Strony

sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział 33

Następnego poranka podkradam telefon Sary, zanim się budzi i zapisuję sobie numer do Niall'a, po czym szybko go wykręcam. Chłopak odbiera po trzech sygnałach.

- Halo?

- Cześć Niall tu Julia - szepczę wychodząc z pokoju na korytarz, aby nie obudzić Sary.

- Oh hej Jula, wszystko w porządku? - pyta zaspanym głosem. Założę się, że go tym obudziłam, ale chyba mu to nie przeszkadza.

- Tak, miałam tylko nadzieję, że uda mi się z tobą przegadać urodziny Sary. Jak Pennie już wiesz wypadają one w następnym tygodniu. Ostatnio wspomniała mi, że miałeś wobec tego jakieś plany - bełkoczę oparta o ścianę w pustym przedsionku. Oprócz mojego głosu nie słychać niczego innego.

- Owszem, mam coś w zanadrzu - słyszę, jak ziewa, zgaduje, ze obecnie kładzie się z powrotem na pościel.

- Chciałabym ci w tym jakoś trochę pomóc, zazwyczaj organizowałam jej imprezy niespodzianki, ale ostatnimi czasy w ogóle nie miałam do tego głowy - przeczesuje włosy palcami uśmiechając się do siebie - moim głównym zawrotem głowy był Zayn.

- Pewnie, myślę, że będę potrzebował nieco pomocy - śmieje się wyczerpany.

- Ona kocha ekstrawagancje, więc powinniśmy zaplanować duże wydarzenie, zaprosić ogrom ludzi. Nie wiem czy uda nam sie pozostawić to całe wydarzenie w ukryciu przed nią, ale zrobię co w mojej mocy - mrużę oczy. Mimo, że każda impreza na jej cześć miała być 'niespodzianką', Sara zawsze wcześniej, czy później się o niej dowiadywała  - wtedy do akcji wkraczały jej umiejętności aktorskie. Kiedy próbowała ukazać łzy szczęścia wykorzystywała pomoc w postaci kropelek wody.

- Brzmi świetnie, gdzie? - Niall niemalże zasypia na słuchawce i czuję się źle z tym, że go obudziłam tak wcześnie.

- Myślisz, że uda się to zorganizować w domu bractwa? To duże miejsce, wszyscy wiedzą, jak trafić i.. nie ukrywając każdy zna i uwielbia ciebie oraz Sarę - zaznaczam zakładając ręce na piersi przenosząc więcej ciężaru na ścianę.

- Brzmi dobrze.. Pogadam z Charles'em jakoś rano.. - bełkocze. Tłumię swój śmiech. Była już ósma rano, a on nadal brzmiał, jak nie żywy.

- Świetnie, później obgadamy wszystkie szczegóły. Pośpij jeszcze - w odpowiedzi słyszę tylko jakiś bełkot, na co potrząsam głową chichocząc i się rozłączam.

Nie mam pojęcia dlaczego, ale zawsze po każdej rozmowie z Niall'em czułam się o wiele lepiej; ma w sobie coś co podnosi człowieka na duchu, nie ważne w jak wielkim dołu aktualnie się znajduje. Wracając do pokoju słyszę dźwięk przychodzącej wiadomości.

Sara przewraca się na drugi bok rozdrażniona tym hałasem - wraca do snu. Podchodzę do swojego łóżka i kładę się tam sprawdzając komórkę. Trzymam mały ekranik przed swoimi oczami odczytując kolejne słowa esemesa.

' Dzień dobry Julio'

Dokładnie wiem, kim jest jej adresat, choć nie jestem w stanie wyjaśnić skąd. Otrzymywałam wiele porannych wiadomości od różnych osób, najczęściej od mojej mamy. Mimo, że przyszła z nieznanego numeru po prostu wiem kto ją do mnie wysłał. Na moją twarz wkrada się uśmiech pełen prawdziwego szczęścia. Odpisuję;

'Dzień dobry Zayn'

Po 30 sekundach mój telefon znowu brzęczy.

'Odbiorę cię dziś o 17, by się pouczyć w domu bractwa'

Czytam widomość z uśmiechem na samą myśl spotkania się z nim. Mam nadzieję, że wszystko będzie tak samo - bez kłótni, tak jak w tamtym tygodniu. Nie odpowiadam, nie było takiej potrzeby.

Nadal irytowało mnie kilka rzeczy, on nigdy mnie o nic nie pytał, tylko rozkazywał. Obracam się na bok i gapię w okno. Każde zdanie Zayn'a przypominało komendę - taki był, trudny do pokonania i przeciwstawienia się.


***


Wybija 17 po południu. Założyłam na siebie spodnie, białą koszulę - czyli zwykły szkolny zestaw. Zdecydowałam nie wciągać leggins'ów, odkąd tak bardzo pociągały Zayn'a, a mieliśmy przed sobą sporo pracy.

Sara wyszła gdzieś z Niall'em i jestem zmuszona sama zakręcić sobie włosy - wyszło całkiem nieźlem jednak nie tak zjawiskowo, kiedy wykona to ona. Trochę praktyki i nabiorę wprawy. Słyszę pukanie, szybko zbieram książki i otwieram drzwi. Zauważam Zayn'a ubranego w swój codzienny czarny zestaw.

- Gotowa? - spogląda na mnie z uśmieszkiem.

- Taa - potakuję. Chcę dodać, że musimy pozostać przy nauce, ale nie mam ochoty rozpoczynać jakiejś sprzeczki. Jakimś sposobem udaje mi się przytrzymać język za zębami przez całą drogę do samochodu. Jak zwykle chłopak otwiera przede mną drzwi.
Jestem nieco zawiedziona, że nie przywitał mnie buziakiem, ale przecież tak postępują tylko pary. Ledwo udawało nam się nie wchodzić we wspólne sprzeczki, więc nie mogłam oczekiwać ogromnego kroku w stronę tworzenia związku. Napawam się zapachem rozchodzącyn po całym samochodzie - nie mogę się nie uśmiechnąć na woń jego perfum. Szybko dojeżdżamy pod wielki dom bractwa.
- Mam nadzieję, że sprawdzian będzie łatwy - bełkoczę, ta myśl nurtuje mnie od dobrej chwili, nie mogę sobie pozwolić na kolejną słabą ocenę.

- Zdasz - pewna odpowiedź Zayna dodaje mi wiary i relaksuje. Czuję, że się rumienię nadal gapiąc się na widok za oknem.

- Skąd możesz to wiedzieć? - pytam.

- Ponieważ Pan Collins cię bardzo lubi - odpowiada tępo; wyczuwam w tym nutę kpiny.

- O tak, rzeczywiście, dlatego ostatnio ocenił mnie na -4 - wspominam mu o tym.

- Dzięki temu mógł z tobą porozmawiać - miał doskonałą okazję; i nie przecz, bo wiesz o tym tak samo dobrze, jak ja - odpowiada, kiedy dojeżdżamy na miejsce.

- Doprawdy? - unoszę brew odpinając pas bezpieczeństwa.

- Taa - przytakuje wysiadając z pojazdu - jego postawa jest przejmująca, nie jest mu to obojętne - wręcz przeciwnie, bardzo go do obchodzi i nie pokazuje swojej niegrzeczności. Wysiadam na zewnątrz i kontynuuje rozmowę.

- Dlaczego więc się uczymy, skoro jestem tak samo mądra, jak ty? - otwiera przede mną drzwi.

- A jaki mam inny powód, żeby się z tobą zobaczyć? - uśmiecha się. Moje serce raptownie przyspiesza, chłopak czeka zanim wysiądę. Zayn w momencie stał się taki czarujący, i czuję się dużo swobodniej.

- Mogłeś po prostu zapytać - sugeruję mu ze wzruszeniem ramion. Nie odpowiada, ale widzę, jak rzuca we mnie spojrzeniem typu; taa jasne. Przecież on nigdy o nic nie pytał, on nakazywał - No tak - śmieję się odwracając się od okna. Mulat nie odzywa się, kiedy podążamy do domu.

W środki jest zaskakująco cicho, z niektórych pomieszczeń dobiegają rozmowy chłopaków - przeważnie z  kuchni, w salonie słychać mecz, prawdopodobnie piłki nożnej.

Kierujemy się na schody prowadzące na piętro, do jego pokoju. To pomieszczenie stało się okropnie dla mnie podobne - na biurku ją już książki, notatki. Cieszę się, że się przygotował.

Chłopak zamyka za nami drzwi i podchodzi do laptopa włączając cichą muzykę. Rozpoznaję artystę - The Script. Uśmiecham się, ale nie wspominam mu o tym, po prostu siadam na łóżku.

Więc? - przyglądam się mu. Zayn zabiera ode mnie książki, kładzie je na podłodze. Gapię się na niego zdezorientowana - Potrzebuję ich - śmieję się wstając, aby je stamtąd zabrać, ale on delikatnie popycha mnie, abym znów usiadła.

- Nie dostałem buziaka na powitanie - mówi niskim chrypiącym głosem wysyłając ciarki po moim ciele. Podchodzi do mnie. Nie ruszam się, gdy przybliża się jeszcze bardziej. Czuję tą znaną siłę przyciągania oraz rozchodzące się po moim ciele ciepło.

Zamykam oczy, czuję jak jego usta ocierają się o moje - raczej się dziś nie pouczymy i nie wiem, jak mam się z tym czuć. Muszę połknąć tą wiedzę, ale bardziej od tego pragnę poczuć jego miękkie wargi na swoich.

Zamykam odległość między nami, nie jestem w stanie czekać na jego kuszące ruchy. Chłopak odpowiada atakiem na moje wargi. W sekundę znajduje się nade mną, jego dłoń chwyta mnie pod udem przyciągając do siebie. Nasze ruchy są gorące, pełne pragnienia.

Jego język wślizguje się, na co z moich ust wydobywa się cichy jęk rozkoszy, co go jedynie zachęca do dalszych ruchów. Jego dłoń wślizguje się pod moją koszulkę, przejeżdża nią po moich plecach i przyciąga bliżej swojego torsu. Odkąd jego usta znalazły się na moich, jestem uległa na wszelkie jego ruchy.

Przyciągam biodra bliżej niego, na co on mruczy nisko wtapiając się w moje usta. Uśmiecham się, kiedy chłopak oddala się - jego tęczówki wypełnia pożądanie; widzę, jak się hamuje.

- Niezły powitalny pocałunek - Jestem mu wdzięczna, że zatrzymał swoje zamiary. Nie byłam gotowa na seks, ale przy nim nie potrafiłam się powstrzymać. Chłopak wzdycha ciężko i potrząsa głową z uśmiechem.

- Żebyś wiedziała - mruczy wstając ze mnie. Brakuje mi jego ciepła, jego rąk, ale przypominam sobie, że przyjechałam tu, aby się uczyć. Mulat podnosi książki i rzuca je na łóżko koło mnie, po czym chwyta swoje z biurka i powtarza poprzednią czynność.

Zauważam, że zmieniła się już piosenka - w tle słyszę Coldplay. Zastanawiam się, czy to przypadek, że akurat lecą utwory, które bardzo lubię. To niemożliwe, aby zapamiętał wszystko, co mu powiedziałam.

Chłopak siada na łóżku w bezpiecznej odleglóści ode mnie - już do niczego nie dojdzie. Ściągam buty i siadam po turecku kładąc podręcznik na sobie.

- Zaczynamy - uśmiecham się otwierając książkę na stronach, które muszę zakuć do następnego piątku.


***


Jest późno, ale nie wiem jak bardzo. Jedno jest pewnie - oczy pieką mnie od wpartywania się w małą czcionkę tekstów w podręczniku. Już dawno skończyliśmy naukę i rozmawiamy. Chłopak opowiada mi o swojej ciotce - nie wspomina nic o ojcu - o tym, jak ona bardzo pragnęła wyjechać do Ameryki, by się uczyć.

Zayn poznał Louis'a jeszcze w Anglii, spotkali się kilka razy, ale kiedy dowiedzieli się, że oboje lecą tutaj na studia przybliżyli się i Zayn zaufał mu - ofiarował mu maksymalną ilość zaufania, na jaką go stać. Ciężko mu ufać płci męskiej, nie mówiąc już o dziewczynach.

Powiedział mi, że nie chciał wyjeżdżać do Stanów, ale przemyślał to i przyjechał z myślą przeżycia przygody. Opowiedział mi o Niall'u, że kocha go, jak brata i zawsze będzie o niego dbał. Gadamy i gadamy, aż w końcu słowa przestają się kleić i wszystko wydaje się niezwykle zabawne.

- Przestań się ze mnie nabijać - śmieję się zakrywając twarz dłońmi. Zayn wyśmiewa moje nieścisłe wypowiedzi o dzieciństwie. Czuję, jak chwyta moje nadgarstki i odciąga je od twarzy cały czas chichocząc.

- Nigdy nie zakrywaj przede mną swojej buzi - bełkocze z małym uśmiechem, jego palce gładzą moją skórę - Nie masz się czym wstydzić - czerwienię się na te słowa - I wcale się z ciebie nie nabijam - na jego ustach maluje się uśmiech.

- Właśnie, że tak - nie zgadzam się - Wyśmiewasz to, że będąc małą dziewczynką grałam w jakimś przedstawieniu!

- To właśnie starałaś się mi powiedzieć - śmieje się z moich poprzednich niezrozumiałych zdań. Potrząsam głową wybuchając śmiechem.

- Dlaczego tak wypytujesz o moje dzieciństwo? - pytam go. Już wcześniej mnie o nie pytał.

Nie interesowały go wydarzenia sprzed kilku lat, zawsze pytał o wczesne lata mojego dzieciństwa - czasy podstawówki; jakie miałam zwierzaki, ich imiona, kto był moją najlepszą przyjaciółką, jeszcze przed pojawieniem się Sary, co najbardziej zapamiętałam ze szkoły. Patrzę na niego, kiedy skanuje wzrokiem moją twarz.

- Chcę wiedzieć o tobie wszystko - moje serce łomocze. Nie ma zbyt wielu ciekawostek z mojego życia, ale podobnie czułam się wobec niego; również chciałabym go poznać tak od początku, nawet informacje skryte w ciasnych zakamarkach jego przeszłości.

- Nawet przygody teatralne z podstawówki? - pytam ciekawa.

- Wszystko co mi o sobie opowiadasz jest dla mnie warte zapamiętania - odpowiada z lekkością, bez wahania w głosie. Jego wzrok opada na nasze dłonie. Siedzimy w ciszy, jego słowa nadal dźwięczą w mojej głowie,

Naprawdę chciał wiedzieć o mnie wszystko? Jeśli tak jest, chciałabym, aby pozwolił mnie do siebie dopuścić. Wiem, że jestem specjalnie strzeżona, zwłaszcza od incydentu na imprezie bractwa, ale on sam jest zamknięty w więzieniu własnych sekretów i przeszłości. Chciałabym, aby nasza relacja od początku była dużo łatwiejsza, ale nic w życiu nie przychodzi do nas łatwo... i to mnie ostatnio przeraża.

- Już późno - mówię, nie mając pojęcia akurat czemu teraz postanowiłam o tym wspomnieć. Chłopak zerka na zegarek, który wskazuje 23:53 - Odwieziesz mnie? - mam nadzieję, że tak, nie mam ochoty powtarzać wcześniejszych wydarzeń.

- Powinnaś zostać, zostań na noc - mówi ciepłym, niskim głosem. Gapię się na niego z szeroko otwartymi oczami. Chcę się uśmiechnąć, bo poprosił, abym została, ale podświadomie jakaś część mnie podpowiada, że to nie najlepszy pomysł.

- Z-zostać na noc? - staram się pytać pewnie, ale się jąkam.

- Nie tak, jak myślisz - patrzy w dół - Tylko... pierwszej nocy, kiedy ze mną byłaś, spałem tak spokojnie, nie miałem żadnych koszmarów, nie budziłem się, aby mieć okazję na durne przemyślenia... To była porządna dawka snu - wyjaśnia, jak zawstydzony mały chłopczyk. Zayn nadal trzyma mój nadgarstek, a ja walczę z chęcią wspięcia się na jego kolana i przytulenia go.

- Okej - odpowiadam nie będąc do końca świadomą, że się zgodziłam. Jego wzrok błyska zaskoczeniem i szczęściem - Nie mam jednak w czym spać - dodaję cicho. Chłopak szybko podnosi się i chwyta swój czarny T-shirt ze swojej szafki. Podaje mi ją razem z parą dresów. Podnoszę się zabierając je od niego i przebieram się w łazience.

Koszulka jest na mnie za duża i bardzo luźna, ale pachnie jak Zayn, więc nie obchodzi mnie jej wielkość. Spodnie są nieco za długie, więc zawijam je na wysokości bioder podciągając nieco wyżej, aby nie spadły. Wracając do pokoju, Zayn stoi tam bez koszulki w nisko opuszczonych spodenkach.

Gapię się na jego umięśniony tors, zaskakująco znajduje się tam tylko kilka tatuaży - nie tak wiele, jak na ramieniu. Mój wzrok wędruje w dół, obserwuję mięśnie zaraz nad gumką wspomnianych spodenek.

Wiem, że jestem czerwona na twarzy, ale chłopak nic mi na to nie mówi. Odkładam ubrania na biurku. Uśmiecham się na zapach jego perfum, kiedy wspinam się na miękkie łóżko. Zayn milczy, kiedy wyłącza światło i wślizguje się obok mnie.

Nie wiedząc co ze sobą zrobić, chłopak wręcza mi pilot od telewizora. Cisza między nami jest komfortowa, ale żadne z nas nie decyduje się na konkretny ruch. Nigdy nie spędziłam nocy z Matt'em. Był taki jeden raz na campingu z jego rodzicami, ale spaliśmy w oddzielnych namiotach. Nie licząc też kilka sytuacji, kiedy zasypialiśmy razem na kanapie przed ekranem telewizora - ale to nie było zamierzone.

Wybieram jakiś film i dokładam pilota. Leże na samej krawędzi łóżka oparta o własną rękę, aby móc widzieć ekran. Czuję wzrok Zayn'a na sobie, ale nie zwracam na to uwagi. Słyszę jak chłopak chichocze i po chwili otacza mnie ramieniem w talii przyciągając do siebie.

Cieszę się, kiedy przybliża mnie do swojej klatki. Podciągam się kładąc na niej głową. Zauważam tam małą linię, nie jest długa, ale widoczna, ma wielkość mojego małego paluszka. Ma kolor jasnego różu  - to blizna. Jest wyraźnie postrzępiona, jakby nacięcie było bardzo głębokie i nie zarosło poprawnie.

Zastanawiam się skąd ją ma, on nigdy nie wspomniał mi, że jego ojciec go krzywdził, chyba że stawał w czyjejś obronie. Gapię się na nią, po mojej głowie biegną miliony możliwości. Staram się poskładać jakoś poznane już puzzle.

Myślę, czy zapytać go o tę bliznę, ale chyba poczekam na lepszy moment. Zwracam uwagę z powrotem na telewizor relaksując się. Czułam się tak dobrze, tak idealnie w jego ramionach. Jego palce głaszczą mnie po głowie.

- Będziesz tutaj ze mną, kiedy się obudzę? - słyszę niski pytający głos Zayn'a. Uśmiecham się, nawet jeśli on tego nie widzi przytakuję mu - Obiecujesz, że jeśli zasnę, nadal ze mną zostaniesz? - pyta ponownie pociągając  mnie za brodę, abym na niego spojrzała.

Jego karmelowe tęczówki patrzą na mnie intensywnie - widzę w nich śmiertelną powagę. Myślałam, że żartuje wspominając o pierwszej  nocy, gdy się poznaliśmy. Przytakuję powoli - Powiedz to - nakazuje mrocznym tonem.

- Obiecuję, że będę tu, kiedy się obudzisz - szepczę. Jego poważny wzrok niknie w uldze, kiedy rozluźnia zacisk na mojej szczęce. Powoli opuszczam głowę w zagłębienie pomiędzy głową, a szyją.

Moje serce płonie, oczywiście w dobrym znaczeniu, podpowiada mi, że to jest właśnie to, czego pragnę. I nic więcej.

On jest moim pragnieniem, chce abym została tu kiedy się obudzi - do tego dążyłam.. moje serce kłuje, płonie, przestrzega, że ta chwila nie potrwa zbyt długo, że nie zaznam tego szczęścia przez długi czas. Wręcz krzyczy, że nie powinnam z nim być, nie z chłopakiem, który był moim przeciwieństwem.



Notka od autorki:

Proszę głosujcie !

( Awww... Uielbiam końcówkę tego rozdziału.. Hmmm.. Skąd Zayn ma tę bliznę ?)

_________________

Nadchodze z 33!!

Jak wrażenia ? Był taki bezbronny .. ❤️❤️ 

Robimy umowę ?

40 komentarzy i jutro wstawiam 34. Wierze w was !! 😂❤️

wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział 32

Zayn POV:

Zatraciłem się w chwili przez tą jedną małą istotkę spoczywającą na moich kolanach. Nienawidzę, że posiada nade mną taką kontrolę, że jednym, małym pocałunkiem zdobywa władzę nad moim ciałem. Siedząc na moich kolanach utraciłem kontrolę nad wszystkim, nic nie mogło nas już zatrzymać. Pragnąłem tylko jej.

Legginsy, które założyła sprawiają, że nie mogę oderwać od niej wzroku - przyznałem się do tego. Jej tyłek wyglądał w nich tak dobrze, a jej umięśnione nogi zostały odpowiednio uwydatnione. Tak bardzo chciałem je teraz z niej ściągnąć. Posiąść wszystko co do niej należy i zachować dla siebie.

Dziewczyna odskakuje nagle, gdy słyszymy dźwięk tłuczonego szkła, gdzieś poza balkonem. Spoglądam w tamto miejsce, spoczywamy w ciszy nie wiedząc jaki krok wykonać. Nie dochodzi do nas żaden dźwięk.

Powoli podnoszę się z miejsca, dziewczyna schodzi z moich kolan - oboje uważnie nasłuchujemy. Niespodziewanie słyszymy, jak ktoś klnie; echo jego głosu rozchodzi się po cały domu.

Zerkam na twarz Julii - jest przerażona. Nie mam pojęcia, kto do cholery mógłby tu teraz przyjść. To na pewno nie Elizabeth, ani Jonah - oni zawsze dawali znać, kiedy wrócą z powrotem.

Jej oczy są szeroko otwarte, tak jak usta, patrzy ze strachem na drzwi - pewnie boi się, że ktoś nimi wejdzie i ją skrzywdzi. Zależy mi, aby czuła się przy mnie bezpieczna, żeby wiedziała, że jestem tu dla niej i nie pozwolę, aby ktoś ją dotknął choćby jednym palcem.

Przyciskam palec do swoich ust, szepczę cicho - Poczekaj tutaj - I zostawiam ją na balkonie. Nie chcę aby była tam sama, ale jeśli ktoś się tu jednak włamuje, to balkon jest najdalszym pomieszczeniem od głównego wejścia.

Zatrzymuję się przy gabinecie Jonah, gdzie jest bardzo ciemno. Jego biurko jest w całości pokryte różnymi papierami, na środku stoi wyłączony laptop. Chwytam jego stary kij basebolowy, który dostał jeszcze w liceum i przemierzam przez korytarz. Słyszę szepty i przekleństwa dochodzące z salonu.

W domu jest całkiem ciemno, ale jetem w stanie opanować tą całą sytuację. Zdaję sobie sprawę, że to żaden włamywacz, ani zabójca, gdy osobnik próbuje posprzątać potłuczone kawałki wazonu, który przed chwilą przypadkiem zbił. Włączam światło, na co nieznajomy podnosi się do pionu. Mrużę oczy w grymasie na jego widok.

- Hej koleżko - uśmiecha się do mnie, jego blond włosy są w bałaganie. Rzucam w niego spojrzeniem pełnym złości i wzdycham ciężko.

- Charles - odrzucam swoją broń przeczesując ręką po włosach. Kurwa, po prostu świetnie, przez niego musieliśmy przerwać tą niesamowitą chwilę. Gdyby nie to, że została tam na balkonie całkiem sama, z pewnością uderzyłbym go tu i teraz - Co ty tu robisz? - rozglądam się z zakłopotaniem.

- Louis powiedział mi, że cię tu zastanę - wyjaśnia, jakby to było takie proste. Charles był tu zaledwie dwa razy i dziwi mnie, że udało mu się tu trafić.

- Dlaczego chciałeś mnie znaleźć? - pytam, gotuje się we mnie. Jeśli zniszczył nasz wieczór bez poważnego powodu, będzie musiał za to zapłacić.

- Musimy obgadać imprezę, która odbędzie się w przyszłym tygodniu - wzrusza ramionami.

- Dlatego przejechałeś całą pieprzoną drogę do mojego domu? Żeby obgadać szczegóły imprezy? - gapię się na niego zaciskając szczękę. To niedorzeczne, on nigdy tak nie robi.

- Czy w czymś ci przerwałem? - jego oczy zerkają za mną. Uśmiecha się zbyt przyjaźnie.. odwracam się i widzę Julię, która powoli schodzi po schodach. Na jej twarzy nadal maluje się strach, ale po chwili łagodnieje, kiedy zauważa Charles'a. Dziewczyna uśmiecha się szczerze, a mnie dosłownie zalewa krew.

- Charles? - pyta wchodząc do salonu - Co ty tu robisz? - uroczo zerka na potłuczone kawałki wazonu.

- Przyjechałem pogadać z Zayn'em o następnej imprezie, ale muszę powiedzieć, że wglądasz zachwycająco - uśmiecha się do niej skanując wzrokiem jej ciało. Mam ogromną ochotę go uderzyć, ale wtedy zrujnuję cały nasz wieczór. Szybko przyciągam ją do siebie.

Wiem, że mój ruch ją dziwi, ale nie protestuje. Jej ciało automatycznie relaksuje się na mój dotyk, tak idealnie do mnie pasuje. Jeśli Charles wpadł tu, aby zniszczyć naszą randkę... lub, aby podziwiać jej niesamowite ciało..., nie nie mógł tego zrobić, nie była jego - ale również nie była moja.

- Przyjechałeś tu całą drogę tylko po to? - jest zaskoczona.

- To całkiem pokaźne wydarzenie - wzrusza ramionami rozglądając się po pomieszczeniu. Czuję do niego nienawiść, wyraźnie testuje moje zaufanie - Wpadnę kiedy indziej, zapomniałem, że jest już tak późno - przeprasza z niewinnym uśmieszkiem.

- Ja też powinnam już wracać - dziewczyna odzywa się po chwili.

- Mogę cię podwieźć i tak jadę do miasta - oferuje jej z uśmiechem. Piorunuję go wzrokiem, ale on nawet tego nie zauważa, bo skupiony jest na Julii. Otwieram usta, aby powiedzieć mu, aby się uprzejmie odpierdolił, ale przerywa mi delikatny głos Julii.

- Dzięki, ale nadal muszę o czymś pogadać z Zayn'em - zerka na mnie. Wiem, że zżera ją i za wszelką cenę chce się dowiedzieć, czemu odnoszę się w ten sposób do Pana Collins'a. Buczę w geście porażki, dlaczego o tym nie zapomniała i nie dała mi spokoju? Pewnie tak by było, gdyby nie przeuroczy Charles i jego najście przepełnione flirciarskimi komentarzami. Chłopak potakuje zerkając na kawałki porcelany.

- Prawda - bełkoczę rozluźniając uścisk, wypuszczając ją z niego. Chcę ją znów do siebie przycisnąć, ale jestem zbyt wściekły, by jasno myśleć - Musisz to posprzątać jeszcze przez powrotem Elizabeth i Jonah - zerkam na głupawo uśmiechającego się chłopaka.

- Pomogę ci - dziewczyna zwraca się do niego; zawsze jest wobec innych taka miła, przez co czuję wyrzuty za moją złość.

- Dzięki piękna - mruga do niej. Zaciskam dłonie w pięści, żaby nie zrobić czegoś, czego będę później żałował. Dotarła do mnie, do mojego wnętrza nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Gdyby to nie był Charles, z pewnością stałby teraz ze złamanym nosem i cieknącą po twarzy krwią.


Juliet POV:

Zaskoczyła mnie obecność Charles'a i jestem zmieszana; przyjechał tu, by obgadać imprezę z Zayn'em? O tej porze? To brzmi trochę niedorzecznie. Gdzieś w moich myślach pojawiło się zmartwienie - czuję, że Zayn mi o czymś nie powiedział.

Pomagam Charles'owi posprzątać potłuczona kawałki naczynia. Powoli podnoszę jeden po drugim uważając aby się nie skaleczyć. Zayn podaje nam miotłę i narzeka, że Charles powinien być jedynym, który powinien posprzątać ten bałagan.

- To twoja wina - mówi mu przez zaciśnięte zęby podając chłopakowi miotłę. Mierzę go wzrokiem i zabieram mu ją, aby zamieść pozostałości. Cieszyłam się z towarzystwa Zayn'a, ale miło mi i jestem nieco wdzięczna Charles'owi, że nam przeszkodził - obawiałam się, jak daleko możemy zajść i całe szczęście nie musiałam być osobą, która byłaby zmuszona to przerwać.

Kiedy kończymy sprzątać, na zewnątrz jest już całkiem ciemno, zegar wskazuje godzinę 22. Wszyscy wychodzimy na zewnątrz - wsiadamy do samochodów. Gwiazdy na niebie lśnią, a nocne powietrze jest dla mnie ciut za zimne.

- Dobranoc Jula, mam nadzieję, że będę mógł cię ujrzeć na następnej imprezie - uśmiecha się do mnie. Cieszą mnie jego miłe słowa, ten chłopak był dziś nad miły. Zayn z kolei wydawał się być zirytowany jego obecnością, mnie też nieco wkurzył swoim najściem, ale nie pokazuje mu tego.

- Ja również - macham mu na pożegnanie wsiadając do ciepłego samochodu Zayn'a. Mulat żegna się z nim oschle i odjeżdżamy w stronę miasta. Słuchamy cichej muzyki, aż w końcu muszę zadać mu to pytanie - Więc.. Pan Collins?

- Julia...

- Powiedziałeś, że jeśli zgodzę się z tobą umówić, powiesz mi - przypominam mi, na co on buczy i potrząsa przecząco głową.

- Czy to jedyny powód, dla którego przyszłaś? - uśmiecha się lekko.

- Tak - kłamię, a on wie, że przecież żartuję.

- Nie spodobało ci się nic z dzisiejszego wieczoru? - odpowiada zabawnie, jego dłoń dotyka mojego uda. Podnoszę ją i lekko odpycham, dzięki czemu nie uda się mu mnie rozkojarzyć.

- Zayn - zaczynam poważnie. Chłopak wzdycha ciężko.

- Nie podoba mi się to, jak z tobą flirtuje - nie mogę się powstrzymać i wybucham śmiechem. Żartuje, tak? Pan Collins? Pewnie, był atrakcyjny, jak na nauczyciela, ale był z 10 lat starszy ode mnie. W najlepszym przypadku miał coś ponad 30 lat.

- Jesteś szalony, wiesz to, prawda? - słowa wychodzą pomiędzy kolejnymi napadami śmiechu. Jego dłoń ciasno trzyma kierownicę, wiem, że wcale nie żartował.

- Mówię poważnie Julio, zawsze patrzy na ciebie w ten sposób, a to dla nauczyciela bardzo niepoprawne - jego paranoiczne myśli są co najmniej niedorzeczne, i ciężko mi się z tego nie śmiać.

- Masz na myśli, że się uśmiecha? - pytam nadal chichocząc - Pan Collins jeszcze nigdy ze mną nie flirtował. Pamiętasz, że ocenił mnie na -4 z ostatniego testu? Powinieneś mu podziękować! W końcu on polecił ciebie, abyś mnie douczał - zaznaczam.

- Musisz być chyba ślepa, on zawsze się do ciebie uśmiecha, i wiesz co? Uważam, że to niepoprawne z jego strony - mówi, jak mój ojciec. Wzdycham, nie chcę się z nim o to spierać. Mógł sobie o nim myśleć co tylko chciał, to w żaden sposób nie zmieniało mojego odczucia.

- Jeszcze nigdy nie zwróciłeś się do mnie Jula - mówię mi.

- Nie widzę takiej potrzeby, cała reszta cię tak nazywa - wzrusza ramionami.

- I co? Ty nie jesteś 'cała reszta'? - uśmiecham się głupkowato z uniesionymi brwiami. Światła uliczne migają przez okna samochodu, znajdujemy się kilka minut od kampusu.

- Po prostu lubię mówić do ciebie Julio - uwielbiam to jak moje imię brzmi w jego ustach.

- Nie jest tak, że mi się nie podoba, kiedy to robisz - mówię. Nie chcę, aby przestał z powodu mojego pytania - Byłam ciekawa dlaczego - wyjaśniam lekko, aby się znów nie zezłościł. Na szczęście atmosfera staje się znów luźna - Udało się nam - śmieję się do siebie.

- Udało się co? - pyta drapiąc się po głowie, kiedy parkuje samochód przed akademikami.

- Przeżyliśmy całe cztery ostatnie dni bez żadnych sprzeczek - W poniedziałek doszło do niewielkiego nieporozumienia, zanim zaprosił mnie na randkę. Gdybym nie spotkała się z nim dzisiejszego wieczoru, z pewnością bym w to nie uwierzyła. Myślałam, że tylko pojawi się pod moimi drzwiami i krzyknie mi w twarz ze śmiechem, że tylko żartował.

- Taa, to trochę dziwne.. Brakuje mi tych sprzeczek - uśmiecha się do mnie znacząco, na co odwzajemniam gest. Rozglądam się między wyjściem, a nim - nie jestem pewna, czy pocałować go na pożegnanie, czy nie. Odnoszę jednak wrażenie, że jeśli to zrobię, to nie skończy się tylko jednym pocałunkiem...

- Dzięki za randkę, świetnie się bawiłam.

- Tak? - jego twarz rozjaśnia, ale za wszelką cenę chce ukryć swoje szczęście. Przytakuję z szerokim uśmiechem.

- Najlepsza randka, na jakiej kiedykolwiek byłam - nie kłamię, obie randki spędzone w jego towarzystwie były pełne nieoczekiwanego, niezwykłego.

- To dobrze - odpowiada, jakby go to wcale nie interesowało, ale jak widzę ten przebłysk szczęścia w jego oku. Pochylam się i składam słodki pocałunek na jego policzku. Nie robię tego w jego usta, gdyż nie byłabym w stanie szybko opuścić jego samochodu. Chłopak spogląda na mnie. Otwieram drzwi;

- Dobranoc - moje serce mało nie wypadnie ze swojego miejsca na jego szczery uśmiech.

- Dobranoc Julio - macha do mnie, kiedy zamykam drzwi auta.

Zastanawiam się, czy ktoś kiedykolwiek całował go w policzek na dobranoc, czy spędził taką randkę, jak nasza... Pełno pytań wypełnia moje myśli, kiedy wchodzę do pokoju. Wchodząc do środka widzę blondynkę stojącą i mierzącą mnie swoim wzrokiem.

Chyba muszę się szeroko uśmiechać, lub ona rzeczywiście potrafi mnie dobrze odczytać, bo wybucha śmiechem. Podbiega do mnie i ściska mocno, zanim udaje mi się zamknąć drzwi wejściowe.

- Jak było? Było dobrze? Widzę, że było doskonale! Powiedz mi! Całowaliście się? Dobrze całuje? Jak pocałunek? Co przygotował? Jak zareagowałaś? C-

- Sara! - śmieję się zatykając jej usta dłonią - Wszystko ci opowiem, ale przestań zadawać miliony pytań!

Dziewczyna zgadza się skinieniem głowy, na co uwalniam jej usta. Zdejmuję buty i siadam na łóżku. Dziewczyna wskakuje na nie i kładzie się obok mnie z szeroko otwartymi  błyszczącymi oczami, wyglądała, jak dziecko w poranek Bożego Narodzenia.

- Powiedz mi! - nalega z szeroko otwartymi ramionami.

- Okej - śmieję się - Zabrał mnie do domu jego wujka i ciotki-

- Poznałaś ich? - przerywa mi z oczami otwartymi jeszcze szerzej, niż wcześniej. Patrzę na nią ostrzegawczo, na co ona zatyka sobie usta z uśmiechem.

- Taa, przez moment... ugotowali dla nas wyśmienite włoskie danie, na balkonie nakryli stół, postawili świece... było przepięknie - gapię się na nią przypominając sobie każdy detal - Zjedliśmy, rozmawialiśmy, poznałam go trochę lepiej.. zaśpiewał dla mnie - zerkam na swoje kolana z uśmiechem.

- Zaśpiewał? - pyta z uśmiechem.

- Tak... piosenkę, o której mu kiedyś wspomniałam - Zapamiętał to... na podwójnej randce przyznał mi, że zapamiętał o mnie każdy szczegół, nieważne czy tego chciał, czy nie.

- To brzmi niesamowicie - wzrusza ramionami - Całowaliście się? - rzuca we mnie diabelskim uśmiechem, na co moją twarz oblewa rumieniec.

- Ta... - przytakuje powoli. Dziewczyna unosi brew i zaczyna się głośno śmiać.

- I? Nigdy mi nie powiedziałaś jak całuje - popycha mnie lekko nalegając, abym odpowiedziała. Uśmiecham się i rumienię. Czuję się co najmniej dziennie rozmawiając z nią na taki temat, naprawdę nie miałam ochoty dzielić się z nią intymnymi szczegółami.

- Jest dobry - zapewniam ją pozostawiając bardzo prostą odpowiedź.

- Lepszy od Matt'a? - pytanie o niego zbija mnie z tropu, nie przyszedł mi na myśl przez cały ten wieczór, nawet przez cały ten tydzień. Znajdował się na tyle moich myśli, aż do teraz.

- O wiele lepiej - śmieję się wstając - Charles nam jednak trochę przeszkodził - marszczę brwi, nadal nie rozumiem powodu jego przyjścia.

- Wiedział o waszym spotkaniu? - odpiera się na łokciach. Przytakuję, kiedy jej blond włosy opadają na plecy - Huh - marszczy brwi, co oznacza, że coś wie.

- Co? - pytam podnosząc szorty i koszulkę na przebranie.

- Myślę, że on na ciebie leci - wyznaje, na co się śmieję.

- Wątpliwe. Jest ode mnie trzy, czy cztery lata starszy? Myślę, że on ma dużo ciekawsze obiekty zainteresowań, niż ja - nie zgadzam się z nią wciągając na siebie pidżamę. Sara potrząsa przecząco głową.

- Wierz w co chcesz, ale z jakiego innego powodu miałby się pokazywać na waszej randce z Zayn'em? Przecież jego dom jest dobre dwadzieścia minut od miasta - czuję się niekomfortowo gadając o tym.

To ma jakiś sens - gdy tylko pojawił się Charles Zayn przyciągnął mnie do siebie, dlatego był taki wkurzony.

- Jak ci idzie z Niall'em? - chętnie zdejmę uwagę z Charles'a.

- Całkiem dobrze, myślę, że jutro w końcu wyjdziemy na jakąś rankę, więc nie będzie mnie wieczorem w domu - wiąże włosy w luźnego koczka.

- O, dobrze wiedzieć - uśmiecham się wskakując na łóżko. Ziewam i otaczam się ciasno kocem.

Dzisiejszego wieczoru czuliśmy się z Zayn'em bardzo komfortowo - wszytko między nami w porządku, jakby sytuacja z zeszłego tygodnia się w ogóle nie wydarzyła. Wiem, że właśnie do tego dążył - chciał znów zdobyć moje zaufanie i nie powiem udaje mu się.

Wszystko między nami współgrało. Postarał się i zaplanował niesamowite wyjście - nie kłóciliśmy się cały poprzedni tydzień, nie doszło do żadnego spięcia podczas dzisiejszego wieczoru, pomijając rozmowę o Panie Collins'ie. Włożył w to jakiś wysiłek i chociaż raz zaufał mi, zanim twardo postawił na swoim.

Wtrącający się Charles trochę mnie zirytował, był niezwykle czarujący - odnoszę wrażenie, że on odnosił się w ten sposób wobec każdego. Zayn'owi nie do końca spodobał się jego stosunek wobec mnie, ale nic mu do tego.

Dzisiejszy wieczór był niesamowity, nigdy wcześniej nie miałam okazji spędzić tak miłej randki - zaplanował ją, pozwolił mi poznać ich krewnych, co wiele dla mnie znaczyło. Zdaję sobie sprawę, że rodzina dla niego była najważniejsza, tylko im tak naprawdę kiedykolwiek w pełni zaufał. Zastanawiam się, czy byłam pierwszą, którą im przedstawił, pomijając grupę najlepszych przyjaciół.

Kolacja przy świecach... piosenka - wszystko znaczyło dla mnie tak wiele. Dowiedział się o mnie jeszcze więcej, i nawet mi udało się wyciągnąć od niego kilka informacji. Wydarzenia dzisiejszego wieczoru wydały się być jak sen.

Pocałunek... sam dotyk jego ust sprawił, że wszystkie rozerwane we mnie kawałki połączyły się w całość - im więcej o tym myślę, tym bardziej chcę mu zaufać. Im więcej spędzam z nim czasu, wpływa na mnie jeszcze bardziej, i w tą dobrą, jak i złą stronę.

- Branoc Jula - mamrocze wyłączając światło

- Dobranoc - odpowiadam cicho, chciałabym móc zatrzymać czas i pozostać w świetle dzisiejszego dnia - boję się, że długo ono nie potrwa.


Jeśli choć troszkę szanujesz moja prace to proszę skomentuj :)
___________________________________

Przyjaciółeczki, ohohoh :3

CHARLES?! serio? serio...? obgadać imprezę... :c

A może Sara ma rację... ? Co o tym myślicie ?

Sprawdzałam, ale tak słabo, więc przepraszam za błędy.


WAZNA INFORMACJA ! 

Gorąco polecam http://youaremyherocomeandchangeme.blogspot.com/?m=1!! Myśle ze to ff jest godne uwagi, dziewczyna pisze je sama (nie żadne tłumaczenie) i idzie jej świetnie ! Mam nadzieje, że sie wam spodoba ☺️

Tymczasem,

Do następnego!!

Rozdział 31

Soudtrack;

* Kiss Me - Sixpence None The Richer
We Found A Love - Boyce Avenue
Coldplay The Scientist (Acoustic Version) Gorąco polecam włączyć!!



- Więc.... - Sara wypowiadała powoli słowa patrząc na mnie – Pójdziesz tam? - pyta mnie, kiedy stoję, przeglądając się w lustrze. Jestem pewna, ze przemyślała to co chce powiedzieć. Dziewczyna wierzy w drugą szansę, podobnie jak i ja, jednak Zayn ją od siebie odepchnął.

Zayn zaprosił mnie na randkę w poniedziałek i nie potrafiłam mu odmówić. Jak mogłam powiedzieć „nie” skoro Zayn poprosił mnie o coś takiego?

Tydzień po tym wydarzeniu szybko przeminął. Byłam na wysokim stopniu zadowolenia. Zayn mówił do mnie przez prawie cały czas w klasie i odprowadzał mnie do akademika. Nie walczyliśmy ze sobą przez cały tydzień, myślę, że ma to coś wspólnego z dzisiejszą datą – piątek, jak i tym, że chciał naprawić zeszły tydzień.

Nadal byłam zaskoczona faktem, że zaprosił mnie na randkę – nawet bardziej niż to, dlaczego piorunuje wzorkiem pana Collinsa. Choć w głębi duszy czuję, że chce po prostu przeprosić za swoje zachowanie w tamtym tygodniu.

Dzisiejszy dzień minął mi szybko. Napisałam test z psychologii i myślę, że będę asem. I choć nie lubię tego przyznawać, Zayn mi wiele pomógł w tym kierunku.
Nie miałam pojęcia czego się spodziewać. Czy to będzie wymyślne? Czy będzie typowa jak każda – film i kolacja? Muszę być ubrana w suknię czy w codzienne ubranie? Nie powiedział mi żadnego szczegółu o tej randce. Powiedział tylko, że wpadnie po mnie o siódmej i żeby być gotową.

Gotowa? Ale gotowa na co? Przeleciałam w myślach możliwe randki na które mógłby mnie zabrać. Kolejne włamanie do budynku? Może znowu mnie zabierze gdzieś, żeby coś zdewastować. On zawsze szuka sposobów, żebym zrobiła coś czego wcześniej nie próbowałam – nawet jeśli to coś złego.

- Taaaa... - przełknęłam ślinę, czując, że moje gardło jest suche pod naciskiem ciężkiego oddechu i mysli.

- Proszę Cię, powiedz tylko, że nie włamiecie się znowu do muzeum... - pyta z humorem, jednak powaga jest wyczuwalna w jej głosie.

Spojrzałam na nią. Powiedziałam jej historię tej randki kiedy opowiadałam jej o moich obawach. Na początku byłą w szoku, dysząc, a potem wybuchła śmiechem, że coś takiego zrobił.

Kontynuowała zadawanie mi pytań, na które nie wiedziałam jak odpowiedzieć, takich jak np. dlaczego to zrobił, czy naprawdę zrobił piknik, jak długo w tej nocy to był prawdziwy on? Często zadaję sobie te pytania. Przyzna się do planowania tej randki i co on robi w tej chwili

- Mam nadzieję, że nie – śmieję się. Naciągnęłam na siebie parę legginsów i uroczy top w kolorze królewskiego błękitu. Narzuciłam na siebie jeszcze biały kardigan i przeglądnęłam się w lustrze.

- Jeśli założysz te legginsy, to w końcu nie wrócisz do domu jako dziewica – mówi za mną Sara. Westchnęłam na jej komentarz i roześmiałam się.

- Sara. - zwracam się do niej w szoku, ze w ogóle powiedziała coś takiego.

- No co? - śmieje się, wzruszając ramionami. - Julka, jesteś tancerką! Masz tyłek tancerki, więc Zayn.... Musi się naprawdę mocno kontrolować co by.... w porównaniu do większości facetów. Natomiast ty możesz-

- Jest w porządku. - przerywam jej. Zakładam jeszcze parę Uggsów i uśmiecham się na efekt końcowy mojego ubrania. Wygodnie, ciepło i uroczo – to pasuje do każdego rodzaju randki na jaki mógłby mnie zabrać.

- Wyglądasz uroczo! - Mówi Sara, wstając i podchodząc do mnie. Poprawia kilka moich loków zanim nakładam na siebie eyeliner i maskarę. - Cieszę się, że idziesz na randkę. - uśmiecha się, trzymając moje dłonie w jej i ściskając je raz po raz, zanim ponownie usiadła.

Jestem szczęśliwa słysząc jej podekscytowanie w takim dniu – znaczy, że Zayn według niej ma jeszcze jakieś dobre strony.

- Taaa... najwyższy czas. - oddycham. Nie liczę na randkę jak wcześniejsze, lecz na podwójną. To dlatego nie zapytał mnie kiedy byliśmy sami, a kiedy byliśmy z Sarą i Niallem.

Modlę się, żeby ten dzień nie skończył się jakąś kłótnią. Modlę się o to, żebyśmy mieli choć trochę zabawy i żeby żadne z nas niczego nie zepsuło tego wieczoru. To będzie zależne od samokontroli nas obojga.

- Jesteś zdenerwowana? - wszystko co jest związane z Zaynem, sprawia, że jestem nerwowa. Ale w pozytywnym znaczeniu. To jak to podniecające zdenerwowanie, które się odczuwa podczas występowania przed publicznością.

- Trochę... - przyznałam nieśmiało. Kiedy rozlega się pukanie do drzwi moje serce zaczyna walić, a ja nie wiem co robić. Mój żołądek się zaciska, a ja czuję dodatkowo falę motylów.

- Otworzę! - Sara śmieje się z mojego obecnego stanu i człapie do drzwi. Dziewczyna zamachnęła się drzwiami i ukazała całą postać Zayna, stojącego za nimi.

Prawie nie dostała zawału kiedy go zobaczyłam. Po pierwsze, nie ma na sobie białego czy czarnego T-shirtu tylko jasno szary – co swoją droga jeszcze bardziej podkreśla jego osobowość. Ma na dobie ciemne jeansy i oczywiście jego idealnie czarną, skórzaną kurtkę.

- Cześć! - wita go Sara. Chłopak kieruje wzrok w moją stronę i widzę jak jego oczy i usta rozszerzają się. Lustruje mnie wzrokiem i wgapia się w coraz niższe partie mojego ciała. Czuję jak oblewam się rumieńcem, a w środku przyjemne ciepło, pod jego pożądliwym wzrokiem.

- Hej – odpowiada do Sary, kierując na nią swój wzrok, posyłając mały uśmiech.- Gotowa? - pyta już w moją stronę. Muszę sobie w myślach powtarzać, żeby robić kolejne kroki przed siebie, jednak moje ciało nie chciało mnie słuchać.

- Boże.... Czy jest ktoś, kto chodzi wolniej? - mówi Sara już lekko zirytowanym głosem, opierając się o framugę. Posyłam jej lekki uśmiech i już jestem w stanie funkcjonować normalnie.

Przełykam wolno ślinę, kiedy spotykam go przy drzwiach, a on nieco się pochyla, posyłając mi delikatny całus w policzek. Czuję jak skóra zaczyna mnie palić w miejscu, w którym jeszcze przed chwilą, były jego usta.

- Cześć Saro! - chłopak macha w jej stronę, kiedy przekraczam próg pokoju.

Idziemy w cisy do jego samochodu. Czuję zapach jego wody kolońskiej unoszącej się wokół niego i przenoszonej w moja stronę przez wiatr. Jest już ciemno, a jedyne światło to, to dawane przez księżyc.

- Więc... Co robimy? - pytam, kiedy jesteśmy już w pobliżu jego BMW. Zanym uśmiecha się tylko nie znacznie, otwierając mi drzwi. Nie wsiadłam od razu, czkając na jego odpowiedź.

- Wsiądź Julio. - rozkazuje miękkim głosem. Nie chcę psuć tej randki, przez moją wieczną chęć poznawania rzeczy. Przezwyciężyłam swoją dumę i zrobiłam co powiedział. Kiedy tylko wsiada do samochodu, obraca się w moją stronę.

- Co? - pytam, kiedy Zayn wgapiał się we mnie w milczeniu. Patrzy na mnie szybko, a jego wzrok jest pełen pożądania.

- Wyglądasz dziś... niesamowicie. - mruczy ,a ja czuję przyśpieszenie mojego serca na jego słowa. Jest ciemno i pełno od pożądania. Zagryzam wargę, kiedy chłopak kładzie swoja dłoń na moim udzie. Ciekawa jestem czy planował naszą randkę, czy idzie po prostu na żywioł. Będąc szczerą, nie miałabym nic przeciwko, gdyby planował.

Szybko odwraca się i zaczyna prowadzić. Zostawił soją rękę na moim udzie, a ja wręcz czułam ciepło promieniujące od niego, kiedy zaczął nią jeździć po mojej nodze. Pochyliłam się, by włączyć radio, gdzie akurat leciała jakaś piosenka pop, na co Zayn przewraca oczami.

- Daj mi wskazówkę... - mam nadzieje, że to zrobi, nie lubię być nie poinformowana.

- Lubisz jedzenie? - zaśmiał się złośliwie z jego uwagi, a mnie olśniło.

Nie odpowiedziałam, dopóki nie przejechaliśmy przez miasto. Zauważyłam tam kilka restauracji, jednak przy żadnej z nich się nie zatrzymaliśmy; wciąż prowadził. Zaczynam się martwić gdzie on mnie zabiera, kierując się w stronę gór.

Powoli zaczynam rozpoznawać okolicę, w sekundzie, kiedy zaczęły wyrastać domy. Kierowaliśmy się do jego domu, a właściwie... domu jego ciotki i wujka. Miałam się z nimi spotkać? Nie sądzę, żeby było to odpowiednie na pierwszej randce – na pierwszej prawdziwej.

Zaczęłam nerwowo zagryzać moją wargę. Chciałam zrobić to dla Zayna, jednak nie wiem czy to był odpowiedni moment.

Podjechaliśmy pod dużą, czarną bramę z pozłacanymi literami, a chłopak wstukał hasło, by wrota się otworzyły, po czym wjechaliśmy do dzielnicy.

Chciałam zapytać czy jego wujostwo jest w domu, ale nie chciałam zabrzmieć jak gdybym nie chciała tu wcale przyjeżdżać i się z nimi spotykać. Chciałam, ale nie wy tym momencie....

Dotarliśmy, wjeżdżając na piękny, kamienny podjazd, co skończyło moje rozmyślania. Biorę głęboki wdech i wysiadam z samochodu. Stąd mogę zauważyć ciepłe światło dochodzące z domu i już wiem, że nie jesteśmy na pewno sami.

Zayn posyła mi ciepły uśmiech, co mnie nieco rozluźnia. Wchodzimy do środka i uderza w nas piękne zapachy. Otula nas orzeźwiający zapach czosnku i natki pietruszki. Chłopak zamyka drzwi i wita się.

- Elizabeth! Jesteśmy! - zapowiada, a jego głos rozbrzmiewa gładko po domu.

Stoję przy wejściu, bojąc się wejść w głąb domu do głównego pokoju, połączonego z jadalnią i kuchnią. Chłopak jest w stanie wyczuć mój niepokój, próbując posłać mi pokrzepiający uśmiech. Gdy to nie podziałało, zmarszczył brwi i złapał mnie za rękę, co natychmiastowo mnie relaksuje.

Dom jest taki jaki pamiętałam – piękny, elegancki, z wysokimi sufitami i otwartymi pomieszczeniami. Czuję jak gładzi moją dłoń, prowadząc mnie do kuchni.

- Zayn?! - zostaje zawołany przez kobietę znajdującą się w kuchni. - Czy to ty tak wrzeszczysz?! - krzyczy.

Krocząc z kuchni, wyłania nam się sylwetka pięknej kobiety. Ma krótkie, brązowe włosy, jednak nie tak ciemne jak te Zayna. Ma ciemne oczy, które rozbłyskują się, kiedy mnie zauważa i uśmiecha się. Jest dość szczupła i wygląda na o wiele młodsza niż się spodziewałam. Wygląda jakby była niewiele po trzydziestce. Wyciera ręce w fartuch i idzie w naszą stronę z wielkim uśmiechem.

- Cześć! Jestem Elizabeth, ciotka Zayn'a. Ty musisz być Julia! - wyciągnęła ku mnie swoje ramiona jak gdyby chciała mnie po prostu przytulić. Spoglądam na Zayna, który patrzy na nią wilkiem i posyła jej piorunujące spojrzenie, które ta ignoruje. Robię krok do przodu i obejmuje ją jedną ręką; nie jestem gotowa, żeby puścić rękę chłopaka.

Ciekawa jestem co Zayn powiedział jej o mnie. Co powiedział im o.. tym? Powiedział im, że to randka czy po prostu spotkanie? Mój umysł biega po różnych możliwościach. Kobieta uwalania mnie z uścisku, robi krok do tyłu i przygląda mi się ponownie.

- Jonah! - jej głos obił się dźwięcznie po ścianach. - Zayn i Julia tu są! - krzyknęła do niego. - Mam nadzieję, że lubisz włoskie jedzenie. - zwróciła się już do mnie.

- Lubi spagetti. - Zayn mamrocze ze złośliwym uśmieszkiem. Posłałam mu kuksańca w bok i kiwam głową.

- Brzmi świetnie! - odpowiadam. Zastanawiam się, czy jedzenie jest dla wszystkich. Pachnie pysznie i wiem, że pokocham to tak czy inaczej.

- Cudownie, wszystko tu jest skończone, więc-.... - przyzwoicie zbudowany mężczyzna, o wzroście Zayna lub niższy wszedł do pokoju. Ma jasne włosy i oczy, które pasują do tych Elizabeth. Patrzy na kobietę, gy się do nas zbliża. - Oh, Jonah! Skończyłam gotować, mógłbyś to wynieść... znaczy wyjąć? - pyta z uśmiechem.

Jestem zdenerwowana, wynieść jedzenie? Nie będziemy jeść tego co ona przygotowała? Czy to było tylko dla nich? Nie jestem pewna co mam zrobić z ich tajemniczymi słowami i zachowaniami.

- Oczywiście, kochanie – całuje Elizabeth i spogląda na mnie – Miło cię poznać Julio. - wyciąga do mnie rękę, a ja potrząsam nią z uśmiechem.

- Nawzajem.

- Pójdę już, przygotować resztę. - całuje ponownie Elizabeth, wracają do kuchni, łapią żywność i wychodzą. Nie mam pojęcia co się właśnie dzieje. Jesli byśmy tutaj nie jedli, to dlaczego zostały ugotowane?

- Cóż, było cudnie cie poznać, jesteś bardzo piękna i życzę Zaynowi by częściej przyprowadzał tu swoich przyjaciół. Szczególnie dziewczęta, ale-...

- Elizabeth – ton Zayna jest ostrzegający, lecz wciąż spokojny.

- Przepraszam. - rzuca mu mały uśmiech i śmieje się. Jonah idzie z powrotem w nasz stronę i chrząka. - Oh, prawda! Idziemy na tańce, jednak było cudownie cię poznać. Mam nadzieję, że spotkamy się nie długo ponownie. - uśmiecha się, kiedy Jonah kładzie jej rękę na plecach i wychodzą.

Kiedy drzwi zostają zamknięte, zwracam się do Zayna, spoglądając na niego z uniesionymi brwiami.

- Więc... ona po prostu tak sobie gotowała, zanim poszli się zabawić? - pytam

Wzrusza ramionami i zaczyna mnie ciągnąc po cichym domu. Wchodzimy na piętro i po przejściu kilku korytarzy, jesteśmy pod szklanymi drzwiami. Patrzę na widok przede mną w szoku, kiedy tylko chłopak otwiera drzwi..

Jesteśmy na górnym balkonie z widokiem na miasto. Możemy dostrzec światła budynków. Wokół drewnianej podłogi, wznosi się szklana barierka. Na zewnątrz stoi kilka krzeseł ogrodowych i kanap. Są wykonane z ciemnego drewna i wyłożone jasnymi poduszkami. Zayn wyprowadza mnie z przejścia, a ja kieruje wzrok ku źródłu światła po mojej prawej stronie.

Otwieram szerzej usta, a w sercu czuję ukłucie, kiedy przed oczyma pojawia mi się ten widok. Jest tam stół z dwoma krzesłami, ustawionymi naprzeciw siebie. Na wyłożonym białym obrusem stole, tlą się w chłodnym powietrzu dwie świece. Na dwóch dodatkowych matach, spoczywają włoskie dania. Obok stoi schładzający się w lodzie szampan i dwa wysokie kieliszki.

Zayn wypuszcza moją rękę, odsuwając mi w zamian jedno z krzeseł. Zachowywał się jak dżentelmen. Pamiętam, kiedy oskarżyłam go o brak manier, kiedy jednej nocy, nie chciał mnie odwieźć do akademiku z domu bractwa.

To się wydarzyło zaledwie kilka tygodni temu, a teraz jesteśmy tu. Oboje. Postępując do przodu. To największy postęp jakiego dokonaliśmy od kiedy się poznaliśmy.

- Ty to zrobiłeś? - pytam lekko, podchodząc i siadając.

- Uh... no... tak – oddycha. Cieszę się, że nie poszedł na łatwiznę lub tego po prostu nie zaprzeczył. Usiadł naprzeciw mnie, więc żadne z nas nie siedziało tyłem do miasta.

- To jest niesamowite! - uśmiecham się. Jestem zdumiona, że Zayn był w stanie przygotować rzeczy tego typu.

- Tak jakby jestem ci to winien.... - mamrocze. Nie reaguję na to głównie dla tego, że nie chcę dać sobie do zrozumienia, ze mógłby zepsuć mi tak piękny dzień jak dzisiejszy.

Patrząc w dół, widzę makaron. Jest to gruby makaron w białym sosie śmietanowym, a moje ślinianki zaczynają pracować pod wpływem mieszanki przypraw. Pasta jest bardzo barwna pod wpływem pomidorów, pietruszki, czosnku, krewetek i reszty innych składników, które Elizabeth dodała do tego dania. Zayn podnosi widelec, wskazując, że możemy już jeść. Bez wahania spróbowałam makaronu. O ile to możliwe, smakował lepiej niż pachniał!

- O mój Boże! Twoja ciocia świetnie gotuje! - biorę kolejny kęs.

- Spędziła kilka lat mieszkając we Włoszech. Tak myślałem, że będzie w tym dobra. - mówi bez uznania. Zamykam sobie usta, nabierając kolejny kęs.

- Czy ona jest ta osobą, która upiekła to czekoladowe ciasto? - biorę kawałek, śmiejąc się, kiedy Zayn wzrusza ramionami.

- Tak – przyznaje z zakłopotaniem.

Nic nie mogę na to poradzić, jednak uśmiecham się na kolejne jego nieśmiałe zachowania. Ciekawa jestem co powiedział swojej cioci, kiedy chciał ją poprosić o to ciasto czekoladowe. Zastanawiam się, czy powiedział jej, że to dla mnie czy też z innego powodu.

- Nie zauważyłam u niej akcentu. - wyraziłam swoje obserwacje.

- Taaaa, dorastała w stanach. - odpowiada. Nie chce zadawać wielu pytań na temat Elizabeth, ponieważ ona jako jedyna jest związana z jego ojcem.- Co z twoją rodziną? Czy twoi rodzice tutaj dorastali? - przełknęłam zanim odpowiedziałam na jego pytanie.

- Tak właściwie, to... moja mama jest z Port Collins, a mój tata z Portland. Poznali się na CSU. - CSU było kolejnym uniwersytetem w Colorado – Colorado State University.

- A gdzie teraz mieszkają?

- W Loveland. Tam też dorastałam. - słyszę jak szydzi, sięgając po butelkę z szampanem. Małe, proste pytania są łatwe do odpowiedzenia i podzielenia się nimi.

- Nie żartowałaś, mówiąc o życiu w małych miasteczkach. - wypełnia złotym napojem kieliszki, a bąbelki unoszą się ku górze.

- Byłeś wcześniej w Loveland? - byłam ciekawa, czy Zayn wie coś o moim rodzinnym mieście. Biorę łyk szampana i wiem, że zdążyłam go polubić on naszej ostatniej randki czy jak to tam inaczej nazwać.

- Przejeżdżałem. - wzrusza ramionami, pijąc szampana. - Nic nie ma, co by się zatrzymać, żeby zobaczyć. Gdybym wiedział, że tam mieszkasz to bym się chociaż zatrzymał. - komentując z półuśmiechem.

Rumienię się pod jego uśmiechem i speszona patrzę na moje jedzenie, biorąc kolejny kęs. Jeszcze nie rozmawialiśmy o panie Collinsie, ale ta randka była zbyt piękna, żeby ją tak perfidnie psuć.

- Więc jakich rzeczy jeszcze nigdy nie próbowałaś? - chciałam uciec od pytania Zayna lecz zaczęłam się lekko dusić własnym jedzeniem.

Kaszel zniwelowałam, popijając szampanem. Chłopak podnosi brwi w rozbawieniu na moją reakcję. W końcu udało mi się oczyścić gardło i położyłam dłoń na własnej klatce piersiowej.

- Cz-czego jeszcze nigdy nie zrobiłam? - powtarzam jego pytanie.

Na myśl przychodzą mi jako pierwsze wszelkie doznania seksualne, których nie miałam za sobą. Wydaje mi się, ze Zayn byłby zainteresowany po tym wszystkim.

- No cóż... po pierwsze, nigdy nie włamałaś się do muzeum, zanim nie poznałaś mnie. - wyjaśnia.

Uśmiecham się na fakt, że nie pyta o moją seksualną przeszłość, jednak gorzej - to pokazuje jak mało, w porównaniu do innych, zrobiłam w życiu.

- Ja... ugh... to długa lista... - śmieję się – Ommm... pojechałam kiedyś na kemping z Mattem i jego rodzicami. - Zayn zaciska szczękę na wzmiankę o Matt'cie, a ja czuję jak mi się zaciska żołądek na wzmiankę o tym. Nie powinnam wspominać o swoim ex na naszej pierwszej prawdziwej randce. - Ja... hm... byłam na kilku imprezach i raz byłam pijana! No...prawie. - śmieję się na wspomnienie Sylwestra z Sarą, kiedy byłam jedynie trochę podchmielona. - Nigdy nie byłam na karnawale, nigdy nie byłam w wesołym miasteczku, nigdy nie byłam w parku rozrywki, nigdy nie byłam na koncercie, nigdy nie byłam na plaży, nigdy nie byłam za granicą, nigdy nikogo nie uderzyłam, nigdy z nikim nie walczyłam, nigdy nikogo nie nienawidziłam... - biorę głęboki oddech po wyliczeniu tych wszystkich rzeczy, aby przygotować się do wymieniania kolejnych zdarzeń. Zayn wydaje się być na prawdę zaintrygowany rzeczami, których nie robiłam. - Nigdy się z nikim nie wiązałam. - aż do ciebie... nie wiem, czy mogę liczyć Zayna i mnie jako kogoś kto się spotyka i wiąże ze sobą, ale z jakiegoś powodu chce tak myśleć, dzięki jego błysku w oku i uśmiechowi. - Nigdy się nie wymknęłam, nigdy nie okłamałam rodziców w sprawie wyjścia na imprezę, nigdy się nie obnażałam, nigdy nie urządziłam imprezy, nigdy nie zrobiłam nic nielegalnego, oprócz picia okazjonalnego, nigdy nie pokazywałam nikomu jak tańczę... - skończyłam moja listę, która okazała się być krótszą niż się spodziewałam.

- To.... dość długa lista. - śmieje się, pochylając się do tyłu na krześle. - i nigdy nie chcesz zrobić żadnej z tych rzeczy? - pyta się, unosząc brwi.

- Chcę iść na plażę. - mówię, kiwając głową. - Jest wiele rzeczy które chciałabym zrobić w życiu. - posyłam mu kolejne potwierdzające skinienie głową.

Nie zdawałam sobie sprawy jak wielu rzeczy jeszcze nie zrobiłam w życiu, do puki nie ustaliłam tej listy. Jest jeszcze wiele innych sytuacji, które mogłabym wymienić, ale nie chcę go przynudzać przez godzinę. Zayn posyła mi figlarny uśmieszek, zanim nie wrócił do jedzenia.

Reszta kolacji minęła nam na wspólnym śmiechu i wspominaniu wydarzeń z dzieciństwa, a przynajmniej tych dobrych. Kiedy skończyliśmy jedzenie, a nasze żołądki były już pełne, Zayn wstał i chrząknął. Poprosił, żebym usiadła na kanapie. Śledząc jego ruchy, zrobiłam o co prosił. Wydobył zza krzesła swoją gitarę, a ja nie mogę powstrzymać się od uśmiechu.

- Ja... um...  chciałbym zagrać coś dla ciebie. – wyjaśnia, siadając ze mną na dwuosobowej kanapie. – jako rodzaj przeprosin i podziękowania.

- Dziękuję... – wiedziałam dlaczego chce przeprosić, choć przypominając sobie powody, czułam się nieco winna.  Ale dla czego chciał mi podziękować? Tego nie byłam pewna.

- Dla... kolejnej szansy, po tym jak znowu cos spieprzyłem. – wyjaśnia cicho.

- Oh... – moje oczekiwania rosną z każdą sekundą. O co mu chodzi?

Zaczyna kilka pierwszy akordów, a ja od razu rozpoznaję melodię. Chłopak patrzy z uwagą na swoje ręce kiedy śpiewa, a jego cudowny głos, porusza mnie razem z nim.

"Come up to meet you, tell you I'm sorry You don't know how lovely you are
I had to find you, tell you I need you
Tell you I set you apart..." *

(Przychodzę, by Cię spotkać, powiedzieć, że jest mi przykro. Nie wiesz, jak urocza jesteś. Musiałem Cię znaleźć, powiedzieć Ci, że Cię potrzebuję. I powiedzieć, że dla mnie jesteś wyjątkowa) - choć to tylko piosenka, czuje te słowa w swoim sercu. To jak odnoszą się do Zayna i do mnie... on przyszedł i znalazł mnie... w klasie od psychologii... on musiał mnie znaleźć.... żeby powiedzieć, ze mi przykro...

"Tell me your secrets and ask me your questions" 

(Powierz mi swoje tajemnice, zadaj mi Twoje pytania) – pamiętam kiedy opowiadałam mu o swoich tajemnicach, nawet jeśli nie były takie złe. Pamiętam jak opowiadałam mu o swoich najgłębszych sekretach, o Matt’cie i o tym jak mnie zdradził.  Zadawałam mu pytania. Czułam się jakby to właśnie się działo w mojej głowie.

 "Oh, let's go back to the start

Running in circles, coming up tails

Heads on a silence apart
Nobody said it was easy
It's such a shame for us to part
Nobody said it was easy
No one ever said it would be this hard

Oh, take me back to the start" 

(Och, powróćmy do początku. Biegając w kółko, goniąc się wzajemnie. Zmierzamy osobno w ciszy. Nikt nie powiedział, że to będzie łatwe. To taka szkoda dla nas, że się rozdzielamy. Nikt nie powiedział, że to będzie łatwe. Nikt nigdy nie powiedział, że to może być tak trudne. Och, zabierz mnie do początku) – jego oczy powędrowały na moje, a ja nie byłam w stanie się nawet ruszyć czy uśmiechnąć.  To tak bardzo dotyka moje serce...  Wrócił wzrokiem do gitary i kontynuował piosenkę.

Zabierz mnie z powrotem do początku... dla nas początkiem była ta jedna noc. Ta jedna noc, w której to wszystko się zaczęło, kiedy moje życie się zmieniło, kiedy go spotkałam i rozmawialiśmy całą noc, zanim nie zasnęliśmy na jego łóżku. Przed tą imprezą bractwa, kiedy wszystko chyliło się ku gorszemu.

-"I was just guessing at numbers and figures

Pulling the puzzles apart

Questions of science, science and progress
Do not speak as loud as my heart
But tell me you love me, come back and haunt me
Oh and I rush to the start
Running in circles, chasing our tails

Coming back as we are" 

(Zastanawiałem się tylko nad liczbami i figurami. Rozwiązując układankę. Pytania o naukę, naukę i postęp. Nie brzmią tak głośno jak moje serce. Powiedz mi, że mnie kochasz, wróć i nawiedź mnie. Och, i popędzę do początku. Biegając w kółko, pędząc za sobą.... Powróćmy takimi, jakimi jesteśmy.... ) – kończy grać.

Wszystko co było słychać, to jedynie ciche odgłosy miasta, dochodzące z daleka.  Spokój i czułość tego momentu to było dla mnie wiele.  Zayn patrzył na mnie, wyczekując odpowiedzi, a ja jedynie uśmiechnęłam się do niego.

- To... To było piękne... -  jest to jedyne co mogę mu w tej chwili powiedzieć.

Widzę, jak jego twarz się rozjaśnia, jego oczy i uśmiech. Czuję lekkość w moim sercu, jednak nie wiem czy mogę mu całkowicie zaufać. Mimo, że zdaję sobie sprawę, że Zayn pracuje na moje przebaczenie i zaufanie.

- Nauczysz mnie? Umm... w sensie... nauczysz mnie grać na gitarze? Choć troszkę? – uśmiecham się do niego w nadziei, że powie „tak”. – Nigdy nie grałam na instrumencie... – dodałam z nieco większym uśmiechem.

- Oczywiście! – kiwa głową, podając mi gitarę. – Więc to jest twój akord E, a to twój D, G, B, a to inny akord E. – wskazuje na strunach, które kierują się od tych najgrubszych do tych najcieńszych. Kiwam głową, a on pokazuje mi jak ustawić ręce. Jego dotyk przytłaczał mnie, za każdym razem, kiedy poprawiał moje palce na odpowiednie miejsca.

Po dziesięciu minutach byłam w stanie zagrać kilka dźwięków do Twinkle Twinke Little Star”.  Moje powolne tempo nauki chyba frustrowało Zayna, ale w taki sposób, że jedynie można się śmiać.

- To nie jest trudne, wystarczy tylko przesunąć tutaj ręką – porusza moją dłonią do nowej pozycji.

- Powiedziałeś to ostatnim razem! – wyliczyłam, śmiejąc się i zabierając ręce do tyłu. Szczerze mówiąc, nie sądzę, żeby to był sposób w jaki chciał mi coś przekazać, ale  podoba mi się jego zdenerwowanie i zaangażowanie co do mojej osoby. Sposób w jaki się teraz czuję, można porównać do dziecka. Kiedy zabrania mu się coś robić, a ono i tak to robi. 

- Nie prawda - przeczy z uśmiechem ponownie przenosząc moje dłonie w wyznaczone przez niego miejsce. Siedzimy teraz naprawdę blisko siebie, jego tors znajduje się zaledwie centymetry od mojego ramienia. Mulat odwraca się do mnie twarzą, jego dłonie nadal spoczywają na mnie, porusza nimi po moim ciele.

- Właśnie, że tak - uśmiecham się do niego. Chłopak przenosi swój wzrok na mnie, prosto na usta - czuję nagły pociąg. Gitara z moich rąk zostaje nagle wyciągnięta, Zayn przesuwa swoją dłonią po moim boku.

Odkłada instrument i zerka na mnie, tak, że serce mi przyspiesza oraz oblewa mnie nagła fala ciepła. Pochyla się w moją stronę i uśmiecha się, gdy słyszy jak mój oddech drży. Owija rękę wokół moich pleców i przyciąga mnie do siebie. Drugą kładzie na mojej szyi, aby mieć lepszy dostęp do mojej twarzy.

Nasze usta spotykają się w delikatnym pocałunku, ale pasja między nami nieustannie rośnie. Pożera mnie swoimi wargami, uwielbiam smak jego zimnych ust. Lekko uchyla je i wsuwa swój miękki język.

Po chwili przyciąga mnie na swoje kolana, nie protestuję, ulegam jego gestowi i w momencie moje nogi znajdują się po obu jego bokach. Przeciągam dłonie po jego twardym torsie, na co on przyciąga twarz jeszcze bliżej mnie. Zaczynam czuć pragnienie i pożądanie dalszych pocałunków. Jeden mały pocałunek z Matt'em zawsze wystarczał, ale Zayn... Pragnę więcej, żądam więcej, jeden jego dotyk nigdy nie wystarcza.

Czuję, jak jego dłonie łapią mnie w talii i przyciągają bliżej siebie. Jego nienaturalnie duża dłoń podtrzymuje mnie z ogromną łatwością. Zaczynam delikatnie pocierać się o jego ciało, na co jęczy, jego usta wibrują. Czuję ciepło rozchodzące się w dole mojego brzucha, krążenie krwi znacznie przyspiesza, jego dotyk koi mnie.

- Kurwa.. - buczy w moje usta. Oddalam się nieco zmartwiona, że zrobiłam coś źle. Wtedy atakuje moją szyję i składa tam miliony pocałunków. Biorę głębokie oddechy, gdy dotyka mojej wrażliwej skóry - rozpala ją swoimi gorącymi muśnięciami - Tyle we mnie wzbudzasz Julio - szarpie mną pociągając jeszcze bliżej; otacza mnie swoim ramieniem. Drugą ręką przyciska mnie w biodrze ciągnąc nieco w dół.

Zatracam się w tej chwili, rozkoszuję się niesamowitym uczuciem. Wkładam dłonie w jego włosy i delikatnie pociągam, kiedy chłopak zjeżdża z pocałunkami do moich obojczyków. Jęczę, kiedy całuje mój czuły punkt w podstawie szyi. Znów poruszam się w wyznaczonym rytmie; czuję go przez napięte spodnie.

Nie wiem, kiedy skończymy, nie chcę tego przerywać, ale również nie jestem gotowa na współżycie.. jeszcze nie teraz. Pożądanie i pragnienie rośnie - obawiam się, że nie będę w stanie go zatrzymać, nawet gdybym bardzo chciała. Żadne z nas nie zaprzestaje, jego usta powracają do moich. Czuję dłoń wkradającą się pod moją bluzkę - jego dłoń jest zimna, przez co przebiegają po mnie nieznaczne dreszcze.

- Te legginsy.. wyglądasz w nich tak dobrze - mruczy przesuwając dłonią po moim udzie. Uśmiecham się w jego usta, nic nie mogło już nas powstrzymać... tak myślałam, dopóki nie usłyszałam dźwięku tłuczonego szkła - rozbijając w drobny mak ten perfekcyjny moment.



Notka od autorki:

Nie zapomnijcie o głosach! :)


Co? Tłuczone szkło? O nie... Co sądzicie o całej randce?



Jeśli choć trochę szanujesz moją pracę, to proszę skomentuj :)
___________________________
* to oczywiście Coldplay the Scientist 😊

Ta randka.. ohohoho.. piosenka i w końcu ZULIET MOMENT :)

Zwaliłam tą scenę z pocałunkiem.. przepraszam, nie jestem najlepsza w tych scenach :c


ZA CHWILĘ (tak jakoś pod wieczór) DODAM NASTĘPNY!! TADADADA DOUBLE UPDATE!! Autorka przypomina o głosach, ja upominam się o komentarze :)


Przepraszam za 5-dniową zwłokę :c

Oczywiście nie sprawdzany 😘