Strony

piątek, 6 marca 2015

Rozdział 56

Soundtrack:

Razem z Louis'em dzielimy kilka kolejnych szotów, nie mam pojęcia ile ich wypiłam, zatrzymaliśmy się w momencie śmiania się do rozpuku zupełnie bez powodu. Chcę tylko zapomnieć o Zayn'ie spędzającym czas z Ericą.
- Gdzie podziała się Eleanor? - bełkoczę niedbale rozglądając się w poszukiwaniu brązwłosej dziewczyny.
- Oh, wiesz, nie mam pojęcia - Lou śmieje się pocierając się w czoło.
- Wygląda na to, że zostaliśmy tylko ty i ja - buczę ze śmiechem na twarzy - Eleanor gdzieś zniknęła, a Zayn zabawia się z Ericą - Zastanawia mnie gdzie zniknęła El... Nie mam pojęcia gdzie aktualnie znajduje się mulat. Jestem więcej, niż pewna, że woli nadal sprzeczać się z Ericą, niż spędzać czas ze mną. Oznacza to tylko jedno - sekretów ciąg dalszy.
- Damy sobie radę, przecież oboje świetnie się bawimy - Louis chichocze nalewając kolejną rundkę szotów - Czekaj, myślałem, że Sara zakazała ci już więcej pić - chłopak odsuwa ode mnie kieliszki pełne piekącej cieczy.
- Tak było - słyszę za sobą dźwięczny głos Sary, która zabiera mu je i wylewa z szerokim uśmiechem - Myślałam, że jesteś już wystarczająco dorosła, aby zostawić cię samą, jednak widząc, jak duszkiem wypijasz kieliszki wódki, stwierdzam, że byłam w błędzie - śmieje się otaczając mnie ramionami. Odwzajemniam tym samym i dołączam swoim śmiechem.
- Co? Zabawisz się w moją mamę? - śmieję się przyglądając się jej z uwagą.
- Oczywiście, że nie - dziewczyna wypija szota.
- Impreza przenosi się tutaj? - słyszymy za nami Niall'a. Sara niemalże natychmiast się ode mnie oddala i rzuca się na swojego wesołego chłopaka obdarowując go całusem. Nie widzieli się kilka chwil, a zachowują się, jakby minęły lata.
- Gdzie podziali się Liam i Danielle? - pytam, moja twarz płonie od wypitego alkoholu.
- Myślę, że wyszli spędzić troszkę czasu sam na sam... Sama rozumiesz, Liam jest strasznie zajęty ciągłą nauką, Danielle pochłonięta treningami.. korzystają z wolnego czasu - Sara mruga do mnie.
- Ewww okropne Sar - śmieję się, choć wiem, że ma rację.
- Zagrajmy w jakąś pijacką grę - Charles uśmiecha się dołączając do naszego stolika wypełnionego po brzegi różnymi trunkami. 
- Skopię ci tyłek - Louis wypina się dumnie w stronę Charles'a. Każda gra była dla niego wyzwaniem, z którego musiał wyjść zwycięsko. Nie istniała żadna inna opcja.
- Czyli ja pokonam ciebie Lou? Pamiętasz może grę na lasery? - droczę się z nim.
- Zwolnij Augustine, zwolnij - Louis przykłada dłoń do klatki obrazując poczucie urażonego moim komentarzem. Oboje po chwili wybuchamy niepohamowanym śmiechem.
- Harry, kolego, dołącz do nas! - Charles woła bruneta zachęcajac go do wspólnej zabawy. Spoglądam na niego, chłopak łapie za mną kontakt wzrokowy, po czym szybko spuszcza wzrok w dół. Zachowuje się jak wcześniej, czyli stara się ze mną nie konfrontować.
- Nie dzięki, w zasadzie to już wychodziłem - bełkocze.
- Harry.. - Charles stara się do przekonać, złapać, ale on ignoruje jego prośbę i szybkim krokiem zmierza w stronę wyjścia.
- Zaraz wrócę - rzucam do wszystkich, po czym opuszczam grupę podążając za Harry'm - znowu. Zauważam go niemalże biegnącego do drzwi wyjściowych. Przepychając się przez tłumy pijanych nastolatków staram się dojrzeć gdzieś Zayn'a. Nigdzie go nie widzę.
- Harry! - wołam za nim. Chłopak zatrzymuje się po środku głównego holu przy schodach odwracając się w moją stronę. Jego zielone tęczówki są nagie, nie wyrażają żadnej przyjaznej intencji.
- Hej Jula, szukasz Zayn'a... - rozgląda się dokoła.
- Po prostu dawno nie rozmawialiśmy, nie uważasz? - pytam go - Cały wieczór mnie unikasz - chłopak spuszcza głowę całkowicie milknąc.
- Pieprz się Zayn! - słyszę za sobą przeraźliwy krzyk. Obracam się na pięcie w stronę schodów, gdzie zauważam Zayn'a wciągającego Ericę do swego starego pokoju. Gapię się w ciężko zatrzaśnięte drzwi, mój żołądek wykonuje przewrót w tył. To nic takiego... do niczego pomiędzy nimi nie dojdzie. Jestem tego pewna... Dlaczego, więc czuję ten kujący ból w sercu na samą myśl o tej dwójce spędzającej czas w jednym pokoju? Wydycham lekko powietrze zmuszając się do odwrócenia wzroku w inną stronę.
Po chwili słyszę kolejne trzaśnięcie drzwiami, po czym owiewa mnie podmuch zimnego powietrza. Odwracam się w stronę Harry'ego, lecz chłopaka już tam nie ma. Mój wzrok rejestruje tylko garstkę zlanych ludzi - sama jestem już nieźle napita, ale nie do stopnia, by tupać bezsensownie stopami i zbijać wszystkie przedmioty na swojej drodze. Buczę niezadowolona zastanawiając się, czy powinnam zaglądać do pokoju Zayn'a, czy biec za Harry'm.
Powiedziałam Zayn'owi, że nie wymagam od niego wylewności, że nie musi mi mówić wszystkiego - co zawierało wszelkie informacje o Erice.. prawda? Chłopak najzwyczajniej w świecie zaciągnął ją do pokoju i zatrzasnął drzwi. Zrobił to w celu rozmowy, tak, po prostu wyjaśniają swój konflikt, a ja nie powinnam się w to mieszać. Przymykam powieki starając się uspokoić szalejące w głowie nieprzyjemne myśli. Zaczynam wierzyć we własne przekonanie i szybkim krokiem wybiegam na zewnątrz.
Zimne powietrze natychmiast uderza moja rozgrzane ciało, przez co na moim ciele pojawiają się niechciane ciarki. Przemierzam przez trawnik, gdzie zauważam Harry'ego idącego chodnikiem wzdłuż ulicy.
- Harry! - wołam go donośnie, przez co chłopak zatrzymuje się w miejscu. Wygląda, jakby bił się z myślami; zatrzymać się, czy iść dalej? Po chwili ociężale obraca się w moją stronę z przykrym wyrazem twarzy.
- Dlaczego mnie unikasz Harry? Myślałam, że między nami wszystko w porządku... - chłopak spogląda na mnie pustym wzrokiem, po czym spuszcza go w dół zupełnie zrezygnowany.
- Nigdy nie będzie między nami okay - niemalże szepcze - Nie możemy się już więcej przyjaźnić - mówi oschle, jego zielone tęczówki są zimne.
- Co..? - pytam łapiąc się za głowę. Chyba się przesłyszałam; jestem bardziej pijana, niż mi się wydaje.
- Koniec z naszą przyjaźnią - powtarza powoli, znacznie głośniej.
- Dlaczego? - pytam go zagubiona stawiając niewielki krok w jego stronę. Przyglądam się przez moment przechodzącym obok nas chłopakom.
- Bo tak - odpowiada obracając się. Odchodzi.
- Nie Harry. Nie odchodź! Wytłumacz mi to! - krzyczę za nim desperacko stawiając kolejny krok w jego stronę. Chłopak ponownie się zatrzymuje kręcąc głową - Dlaczego nie możemy być przyjaciółmi? - nalegam.
- Ponieważ zależy mi na tobie! - krzyczy obracając się w moją stronę. Szczęka mi opada na dźwięk tych słów, moje serce przyspiesza. Nie czuję się w ten sam sposób, gdy wypowiada je Zayn, słowa Harry'ego brzmią inaczej - okropnie, desperacko, czuję przez to wyrzuty sumienia i rozpierające mnie szczęście na raz.
- Zależy mi na tobie.. tak cholernie bardzo.. to mnie zabija! To mnie całkowicie zabija Jula - gdy cię z nim widzę. Boli mnie fakt, że to nie ja byłem tym, który ocalił cię z rąk tego sukinsyna Derek'a - wypluwa podchodząc w moją stronę z każdym kolejnym słowem - Zabija mnie wiedza, że Zayn przyjechał na tą pieprzoną imprezę tylko po to, by cię uratować, gdy jak byłem na miejscu i mogłem to zrobić za niego.
Gapię się w niego, chłopak cały czas zmniejsza między nami dystans. Nigdy nie sądziłam, że zależy mu na mnie, aż do tekiego stopnia. Złość i emocje wytryskujące z jego tęczówek, alkohol płynący w moich żyłach - wystarczy, abym zapomniała o panującym na dworze zimnie.
- Zabija mnie to, że go kochasz Julio.
- Nie kocham go - potrząsam głową - to jedyne co przychodzi mi obecnie na myśl. Nikomu nie przyznałam się wcześniej do miłości, odkąd sprawy z Matt'em potoczyły się w taki sposób... Tylko i wyłącznie rodzinie i czasem Sarze, ale to co innego.
- Bzdura Jula! - wrzeszczy wściekły podchodząc jeszcze bliżej - Zabija mnie widok waszej dwójki - sposób, w jaki on cię traktuje, ciągle powodując twój płacz. Gdy tylko usłyszysz słowa przeprosin w mgnieniu oka promieniejesz, uśmiechasz się... Boli mnie, że tak mocno go kochasz, ile wiary w nim widzisz, mimo tego całego gówna z Ericą przez, które on cię prowadzi! - wymachuje dłońmi w stronę domu zamykając przestrzeń między nami. Tym razem znajduję się centymetry od niego, jego klatka ciężko unosi się w górę i dół.
- Zawsze mu wybaczasz, nieważne co zrobi! Tym razem również mu wybaczysz, za zostawienie cię tutaj samej. Za zamykanie się w pokoju ze swoją byłą laską do pieprzenia. Jestem pewien, że właśnie dostaje od niej, to, czego nie może dostać od ciebie - buczy.
Spoglądam w stronę domu mrużąc oczy. Jest w pokoju z Ericą... Tylko rozmawiają.. Zayn by mi tego nigdy nie zrobił.. Zayn, którym ostatnio był na pewno by mi tego nie zrobił. Ale dawny Zayn - jego zwykły charakter byłby do tego skłonny... Ociężale obracam się w stronę Harry'ego. Chcę mu powiedzieć, że się myli, że nie rozumie naszego związku, ale on ma rację.
Nie kocham Zayn'a.. niestety. Jednak mi na nim zależy, i w tym ma znowu rację. Zależy mi na tym popieprzonym chłopaku i chowam ogromną nadzieję, że zawsze mu wybaczę, wszystko. Tak już po prostu jest...
- Zabija mnie wasz wspólny widok, razem. Boli mnie, jak ogromny wpływ ma na ciebie... najpierw mówi, że mu na tobie zależy, a potem zostawia cię dla niej... - Harry cichnie - Gdybym to ja był na jego miejscu.. Gdybyś została ze mną.. wtedy na arenie laserowej... Zapomniałbym o Erice, nigdy bym cię nie opuścił, nie rozkazywałbym ci mówiąc co masz robić, nie kupiłbym gównianego mieszkania i robił wyrzuty sumienia, że nie chcesz się do niego ze mną wprowadzić.
- Nie robi mi o to wyrzutów, po prostu się nie zgodziłam - odpowiadam cicho. Każde wypowiadane przez niego słowo mnie rani, czuję fizyczny ból. Boli mnie, że czuje się w ten sposób i to przeze mnie. Ja wykreowałam w nim ból, cierpienie w jego tęczówkach i głosie.
- Przekona cię do przeprowadzki Julia, bo go kurwa kochasz - krzyczy - Zabija mnie świadomość, że go kochasz..
- Ja go nie kocham! - wrzeszczę na niego, w moich oczach pojawiają się łzy.
Sama myśl o kochaniu jakiegokolwiek chłopaka łamie mi serce, jedyne o kim mogę wtedy myśleć to Matt i to w jaki sposób okazywaliśmy wobec siebie to piękne uczucie. Wyznawaliśmy sobie pseudo miłość, to nigdy między nami nie istniało. Były to tylko puste, nic nie znaczące słowa.
- Dobra - syczy - W takim razie zabija mnie wiedza, że ci na nim zależy.. On na to wcale nie zasługuje. Dajesz mu te możliwość, a on to wykorzystuje, i nie bierze na poważnie. Nadal żyje swoim dawnym stylem - gównianego, nic nie wartego kobieciarza.. Gdybyś dała mi szansę, wykorzystałbym ją jak należy, zapracowałbym na to, nigdy nie pozwoliłbym byś żałowała swojej decyzji - chłopak oddycha głęboko, do jego zielonych tęczówek napływają łzy.
Pojedyncze kropelki słonej cieczy płynął w dół mojej twarzy. Wzdycham lekko, Harry podchodzi jeszcze bliżej mnie.
Jego place ocierają się o skórę na mojej twarzy wędrując wzdłuż kosmyka włosów - w noc  naszego pierwszego spotkania zrobił dokładnie to samo. Odnoszę wrażenie, że od tamtego czasu minęło wiele czasu... poznałam wtedy też Zayn'a - od tamtej pory moje życie zmieniło się w ciągłą walkę z emocjami. Potrząsam głową i stawiam krok z dala od niego.
- Myślę, że masz rację Harry... Chyba nie możemy się już przyjaźnić - szepczę. Nie chcę stracić Harry'ego, ale dalsza przyjaźń wszystko zepsuje, skrzywdzimy się jeszcze bardziej.
- Tak cholernie mi na tobie zależy, to boli... On na ciebie nie zasługuje.. Gdybyś tylko była moja, mówiłbym ci tylko to, co chcesz usłyszeć, nie ukrywałbym przed tobą niczego. Gdybyś tylko należała do mnie.. - przymykam oczy kręcąc głową.
- Wiesz.. nie należę do ciebie Harry - przerywam mu. Powoli otwieram powieki, by na swojej drodze ujrzeć załamanego chłopaka wpatrzonego we mnie. W jego tęczówkach nie ma już złości, czy cierpienia - tylko litość, desperację.
- Nie dzwoń do mnie, jak on złamie złamie ci serce - buczy kręcąc głową i odchodzi. Wydycham chwiejnie patrząc, jak chłopak wsiada do samochodu i odjeżdża w dół ulicy. 

Zayn POV
 - Erica... Nie opuszczę Julii, musimy raz na zawsze skończyć z tym gównem między nami - buczę zatrzaskując za sobą drzwi od mojego starego pokoju. Całe szczęście pomieszczenie jest całkiem puste. Jestem wdzięczny, że nie oddali mojej komnaty jakiemuś rozwydrzonemu, pijanemu chłopakowi z bractwa, który doprowadziłby go do ruiny.
- Robisz się taki wrażliwy na uczucia! - uderza mnie w ramię z wściekłym wyrazem twarzy.
- Nie prawda - buczę na nią. Dziewczyna śmieje się obracając się na pięcie z wyzywającym wyrazem twarzy.
- Do prawdy? O co chodzi z tym całym publicznym obściskiwaniem się? - wymachuje dramatycznie rękoma.
- Już wiele razy robiłem to na imprezach, publicznie - przypominam jej szorstko.
- Tak, to ja byłam twoją laską do seksu, a nie jakąś czepliwą dziewczyną - warczy zakładając ręce na piersiach
- Jeśli sądzisz, że Julia to jakaś zwykła, czepliwa- - zaczynam, Jula wcale się do mnie nie kleiła... Chciała po prostu znać każdą cholerną cząstkę mojego życia.
- Ja nie uważam, ja to wiem na Boga! - wydycha ciężko ze śmiechem - Czy nie zauważasz jak miękki się stajesz? To całe twoje dziwaczne zachowanie, zawsze chodzi o nią, nie chcesz jej zranić, ani tym bardziej, żebym to ja ją zniszczyła - drwi niskim tonem - Od kiedy jakakolwiek dziewczyna obdarowuje cię jakimikolwiek uczuciami? Zawsze liczą na szybki numerek i zmierzają do końca.
- Erica-
- I ten pieprzony apartament Zayn? Co się stanie gdy w końcu Julia zdecyduje się do ciebie wprowadzić? Wiele gówna może spotkać człowieka. Z całej siły chronisz ją przed poznaniem prawdy o samym sobie, bo doskonale sobie zdajesz sprawę, że taka dziewczyna, jak ona zostawi cię gdy tylko odkryje prawdę. Kogo poprosisz o pomoc, gdy rozpęta się burza? - domaga się jasnej odpowiedzi. Rzucam w nią złośliwym spojrzeniem, gdy spaceruje po całym pomieszczeniu wyolbrzymiając całą tą sytuację.
Miała rację.. Za każdym razem, gdy decyduję się na jakąkolwiek bliższą relację, wszystko prędzej, czy później się sypie. Erica zwykła sprzątać po mnie, próbować to jakoś załagodzić - ja tym czasem pochłaniałem się w poszukiwaniach kolejnej zdobyczy.
- To nie kolejna Stacy, prawda? Chyba nie chcesz kolejny raz zrobić z Harry'ego, bądź Charles'a kołka? Zabawić się z ich egiem i dumą? - wrzeszczy. Jakim prawem pozwoliła sobie na porównanie Julii do Stacy?!
- Czy wyglądam, jakbym się nią zabawiał? - pytam ją rozwścieczony.
- Nie mam pojęcia, ale wolałabym, aby tak było! Mógłbyś to wtedy wkrótce zakończyć! - odkrzykuje - Zdajesz sobie sprawę, że Blake jest gotowy opowiedzieć Julii całą historię o Stacy, prawda? Dowie się w jaki sposób schrzaniłeś ich związek - wzdycha.
- Nie rozwaliłem ich związku, nie miałem z tym nic wspólnego. Stacy jest po prostu durna i naiwna - kręcę głową. Naprawdę była idiotką.
- Skoro jesteś, aż tak szczęśliwy w swoim kolorowym związku, to dlaczego spędziłeś połowę wieczoru ze mną, kłócąc się, zamiast obściskiwać się z Juleczką? - pyta unosząc brew zaintrygowana - Co? Zmęczony publicznym okazywaniem uczuć? Robisz to tylko dlatego, że ona tego chce. Widzę to. Robisz wszystko na jej skinięcie, to nie jesteś już prawdziwy ty - oznajmia podchodząc do mnie.
 - Skąd niby to wiesz? - pytam ją ostro, na co dziewczyna obdarowuje mnie głupim uśmieszkiem. Powinienem był zostawić ten temat w spokoju. Mogłem nie zaczynać z nią w kuchni, odpuścić sobie.
- Próbujesz być dla niej Matt'em, wiesz, jak bardzo ona go kocha - stawiam krok w jej stronę, na sam dźwięk tego imienia zaczyna się we mnie gotować.
- Co Zayn? - podpuszcza mnie - Powiedz, że to nie prawda, zaprzecz moim słowom. Przyznaj się, że odstawiasz tę całą szopkę kochającego chłoptasia, bo sam tego chcesz - mówi patrząc mi prosto w oczy.
 Nie wiem dlaczego to robię, chyba dlatego, że mi na niej zależy, tak zależy mi na Julii. Wiem też, że przywykła do takich rzeczy. Ja... Wcale nie chodzi tu o Matt'a. Ona go już nie kocha.
- Idę jej poszukać - przechodzę obok niej.
- Robisz się taki miękki Malik... Co będzie dalej? Pozbędziesz się tatuaży i ciemnego stylu? Wymienisz te ubrania na koszulki polo, spodnie khaki i tuzin podręczników pod pachą? - droczy się ze mną. Obracam się w celu nawrzeszczenia na nią, jednak w tym samym momencie słyszymy ciche pukanie do drzwi. Nie. Mam tylko nadzieję, że to nie Julia.
Otwieram drzwi, w progu zastaję Elenaor, która mierzy wzrokiem najpierw mnie, a potem Ericę - jest zawiedziona. Nie mam pojęcia czego chce, ale wygląda na więcej, niż tylko niezadowoloną.
- Czego chcesz? - pyta ją Erica.
- Szukałam cię... Musimy skończyć naszą rozmowę, ale widzę, że jesteś teraz zajęty - szepcze, by Erica jej nie usłyszała.
- Elenaor to nie jest to, na co wygląda- staram się jej to jakoś rzeczowo wyjaśnić.
- Nawet się nie fatyguj Zayn... Jedynej osobie, której jesteś winien jakiekolwiek wyjaśnienia to Julia, która z resztą nieźle się już upiła - szepcze. Spoglądam na zniecierpliwioną Ericę.
- Porozmawiamy jutro - przechodzę obok brunetki i podążam w dół schodów. Zaczynam kierować się w stronę balkonu, gdzie z pewnością odnajdę Julię z całą resztą. Mam ogromną nadzieję, że nie zacznie wypytywać mnie o Ericę, czy El. Nie mam ochoty jej tego teraz wyjaśniać. Nie zrobię tego.
- Czy właśnie wygrałam? - słyszę jej niewyraźny głos dochodzący z salonu. Zatrzymuję się i idę tam. Julia stoi w towarzystwie Sary, obie grają w ping-ponga.
- Wydaje mi się, że obie przegrałyśmy - Sara śmieje się przytrzymując się Julii. Fantastycznie, obie są nieźle wstawione. Wchodzę do pokoju - Oh, popatrz kto się tu zjawił - Sara chichocze na mój widok.
- Zamknij się - naskakuję na nią nieprzyjemnym tonem, na co dziewczyna wystawia język. Następnie wybucha śmiechem próbując utrzymać równowagę podtrzymując się o ramię Julii - Gdzie do cholery jest Niall? - pytam ją rozglądając się po grupie osób.
- Czas na damski wieczór. Wystawiłeś Julię dla tej dziwki... Nie miałam serca zostawić mojej dziewczynki zupełnie samej - Sara śmieje się całując Julię w policzek. Dziewczyna zaczyna się śmiać. Łapię ją za rękę i przyciągam do siebie.
- Ile wypiłaś? - dopytuję ją pomagając jej stać na równych nogach.
- Jakby to było ważne. Ja zatrzymam swój mały sekrecik, ty też możesz - bełkocze niewyraźnie. W jej oddechu czuć woń alkoholu. Piorunuję Sarę spojrzeniem, która bawi się piłeczkami od ping-ponga wrzucając je do kubeczków po drugiej stronie stołu.
- Julia, kurwa, serio? Teraz się w to bawimy? - spoglądam na nią.
- Dlaczego cię to obchodzi? - syczy ze złością - Całą noc zajmowałeś się Ericą - buczy przechodząc obok mnie. Szybkim ruchem łapię ją za ramię - Zostaw mnie! - krzyczy.
- Zabieram cię do domu - przyciągam ją do siebie.
- Świetnie się tutaj bawię - protestuje starając się uwolnić z mojego uścisku.
- Zabieram cię do domu - powtarzam.
- Nie chcę iść! - wrzeszczy. Ignoruję jej prośby i wyprowadzam ją w spokojniejszą okolicę - Ja poprowadzę - mówi mi zataczając się przede mną na boki.
- Nie ma mowy - śmieję się z niej podchodząc do samochodu.
- Wypiłeś dokładnie tyle, ile ja - rzuca we mnie. Wypiłem ledwie jednego drinka, nie mam pojęcia ile zdążyła pochłonąć Julia ze swoją uroczą, równie pijaną przyjaciółeczką przy boku.
- Za nic w świecie nie pozwolę ci teraz prowadzić - otwieram drzwi pasażera i niemalże wpycham ją do środka. Jej ciało bezwiednie opada na fotel, dziewczyna przewraca oczami, ale nie odzywa się.
Czuję budującą się we mnie złość, wszystkie kłótnie, które ostatnio udało nam się szczęśliwie ominąć powoli gromadzą się i za niedługo wybuchną... 
^^^^^
- To nie jest dom - dziewczyna bełkocze, gdy niosę ją do mojego mieszkania. Na jej nieszczęście ilość alkoholu zaburzyła jej równowagę i zdolność do samodzielnego poruszania się.
- Wiem - wzdycham odkładając ja na jedna z kanap. Dziewczyna podnosi się i rozgląda zdezorientowana.
- Kurwa, naprawdę nie powinienem był zostawiać cię tam samej, jesteś totalnie pijana - mówię podchodząc do kuchni w celu nalania jej szklanki zwykłej wody.
- Czy pomiędzy tobą, a Elenaor do czegoś doszło? Gdy spytałam Louis'a, on- - bełkocze do mnie z salonu.
- Pytałaś Louisa? - krzyczę na nią wracając do pokoju. Dziewczyna wstaje asekurując się o ścianę. Spytała cholernego Louisa? Elenaor urwie mi głowę, gdy on tylko zacznie ja o to wypytywać. Oczy dziewczyny napełniają się w złość od moich krzyków.
- Tak i wiesz co? On nie ma o niczym pojęcia! Powiedz mi dlaczego spędziłeś całą noc z Ericą! - domaga się wyjaśnień ze zranieniem w głosie - Wiem, że zabrałeś ją do pokoju! I co? Przeleciałeś ją, bo ja ci nie daje? - jej głos ocieka złością i jadem.
- Myślisz, ze to zrobiłem? - syczę zezłoszczony, w moim sercu czuję nagły i nieprzyjemny ból. Uważa ze przeleciałem Ericę, bo ona się nie dała? Zaciskam dłonie w pieści.
- Zayn przecież tak właśnie było! Taki jesteś! Zwykły kobieciarz z bractwa! - wytyka mi.
Nie odpowiadam na jej zarzuty. Dziewczyna stara się przezwyciężyć ciężar ciała i podtrzymać rozmowę, nie ma pojęcia co wygaduje - staram się uspokoić. Ona jednak mi w tym wcale nie pomaga, mówi dalej.
- Dlaczego okłamałeś mnie w sprawie z dziećmi? Czemu nadal przyjaźnisz się z Ericą? - pyta dalej.
Zaciskam szczękę, staram się utrzymać w sobie całą napędzoną przez jej niewyparzoną buźkę złość. Wiem, że prędzej, czy później palnę coś, czego będę później cholernie żałować. Słowa Erici ciągle przebiegają po mojej głowie;
Próbujesz być dla niej Matt'em, wiesz, jak mocno go kocha. Nie jestem żadnym, pierdolonym Matt'em. Nie zamierzam się z nią dłużej zabawiać. Nie chcę się z tym chrzanić. Jestem Zayn, nie umawiam się, nigdy się nie zobowiązuje. Od nikogo niczego nie oczekuje, nie obchodzi mnie, co myślą sobie o mnie inni i jakie mają zdanie o moim postępowaniu.
- Wiesz co? Dlaczego nie powiesz mi najpierw, dlaczego przyjaźnisz się z tym pieprzonym dupkiem, który cię zdradził? - szczęka dziewczyny opada, z jej tęczówek upływa cała złość .
Moje pytanie miesza się z gęstą atmosferą wściekłości, wszystko zepsułem, dolałem tylko oliwy do ognia...



Wracam do starych ustaleń; rozdział piątek/sobota. eh... jak myślicie, rozstaną się? :C

2 komentarze:

  1. Wydaje mi się, że nie. Za bardzo im na sobie zależy:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie nie rozstaną się nie mogę się doczekać następnego

    OdpowiedzUsuń