środa, 14 maja 2014

Rozdział 6


Budzę się i czuję muskularną rękę, ciasno otulającą moją talię. Plecami przylegam do czyjegoś torsu. Próbuję odtworzyć to, gdzie się znajduję i wytrzeszczam oczy w szoku.
Obracam głowę, i zauważam leżącego za sobą chłopaka poznanego poprzedniego wieczoru. Śpi… wygląda idealnie, jego klatka piersiowa równomiernie opada i unosi się w spokojnym rytmie; tatuaże wystają spod koszulki. Chcę wyciągnąć dłoń i dotknąć jego twarzy, ale powstrzymuję się. Z trudem wyślizguję się z uścisku i zbieram swoje rzeczy.
W pośpiechu wychodzę z pokoju i wędruję wgłąb domu. Jest zimno – okna są otwarte, wszędzie porozrzucane kubeczki oraz śpiący ludzie na kanapach i podłodze. Schodzę na dół.
 
Wyciągam telefon z kieszeni i szybko wybieram numer Sary. Cholera, nie odbiera. Rozglądam się po pokoju i wchodzę do kuchni. Naprawdę nie chcę tu być, jeśli TEN chłopak z góry się obudzi.
 
- Hej. Jula, tak? – nagle ktoś przerywa moje myśli. Obracam się i widzę chłopaka o kręconych włosach ubranego w zwykły czarny T-shirt.
 
- Tak. Hej, Harry? – uśmiecham się podchodząc do niego bliżej.
 
- Tak – przytakuje. W ręku trzyma ogromny worek pełen śmieci, zauważam, że sprząta ten cały bałagan – Zostałaś tu na noc? – zadaje całkiem proste pytanie, ale wyczuwam nutkę dezaprobaty.
 
- Tak, spałam w jednym z pokoi. Nie mogłam znaleźć Sary – kłamię. Wygląda, jakby poczuł ulgę na moje słowa. Pewnie pomyślał, że przespałam się z jakimś facetem. Tak, spałam z jednym, ale nie tak jak on myśli – Myślisz, że.. – rzucam rozglądając się  - Eh.. nieważne.. – śmieję się.
 
- Co takiego? – pyta zaniepokojony, wyczekując odpowiedzi.
 
- Myślisz, że mógłbyś mnie odwieźć powrotem do akademika? To znaczy.. nie musisz.. ja po prostu..
 
- Pewnie – uśmiecha się ciepło – Tylko szybko wezmę kluczki do samochodu – klepie się po kieszeniach. Wychodzi z kuchni, ale wraca po kilku sekundach z kluczykami w dłoni – Chodźmy – Dziękuje mu kiedy wsiadamy do jego Jeep’a. Odjeżdżając spod domu bractwa, podkręca ogrzewanie.
 
- Wasz dom jest niesamowity – spoglądam z powrotem na budynek w bocznym lusterku, który powoli znika z pola widzenia.
 
- Dzięki – uśmiecha się – Nie wierzyłem w to, dopóki sam nie stałem się członkiem bractwa. Myślałem, że to jakiś żart, żeby się kierować się wielkością domu, w którym mieszkamy. Na początku myślałem, że to też będzie dla mnie główną kryteria wyboru.
 
- Dlaczego chciałeś więc zostać członkiem?
 
- Są tu bardzo mili ludzie. Charles (Karol, ale wg. mnie lepiej to brzmi po angielsku :D) pochodzi z Australii i można powiedzieć, że jest naszym liderem. Bractwo to rodzaj gangu łączącego ludzi z całego świata – śmieje się ze swoich słów.
 
- To ma sens – naprawdę miał. Gdybym przyjeżdżała z całkiem odległego końca świata i natknęła się na bractwo, które byłoby skupiskiem osób w takiej samej sytuacji jak ja lub takich, z którymi bym się dogadywała, stało by się to priorytetem w wyborze.
 
- Dobrze się bawiłaś ostatniej nocy? – pyta, jego zielone oczy są skupione na drodze.
 
- Tak, w zasadzie to tak – uśmiecham się wpatrując się w dłonie.
 
- Zniknęłaś po tym, jak poszliśmy obejrzeć walkę. Martwiłem się – Harry wyznaje nieśmiało, widzę jak się rumieni kiedy na mnie zerka. Uśmiecham się, wzdychając lekko i podciągam się na fotelu.
 
- Przepraszam.. umm.. Wpadałam na grupkę osób, trochę z nimi rozmawiałam, poszliśmy do jakiegoś pokoju i zasnęliśmy – kłamię. Harry unosi brew i czuję, że nie do końca wierzy w moją opowieść. Nigdy nie byłam dobrym kłamcą. Nie grąży tematu, za co jestem mu strasznie wdzięczna.
 
- Jak na pierwszą imprezę, chyba całkiem dobrze się bawiłaś?
 
- Najlepsze impreza, na jakiej kiedykolwiek byłam – śmieję się, a on dołącza.
 
- Jedyna – wytyka – Jak studia do tej pory?
 
- Jest świetnie. Bardzo dużo wolności – wolności od mojej mamy. Wolności, dzięki której sama mogę podejmować decyzje, wychodzić bez problemu się na imprezy, takie jak ta.
 
- Cholera, masz rację, bardzo dużo wolności – uśmiecha się i przygryza wargę. Po kilku minutach zbliżamy się do akademików.
 
- Dzięki za podwózkę.
 
- Zawsze do usług – uśmiecha się ukazując dołeczki.  Wygrzebuję się z samochodu i macham na pożegnanie.
 
- Pa – mówię zanim zamykam drzwi. Odmachuje mi przez szybę, zanim odjeżdża. Kieruję się do pokoju. Otwierając drzwi Sara wyskakuje z łóżka i patrzy na mnie z szeroko otwartymi oczami.
 
- Wszystko w porządku? Miałam dzwonić na policję! Tak bardzo się o ciebie martwiłam! Zgubiłam cię na imprezie i przepraszam za to! – jej słowa powodują bałagan słów unoszących się w powietrzu - to nawet nie pytania tylko potok krzyku. Zatykam jej usta i zamykam drzwi ze śmiechem.
 
- Czuję się świetnie. Zostałam tam na noc.. Zgubiłam poczucie czasu i pomyślałam, że wróciłaś z powrotem.
- Wróciłam, bo myślałam, że cię tu zastanę! – tłumaczy się, kiedy odciągam rękę. Idziemy wgłąb pokoju, kładę się relaksując na swoim łóżku, kiedy ona cicho pyta – Dobrze się czujesz? – martwi się. Spoglądam na nią.
 
- Jest okej. Jak spędziłaś tę noc? – pytam. Ona uśmiech się, a cała jej twarz promienieje.
 
- O mój boże! To było niesamowite! Niall to najzabawniejszy i najsłodszy facet, jakiego kiedykolwiek spotkałam! Rozśmieszał mnie całą noc!
 
- Więc to Niall? Jego wybrałaś?
 
- Sama nie wiem – rumieni się – Wiesz, wszyscy są uroczy, to trochę za wcześnie na podjęcie decyzji – mówi opadając na moje łóżko – Gdzie byłaś? – pyta po chwili ciszy. Zaciskam usta i wpatruję się w sufit, umową było nie wspominać o zeszłej nocy, o rozmowach, nie mogłam złamać reguł.
 
- Ja.. umm.. Spotkałam pewnego chłopaka i gadałam z nim. Skończyło się na śnie w oddzielnych pokojach.
 
- Chłopaka? – Sara piszczy, patrzę na nią kiedy wskakuje na swoje łóżko. Cały czas zeskakuje z niego i wdrapuje się na moje, i tak w kółko. W końcu zatrzymuje się i patrzy na mnie swoimi niebieskimi oczami – Powiedz mi!
 
- To nie tak, jak myślisz – śmieję się szturchając ją lekko w nogę – To była zwykła rozmowa.
 
- Kto to był?
 
- Harry – kłamię – Rozmawialiśmy tylko o szkole, naprawdę była to tylko rozmowa, którą zwykłam mieć z każdym – zapewniam ją. Patrzy na  mnie niedowierzając i kładzie się obok mnie.
 
- Mhhm.. Oczywiście – mruga znacząco na co się śmieję i odwracam wzrok – Naprawdę się o ciebie martwiłam Jula. Bałam się, że zostałaś porwana – wyznaje ze śmiechem. Nie odpowiadam, tylko wybucham śmiechem, jak ona – Dobrze się chociaż bawiłaś?
 
- Jasne – przytakuję, naprawdę świetnie się bawiłam. Rozmawiając z tym chłopakiem poczułam się szczęśliwa. Szczęśliwa, że ktoś dowiedział się o Macie, o Sarze, o moim dzieciństwie, nudnym życiu i nadal chciał ze mną rozmawiać.
 
- Więc pójdziesz raz jeszcze?
 
- Może – bełkoczę w poduszkę – Pozwól mi trochę odetchnąć?
 
- Pewnie – czuję, jak porusza się łóżko, a ona podnosi się z niego – Ale idziemy dziś później na zakupy! – dodaje. W odpowiedzi jąkam dając jej do zrozumienia, że usłyszałam i wcale nie jestem zadowolona z jej decyzji. Lubiłam chodzić z nią na zakupy, ale byłam zmęczona po ostatniej nocy.
 
Leżę na łóżku, nie będąc w stanie zasnąć. Z jakiegoś powodu moja myśli podążają w poszukiwaniu i analizowaniu tego, o czym mi opowiadał. O jego przeszłości, o tym jak nie potrafi ufać, o swoim ojcu… Zastanawiałam się, jak całkowicie inne byłoby moje życie, gdybym nie miała taty.
 
Bawiłabym się o wiele mniej, gdybym żyła tylko z mamą. Co by było gdybym nie miała rodziny, z którą dorastałam? Co by było gdybym żyła życiem Sary? Byłabym tą samą osobą? Zerkam za siebie na Sarę, która używa swojego komputera przeglądając Facebook’a.
 
Wzdycham głośno opadając powrotem na łóżko. Rozmowa z tym chłopakiem przypomniała mi, jak dużo kiedyś tańczyłam… Naprawdę mi tego brakuje. To była pasja, dzięki której czułam się wolna, wolna od stresu, wolna od myśli. Pozwalała na spokój dla mojego rozumu.
 
- Wiem, że nie śpisz – słyszę głośny komentarz Sary. Śmieję się, podnoszę do góry i patrzę w jej stronę. Jej wzrok nie opuszcza monitora, ale nawet stąd widzę jej uśmieszek – Czy nie możemy już iść? Im szybciej pójdziemy, tym szybciej wrócimy z powrotem i będziesz mogła się spokojnie pouczyć, czy coś – macha ręką, jakby chciała podkreślić, jak głupio zabrzmiało to co powiedziała. Przymrużam oczy niezadowolona czołgając się z łóżka.
 
- Tylko wezmę naprawdę szybki prysznic i możemy iść – mówię chwytając ręcznik.
 
- Pospiesz się! – jęczy, kiedy wślizguję się do łazienki. Prędko się myję, dokładnie wcierając mydło i szampon we włosy oraz ciało. Wychodząc z pomieszczenia w samym ręczniku, chwytam parę spodni i niebieską koszulkę, kiedy Sara jest już gotowa.
 
- Wiesz, myślę, że pójdę dziś później potańczyć.. – mówię cicho, nie jestem pewna, czy chcę aby odpowiadała. Znając Sarę, wiem, że musi to jakoś skomentować.
 
- Tańczyć? – jest zaskoczona. Patrzę na nią zza ubrań, które trzymałam w rękach i przytakuję. Uśmiecha się ciepło – To świetnie, nie robiłaś tego od dłuższego czasu – W zasadzie to ja i Sara poznałyśmy się na jednej z lekcji tańca. Byłyśmy małymi dziewczynkami uczęszczającymi na zajęcia baletu. Któregoś dnia ona pociągnęła mnie za włosy, wywołując tym mój płacz. Jej mama przyprowadziła ją do nas, aby mnie przeprosiła i tak się zaprzyjaźniłyśmy.
 
Uśmiecham się na samo wspomnienie o tym. Sara przyznała mi się później, że pociągnęła mnie wtedy za włosy tylko dlatego, że była zazdrosna o moje oczy. Patrzę w lustro susząc włosy.
 
Moje oczy były zwyczajnie brązowe, ale Sara nazwałaby je raczej sarnimi oczami, takimi, które barwą pasują do tych jelenia. To były jej słowa, a ona nie zawsze myślała nad tym co wypowiada.
 
Pomysł tańczenia wywołuje mój uśmiech, sprawia, że czuję się szczęśliwa, tak jakbym zrzuciła ciężar ze swojego serca. Matt zabrał mi całe lato, nie pozwolę, żeby odebrał mi też taniec.
Byłam gotowa, gotowa, aby zacząć nowe życie, by zabawić się z moją przyjaciółką. Byłam gotowa zacząć żyć.
 
- Gotowa? – pyta mnie.

- Bardziej, niż myślisz.


*Przeczytałeś/aś to zostaw komentarz*

_____________________________

Heej :)  I jak się podoba rozdział ?
Przekroczyliśmy 1.000 wyświetleń i jestem strasznie zadowolona!! :D
Proszę o komentarze i opnie, chcę wiedzieć, jak tłumaczę. Tzn, wiecie, czy jest zrozumiałe i czy wszystko ma sens :D

Jeszcze raz dziękuję za nominację do Liebster Award! Nie spodziewałam się jej taaak szybko, ale jestem mega szczęśliwa! :)

Do następnego (sobota)!
xx

niedziela, 11 maja 2014

Liebster Award

Jeeejjj!! :D Zostałam nominowana do Liebster Awards przez: http://one-moment-you-are-happy-or-not.blogspot.com/ . Gorąco, bardzo serdecznie Ci dziękuję! :) Jestem PRZE SZCZĘŚLIWA, ahhaha
:D
O co chodzi?
Nominację do Liebster Award otrzymuje się od innego blogger'a w ramach uznania za 'dobrze wykonaną pracę'. Otrzymują ją blogi o mniejszej ilości obserwatorów, więc daje możliwość rozpowszechnienia.
Po odebraniu nagrody musisz odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię naminowała.
Następnie Ty nominujesz 11 osób (należy je o tym poinformować) i zadajesz 11 pytań.
* Nie należy nominować osoby, która Cię nominowała.

Pytania + Odpowiedzi

1. Jakie jest twoje największe marzenie?
Trudne pytanie. I mam banalną odpowiedź; spotkać super mega, kochanego chłopaka wartego moich uczuć :) Ale też zawsze chciałam móc studiować na Harvard University.

2. Ile masz lat?
Skończone 15.

3. Jaki jest twój ulubiony serial?
Bardzo lubię Glee :)

4. Jaki jest twój ulubiony piosenkarz?
Jejku, Ed Sheeran, mój geniusz, kocham xx

5. Jaka jest twoja ulubiona piosenkarka?
Amm.. nwm, nie mam ulubionej.

6. Od kiedy jesteś Directionerką?
Tak szczerze to nie jestem, po prostu lubię 1D, ale nie jest tak, że wiem o nich wszystko i śledzę ich życie.. po prostu słucham ich muzyki i cieszę się że udało im się osiągnąć taki sukces

7. Jaka jest twoja ulubiona liczba.
haha, 13 :)

8. Czy masz rodzeństwo?
Tak. Młodszego brata.

9. Jakie jest twoje ulubione zwierzę?
Szynszyl - kochane zwierzę, ale zawsze chciałam pieska .. :c

10. Którego z przedmiotów szkolnych nie lubisz?
Biologia.. grr..

11. Do jakich fandomów należysz.
amm.. tak naprawdę to nie uważam że należę do jakiegokolwiek, mam kilku ulubionych artystów których się trzymam :D

Moje pytania:

1. Jak masz na imię?
2. Ulubiony zespół/artysta?
3. Ulubiona piosenka?
4. Ulubione fanfiction?
5. Masz jakąś pasję? Jak tak, to jaka to?
6. Co lubisz w sobie?
7. Co byś zmieniła w swoim życiu?
8. Masz autorytet? Kim jest?
9. Kolor oczu?
10. Kolor włosów?
11. Ulubiony owoc?

Nominuję:

http://slonemarzena.blogspot.com/
http://dangerousfeelings-fanfiction.blogspot.com/
http://tlumaczenie-babylips.blogspot.com/
http://awakefanfiction.blogspot.com/
* http://heartbreaker-in-my-heart.blogspot.com/
http://harrystylesfanfictionzuzia.blogspot.com/?m=0
http://onedirection-the-reason-of-my-alive.blogspot.com/
http://used-fanfiction.blogspot.com/
http://zaynmalik-bb-fanfiction.blogspot.com/
http://all-you-need-is-love-xxd.blogspot.com/
* http://this-love-i-ll-remember-all-his-life.blogspot.com/

Jeszcze raz baaardzo dziękuję!! <3 p="">
Kochani, jak już piszę to mam prośbkę :D Jak możecie i podoba wam się do tej pory 'One Night' to wysyłajcie linka gdzie się da, mówcie o tym znajomym, nieznajomym, wszystkim! Z góry bbaardzo gorąco dziękuję :)

Powtórzę się ja tylko tłumaczę! :)

piątek, 9 maja 2014

Rozdział 5


- Jesteś bardziej interesująca – dodaje szybko, co sprawia, że się rumienię i odwracam wzrok – Wierz mi lub nie, ale nigdy z nikim nie rozmawiałem w ten sposób. Nawet z moją mamą – śmieje się.
 
- Twoja rodzina… z kogo się składa?
 
- Dorastałem z moją mamą i siostrami. Dwie młodsze, kocham je nad życie.
 
- Widzę, że jesteś rodzinny – uśmiecham się, z powodu ogarniającej go życzliwości.
 
- Tak myślę – bełkocze. Widzę, że jest zawstydzony tym, w jaki sposób opowiada o swojej rodzinie, bo czerwony odcień pojawia się na jego policzkach – Ty? Twoja rodzina?
 
- Dorastałam z moją mamą i tatą.
 
- Rodzeństwo?
 
- Młodszy braciszek.. ma niecałe cztery latka, też kocham go nad życie, po prostu chciałabym być w domu i patrzeć jak dorasta. – uśmiecham się myśląc o Jeremym. Po chwili ciszy, odzywam się.
 
- Od jak dawna śpiewasz? – spoglądam na gitarę i przypominam sobie jego aksamitny, idealny głos.
 
- Śpiewam odkąd byłem młody. Tak dla zabawy. – dodaje nowy detal – Masz jakiś talent?
 
- Jestem mądra – wzdycham z malutkim śmiechem.
 
- Coś po za tym? – chichocze.
 
- Zwykłam tańczyć – patrzę na niego, kiedy unosi brew w zdziwieniu. Kiedyś tańczyłam – kochałam to, był to sposób ma wyzbycie się złych emocji, zwykle gdy byłam sfrustrowana lub szczęśliwa.
 
- Naprawdę?
 
- Tak dla zabawy – odpowiadam powoli spoglądając w dół na dłonie – Przestałam po zerwaniu – wyjaśniam cicho – Zwyczajnie… czułam, że nie mogę.
 
Mówiłam, że nie miałam, aż tak złamanego serca, by nie móc normalnie funkcjonować, ale zerwanie wiele ze mnie wyssało. Sprawiło, że przestałam robić kilka rzeczy w swoim życiu. Chłopak nic nie mówi, a ja wspominam chwile, kiedy tańczyłam.
 
- Czego się boisz? – pyta.
 
- Pająków, klaunów, węży – śmieję się.
 
- Mam na myśli… w życiu – śmieje się z mojej odpowiedzi. Cieszę się z jego ciepłego śmiechu, sprawia, że się uśmiecham na jego szczęście. Spoglądam na swoje stopy.
 
- Ja.. hmm.. nie wiem.. Myślę, że boję się, że znów zostanę zraniona – wzruszam ramionami – Obawiam się, że nie będę miała nikogo w swoim życiu, samotności… a ty?
 
- Mniej więcej tego samego – potakuje – Wiem, że mam uwagi do bycia w związku, ale nie chcę być sam w życiu… jestem całkiem popieprzonym chłopakiem z nieciekawą przeszłością, który zrobił wiele złych rzeczy… – wzdycha. Bijący ciemny cień jego wzroku sugeruje, że nie chce o tym rozmawiać.
 
- Czuję, że… Wiem, że żadna dziewczyna nigdy nie polubi prawdziwego mnie. Obawiam się, że spędzę resztę swojego życia postrzegany, jako zły chłopak, punk, gość z bractwa – wyznaje cicho.
 
Uśmiecham się na jego szczerość. Przesuwając się zwracam się do niego na wprost, spogląda na mnie. Przeszywa mnie wzrokiem, zaciekawiony moim następnym ruchem.
Powoli unoszę dłoń i dotykam delikatnie boku twarzy. Jego policzek jest ciepły pod moim dotykiem. Spoglądam w jego karmelowe oczy i czuję jak pochylam się jeszcze bliżej. Ocieram się o jego usta czując rozchodzące się w moim ciele ciepło.
 
- Lubię prawdziwego ciebie – szepczę tak cicho, że sama ledwie słyszę słowa.
 
- Tylko dlatego, że nie znasz mojej drugiej strony – odpowiada tak cicho, jak ja sekundy wcześniej. Czuję jego dłoń dotykającą delikatnie mojego boku, którą przybliża mnie do siebie – Tak bardzo chcę cię pocałować… - wydycha.
 
Mój żołądek wywraca się na te słowa, czuję jego zimny oddech na skórze oraz upajający zapach perfum.
 
Nie wiem co robić, lecz bardziej, niż sądziłam chcę poczuć jego usta na moich. Całe moje ciało rozpala się na jego dotyk, ale nie mogę się ruszyć. Nie muszę tego robić.
Jego usta są bardzo blisko, wyczuwał smak wódki, kiedy otwiera je i zaczyna całować, tak jak to sobie wyobrażałam. Nasze języki spotykają się.
 
Jego dotyk przejął moje wszystkie zmysły. Podnosi mnie za biodra na swoje kolana zmniejszając dystans jeszcze bardziej, cały czas intensywnie całując.
Kładę dłonie na jego umięśnionym torsie, wspinając się na kolana. Jego skóra jest gorąca, a klatka szybko unosi się i opada od łapczywych wdechów.
Oddala się od moich ust i przenosi na szyję. Wplątuje palce w moje włosy, przytrzymując moje w miejscu gdzie chciał, aby się znajdowały. Rozpalające pocałunki pozostawiają ślady na mojej skórze.
 
Matt i ja nigdy tego nie robiliśmy. Całowaliśmy się z różnych okazji, ale nigdy nie przechodziło w nic intensywniejszego.... Matt… Moje serce zaczyna boleć i oddalam się od niego, wtedy przestaje i obserwuje ze zmartwieniem w oczach.
 
- Przepraszam – szybko wstaję zawstydzona z niego. Przeczesuję ręką włosy potrząsając głową – Nie całuje się z wieloma facetami – wyznaję.
 
- Jesteś dobra – zapewnia podnosząc się do pozycji siedzącej.
 
- Powinnam iść… - ruszam w stronę drzwi.
 
- Zostań.. ? – woła mnie. Jego głos cofa mnie, sprawia, że na te kilka zwykłych słów zostanę. Oblizuję usta, wiem, że nie powinnam, ale jego głos przemawia do mnie… Obracam się do niego, kiedy obserwuje mnie z desperacją.
 
- Nie pocałuje cię więcej – zapewnia.
 
Chciałam, żeby tego nie mówił, marzyłam o jego idealnych ustach na moich, może zrobienie tego ponownie nie byłoby niczym złym… Nie, to zwykła, szczera rozmowa..
Nie potrzebowałam pocałunku od nieznajomego, z którym podzieliłam się bolesnym doświadczeniem. Zauważam, że gapię się na jego usta. On prawdopodobnie nie chciał całować przypadkowej, nudnej dziewczyny, którą znalazł kilka godzin wcześniej w swoim pokoju.
 
Przełykam ślinę i przytakuję. Wracam do niego, czując, że cos mnie do niego przyciąga. Ostatecznie siadam na łóżku.
 
- Czy to najdłuższa rozmowa z dziewczyną bez seksu, jaką kiedykolwiek miałeś? – pytam z żartem.
 
- Taak.. – odpowiada z humorem – Zły chłopiec, pamiętasz? – patrzy na mnie. Odwracam wzrok i kiwam głową z w zgodzie – Dlaczego ufasz mi opowiadając o swoim chłopaku i mamie..?
 
- Jesteś tylko nieznajomym. Nie masz żadnego powodu, by opowiadać o tym innym, a jak jestem bogatsza o twoje sekrety – nawet nie wiem jak mu to wyjaśnić. Co więcej dodać? O tak.. racja.. czuję, że mogę ci ufać, nawet nie znając.
 
- Cieszę się, że mi ufasz – bełkocze – Ulubiony film? – pyta z lekkością. Uśmiecham się i odpowiadam.
 
Reszta nocy mija przy prostych pytaniach, niczym zbyt głębokim i prywatnym. Zawsze kiedy dojdzie do zbyt delikatnego pytania, zmieniamy temat i powracamy do dzieciństwa.
Z tych odpowiedzi, dowiaduję się o nim nieco więcej. Wychowywał się w Bradford ze swoją rodziną. Pomija przykre fakty.
 
Wyjechał z Bradford tylko dlatego, że potrzebował czegoś nowego. Czegoś, co nie będzie mu stale przypominało o tacie. Nigdy nie miał bliskich przyjaciół, dopóki nie wstąpił do bractwa, był samcem alfa.
 
Opowiadał o wybrykach z czasów, kiedy był nastolatkiem. Graffiti, bójki, kradzieże. Te rzeczy sprawiały, że czuł kontrolę, sprawiały wzrost adrenaliny.
Opowiada mi o tym, że nie planuje małżeństwa, ale chce mieć kogoś przy boku. Mówi, że nie myśli o dzieciach, lubi je, ale nie chce brać za nie odpowiedzialności.
Nasza rozmowa trwa, do momentu w którym do końca nie pamiętam i czym rozmawialiśmy, po prostu zwyczajnie leżeliśmy i śmialiśmy się. Staramy już się nie dotykać, aby nie doszło do niczego niezręcznego.

Kiedy nasz śmiech ustępuje, czuję ciężkość powiek. Zamykam oczy i zasypiam na jego łóżku, czując woń jego perfum i widząc jego karmelowe oczy we śnie.




*Przeczytałeś/aś to zostaw komentarz*


______________________________

Heej :3 Odznaczyłam i możecie dodawać komentarze z anonima (nie zauważyłam tego,hahah) + Dziękuję,że ktoś mi o  tym powiedział.

Jaak się podoba ? Przepraszam za błęd oczywiście :D
Do następnego xx 

wtorek, 6 maja 2014

Rozdział 4

Haha wiem, bez szału tylko dzień wcześniej, ale nie miałam czasu.. Ale jest 4! czekam na jakieś KOMENTARZE! Proszę, jestem wdzięczna Klaudii za te wszystkie do tej pory, ale no zmotywujcie mnie! Kto jest stałym czytelnikiem?

Ok, nie zanudzam.
Miłego czytania xx
_____________________________________________________


- Zdradził? – powtarza moje słowa w kompletnym szoku. Jego usta są otwarte, a karmelowe oczy szerokie w zdziwieniu. Unikam jego spojrzenia, kiedy wypuszczam ciężki oddech.
Nikt tak naprawdę nie wiedział, że mnie zdradził, no oprócz Sary. Zaplatam palce u dłoni odzywając się w końcu.
- Tak… Kochaliśmy się.. przynajmniej tak myślałam – oddycham patrząc się na swoje dłonie – Był moim najlepszym przyjacielem, kiedy dorastaliśmy… znał mnie bardzo dobrze, czasem dużo lepiej, niż ja sama. Myślałam, że go kochałam, jestem prawie pewna, że tak… Ale bliżej końca szkoły dowiedziałam się, że mnie zdradzał… mój cały świat się zawalił.. – śmieję się z tego, jak głupiutkie były moje słowa.
- Przykro mi, że tobie to się przytrafiło – jego głos jest delikatny i ciepły. Patrzę na niego, jego wzrok przenika mnie – Nigdy nie zdradziłbym dziewczyny, takiej jak ty – uśmiecham się, ale kolejne słowa sprawiają, że się tylko wpatruję – Nigdy bym też się nie umówił – śmieje się lekko – Więc ten drań cię zdradził? – wraca do rozmowy.
- Tak.. – układam swoje myśli – Wiem, że brzmię jak typowa, naiwna dziewczyna, która zakochuje się w liceum tylko po to by jakiś chłopak ją załamał. – wzruszam ramionami – Ale byłam zakochana.. a on złamał moje serce tego dnia… Spędziłam całe wakacje nieszczęśliwa, moja przyjaciółka pomagała mi tak jak potrafiła. Spała ze mną w nocy opiekując się – bełkoczę nie wiedząc do końca dokąd zmierzałam.
- Byłam zraniona tym co zrobił.. ale nie do tego stopnia, żeby nie być w stanie funkcjonować czy myśleć. Dzięki przyjaciółce udało mi się zachować kilka dobrych chwil z liceum. – To była ta wspaniała strona Sary, mimo, że to ja zwykle dbałam o nią, ona zwracała się z tym samym. Zrobiłaby dla mnie wszystko, byłyśmy jak siostry.
- Nadal go kochasz?
- Ja.. – zatrzymuję się, kochałam? Oczywiście, że wciąż go kochałam. Bolało, kiedy myślałam o czasie, w którym byłam bezradna.
Zdrada, o której dowiedziałam się, w sposób, który nie pozwalał mi kontynuować życia z nim. Jednak byłam tu, rozmawiając z przystojnym chłopakiem, który ze mną flirtował , na imprezie - miałam swoje życie.
Spuszczam brwi łącząc je i skupiam się na palcach u dłoni – W jakiś sposób, z jakiegoś powodu.. tak.. – podnoszę głowę spotykając jego karmelowe oczy, które przyglądały mi się ze szczerością – Ale po tym jak złamał mi serce.. nie wiem nic o tym. Byłam pewna naszego uczucia, ale po tym jak Matt mi to zrobił… mam trudny okres w zaufaniu innym.
- Ufasz nieznajomemu – podkreśla.
- Nieznajomemu, którego nigdy więcej nie spotkam – mówię z uśmieszkiem – A ty? Jesteś zwykłym graczem z bractwa? Nic więcej? – przygryza swoją wargę i widzę, że rozważa co mi powiedzieć – Możesz mi powiedzieć – oddycham lekko, przesuwam dłoń zmniejszając dystans między nami i kładę na jego kolanie. Jego oczy wpatrują  się we mnie jeszcze bardziej,
- Przepraszam – zabieram rękę, ale on szybko ją chwyta. Czuję ciepło rosnące w moim brzuchu oraz przyspieszenie serca, kiedy jego dotyk rozpala moją skórę.
- Nie.. było dobrze – kładzie moją dłoń z powrotem na jego kolanie. Uśmiecham się na ten mały gest. – Ja.. ja mam te wspomnienia i koszmary.. – wyznaje.
- Jakie? – pytam delikatnie, zauważam, że to dla niego trudny temat.
- Mój tata zwykł bić moją mamę.. naprawdę mocno… Nie mogłem jej za bardzo pomóc, ale jednego dnia w końcu nas opuścił… zostawił mnie z mamą i siostrami – nie patrzy na mnie kiedy to mówi.
- Mam koszmary z nocy w domu, kiedy słyszałem, jak moja mama błagała go, aby przestał. Pamiętam, jak mówiłem moim siostrom, żeby zostały w swoim pokoju, pod łóżkami. Raz próbowałem pomóc, ale on rzucił mną z łatwością..
W jego oczach są łzy. Jego dłonie zaciśnięte w pięści, a kostki pobielały. Przenoszę swoją dłoń z kolana i chwytam jego.
Nie zwraca uwagi, jego palce zaplatają się z moimi, co wywołuje mój uśmiech. Jego skóra rozgrzewa moją, czuję się idealnie… tak dobrze.
- Zgaduję, że to dlatego jestem teraz taki jaki jestem – mruga, a łzy i smutny chłopak znikają.
- Co masz na myśli?
- Nigdy nie miałem później ojca, więc nie miałem wzorca, a nigdy nie chcę być taki, jaki był ON… więc po prostu… wiedzę to jak ranił emocjonalnie i fizycznie moją mamę.. i ja nie chcę nigdy skrzywdzić żadnej dziewczyny w ten sposób.. więc nie nawiązuję bliższych znajomości z nimi.
- Ponieważ boisz się, że je zranisz? – czekam chwilę zanim odpowiada. Czuję jak kciukiem delikatnie pociera moją dłoń, wypełniając moje ciało przyjemnym ciepełkiem, to uczucie, któro sprawia, że moje serce chce zwyczajnie wyskoczyć z klatki piersiowej.
- Bo naprawdę boję się, że one skrzywdzą mnie… obawiam się, że mnie zaatakują – jego kciuk kreśli teraz wzorki na mojej skórze, wysyłając dreszcze po całym moim ciele.
- Po prostu… zawsze bałem się zaufać, komukolwiek, zwłaszcza dziewczynom z poza mojej rodziny. Nie wiem dlaczego – wyznaje nieśmiało – Wydaje mi się, że łatwiej jest porzucić dziewczynę, niż zostać odrzuconym. Zaryzykować i skrzywdzić ją, niż zostać skrzywdzonym – wzrusza ramionami.
- Więc, ojciec odszedł?
- Taak.
- Może obawiasz się, że ludzie cię zostawią..? Wiem, że nie jesteś taki jak twój ojciec.. Może boisz się, że zostawią cię, tak jak on cię zostawił? – proponuję. Patrzy teraz na mnie, kiedy moje oczy były cały czas na nim skupione.
Wstaje i puszcza moją rękę. Czuję nieprzyjemną pustkę. Czuję, że nie chce pozostać przy tym temacie.
- Nie mam więcej strasznych historii z życia – mówię cicho.
- Co chcesz roić w swoim życiu? – pyta, kontynuując naszą rozmowę. Siada kilka metrów ode mnie, a ja to akceptuję. Nadal byliśmy tylko nieznajomymi.
- Chcę aranżować różne wydarzenia. Uwielbiam planować, mogę sobie wyobrazić, jak organizuję czyjeś wesele. Chcę sprawić, aby był to najpiękniejszy dzień w życiu tej dziewczyny – uśmiecham się do siebie – Jestem osobą dobrze zorganizowaną, myślę że będę w tym całkiem dobra – marzę – Rozważam również zawód psychiatry – śmieję się z ironii. Chłopak opowiada mi sobie, a ja pragnę zostać psychiatrą.
- Zabawne, nie? – cicho chichocze – Chcesz zostać terapeutą, a ja opowiadam ci o moim popieprzonym życiu – mówi, jakby czytał mi w myślach, nie uważałam, że jego życie było popieprzone… odpowiedniejszym określeniem byłoby zagmatwane.
- Też mam popieprzone życie – dodaje – Może nie tak urozmaicone….
Moje życie nie było takie, bardziej nudne. Nie wiem za bardzo, jak skończyć swoje zdanie, więc idę dalej – A co z tobą? Co chcesz robić?
- Nie wiem… jedyne co jest pewne, to że prawdopodobnie wrócę do domu po skoczeniu studiów – wzdycha.
- Do domu?
- Bradford w Anglii – szybko wyjaśnia. Nie byłam do końca pewna, gdzie znajdowało się to miasto.
- Oh.. – oddycham. Patrzę na jego kostki, które już nie krwawią, jednak są lekko zaczerwienione – W co uderzyłeś? – patrzy na mnie a potem na swoje dłonie.
- Pewien koleś mnie wkurzył… znęcał się nad dziewczyną – wyjaśnia. Unoszę brew w zdziwieniu, sądziłam, że bójka była o coś głupiego, jak wylany drink, czy coś.
- Co masz na myśli twierdząc, że się znęcał? Ponieważ czuję, że ty mogłeś to robić… - bełkoczę. Przyznał mi się, że sypiał z przypadkowymi dziewczynami, a wszyscy wiemy, jak wrażliwe są kobiety.
- Nie w taki sposób, jak on… Większość z tych dziewczyn mnie zna i wiedzą, że to jednorazowe… On ją szarpał i zmuszał do wyjścia – wyjaśnia. Fizyczne znęcanie. Kiwam głową w zrozumieniu.
- Więc go uderzyłeś? – pytam zaskoczona.
- Nie radzę sobie dobrze ze swoją złością. Mam temperament – cicho odpowiada, oglądając swoje kostki – Nigdy do końca nie wiedziałem jak, nigdy też nie zastanawiałem się, aby się nauczyć.
- Kolejny powód dla, którego nie lubię imprez. Te wszystkie bójki – bąkam. Ta pomiędzy nim i chłopakiem na dole, jestem pewna, że nie była jedyną tutaj.
- To nie jest tak, że chcę walczyć.. to sposób na wyładowanie złości – tłumaczy się – Wiesz… nigdy nie czułem potrzeby, by nauczyć się to kontrolować.
- To tak jak, że nigdy nie byłeś w związku? – podsumowuję. Nie wyglądał na takiego, który kiedykolwiek był.
- Tego nie powiedziałem – prycha. Wycofuję się, bo podniósł głos. Nie był niemiły całą noc i czułam, że w końcu to nadejdzie. Szybko odpowiadam, próbując uspokoić jego zranione ego.
- Po prostu pomyślałam... nigdy nie ufałeś dziewczynom, nie spędzasz z nimi czasu..
- Nie lubię się umawiać, to nie moja rzecz. Nie lubię się też afiszować – wyjaśnia ponownie. Cieszę się że nie sprowadziłam go do momentu, w którym nie mógłby się zatrzymać ze złością. Oblizuję usta – Dodasz coś do swojej historii? – pyta. Patrzę na niego i potrząsam głową.
- Ja i moja mama nie zawsze się dogadujemy… ale bardzo ją doceniam.
- Czemu się nie dogadujecie? – patrzę na niego przez chwilę i zauważam zainteresowanie wymalowane na jego twarzy.
- Wydaje mi się… zgaduję, że ona zmuszała mnie do bycia osobą którą jestem… nigdy nie będą tą, którą chciałam zostać. Zawsze byłam kreowana według jej oczekiwań, nawet jeśli były czasem głupie.
Nie odpowiada, nie oczekuję, że coś powie. Co mógłby powiedzieć nudnej dziewczynie siedzącej przed nim, która narzeka na swojego byłego chłopaka i mamę, kiedy on miał tak smutne dzieciństwo?
- Nudzę cię? – pytam w obawie.
- Dlaczego tak uważasz?
- Wydaje mi się, że nie jestem tak zabawna, jak dziewczyny, z którymi spędzasz każdy swoją piątkową noc.

- Racja, nie jesteś.


*Przeczytałeś/aś to zostaw komentarz*

niedziela, 4 maja 2014

UWAGA!

Mam świetną wiadomość! Autorka w końcu mi odpisała i oficjalnie otrzymałam zgodę na tłumaczenie tego fanfiction!! Autorką jest love_lessbeauty, jej twitter'a, instagrama znajdziecie po lewej stronie w zakładce 'Oryginał'.

Podkreślam, ja tylko tłumaczę!




borntobereall

sobota, 3 maja 2014

Rozdział 3

Heej :) Nie jestem pewna czy ktokolwiek czytał wcześniejsze notki dlatego dziś na początku (przepraszam) Jest i trzeci rozdział, myślę, że będę dodawać w środy i soboty, a jak się uda to częściej. Za wszelkie błędy przepraszam, ale starałam się sprawdzać.

Komentujcie!! Proszę!! Kto to czyta?
300 wyświetleń! Dziękuję <3 br="">
Okej, już nie zanudzam.
Do następnego !

borntobereall xx
_________________________________________________


- Co robisz w moim pokoju? – pyta z zakłopotaniem. Spoglądam na niego tak samo zakłopotana, ma brytyjski akcent; ciężki i gruby.
Jej, dom bractwa BYŁ pełen chłopaków z całego świata. Nic dziwnego, że przyszło tyle osób.
- T-twój pokój? – jąkam się zaskoczona. Spoglądam dokoła zatrzymując wzrok na nim – Przepraszam, nie zdawałam sobie sprawy, że..
- Jesteś w czyimś pokoju? – wcina się. Jego głos nie jest złośliwy, bardziej ze mnie szydzi.
Siada na brzegu łóżka i głośno wzdycha. Spoglądam na jego dłonie – jego kostki są pokaleczone. Idę w stronę łazienki,
- Poczekaj .. – bełkoczę wchodząc do środka i chwytam wilgotny ręcznik. Wracam do pokoju, a jego wzrok podąża za mną.
Klękam przed nim chwytając obie dłonie i pocieram pocięte kostki ręcznikiem. Miękkość jego skóry jest przyjemna – ręce są ciepłe i rozpalają moją skórę z lekkim dreszczem.
- Co robisz? – pyta szorstko. Przymrużam oczy na jego ton,
- Oczyszczam Ci rany, więc nie dojedzie do infekcji – odgryzam się – Mogę zrobić przynajmniej to za grzebanie w twoim pokoju – śmieję się. Teraz jest już cicho.
To dziwna cisza, ale czułam się komfortowo. Zazwyczaj wypełniam ją bezsensownym zdaniami nawiązując jakąś rozmowę, by uniknąć niezręczności, ale zaskakująco dziś wcale mi nie przeszkadza.
-Dlaczego nie jesteś na dole z innymi? – pyta z ciekawością. Zerkam na niego, a on wpatrzony jest we mnie, niczym w obrazek. Szybko spuszczam wzrok.
- Dlatego, że moja najlepsza przyjaciółka zmusiła mnie do przyjścia tutaj, aż nie zechce wrócić do domu – wyjaśniam uwalniając jego dłoń.
Czuję jakby pustkę kiedy wstaję i idę do łazienki, by pozbyć się krwi z ręcznika.
- Nie lubisz imprez? – pyta. Wzdrygam się i biorę oddech, jak pojawia się w progu – Łatwo cię przestraszyć – śmieje się z mojej reakcji. Zmierzam go wzrokiem przepłukując ręcznik.
- Nie lubię imprez – przytakuję.
- Dlaczego nie? – pyta. Przenoszę część włosów z mojej twarzy na ramię i wzruszam,
- Po prostu..
- Czy nie lubisz poznawać nowych ludzi? – dokańcza.
- Nie, no lubię – nie zgadzam się wyciągając ręcznik z umywalki. Obracam się w jego stronę , oblizuję usta zastanawiając się jak mu to wytłumaczyć – Ja po prostu… jeśli zamierzam kogoś poznać, nie chcę żeby była to impreza, na której grupka pijanych ludzi skacze sobie do gardeł. Chcę poznać kogoś, z kim mam choć trochę wspólnego. Wolę zacząć głęboką rozmowę z kimś ‘normalnym’, niż dowiedzieć się jak smakuje alkohol – wyjaśniam. Przechodzę obok niego, a on obraca się, wpatrując się w każdy mój ruch.
- Wolisz szczerą rozmowę z nieznajomym, bardziej niż z pijaną osobą? – śmieje się. To jest właśnie to co zrozumiał z tego co powiedziałam? Wzdycham i przyglądam się pomieszczeniu zanim odpowiadam.
- Wiesz, mam na myśli, to że nieznajomy jest w jakiś sposób lepszy od pijanego – oznajmiam. On podnosi pytająco brew, a ja myślę nad wyjaśnieniem – Jeśli jest to nieznajomy, istnieje prawdopodobieństwo, że już nigdy go nie zobaczysz. Dodatkowo zachowa twoje sekrety, bo nie wie kim jesteś – odpowiadam – Pijana osoba.. cóż, ona wykrzyczy każdemu twoje tajemnice, zaraz po tym jak się tobą znudzi – wzruszam ramionami. Znów panuje cisza, kiedy on kalkuluje w głowie moją wypowiedź. Przygryzam wnetrze policzka, aż w końcu się odzywam – Przepraszam za wchodzenie do twojego pokoju.. Po prostu sobie pójdę..- Zwracam się do drzwi i zaczynam je otwierać.
- Porozmawiaj ze mną – jego głos zaskakuje mnie. Zatrzymuję się i gapię na drzwi, może sobie to wyobraziłam – Zostań tu i porozmawiaj ze mną – powtarza. Odwracam się z zakłopotaniem – Jestem nieznajomym, nie znasz mojego imienia, pewnie nigdy więcej nie przyjdziesz na imprezę bractwa, wydajesz się być mądra, więc zapewne też nie będę z tobą w jednej klasie, nigdy wcześnie się nie spotkaliśmy… więc szanse zobaczenie się ponownie są znikome…
- Chcesz szczerze ze mną porozmawiać? – pytam wpatrując się w niego.
- Czemu jesteś taka zaskoczona? – pyta łącząc brwi razem.
- Wydajesz się… wydajesz się być typem chłopaka, który będzie uprawiał seks z losową dziewczyną w łazience.. – wyjaśniam.
- Nie dziś – potrząsa głową – Proszę, zostań – jego głos jest cichy i słychać w nim nutkę wrażliwości. Z jakiegoś powodu nie mogę mu odmówić, on… jest w nim coś, co mnie przyciąga, coś w mojej głowie podpowiada mi, abym została.
Zgadzam się i zamykam drzwi podążając w jego stronę. Spoglądam na okno, wyraźnie widać światła i słychać hałas dochodzący z imprezy.
- Okej, jeśli odbędziemy tę szczerą i głęboką rozmowę, musimy przyrzec sobie, że jeśli się kiedykolwiek przypadkiem spotkamy, to będziemy udawać, że się nie znamy – wyjaśniam – Obiecaj, że zapomnisz – on potakuje zgadzając się.
- Zrozumiałem – znów jest cicho.
- Więc..
- Więc? – pyta. Zaskakująco nic nie było niezręczne czy niekomfortowe, aż do tej chwili. Zanim porosił, abym została i porozmawiała z nim – Jaki jest twój ulubiony kolor? – zaczyna.
- Jasny niebieski. Twój?
- Czarny.
- To nie do końca kolor – śmieję się.
- Twój ulubiony zespół?
- Lubię ‘The Script’. Nie mam jednego ulubionego. A ty?
- Ed Sheeran – unoszę brew w zdziwieniu – Co? – pyta.
- Spodziewałam się.. no nie wiem.. kapeli rokowej? – badam go wzrokiem - jego obcisłe spodnie i tatuaże.
- Ja spodziewałem się kompozytora klasycznego – docina mi wpatrując się. Zapada cisza, a my spoglądamy na swoje stopy.
- Więc, dlaczego nie chcesz iść puścić się z jakąś dziewczyną? – pytam, siadam na krześle przy jego biurku, kiedy on siedzi na łóżku naprzeciwko mnie.
- Robię tak na każdej imprezie – wzrusza ramionami – Nigdy wcześniej wracając do pokoju nie znalazłem w nim żadnej dziewczyny. Wiesz takiej która nie jest pijana i całkiem ubrana – wyjaśnia – Pomyślałem, że to jakiś znak.
- Znak? – śmieję się z jego założenia
- Wydajesz się być dobrą osobą, może to znak dla mnie, abym nie robił dziś niczego głupiego.
- Oglądasz za dużo filmów – uśmiecham się do niego. On odpowiada tym samym, co sprawia, że moje serce przyspiesza.
- Więc dlaczego tu przyszłaś, jeśli nie lubisz imprez i pijanych osób? – spoglądam na niego oblizując usta.
Nie jestem za bardzo otwarta wobec innych, ale to była szczera rozmowa z obcą osobą, której nigdy więcej nie zobaczę.
- Moja najlepsza przyjaciółka.. – poprawiam się na krześle – Bardziej ‘zobowiązana’ przyjaciółka – odpowiadam lekko.
- Zobowiązana? – wpatruję się w podłogę, kiedy pyta. Zaczynam bawić się szwami na swoich spodniach.
- Tak.. mam na myśli.. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami, ale… Ona nie ma nic w swoim życiu, niczego stałego, oprócz mnie. Kocham ją, jest świetną osobą, ale czasem czuję się zmuszana być jej przyjaciółką. Czułabym się źle, gdybym ją zostawiła, ale tak jest. Ona nie ma nic więcej..- wypowiedzenie tych słów sprawiło mi ulgę.
Sara była moją przyjaciółką, najlepszą jaką kiedykolwiek miałam, ale nasza przyjaźń nie była całkiem normalna. Przez całe liceum robiłyśmy typowe rzeczy, jakie robią najlepsze przyjaciółki. Przychodziłyśmy do siebie na noc, chodziłyśmy na zakupy, ale przez większość czasu opiekowałam się nią lub ją kryłam, gdy zrobiła coś głupiego. Byłam dla niej bardziej jak starsza siostra.
- Jesteś dobrą przyjaciółką za wstawianie się za nią – podkreśla. Uśmiecham się zerkając na niego. Szybko odwraca wzrok zawstydzony wpatrywaniem się.
- Dzięki..- bełkoczę – Wiele jej zazdroszczę – przyznaje nieśmiało.
- Dlaczego? – śmieję się z tego. Rozglądam się, kiedy jego wzrok znów spoczywa na mnie. Wzruszając ramionami wypuszczam ciężki oddech.
- Myślę, że gdzieś głęboko jestem zazdrosna… ona zawsze była królową piękności, bardzo popularną dziewczyną, chłopcy zawsze chcieli się z nią umówić, a dziewczyny marzyły by być jej przyjaciółkami. To znaczy ja też byłam dosyć popularna, ale ona była GWIAZDĄ w całej szkole. – śmieję się wspominając jak szkoła była dla niej łatwa. Wydawało się, że bez niczego sunęła z klasy do klasy.
- Jestem pewien, że wielu chłopaków się za tobą uganiało – podsuwa swoją uwagę, czuję jak się rumienię. Spoglądam na niego.
Jego karmelowe oczy wpatrują się we mnie, wzrokiem który sprawiłby, że twoje serce się stopi, a moje właśnie miało to zrobić. Odwracam wzrok zawstydzona, czuję, jak płoną mi policzki. Zwracam uwagę z powrotem na szwy.
- A ty?
- Ja? – pyta, kiedy studiuje swoją biblioteczkę wzrokiem.
- Nie wydajesz się być typowym chłopakiem z bractwa. Rysujesz, czy nie większość z was non stop bierze udział w bójkach z popularnymi lub pijanymi ludźmi?
- Tak naprawdę mnie nie znasz, bo jeśli byś znała to zdałabyś sobie sprawę, jak idealnie tu pasuję – śmieje się, przenoszę za chwilę wzrok na niego, po czym spuszczam znów na szwy – Naprawdę nie jestem dobrym chłopcem… wiesz… w większości okolicznościach, jeśli znalazłbym dziewczynę tutaj, leżałbym teraz na jej gołym ciele.. – biorę oddech i patrzę na niego w szoku z powodu dobranych słów. Słyszę jego chichot na moją reakcję. Milczy, zanim postanawia się znów odezwać.
- Czy kiedykolwiek czułaś…. że powinnaś zrobić coś więcej ze swoim życiem? Wiesz, że jest dużo więcej w życiu, niż posiadanie przyjaciół i pęczków dziewczyn – oglądam jak patrzy na swoje stopy.
Mogę dostrzec jego wewnętrzną bitwę z samym sobą. Spór czy zostać chłopakiem, którym chce być – artystą, czy chłopakiem którym jest – zawodnikiem z bractwa.
- Często – przyznaję – zawsze czuję, że powinnam zrobić coś jeszcze, coś więcej… ale zwyczajnie nie wiem co..
- Jestem graczem z bractwa, a ty?
- Jestem nudną, perfekcyjną dziewczyną z małego miasteczka – odpowiadam spotykając jego wzrok. Zauważam, jak skanuje moje ciało, co sprawia, że się rumienię a moje serce wywraca się na drugą stronę. Odwracam wzrok.
- Nudną, idealną dziewczyną z małego miasteczka?
- To znaczy, nie jestem idealna – poprawiam się szybko. Nie chcę zabrzmieć egoistycznie – Po prostu.. Wychowywałam się w ‘idealnym’ domu rodzinnym. Mama, tata, obiad codziennie po szkole, gry rodzinne w każdą niedzielę zaraz po kościele. Dobre stopnie, chodziłam na PEP rallies*, moim chłopakiem był przyjaciel z dzieciństwa – wzdycham – Bardzo nudne, ale idealne życie w małym miasteczku.
Nic więcej nie można było też powiedzieć o Sarze. Zawsze prowadziła intensywne życie. Uśmiecham się, ona i ten chłopak idealnie by do siebie pasowali, pomijając seks. Mimo tego, jak Sara bardzo była szalona, miała swoje morale.
- Sądzisz, że przychodzenie na studia tutaj oraz na imprezę bractwa TUTAJ było dobrym pomysłem – śmieje się. Uśmiecham się na jego śmiech (jakkolwiek to brzmi :D), jest melodyjny i rozgrzewa moje serce.
- Nigdy nie powiedziałam, że dokonywałam idealnych wyborów – dołączam do niego i się śmieję. Wzdycham i potrząsam głową – Nigdy nie brałam udziału w żadnej przygodzie. Nie licząc tego, że zabierałam przyjaciółkę z imprezy – przyglądam się mu.
- Nigdy nie miałam tak złamanego serca, aby nie móc funkcjonować, zawsze byłam gotowa na życie… Nigdy wcześniej nie byłam na imprezie, aż do teraz, nigdy nie piłam, nie przeklinam, nigdy nie byłam nieposłuszna rodzicom, nigdy też nie robiłam zbyt wiele w swoim życiu.
Zapada cisza. Wydaje mi się, że kalkulował moje słowa. Próbując zignorować ciszę zwracam uwagę na śmiechy i bezsensowną rozmowę dochodzącą z zza okna;
Słychać muzykę, radosne dziewczyny i plusk wody podczas skoku do basenu. Słyszę, że coś ich poniosło, że się świetnie bawią, coś czego ja nigdy bym nie zrobiła.
-Więc.. ten najlepszy przyjaciel z dzieciństwa, z którym się umawiałaś…- pyta ostrożnie. Rozglądam się po pokoju, nie rozmawiałam z nikim o Matt od zerwania.
Sara wspierała mnie, ale nigdy nie zadawała pytań, za co jej bardzo dziękowałam. Dostrzegam gitarę stojącą w rogu,
- Grasz? – podąża za moim wzrokiem na instrument i unosi brwi,
- Trochę, jednak wolę śpiewać – rumieni się. Uśmiecham się, nie chciałam odpowiadać na jego pytanie, ale naprawdę chciałam go usłyszeć,
- Mógłbyś coś zaśpiewać? – pytam wstając z krzesła, chwytam gitarę w ręce. Podaję mu ją, a on wzdycha. Zajmuję miejsce na łóżku obok niego. Cały czas czuję zapach jego perfum. Nie jest bardzo intensywny, po prostu wyraźny, wyczuwam też niewielki dodatek mięty.
Było to coś co sprawiało, że twoje ciało chciało się przytulić do czegokolwiek otoczonego tą wonią. Skupiam się na nim, kiedy zaczyna grać kilka akordów znajomej piosenki.
Staram się wyrzucić z umysłu zapach perfum, którego nigdy nie zapomnę, kiedy zaczyna śpiewać skupiony na swoich dłoniach szarpiących struny.

„Settle down with me. Cover me up. Cuddle me in. Lie down with me, hold me it your arms.” 

Jego głos jest chłodny I  uspokajający. Ma aksamitną nutkę, a jego ciężki akcent gdzieś zniknął.

„Your hearts against my chest, lips pressed to my neck. I’ve fallen for your eyes but they don’t know me yet…”

Zwracam wzrok na jego twarz i widzę, że się we mnie wpatruje. Odchrząkuje, a ja odwracam się, wściekle się rumieniąc. Cholera, to właśnie dlatego nie lubię być sam na sam z chłopakiem. Ta niezręczność.
- To było naprawdę dobre – komplementuję lekko – Powinieneś pomyśleć o karierze piosenkarza – uśmiecham się.
- Tak, jasne – śmieje się – Hmm.. a ten chłopak..? – pyta. Patrzę na niego zastanawiając się czy powinnam skłamać. Czy on na mnie leci? Nie, nie mógłby.

Wyglądał jak model, był chłopakiem z bractwa, i przyznał, że często się puszcza z przypadkowymi dziewczynami. On tylko przyczyniał się do rozmowy, w której chciałam wyrazić swoją złość wobec zdrady Matt’a.


*Przeczytałeś/aś to zostaw komentarz*



* spotkania uczniów w szkołach na widowiskach sportowych, huczne, celem jest promowanie ducha szkoły, doping zawodników i świetna zabawa; Kanada i USA

wtorek, 29 kwietnia 2014

Rozdział 2


Siedzę na łóżku i wypuszczam ciężki oddech.
- Sara, nie chcę iść dziś wieczorem – potrząsam głową spoglądając na nią.
Jej niebieskie oczy odrywają się od robienia makijażu i odwracają wprost na mnie ze złością i smutkiem.
- Julia obiecałaś, że się nie wycofasz! Powiedziałaś, że spróbujesz się trochę zabawić chociaż na studiach! Zwłaszcza od czasu zerwania! – błaga mnie.
- Wiem, ja po prostu..
- Nie, my idziemy! I kropka! Jeśli naprawdę OKROPNIE tego znienawidzisz  i nie poznasz choćby JEDNEJ nowej osoby to więcej nie będę cię zmuszać na wychodzenie tam – nadal trzyma paluszka w górze.
Zgadzam się i daję jej malutką obietnicę. Przytakuję i plączę oba nasze paluszki w obietnicy. Nie warto się z nią kłócić.
- Jeśli będę nieszczęśliwa dziś, już nigdy nie wyjdę – ostrzegam ją z uśmiechem.
- Zaryzykuję – Razem z Sarą byłyśmy przyjaciółkami. Obie byłyśmy całkiem popularne w liceum, ale ona była bardziej jak gwiazda – popularniejsza ode mnie.
Jeśli mam być szczera to byłam przyzwoicie popularna – znałam wiele osób kiedy Sara była prawdziwą duszą towarzystwa – zawsze poznawała wielu znajomych przy każdej okazji. Uwielbiała, gdy cała uwaga zwracana była na nią, kochała imprezować, chłopców i robić cokolwiek chciała.
Byłam jej jedyną przyjaciółką, którą jej rodzice w jakimś stopniu akceptowali, co było jednym z główniejszych powodów tego, że jesteśmy na Uniwersytecie Colorado razem.
Przejeżdżam ręką wzdłuż moich włosów i zbieram ubrania do wyjścia. Wciągam na siebie czarną bluzkę i spodnie. Do tego dopasowuję czarne botki do kolan, przekładam swoje brązowe włosy na jedno ramię i nakładam delikatną warstwę makijażu.
Słyszę jak Sara chrząka za mną, odwracam się do niej. Ma na sobie ciemno fioletowy top i krótką czarną spódniczkę, co sprawia, że wytrzeszczam na nią wzrok. (co ? nie wiem jak to przetłumaczyć, haha J,ale wiecie SZOK)
- Sara, nie możesz tak wyjść!
- Dlaczego nie? – uśmiecha się, obraca wokół i podziwia w lustrze. Jej złote loki opadają na plecy.
- Wyglądasz pięknie, ale.. Myślę, że nie powinnaś zakładać tej spódniczki na TĘ imprezę, odbywa się w bractwie – przypominam jej.
- A ja chcę umówić się z chłopakiem z bractwa – podkreśla obracając się w moją stronę i kładzie dłonie na biodrach. Przymrużam oczy a ona chwyta kluczyki do samochodu – Chodźmy! I Nie dąsaj się całą noc, to nie jest zabawne! – wytyka mi. Śmieję się w odpowiedzi i podążam do jej samochodu.
Sara prowadzi jej nowy srebrny kabriolet - prezent za ukończenie szkoły od rodziców. Słuchamy muzyki jadąc do domu bractwa. Spoglądam kątem oka na nią. Zawsze jest ładniejsza ode mnie, ja byłam bardziej zwykła, ale nie przejmowałam się tym - mniej kłótni.
Moje oczy rozszerzają się ze zdumienia, kiedy dojeżdżamy na miejsce. To potężny dwór. Był tam plac w kształcie ronda, gdzie stało wiele zaparkowanych samochodów, na środku znajdowała się fontanna ze schodkami.
Wysiadam z samochodu i kieruję się w stronę domu. Były dwa skrzydła, ogromna ilość okien. Budynek wyglądał na otwarty – każdy mógł wejść. Krajobraz dookoła był nieziemsko urządzony -  wszędzie piękne drzewa, kwiaty i rośliny.
Sara dołącza do mnie i schodzimy w dół chodnika do głównego wejścia. Otwieramy bramę, wkraczamy na dziedziniec gdzie stoją już inni ludzie.
Otwieramy ogromne drzwi frontowe. Ukazuje się środek – nazwałabym to lobby, były wysokie sufity, piękna, ogromna klatka schodowa.
Był też salon po lewej stronie, a po prawej inny pokój. Większość drzwi było otwarte. Stąpałyśmy po drewnianej podłodze w idealnym kolorze.
- Cholera, bractwo tu mieszka? – pyta mnie z szokiem wypisanym na twarzy – Z pewnością umówię się z którymś z tych chłopaków! – śmieje się i ciągnie mnie do kuchni. Pomieszczenie wypełnione jest napojami. Sara uśmiecha się i chwyta dwa czerwone kubeczki.
Spoglądam dokoła wielkiej kuchni pełnej śmiejących się i już pijanych ludzi. Wręczając mi jeden kubek ciągnie mnie na balkon, gdzie jest znacznie spokojniej.
Z tamtego miejsca doskonale widać było basen, w którym siedziały i całowały się pary. Skupiam wzrok z powrotem na Sarze, która wpatruje się w budynek.
- Więc, co teraz? – pytam ją patrząc na ludzi znajdujących się wokół. Nigdy wcześniej nie widziałam tych dzieciaków.
Rozważając, że byłyśmy tu dopiero od dwóch tygodni, czułam się dobrze. Zwłaszcza, że przez cały ten czas siedziałam w nosem w książkach.
- Czekamy, aż chłopcy do nas podejdą – uśmiecha się, upijając łyka z kubeczka.
- Nie – śmieje się. Nie byłam taka chętna na randki, po prostu w tym czasie nie bardzo lubiłam to robić.
- Jula! Musisz się z kimś od czasu do czasu umówić!  Zapomnij o Matt (Macie? – jakkolwiek, nie chcę tłumaczyć tego imienia, bo jakoś mi nie pasuje..), nieważne, że był twoim bliskim przyjacielem z dzieciństwa! – krzyczy zanim zdążyłam zaprotestować.
To prawda, jedynym chłopakiem jakiego kiedykolwiek miałam, był Matt i to od dziecka. Był powodem dla którego tu byłam oraz dlatego czemu nie zmieniłam swojego życia odkąd byłam na studiach.
Był moją prawdziwą miłością, tak przynajmniej myślałam. Podkochiwałam się w nim jeszcze jako mała dziewczynka, ale staliśmy się parą dopiero w liceum.
W czasie kiedy mieliśmy już ukończyć szkołę, dowiedziałam się że mnie zdradzał. Nie jestem pewna z kim, ale pokłóciliśmy się o to i zerwaliśmy. To mnie zabiło, roztrzaskało zupełnie moje życie.
- Sara.. – Ona zawsze była dobrą przyjaciółką, taką jakiej potrzebowałam. Nie była wścibska – Wiesz, że nie jestem gotowa.. – przypominam jej, a ona odpowiada małym uśmiechem.
- Jula miałaś całe wakacje, proszę cię – błaga mnie – Chociaż nie bądź złośliwa dla chłopaków.
- Nigdy nie jestem złośliwa – podkreślam. Nie byłam bardzo złośliwa, mogłam być, gdy kogoś nie lubiłam, ale odpuszczałam. Sara śmieje się, bo wie, że mam rację. W jej oku pojawia się błysk.
- Tu są nasi chłopcy – uśmiecha się. Odwracam się i spoglądam tam gdzie ona, dwóch chłopaków zmierza w naszą stronę.
Jeden z nich ma krótkie, blond włosy oraz jasne niebieskie oczy. Ma zniewalający uśmiech i świetnie się prezentuje. Drugi, zaraz za nim miał kręcone, brązowe loki i oczy w kolorze głębokiej zieleni. Sara piszczy z ekscytacji jak do nas podchodzą.
Wpatruję się w nich oceniając wygląd. Oboje mają kilka tatuaży, nic wielkiego. Wydaje się, że chłopak z kręconymi włosami ma ich nieco więcej.
- Cześć dziewczyny – blondyn odzywa się z akcentem.
- Irlandczyk? – mówię nie zdając sobie sprawy, że robię to głośno. Spogląda na mnie i przytakuje.
- Tak, pochodzę z Irlandii – odpowiada z dumą – Jestem Niall – podaje mi dłoń.
Łapię ją w uścisku i spoglądam na Sarę, która się do niego słodko uśmiecha. On spogląda na nią i wita się. Przymrużam oczy, a ona odpowiada.
- Jestem Sara – delikatnie się uśmiecha.
- Harry – odzywa się chłopak z kręconymi włosami podając dłoń.
- Brytyjczyk? – pytam – Czy to impreza dla chłopaków z całego świata? – śmieję się.
- Wiesz, ja i kilku moich znajomych przeprowadziliśmy się tu w tamtym roku – wyjaśnia, a ja przytakuję.
- Więc to dom pełen chłopców z całego świata – śmieje się. Jestem zaskoczona, że tak komfortowo rozmawia mi się z Harrym.
Uśmiecha się, kiedy Niall i Sara zaczynają własną rozmowę. Widzę uśmiech i wzrok Sary wobec niego. Niall opowiada kawał i oboje chichoczą.
- To było szybkie – Harry spogląda na nich.
- Tak.. Niall jest członkiem bractwa?
- Wszyscy jesteśmy – przytakuje.
- To dobrze – śmieje się.
- Dobrze ? – przenosi swój wzrok na mnie. Patrzę na swój kubek i kręcę głową.
- Mam na myśli to, że.. Sara chciała spotkać chłopaka z bractwa i wygląda na to, że lubi Nial’a, a on..
- Lubi ją – dokańcza spoglądając na boje śmiejących się. Ten śmiech był zaraźliwy.
- Każdy chłopak lubi Sarę – śmieję się. To prawda, za każdym razem, kiedy wchodzimy do jakiegoś pomieszczenia, każdy się na nią gapi. Oczy każdego są w nią wpatrzone, kiedy ja zmierzam zaraz obok niezauważona.
- Blondynki nie są w moim typie – Harry skupia uwagę na mnie – Wolę bardziej brunetki – uśmiecha się dotykając mojego loka.
Śmieję się z jego komplementu, i biorę łyk napoju. Szybko wypluwam go z powrotem i kaszlę. Harry jest przerażony moją reakcją.
Czuję jak alkohol wypala moje gardło - ilość która nim spłynęła drażni je. Harry wpatruje się we mnie gotowy pomóc.
- Wszystko w porządku? – pyta skupiony,  a ja śmieję się kręcąc głową.
- Nigdy dużo nie piłam – on uśmiecha się i zabiera ode mnie napój.
- Pozwól więc mi – uśmiecha się i wypija zawartość kubka - Więc nie imprezujesz? – widać rozbawienie w jego oczach, a w policzkach pojawiają się urocze dołeczki.
- Nie do końca, to moja pierwsza impreza – wyznaję – Byłam bardziej dobrą dziewczynką – opieram dłonie na nogach opierając się o balkon – Sara zupełnie przeciwnie – patrzymy na nią, jej ręka spoczywa na ramieniu Niall’a a kubek jest pusty – Ma większe doświadczenie w tych sprawach.
- Jesteś jak jej anioł stróż? – Harry uśmiecha się ukazując znów dołeczki, a ja odwzajemniam gest.
- Myślę, że można tak to nazwać – opiekowałam się Sarą niezliczoną ilość razy, kiedy była wstawiona;
Trzymając jej włosy kiedy wymiotowała, odbierając ją z imprez, pozwalając jej zostawać w moim domu, gdy dochodziła do siebie.
- Harry chodź szybko! Liam mówi, że sam wiesz kto ma zamiar bić się z jakimś facetem! – przerywa nam nagle Niall.
- Będzie niezły pokaz – Harry się śmieje. Spoglądam na rękę Niall’a, która otacza dłoń Sary. Patrzę na nią, a ona daje mi porozumiewawczy wzrok i unosi brew. Powstrzymuję śmiech, kiedy Niall wchodzi do domu – Chcesz iść? – pyta Harry spoglądając we właściwy kierunek.
- Nie, zostanę – zapewniam go – Zatrzymam się tutaj – nie lubiłam przemocy. Harry przytakuje i zmierza do środka. Obracam się w stronę barierki i oglądam znów basen.
- Nadal nie wiem jak ci na imię – mówi głośno. Obracam się do niego i uśmiecham,
- Julia – odpowiadam – Jednak mów mi Jula. Harry powtarza moje imię z uśmiechem i podąża za Niall’em. Obracając się dokoła napajam się ciszą. Jego obecność była miła, ale nie byłam zbyt towarzyską osobą, zwłaszcza na imprezach.
Uwielbiałam poznawać nowych znajomych, ale imprezy to nie moja rzecz. Spoglądam na całującą się parę, która stała tuż obok mnie. Obracam się i wchodzę do domu.
Słyszę hałas dochodzący z salonu, gdzie domyśliłam się miała miejsce walka. Szybko wspinam się po schodach i wchodzę do pustego pokoju.
Jestem zaskoczona, że nie było tam wielu ludzi, lecz prawdopodobnie woleli zejść do piwnicy, gdzie jest ciemniej i bardziej intymnie.
Rozglądam się po pokoju. Na biurku pod ścianą leżą obrazki i szkice.
W pokoju stoi duże łóżko przykryte zwykłą czarną pościelą. Zmierzam w stronę biblioteczki wypełnionej klasycznymi powieściami.
Uśmiecham się przejeżdżając po oprawach książek, podchodzę do biurka i chwytam kilka szkiców.
Detale naszkicowanej dziewczyny są zniewalające, jestem pod wrażeniem grafiki i dokładnie się mu przyglądam. Ciężko oddycham, kiedy ktoś wpada do pokoju.
- Cholera! – przeklina, upuszczam kartki i odwracam się do chłopaka, który zatrzaskuje i zamyka drzwi. Wyraźnie nie jest świadomy mojej obecności przez swoje zachowanie i to jak bardzo jest skupiony na drzwiach.
Odwraca się i dostrzega mnie. Jego ciemne, karmelowe oczy obserwują mnie z zakłopotaniem i nutką gniewu.
Ma na sobie białą koszulkę wyciętą w serek, na jego klacie widać wystający spod materiału tatuaż. Moje oczy zjeżdżają na przedramiona, ich prawą stronę pokrywa kilka tatuaży więcej.
Gapię się na niego nie będąc w stanie się ruszyć, kiedy on rozgląda się dokoła. Jest wysoki, na pewno dużo wyższy ode mnie.

- Co robisz w moim pokoju?


*Przeczytałeś/aś to zostaw komentarz*

______________

Jest tak szybciutko kolejny. Z góry przepraszam za błędy! :)
Jula co ty robisz? Jak myślicie w czyim pokoju jest? aww Sara i Niall pasują do sb!

Komentujcie, proszę!!

Do następnego

borntobereall xx
Lydia Land of Grafic