rzeczywiście mogą. Co on ode mnie chce? Co możliwie mógłby chcieć? Jestem szczera, nie mam nic do ukrycia.. oprócz tego, że cały czas zajmuje moje myśli.

- Okej – zgadzam się. On oblizuje swoje usta i bierze głęboki oddech. Nie patrzy na mnie, tylko przed siebie.

- Ja.. nie byłem w stanie wyrzucić cię z moich myśli od tamtej nocy.. od nocy, podczas której, tyle mi o sobie opowiedziałaś, otworzyłaś się, i z jakiegoś powodu zaufałem ci. Nie mogłem zapomnieć i niczym co mi opowiedziałaś – moje historie nie były nawet interesujące...

- Wszystko wryło się w mój mózg i nienawidziłem tego. Pomyślałem, że to dlatego, że nie uprawialiśmy razem seksu, ale nie ważne z iloma dziewczynami spędzałem później czas.. stale o tobie myślałem, o tym jedynym pocałunku – wzdycha.

Czuję jak moje serce przyspiesza i nie mogę oddychać – Zapamiętałem, że rozważałaś psychologię, więc zapisałem się na zajęcia do każdej możliwej klasy, aż w końcu trafiłem do twojej – Do wszystkich? Tylko po to, żeby mnie znaleźć? Nie wierzę w to, ale jego oczy, sposób w jaki to mówi... Wiem, że nie kłamie.

- Ale kiedy cię ujrzałem, zamarzłem. Byłaś tam, znalazłem się.. w końcu cię znalazłem i nie miałem pojęcia co zrobić, więc mój naturalny instynkt przebił się i zgadałem do najbliższej dziewczyny – wyznaje.

Gapię się zszokowana, nie wiem co zrobić. Czuję ciepło w sercu na słowa, które wypowiedział, chyba to do mnie w końcu dotarło, ale jestem zmieszana, jak nigdy.

Sądziłam, że był dla mnie okrutny, że miesza mi w głowie, bo wie, że trzymam zasady. Myślałam, że chciał zniszczyć mi życie, zmienić je w coś innego, kiedy w rzeczywistości sam nie mógł wyrzucić mnie ze swoich myśli.. tak jak on utknął w moich.

- Dlaczego więc jesteś dla mnie taki złośliwy? - pytam zmieszana.

- Bo.. cholera – klnie cicho zaciskając dłonie w pięści – Ponieważ nie wiem jak mam traktować dziewczynę, którą lubię – wydycha zawstydzony.

- Dlaczego mi to mówisz? - naprawdę jestem zdziwiona, co on chce? W zasadzie mnie nie lubi, przynajmniej nie wydaje mi się – Mam na myśli.. Zayn nie jestem typem dziewczyny, którą byłbyś zainteresowany, nie rozumiem do czego zmierzasz – mówię z frustracją.

- Ty.. - buczy przeczesując dłonią swoje włosy. Odwraca się do mnie – Julio, po prostu chciałem zabrać cię na tę randkę, żeby.. być w stanie porozmawiać chociaż raz. Bez kłótni. Jedynym razem, kiedy tak było, to tej nocy, której się poznaliśmy i nawet się wtedy nie znaliśmy.

- Jeśli chciałeś z kimś pogadać, mogłeś tak od razu – śmieję się. Tego chciał? Znaleźć dziewczynę, która dochowa jego sekretów?

- Nie to miałem na myśli – przestaję się śmiać i gapię się na niego – Ja.. chcę, żebyś wiedziała, że … cię lubię – mówi cicho. Te słowa zatrzymują mój świat. On mnie lubił? Zayn mnie lubił? To musi być jego gra.. on musi... ale te karmelowe oczy, które się tak na mnie gapią, skanują moja duszę.

- Lubisz mnie? Dziewczynę, która miała tylko jednego chłopaka? Tą, która nic nie robiła w swoim życiu?

- Wiesz o mnie więcej, niż ktokolwiek...  i jeszcze nie jesteś obrzydzona lub przestraszona moją osobą – wyjaśnia – Nie wiem dlaczego, ale utknęłaś w mojej głowie.. i chciałem zabrać cię na tę randkę – mamrocze. Uśmiecham się na tę próbę wytłumaczenia.

- Okej – zgadzam się, jeśli chciał tego, żeby się mnie pozbyć ze swojej głowy, nie ma sprawy – Jakim cudem udaje ci się zdawać psychologię, jeśli nawet nie jesteś nią zainteresowany?

- Nie jestem głupim chłopakiem z bractwa. Jeśli czegoś chcę, to na to pracuję – odpowiada. Odnoszę wrażenie, że wcale nie ma ma myśli zajęć..

- Czego ode mnie oczekujesz? - pytam – Mam udawać, że to zwykła randka, żeby pomóc ci ruszyć dalej? Przez pierwszą część byłeś cały czas cicho! - wytykam.

- Julio, kurwa, dopiero powiedziałem ci, że to nie tak – mówi ostro. Zaciskam szczękę i patrzę na niego – Próbowałem ruszyć dalej... ale nie potrafię. Wkurzasz mnie, kłócisz się, nie słuchasz, zaszłaś mi pod skórę – Zabawne, on też.. - Pomyślałem, że spędzimy tę randkę razem, damy szansę.

- Szansę? - powtarzam bez śmiechu – Nigdy wcześniej nie byłeś na randce, prawda? - moja ciekawość jest trafna i on o tym wie. Odwraca wzrok zawstydzony i bełkocze.

- Nie.. - wyczuwam nutkę szczęścia wiedząc, że jestem dla niego tą pierwszą. Pierwszą, która miała z nim szczerą rozmowę całą noc, pierwszą, która zaszła mu pod skórę, pierwszą, którą zabrał na randkę. To nie była gra.. moje pytania, wątpliwości zostały rozwiązane i ustąpiły.
Sięgam po jego dłoń, on patrzy na mnie zaskoczony. Też się dziwię na swoje zachowanie, ale nie cofam się.

Uśmiecha się i zaplątuje nasze palce razem. Czuję się, jakbym znów była w szkole średniej. Chłopak wyznaje ci, że cię lubi i nagle nie jest w stanie funkcjonować, nie może znaleźć słów. Czuję rozniecające się we mnie ciepło, kiedy kciukiem gładzi moją dłoń.

- Co Sara i Niall mogą teraz robić? - pytam cicho skupiając się na gwiazdach.
- Coś głupiego – odpowiada z humorem. Odwracam się do niego, co wymusza w nim to samo. Czuję zawroty głowy na fakt, że trzyma moją dłoń.

- Nigdy nie zrobiłam nic głupiego – śmieję się do siebie. Zayn szybko mówi do woźnicy;

- Zatrzymaj się – powóz powoli się staje i znów jestem zakłopotana. Chłopak wyskakuje z niego i zaczyna iść. Szybko rozglądam się, zostawiał mnie? Powinnam za nim iść? Szybko wydostaję się spod kocyka i podążam za nim wzdłuż ulicy.

- Zayn? - pytam zaniepokojona. A szło już tak dobrze... przynajmniej dotychczasowa część, pierwsza połowa była niezręczna. Spogląda na mnie, a jego wzrok jest spokojny.

- Nigdy nie zrobiłaś nic głupiego, więc chodź – zachęca mnie, abym za nim szła. Nie poruszam się, na co wzdycha ciężko – Julio, chcesz więcej od życia.. Nie musisz tego przede mną ukrywać, możesz być sobą i kim powinnaś być ze mną – Powinnam być? Byłam, kim byłam, nikogo nie udawałam, byłam sobą... prawda?

- Zrób coś nieoczekiwanego – nakłania mnie. Chcę się z nim kłócić, ale ma racje.. Chcę więcej, chcę się zabawić. Mam co do tego złe przeczucie, ale moje ciało pcha mnie w jego stronę.

- Gdzie idziemy? - chichoczę radośnie przechodząc na tyły budynku. Nagle nistąd ni zowąt Zayn wyciąga łom i otwiera drzwi. Spoglądam na miejsce, w którym się znajdujemy i wytrzeszczam oczy. Jesteśmy w muzeum, a on właśnie wyważył drzwi.

- Chodź – śmieje się podając mi dłoń – Powiedziałaś, że nigdy nie zrobiłaś niczego niebezpiecznego, więc chodź – wskazuje muzeum.

- Zayn, powiedziałam, że nie zrobiłam nic głupiego – wytykam ze złością – Jak kradzież paczki gum, a nie..

- Zaszalej troszkę – mówi z czarującym uśmieszkiem, wzdycham i chwytam jego rękę. Ciągnie mnie za sobą. W środku jest ciemno i wędrujemy tak, dopóki nie znalazł włącznika. 

Uśmiecham się, kiedy widzę wystawę i spoglądam na Zayn'a.

- Zdajesz sobie sprawę, że mogłeś trafić za to do więzienia. Może to naruszyć moją czystą kartotekę – wytykam mu to co jest oczywiste, mogę stracić stypendium..

- To dobrze, będziesz miała co opowiadać swoim dzieciom – uśmiecha się do mnie, co sprawia, że robię to samo. Przyciąga mnie bliżej i nie walczę, gdy idziemy głębiej.
Przyglądam się wystawom, kiedy wędrujemy dokoła. Wkraczamy do głównej sali, gdzie wystawiono prezentacje natury. Zatrzymuję oddech kiedy zauważam rozłożony koc na podłodze.

- Co to? - pytam.

- To nasz deser – uśmiecha się ciągnąc za sobą. Saida na kocu, powoli robię to samo i spoczywam tuż koło niego. Otwiera kosz piknikowy wyciągając ze środka butelkę szampana i kawałki ciasta. Podaje mi jeden, jest to placek czekoladowy z czekoladową polewą.

- Skąd wiedziałeś, że lubię ciasto czekoladowe?

- Każdy je lubi – odpowiada nie spotykając mojego wzroku, kiedy otwiera butelkę szampana. Wlewa musującą ciecz do dwóch szklanek i podaje mi jedną.

- Dzięki – podaje mi też widelec, bierze ciasto i zaczyna je jeść. Robię to samo i biorę pierwszy kęs, delektując się bogatym smakiem czekolady – To jest naprawdę pyszne.

- Jeden z moich przyjaciół jest piekarzem – wzrusza ramionami, jakby to było nic.
- Jeden z twoich przyjaciół jest piekarzem? - śmieję się na jego odpowiedź nie wierząc mu. 

Uśmiecha się głupkowato biorąc kolejny kęs. Spożywamy w ciszy, dopóki ciasto znika i pozostaje nam szampan. Biorę szybki łyk napoju, nie jest taki zły, ale niczym nie przypomina drinków z imprez.

- Wiesz, że sprawiasz, że jestem cholernie zakłopotana? - mówię – Zazwyczaj mogę bez problemu odczytywać ludzi – przyznaję. Zayn unosi brew popijając szampana.

- Zabawne, że to mówisz, czuję tak samo.

- Myślałam, że byłam dla ciebie tylko grą... gonienie mnie, ignorowanie, bycie złośliwym, pomoc w nauce...

- Myślałaś, że się tobą zabawiam? - Zayn sumuje moje zarzuty. Przytakuję powoli, jego oczy wyglądają na zranione. Sięga po moją dłoń, pociera kciukiem jej wierzch – Nie jesteś żadną grą Julio... nigdy nie byłaś – szepcze. Czuję jak pociąga mnie do siebie. Nie odmawiam, odkładam szklankę i znajduję się tuż koło niego.

Gapię się na jego aspekty, wydaje mi się, że minęły wieki odkąd widziałam go z tak bliska, kiedy w rzeczywistości minął ledwie miesiąc. Unoszę dłoń i palcem pozostawiam niewielką smugę na jego twarzy, moje ręce drżą na gładkość jego skóry. Moje palce zsuwają się na jego usta, delikatnie ocierają się o krawędzie jego warg.

Czuję, jak jego duża dłoń przejeżdża po mojej szyi, i kładzie ją na moim karku. Jego dotyk jest twardy i rozsyła ciepło po moim ciele.

Przenika mnie swoim wzrokiem, oboje próbujemy kontrolować nasze ciężkie oddechy, kiedy namiętnie patrzy na moje usta. Widzę, jak jego język wbija się i zwilża jego wargi i wiem... ja wiem, że pocałunek nadchodzi.

Pocałunek, o którym marzyłam, nie mogłam o nim zapomnieć. Jego idealne usta są tak blisko.
Kładę dłonie na jego torsie i zamykam oczy. Jego wargi ocierają się o moje, kuszą i nakłaniają do pocałunku. Zamierzam już ulec, pocałować go, poczuć to niesamowite uczucie.. kiedy nagle słyszę dźwięk otwieranych drzwi i włącza się alarm przeciwwłamaniowy.



Notka od autorki: O mój boże! Kto pokochał wyznanie Zayn'a? Kto myśli, jak długo to potrwa? Czy powróci do starego siebie i znów zamknie swoje uczucia?


______________________________________________

dsxfjekxnj :3 Osobiście uwielbiam ten rozdział i bardzo przyjemnie się go tłumaczyło :)
Cieszycie się na DOUBLE UPDATE? Mam nadzieję, że tak :D

Lydia Land of Grafic